Taśma światłoczuła to zdecydowanie podstawowy nośnik, na którym przez dekady utrwalano i wyświetlano filmy – zarówno amatorskie, jak i profesjonalne. To na niej rejestrowano obraz w procesie analogowym, gdzie światło oddziaływało bezpośrednio na emulsję chemiczną, co pozwalało uzyskać obraz o niesamowitej głębi i trwałości. Właśnie taśma światłoczuła, znana też jako film perforowany, jest standardem w klasycznej kinematografii. Nawet dziś, gdy cyfrowa rejestracja wypiera analogową, wielu operatorów kamer i reżyserów decyduje się na film światłoczuły dla specyficznego, niepodrabialnego charakteru obrazu – patrz: produkcje Quentina Tarantino czy Christophera Nolana. Moim zdaniem, z punktu widzenia historii techniki filmowej, trzeba znać ten fundament – bo cały język kina, kadrowanie, montaż, efekty specjalne – został „wymyślony” pod ten właśnie nośnik. Było to coś więcej niż tylko „dyskietka” na obraz: taśma światłoczuła narzucała styl pracy, ograniczenia i możliwości. Współczesne skanowanie taśm światłoczułych w bardzo wysokiej rozdzielczości (na przykład 4K lub 8K) udowadnia, że ich jakość z czasów analogowych nadal wygrywa z niejednym cyfrowym formatem. Warto trochę powspominać: w kinie wiejskim, gdy projektor szumiał a obraz migał na srebrnym ekranie – to zawsze była taśma światłoczuła.
Wiele osób kojarzy nośniki takie jak DVD, DVcam czy Beta camSP z filmem, bo faktycznie w branży filmowej przez długi czas były to popularne formaty zapisu i dystrybucji materiałów wideo. Jednak należy odróżnić nośniki służące do produkcji i montażu od tych, które są podstawą samej kinematografii. DVD jest przykładem nośnika cyfrowego, który wykorzystywano głównie do dystrybucji filmów dla szerokiego grona odbiorców, ale nie do ich pierwotnego utrwalania ani wyświetlania kinowego. DVcam oraz Beta camSP to z kolei profesjonalne, ale jednak wideoformaty magnetyczne – DVcam był szeroko używany w telewizji, reportażach czy dokumentach, Beta camSP w telewizji i produkcji programów. Ich technologia opiera się na zapisie magnetycznym, a jakość – choć kiedyś była świetna – nigdy nie dorównywała możliwościom klasycznej taśmy światłoczułej, szczególnie pod względem rozpiętości tonalnej, odwzorowania barw i archiwizacji. Trudno też mówić o tych formatach jako o „podstawowych” w kontekście historii kina – bo to taśma światłoczuła, czyli analogowy film, przez kilkadziesiąt lat była standardem, na którym powstały największe dzieła światowej kinematografii. Dla wielu profesjonalistów to właśnie praca na taśmie światłoczułej pozostaje synonimem filmowej jakości obrazu. Moim zdaniem, mylenie nośników wideo z klasycznymi filmowymi wynika z faktu, że dziś większość ludzi spotyka się jedynie z zapisem cyfrowym lub magnetycznym, zapominając o korzeniach i technicznych podstawach kinematografii. To jak porównywanie kasety magnetofonowej ze studyjnym winylem – wygląda podobnie, lecz technologicznie i jakościowo to zupełnie inne światy.