Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 8 lipca 2026 22:08
  • Data zakończenia: 8 lipca 2026 22:17

Egzamin zdany!

Wynik: 36/40 punktów (90,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Na rycinie rentgenogramu w projekcji AP symbolem X oznaczono

Ilustracja do pytania
A. brzeg panewki.
B. głowę kości udowej.
C. szyjkę kości udowej.
D. dołek głowy kości udowej.
Na rycinie w projekcji AP miednicy symbol X rzeczywiście wskazuje na głowę kości udowej. W obrazie rentgenowskim głowa kości udowej ma charakterystyczny, prawie kulisty kształt o jednolitej, stosunkowo wysokiej gęstości kostnej i jest położona centralnie w panewce stawu biodrowego. Od szyjki oddziela ją wyraźna zmiana zarysu – szyjka jest bardziej wydłużona, zwężona i nachylona skośnie względem trzonu kości udowej. Brzeg panewki natomiast tworzy łukowatą linię po stronie miednicy, a nie po stronie kości udowej. W praktyce opisowej radiologii, zgodnie z typowymi schematami oceny stawu biodrowego (np. standardy ESOR, zalecenia PTChR), zawsze zaczyna się analizę od położenia i kształtu głowy kości udowej: czy jest kulista, dobrze pokryta przez panewkę, czy nie ma cech spłaszczenia, osteofitów, podwichnięcia. To pozwala szybko wychwycić dysplazję, chorobę zwyrodnieniową, jałową martwicę czy świeże zwichnięcie. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, że na zdjęciu AP miednicy najpierw „lokalizujesz kulę” – czyli głowę kości udowej – a dopiero potem identyfikujesz szyjkę, krętarze i zarysy panewki. W codziennej pracy technika elektroradiologii ta umiejętność jest potrzebna nie tylko do interpretacji, ale też do prawidłowego pozycjonowania: ustawiając pacjenta, starasz się tak ułożyć kończynę, żeby głowa była w centrum panewki i żeby szyjka nie nakładała się nadmiernie na panewkę, co jest standardem dobrej jakości projekcji AP biodra i miednicy.

Pytanie 2

Badanie polegające na wprowadzeniu cewnika przez pęcherz moczowy do moczowodu i miedniczki nerkowej i podaniu środka kontrastującego to

A. urografia.
B. cystografia.
C. pielografia zstępująca.
D. pielografia wstępująca.
Prawidłowa odpowiedź to pielografia wstępująca, bo właśnie tak nazywa się badanie, w którym cewnik wprowadza się przez cewkę moczową do pęcherza, dalej do ujścia moczowodu, a następnie do samego moczowodu i miedniczki nerkowej, i podaje się środek kontrastowy „pod prąd” moczu. Kontrast przemieszcza się z dołu do góry, w kierunku nerki – stąd określenie „wstępująca”. Jest to klasyczne badanie radiologiczne dróg moczowych wykonywane pod kontrolą fluoroskopii, zwykle na sali RTG, często we współpracy z urologiem. W praktyce klinicznej pielografia wstępująca jest stosowana wtedy, gdy urografia dożylna (zwykła urografia) nie daje wystarczających informacji, np. przy podejrzeniu zwężeń moczowodu, zmian nowotworowych, przetok moczowych czy niejasnych poszerzeń układu kielichowo‑miedniczkowego. Dużym plusem tego badania jest możliwość bardzo dokładnego uwidocznienia światła moczowodu na całej jego długości, bo kontrast podajemy bezpośrednio do badanego odcinka, a nie tylko „czekamy”, aż nerka go wydali. Wymaga to jednak bardziej inwazyjnej procedury – cewnikowania, aseptyki, kontroli dawki promieniowania, a także dobrej współpracy z pacjentem. Z mojego doświadczenia typową dobrą praktyką jest wykonywanie serii zdjęć w kilku projekcjach (AP, skośne), przy małej dawce, z dokładnym opisem poziomu ewentualnych zwężeń czy ubytków wypełnienia. W nowoczesnej diagnostyce często porównuje się wynik pielografii wstępującej z TK lub MR, ale sama technika nadal ma swoje miejsce, szczególnie w planowaniu zabiegów urologicznych, np. założenia stentu JJ.

Pytanie 3

Wskaż roczną dawkę graniczną dla osób zatrudnionych w warunkach narażenia na promieniowanie jonizujące.

A. 5 mSv
B. 15 mSv
C. 20 mSv
D. 30 mSv
Prawidłowo wskazana roczna dawka graniczna 20 mSv wynika z aktualnych zaleceń międzynarodowych (ICRP – International Commission on Radiological Protection) oraz przepisów prawa krajowego dotyczących osób zawodowo narażonych na promieniowanie jonizujące. Chodzi tu o tzw. efektywną dawkę roczną u pracowników zakwalifikowanych do kategorii A narażenia. W praktyce oznacza to, że planując pracę technika elektroradiologii, fizyka medycznego czy personelu w medycynie nuklearnej, całkowita zsumowana dawka z wszystkich badań i procedur w danym roku kalendarzowym nie powinna przekroczyć właśnie 20 mSv, liczonych jako średnia w okresie 5 lat, przy czym w żadnym pojedynczym roku nie wolno przekroczyć 50 mSv. Moim zdaniem ważne jest, żeby nie traktować tego limitu jako „celu do osiągnięcia”, tylko jako absolutny górny sufit, którego staramy się w ogóle nie dotykać. W dobrze zorganizowanej pracowni dawki osobiste techników zwykle są znacznie niższe, często na poziomie pojedynczych mSv rocznie. W codziennej pracy przekłada się to na obowiązek stosowania osłon stałych (parawany ołowiane, ściany ekranowane), środków ochrony indywidualnej (fartuchy, kołnierze, osłony na gonady), odpowiedniego pozycjonowania się względem źródła promieniowania, korzystania z zdalnego sterowania aparatem oraz rygorystycznego przestrzegania zasady ALARA – As Low As Reasonably Achievable. Dodatkowo każdy pracownik objęty jest dozymetrią indywidualną (dawkomierze osobiste), a wyniki są dokumentowane i okresowo analizowane. Jeśli dawki zbliżają się do poziomów ostrzegawczych, pracodawca ma obowiązek zmodyfikować organizację pracy, np. rotować personel, zmieniać obsadę dyżurów w pracowniach wysokodawkowych (TK, radiologia zabiegowa, medycyna nuklearna, radioterapia). Właśnie takie rozumienie limitu 20 mSv – jako narzędzia do planowania i kontroli narażenia – jest sednem profesjonalnej ochrony radiologicznej.

Pytanie 4

W jaki sposób należy ustawić promień centralny w stosunku do ramienia i przedramienia, by wykonać zdjęcie rentgenograficzne stawu łokciowego u pacjenta z przykurczem?

A. Prostopadle do kości ramiennej.
B. Prostopadle do kości promieniowej.
C. W dwusiecznej kąta zawartego między kasetą a kością ramienną.
D. W dwusiecznej kąta zawartego między ramieniem a przedramieniem.
Prawidłowa odpowiedź opiera się na klasycznej zasadzie projekcji w sytuacji, gdy staw nie może być wyprostowany ani zgięty do pozycji standardowej. U pacjenta z przykurczem stawu łokciowego ramię i przedramię tworzą pewien kąt, którego nie jesteśmy w stanie „naprawić” przez ustawienie, więc dostosowujemy do tego promień centralny. Ustawienie w dwusiecznej kąta między ramieniem a przedramieniem pozwala zminimalizować zniekształcenia geometryczne, skrócenie obrazu i nakładanie się struktur. Mówiąc prościej: jeżeli nie możesz ustawić kości prosto do kasety, ustawiasz promień tak, żeby „oszukać geometrię” i podzielić ten kąt na pół.
W praktyce technik patrzy, jaki jest kąt zgięcia w łokciu (np. 30°, 45°, 60°) i orientacyjnie ustawia lampę tak, żeby promień centralny przechodził przez połowę tego kąta. Dzięki temu odwzorowanie przynasadowych części kości ramiennej, łokciowej i promieniowej jest możliwie równomierne, a szpara stawowa nie jest skrajnie zwężona ani z jednej strony nadmiernie poszerzona. To ustawienie jest zgodne z ogólną zasadą stosowaną też w innych projekcjach u pacjentów z przykurczami, np. w stawie kolanowym czy nadgarstku.
Z mojego doświadczenia w pracowni, jeśli ktoś o tym zapomina i ustawia promień „na oko” bardziej do ramienia albo bardziej do przedramienia, to potem ortopeda narzeka, że staw jest zdeformowany na zdjęciu i trudno ocenić powierzchnie stawowe. Dlatego dobrą praktyką jest zawsze myślenie w kategoriach: mam dwa segmenty pod kątem – więc promień prowadzę w ich dwusiecznej. Taka technika poprawia jakość diagnostyczną badania, zmniejsza potrzebę powtarzania ekspozycji (co ma znaczenie dla ochrony radiologicznej) i jest po prostu zgodna z zasadami geometrii projekcyjnej w radiografii.

Pytanie 5

Zamieszczone obrazy związane są z badaniem

Ilustracja do pytania
A. densytometrycznym.
B. testu wysiłkowego.
C. audiometrycznym.
D. dopplerowskim.
Prawidłowo wskazana odpowiedź to badanie densytometryczne. Na obrazie po lewej stronie widać projekcję bliższego końca kości udowej z nałożonymi polami pomiarowymi, a po prawej charakterystyczny wykres zależności BMD (Bone Mineral Density, gęstość mineralna kości) od wieku z zaznaczonym T-score i strefami: zieloną (norma), żółtą (osteopenia) i czerwoną (osteoporoza). To jest typowy ekran z badania DXA (dual-energy X-ray absorptiometry), czyli złotego standardu w diagnostyce osteoporozy według zaleceń WHO i większości towarzystw osteologicznych. W densytometrii wykorzystuje się promieniowanie rentgenowskie o dwóch różnych energiach, a oprogramowanie aparatu wylicza BMD w g/cm² oraz wskaźniki T-score i Z-score. Kluczowe miejsca pomiaru to kręgosłup lędźwiowy i bliższy koniec kości udowej, dokładnie tak jak na pokazanym obrazie. W praktyce klinicznej wynik densytometrii służy nie tylko do rozpoznania osteoporozy, ale też do oceny ryzyka złamań (np. FRAX), kwalifikacji do leczenia farmakologicznego i monitorowania skuteczności terapii. Z mojego doświadczenia ważne jest prawidłowe pozycjonowanie pacjenta i unikanie artefaktów, bo błędy ułożenia biodra czy obecność metalowych elementów potrafią istotnie zafałszować BMD. Dobrą praktyką jest porównywanie kolejnych badań na tym samym aparacie, w tej samej projekcji i z identycznym protokołem analizy, żeby trend gęstości mineralnej kości był wiarygodny. Warto też pamiętać, że densytometria nie bada „jakości” kości jako takiej, tylko ich gęstość, dlatego wynik zawsze interpretujemy razem z obrazem klinicznym, wywiadem o złamaniach i innymi czynnikami ryzyka.

