Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 23 lipca 2026 14:43
  • Data zakończenia: 23 lipca 2026 15:03

Egzamin zdany!

Wynik: 21/40 punktów (52,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

W przedstawionym na ilustracji obrazie badania angiograficznego uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. tętniaka naczyń mózgowych.
B. guza mózgu.
C. stenożę naczyń mózgowych.
D. cystę mózgu.
Na tym typie obrazu kluczowe jest najpierw uświadomienie sobie, co właściwie oceniamy. Jest to klasyczna angiografia naczyń mózgowych w projekcji czołowej, czyli badanie skoncentrowane wyłącznie na świetle tętnic i żył po podaniu środka kontrastowego. Widzimy więc głównie „mapę” naczyń, a nie tkankę mózgową jako taką. To pierwsza rzecz, która odróżnia to badanie od tomografii komputerowej czy rezonansu magnetycznego. Stąd też guza mózgu na takim obrazie nie zobaczymy bezpośrednio – guz jest zmianą w miąższu mózgu, a nie w świetle naczynia. Może on ewentualnie pośrednio przemieszczać naczynia albo powodować patologiczne unaczynienie, ale tu wyraźnie dominuje obraz pojedynczego, workowatego poszerzenia ściany naczynia, a nie masy uciskającej wszystko dookoła. Podobnie jest z torbielą (cystą mózgu). Torbiele to zmiany płynowe w miąższu, które najlepiej widać w TK lub MR, często jako dobrze odgraniczone ognisko o gęstości zbliżonej do płynu mózgowo-rdzeniowego. W angiografii nie widać ich bezpośrednio, bo nie zawierają kontrastu. Można co najwyżej zauważyć przemieszczenie przebiegu naczyń, ale nie będzie to miało postaci ostro odgraniczonego „balonika” wypełnionego kontrastem, jak na tym zdjęciu. Kolejna pomyłka dotyczy zwężenia naczyń mózgowych. Stenoza w angiografii objawia się jako przewężenie światła tętnicy, czasem z nitkowatym, wydłużonym fragmentem naczynia, z nierównymi ścianami przy zmianach miażdżycowych. Tutaj zamiast przewężenia widać lokalne, ogniskowe poszerzenie – coś dokładnie odwrotnego do zwężenia. Typowym błędem myślowym jest utożsamianie każdej nieprawidłowości naczynia ze „zwężeniem” albo „guzem”, bez zwrócenia uwagi, czy światło jest szersze, czy węższe niż normalnie. W dobrych praktykach interpretacji badań angiograficznych zawsze zaczyna się od oceny: przebiegu naczynia, ciągłości ściany, zmian w szerokości światła (zwężenia vs poszerzenia), a dopiero potem myśli się o konkretnych jednostkach chorobowych. Na tym obrazie wszystko wskazuje na tętniaka – czyli poszerzenie workowate ściany tętnicy – a nie na guz, torbiel czy stenoze, które mają zupełnie inny obraz radiologiczny i zwykle wymagają innych metod obrazowania do pełnej oceny.

Pytanie 2

Obrazowanie w sekwencjach STIR, FLAIR, SE wykonywane jest w badaniu

A. USG
B. MR
C. TK
D. PET
Prawidłowo powiązałeś sekwencje STIR, FLAIR i SE z rezonansem magnetycznym, czyli badaniem MR. To są nazwy konkretnych sekwencji obrazowania stosowanych właśnie w MRI. W uproszczeniu sekwencja to sposób „pobierania” sygnału z tkanek przez aparat, z określonymi czasami TR, TE, sposobem tłumienia sygnału, itp. STIR (Short Tau Inversion Recovery) to sekwencja tłumiąca sygnał tłuszczu. Dzięki temu bardzo dobrze widać obrzęk, naciek zapalny czy zmiany pourazowe, np. w układzie kostno‑stawowym, w kręgosłupie, w badaniach onkologicznych. FLAIR (Fluid Attenuated Inversion Recovery) tłumi sygnał płynu mózgowo‑rdzeniowego, przez co świetnie uwidacznia zmiany w istocie białej mózgu, np. w stwardnieniu rozsianym, niedokrwieniu czy zapaleniach. SE (Spin Echo) to klasyczna, podstawowa sekwencja MR, na której opierają się obrazy T1‑ i T2‑zależne, stosowana praktycznie w każdym badaniu MR, od głowy, przez kręgosłup, po jamę brzuszną. W praktyce klinicznej protokół MR głowy prawie zawsze zawiera kombinację sekwencji SE T1, SE/TSE T2 oraz FLAIR; z kolei w badaniach narządu ruchu bardzo często pojawia się STIR do oceny szpiku kostnego i tkanek miękkich. Moim zdaniem warto zapamiętać to skojarzenie: jeśli słyszysz STIR, FLAIR, SE, T1, T2, DWI – myślisz od razu „MR”, bo to jest standard w opisach badań i w zaleceniach towarzystw radiologicznych. W USG, TK czy PET takich nazw sekwencji po prostu się nie używa, tam operuje się innymi parametrami i protokołami.

Pytanie 3

Na przedstawionym radiogramie TK głowy strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. zatokę sitową.
B. zatokę klinową.
C. przegrodę nosową.
D. zbiornik wielki.
Na obrazie TK głowy strzałka wskazuje zatokę klinową, czyli pneumatyczną jamę kostną położoną w trzonie kości klinowej, w linii pośrodkowej, głęboko za jamą nosową. W projekcjach poprzecznych (axialnych), takich jak ta, zatoka klinowa widoczna jest jako symetryczna, powietrzna przestrzeń o niskiej gęstości (ciemna), położona centralnie, tuż przed trzonem kości klinowej i poniżej siodła tureckiego. To charakterystyczne położenie w środku podstawy czaszki jest kluczowe do jej rozpoznawania w praktyce. Moim zdaniem warto sobie to mocno skojarzyć: "ciemna, centralna bańka" z tyłu jamy nosowej to zwykle właśnie zatoka klinowa. W pracy technika elektroradiologii umiejętność szybkiego rozpoznania zatoki klinowej jest ważna np. przy planowaniu cięć TK zatok przynosowych, ocenie szerzenia się zmian zapalnych, polipów lub guzów podstawy czaszki, a także przy kwalifikacji do zabiegów endoskopowych przez zatokę klinową (dostęp do przysadki). Standardy opisów radiologicznych zalecają zawsze ocenę wszystkich zatok przynosowych: czołowych, sitowych, szczękowych i właśnie klinowej, bo zapalenie lub guz tej zatoki może dawać mało specyficzne objawy, np. bóle głowy, zaburzenia widzenia. Na TK zwracamy uwagę na stopień upowietrznienia, obecność poziomów płyn-powietrze, pogrubienie błony śluzowej lub masy tkanek miękkich. W dobrych praktykach diagnostyki obrazowej głowy i zatok zawsze porównuje się symetrię struktur, ciągłość ścian kostnych oraz relacje zatoki klinowej do tętnic szyjnych wewnętrznych, nerwów wzrokowych i przysadki – to ma znaczenie np. przy planowaniu zabiegów laryngologicznych i neurochirurgicznych.

Pytanie 4

Jaka jest odległość pomiędzy źródłem promieniowania a powierzchnią ciała pacjenta w technice izocentrycznej radioterapii?

A. Zmienna, zależna od lokalizacji punktu izocentrycznego w ciele pacjenta.
B. Zmienna, zależna od grubości pacjenta i rodzaju akceleratora.
C. Stała i wynosi 100 cm.
D. Stała i wynosi 110 cm.
Nieporozumienia w tym pytaniu biorą się najczęściej z mylenia dwóch pojęć: odległości źródło–skóra (SSD, source–skin distance) i odległości źródło–izocentrum (SID lub SAD, source–axis distance). W starszych, prostszych technikach radioterapii opartych na stałej SSD faktycznie często ustawiano pacjenta tak, aby odległość od źródła do powierzchni skóry wynosiła np. 100 cm. Stąd łatwo powstaje automatyczne skojarzenie, że „w radioterapii zawsze jest 100 cm” i że ta odległość jest stała. Jednak w technice izocentrycznej logika jest inna: stała ma być odległość od źródła do osi obrotu, czyli do izocentrum, a nie do skóry.

Przekonanie, że odległość źródło–skóra jest zawsze 100 cm lub 110 cm, wynika często z pamiętania parametrów geometrycznych konkretnego akceleratora albo z uproszczonych schematów z podręcznika. Rzeczywiście, wiele akceleratorów ma zdefiniowaną stałą odległość źródło–izocentrum, np. 100 cm, i czasami studenci przenoszą to bezrefleksyjnie na powierzchnię ciała. Problem w tym, że powierzchnia pacjenta nie pokrywa się z izocentrum – pacjent ma swoją grubość, różne krzywizny, garby kostne, tkankę tłuszczową. Gdy izocentrum planuje się głęboko, np. w guzie płuca czy w miednicy, to geometrycznie nie ma możliwości, żeby jednocześnie utrzymać stałą odległość do skóry i stałą odległość do izocentrum.

Zdarza się też inny błąd myślowy: ktoś zakłada, że odległość zależy głównie od „grubości pacjenta i rodzaju akceleratora”. Oczywiście, grubość ciała wpływa na to, jaka faktycznie wyjdzie SSD, a konstrukcja akceleratora narzuca pewne minimalne i maksymalne odległości, ale to nie jest parametr, który świadomie ustawiamy jako stały w technice izocentrycznej. W tej technice celem jest ustawienie punktu izocentrycznego w odpowiednim miejscu w ciele, zgodnie z planem leczenia. To lokalizacja tego punktu – w guzie, w PTV – decyduje, jak daleko od głowicy będzie leżała skóra w danym polu i kącie gantry. Innymi słowy: to geometria ustawienia izocentrum względem anatomii pacjenta robi całą robotę, a nie sama grubość czy typ maszyny.

Moim zdaniem warto zapamiętać pewną prostą zasadę praktyczną: jeśli mówimy o technice izocentrycznej, to myślimy w kategoriach „stałe SAD, zmienne SSD”. Wtedy łatwiej uniknąć pokusy przyklejania się do magicznych liczb 100 cm czy 110 cm jako czegoś niezmiennego. W nowoczesnych standardach radioterapii, zwłaszcza przy IMRT, VMAT, stereotaksji, planowanie zawsze obraca się wokół izocentrum i objętości tarczowych, a nie wokół odległości od skóry. To podejście jest po prostu bardziej precyzyjne i bezpieczne dla pacjenta.

Pytanie 5

Dobierz dla standardowego pacjenta projekcję, pozycję i sposób ułożenia kasety o wymiarach 30 cm x 40 cm do zdjęcia przeglądowego układu moczowego.

ProjekcjaPozycjaUłożenie kasety
1.AP3.stojąca5.poprzeczne
2.PA4.leżąca6.podłużne
A. 1, 4, 6
B. 1, 3, 5
C. 2, 4, 5
D. 2, 3, 6
W tym zadaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie elementy wyglądają dość znajomo: projekcje AP i PA, pozycje stojąca i leżąca oraz dwa możliwe ustawienia kasety. W praktyce radiologicznej jednak standardowe zdjęcie przeglądowe układu moczowego ma dość jasno ustalone zasady. Podstawowa sprawa to projekcja. Układ moczowy rutynowo obrazujemy w projekcji AP, czyli promień biegnie od przodu do tyłu. Projekcja PA jest zarezerwowana raczej dla innych okolic, np. klatki piersiowej w pozycji stojącej, gdzie zależy nam na zmniejszeniu powiększenia serca. Dla jamy brzusznej i układu moczowego PA nie jest standardem, bo ułożenie pacjenta byłoby mniej wygodne, a dopasowanie kasety i centrowanie trudniejsze. Kolejny element to pozycja. Zdjęcie przeglądowe układu moczowego wykonuje się domyślnie w pozycji leżącej na plecach. Pozycja stojąca brzucha oczywiście istnieje i bywa stosowana, ale głównie przy podejrzeniu poziomów płyn–gaz, perforacji czy niedrożności. Nie jest to typowy wariant dla klasycznego KUB. Dlatego skojarzenie projekcji AP z pozycją stojącą prowadzi do nieprawidłowego wniosku. Trzecia rzecz to ułożenie kasety 30×40 cm. Przy badaniu całego układu moczowego zależy nam na objęciu osi długiej ciała: nerek, moczowodów i pęcherza. Ułożenie poprzeczne jest za krótkie w kierunku czaszkowo-ogonowym, szczególnie u wyższych pacjentów, więc używa się ustawienia podłużnego. Błędne odpowiedzi zwykle wynikają z mieszania schematów z innych badań, np. myślenia kategoriami zdjęcia klatki piersiowej PA stojąc lub brzuchem stojąco przy niedrożności. Warto oddzielić w głowie: dla standardowego przeglądu układu moczowego wzorcem jest AP, pacjent leżący na plecach i kaseta podłużnie. Dopiero szczególne wskazania kliniczne uzasadniają odejście od tego ustawienia.

