Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
Rozpoczęcie: 18 października 2026 05:21
Zakończenie: 18 października 2026 05:31
Egzamin zdany!
Wynik: 33/40 punktów (82,5%)
Wymagane minimum: 20 punktów (50%)
Pewność odpowiedzi
Jako strzał oznaczono 7 odpowiedzi - trafionych: 4.
Z odpowiedzi deklarowanych jako pewne poprawnych było 29 z 33. Trafiony strzał to nie jest wiedza - te pytania warto powtórzyć w pierwszej kolejności.
Twój wynik na tle innych
Twój wynik jest lepszy niż 53% podejść do kwalifikacji MED.08.
Porównanie z 20110 zakończonymi podejściami do tej kwalifikacji (dane zbiorcze, bez wyników indywidualnych).
Zachowaj ten wynik na koncie
Załóż darmowe konto albo zaloguj się - ten egzamin przypiszemy do Twojego konta, więc wrócisz do swoich błędów, będziesz śledzić postęp i dostaniesz powtórki dobrane do Twoich odpowiedzi.
Parametr spirometryczny czynnościowa pojemność zalegająca oznaczany jest skrótem
A. TLC
B. FRC
Twoja odpowiedź
C. TV
D. RV
Poprawna odpowiedź. Prawidłowy skrót dla czynnościowej pojemności zalegającej to FRC, czyli z angielskiego Functional Residual Capacity. Ta wartość opisuje objętość powietrza, która pozostaje w płucach po zakończeniu spokojnego wydechu, kiedy mięśnie oddechowe są w zasadzie rozluźnione. Moim zdaniem to jeden z ważniejszych parametrów, bo pokazuje „ustawienie” układu oddechowego w stanie spoczynku, bez forsowania wdechu czy wydechu. FRC jest sumą objętości zalegającej (RV) i objętości zapasowej wydechowej (ERV). W praktyce, przy interpretacji spirometrii i badań pojemności płuc, FRC pomaga ocenić, czy płuca są nadmiernie rozdęte, jak np. w POChP, czy raczej zapadają się, jak w niektórych restrykcjach. W nowoczesnej diagnostyce używa się różnych metod wyznaczania FRC: bodypletyzmografii, techniki helowej, azotowej. Z mojego doświadczenia, w opisach badań bardzo często wnioskujemy o pułapkowaniu powietrza właśnie na podstawie podwyższonego FRC względem normy. Standardy spirometryczne (np. ERS/ATS) podkreślają, że sama spirometria przepływowo-objętościowa nie wystarcza do oceny FRC, trzeba badania pojemności płuc. Warto też pamiętać, że FRC jest mocno zależne od pozycji ciała: w leżeniu spada, w pozycji stojącej rośnie, co ma znaczenie np. przy kwalifikacji pacjentów do zabiegów czy wentylacji mechanicznej. W praktyce technika badań powinna minimalizować błędy: pacjent spokojnie oddycha, nie może być po forsownym wysiłku, a sprzęt musi być regularnie kalibrowany, żeby FRC było wiarygodne i porównywalne między badaniami.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2021 (arkusz Z.21-SG-21.06).
Pytanie 2
Zamieszczone obrazy związane są z badaniem
A. densytometrycznym.
Twoja odpowiedź
B. audiometrycznym.
C. dopplerowskim.
D. testu wysiłkowego.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana odpowiedź to badanie densytometryczne. Na obrazie po lewej stronie widać projekcję bliższego końca kości udowej z nałożonymi polami pomiarowymi, a po prawej charakterystyczny wykres zależności BMD (Bone Mineral Density, gęstość mineralna kości) od wieku z zaznaczonym T-score i strefami: zieloną (norma), żółtą (osteopenia) i czerwoną (osteoporoza). To jest typowy ekran z badania DXA (dual-energy X-ray absorptiometry), czyli złotego standardu w diagnostyce osteoporozy według zaleceń WHO i większości towarzystw osteologicznych. W densytometrii wykorzystuje się promieniowanie rentgenowskie o dwóch różnych energiach, a oprogramowanie aparatu wylicza BMD w g/cm² oraz wskaźniki T-score i Z-score. Kluczowe miejsca pomiaru to kręgosłup lędźwiowy i bliższy koniec kości udowej, dokładnie tak jak na pokazanym obrazie. W praktyce klinicznej wynik densytometrii służy nie tylko do rozpoznania osteoporozy, ale też do oceny ryzyka złamań (np. FRAX), kwalifikacji do leczenia farmakologicznego i monitorowania skuteczności terapii. Z mojego doświadczenia ważne jest prawidłowe pozycjonowanie pacjenta i unikanie artefaktów, bo błędy ułożenia biodra czy obecność metalowych elementów potrafią istotnie zafałszować BMD. Dobrą praktyką jest porównywanie kolejnych badań na tym samym aparacie, w tej samej projekcji i z identycznym protokołem analizy, żeby trend gęstości mineralnej kości był wiarygodny. Warto też pamiętać, że densytometria nie bada „jakości” kości jako takiej, tylko ich gęstość, dlatego wynik zawsze interpretujemy razem z obrazem klinicznym, wywiadem o złamaniach i innymi czynnikami ryzyka.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2015 (arkusz Z.21-X-15.05).
Pytanie 3
W badaniu EEG w systemie „10-20” elektrody w okolicy skroniowej oznaczone są literą
A. P
B. F
C. O
D. T
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – w klasycznym systemie „10–20” do opisu elektrod w okolicy skroniowej używa się litery T, od angielskiego „temporal”. Jest to standard międzynarodowy, stosowany w pracowniach EEG na całym świecie, więc warto go mieć w małym palcu. Elektrody skroniowe to m.in. T3, T4, T5, T6 w starszej nomenklaturze, a w nowszej – odpowiednio T7, T8, P7, P8, ale litera T cały czas oznacza region skroniowy. Cyfra parzysta zawsze odnosi się do półkuli prawej, a nieparzysta do lewej, a litera określa płat mózgu: F – czołowy (frontal), C – centralny, P – ciemieniowy (parietal), O – potyliczny (occipital), a właśnie T – skroniowy (temporal). Z mojego doświadczenia w pracowni EEG, szybkie i pewne kojarzenie tych oznaczeń bardzo ułatwia zarówno prawidłowe rozmieszczenie elektrod na głowie, jak i późniejszą interpretację zapisu, szczególnie w diagnostyce padaczek skroniowych, napadów częściowych czy zmian pourazowych. W praktyce, jeżeli w opisie badania EEG pojawia się np. „zmiany napadowe w okolicy T3–T5”, od razu wiadomo, że chodzi o lewą okolicę skroniową, często z zajęciem tylnych rejonów tego płata. Dobra znajomość systemu 10–20 jest też wymagana w standardach szkoleniowych techników EEG i neurofizjologii klinicznej, bo od poprawnego rozmieszczenia elektrod zależy wiarygodność badania. Moim zdaniem to jest taki absolutny fundament – jak alfabet w czytaniu – bez tego każda dalsza interpretacja EEG robi się mocno niepewna.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2021 (arkusz Z.21-SG-21.01).
Pytanie 4
W scyntygrafii dynamiczne badanie najczęściej rozpoczyna się
A. w momencie uzyskania stałego poziomu aktywności radiofarmaceutyku.
B. w momencie lub tuż po iniekcji radiofarmaceutyku.
Twoja odpowiedź
C. po godzinie od chwili podania radiofarmaceutyku.
D. po dwóch godzinach od chwili podania radiofarmaceutyku.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź wynika z samej istoty scyntygrafii dynamicznej. W tego typu badaniu interesuje nas przede wszystkim przebieg w czasie: jak radiofarmaceutyk napływa do narządu, jak jest wychwytywany przez tkanki i jak potem jest z nich usuwany. Żeby zarejestrować pełną krzywą czas–aktywność, trzeba zacząć akwizycję obrazów dokładnie w momencie lub dosłownie tuż po iniekcji radiofarmaceutyku. Wtedy gammakamera „widzi” zarówno bardzo wczesną fazę naczyniową (przepływ krwi), jak i kolejne etapy dystrybucji i eliminacji. W badaniach takich jak scyntygrafia nerek (renoscyntygrafia), scyntygrafia perfuzyjna serca w trybie first-pass czy badania przepływu mózgowego, rozpoczęcie akwizycji już w chwili podania preparatu jest standardem i znajduje się w zaleceniach towarzystw medycyny nuklearnej. Z mojego doświadczenia, nawet kilkudziesięciosekundowe opóźnienie potrafi zniekształcić kształt krzywej i utrudnić interpretację: np. gorzej widać fazę napływu, trudniej ocenić perfuzję czy funkcję wydalniczą. Technicznie wygląda to tak, że pacjent jest już ułożony na stole, gammakamera jest ustawiona, parametry akwizycji wprowadzone, a operator podaje radiofarmaceutyk dożylnie dokładnie w chwili startu rejestracji. To pozwala potem analizować pik aktywności, czasy półzaniku, wskaźniki przepływu i filtracji. Dobra praktyka jest taka, żeby wszystko było wcześniej przygotowane: wenflon założony, pacjent poinformowany, brak zbędnych ruchów w trakcie pierwszych minut. Dzięki temu uzyskujemy wiarygodne dane dynamiczne, a nie tylko „statyczny obraz” po czasie, który w ogóle nie oddaje charakteru badania dynamicznego.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).
Pytanie 5
Pozytywny środek cieniujący najczęściej stosowany w rentgenodiagnostyce powinien charakteryzować się
A. niską hydrofilnością.
B. wysoką lepkością.
C. niską osmolalnością.
Twoja odpowiedź
D. wysoką lipofilnością.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź to niska osmolalność, bo właśnie ten parametr w praktyce najbardziej decyduje o bezpieczeństwie pozytywnych środków cieniujących stosowanych w rentgenodiagnostyce (np. w TK, urografii, angiografii). Środki kontrastowe o wysokiej osmolalności mocno „ściągają” wodę z komórek i przestrzeni śródmiąższowej do światła naczyń. To powoduje nagłe zwiększenie objętości osocza, obciążenie układu krążenia, ryzyko nudności, wymiotów, bólów głowy, a nawet zaburzeń hemodynamicznych. Dlatego we współczesnych standardach radiologicznych preferuje się środki niskoosmolalne lub izoosmolalne względem osocza. Z mojego doświadczenia to jest jedna z pierwszych rzeczy, na które zwraca się uwagę przy doborze kontrastu u pacjentów z niewydolnością nerek, niewydolnością krążenia czy u osób starszych. Niższa osmolalność oznacza mniejsze ryzyko nefrotoksyczności kontrastowej (CIN), mniejsze ryzyko bólu przy podaniu dotętniczym oraz ogólnie lepszą tolerancję. W praktyce w pracowniach TK czy angiografii używa się głównie nowoczesnych jodowych środków niskoosmolalnych, niejonowych, które są dobrze rozpuszczalne w wodzie (wysoka hydrofilność), łatwo wydalane przez nerki i mają dobry profil bezpieczeństwa. Wysoka lepkość jest raczej niepożądana, bo utrudnia przepływ środka przez cienkie cewniki i może powodować większy opór przy wstrzykiwaniu. Z kolei wysoka lipofilność nie jest cechą pożądaną dla kontrastów dożylnych – środek powinien być hydrofilny, żeby swobodnie krążyć w osoczu i być szybko wydalony. Tak więc w praktyce klinicznej niska osmolalność to absolutna podstawa przy wyborze dobrego, nowoczesnego środka cieniującego.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).
