Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik pszczelarz
  • Kwalifikacja: ROL.03 - Prowadzenie produkcji pszczelarskiej
  • Data rozpoczęcia: 7 stycznia 2026 08:42
  • Data zakończenia: 7 stycznia 2026 08:53

Egzamin niezdany

Wynik: 12/40 punktów (30,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Udostępnij swój wynik
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Jak często należy wykonywać zabieg korekcji racic u bydła trzymanego w oborach uwięziowych?

A. Raz na trzy miesiące.
B. Raz w roku.
C. Raz na miesiąc.
D. Raz na pół roku.
Moim zdaniem często spotykanym problemem jest przecenianie albo niedocenianie częstotliwości korekcji racic u bydła, szczególnie w oborach uwięziowych. Jeśli ktoś myśli, że zabieg powinno się wykonywać co miesiąc, to zdecydowanie przesadza – takie postępowanie jest zbyt inwazyjne, naraża zwierzęta na niepotrzebny stres, a także generuje niepotrzebne koszty i ryzyko uszkodzenia racic. Z własnych obserwacji wiem, że zbyt częsta ingerencja zamiast pomagać, może wręcz pogorszyć sprawę, bo racica nie ma czasu na naturalną regenerację. Z kolei interwał trzymiesięczny jest stosowany raczej w gospodarstwach, gdzie są wyjątkowe problemy z racicami – np. choroby zakaźne lub bardzo szybki przerost rogu racicowego – ale to są raczej wyjątki, nie reguła. Najczęściej spotykaną pułapką jest jednak przekonanie, że wystarczy korekcja raz w roku. Tak długi odstęp jest niestety niewystarczający, bo w systemach uwięziowych krowy nie mają szansy naturalnie ścierać racic, przez co bardzo łatwo o rozwój deformacji, kulawizn i przewlekłych stanów zapalnych. W efekcie wzrasta nie tylko ryzyko problemów zdrowotnych, ale też spada wydajność i komfort zwierząt. Stosowanie nieodpowiednich interwałów zabiegów wynika najczęściej z braku aktualnej wiedzy branżowej lub próby ograniczenia kosztów, co ostatecznie przynosi więcej szkody niż pożytku. W standardach hodowlanych i zaleceniach weterynaryjnych przyjmuje się, że profilaktyczna korekcja w oborach uwięziowych powinna być wykonywana regularnie co około 6 miesięcy, bo ten cykl pozwala skutecznie zapobiegać problemom zdrowotnym i zapewnić krowom odpowiedni dobrostan. Dlatego warto trzymać się tej praktyki i na bieżąco monitorować stan racic, zamiast eksperymentować ze zbyt częstymi czy za rzadkimi zabiegami.

Pytanie 2

Do przenoszenia i magazynowania płynnych pokarmów w obrębie układu pokarmowego pszczoły służy

A. wole.
B. przedżołądek.
C. przełyk.
D. gardziel.
To właśnie wole pełni kluczową rolę w przenoszeniu i magazynowaniu płynnych pokarmów u pszczoły. W praktyce, wole działa trochę jak „zapasowy bak” – zbiera nektar i inne płynne substancje zebrane przez pszczołę w terenie, zanim zostaną one przekazane dalej w ulu lub przetworzone na miód. Ciekawe jest to, że pszczoła może kontrolować, kiedy oddać zawartość wola do dalszej części przewodu pokarmowego, albo z powrotem do otoczenia (np. podczas karmienia larw lub innych pszczół). W branży pszczelarskiej nie raz spotkałem się z sytuacją, gdzie szybkie opróżnianie wola przez pszczoły było kluczowe dla efektywnego przenoszenia nektaru w ulu. Każdy, kto analizował anatomię pszczoły, wie, że wole nie bierze udziału w trawieniu – to raczej magazyn czasowy, w którym nektar utrzymuje się w stanie prawie niezmienionym. Dopiero później, już w jelicie środkowym, zaczynają działać enzymy. Warto pamiętać, że przedżołądek i przełyk to tylko drogi transportu, a nie miejsce magazynowania. No i taka ciekawostka – objętość wola może się powiększyć nawet kilkukrotnie, zależnie od ilości zebranego pokarmu. W praktyce pszczelarza, umiejętność rozpoznania roli wola pomaga np. w diagnostyce chorób czy w analizie efektywności zbiorów miodu. Moim zdaniem, znajomość tej funkcji jest trochę niedoceniana, a to przecież elementarna wiedza w technikum pszczelarskim.

Pytanie 3

Po jakim czasie przechowywania kit pszczeli traci swoją aktywność biologiczną?

A. Po 3 latach.
B. Po 12 miesiącach.
C. Po 6 miesiącach.
D. Po 2 latach.
Wiele osób zakłada, że kit pszczeli zachowuje swoje właściwości praktycznie bez końca, ale badania i praktyka pasieczna pokazują, że to jednak nie jest prawda. Wyobrażenie, że propolis traci aktywność już po 6 czy 12 miesiącach, jest trochę przesadzone. Świeży kit oczywiście jest najsilniejszy, lecz przy odpowiednim przechowywaniu – sucho, bez dostępu światła, w szczelnym pojemniku – zachowuje większość właściwości nawet do dwóch lat. Przekonanie, że traci swoje działanie już po pół roku lub roku, wynika często z zamieszania z innymi produktami pszczelimi, np. z miodem, gdzie rzeczywiście niektóre związki mogą szybciej się rozkładać. Z kolei są też tacy, którzy twierdzą, że propolis praktycznie nigdy nie traci aktywności i można go przechowywać nawet trzy lata lub dłużej. Niestety, doświadczenia laboratoriów i użytkowników apiterapii wskazują, że po dwóch latach składniki czynne, takie jak flawonoidy czy kwasy fenolowe, zaczynają się utleniać, a aktywność antybakteryjna i przeciwgrzybicza wyraźnie spada. To nie jest błaha zmiana – taki kit po prostu gorzej działa, a w niektórych zastosowaniach, zwłaszcza leczniczych, może nawet nie być skuteczny. Częsty błąd myślowy polega na ignorowaniu wpływu warunków przechowywania i uznawaniu, że wszystko naturalne 'się nie psuje'. Niestety, w rzeczywistości właśnie ten 2-letni okres przechowywania jest uznawany przez branżę za graniczny, jeśli chodzi o pełną aktywność biologiczną propolisu. Dlatego zawsze warto zwracać uwagę na datę zbioru i warunki przechowywania tego surowca.

Pytanie 4

Który miód charakteryzuje się wysoką zawartością glukozy, szybką krystalizacją i drobnoziarnistą konsystencją?

A. Rzepakowy.
B. Wrzosowy.
C. Spadziowy.
D. Akacjowy.
Wiele osób utożsamia szybkie krystalizowanie się miodu z tymi o intensywnym smaku, ale to jednak nie jest reguła uniwersalna. Przykładowo, miód wrzosowy jest bardzo specyficzny – wyróżnia się galaretowatą, żelową konsystencją, a nie drobnoziarnistą. Jego krystalizacja nie przebiega tak szybko, choć ma swoją unikalną strukturę, którą trudno pomylić z kremowym rzepakowym. Spadziowy natomiast praktycznie nie krystalizuje przez długi czas, to typowy przykład o bardzo wysokiej zawartości fruktozy – stąd długo zostaje płynny. To dość częsty błąd, bo spadź kojarzy się z ciemnym miodem i gęstością, ale nie z drobnoziarnistą strukturą. Akacjowy natomiast, mimo że jest bardzo jasny, pozostaje płynny przez długie miesiące – czasem nawet ponad rok – właśnie przez przewagę fruktozy nad glukozą. Tutaj łatwo się pomylić, bo jasny kolor mylnie sugeruje rzepakowy, ale konsystencja i tempo krystalizacji są zupełnie inne. W praktyce branżowej właściwe rozpoznawanie miodów na podstawie ich zachowania po odwirowaniu to podstawa – i niestety wielu początkujących niepotrzebnie sugeruje się barwą, zamiast analizować strukturę i skład cukrów. Dobrym nawykiem – i tak uczą na kursach pszczelarskich – jest testowanie gęstości i ziarnistości po tygodniu od rozlewu. Wtedy łatwo odróżnić rzepakowy od innych, bo niemal natychmiast przechodzi w stan stały. Moim zdaniem to właśnie praktyczne ćwiczenia z rozpoznawania miodów pozwalają uniknąć typowych pomyłek związanych z nadmiernym poleganiem na wyglądzie czy zapachu, bez głębszej znajomości procesów chemicznych zachodzących w miodzie.

Pytanie 5

Który gruczoł pszczoły wydziela mleczko pszczele?

A. Ślinowy.
B. Gardzielowy.
C. Rektalny.
D. Kieszonkowy.
W pszczelarstwie nietrudno natrafić na mylne przekonania dotyczące tego, który gruczoł odpowiada za produkcję mleczka pszczelego. Często spotykam się z opinią, że gruczoły ślinowe mogą być za to odpowiedzialne – w końcu wytwarzają one różne enzymy potrzebne w procesie rozkładu pyłku czy przygotowywaniu pokarmu dla larw. Jednak sprawa jest dużo bardziej złożona. Gruczoły ślinowe faktycznie produkują ślinę, która bierze udział w przetwarzaniu nektaru w miód, ale to zupełnie inny proces niż produkcja mleczka pszczelego. Z kolei gruczoł rektalny pełni funkcję magazynowania niestrawionych resztek pokarmowych i bierze udział w usuwaniu odpadów z organizmu pszczoły, szczególnie podczas zimowli. Kieszonkowy gruczoł to raczej nazwa obca terminologii pszczelarskiej – być może pojawiło się tu nieporozumienie wynikające z tłumaczenia lub błędnych źródeł. W branży pszczelarskiej podkreśla się, że wyłącznie gruczoły gardzielowe, umieszczone w głowie młodych robotnic, są w stanie produkować mleczko pszczele. Ich aktywność jest ściśle powiązana z wiekiem pszczoły oraz jej zadaniami w ulu. Często spotykanym błędem jest utożsamianie funkcji gruczołów bez uwzględnienia ich specjalizacji; to prowadzi do nieporozumień i błędnych decyzji praktycznych, na przykład podczas prób hodowli matek pszczelich. Z mojego doświadczenia wynika, że zrozumienie precyzyjnego podziału ról w organizmie pszczoły pozwala uniknąć wielu kosztownych pomyłek w praktyce. Według uznanych standardów branżowych, takich jak podręczniki dla techników pszczelarstwa, tylko gruczoły gardzielowe odpowiadają za produkcję mleczka pszczelego – i to one powinny być w centrum uwagi, jeśli zależy nam na jakości oraz efektywności produkcji w pasiece.

