Przejdź do głównej treści

Wyniki egzaminu

Nowy egzamin

Informacje o egzaminie

  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Rozpoczęcie: 15 października 2026 21:29
  • Zakończenie: 15 października 2026 21:36 

Egzamin zdany!

Wynik: 32/40 punktów (80,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Pewność odpowiedzi

Żadna odpowiedź nie została oznaczona jako strzał.

Przy następnym egzaminie zaznaczaj niepewne odpowiedzi - zobaczysz wtedy, ile wyniku bierze się z wiedzy, a ile ze szczęścia.

Twój wynik na tle innych

Twój wynik jest lepszy niż 42% podejść do kwalifikacji MED.08.

Porównanie z 20724 zakończonymi podejściami do tej kwalifikacji (dane zbiorcze, bez wyników indywidualnych).

Zachowaj ten wynik na koncie

Załóż darmowe konto albo zaloguj się - ten egzamin trafi na Twoje konto, więc wrócisz do swoich błędów, będziesz śledzić postęp i dostaniesz powtórki dobrane do Twoich odpowiedzi.

Analiza przebiegu egzaminu - sprawdź przebieg rozwiązywania pytań Przebieg egzaminu

Analiza przebiegu egzaminu

Odtwarzaj przebieg egzaminu krok po kroku i ucz się na własnych błędach - kolejność rozwiązywania, czas nad każdym pytaniem, momenty zmiany odpowiedzi.

  • Suwak czasu - przeglądaj pytania w kolejności rozwiązywania.
  • Tryb nauki - poprawne odpowiedzi i wyjaśnienia.
  • Analiza czasu - ile czasu nad każdym pytaniem.
  • Monitoring focusu - momenty opuszczenia zakładki.

Pochwal się swoim wynikiem!

Szczegółowe wyniki

Pytanie 1

W pracowni radioterapii wyświetlenie na ekranie monitora aparatu komunikatu „ROTATION” oznacza prowadzoną terapię
A. paliatywną.
B. obrotową.
Twoja odpowiedź
C. całego ciała.
D. radykalną.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo, komunikat „ROTATION” na konsoli akceleratora liniowego oznacza, że prowadzona jest terapia obrotowa, czyli napromienianie przy ciągłym obrocie głowicy aparatu wokół pacjenta. Chodzi o to, że wiązka promieniowania nie pada z jednego lub kilku statycznych pól, tylko „okrąża” pacjenta po zadanym łuku lub pełnym obrocie 360°. W praktyce klinicznej stosuje się takie techniki głównie w teleterapii, np. przy napromienianiu guzów mózgu, guzów w obrębie miednicy czy klatki piersiowej, gdy zależy nam na jak najlepszym rozkładzie dawki i ochronie tkanek zdrowych. Dzięki terapii obrotowej dawka w guzie sumuje się z wielu kierunków, a narządy krytyczne dostają mniejsze dawki cząstkowe z każdego pojedynczego przejścia wiązki. Moim zdaniem to jeden z fajniejszych przykładów, jak geometria ruchu aparatu realnie wpływa na bezpieczeństwo pacjenta. Współczesne systemy planowania leczenia wykorzystują różne odmiany terapii obrotowej, np. techniki łukowe (arc therapy), VMAT, czy rotacyjne techniki 3D, gdzie ruch gantry jest ściśle zsynchronizowany z kolimatorem i czasem z ruchem stołu. Operator, widząc na monitorze tryb „ROTATION”, powinien zawsze sprawdzić wcześniej w karcie zabiegowej i w systemie planowania, czy zaplanowany jest łuk, ile stopni ma obejmować, w jakim kierunku obraca się gantry i czy parametry dawki zgadzają się z zatwierdzonym planem. To jest standard dobrej praktyki: przed włączeniem napromieniania potwierdzić tryb pracy aparatu (statyczny, rotacyjny, IMRT, itp.), pozycję pacjenta, ustawienie izocentrum i ewentualne akcesoria unieruchamiające. W pracowni radioterapii takie szczegóły decydują o jakości i powtarzalności leczenia, więc rozpoznawanie komunikatów typu „ROTATION” to podstawa codziennej pracy przy akceleratorze.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2018 (arkusz Z.21-X-18.01).

Pytanie 2

Która właściwość promieniowania X pozwala na skierowanie promienia centralnego na wybrany punkt topograficzny podczas wykonywania badania radiologicznego?
A. Różnica w pochłanianiu przez różne substancje.
B. Prostoliniowe rozchodzenie się.
Twoja odpowiedź
C. Wywoływanie zjawiska fotoelektrycznego.
D. Przenikliwość różnego stopnia.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana właściwość to prostoliniowe rozchodzenie się promieniowania X. W praktyce oznacza to, że fotony promieniowania rentgenowskiego poruszają się po możliwie prostych liniach, dopóki nie zostaną pochłonięte, rozproszone albo zatrzymane przez przegrodę, kolimator, filtr czy tkanki pacjenta. Dzięki temu radiolog albo technik elektroradiologii może bardzo precyzyjnie „wycelować” promień centralny w konkretny punkt topograficzny, np. w środek stawu kolanowego, wyrostek barkowy łopatki czy przegrodę międzykręgową. Całe ustawianie lampy RTG, dobór projekcji i pozycjonowanie pacjenta opiera się właśnie na założeniu, że promień centralny biegnie prostoliniowo od ogniska lampy do detektora. Moim zdaniem to jest jedna z absolutnie kluczowych rzeczy w praktyce: jeśli rozumiesz prostoliniowe rozchodzenie się promieniowania, dużo łatwiej ogarnąć geometrie projekcji, zniekształcenia, powiększenie obrazu czy cieniowanie struktur. Standardy wykonywania zdjęć RTG (np. klasyczne projekcje AP, PA, boczne, skośne) bardzo mocno podkreślają konieczność prawidłowego ustawienia promienia centralnego względem osi długiej badanej kości czy danego narządu. Dzięki temu unika się zniekształceń, nakładania struktur i powtarzania ekspozycji, co jest też elementem dobrej praktyki ochrony radiologicznej – mniejsza liczba powtórzeń to mniejsze narażenie pacjenta i personelu. W codziennej pracy w pracowni RTG używa się wskaźników świetlnych i kolimatora, które pokazują pole promieniowania i właśnie kierunek promienia centralnego. Cała ta optyka działa sensownie tylko dlatego, że zakładamy prostoliniową trajektorię fotonów X, analogicznie jak w klasycznej geometrii świetlnej.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2015 (arkusz Z.21-X-15.05).

Pytanie 3

Na ilustracji przedstawiono zjawisko
Ilustracja do pytania
A. fotoelektryczne.
Twoja odpowiedź
B. anihilacji.
C. tworzenia par.
D. emisji fotonu.
Poprawna odpowiedź. Poprawnie rozpoznano zjawisko fotoelektryczne. Na ilustracji widać kwant promieniowania (γ lub ogólnie foton), który pada na elektron związany w atomie, a następnie wybija go, tworząc elektron swobodny. Dokładnie to opisuje wzór Eₑ = hν − E_w, gdzie hν to energia fotonu, a E_w to energia wiązania elektronu w atomie. Różnica tych energii jest przekazywana elektronowi jako energia kinetyczna. W praktyce medycznej to zjawisko jest absolutnie kluczowe dla diagnostyki obrazowej w zakresie promieniowania X: w detektorach cyfrowych, w błonach rentgenowskich, w komorach jonizacyjnych, dozymetrach – wszędzie tam konwersja promieniowania na ładunek elektryczny opiera się właśnie na efekcie fotoelektrycznym. Moim zdaniem warto pamiętać, że efekt fotoelektryczny dominuje przy niższych energiach fotonów (kilkadziesiąt keV), czyli typowych dla klasycznej radiografii i mammografii. Z tego wynika silna zależność pochłaniania od liczby atomowej Z – kości (wapń, wysoka Z) pochłaniają dużo bardziej niż tkanki miękkie, dzięki czemu na zdjęciu RTG mamy wyraźny kontrast. Właśnie dlatego dobór napięcia na lampie rentgenowskiej (kV) jest tak ważny: zbyt wysokie kV zwiększa udział zjawiska Comptona kosztem fotoelektrycznego i obraz staje się bardziej „płaski”, z gorszym kontrastem tkankowym. Efekt fotoelektryczny ma też duże znaczenie w ochronie radiologicznej – materiały osłonowe o dużej liczbie atomowej (np. ołów) bardzo skutecznie pochłaniają promieniowanie właśnie przez ten mechanizm. W podręcznikach z fizyki medycznej podkreśla się, że zrozumienie tego zjawiska jest podstawą świadomego ustawiania parametrów ekspozycji i oceny jakości obrazu, a nie tylko „klikania” domyślnych protokołów.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2021 (arkusz Z.21-SG-21.06).

Pytanie 4

Zamieszczone badanie elektrokardiograficzne wykazało u pacjenta
Ilustracja do pytania
A. ekstrasystolię nadkomorową.
B. migotanie przedsionków.
Poprawna odpowiedź
C. niemiaro­wość zatokową.
Twoja odpowiedź
D. migotanie komór.
Niepoprawna odpowiedź. Na tym zapisie EKG łatwo pomylić migotanie przedsionków z innymi zaburzeniami rytmu, szczególnie jeśli patrzy się tylko na pojedyncze fragmenty, a nie na cały obraz. Jednym z częstych błędów jest uznanie, że widoczna jest ekstrasystolia nadkomorowa. W przypadku pojedynczych pobudzeń nadkomorowych mamy jednak wyraźnie dominujący rytm podstawowy (najczęściej zatokowy), z prawidłowymi załamkami P i w miarę równymi odstępami RR, a co jakiś czas pojawia się „wcześniejszy” zespół QRS, często z nieco zmienionym załamkiem P lub bez niego. Na pokazanym EKG nie ma takiego dominującego, uporządkowanego rytmu – wszystkie odstępy RR są nieregularne, a to już wyklucza prostą ekstrasystolię. Drugi typowy trop to niemiarowość zatokowa. W rytmie zatokowym zawsze widzimy wyraźne, dodatnie załamki P przed każdym zespołem QRS, o podobnym kształcie, z zachowaną kolejnością P–QRS–T. Niemiarowość polega wtedy na stopniowych zmianach odstępów RR, najczęściej związanych z fazą oddechu, ale struktura załamków pozostaje zachowana. Tutaj brakuje klasycznych załamków P – zamiast nich w linii izoelektrycznej są drobne, nieregularne fale, a zmiany RR są chaotyczne, nie „płynne”. To już nie pasuje do prostego rytmu zatokowego z oddechową niemiarowością. Trzecie błędne skojarzenie to migotanie komór. W migotaniu komór zapis wygląda dramatycznie inaczej: nie ma w ogóle rozpoznawalnych zespołów QRS, tylko nieregularne, szerokie, zmienne co do amplitudy i częstotliwości fale – zapis jest zupełnie „bezkształtny” i odpowiada nagłemu zatrzymaniu krążenia. Na naszym EKG zespoły QRS są wyraźne, stosunkowo wąskie i powtarzalne, co jednoznacznie wyklucza VF. Typowym błędem myślowym jest skupianie się tylko na samej niemiarowości i automatyczne przypisanie jej do „niemiaro­wości zatokowej”, bez sprawdzenia, czy załamki P w ogóle występują i czy zachowana jest prawidłowa sekwencja przewodzenia. Dobra praktyka w diagnostyce EKG to zawsze systematyczne przejście: obecność i kształt załamków P, zależność P–QRS, szerokość QRS, regularność RR. Jeśli tego się trzymamy, dużo łatwiej uniknąć takich pomyłek.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2018 (arkusz Z.21-X-18.01).