Pytanie 6
W radiologii stomatologicznej ząb o numerze 23 to kieł
A. dolny lewy.
B. dolny prawy.
C. górny prawy.
D. górny lewy.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. W systemie numeracji zębów stosowanym w stomatologii i radiologii stomatologicznej (system FDI, czyli dwucyfrowy) ząb 23 oznacza górny lewy kieł. Pierwsza cyfra „2” wskazuje na II ćwiartkę łuku zębowego, czyli szczękę lewą (górny lewy kwadrant), a druga cyfra „3” określa konkretny ząb w tej ćwiartce – trójka to właśnie kieł. W praktyce radiologicznej bardzo ważne jest, żeby automatycznie kojarzyć numer z lokalizacją, bo na zdjęciu – szczególnie panoramicznym – łatwo się pomylić stronami, jeśli nie myśli się schematem ćwiartek. Na pantomogramie prawa i lewa strona są odwrócone względem obserwatora: prawa strona pacjenta jest po lewej stronie obrazu. Mimo tego numeracja pozostaje taka sama: ząb 23 zawsze będzie w górnym lewym kwadrancie pacjenta, czyli na szczęce po jego lewej stronie. W dobrych praktykach opisu zdjęć RTG zawsze podaje się numery zębów według FDI, żeby uniknąć nieporozumień między lekarzem, technikiem i protetykiem. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk „czytania” numeru: 1 i 2 to szczęka (góra), 3 i 4 to żuchwa (dół), a cyfry 1–8 to kolejno: siekacz przyśrodkowy, siekacz boczny, kieł, pierwszy przedtrzonowiec, drugi przedtrzonowiec, pierwszy trzonowiec, drugi trzonowiec, trzeci trzonowiec. Dzięki temu, gdy na opisie widzisz np. „ubytkowe zmiany próchnicowe zęba 23” albo „ognisko okołowierzchołkowe przy 23”, od razu wiesz, że chodzi o górny lewy kieł, co ma znaczenie przy planowaniu leczenia zachowawczego, endodontycznego czy chirurgicznego oraz przy prawidłowym pozycjonowaniu pacjenta do zdjęć celowanych na kły.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).
Pytanie 7Strzał
Przemiana promieniotwórcza radu w ren opisana wzorem \( {}_{88}^{226}\text{Ra} \to {}_{86}^{222}\text{Rn} + {}_{2}^{4}\text{He} \) jest rozpadem
A. gamma.
B. beta minus.
C. alfa.
Twoja odpowiedź
D. beta plus.
Poprawna odpowiedź. Rozpad opisany równaniem \( {}_{88}^{226}\text{Ra} \to {}_{86}^{222}\text{Rn} + {}_{2}^{4}\text{He} \) to klasyczny przykład przemiany alfa. Widać to po tym, że z jądra radu „odrywa się” cząstka o liczbie masowej 4 i liczbie atomowej 2, czyli dokładnie jądro helu – to jest właśnie cząstka alfa. Liczba masowa zmniejsza się z 226 do 222 (spadek o 4), a liczba atomowa z 88 do 86 (spadek o 2), co jest typowym wzorcem dla rozpadu alfa. Z fizycznego punktu widzenia jądro ciężkiego pierwiastka, jak rad, pozbywa się nadmiaru energii i „zbyt dużej” liczby nukleonów właśnie przez emisję takiej cząstki. W medycynie, szczególnie w medycynie nuklearnej i w ochronie radiologicznej, rozumienie tego typu przemian jest bardzo praktyczne. Cząstki alfa mają bardzo mały zasięg w tkankach (rzędu dziesiątek mikrometrów), ale jednocześnie bardzo duże liniowe przekazywanie energii (wysoki LET). To oznacza, że jeśli źródło alfa znajdzie się wewnątrz organizmu, może silnie uszkadzać komórki w bardzo małym obszarze. Dlatego w procedurach, które opisują dobre praktyki ochrony radiologicznej, tak mocno podkreśla się, żeby nie spożywać, nie wdychać i nie zanieczyszczać skóry materiałami emitującymi alfa. Z zewnątrz skóra praktycznie zatrzymuje to promieniowanie, ale wewnętrznie jest ono bardzo niebezpieczne. Moim zdaniem znajomość rozpadu alfa przydaje się też przy rozumieniu łańcuchów promieniotwórczych, np. szeregu uranowo-radowego. W takich szeregach wielokrotnie pojawiają się kolejne rozpady alfa prowadzące do powstania gazowego radu i radu–222, który z kolei ma znaczenie w ocenie narażenia na radon w budynkach. W standardach oceny ryzyka radiacyjnego i w dokumentacji ochrony radiologicznej zawsze uwzględnia się, czy mamy do czynienia z promieniowaniem alfa, beta czy gamma, bo od tego zależy zarówno sposób ekranowania, jak i metody monitorowania skażeń. W praktyce technika medycznego znajomość tego typu reakcji pomaga lepiej rozumieć opisy źródeł, charakterystyki radioizotopów w kartach katalogowych oraz zalecenia BHP przy pracy z materiałami promieniotwórczymi.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).
Pytanie 8
Ligand stosuje się
A. w rezonansie magnetycznym jako środek kontrastujący pozytywny.
B. w medycynie nuklearnej jako nośnik radiofarmaceutyku.
Twoja odpowiedź
C. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący pozytywny.
D. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący negatywny.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – ligand w tym kontekście to związek chemiczny, który wiąże się selektywnie z określonym celem biologicznym, np. receptorem, enzymem czy transporterem, i właśnie w medycynie nuklearnej pełni rolę nośnika radiofarmaceutyku. Mówiąc prościej: ligand „prowadzi za rękę” izotop promieniotwórczy dokładnie tam, gdzie chcemy zobaczyć czynność narządu albo ognisko chorobowe. Radioizotop sam z siebie nie jest wybiórczy, dopiero połączenie go z odpowiednim ligandem tworzy radiofarmaceutyk o określonej tropowości, np. do kości, mięśnia sercowego, guzów neuroendokrynnych czy receptorów dopaminergicznych. W scyntygrafii kości używa się ligandów fosfonianowych znakowanych technetem-99m, które gromadzą się w miejscach wzmożonego metabolizmu kostnego. W scyntygrafii perfuzyjnej serca mamy ligandy lipofilne, które wnikają do kardiomiocytów proporcjonalnie do przepływu krwi. W PET z kolei typowym przykładem jest 18F-FDG, gdzie ligandem jest analog glukozy, a izotopem fluor-18. Z mojego doświadczenia to właśnie zrozumienie roli liganda tłumaczy, czemu dwa różne radiofarmaceutyki z tym samym izotopem mogą mieć zupełnie inne wskazania. Dobre praktyki w medycynie nuklearnej wymagają bardzo świadomego doboru liganda do konkretnego badania: bierzemy pod uwagę farmakokinetykę, specyficzność wiązania, szybkość eliminacji, a także bezpieczeństwo dla pacjenta. W wytycznych EANM czy IAEA wyraźnie podkreśla się, że to właściwości liganda decydują o jakości obrazowania funkcjonalnego, a nie tylko sam izotop. Dlatego poprawne skojarzenie pojęcia „ligand” z nośnikiem radiofarmaceutyku w medycynie nuklearnej jest bardzo istotne i praktycznie przydatne w pracy z gammakamerą czy PET.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).
Pytanie 9
Technik elektroradiolog do badania MR kręgosłupa lędźwiowego powinien ułożyć pacjenta:
A. na plecach, głową do magnesu, ręce wzdłuż tułowia.
Twoja odpowiedź
B. na plecach, głową do magnesu, ręce za głową.
C. na brzuchu, nogami do magnesu, ręce wzdłuż tułowia.
D. na brzuchu, nogami do magnesu, ręce za głową.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowe ułożenie pacjenta do badania MR kręgosłupa lędźwiowego to pozycja na plecach (supinacja), głową do magnesu, z rękami ułożonymi swobodnie wzdłuż tułowia. Taki układ wynika zarówno z zasad pozycjonowania w rezonansie, jak i z anatomii oraz przebiegu cewek nadawczo‑odbiorczych. Przy badaniu odcinka lędźwiowego zazwyczaj używa się cewki kręgosłupowej zintegrowanej ze stołem oraz ewentualnie dodatkowej cewki powierzchownej, która najlepiej przylega właśnie wtedy, gdy pacjent leży na plecach i jest stabilnie ułożony. Pozycja na plecach jest dla większości osób najwygodniejsza, co zmniejsza ryzyko ruchów podczas badania. A ruchy to, jak wiadomo, największy wróg jakości obrazów MR – powodują rozmycie granic struktur, artefakty ruchowe i konieczność powtarzania sekwencji. Ułożenie głową do magnesu jest standardem w większości protokołów dla kręgosłupa, bo pozwala prawidłowo wprowadzić pacjenta w izocentrum, gdzie pole magnetyczne jest najbardziej jednorodne. Dzięki temu sekwencje T1, T2, STIR czy FSE dają optymalny kontrast i rozdzielczość w obrębie trzonów kręgów L, krążków międzykręgowych oraz kanału kręgowego. Ręce wzdłuż tułowia są ważne z kilku powodów. Po pierwsze, minimalizują ryzyko ucisku, drętwienia i dyskomfortu, jaki pojawia się przy dłuższym badaniu, zwłaszcza jeśli ręce są uniesione lub nienaturalnie wygięte. Po drugie, taka pozycja ułatwia równomierne rozłożenie masy ciała i stabilizację kręgosłupa, co pomaga utrzymać prostą oś ciała i prawidłowe ułożenie w płaszczyźnie strzałkowej. Po trzecie, zmniejsza się szansa, że kończyny górne wejdą w obszar skanowania i spowodują niepotrzebne artefakty czy ograniczenie pola widzenia (FOV). W codziennej praktyce technika elektroradiologa dochodzi do tego jeszcze kilka drobiazgów: zastosowanie klinów pod kolana, żeby odciążyć odcinek lędźwiowy, poduszka pod głową, pasy mocujące lub wałki stabilizujące miednicę. Moim zdaniem warto zawsze poświęcić dodatkową minutę na dokładne wypoziomowanie pacjenta i wyrównanie linii kręgosłupa względem osi stołu, bo to potem procentuje lepszą powtarzalnością przekrojów i łatwiejszą oceną zmian na kolejnych badaniach kontrolnych.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).
Pytanie 10Strzał
Folia wzmacniająca umieszczona w kasecie rentgenowskiej emituje pod wpływem promieniowania X światło
A. widzialne, wymagające zwiększenia dawki promieniowania do wykonania badania.
Twoja odpowiedź
B. widzialne, umożliwiające zmniejszenie dawki promieniowania do wykonania badania.
Poprawna odpowiedź
C. ultrafioletowe, wymagające zwiększenia dawki promieniowania do wykonania badania.
D. ultrafioletowe, umożliwiające zmniejszenie dawki promieniowania do wykonania badania.
Niepoprawna odpowiedź. W tym zagadnieniu łatwo się pomylić, bo intuicyjnie ktoś może myśleć, że skoro promieniowanie X jest „twarde”, to folia powinna emitować coś równie energetycznego, np. ultrafiolet, albo że dodanie kolejnej warstwy w kasecie tylko utrudnia przejście promieniowania i wymusi zwiększenie dawki. Tymczasem fizyka ekranów wzmacniających działa trochę inaczej. Kluczowy mechanizm to luminescencja: kryształy w folii pochłaniają część energii promieniowania rentgenowskiego i oddają ją w postaci światła widzialnego o takiej barwie, na jaką film jest najbardziej czuły (zwykle niebieskiej lub zielonej). Film radiologiczny reaguje na światło widzialne znacznie efektywniej niż na bezpośrednie promieniowanie X, więc nie ma potrzeby zwiększania dawki, wręcz przeciwnie – dawkę można istotnie ograniczyć. Stwierdzenie, że emisja światła widzialnego wymaga zwiększenia dawki, odwraca tę zależność do góry nogami. Dodatkowa warstwa w kasecie nie jest przeszkodą, tylko przetwornikiem energii, który wzmacnia efekt naświetlenia filmu. To tak, jakby dołożyć „wzmacniacz” między promieniowaniem a filmem. Podobnie błędne jest założenie, że folia emituje promieniowanie ultrafioletowe. Luminofory stosowane w ekranach wzmacniających są specjalnie dobierane tak, aby maksimum emisji wypadało w zakresie, na który film jest najbardziej czuły – czyli w świetle widzialnym, a nie w UV. Gdyby folia świeciła głównie w ultrafiolecie, film standardowy nie reagowałby na to wystarczająco dobrze i nie byłoby efektu „wzmocnienia”, a więc i redukcji dawki. Z mojego doświadczenia typowy błąd myślowy polega na prostym kojarzeniu: więcej warstw = więcej pochłaniania = trzeba podnieść dawkę. W radiologii diagnostycznej często jest odwrotnie: dodatkowy element układu (jak ekran wzmacniający czy detektor o wysokiej czułości) ma za zadanie efektywniej wykorzystać każdy foton X. Dlatego zgodnie z zasadami dobrej praktyki i standardami ochrony radiologicznej, stosowanie folii wzmacniających jest jednym z klasycznych sposobów na zmniejszenie narażenia pacjenta, a nie jego zwiększenie.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).