Pytanie 6

Co najmniej ile kilogramów nasion nastrzyka białego należy przygotować do obsiania 20 ha nieużytków, by poprawić bazę pożytkową w terenie? Norma wysiewu tych nasion na 1 ha wynosi od 25 do 30 kg.

A. 550 kg
B. 500 kg
C. 600 kg
D. 450 kg
Prawidłowo obliczono ilość nasion potrzebnych do obsiania 20 ha nieużytków przy normie wysiewu 25–30 kg na 1 ha. Podejście oparte na wyliczeniu minimalnego zapotrzebowania, czyli 20 ha x 25 kg/ha = 500 kg, jest zgodne z powszechną praktyką w rolnictwie i pszczelarstwie, zwłaszcza gdy chodzi o poprawę bazy pożytkowej na większych areałach. Przy planowaniu wysiewów zawsze warto trzymać się minimalnej zalecanej normy, bo daje to pewność, że obsiew będzie wystarczająco gęsty, a jednocześnie nie zmarnujemy niepotrzebnie materiału siewnego. W praktyce nie zawsze trzeba stosować górny pułap normy, zwłaszcza na mało urodzajnych nieużytkach, gdzie czasem i tak nie wszystko się przyjmie. Ustalając liczbę kilogramów nasion, trzeba brać pod uwagę zarówno zalecenia producentów nasion, jak i własne doświadczenie z podobnymi stanowiskami. Moim zdaniem dobrze jest zostawić sobie niewielki zapas, ale nie przesadzać – zbyt duża ilość nasion to nie tylko większe koszty, ale czasem też ryzyko zbyt gęstego siewu, co może powodować konkurencję między roślinami i pogorszyć efekt. Takie obliczenia przydadzą się nie tylko przy wsiewaniu nastrzyka białego, ale też przy innych roślinach miododajnych, więc warto opanować ten schemat – norma na ha razy liczba ha. To jedno z tych zadań, które naprawdę mają praktyczne znaczenie w prowadzeniu gospodarki rolno-pszczelarskiej.

Pytanie 7

Jeżeli koniczyna czerwona jest uprawiana bez rośliny ochronnej, to pierwszym zabiegiem pielęgnacyjnym jest

A. rozgarnianie.
B. wałowanie.
C. bronowanie.
D. włókowanie.
W uprawie koniczyny czerwonej bez rośliny ochronnej łatwo się pomylić, bo różnych zabiegów pielęgnacyjnych jest sporo, a teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką. Bronowanie, choć wielu początkującym wydaje się sensowne na start, w rzeczywistości lepiej sprawdza się na późniejszych etapach, gdy już trzeba rozluźnić skorupę glebową lub usunąć wschodzące chwasty – ale dopiero po wykształceniu przez koniczynę minimum kilku liści. Zbyt wczesne bronowanie, zwłaszcza ciężką broną, może poruszyć nasiona, a nawet je odkryć, co w praktyce prowadzi do przerzedzenia wschodów i niepotrzebnych strat w plonie. Rozgarnianie nie jest standardowym zabiegiem w uprawie koniczyny i raczej kojarzy się z innymi uprawami lub sytuacjami, gdzie trzeba np. usunąć zeschnięte resztki czy przemieszczać warstwę ściółki, co w przypadku świeżo posianej koniczyny nie ma zastosowania – ten zabieg technicznie nie poprawia wschodów ani nie zabezpiecza nasion przed wysychaniem. Włókowanie natomiast zaleca się czasem do rozbijania skorupy glebowej lub poprawy struktury gleby, ale podobnie jak bronowanie – wykonuje się to ostrożnie i dopiero gdy rośliny są już na tyle silne, że nie zaszkodzi im lekkie naruszenie wierzchniej warstwy. Typowym błędem jest przekonanie, że wszelkie zabiegi mechaniczne zaraz po siewie przyspieszają kiełkowanie – w rzeczywistości tylko wałowanie daje stabilny docisk, a inne metody mogą wręcz przeszkodzić. W branżowych podręcznikach i na szkoleniach wyraźnie podkreśla się, że wałowanie po siewie bez rośliny ochronnej to jedyny ruch, który bezpośrednio wspiera równomierne i szybkie wschody koniczyny czerwonej. Warto rozgraniczać zabiegi typowo pielęgnacyjne od działań, które bardziej szkodzą niż pomagają na tym wczesnym etapie rozwoju.

Pytanie 8

Której metody tworzenia rodzin pszczelich dotyczy opis?

Z kilku rodzin pszczelich należy odebrać po 1-2 plastry z czerwiem na wygryzieniu, a także plastry z miodem i pierzgą oraz odsiadującymi je pszczołami. Po przewiezieniu ula na nowe pasieczysko należy podać matecznik na wygryzieniu lub nieunasiennioną matkę pszczelą.
A. Z dwóch trzecia.
B. Składańców.
C. Dzielenia na pół lotu.
D. Zsypańców.
Opis dotyczy metody tworzenia rodzin pszczelich zwanej składańcami. W praktyce pasiecznej jest to dosyć często wybierana technika wtedy, gdy pojawia się potrzeba szybkiego utworzenia nowej, silnej rodziny albo wzmocnienia istniejącej. Kluczowe tutaj jest pobranie plastrów z czerwiem, miodem, pierzgą i dorosłymi pszczołami z kilku różnych, zdrowych rodzin, a następnie zestawienie ich w jednym ulu. To znacznie zmniejsza ryzyko osłabienia pojedynczej rodziny i pozwala stworzyć nowy ul z różnorodnym materiałem genetycznym. Po przewiezieniu ula na nowe pasieczysko podanie matecznika na wygryzieniu lub nieunasiennionej matki to już standard, bo młode pszczoły szybciej akceptują nową królową. Moim zdaniem, dużym plusem tej metody jest szybka adaptacja nowej rodziny do pracy i mniejsza skłonność do nastroju rojowego (przynajmniej przez jakiś czas). Praktyka pokazuje, że składańce świetnie sprawdzają się podczas prowadzenia selekcji lub budowania zapasowych rodzin w pasiece. W branżowych opracowaniach, takich jak instrukcje PZP czy podręczniki do technologii pasiecznej, metoda składańców jest zawsze wymieniana jako efektywna i zgodna z zasadami bioasekuracji, pod warunkiem, że pszczoły są zdrowe i pochodzą ze sprawdzonych rodzin. To naprawdę dobry sposób na optymalizację populacji pszczół i utrzymanie pasieki w dobrej kondycji.

Pytanie 9

Jaką temperaturę przechowywania miodu należy zapewnić, aby zachował on początkową, wysoką jakość przez okres około roku?

A. 25°C
B. 10°C
C. 15°C
D. 20°C
Wielu osobom wydaje się, że miód można przechowywać w temperaturach pokojowych, takich jak 20°C czy nawet 25°C, bo przecież to nie jest produkt łatwo psujący się. Jednak to nie jest do końca prawda, jeśli zależy nam na utrzymaniu wysokiej jakości przez dłuższy czas. Przy wyższych temperaturach, zwłaszcza powyżej 15°C, zachodzą w miodzie procesy, które mogą prowadzić do utraty cennych właściwości – na przykład szybsza degradacja enzymów, a nawet początek fermentacji, jeśli wilgotność będzie za wysoka. Zbyt wysoka temperatura powoduje także ciemnienie miodu i utratę jego delikatnych aromatów, co często można zauważyć w starszych słoikach przechowywanych w kuchni. Z kolei temperatura 15°C jest nieco lepsza, ale nadal za wysoka, by mieć pewność, że miód zachowa wszystkie swoje cechy przez cały rok. Krystalizacja także przebiega w sposób mniej kontrolowany, przez co struktura miodu robi się grudkowata, a nie kremowa. Trudno się potem dziwić, że miód traci swój oryginalny, naturalny smak. Typowym błędem jest myślenie, że miód jest „wieczny” i nie trzeba go chronić przed temperaturą – to mit. Dopiero okolice 10°C zapewniają optymalne warunki – takie, jakie często panują w piwnicach czy chłodnych magazynach pszczelarskich. Zbyt wysoka temperatura, nawet jeśli miód się nie zepsuje, powoduje utratę jakości, a przecież o to chodzi, by zachować jak najwięcej zdrowotnych właściwości i aromatów. Dlatego warto pamiętać o tej granicy 10°C – to nie jest przypadkowa liczba, tylko wynik wieloletnich obserwacji i praktyk pszczelarskich.

Pytanie 10

Kiedy, zgodnie z danymi przedstawionymi w tabeli, należy zasiać gorczycę białą, aby poprawić pożytki występujące w drugiej połowie sierpnia?

Ilustracja do pytania
A. 1 lipca.
B. 15 kwietnia.
C. 1 maja.
D. 15 maja.
W praktyce rolniczej bardzo ważne jest, aby termin siewu dopasować nie do przyzwyczajeń czy tradycyjnych dat, ale do rzeczywistych potrzeb związanych z okresem kwitnienia i oczekiwanym terminem pożytku. Wybierając takie daty jak 15 kwietnia, 1 maja czy 15 maja, można łatwo przeoczyć istotny fakt, że gorczyca biała wysiana zbyt wcześnie zakończy kwitnienie już w lipcu, a więc zanim zacznie się newralgiczny okres późnoletni. To częsty błąd, szczególnie wśród osób, które kierują się ogólnymi zaleceniami dotyczącymi uprawy gorczycy jako międzyplonu lub zielonego nawozu, a nie skupiają się na optymalizacji pożytków dla pszczół. Tabela wyraźnie pokazuje, że wcześniejsze terminy siewu skutkują wcześniejszym zakwitnięciem i przekwitnięciem roślin, co w konsekwencji nie poprawia sytuacji pszczelarzy w drugiej połowie sierpnia. Nierzadko w praktyce rolnicy wybierają wcześniejszy siew, zakładając, że „im wcześniej, tym lepiej”, co jest jednym z bardziej typowych błędów myślowych prowadzących do niewykorzystania potencjału pożytkowego. Warto pamiętać, że termin kwitnienia można precyzyjnie sterować właśnie przez opóźnienie siewu, co jest zgodne z nowoczesnymi standardami agrotechnicznymi, które stawiają na elastyczne, świadome podejście do zarządzania terminami zabiegów polowych. Ktoś, kto nie analizuje danych z tabeli, może przeoczyć, że siew po 1 lipca nie daje już gwarancji zdążenia z pełnym rozwojem roślin przed pierwszymi przymrozkami lub skróceniem dnia, stąd 1 lipca to właściwie ostatni realny termin na uzyskanie pełni kwitnienia właśnie w drugiej połowie sierpnia. Dobór terminu siewu przesądza o sukcesie całej operacji, więc nie warto opierać się na intuicji czy schematach — szczególnie, gdy mamy dostęp do tak konkretnych danych.