Pytanie 5

Które informacje należy zamieścić na strzykawce z radiofarmaceutykiem przygotowanym przez technika elektroradiologa?
A. Czas okresu inkubacji, radioaktywność, inicjały technika.
B. Czas okresu inkubacji, stężenie, inicjały technika.
C. Typ radiofarmaceutyku, stężenie, godzina przygotowania.
Twoja odpowiedź
D. Typ radiofarmaceutyku, radioaktywność, godzina przygotowania.
Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. W medycynie nuklearnej oznakowanie strzykawki z radiofarmaceutykiem nie jest kwestią kosmetyczną, tylko elementem bezpieczeństwa i jakości całego badania. Typowy błąd polega na przenoszeniu logiki z innych działów diagnostyki obrazowej albo z ogólnej farmakoterapii, gdzie bardziej zwraca się uwagę na stężenie, czas inkubacji czy inicjały osoby przygotowującej. W przypadku radiofarmaceutyków kluczowe są jednak inne parametry. Informacja o czasie okresu inkubacji ma znaczenie np. przy znakowaniu krwinek czy niektórych procedurach laboratoryjnych, ale nie jest podstawową daną, którą musi widzieć osoba podająca preparat pacjentowi. Na strzykawce znacznie ważniejsze jest to, ile aktualnie mamy aktywności promieniotwórczej, a nie jak długo coś się inkubowało. Podobnie ze stężeniem – może ono być istotne w dokumentacji roboczej lub przy obliczeniach w pracowni, ale osoba wykonująca podanie musi przede wszystkim znać aktywność w MBq przypadającą na daną objętość, a nie samo stężenie opisane w sposób ogólny. Rozróżnienie między stężeniem a radioaktywnością bywa mylone: stężenie mówi, ile substancji chemicznej jest w jednostce objętości, natomiast radioaktywność określa tempo rozpadu jąder i realną „moc” dawki promieniowania. To radioaktywność, a nie samo stężenie, ma zasadnicze znaczenie dla dawki pochłoniętej przez pacjenta i zgodności z protokołami. Inicjały technika mogą być przydatne z punktu widzenia wewnętrznej kontroli jakości czy odpowiedzialności, ale nie stanowią podstawowego elementu opisu strzykawki. Dużo ważniejsze jest, aby na etykiecie pojawiła się godzina przygotowania (lub godzina kalibracji aktywności), bo bez niej nie da się poprawnie przeliczyć rozpadu w czasie i sprawdzić, czy dawka w momencie podania jest prawidłowa. Typ radiofarmaceutyku jest z kolei absolutnie niezbędny – bez jednoznacznej nazwy preparatu łatwo o pomyłkę między różnymi związkami technetu czy innymi izotopami. Właśnie pomijanie typu preparatu i radioaktywności, a skupianie się na parametrach bardziej „farmaceutycznych” jak stężenie czy sama osoba przygotowująca, jest typowym błędem myślowym wynikającym z niedostatecznego uwzględnienia specyfiki medycyny nuklearnej. Dobre praktyki i procedury pracowni jasno podkreślają: musi być nazwa radiofarmaceutyku, aktualna aktywność oraz czas odniesienia, bo to trzy filary bezpiecznego podania i prawidłowej interpretacji badania.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2020 (arkusz Z.21-SG-20.06).

Pytanie 6

Na obrazie rentgenowskim strzałką zaznaczono
Ilustracja do pytania
A. rozwarstwienie aorty brzusznej.
B. tętnik aorty piersiowej.
C. rozwarstwienie aorty piersiowej.
D. tętnik aorty brzusznej.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Na przedstawionym obrazie kontrastowej angiografii widoczny jest odcinek aorty przebiegający w jamie brzusznej, czyli aorta brzuszna – i to właśnie ją zaznaczono strzałką. Świadczy o tym kilka elementów: położenie struktur mniej więcej na wysokości trzonów kręgów lędźwiowych, przebieg naczynia w linii pośrodkowej ciała oraz obecność rozdętego workowatego poszerzenia typowego dla tętniaka aorty brzusznej poniżej odejścia tętnic trzewnych. W badaniach obrazowych, zwłaszcza przy klasycznej angiografii czy angio-TK, kluczowe jest zawsze odniesienie się do orientacji anatomicznej: od przepony w dół mówimy o aorcie brzusznej, a powyżej – o piersiowej. W praktyce technika radiologiczna powinna zwracać uwagę na prawidłowe wypełnienie światła naczynia kontrastem, odpowiedni czas ekspozycji i projekcję (najczęściej AP), tak aby wyraźnie uwidocznić aortę i ewentualne patologie, jak tętniaki czy zwężenia. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk „czytania” obrazu od góry do dołu: najpierw łuk aorty, potem zstępująca piersiowa, przejście przez rozwór aortowy przepony i dalej aorta brzuszna aż do jej rozdwojenia na tętnice biodrowe wspólne. W codziennej pracy technika i lekarza radiologa poprawne rozpoznanie odcinka aorty ma ogromne znaczenie, bo od tego zależy np. kwalifikacja do zabiegu endowaskularnego (EVAR), dobór długości stent-graftu czy planowanie zakresu skanowania w angio-TK. Dobre praktyki mówią też, żeby zawsze oceniać nie tylko sam tętniak, ale cały przebieg aorty brzusznej – od tętnic nerkowych aż do rozwidlenia – bo zmiany często są wielopoziomowe.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).

Pytanie 7

W badaniu PET CT wykorzystuje się radioizotopy emitujące promieniowanie
A. gamma.
B. beta minus.
C. alfa.
D. beta plus.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź to promieniowanie beta plus, czyli emisja pozytonów. W badaniu PET/CT stosuje się radioizotopy, które rozpadają się z emisją pozytonu. Ten pozyton po bardzo krótkiej drodze w tkankach (zwykle poniżej kilku milimetrów) zderza się z elektronem i dochodzi do zjawiska anihilacji. W wyniku anihilacji powstają dwa kwanty promieniowania gamma o energii 511 keV, lecące w prawie dokładnie przeciwnych kierunkach (pod kątem 180°). I to właśnie te dwa fotony gamma są rejestrowane przez detektory w pierścieniu tomografu PET. System elektroniczny analizuje tzw. koincydencję tych fotonów, wyznacza linię, na której nastąpiła anihilacja, i na tej podstawie rekonstruuje obraz rozmieszczenia radiofarmaceutyku w organizmie. Czyli w praktyce: do organizmu podajemy emiter beta plus (np. 18F w FDG, 11C, 13N, 15O), ale detektory rejestrują już promieniowanie gamma powstałe po anihilacji. Z punktu widzenia fizyki medycznej kluczowe jest, że sam izotop musi być β+, bo tylko wtedy mamy anihilację i charakterystyczne dwa fotony 511 keV, które można wykryć w koincydencji. To odróżnia PET od klasycznej scyntygrafii SPECT, gdzie używa się głównie czystych emiterów gamma (np. 99mTc) i gammakamer. W nowoczesnych standardach pracowni medycyny nuklearnej (Euratom, IAEA, wytyczne EANM) wyraźnie podkreśla się dobór radioizotopów β+ o odpowiednim okresie półtrwania i energii pozytonów, co ma wpływ na jakość obrazu, rozdzielczość przestrzenną i dawkę dla pacjenta. W praktyce klinicznej najczęściej stosuje się 18F-FDG w onkologii, kardiologii i neurologii, właśnie dlatego, że jako emiter beta plus idealnie współpracuje z systemem PET i pozwala ocenić metabolizm glukozy w różnych tkankach, szczególnie w guzach nowotworowych.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2019 (arkusz Z.21-X-19.06).

Pytanie 8

W jaki sposób należy oprzeć stroik w audiometrycznym badaniu przewodnictwa kostnego?
A. Ramionami na guzowatości potylicznej zewnętrznej.
B. Ramionami na powierzchni wyrostka sutkowatego.
Twoja odpowiedź
C. Podstawą na powierzchni wyrostka sutkowatego.
Poprawna odpowiedź
D. Podstawą na guzowatości potylicznej zewnętrznej.
Niepoprawna odpowiedź. W audiometrycznym badaniu przewodnictwa kostnego kluczowe są dwie rzeczy: **miejsce przyłożenia** stroika i **sposób, w jaki część drgająca styka się z kością**. Wszystkie odpowiedzi oparte na guzowatości potylicznej zewnętrznej albo na ramionach stroika wynikają zwykle z intuicji, ale niestety są sprzeczne z przyjętymi standardami badań słuchu. Guzowatość potyliczna zewnętrzna leży z tyłu czaszki, dość daleko od struktur ucha wewnętrznego. Owszem, kość też przewodzi dźwięk, ale droga przewodzenia jest dłuższa i mniej specyficzna dla drogi do ślimaka. Może dochodzić do silniejszego pobudzenia obu uszu jednocześnie, co utrudnia ocenę, które ucho realnie słyszy bodziec. W konsekwencji wyniki prób takich jak Rinne czy Weber stają się mniej wiarygodne, a różnicowanie niedosłuchu przewodzeniowego i odbiorczego jest po prostu gorszej jakości. Drugi typ błędu to przykładanie **ramion** stroika zamiast jego podstawy. Ramiona służą do trzymania i pobudzania stroika, natomiast to podstawa jest elementem zaprojektowanym do przekazywania drgań na kość. Ramiona mają inną geometrię, często są cieńsze, mogą tłumić i rozpraszać drgania, więc część energii akustycznej po prostu się gubi. Z mojego doświadczenia to częsty błąd u osób zaczynających pracę z próbami stroikowymi – chwytają stroik „jak leci” i dociskają tym, co akurat dotknie skóry. Efekt jest taki, że pacjent słyszy dźwięk krócej lub słabiej, niż by wynikało z jego rzeczywistego stanu słuchu. Dobre praktyki w audiometrii i otolaryngologii mówią jasno: stroik przykładamy **podstawą do wyrostka sutkowatego**, czyli tej kostnej wyniosłości za małżowiną uszną. To miejsce jest optymalne, bo blisko ucha wewnętrznego i jednocześnie łatwo dostępne. Dzięki temu przewodnictwo kostne jest oceniane w sposób powtarzalny, porównywalny między pacjentami oraz zgodny z procedurami opisanymi w podręcznikach diagnostyki słuchu. Warto więc świadomie unikać zarówno guzowatości potylicznej, jak i przykładania ramion stroika, bo oba te nawyki prowadzą do systematycznych błędów pomiaru.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).

Pytanie 9

Na przedstawionym radiogramie TK głowy strzałką zaznaczono
Ilustracja do pytania
A. zbiornik wielki.
B. zatokę klinową.
Twoja odpowiedź
C. zatokę sitową.
D. przegrodę nosową.
Poprawna odpowiedź. Na obrazie TK głowy strzałka wskazuje zatokę klinową, czyli pneumatyczną jamę kostną położoną w trzonie kości klinowej, w linii pośrodkowej, głęboko za jamą nosową. W projekcjach poprzecznych (axialnych), takich jak ta, zatoka klinowa widoczna jest jako symetryczna, powietrzna przestrzeń o niskiej gęstości (ciemna), położona centralnie, tuż przed trzonem kości klinowej i poniżej siodła tureckiego. To charakterystyczne położenie w środku podstawy czaszki jest kluczowe do jej rozpoznawania w praktyce. Moim zdaniem warto sobie to mocno skojarzyć: "ciemna, centralna bańka" z tyłu jamy nosowej to zwykle właśnie zatoka klinowa. W pracy technika elektroradiologii umiejętność szybkiego rozpoznania zatoki klinowej jest ważna np. przy planowaniu cięć TK zatok przynosowych, ocenie szerzenia się zmian zapalnych, polipów lub guzów podstawy czaszki, a także przy kwalifikacji do zabiegów endoskopowych przez zatokę klinową (dostęp do przysadki). Standardy opisów radiologicznych zalecają zawsze ocenę wszystkich zatok przynosowych: czołowych, sitowych, szczękowych i właśnie klinowej, bo zapalenie lub guz tej zatoki może dawać mało specyficzne objawy, np. bóle głowy, zaburzenia widzenia. Na TK zwracamy uwagę na stopień upowietrznienia, obecność poziomów płyn-powietrze, pogrubienie błony śluzowej lub masy tkanek miękkich. W dobrych praktykach diagnostyki obrazowej głowy i zatok zawsze porównuje się symetrię struktur, ciągłość ścian kostnych oraz relacje zatoki klinowej do tętnic szyjnych wewnętrznych, nerwów wzrokowych i przysadki – to ma znaczenie np. przy planowaniu zabiegów laryngologicznych i neurochirurgicznych.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2022 (arkusz Z.21-SG-22.01).