Pytanie 11
Zdjęcie którego zęba górnego zlecił na skierowaniu lekarz stomatolog?
A. Prawego przedtrzonowego drugiego.
B. Lewego trzonowego pierwszego.
Poprawna odpowiedź
C. Prawego trzonowego pierwszego.
Twoja odpowiedź
D. Lewego przedtrzonowego drugiego.
Niepoprawna odpowiedź. W tym zadaniu kluczowe jest prawidłowe odczytanie prostego, ale podchwytliwego schematu zębowego. Na rysunku mamy krzyż – pozioma linia symbolizuje podział na łuk górny i dolny, pionowa linia – na stronę prawą i lewą pacjenta. Cyfra „6” znajduje się w górnym lewym polu tego schematu, czyli oznacza ząb w szczęce, po stronie lewej pacjenta. Typowym błędem jest patrzenie na schemat „jak w lustrze”, z perspektywy osoby opisującej, a nie pacjenta. To prowadzi do pomylenia prawej i lewej strony i wyboru odpowiedzi z prawego łuku, mimo że lekarz zlecił badanie zęba lewego. Podobnie część osób skupia się tylko na numerze zęba – „6” – i kojarzy ją z pierwszym trzonowcem, ale już nie rozróżnia, czy chodzi o ząb górny czy dolny oraz po której stronie. W efekcie powstają błędne interpretacje typu: przedtrzonowiec zamiast trzonowca albo łuk dolny zamiast górnego. W standardach stomatologicznych przyjmuje się konsekwentnie perspektywę pacjenta – lewa strona pacjenta to lewa strona schematu, niezależnie od tego, z której strony patrzy operator aparatu. W diagnostyce obrazowej jest to zresztą zasada ogólna: myślimy w kategoriach anatomicznych pacjenta, nie własnego ustawienia przy aparacie. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: najpierw określam, czy ząb jest w szczęce czy w żuchwie (góra/dół schematu), potem dopiero prawa/lewa strona, a na końcu typ zęba – siekacz, kieł, przedtrzonowiec czy trzonowiec. Takie uporządkowanie myślenia bardzo pomaga uniknąć pomyłek, które w praktyce mogą skutkować wykonaniem zdjęcia nie tego zęba co trzeba, koniecznością powtórzenia badania i niepotrzebnym zwiększeniem dawki promieniowania.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).
Pytanie 12
Przyczyną zaniku kostnego jest
A. nadmiar witaminy D3.
B. przedawkowanie spożycia wapnia.
C. utrata macierzy kostnej.
Twoja odpowiedź
D. duży i częsty wysiłek.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana przyczyna zaniku kostnego to utrata macierzy kostnej. Kość nie jest strukturą „martwą”, tylko żywą tkanką, która stale się przebudowuje. Podstawą tej przebudowy jest właśnie macierz kostna, czyli rusztowanie zbudowane głównie z kolagenu typu I, na którym odkładają się sole mineralne – głównie fosforan wapnia w postaci hydroksyapatytu. Gdy dochodzi do przewagi procesów resorpcji (działanie osteoklastów) nad tworzeniem nowej tkanki kostnej (osteoblasty), macierz jest stopniowo tracona i rozwija się zanik kostny, np. w osteoporozie czy przy długotrwałym unieruchomieniu kończyny. W praktyce klinicznej widać to bardzo wyraźnie w badaniach obrazowych: na zdjęciach RTG obserwuje się obniżenie gęstości kostnej, ścieńczenie beleczek kostnych, poszerzenie jam szpikowych. W densytometrii (DXA) notuje się spadek T-score, co od razu kojarzy się z utratą masy i jakości macierzy kostnej. Moim zdaniem warto zapamiętać, że sama obecność wapnia to za mało – bez prawidłowej macierzy kolagenowej nie ma gdzie tego wapnia „przyczepić”. Dlatego w profilaktyce i leczeniu osteoporozy tak duży nacisk kładzie się nie tylko na suplementację wapnia i witaminy D3, ale też na aktywność fizyczną, prawidłową dietę białkową oraz unikanie leków i stanów, które nasilają resorpcję kości. W standardach postępowania (np. zalecenia towarzystw osteologicznych) wyraźnie podkreśla się rolę równowagi między tworzeniem macierzy a jej degradacją: jeśli ta równowaga jest zaburzona na korzyść utraty, to właśnie wtedy rozwija się zanik kostny, widoczny później w badaniach obrazowych i objawach klinicznych, jak złamania niskoenergetyczne czy obniżenie wzrostu.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2021 (arkusz Z.21-SG-21.06).
Pytanie 13
Które obszary napromieniowania powinien określić lekarz radioterapeuta u pacjenta z nowotworem stercza po wcześniejszej prostatektomii?
A. GTV i CTV
Twoja odpowiedź
B. PTV
Poprawna odpowiedź
C. GTV
D. TV i PTV
Niepoprawna odpowiedź. W radioterapii onkologicznej bardzo łatwo pomylić się, jeśli mechanicznie przenosimy schematy z jednej sytuacji klinicznej na inną. W raku stercza po prostatektomii radykalnej podstawowy błąd polega na tym, że część osób automatycznie szuka GTV, bo kojarzy radioterapię z napromienianiem wyraźnie widocznego guza. Tymczasem po usunięciu chirurgicznym stercza nie ma już makroskopowej masy nowotworowej, a więc klasycznego GTV zazwyczaj się nie definiuje. Obszarem zainteresowania jest loża po prostacie oraz ewentualnie okolica węzłowa, czyli struktury, gdzie mogą pozostać komórki nowotworowe w skali mikroskopowej. Klinicznie mówimy o leczeniu adjuwantowym lub salvage, ale w obu przypadkach celem jest choroba niewidoczna w TK czy MR, więc GTV nie ma sensu, a jego zaznaczanie byłoby sztuczne i wprowadzałoby w błąd planistę. Kolejne nieporozumienie dotyczy pary GTV i CTV. W sytuacji pooperacyjnej definiuje się CTV na podstawie anatomii loży, zaleceń atlasów i wytycznych towarzystw naukowych, natomiast puste GTV traktuje się zazwyczaj jako brak objętości makroskopowej. Wpisanie w odpowiedzi, że trzeba określić GTV i CTV sugeruje, że istnieje guz makroskopowy, co jest sprzeczne z założeniem pytania. Zdarza się, że ktoś myśli: „skoro zawsze mam GTV, CTV i PTV, to tutaj też”, ale to zbyt schematyczne podejście, nie uwzględniające specyfiki leczenia pooperacyjnego. Pojęcie TV jest z kolei w tym kontekście nieprecyzyjne i w praktyce planowania napromieniania nie używa się go jako standardowego oznaczenia obszaru celu. W nowoczesnych systemach planowania operuje się właśnie triadą GTV–CTV–PTV, z czego po prostatektomii kluczowe są CTV i PTV. Dobre praktyki radioterapii pooperacyjnej, opisane w wytycznych PTRO, ESTRO czy RTOG, podkreślają, że to PTV jest obszarem, który lekarz musi jasno zdefiniować do napromieniania, uwzględniając marginesy bezpieczeństwa, ruchomość narządów miednicy i niepewności geometryczne. Stąd zaznaczenie innych kombinacji niż PTV jako głównego obszaru napromieniania wynika raczej z myślenia podręcznikowego niż z realiów klinicznych.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2015 (arkusz Z.21-X-15.01).
Pytanie 14
W jaki sposób należy ustawić promień centralny w stosunku do ramienia i przedramienia, by wykonać zdjęcie rentgenograficzne stawu łokciowego u pacjenta z przykurczem?
A. W dwusiecznej kąta zawartego między kasetą a kością ramienną.
B. W dwusiecznej kąta zawartego między ramieniem a przedramieniem.
Twoja odpowiedź
C. Prostopadle do kości ramiennej.
D. Prostopadle do kości promieniowej.
Poprawna odpowiedź. Poprawnie – w przypadku przykurczu w stawie łokciowym ustawienie promienia centralnego w dwusiecznej kąta między ramieniem a przedramieniem jest najbardziej logiczne i zgodne z zasadami projekcji RTG. Chodzi o to, że przy przykurczu nie jesteśmy w stanie ustawić klasycznej, „książkowej” projekcji AP czy bocznej, bo kości nie układają się równolegle do kasety. Gdy ramię i przedramię tworzą kąt, to promień centralny powinien być prowadzony dokładnie w dwusiecznej tego kąta, żeby uzyskać możliwie równomierne odwzorowanie przestrzenne stawu i zminimalizować zniekształcenia geometryczne (skrócenie, wydłużenie, nakładanie struktur). Moim zdaniem to jest jedna z tych zasad, które warto mieć „w ręku”, bo pojawia się też w innych sytuacjach, np. przy przykurczach w stawie kolanowym, nadgarstku czy u pacjentów po urazach, kiedy nie da się ich wyprostować. Standardy radiografii kończyn górnych podkreślają, że najważniejsze jest dostosowanie projekcji do stanu klinicznego pacjenta, a nie odwrotnie – nie wolno na siłę prostować kończyny, bo to zwiększa ból i ryzyko uszkodzeń. W praktyce: układasz pacjenta tak, jak pozwala mu ból i przykurcz, stabilizujesz kończynę, ustawiasz kasetę możliwie blisko, a potem „szukasz” kąta między ramieniem a przedramieniem i kierujesz wiązkę dokładnie w jego dwusieczną. Dzięki temu szpara stawowa łokcia będzie lepiej zobrazowana, a główne elementy kostne (kłykcie kości ramiennej, głowa kości promieniowej, wcięcie bloczkowe kości łokciowej) nie będą tak mocno zniekształcone. To jest właśnie dobra praktyka w radiografii: kompromis między idealną geometrią a realnymi możliwościami ułożenia pacjenta.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2021 (arkusz Z.21-SG-21.06).
Pytanie 15
Podczas którego badania zostały zarejestrowane przedstawione obrazy?