Pytanie 6

Którą tętnicę zaznaczono strzałką na obrazie MR?

Ilustracja do pytania
A. Śledzionową.
B. Krezkową górną.
C. Krezkową dolną.
D. Nerkową lewą.
Na tym typie obrazu – jest to w praktyce MR-angiografia aorty brzusznej i jej głównych odgałęzień – kluczowe jest zrozumienie topografii naczyń względem aorty i nerek. Typowy błąd polega na patrzeniu tylko na to, że naczynie „jest w okolicy nerki” albo „idzie gdzieś w bok”, bez świadomego odniesienia do poziomu odejścia od aorty i kierunku przebiegu. Tętnica śledzionowa w ogóle nie odchodzi bezpośrednio z aorty, tylko jest jedną z gałęzi pnia trzewnego. Pień trzewny wychodzi z aorty wysoko, nad tętnicami nerkowymi, a następnie dzieli się na tętnicę żołądkową lewą, wątrobową wspólną i właśnie śledzionową. Ta ostatnia biegnie mocno kręto, w górnej części jamy brzusznej, nad lewą nerką i w kierunku wnęki śledziony. Na pokazanym obrazie naczynie wskazane strzałką wychodzi z aorty niżej, w osi około pępka, a jego przebieg jest stosunkowo prosty – to absolutnie nie pasuje do typowego obrazu tętnicy śledzionowej. Z kolei tętnice nerkowe wychodzą z bocznych ścian aorty, na poziomie wnęk nerek, biegnąc niemal horyzontalnie w kierunku miąższu nerek. Na zdjęciu obie te tętnice są widoczne i wyraźnie oddzielone od zaznaczonego naczynia, które odchodzi z przedniej ściany aorty, a nie z bocznej. Stąd nazwanie go lewą tętnicą nerkową wynika zwykle z patrzenia tylko na stronę ciała, bez analizy dokładnego poziomu i wektora odejścia. Tętnica krezkowa dolna natomiast odchodzi od aorty znacznie niżej, poniżej tętnic nerkowych, zwykle kilka centymetrów powyżej rozdwojenia aorty. Zaopatruje końcowy odcinek okrężnicy i odbytnicę, a na rekonstrukcjach naczyniowych widzimy ją jako stosunkowo cienkie naczynie wychodzące z przednio-lewej powierzchni aorty, dużo bardziej kaudalnie niż struktura zaznaczona na obrazie. Pomylenie jej z tętnicą krezkową górną to typowy błąd „na wysokość” – ktoś widzi naczynie z przodu aorty i od razu myśli: krezkowa, ale nie sprawdza odległości od pnia trzewnego i od tętnic nerkowych. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej wymaga zawsze analizowania kolejności odgałęzień aorty: najpierw pień trzewny, niżej tętnica krezkowa górna, potem tętnice nerkowe i dopiero jeszcze niżej tętnica krezkowa dolna. Świadome trzymanie się tej sekwencji bardzo ogranicza takie pomyłki i ułatwia poprawną identyfikację naczyń na MR, TK i klasycznej angiografii.

Pytanie 7

Którą kasetę należy wykorzystać do wykonania rentgenogramu klatki piersiowej w projekcji bocznej u 35-letniej pacjentki o wzroście 165 cm i wadze 54 kg?

A. 35,6 cm × 35,6 cm
B. 35,6 cm × 43,2 cm
C. 24 cm × 30 cm
D. 30 cm × 40 cm
Prawidłowo dobrana kaseta 30 cm × 40 cm do bocznego zdjęcia klatki piersiowej u szczupłej, dorosłej pacjentki to po prostu standard praktyki w RTG klatki. W projekcji bocznej musisz „zmieścić” cały wymiar przednio–tylny klatki piersiowej, od mostka aż do tylnej ściany klatki, plus zapas na barki i dolne kąty łopatek. Dla dorosłych o przeciętnej budowie ciała przyjmuje się właśnie kasetę 30 × 40 cm jako optymalny kompromis między pełnym pokryciem obszaru a wygodnym ułożeniem pacjenta przy detektorze. Mniejsze kasety zbyt łatwo „obcinają” fragmenty płuc lub tylne kąty przepony, a to potem utrudnia ocenę zmian zapalnych, zatorowości czy płynu w jamach opłucnowych. W dobrych pracowniach radiologicznych dużą wagę przykłada się do powtarzalności: PA (projekcja tylno–przednia) i boczna klatki u dorosłych są wykonywane w ustalonym protokole – z reguły kaseta 35 × 43 cm do PA i 30 × 40 cm do bocznej, przy prawidłowym ustawieniu linii środkowej ciała, z uniesionymi rękami i długim ognisku–kaseta (ok. 180 cm), żeby ograniczyć powiększenie. W praktyce technik RTG, moim zdaniem, właśnie takie automatyczne sięganie po właściwy rozmiar kasety bardzo zmniejsza liczbę powtórzeń ekspozycji, a więc też dawkę dla pacjenta. Warto też pamiętać, że poprawny dobór kasety łączy się z doborem parametrów ekspozycji: przy bocznym zdjęciu klatki stosuje się wyższe kV niż w PA, bo promień musi przejść przez większą grubość tkanek. Zbyt mała kaseta i zbyt niskie kV to klasyczna para błędów – obraz może być zarówno niepełny, jak i niedoeksponowany. Dobrą praktyką jest zawsze wyobrazić sobie, jak pacjent „leży” na kasecie w danej projekcji i czy wszystkie istotne struktury anatomiczne (płuca, serce, tylne zarysy przepony, kręgosłup piersiowy) się na niej mieszczą.

Pytanie 8

Jednym z kryteriów poprawnie wykonanego badania spirometrycznego jest czas trwania natężonego wydechu, który powinien wynosić u osób powyżej 10 roku życia co najmniej

A. 4 sekundy.
B. 3 sekundy.
C. 2 sekundy.
D. 6 sekund.
Prawidłowo – w spirometrii jednym z kluczowych kryteriów akceptowalności manewru jest czas trwania natężonego wydechu (FVC), który u osób powyżej 10. roku życia powinien wynosić co najmniej 6 sekund. Wynika to z wytycznych m.in. ATS/ERS, które podkreślają, że krótszy wydech bardzo często zaniża wartość FVC i może całkowicie zafałszować interpretację badania. U dorosłych i starszych dzieci pojemność życiowa wydychana natężenie nie jest osiągana w 2–3 sekundy, czasem potrzeba nawet dłuższego wysiłku, szczególnie przy obturacji dróg oddechowych.
Moim zdaniem w praktyce najważniejsze jest pilnowanie dwóch rzeczy: żeby pacjent naprawdę dmuchał „do końca”, aż do wyraźnego plateau na krzywej objętość–czas, oraz żeby ten wysiłek trwał co najmniej właśnie te 6 sekund. Technik czy pielęgniarka wykonująca badanie powinna aktywnie motywować pacjenta: głośno zachęcać, kontrolować zapis na ekranie i przerwać dopiero wtedy, gdy spełnione są kryteria czasu i kształtu krzywej. U wielu osób z POChP albo astmą wydech jest długi i męczący – ale dokładnie o to chodzi, bo wtedy widzimy rzeczywisty obraz zwężenia dróg oddechowych.
W dobrych pracowniach spirometrycznych standardem jest zapis kilku prób, z których wybiera się te spełniające kryteria: gwałtowny start wydechu, brak kaszlu, brak przecieków, brak przedwczesnego zakończenia oraz właśnie minimalny czas wydechu 6 sekund (lub osiągnięcie wyraźnego plateau przez ≥1 sek.). Jeśli czas jest krótszy, wynik oznacza się jako nieakceptowalny, nawet gdy liczby „na oko” wyglądają ładnie. Dłuższy czas pozwala też lepiej ocenić wskaźniki jak FEV1, FVC i ich stosunek, co jest podstawą rozpoznawania obturacji, restrykcji i oceny skuteczności leczenia. To jest po prostu element rzetelnej jakości badania.

Pytanie 9

Przy ułożeniu do zdjęcia AP czaszki płaszczyzna

A. oczodołowo-uszna środkowa jest prostopadła do kasety.
B. czołowa jest prostopadła do kasety.
C. oczodołowo-uszna dolna jest równoległa do kasety.
D. strzałkowa jest równoległa do kasety.
W projekcji AP czaszki kluczowe jest takie ułożenie głowy, żeby płaszczyzna oczodołowo-uszna środkowa (tzw. OML – orbitomeatal line, linia oczodołowo-uszna środkowa) była prostopadła do kasety/detektora. Właśnie dlatego odpowiedź z tą płaszczyzną jest prawidłowa. Dzięki temu ustawieniu promień centralny pada z przodu na potylicę w sposób symetryczny, a struktury kostne czaszki – szczególnie kości czołowe, sklepienie czaszki, łuki jarzmowe – są odwzorowane bez zniekształceń geometrycznych i skrótów. W praktyce wygląda to tak, że pacjent leży lub stoi przodem do lampy, potylica przylega do kasety, a technik ustawia głowę tak, żeby linia łącząca środek oczodołu z punktem przy przewodzie słuchowym zewnętrznym była dokładnie pod kątem 90° do powierzchni kasety. Moim zdaniem warto sobie wyrobić nawyk patrzenia jednocześnie na położenie oczodołów i małżowin usznych, bo to bardzo pomaga w szybkim ocenieniu, czy OML faktycznie jest prostopadła. Z dobrych praktyk – zawsze kontroluje się też płaszczyznę strzałkową pośrodkową, czyli czy głowa nie jest obrócona w prawo/lewo, bo nawet przy dobrze ustawionej OML rotacja popsuje symetrię zdjęcia. W wielu pracowniach stosuje się też delikatne podłożenie gąbki pod potylicę, żeby pacjentowi było wygodniej utrzymać właściwą pozycję, szczególnie przy dłuższej ekspozycji. Warto pamiętać, że inne projekcje czaszki używają innych płaszczyzn (np. linia IOML), ale w klasycznym AP czaszki to właśnie oczodołowo-uszna środkowa ma być prostopadła do kasety – to jest taki podstawowy standard pozycjonowania w radiografii czaszki.

Pytanie 10

W diagnostyce mammograficznej punktowy ucisk sutka stosuje się w projekcji

A. celowanej.
B. stycznej.
C. dolinowej.
D. bocznej.
W diagnostyce mammograficznej nazwy projekcji i technik dodatkowych są dość precyzyjne, dlatego łatwo się pomylić, jeśli kojarzymy je tylko „na czuja”. Punktowy ucisk sutka to nie jest po prostu mocniejsze dociśnięcie piersi w dowolnej projekcji, tylko specyficzna technika stosowana w projekcji celowanej. Polega na użyciu małego, twardego kompresora obejmującego niewielki fragment piersi, a nie całą jej powierzchnię. Częsty błąd myślowy polega na tym, że jak ktoś widzi słowo „boczna” albo „styczna”, to automatycznie kojarzy z bardziej szczegółowym obrazem, więc zakłada, że tam musi być zastosowany punktowy ucisk. Projekcja boczna (true lateral, ML/LM) jest standardową projekcją dodatkową, używaną głównie do lepszego określenia położenia zmiany w wymiarze górno-dolnym oraz do korelacji z projekcją skośną MLO. Kompresja jest tu równomierna na całą pierś, a nie punktowa. Projekcja styczna natomiast służy przede wszystkim do oceny zmian zlokalizowanych bardzo powierzchownie, np. przy skórze, albo do weryfikacji zwapnień związanych ze skórą. Ustawia się pierś tak, by promień praktycznie „muskał” powierzchnię zmiany. Można oczywiście docisnąć pierś, ale to nie jest klasyczny punktowy ucisk w rozumieniu projekcji celowanej. Z kolei określenie „projekcja dolinowa” nie funkcjonuje w standardowej nomenklaturze mammograficznej jako akceptowana technika diagnostyczna – to raczej mylące, potoczne albo po prostu błędne nazewnictwo. W profesjonalnej praktyce, zgodnie z dobrymi standardami pracowni mammograficznych, gdy trzeba doprecyzować niejednoznaczną zmianę, radiolog zleca właśnie projekcję celowaną z kompresją punktową w danym kwadrancie piersi. Pozostałe projekcje mają inne, konkretne zastosowania i nie zastępują tej techniki, bo nie dają takiego stopnia lokalnego „rozpłaszczenia” tkanki i poprawy kontrastu w małym obszarze. Warto więc porządkować sobie w głowie nazwy: boczna – pozycjonowanie całej piersi; styczna – zmiany powierzchowne; celowana – mały obszar + punktowy ucisk.

