Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 8 czerwca 2026 15:34
  • Data zakończenia: 8 czerwca 2026 15:45

Egzamin zdany!

Wynik: 37/40 punktów (92,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Którym skrótem oznacza się tomografię komputerową wysokiej rozdzielczości?

A. PTCA
B. SPECT
C. EPCW
D. HRCT
Prawidłowy skrót to HRCT, czyli High Resolution Computed Tomography – po polsku tomografia komputerowa wysokiej rozdzielczości. Jest to specjalny protokół badania TK, stosowany głównie do bardzo dokładnej oceny miąższu płuc. Różni się od standardowej tomografii przede wszystkim ustawieniami technicznymi: używa się bardzo cienkich warstw (rzędu 0,5–1,5 mm), wysokiej rozdzielczości przestrzennej i odpowiednich filtrów rekonstrukcyjnych (tzw. filtry wysokiej rozdzielczości, „sharp kernel”). Dzięki temu można zobaczyć drobne struktury, jak oskrzeliki końcowe, przegrody międzypęcherzykowe czy wczesne zmiany śródmiąższowe, które na zwykłym TK mogłyby się „zgubić”. W praktyce klinicznej HRCT jest złotym standardem przy diagnostyce chorób śródmiąższowych płuc, rozedmy, zmian w przebiegu kolagenoz, sarkoidozy, a także przy ocenie powikłań po radioterapii klatki piersiowej. Bardzo często wykonuje się je w określonych fazach oddechu (wdech, czasem wydech) i z ograniczonym zakresem naświetlania, żeby zmniejszyć dawkę promieniowania, bo z natury cienkie warstwy zwiększają ekspozycję. Moim zdaniem warto zapamiętać, że HRCT to nie osobne urządzenie, tylko sposób wykonania badania na standardowym tomografie, zgodnie z zaleceniami towarzystw radiologicznych (np. standardy diagnostyki ILD). W opisach badań zawsze powinno się wyraźnie zaznaczać, że zastosowano protokół HRCT, bo ma to duże znaczenie dla dalszej interpretacji i porównywania badań w czasie.

Pytanie 2

Który radiofarmaceutyk może zostać podany pacjentowi w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu?

A. I-123 NaI
B. Tc-99m HMPAO
C. I-131 NaI
D. Tc-99m MDP
Prawidłowo wybrany został Tc-99m HMPAO, czyli technet-99m heksametylopropylenoamina oksym. To klasyczny radiofarmaceutyk stosowany w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu, zarówno w badaniach stacjonarnych SPECT, jak i w niektórych protokołach dynamicznych. Ma on właściwości lipofilne, dzięki czemu łatwo przenika przez barierę krew–mózg i w stosunkowo krótkim czasie ulega utrwaleniu w tkance mózgowej proporcjonalnie do regionalnego przepływu krwi. Dzięki temu rozkład wychwytu Tc-99m HMPAO bardzo dobrze odzwierciedla perfuzję poszczególnych obszarów mózgu w momencie podania. W praktyce klinicznej używa się go m.in. do oceny ognisk niedokrwienia, w diagnostyce padaczki (lokalizacja ogniska padaczkowego), w ocenie otępień, a także w niektórych przypadkach urazów mózgu. Z mojego doświadczenia, przy badaniach padaczkowych bardzo ważny jest moment podania – HMPAO trzeba wstrzyknąć w trakcie napadu lub tuż po, żeby zobaczyć typowy wzrost przepływu w ognisku. Tc-99m jako znacznik ma korzystny okres półtrwania (ok. 6 godzin), emituje promieniowanie gamma o energii idealnej do gammakamery (140 keV) i daje dobrą jakość obrazów przy stosunkowo niskiej dawce dla pacjenta, co jest zgodne z zasadą ALARA w medycynie nuklearnej. W wytycznych i w praktyce większości pracowni perfuzyjna scyntygrafia mózgu kojarzy się głównie właśnie z Tc-99m HMPAO albo jego nowszym odpowiednikiem Tc-99m ECD. To są standardowe, rekomendowane radiofarmaceutyki do tego typu badań.

Pytanie 3

Którym skrótem w badaniu spirometrycznym oznaczana jest pojemność życiowa płuc?

A. VC
B. FRC
C. TLC
D. IC
Poprawna odpowiedź to VC, czyli vital capacity – po polsku pojemność życiowa płuc. W badaniu spirometrycznym VC oznacza maksymalną objętość powietrza, jaką pacjent może spokojnie wydmuchać po wcześniejszym maksymalnym, powolnym wdechu. Innymi słowy: najpierw pacjent nabiera tyle powietrza, ile się da, ale bez gwałtownego szarpania, potem powoli i do końca je wydycha. To właśnie ten zakres objętości między maksymalnym wdechem a maksymalnym wydechem nazywamy pojemnością życiową i w opisie badania jest ona oznaczana skrótem VC. W praktyce technika spirometrii wymaga, żeby przy pomiarze VC pacjent był dobrze poinstruowany: musi wykonać spokojny, ale pełny wdech i równie spokojny, długi wydech aż do osiągnięcia objętości zalegającej. Z mojego doświadczenia, jeżeli pacjent skraca wydech, VC wychodzi zaniżone, co może sugerować restrykcję, której tak naprawdę nie ma. Pojemność życiowa jest ważnym parametrem przy ocenie chorób restrykcyjnych (np. zwłóknienie płuc, kifoza), ale też jako punkt odniesienia przy analizie innych wskaźników, np. FEV1/VC. W wielu zaleceniach (ERS/ATS) podkreśla się, że interpretacja spirometrii powinna uwzględniać zarówno FVC (wymuszoną pojemność życiową), jak i spokojną VC, bo te wartości mogą się różnić u pacjentów z obturacją. W dobrze wykonanym badaniu technik zawsze sprawdza powtarzalność pomiarów VC i porównuje je do wartości należnych, obliczonych na podstawie wieku, wzrostu, płci i rasy pacjenta. W praktyce w pracowni spirometrycznej warto też kojarzyć VC z prostszymi pojęciami dla pacjenta, np. „pełny spokojny oddech od maksimum do minimum”, co ułatwia współpracę i poprawia jakość testu.