Pytanie 10

Które zdjęcie RTG stawu łokciowego zostało wykonane w projekcji skośnej w rotacji zewnętrznej?
Zdjęcie 1
Twoja odpowiedźIlustracja do odpowiedzi A
Zdjęcie 3
Ilustracja do odpowiedzi B
Zdjęcie 4
Ilustracja do odpowiedzi C
Zdjęcie 2
Ilustracja do odpowiedzi D
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazane zostało zdjęcie 1, ponieważ najbardziej odpowiada ono projekcji skośnej stawu łokciowego w rotacji zewnętrznej. W tej projekcji ramię i przedramię są zwykle ustawione mniej więcej wyprostowane, a kończynę rotuje się na zewnątrz tak, aby promień był lepiej odseparowany od kości łokciowej, a kłykcie kości ramiennej przyjmują charakterystyczne, lekko „przekręcone” ustawienie. Na zdjęciu 1 widać wyraźne różnice w zarysie nadkłykcia bocznego i przyśrodkowego, a kształt bloczka i główki kości ramiennej jest częściowo nałożony, ale już nie tak symetryczny jak w typowej projekcji AP. Moim zdaniem to właśnie ten brak pełnej symetrii, a jednocześnie brak klasycznego profilu, jest kluczowym znakiem, że patrzymy na skośną projekcję. W praktyce technik rtg wykorzystuje tę projekcję m.in. do lepszej oceny główki kości promieniowej, szczeliny stawowej promieniowo-ramiennej oraz ewentualnych drobnych złamań w obrębie kłykcia bocznego. Standardy opisujące badanie stawu łokciowego (np. w podręcznikach radiologii narządu ruchu) zalecają wykonywanie oprócz projekcji AP i bocznej również projekcji skośnych, szczególnie przy podejrzeniu złamań głowy kości promieniowej czy awulsji przyczepów więzadłowych. Dobrą praktyką jest, żeby przy takim ułożeniu kontrolować, czy staw jest możliwie stabilny, bark rozluźniony, a pacjent rozumie, dlaczego prosimy go o dość nienaturalne przekręcenie kończyny. W codziennej pracy taka umiejętność rozpoznania projekcji „na oko” bardzo ułatwia ocenę, czy badanie zostało wykonane zgodnie z założeniami i czy ewentualnie trzeba je powtórzyć w lepszym ułożeniu, zanim pacjent opuści pracownię.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2021 (arkusz Z.21-SG-21.01).

Pytanie 11

Co jest przyczyną artefaktu widocznego na obrazie MR?
Ilustracja do pytania
A. Pulsacyjny przepływ krwi.
B. Ruch narządu lub pacjenta.
Twoja odpowiedź
C. Zjawisko zaniku sygnału.
D. Zjawisko zawijania fazy.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazany został ruch narządu lub pacjenta jako przyczyna widocznego artefaktu. W badaniach MR oko, gałki oczne, język, żuchwa, a nawet drobne drżenia głowy bardzo łatwo „psują” obraz, bo sekwencje są stosunkowo długie i sygnał z kolejnych linii k‑przestrzeni zbierany jest w czasie. Jeśli w trakcie akwizycji pacjent poruszy głową albo np. mrugnie, informacje z różnych momentów zostają nałożone na siebie i rekonstrukcja obrazu daje charakterystyczne rozmycia, podwójne kontury, przesunięcia czy „smugi” w kierunku kodowania fazy. Na prezentowanym przekroju przez oczodoły widać typowy obraz – struktury nie są ostre, brzegi są jakby „pociągnięte”, co nie wygląda ani na zanik sygnału, ani na klasyczne zawijanie fazy. W praktyce, zgodnie z dobrymi standardami pracowni MR, zawsze dąży się do minimalizacji ruchu: dokładne unieruchomienie głowy (podkładki, maski, pianki), jasne instrukcje dla pacjenta, krótsze sekwencje, techniki motion‑correction, a w badaniach u dzieci czasem sedacja zgodnie z procedurami anestezjologicznymi. Moim zdaniem kluczowe jest też spokojne wytłumaczenie pacjentowi, dlaczego musi leżeć nieruchomo – to naprawdę robi różnicę. W opisie badania warto wspomnieć o obecności artefaktów ruchowych, bo mogą one ograniczać wiarygodność oceny np. nerwów wzrokowych czy struktur tylnego dołu. Z perspektywy technika dobrze jest od razu, na konsoli, krytycznie ocenić jakość obrazów i w razie wyraźnych artefaktów rozważyć powtórzenie wybranych sekwencji, zamiast oddawać badanie z mocno zniekształconym obrazem.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2019 (arkusz Z.21-X-19.01).

Pytanie 12

Na zamieszczonym obrazie TK strzałką zaznaczono zatokę
Ilustracja do pytania
A. szczękową w przekroju strzałkowym.
B. czołową w przekroju czołowym.
C. szczękową w przekroju czołowym.
Twoja odpowiedź
D. czołową w przekroju strzałkowym.
Poprawna odpowiedź. Na obrazie TK widzisz klasyczny przekrój czołowy (koronalny) przez okolice zatok przynosowych. Świadczy o tym układ struktur: symetrycznie położone oczodoły po obu stronach, przegroda nosa biegnąca pionowo pośrodku oraz charakterystyczny kształt małżowin nosowych. Strzałka wskazuje dużą, powietrzną jamę położoną bocznie i nieco poniżej jamy nosowej – to właśnie zatoka szczękowa. Zatoki czołowe leżałyby znacznie wyżej, nad oczodołami, w obrębie kości czołowej, a tutaj ich po prostu nie widać. W praktyce technik i lekarz radiolog muszą bardzo dobrze rozpoznawać takie przekroje, bo od poprawnej identyfikacji zależy opis zmian zapalnych, torbieli, polipów czy poziomów płynu. W badaniach TK zatok standardem jest wykonywanie serii przekrojów koronalnych, bo najlepiej pokazują drożność kompleksu ujściowo-przewodowego i relacje między zatoką szczękową a jamą nosową. Moim zdaniem warto się „oswoić” z obrazem tej zatoki: położenie bocznie od jamy nosowej, cienka kostna ściana dolna sąsiadująca z korzeniami zębów trzonowych i przedtrzonowych, przyśrodkowa ściana granicząca z małżowinami nosowymi. W praktyce laryngologicznej i stomatologicznej to ma duże znaczenie – np. przy planowaniu podniesienia dna zatoki, implantów czy ocenie powikłań zapaleń okołowierzchołkowych. Dobre rozpoznanie, że jest to zatoka szczękowa w przekroju czołowym, jest więc zgodne z typowym standardem interpretacji badań TK zatok i pokazuje, że prawidłowo orientujesz się w anatomii w obrazowaniu.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2021 (arkusz Z.21-SG-21.06).

Pytanie 13

Który typ głowicy ultrasonograficznej przedstawiono na ilustracji?
Ilustracja do pytania
A. Konweksową.
B. Sektorową.
C. Liniową.
Twoja odpowiedź
D. Endokawitarną.
Poprawna odpowiedź. Na ilustracji pokazano klasyczną głowicę liniową, co widać po jej prostym, wydłużonym, prostokątnym froncie roboczym. Powierzchnia kontaktu z ciałem jest płaska, a krawędź aktywna ma kształt linii – stąd właśnie nazwa „liniowa”. W takiej głowicy elementy piezoelektryczne są ułożone w jednej linii, a wiązka ultradźwiękowa jest wysyłana równolegle, co daje obraz o przekroju prostokątnym, z równą szerokością od powierzchni skóry aż w głąb. Moim zdaniem to jedna z najbardziej charakterystycznych sond i warto ją rozpoznawać „na pierwszy rzut oka”.
W praktyce klinicznej głowice liniowe wykorzystuje się głównie do badań struktur położonych płytko: tarczycy, naczyń (USG dopplerowskie tętnic szyjnych, żył kończyn dolnych), narządu ruchu (ścięgna, mięśnie, stawy), piersi, moszny czy badania tkanek podskórnych. Zwykle pracują na wyższych częstotliwościach, np. 7–15 MHz, co zapewnia bardzo dobrą rozdzielczość przestrzenną kosztem mniejszej głębokości penetracji. To zgodne z dobrymi praktykami – do tkanek powierzchownych wybieramy wysoką częstotliwość i właśnie sondę liniową. W wielu zaleceniach, np. w standardach badań naczyniowych, wyraźnie podkreśla się, że do oceny tętnic szyjnych i żył kończyn należy stosować głowice liniowe wysokoczęstotliwościowe, bo tylko one dają wystarczająco szczegółowy obraz ściany naczynia i zmian miażdżycowych. Z mojego doświadczenia w pracowniach USG to jest taka „sonda pierwszego wyboru” przy każdym badaniu, gdzie interesuje nas drobny detal anatomiczny tuż pod skórą, np. nerwy obwodowe, drobne guzy podskórne czy kontrole po zabiegach chirurgicznych. Rozpoznanie jej kształtu jest więc podstawową, ale bardzo praktyczną umiejętnością w diagnostyce ultrasonograficznej.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).

Pytanie 14

Którą kość zaznaczono strzałką na radiogramie stopy?
Ilustracja do pytania
A. Kość skokową.
B. Kość klinowatą boczną.
C. Kość sześcienną.
Twoja odpowiedź
D. Kość łódkowatą.
Poprawna odpowiedź. Na radiogramie stopy w projekcji AP strzałka wskazuje kość sześcienną, czyli jedną z kości stępu położoną po stronie bocznej. Kość sześcienna leży dystalnie w stosunku do kości piętowej, a proksymalnie do IV i V kości śródstopia, częściowo także sąsiaduje z III kością śródstopia. Od strony przyśrodkowej łączy się z kością klinowatą boczną oraz z kością łódkowatą. Na prawidłowo wykonanym RTG łatwo ją zlokalizować właśnie jako boczną kość stępu, tworzącą jakby „kostkę” pomiędzy piętą a bocznymi kośćmi śródstopia. Moim zdaniem kluczowe jest tu świadome „czytanie” obrazu: zaczynamy od kości piętowej, idziemy dystalnie po stronie bocznej i pierwsza wyraźna kość stępu przed piętą to właśnie kość sześcienna. W praktyce technika radiologii często musi ocenić tę kość pod kątem złamań zmęczeniowych, urazów w obrębie stawu Choparta, a także przy deformacjach stopy, np. w stopie końsko‑szpotawej. W dobrych praktykach opisowych zwraca się uwagę na ciągłość zarysów korowych kości, szerokość szpar stawowych z sąsiednimi kośćmi śródstopia oraz ewentualne odłamy awulsyjne przy przyczepach więzadeł. W badaniach kontrolnych po unieruchomieniu gipsowym technik powinien zadbać o identyczne lub bardzo zbliżone pozycjonowanie, żeby lekarz mógł wiarygodnie porównać zrost w obrębie kości sześciennej. To z pozoru mała kość, ale w biomechanice stopy odgrywa dość istotną rolę, stabilizując boczny filar stopy i przenosząc obciążenia przy chodzeniu i bieganiu.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).