Pytanie 6

Na radiogramie uwidoczniono złamanie

Ilustracja do pytania
A. obojczyka.
B. kości ramiennej.
C. wyrostka kruczego.
D. wyrostka barkowego.
Na przedstawionym radiogramie barku w projekcji AP widoczne jest wyraźne przerwanie ciągłości kostnej w obrębie bliższego końca kości ramiennej, tuż poniżej guzka większego. Linia złamania przebiega poprzecznie, z niewielkim przemieszczeniem odłamów, ale z zachowaną ciągłością stawu ramiennego – głowa kości ramiennej nadal pozostaje w panewce łopatki. Obojczyk, wyrostek barkowy i wyrostek kruczy mają gładkie, równe zarysy korowe, bez cech przerwania, nadłamania czy odwarstwienia okostnej, co jednoznacznie przemawia przeciwko ich uszkodzeniu. W praktyce opisując taki obraz zgodnie z dobrymi standardami radiologicznymi (np. według zaleceń towarzystw ortopedycznych i radiologicznych) podajemy lokalizację złamania (koniec bliższy kości ramiennej), ewentualne przemieszczenie, stopień skrócenia, kąt zagięcia oraz ocenę stawu ramiennego i obojczyka. Moim zdaniem warto też zawsze sprawdzić, czy nie ma typowych powikłań, np. wieloodłamowości w okolicy guzka większego lub złamań patologicznych na tle zmian osteolitycznych. W codziennej pracy technika elektroradiologii ważne jest prawidłowe ułożenie pacjenta – projekcja AP barku powinna pokazywać całą głowę kości ramiennej, panewkę, obojczyk i łopatkę, bo dopiero wtedy można rzetelnie ocenić, czy złamanie dotyczy kości ramiennej, czy np. struktur obręczy barkowej. Dodatkowe projekcje (np. Y łopatkowa, osiowa) są często zlecane przy podejrzeniu zwichnięcia, ale przy typowym złamaniu bliższego końca kości ramiennej obraz AP zwykle już daje rozstrzygającą informację diagnostyczną.

Pytanie 7

Standardowe badanie urografii polega na podaniu pacjentowi środka kontrastującego

A. dożylnie i wykonaniu jednego zdjęcia jamy brzusznej w projekcji AP.
B. doustnie i wykonaniu jednego zdjęcia jamy brzusznej w projekcji PA.
C. dożylnie i wykonaniu serii zdjęć jamy brzusznej w projekcji AP.
D. doustnie i wykonaniu serii zdjęć jamy brzusznej w projekcji PA.
Poprawnie – standardowa urografia dożylna (IVU, dawniej IVP) polega właśnie na podaniu środka kontrastowego dożylnie i wykonaniu serii zdjęć jamy brzusznej w projekcji AP. Kluczowe są tu dwa elementy: droga podania oraz fakt, że robimy wiele zdjęć w różnych odstępach czasu, a nie jedno. Kontrast jodowy podany dożylnie jest filtrowany przez nerki, wydzielany do układu kielichowo‑miedniczkowego, a następnie spływa moczowodami do pęcherza. Seria zdjęć pozwala „złapać” wszystkie te fazy: nefrograficzną, wydalniczą, wypełnienie miedniczek, moczowodów i pęcherza. Dzięki temu można ocenić zarówno anatomię (kształt, położenie, poszerzenia), jak i czynność nerek oraz drożność dróg moczowych. Projekcja AP jest standardem w radiologii jamy brzusznej, bo daje dobrą wizualizację nerek, moczowodów i pęcherza, przy stosunkowo prostym ułożeniu pacjenta na stole. W praktyce technik radiologii, po podaniu kontrastu (zwykle do żyły obwodowej), wykonuje się zdjęcie przeglądowe przed kontrastem, a potem zdjęcia po kilku, kilkunastu minutach, czasem z dodatkowym uciśnięciem jamy brzusznej lub w pozycjach skośnych, jeśli trzeba lepiej uwidocznić moczowody. Moim zdaniem warto zapamiętać, że urografia to badanie dynamiczne w czasie, a nie jednorazowe „pstryknięcie”. Dobra znajomość faz badania i typowych projekcji bardzo pomaga potem przy opisywaniu obrazów i przy współpracy z lekarzem, np. przy podejrzeniu kamicy, wodonercza czy wad wrodzonych dróg moczowych.

Pytanie 8

W radiologii analogowej lampy rentgenowskiej z tubusem używa się do wykonania zdjęcia

A. PA zatok.
B. osiowego czaszki.
C. bocznego czaszki.
D. wewnątrzustnego zębów.
Prawidłowo – w radiologii analogowej lampa rentgenowska z tubusem jest typowo wykorzystywana właśnie do wykonywania zdjęć wewnątrzustnych zębów. Tubus to nic innego jak specjalna nasadka/kanał ograniczający wiązkę promieniowania X do stosunkowo małego pola. Dzięki temu można precyzyjnie naświetlić obszar zębowy, minimalizując dawkę dla pozostałych tkanek i poprawiając jakość obrazu poprzez redukcję rozproszenia. W stomatologii klasycznym przykładem są zdjęcia zębowe okołowierzchołkowe, zgryzowe czy skrzydłowo-zgryzowe, gdzie aparat stomatologiczny (często ścienny lub mobilny) ma właśnie wąski, długi tubus. W dobrych praktykach przyjmuje się używanie tubusów prostokątnych lub kolimowanych, co dodatkowo ogranicza niepotrzebne napromienianie. Moim zdaniem to jedno z lepszych zastosowań promieniowania – małe pole, konkretna informacja diagnostyczna. W przeciwieństwie do projekcji czaszki czy zatok, gdzie stosuje się raczej klasyczne aparaty ogólnodiagnostyczne z ruchomą lampą i stołem, zdjęcia wewnątrzustne wymagają bardzo precyzyjnego ustawienia wiązki względem zęba i błony obrazowej/filmu umieszczonej w jamie ustnej pacjenta. Stąd tubus: ustala odległość ognisko–film, kierunek wiązki i ogranicza pole ekspozycji. Standardy stomatologiczne i wytyczne ochrony radiologicznej mocno podkreślają znaczenie właściwej kolimacji i stosowania osłon (fartuch ołowiany, osłona na tarczycę), a przy tubusie jest to łatwiejsze do zrealizowania. W praktyce technik powinien kojarzyć: mały aparat z tubusem = zdjęcia wewnątrzustne, duży aparat z bucky/stojakiem = klasyczne projekcje czaszki, zatok itp.

Pytanie 9

Jak przebiega promień centralny w projekcji AP czaszki?

A. Od przodu ku tyłowi, prostopadle do płaszczyzny czołowej.
B. Od przodu ku tyłowi, prostopadle do płaszczyzny strzałkowej.
C. Od tyłu ku przodowi, prostopadle do płaszczyzny czołowej.
D. Od tyłu ku przodowi, prostopadle do płaszczyzny strzałkowej.
Prawidłowo wskazana odpowiedź odzwierciedla klasyczne ustawienie w projekcji AP czaszki: promień centralny biegnie od przodu ku tyłowi, prostopadle do płaszczyzny czołowej. W praktyce oznacza to, że lampa RTG znajduje się przed twarzą pacjenta, a kaseta / detektor za potylicą, a wiązka pada na czoło i przechodzi w kierunku tyłu głowy. Płaszczyzna czołowa to taka, która dzieli ciało na część przednią i tylną, więc promień prostopadły do niej biegnie dokładnie w osi przednio–tylnej (AP). To jest zgodne z opisami w standardowych atlasach projekcji radiologicznych i wytycznymi stosowanymi w pracowniach RTG. W projekcji AP czaszki zależy nam na możliwie równomiernym odwzorowaniu struktur kości czaszki od strony czołowej aż po potylicę, przy minimalnych zniekształceniach geometrycznych. Ustawienie promienia centralnego prostopadle do płaszczyzny czołowej ogranicza powiększenie i zniekształcenia kształtu kości, co ma znaczenie np. przy ocenie symetrii łuków jarzmowych, zatok czołowych, oczodołów czy sklepienia czaszki. Z mojego doświadczenia w pracowniach RTG jednym z częstszych błędów u uczących się jest mylenie płaszczyzny czołowej i strzałkowej – tu warto zapamiętać prostą rzecz: projekcja AP to wiązka padająca od przodu, a więc jej kierunek jest prostopadły do płaszczyzny czołowej, a równoległy do płaszczyzny strzałkowej. W poprawnie wykonanej projekcji AP czaszki linia środkowa ciała (płaszczyzna strzałkowa pośrodkowa) powinna pokrywać się z osią długą kasety, a promień centralny padać centralnie przez nasadę nosa lub glabelę – zależnie od konkretnego wariantu projekcji i protokołu pracowni. Takie ustawienie pozwala na powtarzalność badania i porównywanie obrazów w czasie, co jest bardzo ważne przy kontroli urazów, zmian pooperacyjnych czy procesów litycznych w kościach czaszki.

Pytanie 10

Podczas którego badania zostały zarejestrowane przedstawione obrazy?

Ilustracja do pytania
A. Tomografii nerek.
B. Scyntygrafii nerek.
C. Scyntygrafii tarczycy.
D. Ultrasonografii tarczycy.
Prawidłowo wskazana została scyntygrafia nerek. Na przedstawionych obrazach widać typowy, barwny rozkład radioaktywności w obrębie obu nerek, uzyskany gammakamerą po dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej 99mTc‑DTPA, 99mTc‑MAG3 albo 99mTc‑EC). Charakterystyczne jest to, że obrazy są „plamiste”, kolorowe (skala pseudokolorów: czerwony, żółty, niebieski) i pokazują głównie funkcję narządu – czyli jak szybko znacznik jest wychwytywany i wydalany przez nerki – a nie ich dokładną anatomię. Moim zdaniem to jedna z najważniejszych różnic między scyntygrafią a TK czy USG: tu patrzymy przede wszystkim na czynność, a dopiero w drugiej kolejności na kształt. W praktyce klinicznej scyntygrafia nerek służy do oceny przesączania kłębuszkowego, drenażu z miedniczek nerkowych, udziału każdej nerki w całkowitej funkcji (tzw. funkcja rozdzielcza), diagnostyki zwężeń połączenia miedniczkowo‑moczowodowego, kontroli po przeszczepie nerki czy oceny blizn pozapalnych u dzieci. Standardem jest wykonywanie serii dynamicznych obrazów w kolejnych minutach po podaniu radiofarmaceutyku, co dokładnie pasuje do układu kafelków widocznych na ilustracji. Zgodnie z zasadami medycyny nuklearnej zapis taki uzyskuje się w projekcji tylnej lub przedniej, z pacjentem leżącym, a następnie analizuje się krzywe czas–aktywność. Z mojego doświadczenia w nauce do egzaminów warto zapamiętać, że „kolorowe, ziarniste nerki” w układzie dwóch symetrycznych ognisk po bokach kręgosłupa prawie zawsze oznaczają scyntygrafię nerek, a nie TK czy USG.

Pytanie 11

Który stan patologiczny został zarejestrowany podczas wykonywania badania EKG?