Pytanie 11

Jakie są wielkości mocy dawki stosowanej w brachyterapii HDR?

A. 3 – 6 Gy/godzinę.
B. ponad 12 Gy/godzinę.
C. 0,4 – 2 Gy/godzinę.
D. 7 – 12 Gy/godzinę.
W brachyterapii często myli się pojęcie dawki całkowitej z mocą dawki, a to prowadzi do błędnych skojarzeń co do prawidłowych zakresów liczbowych. Zakresy 0,4–2 Gy/godz., 3–6 Gy/godz. czy 7–12 Gy/godz. kojarzą się intuicyjnie z „umiarkowanym” lub „średnim” tempem napromieniania, ale w klasyfikacji brachyterapii one nie definiują HDR. Zgodnie z powszechnie przyjętymi standardami, m.in. ICRU i zaleceniami towarzystw radioterapeutycznych, za brachyterapię HDR uznaje się technikę, w której moc dawki przekracza 12 Gy na godzinę. Niższe wartości mocy dawki odpowiadają innym kategoriom: w okolicy 0,4–2 Gy/godz. mówimy o LDR (Low Dose Rate), czyli napromienianiu trwającym wiele godzin lub nawet dni, często ze stałym źródłem umieszczonym w ciele pacjenta. Zakresy pośrednie, kilka Gy/godz., nie są typową definicją HDR, lecz raczej obszarem między klasycznym LDR a technikami średniej mocy dawki, które w praktyce klinicznej nie są tak często używane jako osobna kategoria. Częsty błąd polega na tym, że ktoś patrzy na liczby i myśli: „3–6 Gy/godz. to już jest dość dużo, więc pewnie HDR”, albo „7–12 Gy/godz. brzmi jak wysoka dawka, więc to musi być HDR”. Tymczasem granica jest umowna, ale jasno ustalona na poziomie ponad 12 Gy/godz. i jest stosowana w literaturze oraz w dokumentacji klinicznej. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli nie odróżnimy mocy dawki od dawki frakcyjnej, łatwo w głowie pomieszać te zakresy. W HDR bardzo ważne jest to, że wysoką dawkę frakcyjną podaje się w krótkim czasie, przy użyciu zdalnego afterloadingu, z odpowiednimi procedurami ochrony radiologicznej. Przy niższych mocach dawki priorytety organizacyjne, sposób monitorowania pacjenta i ryzyko dla personelu wyglądają inaczej. Dlatego wybór jednej z niższych odpowiedzi świadczy raczej o intuicyjnym niż o definicyjnym podejściu do tematu i warto ten próg >12 Gy/godz. zapamiętać jako element podstawowej klasyfikacji brachyterapii.

Pytanie 12

Jaki sposób frakcjonowania dawki jest stosowany w radioterapii konwencjonalnej?

A. Dawka frakcyjna w zakresie 1,8-2,5 Gy 2 razy dziennie.
B. Dawka frakcyjna w zakresie 1,8-2,5 Gy 1 raz dziennie.
C. Dawka frakcyjna w zakresie 2,5-3,5 Gy 1 raz dziennie.
D. Dawka frakcyjna w zakresie 2,5-3,5 Gy 2 razy dziennie.
W radioterapii konwencjonalnej przyjmuje się tzw. frakcjonowanie standardowe: dawka frakcyjna w granicach ok. 1,8–2,0 Gy (czasem do 2,2–2,3 Gy, w zależności od ośrodka) podawana raz dziennie, 5 razy w tygodniu. Dlatego odpowiedź z zakresem 1,8–2,5 Gy 1 raz dziennie najlepiej oddaje klasyczną praktykę kliniczną. Kluczowa jest tu zasada: jedna frakcja na dobę, z przerwami nocnymi pozwalającymi na naprawę uszkodzeń w zdrowych tkankach. To wynika z radiobiologii – zdrowe komórki lepiej regenerują DNA między frakcjami, a komórki nowotworowe gorzej, więc z czasem różnica uszkodzeń działa na korzyść pacjenta. Standardowe frakcjonowanie stosuje się np. w leczeniu raka piersi po operacji, w radioterapii raka prostaty w klasycznych schematach, przy napromienianiu guzów głowy i szyi czy guzów płuca, szczególnie w leczeniu radykalnym. Typowy plan: 1,8–2 Gy dziennie do dawki całkowitej 50–70 Gy, w zależności od wskazań. Z mojego doświadczenia to właśnie ten schemat jest domyślny, jeśli w dokumentacji nie ma adnotacji o hipofrakcjonowaniu, hiperfrakcjonowaniu czy przyspieszonym (akcelerowanym) schemacie. W wielu wytycznych (np. ESMO, ASTRO) konwencjonalna radioterapia jest definiowana właśnie przez ten rząd wielkości dawki frakcyjnej i częstość 1x/dobę. W praktyce technik radioterapii planując harmonogram, wpisuje pacjentowi jedną sesję dziennie, pilnując stałych godzin, bo stały rytm dobowy też ma znaczenie dla tolerancji leczenia. Ważne jest też to, że takie frakcjonowanie jest kompromisem między skutecznością onkologiczną a toksycznością – większe dawki na frakcję szybciej przekładają się na powikłania późne w narządach krytycznych.

Pytanie 13

Na którym radiogramie uwidoczniona jest kamica nerkowa?

A. Radiogram 4
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Radiogram 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Radiogram 1
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Radiogram 3
Ilustracja do odpowiedzi D
Rozpoznawanie kamicy nerkowej na prostym radiogramie jamy brzusznej wymaga dość uważnego podejścia, bo w polu obrazowania jest sporo struktur dających podobne zacienienia. Typowy błąd polega na tym, że wzrok skupia się jedynie na kręgosłupie i miednicy, a nie na przebiegu całego układu moczowego. Z tego powodu można łatwo przecenić znaczenie przypadkowych zwapnień naczyniowych, cieni kałowych czy nakładających się struktur kostnych i uznać je błędnie za złogi. Na radiogramach bez kontrastu, takich jak 1 i 4, uwagę przyciąga głównie zarys kręgosłupa lędźwiowego i talerzy biodrowych. Brak jest tam jednak typowych, skoncentrowanych, dobrze odgraniczonych cieni w rzucie nerek czy moczowodów. Owszem, mogą być widoczne pojedyncze, niewyraźne zagęszczenia, ale ich lokalizacja jest niespecyficzna, a kształt zbyt rozlany, aby wiarygodnie mówić o kamicy. W praktyce opisowej takie obrazy traktuje się raczej jako prawidłowe lub nieswoiste, wymagające ewentualnie dalszej diagnostyki USG niż jako dowód złogów. Radiogram 3 jest dodatkowo mylący, bo wypełniający kontrast w układzie kielichowo‑miedniczkowym i pęcherzu daje bardzo wyraźny obraz nerek i dróg moczowych. Łatwo wtedy uznać, że każda jaśniejsza struktura to kamień, a tymczasem kontrast sam w sobie jest jednorodnym zacienieniem, a złogi – jeśli są – zwykle widoczne są jako ubytki w jego zarysie albo dodatkowe, bardzo gęste cienie. Jeżeli nie ma wyraźnych, punktowych lub owalnych zagęszczeń nakładających się na zarys wypełnionych kontrastem kielichów czy moczowodu, nie można na siłę „doszukiwać się” kamicy. Z mojego punktu widzenia najczęstsze potknięcie to ignorowanie zasady, że złogi oceniamy zawsze w typowych piętrach anatomicznych: od górnych biegunów nerek, wzdłuż przebiegu moczowodów przy wyrostkach poprzecznych kręgów, aż po rzut pęcherza. Jeśli podejrzany cień leży poza tymi obszarami, zwłaszcza bardziej bocznie lub z przodu, trzeba raczej myśleć o gazie jelitowym, zwapnieniach w obrębie tkanek miękkich czy złogach w innych narządach, niż o kamicy nerkowej. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej mówi też, aby nie opierać się na pojedynczym, wątpliwym zacienieniu – w razie niepewności lepiej skierować pacjenta na USG lub TK niskodawkową, niż stawiać pochopne rozpoznanie na podstawie przypadkowego artefaktu.

Pytanie 14

Teleterapia polega na napromienowaniu

A. promieniowaniem ze źródła umieszczonego w obrębie guza nowotworowego.
B. promieniowaniem ze źródła umieszczonego pod skórą pacjenta.
C. promieniowaniem fotonowym lub cząsteczkowym ze źródeł zewnętrznych.
D. wyłącznie promieniowaniem fotonowym ze źródeł zewnętrznych.
Prawidłowo, w teleterapii zawsze mówimy o napromienianiu promieniowaniem fotonowym lub cząsteczkowym, ale pochodzącym ze źródeł zewnętrznych, czyli znajdujących się poza ciałem pacjenta. To jest kluczowa cecha odróżniająca teleterapię od brachyterapii. W praktyce klinicznej stosuje się głównie wysokoenergetyczne promieniowanie fotonowe (np. z akceleratora liniowego – linac), ale też wiązki elektronów, a w wyspecjalizowanych ośrodkach wiązki protonów czy jonów ciężkich. Wszystkie te wiązki są formą promieniowania wykorzystywanego w teleterapii, pod warunkiem że są generowane przez aparat stojący w pewnej odległości od pacjenta. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: w teleterapii źródło promieniowania jest na zewnątrz, a wiązka musi „przejść” przez zdrowe tkanki, żeby dotrzeć do guza. Stąd tak duży nacisk na planowanie 3D, IMRT, VMAT, IGRT i ogólnie na precyzyjne kształtowanie wiązki oraz kontrolę dawki. Standardy radioterapii (np. zalecenia ESTRO czy krajowe wytyczne onkologiczne) podkreślają, że w teleterapii dobiera się rodzaj promieniowania (fotonowe vs cząsteczkowe), energię, kierunki wiązek i marginesy bezpieczeństwa tak, aby uzyskać maksymalną dawkę w objętości tarczowej (PTV), a jednocześnie jak najbardziej oszczędzić narządy krytyczne (OAR). W codziennej pracy technik radioterapii ma do czynienia właśnie z teleterapią: ustawianie pacjenta na stole akceleratora, weryfikacja ułożenia obrazowaniem portalowym lub CBCT, kontrola parametrów wiązki, sprawdzanie zgodności z planem leczenia. Teleterapia jest podstawą leczenia wielu nowotworów, np. raka piersi, płuca, prostaty, jamy ustnej, a także stosowana paliatywnie do zmniejszenia bólu przy przerzutach do kości. Dobrze, że kojarzysz ją z promieniowaniem fotonowym i cząsteczkowym ze źródeł zewnętrznych, bo to fundament dalszej nauki radioterapii.

