Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 8 lipca 2026 17:19
  • Data zakończenia: 8 lipca 2026 17:27

Egzamin niezdany

Wynik: 13/40 punktów (32,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Udostępnij swój wynik
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego dokonuje się podczas badania

A. tympanometrycznego.
B. audiometrii impedancyjnej.
C. potencjałów wywołanych.
D. otoemisji akustycznych.
Pomieszanie pojęć przy tym pytaniu jest dość typowe, bo wszystkie wymienione badania dotyczą narządu słuchu, ale tylko jedno służy do bezpośredniego pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego. Tympanometria jest częścią audiometrii impedancyjnej i to właśnie w tym badaniu mierzymy, jak układ ucha środkowego reaguje na zmiany ciśnienia i dźwięk testowy. Pozostałe metody badają coś zupełnie innego, chociaż czasem w praktyce klinicznej są wykonywane w tym samym cyklu badań, co może wprowadzać w błąd. Otoemisje akustyczne oceniają funkcję ślimaka, a dokładniej komórek rzęsatych zewnętrznych. Mierzymy bardzo ciche dźwięki generowane przez ucho wewnętrzne w odpowiedzi na bodziec akustyczny. To świetne narzędzie do przesiewowych badań słuchu u noworodków i do oceny uszkodzeń ślimakowych, ale nie daje informacji o impedancji ucha środkowego. Co więcej, nieprawidłowości w uchu środkowym mogą wręcz „maskować” otoemisje, dlatego przed interpretacją wyniku dobrze jest znać stan ucha środkowego z tympanometrii. Potencjały wywołane (słuchowe potencjały wywołane pnia mózgu – ABR/BERA) badają przewodzenie bodźca akustycznego wzdłuż drogi słuchowej do pnia mózgu. Analizujemy zapis elektrycznej aktywności nerwu słuchowego i struktur ośrodkowego układu nerwowego w odpowiedzi na dźwięk. To badanie jest bardziej neurologiczne niż „mechaniczne” i w żaden sposób nie służy do wyznaczania impedancji akustycznej. Kolejne źródło nieporozumień to określenie „audiometria impedancyjna”. W teorii obejmuje ono właśnie tympanometrię i pomiar odruchów z mięśnia strzemiączkowego, ale w praktyce, gdy mówimy o samym pomiarze impedancji ucha środkowego, kluczowy jest termin „badanie tympanometryczne”. Jeśli w pytaniu pojawia się sformułowanie o pomiarze impedancji akustycznej, chodzi konkretnie o procedurę tympanometrii, a nie o inne testy słuchowe czy ogólne nazwy grup badań. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro wszystkie te badania są „od uszu”, to każde może mierzyć wszystko – a tak niestety nie jest. Każda metoda ma swój zakres: tympanometria – ucho środkowe i impedancja, otoemisje – ślimak, potencjały wywołane – droga nerwowa.

Pytanie 2

Na elektrokardiogramie uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. migotanie komór.
B. migotanie przedsionków.
C. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
D. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
Analizując ten zapis EKG, łatwo wpaść w kilka typowych pułapek interpretacyjnych, zwłaszcza gdy patrzy się głównie na kształt pojedynczych zespołów QRS zamiast na cały rytm. W blokach odnóg pęczka Hisa – zarówno prawej, jak i lewej – podstawową cechą jest poszerzenie zespołu QRS powyżej 120 ms oraz charakterystyczna morfologia w odpowiednich odprowadzeniach (dla RBBB klasyczne obrazy rsR’ w V1–V2, dla LBBB szeroki, zazębiony R w V5–V6 oraz głębokie S w V1–V2). Co ważne, w blokach odnóg rytm komór jest zazwyczaj regularny, a przed każdym zespołem QRS obecny jest prawidłowy lub przynajmniej rozpoznawalny załamek P. Na prezentowanym zapisie QRS-y są wąskie, bez typowej morfologii bloku prawej czy lewej odnogi, a częstość i odstępy R–R są wyraźnie nieregularne, co od razu przeczy rozpoznaniu bloku przewodzenia w pęczku Hisa.
Kolejna możliwa pomyłka to skojarzenie tak nieregularnego rytmu z migotaniem komór. Tu jednak trzeba pamiętać, że w migotaniu komór nie widzimy w ogóle wyraźnych, powtarzalnych zespołów QRS ani uporządkowanej linii podstawowej. Zapis ma charakter całkowicie chaotyczny, o dużej amplitudzie lub drobnofalowy, bez jakiejkolwiek organizacji, a pacjent klinicznie jest w stanie nagłego zatrzymania krążenia. W naszym przypadku zespoły QRS są wyraźne, możliwe do zmierzenia, a amplituda sygnału jest stosunkowo stała – to zdecydowanie nie jest obraz migotania komór.
Typowy błąd myślowy przy takich zadaniach polega na tym, że ktoś zauważa „bałagan” w górnej części zapisu i od razu przypisuje go albo do bloku odnóg (bo coś mu „nie pasuje w kształcie QRS”), albo do migotania komór (bo rytm jest nierówny). Tymczasem prawidłowa droga to spokojna, krok po kroku analiza: czy są załamki P, czy rytm R–R jest regularny, jaka jest szerokość QRS. W migotaniu przedsionków, które tu występuje, brak jest wyraźnych P, linia podstawowa jest pofalowana, a odstępy R–R są całkowicie nieregularne, przy zachowaniu wąskich QRS. Z mojego doświadczenia wynika, że wyrobienie nawyku takiej systematycznej oceny bardzo ogranicza liczbę pomyłek i sprawia, że nawet w stresie rozpoznanie rytmu staje się dużo pewniejsze.

Pytanie 3

Na ilustracji przedstawiono przygotowanie pacjenta do badania

Ilustracja do pytania
A. EMG
B. EEG
C. KTG
D. ERG
Na zdjęciu widać bardzo typowe przygotowanie do badania EMG – dokładniej do elektroneurografii, czyli stymulacyjnej części badania przewodnictwa nerwowego. Mamy tutaj kończynę z założonym mankietem uziemiającym/odprowadzającym (zielony element) oraz dwie elektrody powierzchowne przyklejone nad mięśniem, do którego dochodzi badany nerw. Dodatkowo z boku widoczna jest elektroda stymulująca (igłowa lub pierścieniowa), którą podaje się krótkie impulsy prądowe. To klasyczny układ: elektroda aktywna i referencyjna nad brzuścem mięśnia oraz elektroda stymulująca w przebiegu nerwu. W EMG rejestruje się potencjały czynnościowe mięśni wywołane pobudzeniem nerwów obwodowych albo spontaniczną aktywność mięśnia. W praktyce technik musi zadbać o kilka rzeczy: dokładne odtłuszczenie skóry, prawidłowe rozmieszczenie elektrod w osi mięśnia, dobrą przyczepność żelowych elektrod i stabilne ułożenie kończyny, żeby artefakty ruchowe nie zniszczyły zapisu. Z mojego doświadczenia wiele problemów z jakością sygnału w EMG wynika z pośpiechu przy przygotowaniu skóry. W badaniach przewodnictwa nerwowego mierzy się latencję, amplitudę i prędkość przewodzenia, co jest kluczowe np. w diagnostyce zespołu cieśni nadgarstka, neuropatii cukrzycowych, uszkodzeń korzeni nerwowych czy urazów nerwów po złamaniach. Standardy pracowni neurofizjologii klinicznej zalecają też kontrolę temperatury kończyny, bo zbyt zimna ręka spowalnia przewodzenie i fałszuje wyniki. Właśnie ten układ elektrod na kończynie, bez udziału głowy, brzucha czy aparatury kardiotokograficznej, jednoznacznie wskazuje na EMG, a nie na EEG, ERG czy KTG.

Pytanie 4

Audiometria impedancyjna polega na pomiarze

A. oporu akustycznego i ciśnienia w uchu zewnętrznym.
B. przewodnictwa kostnego.
C. oporu akustycznego i ciśnienia w uchu środkowym.
D. przewodnictwa powietrznego.
Audiometria impedancyjna, nazywana też tympanometrią, to badanie, które z definicji ocenia opór akustyczny (czyli impedancję) i warunki ciśnieniowe w uchu środkowym, a nie w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Kluczowe jest to, że aparat zmienia ciśnienie w przewodzie zewnętrznym tylko po to, żeby „przetestować”, jak błona bębenkowa i układ kosteczek reagują w różnych warunkach ciśnienia. W praktyce mierzymy więc, jak dobrze układ przewodzący ucha środkowego przenosi drgania akustyczne przy różnych wartościach ciśnienia po stronie ucha środkowego.
Moim zdaniem warto to sobie wyobrazić tak: urządzenie wysyła do ucha ton testowy (zwykle 226 Hz) i jednocześnie zmienia ciśnienie w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Na podstawie odbitego dźwięku i zmian w sztywności układu ocenia impedancję błony bębenkowej i kosteczek słuchowych. Na wydruku dostajemy wykres tympanogramu, który pokazuje, przy jakim ciśnieniu w uchu środkowym przewodzenie jest najlepsze. Jeżeli szczyt krzywej wypada przy ciśnieniu około 0 daPa, to sugeruje prawidłowe wyrównanie ciśnień przez trąbkę słuchową.
W codziennej pracy badanie to wykorzystuje się do wykrywania wysiękowego zapalenia ucha środkowego, niedrożności trąbki słuchowej, usztywnienia łańcucha kosteczek (otoskleroza) czy perforacji błony bębenkowej. Dobrą praktyką jest łączenie audiometrii impedancyjnej z klasyczną audiometrią tonalną, bo razem dają pełniejszy obraz – wiemy, czy niedosłuch ma charakter przewodzeniowy, odbiorczy czy mieszany oraz czy problem leży po stronie ucha środkowego. Standardowo w protokołach opisuje się typ tympanogramu (A, B, C), wartości ciśnienia szczytowego i podatności (compliance). To są parametry, które wprost odnoszą się do oporu akustycznego i ciśnienia w uchu środkowym, dokładnie tak jak podano w prawidłowej odpowiedzi.

Pytanie 5

Chorobą układu oddechowego typu obturacyjnego jest

A. mukowiscydoza.
B. pylica płuc.
C. sarkoidoza.
D. gruźlica płuc.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie wymienione choroby dotyczą płuc, ale tylko jedna ma wyraźnie obturacyjny charakter. Kluczowe jest odróżnienie chorób obturacyjnych od restrykcyjnych. Obturacja to zwężenie lub zablokowanie dróg oddechowych i upośledzenie przepływu powietrza, szczególnie przy wydechu. W spirometrii objawia się to obniżeniem FEV1 i wskaźnika FEV1/FVC. Choroby restrykcyjne natomiast ograniczają pojemność płuc, ale przepływ przez oskrzela może być prawidłowy lub względnie zachowany, wskaźnik FEV1/FVC bywa prawidłowy lub wręcz podwyższony. Gruźlica płuc kojarzy się z kaszlem, naciekami w RTG i przewlekłym uszkodzeniem miąższu płucnego, więc bywa mylona z obturacją. Jednak patomechanizm jest inny: dominują zmiany ziarniniakowe, włóknienie, ubytki tkanki, czyli raczej obraz zbliżony do restrykcji lub złożonych zaburzeń mieszanych, a nie typowa obturacja oskrzeli. Pylica płuc to klasyczny przykład choroby śródmiąższowej spowodowanej przewlekłym wdychaniem pyłów (np. krzemionki, węgla). Uszkodzenie dotyczy głównie miąższu i śródmiąższu, płuca stają się sztywne, mniej podatne na rozciąganie. W spirometrii daje to typowy obraz restrykcyjny: obniżona pojemność życiowa, ale bez charakterystycznego spadku wskaźnika FEV1/FVC. Sarkoidoza z kolei jest chorobą ziarniniakową o bardzo zróżnicowanym przebiegu, często z zajęciem węzłów chłonnych wnęk i śródpiersia. Też głównie daje obraz choroby śródmiąższowej, z przewagą restrykcji, choć czasem wynik może być mieszany. Błąd myślowy, który często się tu pojawia, polega na założeniu, że „skoro płuca są chore”, to od razu mamy do czynienia z obturacją. Tymczasem klasyczne choroby obturacyjne to astma, POChP, rozstrzenie oskrzeli i mukowiscydoza, gdzie problemem jest zwężenie lub zablokowanie dróg oddechowych, a nie tylko uszkodzenie samego miąższu płucnego. W praktyce technika medyczna i diagnostyka funkcjonalna opierają się właśnie na takim rozróżnieniu, dlatego warto je mieć dobrze poukładane w głowie.