Ilustracja do pytania
A. Dodatkowe pobudzenia komorowe.
B. Trzepotanie przedsionków.
C. Migotanie przedsionków.
D. Migotanie komór.
Na zapisanym na rycinie EKG widać wyraźnie miarowy rytm zatokowy, a pomiędzy prawidłowymi zespołami QRS pojawiają się pojedyncze, wcześniejsze, szerokie i zniekształcone zespoły QRS bez poprzedzającej ich fali P. To jest klasyczny obraz dodatkowych pobudzeń komorowych (PVC – premature ventricular complexes). Komorowe pobudzenie przedwczesne powstaje w ektopowym ognisku w mięśniu komór, dlatego przewodzenie nie odbywa się typową drogą przez układ bodźcoprzewodzący, tylko rozchodzi się wolniej przez mięsień – stąd poszerzony, dziwnie wyglądający QRS i zwykle przeciwstawne wychylenie załamka T. Po takim pobudzeniu często obserwuje się tzw. przerwę wyrównawczą. W praktyce, gdy technik opisuje zapis EKG z PVC, powinien zwrócić uwagę na ich częstość (pojedyncze, pary, salwy), morfologię (jednokształtne, wielokształtne) i kontekst kliniczny pacjenta. Pojedyncze PVC u młodej osoby bez objawów zwykle nie są groźne, ale liczne lub w salwach u chorego kardiologicznego mogą wymagać pilnej konsultacji lekarskiej. Z mojego doświadczenia warto od razu zaznaczyć na wydruku fragment z dodatkowymi pobudzeniami, opisać je w protokole i zadbać o poprawną kalibrację (10 mm/mV, 25 mm/s), bo bez tego kardiolog nie będzie miał pełnej informacji do oceny ryzyka arytmii. Dobra praktyka jest też porównanie aktualnego zapisu z wcześniejszym, jeśli jest dostępny – czasem narastanie liczby PVC jest pierwszym sygnałem pogarszającej się funkcji lewej komory lub zaburzeń elektrolitowych.

Pytanie 12

Którą ochronę radiologiczną należy zastosować podczas wykonywania zdjęcia rentgenowskiego przeglądowego klatki piersiowej u pacjentki w okresie rozrodczym?

A. Fartuch.
B. Półfartuch.
C. Osłonę na gonady.
D. Osłonę na tarczycę.
Prawidłową ochroną przy przeglądowym zdjęciu RTG klatki piersiowej u pacjentki w wieku rozrodczym jest półfartuch, czyli osłona zakładana na okolicę miednicy i brzucha, pozostawiająca klatkę piersiową nieosłoniętą. Chodzi o to, żeby skutecznie zabezpieczyć narządy rozrodcze i ewentualnie wczesną, jeszcze nierozpoznaną ciążę, a jednocześnie nie zasłaniać obszaru, który ma być oceniany na zdjęciu. Jeżeli założylibyśmy pełny fartuch ołowiany, istnieje ryzyko, że jego górna krawędź wejdzie w pole obrazowania i zasłoni dolne partie płuc lub śródpiersia, co w praktyce potrafi kompletnie zepsuć badanie. Półfartuch jest tak skonstruowany, żeby chronić gonady i macicę, a jednocześnie kończyć się poniżej przepony, więc nie wpływa na jakość obrazu klatki piersiowej. W aktualnych zaleceniach ochrony radiologicznej (zarówno krajowych, jak i międzynarodowych, np. ICRP) podkreśla się zasadę ALARA – dawka tak niska, jak to racjonalnie osiągalne. U kobiet w wieku rozrodczym oznacza to właśnie konsekwentne stosowanie osłon na okolice miednicy, o ile nie przeszkadzają one w diagnostyce. W praktyce technik przed ekspozycją powinien sprawdzić wiek pacjentki, dopytać o możliwość ciąży i odpowiednio dobrać osłonę – w przypadku RTG klatki piersiowej jest to właśnie półfartuch, starannie ułożony poniżej dolnej krawędzi pola naświetlania. Moim zdaniem to jeden z takich „małych” nawyków, które realnie podnoszą bezpieczeństwo badań bez utraty jakości diagnostycznej.

Pytanie 13

Podstawowym elementem diagnostycznym aparatury izotopowej wykorzystującej emisyjne metody pomiaru jest

A. woltomierz.
B. amperomierz.
C. komora jonizacyjna.
D. kamera scyntylacyjna.
Prawidłową odpowiedzią jest kamera scyntylacyjna, bo to właśnie ona stanowi podstawowy element diagnostyczny w aparaturze izotopowej wykorzystującej emisyjne metody pomiaru. W emisyjnych technikach medycyny nuklearnej źródłem promieniowania jest radioizotop podany pacjentowi, a zadaniem układu pomiarowego jest rejestracja promieniowania gamma wychodzącego z organizmu. Kamera scyntylacyjna (gammakamera) zamienia te kwanty promieniowania na błyski światła w krysztale scyntylacyjnym (najczęściej NaI(Tl)), a potem na sygnał elektryczny w fotopowielaczach. Na tej podstawie system tworzy obraz rozkładu radiofarmaceutyku w ciele. To właśnie ten element decyduje o jakości diagnostycznej badania: rozdzielczości przestrzennej, czułości detekcji, możliwości wykonywania projekcji planarnych i badań SPECT. W praktyce klinicznej kamera scyntylacyjna jest sercem całego zestawu – reszta aparatury (kolimatory, układy akwizycji, oprogramowanie) tylko wspiera jej działanie. Z mojego doświadczenia to na ustawieniu parametrów pracy kamery, doborze odpowiedniego kolimatora i właściwej energii okna fotopiku opiera się większość dobrej praktyki w scyntygrafii. W nowoczesnych pracowniach standardem jest używanie kamer scyntylacyjnych sprzężonych z TK (SPECT/CT), ale wciąż kluczowy element emisyjny to właśnie detektor scyntylacyjny. Bez niego mamy co najwyżej licznik promieniowania, a nie rzeczywiste narzędzie diagnostyki obrazowej zgodne z wytycznymi medycyny nuklearnej.

Pytanie 14

Które obszary napromieniowania powinien określić lekarz radioterapeuta u pacjenta z nowotworem stercza po wcześniejszej prostatektomii?

A. PTV
B. GTV
C. GTV i CTV
D. TV i PTV
Prawidłowo wybrany PTV w tym pytaniu wynika z bardzo konkretnej sytuacji klinicznej: pacjent po prostatektomii radykalnej nie ma już makroskopowego guza stercza, a więc nie definiujemy GTV (gross tumor volume), bo po prostu nie ma widocznej zmiany nowotworowej w obrazowaniu. W napromienianiu pooperacyjnym w raku prostaty głównym celem jest objęcie dawką obszaru, w którym mogły pozostać mikroskopowe ogniska nowotworu – czyli loży po prostacie, ewentualnie z włączeniem okolicznych struktur wg zaleceń (np. EORTC, RTOG, wytyczne PTRO). Dlatego planując leczenie, lekarz radioterapeuta definiuje CTV (clinical target volume) jako lożę po prostacie i ewentualnie okoliczne węzły chłonne, a następnie na podstawie marginesów związanych z ruchomością narządów, niepewnością pozycjonowania i błędami ustawienia tworzy PTV (planning target volume). To właśnie PTV jest finalnym obszarem, który realnie otrzymuje zaplanowaną dawkę w systemie planowania leczenia. W praktyce klinicznej cały proces wygląda tak, że na TK planistycznej konturuje się lożę po prostacie zgodnie z atlasami konturowania (np. RTOG atlas), potem dodaje się marginesy 0,5–1 cm w zależności od techniki (IMRT, VMAT, IGRT) i możliwości kontroli pozycjonowania. PTV musi uwzględnić codzienne różnice w wypełnieniu pęcherza i odbytnicy, dlatego tak istotne są protokoły przygotowania pacjenta (odpowiednie nawodnienie, opróżnienie odbytnicy). Moim zdaniem w radioterapii po prostatektomii kluczowe jest zrozumienie, że leczymy ryzyko choroby mikroskopowej, a nie widoczny guz. Stąd całe planowanie koncentruje się na prawidłowym zdefiniowaniu CTV i prawidłowym przeniesieniu tego na PTV, natomiast GTV zwykle nie występuje, chyba że mamy do czynienia z nawrotem miejscowym widocznym w badaniach obrazowych, co jest inną sytuacją kliniczną i innym pytaniem.

Pytanie 15

Fala głosowa rozchodzi się

A. w gazach i próżni.
B. w cieczach i próżni.
C. w gazach i cieczach.
D. w gazach, cieczach i próżni.
Fala głosowa, czyli klasyczny dźwięk, jest falą mechaniczną podłużną. To oznacza, że do jej rozchodzenia się konieczna jest obecność ośrodka materialnego: cząsteczek, które mogą drgać i przekazywać sobie energię. W gazach drgają cząsteczki powietrza, w cieczach – cząsteczki cieczy, w ciałach stałych – atomy w sieci krystalicznej. Jeżeli ktoś zakłada, że fala dźwiękowa może rozchodzić się w próżni, to zwykle myli pojęcia związane z falami mechanicznymi i falami elektromagnetycznymi.
W próżni nie ma praktycznie żadnych cząsteczek, więc nie ma ośrodka sprężystego, który mógłby przenosić zaburzenie ciśnienia. W efekcie fala głosowa tam zanika – po prostu nie może się utworzyć. Tymczasem fale elektromagnetyczne, takie jak promieniowanie rentgenowskie, gamma czy fale radiowe, nie potrzebują ośrodka, więc bez problemu rozchodzą się w próżni. Kto przyzwyczaił się do filmowego obrazu „głośnych eksplozji w kosmosie”, łatwo przenosi ten obraz na fizykę, co prowadzi do błędnych wniosków.
Czasami pojawia się też mylne założenie, że skoro ultradźwięki wykorzystuje się w medycynie i są „falą”, to muszą zachowywać się jak fale elektromagnetyczne. Tymczasem ultradźwięki to nadal fale mechaniczne, tylko o wyższej częstotliwości niż słyszalna dla człowieka. Dlatego w ultrasonografii konieczny jest żel między głowicą a skórą – powietrze (gaz) słabo przenosi ultradźwięki, a w próżni nie przeszłyby w ogóle. Z mojego doświadczenia typowy błąd myślowy polega na wrzuceniu wszystkich „fal” do jednego worka i nieodróżnianiu, które wymagają ośrodka, a które nie. W poprawnym rozumieniu akustyki trzeba jasno oddzielić fale mechaniczne (dźwięk, ultradźwięki) od elektromagnetycznych (światło, RTG), bo od tego zależy sposób ich wykorzystania w diagnostyce i technice medycznej.

Pytanie 16

Który elektrokardiogram jest poprawny technicznie?