Pytanie 15

W zapisie EKG linia izoelektryczna obrazuje

A. depolaryzację komór.
B. polaryzację.
C. repolaryzację przedsionków.
D. depolaryzację przedsionków.
Lina izoelektryczna w zapisie EKG to odcinek, w którym nie rejestruje się żadnej aktywności elektrycznej przekraczającej próg czułości aparatu – serce jest wtedy w stanie spoczynkowej polaryzacji błon komórkowych. Mówiąc prościej: wszystkie włókna mięśnia sercowego są mniej więcej w tym samym, „wyjściowym” stanie elektrycznym, więc na papierze widzimy prostą linię. Nie zachodzi ani depolaryzacja, ani repolaryzacja, tylko utrzymywanie potencjału spoczynkowego. To właśnie jest polaryzacja. W praktyce dobrze to widać np. w odcinku TP między zespołami QRS – ten fragment przyjmuje się często jako linię izoelektryczną odniesienia do oceny uniesień lub obniżeń odcinka ST. W diagnostyce klinicznej linia izoelektryczna jest kluczowym punktem odniesienia: porównuje się do niej wysokość załamków, ocenia się obniżenia i uniesienia ST, czy odcinek PQ jest izoelektryczny. Z mojego doświadczenia, przy interpretacji EKG zawsze warto najpierw „złapać” sobie tę linię, np. w odprowadzeniach kończynowych, i dopiero na tym tle analizować resztę. W wytycznych kardiologicznych, w tym ESC, przy ocenie zawału z uniesieniem ST (STEMI) wyraźnie podkreśla się, że uniesienie ST ocenia się względem prawidłowej linii izoelektrycznej. Dlatego zrozumienie, że jest to obraz polaryzacji, a nie jakiegoś ukrytego załamka, jest bardzo praktyczne: pomaga uniknąć nadinterpretacji drobnych odchyleń i lepiej ustawić bazową linię w głowie podczas każdej analizy EKG.

Pytanie 16

Z kratką przeciwrozproszeniową należy wykonać zdjęcie

A. stopy.
B. stawu łokciowego.
C. stawu kolanowego w pozycji leżącej.
D. łopatki.
Prawidłowo – łopatkę standardowo wykonuje się z użyciem kratki przeciwrozproszeniowej. Wynika to głównie z grubości i budowy anatomicznej tej okolicy. Obręcz barkowa jest stosunkowo masywna, zawiera dużo struktur kostnych i tkanek miękkich, a promień centralny przechodzi przez obszar o efektywnej grubości zwykle powyżej 10 cm. Przy takiej grubości wytwarza się duża ilość promieniowania rozproszonego (głównie rozpraszanie Comptona), które degraduje kontrast obrazu. Kratka przeciwrozproszeniowa ma za zadanie „wyciąć” promieniowanie rozproszone, które pada na detektor pod innym kątem niż wiązka pierwotna. Dzięki temu obraz łopatki staje się wyraźniejszy, struktury kostne są lepiej odgraniczone od tkanek miękkich, a możliwość oceny zarysów, wyrostków czy stawów (ramienno‑łopatkowego, barkowo‑obojczykowego) jest zdecydowanie większa. W praktyce klinicznej przyjmuje się prostą zasadę: jeżeli badany odcinek ma grubość powyżej ok. 10–12 cm lub wymaga wyższego kV, to kratka jest wskazana. Dotyczy to m.in. badań miednicy, kręgosłupa, mostka, klatki piersiowej w pozycji leżącej i właśnie łopatki. Bez kratki obraz byłby „zamglony”, o niskim kontraście, z utratą szczegółów beleczkowania kostnego. Warto też pamiętać, że zastosowanie kratki zwykle wymaga zwiększenia mAs (tzw. współczynnik Bucky’ego), co przekłada się na nieco wyższą dawkę, ale w tym przypadku jest to uzasadnione zasadą optymalizacji – lepsza jakość diagnostyczna przy akceptowalnym narażeniu pacjenta. W wielu pracowniach jest to wręcz standard procedury – projekcje łopatki i obręczy barkowej wykonuje się rutynowo z kratką, niezależnie od tego, czy to projekcja AP, Y‑scapula czy inne ustawienia specjalne.

Pytanie 17

Parametrem krwi, który powinien zostać oznaczony u pacjenta przed wykonaniem badania MR z kontrastem, jest

A. hemoglobina.
B. bilirubina.
C. fibrynogen.
D. kreatynina.
Prawidłowo wskazana została kreatynina. Przy badaniu rezonansu magnetycznego z podaniem kontrastu najważniejsze jest oszacowanie wydolności nerek pacjenta, bo większość stosowanych środków kontrastowych (zwłaszcza gadolinowych) jest wydalana właśnie przez nerki. Standardowo ocenia się stężenie kreatyniny w surowicy i na tej podstawie wylicza się eGFR (szacunkowy współczynnik przesączania kłębuszkowego). To właśnie eGFR mówi nam, czy ryzyko powikłań po kontraście jest akceptowalne. W praktyce, zgodnie z zaleceniami wielu towarzystw radiologicznych, przy eGFR powyżej ok. 30 ml/min/1,73 m² podanie kontrastu gadolinowego jest zazwyczaj uznawane za względnie bezpieczne, oczywiście przy braku innych przeciwwskazań. Przy niższych wartościach planuje się badanie bardzo ostrożnie, czasem rezygnuje się z kontrastu, dobiera się inny środek albo konsultuje z nefrologiem. W pracowni obrazowej wygląda to tak: przed planowanym MR z kontrastem pacjent ma w skierowaniu lub w dokumentacji aktualny wynik kreatyniny. Technik lub pielęgniarka sprawdza datę i wartość, lekarz opisujący albo radiolog kwalifikujący ocenia, czy można bezpiecznie podać kontrast. Moim zdaniem to jest jeden z tych parametrów, które naprawdę warto mieć „w małym palcu”, bo pojawia się non stop przy badaniach TK i MR. Dodatkowo pamiętaj, że oznaczenie kreatyniny jest szybkie, tanie i szeroko dostępne, dlatego weszło do standardu przed wieloma badaniami z kontrastem. To typowy przykład, jak proste badanie laboratoryjne realnie zwiększa bezpieczeństwo procedury obrazowej.

Pytanie 18

Na obrazie TK klatki piersiowej w przekroju poprzecznym strzałką oznaczono

Ilustracja do pytania
A. oskrzele główne lewe.
B. aortę wstępującą.
C. oskrzele główne prawe.
D. aortę zstępującą.
Na tym typie zadań najczęstszy problem nie polega na nieznajomości anatomii, tylko na pomyleniu orientacji obrazu TK i podobnych do siebie struktur w śródpiersiu. W standardowych przekrojach poprzecznych TK patrzymy na pacjenta od strony jego stóp. Oznaczenie R po lewej stronie ekranu wskazuje prawą stronę pacjenta, więc wszystko po przeciwnej stronie to lewa połowa klatki piersiowej. Jeśli ktoś wybiera prawe oskrzele główne, to zwykle dlatego, że patrzy „intuicyjnie”, jak na zdjęcie od przodu, a nie jak na przekrój poprzeczny. Prawe oskrzele główne jest rzeczywiście bardziej pionowe, krótsze i szersze, ale będzie po stronie oznaczonej literą R. Strzałka na obrazie wyraźnie wskazuje strukturę po stronie przeciwnej, czyli anatomicznie lewej. Wybór aorty wstępującej lub zstępującej wynika zazwyczaj z mylenia struktur powietrznych z naczyniami. Aorta w TK z kontrastem ma gęstość wysoką, jest jasna, o okrągłym lub lekko owalnym przekroju. Na tym poziomie przekroju aorta wstępująca leży bardziej z przodu i po prawej stronie pacjenta, blisko prawej komory, natomiast aorta zstępująca jest zwykle tylno-lewostronna, przylega do kręgosłupa. Struktura wskazana strzałką ma gęstość powietrza (ciemna), co jest typowe dla światła dróg oddechowych, a nie dla naczynia wypełnionego kontrastem. Dodatkowo jej położenie – tuż poniżej rozdwojenia tchawicy, w bezpośrednim sąsiedztwie wnęki lewego płuca – jest książkowe dla lewego oskrzela głównego. Moim zdaniem dobrym nawykiem jest przy każdym przekroju najpierw zidentyfikować tchawicę, potem bifurkację, a dopiero później przechodzić do oskrzeli i naczyń. Pozwala to uniknąć typowego błędu: brania jasnych, kontrastujących naczyń za „główne drogi oddechowe” tylko dlatego, że są wyraźniejsze. W praktyce zawodowej takie pomyłki mogą skutkować błędną oceną lokalizacji guza, węzła chłonnego albo zakrzepu, dlatego standardy dobrej praktyki w diagnostyce obrazowej mocno podkreślają konieczność systematycznej analizy przekrojów i świadomego korzystania z oznaczeń orientacyjnych na obrazie.

Pytanie 19

Kryterium rozpoznawczym dla fali δ (delta) w badaniu EKG jest

A. zażębienie na ramieniu zstępującym załamka R.
B. uniesienie odcinka ST.
C. zażębienie na ramieniu wstępującym załamka R.
D. obniżenie odcinka ST.
W tym pytaniu cała trudność polega na bardzo dokładnym skojarzeniu obrazu fali δ z jej położeniem w obrębie zespołu QRS. Fala delta to wczesna, powolna depolaryzacja części komory przez drogę dodatkową, dlatego zawsze modyfikuje początek zespołu QRS, a nie jego koniec ani odcinek ST. Typowym błędem jest mylenie „zażębienia” na ramieniu wstępującym z podobnymi nieregularnościami na ramieniu zstępującym załamka R. Zażębienie na ramieniu zstępującym R może się pojawiać przy różnych zaburzeniach przewodzenia śródkomorowego, np. przy blokach odnóg pęczka Hisa, przerostach komór czy zmianach bliznowatych po zawale. Nie jest to jednak fala delta, bo ta musi poprzedzać szybkie przewodzenie przez układ Hisa-Purkinjego i modyfikować właśnie początek QRS. Kolejna grupa pomyłek dotyczy odcinka ST. Uniesienie ST kojarzymy głównie z ostrym zespołem wieńcowym z uniesieniem ST (STEMI), zapaleniem osierdzia czy czasem wczesną repolaryzacją. To są zmiany fazy repolaryzacji komór, pojawiające się po zakończeniu depolaryzacji (czyli po zespole QRS), więc nie mają nic wspólnego z falą delta, która dotyczy wczesnej depolaryzacji. Podobnie obniżenie ST wskazuje najczęściej na niedokrwienie podwsierdziowe, przeciążenie, czasem działanie leków – znowu jest to zaburzenie repolaryzacji, a nie przewodzenia przedsionkowo-komorowego przez dodatkową drogę. Typowym błędem myślowym jest patrzenie na EKG zbyt ogólnie: „jak jest coś dziwnego przy R albo ST, to pewnie fala delta”. W dobrych praktykach interpretacji EKG podkreśla się konieczność analizy segment po segmencie: najpierw rytm i odstęp PQ/PR, potem dokładny kształt początku QRS, jego szerokość, a dopiero później odcinek ST i załamek T. Dopiero takie uporządkowane podejście pozwala poprawnie zidentyfikować preekscytację i odróżnić ją od zmian niedokrwiennych czy bloków przewodzenia.

Pytanie 20

Na obrazie rezonansu magnetycznego głowy strzałką wskazano zatokę

Ilustracja do pytania
A. szczękową.
B. strzałkową.
C. czołową.
D. klinową.
Prawidłowo rozpoznałeś zatokę czołową. Na strzałkowym (sagittalnym) obrazie MR głowy zatoka czołowa leży najbardziej do przodu, nad nasadą nosa, w obrębie kości czołowej. W badaniu T1-zależnym, takim jak na tym obrazku, jej światło jest zwykle ciemne (hipointensywne), bo wypełnia je powietrze, a ściany zatoki mają sygnał zbliżony do kości i tkanek miękkich. Charakterystyczne jest to, że zatoka czołowa „siedzi” nad oczodołami i ma kształt mniej więcej trójkątny lub nieregularny, z przegrodą pośrodku.
Moim zdaniem znajomość topografii zatok przynosowych na MR jest bardzo praktyczna, bo w codziennej pracy technika czy lekarza opisującego badania łatwo wychwycić np. zapalenie zatok, torbiel śluzową, poziom płynu albo masę guzowatą. W typowym opisie zgodnie z dobrymi praktykami (np. wytyczne neuroradiologiczne ESNR) zawsze warto krótko odnieść się do zatok przynosowych, nawet jeśli badanie było zlecane z innego powodu, bo zmiany zapalne są częste i nierzadko przypadkowo wykrywane.
Na MR zatoka czołowa będzie leżeć powyżej jamy nosowej i zatok szczękowych, przed przednim dołem czaszki. W projekcjach czołowych i osiowych dobrze widać, że jest ona parzysta, ale bywa asymetryczna – to jest normalny wariant anatomiczny. W praktyce klinicznej lokalizacja tej zatoki ma znaczenie np. przy planowaniu zabiegów endoskopowych laryngologicznych, dostępu chirurgicznego do przedniego dołu czaszki czy ocenie pourazowych złamań kości czołowej. Na MR, w porównaniu z TK, lepiej oceniamy tkanki miękkie wokół zatoki i ewentualne szerzenie się procesu zapalnego lub nowotworowego wewnątrzczaszkowo. Dlatego taka, wydawałoby się prosta identyfikacja na obrazie, jest fundamentem dalszej, bardziej zaawansowanej diagnostyki obrazowej.