Pytanie 6

W badaniu EEG elektrody referencyjne przymocowane do płatka ucha to

A. Fp1,Fp2
B. C3, C4
C. P3, P4
D. A1, A2
W EEG bardzo łatwo pomylić oznaczenia elektrod, bo wszystkie wyglądają podobnie: litera i cyfra, niby nic wielkiego. Ale za tymi symbolami stoi konkretny system – tzw. międzynarodowy system 10–20. Każda litera odpowiada określonej okolicy mózgu, a cyfry określają stronę: liczby nieparzyste po lewej, parzyste po prawej. Stąd wynikają najczęstsze pomyłki. Elektrody C3 i C4 leżą nad okolicą centralną, czyli mniej więcej nad bruzdą Rolanda. Są kluczowe przy ocenianiu czynności ruchowej, napadów ogniskowych w rejonie centralnym, ale nie są elektrodami referencyjnymi na płatkach uszu. Gdyby je potraktować jako referencję, wprowadzilibyśmy do zapisu silną aktywność korową, co wypacza interpretację, bo referencja powinna być możliwie „neutralna” elektrycznie wobec rejestrowanej okolicy. Podobnie P3 i P4 to okolice ciemieniowe, wykorzystywane w analizie rytmu alfa, zmian w tylnych rejonach mózgu, zaburzeń funkcji czuciowych i integracji bodźców. To są klasyczne elektrody aktywne, a nie uszne. Z kolei Fp1 i Fp2 leżą na czole, najbardziej do przodu (frontopolarnie). Tam bardzo często widać mruganie, ruchy gałek ocznych, napięcie mięśni czoła. W praktyce technika EEG są to punkty najbardziej „zanieczyszczone” artefaktami, więc absolutnie nie nadają się na stabilną referencję. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś kojarzy „1 i 2” z „lewą i prawą stroną” i automatycznie zakłada, że każda para numerów może być referencją. Niestety tak to nie działa. Referencje uszne mają swoje własne oznaczenie – A1 i A2 – bo nie leżą na czaszce nad korą mózgu, tylko na strukturach obwodowych. Z mojego doświadczenia wynika, że jak się raz dobrze zrozumie logikę systemu 10–20 (F – frontal, C – central, P – parietal, O – occipital, T – temporal, Fp – frontopolar, A – auricular), to takie pomyłki znikają. W diagnostyce elektromedycznej trzymanie się standardowych lokalizacji i właściwych referencji jest kluczowe, bo od tego zależy wiarygodność całego badania EEG, a potem decyzje kliniczne lekarza.

Pytanie 7

W zapisie EKG prawidłowego rytmu zatokowego wszystkie załamki P są

A. ujemne w odprowadzeniach I, II i dodatnie w odprowadzeniu aVR.
B. ujemne w odprowadzeniach I, aVR i dodatnie w odprowadzeniach II, III.
C. dodatnie w odprowadzeniach I, II i ujemne w odprowadzeniu aVR.
D. dodatnie w odprowadzeniach I, aVR i ujemne w odprowadzeniach II, III.
Warianty odpowiedzi, w których załamki P są ujemne w odprowadzeniach I lub II albo dodatnie w aVR, opisują sytuacje typowe raczej dla rytmów pozazatokowych niż dla prawidłowego rytmu zatokowego. Węzeł zatokowo-przedsionkowy leży w górnej części prawego przedsionka, a fizjologiczny kierunek szerzenia się depolaryzacji biegnie z góry na dół i z prawej na lewą. Elektrody w odprowadzeniach I i II „patrzą” na serce właśnie mniej więcej z kierunku, w którym rozchodzi się fala pobudzenia, dlatego zapisują ją jako wychylenie dodatnie, czyli dodatni załamek P. Odprowadzenie aVR z kolei patrzy na serce z prawej strony i „od tyłu”, w kierunku przeciwnym do wektora depolaryzacji przedsionków, więc tam prawidłowy załamek P powinien być ujemny.
Jeżeli ktoś zakłada, że P może być ujemny w I i II, a dodatni w aVR przy rytmie zatokowym, to zwykle wynika to z mylenia pojęcia rytmu zatokowego z samą tylko „prawidłową częstością serca” albo z intuicyjnego, ale błędnego założenia, że biegunowość załamka P nie ma większego znaczenia. To jest typowy błąd na początku nauki EKG: patrzy się głównie na QRS i ST, a załamki P schodzą na dalszy plan. W rzeczywistości taki układ, z ujemnym P w II czy I, sugeruje albo rytm z niższych partii przedsionków, albo z okolicy węzła AV, a nawet odwróconą kolejność pobudzenia przedsionków (tzw. P wsteczny). Podobnie odpowiedzi, w których P jest dodatni w aVR lub ujemny w I, są sprzeczne z podstawową geometrią wektora przedsionkowego. W praktyce klinicznej dodatni P w aVR traktuje się wręcz jako czerwone światło: coś jest nie tak z miejscem powstawania rytmu lub z ułożeniem elektrod. Warto też pamiętać, że błędne podłączenie elektrod kończynowych może dać obraz „dziwnej” biegunowości P, więc jeśli widzisz nietypowy wzorzec (np. P ujemne w I i dodatnie w aVR), zawsze dobrze jest najpierw sprawdzić poprawność podłączenia kabli. Podsumowując, prawidłowy rytm zatokowy ma ściśle określony obraz załamka P, a każde odejście od dodatniego P w I i II oraz ujemnego P w aVR powinno budzić podejrzenie rytmu pozazatokowego albo błędu technicznego, a nie być uznawane za normę.

Pytanie 8

W badaniu audiometrycznym rezerwa ślimakowa to odległość między krzywą

A. kostną względną a bezwzględną.
B. szumu a powietrzną.
C. kostną a powietrzną.
D. kostną a krzywą szumu.
Pojęcie rezerwy ślimakowej bywa mylone z różnymi innymi odległościami na audiogramie, co potem psuje całą interpretację badania. Kluczowe jest to, że mówimy o różnicy między dwoma sposobami doprowadzenia bodźca do ślimaka: drogą powietrzną, przez przewód słuchowy zewnętrzny i ucho środkowe, oraz drogą kostną, czyli bezpośrednim pobudzeniem struktur ucha wewnętrznego przez drgania kości czaszki. Ta różnica w progach słyszenia jest odzwierciedleniem tego, na ile aparat przewodzący (ucho zewnętrzne i środkowe) osłabia lub blokuje dźwięk. Stąd nie ma sensu odnosić rezerwy ślimakowej do krzywej szumu. Krzywa szumu, jeśli w ogóle jest wyznaczana, służy do oceny progu maskowania, tła akustycznego lub do specjalistycznych badań, ale nie definiuje żadnej „rezerwy” w znaczeniu klinicznym. Odległość między krzywą szumu a powietrzną nie mówi nam nic o stanie ślimaka, tylko o tym, przy jakim poziomie hałasu badanie przestaje być wiarygodne. Podobnie mylące jest zestawianie przewodnictwa kostnego z krzywą szumu – to też nie ma przełożenia na klasyczną diagnostykę niedosłuchu. Często spotyka się też nieprecyzyjne określenia typu „kostna względna” i „bezwzględna”, ale w standardowej audiometrii tonalnej nie operuje się takim rozróżnieniem. W praktyce używamy po prostu progów przewodnictwa kostnego i powietrznego, wyznaczonych zgodnie z normą, z odpowiednim maskowaniem drugiego ucha, jeśli jest potrzebne. Typowym błędem myślowym jest szukanie skomplikowanych definicji tam, gdzie zasada jest prosta: rezerwa ślimakowa to to, ile „zyskujemy”, gdy omijamy ucho zewnętrzne i środkowe i pobudzamy ślimak bezpośrednio przez kość. Jeśli tej różnicy nie ma lub jest minimalna, to sugeruje uszkodzenie odbiorcze, a jeśli jest wyraźna – problem przewodzeniowy. Dlatego tak ważne jest, żeby nie mieszać tego pojęcia z szumem, maskowaniem czy jakimiś „względnymi” krzywymi, bo wtedy łatwo źle zaklasyfikować typ niedosłuchu i zaproponować niewłaściwe postępowanie.

Pytanie 9

Którym skrótem w badaniu spirometrycznym oznaczana jest pojemność życiowa płuc?

A. VC
B. FRC
C. TLC
D. IC
W spirometrii bardzo łatwo się pomylić, bo większość skrótów wygląda podobnie i wszystkie odnoszą się do różnych objętości lub pojemności płuc. Dlatego wiele osób automatycznie sięga po TLC, FRC czy IC, bo kojarzą im się z „pojemnością” albo „całkowitą objętością płuc”. Problem w tym, że klasyczna spirometria mierzy tylko te objętości, które pacjent może świadomie wciągnąć lub wydmuchać, a nie wszystko, co faktycznie znajduje się w płucach. TLC, czyli total lung capacity, to całkowita pojemność płuc – obejmuje ona nie tylko powietrze możliwe do wydmuchania, ale też objętość zalegającą, której spirometr nie jest w stanie bezpośrednio zmierzyć. Do oceny TLC używa się metod pletyzmografii ciała lub technik gazowych, a nie zwykłej spirometrii przybiurkowej. Dlatego TLC nie może być prawidłową odpowiedzią na pytanie o skrót oznaczający pojemność życiową w klasycznym badaniu spirometrycznym. FRC, czyli functional residual capacity, to czynnościowa pojemność zalegająca – objętość powietrza pozostająca w płucach po spokojnym wydechu. Ona również zawiera w sobie komponentu, której spirometr nie rejestruje (objętość zalegająca RV), więc FRC też nie jest parametrem bezpośrednio mierzonym w standardowej spirometrii, tylko raczej w badaniach bardziej zaawansowanych. Typowym błędem myślowym jest tu utożsamianie „pojemności” z „pojemnością życiową”, podczas gdy w fizjologii układu oddechowego każda z pojemności ma ściśle zdefiniowane granice objętości. IC, czyli inspiratory capacity, to pojemność wdechowa, a więc ilość powietrza, jaką można wciągnąć od poziomu spokojnego wydechu (FRC) do maksymalnego wdechu. To też nie jest pojemność życiowa, tylko jej fragment – dokładnie ta część, która dotyczy wdechu. W spirometrii pojemność życiowa (VC) obejmuje zarówno komponent wdechowy, jak i wydechowy, czyli cały zakres między maksymalnym wdechem a maksymalnym wydechem. Moim zdaniem najczęściej błąd wynika z tego, że ktoś pamięta ogólnie „pojemność = capacity”, ale nie kojarzy, że skrót VC jest tu specyficzny dla vital capacity. Dobra praktyka w pracowni to zawsze łączyć skrót z pełną nazwą i prostą definicją, wtedy łatwiej uniknąć takich pomyłek i poprawnie interpretować wyniki badania spirometrycznego.

Pytanie 10

Wynik badania słuchu metodą audiometrii tonalnej wskazuje na

Ilustracja do pytania
A. starzenie się narządu słuchu.
B. niedosłuch uwarunkowany genetycznie.
C. słuch w granicach normy.
D. uraz akustyczny.
Na przedstawionym audiogramie tonalnym widać bardzo charakterystyczny obraz: słuch w niskich i średnich częstotliwościach jest w zasadzie prawidłowy lub tylko lekko obniżony, natomiast w okolicy 4–6 kHz pojawia się wyraźny, głęboki dołek progów słyszenia. Ten tzw. „notch” w wysokich częstotliwościach jest klasycznym obrazem urazu akustycznego, czyli uszkodzenia narządu Cortiego spowodowanego hałasem o dużym natężeniu. Moim zdaniem, jak się raz to zobaczy na wykresie, to później już trudno pomylić z czymś innym. W praktyce zawodowej, szczególnie w medycynie pracy i w diagnostyce laryngologicznej, taki kształt audiogramu kojarzy się przede wszystkim z narażeniem na hałas impulsowy (wystrzał, petarda, prasa mimośrodowa) albo przewlekły hałas przemysłowy bez odpowiedniej ochrony słuchu. Standardy audiologiczne (zarówno krajowe, jak i np. zalecenia WHO czy OSHA) podkreślają, że pierwsze uszkodzenie od hałasu ujawnia się właśnie w zakresie 3–6 kHz, najczęściej z maksimum około 4 kHz, przy zachowanej w miarę dobrej słyszalności w częstotliwościach mowy (0,5–2 kHz). Dlatego pacjent może jeszcze całkiem nieźle rozumieć mowę w cichym otoczeniu, ale zaczyna mieć problemy w hałasie, skarży się na szumy uszne, dyskomfort przy głośnych dźwiękach. W dobrze prowadzonej praktyce diagnostycznej taki wynik zawsze trzeba połączyć z dokładnym wywiadem: praca w hałasie, strzelectwo, koncerty, słuchawki na uszach, brak stosowania ochronników słuchu. W badaniach okresowych pracowników wynik z typowym dołkiem 4 kHz jest sygnałem, że trzeba pilnie zweryfikować warunki akustyczne stanowiska, stosowanie ochronników i ewentualnie zmodyfikować narażenie. Dobrą praktyką jest też kontrolne powtórzenie audiometrii po okresie unikania hałasu, ale prawdziwy uraz akustyczny niestety jest zmianą trwałą, co warto mieć w głowie przy omawianiu wyniku z pacjentem.