A. Elektrokardiogram 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Elektrokardiogram 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Elektrokardiogram 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Elektrokardiogram 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłową odpowiedzią jest elektrokardiogram 1, bo właśnie on spełnia podstawowe kryteria poprawności technicznej zapisu. Linia izoelektryczna jest stabilna, bez falowania i bez „pływania” całej krzywej po siatce milimetrowej. Zespoły QRS mają czytelny, ostry kształt, bez rozmycia i bez charakterystycznych ząbków od napięcia sieciowego. Amplitudy załamków są zbliżone do spodziewanych przy standardowej czułości 10 mm/mV – QRS nie jest ani sztucznie spłaszczony, ani nadmiernie powiększony. Odstępy między kolejnymi zespołami są równe, co sugeruje, że pacjent leżał spokojnie, bez większych ruchów i bez napinania mięśni. Moim zdaniem właśnie tak powinien wyglądać zapis, na którym można potem spokojnie analizować rytm, przewodnictwo przedsionkowo‑komorowe, odcinek ST czy morfologię załamków T. W praktyce, gdy robisz EKG na oddziale, zawsze najpierw oceniasz jakość techniczną: czy jest dobrze przyklejona elektroda kończynowa, czy przewody nie są skręcone, czy filtracja szumów jest ustawiona zgodnie z zaleceniami (np. filtr 35–40 Hz, prędkość 25 mm/s). Jeżeli zapis wygląda jak w przykładzie 1 – równy, czysty, bez artefaktów ruchowych i bez zakłóceń mięśniowych – lekarz może bez problemu użyć go do diagnostyki zawału, zaburzeń rytmu czy przerostów jam serca. W nowoczesnych wytycznych podkreśla się, że jakość techniczna jest tak samo ważna jak sam opis, bo błędny technicznie zapis może prowadzić do złej interpretacji i niepotrzebnych decyzji klinicznych. Dlatego warto wyrobić sobie nawyk, żeby każdy wydruk porównać właśnie z takim „wzorcowym” EKG jak numer 1.

Pytanie 17

Który materiał światłoczuły należy zastosować w rentgenodiagnostyce analogowej, by zminimalizować dawkę promieniowania jonizującego otrzymaną przez pacjenta?

A. Film bez folii wzmacniającej.
B. Film jednostronnie pokryty emulsją.
C. Film z folią wolframowo-wapniową.
D. Film z folią z pierwiastkami ziem rzadkich.
W diagnostyce analogowej kluczowa zasada jest prosta: im wyższa czułość układu obrazującego, tym mniejszą dawkę promieniowania trzeba podać pacjentowi, żeby uzyskać obraz o akceptowalnej jakości. Film z folią z pierwiastkami ziem rzadkich właśnie to zapewnia. Takie folie (np. z lantanem, gadolinem) emitują dużo światła pod wpływem promieniowania rentgenowskiego, a widmo tego światła jest dobrze dopasowane do czułości emulsji filmowej. Dzięki temu większość informacji o obrazie pochodzi z naświetlenia przez światło z folii, a nie bezpośrednio z promieniowania X. W praktyce oznacza to, że można znacząco obniżyć mAs na aparacie i skrócić czas ekspozycji, co zmniejsza zarówno dawkę pochłoniętą przez pacjenta, jak i ryzyko poruszenia. W nowoczesnych standardach radiologii analogowej zaleca się stosowanie folii ze związkami ziem rzadkich właśnie ze względu na wysoki współczynnik wzmocnienia przy jednocześnie akceptowalnej rozdzielczości obrazu. Moim zdaniem to jest taki złoty kompromis: trochę tracimy na ultra-drobnych szczegółach, ale bardzo zyskujemy na bezpieczeństwie pacjenta, a to jest priorytet w ochronie radiologicznej. W badaniach klatki piersiowej, kręgosłupa czy miednicy takie systemy są standardem, bo tam nie potrzebujemy aż tak ekstremalnie wysokiej rozdzielczości jak np. w radiografii stomatologicznej czy badaniach drobnych kości dłoni. Dobrą praktyką jest też dobieranie klas czułości folii (np. 400, 800) do rodzaju badania – im wyższa czułość, tym niższa dawka, ale też trochę gorsza szczegółowość. W każdym razie w kontekście pytania, jeśli celem jest minimalizacja dawki, to film z folią z pierwiastkami ziem rzadkich jest rozwiązaniem najbliższym współczesnym wymaganiom ochrony radiologicznej i zasadzie ALARA.

Pytanie 18

W scyntygrafii serca metoda bramkowanej akwizycji SPECT umożliwia między innymi ocenę frakcji wyrzutowej

A. lewej komory.
B. prawej komory.
C. lewego przedsionka.
D. prawego przedsionka.
Prawidłowo wskazana została lewa komora serca. W bramkowanej akwizycji SPECT (tzw. gated SPECT) standardem klinicznym jest właśnie ocena czynności skurczowej lewej komory, w tym pomiar frakcji wyrzutowej (LVEF), objętości końcoworozkurczowej i końcowoskurczowej oraz analizy kurczliwości segmentarnej. Gating polega na zsynchronizowaniu rejestracji obrazów z cyklem pracy serca, zwykle na podstawie zapisu EKG. Cykl serca dzielony jest na określoną liczbę faz, np. 8 lub 16, i dla każdej z nich rekonstruuje się obraz 3D. Dzięki temu oprogramowanie może automatycznie obrysować kontur lewej komory i wyliczyć zmianę objętości w czasie, a z tego bezpośrednio obliczyć frakcję wyrzutową. W praktyce klinicznej gated SPECT stosuje się szeroko w ocenie chorych z chorobą wieńcową, po zawale serca, przed wszczepieniem kardiowertera-defibrylatora lub CRT, a także do monitorowania kardiotoksyczności chemioterapii. Moim zdaniem ważne jest zapamiętanie, że to badanie jest przede wszystkim narzędziem do funkcjonalnej oceny lewej komory, a nie przedsionków. W wytycznych medycyny nuklearnej i kardiologii nuklearnej (np. EANM, ASNC) właśnie LVEF z gated SPECT jest traktowana jako istotny, dobrze zwalidowany parametr rokowniczy. W codziennej pracy technika medycyny nuklearnej kluczowe jest poprawne podłączenie EKG, stabilny rytm zatokowy i unikanie artefaktów ruchowych, bo to bezpośrednio wpływa na wiarygodność wyliczonej frakcji wyrzutowej lewej komory.

Pytanie 19

Zgodnie z obowiązującą procedurą radiologiczną zdjęcie jamy brzusznej przy podejrzeniu zapalenia nerek zostanie wykonane w projekcji

A. PA na leżąco.
B. AP na leżąco.
C. PA na stojąco.
D. AP na stojąco.
W diagnostyce podejrzenia zapalenia nerek wybór właściwej projekcji RTG jamy brzusznej wynika bardziej z praktyki klinicznej i stanu pacjenta niż z jakiejś „sztywnej” teorii. Częsty błąd polega na automatycznym myśleniu, że skoro wiele zdjęć klatki piersiowej robi się w projekcji PA, to brzuch też powinno się tak obrazować. Projekcja PA jest charakterystyczna dla klatki piersiowej, szczególnie u pacjentów chodzących, ponieważ pozwala zmniejszyć powiększenie serca i lepiej ocenić płuca. W jamie brzusznej nie ma takiej przewagi, a dodatkowo ustawienie pacjenta przodem do detektora przy ostrym bólu nerek bywa zwyczajnie niewykonalne. Zarówno wariant PA na leżąco, jak i PA na stojąco praktycznie nie występują w standardowych procedurach dla przeglądowego zdjęcia brzucha w ostrych stanach nerkowych – są po prostu nielogiczne organizacyjnie i niewygodne dla chorego. Kolejne typowe nieporozumienie dotyczy pozycji stojącej. Wiele osób kojarzy, że „na stojąco lepiej widać poziomy płynów i wolny gaz”, co jest prawdą w podejrzeniu perforacji przewodu pokarmowego czy niedrożności jelit. To kusi do zaznaczenia odpowiedzi AP na stojąco jako rzekomo bardziej „profesjonalnej”. Tyle że przy podejrzeniu zapalenia nerek kluczowe jest raczej stabilne, komfortowe ułożenie pacjenta i podstawowa ocena jamy brzusznej oraz okolicy nerek, a nie szukanie wolnego powietrza pod przeponą. Pacjent z ostrym odmiedniczkowym zapaleniem nerek ma gorączkę, silny ból okolicy lędźwiowej, często dreszcze, bywa odwodniony – zmuszanie go do pozycji stojącej tylko po to, żeby zrobić przeglądowe RTG brzucha, jest wbrew zdrowemu rozsądkowi i dobrym praktykom oddziałowym. Z mojego doświadczenia większość takich chorych i tak trafia docelowo na USG lub tomografię komputerową, a zdjęcie przeglądowe służy raczej jako szybkie badanie wstępne, wykonywane właśnie na leżąco, w projekcji AP, która jest standardem opisanym w podręcznikach techniki radiologicznej. Wybór innej projekcji zwykle wynika nie z aktualnych wytycznych, tylko z mylnego przenoszenia schematów z badań klatki piersiowej albo z nadmiernego przywiązania do pozycji stojącej jako „bardziej diagnostycznej” w każdym przypadku.

Pytanie 20

Do zadań technika elektroradiologa w pracowni hemodynamicznej należy

A. ustalanie ilości kontrastu.
B. podanie operatorowi cewnika.
C. dokumentowanie obrazów ICUS.
D. przygotowanie stolika zabiegowego.
Prawidłowo – w pracowni hemodynamicznej jednym z kluczowych zadań technika elektroradiologa jest właśnie dokumentowanie obrazów ICUS (intravascular ultrasound, wewnątrznaczyniowe USG). To badanie obrazowe wykonywane podczas zabiegów kardiologii inwazyjnej, np. angioplastyki wieńcowej, stentowania czy oceny zwężeń w tętnicach. Technik odpowiada za prawidłowe uruchomienie i obsługę aparatury, zapis przebiegu badania, archiwizację sekwencji obrazów oraz poprawne opisanie danych w systemie (PACS/RIS lub lokalny system kardiologiczny). Od jakości tej dokumentacji zależy późniejsza możliwość analizy zabiegu, porównanie wyników w czasie, a także wiarygodność danych medycznych. W praktyce wygląda to tak, że operator wprowadza sondę ICUS do naczynia, a technik pilnuje parametrów rejestracji, synchronizacji z EKG, poprawnego oznaczenia segmentów naczynia i momentów kluczowych (np. przed i po implantacji stentu). Moim zdaniem jest to jedno z bardziej odpowiedzialnych zadań, bo błędne podpisanie serii, zgubienie fragmentu badania albo niewłaściwe zarchiwizowanie potrafi mocno utrudnić dalsze leczenie pacjenta. Standardem jest, że technik dba o ciągłość rejestracji, poprawną jakość obrazu (dobór głębokości, zakresu dynamicznego, wzmocnienia), a po zabiegu sprawdza, czy badanie jest kompletne i dostępne dla lekarza w systemie. W wielu pracowniach technik zajmuje się też eksportem wybranych fragmentów badania ICUS do dokumentacji zabiegowej, żeby lekarz mógł je użyć w opisie lub na konsyliach. To jest dokładnie ten obszar odpowiedzialności, który pokrywa się z kompetencjami technika elektroradiologa – obsługa aparatury obrazowej, rejestracja, archiwizacja i techniczna jakość badania.