Pytanie 21

Które informacje należy zamieścić na strzykawce z radiofarmaceutykiem przygotowanym przez technika elektroradiologa?

A. Czas okresu inkubacji, stężenie, inicjały technika.
B. Czas okresu inkubacji, radioaktywność, inicjały technika.
C. Typ radiofarmaceutyku, radioaktywność, godzina przygotowania.
D. Typ radiofarmaceutyku, stężenie, godzina przygotowania.
W medycynie nuklearnej oznakowanie strzykawki z radiofarmaceutykiem nie jest kwestią kosmetyczną, tylko elementem bezpieczeństwa i jakości całego badania. Typowy błąd polega na przenoszeniu logiki z innych działów diagnostyki obrazowej albo z ogólnej farmakoterapii, gdzie bardziej zwraca się uwagę na stężenie, czas inkubacji czy inicjały osoby przygotowującej. W przypadku radiofarmaceutyków kluczowe są jednak inne parametry. Informacja o czasie okresu inkubacji ma znaczenie np. przy znakowaniu krwinek czy niektórych procedurach laboratoryjnych, ale nie jest podstawową daną, którą musi widzieć osoba podająca preparat pacjentowi. Na strzykawce znacznie ważniejsze jest to, ile aktualnie mamy aktywności promieniotwórczej, a nie jak długo coś się inkubowało. Podobnie ze stężeniem – może ono być istotne w dokumentacji roboczej lub przy obliczeniach w pracowni, ale osoba wykonująca podanie musi przede wszystkim znać aktywność w MBq przypadającą na daną objętość, a nie samo stężenie opisane w sposób ogólny. Rozróżnienie między stężeniem a radioaktywnością bywa mylone: stężenie mówi, ile substancji chemicznej jest w jednostce objętości, natomiast radioaktywność określa tempo rozpadu jąder i realną „moc” dawki promieniowania. To radioaktywność, a nie samo stężenie, ma zasadnicze znaczenie dla dawki pochłoniętej przez pacjenta i zgodności z protokołami. Inicjały technika mogą być przydatne z punktu widzenia wewnętrznej kontroli jakości czy odpowiedzialności, ale nie stanowią podstawowego elementu opisu strzykawki. Dużo ważniejsze jest, aby na etykiecie pojawiła się godzina przygotowania (lub godzina kalibracji aktywności), bo bez niej nie da się poprawnie przeliczyć rozpadu w czasie i sprawdzić, czy dawka w momencie podania jest prawidłowa. Typ radiofarmaceutyku jest z kolei absolutnie niezbędny – bez jednoznacznej nazwy preparatu łatwo o pomyłkę między różnymi związkami technetu czy innymi izotopami. Właśnie pomijanie typu preparatu i radioaktywności, a skupianie się na parametrach bardziej „farmaceutycznych” jak stężenie czy sama osoba przygotowująca, jest typowym błędem myślowym wynikającym z niedostatecznego uwzględnienia specyfiki medycyny nuklearnej. Dobre praktyki i procedury pracowni jasno podkreślają: musi być nazwa radiofarmaceutyku, aktualna aktywność oraz czas odniesienia, bo to trzy filary bezpiecznego podania i prawidłowej interpretacji badania.

Pytanie 22

Zgodnie z procedurą wzorcową w badaniu MR należy ułożyć pacjenta na brzuchu do diagnostyki

A. kręgosłupa szyjnego.
B. jamy brzusznej.
C. stawu barkowego.
D. gruczołu piersiowego.
W badaniach MR kluczowe jest nie tylko dobranie odpowiednich sekwencji, ale też prawidłowe ułożenie pacjenta, bo od tego bardzo mocno zależy jakość obrazów. Wiele osób automatycznie zakłada, że „standardem” jest leżenie na plecach i potem przenosi to myślenie na wszystkie badania, co jest dość typowym błędem. W przypadku jamy brzusznej pozycja supinacyjna (na plecach) jest preferowana, bo pozwala ustabilizować narządy, dobrze założyć cewki brzuszne i wygodnie wykonywać wstrzymanie oddechu. Ułożenie na brzuchu utrudniałoby oddychanie, współpracę z pacjentem i mogłoby powodować większe artefakty ruchowe przepony. Dlatego w rutynowym MR brzucha pozycja na brzuchu nie jest procedurą wzorcową. Podobnie przy badaniu stawu barkowego – standardowo pacjent leży na plecach, z odpowiednim ułożeniem kończyny górnej, często w lekkiej rotacji wewnętrznej lub neutralnej, zlokalizowanej w centrum cewki. Pozycja na brzuchu byłaby niewygodna, trudniejsza do powtarzalnego odtworzenia i komplikowałaby ustawienie barku w izocentrum magnesu. W odcinku szyjnym kręgosłupa również stosuje się głównie pozycję na plecach, z głową stabilizowaną w cewce głowowej lub głowowo-szyjnej. Ta pozycja minimalizuje ruchy, pozwala na komfort pacjenta i łatwe monitorowanie stanu ogólnego. Leżenie na brzuchu w tym badaniu mogłoby zwiększać napięcie mięśni szyi i pogarszać jakość obrazów. Z mojego doświadczenia największym źródłem pomyłek jest właśnie mieszanie pojęcia „pozycja wygodna” z „pozycja wzorcowa”. W MR piersi procedurą standardową jest pozycja na brzuchu w dedykowanej cewce, natomiast w większości pozostałych badań osiowych tułowia i stawów obwodowych stosuje się pozycję na plecach. Dlatego odpowiedzi odnoszące się do jamy brzusznej, barku i kręgosłupa szyjnego nie odzwierciedlają obowiązujących standardów pozycjonowania w rezonansie magnetycznym i są merytorycznie nieprawidłowe.

Pytanie 23

W ułożeniu do rentgenografii AP stawu kolanowego promień główny pada

A. prostopadle na wierzchołek rzepki.
B. pod kątem 30° na podstawę rzepki.
C. prostopadle na podstawę rzepki.
D. pod kątem 30° na wierzchołek rzepki.
W obrazowaniu stawu kolanowego w projekcji AP kluczowe jest prawidłowe pozycjonowanie pacjenta i właściwy kierunek promienia głównego. Błędy w tym zakresie prowadzą do zniekształceń obrazu: zmiany wielkości, nałożenia struktur, pozornego zwężenia lub poszerzenia szpary stawowej. Częsty błąd myślowy polega na tym, że ktoś próbuje „celować” w podstawę rzepki, bo wydaje się ona bardziej masywna i wyraźna palpacyjnie. Jednak przy standardowej projekcji AP nie jest to punkt referencyjny. Podstawa rzepki leży wyżej, bliżej trzonu kości udowej, więc jeśli ustawimy centralny promień na ten obszar, może dojść do niewłaściwego przejścia wiązki przez szparę stawową i nierównomiernego odwzorowania kłykci. W efekcie obraz może sugerować patologię, której w rzeczywistości nie ma, albo odwrotnie – maskować drobne zmiany zwyrodnieniowe. Druga grupa pomyłek dotyczy stosowania kąta 30°. Taka wyraźna angulacja promienia w klasycznej projekcji AP stawu kolanowego nie jest standardem. W praktyce radiologicznej stosuje się niewielkie angulacje, rzędu kilku stopni, i to raczej w specyficznych projekcjach lub przy wyrównywaniu deformacji osi kończyny, a nie rutynowo. Ustawienie promienia pod kątem 30° na wierzchołek lub podstawę rzepki spowoduje znaczną zmianę rzutowania struktur: rzepka przemieści się optycznie, szpara stawowa zostanie zniekształcona, może dojść do nałożenia się fragmentów kłykci kości udowej i piszczeli. Z mojego doświadczenia wynika, że takie odpowiedzi biorą się z mieszania różnych projekcji: AP kolana, osiowych projekcji rzepki czy specjalnych projekcji stawu rzepkowo‑udowego, gdzie faktycznie stosuje się większe kąty. Dlatego w typowej projekcji AP stawu kolanowego trzymamy się prostej zasady: promień prostopadły do kasety, skierowany na wierzchołek rzepki, bez dużej angulacji i bez przesuwania punktu celowania na podstawę rzepki. To daje najbardziej wiarygodny, powtarzalny obraz zgodny z zaleceniami opisanymi w podręcznikach radiologii i wytycznych dobrej praktyki.

Pytanie 24

Rozpoczęcie badania TK nerek po 20-30 sekundach od początku podania środka kontrastowego umożliwia diagnostykę

A. kory i rdzenia nerek.
B. tętnic nerkowych.
C. dróg moczowych.
D. żył nerkowych.
Prawidłowa odpowiedź odnosi się do tzw. fazy tętniczej badania TK po dożylnym podaniu środka kontrastowego. Mniej więcej 20–30 sekund od rozpoczęcia iniekcji kontrastu to moment, kiedy środek jest maksymalnie obecny w tętnicach, w tym w tętnicach nerkowych, a jeszcze w niewielkim stopniu w żyłach i drogach moczowych. Dlatego właśnie w tym przedziale czasowym najlepiej oceniamy anatomię tętnic nerkowych, ich przebieg, liczbę, ewentualne zwężenia, tętniaki, malformacje naczyniowe. W praktyce klinicznej ta faza jest kluczowa np. przy kwalifikacji do angioplastyki, ocenie nadciśnienia naczyniowo-nerkowego, przed przeszczepieniem nerki albo przy podejrzeniu zatoru tętnicy nerkowej. W nowoczesnych protokołach wielofazowego TK jamy brzusznej bardzo często wykonuje się kilka serii: fazę tętniczą (ok. 20–30 s), fazę miąższową/korowo-rdzeniową (ok. 30–70 s) oraz fazę wydalniczą (kilka minut po podaniu kontrastu). Każda z nich służy do czego innego. Moim zdaniem warto to mieć w głowie jak prostą oś czasu, bo pomaga to potem „czytać” protokoły badań. Dobra praktyka jest taka, że technik ustawia automatyczny bolus tracking albo sztywny timing oparty na masie ciała i wydolności krążenia, żeby rzeczywiście trafić w prawdziwą fazę tętniczą. Właśnie wtedy wizualizacja tętnic nerkowych na rekonstrukcjach MIP czy 3D VR jest najczytelniejsza i najbardziej diagnostyczna.

Pytanie 25

W przypadku migotania komór w zapisie EKG występuje

A. wysoki załamek T.
B. regularna fala sinusoidalna.
C. nieregularna fala w kształcie sinusoidy.
D. głęboki załamek Q.
W migotaniu komór serce przestaje wykonywać skoordynowane skurcze, a jego aktywność elektryczna staje się całkowicie chaotyczna. Na EKG nie szukamy wtedy pojedynczych załamków, tylko patrzymy na ogólny charakter linii. Częsty błąd polega na tym, że ktoś próbuje „dopasować” migotanie komór do znanych mu elementów, jak wysoki załamek T czy głęboki załamek Q, bo to są rzeczy dobrze kojarzone z zawałem, niedokrwieniem albo zaburzeniami elektrolitowymi. W migotaniu komór takich typowych, wyraźnych załamków po prostu nie ma – linia jest falista, nieregularna, bez wyraźnych zespołów QRS i bez powtarzalnego rytmu. Wysoki załamek T może pojawiać się na przykład w hiperkaliemii, w ostrych niedokrwieniach, czasem w zespole wczesnej repolaryzacji, ale to są sytuacje, gdzie nadal widzimy zorganizowaną czynność serca i zachowane zespoły QRS. Głęboki załamek Q kojarzymy raczej z przebytym zawałem mięśnia sercowego albo z ostrym zawałem, gdzie tworzy się tzw. patologiczny Q. To też dalej jest rytm, który ma pewną strukturę, a nie chaotyczny wzór jak w migotaniu komór. Z kolei regularna fala sinusoidalna przypomina bardziej niektóre artefakty, rzadko pewne zaawansowane zaburzenia przewodzenia czy ciężkie zaburzenia elektrolitowe, ale nie VF. W migotaniu komór kluczowa jest właśnie nieregularność: różna amplituda, różne odstępy, brak powtarzalnego schematu. Typowym błędem myślowym jest założenie, że „jak coś wygląda jak sinusoida, to musi być ładne i regularne”, a VF opisuje się jako sinusoidę tylko w sensie falistego kształtu, nie w sensie matematycznej regularności. W dobrych praktykach interpretacji EKG zawsze zaczyna się od oceny: czy jest rytm, czy są zespoły QRS, jaka jest regularność. Jeśli cokolwiek jest wyraźnie regularne, to już powątpiewamy w migotanie komór. Dlatego odpowiedzi odwołujące się do pojedynczych załamków albo do regularnej fali nie pasują do obrazu VF i prowadzą na manowce diagnostyczne, co w realnej sytuacji klinicznej mogłoby opóźnić defibrylację i narazić pacjenta na utratę szansy na przeżycie.