Pytanie 11

Jakie symbole mają odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe w badaniu EKG?

A. I, II, III
B. V4, V5, V6
C. V1, V2, V3
D. aVR, aVL, aVF
W tym pytaniu kluczowe jest rozróżnienie trzech typów odprowadzeń: kończynowych dwubiegunowych, kończynowych jednobiegunowych wzmocnionych oraz przedsercowych (piersiowych). Dwubiegunowe kończynowe to tylko I, II, III – mierzą różnicę potencjałów między dwiema kończynami i tworzą klasyczny trójkąt Einthovena w płaszczyźnie czołowej. To właśnie one są „podstawową geometrią” EKG, na której opiera się wyznaczanie osi serca. Odpowiedzi z symbolami aVR, aVL, aVF dotyczą odprowadzeń kończynowych jednobiegunowych wzmocnionych. One też korzystają z elektrod na kończynach, ale są konstruowane inaczej: badają potencjał jednej elektrody względem tzw. elektrody pośredniej (wirtualnej masy) złożonej z pozostałych kończyn. Dlatego nazywamy je jednobiegunowymi, a nie dwubiegunowymi. Typowym błędem myślowym jest założenie, że skoro są na kończynach, to „na pewno” są dwubiegunowe – a to nie jest prawda, różnica jest właśnie w sposobie pomiaru. Z kolei zestawy V1–V2–V3 oraz V4–V5–V6 to odprowadzenia przedsercowe (piersiowe), które rejestrują czynność elektryczną serca w płaszczyźnie poziomej. Każde z nich jest jednobiegunowe, bo porównuje potencjał jednej elektrody na klatce piersiowej do elektrody odniesienia złożonej z kończyn. Ich rola jest inna: służą głównie do oceny ścian serca (przegroda międzykomorowa, ściana przednia, boczna, dolna w szerszym układzie) oraz lokalizacji np. zawału. W praktyce szkolnej łatwo się pogubić, bo wszystkie te oznaczenia są obok siebie na wydruku EKG. Moim zdaniem najlepiej zapamiętać prosty schemat: I, II, III – kończynowe dwubiegunowe; aVR, aVL, aVF – kończynowe jednobiegunowe wzmocnione; V1–V6 – przedsercowe. Dzięki temu unikamy mieszania pojęć i późniejszych błędów przy interpretacji osi serca oraz zmian w poszczególnych odprowadzeniach.

Pytanie 12

Do prób aktywacyjnych stosowanych w badaniu EEG zalicza się

A. rytmiczne błyski świetlne.
B. próbę hipowentylacyjną.
C. wstrzymanie oddechu.
D. otwieranie i zamykanie ust.
W badaniu EEG bardzo łatwo pomylić różne polecenia wydawane pacjentowi z tak zwanymi próbami aktywacyjnymi. Wiele osób zakłada, że skoro coś zmienia stan fizjologiczny, to automatycznie jest to próba aktywacyjna, ale w EEG obowiązują dość konkretne standardy. Klasyczne próby aktywacyjne to przede wszystkim hiperwentylacja oraz rytmiczna stymulacja świetlna. Ich celem jest zwiększenie szansy ujawnienia zmian napadowych lub innych nieprawidłowości w zapisie. Wstrzymanie oddechu nie jest typową próbą aktywacyjną w EEG. Może mieć znaczenie w innych badaniach fizjologicznych czy obrazowych, na przykład w rezonansie magnetycznym klatki piersiowej lub w USG jamy brzusznej, gdzie chodzi o ograniczenie ruchów oddechowych. W EEG standardowo stosuje się odwrotną koncepcję – hiperwentylację, czyli pogłębione, przyspieszone oddychanie przez kilka minut, co zmienia równowagę gazową we krwi i może prowokować wyładowania padaczkowe. Z tego powodu pojęcie „próba hipowentylacyjna” w EEG jest merytorycznie chybione, bo nie występuje w zaleceniach ani podręcznikach jako element protokołu. Otwieranie i zamykanie ust także nie jest próbą aktywacyjną. Czasem prosi się pacjenta o otwarcie i zamknięcie oczu, bo to wywołuje charakterystyczną reakcję w rytmie alfa, co pomaga ocenić reaktivność zapisu. Ruchy ust, żucie czy mówienie zazwyczaj są wręcz niepożądane, bo generują artefakty mięśniowe i utrudniają interpretację zapisu. Typowym błędem myślowym jest tu mieszanie ogólnych poleceń porządkowych dla pacjenta z procedurami mającymi konkretny, udokumentowany wpływ na zapis EEG. W dobrze prowadzonej pracowni technik trzyma się ustalonych protokołów: zapis spoczynkowy, otwieranie/zamykanie oczu, hiperwentylacja, fotostymulacja. Wszystko inne traktuje się albo jako źródło artefaktów, albo jako element komfortu pacjenta, a nie jako formalną próbę aktywacyjną. Dlatego jedynie rytmiczne błyski świetlne spełniają tu kryteria właściwej odpowiedzi.

Pytanie 13

W którym miejscu, zgodnie z zasadami wykonywania badania EKG, należy umocować żółtą elektrodę przedsercową V2?

A. W V przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowej środkowej.
B. W IV przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
C. W IV przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
D. W V przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowej przedniej.
Prawidłowe umocowanie żółtej elektrody przedsercowej V2 to IV przestrzeń międzyżebrowa przy lewym brzegu mostka. Tak opisują to klasyczne standardy wykonywania 12‑odprowadzeniowego EKG (np. wytyczne kardiologiczne AHA/ESC). Odprowadzenia przedsercowe mają bardzo precyzyjnie określone miejsca, bo ich przesunięcie choćby o jedno żebro w górę lub w dół potrafi całkowicie zmienić obraz zapisu. V2 razem z V1 tworzą tzw. odprowadzenia przy mostku (parasternalne) i są kluczowe do oceny przegrody międzykomorowej. V1 zakładamy w IV przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka, a V2 – lustrzanie, po lewej stronie mostka, też w IV przestrzeni. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk liczenia żeber od góry: najpierw lokalizujemy obojczyk, potem rękojeść mostka, następnie II żebro i dopiero potem schodzimy do IV przestrzeni międzyżebrowej. W praktyce klinicznej poprawne położenie V2 jest ważne np. przy rozpoznawaniu zawału ściany przedniej i przegrodowej, zaburzeń przewodzenia w obrębie pęczka Hisa czy przy ocenie przerostu komór. Gdy V2 jest za wysoko, może sztucznie nasilać załamki R lub zmieniać obraz odcinka ST, co wprowadza lekarza w błąd. Dlatego dobrą praktyką jest: najpierw dokładne oznaczenie wszystkich przestrzeni międzyżebrowych, potem dopiero przyklejanie elektrod zgodnie z kolejnością V1–V6, bez „na oko”. W wielu pracowniach i na oddziałach ratunkowych przywiązuje się do tego sporą wagę, bo jakość EKG zaczyna się właśnie od poprawnego pozycjonowania elektrod, nie od aparatu.

Pytanie 14

Zamieszczony elektrokardiogram przedstawia

Ilustracja do pytania
A. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
B. zawał dolnej ściany serca.
C. migotanie komór.
D. zawał przedniej ściany serca.
Na tym zapisie łatwo się pomylić, jeśli szuka się „klasycznego” obrazu zawału albo zaburzeń przewodzenia, zamiast najpierw ocenić, czy w ogóle występują prawidłowe zespoły QRS. W przedstawionym EKG nie ma żadnych wyraźnych, powtarzalnych zespołów komorowych, nie widać załamków P ani typowych odcinków ST. Linia jest całkowicie chaotyczna, o zmiennej amplitudzie, bez wyraźnej linii izoelektrycznej. To od razu powinno odsunąć od rozpoznań typu zawał czy blok odnogi. Zawał dolnej lub przedniej ściany serca rozpoznajemy na podstawie uniesień lub obniżeń odcinka ST w konkretnych odprowadzeniach (np. II, III, aVF dla ściany dolnej; V1–V4 dla ściany przedniej), często z towarzyszącymi zmianami w załamkach T i Q. Mimo że zawał może być przyczyną migotania komór, sam zapis zawału to nadal widoczne, zwykle miarowe lub niemiarowe zespoły QRS z charakterystycznymi zmianami ST/T, a nie ciągła, poszarpana linia. Próba „dopatrywania się” zawału w takim obrazie jest typowym błędem: zamiast patrzeć na ogólną organizację rytmu, skupiamy się na pojedynczych fragmentach fali. Podobnie blok prawej odnogi pęczka Hisa ma bardzo charakterystyczny obraz: poszerzone zespoły QRS z obrazem typu „królik” (Rsr', rsR') w V1–V2 oraz szerokie, rozszczepione zespoły w odprowadzeniach bocznych. Ale kluczowe jest to, że w bloku odnogi rytm jest zorganizowany, z wyraźnymi, powtarzalnymi zespołami QRS. Tutaj tego zupełnie nie ma. W praktyce klinicznej pierwszy krok przy analizie każdego EKG to odpowiedź na pytanie: czy widzę prawidłowe, powtarzalne zespoły QRS? Jeśli nie, a zapis jest tak chaotyczny jak na obrazku, należy przede wszystkim myśleć o migotaniu komór lub ewentualnie artefakcie zapisu, a nie o zawale czy bloku przewodzenia. To podejście bardzo ułatwia szybką, prawidłową interpretację i minimalizuje ryzyko takich pomyłek.

Pytanie 15

Odprowadzenie EKG mierzące różnicę potencjałów między lewym podudziem a prawym przedramieniem oznacza się jako

A. aVF
B. aVL
C. III
D. II
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie odpowiedzi odnoszą się do odprowadzeń kończynowych, ale różnica polega na tym, jak są zbudowane i między jakimi punktami mierzą potencjał. Kluczowe jest zrozumienie klasycznego trójkąta Einthovena i rozróżnienie odprowadzeń dwubiegunowych (I, II, III) od jednobiegunowych wzmocnionych (aVR, aVL, aVF). Odprowadzenie III nie może być poprawne, bo mierzy różnicę potencjałów między lewym ramieniem (LA) a lewym podudziem (LL). Elektroda na prawym przedramieniu (RA) w ogóle nie jest w nim biegunem czynnym ani biernym, tylko bierze udział pośrednio przy wyznaczaniu tzw. elektrody Wilsona. Typowym błędem jest mylenie „lewa kończyna górna” z „prawą”, szczególnie jeśli ktoś nie ma w głowie schematu trójkąta. Odprowadzenia aVL i aVF są jeszcze inną kategorią. To są odprowadzenia jednobiegunowe wzmocnione (augmented). W aVL biegun czynny znajduje się na lewym ramieniu, a biegun odniesienia jest wirtualny, wyliczony jako średnia potencjałów z pozostałych kończyn (RA i LL). Czyli to nie jest prosta różnica między konkretnymi dwiema elektrodami, tylko pomiar względem uśrednionego potencjału. W aVF biegunem czynnym jest lewy podudzie (LL), a biegun odniesienia stanowi średnia z RA i LA. Z tego powodu nie można powiedzieć, że aVF mierzy różnicę między lewym podudziem a prawym przedramieniem, chociaż RA jest jednym ze składników elektrody odniesienia. To takie półprawdy, które często wprowadzają w błąd. W praktyce dobre podejście to podzielić sobie w głowie: I, II, III – konkretne para elektrod; aVR, aVL, aVF – jedna elektroda aktywna i „wirtualna” elektroda odniesienia. Jeżeli w treści pytania jest wyraźnie mowa o różnicy potencjałów między dwiema konkretnymi kończynami, to prawie na pewno chodzi o jedno z odprowadzeń dwubiegunowych. Wtedy wystarczy przypomnieć sobie schemat: I – RA–LA, II – RA–LL, III – LA–LL. Wszystko inne to już odprowadzenia jednobiegunowe. Takie uporządkowanie bardzo zmniejsza ryzyko typowych pomyłek na egzaminie i przy łóżku pacjenta.