Pytanie 15

Na obrazie radiologicznym nadgarstka uwidoczniono złamanie nasady
Ilustracja do pytania
A. dalszej kości łokciowej.
B. bliższej kości promieniowej.
C. dalszej kości promieniowej.
Twoja odpowiedź
D. bliższej kości łokciowej.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana została dalsza nasada kości promieniowej. Na typowym zdjęciu RTG nadgarstka w projekcji AP lub PA kość promieniowa leży bocznie (od strony kciuka), a jej dalsza nasada tworzy główną powierzchnię stawową dla kości nadgarstka. W przedstawionym obrazie linia złamania przebiega właśnie w obrębie tej dalszej części kości promieniowej, tuż powyżej powierzchni stawowej, co jest klasycznym obrazem złamania nasady dalszej. W praktyce klinicznej bardzo często mamy do czynienia ze złamaniami dalszej nasady kości promieniowej typu Collesa lub Smitha – różnią się one głównie kierunkiem przemieszczenia odłamów, ale lokalizacja pozostaje ta sama: dystalna część kości promieniowej. Moim zdaniem warto od razu wyrabiać sobie nawyk orientowania się na zdjęciu: po pierwsze określamy, gdzie jest promień (strona kciuka), gdzie łokieć (strona palca małego), a dopiero potem analizujemy nasady – bliższą (od strony stawu łokciowego) i dalszą (od strony nadgarstka). W standardach opisów radiologicznych zaleca się zawsze podanie, której kości dotyczy złamanie, w jakim jej segmencie (nasada bliższa, trzon, nasada dalsza) oraz czy dochodzi do zajęcia powierzchni stawowej. W tym przypadku zmiana lokalizuje się w dalszej nasadzie kości promieniowej, w bezpośrednim sąsiedztwie powierzchni stawowej, co ma znaczenie dla dalszego leczenia – unieruchomienia, ewentualnej repozycji czy kwalifikacji do leczenia operacyjnego. W praktyce technika RTG nadgarstka wymaga prawidłowego ułożenia kończyny: dłoń płasko na detektorze, palce wyprostowane, oś trzeciego palca w przedłużeniu przedramienia. Dopiero przy takim ułożeniu anatomia jest czytelna, a identyfikacja nasady dalszej kości promieniowej – jednoznaczna. To jest taka podstawowa, ale bardzo ważna umiejętność w diagnostyce obrazowej kończyny górnej.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).

Pytanie 16

Badanie gęstości mineralnej kości metodą DXA należy wykonać
A. z dalszego końca kości udowej.
B. z bliższego końca kości strzałkowej.
C. z dalszego końca kości strzałkowej.
D. z bliższego końca kości udowej.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź „z bliższego końca kości udowej” odnosi się do standardowego miejsca pomiaru gęstości mineralnej kości (BMD) w badaniu DXA w obrębie kończyny dolnej. W praktyce klinicznej za złoty standard uznaje się pomiar w okolicy szyjki kości udowej oraz w obrębie bliższego końca kości udowej, bo to właśnie tam najczęściej dochodzi do złamań osteoporotycznych biodra. Ten rejon zawiera dużo istotnej klinicznie kości beleczkowej, która szybko reaguje na ubytek masy kostnej, leczenie czy zmiany hormonalne. Dzięki temu wynik jest czuły na wczesne zmiany osteoporotyczne i dobrze koreluje z ryzykiem złamania. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś w diagnostyce osteoporozy pamięta tylko dwa miejsca do pomiaru DXA, to powinni to być: bliższy koniec kości udowej (biodro) i odcinek lędźwiowy kręgosłupa. W zaleceniach międzynarodowych (ISCD, IOF) właśnie biodro jest kluczowym obszarem do oceny BMD, szczególnie u osób starszych. Ważne jest też prawidłowe pozycjonowanie: kończyna dolna powinna być ułożona w lekkiej rotacji wewnętrznej, tak aby szyjka kości udowej była dobrze uwidoczniona, a pomiar powtarzalny w kolejnych badaniach kontrolnych. W praktyce technik radiologii zwraca uwagę na ustawienie miednicy, symetrię, brak artefaktów (np. metalowe implanty, zagięte ubranie), bo każdy taki szczegół może zafałszować wynik T-score i Z-score. Warto też wiedzieć, że na podstawie BMD z bliższego końca kości udowej obliczane jest ryzyko złamania w kalkulatorach typu FRAX, co jeszcze bardziej podkreśla wagę tego miejsca pomiaru. Moim zdaniem to jedno z tych pytań, które dobrze utrwalają, że DXA to nie „jakiekolwiek zdjęcie kości”, tylko bardzo ściśle zdefiniowane, powtarzalne pomiary w określonych lokalizacjach anatomicznych.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2020 (arkusz Z.21-SG-20.06).

Pytanie 17

Co określa M₀ w systemie klasyfikacji nowotworów TNM?
A. Nie można ocenić obecności przerzutów odległych.
B. Nie można ocenić regionalnych węzłów chłonnych.
C. Nie stwierdza się przerzutów w regionalnych węzłach chłonnych.
D. Nie stwierdza się przerzutów odległych.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – symbol M₀ w klasyfikacji TNM oznacza, że nie stwierdza się przerzutów odległych. W systemie TNM mamy trzy główne składowe: T (tumor) opisuje guz pierwotny, N (nodes) dotyczy zajęcia regionalnych węzłów chłonnych, a M (metastases) odnosi się właśnie do przerzutów odległych, czyli takich, które pojawiają się w narządach odległych od guza pierwotnego, np. w płucach, wątrobie, kościach czy mózgu. M₀ to informacja, że w aktualnej diagnostyce obrazowej i klinicznej nie ma dowodów na obecność takich przerzutów. W praktyce klinicznej oznacza to zwykle wcześniejsze stadium zaawansowania nowotworu i często lepsze rokowanie. Przy planowaniu leczenia onkologicznego, np. radioterapii czy leczenia chirurgicznego, rozróżnienie M₀ i M₁ jest absolutnie kluczowe. Pacjent z M₀ może być kwalifikowany do leczenia radykalnego, czyli z intencją wyleczenia, natomiast przy M₁ najczęściej myślimy o leczeniu paliatywnym lub skojarzonym, bardziej nastawionym na kontrolę choroby i objawów niż na pełne wyleczenie. Z mojego doświadczenia warto zawsze pamiętać, że zapis M₀ nie oznacza, że przerzutów na pewno nie ma, tylko że nie są wykrywalne dostępnymi metodami (TK, MR, PET-CT, scyntygrafia, USG itd.). Dlatego tak ważne są dobrze wykonane badania obrazowe oraz ich prawidłowa interpretacja. W dobrych standardach opisu badań radiologicznych i onkologicznych zawsze jasno podaje się status M, bo od tego zależy nie tylko rodzaj terapii, ale też np. kwalifikacja do badań klinicznych czy decyzje o zakresie napromieniania w radioterapii.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).

Pytanie 18

Na radiogramie strzałką oznaczono
Ilustracja do pytania
A. kość łódkowatą.
Twoja odpowiedź
B. kość sześcienną.
C. staw skokowo-piętowy.
D. kość łódeczkowatą.
Poprawna odpowiedź. Na zdjęciu bocznym stawu skokowego strzałka wskazuje kość łódkowatą stępu (os naviculare). W projekcji bocznej widać ją pomiędzy bloczkiem kości skokowej a kośćmi klinowatymi, jako stosunkowo małą, owalną kość położoną po stronie przyśrodkowej, tuż przed głową kości skokowej. To właśnie jej kształt „łódki” i typowe położenie w łańcuchu stępu pomaga ją rozpoznać. W praktyce radiologicznej bardzo ważne jest, żebyś umiał odróżnić kość łódkowatą od kości sześciennej, bo ich mylenie prowadzi potem do złej lokalizacji złamań, zmian zwyrodnieniowych czy martwicy jałowej. Kość łódkowata łączy się stawowo z kością skokową oraz kośćmi klinowatymi, odgrywa dużą rolę w łuku podłużnym stopy i stabilizacji przodostopia. W interpretacji zdjęć RTG obowiązuje zasada, że zawsze identyfikujemy najpierw duże orientacyjne struktury: kość piszczelową, strzałkową, skokową i piętową, a dopiero potem przechodzimy do mniejszych kości stępu. To bardzo ułatwia topografię. W badaniach urazowych, zwłaszcza po skręceniach i upadkach z wysokości, kość łódkowata może ulegać złamaniom awulsyjnym lub kompresyjnym – na standardowych projekcjach AP i bocznej trzeba wtedy dokładnie prześledzić jej zarys korowy i gęstość beleczkowania. Moim zdaniem warto też pamiętać o tzw. kości dodatkowej – os tibiale externum – która leży przy przyśrodkowym brzegu kości łódkowatej i na zdjęciu może wyglądać jak fragment złamania, jeżeli ktoś nie kojarzy typowego obrazu. W dobrych praktykach opisowych zwraca się uwagę na ustawienie stawu skokowo-łódkowego, szerokość szpary stawowej i ewentualne nieregularności konturu kości łódkowatej, bo to pomaga wychwycić wczesne zmiany zwyrodnieniowe czy pourazowe, zanim pacjent trafi np. na TK.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).

Pytanie 19

Jaki rozmiar kasety należy zastosować, wykonując standardowe zdjęcie stawu kolanowego w projekcji bocznej?
A. 35×43 cm
B. 18×24 cm
Twoja odpowiedź
C. 35×35 cm
D. 9×13 cm
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – do standardowego zdjęcia stawu kolanowego w projekcji bocznej stosuje się kasetę o rozmiarze 18×24 cm. Ten format jest uznawany za klasyczny dla badań pojedynczych stawów kończyn u dorosłych, zwłaszcza kolana, skokowego czy łokcia. Rozmiar 18×24 cm pozwala objąć cały staw kolanowy w projekcji bocznej: nasadę dalszą kości udowej, bliższą kości piszczelowej, rzepkę oraz okoliczne tkanki miękkie, a jednocześnie nie jest zbyt duży, więc ogranicza niepotrzebne naświetlanie tkanek poza obszarem zainteresowania. Z mojego doświadczenia to jest taki „złoty standard” – łatwo się pozycjonuje pacjenta, kolano dobrze wypełnia pole kasety, a kolimator można ustawić bardzo precyzyjnie. Przy prawidłowym ułożeniu w projekcji bocznej, z lekkim zgięciem stawu (zwykle ok. 20–30°), na obrazie w formacie 18×24 cm mamy czytelne odwzorowanie przestrzeni stawowej, powierzchni stawowych oraz ewentualnych wysięków, zwapnień czy zmian pourazowych. W praktyce technik dobiera kasetę tak, żeby: po pierwsze – nie obcinać struktur anatomicznych istotnych diagnostycznie, po drugie – nie naświetlać pół stołu. Dlatego do kończyn stosuje się mniejsze formaty, a duże kasety zostawia się na klatkę piersiową czy miednicę. W nowoczesnych pracowniach DR czy CR wciąż zachowuje się te same zasady – nawet jeśli fizycznej kasety już nie ma, to pole ekspozycji i kolimację planuje się w odniesieniu do tradycyjnych formatów, właśnie takich jak 18×24 cm dla kolana. To ułatwia trzymanie się standardów opisanych w podręcznikach z techniki radiologicznej i w protokołach pracownianych.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).

Pytanie 20

Na radiogramie uwidoczniono złamanie
Ilustracja do pytania
A. nasady dalszej kości promieniowej.
B. trzonu kości promieniowej.
Twoja odpowiedź
C. nasady dalszej kości łokciowej.
D. trzonu kości łokciowej.
Poprawna odpowiedź. Na przedstawionym radiogramie wyraźnie widać, że linia złamania przebiega przez środkowy odcinek kości promieniowej, czyli jej trzon. Nasada dalsza znajduje się w okolicy stawu promieniowo-nadgarstkowego, tuż przy nadgarstku, natomiast na zdjęciu złamanie jest położone zdecydowanie wyżej, w części diafizalnej kości. Charakterystyczny jest obraz przerwania ciągłości warstwy korowej w odcinku środkowym kości oraz przemieszczenie odłamów, co typowo opisuje się jako złamanie trzonu. Z mojego doświadczenia w pracowni RTG duża część pomyłek wynika właśnie z mylenia „nasady dalszej” z „trzonem”, dlatego warto sobie w głowie dzielić kość na trzy strefy: nasada bliższa, trzon, nasada dalsza i patrzeć, gdzie faktycznie wypada złamanie. W praktyce klinicznej rozpoznanie złamania trzonu kości promieniowej ma wpływ na dalsze postępowanie – inaczej unieruchamia się typowe złamania nasady dalszej (np. typu Collesa), a inaczej złamania diafizalne. W przypadku trzonu kości promieniowej częściej rozważa się leczenie operacyjne, szczególnie przy dużym przemieszczeniu, żeby przywrócić prawidłową oś kończyny i rotację przedramienia. Dobrą praktyką w diagnostyce obrazowej jest też ocena całej kości w co najmniej dwóch prostopadłych projekcjach, tak jak uczą standardy radiologiczne – AP i boczna – bo czasem złamanie trzonu jest widoczne tylko w jednej projekcji lub wygląda łagodniej niż jest w rzeczywistości. Tutaj obraz jest na tyle wyraźny, że rozpoznanie złamania trzonu kości promieniowej jest jednoznaczne i zgodne z zasadami opisu RTG kończyn górnych.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2021 (arkusz Z.21-SG-21.01).