Pytanie 21

Na obrazie uwidoczniono złamanie kompresyjne kręgu

Ilustracja do pytania
A. L1
B. L2
C. Th11
D. Th12
Prawidłowo wskazany został krąg Th12. Na tym obrazie w projekcji strzałkowej widać przejście piersiowo‑lędźwiowe: wyżej kręgi piersiowe z przyczepami żeber, niżej typowe kręgi lędźwiowe o masywniejszych trzonach. Krąg Th12 jest ostatnim kręgiem piersiowym – leży bezpośrednio nad pierwszym kręgiem lędźwiowym (L1) i jest takim „granicznym słupkiem” między odcinkiem piersiowym a lędźwiowym. W standardowej analizie obrazów MR czy RTG najpierw lokalizuje się kość krzyżową, potem odlicza kręgi lędźwiowe do góry (L5, L4, L3, L2, L1), a dopiero nad L1 znajduje się Th12. Na załączonym obrazie właśnie ten krąg ma typowy obraz złamania kompresyjnego – obniżenie wysokości trzonu, lekko klinowaty kształt i zaburzoną górną płytkę graniczną. W praktyce klinicznej dokładne oznaczenie poziomu złamania ma duże znaczenie: od tego zależy plan leczenia zachowawczego, dobór gorsetu, kwalifikacja do cementoplastyki (kyfoplastyka, wertebroplastyka) oraz dokładne opisanie poziomu w dokumentacji i skierowaniach na rehabilitację. Radiolog zawsze powinien stosować spójne zasady liczenia kręgów, najlepiej od kości krzyżowej lub od górnych segmentów piersiowych, i jasno opisywać poziom przejścia Th–L. Moim zdaniem kluczowe jest też porównywanie wysokości trzonów z sąsiednimi, ocena sygnału w MR (obrzęk szpiku w świeżym złamaniu) oraz sprawdzenie, czy nie ma współistniejących zmian osteoporotycznych. W dobrych pracowniach dąży się do tego, by w każdym opisie pojawiła się precyzyjna lokalizacja (np. „świeże złamanie kompresyjne Th12 z obniżeniem wysokości przedniej części trzonu o ok. 30%”), bo to potem prowadzi cały dalszy proces leczenia.

Pytanie 22

W badaniu EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między

A. prawym a lewym podudziem.
B. prawym a lewym przedramieniem.
C. prawym przedramieniem a lewym podudziem.
D. prawym podudziem a lewym przedramieniem.
W zapisie EKG bardzo łatwo pomylić, które elektrody tworzą konkretne odprowadzenia kończynowe, bo wszystkie wyglądają podobnie, a różnica jest czysto funkcjonalna. Kluczowe jest jednak zrozumienie, że odprowadzenia I, II i III wg Einthovena są zdefiniowane ściśle, na stałe, i wynikają z określonego układu elektrod na kończynach. Odprowadzenie I zawsze rejestruje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną, czyli między elektrodą RA a LA. Warianty, w których w odprowadzeniu I bierze się pod uwagę podudzia (kończyny dolne) – niezależnie czy jest to prawe z lewym, czy mieszanki typu przedramię–podudzie – zaburzają tę definicję. To są po prostu inne konfiguracje wektorowe i nie odpowiadają żadnemu standardowemu odprowadzeniu Einthovena. Typowym błędem myślowym jest przekonanie, że skoro wszystkie elektrody kończynowe „biorą udział” w badaniu, to odprowadzenie I może być np. między prawym a lewym podudziem. W rzeczywistości kończyny dolne tworzą biegun tzw. elektrody LL (left leg), który wykorzystywany jest głównie w odprowadzeniach II i III oraz w odprowadzeniach wzmocnionych (aVF). Gdy mieszamy w głowie, która elektroda jest gdzie, łatwo sobie wyobrazić, że każde zestawienie dwóch kończyn może być dowolnym odprowadzeniem – ale tak nie jest, bo aparaty EKG są skonfigurowane zgodnie ze standardami międzynarodowymi. Innym częstym nieporozumieniem jest traktowanie odprowadzeń jak fizycznych przewodów: „kabel z prawej ręki do lewej nogi, to może jest I”. W rzeczywistości aparat matematycznie oblicza różnice potencjałów między parami elektrod RA, LA i LL według określonych wzorów. Jeżeli do odprowadzenia I włączymy nogę (podudzie), to tak naprawdę opisujemy konfigurację odpowiadającą raczej odprowadzeniu II (RA–LL) albo III (LA–LL), a nie I. Z punktu widzenia jakości badania błędne wyobrażenie o tym, które kończyny tworzą dane odprowadzenie, może prowadzić do akceptowania nieprawidłowego podłączenia elektrod. A to już ma realne konsekwencje: zmieniony kształt zespołów QRS, odwrócone załamki P i T, fałszywe podejrzenia zawału czy zaburzeń przewodzenia. Dlatego w dobrej praktyce diagnostyki elektromedycznej zawsze trzymamy się podstawowej zasady: odprowadzenie I – prawa ręka kontra lewa ręka; kończyny dolne w tym odprowadzeniu nie uczestniczą jako bieguny pomiarowe. Moim zdaniem warto sobie to raz porządnie narysować (trójkąt Einthovena) i wtedy wszystko „siada” na swoje miejsce.

Pytanie 23

Na rentgenogramie stopy uwidocznione jest złamanie

Ilustracja do pytania
A. I i V kości śródstopia.
B. III i IV kości śródstopia.
C. paliczka bliższego palca I i V.
D. paliczka bliższego palca I i II.
Prawidłowo rozpoznałeś, że złamanie dotyczy III i IV kości śródstopia. Na tym zdjęciu RTG w projekcji grzbietowo‑podeszwowej widać ciąg kości śródstopia ustawionych równolegle. W dobrym opisie zawsze „jedziemy” po kolei: od I do V kości, oceniając ciągłość warstwy korowej, zarys jamy szpikowej oraz ewentualne przemieszczenie odłamów. W przypadku III i IV kości śródstopia linia korowa jest ewidentnie przerwana, widoczna jest szczelina złamania przebiegająca poprzecznie, z lekką zmianą osi trzonu. To jest typowy obraz złamania trzonów kości śródstopia, często urazowego, np. po urazie skrętnym lub uderzeniu przodostopia. Moim zdaniem kluczowy na takim zdjęciu jest właśnie spokojny, systematyczny przegląd każdej kości, zamiast „rzucania okiem” na całą stopę. W praktyce klinicznej przy złamaniu III i IV kości śródstopia pacjent będzie zgłaszał ból i tkliwość uciskową w środkowej części przodostopia, a w badaniu fizykalnym pojawi się obrzęk i ograniczenie obciążania kończyny. Standardy opisowe w radiologii zalecają, żeby przy złamaniach śródstopia zawsze podać: które kości są złamane (numer I–V), lokalizację w obrębie kości (podstawa, trzon, głowa), typ złamania (poprzeczne, skośne, wieloodłamowe) oraz stopień przemieszczenia. Tu mamy złamania trzonów III i IV kości, wyraźnie oddzielone od sąsiednich struktur, bez zajęcia stawów śródstopno‑paliczkowych. W praktyce technika zdjęcia też ma znaczenie: prawidłowe ułożenie stopy i odpowiednia ekspozycja pozwalają odróżnić cienkie linie złamania od nakładających się cieni czy naczyń. W codziennej pracy dobrze jest porównywać szerokość i przebieg jamy szpikowej wszystkich kości śródstopia – jeśli dwie z nich nagle „łamią linię”, to zwykle właśnie tam kryje się złamanie.

Pytanie 24

Na zamieszczonym obrazie radiologicznym nadgarstka strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. grochowatą.
B. haczykowatą.
C. księżycowatą.
D. łódeczkowatą.
Na obrazie widoczna jest kość księżycowata – dobrze to widać po jej typowej lokalizacji i kształcie. Na projekcji PA (tylno‑przedniej) nadgarstka kość księżycowata leży w rzędzie bliższym kości nadgarstka, mniej więcej w osi przedłużenia trzonu kości łokciowej i promieniowej, między kością łódeczkowatą (bocznie, od strony kciuka) a trójgraniastą (przyśrodkowo). Ma taki lekko kwadratowy, nieco zaokrąglony kształt i jest położona głębiej, bliżej środka stawu. Strzałka dokładnie wskazuje tę strukturę. W praktyce radiologicznej rozpoznanie kości księżycowatej jest bardzo ważne, bo to ona często uczestniczy w niestabilnościach nadgarstka (np. zespół DISI, VISI) i w urazach typu zwichnięcie księżycowatej lub przezkłębkowe zwichnięcie okołoksiężycowate. Moim zdaniem warto od razu kojarzyć, że na zdjęciu bocznym kość księżycowata powinna mieć typowy, niemal kwadratowy kształt, a jej oś długą ustawioną równolegle do kości promieniowej – każde odchylenie sugeruje niestabilność. W standardach opisu RTG nadgarstka (np. wg typowych schematów nauczanych w radiologii) zawsze ocenia się ustawienie i zarysy kości łódeczkowatej i księżycowatej jako kluczowych dla biomechaniki stawu. W codziennej pracy technika elektroradiologii poprawne rozpoznawanie tej kości pomaga też przy prawidłowym pozycjonowaniu – przy ocenie, czy nadgarstek nie jest skręcony lub zgięty, co mogłoby zafałszować obraz przestrzeni stawowych. Dobrą praktyką jest porównywanie położenia kości księżycowatej z osią trzonu kości promieniowej oraz z kością główkowatą powyżej – wtedy łatwiej wychwycić nieprawidłowości i mieć pewność, że identyfikujemy właściwą kość.

Pytanie 25

Który radiofarmaceutyk może zostać podany pacjentowi w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu?

A. I-123 NaI
B. I-131 NaI
C. Tc-99m MDP
D. Tc-99m HMPAO
Prawidłowo wybrany został Tc-99m HMPAO, czyli technet-99m heksametylopropylenoamina oksym. To klasyczny radiofarmaceutyk stosowany w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu, zarówno w badaniach stacjonarnych SPECT, jak i w niektórych protokołach dynamicznych. Ma on właściwości lipofilne, dzięki czemu łatwo przenika przez barierę krew–mózg i w stosunkowo krótkim czasie ulega utrwaleniu w tkance mózgowej proporcjonalnie do regionalnego przepływu krwi. Dzięki temu rozkład wychwytu Tc-99m HMPAO bardzo dobrze odzwierciedla perfuzję poszczególnych obszarów mózgu w momencie podania. W praktyce klinicznej używa się go m.in. do oceny ognisk niedokrwienia, w diagnostyce padaczki (lokalizacja ogniska padaczkowego), w ocenie otępień, a także w niektórych przypadkach urazów mózgu. Z mojego doświadczenia, przy badaniach padaczkowych bardzo ważny jest moment podania – HMPAO trzeba wstrzyknąć w trakcie napadu lub tuż po, żeby zobaczyć typowy wzrost przepływu w ognisku. Tc-99m jako znacznik ma korzystny okres półtrwania (ok. 6 godzin), emituje promieniowanie gamma o energii idealnej do gammakamery (140 keV) i daje dobrą jakość obrazów przy stosunkowo niskiej dawce dla pacjenta, co jest zgodne z zasadą ALARA w medycynie nuklearnej. W wytycznych i w praktyce większości pracowni perfuzyjna scyntygrafia mózgu kojarzy się głównie właśnie z Tc-99m HMPAO albo jego nowszym odpowiednikiem Tc-99m ECD. To są standardowe, rekomendowane radiofarmaceutyki do tego typu badań.