Pytanie 4

Zgodnie z procedurą wzorcową w badaniu MR należy ułożyć pacjenta na brzuchu do diagnostyki

A. jamy brzusznej.
B. gruczołu piersiowego.
C. kręgosłupa szyjnego.
D. stawu barkowego.
Prawidłowo – w standardowych procedurach obrazowania MR gruczołu piersiowego pacjentkę układa się na brzuchu, czyli w pozycji pronacyjnej. To jest tzw. pozycja na brzuchu z piersiami swobodnie zwisającymi w specjalnych otworach cewki piersiowej. Dzięki temu gruczoł piersiowy nie jest spłaszczony przez ciężar własnego ciała, lepiej się układa i można uzyskać jednorodne wypełnienie kontrastem oraz równomierne pole magnetyczne. Dodatkowo taka pozycja poprawia separację tkanek i zmniejsza artefakty ruchowe związane z oddychaniem. W praktyce technik MR stosuje dedykowaną cewkę piersiową (breast coil), w której piersi są „zawieszone” w polu widzenia, a klatka piersiowa i klatka kostna są podparte. Moim zdaniem to jedno z badań, gdzie pozycjonowanie ma kluczowe znaczenie dla jakości diagnostycznej – źle ułożona pacjentka to potem problem z oceną zmian ogniskowych, naciekania ściany klatki piersiowej czy węzłów chłonnych. W wytycznych dotyczących badań MR piersi (np. EUSOBI, ACR) wyraźnie podkreśla się konieczność stosowania pozycji na brzuchu i wysokopolowego skanera z odpowiednią sekwencją dynamiczną po kontraście. W badaniach kontrolnych po leczeniu oszczędzającym pierś, w ocenie wieloogniskowości raka, a także u pacjentek z implantami silikonowymi, ta pozycja pozwala na lepsze odróżnienie zmienionego nowotworowo miąższu od blizn, zmian zapalnych czy pofałdowanych implantów. Warto też pamiętać, że ułożenie na brzuchu poprawia komfort psychiczny wielu pacjentek, daje poczucie większej intymności i zmniejsza lęk, co przekłada się na mniejszą liczbę ruchów i lepszą jakość obrazów. W diagnostyce jamy brzusznej, barku czy odcinka szyjnego kręgosłupa pozycja standardowa jest inna, dlatego właśnie odpowiedź dotycząca gruczołu piersiowego najlepiej odzwierciedla procedurę wzorcową.

Pytanie 5

Do środków kontrastujących negatywnych należą

A. powietrze i podtlenek azotu.
B. siarczan baru i dwutlenek węgla.
C. związki jodu i siarczan baru.
D. podtlenek azotu i siarczan baru.
Prawidłowo wskazane zostały środki kontrastujące negatywne: powietrze i podtlenek azotu. W radiologii przyjęło się dzielić kontrasty na pozytywne i negatywne. Pozytywne to takie, które mają większą gęstość i większą liczbę atomową niż otaczające tkanki, więc na obrazie RTG, TK wychodzą jako jaśniejsze (radiopakowe) – typowy przykład to związki jodu czy siarczan baru. Natomiast środki kontrastujące negatywne mają mniejszą gęstość niż tkanki i zawierają pierwiastki o niskiej liczbie atomowej, głównie gazy, przez co pochłaniają mało promieniowania i na obrazie są ciemniejsze (radiolucentne). Do klasycznych negatywnych kontrastów zalicza się właśnie powietrze, dwutlenek węgla, czasem tlen, a w starszych technikach także podtlenek azotu. W praktyce klinicznej powietrze jako kontrast negatywny stosowano np. w podwójnym kontrastowaniu przewodu pokarmowego (baryt + powietrze) przy badaniu żołądka czy jelita grubego, żeby lepiej uwidocznić fałdy śluzówki, drobne nadżerki, polipy. Podtlenek azotu historycznie używano podobnie jak inne gazy, choć obecnie częściej korzysta się z powietrza lub CO2, bo są łatwiej dostępne i bezpieczniejsze przy odpowiednich procedurach. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: jeśli kontrast to gaz, zwykle mówimy o kontraście negatywnym; jeśli sól baru lub związek jodu – to kontrast pozytywny. W wytycznych i dobrych praktykach radiologicznych podkreśla się, że dobór typu kontrastu (pozytywny/negatywny lub kombinacja) zależy od tego, jaką strukturę chcemy uwidocznić i jakiej techniki obrazowania używamy. Kombinacja barytu z powietrzem w tzw. badaniu z podwójnym kontrastem do dziś jest wzorcowym przykładem wykorzystania kontrastu negatywnego do zwiększenia szczegółowości obrazu.