Pytanie 21

Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałką oznaczono patologiczny kręg
Ilustracja do pytania
A. L1
Twoja odpowiedź
B. L3
C. TH8
D. TH10
Poprawna odpowiedź. Na obrazie widoczny jest rezonans magnetyczny odcinka piersiowo‑lędźwiowego kręgosłupa w projekcji strzałkowej. Strzałka wskazuje na pierwszy kręg lędźwiowy – L1. Identyfikacja poziomu opiera się na kilku prostych, ale ważnych zasadach. Najpierw lokalizujemy przejście piersiowo‑lędźwiowe: ostatni kręg z wyraźnie zaznaczonymi żebrami to TH12, a tuż poniżej zaczyna się odcinek lędźwiowy. Pierwszy kręg bez przyczepionych żeber, położony zaraz pod TH12, to właśnie L1. Na typowych sekwencjach MR w płaszczyźnie strzałkowej dobrze widać różnicę w kształcie trzonów oraz zmianę krzywizny – przejście z kifozy piersiowej w lordozę lędźwiową. L1 leży dokładnie w tym „punkcie przełamania”. Moim zdaniem w praktyce technika obrazowania warto sobie to zawsze „odhaczyć”: liczymy od góry (od TH12) w dół i świadomie zaznaczamy poziom L1, bo od tego zależy poprawne opisanie patologii – np. złamania kompresyjnego, naczyniaka trzonu, przerzutu czy zmian zapalnych. W standardach opisu badań MR kręgosłupa (zarówno w radiologii, jak i w ortopedii) podkreśla się konieczność jednoznacznej identyfikacji poziomu, żeby chirurg, neurolog czy rehabilitant wiedzieli dokładnie, na którym segmencie pracują. W codziennej pracy w pracowni MR przydaje się też porównanie z przeglądowym RTG lub sekwencją lokalizacyjną, ale sama znajomość anatomii w obrazowaniu – tak jak tutaj przy rozpoznaniu L1 – to absolutna podstawa i dobra praktyka zawodowa.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).

Pytanie 22

Diagnozowanie metodą PET oparte jest na zjawisku
A. fotoelektrycznym.
B. Comptona.
Twoja odpowiedź
C. rozproszenia klasycznego.
D. anihilacji pozytonu i elektronu.
Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. W diagnostyce PET łatwo pomylić różne zjawiska fizyczne, bo w radiologii przewija się kilka podstawowych procesów oddziaływania promieniowania z materią. Trzeba jednak rozdzielić to, co jest kluczowe dla powstawania obrazu PET, od tego, co dominuje np. w klasycznym RTG czy tomografii komputerowej. Zjawisko Comptona, które często kojarzy się z promieniowaniem diagnostycznym, rzeczywiście ma ogromne znaczenie w radiografii czy TK, bo odpowiada za rozpraszanie fotonów w tkankach i powstawanie dawki w organizmie. Jednak w PET nie na tym opiera się sama metoda obrazowania. Rozproszenie Comptona jest tu raczej zjawiskiem niepożądanym, które pogarsza jakość obrazu, bo wprowadza fotony o zmienionej energii i kierunku, przez co system może je błędnie zakwalifikować. Podobnie jest ze zjawiskiem fotoelektrycznym – ono dominuje przy niższych energiach fotonów w klasycznym obrazowaniu rentgenowskim, wpływa na kontrast i pochłanianie promieniowania w kościach i tkankach miękkich. W PET fotony mają energię 511 keV i zjawisko fotoelektryczne nie jest tutaj podstawą działania aparatu, tylko jednym z możliwych, mniej istotnych mechanizmów oddziaływania w osłonach czy detektorach. Rozproszenie klasyczne (Thomsona, Rayleigha) też bywa wymieniane w podręcznikach, ale ma znaczenie głównie przy niższych energiach i nie jest fundamentem żadnej z nowoczesnych technik obrazowania medycyny nuklearnej. Typowy błąd polega na tym, że ktoś próbuje „na siłę” przypisać PET do tych samych zjawisk, co RTG czy TK, bo wszystkie używają promieniowania gamma lub X. Tymczasem istotą PET jest emisja pozytonów przez radioizotop i późniejsza anihilacja z elektronem, dająca dwa fotony 511 keV rejestrowane w koincydencji. Jeśli się to pomyli, łatwo potem źle rozumieć, skąd się bierze obraz PET, jak działają detektory pierścieniowe i dlaczego tak ważna jest dokładna rejestracja par fotonów, a nie pojedynczych kwantów, jak w klasycznej gammakamerze. Moim zdaniem warto sobie uporządkować: RTG/TK – głównie efekt fotoelektryczny i Comptona, scyntygrafia – emisja pojedynczych fotonów gamma, PET – anihilacja pozytonu i elektronu z rejestracją dwóch fotonów w koincydencji.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).

Pytanie 23

Na wykresie EKG zaznaczono
Ilustracja do pytania
A. odstęp PQ
B. odcinek ST
C. odstęp QT
Twoja odpowiedź
D. odcinek PQ
Poprawna odpowiedź. Na zaznaczonym fragmencie EKG widoczny jest klasyczny odstęp QT – czyli czas od początku zespołu QRS (pierwsze wychylenie zespołu komorowego, zwykle załamek Q lub R) do końca załamka T. Ten odcinek obejmuje pełny czas depolaryzacji i repolaryzacji komór serca. W praktyce mówi się, że QT to „elektryczne życie komór”, bo opisuje, jak długo komory są pobudzone i jak się potem wyciszają. To właśnie ten zakres jest oznaczony na schemacie: start na początku ostrego, wysokiego wychylenia (zespół QRS) i koniec na opadającym ramieniu załamka T. Moim zdaniem to jeden z kluczowych parametrów w EKG, który technik czy ratownik musi rozpoznawać niemal odruchowo. W codziennej pracy odstęp QT zawsze oceniamy z korekcją do częstości rytmu serca (QTc, np. wg wzoru Bazzetta). Normy QTc to orientacyjnie do ok. 440 ms u mężczyzn i 460 ms u kobiet, ale trzeba też patrzeć na zalecenia aktualnych wytycznych ESC i Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Wydłużony QT może świadczyć o ryzyku groźnych komorowych zaburzeń rytmu, np. torsade de pointes, i często jest związany z lekami (neuroleptyki, niektóre antyarytmiki, antybiotyki makrolidowe), zaburzeniami elektrolitowymi (hipokaliemia, hipomagnezemia), wrodzonym zespołem długiego QT. Skrócony QT może pojawiać się np. w hiperkalcemii. W pracowni EKG dobrą praktyką jest mierzenie QT w kilku odprowadzeniach (najczęściej II, V5, V6) i wybór najlepiej widocznego końca załamka T, unikając odprowadzeń z wyraźną załamkowością U. Z mojego doświadczenia warto zawsze powiększyć zapis na ekranie aparatu, żeby dokładnie uchwycić koniec T, bo to tam najczęściej popełnia się błędy pomiarowe. Prawidłowe rozpoznanie odstępu QT, tak jak w tym pytaniu, to podstawa bezpiecznej interpretacji EKG.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2020 (arkusz Z.21-SG-20.06).

Pytanie 24

Którą kość oznaczono na obrazie rezonansu magnetycznego?
Ilustracja do pytania
A. Kość promieniową.
B. Kość piszczelową.
Twoja odpowiedź
C. Kość łokciową.
D. Kość strzałkową.
Poprawna odpowiedź. Na obrazie MR widzimy przekrój strzałkowy stawu kolanowego. Strzałka wskazuje na dużą kość leżącą przyśrodkowo (po stronie „wewnętrznej” kończyny dolnej), stanowiącą główny element nośny podudzia – to właśnie kość piszczelowa. W rezonansie magnetycznym łatwo ją rozpoznać po szerokiej nasadzie bliższej, która tworzy powierzchnię stawową z kością udową oraz po typowym ułożeniu w osi kończyny. Kość strzałkowa w takim przekroju zwykle jest widoczna bardziej bocznie i ma znacznie mniejszą średnicę, czasem nawet wypada poza pole obrazowania, jeśli skan skupia się na przedziale przyśrodkowym stawu. Kość piszczelowa ma charakterystyczny kształt plateau piszczelowego od góry oraz trzonu biegnącego pionowo w dół. W praktyce klinicznej umiejętność szybkiej identyfikacji piszczeli na obrazach MR jest kluczowa przy ocenie złamań, obrzęku szpiku kostnego, zmian pourazowych więzadeł (np. ACL, PCL, więzadła poboczne), a także przy planowaniu zabiegów ortopedycznych, takich jak osteotomie czy alloplastyka stawu kolanowego. W standardach opisu badań MR kolana (np. według zaleceń ESSR – European Society of Musculoskeletal Radiology) zawsze podkreśla się ocenę ciągłości kory kostnej piszczeli, obecność zmian degeneracyjnych w obrębie powierzchni stawowych oraz torbieli podchrzęstnych. Moim zdaniem warto też od razu „w głowie” kojarzyć położenie przyczepów więzadła krzyżowego przedniego i tylnego względem piszczeli – to bardzo ułatwia orientację w kolejnych przekrojach. W pracowni diagnostyki obrazowej dobrą praktyką jest też oglądanie całej serii obrazów w kilku płaszczyznach (strzałkowej, czołowej, poprzecznej), bo dopiero wtedy topografia piszczeli i jej relacja do kości udowej i rzepki staje się naprawdę oczywista i nie budzi wątpliwości.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2015 (arkusz Z.21-X-15.01).

Pytanie 25

Rozpoczęcie badania TK nerek po 20-30 sekundach od początku podania środka kontrastowego umożliwia diagnostykę
A. tętnic nerkowych.
Poprawna odpowiedź
B. dróg moczowych.
Twoja odpowiedź
C. żył nerkowych.
D. kory i rdzenia nerek.
Niepoprawna odpowiedź. W tym pytaniu kluczowe jest zrozumienie, że czas po podaniu środka kontrastowego w TK nie jest przypadkowy, tylko odpowiada określonym fazom krążenia kontrastu w organizmie. Około 20–30 sekund po rozpoczęciu iniekcji dożylnej dominuje faza tętnicza, a więc kontrast jest głównie w tętnicach, w tym w tętnicach nerkowych. To nie jest jeszcze moment dobrej oceny żył nerkowych, bo pełniejsza faza żylna pojawia się później, zwykle około 60–70 sekund, kiedy kontrast przepłynie przez łożysko włośniczkowe i zacznie się gromadzić w układzie żylnym. Dlatego oczekiwanie, że po 20–30 sekundach najlepiej zobaczymy żyły nerkowe, jest oparte na myleniu fazy tętniczej z żylną. Podobnie drogi moczowe wymagają czasu, żeby kontrast został przefiltrowany w kłębuszkach nerkowych i pojawił się w miedniczkach nerkowych, moczowodach i pęcherzu. To jest tzw. faza wydalnicza, zwykle kilka minut po podaniu kontrastu, a nie pierwsze dziesiątki sekund. W tej wczesnej fazie kontrast jest jeszcze „w krwi”, a nie w moczu. Kolejne typowe nieporozumienie dotyczy kory i rdzenia nerek. Co prawda już w okolicach 30–40 sekund zaczyna się faza korowo-rdzeniowa, gdzie różnica wysycenia kontrastem między korą a rdzeniem jest dobrze widoczna, ale optymalny moment to zwykle trochę później niż 20 sekund, bardziej w stronę 30–40 sekund, zależnie od protokołu. Wczesna, czysto tętnicza faza służy przede wszystkim ocenie naczyń, a nie szczegółowej analizie struktury miąższu. Z mojego doświadczenia największy błąd myślowy polega na traktowaniu „kontrast jest podany” jako jednego, stałego stanu. Tymczasem w dobrych praktykach radiologicznych planuje się cały protokół wielofazowy: najpierw faza tętnicza do tętnic, później faza żylno-miąższowa do oceny narządów, a na końcu faza wydalnicza do układu moczowego. Jeśli pomylimy te fazy, możemy albo nie zobaczyć patologii, albo wyciągnąć fałszywe wnioski z prawidłowego badania. Dlatego tak ważne jest kojarzenie czasu od podania kontrastu z konkretną strukturą, którą chcemy zdiagnozować.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).