Pytanie 16

Przedstawiony zapis elektrokardiograficzny może wskazywać na

Ilustracja do pytania
A. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
B. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
C. zawał przedniej ściany serca.
D. zawał tylnej ściany serca.
To EKG bardzo łatwo pomylić z zawałem ściany przedniej, bo wysokie zespoły w odprowadzeniach V1–V3 potrafią wyglądać nieco „groźnie”. Jednak w ostrym zawale przedniej ściany spodziewamy się uniesień odcinka ST w przedsercowych odprowadzeniach lewokomorowych (V2–V4), często z pojawieniem się patologicznych załamków Q oraz zmianami zwrotnymi w odprowadzeniach przeciwstawnych. Tutaj natomiast odcinek ST nie ma typowego, kopulastego uniesienia, a główną cechą jest poszerzenie i specyficzna morfologia QRS, co przemawia za zaburzeniem przewodzenia, a nie ostrym niedokrwieniem. Równie kuszące bywa rozpoznanie zawału ściany tylnej, zwłaszcza gdy patrzymy na V1–V2 i widzimy wysokie załamki R. W zawale tylnej ściany klasycznie pojawiają się jednak zmiany lustrzane: wysokie R w V1–V2, obniżenia ST i dodatnie T jako odbicie uniesień ST i patologicznych Q w odprowadzeniach tylnych (V7–V9). Tu morfologia ma jednak charakterystyczny układ rsR’ z wyraźnym poszerzeniem QRS, a nie typowe zmiany odcinka ST, co bardziej pasuje do bloku przewodzenia niż do ostrego zawału. Jeśli chodzi o blok lewej odnogi pęczka Hisa, to obraz EKG byłby zupełnie inny. W LBBB zespoły QRS są szerokie, ale dominują bardzo szerokie, często zniekształcone załamki R w V5–V6 oraz głębokie, szerokie S w V1–V3. Dodatkowo w LBBB depolaryzacja lewej komory jest wyraźnie opóźniona, co całkowicie zmienia wektor QRS i utrudnia ocenę niedokrwienia. Tutaj natomiast w odprowadzeniach lewokomorowych widzimy raczej szerokie S niż olbrzymie R, a „królicze uszy” pojawiają się w V1, co jest typowe dla RBBB. Typowy błąd myślowy przy takich zapisach polega na skupianiu się tylko na amplitudzie załamków R lub T i emocjonalnej reakcji na „dziwnie wyglądające” zespoły, zamiast przeprowadzić spokojną, krok po kroku analizę: rytm, częstość, oś elektryczna, szerokość QRS, morfologia w kluczowych odprowadzeniach. Trzymanie się tej systematyki i znajomość kryteriów bloków odnóg według wytycznych ESC/AHA pozwala uniknąć pochopnego rozpoznawania zawału tam, gdzie mamy do czynienia z przewlekłym zaburzeniem przewodzenia.

Pytanie 17

Która składowa prawidłowej krzywej EKG odpowiada powolnej repolaryzacji komór mięśnia sercowego?

A. Załamek Q
B. Załamek P
C. Odcinek ST
D. Odcinek TP
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo wiele osób intuicyjnie próbuje przyporządkować różne fragmenty EKG do „jakiejś repolaryzacji” bez przypomnienia sobie pełnego przebiegu potencjału czynnościowego kardiomiocytów. Trzeba zacząć od podstaw: załamek P to zapis depolaryzacji przedsionków, czyli pobudzenia elektrycznego rozchodzącego się przez mięsień przedsionków. W tym momencie komory jeszcze nie biorą udziału w cyklu elektrycznym, więc nie ma mowy, żeby załamek P odpowiadał jakiejkolwiek repolaryzacji komór. To po prostu inny etap pracy serca.
Podobna pułapka dotyczy załamka Q. Jest on elementem zespołu QRS i odzwierciedla początkową fazę depolaryzacji komór, najczęściej przegrody międzykomorowej. Cały zespół QRS, niezależnie od szczegółowego kształtu, opisuje szybkie rozprzestrzenianie się pobudzenia w mięśniu komór. To faza szybkiego napływu jonów sodu (Na+) do wnętrza komórek, czyli faza 0 potencjału czynnościowego. Czyli znowu – mamy do czynienia z procesem depolaryzacji, a nie repolaryzacji. Mylenie QRS z repolaryzacją wynika często z tego, że jest to najbardziej „widoczny” element zapisu, ale fizjologicznie pełni zupełnie inną rolę.
Odcinek TP bywa traktowany jako „czas spoczynku” serca. W praktyce to odstęp między końcem repolaryzacji komór (koniec załamka T) a początkiem kolejnej depolaryzacji przedsionków (początek załamka P). Ten fragment odpowiada fazie rozkurczu elektrycznego, okresowi diastolicznemu, kiedy mięsień jest w stanie spoczynku elektrycznego i przygotowuje się do kolejnego cyklu. Nie zachodzi tu powolna repolaryzacja komór – ona już się zakończyła.
Repolaryzacja komór ma dwie główne „twarze” w EKG. Faza powolna, tzw. plateau, odpowiada właśnie odcinkowi ST i jest kluczowa dla oceny niedokrwienia mięśnia sercowego. Natomiast końcowa, szybsza część repolaryzacji komór odzwierciedla się w załamku T. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś skojarzy repolaryzację tylko z załamkiem T i zapomina, że proces jest rozciągnięty w czasie i zaczyna już w trakcie odcinka ST. Z punktu widzenia praktyki diagnostycznej to rozróżnienie jest bardzo ważne: zmiany w odcinku ST (uniesienia, obniżenia, poziome lub skośne) są jednym z głównych kryteriów ostrych stanów wieńcowych według standardów ESC, natomiast zmiany w załamku T często mówią bardziej o przebytych, przewlekłych lub mniej ostrych zaburzeniach. Dlatego warto utrwalić sobie, że jeśli mówimy o powolnej repolaryzacji komór na EKG, to wskazujemy na odcinek ST, a nie na załamek P, Q czy odcinek TP.

Pytanie 18

W standardowym badaniu elektrokardiograficznym elektrodę C4 należy umieścić

A. w IV międzyżebrzu przy lewym brzegu mostka.
B. w V międzyżebrzu w linii środkowo-obojczykowej lewej.
C. w IV międzyżebrzu przy prawym brzegu mostka.
D. w V międzyżebrzu w linii przedniej pachowej.
W standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG wszystkie elektrody przedsercowe mają bardzo precyzyjnie określone miejsca, a pomyłka o jedno międzyżebrze potrafi istotnie zafałszować zapis. Wiele osób myli te lokalizacje, bo nazwy odprowadzeń i ich skróty (V1–V6, C1–C6) wydają się podobne, a w praktyce wszystko „wygląda” podobnie na klatce piersiowej. Dlatego dobrze jest oprzeć się na anatomii, a nie na intuicji. Elektrodę umieszczaną w V międzyżebrzu w linii przedniej pachowej lewej stosuje się jako V5, a nie V4/C4. To odprowadzenie bardziej boczne, służy do oceny ściany bocznej lewej komory. Jeśli w tym miejscu położymy V4, to cały układ przedsercowy się „rozjedzie” i interpretacja ściany przedniej serca będzie wątpliwa. Z kolei IV międzyżebrze przy lewym brzegu mostka to miejsce dla V2/C2. To odprowadzenie rejestruje aktywność elektryczną z przegrody międzykomorowej i częściowo przedniej ściany. Przeniesienie tam V4 spowoduje, że zamiast typowego obrazu z okolicy koniuszka serca, dostaniemy coś w rodzaju mieszanego zapisu przegrodowo‑przedniego. To może np. zamaskować wczesne zmiany niedokrwienne w rejonie koniuszka. IV międzyżebrze przy prawym brzegu mostka to z kolei klasyczne miejsce dla V1/C1. To odprowadzenie „patrzy” bardziej na prawą komorę i przegrodę. Umieszczenie tam C4/V4 całkowicie zmienia sens zapisu, bo nagle odprowadzenie, które ma oceniać lewą komorę, zaczyna rejestrować sygnał z prawej strony. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś zapamiętuje tylko „IV międzyżebrze przy mostku” albo „V międzyżebrze gdzieś z boku” bez rozróżniania prawej i lewej strony oraz linii anatomicznych: mostkowej, środkowo‑obojczykowej, pachowej. Dobra praktyka jest taka: najpierw znajdź dokładnie IV międzyżebrze przy prawym brzegu mostka (V1), potem lewy brzeg (V2), policz żeberka do V międzyżebrza i dopiero tam, w linii środkowo‑obojczykowej lewej, kładziesz V4/C4. Wszystko inne to kompromis, który obniża wiarygodność badania i może w praktyce utrudnić rozpoznanie zawału czy zaburzeń przewodzenia.

Pytanie 19

W zapisie EKG załamki P dodatnie w odprowadzeniu I i II, a ujemne w aVR oraz częstotliwość rytmu mniejsza niż 60/min wskazują na

A. niemiarowość zatokową.
B. przyspieszony rytm zatokowy.
C. zahamowanie zatokowe.
D. zwolniony rytm zatokowy.
Prawidłowo – opis w pytaniu dokładnie pasuje do zwolnionego rytmu zatokowego, czyli bradykardii zatokowej. Załamki P dodatnie w odprowadzeniach I i II oraz ujemne w aVR to klasyczny „podpis” tego, że impuls elektryczny pochodzi z węzła zatokowo–przedsionkowego, czyli z fizjologicznego rozrusznika serca. Mówiąc prościej: morfologia załamka P mówi nam o miejscu powstania pobudzenia, a nie o jego szybkości. Dopiero częstotliwość rytmu, w tym przypadku < 60/min, decyduje, czy mówimy o rytmie zatokowym prawidłowym, przyspieszonym czy zwolnionym. Standardowo przyjmuje się, że: rytm zatokowy prawidłowy ma częstość 60–100/min, przyspieszony rytm zatokowy (tachykardia zatokowa) > 100/min, a zwolniony rytm zatokowy (bradykardia zatokowa) < 60/min. To jest podstawowa rzecz, którą trzeba mieć w głowie przy każdej analizie EKG, niezależnie czy pracujesz w pracowni EKG, na SOR-ze czy w POZ. W praktyce technika EKG wygląda to tak: najpierw oceniamy, czy załamki P są „zatokowe” (czyli dodatnie w I, II, ujemne w aVR, stały kształt), następnie sprawdzamy, czy po każdym P występuje zespół QRS, a potem mierzymy częstość rytmu – np. metodą 300/150/100 (przy zapisie 25 mm/s) albo za pomocą automatycznej analizy aparatu, ale zawsze warto ją zweryfikować „na oko”. U wielu osób, zwłaszcza młodych, wysportowanych, bradykardia zatokowa może być wariantem normy, szczególnie w spoczynku czy we śnie. Z drugiej strony, u pacjentów starszych, z chorobą węzła zatokowego, po lekach beta-adrenolitycznych czy blokerach kanału wapniowego, zwolniony rytm zatokowy może dawać zawroty głowy, osłabienie, omdlenia. Moim zdaniem dobrze jest od razu w głowie łączyć obraz EKG z objawami klinicznymi, bo sama liczba uderzeń na minutę jeszcze nie mówi, czy dany rytm jest dla pacjenta niebezpieczny. Dobre praktyki mówią: zawsze opisz rytm trzema słowami – pochodzenie (zatokowy/pozazatokowy), regularność (miarowy/niemiarowy) i częstość (przyspieszony/prawidłowy/zwolniony). Tutaj mamy wyraźnie: rytm zatokowy, miarowy (z opisu to wynika) i zwolniony.