Pytanie 11

Która z wymienionych cech pszczół jest ich podstawową cechą użytkową?

A. Zachowanie się na plastrze.
B. Miodność.
C. Sklepianie miodu na sucho lub mokro.
D. Czerwienie matki.
Wybierając cechy użytkowe pszczół, łatwo się zagubić, bo każda z wymienionych ma swoje znaczenie, ale nie każda jest podstawowa z punktu widzenia produkcji i praktyki pszczelarskiej. Czerwienie matki, choć faktycznie ważne, to bardziej wskaźnik potencjału rozwojowego rodziny, a nie bezpośredniej efektywności produkcyjnej. Często przyjmuje się, że dobra matka czerwi intensywnie, ale jeśli nie przekłada się to na miodność, pszczelarz nie odniesie wymiernych korzyści. Sklepianie miodu na sucho lub mokro to już taka bardziej szczegółowa cecha – wpływa raczej na technologię pozyskiwania miodu, jego wilgotność czy łatwość odsklepiania, a nie na ogólną wydajność rodziny pszczelej. Zresztą, w praktyce najważniejsze jest, ile tego miodu jest, a nie jak wygląda sposób jego magazynowania. Zachowanie się pszczół na plastrze, czyli tzw. trzymanie się plastrów, ma znaczenie głównie dla komfortu pracy pszczelarza – spokojne pszczoły mniej uciekają, ułatwiają przeglądy i ograniczają straty. Jednak to cecha raczej dodatkowa, wpływająca pośrednio na efektywność, ale nie decydująca o wartości użytkowej rodziny jako takiej. Typowym błędem jest właśnie przecenianie tych bardziej „wygodnych” czy efektownych cech, bo łatwiej je zaobserwować podczas pracy w pasiece, a zapomnienie o tym, co naprawdę decyduje o opłacalności produkcji miodu. Standardy hodowlane i praktyka jasno wskazują – to wydajność miodowa powinna być podstawowym kryterium przy selekcji rodzin pszczelich, bo to ona przesądza o sukcesie ekonomicznym pasieki i jej rozwoju w kolejnych sezonach.

Pytanie 12

Ile razy w roku do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa podaje się stan stada, jeżeli jego liczebność nie uległa zmianie?

A. Dwa razy.
B. Trzy razy.
C. Cztery razy.
D. Jeden raz.
Zgadza się, w przypadku gdy liczebność stada nie uległa zmianie, stan stada zgłasza się do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) tylko raz w roku. Wynika to z przepisów dotyczących ewidencji zwierząt gospodarskich, konkretnie z zasad prowadzenia rejestru przez posiadaczy zwierząt. Takie podejście jest logiczne – chodzi o to, żeby niepotrzebnie nie obciążać rolników biurokracją, jeśli nic się nie zmieniło. W praktyce wygląda to tak: rolnik, który np. przez cały rok nie kupił ani nie sprzedał żadnej sztuki bydła czy trzody, po prostu raportuje stan w wyznaczonym przez prawo terminie – zwykle jest to do końca stycznia kolejnego roku. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele osób myśli, iż trzeba raportować częściej, bo boją się przeoczyć jakieś zmiany w przepisach. W rzeczywistości ARiMR oczekuje częstszych zgłoszeń tylko przy zmianach liczebności stada, takich jak narodziny, sprzedaż, padnięcie czy ubój. To podejście jest zgodne z dobrymi praktykami administracyjnymi i zasadami minimalizowania zbędnych formalności w sektorze rolniczym. Dobrze o tym pamiętać, żeby nie tracić czasu na niepotrzebne wizyty czy formalności. Warto też regularnie sprawdzać aktualne wytyczne ARiMR, bo przepisy potrafią się zmieniać – choć zasada zgłaszania raz w roku przy braku zmian jest od lat stała.

Pytanie 13

Które z wymienionych zwierząt gospodarskich posiada żołądek wielokomorowy?

A. Świnia.
B. Kura.
C. Królik.
D. Owca.
Owca to przykład klasycznego przeżuwacza, czyli zwierzęcia posiadającego żołądek wielokomorowy. W praktyce oznacza to, że jej układ trawienny zbudowany jest z czterech odrębnych części: żwacza, czepca, ksiąg oraz trawieńca. Moim zdaniem, to niesamowite, jak natura wyposażyła te zwierzęta w taki mechanizm, który pozwala efektywnie trawić nawet bardzo włókniste pasze, takie jak siano czy trawa. Dzięki temu, hodowcy owiec mogą wykorzystywać użytki zielone, które dla świń czy drobiu byłyby praktycznie bezużyteczne. Z mojego doświadczenia wynika, że umiejętność rozpoznania zwierząt z wielokomorowym żołądkiem jest kluczowa przy planowaniu racjonalnego żywienia i doborze pasz. Standardy branżowe wręcz wymagają, żeby osoby zarządzające gospodarstwem znały takie podstawy, bo od tego zależy zdrowie i wydajność stada. Warto pamiętać, że wielokomorowy żołądek to nie tylko domena owiec, ale też krów i kóz – cała ta grupa świetnie radzi sobie z paszami objętościowymi, co jest bardzo praktyczne w naszych warunkach klimatycznych. Tak naprawdę, bez tej wiedzy trudno byłoby efektywnie prowadzić produkcję zwierzęcą na większą skalę. Zawsze polecam zgłębić temat przeżuwaczy, bo ich specyfika żywieniowa przekłada się bezpośrednio na ekonomię gospodarstwa i jakość produktów.

Pytanie 14

Który z wymienionych zabiegów powinien być zastosowany w celu uniknięcia zaparzenia rodzin pszczelich w czasie transportu na pożytek?

A. Dostawienie kolejnego korpusu z pustymi plastrami pod powałkę.
B. Dostawienie korpusu z pustymi plastrami nad powałkę.
C. Dodanie nadstawek z plastrami wypełnionymi miodem.
D. Usunięcie kraty odgrodowej.
Często można spotkać się z przekonaniem, że dodanie nadstawek wypełnionych miodem czy usunięcie kraty odgrodowej wystarczy, by zapewnić pszczołom komfort podczas transportu – niestety to są bardziej rozwiązania doraźne lub odnoszące się do zupełnie innych problemów. Dodanie korpusu z plastrami pełnymi miodu zwiększa ilość zapasów, ale nie rozwiązuje problemu wentylacji. W rzeczywistości, miód dodatkowo ogranicza przepływ powietrza przez ul i zwiększa wagę transportowanego sprzętu, co bywa wręcz niepraktyczne. Podobnie, usunięcie kraty odgrodowej co prawda pozwala matce przemieszczać się po całym ulu, jednak nie poprawia w żaden sposób cyrkulacji powietrza ani nie zwiększa realnej przestrzeni wentylacyjnej. Powoduje też niepotrzebny chaos w gnieździe, a matka może zacząć czerwić w miejscach, które nie są do tego przewidziane. Często zresztą ludzie sugerują takie rozwiązania, bo wydaje im się, że jakikolwiek „ruch w ulu” pozytywnie wpłynie na komfort pszczół, ale to błąd logiczny. Dostawianie pustych plastrów ponad powałkę również nie przynosi zamierzonego efektu, bo powałka oddziela je od pszczół i nie poprawia wentylacji w gnieździe. Typowym błędem jest mylenie przestrzeni magazynowej z przestrzenią wentylacyjną – podczas transportu najważniejsze jest, by pszczoły miały gdzie się rozproszyć i żeby powietrze mogło swobodnie krążyć w całym ulu. Bezpośrednie dostawienie pustych plastrów pod powałkę daje im tę możliwość. Z mojego doświadczenia wynika, że takie błędne podejście bierze się głównie z niewiedzy albo z mieszania metod stosowanych podczas intensywnych pożytków z tymi, które są dedykowane stricte do transportu rodzin. W praktyce tylko zwiększenie przestrzeni przeznaczonej do wentylacji i rozpraszania się pszczół daje realne efekty, co potwierdza zarówno literatura branżowa, jak i doświadczenia praktyków.

Pytanie 15

Temperatura w tuczarni trzody chlewnej powinna wynosić

A. 15-18°C
B. 10-12°C
C. 19-21°C
D. 13-14°C
Prawidłowe określenie zakresu temperatury w tuczarni trzody chlewnej jest kluczowe nie tylko ze względu na komfort zwierząt, ale przede wszystkim na ich zdrowie, przyrost masy oraz efektywność produkcji. Często popełnianym błędem jest założenie, że świnie poradzą sobie w niższych temperaturach, jak np. 10-12°C czy nawet 13-14°C. Moim zdaniem takie myślenie bierze się z porównywania trzody do innych zwierząt gospodarskich o niższych wymaganiach cieplnych lub z prób oszczędzania na ogrzewaniu w budynkach inwentarskich. Niestety, przy zbyt niskiej temperaturze świnie będą marnowały więcej energii na utrzymanie prawidłowej temperatury ciała, co prowadzi do wolniejszego przyrostu, większego zużycia paszy, a czasem nawet do wychłodzenia i chorób układu oddechowego. Z drugiej strony, podanie zakresu 19-21°C jako właściwego wynika często z przekonania, że „im cieplej, tym lepiej”, ale to też poważny błąd. W zbyt wysokich temperaturach świnie ograniczają pobieranie paszy, są ospałe, a nawet mogą dostać udaru cieplnego. Stosuje się wówczas czasem dodatkową wentylację czy chłodzenie, ale to generuje kolejne koszty, a i tak nie zawsze jest skuteczne. W praktyce, zgodnie z zaleceniami Instytutu Zootechniki czy normami branżowymi, najlepsze efekty tuczu osiąga się właśnie w przedziale 15-18°C. To złoty środek między komfortem cieplnym a efektywnością produkcji. Warto pamiętać, że utrzymywanie nieprawidłowej temperatury może skutkować nie tylko stratami finansowymi, ale też pogorszeniem dobrostanu zwierząt, co jest coraz częściej kontrolowane przez odpowiednie służby i instytucje. Dobrze jest więc przyjrzeć się jeszcze raz ustawieniom wentylacji i ogrzewania w swojej tuczarni, bo ma to naprawdę realny wpływ na opłacalność produkcji.