Pytanie 6

Obrazowanie portalowe w radioterapii służy do

A. pozycjonowania pacjenta.
B. zniekształcenia wiązki promieniowania.
C. przekazywania danych o pacjencie.
D. weryfikacji pola napromienianego.
W obrazowaniu portalowym łatwo się pomylić, bo na pierwszy rzut oka wygląda to trochę jak zwykła kontrola ustawienia pacjenta. I faktycznie, pacjent jest pozycjonowany na stole terapeutycznym, ale sam sens obrazowania portalowego to nie samo ułożenie chorego, tylko weryfikacja pola napromienianego. Pozycjonowanie wykonuje się głównie na podstawie znaczników skórnych, tatuaży, laserów w sali terapeutycznej, czasem z pomocą unieruchomień i szablonów. Obrazowanie portalowe jest kolejnym etapem – ma sprawdzić, czy to pozycjonowanie przełożyło się na poprawne ustawienie wiązki względem struktur anatomicznych i planu leczenia. Myślenie, że obrazowanie portalowe służy do przekazywania danych o pacjencie, wynika często z mieszania pojęć z systemami informatycznymi typu PACS czy RIS. Dane pacjenta, opisy, plan leczenia, dokumentacja dawki są transmitowane i archiwizowane w systemach informatycznych, a nie przez samo obrazowanie portalowe. Portal imaging generuje obraz, który później może być zapisany w systemie, ale jego funkcja jest kliniczna – kontrola geometrii napromieniania – a nie administracyjno‑informacyjna. Kolejne mylne założenie to traktowanie obrazowania portalowego jako czegoś, co „zniekształca wiązkę promieniowania”. W rzeczywistości jest odwrotnie: cały sprzęt do obrazowania portalowego (np. detektor EPID) jest projektowany tak, żeby jak najmniej wpływać na wiązkę terapeutyczną. Celem nie jest zmiana charakterystyki wiązki, tylko jej rejestracja po przejściu przez pacjenta. Z mojego doświadczenia typowym błędem jest patrzenie na obrazowanie jak na dekorację do napromieniania, a nie jako kluczowy element IGRT. Sedno sprawy: obrazowanie portalowe ma potwierdzić, że pole napromieniania pokrywa właściwy obszar anatomiczny zgodnie z planem, a nie służyć do ogólnego pozycjonowania, przesyłania danych czy modyfikowania wiązki.

Pytanie 7

Który radioizotop jest stosowany w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu?

A. ⁹⁹ᵐTc
B. ¹³¹I
C. ¹²³I
D. ⁹⁴ᵐTc
Prawidłowa odpowiedź to 99mTc, bo jest to podstawowy radioizotop stosowany w medycynie nuklearnej do badań scyntygraficznych, w tym do scyntygrafii perfuzyjnej mózgu. Technet-99m ma kilka bardzo wygodnych cech fizycznych: emituje promieniowanie gamma o energii ok. 140 keV, które jest idealne dla gammakamery, ma krótki okres półtrwania (ok. 6 godzin), dzięki czemu dawka pochłonięta przez pacjenta jest relatywnie niska, a jednocześnie jest czas na wykonanie badania. Z mojego doświadczenia to jest taki „koń roboczy” medycyny nuklearnej – używa się go w sercu, kościach, tarczycy, nerkach i właśnie w mózgu.
W scyntygrafii perfuzyjnej mózgu 99mTc podaje się w postaci odpowiedniego radiofarmaceutyku, najczęściej związków takich jak HMPAO czy ECD. Są to lipofilne kompleksy, które przechodzą przez barierę krew–mózg i zatrzymują się w tkance mózgowej proporcjonalnie do przepływu krwi. Dzięki temu na obrazie z gammakamery widzimy rozkład perfuzji, czyli w praktyce które obszary mózgu są dobrze ukrwione, a które słabiej. Ma to ogromne znaczenie np. w diagnostyce padaczki ogniskowej, zmian niedokrwiennych, otępień, a także w ocenie skutków urazów czaszkowo–mózgowych.
W nowoczesnych pracowniach badania te wykonuje się zwykle w technice SPECT, często łączonej z CT (SPECT/CT), co pozwala na lepszą lokalizację ognisk patologicznych. Standardem dobrej praktyki jest dobór jak najmniejszej aktywności 99mTc, która nadal zapewnia dobrą jakość obrazu, oraz dokładne przygotowanie radiofarmaceutyku zgodnie z procedurami jakościowymi (GMP, kontrola radiochemicznej czystości). Warto też pamiętać, że dzięki właściwościom 99mTc możliwe jest stosunkowo bezpieczne wykonywanie badań nawet u pacjentów wymagających powtórnych ocen perfuzji. Moim zdaniem znajomość roli technetu-99m w perfuzji mózgu to absolutna podstawa dla każdego technika medycyny nuklearnej.

Pytanie 8

Przy ułożeniu do zdjęcia kręgów szyjnych CIII-CVII w projekcji przednio-tylnej lampa może być odchylona o kąt