A. Scyntygrafii nerek.
Twoja odpowiedź
B. Scyntygrafii tarczycy.
C. Ultrasonografii tarczycy.
D. Tomografii nerek.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana została scyntygrafia nerek. Na przedstawionych obrazach widać typowy, barwny rozkład radioaktywności w obrębie obu nerek, uzyskany gammakamerą po dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej 99mTc‑DTPA, 99mTc‑MAG3 albo 99mTc‑EC). Charakterystyczne jest to, że obrazy są „plamiste”, kolorowe (skala pseudokolorów: czerwony, żółty, niebieski) i pokazują głównie funkcję narządu – czyli jak szybko znacznik jest wychwytywany i wydalany przez nerki – a nie ich dokładną anatomię. Moim zdaniem to jedna z najważniejszych różnic między scyntygrafią a TK czy USG: tu patrzymy przede wszystkim na czynność, a dopiero w drugiej kolejności na kształt. W praktyce klinicznej scyntygrafia nerek służy do oceny przesączania kłębuszkowego, drenażu z miedniczek nerkowych, udziału każdej nerki w całkowitej funkcji (tzw. funkcja rozdzielcza), diagnostyki zwężeń połączenia miedniczkowo‑moczowodowego, kontroli po przeszczepie nerki czy oceny blizn pozapalnych u dzieci. Standardem jest wykonywanie serii dynamicznych obrazów w kolejnych minutach po podaniu radiofarmaceutyku, co dokładnie pasuje do układu kafelków widocznych na ilustracji. Zgodnie z zasadami medycyny nuklearnej zapis taki uzyskuje się w projekcji tylnej lub przedniej, z pacjentem leżącym, a następnie analizuje się krzywe czas–aktywność. Z mojego doświadczenia w nauce do egzaminów warto zapamiętać, że „kolorowe, ziarniste nerki” w układzie dwóch symetrycznych ognisk po bokach kręgosłupa prawie zawsze oznaczają scyntygrafię nerek, a nie TK czy USG.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2019 (arkusz Z.21-X-19.06).
Pytanie 16
W którym okresie ciąży wykonanie u kobiety zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej jest najbardziej szkodliwe dla płodu?
A. Między 13 a 18 tygodniem ciąży.
B. Między 3 a 12 tygodniem ciąży.
Twoja odpowiedź
C. Między 19 a 25 tygodniem ciąży.
D. Między 26 a 40 tygodniem ciąży.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazany okres 3–12 tygodnia ciąży to tzw. faza organogenezy, czyli intensywnego kształtowania się narządów płodu. W tym czasie promieniowanie jonizujące, nawet w stosunkowo małych dawkach, może zaburzać procesy podziału i różnicowania komórek. Może to prowadzić do powstania wad wrodzonych, poronień lub ciężkich zaburzeń rozwojowych. Dlatego właśnie ten okres uważa się za najbardziej wrażliwy na działanie promieniowania, co jest mocno podkreślane w wytycznych ochrony radiologicznej kobiet ciężarnych. W praktyce klinicznej, zgodnie z zasadą ALARA (As Low As Reasonably Achievable), u kobiety w I trymestrze unika się badań RTG wszędzie tam, gdzie tylko jest to możliwe, a jeśli badanie jest absolutnie konieczne, musi być bardzo dobrze uzasadnione przez lekarza i odpowiednio udokumentowane. Z mojego doświadczenia w pracy z materiałami szkoleniowymi wynika, że standardem jest w pierwszej kolejności rozważenie metod bezpromiennych, takich jak USG czy MRI bez kontrastu, a dopiero gdy one nie wystarczają – planowanie RTG z maksymalnym ograniczeniem dawki i zastosowaniem osłon (np. fartuch ołowiany na okolice brzucha i miednicy). W obrazowaniu klatki piersiowej u ciężarnej kładzie się nacisk na odpowiednie parametry techniczne aparatu, ograniczenie liczby projekcji do niezbędnego minimum oraz bardzo dokładne kolimowanie wiązki, żeby jak najmniejsza część ciała była napromieniana. W dobrych praktykach radiologicznych zawsze pojawia się też obowiązek pytania pacjentki o możliwość ciąży przed badaniem RTG i – jeśli istnieje ryzyko, że jest to wczesna ciąża – rozważenie przełożenia badania lub zmiany metody diagnostycznej. Ten sposób myślenia, moim zdaniem, jest kluczowy: najpierw bezpieczeństwo płodu, potem wygoda diagnostyczna.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).
Pytanie 17
Zgodnie ze standardami do wykonania zdjęcia bocznego czaszki, należy zastosować kasetę o wymiarze
A. 24 × 30 cm i ułożyć poprzecznie.
Twoja odpowiedź
B. 18 × 24 cm i ułożyć podłużnie.
C. 18 × 24 cm i ułożyć poprzecznie.
D. 24 × 30 cm i ułożyć podłużnie.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – w projekcji bocznej czaszki standardowo stosuje się kasetę 24 × 30 cm ułożoną poprzecznie. Wynika to z bardzo prostego, ale ważnego powodu: trzeba objąć cały obrys czaszki w projekcji bocznej, razem z kością potyliczną, czołową i częściowo twarzoczaszką, a jednocześnie zachować odpowiedni margines bezpieczeństwa, żeby nic nie „uciekło” poza pole obrazowania. Format 24 × 30 cm daje po prostu wygodny zapas pola na długość czaszki i na ewentualne lekkie błędy w pozycjonowaniu pacjenta. Ułożenie poprzeczne (czyli dłuższy bok w osi przednio–tylnej stołu lub statywu) lepiej dopasowuje się do kształtu głowy w pozycji bocznej. Dzięki temu nie trzeba kombinować z odległością ognisko–film ani z przesadnym zbliżaniem głowy do krawędzi kasety. W praktyce technik ma wtedy większy komfort ustawienia pacjenta, łatwiej jest też zachować prostopadłość promienia centralnego do płaszczyzny strzałkowej i uniknąć obcięcia kości potylicznej. W większości pracowni radiologicznych przyjmuje się właśnie taki standard: czaszka boczna – kaseta 24 × 30 cm, układ poprzeczny, głowa możliwie blisko kasety, linia między otworem słuchowym a kątem oczodołu w poziomie. Moim zdaniem, jak się to raz zapamięta i powiąże z anatomią (długość czaszki w projekcji bocznej), to potem praktycznie nie ma pomyłek przy doborze formatu. Dodatkowo ten format dobrze współgra z typową odległością ognisko–detektor (około 100–115 cm) i pozwala uzyskać czytelne, diagnostyczne odwzorowanie struktur kostnych podstawy czaszki, siodła tureckiego, piramid kości skroniowych i zatok, bez zbędnego powiększenia geometrycznego.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2015 (arkusz Z.21-X-15.01).
Pytanie 18
W medycznym przyspieszaczu liniowym jest generowana wiązka fotonów o energii w zakresie
A. 4-25 MeV
Twoja odpowiedź
B. 0,1-0,3 MeV
C. 100-150 MeV
D. 1-3 MeV
Poprawna odpowiedź. Prawidłowy zakres 4–25 MeV bardzo dobrze pasuje do typowego medycznego przyspieszacza liniowego używanego w radioterapii zdalnej (teleterapii). W linaku medycznym przyspiesza się elektrony do energii rzędu kilku–kilkunastu MeV, a następnie kieruje je na tarczę wolframową. W wyniku hamowania elektronów w materiale tarczy powstaje promieniowanie hamowania (bremsstrahlung) – właśnie wiązka fotonów o energii maksymalnej zbliżonej do energii elektronów, czyli np. 6 MV, 10 MV, 15 MV itd. W praktyce klinicznej stosuje się najczęściej energie fotonów 4–6 MV dla płycej położonych zmian i 10–18 MV dla głębiej leżących guzów, żeby uzyskać odpowiedni rozkład dawki w tkankach, tzw. efekt build-up i oszczędzić skórę. Moim zdaniem warto zapamiętać, że te energie są dużo wyższe niż w diagnostyce obrazowej, bo tu już mówimy o dawkach terapeutycznych, a nie tylko o tworzeniu obrazu. W planowaniu radioterapii fizyk medyczny dobiera energię fotonów właśnie z tego przedziału, uwzględniając głębokość guza, gęstość tkanek po drodze i wymagania dotyczące ochrony narządów krytycznych. Standardy radioterapii (np. IAEA, ESTRO) opisują linaki z energiami fotonów typowo 4–25 MV jako złoty standard w nowoczesnej teleterapii. Warto też pamiętać, że ta energia fotonów przekłada się na wymagania osłonowe bunkra – ściany z betonu mają zwykle kilkadziesiąt cm grubości, właśnie dlatego, że pracujemy w zakresie kilku–kilkudziesięciu MeV. W praktyce technika radioterapii to jest Twój chleb powszedni: dobór odpowiedniego pola, kolimatora MLC, weryfikacja ustawienia pacjenta – wszystko to zakłada, że wiązka fotonowa ma energię z tego zakresu i tak jest też opisywana w planie leczenia i w dokumentacji dawki.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).
Pytanie 19
Który system informatyczny służy do archiwizacji i transmisji obrazów radiologicznych?
A. PACS
Poprawna odpowiedź
B. HL7
C. DICOM
Twoja odpowiedź
D. IHE
Niepoprawna odpowiedź. W diagnostyce obrazowej bardzo łatwo pomylić pojęcia związane z informatyką medyczną, bo wszystkie brzmią dość podobnie i kręcą się wokół komunikacji danych. Wiele osób myśli na przykład, że skoro HL7 i DICOM to standardy komunikacji, to któryś z nich „musi” być systemem archiwizacji obrazów. Tymczasem HL7 to standard wymiany danych medycznych opisowych, głównie tekstowych: dane pacjenta, zlecenia badań, wyniki laboratoryjne, informacje administracyjne. HL7 nie zajmuje się bezpośrednio obrazami, pikselami, rekonstrukcjami 3D – on tylko pomaga różnym systemom (HIS, RIS, LIS) dogadać się co do treści dokumentów i komunikatów. Dlatego użycie HL7 jako odpowiedzi na pytanie o archiwizację i transmisję obrazów radiologicznych jest merytorycznie chybione. Podobnie z IHE – to w ogóle nie jest system ani format pliku, tylko inicjatywa (Integrating the Healthcare Enterprise), czyli zestaw profili integracyjnych opisujących, jak różne standardy (właśnie HL7, DICOM i inne) mają współpracować w praktyce. IHE mówi: „jeśli chcesz, żeby twój PACS, RIS i system szpitalny dobrze ze sobą działały, to zastosuj takie a takie profile”. Nie przechowuje obrazów, nie jest serwerem ani aplikacją do przeglądania badań. To raczej zbiór dobrych praktyk i scenariuszy użycia. Częsty błąd polega też na utożsamianiu DICOM z konkretnym systemem. DICOM to standard opisu i przesyłania obrazów medycznych, definiuje format pliku, nagłówki, metadane (np. nazwisko pacjenta, parametry ekspozycji) oraz protokół komunikacji między urządzeniami. Dzięki DICOM aparat TK potrafi wysłać badanie do PACS, a stacja opisowa może je poprawnie otworzyć. Ale sam DICOM niczego nie archiwizuje – do tego potrzebny jest właśnie system PACS. Typowe myślenie „DICOM = system do zdjęć” wynika z tego, że w menu wielu urządzeń widzimy opcje „DICOM send” czy „DICOM storage” i to może trochę mylić. W rzeczywistości poprawne rozumienie jest takie: DICOM to język i zasady komunikacji obrazów, HL7 to język dla danych opisowych, IHE to przewodnik, jak to wszystko sensownie połączyć, a PACS jest konkretnym systemem informatycznym, który faktycznie archiwizuje i udostępnia obrazy radiologiczne w codziennej pracy pracowni i całego szpitala.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2022 (arkusz Z.21-SG-22.01).
