Ocena ilości skorodowanych arkuszy blachy to absolutna podstawa, gdy mówimy o fachowej diagnostyce pokryć z blachy płaskiej przed remontem. Każdy, kto kiedyś miał do czynienia z takim dachem, wie, że korozja to największy wróg blachy – nie chodzi tylko o estetykę, ale zwłaszcza o wytrzymałość i szczelność pokrycia. Korozja najczęściej zaczyna się od drobnych ognisk – przy łączeniach, przy uszkodzonej powłoce ochronnej, tam gdzie wilgoć ma najłatwiej. Im więcej skorodowanych arkuszy, tym większe ryzyko przecieków, łuszczenia i dalszego niszczenia konstrukcji dachu. Branżowe standardy, na przykład wytyczne Polskiego Stowarzyszenia Dekarzy, jasno mówią: przed jakimkolwiek remontem trzeba zrobić dokładną inwentaryzację stanu blachy – sprawdzić, ile arkuszy nadaje się do wymiany, a ile jeszcze można zabezpieczyć czy odnowić. Co ciekawe, czasami skorodowany jest tylko fragment arkusza, ale według dobrych praktyk i tak warto wymienić całość, bo łatane pokrycie nie daje gwarancji szczelności i trwałości. Profesjonalista zawsze oceni, czy opłaca się jeszcze ratować blachę, czy już wymienić ją na nową – i właśnie liczba skorodowanych arkuszy jest tu kluczowym wyznacznikiem. Moim zdaniem to taka typowa sytuacja z życia: widzisz kilka miejsc z rudymi plamkami, myślisz „jeszcze wytrzyma”, a potem nagle cała połać do roboty. Dlatego taka kontrola to nie formalność, tylko naprawdę ważny krok.
Wiele osób zaczynających przygodę z pokryciami dachowymi może mieć wątpliwości, co właściwie powinno się sprawdzić przed remontem blachy płaskiej. I faktycznie, część odpowiedzi brzmi logicznie na pierwszy rzut oka – choćby liczenie wkrętów mocujących blachę. Tyle że w praktyce sama liczba wkrętów nie powie nam nic o stanie technicznym pokrycia. Można mieć komplet mocowań, a blacha i tak będzie skorodowana na wylot. Czasem spotykam się z opinią, że kluczowe są przekroje kontrłat podtrzymujących blachę. Owszem, ich stan jest istotny przy diagnostyce całej konstrukcji dachu, zwłaszcza gdy chcemy ocenić nośność czy przygotować się do montażu nowych pokryć, ale sam przekrój kontrłat nie daje informacji o zużyciu i stopniu korozji blachy – to trochę inna kategoria oceny. Pojawia się też temat wielkości żabek i łapek mocujących blachę. To niby ważne, bo od nich zależy, czy blacha się nie odczepi przy silnym wietrze, ale w kontekście remontu liczy się przede wszystkim to, co widać gołym okiem – czyli właśnie korozja. Chyba najczęstszym błędem jest skupianie się na detalach montażowych, zapominając, że nawet najlepiej zamocowana, a zardzewiała blacha i tak będzie wymagała wymiany. Z mojego doświadczenia wynika, że takie myślenie wynika z chęci szybkiego załatwienia tematu lub z braku praktyki. Tymczasem w branżowych normach czy instrukcjach, jak choćby ITB czy wytycznych producentów blach, zawsze podkreśla się wagę oceny stopnia korozji. To właśnie liczba skorodowanych arkuszy decyduje o zakresie remontu, kosztach i wyborze technologii naprawy. Zatem choć inne aspekty mają znaczenie, to bez rzetelnej oceny korozji nie da się poprawnie zaplanować remontu pokrycia z blachy płaskiej.