Koszt ubezpieczenia środków inscenizacyjnych to właśnie perfekcyjny przykład kosztu pośredniego, który powinien być uwzględniany w budżecie produkcji filmowej. W praktyce takie ubezpieczenia to podstawa bezpieczeństwa całej ekipy i sprzętu, zwłaszcza podczas zdjęć w trudnych warunkach czy z użyciem drogiej scenografii. Moim zdaniem to trochę taki wydatek, o którym się rzadko myśli na pierwszym etapie planowania, a później okazuje się, że to był strzał w dziesiątkę. Dobre praktyki branżowe wskazują, że zarządzanie ryzykiem, a właśnie do tego zaliczamy ubezpieczenia, jest kluczowe w profesjonalnej produkcji. I nie chodzi tylko o jakieś wielkie katastrofy – czasem zwykły deszcz czy drobna kolizja na planie potrafią narobić sporych szkód. Właśnie z tego powodu koszt ubezpieczenia nigdy nie jest przypisany bezpośrednio do konkretnej sceny czy osoby, tylko traktowany jako element ogólny, rozłożony na całą produkcję. Oczywiście podobnie postępuje się z innymi wydatkami pośrednimi, jak np. opłaty administracyjne czy koszty transportu sprzętu. Ważne jest, żeby nie mylić tego z kosztami stricte produkcyjnymi, takimi jak honoraria czy zakup sprzętu – to trochę inna kategoria, wpisana w całościowy plan finansowy projektu. Z mojego doświadczenia wynika, że lekceważenie tych pozycji może naprawdę namieszać w rozliczeniach na końcu.
Wydaje się, że czasem łatwo pomylić koszty bezpośrednie z pośrednimi. Honorarium realizatora wizji, czy operatora dźwięku to typowe przykłady kosztów bezpośrednich, bo są bezpośrednio związane z konkretnymi etapami produkcji i konkretnymi osobami wykonującymi zadania na planie. Te wydatki wpisuje się zwykle do budżetu wprost przy planowaniu obsady i ekipy technicznej – nie mają one charakteru rozproszonego, a ich wysokość jest jasno określona i przypisana do konkretnych czynności. Podobnie koszt zakupu kamer reporterskich jest klasycznym kosztem inwestycyjnym lub eksploatacyjnym, ale nadal bezpośrednim – kamera kupowana jest z myślą o użyciu w danym projekcie, przez konkretną ekipę. Tutaj większość osób popełnia błąd myśląc, że każdy wydatek związany z filmem to już koszt pośredni, a tak naprawdę tylko te, które nie wynikają z bezpośredniej pracy przy danej scenie czy zadaniu, np. ubezpieczenia, opłaty administracyjne, koszty księgowości, czy transportu, traktujemy jako pośrednie. To trochę jak z rachunkiem w restauracji – koszt potrawy to wydatek bezpośredni, ale napiwek dla kelnera lub opłata za rezerwację stolika to już coś, co rozkłada się na całą usługę. Moim zdaniem najwięcej nieporozumień wynika z niedoprecyzowania tych pojęć lub z braku doświadczenia w prawdziwej produkcji – teoria teorią, ale w praktyce każdy producent dokładnie oddziela te kategorie, bo od tego zależy poprawność późniejszych rozliczeń budżetowych. Warto zapamiętać, że wydatki osobowe i inwestycje w sprzęt najczęściej mają charakter bezpośredni, a wszystkie elementy zabezpieczające i wspierające produkcję – pośredni.