A. 10°-15° doogonowo.
B. 10°-15° dogłowowo.
C. 40°-45° dogłowowo.
D. 40°-45° doogonowo.
Prawidłowa odpowiedź 10°–15° dogłowowo wynika z geometrii promienia centralnego i ułożenia kręgosłupa szyjnego w projekcji przednio-tylnej. Szyja ma naturalną lordozę, a wyrostki kolczyste i trzony kręgów CIII–CVII nie leżą idealnie prostopadle do kasety. Gdybyśmy ustawili lampę bez kąta, promień padałby bardziej na wyrostki kolczyste i barki, a trzony kręgów byłyby częściowo zasłonięte i zniekształcone. Odchylenie lampy dogłowowo o 10°–15° pozwala „wycelować” promień centralny w przestrzenie międzykręgowe i lepiej uwidocznić trzony kręgów szyjnych, minimalizując nakładanie się struktur i skrócenie rzutowe. W praktyce technik celuje zwykle na poziom C4–C5, przy ustabilizowanej głowie, barkach opuszczonych możliwie nisko i brodzie lekko uniesionej, tak aby podnieść żuchwę z pola obrazowania. Moim zdaniem warto zapamiętać tę wartość kąta jako standard dla AP kręgosłupa szyjnego w pozycji stojącej lub siedzącej, szczególnie gdy barki są masywne. W wielu podręcznikach do techniki RTG podkreśla się, że kąt powyżej 15° może już powodować nienaturalne rozciągnięcie obrazowanych struktur, a zbyt mały kąt pogarsza widoczność przestrzeni międzykręgowych. W codziennej pracy dobrze jest porównać zdjęcie z opisem technicznym: czy widoczne są wszystkie trzony CIII–CVII, czy linia krawędzi trzonów jest gładka, bez dużych deformacji perspektywicznych. Jeżeli obraz jest „spłaszczony” lub przestrzenie międzykręgowe się zlewają, to jednym z pierwszych podejrzeń jest właśnie niewłaściwy kąt odchylenia lampy. Dlatego stosowanie 10°–15° dogłowowo uważa się za dobrą praktykę i standardowe ustawienie w klasycznej projekcji AP kręgów szyjnych.

Pytanie 9

Wysoką rozdzielczość przestrzenną obrazowania MR uzyskuje się przez

A. zwiększenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
B. zwiększenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
C. zmniejszenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
D. zmniejszenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
Prawidłowo: wysoka rozdzielczość przestrzenna w MR zależy głównie od wielkości piksela, a ten wynika z relacji pole widzenia (FoV) / matryca obrazująca. Im mniejszy FoV i im większa matryca, tym mniejszy piksel i tym wyraźniej widoczne drobne struktury. Matematycznie można to zapisać bardzo prosto: rozmiar piksela = FoV / liczba punktów w danym kierunku. Czyli jeśli zmniejszamy FoV, a jednocześnie zwiększamy liczbę próbek (większa matryca, np. z 256×256 na 512×512), to piksele robią się „gęstsze”, a obraz bardziej szczegółowy. Tak właśnie robi się np. badania stawów, przysadki, oczodołów – małe FoV, wysoka matryca, wysokie wymagania co do geometrii i ostrości. W praktyce technik zawsze musi szukać kompromisu: mniejszy FoV i większa matryca oznaczają dłuższy czas skanowania i mniejszy sygnał na piksel (SNR spada, bo ten sam sygnał z większego obszaru dzielimy na więcej elementów). Dlatego w standardach protokołów MR (np. neuroradiologicznych) ustala się minimalnie akceptowalny SNR i na tej podstawie dobiera FoV i matrycę. Moim zdaniem warto na to patrzeć praktycznie: jeśli lekarz prosi o „wysoką rozdzielczość”, to technik od razu myśli o zmniejszeniu FoV w stosunku do interesującej okolicy anatomicznej i zwiększeniu matrycy, o ile czas badania i współpraca pacjenta na to pozwalają. To jest klasyczna dobra praktyka w MR, stosowana praktycznie w każdym nowoczesnym protokole wysokorozdzielczym, np. w badaniach 3D T1 mózgu czy drobnych struktur kostno‑chrzęstnych.

Pytanie 10

SPECT to

A. wielorzędowa tomografia komputerowa.
B. pozytonowa emisyjna tomografia komputerowa.
C. komputerowa tomografia osiowa.
D. tomografia emisyjna pojedynczego fotonu.
Prawidłowo, SPECT to tomografia emisyjna pojedynczego fotonu (Single Photon Emission Computed Tomography). Jest to klasyczne badanie medycyny nuklearnej, gdzie pacjentowi podaje się radiofarmaceutyk emitujący promieniowanie gamma, a następnie gammakamera obraca się wokół ciała i rejestruje pojedyncze fotony wychodzące z organizmu. Z tych sygnałów komputer rekonstruuje przekrojowe obrazy 3D rozkładu znacznika w tkankach. W praktyce klinicznej SPECT wykorzystuje się np. w kardiologii do oceny perfuzji mięśnia sercowego (badania obciążeniowe, niedokrwienie, przebyte zawały), w neurologii do oceny ukrwienia mózgu, w ortopedii i onkologii do scyntygrafii kości czy lokalizacji ognisk zapalnych. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć, że SPECT pokazuje przede wszystkim funkcję i metabolizm tkanek, a nie tylko ich budowę anatomiczną, jak klasyczna TK. Standardowo stosuje się radiofarmaceutyki oparte o technet-99m, które mają dobre parametry energetyczne i krótki czas półtrwania, co jest zgodne z zasadą ALARA i dobrą praktyką ochrony radiologicznej. Obrazy SPECT często łączy się z TK w jednym urządzeniu (SPECT/CT), co pozwala na precyzyjną lokalizację zmian w anatomii pacjenta – to jest obecnie złoty standard w wielu pracowniach medycyny nuklearnej. W technice ważne jest też prawidłowe pozycjonowanie pacjenta, odpowiedni czas akwizycji i korekcja osłabienia, żeby uzyskać obrazy dobrej jakości diagnostycznej. Warto zapamiętać: pojedynczy foton = SPECT, pozytony = PET, a brak emisji = klasyczna radiologia projekcyjna lub TK.