Pytanie 26

Parametr spirometryczny czynnościowa pojemność zalegająca oznaczany jest skrótem
A. TV
B. TLC
Twoja odpowiedź
C. RV
D. FRC
Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. Czynnościowa pojemność zalegająca to pojęcie, które bardzo łatwo pomylić z innymi objętościami płucnymi, bo nazwy i skróty są do siebie podobne, a wszystko kręci się wokół tych samych kilku litrów powietrza. Czynnościowa pojemność zalegająca oznaczana jest skrótem FRC (functional residual capacity) i opisuje ilość powietrza pozostającą w płucach po spokojnym wydechu. To jest stan równowagi między sprężystością płuc a sprężystością ściany klatki piersiowej. Wiele osób intuicyjnie zaznacza TLC, bo brzmi to „poważnie” – total lung capacity, czyli całkowita pojemność płuc. TLC to jednak maksymalna objętość gazu w płucach po najgłębszym możliwym wdechu. To zupełnie inny punkt krzywej oddechowej, skrajnie po stronie wdechu, podczas gdy FRC leży w środku, przy spokojnym oddychaniu. Utożsamianie TLC z FRC to typowy błąd polegający na myleniu pojemności opisujących maksima z pojemnościami opisującymi stan spoczynkowy. Kolejne częste skojarzenie to RV – residual volume, czyli objętość zalegająca. Sama nazwa „zalegająca” podpowiada, że może chodzić właśnie o czynnościową pojemność zalegającą. Problem w tym, że RV obejmuje tylko powietrze, którego nie można usunąć nawet przy maksymalnie forsownym wydechu. FRC jest większa, bo zawiera RV oraz dodatkowo zapasową objętość wydechową (ERV). Mylenie RV z FRC wynika zwykle z tego, że ktoś kojarzy słowo „zalegająca”, ale nie pamięta, że FRC to pojemność (czyli suma), a RV to tylko jedna z objętości. Odpowiedź TV też bywa wybierana przez osoby, które trzymają się bardziej podstaw: TV, czyli tidal volume, to objętość oddechowa – ilość powietrza nabieranego i wydychanego w jednym spokojnym oddechu. To tylko „porcja” powietrza, która krąży między wdechem a wydechem, a nie to, co zostaje w płucach po wydechu. Z mojego doświadczenia najbezpieczniej jest zapamiętać proste skojarzenie: po spokojnym wydechu zostaje FRC, po maksymalnym wydechu zostaje RV, a po maksymalnym wdechu mamy TLC. W dobrych praktykach interpretacji badań czynnościowych układu oddechowego, zgodnie z zaleceniami ATS/ERS, rozróżnienie tych parametrów jest kluczowe, bo każdy z nich inaczej zmienia się w chorobach obturacyjnych i restrykcyjnych. Bez tego łatwo się pogubić w opisie spirometrii czy pletyzmografii i wyciągnąć błędne wnioski kliniczne.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2019 (arkusz Z.21-X-19.01).

Pytanie 27

W której próbie stroikowej przystawia się stroik do czoła (u podstawy nosa) lub na szczycie głowy i porównuje się przewodnictwo kostne ucha prawego i lewego?
A. W próbie Schwabacha.
B. W próbie Binga.
C. W próbie Webera.
Twoja odpowiedź
D. W próbie Rinnego.
Poprawna odpowiedź. W próbie Webera rzeczywiście przykładamy drgający stroik kamertonowy do linii pośrodkowej czaszki – najczęściej na szczycie głowy, na czole u podstawy nosa albo na siekacze górne – i porównujemy przewodnictwo kostne między prawym a lewym uchem. To badanie jest klasycznym testem stroikowym do oceny lateralizacji dźwięku. W praktyce klinicznej chodzi o to, żeby sprawdzić, czy dźwięk jest słyszany symetrycznie w obu uszach, czy „ucieka” bardziej na jedną stronę. U osoby z prawidłowym słuchem lub z symetrycznym ubytkiem słuchu dźwięk z próby Webera jest odczuwany w linii środkowej, jakby „w głowie”. Przy niedosłuchu przewodzeniowym (np. korek woskowinowy, wysięk w jamie bębenkowej) dźwięk lateralizuje do ucha chorego, natomiast przy niedosłuchu odbiorczym (uszkodzenie ślimaka, nerwu VIII) – do ucha lepiej słyszącego. Moim zdaniem warto zapamiętać prosty schemat: Weber do środka czaszki, ocena gdzie „ucieka” dźwięk. W standardzie badania laryngologicznego próba Webera jest zawsze łączona z próbą Rinnego, bo dopiero zestawienie wyników pozwala w miarę sensownie odróżnić uszkodzenie przewodzeniowe od odbiorczego. W gabinecie protetyka słuchu czy w podstawowej opiece zdrowotnej te dwie próby są taką szybką, „łóżkową” metodą orientacyjnej oceny słuchu zanim pacjent trafi na audiometrię tonalną. Warto też pamiętać, żeby w trakcie badania poprosić pacjenta o zamknięcie oczu i nie sugerować mu odpowiedzi, bo subiektywne wrażenie lateralizacji jest kluczowe dla interpretacji.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).

Pytanie 28

Na prawidłowo przedstawionym radiogramie badania kontrastowego strzałką zaznaczono
Ilustracja do pytania
A. mięsień lędźwiowy lewy.
B. moczowód lewy.
Twoja odpowiedź
C. mięsień lędźwiowy prawy.
D. moczowód prawy.
Poprawna odpowiedź. Na zdjęciu widzisz klasyczne badanie urograficzne – kontrast wypełnia układy kielichowo‑miedniczkowe nerek oraz moczowody. Strzałka wskazuje smukły, wyraźnie cieniujący słupek kontrastu biegnący z górnej części obrazu w kierunku pęcherza po stronie lewej pacjenta. W projekcji AP (przednio‑tylnej) zawsze pamiętamy, że lewa strona obrazu odpowiada lewej stronie pacjenta, bo promień pada z przodu na tył, a obraz nie jest odwracany lustrzanie. Dlatego zaznaczona struktura to lewy moczowód wypełniony środkiem cieniującym. Moczowód na urografii ma typowy przebieg: schodzi z miedniczki nerkowej przyśrodkowo, krzyżuje wyrostki poprzeczne kręgów lędźwiowych, dalej zbliża się do linii kolców biodrowych przednich górnych i kończy w pęcherzu. Na tym radiogramie dokładnie to widać – równy, kontrastowy zarys, bez typowego wachlarzowatego kształtu mięśnia i bez beleczkowania kości. Z praktycznego punktu widzenia umiejętność pewnego rozpoznania moczowodów jest kluczowa przy ocenie zastoju moczu, kamicy moczowodowej, zwężeń po operacjach czy zmian uciskowych z zewnątrz. W codziennej pracy technika elektroradiologii, radiologa czy urologa takie zdjęcie to podstawa oceny drożności dróg moczowych. Moim zdaniem warto sobie „wdrukować” ten obraz w pamięć: wąski kontrastowy pasek w linii mniej więcej wyrostków poprzecznych – to moczowód, a jeśli po lewej stronie ekranu, to właśnie moczowód lewy.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).

Pytanie 29

Zaznaczona strzałką struktura anatomiczna na obrazie rezonansu magnetycznego to
Ilustracja do pytania
A. sierp mózgu.
B. szyszynka.
C. komora.
Twoja odpowiedź
D. móżdżek.
Poprawna odpowiedź. Na przedstawionym obrazie MR w projekcji strzałkowej strzałka wskazuje strukturę o niskim sygnale, o gładkim zarysie, biegnącą wzdłuż linii środkowej mózgowia, w obrębie układu komorowego – to jest właśnie komora. W tym ujęciu najlepiej widać róg przedni i trzon komory bocznej oraz komorę III, które tworzą typowy, pusty (bezkreskowy) obszar wypełniony płynem mózgowo‑rdzeniowym. Na sekwencjach T1, które najczęściej stosuje się w takich przekrojach anatomicznych, płyn ma niski sygnał i dlatego komora jest ciemniejsza niż otaczająca istota biała i kora. Moim zdaniem kluczowe jest tu rozpoznanie typowego kształtu i położenia w stosunku do ciała modzelowatego i struktur podwzgórza. W praktyce klinicznej prawidłowa identyfikacja komór jest absolutnie podstawowa: oceniamy szerokość światła, symetrię, obecność przemieszczeń, poszerzeń w wodogłowiu, krwawień dokomorowych, a także skutki masy guzów. Zgodnie z dobrymi praktykami radiologicznymi zawsze opisujemy układ komorowy w każdej dokumentacji MR mózgowia – czy jest prawidłowo poszerzony, czy nie ma cech ucisku lub zablokowania przepływu płynu. Na dyżurach radiologicznych szybkie rozpoznanie poszerzonych komór u pacjenta z bólami głowy czy zaburzeniami świadomości może decydować o pilnej interwencji neurochirurgicznej, np. założeniu drenażu. Warto też kojarzyć, że na obrazach T2 i FLAIR komory będą wyglądały inaczej (płyn jaśniejszy lub wygaszony), ale ich położenie anatomiczne i relacja do sierpa mózgu oraz móżdżku pozostaje stała, co bardzo ułatwia orientację w badaniu.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2018 (arkusz Z.21-X-18.01).

Pytanie 30

Brachyterapia wewnątrzprzewodowa jest stosowana w leczeniu
A. raka nerwu wzrokowego.
B. nowotworu narządu rodnego.
C. nowotworu przełyku.
Twoja odpowiedź
D. raka skóry.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazany nowotwór przełyku dobrze pokazuje, że rozumiesz ideę brachyterapii wewnątrzprzewodowej. W tej technice źródło promieniowania jonizującego umieszcza się w świetle narządu rurowego, czyli właśnie „wewnątrz przewodu”. W praktyce klinicznej najczęściej dotyczy to przełyku, oskrzeli czy dróg żółciowych, ale w standardach radioterapii to rak przełyku jest takim klasycznym, podręcznikowym przykładem. Do przełyku wprowadza się aplikator lub specjalny cewnik, który pozycjonuje się w miejscu guza, a następnie za pomocą afterloadera wprowadza się radioaktywny izotop (najczęściej Ir-192 w HDR). Dzięki temu dawka jest bardzo wysoka w obrębie guza, a stosunkowo szybko spada w tkankach zdrowych otaczających przełyk. Z mojego doświadczenia, na zajęciach zawsze podkreśla się, że to metoda szczególnie przydatna w leczeniu paliatywnym – np. przy zwężeniach przełyku powodujących problemy z połykaniem, kiedy celem jest poprawa komfortu życia pacjenta. Ważne jest też, że taka brachyterapia wymaga bardzo dokładnego planowania w systemie 3D, zwykle w oparciu o TK, z precyzyjnym określeniem długości odcinka napromienianego i położenia aplikatora. Standardy i wytyczne (np. ESTRO, PTRO) podkreślają konieczność weryfikacji położenia aplikatora obrazowaniem przed rozpoczęciem frakcji oraz ścisłego przestrzegania zasad ochrony radiologicznej personelu. Co istotne, brachyterapia wewnątrzprzewodowa nie jest terapią „uniwersalną” – stosuje się ją w wybranych lokalizacjach, głównie właśnie w przewodach i światłach narządów, a nie w guzach litej skóry czy narządów rodnych, gdzie używa się innych technik brachyterapii. W praktyce technik radioterapii musi umieć odróżnić brachyterapię śródjamową, śródmiąższową i wewnątrzprzewodową, bo od tego zależy sposób przygotowania pacjenta, dobór aplikatorów i cały tok postępowania.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).