Pytanie 26

W medycznym przyspieszaczu liniowym jest generowana wiązka fotonów o energii w zakresie

A. 0,1 ÷ 0,3 MeV
B. 1 ÷ 3 MeV
C. 4 ÷ 25 MeV
D. 100 ÷ 150 MeV
Prawidłowo: w medycznym przyspieszaczu liniowym (linaku) do radioterapii terapeutyczna wiązka fotonów ma typowo energię w zakresie około 4–25 MeV. To jest standardowy zakres dla nowoczesnych akceleratorów używanych w teleradioterapii. Niższe energie nie dawałyby odpowiedniej penetracji tkanek głębiej położonych, a wyższe byłyby trudniejsze do bezpiecznego zastosowania klinicznego i ochrony radiologicznej. W praktyce klinicznej najczęściej używa się wiązek 6 MV, 10 MV, czasem 15 MV, a w niektórych ośrodkach także 18–20 MV. Ten zapis „MV” w dokumentacji aparatu oznacza właśnie przybliżoną energię fotonów rzędu kilku–kilkunastu MeV. Moim zdaniem warto zapamiętać, że wszystko co jest w okolicach kilku–kilkudziesięciu MeV, to już typowa radioterapia, a nie diagnostyka. Takie energie pozwalają na tzw. efekt oszczędzania skóry – dawka maksymalna przesuwa się na pewną głębokość pod powierzchnią, co jest korzystne przy leczeniu nowotworów położonych głębiej. Dzięki temu można napromieniać guz w miednicy, śródpiersiu czy w obrębie głowy i szyi, jednocześnie w miarę chroniąc skórę i tkanki zdrowe. W planowaniu leczenia w systemach TPS zawsze wybiera się właśnie jedną z dostępnych energii fotonów linaka (np. 6 MV lub 15 MV) w zależności od głębokości guza, budowy pacjenta i techniki (IMRT, VMAT, 3D-CRT). Z mojego doświadczenia z opisów kart technicznych: zakres 4–25 MeV to taki „branżowy standard” dla teleterapii fotonowej, który dobrze równoważy skuteczność kliniczną, możliwości techniczne przyspieszacza i wymagania ochrony radiologicznej.

Pytanie 27

Na zamieszczonym radiogramie strzałką oznaczono kość

Ilustracja do pytania
A. sześcienną.
B. łódkowatą.
C. grochowatą.
D. łódeczkowatą.
Na radiogramie w projekcji bocznej stawu skokowego strzałka wskazuje kość łódkowatą (ossa naviculare pedis). W tej projekcji kość łódkowata leży pomiędzy bloczkiem kości skokowej a trzema kośćmi klinowatymi, trochę jak „łącznik” w przedniej części stępu. Charakterystyczne jest to, że na zdjęciu bocznym widzimy ją jako owalną, dość zwartą strukturę kostną położoną przed głową kości skokowej. W praktyce technika radiologiczna zakłada, że przy ocenie bocznego RTG stawu skokowego zawsze „przesuwamy wzrok” od kości piszczelowej, przez skokową i piętową, aż do właśnie kości łódkowatej i dalszych kości śródstopia. Dobrą praktyką jest świadome identyfikowanie poszczególnych kości stępu, bo urazy w tej okolicy, szczególnie zmęczeniowe, bywają łatwo przeoczone. Moim zdaniem warto zapamiętać, że kość łódkowata stopy na bocznym RTG leży dokładnie przed głową kości skokowej – jakby ją „obejmuje” od przodu. To pomaga w szybkim rozpoznawaniu jej na każdym badaniu. W diagnostyce obrazowej typowe wskazania do oceny kości łódkowatej to urazy sportowe, bóle przodostopia, podejrzenie jałowej martwicy (choroba Köhlera), a także ocena łuku podłużnego stopy przy płaskostopiu. Standardy opisów radiologicznych zalecają systematyczną analizę wszystkich elementów stawu skokowego i stępu, właśnie po to, żeby nie skupić się tylko na kostkach i kości piętowej, a pominąć subtelne zmiany w obrębie kości łódkowatej. Im częściej będziesz na takich zdjęciach świadomie wyszukiwać tę kość, tym szybciej zaczniesz ją rozpoznawać niemal automatycznie.

Pytanie 28

„Ognisko zimne” w obrazie scyntygraficznym określa się jako

A. obszar gromadzący znacznik jak reszta miąższu.
B. zmianę o większej aktywności hormonalnej.
C. zmianę najczęściej o charakterze łagodnym.
D. obszar niegromadzący radioznacznika.
Pojęcie „ogniska zimnego” w scyntygrafii oznacza dokładnie obszar, który nie gromadzi radioznacznika, albo gromadzi go istotnie mniej niż otaczający, prawidłowy miąższ. Na obrazie z gammakamery taki obszar wygląda jak ubytek zliczeń, „dziura” w obrazie, miejsce ciemniejsze lub wręcz bez sygnału, podczas gdy reszta narządu świeci prawidłowo. Z mojego doświadczenia to jedno z podstawowych pojęć w medycynie nuklearnej, a mimo to często myli się je z terminami z USG czy TK.
W praktyce klinicznej zimne ognisko może oznaczać np. torbiel, zwapnienie, martwicę, guz pozbawiony czynnego miąższu, a w tarczycy także nowotwór złośliwy – dlatego w standardach postępowania (np. w diagnostyce guzków tarczycy) podkreśla się, że guzek zimny wymaga dalszej oceny, często biopsji cienkoigłowej. Sam wygląd „zimny” nie oznacza automatycznie, że zmiana jest łagodna albo złośliwa, tylko że w tym miejscu nie ma prawidłowo funkcjonującej tkanki wychwytującej radiofarmaceutyk.
W dobrych praktykach opisu badań scyntygraficznych zawsze porównuje się dystrybucję radioznacznika w obrębie całego narządu, oceniając czy ognisko jest izo-, hiper- czy hipouptake, czyli odpowiednio: prawidłowe, „gorące” lub właśnie „zimne”. Ważne jest też korelowanie obrazu scyntygraficznego z innymi metodami obrazowania (USG, TK, MR) oraz z objawami klinicznymi pacjenta. Dzięki temu technik czy lekarz medycyny nuklearnej może właściwie zinterpretować, czy zimne ognisko to np. torbiel, stary zawał narządowy, obszar pooperacyjny czy potencjalnie istotna zmiana onkologiczna.
Moim zdaniem warto zapamiętać to w prosty sposób: zimne ognisko = brak wychwytu = „dziura” w obrazie, która zawsze wymaga chwili zastanowienia i zwykle dalszej diagnostyki.

Pytanie 29

Gruboziarnista folia wzmacniająca wpływa na zwiększenie na obrazie rentgenowskim nieostrości

A. ruchowej.
B. fotograficznej.
C. geometrycznej.
D. rozproszeniowej.
W tym pytaniu haczyk polega głównie na tym, żeby dobrze rozróżniać typy nieostrości w radiografii. Gruboziarnista folia wzmacniająca jest elementem układu obrazującego, czyli części odpowiedzialnej za rejestrację obrazu, a nie za ruch, geometrię wiązki czy rozproszenie promieniowania. Dlatego nie może powodować nieostrości ruchowej. Nieostrość ruchowa pojawia się, gdy pacjent się porusza, gdy technik nie ustabilizuje odpowiednio kończyny, albo gdy czas ekspozycji jest za długi. Z mojego doświadczenia w pracowni: jeśli ktoś ma problem z rozmazanymi zdjęciami klatki piersiowej, to zwykle chodzi o oddech pacjenta lub kaszel, a nie o rodzaj folii. Druga często mylona sprawa to nieostrość geometryczna. Ona wynika z wielkości ogniska lampy rentgenowskiej, odległości ognisko–film (OID, FFD) i rozbieżności wiązki. Jeśli ognisko jest duże, a obiekt znajduje się daleko od detektora, powstaje powiększenie i rozmycie krawędzi – to typowa nieostrość geometryczna. Folia wzmacniająca nie zmienia geometrii układu, więc nie może wpływać na ten typ nieostrości. Kto miesza te pojęcia, zwykle wrzuca wszystko do jednego worka: „jak obraz jest nieostry, to pewnie geometria”, a to spore uproszczenie. Pojawia się też skojarzenie z nieostrością rozproszeniową. Ta natomiast jest związana z promieniowaniem rozproszonym w ciele pacjenta i w otoczeniu, które dociera do detektora z innych kierunków niż wiązka pierwotna. Do jej ograniczania służą kratki przeciwrozproszeniowe, kolimacja i odpowiednie parametry ekspozycji. Folia wzmacniająca jedynie przetwarza to, co do niej dociera – nie generuje dodatkowego rozproszenia promieniowania X w takim sensie, by tworzyć osobny typ nieostrości. Typowym błędem myślowym jest tu łączenie „grubej” folii z czymś, co „rozprasza” wszystko dookoła. W rzeczywistości mamy do czynienia z rozpraszaniem światła w samej folii, co właśnie zaliczamy do nieostrości fotograficznej, a nie rozproszeniowej w sensie fizyki promieniowania. Dlatego poprawne rozróżnianie tych pojęć jest kluczowe przy analizie jakości obrazu i planowaniu parametrów badania RTG.

Pytanie 30

W jakiej projekcji i pod jakim kątem padania promienia centralnego został wykonany radiogram obojczyka?

Ilustracja do pytania
A. W projekcji AP i prostopadłym kącie padania promienia centralnego.
B. W projekcji PA i prostopadłym kącie padania promienia centralnego.
C. W projekcji AP i skośnym dołgłowowo kącie padania promienia centralnego.
D. W projekcji AP i skośnym doogonowo kącie padania promienia centralnego.
Prawidłowo wskazana odpowiedź „w projekcji AP i skośnym dołgłowowo kącie padania promienia centralnego” odpowiada klasycznemu obrazowi tzw. projekcji osiowej (skośnej) obojczyka stosowanej w radiografii. W standardach opisanych m.in. w podręcznikach do technik obrazowania przy badaniu obojczyka wykonuje się zazwyczaj dwie projekcje: AP w prostopadłym padaniu oraz AP z ukośnym dołgłowowym nachyleniem promienia centralnego (zwykle 15–30° w stronę głowy). Celem tej skośnej projekcji jest „wyciągnięcie” obojczyka ponad cień żeber i łopatki, tak aby jego zarys był dobrze odseparowany od tła kostnego klatki piersiowej. Dzięki temu łatwiej ocenić drobne złamania, przemieszczenia i zniekształcenia, zwłaszcza w części środkowej i przyśrodkowej kości. Na przedstawionym radiogramie obojczyk jest wyraźnie uniesiony względem żeber, co jest typowe właśnie dla skośnego dołgłowowego ustawienia wiązki przy projekcji AP. Pacjent jest skierowany przodem do detektora (projekcja AP – promień biegnie z przodu do tyłu), a nachylenie w kierunku dołgłowowym powoduje, że struktury leżące głębiej nakładają się mniej na obojczyk. W praktyce technik często dobiera kąt indywidualnie: u osób szczupłych wystarczy ok. 15°, u osób z masywną budową klatki lepiej sprawdza się 25–30°. Moim zdaniem warto zapamiętać, że jeśli na zdjęciu obojczyk „odrywa się” od żeber i jest jakby bardziej horyzontalny, to prawie na pewno patrzymy na projekcję AP z kątem dołgłowowym. To jest standardowa dobra praktyka przy podejrzeniu złamań pourazowych, przy kontroli zrostu oraz przy ocenie zmian w okolicy stawu barkowo‑obojczykowego i mostkowo‑obojczykowego.