Pytanie 20

Kryterium rozpoznawczym dla fali δ (delta) w badaniu EKG jest

A. uniesienie odcinka ST.
B. obniżenie odcinka ST.
C. zażębienie na ramieniu wstępującym załamka R.
D. zażębienie na ramieniu zstępującym załamka R.
Fala δ (delta) w EKG jest jednym z tych elementów, które łatwo pomylić z innymi zmianami w obrębie zespołu QRS albo odcinka ST, szczególnie jeśli ktoś dopiero zaczyna przygodę z interpretacją zapisów. Kluczowe jest zrozumienie, że fala delta dotyczy samego początku pobudzenia komór, a nie fazy repolaryzacji czy końcowej części załamka R. Dlatego łączenie jej z uniesieniami lub obniżeniami odcinka ST jest merytorycznie błędne. Odcinek ST odzwierciedla fazę plateau potencjału czynnościowego komórek mięśnia sercowego, czyli głównie procesy związane z repolaryzacją. Zmiany w ST kojarzymy przede wszystkim z niedokrwieniem, ostrym zawałem, czasem z przerostami czy zaburzeniami elektrolitowymi. Fala delta natomiast powstaje przez przedwczesne, wolniejsze pobudzenie części komory przez dodatkową drogę przewodzenia. To jest zupełnie inny etap cyklu sercowego, więc technicznie nie może być rozpoznawana na podstawie samego ST. Podobny problem pojawia się przy skojarzeniu fali delta z zażębieniem na ramieniu zstępującym załamka R. Ta część zespołu QRS odzwierciedla już późniejsze etapy depolaryzacji komór. Różne „ząbki” w tej części mogą wynikać np. z bloku prawej lub lewej odnogi pęczka Hisa, z zaburzeń przewodzenia śródkomorowego, czasem z przerostów komór. To są inne mechanizmy niż preekscytacja. Typowym błędem myślowym jest patrzenie tylko na kształt „jakiegokolwiek załamania” w obrębie QRS, bez zwracania uwagi, w którym dokładnie miejscu ono się pojawia. Dobra praktyka jest taka: kiedy szukasz fali delta, skupiasz się na samym początku zespołu QRS i pytasz siebie, czy początek załamka R jest łagodnie zaokrąglony, jakby „rozmyty”, czy raczej stromy i ostry. Jeśli jest to jakby małe, powolne narastanie na ramieniu wstępującym R, wtedy myślisz o fali delta. Jeżeli widzisz ząbki później albo zmiany dopiero w ST, to już nie jest delta, tylko zupełnie inne zjawiska, które trzeba interpretować w innym kontekście klinicznym. Moim zdaniem najważniejsze jest nauczyć się porządnie rozdzielać w głowie: początek QRS = przewodzenie i ewentualna preekscytacja, odcinek ST i załamek T = niedokrwienie, elektrolity, leki, przerosty. Taka struktura myślenia bardzo ogranicza liczbę pomyłek przy analizie EKG.

Pytanie 21

Który wynik badania tympanometrycznego potwierdza, że słuch badanego pacjenta jest w granicach normy?

A. Wynik badania 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Wynik badania 1
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Wynik badania 4
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Wynik badania 2
Ilustracja do odpowiedzi D
W tym pytaniu łatwo dać się zmylić samym kształtem krzywej albo jej wysokością, ale kluczowa jest lokalizacja szczytu oraz ogólny typ tympanogramu. W prawidłowym uchu środkowym mówimy o typie A, gdzie maksymalna podatność błony bębenkowej wypada w okolicy 0 daPa. Jeśli szczyt jest wyraźnie przesunięty w stronę ciśnień ujemnych, jak na jednym z zaprezentowanych wykresów, sugeruje to typ C. Taki obraz wiąże się najczęściej z podciśnieniem w jamie bębenkowej, np. przy zaburzonej drożności trąbki słuchowej, początkach wysiękowego zapalenia ucha albo po infekcji górnych dróg oddechowych. Ucho może jeszcze nie dawać dużego ubytku w audiometrii, ale nie uznajemy tego za stan w pełni prawidłowy. Inny wykres pokazuje prawie płaską linię, bez wyraźnego szczytu – to typ B. Jest on typowy dla obecności płynu w uchu środkowym, perforacji błony bębenkowej lub nieprawidłowości w działaniu drenu wentylacyjnego. W takim przypadku błona bębenkowa praktycznie nie zmienia swojej podatności przy zmianach ciśnienia w przewodzie słuchowym zewnętrznym. To klasyczny obraz przewodzeniowego zaburzenia słuchu i zdecydowanie nie potwierdza prawidłowego słyszenia. Można też spotkać wykres z bardzo wysokim, wąskim lub przesadnie szerokim szczytem, który odpowiada typom Ad lub As. W typie Ad mamy nadmierną podatność, np. przy zbyt wiotkiej błonie bębenkowej albo przerwaniu łańcucha kosteczek, co w praktyce może dawać ubytek słuchu mimo pozornie „ładnej” krzywej. W typie As szczyt jest niski i spłaszczony, co sugeruje usztywnienie układu przewodzącego, np. w otosklerozie. Typowym błędem myślowym jest ocenianie jedynie kształtu „wierzchołka” bez zwrócenia uwagi na położenie względem osi ciśnienia i bez znajomości klasyfikacji Jergera. W badaniu tympanometrycznym zawsze trzeba łączyć pozycję szczytu, jego amplitudę oraz szerokość z obrazem klinicznym i wynikami audiometrii. Dlatego tylko krzywa o cechach typu A, jak w odpowiedzi 3, może być uznana za potwierdzenie słuchu w granicach normy.

Pytanie 22

W zapisie EKG zespół QRS odzwierciedla

A. repolaryzację mięśnia przedsionków i mięśnia komór.
B. depolaryzację mięśnia przedsionków i mięśnia komór.
C. wyłącznie depolaryzację mięśnia komór.
D. wyłącznie repolaryzację mięśnia komór.
W tym pytaniu bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że skoro zespół QRS jest taki „duży” i wyraźny, to musi zawierać w sobie różne procesy naraz: depolaryzację i repolaryzację, przedsionków i komór. To jednak nie tak działa. Z punktu widzenia elektrofizjologii serca zapis EKG jest sumą wektorów aktywności elektrycznej, ale poszczególne fragmenty krzywej przypisujemy do konkretnych zjawisk. Załamek P odpowiada depolaryzacji przedsionków, zespół QRS – depolaryzacji komór, a załamek T (plus odcinek ST) – repolaryzacji komór. Repolaryzacja mięśnia przedsionków rzeczywiście zachodzi, ale jest na tyle słaba i nakłada się w czasie na zespół QRS, że w standardowym 12-odprowadzeniowym EKG jej po prostu nie widać jako osobnego elementu.

Założenie, że QRS odzwierciedla wyłącznie repolaryzację komór, odwraca kolejność zdarzeń. Repolaryzacja komór jest procesem wolniejszym, rozproszonym, dlatego w zapisie ma inną morfologię – to jest właśnie załamek T, czasem także załamek U. Zespół QRS jest szybki, stromy i stosunkowo wąski, co wynika z bardzo szybkiego przewodzenia pobudzenia przez układ bodźcoprzewodzący komór. W praktyce diagnostycznej, gdy oceniamy zaburzenia repolaryzacji (np. w niedokrwieniu, zaburzeniach elektrolitowych, wydłużonym QT), analizujemy głównie odcinek ST i załamek T, a nie QRS.

Równie mylące jest kojarzenie zespołu QRS z jednoczesną depolaryzacją przedsionków i komór albo z łączoną repolaryzacją przedsionków i komór. Przedsionki „pracują elektrycznie” wcześniej: ich depolaryzacja to załamek P, a repolaryzacja zachodzi w czasie, gdy w zapisie pojawia się QRS, więc zlewa się z nim i jest niewidoczna. Standardowe podręczniki EKG i wytyczne kardiologiczne bardzo jasno to rozgraniczają, bo ma to znaczenie praktyczne. Jeśli ktoś myśli, że QRS zawiera także depolaryzację przedsionków, może potem błędnie interpretować brak załamka P, nie rozpoznając np. migotania przedsionków czy rytmów z węzła AV.

Typowym błędem poznawczym jest też utożsamianie „dużego” wychylenia z większą ilością procesów biologicznych. Tymczasem wysoka amplituda QRS wynika głównie z większej masy mięśnia komór w porównaniu z przedsionkami i bardzo szybkiego, zsynchronizowanego pobudzenia. Dlatego w diagnostyce elektromedycznej przy interpretacji EKG zawsze uczymy się schematu: P – depolaryzacja przedsionków, QRS – depolaryzacja komór, T – repolaryzacja komór. To prosty model, ale bardzo użyteczny w codziennej praktyce, pozwalający logicznie analizować rytm, przewodzenie i zmiany niedokrwienne bez wpadania w takie właśnie nieporozumienia.

Pytanie 23

W badaniu EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między

A. prawym podudziem a lewym przedramieniem.
B. prawym przedramieniem a lewym podudziem.
C. prawym a lewym przedramieniem.
D. prawym a lewym podudziem.
W zapisie EKG bardzo łatwo pomylić, które elektrody tworzą konkretne odprowadzenia kończynowe, bo wszystkie wyglądają podobnie, a różnica jest czysto funkcjonalna. Kluczowe jest jednak zrozumienie, że odprowadzenia I, II i III wg Einthovena są zdefiniowane ściśle, na stałe, i wynikają z określonego układu elektrod na kończynach. Odprowadzenie I zawsze rejestruje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną, czyli między elektrodą RA a LA. Warianty, w których w odprowadzeniu I bierze się pod uwagę podudzia (kończyny dolne) – niezależnie czy jest to prawe z lewym, czy mieszanki typu przedramię–podudzie – zaburzają tę definicję. To są po prostu inne konfiguracje wektorowe i nie odpowiadają żadnemu standardowemu odprowadzeniu Einthovena. Typowym błędem myślowym jest przekonanie, że skoro wszystkie elektrody kończynowe „biorą udział” w badaniu, to odprowadzenie I może być np. między prawym a lewym podudziem. W rzeczywistości kończyny dolne tworzą biegun tzw. elektrody LL (left leg), który wykorzystywany jest głównie w odprowadzeniach II i III oraz w odprowadzeniach wzmocnionych (aVF). Gdy mieszamy w głowie, która elektroda jest gdzie, łatwo sobie wyobrazić, że każde zestawienie dwóch kończyn może być dowolnym odprowadzeniem – ale tak nie jest, bo aparaty EKG są skonfigurowane zgodnie ze standardami międzynarodowymi. Innym częstym nieporozumieniem jest traktowanie odprowadzeń jak fizycznych przewodów: „kabel z prawej ręki do lewej nogi, to może jest I”. W rzeczywistości aparat matematycznie oblicza różnice potencjałów między parami elektrod RA, LA i LL według określonych wzorów. Jeżeli do odprowadzenia I włączymy nogę (podudzie), to tak naprawdę opisujemy konfigurację odpowiadającą raczej odprowadzeniu II (RA–LL) albo III (LA–LL), a nie I. Z punktu widzenia jakości badania błędne wyobrażenie o tym, które kończyny tworzą dane odprowadzenie, może prowadzić do akceptowania nieprawidłowego podłączenia elektrod. A to już ma realne konsekwencje: zmieniony kształt zespołów QRS, odwrócone załamki P i T, fałszywe podejrzenia zawału czy zaburzeń przewodzenia. Dlatego w dobrej praktyce diagnostyki elektromedycznej zawsze trzymamy się podstawowej zasady: odprowadzenie I – prawa ręka kontra lewa ręka; kończyny dolne w tym odprowadzeniu nie uczestniczą jako bieguny pomiarowe. Moim zdaniem warto sobie to raz porządnie narysować (trójkąt Einthovena) i wtedy wszystko „siada” na swoje miejsce.

Pytanie 24

Fotostymulacja wykonywana jest podczas badania

A. ENG
B. EMG
C. EEG
D. KTG
Prawidłowo – fotostymulacja jest elementem badania EEG. W standardowym zapisie elektroencefalograficznym, oprócz spoczynkowego EEG z otwartymi i zamkniętymi oczami, wykonuje się tzw. próby czynnościowe. Jedną z najważniejszych jest właśnie fotostymulacja, czyli naświetlanie pacjenta błyskami światła o zmiennej częstotliwości, zwykle z użyciem specjalnej lampy stroboskopowej ustawionej przed oczami badanego. Celem tej próby jest wywołanie tzw. odpowiedzi zależnej od częstotliwości (photic driving), a także ewentualne prowokowanie napadów padaczkowych lub zmian napadowych w EEG u osób z padaczką fotosensytywną. Z praktycznego punktu widzenia technik EEG powinien znać typowy protokół: zaczyna się od niskich częstotliwości błysków (np. 1–3 Hz), stopniowo zwiększa do kilkunastu, a nawet ponad 20 Hz, a potem znów zmniejsza. Ważne jest też bezpieczeństwo – u pacjentów z wywiadem padaczkowym, zwłaszcza z udokumentowaną fotosensytywnością, trzeba być szczególnie czujnym, zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Neurofizjologii Klinicznej i podobnych wytycznych. Moim zdaniem warto zapamiętać, że fotostymulacja nie ma nic wspólnego z badaniami mięśni czy serca – to typowo „mózgowa” próba funkcjonalna. W dobrych pracowniach EEG zawsze opisuje się, czy fotostymulacja wywołała odpowiedź rytmiczną, czy pojawiły się wyładowania iglicowe lub zespoły iglica-fala. W praktyce klinicznej pomaga to nie tylko w diagnostyce padaczki, ale też w ocenie dojrzałości bioelektrycznej mózgu u dzieci i w różnicowaniu różnych typów zaburzeń napadowych. W technikum medycznym naprawdę opłaca się skojarzyć: EEG = elektrody na głowie + fotostymulacja + hiperwentylacja jako typowe próby obciążeniowe.