Pytanie 16

Którą czynność, wykonywaną w zakresie okulizacji, przedstawiono na rysunku?

Ilustracja do pytania
A. Wycinanie zrazu.
B. Nacinanie podkładki.
C. Wycinanie oczka.
D. Nacinanie komponentów.
Z punktu widzenia techniki okulizacji, każda z wymienionych czynności odgrywa swoją rolę, ale tylko jedna stanowi centralny etap przedstawiony na ilustracji. Wycinanie zrazu, choć istotne w wielu metodach szczepienia, nie jest bezpośrednio związane z okulizacją – zraz, czyli fragment pędu z kilkoma oczkami, stosuje się głównie przy szczepieniu przez zraz, nie przez oczko. Nacinanie podkładki natomiast polega na przygotowaniu miejsca na oczko, zwykle poprzez wykonanie nacięcia w kształcie litery „T” – to dopiero początek całego procesu, a nie czynność widoczna na rysunku. Z mojego doświadczenia wynika, że często popełnianym błędem jest mylenie tego etapu z faktycznym przygotowaniem oczka – zwłaszcza na początku przygody z okulizacją. Nacinanie komponentów to z kolei dość ogólny termin, który nie precyzuje, o jaki element chodzi i w praktyce raczej nie używa się go w kontekście okulizacji; dotyczy bardziej ogólnych operacji związanych z łączeniem różnych części roślin. Kluczowa w okulizacji jest precyzyjna separacja oczka wraz z fragmentem kory i odrobiną drewna – właśnie to pokazuje obrazek. Mylenie tych pojęć może wynikać z podobieństwa narzędzi i ruchów wykonywanych podczas różnych technik szczepienia, ale warto pamiętać, że okulizacja skupia się na pracy z pojedynczym oczkiem. Zachowanie czystości narzędzi oraz ostrożność przy wycinaniu pąka są kluczowe, bo nawet niewielkie uszkodzenia mogą skutkować nieprzyjęciem się oczka, co w praktyce oznacza straty w materiale szkółkarskim i niepotrzebną stratę czasu. Warto więc dobrze rozumieć istotę każdego z etapów i nie mylić ich między sobą, bo od tego zależy ostateczny sukces całego procesu.

Pytanie 17

Którego z wymienionych nawozów nie powinno się stosować w nawożeniu mineralnym na glebach kwaśnych?

A. Saletry amonowej.
B. Mocznika.
C. Siarczanu amonu.
D. Saletrzaku.
Wybierając nawozy mineralne do stosowania na glebach kwaśnych, kluczowe jest zrozumienie, jak poszczególne związki wpływają na odczyn podłoża. Całkiem często spotykam się z tym, że ktoś automatycznie odrzuca saletrzak lub saletrę amonową, sądząc, że każdy nawóz azotowy będzie zakwaszał glebę. To nie do końca prawda. Saletrzak (azotan amonu z dodatkiem węglanu wapnia lub magnezu) ma właściwości raczej neutralizujące, a wręcz może trochę odkwaszać, dzięki obecności składników odkwaszających. Mocznika też bym nie demonizował – on ma bardzo neutralny wpływ na pH, a nawet czasem nieco alkalizuje (szczególnie przy intensywnym nawożeniu, choć oczywiście wszystko zależy od warunków i dawek). Saletra amonowa, choć ma w sobie formę amonową, to jednak w praktyce nie pogłębia zakwaszenia tak mocno jak siarczan amonu, a wręcz – przez obecność azotanów – jest jednym z lepszych wyborów na gleby kwaśne. Typowym błędem jest myślenie, że skoro coś zawiera amon, to automatycznie zakwasza – trzeba patrzeć na całą reakcję chemiczną w glebie. Złe dobranie nawozu może wywołać efekt odwrotny do zamierzonego, np. spowolnić wzrost, ograniczyć pobieranie składników pokarmowych i pogorszyć strukturę gleby. Z mojego doświadczenia wynika, że siarczan amonu jest szczególnie problematyczny, bo jego regularne stosowanie na kwaśnej glebie może szybko doprowadzić do sytuacji, z której ciężko się później wycofać bez kosztownego wapnowania. Warto po prostu dobrze znać właściwości nawozów i nie ulegać utartym opiniom – wybierajmy je w oparciu o realne potrzeby i badania gleby, a nie tylko o samą nazwę nawozu.

Pytanie 18

Który miód ma barwę bursztynowoherbacianą, jest lekko gorzkawy w smaku, a w temperaturze około 20°C żeluje w galaretowatą masę?

A. Wrzosowy.
B. Gryczany.
C. Wielokwiatowy.
D. Lipowy.
Często pojawiają się pomyłki przy rozróżnianiu rodzajów miodów, zwłaszcza jeżeli ktoś bazuje tylko na kolorze lub smaku. Gryczany miód rzeczywiście ma intensywną barwę, ale raczej ciemno-brązową, czasem nawet z odcieniem czerwonawym, i charakteryzuje się bardzo specyficznym, ostrym smakiem z wyraźną nutą goryczy. Jednak nie żeluje w temperaturze pokojowej – pozostaje płynny przez dłuższy czas i krystalizuje raczej na drobnoziarnistą masę. Wielokwiatowy natomiast uchodzi za najbardziej uniwersalny, często jasnożółty lub lekko bursztynowy, ale całkowicie pozbawiony tej charakterystycznej galaretowatości – krystalizuje równomiernie, niekiedy bardzo szybko, lecz bez efektu żelowania. Lipowy miód z kolei bywa bardzo jasny, prawie przezroczysty, czasem lekko słomkowy, o wyrazistym, lekko miętowym aromacie i przyjemnym, łagodnym smaku bez wyraźnej goryczki. Jego krystalizacja odbywa się stosunkowo szybko, jednak struktura jest raczej kremowa niż galaretowata. Często błędnym założeniem jest utożsamianie barwy z konsystencją – w praktyce decydują o tym głównie obecność koloidów i skład cukrów. Miód wrzosowy jest wyjątkowy właśnie przez swój wysoki poziom substancji koloidalnych, które powodują charakterystyczne żelowanie. Z mojego doświadczenia wynika, że niektórzy mylą też wrzosowy z gryczanym przez podobnie nieoczywisty smak, ale pod względem tekstury różnią się diametralnie. Podsumowując, wybierając miód na podstawie tych parametrów, warto znać nie tylko barwę czy smak, ale także szczególne właściwości fizyczne, które mają kluczowe znaczenie w praktyce technologii spożywczej i branży gastronomicznej. Właśnie to żelowanie przy około 20°C jest unikatowe dla miodu wrzosowego i stanowi jego technologiczną przewagę.

Pytanie 19

Wykaszanie roślinności ze skarp i dna rowu melioracyjnego należy do obowiązków

A. właściwego lokalnie wójta gminy.
B. właściwego inspektora ochrony środowiska.
C. właściciela i użytkownika gruntów.
D. właściwego lokalnie starosty.
W praktyce gospodarki wodnej oraz rolnej często spotyka się przekonanie, że za stan techniczny rowów melioracyjnych odpowiadają różne instytucje administracyjne, jak wójt gminy czy starosta, albo nawet inspektor ochrony środowiska. Jednak taka interpretacja jest błędna i wynika z niezrozumienia przepisów prawa wodnego oraz podziału kompetencji. Zadania samorządów gminnych oraz powiatowych zwykle ograniczają się do nadzoru, wsparcia organizacyjnego lub prowadzenia dużych inwestycji wodnych na terenie publicznym, a nie do codziennego utrzymania małych rowów na gruntach prywatnych czy rolnych. Inspektor ochrony środowiska z kolei zajmuje się kontrolą przestrzegania przepisów środowiskowych, a nie fizycznym wykaszaniem czy konserwacją rowów, więc jego rola jest zupełnie inna. To właśnie właściciel lub użytkownik, jako osoba faktycznie korzystająca z gruntu, ma obowiązek wykonywania tego typu czynności – to on ma najwięcej do stracenia w przypadku zaniedbań, bo skutki podtopień czy degradacji infrastruktury dotkną go bezpośrednio. Częstym błędem jest też przekonanie, że skoro rów znajduje się na terenie gminy lub powiatu, to te jednostki automatycznie powinny się nim zajmować. W praktyce jednak, zgodnie z zasadami racjonalnej gospodarki gruntami i urządzeniami wodnymi, urządzenia melioracyjne o znaczeniu lokalnym pozostają w gestii właścicieli gruntów, którzy powinni je utrzymywać zgodnie z dobrymi praktykami rolniczymi i wymogami ochrony środowiska. Takie podejście zapewnia największą skuteczność i pozwala uniknąć wielu problemów technicznych czy prawnych.

Pytanie 20

Ograniczenie matek w czerwieniu wykonuje się poprzez

A. odsklepienie plastrów.
B. zastosowanie kraty odgrodowej.
C. przestawienie czerwiu.
D. podkarmienie stymulacyjne.
W pszczelarstwie łatwo o zamieszanie, jeśli chodzi o metody ograniczania czerwienia matki, bo niektóre czynności mogą wydawać się z pozoru skuteczne, ale w rzeczywistości nie mają na to realnego wpływu. Podkarmienie stymulacyjne ma na celu raczej pobudzenie matki do czerwienia, a nie jego ograniczenie; ono powoduje, że rodzina pszczela zaczyna intensywniej pracować i matka wręcz zwiększa tempo czerwienia, bo pszczoły czują dopływ świeżego pokarmu i uznają, że są dobre warunki do rozwoju. Przestawienie czerwiu, czyli np. przenoszenie ramek z czerwiem w inne miejsce w ulu, jest stosowane czasem do wyrównania rozwoju rodzin albo w celu przeglądu, ale nie wpływa bezpośrednio na matkę – ona dalej będzie czerwiła tam, gdzie będzie miała miejsce, niezależnie od tego, gdzie postawimy czerw. To bardziej technika zarządzania ilością i rozmieszczeniem czerwiu, a nie sposobem na ograniczenie aktywności matki. Odsklepianie plastrów natomiast to zabieg związany z pozyskiwaniem miodu, czyli usuwaniem wosku z zasklepionych komórek, by wyjąć miód z plastrów w miodarce – nie ma to żadnego związku z ograniczaniem czerwienia. Typowe błędy polegają na myleniu zabiegów pobudzających rodzinę z tymi, które faktycznie ograniczają przestrzeń dla matki. Często początkujący pszczelarze uważają, że jakiekolwiek manipulowanie ramkami lub karmienie wpłynie na tempo czerwienia, ale jeśli matka ma dostęp do pustych komórek, będzie dalej czerwić. Tylko fizyczna bariera, jak krata odgrodowa, pozwala skutecznie i bezpiecznie dla rodziny pszczelej kontrolować miejsce i wielkość czerwienia. Pozostałe metody, choć mają swoje zastosowanie w gospodarce pasiecznej, nie są narzędziami do ograniczania matki w czerwieniu – co potwierdzają też zalecenia doświadczonych pszczelarzy oraz literatura branżowa.