Pytanie 20
Na przekroju poprzecznym TK kręgosłupa szyjnego strzałką wskazano
A. guzek tylny kręgu szczytowego.
B. rdzeń kręgowy.
C. ząb kręgu obrotowego.
Twoja odpowiedź
D. otwór kręgu szczytowego.
Poprawna odpowiedź. Na przedstawionym przekroju poprzecznym TK szyi strzałka wskazuje typową, owalną, kostną strukturę położoną centralnie, nieco ku przodowi w kanale kręgowym – to ząb kręgu obrotowego (dens axis, C2). W tomografii komputerowej w okolicy połączenia czaszkowo‑szyjnego zawsze warto sobie „ułożyć w głowie” układ: z przodu łuk przedni kręgu szczytowego (C1), za nim właśnie ząb kręgu obrotowego, a dopiero dalej ku tyłowi przestrzeń z rdzeniem kręgowym. Ząb ma wysoką gęstość w TK (typowa dla kości zbitej), wyraźne korowe obrysy i jest zrośnięty z trzonem C2. Moim zdaniem, jak się raz dobrze zapamięta ten charakterystyczny obraz „palika” wystającego do góry w obrębie C1, to później rozpoznawanie jest już dużo prostsze. W praktyce klinicznej prawidłowa identyfikacja zęba kręgu obrotowego jest kluczowa przy ocenie urazów odcinka szyjnego, zwłaszcza u pacjentów po wypadkach komunikacyjnych czy upadkach z wysokości. Standardy diagnostyczne (np. zalecenia towarzystw radiologicznych) podkreślają konieczność oceny ciągłości zęba, linii złamania, przemieszczenia względem łuku przedniego C1 oraz szerokości przestrzeni przedzębowej. Właśnie w oparciu o prawidłowe rozpoznanie tej struktury planuje się dalsze postępowanie: od zaopatrzenia ortopedycznego, przez stabilizację operacyjną, aż po ścisłą kontrolę w badaniach kontrolnych TK. Dodatkowo znajomość anatomii dens axis pomaga też przy planowaniu badań czynnościowych (RTG w projekcjach otwartych ust) i przy interpretacji rezonansu magnetycznego, gdzie oceniamy nie tylko samą kość, ale też więzadła stabilizujące ząb oraz ewentualne uciski na rdzeń kręgowy.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2021 (arkusz Z.21-SG-21.01).
Pytanie 21
Limfografia to badanie kontrastowe
A. układu oddechowego.
B. ślianek.
C. rdzenia kręgowego.
D. układu chłonnego.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – limfografia to badanie kontrastowe układu chłonnego. W praktyce oznacza to, że do wybranych naczyń lub węzłów chłonnych podaje się środek kontrastowy, który „wybarwia” drogę przepływu chłonki i pozwala dokładnie ocenić przebieg naczyń limfatycznych, ich drożność oraz wygląd węzłów. Klasyczna limfografia była wykonywana głównie z użyciem promieniowania rentgenowskiego i kontrastów jodowych, dziś częściej korzysta się z nowszych metod, np. limfangiografii TK, MR albo limfoscyntygrafii, ale idea jest podobna: uwidocznić układ chłonny. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć: „lympha” = chłonka, więc limfo-grafia to obrazowanie chłonki i jej dróg. W diagnostyce onkologicznej używa się takich badań np. przy podejrzeniu przerzutów do węzłów chłonnych, przy planowaniu leczenia nowotworów piersi, czerniaków skóry czy guzów miednicy. Limfografia pozwala ocenić, czy węzły są powiększone, zniekształcone, czy naczynia są zablokowane, co może dawać obrzęki limfatyczne kończyn. W standardach postępowania radiologicznego podkreśla się, że dobór rodzaju badania (klasyczna limfografia, TK, MR czy medycyna nuklearna) zależy od wskazań klinicznych i dostępnego sprzętu, ale za każdym razem celem jest ten sam układ – chłonny. Warto też pamiętać, że to badanie wymaga ostrożnego podania kontrastu, dobrej techniki obrazowania i ścisłej współpracy z lekarzem kierującym, bo nie jest to badanie „przesiewowe”, tylko wykonywane przy konkretnych, dość specjalistycznych wskazaniach.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2019 (arkusz Z.21-X-19.06).
Pytanie 22
Który narząd został uwidoczniony na przedstawionym obrazie scyntygraficznym?
A. Wątroba.
Twoja odpowiedź
B. Trzustka.
C. Serce.
D. Płuca.
Poprawna odpowiedź. Na obrazie scyntygraficznym widoczna jest wątroba – charakterystyczne, nieregularne ognisko gromadzenia znacznika położone w prawej górnej części jamy brzusznej, przesunięte nieco ku górze pod prawym łukiem żebrowym. W badaniach medycyny nuklearnej, szczególnie w klasycznej scyntygrafii wątroby i śledziony z użyciem koloidów znakowanych technetem-99m, fizjologicznie największą aktywność obserwujemy właśnie w miąższu wątrobowym. Kolorowe mapowanie (czerwony/żółty – najwyższe wychwyty, zielony/niebieski – niższe) dobrze pokazuje rozkład perfuzji i czynności fagocytarnej komórek układu siateczkowo‑śródbłonkowego. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w prawidłowym badaniu wątroba ma dość jednorodną intensywność, o wyraźnych granicach, bez ubytków wychwytu. W praktyce klinicznej scyntygrafię wątroby wykorzystuje się rzadziej niż kiedyś, ale nadal bywa przydatna przy ocenie rozległości uszkodzenia miąższu, funkcji resztkowej po resekcjach czy w kwalifikacji do zabiegów radioembolizacji. W standardach medycyny nuklearnej podkreśla się konieczność prawidłowego pozycjonowania pacjenta (najczęściej pozycja leżąca na plecach, detektor nad jamą brzuszną) oraz stosowania odpowiednich okien energetycznych dla Tc-99m, żeby uzyskać czytelny obraz narządu. Dobra praktyka to zawsze korelacja scyntygrafii z badaniami anatomicznymi, np. USG lub TK, ale pierwszym krokiem jest właśnie poprawne rozpoznanie, że oglądamy wątrobę, a nie płuca czy serce. Takie „czytanie z mapy izotopowej” to typowa umiejętność technika pracowni medycyny nuklearnej.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2019 (arkusz Z.21-X-19.01).
Pytanie 23Strzał
Który artefakt jest widoczny na skanie tomografii komputerowej?
A. Metaliczny.
Poprawna odpowiedź
B. Elektrostatyczny.
C. Utwardzonej wiązki.
D. Ruchowy.
Twoja odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. Na tym obrazie TK widoczny jest typowy przykład artefaktu metalicznego, czyli smugi i pasma wychodzące promieniście od bardzo jasnego, silnie pochłaniającego elementu. Łatwo go jednak pomylić z innymi typami zakłóceń, jeśli patrzy się tylko na same „promienie” bez analizy przyczyny. Częsty błąd polega na automatycznym przypisywaniu każdego pasmowego zaburzenia obrazu do artefaktu utwardzonej wiązki. Rzeczywiście, metal silnie utwardza wiązkę, ale klasyczny artefakt utwardzonej wiązki, opisywany np. przy badaniach głowy czy kręgosłupa bez metalu, ma postać ciemniejszych pasów między dwoma gęstymi strukturami kostnymi (np. piramidy kości skroniowych), bez tak wyraźnego, punktowego źródła o ekstremalnej gęstości. Tutaj kluczowe jest rozpoznanie materiału o bardzo wysokim współczynniku pochłaniania, który wręcz „przepala” obraz i generuje gwiaździsty wzór smug – to typowe dla metalu. Pojęcie artefaktu elektrostatycznego w kontekście tomografii komputerowej praktycznie się nie używa; takie określenia mogą się pojawiać raczej przy innych technikach obrazowania lub w kontekście zakłóceń elektronicznych, ale nie opisują one specyficznego, dobrze zdefiniowanego wzorca jak tutaj. W TK mówimy o szumie, artefaktach ruchowych, pierścieniowych, metalicznych, z utwardzenia wiązki, z częściowego objętościowania itp., natomiast „elektrostatyczny” jest w tym zestawie po prostu mylący. Artefakt ruchowy ma z kolei zupełnie inny obraz: struktury anatomiczne są rozmyte, zdublowane, czasem pojawia się efekt „ducha” wzdłuż kierunku ruchu pacjenta, ale nie występują symetryczne, promieniste smugi wychodzące z jednego, bardzo jasnego punktu. Typowym źródłem artefaktu ruchowego jest oddychanie, połykanie, drżenie, a nie implant. Typowy błąd myślowy polega na ocenianiu tylko kształtu smug zamiast powiązania ich z fizyczną przyczyną w polu skanowania. Dobra praktyka w TK polega na świadomym łączeniu wyglądu artefaktu z jego źródłem: metal – artefakt metaliczny, dwie gęste kości – utwardzenie wiązki, niestabilny pacjent – artefakt ruchowy. Takie podejście bardzo ułatwia poprawne rozpoznanie zakłóceń i właściwe dostosowanie parametrów badania.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).
Pytanie 24
Rozpoczęcie badania TK nerek po 20-30 sekundach od początku podania środka kontrastowego umożliwia diagnostykę
A. dróg moczowych.
B. kory i rdzenia nerek.
C. żył nerkowych.
D. tętnic nerkowych.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź odnosi się do tzw. fazy tętniczej badania TK po dożylnym podaniu środka kontrastowego. Mniej więcej 20–30 sekund od rozpoczęcia iniekcji kontrastu to moment, kiedy środek jest maksymalnie obecny w tętnicach, w tym w tętnicach nerkowych, a jeszcze w niewielkim stopniu w żyłach i drogach moczowych. Dlatego właśnie w tym przedziale czasowym najlepiej oceniamy anatomię tętnic nerkowych, ich przebieg, liczbę, ewentualne zwężenia, tętniaki, malformacje naczyniowe. W praktyce klinicznej ta faza jest kluczowa np. przy kwalifikacji do angioplastyki, ocenie nadciśnienia naczyniowo-nerkowego, przed przeszczepieniem nerki albo przy podejrzeniu zatoru tętnicy nerkowej. W nowoczesnych protokołach wielofazowego TK jamy brzusznej bardzo często wykonuje się kilka serii: fazę tętniczą (ok. 20–30 s), fazę miąższową/korowo-rdzeniową (ok. 30–70 s) oraz fazę wydalniczą (kilka minut po podaniu kontrastu). Każda z nich służy do czego innego. Moim zdaniem warto to mieć w głowie jak prostą oś czasu, bo pomaga to potem „czytać” protokoły badań. Dobra praktyka jest taka, że technik ustawia automatyczny bolus tracking albo sztywny timing oparty na masie ciała i wydolności krążenia, żeby rzeczywiście trafić w prawdziwą fazę tętniczą. Właśnie wtedy wizualizacja tętnic nerkowych na rekonstrukcjach MIP czy 3D VR jest najczytelniejsza i najbardziej diagnostyczna.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).
Pytanie 25
Na radiogramie uwidoczniono złamanie
A. nasady dalszej kości łokciowej.
B. trzonu kości promieniowej.
Twoja odpowiedź
C. nasady dalszej kości promieniowej.
D. trzonu kości łokciowej.
Poprawna odpowiedź. Na przedstawionym radiogramie wyraźnie widać, że linia złamania przebiega przez środkowy odcinek kości promieniowej, czyli jej trzon. Nasada dalsza znajduje się w okolicy stawu promieniowo-nadgarstkowego, tuż przy nadgarstku, natomiast na zdjęciu złamanie jest położone zdecydowanie wyżej, w części diafizalnej kości. Charakterystyczny jest obraz przerwania ciągłości warstwy korowej w odcinku środkowym kości oraz przemieszczenie odłamów, co typowo opisuje się jako złamanie trzonu. Z mojego doświadczenia w pracowni RTG duża część pomyłek wynika właśnie z mylenia „nasady dalszej” z „trzonem”, dlatego warto sobie w głowie dzielić kość na trzy strefy: nasada bliższa, trzon, nasada dalsza i patrzeć, gdzie faktycznie wypada złamanie. W praktyce klinicznej rozpoznanie złamania trzonu kości promieniowej ma wpływ na dalsze postępowanie – inaczej unieruchamia się typowe złamania nasady dalszej (np. typu Collesa), a inaczej złamania diafizalne. W przypadku trzonu kości promieniowej częściej rozważa się leczenie operacyjne, szczególnie przy dużym przemieszczeniu, żeby przywrócić prawidłową oś kończyny i rotację przedramienia. Dobrą praktyką w diagnostyce obrazowej jest też ocena całej kości w co najmniej dwóch prostopadłych projekcjach, tak jak uczą standardy radiologiczne – AP i boczna – bo czasem złamanie trzonu jest widoczne tylko w jednej projekcji lub wygląda łagodniej niż jest w rzeczywistości. Tutaj obraz jest na tyle wyraźny, że rozpoznanie złamania trzonu kości promieniowej jest jednoznaczne i zgodne z zasadami opisu RTG kończyn górnych.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2021 (arkusz Z.21-SG-21.01).