Pytanie 26

W jaki sposób należy ustawić promień centralny w stosunku do ramienia i przedramienia, by wykonać zdjęcie rentgenograficzne stawu łokciowego u pacjenta z przykurczem?

A. Prostopadle do kości promieniowej.
B. W dwusiecznej kąta zawartego między ramieniem a przedramieniem.
C. Prostopadle do kości ramiennej.
D. W dwusiecznej kąta zawartego między kasetą a kością ramienną.
Prawidłowa odpowiedź opiera się na klasycznej zasadzie projekcji w sytuacji, gdy staw nie może być wyprostowany ani zgięty do pozycji standardowej. U pacjenta z przykurczem stawu łokciowego ramię i przedramię tworzą pewien kąt, którego nie jesteśmy w stanie „naprawić” przez ustawienie, więc dostosowujemy do tego promień centralny. Ustawienie w dwusiecznej kąta między ramieniem a przedramieniem pozwala zminimalizować zniekształcenia geometryczne, skrócenie obrazu i nakładanie się struktur. Mówiąc prościej: jeżeli nie możesz ustawić kości prosto do kasety, ustawiasz promień tak, żeby „oszukać geometrię” i podzielić ten kąt na pół.
W praktyce technik patrzy, jaki jest kąt zgięcia w łokciu (np. 30°, 45°, 60°) i orientacyjnie ustawia lampę tak, żeby promień centralny przechodził przez połowę tego kąta. Dzięki temu odwzorowanie przynasadowych części kości ramiennej, łokciowej i promieniowej jest możliwie równomierne, a szpara stawowa nie jest skrajnie zwężona ani z jednej strony nadmiernie poszerzona. To ustawienie jest zgodne z ogólną zasadą stosowaną też w innych projekcjach u pacjentów z przykurczami, np. w stawie kolanowym czy nadgarstku.
Z mojego doświadczenia w pracowni, jeśli ktoś o tym zapomina i ustawia promień „na oko” bardziej do ramienia albo bardziej do przedramienia, to potem ortopeda narzeka, że staw jest zdeformowany na zdjęciu i trudno ocenić powierzchnie stawowe. Dlatego dobrą praktyką jest zawsze myślenie w kategoriach: mam dwa segmenty pod kątem – więc promień prowadzę w ich dwusiecznej. Taka technika poprawia jakość diagnostyczną badania, zmniejsza potrzebę powtarzania ekspozycji (co ma znaczenie dla ochrony radiologicznej) i jest po prostu zgodna z zasadami geometrii projekcyjnej w radiografii.

Pytanie 27

Radioizotopowa terapia medycyny nuklearnej polega na wprowadzeniu do tkanek lub narządów radiofarmaceutyku

A. znajdującego się w odległości 50 cm od pacjenta.
B. emitującego promieniowanie γ ze źródeł otwartych.
C. znajdującego się w odległości 100 cm od pacjenta.
D. emitującego promieniowanie β ze źródeł otwartych.
W tym zadaniu łatwo pomylić pojęcia z różnych działów radiologii, szczególnie jeśli w głowie mieszają się teleterapia, brachyterapia i medycyna nuklearna. Odpowiedzi odwołujące się do odległości 50 cm czy 100 cm od pacjenta bardziej pasują do opisu teleterapii, gdzie mamy zewnętrzne źródło promieniowania (np. akcelerator liniowy), ustawiane w określonej geometrii względem chorego. W radioizotopowej terapii medycyny nuklearnej nie chodzi o to, gdzie fizycznie stoi źródło w przestrzeni, tylko o to, że jest ono wprowadzone do organizmu w postaci radiofarmaceutyku – czyli mamy tzw. źródło otwarte. W praktyce personel oczywiście zachowuje dystans od pacjenta ze względów ochrony radiologicznej, ale to nie definiuje istoty samej metody.
Błędne jest też utożsamianie radioizotopowej terapii z promieniowaniem γ. Promieniowanie gamma jest idealne do diagnostyki, bo dobrze „ucieka” z organizmu i może być zarejestrowane przez gammakamerę lub PET, ale słabiej nadaje się do precyzyjnego niszczenia małych ognisk chorobowych bez zbytniego napromieniania reszty ciała. W terapii izotopowej zależy nam na dostarczeniu wysokiej dawki miejscowo, na niewielkim obszarze. Dlatego preferuje się izotopy emitujące promieniowanie β o krótkim zasięgu w tkankach – energia jest oddawana bardzo lokalnie, co zwiększa skuteczność leczenia i ogranicza uszkodzenia zdrowych narządów. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro „w radiologii” często mówi się o promieniowaniu γ, to ktoś automatycznie zakłada, że każde leczenie promieniowaniem jonizującym musi się na nim opierać. Tymczasem w medycynie nuklearnej rozróżniamy wyraźnie tryb diagnostyczny (głównie γ, PET) i terapeutyczny (β, czasem α), a pojęcie „źródła otwartego” oznacza substancję wprowadzoną do wnętrza organizmu, a nie urządzenie stojące obok stołu pacjenta.

Pytanie 28

Obrazy MR kręgosłupa szyjnego przedstawiają etap planowania badania warstw

Ilustracja do pytania
A. skośnych.
B. osiowych.
C. strzałkowych.
D. czołowych.
W tym zadaniu łatwo się pomylić, bo na ekranie do planowania badań MR zwykle widzimy kilka płaszczyzn naraz i sporo linii cięcia, które wyglądają podobnie. Wiele osób automatycznie kojarzy takie poziome linie z warstwami osiowymi, bo w tomografii komputerowej to właśnie obrazy poprzeczne są najbardziej klasyczne. W rezonansie magnetycznym kręgosłupa szyjnego schemat pracy jest jednak trochę inny: osiowe przekroje są oczywiście wykonywane, ale standardowe, kluczowe sekwencje planuje się najpierw w płaszczyznach strzałkowej i czołowej. Odpowiedź sugerująca warstwy skośne wynika zwykle z obserwacji, że linie na podglądzie nie są idealnie poziome względem ekranu. To jednak nie oznacza, że mamy do czynienia z płaszczyzną skośną w sensie klinicznym. W MR bardzo często ustawiamy płaszczyzny anatomicznie, czyli równolegle do osi długiej kręgosłupa, trzonów kręgów czy krążków międzykręgowych. Na monitorze wygląda to jak lekkie nachylenie, ale w nomenklaturze nadal jest to płaszczyzna czołowa, tylko dostosowana do naturalnej krzywizny szyi. Pojawia się też czasem skojarzenie ze strzałkowymi, bo użytkownik patrzy na obraz, na którym widoczny jest profil kręgosłupa i linie przecinające go z boku. Trzeba jednak pamiętać, że planowanie warstw odbywa się zazwyczaj na dwóch obrazach referencyjnych jednocześnie: na przykład na strzałkowym ustawiamy zakres góra–dół i kąt, a na osiowym albo czołowym – ich rozkład w poprzek. To może mylić i sugerować inną płaszczyznę niż w rzeczywistości. W poprawnym rozumieniu tematu kluczowe jest odwołanie się do definicji: warstwy osiowe są prostopadłe do długiej osi kręgosłupa, warstwy strzałkowe biegną równolegle do niej z podziałem na lewo–prawo, a warstwy czołowe dzielą ciało na część przednią i tylną. Na prezentowanych obrazach celem jest właśnie taki podział, co wskazuje na płaszczyznę czołową. Typowym błędem myślowym jest patrzenie tylko na orientację linii względem ekranu, a nie względem anatomii pacjenta – w praktyce MR zawsze liczy się ta druga perspektywa.

Pytanie 29

Co określa M₀ w systemie klasyfikacji nowotworów TNM?

A. Nie stwierdza się przerzutów odległych.
B. Nie można ocenić regionalnych węzłów chłonnych.
C. Nie można ocenić obecności przerzutów odległych.
D. Nie stwierdza się przerzutów w regionalnych węzłach chłonnych.
W klasyfikacji TNM litera M odnosi się wyłącznie do przerzutów odległych, czyli takich, które pojawiają się poza obszarem regionalnych węzłów chłonnych, w narządach odległych od guza pierwotnego. Dlatego interpretowanie symbolu M₀ jako informacji o węzłach chłonnych jest po prostu pomieszaniem ról poszczególnych elementów systemu. Za węzły chłonne odpowiada część N klasyfikacji – tam opisuje się, czy regionalne węzły są zajęte, w jakiej liczbie i z jakiej strony. Kiedy ktoś kojarzy M₀ z tym, że nie można ocenić przerzutów odległych, to myli je z kategorią Mx lub M?, która w nowszych wersjach jest zastępowana raczej sformułowaniem „nie oceniono M” albo „M nieokreślone”. M₀ to zawsze sytuacja, w której przeprowadzono odpowiednią diagnostykę (badania obrazowe, badanie kliniczne, ewentualnie medycyna nuklearna) i na jej podstawie stwierdzono brak przerzutów odległych. Z kolei brak możliwości oceny regionalnych węzłów chłonnych opisuje się w części N jako Nx, a nie w części M. Mylenie tych oznaczeń jest dość typowym błędem, bo skróty są krótkie, podobne i pojawiają się obok siebie w dokumentacji. Wreszcie, stwierdzenie, że M₀ oznacza brak przerzutów w regionalnych węzłach chłonnych, jest kompletnie nie po tej stronie systemu – to domena N₀, czyli brak przerzutów w węzłach regionalnych. Dobra praktyka jest taka, żeby zawsze czytać TNM „z rozszyfrowaniem”: T – guz, N – nodes (węzły), M – metastases (przerzuty odległe). Dzięki temu łatwiej uniknąć skrótowego, automatycznego kojarzenia, które potem prowadzi do błędnych wniosków przy planowaniu leczenia, np. radioterapii czy chirurgii onkologicznej. Moim zdaniem warto sobie nawet zapisać te rozwinięcia na marginesie notatek, bo bardzo ułatwia to naukę i późniejsze praktyczne stosowanie klasyfikacji.

Pytanie 30

W badaniu EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między

A. prawym a lewym podudziem.
B. prawym podudziem a lewym przedramieniem.
C. prawym przedramieniem a lewym podudziem.
D. prawym a lewym przedramieniem.
Prawidłowo – w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między prawym a lewym przedramieniem, czyli technicznie między elektrodą na prawym nadgarstku (RA – right arm) a elektrodą na lewym nadgarstku (LA – left arm). To jest tzw. odprowadzenie dwubiegunowe kończynowe wg Einthovena. Mówiąc prościej: aparat porównuje, jaki sygnał elektryczny dociera z prawej ręki, a jaki z lewej ręki i rysuje z tego linię w zapisie EKG. Z mojego doświadczenia to jedno z podstawowych pojęć, które warto mieć „w małym palcu”, bo potem łatwiej ogarnia się całą oś elektryczną serca. W praktyce klinicznej odprowadzenie I pokazuje aktywność elektryczną serca widzianą mniej więcej w płaszczyźnie czołowej, z kierunku lewej strony klatki piersiowej. To odprowadzenie jest szczególnie czułe np. na zmiany zlokalizowane bocznie w lewej komorze. Przy prawidłowym podłączeniu elektrod kompleks QRS w odprowadzeniu I jest zazwyczaj dodatni (większość wychyleń idzie do góry), bo fala depolaryzacji przemieszcza się generalnie w stronę lewej komory. Standardy (np. wytyczne ESC, AHA) bardzo mocno podkreślają prawidłowe rozmieszczenie elektrod: prawa ręka – prawa kończyna górna, lewa ręka – lewa kończyna górna, prawa i lewa noga – kończyny dolne, przy czym elektroda na prawej nodze pełni zwykle funkcję elektrody uziemiającej. W warunkach praktycznych w ambulatorium często nie zakłada się elektrod dokładnie na nadgarstkach, tylko wyżej na przedramionach, ale zasada pozostaje ta sama: odprowadzenie I to zawsze różnica potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. Warto też pamiętać, że na podstawie odprowadzeń I, II i III można konstruować trójkąt Einthovena i analizować oś elektryczną serca – to już wyższy poziom interpretacji, ale bardzo przydatny w codziennej pracy.

