Postsynchrony, czyli nagrania dźwięku realizowane po zakończeniu zdjęć, to bardzo ważny etap w produkcji filmowej czy telewizyjnej. Chodzi tu głównie o dogranie dialogów lub innych kwestii, które z różnych przyczyn nie zostały dobrze zarejestrowane na planie. W praktyce, bez aktorów, którzy ponownie wypowiadają swoje kwestie w studiu, właściwie nie da się wykonać tej czynności. Aktorzy muszą dokładnie odwzorować emocje, intonację i tempo zagrane na planie, żeby dźwięk pasował do obrazu. Często wymaga to kilku prób, bo zsynchronizowanie ruchu warg z nowo nagranym dźwiękiem bywa trudne. Branżowym standardem jest, by postsynchrony zawsze nagrywać w profesjonalnym, wygłuszonym studiu, żeby uzyskać czysty dźwięk bez zakłóceń. Spotkałem się z sytuacjami, gdzie nawet najlepsi technicy nic nie wskórają, jeśli aktor nie przyłoży się do ponownego odegrania sceny. Dobre praktyki mówią także o tym, żeby dla wiarygodności dźwięku używać tych samych aktorów, którzy wystąpili na ekranie. Co więcej, w filmach międzynarodowych często zatrudnia się aktorów głosowych do dubbingu, ale w postsynchronach dominuje pierwotna obsada. No i to wszystko wpływa na końcową jakość filmu – dobrze wykonane postsynchrony odbiorcy nie powinni w ogóle zauważyć.
Zdarza się, że osoby nie związane na co dzień z realizacją dźwięku do filmu mylą role poszczególnych osób w procesie postsynchronów. Kierownik planu pełni funkcję organizacyjną i logistyczną podczas zdjęć – jego zadaniem jest dbanie o przebieg dnia zdjęciowego, harmonogramy, transport i komunikację między ekipą. Jednak na etapie postsynchronów, kiedy zdjęcia są już zakończone, kierownik planu nie odgrywa żadnej kluczowej roli. Podobnie jest z kierownikiem produkcji – to osoba odpowiedzialna głównie za budżet, organizację, dokumentację produkcji, czasem za formalności prawne czy rozliczenia, ale nie bierze udziału bezpośrednio w procesie nagrywania dźwięku w studiu. Często spotykam się z przekonaniem, że do postsynchronów wystarczy sam technik lub specjalista od dźwięku, ale to poważny błąd. Imitator dźwięku, znany też jako foley artist, rzeczywiście jest bardzo ważny, ale jego domeną są efekty dźwiękowe – kroki, szmery, przedmioty, a nie dialogi aktorskie. Typowym błędem jest wrzucenie go do jednego worka z lektorami czy aktorami głosowymi. Tymczasem, żeby prawidłowo wykonać postsynchrony, potrzebni są przede wszystkim aktorzy – najlepiej ci sami, którzy grali w filmie. Oni muszą dograć swoje partie dialogowe tak, by ich głos i emocje dokładnie współgrały z obrazem. Praktyka branżowa jasno rozdziela obowiązki: aktorzy odpowiadają za dialogi, imitatorzy za efekty, a kierownicy za organizację. Dlatego mylenie tych ról prowadzi do nieporozumień i utrudnia zrozumienie, jak profesjonalnie realizuje się dźwięk do filmu. Moim zdaniem, warto pamiętać, że postsynchrony to praca przede wszystkim aktorska, a dopiero potem techniczna.