Pytanie 31

Pomiar densytometryczny BMD metodą DXA z kręgosłupa powinien obejmować kręgi

A. L1 - L4
B. L3 - S1
C. Th11 - L2
D. Th9 - Th12
Prawidłowy zakres pomiaru BMD metodą DXA w odcinku lędźwiowym to kręgi L1–L4 i właśnie dlatego ta odpowiedź jest uznawana za standard. Wynika to z wytycznych większości towarzystw naukowych, m.in. ISCD (International Society for Clinical Densitometry), które jasno mówią, że podstawowym miejscem oceny gęstości mineralnej kości w kręgosłupie jest odcinek lędźwiowy od pierwszego do czwartego kręgu. Ten fragment kręgosłupa jest z reguły dobrze uwidoczniony, ma stosunkowo mało nakładających się struktur, a jednocześnie jest bardzo czuły na wczesne ubytki masy kostnej, zwłaszcza u kobiet po menopauzie. W praktyce technik przy pozycjonowaniu pacjenta kładzie go na plecach, prostuje odcinek lędźwiowy, często podkładając klin pod nogi, tak aby kręgosłup był jak najbardziej równoległy do stołu. Na obrazie DXA trzeba wyraźnie widzieć trzon L1 i L4, a program analizujący automatycznie wyznacza regiony zainteresowania (ROI) dla L1, L2, L3 i L4. Jeżeli któryś z kręgów jest zmieniony, np. przez ciężkie zwyrodnienie, złamanie kompresyjne, operację z implantem, to zgodnie z dobrymi praktykami ten krąg się wyklucza z analizy i liczy się średnią BMD z pozostałych, ale nadal w obrębie L1–L4. Moim zdaniem warto zapamiętać też, że wynik DXA z L1–L4 jest jednym z głównych parametrów używanych do rozpoznania osteoporozy według kryteriów WHO (na podstawie T-score). W codziennej pracy technika czy elektroradiologa poprawne ustawienie i oznaczenie L1–L4 ma ogromne znaczenie, bo każde przesunięcie pola skanowania, pomyłka w identyfikacji kręgów albo objęcie np. Th12 zamiast L1 może zafałszować wynik. W porządnie prowadzonych pracowniach zawsze zwraca się uwagę na to, żeby widoczny był także fragment Th12 i górna część miednicy – to pomaga poprawnie policzyć, który krąg jest który, ale analizuje się właśnie L1–L4.

Pytanie 32

Którą strukturę anatomiczną oznaczono strzałką na radiogramie stawu kolanowego?

Ilustracja do pytania
A. Kłykieć boczny.
B. Kłykieć przyśrodkowy.
C. Guzek międzykłykciowy boczny.
D. Guzek międzykłykciowy przyśrodkowy.
Na radiogramie w projekcji a‑p (przednio‑tylnej) strzałka wskazuje na guzki międzykłykciowe kości piszczelowej, a dokładniej na guzek międzykłykciowy boczny. Widać go jako wyniosłość kostną w obrębie pola międzykłykciowego, po stronie bocznej (czyli bardziej „na zewnątrz” stawu). Kluczowe jest tu rozróżnienie: kłykcie to zaokrąglone powierzchnie stawowe kości udowej i piszczelowej, natomiast guzki międzykłykciowe leżą pomiędzy nimi, w miejscu przyczepu więzadeł krzyżowych i części włókien łąkotek. Na prawidłowo wykonanym RTG kolana w standardzie wg zaleceń ECR czy ESR najpierw określamy, gdzie jest strona boczna i przyśrodkowa – zwykle patrzymy na szerokość szpary stawowej i kształt kłykci piszczeli. Strona boczna ma zwykle nieco bardziej wklęsły zarys i mniejszy kłykieć piszczelowy. Moim zdaniem warto sobie w głowie układać prostą zasadę: od strony bocznej widzimy bardziej strome zbocze guzka międzykłykciowego. W praktyce technika radiologiczna używa identyfikacji guzków międzykłykciowych do oceny ustawienia więzadeł krzyżowych (np. przy podejrzeniu awulsji kostnej) oraz do oceny prawidłowości projekcji – jeśli guzki są przesłonięte przez kłykcie, projekcja może być obrócona. W badaniach porównawczych (np. przy planowaniu osi mechanicznej kończyny dolnej) poprawne rozpoznanie, który guzek jest boczny, a który przyśrodkowy, jest absolutną podstawą. W obrazowaniu TK i MR te same struktury są punktami orientacyjnymi przy opisie uszkodzeń ACL i PCL, dlatego dobrze je „wyłapywać” już na prostym RTG, bo to ułatwia dalszą interpretację bardziej złożonych badań.

Pytanie 33

Na obrazie uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. scyntygram kośćca.
B. radiogram z wadą postawy.
C. radiogram czynnościowy kręgosłupa piersiowego.
D. radiogram czynnościowy kręgosłupa lędźwiowego.
Na obrazie widzisz typowy scyntygram kośćca – tzw. scyntygrafię kości całego ciała. Charakterystyczny jest „negatywowy” wygląd: brak klasycznych zarysów tkanek miękkich, brak typowych struktur jak płuca czy cienie narządów jamy brzusznej, za to równomierne, dość rozmyte uwidocznienie całego szkieletu w projekcji przedniej i tylnej. W scyntygrafii kości używa się radiofarmaceutyku znakowanego technetem-99m (najczęściej 99mTc-MDP lub 99mTc-HDP), który gromadzi się w miejscach aktywnego metabolizmu kostnego – czyli tam, gdzie kość się przebudowuje. Moim zdaniem to jedno z badań, które najszybciej uczą odróżniać medycynę nuklearną od klasycznego RTG: obraz jest bardziej „plamisty”, bez ostrych konturów, a intensywność sygnału zależy od wychwytu radioznacznika, a nie od pochłaniania promieniowania przez tkanki. W praktyce klinicznej scyntygram kośćca stosuje się do wykrywania przerzutów nowotworowych do kości, ognisk zapalnych (np. osteomyelitis), złamań przeciążeniowych, martwicy aseptycznej, a także do oceny rozległości zmian pourazowych. Badanie wykonuje się gammakamerą, a pacjent musi odczekać zwykle 2–3 godziny po podaniu radiofarmaceutyku, żeby znacznik związał się z tkanką kostną i wypłukał z tkanek miękkich. Dobre praktyki mówią, żeby przed badaniem pacjent był dobrze nawodniony i po podaniu radiofarmaceutyku dużo pił, co poprawia jakość obrazów i zmniejsza dawkę dla pęcherza moczowego. W odróżnieniu od radiogramu, tutaj nie interesują nas klasyczne projekcje kostne typu AP/PA/boczne, tylko całościowy zapis rozkładu radioaktywności w ciele. To właśnie ten układ – cały szkielet, projekcja przód–tył, rozmyte, izotopowe cieniowanie – jednoznacznie wskazuje na scyntygram kośćca.

Pytanie 34

Na radiogramie stopy strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. piętową.
B. skokową.
C. łódkowatą.
D. sześcienną.
Strzałka na radiogramie wskazuje kość sześcienną – jedną z kości stępu, położoną po stronie bocznej stopy, pomiędzy kością piętową a podstawami kości śródstopia IV i V. Na projekcji AP/DP stopy, tak jak na tym zdjęciu, kość sześcienna leży mniej więcej na poziomie stawu Lisfranca, bocznie w stosunku do kości łódkowatej i klinowatych. Ma dość charakterystyczny, nieco kostkowaty kształt i tworzy wyraźne stawy z kością piętową (staw piętowo‑sześcienny) oraz z kośćmi śródstopia. Moim zdaniem, jak się raz „oswoi” jej położenie względem kości piętowej i IV–V śródstopia, to później rozpoznanie jej na RTG jest już dość intuicyjne. W praktyce radiologicznej poprawna identyfikacja kości sześciennej jest ważna np. przy urazach bocznego filaru stopy, w ocenie zwichnięć w obrębie stawu Choparta i Lisfranca, a także przy zmianach przeciążeniowych u biegaczy. Standardem jest ocena stopy w co najmniej dwóch prostopadłych projekcjach (AP/DP i boczna), ale w projekcji AP to właśnie takie orientowanie się w anatomii warstwowej stępu pozwala szybko wychwycić złamania, podwichnięcia czy deformacje. W dobrych praktykach opisowych radiolog zwykle opisuje osobno kości skokową, piętową, łódkowatą, sześcienną i klinowate, więc warto mieć je w głowie jako stały „zestaw kontrolny”. Dobrze też pamiętać, że na zdjęciach pourazowych okolicy bocznej stopy zawsze dokładnie oglądamy kość sześcienną pod kątem złamań kompresyjnych, które czasem są bardzo subtelne i łatwo je przeoczyć, jeśli ktoś myli ją np. z podstawami śródstopia.

Pytanie 35

Podczas wykonywania zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej w celu ochrony radiologicznej pacjenta należy zastosować

A. fartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta.
B. fartuch ołowiowy założony z przodu pacjenta.
C. półfartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta.
D. półfartuch ołowiowy założony z przodu pacjenta.
Prawidłowo wskazany został półfartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta. W projekcji PA klatki piersiowej pacjent stoi przodem do detektora, a lampa rentgenowska znajduje się z tyłu. To oznacza, że pierwotna wiązka promieniowania wchodzi od strony pleców, przechodzi przez klatkę piersiową i pada na detektor przed pacjentem. Z punktu widzenia ochrony radiologicznej właśnie od strony źródła promieniowania trzeba zabezpieczyć te okolice, które nie są przedmiotem badania, np. narządy rozrodcze, część jamy brzusznej czy tarczycę w pewnych ustawieniach. Półfartuch ołowiowy zakładany z tyłu osłania obszary znajdujące się bezpośrednio „po drodze” wiązki pierwotnej, a jednocześnie nie przysłania pola obrazowania klatki piersiowej, więc nie psuje zdjęcia. W praktyce klinicznej zgodnie z zasadą ALARA i wytycznymi ochrony radiologicznej unika się osłaniania tych części ciała, które mają być dokładnie zobrazowane, bo ołów powoduje artefakty i może zasłonić istotne struktury, np. fragment płuca czy śródpiersia. Dlatego fartuch z przodu w projekcji PA nie ma sensu – promieniowanie już przeszło przez pacjenta, a dodatkowo istnieje ryzyko, że krawędź fartucha wejdzie w pole obrazowania. Moim zdaniem dobrze jest zapamiętać prostą zasadę praktyczną: w standardowym RTG klatki piersiowej PA – osłona od strony lampy, czyli z tyłu; w innych projekcjach zawsze myślimy, skąd idzie wiązka i co chcemy chronić, żeby z jednej strony nie zwiększać niepotrzebnie dawki, a z drugiej nie utrudniać diagnostyki.