Pytanie 31

Audiogram przedstawia próbę
Ilustracja do pytania
A. Fowlera.
Twoja odpowiedź
B. Lüschera-Zwisłockiego.
C. SISI.
D. Langenbecka.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – ten charakterystyczny wykres to audiogram z próby Fowlera, czyli tzw. testu wyrównywania głośności (loudness balance test). Próba Fowlera służy głównie do oceny rekrutacji słuchu, czyli nienormalnie szybkiego narastania wrażenia głośności w uchu z uszkodzeniem ślimaka. W praktyce klinicznej wykonuje się ją u pacjentów z jedno- lub obustronnym niedosłuchem odbiorczym, szczególnie gdy podejrzewamy uszkodzenie ślimakowe. Na audiogramie, takim jak na rysunku, widzimy kilka krzywych dla różnych poziomów natężenia i częstotliwości, a ich zbieganie się lub szybkie wyrównywanie głośności między uchem chorym i zdrowym wskazuje właśnie na rekrutację. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w próbie Fowlera zawsze porównujemy odczucie głośności między dwoma uszami – jedno jest referencyjne, drugie badane. Technik audiologiczny powinien dbać o stabilne warunki akustyczne, dobre wytłumienie kabiny oraz dokładną kalibrację audiometru, bo nawet niewielkie błędy poziomu dB wpływają na interpretację rekrutacji. W dobrych praktykach zaleca się wcześniejsze wykonanie klasycznej audiometrii tonalnej, żeby znać progi słyszenia w obu uszach i na tej podstawie ustawić poziomy wyjściowe do testu Fowlera. Taki test pomaga potem odróżnić uszkodzenie ślimakowe od pozaślimakowego, co ma znaczenie np. przy kwalifikacji do aparatowania czy dalszej diagnostyki otologicznej. W skrócie: jeśli audiogram pokazuje wyrównywanie głośności przy niewielkim zwiększeniu natężenia w uchu chorym, to typowy obraz rekrutacji w próbie Fowlera.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2015 (arkusz Z.21-X-15.01).

Pytanie 32

Na zamieszczonym obrazie radiologicznym nadgarstka strzałką wskazano kość
Ilustracja do pytania
A. księżycowatą.
Poprawna odpowiedź
B. grochowatą.
Twoja odpowiedź
C. łódeczkowatą.
D. haczykowatą.
Niepoprawna odpowiedź. Na obrazie strzałka wskazuje kość księżycowatą, a nie grochowatą, haczykowatą czy łódeczkowatą. Różnice między tymi kośćmi są dość charakterystyczne, tylko trzeba je sobie dobrze poukładać w głowie. Kość grochowata jest mała, owalna i leży po stronie łokciowej, nad kością trójgraniastą, bardziej od dłoniowej strony. Na klasycznej projekcji PA nadgarstka często częściowo nakłada się na cień innych kości i jest przesunięta przyśrodkowo, bliżej podstawy V kości śródręcza. Strzałka w tym zadaniu pokazuje strukturę położoną centralnie w rzędzie bliższym, więc nie pasuje to do grochowatej. Kość haczykowata należy do rzędu dalszego nadgarstka i znajduje się bardziej dystalnie, bliżej podstaw IV i V kości śródręcza. Ma charakterystyczny wyrostek haczykowaty, który najlepiej uwidacznia się w projekcjach skośnych lub specjalnych (np. projekcja kanału Guyona), a nie w zwykłej projekcji PA. Na pokazanym zdjęciu strzałka nie wskazuje tak dystalnie położonej kości, więc ta odpowiedź też się nie broni. Kość łódeczkowata z kolei leży bocznie, od strony kciuka, w rzędzie bliższym. Ma podłużny, łódkowaty kształt i sięga aż do promieniowej krawędzi nadgarstka. Typowy błąd polega na tym, że każdą kość w rzędzie bliższym, bardziej po stronie promieniowej, myli się z łódeczkowatą. Tutaj jednak strzałka wskazuje kość położoną wyraźnie centralnie, na przedłużeniu osi kości promieniowej, pomiędzy łódeczkowatą a trójgraniastą – to klasyczna pozycja kości księżycowatej. Dobra praktyka przy analizie RTG nadgarstka to „czytanie” kości nadgarstka w ustalonej kolejności, z zachowaniem topografii: najpierw rząd bliższy od strony promieniowej do łokciowej, potem rząd dalszy. Taki schemat pomaga uniknąć pochopnego dopasowywania nazwy kości tylko na podstawie kształtu, bez uwzględnienia jej położenia względem kości promieniowej, łokciowej i śródręcza, co jest chyba najczęstszą przyczyną pomyłek w tego typu pytaniach.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2022 (arkusz Z.21-SG-22.01).

Pytanie 33

Ilustracja przedstawia pozycjonowanie pacjentki do badania mammograficznego w projekcji
Ilustracja do pytania
A. bocznej.
B. dolinowej.
C. stycznej.
Twoja odpowiedź
D. kleopatry.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – ilustracja pokazuje klasyczne pozycjonowanie do mammografii stycznej, czyli tzw. projekcji spot-compression / tangencjalnej. W tej projekcji ucisk i wiązka promieniowania są skierowane dokładnie na wybrany, ograniczony fragment piersi, zwykle na zmianę wyczuwalną palpacyjnie lub podejrzaną w standardowych projekcjach CC i MLO. Na rysunku widać, że pierś nie jest ułożona jak przy typowej projekcji czołowej czy skośnej, tylko jej mały wycinek został „wyciągnięty” i dociśnięty między detektor a specjalną małą płytkę uciskową. Strzałka wskazuje miejsce zainteresowania – to typowe właśnie dla zdjęcia stycznego, gdzie zależy nam na jak najdokładniejszym odwzorowaniu jednej zmiany, a nie całej piersi. W praktyce technik robi takie zdjęcie, gdy radiolog chce ocenić, czy podejrzany cień leży rzeczywiście w piersi, czy np. w skórze, albo czy mikrozwapnienia są rzeczywiste, czy to tylko nałożenie struktur. Moim zdaniem warto zapamiętać, że projekcje styczne są dodatkowymi, celowanymi zdjęciami – nie zastępują standardowego zestawu CC i MLO, tylko go uzupełniają. W wytycznych jakościowych EUREF i w dobrych podręcznikach z mammografii podkreśla się, że prawidłowe, precyzyjne pozycjonowanie i odpowiednio silny, ale akceptowalny dla pacjentki ucisk w projekcji stycznej znacząco poprawiają rozdzielczość i kontrast podejrzanej zmiany, co potem ułatwia decyzję: kontrola, biopsja, czy spokój. W codziennej pracy w pracowni mammograficznej takie celowane zdjęcia robi się naprawdę często – to nie jest żadna egzotyka, tylko standardowa dobra praktyka.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2022 (arkusz Z.21-SG-22.01).

Pytanie 34

Nieostrość geometryczna obrazu rentgenowskiego zależy od
A. ilości promieniowania rozproszonego.
B. grubości emulsji błony rentgenowskiej.
C. wielkości ziarna luminoforu folii wzmacniającej.
D. wielkości ogniska optycznego.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana została wielkość ogniska optycznego, czyli w praktyce rozmiar ogniska lampy rentgenowskiej. To właśnie od niego w dużym stopniu zależy nieostrość geometryczna, nazywana też nieostrością ogniskową. Im większe ognisko, tym bardziej krawędzie struktur na obrazie stają się rozmyte, bo promienie wychodzą z większego obszaru, a nie z jednego „punktu”. Z mojego doświadczenia dobrze to widać np. w radiogramach kości dłoni: przy dużym ognisku beleczki kostne i zarysy drobnych stawów są mniej wyraźne, przy małym ognisku – ostre jak żyleta. Dlatego w standardach pracowni RTG zaleca się używanie małego ogniska do badań wymagających wysokiej rozdzielczości przestrzennej: zdjęcia kostne, mammografia, drobne struktury stomatologiczne. Przy badaniach dużych części ciała, np. klatki piersiowej u dorosłego, częściej stosuje się większe ognisko, bo trzeba wytrzymać większe obciążenie cieplne lampy. W praktyce technik zawsze musi znaleźć kompromis między ostrością a możliwościami technicznymi aparatu i dawką dla pacjenta. Warto też pamiętać, że na nieostrość geometryczną wpływa dodatkowo odległość ognisko–błona oraz odległość obiekt–błona, ale „startem” całego problemu jest właśnie fizyczna wielkość ogniska. Gdy opanujesz tę zależność, łatwiej rozumiesz, dlaczego w protokołach badań RTG tak mocno podkreśla się dobór ogniska w zależności od badanej okolicy i masy ciała pacjenta.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2019 (arkusz Z.21-X-19.01).

Pytanie 35

Jakie wymagania techniczne muszą spełniać aparaty terapeutyczne stosowane w zakładach brachyterapii, służące bezpośrednio do napromieniania pacjenta metodą zdalnego wprowadzania źródeł promieniotwórczych?
A. Posiadają jeden niezależny system odliczający czas i informujący o zakończeniu napromieniania.
B. Weryfikują ustawione warunki i nie sygnalizują przypadkowych błędów personelu.
C. Wyłączenie i ponowne włączenie aparatu nie likwiduje sygnalizowanego błędu.
Twoja odpowiedź
D. Wyłączenie i ponowne włączenie aparatu likwiduje sygnalizowany błąd.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź podkreśla bardzo ważną zasadę bezpieczeństwa w brachyterapii HDR: wyłączenie i ponowne włączenie aparatu nie może kasować wcześniej zgłoszonego błędu. W aparatach do zdalnego wprowadzania źródeł (afterloaderach) mamy do czynienia z bardzo silnymi źródłami promieniowania, które są prowadzone do ciała pacjenta systemem prowadnic. Jeśli system raz wykryje sytuację niebezpieczną – np. problem z pozycją źródła, zablokowanie prowadnicy, błąd w układzie bezpieczeństwa, uszkodzenie czujnika – to z punktu widzenia norm ochrony radiologicznej ten stan musi być traktowany jako trwały alarm, dopóki nie zostanie sprawdzony i skasowany w kontrolowany sposób przez uprawnioną osobę, a nie przez zwykły „reset zasilania”.
W praktyce klinicznej obowiązuje zasada tzw. fail-safe: jeżeli coś jest nie tak, urządzenie przechodzi w stan bezpieczny (źródło wraca do osłony, napromienianie jest przerwane), a system wymaga świadomej interwencji. Moim zdaniem to jest trochę jak z hamulcem bezpieczeństwa w windzie: samo wyłączenie i włączenie prądu nie może sprawić, że system uzna, iż nagle jest bezpiecznie. W nowoczesnych afterloaderach błędy są zapisywane w logach, trzeba je zdiagnozować, czasem wykonać testy serwisowe, dopiero potem można przywrócić normalną pracę. Takie podejście wynika z zaleceń producentów, wymagań prawa atomowego, rozporządzeń dotyczących urządzeń radioterapeutycznych oraz z ogólnych standardów QA w radioterapii (np. wytyczne IAEA czy ESTRO).
Dodatkowo, aparaty te zwykle mają wielopoziomowe systemy nadzoru: niezależne układy kontroli pozycji źródła, monitorowania czasu napromieniania, kontroli ruchu kabla źródła, systemy blokad drzwiowych bunkra. Gdy którykolwiek z krytycznych podsystemów zgłosi błąd, musi to być sygnał do zatrzymania procedury i analizy, a nie coś, co można „przeklikać” restartem. Dzięki temu unika się sytuacji, w której potencjalna usterka techniczna prowadzi do niekontrolowanego narażenia pacjenta lub personelu. To jest dokładnie sens tej odpowiedzi: błąd ma być trwałym ostrzeżeniem, a nie komunikatem, który da się łatwo ukryć prostym trikiem z wyłącznikiem.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2015 (arkusz Z.21-X-15.05).