Pytanie 26
Do zdjęcia rentgenowskiego kręgosłupa piersiowego w projekcji AP pacjenta należy ułożyć
A. na brzuchu, tak by promień centralny padał na środek mostka.
B. na plecach, tak by promień centralny padał na wyrostek mieczykowaty mostka.
C. na plecach, tak by promień centralny padał na środek mostka.
Twoja odpowiedź
D. na brzuchu, tak by promień centralny padał na wyrostek mieczykowaty mostka.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź wynika z zasad standardowego pozycjonowania do zdjęcia RTG kręgosłupa piersiowego w projekcji AP. Pacjent powinien leżeć na plecach (pozycja na wznak), z kręgosłupem możliwie równolegle do stołu, bez rotacji barków i miednicy. Promień centralny kieruje się na środek mostka, czyli mniej więcej na poziom Th6–Th7, co pozwala objąć na obrazie cały odcinek piersiowy w projekcji przednio–tylnej. Dzięki takiemu ułożeniu centralne promieniowanie przechodzi osiowo przez trzon kręgosłupa piersiowego, a nie ucieka za bardzo w stronę szyi albo lędźwi. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć, że w projekcji AP odcinka piersiowego orientujemy się właśnie mostkiem, a nie np. wyrostkiem mieczykowatym. W praktyce technik często palpacyjnie wyszukuje ręką środek mostka i tam kieruje promień centralny, korygując odległość ognisko–film i ewentualne podkładki pod głowę czy kolana, żeby wyrównać krzywizny kręgosłupa. Dobre praktyki mówią też o ustawieniu kasety tak, by górna krawędź sięgała mniej więcej do poziomu C7, a dolna obejmowała przejście piersiowo–lędźwiowe. W literaturze i wytycznych z zakresu techniki RTG (np. standardowe atlasy projekcji) podkreśla się, że projekcja AP odcinka piersiowego wykonywana na leżąco na plecach poprawia stabilność pacjenta, ogranicza ruchy oddechowe i zmniejsza ryzyko poruszenia obrazu. W pozycji leżącej łatwiej też zastosować prawidłową kolimację, ochronę gonad, tarczycy (tam gdzie to możliwe) i dopasować parametry ekspozycji do stosunkowo dużej grubości klatki piersiowej. To wszystko przekłada się na jakość diagnostyczną zdjęcia i bezpieczeństwo pacjenta.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2020 (arkusz Z.21-SG-20.06).
Pytanie 27Strzał
Które urządzenia pomocnicze służą do unieruchomienia pacjenta do zabiegu radioterapii?
A. Maski i filtry klinowe.
B. Kliny mechaniczne i maski.
Twoja odpowiedź
C. Filtry klinowe i bolusy.
D. Maski i podpórki.
Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. W radioterapii łatwo pomylić urządzenia służące do kształtowania lub modyfikacji wiązki promieniowania z tymi, które mają za zadanie wyłącznie unieruchomić pacjenta. To w praktyce dwa zupełnie różne światy. Filtry klinowe, zarówno klasyczne, jak i tzw. kliny mechaniczne, są elementami toru wiązki w akceleratorze liniowym. Ich funkcją jest zmiana rozkładu dawki w objętości napromienianej, czyli nadanie wiązce określonego „pochylenia” izodoz, żeby dopasować się do kształtu tkanek lub głębokości guza. Klin nie dotyka pacjenta, nie stabilizuje go, nie ogranicza ruchów – jest montowany w głowicy aparatu lub w specjalnym uchwycie i pracuje wyłącznie na poziomie fizyki promieniowania. Podobnie jest z filtrami klinowymi w odpowiedziach, ich rola jest czysto dozymetryczna, a nie pozycjonująca. Bolusy z kolei to materiał tkankopodobny, układany bezpośrednio na skórze pacjenta. Ich cel to „przesunięcie” maksimum dawki bliżej powierzchni, np. przy guzach skóry, bliznach pooperacyjnych czy powierzchownych zmianach w obrębie piersi. Bolus leży na pacjencie, ale jego zadaniem nie jest unieruchomienie, tylko modyfikacja rozkładu dawki w warstwach powierzchownych. Pacjent może się w nim poruszyć praktycznie tak samo, jak bez niego. Stąd w radioterapii nie zalicza się bolusów do systemów unieruchamiających, tylko do akcesoriów dozymetrycznych. Kliny mechaniczne, choć nazwa może mylić, również nie stabilizują ciała pacjenta, a jedynie zmieniają charakterystykę wiązki. Typowy błąd myślowy wynika z tego, że wszystko, co jest dodatkowym „urządzeniem” przy aparacie, traktuje się jako wyposażenie do pacjenta. Tymczasem unieruchomienie to maski, podpórki, materace próżniowe, systemy podciśnieniowe, czasem gipsowe lub żywiczne łoża – krótko mówiąc, to, co fizycznie trzyma pacjenta w ustalonej pozycji. Filtry, kliny i bolusy pracują na dawce, a nie na ruchu chorego. W praktyce klinicznej rozróżnienie tych grup jest kluczowe dla poprawnego planowania i zrozumienia całego procesu napromieniania.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).
Pytanie 28
Strzałką na schemacie oznaczono
A. lewą odnogę pęczka Hisa.
B. węzeł przedsionkowo-komorowy.
C. węzeł zatokowo-przedsionkowy.
Twoja odpowiedź
D. prawą odnogę pęczka Hisa.
Poprawna odpowiedź. Strzałka na schemacie pokazuje strukturę położoną w ścianie prawego przedsionka, przy ujściu żyły głównej górnej – to klasyczna lokalizacja węzła zatokowo‑przedsionkowego (SA). Ten węzeł to fizjologiczny rozrusznik serca: generuje impulsy elektryczne, które następnie szerzą się przez mięsień przedsionków i dalej trafiają do węzła przedsionkowo‑komorowego. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć tak: wszystko „zaczyna się” w prawym przedsionku, wysoko, przy żyle głównej górnej. W praktyce diagnostyki elektromedycznej znajomość położenia SA ma znaczenie np. przy interpretacji EKG – rytm zatokowy oznacza, że bodźce powstają właśnie w tym węźle. Na zapisie widzimy wtedy prawidłowe załamki P dodatnie w odprowadzeniach kończynowych (np. II, aVF), z równym odstępem między kolejnymi załamkami R. W badaniach obrazowych (echo serca, TK, MR) węzła nie widać tak ładnie jak na schemacie, ale orientacja anatomiczna jest ta sama: górna część prawego przedsionka, grzebień graniczny. W praktyce klinicznej zaburzenia funkcji węzła zatokowo‑przedsionkowego prowadzą do tzw. choroby węzła zatokowego, bradykardii zatokowej czy naprzemiennych okresów tachy‑ i bradykardii. Wtedy często konieczne jest wszczepienie stymulatora serca, który przejmuje rolę naturalnego rozrusznika. W technice EKG i przy analizie zabiegów elektroterapii (ablacje, implantacje stymulatorów) rozumienie, skąd fizjologicznie startuje impuls, jest absolutną podstawą i pomaga unikać błędów interpretacyjnych. Dlatego dobrze, że kojarzysz ten mały „guzek” przy żyle głównej górnej właśnie z węzłem zatokowo‑przedsionkowym.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2015 (arkusz Z.21-X-15.01).
Pytanie 29
Zwiększenie napięcia na lampie rentgenowskiej powoduje
A. skrócenie fali i zwiększenie przenikliwości promieniowania X.
Twoja odpowiedź
B. wydłużenie fali i zmniejszenie przenikliwości promieniowania X.
C. skrócenie fali i zmniejszenie przenikliwości promieniowania X.
D. wydłużenie fali i zwiększenie przenikliwości promieniowania X.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowe rozumowanie opiera się na bardzo podstawowej zależności fizycznej: im wyższe napięcie na lampie rentgenowskiej (kV), tym elektrony są silniej przyspieszane, a więc zderzając się z anodą oddają więcej energii. Ta większa energia kinetyczna elektronów przekłada się na wyższą energię fotonów promieniowania X. A ponieważ długość fali jest odwrotnie proporcjonalna do energii (λ ~ 1/E), wyższa energia oznacza krótszą długość fali. Czyli: wyższe kV → krótsza fala. Krótsza fala i wyższa energia fotonów powodują większą przenikliwość promieniowania X. W praktyce oznacza to, że promieniowanie o wyższym kV łatwiej przechodzi przez grubsze lub gęstsze struktury, np. miednicę, kręgosłup lędźwiowy czy klatkę piersiową u pacjentów o większej masie ciała. W pracowni RTG dobór napięcia jest jednym z kluczowych parametrów ekspozycji. Standardy i dobre praktyki mówią jasno: dla struktur kostnych grubych i gęstych stosuje się wyższe kV, właśnie po to, żeby promieniowanie było bardziej przenikliwe i nie zatrzymywało się w tkankach powierzchownych. Z mojego doświadczenia, przy badaniu klatki piersiowej typowo używa się wysokich napięć (np. 110–125 kV), żeby wiązka przeszła przez cały przekrój klatki i dobrze uwidoczniła serce, płuca i kręgosłup, przy rozsądnej dawce. Przy niższym kV obraz byłby zbyt kontrastowy, mocno „twardy” dla kości, ale tkanki miękkie mogłyby być niedostatecznie uwidocznione. Warto też pamiętać, że zwiększenie kV zmienia charakter wiązki: rośnie udział efektu Comptona, co wpływa na kontrast obrazu (kontrast spada), ale poprawia się przenikliwość. Dlatego w praktyce technik zawsze musi balansować między kV a mAs, żeby uzyskać właściwą jakość obrazu przy jak najniższej dawce, zgodnie z zasadą ALARA. Zwiększenie napięcia to więc nie tylko „mocniejszy” promień, ale konkretnie: krótsza długość fali i większa przenikliwość promieniowania X, co jest dokładnie opisane w poprawnej odpowiedzi.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2018 (arkusz Z.21-X-18.01).
Pytanie 30Strzał
Którą metodę badania zastosowano w obrazowaniu stawu kolanowego?
A. MR, obraz T2- zależny.
B. TK z kontrastem.
C. MR, obraz T1- zależny.
Twoja odpowiedź
D. TK.
Poprawna odpowiedź. Na obrazie widzisz typowe badanie MR stawu kolanowego w sekwencji T1‑zależnej, w projekcji strzałkowej. Świadczy o tym kilka charakterystycznych cech: tkanka tłuszczowa (szpik kostny w nasadach kości, tkanka podskórna) jest bardzo jasna, jednorodna, natomiast płyn stawowy i chrząstka są relatywnie ciemne. W obrazach T1‑zależnych kontrast pomiędzy tłuszczem a innymi tkankami jest wyraźny, co ułatwia ocenę budowy anatomicznej: kształtu nasad kości, ciągłości więzadeł, struktur łąkotek, relacji mięśni i ścięgien. Moim zdaniem to jest właśnie główny powód, dla którego T1 traktuje się często jako obraz „anatomiczny” – bardzo czytelny do nauki i do planowania dalszej diagnostyki. W praktyce klinicznej sekwencje T1‑zależne stosuje się do oceny szpiku kostnego (np. nacieki nowotworowe, pourazowe ogniska krwotoczne), do wstępnej oceny zarysów łąkotek i więzadeł, a także po podaniu kontrastu gadolinowego, gdzie obszary patologicznego wzmocnienia wyróżniają się na tle jasnego tłuszczu. W standardowych protokołach MR stawu kolanowego (np. wg zaleceń ESSR – European Society of Musculoskeletal Radiology) zawsze znajdują się obrazy T1, właśnie ze względu na dobrą wizualizację anatomii i szpiku. Warto kojarzyć: TK i TK z kontrastem dają zupełnie inną teksturę obrazu (szarości kości, brak tak mocno świecącego tłuszczu), a w typowym T2 płyn jest bardzo jasny. Tutaj jest odwrotnie – płyn nie „świeci”, co jednoznacznie kieruje na MR, obraz T1‑zależny. Rozpoznanie typu sekwencji po wyglądzie tkanek to praktyczna umiejętność w pracowni diagnostyki obrazowej – pomaga od razu zorientować się, co dokładnie oglądamy i jakie informacje można z tego obrazu wyciągnąć.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2015 (arkusz Z.21-X-15.05).