Pytanie 11

Emisja fali elektromagnetycznej występuje w procesie rozpadu promieniotwórczego

A. gamma.
B. alfa.
C. beta minus.
D. beta plus.
Prawidłowo, w procesie rozpadu promieniotwórczego emisja fali elektromagnetycznej dotyczy właśnie promieniowania gamma. Rozpad gamma polega na tym, że jądro atomu przechodzi ze stanu wzbudzonego do stanu o niższej energii, bez zmiany liczby protonów i neutronów. Nie zmienia się więc ani liczba masowa, ani liczba atomowa – zmienia się tylko poziom energetyczny jądra. W tym przejściu jądro emituje kwant promieniowania elektromagnetycznego o bardzo dużej energii, czyli foton gamma. To jest fizycznie fala elektromagnetyczna, podobna z natury do światła widzialnego czy promieniowania rentgenowskiego, tylko o znacznie wyższej energii i krótszej długości fali. W medycynie to ma ogromne znaczenie praktyczne. W medycynie nuklearnej izotopy stosowane do scyntygrafii (np. 99mTc) emitują właśnie promieniowanie gamma, które rejestruje gammakamera. Dzięki temu można tworzyć obrazy narządów i oceniać ich funkcję, np. perfuzję mięśnia sercowego czy czynność nerek. Podobnie w PET wykorzystuje się fotony gamma powstające w wyniku anihilacji pozytonu z elektronem. Z mojego doświadczenia, zrozumienie że gamma to fala elektromagnetyczna, a alfa i beta to cząstki, bardzo porządkuje całą fizykę promieniowania i ułatwia później ogarnięcie zasad ochrony radiologicznej. Standardy ochrony (np. ICRP) wyraźnie rozróżniają promieniowanie fotonowe (X, gamma) od cząstkowego, bo inne są materiały osłonowe i sposoby zabezpieczenia. W radioterapii też mamy wiązki fotonowe o energiach zbliżonych do gamma (z akceleratorów liniowych), które zachowują się bardzo podobnie w tkankach, co jest istotne przy planowaniu dawek.

Pytanie 12

Rak drobnokomórkowy i rak niedrobnokomórkowy to postacie organiczne nowotworów złośliwych

A. prostaty.
B. tarczycy.
C. płuc.
D. piersi.
Określenia „rak drobnokomórkowy” i „rak niedrobnokomórkowy” są bardzo specyficzne i odnoszą się wyłącznie do raka płuca. W innych narządach, jak pierś, prostata czy tarczyca, stosuje się zupełnie inne podziały histopatologiczne i kliniczne. Typowy błąd polega na tym, że ktoś kojarzy drobnokomórkowość z ogólnym „małym” typem komórek nowotworowych i przenosi to na wszystkie narządy, co jest nieprecyzyjne i w praktyce może prowadzić do nieporozumień w zespole terapeutycznym.
W raku piersi mówimy głównie o raku przewodowym, zrazikowym, o stopniu złośliwości według Nottingham, a w praktyce klinicznej patrzymy na receptory ER, PR, HER2 oraz Ki-67. Nikt rozsądny nie klasyfikuje raka piersi jako drobnokomórkowego lub niedrobnokomórkowego, bo to po prostu nie ta nomenklatura i nie te standardy. W raku prostaty obowiązuje skala Gleasona i podział na grupy ryzyka, a podstawą jest ocena architektury gruczołów, nie wielkości pojedynczych komórek w takim sensie jak w raku płuca. Z kolei w tarczycy wyróżnia się głównie raka brodawkowatego, pęcherzykowego, rdzeniastego i anaplastycznego; tutaj znowu, cała terminologia i algorytmy leczenia są inne, oparte m.in. na jodzie promieniotwórczym i chirurgii.
Z mojego doświadczenia, kiedy ktoś myli te pojęcia, to później ma problem ze zrozumieniem, dlaczego w jednym narządzie stosuje się radioterapię w skojarzeniu z chemioterapią jako standard (np. w raku drobnokomórkowym płuca), a w innym nacisk kładzie się bardziej na leczenie chirurgiczne lub hormonalne. Dobre praktyki wymagają, żeby nazewnictwo nowotworów było precyzyjne, bo za nazwą idą konkretne schematy leczenia, sposób planowania badań obrazowych, a nawet zakres napromieniania. Dlatego przypisywanie podziału „drobnokomórkowy/niedrobnokomórkowy” do piersi, prostaty czy tarczycy jest merytorycznie błędne i niezgodne ze standardami onkologicznymi.

Pytanie 13

Którą strukturę anatomiczną oznaczono strzałką na obrazie rezonansu magnetycznego?

Ilustracja do pytania
A. Zbiornik mostowy.
B. Móżdżek.
C. Most.
D. Rdzeń przedłużony.
Na obrazie widoczny jest klasyczny strzałowy skan MR głowy (rezonans magnetyczny w projekcji strzałkowej), a strzałka wskazuje na móżdżek. Widzisz położenie tej struktury: znajduje się ku tyłowi od pnia mózgu (mostu i rdzenia przedłużonego) oraz powyżej części szyjnej rdzenia kręgowego, w tylnym dole czaszki. Charakterystyczny jest zarys tzw. drzewka życia – drobne, listewkowate zakręty móżdżku oddzielone bruzdami, co w MR T1/T2 daje taki „pierzasty” obraz. To właśnie ten układ fałdów najłatwiej zapamiętać w praktyce. Móżdżek składa się z dwóch półkul i robaka móżdżku pośrodku; na obrazie strzałkowym zwykle dobrze widać robaka jako strukturę leżącą w linii pośrodkowej, za komorą IV. W codziennej praktyce technika obrazowania móżdżku jest istotna np. w diagnostyce udarów w tylnym dole czaszki, guzów kąta mostowo-móżdżkowego, zmian demielinizacyjnych czy malformacji Arnolda–Chiariego. Dobre ułożenie pacjenta, cienkie warstwy i brak artefaktów ruchowych są kluczowe, bo struktury są małe i łatwo coś przeoczyć. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk „odhaczania” kolejno: półkule mózgu, pień mózgu, móżdżek, komory – zawsze w tej samej kolejności. Taka rutyna bardzo pomaga przy szybkiej ocenie MR zgodnie z zaleceniami opisowymi stosowanymi w radiologii. Rozpoznawanie anatomicznych struktur móżdżku na MR to podstawa, żeby potem móc świadomie ocenić patologie, a nie tylko „patrzeć na szarości”.