Pytanie 36

Na zamieszczonej ilustracji przedstawiono ułożenie pacjenta do wykonania zdjęcia rentgenowskiego
Ilustracja do pytania
A. kości piętowej.
B. stopy.
Twoja odpowiedź
C. śródstopia.
D. palców stopy.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo rozpoznałeś, że na ilustracji pokazano ułożenie pacjenta do wykonania zdjęcia rentgenowskiego całej stopy. Stopa jest oparta podeszwą na kasecie, palce są swobodnie wyprostowane, a oś promienia głównego (strzałka) jest skierowana mniej więcej na środkową część podeszwy, w okolice łuku podłużnego. To jest typowe ułożenie do projekcji AP (dorso–plantarnej) stopy, stosowanej rutynowo w radiologii. W standardach opisujących technikę badania RTG stopy przyjmuje się, że promień centralny przechodzi przez środek stopy, tak aby na jednym obrazie ocenić paliczki, kości śródstopia, stawy śródstopno‑paliczkowe, kość skokową, piętową oraz część stawów stępu. Chodzi o kompleksową ocenę całej stopy, a nie tylko jednego jej fragmentu. W praktyce klinicznej taka projekcja jest wykorzystywana m.in. przy urazach (podejrzenie złamań śródstopia, paliczków, urazów stawu Lisfranca), przy deformacjach (płaskostopie, hallux valgus), w kontroli pooperacyjnej po zespoleniach kostnych czy przy ocenie zmian zwyrodnieniowych i reumatycznych. Moim zdaniem kluczowe jest tu rozumienie, że przy projekcji stopy pacjent leży lub siedzi, a stopa spoczywa podeszwą na kasecie, dzięki czemu uzyskujemy obraz zbliżony do warunków obciążenia fizjologicznego. W odróżnieniu od zdjęć celowanych na kość piętową lub palce, tutaj nie rotujemy istotnie stopy ani nie ustawiamy jej w skrajnych zgięciach. Dobra praktyka techniczna wymaga też prawidłowego kolimowania – obejmujemy całą stopę, ale ograniczamy pole, aby zminimalizować dawkę promieniowania. Dodatkowo należy pamiętać o oznaczeniu strony (L/P) oraz stabilnym ułożeniu, żeby uniknąć poruszenia i rozmycia obrazu. Takie nawyki bardzo ułatwiają późniejszą interpretację zdjęcia przez lekarza radiologa lub ortopedę.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2022 (arkusz Z.21-SG-22.01).

Pytanie 37

Którą tętnicę zaznaczono strzałką na obrazie MR?
Ilustracja do pytania
A. Krezkową dolną.
B. Krezkową górną.
Twoja odpowiedź
C. Śledzionową.
D. Nerkową lewą.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana tętnica krezkowa górna jest głównym naczyniem zaopatrującym środkowy odcinek przewodu pokarmowego, czyli mniej więcej od części zstępującej dwunastnicy do 2/3 poprzecznicy. Na obrazie MR-angiografii, takim jak w pytaniu, wychodzi ona z przedniej ściany aorty brzusznej, tuż poniżej pnia trzewnego, a wyraźnie powyżej odejścia tętnic nerkowych. Na tym konkretnym obrazie widać obie tętnice nerkowe odchodzące bocznie, mniej więcej na poziomie wnęk nerek, natomiast strzałka pokazuje naczynie biegnące lekko w dół i do przodu z przedniej powierzchni aorty – to typowy obraz tętnicy krezkowej górnej na MR. Z mojego doświadczenia w opisach badań studenci najczęściej mylą ją właśnie z tętnicą nerkową lub śledzionową, bo patrzą bardziej na „okołośrodkowe” położenie niż na kierunek i poziom odejścia. W praktyce klinicznej rozpoznanie tętnicy krezkowej górnej na obrazach MR czy CT jest bardzo ważne np. przy podejrzeniu niedokrwienia jelit, w planowaniu zabiegów wewnątrznaczyniowych (stenty, angioplastyka) czy przed operacjami resekcyjnymi jelita cienkiego. Standardem dobrej praktyki w diagnostyce obrazowej jamy brzusznej jest zawsze ocena osi aorty i kolejno odchodzących z niej pni: pień trzewny, tętnica krezkowa górna, tętnice nerkowe, a niżej tętnica krezkowa dolna. W MR-angiografii, przy prawidłowym pozycjonowaniu pacjenta i odpowiednio dobranym oknie, tętnica krezkowa górna tworzy charakterystyczny łuk skierowany w dół, którego nie da się pomylić z bocznie odchodzącą tętnicą nerkową czy dużo wyżej położoną gałęzią śledzionową pnia trzewnego. Warto sobie to utrwalać, porównując różne projekcje i badania CT/MR, bo potem w praktyce radiologicznej naprawdę przyspiesza to opis i zmniejsza ryzyko pomyłek.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2019 (arkusz Z.21-X-19.01).

Pytanie 38

Na przekroju poprzecznym rezonansu magnetycznego strzałką oznaczono
Ilustracja do pytania
A. wątrobę.
Twoja odpowiedź
B. trzustkę.
C. śledzionę.
D. żołądek.
Poprawna odpowiedź. Strzałka na przekroju poprzecznym MR pokazuje wątrobę – duży, jednorodny narząd położony w prawym górnym kwadrancie jamy brzusznej, przylegający do przepony i ściany brzucha. Na typowych obrazach przekroju poprzecznego (axial) wątroba zajmuje znaczną część prawej strony obrazu, otacza żyłę główną dolną, a jej krawędź jest lekko zaokrąglona. W rezonansie magnetycznym rozpoznajemy ją nie tylko po lokalizacji, ale też po charakterystycznym, stosunkowo jednorodnym sygnale miąższu oraz obecności struktur naczyniowych – żyły wrotnej i żył wątrobowych. W praktyce klinicznej poprawne rozpoznawanie wątroby na MR jest kluczowe przy ocenie zmian ogniskowych, takich jak naczyniaki, przerzuty czy ogniska HCC, oraz przy planowaniu biopsji czy zabiegów interwencyjnych. Radiolodzy, zgodnie z dobrymi praktykami (ESR, EASL), zawsze zaczynają opis jamy brzusznej od oceny wątroby: wielkości, jednorodności miąższu, zarysów brzegu, cech marskości, obecności płynu w jamie otrzewnej. Moim zdaniem opanowanie anatomii wątroby w obrazowaniu to podstawa, bo ten narząd jest punktem odniesienia do orientacji w całym badaniu. W technice MR ważne jest też świadome dobranie sekwencji: T1, T2, sekwencje z saturacją tłuszczu oraz fazy po kontraście paramagnetycznym, które pozwalają odróżnić prawidłowy miąższ od zmian patologicznych. W codziennej pracy technika elektroradiologii umiejętność szybkiego rozpoznania wątroby na skanach pomaga prawidłowo zaplanować zakres badania, ustawić odpowiednie pola widzenia (FOV) i ocenić, czy pacjent był dobrze wypozycjonowany.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2015 (arkusz Z.21-X-15.01).

Pytanie 39

W radiografii mianem SID określa się
A. system automatycznej regulacji jasności.
B. odległość między źródłem promieniowania a detektorem obrazu.
Poprawna odpowiedź
C. odległość między obiektem badanym a detektorem obrazu.
Twoja odpowiedź
D. system automatycznej kontroli ekspozycji.
Niepoprawna odpowiedź. W radiografii bardzo łatwo pomylić różne skróty i funkcje aparatu, bo jest ich po prostu sporo. SID to jednak pojęcie czysto geometryczne, a nie elektroniczny system automatyki. Nie oznacza ani systemu automatycznej regulacji jasności, ani systemu automatycznej kontroli ekspozycji. Tego typu rozwiązania techniczne w aparatach RTG czy fluoroskopii opisuje się raczej jako AEC (Automatic Exposure Control) lub ABC (Automatic Brightness Control) w torze fluoroskopowym. Ich zadaniem jest dobór parametrów ekspozycji tak, żeby obraz miał odpowiednią gęstość optyczną czy jasność, niezależnie od grubości pacjenta. SID nie ma z tym bezpośredniego związku, choć oczywiście pośrednio wpływa na ekspozycję, bo zmienia się natężenie wiązki na detektorze zgodnie z prawem odwrotności kwadratu odległości. Kolejne częste nieporozumienie dotyczy odległości mierzonych w układzie pacjent–detektor. Odległość między badanym obiektem (np. klatką piersiową) a detektorem dotyczy raczej OID (Object to Image Distance) lub czasem mówi się po prostu o odległości obiekt–detektor. Ten parametr jest również istotny, bo im większa odległość obiektu od detektora, tym większe powiększenie i rozmycie krawędzi na obrazie. Jednak to nie jest SID. SID zawsze odnosi się do drogi od ogniska lampy rentgenowskiej (czyli źródła promieniowania) do powierzchni detektora obrazu. Mylenie SID z OID prowadzi do błędnego myślenia o geometrii projekcji, a w konsekwencji do złego pozycjonowania pacjenta i niestabilnych warunków ekspozycji. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią o konieczności utrzymywania stałego, zadeklarowanego SID dla danej projekcji oraz świadomego kontrolowania OID, np. dociśnięcia pacjenta do detektora wszędzie tam, gdzie chcemy ograniczyć powiększenie. Warto więc rozdzielić w głowie: SID – źródło do detektora, OID – obiekt do detektora, a systemy automatycznej ekspozycji to zupełnie inna kategoria zagadnień, związana z elektroniką i automatyką aparatu, a nie z geometrią wiązki.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2019 (arkusz Z.21-X-19.01).

Pytanie 40

Jak konwencjonalnie frakcjonuje się dawkę w teleradioterapii?
A. Dwa razy dziennie, przez siedem dni w tygodniu.
B. Jeden raz dziennie, przez pięć dni w tygodniu.
Twoja odpowiedź
C. Dwa razy dziennie, przez pięć dni w tygodniu.
D. Jeden raz dziennie, przez siedem dni w tygodniu.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana odpowiedź opisuje tzw. konwencjonalny schemat frakcjonowania w teleradioterapii: jedna frakcja na dobę, pięć dni w tygodniu (zwykle poniedziałek–piątek), z przerwą weekendową. To jest klasyczny standard w większości ośrodków onkologicznych i wynika zarówno z radiobiologii, jak i z organizacji pracy zakładu radioterapii. Komórki nowotworowe i zdrowe tkanki reagują inaczej na napromienianie, a podział dawki całkowitej na wiele małych frakcji (np. 1,8–2,0 Gy dziennie) pozwala zwiększyć szansę zniszczenia guza przy akceptowalnym uszkodzeniu tkanek prawidłowych. Kluczowe są tu zasady tzw. 4R radiobiologii: naprawa, repopulacja, redystrybucja i reoksygenacja. Przerwy między kolejnymi frakcjami, czyli te około 24 godziny, dają czas zdrowym tkankom na naprawę subletalnych uszkodzeń DNA, a jednocześnie nie są na tyle długie, żeby guz zdążył istotnie odrosnąć. Z mojego doświadczenia, w planowaniu leczenia bardzo pilnuje się, żeby pacjent dostawał frakcje regularnie, dzień po dniu, bo przerwy w terapii pogarszają wyniki leczenia. Weekendowa przerwa ma znaczenie praktyczne (organizacja pracy, serwis akceleratora), ale też kliniczne – zmniejsza zmęczenie pacjenta i trochę łagodzi ostre odczyny popromienne, np. rumień skóry czy zapalenie błon śluzowych. Warto pamiętać, że istnieją inne schematy, jak frakcjonowanie przyspieszone, hiperfrakcjonowanie czy hipofrakcjonowanie (np. w radioterapii stereotaktycznej), ale one są modyfikacją standardu i stosuje się je w ściśle określonych wskazaniach. W typowym, „zwykłym” leczeniu radykalnym raka np. głowy i szyi, piersi, prostaty czy płuca, podstawą jest właśnie jedna frakcja dziennie przez pięć dni w tygodniu, aż do osiągnięcia zaplanowanej dawki całkowitej.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2019 (arkusz Z.21-X-19.06).

Sprawdź się w części praktycznej