Pytanie 31
Na radiogramie uwidoczniono złamanie
A. wyrostka barkowego łopatki.
B. dalszego końca kości ramiennej.
C. bliższego końca kości ramiennej.
Twoja odpowiedź
D. wyrostka kruczego.
Poprawna odpowiedź. Na radiogramie widać typowe złamanie bliższego końca kości ramiennej – linia złamania przebiega w okolicy szyjki chirurgicznej, tuż poniżej głowy kości ramiennej. Głowa kości nadal tworzy staw ramienny z panewką łopatki, natomiast dalsza część trzonu jest wyraźnie odłamana i nieco przemieszcza się ku dołowi. To właśnie takie położenie i kształt odłamów jest klasyczną cechą złamania bliższego końca kości ramiennej, a nie wyrostków łopatki czy dalszego odcinka ramienia. W standardach opisu RTG barku zwraca się uwagę na cztery główne fragmenty wg Neera: głowę kości ramiennej, guzek większy, guzek mniejszy i trzon w okolicy szyjki chirurgicznej. Tutaj uszkodzony jest segment przy szyjce, co kwalifikuje się jako złamanie bliższego końca. W praktyce klinicznej takie złamania często leczy się zachowawczo – temblak, orteza, wczesna rehabilitacja bierna – chyba że przemieszczenie fragmentów przekracza przyjęte kryteria (np. >1 cm lub >45° ustawienia, wg klasycznych zaleceń ortopedycznych). Z mojego doświadczenia, przy ocenie tego typu zdjęć warto zawsze prześledzić ciągłość kory kości od głowy aż po trzon – każda przerwa w zarysie korowej, załamanie linii czy nagła zmiana osi kości sugeruje złamanie. Dodatkowo, na zdjęciu barku trzeba świadomie identyfikować anatomiczne punkty orientacyjne: głowę kości ramiennej, szyjkę anatomiczną i chirurgiczną, guzki, wyrostek barkowy oraz obojczyk. Dzięki temu łatwiej odróżnić, czy uszkodzony jest element łopatki, czy jednak kości ramiennej. W dobrych praktykach obrazowania barku, zwłaszcza przy urazach, zaleca się wykonanie co najmniej dwóch projekcji (AP i osiowej lub Y łopatki), ale już w tej projekcji AP uszkodzenie bliższego końca ramienia jest bardzo dobrze widoczne.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).
Pytanie 32
Który radioizotop jest stosowany w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu?
A. ¹³¹I
B. ⁹⁹ᵐTc
Twoja odpowiedź
C. ⁹⁴ᵐTc
D. ¹²³I
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź to 99mTc, bo jest to podstawowy radioizotop stosowany w medycynie nuklearnej do badań scyntygraficznych, w tym do scyntygrafii perfuzyjnej mózgu. Technet-99m ma kilka bardzo wygodnych cech fizycznych: emituje promieniowanie gamma o energii ok. 140 keV, które jest idealne dla gammakamery, ma krótki okres półtrwania (ok. 6 godzin), dzięki czemu dawka pochłonięta przez pacjenta jest relatywnie niska, a jednocześnie jest czas na wykonanie badania. Z mojego doświadczenia to jest taki „koń roboczy” medycyny nuklearnej – używa się go w sercu, kościach, tarczycy, nerkach i właśnie w mózgu. W scyntygrafii perfuzyjnej mózgu 99mTc podaje się w postaci odpowiedniego radiofarmaceutyku, najczęściej związków takich jak HMPAO czy ECD. Są to lipofilne kompleksy, które przechodzą przez barierę krew–mózg i zatrzymują się w tkance mózgowej proporcjonalnie do przepływu krwi. Dzięki temu na obrazie z gammakamery widzimy rozkład perfuzji, czyli w praktyce które obszary mózgu są dobrze ukrwione, a które słabiej. Ma to ogromne znaczenie np. w diagnostyce padaczki ogniskowej, zmian niedokrwiennych, otępień, a także w ocenie skutków urazów czaszkowo–mózgowych. W nowoczesnych pracowniach badania te wykonuje się zwykle w technice SPECT, często łączonej z CT (SPECT/CT), co pozwala na lepszą lokalizację ognisk patologicznych. Standardem dobrej praktyki jest dobór jak najmniejszej aktywności 99mTc, która nadal zapewnia dobrą jakość obrazu, oraz dokładne przygotowanie radiofarmaceutyku zgodnie z procedurami jakościowymi (GMP, kontrola radiochemicznej czystości). Warto też pamiętać, że dzięki właściwościom 99mTc możliwe jest stosunkowo bezpieczne wykonywanie badań nawet u pacjentów wymagających powtórnych ocen perfuzji. Moim zdaniem znajomość roli technetu-99m w perfuzji mózgu to absolutna podstawa dla każdego technika medycyny nuklearnej.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).
Pytanie 33
W metodzie RM (rezonansu magnetycznego) po umieszczeniu pacjenta w silnym, stałym polu magnetycznym dochodzi do oddziaływania
A. wiązki protonów z jądrami atomów wodoru.
Twoja odpowiedź
B. fal radiowych o ściśle określonej częstotliwości z jądrami atomów wodoru.
Poprawna odpowiedź
C. wiązki protonów z jądrami atomów wodoru i tlenu.
D. fal radiowych o ściśle określonej częstotliwości z jądrami atomów wodoru i tlenu.
Niepoprawna odpowiedź. W rezonansie magnetycznym łatwo pomylić kilka pojęć, szczególnie jeśli kojarzy się badania obrazowe głównie z promieniowaniem jonizującym. W MR nie wykorzystuje się wiązki protonów wysyłanej w stronę pacjenta, więc mówienie o oddziaływaniu „wiązki protonów” z jądrami wodoru lub wodoru i tlenu jest po prostu fizycznie niepoprawne. Protony, o których mówimy w MR, to jądra atomów wodoru obecne w tkankach pacjenta, a nie żadna zewnętrzna wiązka cząstek, jak w akceleratorze czy w niektórych typach terapii protonowej. Cały układ polega na tym, że te wewnętrzne protony ustawiają się w silnym, stałym polu magnetycznym, a następnie są pobudzane przez zewnętrzne fale radiowe. Drugi częsty błąd to włączanie tlenu do opisu zjawiska podstawowego. Tlen oczywiście występuje w organizmie i jest ważny biologicznie, ale z punktu widzenia klasycznego obrazowania MR standardowo wykorzystuje się rezonans jąder wodoru, bo to one są najliczniejsze (woda, tłuszcz) i dają silny sygnał. Jądra tlenu nie są w rutynowej pracy klinicznej celem obrazowania w konwencjonalnym MRI, więc mówienie o oddziaływaniu fal radiowych z jądrami wodoru i tlenu jest mylące i sugeruje technikę, której się po prostu na co dzień nie stosuje. Typowym schematem błędnego rozumowania jest przenoszenie intuicji z radiografii czy tomografii komputerowej na MR: tam rzeczywiście mamy wiązkę promieniowania (fotony X), która „pada” na ciało. W MR nic takiego nie ma – jest stałe pole magnetyczne i impulsy RF o konkretnej częstotliwości rezonansowej. Z mojego doświadczenia wynika, że dopiero jasne oddzielenie: w TK – promieniowanie jonizujące, w MR – pole magnetyczne i fale radiowe, pozwala uniknąć takich pomyłek na egzaminach i w praktyce. W dobrych praktykach opisuje się MRI właśnie jako metodę opartą na rezonansie jąder wodoru w polu magnetycznym, bez udziału wiązek cząstek czy obrazowania rutynowego innych jąder, jak tlen.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).
Pytanie 34
Zdjęcie rentgenowskie nadgarstka w przywiedzeniu dołokciowym jest wykonywane w celu uwidocznienia kości
A. łódeczkowatej.
Twoja odpowiedź
B. haczykowatej.
C. grochowatej.
D. księżycowatej.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź to kość łódeczkowata, bo właśnie dla niej klasycznie wykonuje się projekcję nadgarstka w przywiedzeniu dołokciowym (ulnar deviation). W tej pozycji pacjent zgina rękę w stronę łokcia, co powoduje „wysunięcie” kości łódeczkowatej z cienia sąsiednich struktur i jej lepsze rozciągnięcie na obrazie. Dzięki temu szczelina złamania, zwłaszcza w części bliższej i węzinie kości łódeczkowatej, staje się wyraźniejsza. W standardach radiologii urazowej nadgarstka przy podejrzeniu złamania łódeczkowatej zawsze zaleca się dodatkowe projekcje, właśnie m.in. w przywiedzeniu dołokciowym, a często też skośne. Z mojego doświadczenia to pytanie wraca non stop w praktyce, bo złamania łódeczkowatej są częste, a na zwykłym AP łatwo je przeoczyć. W badaniu RTG nadgarstka technik powinien dbać o prawidłowe ułożenie: bark w jednej płaszczyźnie z nadgarstkiem, brak rotacji przedramienia, a samo przywiedzenie dołokciowe wykonane „do bólu, ale bez przesady”, żeby pacjent wytrzymał, a kość się ładnie uwidoczniła. W praktyce klinicznej ta projekcja ma znaczenie nie tylko przy ostrym urazie, ale też przy kontroli zrostu, przy podejrzeniu jałowej martwicy czy przewlekłych dolegliwościach bólowych po upadku „na wyprostowaną rękę”. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: ulnar deviation = kość łódeczkowata, bo to potem automatycznie podpowiada, jakie projekcje zlecić lub wykonać, kiedy lekarz pisze w skierowaniu „podejrzenie złamania scaphoid”.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).
Pytanie 35Strzał
Gadolin jako dożylny środek kontrastowy stosowany w MR powoduje
A. skrócenie czasów relaksacji T₁ i T₂
Twoja odpowiedź
B. wydłużenie czasów relaksacji T₁ i T₂
C. wydłużenie czasu relaksacji T₂ i brak zmian w czasie relaksacji T₁
D. skrócenie czasu relaksacji T₁ i brak zmian w czasie relaksacji T₂
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź opiera się na podstawowej właściwości gadolinu jako paramagnetycznego środka kontrastowego: powoduje on skrócenie zarówno czasu relaksacji T1, jak i T2 w tkankach, w których się gromadzi. W praktyce klinicznej najważniejszy jest efekt T1‑skracający, bo na sekwencjach T1‑zależnych takie miejsca stają się wyraźnie jaśniejsze (hiperintensywne). Dzięki temu lepiej widzimy zmiany z zaburzoną barierą krew–mózg, unaczynione guzy, ogniska zapalne czy nieszczelne naczynia. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć tak: gadolin „przyspiesza” relaksację protonów, więc sygnał szybciej wraca do stanu równowagi. Od strony fizycznej jony gadolinu (w postaci chelatów, np. Gd-DTPA) mają niesparowane elektrony, które silnie oddziałują z momentem magnetycznym jąder wodoru. To zwiększa efektywność wymiany energii i skraca czasy relaksacji. W dawkach diagnostycznych efekt T1 jest dominujący i pożądany – dlatego badania kontrastowe MR planuje się głównie w sekwencjach T1‑zależnych (np. spin-echo T1, 3D T1 z saturacją tłuszczu). W sekwencjach silnie T2‑zależnych skrócenie T2 może prowadzić wręcz do pewnego spadku sygnału, ale klinicznie zwykle mniej nas to interesuje. W dobrych praktykach pracowni MR zawsze dobiera się odpowiednie sekwencje przed i po kontraście, tak żeby w pełni wykorzystać efekt T1‑skracający gadolinu. Standardowe protokoły (np. w badaniu OUN, wątroby, trzustki, kręgosłupa) zakładają ocenę wzmacniania kontrastowego właśnie na obrazach T1. Warto też pamiętać o kwestiach bezpieczeństwa: środki gadolinowe są generalnie bezpieczne, ale przy ciężkiej niewydolności nerek istnieje ryzyko nefrogennego układowego zwłóknienia, więc zawsze trzeba sprawdzać eGFR i trzymać się aktualnych zaleceń producenta i wytycznych towarzystw radiologicznych.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2018 (arkusz Z.21-X-18.01).
