Kopie eksploatacyjne to w branży filmowej absolutny standard, jeśli chodzi o rozpowszechnianie filmu. To właśnie te nośniki są przygotowywane z myślą o dystrybucji – zarówno do kin, telewizji, jak i na rynek DVD/Blu-ray czy platformy streamingowe. W praktyce wygląda to tak, że po ukończeniu produkcji filmu i zaakceptowaniu przez producenta, tworzy się specjalną wersję przeznaczoną do masowego odtwarzania. Kopia eksploatacyjna jest zoptymalizowana pod kątem trwałości, kompatybilności sprzętowej oraz wymagań technicznych, jakie stawiają poszczególne kanały dystrybucji. Co ciekawe, zgodnie z wytycznymi Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, jak i normami międzynarodowymi, taka kopia musi spełniać określone parametry techniczne, np. odpowiednią rozdzielczość, format zapisu dźwięku i obrazu. Z mojego doświadczenia wynika, że dobrze przygotowana kopia eksploatacyjna to podstawa sukcesu dystrybucyjnego – jeśli coś na tym etapie pójdzie nie tak, widzowie mogą zobaczyć film w gorszej jakości, a to już psuje cały efekt pracy ekipy. W projektach, w których miałem okazję uczestniczyć, zawsze duży nacisk kładło się na testy kompatybilności właśnie tych kopii. Tak więc praktyka pokazuje, że odpowiedź o kopii eksploatacyjnej jest nie tylko prawidłowa, ale i najważniejsza pod względem profesjonalnego podejścia do rozpowszechniania gotowego filmu.
Wybierając kopie wzorcowe, korekcyjne czy reżyserskie jako te przeznaczone do rozpowszechniania filmu, łatwo wpaść w typową pułapkę myślową – chodzi o pomylenie etapów produkcyjnych z dystrybucją. Kopia wzorcowa to po prostu finalna forma filmu zaakceptowana przez producenta lub reżysera, na której bazują potem inne kopie, ale sama w sobie nie trafia bezpośrednio do szerokiego obiegu. Jest jakby punktem odniesienia, matrycą do dalszych działań. Kopia korekcyjna natomiast służy wyłącznie do sprawdzania i poprawiania błędów technicznych czy kolorystycznych – czasem nazywana jest roboczą, bo to taka wersja „testowa”. Z kolei kopia reżyserska, czyli tzw. director’s cut, to wariant montażowy zgodny z wizją reżysera, ale bardzo często jej dystrybucja jest ograniczona – trafia raczej na festiwale czy do prywatnej kolekcji, rzadziej na rynek masowy. Moim zdaniem sporo osób myli te pojęcia, bo brzmią dość oficjalnie i profesjonalnie, ale praktyka branżowa jest jasna: tylko kopie eksploatacyjne są przygotowywane z myślą o dystrybucji do różnych kanałów, mają stosowne zabezpieczenia i odpowiednią jakość, aby nie zawieść widza. Dobrym przykładem jest procedura przygotowania materiału filmowego do ogólnopolskiej sieci kin − nikt nie wyśle tam kopii reżyserskiej czy korekcyjnej, bo nie spełniają one norm technicznych i licencyjnych. Warto więc odróżniać etapy produkcji (gdzie tworzy się kopie do testów lub akceptacji) od etapu dystrybucji, gdzie liczy się przede wszystkim niezawodność i zgodność z wymaganiami rynku.