Pytanie 25

Na którym z zapisów EKG została uwidoczniona fala Pardee'go?

A. Zapis 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zapis 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zapis 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zapis 1
Ilustracja do odpowiedzi D
Na przedstawionych zapisach łatwo się pomylić, bo wszystkie pokazują jakieś odchylenia od typowego, książkowego EKG, ale tylko zapis 3 spełnia kryteria fali Pardee’go, czyli uniesienia odcinka ST typowego dla ostrego zawału z uniesieniem ST. W innych zapisach widzimy zmiany, które mogą sugerować różne stany – od przerostów, przez zaburzenia przewodzenia, aż po nieswoiste zaburzenia repolaryzacji – ale nie mają one klasycznego, ciągłego, kopulastego uniesienia ST z gładkim przejściem w dodatnią falę T. Typowym błędem jest utożsamianie każdego wyższego załamka R lub poszerzonego zespołu QRS z falą Pardee’go. Fala Pardee’go nie dotyczy zespołu QRS, tylko odcinka ST i kształtu całego kompleksu ST–T. Często też myli się ją z tzw. wczesną repolaryzacją, gdzie ST jest uniesiony, ale zwykle w odprowadzeniach przedsercowych u młodych osób, z wyraźnym punktem J i raczej wklęsłym do góry kształtem. W zawale ST-elevated uniesienie jest zwykle bardziej kopulaste, wypukłe, powiązane z objawami klinicznymi (ból zamostkowy, duszność, poty) i często towarzyszą mu inne cechy, np. załamki Q w późniejszej fazie czy zmiany lustrzane w przeciwległych odprowadzeniach. Z mojego doświadczenia dużym problemem jest też skupianie się tylko na jednym odprowadzeniu. Standardem jest ocena uniesienia ST w co najmniej dwóch sąsiednich odprowadzeniach – dopiero wtedy mówimy o obrazie zawału STEMI. W pozostałych zapisach z pytania brakuje tego typowego, równomiernego, kopulastego uniesienia ST, przez co nie spełniają one kryteriów fali Pardee’go, mimo że na pierwszy rzut oka „coś tam jest nie tak”. W praktyce warto więc nie tylko patrzeć na wysokość ST, ale też na jego kształt, kontekst kliniczny i rozmieszczenie zmian w różnych odprowadzeniach.

Pytanie 26

Które odprowadzenie elektrokardiograficzne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Odprowadzenie aVR
B. Odprowadzenie I
C. Odprowadzenie II
D. Odprowadzenie aVL
Na rysunku pokazano klasyczne odprowadzenie kończynowe dwubiegunowe I – elektroda ujemna znajduje się na prawym przedramieniu, a elektroda dodatnia na lewym przedramieniu. W układzie Einthovena odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną i patrzy na serce mniej więcej z lewej strony klatki piersiowej, poziomo. To właśnie dlatego w prawidłowym zapisie EKG w odprowadzeniu I zespół QRS i załamek P są najczęściej dodatnie – fala depolaryzacji komór i przedsionków biegnie zasadniczo w kierunku elektrody dodatniej na lewym ramieniu. W praktyce technik EKG powinien kojarzyć: prawa ręka – kolor czerwony (minus), lewa ręka – żółty (plus) w standardzie IEC, bo pomyłka przewodów od razu zmienia obraz odprowadzenia I i może prowadzić do fałszywej interpretacji osi serca. Moim zdaniem to jedno z podstawowych odprowadzeń, na których najlepiej widać zaburzenia przewodzenia przedsionkowo–komorowego czy zmianę osi elektrycznej, zwłaszcza gdy porównamy je z odprowadzeniem II i aVF. Przy analizie EKG dobrze jest pamiętać trójkąt Einthovena: I biegnie od prawej ręki do lewej, II od prawej ręki do lewej nogi, III od lewej ręki do lewej nogi. Dzięki temu łatwiej w głowie odtworzyć kierunek patrzenia każdego odprowadzenia i zrozumieć, skąd biorą się dodatnie lub ujemne załamki. W dobrze wykonanym badaniu, z prawidłowo założonymi elektrodami, odprowadzenie I jest stabilne, ma mało artefaktów z mięśni obręczy barkowej i stanowi bardzo wygodny punkt odniesienia do oceny rytmu zatokowego, szerokości zespołów QRS i obecności drobnych zmian niedokrwiennych w ścianie bocznej lewej komory.

Pytanie 27

Który załamek w zapisie EKG odpowiada zjawisku depolaryzacji przedsionków mięśnia sercowego?

A. R
B. P
C. T
D. Q
Załamek P w zapisie EKG odpowiada depolaryzacji przedsionków, czyli momentowi, kiedy bodziec elektryczny rozchodzi się przez mięsień przedsionków i przygotowuje je do skurczu. To jest tak naprawdę pierwszy element całego cyklu sercowego widocznego w standardowym zapisie 12-odprowadzeniowego EKG. W fizjologicznych warunkach załamek P jest dodatni w większości odprowadzeń kończynowych, szczególnie w II odprowadzeniu, które zwykle analizuje się jako wzorcowe. Moim zdaniem warto „nauczyć się na pamięć”, że P = przedsionki, bo to potem bardzo ułatwia interpretację różnych zaburzeń rytmu, np. migotania czy trzepotania przedsionków. W praktyce technika EKG i personel medyczny, zgodnie z wytycznymi kardiologicznymi, zawsze ocenia obecność, kształt i częstość załamków P. Brak prawidłowych załamków P albo ich nietypowy kształt może sugerować np. rytm z węzła AV, ektopowe pobudzenie przedsionkowe albo przerost przedsionków. W badaniach wysiłkowych czy holterowskich ciągłe śledzenie załamków P pomaga odróżnić tachykardię zatokową od nadkomorowych zaburzeń rytmu. Warto też pamiętać, że załamek P kończy się przed zespołem QRS – to czas, kiedy impuls po przejściu przez przedsionki dociera do węzła przedsionkowo‑komorowego. W dobrych praktykach diagnostyki elektromedycznej zawsze analizuje się P w kontekście całego odstępu PQ (PR), bo to daje informację nie tylko o depolaryzacji przedsionków, ale też o przewodzeniu przedsionkowo‑komorowym. Z mojego doświadczenia, jak ktoś dobrze rozumie załamek P, to dużo szybciej ogarnia resztę zapisu EKG, bo ma solidny punkt odniesienia do oceny rytmu i przewodnictwa.

Pytanie 28

Zarejestrowane na elektrokardiogramie miarowe fale f w kształcie „zębów piły” poprzedzielane prawidłowymi zespołami QRS są charakterystyczne dla

A. napadowego częstoskurczu nadkomorowego.
B. trzepotania przedsionków.
C. wielokształtnego częstoskurczu przedsionkowego.
D. migotania komór.
Charakterystyczne „zęby piły” – czyli miarowe fale f widoczne w odprowadzeniach EKG, szczególnie dolnych (II, III, aVF) – to praktycznie książkowy obraz trzepotania przedsionków. W tym zaburzeniu przedsionki pobudzane są bardzo szybko, zazwyczaj z częstotliwością około 250–350/min, ale w sposób stosunkowo regularny. Na zapisie nie widzimy klasycznych załamków P, tylko właśnie ciąg powtarzających się, jednakowych fal f, które układają się jak grzebień albo piła. Zespoły QRS są zwykle wąskie i prawidłowe, bo przewodzenie przez układ His–Purkinjego jest zachowane, a zaburzenie dotyczy głównie przedsionków. Moim zdaniem to jedno z tych zaburzeń rytmu, które warto „mieć w głowie obrazem”, bo raz zapamiętane, później łatwo rozpoznać w praktyce. W codziennej pracy technika EKG, ratownika czy pielęgniarki anestezjologicznej, zauważenie takich fal f może być kluczowe do szybkiego powiadomienia lekarza i wdrożenia dalszej diagnostyki lub leczenia, np. farmakologicznej kontroli częstości (beta-blokery, blokery kanału wapniowego) albo kardiowersji elektrycznej według aktualnych wytycznych ESC. W trzepotaniu przedsionków przewodzenie na komory bywa np. 2:1, 3:1, 4:1, co daje częstość komór rzędu 150/min przy przewodzeniu 2:1. Na monitorze może wyglądać to jak zwykła tachykardia nadkomorowa, ale dopiero dokładne przyjrzenie się linii izoelektrycznej między zespołami QRS ujawnia falę „piły”. Dobrą praktyką jest wtedy sprawdzenie kilku odprowadzeń, zmiana czułości zapisu i prędkości przesuwu papieru, żeby te fale były lepiej widoczne. Warto też pamiętać, że trzepotanie przedsionków często współistnieje z chorobą wieńcową, nadciśnieniem czy wadami zastawkowymi, więc sam zapis EKG jest tylko elementem większej układanki diagnostycznej.

Pytanie 29

Który elektrokardiogram jest poprawny technicznie?

A. Elektrokardiogram 2
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Elektrokardiogram 3
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Elektrokardiogram 1
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Elektrokardiogram 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłową odpowiedzią jest elektrokardiogram 1, bo właśnie on spełnia podstawowe kryteria poprawności technicznej zapisu. Linia izoelektryczna jest stabilna, bez falowania i bez „pływania” całej krzywej po siatce milimetrowej. Zespoły QRS mają czytelny, ostry kształt, bez rozmycia i bez charakterystycznych ząbków od napięcia sieciowego. Amplitudy załamków są zbliżone do spodziewanych przy standardowej czułości 10 mm/mV – QRS nie jest ani sztucznie spłaszczony, ani nadmiernie powiększony. Odstępy między kolejnymi zespołami są równe, co sugeruje, że pacjent leżał spokojnie, bez większych ruchów i bez napinania mięśni. Moim zdaniem właśnie tak powinien wyglądać zapis, na którym można potem spokojnie analizować rytm, przewodnictwo przedsionkowo‑komorowe, odcinek ST czy morfologię załamków T. W praktyce, gdy robisz EKG na oddziale, zawsze najpierw oceniasz jakość techniczną: czy jest dobrze przyklejona elektroda kończynowa, czy przewody nie są skręcone, czy filtracja szumów jest ustawiona zgodnie z zaleceniami (np. filtr 35–40 Hz, prędkość 25 mm/s). Jeżeli zapis wygląda jak w przykładzie 1 – równy, czysty, bez artefaktów ruchowych i bez zakłóceń mięśniowych – lekarz może bez problemu użyć go do diagnostyki zawału, zaburzeń rytmu czy przerostów jam serca. W nowoczesnych wytycznych podkreśla się, że jakość techniczna jest tak samo ważna jak sam opis, bo błędny technicznie zapis może prowadzić do złej interpretacji i niepotrzebnych decyzji klinicznych. Dlatego warto wyrobić sobie nawyk, żeby każdy wydruk porównać właśnie z takim „wzorcowym” EKG jak numer 1.

Pytanie 30

Jednym z kryteriów poprawnie wykonanego badania spirometrycznego jest czas trwania natężonego wydechu, który powinien wynosić u osób powyżej 10 roku życia co najmniej

A. 6 sekund.
B. 3 sekundy.
C. 2 sekundy.
D. 4 sekundy.
W spirometrii bardzo łatwo dać się zwieść myśleniu, że skoro pacjent mocno dmuchnął przez kilka sekund, to wynik jest wystarczająco dobry. Intuicyjnie 2–4 sekundy wydają się długim czasem wysiłku, zwłaszcza gdy badany się męczy, kaszle albo mówi, że „już nie ma czym dmuchać”. Jednak z punktu widzenia fizjologii oddychania oraz obowiązujących standardów to po prostu za mało u osób powyżej 10. roku życia. Pojemność życiowa płuc jest na tyle duża, że przy obturacji część powietrza wydychana jest wolno, pod koniec manewru. Jeśli zakończymy manewr po 2, 3 czy 4 sekundach, ucinamy właśnie ten wolny fragment wydechu i sztucznie zaniżamy FVC. W efekcie można błędnie uznać, że nie ma restrykcji albo odwrotnie – niewłaściwie ocenić stopień obturacji.
Czasy 2–3 sekund mogą być jeszcze akceptowalne u małych dzieci, które po prostu nie są w stanie dłużej dmuchać, ale pytanie dotyczy osób powyżej 10. roku życia, czyli grupy, dla której wytyczne jasno mówią o minimum 6 sekundach. W praktyce, jeśli ktoś kończy wydech po 3–4 sekundach, to najczęściej jest to klasyczne przedwczesne zakończenie manewru: pacjent „odpuszcza”, bo myśli, że już wystarczy. Technik, który nie pilnuje tego kryterium, popełnia błąd proceduralny, a wynik ma niską wiarygodność diagnostyczną.
Inny typowy błąd myślowy to przekonanie, że skoro najważniejszy jest FEV1 (czyli objętość wydmuchana w pierwszej sekundzie), to reszta wydechu jest mniej istotna. Tymczasem poprawne wyliczenie stosunku FEV1/FVC zależy od rzetelnie zmierzonej FVC, a ta wymaga pełnego, długiego wydechu. Zbyt krótki wydech może sztucznie zawyżać ten stosunek i maskować obturację. Dla jakości badania równie ważne jak kalibracja spirometru jest trzymanie się kryteriów czasowych. Dlatego odpowiedzi sugerujące 2, 3 czy 4 sekundy nie są zgodne ani z aktualnymi zaleceniami, ani z dobrą praktyką pracy w pracowni czynnościowej układu oddechowego, i w praktyce prowadzą do wyników trudnych do obrony klinicznie.