Pytanie 21

Którą roślinę pożytkową przedstawiono na rysunku?

Ilustracja do pytania
A. Nawłoć kanadyjską.
B. Lawendę wąskolistną.
C. Wrzos zwyczajny.
D. Szałwię lekarską.
Nawłoć kanadyjska to naprawdę bardzo wartościowa roślina pożytkowa i nie bez powodu zyskuje coraz większą popularność wśród pszczelarzy. Moim zdaniem, jej największą zaletą jest długi okres kwitnienia, bo zaczyna kwitnąć w drugiej połowie lata, kiedy inne pożytki już się kończą. Kwiaty nawłoci przyciągają mnóstwo pszczół, więc to taki ratunek na ubogie miesiące. W praktyce, miód nawłociowy wyróżnia się jasną barwą i specyficznym, lekko anyżkowym smakiem – to coś, co zdecydowanie warto poznać. W branży pszczelarskiej uznaje się, że uprawa nawłoci w pobliżu pasiek może znacząco podnieść wydajność rodzin pszczelich, a także poprawić jakość końcowego produktu, czyli miodu. Warto pamiętać, że nawłoć kanadyjska jest rośliną inwazyjną, ale jednocześnie idealnie nadaje się na mniej eksploatowane, trudniejsze gleby, gdzie inne gatunki sobie nie radzą. W mojej opinii, to roślina, której nie powinno zabraknąć w nowoczesnej gospodarce pasiecznej, bo jest zgodna z zasadami zrównoważonego rozwoju i zapewnia pożytek wtedy, gdy inne gatunki już nie kwitną. Dobrze jest też znać jej właściwości lecznicze – wyciągi z nawłoci są wykorzystywane w ziołolecznictwie, głównie na drogi moczowe. Takie praktyczne wykorzystanie rośliny pożytkowej to już branżowy standard.

Pytanie 22

Który zabieg należy wykonać w rodzinie pszczelej posiadającej czerw przedstawiony na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Wymienić matkę.
B. Podzielić rodzinę.
C. Ścieśnić gniazdo.
D. Usunąć czerw.
Zastosowanie podziału rodziny, usuwanie czerwiu, czy ścieśnianie gniazda to działania, które w tej konkretnej sytuacji nie rozwiązują głównej przyczyny problemu. Jeśli w ulu dominuje czerw trutowy, to mamy do czynienia z brakiem prawidłowo funkcjonującej matki lub obecnością matki trutowej. Podział rodziny nie ma sensu, bo osłabiamy już problematyczną rodzinę, co może prowadzić do dalszego spadku liczebności pszczół i wydajności. Usuwanie czerwiu to działanie doraźne, które nie likwiduje przyczyny, bo matka nadal będzie czerwić tak samo – pszczoły będą dalej wychowywać tylko trutnie, co prowadzi do szybkiego osłabienia rodziny. Ścieśnianie gniazda bywa stosowane w okresie chłodów lub przy małej liczbie pszczół, ale nie poprawia struktury czerwiu ani nie zastępuje złej matki dobrą. To typowy błąd w myśleniu – skupianie się na objawach, a nie na źródle problemu. W praktyce dobre gospodarowanie pasieką polega na szybkim rozpoznaniu objawów matki trutowej i natychmiastowej wymianie jej na wartościową, unasienioną matkę pochodzącą z pewnego źródła. Tylko wtedy rodzina ma szansę odzyskać dobrą kondycję, odpowiednią liczebność i rozpocząć wychów robotnic, które są siłą roboczą ula. Bagatelizowanie problemu lub stosowanie półśrodków powoduje, że rodzina się nie rozwija i jest bardziej narażona na upadek, a Ty jako pszczelarz tracisz potencjalne zbiory i zdrowe rodziny na przyszłość.

Pytanie 23

Jeżeli pszczoły oblepiają kitem siatkę klateczki, w której poddawana jest nowa matka to należy

A. usunąć kit z klateczki.
B. przejrzeć gniazdo w celu usunięcia mateczników.
C. wypuścić matkę do gniazda.
D. usunąć z ula klateczkę z matką.
Jeśli zauważysz, że pszczoły oblepiają kitem siatkę klateczki z poddawaną matką, to jest to jasny sygnał, że rodzina pszczela nie akceptuje nowej matki. Z mojego doświadczenia wynika, że w takich sytuacjach winą najczęściej są pozostawione w gnieździe mateczniki, które powodują, że pszczoły nie chcą przyjąć nowej matki i traktują ją jako intruza. Kluczowym działaniem jest wtedy dokładne przejrzenie całego gniazda i usunięcie wszystkich mateczników, bo nawet jeden przeoczony może przekreślić cały proces unasienniania czy wymiany matki. Praktyka branżowa mówi jasno: zanim podamy nową matkę, trzeba bardzo dokładnie sprawdzić plastry pod kątem mateczników ratunkowych, rojowych i cichych wymian. Niestety, niedokładność w tej kwestii to częsty błąd zwłaszcza u mniej doświadczonych pszczelarzy. Usunięcie mateczników powoduje, że kolonia nie ma alternatywy i jest zmuszona zaakceptować nową matkę. Warto też dać pszczołom trochę czasu po usunięciu mateczników przed wypuszczeniem matki, bo to zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Takie podejście jest rekomendowane przez większość podręczników pszczelarskich i sprawdza się w praktyce nawet u dużych producentów matek. Dobrze jest pamiętać, że sama obecność kitu na klateczce to nie przypadek – to dosłowna informacja od pszczół, że coś w akceptacji nowej matki idzie nie tak i trzeba działać metodycznie.

Pytanie 24

Która roślina pożytkowa charakteryzuje się najwyższą wydajnością miodową?

A. Chaber łąkowy.
B. Przegorzan pospolity.
C. Gryka zwyczajna.
D. Rezeda biała.
Przegorzan pospolity to naprawdę wyjątkowa roślina w kontekście pszczelarstwa. Jej wydajność miodowa potrafi osiągać wartości powyżej 1000 kg z jednego hektara, co stawia ją w absolutnej czołówce wśród roślin pożytkowych spotykanych w naszym klimacie. Przegorzan kwitnie dość długo, a jego kwiaty są bardzo bogate w nektar – w dodatku łatwo dostępny dla pszczół nawet przy niskiej wilgotności powietrza. W praktyce pszczelarskiej uprawa przegorzanu jest szczególnie polecana na obszarach, gdzie inne pożytki są niewystarczające albo występują luki w okresach nektarowania. Z mojego doświadczenia wynika, że przegorzan jest też dość odporny na suszę, a sam miód z tej rośliny ma bardzo ciekawy smak i aromat, więc bywa chętnie kupowany przez smakoszy. Warto też dodać, że przegorzan nie jest szczególnie wymagający jeśli chodzi o glebę, przez co doskonale sprawdza się w różnych warunkach siedliskowych. Według zaleceń Polskiego Związku Pszczelarskiego dobrze jest lokować przegorzan w pobliżu pasiek, zwłaszcza tam, gdzie istnieje potrzeba wydłużenia sezonu pożytkowego. Moim zdaniem każdy, kto myśli poważnie o dużej produkcji miodu, powinien rozważyć przegorzan w swoim planie nasadzeń.

Pytanie 25

Na ilustracji przedstawiono larwy szkodnika roślin uprawnych. Jaki to szkodnik?

Ilustracja do pytania
A. Stonka ziemniaczana.
B. Słodyszek rzepakowy.
C. Chrabąszcz majowy.
D. Bielinek kapustnik.
Na ilustracji przedstawione zostały larwy stonki ziemniaczanej – i to właśnie ten szkodnik odpowiada za najbardziej typowe szkody w uprawach ziemniaka, zwłaszcza w fazie larwalnej. Stonka ziemniaczana wyróżnia się nie tylko charakterystycznym ubarwieniem, ale i cyklem rozwojowym, który jest dobrze opisany w literaturze branżowej; jej larwy są masywne, pomarańczowe z czarnymi plamami, co dość łatwo odróżnia je od innych szkodników. Mylenie tego gatunku np. z chrabąszczem majowym to częsty błąd – larwy chrabąszcza są białe i żyją pod ziemią, gdzie podgryzają korzenie, a nie liście. Słodyszek rzepakowy z kolei ma zupełnie inny wygląd i atakuje przede wszystkim pąki kwiatowe rzepaku, larwy są drobne i zielonkawe, trudno je pomylić z masywnymi, pomarańczowymi larwami stonki. Bielinek kapustnik natomiast żeruje głównie na roślinach kapustnych, a jego gąsienice są zielone lub żółtawe, pokryte drobnymi włoskami. Typowym błędem w rozpoznawaniu szkodników jest patrzenie tylko na kolor lub miejsce występowania, bez uwzględnienia szczegółów morfologicznych – a to one są najważniejsze w praktyce rolniczej. Prawidłowa identyfikacja szkodnika pozwala zastosować odpowiednie metody zwalczania zgodnie z integrowaną ochroną roślin oraz normami branżowymi, co przekłada się na realne oszczędności i bezpieczeństwo upraw. Warto więc zawsze dokładnie przyjrzeć się cechom larw przed podjęciem decyzji o ochronie chemicznej czy biologicznej, bo pomyłki w rozpoznawaniu prowadzą do nieskutecznych działań i strat ekonomicznych.