Pytanie 36

W pozytonowej tomografii emisyjnej PET zostaje zarejestrowane promieniowanie powstające podczas

A. rozpraszania culombowskiego.
B. rozpraszania comptonowskiego.
C. anihilacji pary proton-antyproton.
D. anihilacji pary elektron-pozyton.
W pozytonowej tomografii emisyjnej (PET) kluczowym zjawiskiem fizycznym jest właśnie anihilacja pary elektron–pozyton. Radiofarmaceutyk podany pacjentowi emituje pozytony, czyli antycząstki elektronów. Pozyton w tkankach bardzo szybko traci energię kinetyczną, zderzając się z elektronami otoczenia, aż w końcu dochodzi do ich spotkania i anihilacji. W wyniku tej anihilacji powstają dwa fotony promieniowania gamma o energii 511 keV każdy, emitowane prawie dokładnie w przeciwnych kierunkach (pod kątem około 180°). To właśnie te dwa skorelowane fotony są rejestrowane w aparacie PET w trybie tzw. koincydencji. Z mojego doświadczenia to jest najważniejszy fizyczny „trik” PET-u: aparat nie widzi bezpośrednio pozytonu, tylko parę fotonów po anihilacji. Detektory ułożone dookoła pacjenta rejestrują jednoczesne (w bardzo krótkim oknie czasowym) uderzenia fotonów w przeciwległe kryształy scyntylacyjne. Na tej podstawie system rekonstruuje linię, wzdłuż której musiała zajść anihilacja, czyli tzw. line of response (LOR). Sumując miliony takich zdarzeń, komputer odtwarza rozkład radioaktywności w organizmie. W praktyce klinicznej, np. w onkologii, pozwala to ocenić metabolizm glukozy w guzach przy użyciu 18F-FDG albo wychwyt innych znaczników. Standardy pracowni medycyny nuklearnej (np. EANM) podkreślają znaczenie prawidłowego doboru radiofarmaceutyku i kalibracji systemu detekcji właśnie pod kątem rejestracji fotonów 511 keV i ich koincydencji. Moim zdaniem, jak dobrze zrozumiesz mechanizm anihilacji i rejestracji tych dwóch fotonów, dużo łatwiej ogarnąć później takie rzeczy jak korekcja osłabienia, rozpraszania czy artefakty w obrazach PET/CT.

Pytanie 37

Źródłem promieniowania protonowego stosowanego w radioterapii jest

A. cyklotron.
B. cyberknife.
C. bomba kobaltowa.
D. przyspieszacz liniowy.
Prawidłowo wskazano cyklotron jako źródło promieniowania protonowego w radioterapii. W nowoczesnej terapii protonowej wiązka protonów musi być rozpędzona do bardzo wysokich energii, rzędu 70–250 MeV, tak aby miała odpowiedni zasięg w tkankach pacjenta. Do takiego przyspieszania świetnie nadaje się właśnie cyklotron, czyli akcelerator cykliczny, w którym protony poruszają się po spiralnej trajektorii w silnym polu magnetycznym i są wielokrotnie przyspieszane przez zmienne pole elektryczne. Na wyjściu z cyklotronu otrzymujemy stabilną, praktycznie ciągłą wiązkę protonów o zadanej energii. Dopiero później ta wiązka jest kształtowana przez systemy optyki wiązki, skanery, kolimatory i modulatory zasięgu, żeby precyzyjnie dopasować rozkład dawki do guza. W praktyce klinicznej cyklotron jest sercem całego ośrodka protonoterapii – zwykle znajduje się w osobnym, silnie osłoniętym bunkrze, a do stanowisk terapeutycznych wiązka jest doprowadzana systemem tuneli próżniowych i magnesów odchylających. Dzięki efektowi piku Bragga protony oddają większość energii na końcu swojego toru, co pozwala oszczędzać zdrowe tkanki za guzem; to jedna z głównych zalet protonoterapii w porównaniu z klasyczną fotonową radioterapią z przyspieszacza liniowego. Moim zdaniem warto pamiętać, że inne urządzenia, które często widzi się na oddziale radioterapii, jak linak czy cyberknife, pracują zupełnie inaczej – generują głównie promieniowanie fotonowe (X), a nie wiązkę protonów. W standardach międzynarodowych (np. zalecenia ICRU, IAEA) zawsze podkreśla się, że dla wiązek protonowych stosuje się wyspecjalizowane akceleratory, w tym właśnie cyklotrony lub synchrotrony, a nie klasyczne bomby kobaltowe.

Pytanie 38

Fotostymulacja wykonywana jest podczas badania

A. EEG
B. KTG
C. ENG
D. EMG
Prawidłowo – fotostymulacja jest elementem badania EEG. W standardowym zapisie elektroencefalograficznym, oprócz spoczynkowego EEG z otwartymi i zamkniętymi oczami, wykonuje się tzw. próby czynnościowe. Jedną z najważniejszych jest właśnie fotostymulacja, czyli naświetlanie pacjenta błyskami światła o zmiennej częstotliwości, zwykle z użyciem specjalnej lampy stroboskopowej ustawionej przed oczami badanego. Celem tej próby jest wywołanie tzw. odpowiedzi zależnej od częstotliwości (photic driving), a także ewentualne prowokowanie napadów padaczkowych lub zmian napadowych w EEG u osób z padaczką fotosensytywną. Z praktycznego punktu widzenia technik EEG powinien znać typowy protokół: zaczyna się od niskich częstotliwości błysków (np. 1–3 Hz), stopniowo zwiększa do kilkunastu, a nawet ponad 20 Hz, a potem znów zmniejsza. Ważne jest też bezpieczeństwo – u pacjentów z wywiadem padaczkowym, zwłaszcza z udokumentowaną fotosensytywnością, trzeba być szczególnie czujnym, zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Neurofizjologii Klinicznej i podobnych wytycznych. Moim zdaniem warto zapamiętać, że fotostymulacja nie ma nic wspólnego z badaniami mięśni czy serca – to typowo „mózgowa” próba funkcjonalna. W dobrych pracowniach EEG zawsze opisuje się, czy fotostymulacja wywołała odpowiedź rytmiczną, czy pojawiły się wyładowania iglicowe lub zespoły iglica-fala. W praktyce klinicznej pomaga to nie tylko w diagnostyce padaczki, ale też w ocenie dojrzałości bioelektrycznej mózgu u dzieci i w różnicowaniu różnych typów zaburzeń napadowych. W technikum medycznym naprawdę opłaca się skojarzyć: EEG = elektrody na głowie + fotostymulacja + hiperwentylacja jako typowe próby obciążeniowe.

Pytanie 39

Na obrazie RM nadgarstka lewego strzałką oznaczono kość

Ilustracja do pytania
A. łódeczkowatą.
B. księżycowatą.
C. haczykowatą.
D. główkowatą.
Na obrazie MR w projekcji czołowej strzałka faktycznie wskazuje kość księżycowatą. W typowym ułożeniu anatomicznym kość księżycowata leży w szeregu bliższym nadgarstka, pomiędzy kością łódeczkowatą (bocznie, czyli od strony promieniowej) a trójgraniastą (przyśrodkowo, od strony łokciowej). Na MRI dobrze widać jej charakterystyczny kształt – trochę jak wycinek owalu – oraz położenie centralnie nad panewką stawu promieniowo–nadgarstkowego. To właśnie ta centralna pozycja jest, moim zdaniem, kluczowa przy szybkim rozpoznawaniu jej na przekrojach czołowych i strzałkowych. W praktyce klinicznej prawidłowa identyfikacja kości księżycowatej ma duże znaczenie, bo jest to kość szczególnie narażona na martwicę jałową (choroba Kienböcka) oraz na niestabilności nadgarstka związane z uszkodzeniem więzadła łódeczkowo‑księżycowatego. W standardowej ocenie MR nadgarstka radiolog zawsze opisuje kształt, sygnał szpiku i ciągłość warstwy podchrzęstnej tej kości oraz relacje do kości łódeczkowatej i trójgraniastej. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią, żeby oceniać kości nadgarstka „po kolei w pierścieniu”, a nie skakać wzrokiem po obrazie – wtedy łatwiej uniknąć pomyłek między kością łódeczkowatą a księżycowatą. W sekwencjach T1 kość księżycowata ma jednorodny sygnał szpiku tłuszczowego, natomiast w STIR lub T2 z saturacją tłuszczu jej obrzęk od razu rzuca się w oczy jako jasny obszar w centrum nadgarstka. Na sali zabiegowej, przy planowaniu artroskopii czy zabiegów rekonstrukcyjnych, ortopedzi opierają się właśnie na takim dokładnym, opisowym rozpoznaniu topografii kości księżycowatej w MRI.

Pytanie 40

W której technice brachyterapii stosuje się źródła promieniowania o mocy dawki 2-12 Gy/h?

A. MDR
B. HDR
C. LDR
D. PDR
Prawidłowa odpowiedź to MDR, czyli brachyterapia średniej mocy dawki (medium dose rate). W tej technice źródła promieniowania dostarczają dawkę w zakresie około 2–12 Gy/h, co dokładnie odpowiada wartościom podanym w pytaniu. Jest to coś pośredniego między klasycznym LDR a nowoczesnym HDR – zarówno jeśli chodzi o moc dawki, jak i organizację zabiegu.

W praktyce MDR historycznie stosowano np. w leczeniu niektórych nowotworów ginekologicznych czy nowotworów głowy i szyi, gdy chciano skrócić czas napromieniania w porównaniu z LDR, ale jednocześnie zachować bardziej ciągły charakter ekspozycji. Moc dawki na poziomie kilku Gy na godzinę pozwalała na wykonywanie zabiegów trwających kilka godzin, a nie kilkadziesiąt, jak w LDR. Z mojego doświadczenia z materiałów dydaktycznych wynika, że MDR jest często omawiane głównie jako pojęcie historyczne i klasyfikacyjne, ale nadal pojawia się w pytaniach testowych i w standardach opisu brachyterapii.

Standardowo wyróżnia się trzy główne zakresy mocy dawki w brachyterapii: LDR (low dose rate) poniżej 2 Gy/h, MDR (medium dose rate) właśnie 2–12 Gy/h oraz HDR (high dose rate) powyżej 12 Gy/h. Dodatkowo istnieje PDR (pulsed dose rate), która formalnie jest zbliżona do LDR, ale realizowana w postaci impulsów z użyciem aparatury HDR. Znajomość tych progów jest ważna nie tylko „pod testy”, ale też do rozumienia, jak planuje się leczenie, jakie są wymagania ochrony radiologicznej, jak wygląda nadzór nad pacjentem i personel medyczny.

Moim zdaniem warto zapamiętać sobie tę wartość 2–12 Gy/h jako typowy podpis MDR, bo pojawia się ona w wielu podręcznikach z radioterapii i fizyki medycznej. Dzięki temu łatwiej później rozumieć, czemu pewne techniki wymagają hospitalizacji i osłon stałych, a inne można wykonywać bardziej ambulatoryjnie, tak jak przy HDR.