Pytanie 14

Kolonoskopia to badanie, które ma na celu ocenę błony śluzowej

A. jelita cienkiego.
B. żołądka.
C. dwunastnicy.
D. jelita grubego.
Prawidłowo – kolonoskopia służy do oceny błony śluzowej jelita grubego, czyli okrężnicy, esicy i odbytnicy. W badaniu używa się giętkiego endoskopu wprowadzanego przez odbyt, a operator ogląda od środka ścianę jelita na monitorze w powiększeniu. Dzięki temu można bardzo dokładnie ocenić wygląd śluzówki: kolor, ukształtowanie, obecność nadżerek, owrzodzeń, polipów, guzów czy źródeł krwawienia. Z mojego doświadczenia to jedno z kluczowych badań w profilaktyce raka jelita grubego – standardem jest wykonywanie kolonoskopii przesiewowej u osób po 50. roku życia (a czasem wcześniej, gdy są obciążenia rodzinne). W trakcie kolonoskopii zgodnie z dobrymi praktykami nie tylko się ogląda jelito, ale też od razu wykonuje procedury terapeutyczne: usuwa polipy pętlą diatermiczną, pobiera wycinki do badania histopatologicznego, tamuje krwawienie za pomocą klipsów endoskopowych czy koagulacji. Dobre przygotowanie pacjenta, czyli dokładne oczyszczenie jelita środkami przeczyszczającymi dzień przed badaniem, jest absolutnie kluczowe – od tego zależy jakość oceny błony śluzowej, a tym samym wiarygodność wyniku. W praktyce technik czy personel pomocniczy musi pilnować, żeby pacjent miał właściwe przeciwwskazania ocenione (np. ciężka niewydolność krążenia, perforacja, ostre zapalenie otrzewnej) oraz żeby sprzęt był prawidłowo zdezynfekowany zgodnie z procedurami endoskopowymi. Moim zdaniem warto też zapamiętać prostą zasadę: kolonoskopia = jelito grube, gastroskopia = przełyk, żołądek i dwunastnica. To pomaga na egzaminach i w praktyce na oddziale, kiedy lekarz zleca różne badania endoskopowe i trzeba je dobrze od siebie odróżniać.

Pytanie 15

Pracownia radioterapii z przyspieszaczem liniowym jest obszarem

A. izolowanym.
B. kontrolowanym.
C. ograniczonym.
D. nadzorowanym.
Prawidłowa odpowiedź „obszar nadzorowany” dobrze oddaje charakter pracowni radioterapii z przyspieszaczem liniowym. Z punktu widzenia ochrony radiologicznej jest to miejsce, gdzie może występować podwyższone narażenie na promieniowanie jonizujące, ale dzięki odpowiednim osłonom stałym, procedurom i kontroli dawek utrzymuje się je poniżej ustalonych limitów dla pracowników i osób postronnych. W polskich przepisach i w zaleceniach międzynarodowych (np. IAEA, ICRP) wyróżnia się właśnie obszary nadzorowane i kontrolowane jako podstawowy podział stref pracy z promieniowaniem. W teleterapii megawoltowej (czyli z użyciem przyspieszacza liniowego) typowo sama bunkrowa sala z akceleratorem oraz przyległe pomieszczenia techniczne, korytarze serwisowe, sterownia – są klasyfikowane jako obszar nadzorowany, o ile plan osłon i pomiary dozymetryczne wykazały, że dawki skuteczne nie przekroczą określonych progów dla tej kategorii. W praktyce oznacza to m.in. czytelne oznakowanie drzwi i ścian znakami ostrzegawczymi, kontrolowany dostęp (ale nie aż tak restrykcyjny jak w obszarze kontrolowanym), obowiązek stosowania procedur BHP, prowadzenie regularnych pomiarów dozymetrycznych, przeglądów osłon oraz szkolenie personelu w zakresie zagrożeń radiacyjnych. Moim zdaniem ważne jest też zrozumienie, że „nadzorowany” nie znaczy „bezpieczny zawsze i wszędzie”, tylko „bezpieczny przy zachowaniu ustalonych zasad”: prawidłowego zamykania drzwi bunkra, sprawdzania sygnalizacji, poprawnego pozycjonowania pacjenta, używania systemów nadzoru wizyjnego i audio. W wielu ośrodkach przyspieszacz liniowy jest wręcz modelowym przykładem obszaru nadzorowanego, gdzie ochrona radiologiczna jest dobrze zaprojektowana, ale wymaga stałego monitorowania i dokumentowania, np. poprzez księgi kontroli, protokoły pomiarowe i systemy rejestracji zdarzeń niepożądanych.