Pytanie 26

Podczas pozyskiwania miodu z plastrów w skład niezbędnego sprzętu wchodzą: miodarka, stół do odsklepiania, odsklepiacz widelcowy oraz

A. izolatory.
B. topiarka.
C. cedzidło.
D. przegonka.
Cedzidło to naprawdę podstawowy sprzęt przy pozyskiwaniu miodu z plastrów i praktycznie nie wyobrażam sobie pracy bez niego. Jak już odsklepisz komórki widelcem albo nożem i wrzucisz ramki do miodarki, to po wirowaniu miód jest niby czysty, ale i tak nadal ma w sobie resztki wosku, kawałki pszczół albo inne drobne zanieczyszczenia. Normalnie, zgodnie z dobrą praktyką pszczelarską, taki świeży miód przelewa się przez cedzidło, żeby te wszystkie paproszki zatrzymały się na sitku, a do słoików trafiła już klarowna i bezpieczna do spożycia substancja. W profesjonalnych pasiekach często stosuje się zestaw podwójnych lub nawet potrójnych sit, gdzie najpierw większe odpadki zatrzymuje grubsze sito, a potem drobniejsze cząstki wyłapuje gęstsza siatka. Cedzidło zdecydowanie wpływa na jakość produktu końcowego – miód zanieczyszczony nie tylko wygląda gorzej, ale może się szybciej psuć lub fermentować. Moim zdaniem, jeśli ktoś się na poważnie zabiera za wirowanie miodu, to cedzidło powinno być na liście zakupów zaraz po miodarce. Nawet przy niewielkiej liczbie uli można się przekonać, że bez tego sprzętu późniejsze domywanie słoików i nieprzyjemne niespodzianki w postaci woskowych grudek w miodzie to po prostu strata czasu i nerwów. W zasadzie każda polska literatura pszczelarska poleca stosowanie cedzideł, bo to już taki standard branży. Warto wiedzieć, że nawet w małej pasiece domowe cedzidło znacząco ułatwia utrzymanie wysokiej jakości miodu.

Pytanie 27

Robinia akacjowa jest pożytkiem

A. średniodługim.
B. długotrwałym ciągłym.
C. długotrwałym przerywanym.
D. krótkotrwałym.
Sprawa z robinią akacjową i jej klasyfikacją jako pożytku dla pszczół nie jest taka oczywista jak mogłoby się wydawać. Wiele osób myli ją z innymi roślinami, które kwitną długo albo bardzo krótko. Pożytek długotrwały przerywany to zazwyczaj rośliny, które kwitną przez dłuższy czas, ale z przerwami – dobrym przykładem byłaby tu np. facelia, która czasami daje dwa rzuty kwitnienia. Z kolei długotrwały ciągły dotyczy takich roślin jak lipa czy niektóre koniczyny, które przez wiele tygodni dostarczają pszczołom nektaru bez większych przerw; robinia tego nie zapewnia, bo jej kwitnienie jest dość intensywne, ale krótkie. Jeśli chodzi o pożytek krótkotrwały, to nim są na przykład mniszek lekarski czy wiśnia – kwitnienie trwa wtedy dosłownie kilka dni do tygodnia, a robinia wytrzymuje znacznie dłużej, choć nie tak długo jak niektóre inne drzewa czy krzewy. W praktyce najważniejszy błąd myślowy w tej kwestii polega na założeniu, że skoro robinia kwitnie intensywnie, to musi być pożytkiem długotrwałym – a to nieprawda, bo jej kwiaty opadają wyjątkowo szybko w złych warunkach pogodowych i całość kończy się po ok. dwóch, góra trzech tygodniach. Standardy branżowe jasno wskazują, że robinia to pożytek średniodługi: w teorii niesie spory zysk, ale w praktyce wymaga dobrej synchronizacji pracy w pasiece. Wielu pszczelarzy, szczególnie tych początkujących, przecenia jej „długość” i potem są rozczarowani brakiem miodu, jeśli przegapią szczyt kwitnienia. Dlatego tak ważne jest, by rozumieć specyfikę każdego pożytku i nie sugerować się samą intensywnością, lecz przede wszystkim czasem jego trwania. W pszczelarstwie umiejętność realnej oceny takich pożytków to podstawa skutecznego gospodarowania i planowania zbiorów miodu.

Pytanie 28

Ile pokarmu miodowego potrzebuje rodzina pszczela w okresie od początku kwietnia do końca czerwca?

ProduktMiesiące rokuRazem
123456789101112
Miód113815201513832190
Pyłek-0,31,83,66,68,15,43,60,6---30
A. 35 kg
B. 28 kg
C. 43 kg
D. 23 kg
Często spotykam się z sytuacją, gdzie szacując zapotrzebowanie pokarmowe rodziny pszczelej na wiosnę i początek lata, pszczelarze przyjmują dużo za niskie wartości. To niestety prowadzi potem do problemów w rozwoju rodziny, zwłaszcza podczas intensywnego wychowu czerwiu w kwietniu, maju i czerwcu. Wskazanie takich wartości jak 28 kg, 35 kg czy nawet 23 kg wynika często z błędnego sumowania miesięcznych potrzeb, nieuwzględniania specyficznej dynamiki wzrostu rodziny w tym okresie lub po prostu ze zbyt optymistycznego zakładania, że każda rodzina skorzysta w pełni z pożytków zewnętrznych. W praktyce, od początku kwietnia do końca czerwca zapotrzebowanie na miód wynosi aż 43 kg – co łatwo policzyć, sumując wartości z tabeli (8 kg w kwietniu, 15 kg w maju i 20 kg w czerwcu). Te liczby nie są przypadkowe: w tym okresie matka intensywnie czerwi, a liczba robotnic gwałtownie rośnie, przez co zużycie energii idzie mocno do góry. Błędne myślenie, że wiosną wystarczą niewielkie zapasy, wywodzi się też często z doświadczeń z lat o wyjątkowo sprzyjającej pogodzie, kiedy pożytki pojawiają się wcześnie i są obfite. Jednak w polskich warunkach klimatycznych wystarczy kilka chłodniejszych, deszczowych dni, by rodzina pszczela zużyła zapasy znacznie szybciej, niż można się spodziewać. Dobre praktyki pszczelarskie nakazują nie tylko ścisłe kontrolowanie zapasów, ale też uwzględnianie rezerw nawet wtedy, gdy z pozoru wszystko idzie dobrze. Z mojego doświadczenia wynika, że lepiej mieć kilka kilogramów miodu za dużo niż dopuścić do osłabienia rodziny przez niedostatek pokarmu w kluczowym momencie sezonu.

Pytanie 29

Według W. Ostrowskiej najlepiej zimują pszczoły, które wygryzają się

A. do połowy lipca.
B. około połowy października.
C. na przełomie lipca i sierpnia.
D. na przełomie sierpnia i września.
Wielu pszczelarzy popełnia pewien podstawowy błąd myślowy, zakładając, że im wcześniej wygryzą się pszczoły, tym lepiej przechodzą przez zimę. Tymczasem, robotnice wygryzające się do połowy lipca, choć początkowo wydają się silne i energiczne, do zimowli przystępują już w stanie częściowego wyeksploatowania – większość z nich wykonuje przez kilka tygodni intensywne prace polowe i opiekuńcze, przez co ich ciało tłuszczowe zostaje poważnie uszczuplone. Z kolei pszczoły wygryzające się na przełomie lipca i sierpnia mogą być jeszcze stosunkowo dobrze przygotowane, ale wciąż nie są to optymalne warunki, bo często angażowane są w późne pożytki, a do zimy mają za dużo czasu, by zachować pełną żywotność. Jeśli chodzi o pszczoły wygryzające się około połowy października – tutaj pojawia się odwrotny problem: są zbyt młode, nie zdążą się jeszcze odpowiednio rozwinąć, a nierzadko nawet nie doczekają zimy, bo w tym czasie warunki wychowu czerwiu są już bardzo niekorzystne (chłód, brak odpowiednich warunków mikroklimatycznych, ograniczona ilość pyłku). W praktyce błędne planowanie momentu wychowu pszczół zimowych prowadzi do osłabienia rodzin i wzrostu strat zimowych, co potwierdzają zarówno badania, jak i codzienne doświadczenia hodowców. Moim zdaniem najczęstszy błąd wynika z niezrozumienia fizjologii pszczół zimowych – te, które mają przetrwać do marca czy kwietnia, muszą wygryźć się wtedy, gdy matka ma jeszcze szansę zapewnić im dobrą dietę i optymalne warunki rozwoju, czyli właśnie na przełomie sierpnia i września, zgodnie z dobrymi praktykami zalecanymi m.in. przez Ostrowską.

Pytanie 30

Jaką ilość syropu cukrowego uzyska się z 50 kg cukru, jeżeli do zakarmienia należy użyć syropu o proporcji 5:3?

A. 50 litrów
B. 60 litrów
C. 80 litrów
D. 30 litrów
Wielu uczniów myli masę z objętością roztworu lub nie do końca rozumie, na czym polega przeliczanie proporcji w praktyce. Gdy widzi się 80 litrów, można się zasugerować, że skoro 50 kg cukru plus 30 kg wody to 80, to pasuje 80 litrów. Ale to nie jest takie proste, bo litr wody to wprawdzie 1 kg, ale litr syropu jest gęstszy, więc waży więcej niż czysta woda. To jest podstawowy błąd – mylenie masy całkowitej z objętością. Ktoś inny wybierze 50 litrów, myśląc, że objętość roztworu nie zmieni się znacząco po rozpuszczeniu cukru, albo że objętość odpowiada masie samego cukru. To też nieprawda, bo objętość gotowego syropu zawsze jest większa niż ilość użytego cukru, ale mniejsza niż suma objętości czystych składników. Czasem ktoś wskaże 30 litrów – to może wynikać z założenia, że tylko woda decyduje o objętości, a cukier jakoś magicznie "znika", co oczywiście nie jest zgodne z rzeczywistością. Praktyka pokazuje, że syrop cukrowy o proporcji 5:3 (czyli 5 kg cukru na 3 kg wody) jest bardzo gęsty i ma wysoką masę właściwą. W branży przyjmuje się, że litr takiego syropu waży mniej więcej 1,33 kg. Więc żeby poznać objętość, trzeba 80 kg (bo tyle łącznie waży cukier z wodą) podzielić przez 1,33 kg/litr, co daje około 60 litrów. To jest wynik poparty doświadczeniem i praktyką pszczelarską, nie tylko teorią. Dlatego każda inna odpowiedź niż 60 litrów wynika z niedoszacowania lub przeszacowania wpływu gęstości syropu, a to jest dość częsty problem w zadaniach praktycznych, jeśli ktoś nie zna branżowych przeliczników lub nie miał okazji sam przygotowywać takich roztworów. Warto zapamiętać te proporcje, bo one się często przewijają w pracy z pszczołami i przy różnych innych zastosowaniach cukru w roztworach technicznych.

Pytanie 31

Która z opisanych sytuacji w ulu jest wskazaniem do użycia węzy?