Pytanie 31

Zarejestrowane na elektrokardiogramie miarowe fale f w kształcie „zębów piły” poprzedzielane prawidłowymi zespołami QRS są charakterystyczne dla

A. wielokształtnego częstoskurczu przedsionkowego.
B. napadowego częstoskurczu nadkomorowego.
C. trzepotania przedsionków.
D. migotania komór.
Charakterystyczne „zęby piły” – czyli miarowe fale f widoczne w odprowadzeniach EKG, szczególnie dolnych (II, III, aVF) – to praktycznie książkowy obraz trzepotania przedsionków. W tym zaburzeniu przedsionki pobudzane są bardzo szybko, zazwyczaj z częstotliwością około 250–350/min, ale w sposób stosunkowo regularny. Na zapisie nie widzimy klasycznych załamków P, tylko właśnie ciąg powtarzających się, jednakowych fal f, które układają się jak grzebień albo piła. Zespoły QRS są zwykle wąskie i prawidłowe, bo przewodzenie przez układ His–Purkinjego jest zachowane, a zaburzenie dotyczy głównie przedsionków. Moim zdaniem to jedno z tych zaburzeń rytmu, które warto „mieć w głowie obrazem”, bo raz zapamiętane, później łatwo rozpoznać w praktyce. W codziennej pracy technika EKG, ratownika czy pielęgniarki anestezjologicznej, zauważenie takich fal f może być kluczowe do szybkiego powiadomienia lekarza i wdrożenia dalszej diagnostyki lub leczenia, np. farmakologicznej kontroli częstości (beta-blokery, blokery kanału wapniowego) albo kardiowersji elektrycznej według aktualnych wytycznych ESC. W trzepotaniu przedsionków przewodzenie na komory bywa np. 2:1, 3:1, 4:1, co daje częstość komór rzędu 150/min przy przewodzeniu 2:1. Na monitorze może wyglądać to jak zwykła tachykardia nadkomorowa, ale dopiero dokładne przyjrzenie się linii izoelektrycznej między zespołami QRS ujawnia falę „piły”. Dobrą praktyką jest wtedy sprawdzenie kilku odprowadzeń, zmiana czułości zapisu i prędkości przesuwu papieru, żeby te fale były lepiej widoczne. Warto też pamiętać, że trzepotanie przedsionków często współistnieje z chorobą wieńcową, nadciśnieniem czy wadami zastawkowymi, więc sam zapis EKG jest tylko elementem większej układanki diagnostycznej.

Pytanie 32

Który załamek w zapisie EKG odpowiada zjawisku depolaryzacji przedsionków mięśnia sercowego?

A. Q
B. R
C. T
D. P
Załamek P w zapisie EKG odpowiada depolaryzacji przedsionków, czyli momentowi, kiedy bodziec elektryczny rozchodzi się przez mięsień przedsionków i przygotowuje je do skurczu. To jest tak naprawdę pierwszy element całego cyklu sercowego widocznego w standardowym zapisie 12-odprowadzeniowego EKG. W fizjologicznych warunkach załamek P jest dodatni w większości odprowadzeń kończynowych, szczególnie w II odprowadzeniu, które zwykle analizuje się jako wzorcowe. Moim zdaniem warto „nauczyć się na pamięć”, że P = przedsionki, bo to potem bardzo ułatwia interpretację różnych zaburzeń rytmu, np. migotania czy trzepotania przedsionków. W praktyce technika EKG i personel medyczny, zgodnie z wytycznymi kardiologicznymi, zawsze ocenia obecność, kształt i częstość załamków P. Brak prawidłowych załamków P albo ich nietypowy kształt może sugerować np. rytm z węzła AV, ektopowe pobudzenie przedsionkowe albo przerost przedsionków. W badaniach wysiłkowych czy holterowskich ciągłe śledzenie załamków P pomaga odróżnić tachykardię zatokową od nadkomorowych zaburzeń rytmu. Warto też pamiętać, że załamek P kończy się przed zespołem QRS – to czas, kiedy impuls po przejściu przez przedsionki dociera do węzła przedsionkowo‑komorowego. W dobrych praktykach diagnostyki elektromedycznej zawsze analizuje się P w kontekście całego odstępu PQ (PR), bo to daje informację nie tylko o depolaryzacji przedsionków, ale też o przewodzeniu przedsionkowo‑komorowym. Z mojego doświadczenia, jak ktoś dobrze rozumie załamek P, to dużo szybciej ogarnia resztę zapisu EKG, bo ma solidny punkt odniesienia do oceny rytmu i przewodnictwa.

Pytanie 33

Na obrazie cyfrowej angiografii subtrakcyjnej strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. pień płucny.
B. pień ramienno-głowowy.
C. tętnicę szyjną wspólną prawą.
D. żyłę płucną górną prawą.
Na obrazie cyfrowej angiografii subtrakcyjnej (DSA) strzałka rzeczywiście wskazuje pień ramienno‑głowowy, czyli pierwszą dużą gałąź łuku aorty wychodzącą po prawej stronie pacjenta. W klasycznej anatomii naczyniowej łuku aorty kolejność odejścia naczyń jest dość stała: najpierw pień ramienno‑głowowy, potem tętnica szyjna wspólna lewa, a następnie tętnica podobojczykowa lewa. Na obrazie DSA w projekcji AP pień ramienno‑głowowy jest widoczny jako stosunkowo krótki, szeroki pień, który następnie dzieli się na tętnicę szyjną wspólną prawą i tętnicę podobojczykową prawą. To rozwidlenie, takie jakby „Y”, jest bardzo charakterystyczne i właśnie w jego okolicy zwykle kieruje się wzrok przy ocenie tego typu badań.
Moim zdaniem, w praktyce technika obrazowania ma tu ogromne znaczenie. Przy dobrze wykonanej angiografii z podaniem kontrastu do aorty wstępującej łuk aorty i jego główne odgałęzienia wypełniają się jednocześnie, co pozwala łatwo rozpoznać pień ramienno‑głowowy po jego położeniu najbardziej po prawej stronie oraz po tym, że dalej dzieli się na dwa duże naczynia. Z kolei tętnica szyjna wspólna prawa będzie już gałęzią wtórną, bardziej dogłowowo i przyśrodkowo, o przebiegu prawie pionowym ku górze.
W dobrych praktykach radiologicznych podkreśla się, że przy interpretacji DSA nie wystarczy patrzeć na sam fragment wskazany strzałką, tylko trzeba „czytać” cały układ naczyń: skąd naczynie wychodzi, w jakiej kolejności, pod jakim kątem, jakie ma dalsze rozgałęzienia. To bardzo pomaga odróżnić np. pień ramienno‑głowowy od tętnicy szyjnej wspólnej prawej. W codziennej pracy (np. przy planowaniu zabiegów wewnątrznaczyniowych, implantacji stentów w łuku aorty, czy przy kwalifikacji do zabiegów na tętnicach szyjnych) prawidłowa identyfikacja pnia ramienno‑głowowego jest kluczowa, bo od niej zależy wybór odpowiedniego dostępu naczyniowego, rodzaju cewnika oraz bezpieczeństwo całej procedury. Dobrze, że kojarzysz ten obraz z anatomią łuku aorty, bo to jest dokładnie to, czego oczekują od personelu pracowni hemodynamicznej i radiologii zabiegowej.

Pytanie 34

Na radiogramie uwidoczniono złamanie nasady

Ilustracja do pytania
A. bliższej kości promieniowej.
B. dalszej kości łokciowej.
C. bliższej kości łokciowej.
D. dalszej kości promieniowej.
Prawidłowo wskazana została nasada dalsza kości promieniowej. Na zdjęciu AP nadgarstka wyraźnie widać, że linia złamania przebiega w obrębie przynasady/nasady dystalnej kości promieniowej, tuż powyżej powierzchni stawowej promieniowo-nadgarstkowej. To typowa lokalizacja urazu w okolicy nadgarstka – w praktyce często nazywana złamaniem dalszej nasady kości promieniowej (np. złamanie Collesa lub Smitha, zależnie od przemieszczenia). Kość promieniowa leży po stronie kciuka, ma szerszą, rozbudowaną nasadę dalszą, która tworzy główną część panewki dla kości nadgarstka. Na standardowych projekcjach RTG (AP i bocznej) ocenia się ciągłość warstwy korowej, zarys beleczkowania, kąt nachylenia powierzchni stawowej oraz ewentualne przemieszczenia odłamów. Z mojego doświadczenia, w diagnostyce takich złamań ważne jest zwrócenie uwagi na linię stawu promieniowo-łokciowego dalszego oraz wysokość kości promieniowej względem łokciowej (tzw. ulnar variance). W codziennej pracy technika i lekarza radiologa trzymamy się zasady: zawsze najpierw identyfikujemy orientację zdjęcia (strona promieniowa/łokciowa), potem porównujemy szeroką, bloczkowatą nasadę dalszą promieniowej z dużo mniejszą nasadą dalszą łokciowej. Dzięki temu łatwiej uniknąć pomyłek. W dobrych praktykach przy podejrzeniu złamania dalszej nasady kości promieniowej wykonuje się co najmniej dwie prostopadłe projekcje, a przy wątpliwościach dokładniejsze badanie (np. TK) – zwłaszcza jeśli złamanie wchodzi do powierzchni stawowej. Warto też pamiętać, że takie złamania są bardzo częste po upadku na wyprostowaną rękę, szczególnie u osób starszych z osteoporozą, więc umiejętność ich szybkiej i pewnej identyfikacji na RTG jest kluczowa w praktyce.

Pytanie 35

W badaniu EKG elektrodę przedsercową V4 należy umocować

A. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii środkowo-obojczykowej lewej.
B. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
C. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowo-przedniej lewej.
D. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
W tym pytaniu wszystkie nieprawidłowe odpowiedzi kręcą się wokół jednego problemu: złego rozpoznania przestrzeni międzyżebrowych i linii anatomicznych na klatce piersiowej. W badaniu EKG pozycje elektrod przedsercowych są ściśle zdefiniowane i nie ma tu dużej dowolności, bo każda zmiana miejsca przekłada się na inny obraz pracy serca w zapisie. Umieszczenie elektrody w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka odpowiada tak naprawdę pozycji odprowadzenia V2, a nie V4. To miejsce jest bardziej ku górze i bliżej mostka, rejestruje głównie aktywność przegrody międzykomorowej. Jeśli ktoś tam założy V4, to w praktyce zamienia role odprowadzeń i później lekarz patrzy na zapis, który niby jest „przednio-koniuszkowy”, a w rzeczywistości pokazuje przegrodę. Z kolei 4-ta przestrzeń międzyżebrowa przy prawym brzegu mostka to pozycja typowa dla V1. To odprowadzenie rejestruje głównie prawą część serca i okolice prawej komory. Ustawienie tam V4 jest więc zupełnie sprzeczne ze standardem i może generować obraz sugerujący np. przerost prawej komory albo zaburzenia przewodzenia, których tak naprawdę nie ma. Trzecia nieprawidłowa koncepcja to przesunięcie V4 z linii środkowo-obojczykowej do linii pachowo-przedniej w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej. Ten punkt jest w praktyce zarezerwowany dla elektrody V5. V5 leży bocznie względem V4 i bardziej odzwierciedla ścianę boczną lewej komory, podczas gdy V4 jest typowo koniuszkowe. Typowy błąd myślowy polega tu na tym, że ktoś zapamiętuje tylko „5-ta przestrzeń międzyżebrowa po lewej” i nie zwraca uwagi na dokładną linię pionową. W efekcie elektrody są przesuwane za bardzo w bok, wszystkie niemal lądują w okolicy pachy i zapis wygląda nietypowo: zmienia się wysokość załamków R, inaczej układa się odcinek ST, łatwiej o fałszywe rozpoznanie niedokrwienia ściany bocznej. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, żeby zawsze szukać najpierw linii środkowo-obojczykowej, a dopiero potem linii pachowych. Dobre praktyki w diagnostyce elektromedycznej mówią jasno: powtarzalność ustawienia elektrod jest kluczowa, dlatego trzymamy się ściśle standardów, a nie „na oko” przybliżonych miejsc.