Pytanie 16

W badaniu cystografii wstępującej środek kontrastowy należy podać

A. przez powłoki skórne do miedniczki nerkowej.
B. bezpośrednio do pęcherza moczowego.
C. wstecznie do moczowodu.
D. bezpośrednio do układu kielichowo-miedniczkowego.
W cystografii wstępującej środek kontrastowy zawsze podajemy bezpośrednio do pęcherza moczowego, przez cewnik założony przez cewkę moczową. To jest sedno tej metody. Badanie ma ocenić kształt, pojemność, zarys ścian pęcherza, ewentualne uchyłki, przetoki, a także – przy cystografii mikcyjnej – obecność refluksu pęcherzowo‑moczowodowego. Żeby to było możliwe, kontrast musi wypełnić pęcherz od środka, w sposób kontrolowany, pod niewielkim ciśnieniem, zazwyczaj grawitacyjnie z butli zawieszonej na odpowiedniej wysokości. W standardach radiologicznych podkreśla się, że stosuje się wodnorozpuszczalne środki cieniujące, podawane właśnie drogą przezcewkową, a nie przez nakłucie nerki czy moczowodu. Z mojego doświadczenia to badanie jest dość rutynowe, ale wymaga dokładnego przestrzegania zasad aseptyki przy zakładaniu cewnika, bo wprowadzamy kontrast bezpośrednio do układu moczowego. W praktyce technik radiologii współpracuje z lekarzem przy przygotowaniu zestawu do cewnikowania, odpowiednio odpowietrza zestaw z kontrastem, kontroluje tempo wypełniania pęcherza i pozycję pacjenta podczas zdjęć. Ważne jest też, żeby pamiętać o projekcjach – zwykle wykonuje się zdjęcia w projekcji AP, czasem skośne, a przy podejrzeniu refluksu dodatkowo w trakcie mikcji. Dobrą praktyką jest również poinformowanie pacjenta, że może odczuwać parcie na mocz podczas wypełniania pęcherza, co jest całkowicie normalne, byle nie było bólu. Ta świadomość całego schematu postępowania bardzo pomaga potem w pracy na pracowni.

Pytanie 17

Zadaniem technika elektroradiologii w pracowni badań naczyniowych jest

A. nadzorowanie czynności aparatury rentgenowskiej.
B. wprowadzenie cewnika w światło naczyń.
C. przygotowanie cewników.
D. przygotowanie niezbędnych narzędzi.
Prawidłowo wskazana rola technika elektroradiologii w pracowni badań naczyniowych to nadzorowanie czynności aparatury rentgenowskiej. W praktyce oznacza to, że technik odpowiada za poprawne przygotowanie, ustawienie i kontrolę pracy całego systemu angiograficznego: generatora, lampy rentgenowskiej, detektora, stołu, systemu akwizycji obrazu, a także parametrów ekspozycji. Lekarz wprowadza cewnik do naczynia, natomiast technik ma zadbać, żeby obrazowanie było bezpieczne, stabilne i dawało diagnostycznie przydatne obrazy. W czasie badania technik dobiera parametry takie jak kV, mA, czas ekspozycji, tryby pulsacji, kolimacja, filtracja, a także kontroluje projekcje, ruch stołu i synchronizację z podaniem kontrastu. Bardzo ważny jest też nadzór nad dawką promieniowania: monitorowanie czasu fluoroskopii, wskaźników dawki (DAP, KAP), stosowanie powiększeń tylko wtedy, gdy są naprawdę potrzebne, odpowiednie ekranowanie pacjenta i personelu. Z mojego doświadczenia, dobry technik w angiografii potrafi znacząco skrócić czas badania i zmniejszyć dawkę, a jednocześnie poprawić jakość obrazów. To on pilnuje jakości obrazu w czasie rzeczywistym, reaguje na artefakty, modyfikuje parametry przy otyłości, miażdżycy, szybkich ruchach pacjenta. Standardy pracy, także te wynikające z zasad optymalizacji dawki (ALARA), bardzo mocno podkreślają, że technik nie jest tylko „operatorem guzika”, ale specjalistą od obsługi i kontroli aparatury rentgenowskiej w całym procesie badania naczyniowego.

Pytanie 18

Pojawienie się w zapisie EKG patologicznego załamka Q lub QS może wskazywać na

A. bliznę po zawale podwsierdziowym.
B. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
C. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
D. bliznę po zawale pełnościennym.
Patologiczny załamek Q lub zespół QS w EKG jest klasycznym elektrokardiograficznym śladem przebytego zawału pełnościennego (transmuralnego). W takim zawale dochodzi do martwicy całej grubości ściany mięśnia sercowego w danym segmencie. Martwica zmienia przewodzenie i rozkład sił elektrycznych, przez co w projekcji na dane odprowadzenia pojawia się utrwalony, głęboki, poszerzony załamek Q albo wręcz kompleks QS, bez załamka R. W praktyce mówi się o „zawale z załamkiem Q”. Typowe kryteria to załamek Q o czasie trwania ≥ 0,04 s i głębokości ≥ 25% amplitudy następującego po nim załamka R w co najmniej dwóch sąsiednich odprowadzeniach. Moim zdaniem warto zapamiętać, że takie Q lub QS w odpowiednich odprowadzeniach odzwierciedlają lokalizację blizny: np. w II, III, aVF – blizna dolna, w V1–V4 – przednia, w I, aVL, V5–V6 – boczna. W codziennej pracy technika czy ratownika medycznego ma to duże znaczenie: w zapisie pacjenta z bólem w klatce piersiowej można odróżnić świeży zawał bez załamków Q (STEMI/NSTEMI w fazie ostrej) od starej, utrwalonej blizny pozawałowej, która daje stabilny obraz patologicznych Q. Zgodnie z wytycznymi ESC i standardami interpretacji EKG, takie utrwalone załamki Q po kilku tygodniach od incydentu są traktowane jako dowód przebytego zawału pełnościennego. W praktyce klinicznej często koreluje się je z badaniami obrazowymi, np. echokardiografią (hipokineza/akineza segmentu) czy rezonansem serca z podaniem kontrastu. Ale samo EKG, prawidłowo zinterpretowane, już daje bardzo mocną przesłankę, że w tym segmencie jest blizna po zawale transmuralnym, a nie tylko przejściowe niedokrwienie.

