W kosztorysie filmu fabularnego najważniejsze jest to, żeby ująć absolutnie wszystkie koszty planowanej produkcji. To takie trochę jak budowanie solidnych fundamentów pod dom – bez tego całość może się rozsypać. Z praktyki branżowej wynika, że kosztorys ma być nie tylko narzędziem kontroli wydatków, ale też dokumentem, na którym opierają się decyzje inwestorów, producentów i instytucji finansujących. W kosztorysie nie ograniczamy się tylko do pojedynczych kategorii, takich jak adaptacja obiektów czy dystrybucja, bo to byłoby podejście zbyt wąskie i nieprofesjonalne. Musisz przewidzieć wszystko: honoraria aktorów, wynagrodzenia ekipy, koszty transportu, scenografii, sprzętu, ubezpieczeń, postprodukcji, a nawet rezerwować tzw. contingency, czyli bufor na nieprzewidziane sytuacje. Bez tego po prostu nie da się wiarygodnie zarządzać projektem filmowym. Jeśli ktoś myśli, że można coś pominąć, to ryzykuje poważne problemy w trakcie zdjęć – a wiem z doświadczenia, że chaos na planie przez źle zrobiony kosztorys potrafi wywrócić wszystko do góry nogami. Warto też pamiętać, że dobry kosztorys to dokument żywy – aktualizuje się go w trakcie produkcji, bo sytuacja w branży filmowej potrafi się szybko zmieniać. Standardy branżowe, np. wzory kosztorysów PISF, jasno wskazują, że pełna przejrzystość i szczegółowość to podstawa. Dzięki temu każdy uczestnik procesu – od kierownika produkcji po inwestora – wie, na czym stoi. To jest ten profesjonalizm, który odróżnia amatorskie podejście od zawodowego.
Często spotykam się z myśleniem, że kosztorys filmu powinien skupiać się wyłącznie na takich kategoriach jak koszty dystrybucji, adaptacja obiektów czy nawet wydzielone koszty niespodziewane. To jest dosyć mylące i pokazuje raczej wycinek branżowej praktyki niż jej pełny obraz. Skupienie się tylko na kosztach dystrybucji może wynikać z przekonania, że są one wysokie i trudne do przewidzenia, ale w rzeczywistości kosztorys produkcji fabularnej obejmuje o wiele więcej: od fazy developmentu, przez preprodukcję, zdjęcia, postprodukcję, aż po zamknięcie projektu. Ograniczenie się do samej adaptacji obiektów to błąd, bo to tylko jeden z wielu elementów – w prawdziwym kosztorysie pojawiają się przecież koszty związane z pracą ekipy, aktorami, wypożyczeniem sprzętu, cateringiem, opłatami za lokalizacje, transportem, ubezpieczeniami i całą masą innych spraw. Stawianie na tzw. „koszty niespodziewane” to też nieporozumienie, bo chociaż rezerwa budżetowa jest istotna, stanowi ona jedynie ułamek całości i nie może zastępować skrupulatnego planowania każdego wydatku. Z mojego doświadczenia wynika, że nieuwzględnienie pełnego zakresu kosztów to jedna z głównych przyczyn przekroczeń budżetowych i konfliktów na linii produkcja–inwestor. Branżowe standardy, np. stosowane przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, zakładają pełną szczegółowość i transparentność już na etapie wnioskowania o dofinansowania. Myślenie fragmentaryczne, polegające na skupieniu się na pojedynczych kategoriach, prowadzi do ryzyka niedoszacowania całościowego budżetu i może być przyczyną poważnych problemów w trakcie realizacji filmu. To taka klasyczna pułapka dla początkujących – skupiać się na detalach, zamiast widzieć cały, skomplikowany obraz produkcji.