Pytanie 36

Droga przewodnictwa powietrznego fali akustycznej przebiega przez

A. ucho wewnętrzne i kości czaszki.
B. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i kości czaszki.
C. ucho środkowe, ucho wewnętrzne i kości czaszki.
D. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne.
W tym pytaniu kluczowe jest odróżnienie dwóch dróg przekazywania dźwięku: przewodnictwa powietrznego i przewodnictwa kostnego. Typowy błąd polega na mieszaniu tych pojęć i automatycznym dorzucaniu „kości czaszki” do każdej drogi słuchowej. Przewodnictwo powietrzne to sytuacja, gdy fala akustyczna rozchodzi się w powietrzu, wchodzi do ucha przez przewód słuchowy zewnętrzny, wprawia w drgania błonę bębenkową, a potem kosteczki słuchowe i dalej struktury ucha wewnętrznego. Nie biorą w tym bezpośredniego udziału kości czaszki jako ośrodek przewodzenia fali – one oczywiście są w tle, ale nie stanowią głównej drogi sygnału. W odpowiedziach, które zawierają „kości czaszki”, miesza się tę drogę z przewodnictwem kostnym. Przewodnictwo kostne polega na tym, że drgania są przekazywane bezpośrednio przez kości czaszki do ucha wewnętrznego, z pominięciem ucha zewnętrznego i w dużej mierze ucha środkowego. To wykorzystuje się np. w badaniu audiometrycznym z wibratorem kostnym umieszczonym na wyrostku sutkowatym. Jeśli ktoś zaznacza wariant, gdzie jest tylko ucho wewnętrzne i kości czaszki, to w praktyce opisuje właśnie przewodnictwo kostne, a nie powietrzne. Z kolei odpowiedzi łączące ucho środkowe, wewnętrzne i kości czaszki też są nieprecyzyjne, bo w przewodnictwie powietrznym konieczne jest przejście przez ucho zewnętrzne – bez przewodu słuchowego i błony bębenkowej fala z powietrza nie trafi prawidłowo na kosteczki. Moim zdaniem typowe źródło pomyłki jest takie, że ktoś pamięta, iż „w słyszeniu biorą udział wszystkie części ucha i kości czaszki”, ale nie rozdziela dróg przewodzenia. W audiometrii, zgodnie ze standardami diagnostyki elektromedycznej, zawsze rozróżniamy dwa tory: powietrzny (ucho zewnętrzne, środkowe, wewnętrzne) oraz kostny (kości czaszki → ucho wewnętrzne). W tym zadaniu pytanie jest bardzo konkretne: chodzi wyłącznie o drogę przewodnictwa powietrznego, więc jedyną poprawną konfiguracją jest taka, która zawiera wszystkie trzy części ucha, ale bez udziału kości czaszki jako głównego medium przewodzenia.

Pytanie 37

Który wynik badania tympanometrycznego potwierdza, że słuch badanego pacjenta jest w granicach normy?

A. Wynik badania 4
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Wynik badania 1
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Wynik badania 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Wynik badania 3
Ilustracja do odpowiedzi D
W tym pytaniu łatwo dać się zmylić samym kształtem krzywej albo jej wysokością, ale kluczowa jest lokalizacja szczytu oraz ogólny typ tympanogramu. W prawidłowym uchu środkowym mówimy o typie A, gdzie maksymalna podatność błony bębenkowej wypada w okolicy 0 daPa. Jeśli szczyt jest wyraźnie przesunięty w stronę ciśnień ujemnych, jak na jednym z zaprezentowanych wykresów, sugeruje to typ C. Taki obraz wiąże się najczęściej z podciśnieniem w jamie bębenkowej, np. przy zaburzonej drożności trąbki słuchowej, początkach wysiękowego zapalenia ucha albo po infekcji górnych dróg oddechowych. Ucho może jeszcze nie dawać dużego ubytku w audiometrii, ale nie uznajemy tego za stan w pełni prawidłowy. Inny wykres pokazuje prawie płaską linię, bez wyraźnego szczytu – to typ B. Jest on typowy dla obecności płynu w uchu środkowym, perforacji błony bębenkowej lub nieprawidłowości w działaniu drenu wentylacyjnego. W takim przypadku błona bębenkowa praktycznie nie zmienia swojej podatności przy zmianach ciśnienia w przewodzie słuchowym zewnętrznym. To klasyczny obraz przewodzeniowego zaburzenia słuchu i zdecydowanie nie potwierdza prawidłowego słyszenia. Można też spotkać wykres z bardzo wysokim, wąskim lub przesadnie szerokim szczytem, który odpowiada typom Ad lub As. W typie Ad mamy nadmierną podatność, np. przy zbyt wiotkiej błonie bębenkowej albo przerwaniu łańcucha kosteczek, co w praktyce może dawać ubytek słuchu mimo pozornie „ładnej” krzywej. W typie As szczyt jest niski i spłaszczony, co sugeruje usztywnienie układu przewodzącego, np. w otosklerozie. Typowym błędem myślowym jest ocenianie jedynie kształtu „wierzchołka” bez zwrócenia uwagi na położenie względem osi ciśnienia i bez znajomości klasyfikacji Jergera. W badaniu tympanometrycznym zawsze trzeba łączyć pozycję szczytu, jego amplitudę oraz szerokość z obrazem klinicznym i wynikami audiometrii. Dlatego tylko krzywa o cechach typu A, jak w odpowiedzi 3, może być uznana za potwierdzenie słuchu w granicach normy.

Pytanie 38

Podstawowym elementem diagnostycznym aparatury izotopowej wykorzystującej emisyjne metody pomiaru jest

A. kamera scyntylacyjna.
B. komora jonizacyjna.
C. woltomierz.
D. amperomierz.
Prawidłową odpowiedzią jest kamera scyntylacyjna, bo to właśnie ona stanowi podstawowy element diagnostyczny w aparaturze izotopowej wykorzystującej emisyjne metody pomiaru. W emisyjnych technikach medycyny nuklearnej źródłem promieniowania jest radioizotop podany pacjentowi, a zadaniem układu pomiarowego jest rejestracja promieniowania gamma wychodzącego z organizmu. Kamera scyntylacyjna (gammakamera) zamienia te kwanty promieniowania na błyski światła w krysztale scyntylacyjnym (najczęściej NaI(Tl)), a potem na sygnał elektryczny w fotopowielaczach. Na tej podstawie system tworzy obraz rozkładu radiofarmaceutyku w ciele. To właśnie ten element decyduje o jakości diagnostycznej badania: rozdzielczości przestrzennej, czułości detekcji, możliwości wykonywania projekcji planarnych i badań SPECT. W praktyce klinicznej kamera scyntylacyjna jest sercem całego zestawu – reszta aparatury (kolimatory, układy akwizycji, oprogramowanie) tylko wspiera jej działanie. Z mojego doświadczenia to na ustawieniu parametrów pracy kamery, doborze odpowiedniego kolimatora i właściwej energii okna fotopiku opiera się większość dobrej praktyki w scyntygrafii. W nowoczesnych pracowniach standardem jest używanie kamer scyntylacyjnych sprzężonych z TK (SPECT/CT), ale wciąż kluczowy element emisyjny to właśnie detektor scyntylacyjny. Bez niego mamy co najwyżej licznik promieniowania, a nie rzeczywiste narzędzie diagnostyki obrazowej zgodne z wytycznymi medycyny nuklearnej.

Pytanie 39

Które ciało obce w obszarze badania nie stanowi przeciwwskazania do wykonania MR?

A. Wszczepiony stymulator układu nerwowego.
B. Tytanowa endoproteza stawu biodrowego.
C. Wszczepiony rozrusznik serca.
D. Metalowy opiłek w oku.
Poprawnie wskazana została tytanowa endoproteza stawu biodrowego jako ciało obce, które co do zasady nie stanowi przeciwwskazania do badania rezonansem magnetycznym. Tytan jest materiałem niemagnetycznym, ma bardzo niską podatność magnetyczną i dlatego nie jest przyciągany przez silne pole magnetyczne skanera MR. W praktyce klinicznej większość współczesnych endoprotez stawowych, śrub kostnych, płytek czy gwoździ śródszpikowych wykonanych z tytanu lub stopów tytanu jest oznaczona jako MR-safe lub MR-conditional zgodnie z zaleceniami producenta i normami (m.in. ASTM). Oznacza to, że badanie MR może być wykonane bezpiecznie, często przy zachowaniu pewnych warunków, np. maksymalne natężenie pola 1,5 T albo 3 T, określone ograniczenia SAR (współczynnik pochłaniania energii), brak określonych sekwencji silnie nagrzewających. W codziennej pracy technika i lekarza radiologa ważne jest, by zawsze sprawdzić dokumentację implantu lub kartę implantu pacjenta, ale sam fakt posiadania tytanowej endoprotezy biodra nie powinien automatycznie dyskwalifikować z badania MR. Trzeba też pamiętać o artefaktach – metal, nawet niemagnetyczny, powoduje zniekształcenia obrazu, szczególnie w sekwencjach gradientowych, więc przy planowaniu badania okolicy miednicy trzeba dobrać parametry tak, aby ograniczyć artefakty (np. sekwencje z mniejszą podatnością na zniekształcenia, zmiana kierunku fazy, szersze pasmo odbioru). Moim zdaniem kluczowe w praktyce jest rozróżnienie między bezpieczeństwem pacjenta a jakością obrazu: tytanowa proteza zwykle jest bezpieczna, ale może pogorszyć czytelność obrazów w jej bezpośrednim sąsiedztwie. Dlatego w standardach dobrej praktyki zawsze łączymy wiedzę o materiale implantu z rozsądnym doborem protokołu MR.

Pytanie 40

W zapisie EKG prawidłowego rytmu zatokowego wszystkie załamki P są

A. ujemne w odprowadzeniach I, II i dodatnie w odprowadzeniu aVR.
B. dodatnie w odprowadzeniach I, II i ujemne w odprowadzeniu aVR.
C. ujemne w odprowadzeniach I, aVR i dodatnie w odprowadzeniach II, III.
D. dodatnie w odprowadzeniach I, aVR i ujemne w odprowadzeniach II, III.
Prawidłowo – w rytmie zatokowym załamek P musi być dodatni w odprowadzeniach I oraz II i jednocześnie ujemny w odprowadzeniu aVR. Wynika to bezpośrednio z kierunku przewodzenia pobudzenia z węzła zatokowo-przedsionkowego: impuls biegnie z prawego górnego odcinka przedsionków w dół i w lewo, czyli zasadniczo w stronę elektrody odprowadzenia II oraz I, a od elektrody aVR. Dlatego w standardowych kryteriach EKG przyjmuje się, że taki układ biegunowości załamka P jest jednym z kluczowych wyznaczników prawidłowego rytmu zatokowego. Jeżeli w praktyce klinicznej widzisz załamki P dodatnie w I i II oraz wyraźnie ujemne w aVR, a do tego każdy załamek P poprzedza zespół QRS w stałym odstępie PQ, to z dużym spokojem możesz wpisać w opisie „rytmu zatokowy”. To jest absolutny fundament interpretacji EKG, stosowany w każdej pracowni diagnostyki, od izby przyjęć po oddziały intensywnej terapii. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: zanim zaczniesz doszukiwać się zawałów, bloków czy przerostów, zawsze najpierw oceń załamek P i jego biegunowość w I, II i aVR. W codziennej pracy technika EKG czy ratownika medycznego to naprawdę oszczędza czas i ogranicza pomyłki. Dodatkowo, odchylenie od tego schematu (np. ujemny P w II) od razu sugeruje rytm pozazatokowy – np. ektopowy przedsionkowy, rytm z węzła AV lub nawet rytm z komór, co ma bezpośrednie przełożenie na dalszą diagnostykę i decyzje lekarskie. W standardach interpretacji EKG podkreśla się, że prawidłowy rytm zatokowy to nie tylko częstość 60–100/min, ale właśnie obecność typowych załamków P w odpowiednich odprowadzeniach, co tutaj bardzo ładnie zostało uchwycone.