Pytanie 31

Kryterium rozpoznawczym dla fali δ (delta) w badaniu EKG jest

A. obniżenie odcinka ST.
B. zażębienie na ramieniu wstępującym załamka R.
C. zażębienie na ramieniu zstępującym załamka R.
D. uniesienie odcinka ST.
W tym pytaniu cała trudność polega na bardzo dokładnym skojarzeniu obrazu fali δ z jej położeniem w obrębie zespołu QRS. Fala delta to wczesna, powolna depolaryzacja części komory przez drogę dodatkową, dlatego zawsze modyfikuje początek zespołu QRS, a nie jego koniec ani odcinek ST. Typowym błędem jest mylenie „zażębienia” na ramieniu wstępującym z podobnymi nieregularnościami na ramieniu zstępującym załamka R. Zażębienie na ramieniu zstępującym R może się pojawiać przy różnych zaburzeniach przewodzenia śródkomorowego, np. przy blokach odnóg pęczka Hisa, przerostach komór czy zmianach bliznowatych po zawale. Nie jest to jednak fala delta, bo ta musi poprzedzać szybkie przewodzenie przez układ Hisa-Purkinjego i modyfikować właśnie początek QRS. Kolejna grupa pomyłek dotyczy odcinka ST. Uniesienie ST kojarzymy głównie z ostrym zespołem wieńcowym z uniesieniem ST (STEMI), zapaleniem osierdzia czy czasem wczesną repolaryzacją. To są zmiany fazy repolaryzacji komór, pojawiające się po zakończeniu depolaryzacji (czyli po zespole QRS), więc nie mają nic wspólnego z falą delta, która dotyczy wczesnej depolaryzacji. Podobnie obniżenie ST wskazuje najczęściej na niedokrwienie podwsierdziowe, przeciążenie, czasem działanie leków – znowu jest to zaburzenie repolaryzacji, a nie przewodzenia przedsionkowo-komorowego przez dodatkową drogę. Typowym błędem myślowym jest patrzenie na EKG zbyt ogólnie: „jak jest coś dziwnego przy R albo ST, to pewnie fala delta”. W dobrych praktykach interpretacji EKG podkreśla się konieczność analizy segment po segmencie: najpierw rytm i odstęp PQ/PR, potem dokładny kształt początku QRS, jego szerokość, a dopiero później odcinek ST i załamek T. Dopiero takie uporządkowane podejście pozwala poprawnie zidentyfikować preekscytację i odróżnić ją od zmian niedokrwiennych czy bloków przewodzenia.

Pytanie 32

Rytm alfa i beta rejestruje się podczas badania

A. HSG
B. EEG
C. USG
D. EKG
Prawidłowo – rytm alfa i beta to pojęcia typowe dla elektroencefalografii, czyli badania EEG. W EEG rejestrujemy bioelektryczną aktywność mózgu za pomocą elektrod umieszczonych na skórze głowy, zwykle według międzynarodowego systemu 10–20. Rytm alfa to fale o częstotliwości ok. 8–13 Hz, najlepiej widoczne u osoby zrelaksowanej, z zamkniętymi oczami, najczęściej w okolicach potylicznych. Rytm beta ma wyższą częstotliwość, około 13–30 Hz, częściej pojawia się przy stanie czuwania, koncentracji, czasem pod wpływem leków, np. benzodiazepin. W praktyce technik EEG powinien umieć odróżnić fizjologiczne rytmy (alfa, beta, theta, delta) od zmian patologicznych, takich jak wyładowania napadowe czy fale ostre. To jest podstawa prawidłowego opisu zapisu EEG i współpracy z lekarzem. Badanie EEG wykonuje się m.in. w diagnostyce padaczki, zaburzeń świadomości, encefalopatii metabolicznych, a także w ocenie mózgowej aktywności po urazach. Z mojego doświadczenia, im lepiej rozumiesz, co oznaczają poszczególne rytmy, tym łatwiej wychwytujesz subtelne nieprawidłowości w zapisie, np. asymetrię rytmu alfa między półkulami czy nadmierną obecność rytmu beta. W standardach pracowni neurofizjologicznej podkreśla się też znaczenie aktywacji (hiperwentylacja, fotostymulacja) – wtedy zmiany w rytmach mogą się nasilać lub zmieniać, co bywa bardzo przydatne w diagnostyce napadów.

Pytanie 33

Zamieszczone badanie elektrokardiograficzne wykazało u pacjenta

Ilustracja do pytania
A. migotanie przedsionków.
B. migotanie komór.
C. niemiaro­wość zatokową.
D. ekstrasystolię nadkomorową.
Na tym zapisie EKG łatwo pomylić migotanie przedsionków z innymi zaburzeniami rytmu, szczególnie jeśli patrzy się tylko na pojedyncze fragmenty, a nie na cały obraz. Jednym z częstych błędów jest uznanie, że widoczna jest ekstrasystolia nadkomorowa. W przypadku pojedynczych pobudzeń nadkomorowych mamy jednak wyraźnie dominujący rytm podstawowy (najczęściej zatokowy), z prawidłowymi załamkami P i w miarę równymi odstępami RR, a co jakiś czas pojawia się „wcześniejszy” zespół QRS, często z nieco zmienionym załamkiem P lub bez niego. Na pokazanym EKG nie ma takiego dominującego, uporządkowanego rytmu – wszystkie odstępy RR są nieregularne, a to już wyklucza prostą ekstrasystolię. Drugi typowy trop to niemiarowość zatokowa. W rytmie zatokowym zawsze widzimy wyraźne, dodatnie załamki P przed każdym zespołem QRS, o podobnym kształcie, z zachowaną kolejnością P–QRS–T. Niemiarowość polega wtedy na stopniowych zmianach odstępów RR, najczęściej związanych z fazą oddechu, ale struktura załamków pozostaje zachowana. Tutaj brakuje klasycznych załamków P – zamiast nich w linii izoelektrycznej są drobne, nieregularne fale, a zmiany RR są chaotyczne, nie „płynne”. To już nie pasuje do prostego rytmu zatokowego z oddechową niemiarowością. Trzecie błędne skojarzenie to migotanie komór. W migotaniu komór zapis wygląda dramatycznie inaczej: nie ma w ogóle rozpoznawalnych zespołów QRS, tylko nieregularne, szerokie, zmienne co do amplitudy i częstotliwości fale – zapis jest zupełnie „bezkształtny” i odpowiada nagłemu zatrzymaniu krążenia. Na naszym EKG zespoły QRS są wyraźne, stosunkowo wąskie i powtarzalne, co jednoznacznie wyklucza VF. Typowym błędem myślowym jest skupianie się tylko na samej niemiarowości i automatyczne przypisanie jej do „niemiaro­wości zatokowej”, bez sprawdzenia, czy załamki P w ogóle występują i czy zachowana jest prawidłowa sekwencja przewodzenia. Dobra praktyka w diagnostyce EKG to zawsze systematyczne przejście: obecność i kształt załamków P, zależność P–QRS, szerokość QRS, regularność RR. Jeśli tego się trzymamy, dużo łatwiej uniknąć takich pomyłek.

Pytanie 34

Który zapis EKG przedstawia falę Pardee'go?

A. Zapis 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zapis 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zapis 1
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zapis 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany „Zapis 4” przedstawia tzw. falę Pardee’go, czyli uniesienie odcinka ST typowe dla ostrego zawału mięśnia sercowego z uniesieniem ST (STEMI). Kluczowy element, na który patrzymy, to położenie odcinka ST względem linii izoelektrycznej. W fali Pardee’go odcinek ST jest wyraźnie uniesiony i przechodzi niemal płynnie w załamek T, tworząc taki jakby kopiec lub „płaskowyż”. Punkt J (miejsce przejścia zespołu QRS w ST) leży powyżej linii izoelektrycznej – w standardach przyjmuje się najczęściej ≥1–2 mm w odpowiednich odprowadzeniach. W zapisie 4 widać właśnie takie wyraźne, kopulaste uniesienie ST, bez wyraźnego powrotu do linii podstawowej po zespole QRS. W praktyce, na dyżurze czy w pracowni EKG, taki obraz w odprowadzeniach odpowiadających za konkretną ścianę serca (np. V2–V4 dla ściany przedniej) oznacza pilne podejrzenie STEMI i konieczność natychmiastowego działania – powiadomienia lekarza, przygotowania pacjenta do koronarografii, podania leków przeciwpłytkowych zgodnie z wytycznymi ESC/Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Moim zdaniem warto od razu „wdrukować” sobie w głowę ten obraz: wysoki zespół QRS, a zaraz za nim uniesiony, wypukły odcinek ST, który nie opada do izoelektrycznej – to jest klasyczna fala Pardee’go. Właśnie takie rozpoznanie na poziomie technika EKG ma ogromne znaczenie kliniczne, bo przyspiesza decyzje terapeutyczne i realnie wpływa na rokowanie chorego.

Pytanie 35

Artefakty zarejestrowane na elektrokardiogramie zostały wywołane przez

Ilustracja do pytania
A. silne drżenie mięśniowe.
B. uszkodzone przewody.
C. stymulator serca.
D. nieprawidłowe przyłożenie elektrody.
Prawidłowo powiązałeś przedstawiony zapis z silnym drżeniem mięśniowym. Tego typu artefakt na EKG ma dość charakterystyczny wygląd: podstawowy rytm zatokowy jest zwykle widoczny, załamki P, zespoły QRS i załamki T da się rozpoznać, ale na fragmentach zapisu pojawia się gęsty „szum” o wysokiej częstotliwości, jakby ktoś trząsł kartką z wykresem. Ten drobny, nieregularny zygzak nakłada się na linię izoelektryczną i częściowo na zespoły QRS. W praktyce klinicznej widzimy to np. u pacjentów z silnym niepokojem ruchowym, przy dreszczach gorączkowych, w chorobie Parkinsona, przy dużym napięciu mięśni z zimna albo gdy badany bardzo się spina i nie potrafi się rozluźnić. Moim zdaniem najłatwiej to rozpoznać właśnie po tym, że mimo „szumu” da się odczytać regularny rytm serca pod spodem. Dobre praktyki przy wykonywaniu EKG mówią wyraźnie, żeby przed zapisem zadbać o komfort cieplny pacjenta, wytłumaczyć mu konieczność leżenia nieruchomo i rozluźnienia mięśni, a w razie widocznych dreszczy odczekać, okryć kocem, czasem nawet podać leki przeciwgorączkowe, zanim zaczniemy rejestrację. Technik EKG powinien też umieć odróżnić artefakt mięśniowy od rzeczywistej arytmii – przy drżeniu mięśniowym odstępy RR są w miarę stałe, a morfologia QRS nie zmienia się, tylko jest „oblepiona” drobnymi zębami. W standardach opisowych zaleca się dopisanie w opisie: „zapis z artefaktem mięśniowym, utrudniającym ocenę odcinka ST” – bo to jest bardzo ważne, żeby lekarz nie nadinterpretował zmian, które są po prostu skutkiem napięcia mięśni, a nie patologii mięśnia sercowego.

