Prawidłowa odpowiedź polega na rozkuciu gniazda i wykonaniu nowej izolacji belki, bo właśnie taki sposób naprawy gwarantuje trwałość i bezpieczeństwo całej konstrukcji. W praktyce, gdy podczas przeglądu budynku okazuje się, że końcówka belki ma uszkodzoną izolację, to przede wszystkim trzeba ją dokładnie odsłonić – czyli rozkuć gniazdo, w którym belka jest osadzona. Tylko wtedy można zobaczyć faktyczny stan drewna i ocenić, czy całość nie jest zainfekowana np. grzybem lub wilgocią. Taka procedura jest zgodna z podstawowymi zasadami konserwacji elementów konstrukcyjnych budynków, a także z zaleceniami zawartymi w normach PN-EN dotyczących ochrony drewna i napraw ciesielskich. Z mojego doświadczenia wynika, że wykonywanie nowej izolacji jest kluczowe, bo stare zabezpieczenie najczęściej już nie spełnia swojej funkcji. Stosuje się tu np. papę na lepiku lub nowoczesne folie izolacyjne, które oddzielają drewno od muru i zapobiegają przenikaniu wilgoci, co wyraźnie wydłuża żywotność belki. Ważne, żeby nie pomijać żadnego etapu – najpierw usunięcie starej, nieskutecznej warstwy, potem oczyszczenie, a na końcu staranne wykonanie nowej izolacji. Takie podejście jest nie tylko zgodne z dobrą praktyką, ale też wymagane przez nadzór budowlany. Można tu przy okazji sprawdzić, czy nie wystąpiły inne uszkodzenia, jak pęknięcia czy zgnilizna, i od razu je naprawić. W skrócie: solidne podejście to podstawa, a łatanie izolacji "na wyczucie" bez rozkucia muru nie daje gwarancji skuteczności.
W kontekście konserwacji i naprawy drewnianych belek stropowych w budynku bardzo często pojawiają się błędne przekonania dotyczące tego, jakie działania rzeczywiście rozwiązują problem uszkodzonej izolacji. Zestrugiwanie drewna i ponowne izolowanie bez rozkucia gniazda może się wydawać szybkie i wygodne, ale w praktyce nie zapewnia dostępu do całego obszaru styku drewna z murem – a to właśnie tam najczęściej pojawia się wilgoć i rozwój grzybów. Ograniczając się do samej powierzchni belki, pomijamy miejsce, gdzie problem jest najbardziej nasilony. Podobnie, powlekanie belki środkiem grzybobójczym bez usunięcia starej izolacji i dokładnego oczyszczenia nie daje trwałego efektu, bo środek nie dotrze do wszystkich zakamarków, a poza tym nie rozwiązuje podstawowego problemu: kontaktu drewna z wilgotnym murem. Dodatkowo, samo podparcie belki w środku rozpiętości nie rozwiązuje kwestii izolacyjności i ochrony przed wilgocią, a może wręcz wprowadzić niepotrzebne naprężenia w konstrukcji, jeśli nie jest wykonane zgodnie z projektem. Tego typu uproszczone działania wynikają przeważnie z mylnego założenia, że naprawa ma być szybka i bezinwazyjna, a jednak normy i dobre praktyki branżowe (np. PN-EN 1995-1-1 dotycząca konstrukcji drewnianych) wyraźnie wskazują, że należy odtworzyć pełną izolację na styku elementów drewnianych z murem. Rozkuwanie gniazda i wykonanie nowej izolacji to nie fanaberia, tylko jedyny sposób, żeby mieć pewność, że konstrukcja będzie chroniona przed działaniem wilgoci i związanymi z tym problemami. Praktyka pokazuje, że miejscowe, powierzchniowe naprawy po prostu nie wystarczają. Zawsze lepiej zrobić trochę więcej roboty – rozkuć, obejrzeć, zabezpieczyć – niż potem zmagać się z poważniejszymi uszkodzeniami całego stropu.