A. Pojawienie się czerwiu na drugim plastrze z brzegu.
B. Budowa dzikiej zabudowy.
C. Pojawienie się nakropu w gnieździe.
D. Zajęcie przez pszczoły ostatniej uliczki.
W pytaniu pojawiło się kilka sytuacji, które często mylą mniej doświadczonych pszczelarzy, ale nie są jednoznacznym wskazaniem do użycia węzy. Przykładowo, pojawienie się nakropu w gnieździe to znak, że pszczoły zaczynają znosić świeży nektar, ale nie musi oznaczać braku miejsca na plastry czy konieczności rozbudowy gniazda. Oczywiście, jeśli w ulu nie ma miejsca na magazynowanie miodu, trzeba działać – ale sama obecność nakropu nie jest wystarczającą przesłanką do podania węzy. Kolejna sytuacja, czyli zajęcie przez pszczoły ostatniej uliczki, bywa często interpretowana jako znak pełnego ula, jednak w praktyce lepszym rozwiązaniem jest wtedy powiększenie gniazda lub dodanie nadstawki, a niekoniecznie od razu węzy. To może być mylące dla osób, które utożsamiają „pełny ul” z koniecznością budowy nowych plastrów, choć czasami wystarczy przestawienie ramek lub inna organizacja przestrzeni. Pojawienie się czerwiu na drugim plastrze z brzegu świadczy najczęściej o rozwoju rodziny i powiększaniu gniazda, ale nie jest to jeszcze sygnał do natychmiastowego podania węzy – bardziej obserwacyjny punkt do monitorowania dalszych zmian. Typowym błędem jest nadmierna ingerencja bez wyraźnego powodu, co może tylko zaburzyć naturalny rytm życia rodziny pszczelej. W wielu poradnikach podkreśla się, by nie wyciągać pochopnych wniosków tylko na podstawie pojedynczych obserwacji – decyzja o podaniu węzy powinna wynikać z całościowej oceny sytuacji, a nie chwilowego obrazu. Najważniejszym, praktycznym wyznacznikiem potrzeby dodania węzy jest właśnie pojawienie się dzikiej zabudowy. To sygnał, że pszczoły mają potencjał do budowy, ale nie mają jak – i wtedy węza staje się najlepszym rozwiązaniem. Pozostałe opisane sytuacje wymagają raczej dalszej obserwacji lub innych działań gospodarczych, a niekoniecznie podania węzy.

Pytanie 32

Zaskorupienie gleby, w okresie kiełkowania rzepaku, można zlikwidować

A. wałem kolczatką.
B. wałem gładkim.
C. pługiem.
D. kultywatorem.
Wydaje mi się, że wybierając wał gładki, kultywator albo pług, łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że każde narzędzie do uprawy gleby poradzi sobie ze zaskorupieniem. Tymczasem różnica tkwi w sposobie działania i głębokości ingerencji w glebę. Wał gładki, choć służy do wyrównywania i lekkiego ugniatania powierzchni gleby, w zasadzie nie radzi sobie z rozbijaniem twardej skorupy. On raczej jeszcze bardziej ją dociska, niż pomaga młodym rzepakom w przebiciu się na powierzchnię. Kultywator to sprzęt do głębszej uprawy, który mocno miesza i przewraca glebę, ale to narzędzie jest zbyt agresywne w fazie kiełkowania. Moim zdaniem użycie kultywatora może łatwo uszkodzić świeże siewki, wydobyć je na powierzchnię albo nawet zniszczyć całą strukturę rzędów, co rzadko kończy się dobrze dla plonu. Pług również nie jest odpowiedni – orka powoduje odwrócenie warstwy gleby, co całkowicie przekreśla szanse wschodzącego rzepaku, a dodatkowo jest to zabieg bardzo kosztowny i czasochłonny, zupełnie nieadekwatny do tak drobnego problemu, jak skorupa powierzchniowa. To jest taki klasyczny przykład, że narzędzie musi być dobrane precyzyjnie do problemu – za mocne rozwiązania mogą przynieść więcej szkód niż pożytku. Z mojego doświadczenia wynika, że kluczowe jest subtelne rozluźnienie skorupy, bez naruszania głębszych warstw i bez ryzyka uszkodzenia siewek. Branżowe poradniki i praktyka rolnicza wyraźnie pokazują, że wał kolczatka jest stworzony właśnie do tego celu – jego kolce skutecznie rozbijają skorupę dokładnie tam, gdzie trzeba, minimalizując ryzyko dla młodych roślin. To właśnie sprawia, że inne sprzęty są tu po prostu mniej efektywne lub wręcz szkodliwe.

Pytanie 33

Której choroby dotyczą objawy przedstawione na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Zgnilca europejskiego.
B. Choroby woreczkowej.
C. Zgnilca amerykańskiego.
D. Grzybicy wapiennej.
Patrząc na tę ilustrację, można łatwo się pomylić, zwłaszcza jeśli nie miało się wcześniej do czynienia z objawami różnych chorób czerwiu. Grzybica wapienna zwykle powoduje obecność twardych, białych lub szarych mumii w komórkach – larwy są wtedy przekształcone w charakterystyczne, kredowobiałe formy, łatwe do wyjęcia i nie tworzą żadnej ciągliwej masy. Z kolei zgnilec europejski najczęściej prowadzi do rozrzedzenia i zgniłego zapachu czerwiu, ale nie pojawia się ta charakterystyczna lepka konsystencja – masa larwalna raczej się rozpada niż ciągnie. Choroba woreczkowa objawia się natomiast przez obecność przezroczystych, workowatych osłonek wokół larw, które zupełnie nie przypominają ciągliwej, brązowej masy; larwy są wtedy wyraźnie oddzielone od ścianek komórki i mają konsystencję galaretowatą. Typowy błąd myślowy polega na utożsamianiu wszelkich zmian w wyglądzie czerwiu z grzybem lub wirusem, tymczasem podstawą rozpoznania zgnilca amerykańskiego jest właśnie test zapałczany – żadna inna choroba pszczół nie daje takiej reakcji. Praktyka pokazuje, że brak znajomości tych subtelnych różnic prowadzi do opóźnienia reakcji i potencjalnie groźnych skutków dla całej pasieki. Warto wyrobić sobie nawyk dokładnego oglądania plastrów i korzystania z prostych testów diagnostycznych, bo tylko tak można wcześnie wykryć problem i wdrożyć odpowiednie środki zaradcze, zgodnie z wytycznymi pszczelarskimi i weterynaryjnymi.

Pytanie 34

Ile roślin owsa głuchego może wystąpić na 1 m2 plantacji nasiennej jęczmienia zgłoszonej do produkcji nasion kategorii kwalifikowane?

A. 10
B. 30
C. 40
D. 20
Z mojego punktu widzenia często spotykam się z przekonaniem, że dopuszczalna liczba roślin owsa głuchego na plantacjach nasiennych jęczmienia jest wyższa niż 20 na m² — niektórzy szacują ją nawet na 40 czy 30, bo wydaje się, że taka ilość chwastów jeszcze nie zagraża jakości całego materiału siewnego. To jednak poważne nieporozumienie i niestety spory błąd pod względem wymagań formalnych. Standardy produkcji nasiennej, szczególnie w przypadku kategorii kwalifikowanej, są bardzo restrykcyjne właśnie po to, by zapewnić wysoką czystość i jakość materiału. Przekonanie, że 40 czy nawet 30 roślin owsa głuchego na metr kwadratowy nie wpłynie znacząco na jakość nasion, wynika zwykle z niedoszacowania tempa ekspansji chwastów oraz ich wpływu na zanieczyszczenie nasion jęczmienia. Każda dodatkowa roślina powyżej ustalonego limitu zwiększa ryzyko obecności nasion chwastów w końcowym produkcie, co nie tylko obniża wartość handlową, ale może skutkować cofnięciem certyfikatu lub zakazem obrotu takim materiałem. Zdarza się też, że niektórzy uważają, że limit powinien być niższy, np. 10 roślin — to już jest przesada w drugą stronę: w praktyce nie sposób wyeliminować każdą pojedynczą roślinę owsa głuchego, a taka rygorystyczność nie znajduje pokrycia w przepisach. Utrzymanie właściwego limitu na poziomie 20 roślin na 1 m² to kompromis między realiami gospodarczymi a wymaganiami jakościowymi i pozwala na efektywną produkcję bez zbędnego ryzyka. Dlatego warto znać aktualne standardy i stosować je w praktyce, bo tylko wtedy produkcja nasienna ma sens i przynosi oczekiwane rezultaty.

Pytanie 35

Do jakich pożytków należy przedstawiona na ilustracji roślina?

Ilustracja do pytania
A. Późnoletnich.
B. Wczesnoletnich.
C. Jesiennych.
D. Wiosennych.
Wybór odpowiedzi innej niż pożytki jesienne, w kontekście przedstawionej na zdjęciu rośliny, wynika najczęściej z niewłaściwego rozpoznania okresów kwitnienia poszczególnych gatunków miododajnych. Powszechnym błędem jest utożsamianie wrzosu z pożytkami letnimi, prawdopodobnie przez skojarzenie z innymi fioletowo kwitnącymi roślinami, które pojawiają się wcześniej, jak np. facelia czy lawenda. Tymczasem wrzos zwyczajny zakwita dopiero pod koniec lata i stanowi jeden z ostatnich, a często nawet ostatni główny pożytek nektarowy dla pszczół przed zimą. Wiosenne i wczesnoletnie pożytki to zupełnie inne gatunki roślin, takie jak mniszek lekarski, rzepak, lipa czy akacja, których okres kwitnienia kończy się na długo przed pojawieniem się kwiatów wrzosu. Późnoletnie pożytki, choć nieco zbliżone terminem, zwykle dotyczą takich roślin jak nawłoć czy gryka, ale wrzos kwitnie jednak wyraźnie później i w praktyce jest traktowany przez pszczelarzy jako typowy pożytek jesienny. Typowym błędem jest też brak rozróżnienia pomiędzy terminami „wczesnoletni” a „późnoletni” – w branżowej praktyce wrzos nie pojawia się ani w jednym, ani w drugim okresie. Właściwe rozpoznanie okresów kwitnienia jest fundamentalne przy planowaniu gospodarki pasiecznej, bo pozwala optymalizować siłę rodzin pszczelich i zarządzanie zbiorami. Wrzos jest tu dobrym przykładem – jego kwitnienie w jesieni zapewnia cenne źródło nektaru w czasie, gdy pszczoły już praktycznie nie mają alternatyw. Z mojego punktu widzenia warto jeszcze podkreślić, że prawidłowa identyfikacja takich pożytków jest kluczowa do prowadzenia wydajnej i zdrowej pasieki, zgodnie ze standardami branżowymi.