Pytanie 36
Miejscem wykonania pomiaru densytometrycznego z kości przedramienia jest
A. koniec dalszy kości promieniowej strony dominującej.
B. środek trzonu kości promieniowej strony dominującej.
C. koniec dalszy kości promieniowej strony niedominującej.
Twoja odpowiedź
D. środek trzonu kości promieniowej strony niedominującej.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazanym miejscem densytometrii obwodowej w obrębie przedramienia jest koniec dalszy kości promieniowej strony niedominującej. W praktyce oznacza to nadgarstek ręki, którą na co dzień mniej pracujesz – zwykle lewej u osoby praworęcznej. Ten wybór nie jest przypadkowy. Dystalna część kości promieniowej zawiera dużo kości beleczkowej (gąbczastej), która szybciej reaguje na utratę masy kostnej i zmiany metaboliczne, więc jest bardzo czułym wskaźnikiem osteopenii i osteoporozy. Z kolei użycie strony niedominującej jest standardem, bo ta ręka jest zwykle mniej obciążana mechanicznie, mniej narażona na mikrourazy i przeciążenia. Dzięki temu wynik badania jest bardziej reprezentatywny dla ogólnego stanu układu kostnego, a nie tylko dla „wyćwiczonej” ręki. W wytycznych producentów densytometrów obwodowych oraz w zaleceniach klinicznych dotyczących densytometrii przedramienia konsekwentnie podkreśla się właśnie: strona niedominująca, koniec dalszy kości promieniowej, odpowiednio ustalony dystans od wyrostka rylcowatego (zwykle kilka centymetrów, zależnie od aparatu). W pracowni wygląda to tak, że pacjent kładzie przedramię na specjalnym stoliku, nadgarstek jest stabilizowany, a technik pozycjonuje kończynę zgodnie z protokołem aparatu, żeby za każdym razem mierzyć dokładnie ten sam obszar. Moim zdaniem kluczowe jest zapamiętanie dwóch rzeczy: dystalnie (przy nadgarstku) i niedominująca strona – to jest złoty standard dla densytometrii przedramienia, szczególnie w kontekście oceny ryzyka złamań osteoporotycznych w okolicy dalszego końca kości promieniowej.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).
Pytanie 37
Emisja fali elektromagnetycznej występuje w procesie rozpadu promieniotwórczego
A. gamma.
Twoja odpowiedź
B. beta minus.
C. beta plus.
D. alfa.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana została emisja promieniowania gamma. W fizyce jądrowej mówimy, że rozpad gamma to proces, w którym jądro atomowe przechodzi ze stanu wzbudzonego do stanu o niższej energii, nie zmieniając ani liczby protonów, ani neutronów. Czyli skład jądra zostaje ten sam, ale pozbywa się ono nadmiaru energii właśnie w postaci fali elektromagnetycznej o bardzo wysokiej energii – fotonu gamma. To jest klucz: gamma to nie cząstka materialna jak elektron czy alfa, tylko kwant promieniowania elektromagnetycznego. W medycynie nuklearnej ta właściwość jest wykorzystywana non stop. W badaniach scyntygraficznych czy PET dobiera się takie radioizotopy, które emitują głównie promieniowanie gamma (lub w PET: parę fotonów 511 keV po anihilacji), bo fale elektromagnetyczne gamma dobrze przechodzą przez tkanki i można je zarejestrować gammakamerą lub detektorami PET. Standardem jest np. technet-99m, który po przejściu do stanu podstawowego emituje foton gamma, a aparat rejestruje jego tor i tworzy obraz rozmieszczenia radiofarmaceutyku. Z mojego doświadczenia, dobra praktyka w pracowni medycyny nuklearnej to zawsze myślenie o tym, jakie dokładnie promieniowanie emituje dany izotop: czy jest to czyste gamma, beta plus, beta minus, czy mieszane. Ma to znaczenie dla ochrony radiologicznej, jakości obrazu i dawki dla pacjenta. Warto też pamiętać, że po rozpadzie alfa lub beta jądro potomne często jest w stanie wzbudzonym i dopiero potem „dorzuca” rozpad gamma – więc w dokumentacji fizycznej często widzimy kaskadę: najpierw zmiana składu jądra, a potem emisja fali elektromagnetycznej gamma jako etap „dooczyszczający” energię.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2021 (arkusz Z.21-SG-21.01).
Pytanie 38
Podczas badania EEG otwarcie oczu powoduje
A. reakcję paradoksalną.
B. zjawisko habituacji.
C. spontaniczną hiperwentylację.
D. zaniknięcie rytmu alfa.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – podczas badania EEG otwarcie oczu powoduje zanik, czyli blokowanie rytmu alfa w okolicach potylicznych. U zdrowej, zrelaksowanej osoby, leżącej spokojnie z zamkniętymi oczami, dominuje właśnie rytm alfa: fale o częstotliwości około 8–13 Hz, najlepiej widoczne w odprowadzeniach potylicznych (O1, O2). Jest to taki „fizjologiczny podpis” stanu czuwania w spoczynku z zamkniętymi oczami. W momencie, kiedy badany otwiera oczy, do kory wzrokowej dociera strumień bodźców wzrokowych i aktywność bioelektryczna ulega desynchronizacji – zamiast ładnego, regularnego rytmu alfa pojawia się bardziej niskonapięciowa, szybka czynność beta lub mieszanina różnych częstotliwości. Ten efekt nazywa się blokowaniem albo wygaszeniem rytmu alfa (ang. alpha blocking). Dla technika EEG to jest bardzo praktyczna sprawa: reakcja na otwarcie oczu jest jednym z podstawowych testów jakości zapisu i stanu pacjenta. Jeśli rytm alfa się nie pojawia przy zamkniętych oczach albo nie znika po ich otwarciu, to od razu zapala się lampka ostrzegawcza – można podejrzewać np. uszkodzenie kory potylicznej, głębokie zaburzenia świadomości, działanie leków, czasem artefakty. W standardach wykonywania EEG (np. zalecenia IFCN, krajowe wytyczne pracowni EEG) zawsze podkreśla się konieczność rejestrowania fragmentów z oczami zamkniętymi i otwartymi oraz dokładnego opisywania reaktywności rytmu alfa. W praktyce klinicznej ocena tego zjawiska pomaga różnicować stany śpiączki, encefalopatie metaboliczne czy efekty działania leków sedacyjnych. Z mojego doświadczenia warto sobie to dobrze zapamiętać: oczy zamknięte – alfa się pojawia, oczy otwarte – alfa znika. To jest jeden z najbardziej klasycznych i powtarzalnych elementów zapisu EEG, który bardzo często pojawia się też na egzaminach i w zadaniach testowych.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2015 (arkusz Z.21-X-15.05).
Pytanie 39
Który załamek w zapisie EKG odpowiada zjawisku depolaryzacji przedsionków mięśnia sercowego?
A. T
B. P
Twoja odpowiedź
C. Q
D. R
Poprawna odpowiedź. Załamek P w zapisie EKG odpowiada depolaryzacji przedsionków, czyli momentowi, kiedy bodziec elektryczny rozchodzi się przez mięsień przedsionków i przygotowuje je do skurczu. To jest tak naprawdę pierwszy element całego cyklu sercowego widocznego w standardowym zapisie 12-odprowadzeniowego EKG. W fizjologicznych warunkach załamek P jest dodatni w większości odprowadzeń kończynowych, szczególnie w II odprowadzeniu, które zwykle analizuje się jako wzorcowe. Moim zdaniem warto „nauczyć się na pamięć”, że P = przedsionki, bo to potem bardzo ułatwia interpretację różnych zaburzeń rytmu, np. migotania czy trzepotania przedsionków. W praktyce technika EKG i personel medyczny, zgodnie z wytycznymi kardiologicznymi, zawsze ocenia obecność, kształt i częstość załamków P. Brak prawidłowych załamków P albo ich nietypowy kształt może sugerować np. rytm z węzła AV, ektopowe pobudzenie przedsionkowe albo przerost przedsionków. W badaniach wysiłkowych czy holterowskich ciągłe śledzenie załamków P pomaga odróżnić tachykardię zatokową od nadkomorowych zaburzeń rytmu. Warto też pamiętać, że załamek P kończy się przed zespołem QRS – to czas, kiedy impuls po przejściu przez przedsionki dociera do węzła przedsionkowo‑komorowego. W dobrych praktykach diagnostyki elektromedycznej zawsze analizuje się P w kontekście całego odstępu PQ (PR), bo to daje informację nie tylko o depolaryzacji przedsionków, ale też o przewodzeniu przedsionkowo‑komorowym. Z mojego doświadczenia, jak ktoś dobrze rozumie załamek P, to dużo szybciej ogarnia resztę zapisu EKG, bo ma solidny punkt odniesienia do oceny rytmu i przewodnictwa.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2018 (arkusz Z.21-X-18.01).
Pytanie 40
Brachyterapia polega na napromieniowaniu pacjenta promieniowaniem
A. ze źródeł umieszczonych tylko na skórze pacjenta.
B. ze źródeł umieszczonych w bezpośrednim sąsiedztwie lub w napromienianych tkankach.
Twoja odpowiedź
C. cząsteczkowym pochodzącym z akceleratora.
D. fotonowym pochodzącym z akceleratora.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – istota brachyterapii polega właśnie na tym, że źródła promieniowania jonizującego umieszcza się w bezpośrednim sąsiedztwie guza albo wręcz w samych napromienianych tkankach. Dzięki temu dawka jest bardzo wysoka w objętości nowotworu, a bardzo szybko spada w miarę oddalania się od źródła. To jest kluczowa zaleta tej metody w porównaniu z teleradioterapią, gdzie promieniowanie dociera z zewnątrz, z dużej odległości (z akceleratora liniowego). W praktyce klinicznej stosuje się różne techniki brachyterapii: śródtkankową (np. przy rakach prostaty, języka, piersi – igły lub implanty z izotopem wprowadzane w guz), śródjamową (np. rak szyjki macicy, endometrium – aplikatory w jamie macicy lub pochwie) czy powierzchowną, gdy źródło jest tuż przy skórze. Najczęściej używane są źródła irydu-192 (HDR, PDR) lub jodu-125, cezu-137, palladu-103, w zależności od wskazań. Planowanie brachyterapii odbywa się na podstawie badań obrazowych (TK, MR, czasem USG), a system planowania dawki dokładnie wylicza rozkład izodoz wokół źródeł. Zgodnie ze standardami radioterapii onkologicznej (np. wytyczne ESTRO, ICRU) bardzo ważne jest precyzyjne pozycjonowanie aplikatorów oraz kontrola ich położenia przed napromienianiem, bo nawet niewielkie przesunięcie może zmienić rozkład dawki w krytycznych narządach. Moim zdaniem warto zapamiętać jedno: brachyterapia = źródło promieniowania blisko guza, wysoka dawka lokalnie, oszczędzenie tkanek zdrowych. To właśnie odróżnia ją od „klasycznego” napromieniania z akceleratora.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).