Pytanie 36

Zamieszczony elektrokardiogram przedstawia

Ilustracja do pytania
A. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
B. zawał mięśnia sercowego.
C. migotanie przedsionków.
D. częstoskurcz komorowy.
Ten zapis EKG łatwo pomylić z innymi patologiami, jeśli patrzy się tylko na kształt pojedynczych zespołów QRS, a nie na cały wzorzec rytmu. Częsty błąd to skojarzenie z częstoskurczem komorowym, bo ktoś widzi szybki rytm i od razu myśli o arytmii komorowej. W częstoskurczu komorowym rytm jest zwykle miarowy, zespoły QRS są szerokie, zniekształcone, a załamków P zazwyczaj nie widać lub są z nimi całkowicie rozkojarzone. Tutaj zespoły QRS są wąskie i morfologicznie prawidłowe, a najważniejsze – odstępy RR są wyraźnie nieregularne, co przemawia przeciwko VT. Inny typowy skrót myślowy to utożsamianie każdego nieprawidłowego EKG z zawałem serca. W zawale mięśnia sercowego oczekujemy charakterystycznych zmian odcinka ST (uniesienia, obniżenia), ewolucji załamków Q, czasem zmian w załamku T. Tutaj takich zmian nie widać, dominującym problemem jest zaburzenie rytmu, a nie zmiany niedokrwienne. Oczywiście pacjent z migotaniem przedsionków może mieć równocześnie chorobę wieńcową, ale samo AF nie jest rozpoznaniem zawału. Kolejne mylące rozpoznanie to blok lewej odnogi pęczka Hisa. W LBBB QRS jest poszerzony, ma specyficzny kształt w odprowadzeniach przedsercowych (m.in. szerokie, ząbkowane R w V5–V6, brak typowego q w I, V5–V6, często z wtórnymi zmianami ST-T). Co ważne, rytm przy bloku odnóg zwykle pozostaje miarowy – przewodzenie jest wolniejsze, ale regularne. W analizowanym zapisie zespoły QRS są wąskie, bez typowego obrazu bloku lewej odnogi, a nieregularność rytmu jednoznacznie kieruje w stronę arytmii nadkomorowej. Z mojego doświadczenia największy problem sprawia nieuwzględnianie regularności odstępów RR – wielu uczniów koncentruje się na pojedynczych zębach zamiast na ogólnym „ruchu” zapisu. Dobra praktyka to zawsze zaczynać ocenę od pytania: czy rytm jest miarowy, czy widzę załamki P przed każdym QRS, jaki jest związek P–QRS. Dopiero potem szukamy zawału, bloków odnóg czy innych subtelności. Takie uporządkowane podejście znacząco zmniejsza ryzyko błędnej interpretacji.

Pytanie 37

Fala głosowa rozchodzi się

A. w gazach i cieczach.
B. w gazach, cieczach i próżni.
C. w cieczach i próżni.
D. w gazach i próżni.
Fala głosowa, czyli klasyczny dźwięk, jest falą mechaniczną podłużną. To oznacza, że do jej rozchodzenia się konieczna jest obecność ośrodka materialnego: cząsteczek, które mogą drgać i przekazywać sobie energię. W gazach drgają cząsteczki powietrza, w cieczach – cząsteczki cieczy, w ciałach stałych – atomy w sieci krystalicznej. Jeżeli ktoś zakłada, że fala dźwiękowa może rozchodzić się w próżni, to zwykle myli pojęcia związane z falami mechanicznymi i falami elektromagnetycznymi.
W próżni nie ma praktycznie żadnych cząsteczek, więc nie ma ośrodka sprężystego, który mógłby przenosić zaburzenie ciśnienia. W efekcie fala głosowa tam zanika – po prostu nie może się utworzyć. Tymczasem fale elektromagnetyczne, takie jak promieniowanie rentgenowskie, gamma czy fale radiowe, nie potrzebują ośrodka, więc bez problemu rozchodzą się w próżni. Kto przyzwyczaił się do filmowego obrazu „głośnych eksplozji w kosmosie”, łatwo przenosi ten obraz na fizykę, co prowadzi do błędnych wniosków.
Czasami pojawia się też mylne założenie, że skoro ultradźwięki wykorzystuje się w medycynie i są „falą”, to muszą zachowywać się jak fale elektromagnetyczne. Tymczasem ultradźwięki to nadal fale mechaniczne, tylko o wyższej częstotliwości niż słyszalna dla człowieka. Dlatego w ultrasonografii konieczny jest żel między głowicą a skórą – powietrze (gaz) słabo przenosi ultradźwięki, a w próżni nie przeszłyby w ogóle. Z mojego doświadczenia typowy błąd myślowy polega na wrzuceniu wszystkich „fal” do jednego worka i nieodróżnianiu, które wymagają ośrodka, a które nie. W poprawnym rozumieniu akustyki trzeba jasno oddzielić fale mechaniczne (dźwięk, ultradźwięki) od elektromagnetycznych (światło, RTG), bo od tego zależy sposób ich wykorzystania w diagnostyce i technice medycznej.

Pytanie 38

Na elektrokardiogramie strzałki wskazują załamki

Ilustracja do pytania
A. Q i P
B. S i T
C. R i P
D. Q i T
Na tym fragmencie EKG strzałki wskazują wysoki, ostry załamek dodatni oraz niewielki, zaokrąglony załamek poprzedzający zespół komorowy. To klasyczny układ załamka R i załamka P. Błędne skojarzenia wynikają zwykle z mylenia poszczególnych elementów zespołu QRS i fali T albo z patrzenia tylko na wysokość wychylenia, bez uwzględniania ich położenia w cyklu serca. Załamek Q, jeśli w ogóle występuje, jest pierwszym ujemnym wychyleniem poprzedzającym załamek R. Jest niski i wąski, często ledwo widoczny, i pojawia się tuż przed szczytem R. Na pokazanym zapisie strzałki wyraźnie wskazują dodatni wierzchołek, a nie pierwszy ujemny ząbek, więc nie może to być Q. Podobnie załamek S jest ujemnym wychyleniem po załamku R, schodzącym poniżej linii izoelektrycznej po szczycie R. Tutaj tego elementu strzałki nie zaznaczają, dlatego odpowiedź z kombinacją S i T jest merytorycznie nie do obrony. Załamek T natomiast jest zwykle szerszy, bardziej zaokrąglony i występuje po odcinku ST, czyli wyraźnie po całym zespole QRS. W praktyce wygląda bardziej „miękko”, nie jest tak ostry jak R. Częsty błąd polega na tym, że każdą wyższą górkę traktuje się jako T, szczególnie gdy patrzy się na pojedynczą odprowadzenie bez analizy całego cyklu. Tymczasem na prawidłowym zapisie najpierw musi być P, potem QRS (z głównym zębem R), a dopiero później T. Dobre praktyki w diagnostyce EKG mówią, żeby zawsze oceniać kształt, szerokość i położenie w czasie względem innych elementów, a nie tylko samą wysokość. Jeśli trzymamy się tej zasady, łatwiej uniknąć pomyłek typu Q i T albo Q i P w miejscu, gdzie w rzeczywistości widzimy typowy P oraz dominujący załamek R.

Pytanie 39

Pojawienie się w zapisie EKG patologicznego załamka Q lub QS może wskazywać na

A. bliznę po zawale podwsierdziowym.
B. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
C. bliznę po zawale pełnościennym.
D. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
Patologiczny załamek Q albo kompleks QS wielu osobom kojarzy się ogólnie z poważnym uszkodzeniem mięśnia sercowego, więc łatwo tu o skrót myślowy w stronę „jakiejś poważnej blokady przewodzenia” albo „każdego typu zawału”. To jest dość typowy błąd. W blokach odnóg pęczka Hisa obraz EKG zmienia się przede wszystkim w obrębie zespołu QRS, ale w inny sposób. W bloku lewej odnogi pęczka Hisa QRS jest szeroki, zwykle ≥ 120 ms, z charakterystycznym kształtem „M” lub „RR'” w odprowadzeniach V5–V6, I, aVL. Często obserwujemy brak prawidłowych małych załamków q w odprowadzeniach bocznych, natomiast nie mówimy tu o patologicznych załamkach Q w sensie blizny pozawałowej, tylko o zaburzeniu sekwencji depolaryzacji komór. Sygnał elektryczny idzie najpierw przez prawą komorę, później przez lewą, stąd ten zniekształcony, szeroki zespół. W bloku prawej odnogi z kolei typowy jest obraz rSR' w V1–V2, szeroki QRS, z poszerzoną końcową częścią zespołu w odprowadzeniach prawokomorowych. Znowu, dominuje zaburzona kolejność pobudzenia komór, a nie utrwalona martwica ściany. Załamek Q w tym kontekście nie jest cechą diagnostyczną bloku prawej odnogi. Kolejna częsta pomyłka to wiązanie patologicznych załamków Q z zawałem podwsierdziowym. Zawał podwsierdziowy, czyli niedokrwienie obejmujące głównie warstwę podwsierdziową, ma zwykle charakter „non-Q”, bez typowych, głębokich załamków Q. W EKG dominuje obniżenie odcinka ST, zmiany załamka T, ale nie powstaje klasyczna blizna transmuralna, która odwraca wektor pobudzenia i daje trwały Q lub QS. Z mojego doświadczenia wynika, że uproszczenie „każdy zawał = załamki Q” jest bardzo mylące. Standardy interpretacji EKG i wytyczne kardiologiczne dość mocno to rozróżniają: patologiczny Q lub QS jest typowy dla przebytego zawału pełnościennego, a nie dla bloków odnóg ani dla zawału ograniczonego do warstw podwsierdziowych. Dlatego przy analizie EKG warto zawsze patrzeć na szerokość QRS, morfologię w konkretnych odprowadzeniach i kontekst kliniczny, zamiast automatycznie łączyć każdy nietypowy kształt z tym samym rozpoznaniem.

Pytanie 40

Które odprowadzenie elektrokardiograficzne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Odprowadzenie I
B. Odprowadzenie II
C. Odprowadzenie aVR
D. Odprowadzenie aVL
Na ilustracji widzimy klasyczne rozmieszczenie elektrod charakterystyczne dla odprowadzenia I: prawa kończyna górna jest oznaczona jako biegun ujemny, lewa kończyna górna jako biegun dodatni. Błędem, który często się pojawia, jest mylenie tego układu z odprowadzeniem II. W odprowadzeniu II elektroda ujemna znajduje się na prawym przedramieniu, ale dodatnia już nie na lewym przedramieniu, tylko na lewej nodze. To sprawia, że wektor patrzenia serca jest bardziej z prawa-góry w lewo-dół, co daje bardzo wyraźne, wysokie zespoły QRS i załamki P i z tego powodu odprowadzenie II jest ulubionym odprowadzeniem do monitorowania rytmu. Na rysunku nie ma jednak elektrody na nodze jako bieguna dodatniego, więc nie spełnia to definicji odprowadzenia II.
Kolejne często mylone pojęcie to odprowadzenia wzmocnione: aVR i aVL. Są to odprowadzenia jednobiegunowe, w których elektrodę aktywną stanowi jedna kończyna, a elektrodę odniesienia tzw. elektroda Wilsona (połączenie pozostałych kończyn). W aVR elektrodą dodatnią jest prawa ręka, a „wspólną elektrodą ujemną” jest średnia potencjałów lewej ręki i lewej nogi. W praktyce oznacza to, że aVR patrzy na serce z prawej, górnej strony klatki piersiowej, a załamki P, QRS i T są zwykle ujemne. Na rysunku wyraźnie zaznaczono układ dwubiegunowy między dwiema elektrodami, bez udziału trzeciej kończyny jako elektrody referencyjnej, więc nie może to być aVR.
Bardzo podobnie jest z aVL – tutaj elektrodą dodatnią jest lewa ręka, a odniesieniem jest uśredniony potencjał prawej ręki i lewej nogi. aVL patrzy na serce z lewej, górno-bocznej strony. Zapis w aVL ma zwykle mniejszą amplitudę, a sama konfiguracja elektrod jest inna niż na ilustracji. Na rysunku widzimy prosty układ dwóch biegunów: minus na prawej kończynie górnej, plus na lewej kończynie górnej. Brakuje typowego „układu trójkąta Einthovena” z elektroda odniesienia, który jest warunkiem powstania odprowadzeń wzmocnionych.
Moim zdaniem główny błąd myślowy polega na tym, że wiele osób zapamiętuje tylko nazwy odprowadzeń, ale nie kojarzy ich z konkretną geometrią rozmieszczenia elektrod wokół serca. W praktyce warto zawsze wyobrazić sobie trójkąt Einthovena: prawa ręka, lewa ręka, lewa noga. Odprowadzenia I, II i III to wektory pomiędzy tymi punktami. Odprowadzenia aVR, aVL i aVF powstają z pojedynczej kończyny jako bieguna dodatniego i sumy pozostałych jako bieguna ujemnego. Jeśli na schemacie widzimy tylko dwie kończyny połączone bezpośrednio i opisane jako minus oraz plus, to zawsze sugeruje to odprowadzenie dwubiegunowe, a nie wzmocnione jednobiegunowe. Świadome rozróżnianie tych konfiguracji bardzo ułatwia później interpretację EKG i wychwytywanie błędów ułożenia elektrod.