Okres przygotowawczy w produkcji filmu naprawdę trwa do pierwszego dnia zdjęciowego – to taki kluczowy rozdział w całym procesie realizacji. Jasne, czasem ludziom wydaje się, że przygotowania kończą się, gdy już mamy całą obsadę albo jak zamkniemy scenariusz, ale to trochę powierzchowne podejście. Tak na serio, tak zwana preprodukcja obejmuje wszystko: planowanie budżetu, dobór lokalizacji, ustalanie harmonogramu zdjęć, próby z aktorami, przygotowanie scenografii, kostiumów i sprzętu. Nawet jeśli casting już za nami, to przecież dalej dopracowuje się mnóstwo detali – czasami do ostatniej chwili. Dopiero kiedy cała ekipa i aktorzy stają na planie, a reżyser mówi „akcja!” po raz pierwszy, wtedy można śmiało powiedzieć, że zakończyliśmy fazę przygotowań i wchodzimy w etap zdjęciowy. W praktyce, jeśli dobrze ogarniesz okres przygotowawczy, to zdjęcia idą sprawniej, mniej jest nieprzewidzianych problemów, a całość dużo rzadziej wychodzi poza założony budżet. To zdecydowanie widać na profesjonalnych planach – nikt nie zostawia rozgrzebanych tematów na później, tylko zamyka wszystko właśnie do pierwszego dnia zdjęciowego. Często mówi się, że sukces filmu jest w 80% zależny właśnie od tego, jak przeprowadzi się preprodukcję. Moim zdaniem, to niedoceniany etap, a szkoda, bo często ratuje całą produkcję jeszcze zanim padnie pierwszy klaps.
Wokół okresu przygotowawczego w produkcji filmu krąży sporo nieporozumień i uproszczeń, które prowadzą do mylnych wniosków. Zakończenie castingu to tylko jeden z wielu elementów preprodukcji, ale nie oznacza jeszcze, że cała machina przygotowań została domknięta. Często nawet po wyborze aktorów trwają intensywne prace nad harmonogramem, lokalizacjami czy dokumentacją techniczną. Ostatni klaps, choć brzmi efektownie, tak naprawdę wyznacza koniec zdjęć, czyli moment, gdy film przechodzi do postprodukcji – to już etap po okresie przygotowawczym i samych zdjęciach. Jeśli chodzi o postsynchrony, to jest to już typowa domena postprodukcji, czyli obróbki dźwięku po nakręceniu materiału – tutaj etap przygotowań dawno się skończył. W branżowych standardach mówi się jasno: okres przygotowawczy kończy się w momencie, gdy zaczynają się zdjęcia, bo od tej pory produkcja funkcjonuje według innych procedur i priorytetów. Mylenie tych pojęć prowadzi często do chaosu organizacyjnego na planie, bo niektórzy zostawiają sprawy na ostatnią chwilę albo niewłaściwie rozdzielają zadania. Spotkałem się z opinią, że w mniejszych produkcjach czasem te granice się zacierają, ale w profesjonalnych warunkach nie ma tu miejsca na dowolność – im lepiej odróżnia się te fazy, tym większa szansa, że projekt przebiegnie sprawnie. Warto pamiętać, że dobra preprodukcja to podstawa sukcesu, a jej sztywna cezura wypada właśnie w dniu rozpoczęcia zdjęć, nie później.