Pytanie 36

Której choroby zwierząt gospodarskich dotyczy zamieszczony opis?

Do zakażenia dochodzi przez głębokie zanieczyszczone rany. Objawy choroby to napięcie mięśni głowy, szyi, zadu, kończyn, chore zwierzęta stoją z zaciśniętymi zębami, uszy są nieruchome, szyja wyprężona, nozdrza rozdęte, oddech jest utrudniony. Chore zwierzę jest podniecone i najmniejszy szelest wywołuje u niego silne ataki drgawek.
A. Wąglika.
B. Tężca.
C. Szelestnicy.
D. Nosówki.
Opis choroby w pytaniu bardzo precyzyjnie wskazuje na tężec, a nie na inne wymienione choroby. Wąglik, choć również przenosi się przez rany i może być bardzo groźny, daje zupełnie inne objawy – najczęściej obserwuje się nagłą śmierć zwierząt, krwotoki z naturalnych otworów ciała oraz brak krzepnięcia krwi. U zwierząt chorych na wąglik nie występuje charakterystyczny szczękościsk i wyraźne napięcie mięśniowe. Z kolei szelestnica jest rzadko rozpoznawaną chorobą, która związana jest z infekcjami bakteryjnymi, głównie u świń, i objawia się zupełnie innymi symptomami – np. obrzękami powiek, gorączką oraz zmianami w śledzionie i węzłach chłonnych. Również nosówka dotyczy zupełnie innej grupy zwierząt – przede wszystkim psów, a jej główne objawy dotyczą układu oddechowego, nerwowego i pokarmowego, często połączone z wypływami z nosa i oczu czy drgawkami o zupełnie innym charakterze niż w tężcu. Częsty błąd w rozumowaniu polega tu na utożsamieniu objawów nerwowych (np. drgawek) z każdą ciężką infekcją, kiedy w rzeczywistości mechanizmy drgawek i sztywności mięśni w tężcu są wynikiem blokady neuroprzekaźników przez toksynę tężcową. W praktyce najważniejsze jest, aby nie mylić specyficznych zespołów objawów i zwracać uwagę na historię urazu oraz charakterystyczny przebieg – zwłaszcza szczękościsk, sztywność, wyprężenie i nadwrażliwość na bodźce. Dobre praktyki weterynaryjne wymagają dokładnej obserwacji i rozróżniania tych chorób, bo wdrożenie leczenia zależy od prawidłowego rozpoznania. W praktyce spotkałem się już z sytuacjami, gdy błędne rozpoznanie powodowało opóźnienie we właściwej pomocy, co kończyło się niestety tragicznie dla zwierząt. Zawsze warto wracać do podstaw – objawy, historia choroby oraz sposób zakażenia są najważniejsze.

Pytanie 37

W jakim celu wykorzystuje się sprzęt widoczny na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Do suszenia pyłku.
B. Do inkubacji mateczników.
C. Do czyszczenia pierzgi.
D. Do klarowania wosku.
To urządzenie to typowa suszarka do pyłku pszczelego, stosowana w nowoczesnych pasiekach. Prawidłowe suszenie pyłku to kluczowy etap przygotowania produktu do przechowywania i dalszej sprzedaży, bo świeży pyłek bez obróbki bardzo szybko pleśnieje lub jełczeje. Suszarka działa na zasadzie wymuszonego obiegu ciepłego powietrza, które przechodzi przez warstwy pyłku rozłożonego na sita lub tacki. Takie rozwiązanie pozwala równomiernie osuszyć pyłek bez jego przegrzewania – a to istotne, bo zbyt wysoka temperatura może zniszczyć wartości odżywcze i biologiczne produktu (np. enzymy, witaminy, aromaty). Najlepsi pszczelarze pilnują, żeby temperatura suszenia nie przekraczała 40–42°C, bo wtedy pyłek zachowuje najwięcej prozdrowotnych właściwości. Moim zdaniem taka suszarka to absolutny „must have” w każdej pasiece nastawionej na jakość, bo suszenie naturalne jest nie tylko czasochłonne, ale i ryzykowne – pogoda czy wilgotność powietrza potrafią zniweczyć całą pracę. Co ciekawe, nawet w literaturze branżowej zaleca się używanie profesjonalnych suszarek, by zapewnić jednolite parametry pyłku i przedłużyć jego trwałość bez konieczności stosowania chemicznych konserwantów. Z mojego doświadczenia dobrze wysuszony pyłek nie zbryla się, ma intensywny kolor i charakterystyczny zapach, no i nie traci nic na wartości.

Pytanie 38

Zgodnie z danymi przedstawionymi w tabeli zapotrzebowanie na miód i pyłek w rodzinie pszczelej jest największe

ProduktKolejne miesiące rokuRazem
123456789101112
Miód113815201513832190
Pyłek-0,31,83,66,68,15,43,60,6---30
A. w czerwcu.
B. w maju.
C. w lipcu.
D. w sierpniu.
To jest dokładnie ten moment w roku, kiedy rodzina pszczela intensywnie się rozwija i potrzebuje najwięcej energii oraz białka – czyli właśnie miodu i pyłku. Czerwiec to czas największego rozwoju czerwienia, budowy plastrów, a zarazem szczytowego nasilenia lotów oraz aktywności zbieraczek. Jeśli spojrzeć na dane z tabeli, zarówno zapotrzebowanie na miód (20 jednostek), jak i na pyłek (8,1 jednostki) osiąga wtedy swoje maksimum w skali roku. To nie jest przypadek – w praktyce pszczelarstwa czerwiec to okres, kiedy pszczoły przygotowują się do najważniejszego pożytku i gromadzenia zapasów na kolejne miesiące. Często na kursach pszczelarskich podkreśla się, że jeżeli w czerwcu rodzina nie będzie miała wystarczającej podaży pyłku, bardzo ucierpi rozwój młodych pszczół, a później ich siła w sezonie spadnie. Moim zdaniem, kto to rozumie, lepiej planuje gospodarkę pasieczną, na przykład dbając o dostęp do roślin pyłkodajnych właśnie w tym okresie czy nawet stosując podkarmianie rozwojowe. To jest też powód, dla którego profesjonalni pszczelarze tak bardzo zwracają uwagę na monitoring siły rodzin i poziomu zapasów w czerwcu – tu decyduje się często siła produkcyjna rodziny na resztę sezonu. Czerwiec to pewnego rodzaju granica – jak się ją dobrze wykorzysta, to później dużo łatwiej o dobre wyniki w pasiece. Branżowe opracowania, np. Państwowego Instytutu Weterynaryjnego, podkreślają, że właśnie w tym miesiącu jest szczytowe zapotrzebowanie na oba te składniki w rodzinie pszczelej. W praktyce, jeśli chcesz mieć silne rodziny i wysokie zbiory miodu, nie możesz lekceważyć tego okresu.

Pytanie 39

Która z wymienionych pasz ma wpływ na rozwój żwacza u młodych cieląt?

A. Wysłodki buraczane.
B. Wywar ziemniaczany.
C. Młóto browarniane.
D. Siano z traw.
Wybór takich pasz jak wysłodki buraczane, młóto browarniane czy wywar ziemniaczany jako sposobu na rozwój żwacza u cieląt to dość częsta pomyłka u osób zaczynających przygodę z żywieniem bydła. Te produkty są oczywiście wartościowymi dodatkami do pasz, ale ich specyficzny skład i struktura sprawiają, że nie spełniają kluczowej roli w stymulowaniu wzrostu brodawek żwaczowych. Wysłodki buraczane to pasza wysokoenergetyczna i łatwostrawna, ale prawie nie zawiera strukturalnego włókna potrzebnego do mechanicznego drażnienia ścian żwacza – one bardziej nadają się do podbijania energii w żywieniu starszych zwierząt. Młóto browarniane zawiera sporo białka i włókna, ale jego budowa jest zbyt drobnoziarnista, przez co nie pobudza żwacza tak skutecznie jak siano. Z kolei wywar ziemniaczany jest płynem poprodukcyjnym, gdzie praktycznie brak jakiegokolwiek włókna strukturalnego, więc nie może w ogóle odegrać roli stymulującej rozwój przedżołądków. Typowy błąd polega na myśleniu, że każda pasza objętościowa wpływa tak samo na trawienie – a to nieprawda. Ważne jest właśnie to fizyczne oddziaływanie włókna surowego na ściany żwacza, które daje tylko dobrze podsuszone siano z traw. Bez tego cielęta mogą mieć opóźniony rozwój przewodu pokarmowego i trudniej przestawiają się na pasze roślinne. Praktyka i literatura branżowa są tutaj jednoznaczne: siano to standard, a inne pasze pełnią wyłącznie rolę uzupełniającą w żywieniu młodego bydła.

Pytanie 40

W gospodarstwach nastawionych na intensywną produkcję mleka, cielęta, przez początkowy okres odpajania mlekiem lub preparatami mlekozastępczymi, powinny być utrzymywane

A. w indywidualnych kojcach z budkami.
B. w kojcach zbiorowych.
C. w kombiboksach.
D. z matkami.
W intensywnej produkcji mleka cielęta przez pierwszy okres życia powinny być trzymane w indywidualnych kojcach z budkami. To rozwiązanie jest świetne, bo pozwala na stałą kontrolę zdrowia każdego zwierzęcia, zapobiega przenoszeniu chorób zakaźnych (szczególnie biegunek i infekcji dróg oddechowych) oraz umożliwia indywidualne dawkowanie mleka lub preparatów mlekozastępczych. W praktyce, z mojego doświadczenia, takie kojce są łatwe w utrzymaniu czystości, a cielęta mają swobodny dostęp do świeżego powietrza, światła i paszy. W branży mleczarskiej to już praktycznie standard i wielu hodowców podkreśla, że dzięki temu odchów jest wydajniejszy i mniej kłopotliwy, bo szybko można zauważyć nawet drobne objawy choroby. Kojce z budkami pozwalają też ograniczyć stres u cieląt, bo nie muszą konkurować z innymi o pokarm. Według zaleceń Polskiego Związku Hodowców Bydła oraz norm unijnych, taki system to podstawa bioasekuracji i prawidłowego rozwoju cieląt w pierwszych tygodniach życia. Paradoksalnie, choć wydaje się to mniej naturalne niż wychów z matką, w hodowli intensywnej przekłada się na zdecydowanie niższą śmiertelność i lepsze przyrosty masy. To po prostu się sprawdza.