Nagranie dźwiękowych efektów specjalnych to bardzo ważny etap postprodukcji w filmie fabularnym. Chodzi tu o tzw. efekty foley, czyli odtwarzanie i nagrywanie odgłosów, które widzimy na ekranie, ale nie zostały lub nie mogły być dobrze uchwycone na planie – np. kroki na różnych nawierzchniach, szelest ubrań, trzask zamykanych drzwi czy nawet subtelne szmery. W praktyce realizator foley korzysta ze specjalnych pomieszczeń studyjnych i rozmaitych przedmiotów, by jak najwierniej odtworzyć dźwięki synchronizowane z obrazem. Moim zdaniem to jedna z tych czynności, które potrafią totalnie odmienić odbiór sceny – często widzowie nie zdają sobie sprawy, jak wiele dźwięków zostało nagranych właśnie w postprodukcji, a nie na żywo. Efekty te miksuje się potem z dialogami i muzyką, aby osiągnąć pełnię dźwiękowego wrażenia. W branży filmowej to już niemal standard – bez profesjonalnie przygotowanego dźwięku film traci na realizmie i intensywności. Warto wspomnieć, że dźwiękowiec pracuje tu bardzo blisko z montażystą oraz reżyserem dźwięku, by całość była spójna. Szczerze, trudno wyobrazić sobie solidną postprodukcję bez takiego etapu. W Hollywood czy przy większych produkcjach jest to wręcz obowiązek, bo wymagania widzów co do jakości dźwięku rosną z roku na rok.
Sporządzanie raportów montażowych raczej kojarzy się z fazą produkcji, czasem preprodukcji – to głównie dokumentacja pracy na planie, która potem może ułatwić montaż, ale nie jest elementem stricte postprodukcyjnym. Samo budowanie filmowej dekoracji to już typowo zadanie ekipy scenograficznej podczas zdjęć, czyli przed etapem, na którym postprodukcja się w ogóle zaczyna. Tak naprawdę cała fizyczna budowa, ustawianie scenografii, przygotowanie rekwizytów, to są rzeczy robione przed przyjazdem ekipy dźwiękowej, montażowej czy ludzi od efektów specjalnych. Nagranie playbacków natomiast polega na wcześniejszym przygotowaniu muzyki lub ścieżki dźwiękowej, pod którą aktorzy udają śpiew podczas zdjęć – to też jest element realizacji na planie, nie coś, co ogarnia się po montażu obrazu. Moim zdaniem sporo osób myli te pojęcia, bo całość procesu filmowego wydaje się spójna, a tymczasem każda faza ma swoje jasno określone zadania. Typowym błędem jest przekonanie, że „wszystko co ma związek z dźwiękiem” dzieje się już na etapie postprodukcji – to nieprawda, bo duża część pracy dźwiękowej zaczyna się właśnie w trakcie zdjęć. Kolejny błąd to utożsamianie montażu z pisaniem raportów – jasne, raporty pomagają montażystom, ale nie są częścią głównego procesu kreatywnego. Z mojego doświadczenia wynika, że postprodukcja to głównie praca przy komputerze: montaż obrazu, korekcja kolorów, udźwiękowienie, nagrania efektów foley, mix, mastering, dodawanie efektów specjalnych. Pozostałe czynności to wyłącznie przygotowanie do tego, co dzieje się później. W praktyce tylko nagrania dźwiękowe efektów specjalnych są nieodłącznym i typowym elementem postprodukcji filmu fabularnego – reszta dzieje się dużo wcześniej lub na innym etapie procesu filmowego.