Pytanie 19

Który środek ochrony radiologicznej pacjenta należy zastosować podczas wykonywania zdjęcia bocznego kręgosłupa szyjnego?

A. Półfartuch ołowiowy.
B. Osłonę na tarczycę.
C. Fartuch ołowiowy.
D. Osłony na gonady.
Półfartuch ołowiowy jest w tej sytuacji najbardziej właściwym środkiem ochrony radiologicznej, bo pozwala skutecznie osłonić okolice gonad i jamy brzusznej, a jednocześnie nie wchodzi w pole obrazowania bocznego kręgosłupa szyjnego. W projekcji bocznej szyi wiązka promieniowania przechodzi przez odcinek C kręgosłupa, a pole napromieniania znajduje się stosunkowo wysoko. Moim zdaniem kluczowe jest tu to, żeby nie zasłaniać struktur, które muszą być widoczne na zdjęciu (kręgi szyjne, przestrzenie międzykręgowe, zarys trzonów, łuków, wyrostków kolczystych), a jednocześnie spełnić zasadę ALARA, czyli możliwie najmniejszego narażenia pacjenta. Półfartuch zakładany od dołu, sięgający powyżej miednicy, dobrze chroni narządy szczególnie wrażliwe, takie jak gonady, część przewodu pokarmowego, pęcherz, bez ryzyka, że krawędź osłony wejdzie w kadr. W praktyce technik najpierw ustawia pacjenta w prawidłowej pozycji bocznej, centrowanie na C4–C5, dopasowuje kasetę lub detektor, a dopiero potem sprawdza, czy półfartuch leży równo i nie zachodzi na obszar szyi. W wielu pracowniach przyjęty jest standard, że przy zdjęciach odcinka szyjnego, piersiowego czy barku stosuje się właśnie półfartuch, o ile tylko nie koliduje on z diagnostyką. Jest to zgodne z zasadami ochrony radiologicznej pacjenta opisanymi w wytycznych krajowych i europejskich, gdzie podkreśla się konieczność ochrony gonad i narządów krytycznych, ale bez pogarszania jakości diagnostycznej obrazu. Dodatkowo warto pamiętać, że poprawne kolimowanie pola i odpowiedni dobór parametrów ekspozycji to też element ochrony, ale pytanie dotyczyło konkretnie środka ochrony osobistej, i tu półfartuch sprawdza się najlepiej.

Pytanie 20

Do planowego badania TK klatki piersiowej z użyciem środka cieniującego pacjent powinien zgłosić się

A. na czczo.
B. po wypiciu wody.
C. po spożyciu posiłku.
D. po wypróżnieniu.
Prawidłowo – do planowego badania TK klatki piersiowej z podaniem środka cieniującego pacjent powinien zgłosić się na czczo. Chodzi głównie o bezpieczeństwo, a dopiero potem o komfort badania. Standardowe zalecenia w większości pracowni mówią o minimum 4–6 godzinach przerwy od posiłku przed dożylnym podaniem kontrastu jodowego. Dzięki temu zmniejsza się ryzyko nudności i wymiotów podczas badania, co w skrajnym przypadku mogłoby doprowadzić do zachłyśnięcia treścią pokarmową i aspiracyjnego zapalenia płuc. Jest to szczególnie ważne, bo pacjent leży płasko na plecach, czasami badanie wiąże się z uczuciem gorąca, niepokoju, lekkiego spadku ciśnienia – a to sprzyja reakcjom wegetatywnym. Z mojego doświadczenia, w pracowniach przyjmuje się zasadę podobną jak przed sedacją: lepiej, żeby żołądek był pusty. Nie chodzi natomiast o całkowite odwodnienie – zwykle dopuszcza się picie niewielkich ilości wody do około 1–2 godzin przed badaniem, o ile lekarz lub technik nie zaleci inaczej, zwłaszcza u pacjentów z chorobami nerek, gdzie dobre nawodnienie jest wręcz pożądane dla ochrony nefroprotekcyjnej po kontraście jodowym. Przygotowanie „na czczo” nie ma też nic wspólnego z jelitami, bo w TK klatki piersiowej oceniamy głównie płuca, śródpiersie, serce, duże naczynia, a nie przewód pokarmowy. Dobrą praktyką jest też poinformowanie pacjenta o przyjmowanych lekach – większość stałych leków (np. na nadciśnienie) można przyjąć rano popijając odrobiną wody, mimo że pacjent formalnie jest na czczo. Takie przygotowanie jest zgodne z ogólnymi wytycznymi w diagnostyce obrazowej dotyczącej badań z kontrastem i poprawia zarówno jakość, jak i bezpieczeństwo całej procedury.

Pytanie 21

Folia wzmacniająca umieszczona w kasecie rentgenowskiej emituje pod wpływem promieniowania X światło

A. ultrafioletowe, wymagające zwiększenia dawki promieniowania do wykonania badania.
B. widzialne, umożliwiające zmniejszenie dawki promieniowania do wykonania badania.
C. widzialne, wymagające zwiększenia dawki promieniowania do wykonania badania.
D. ultrafioletowe, umożliwiające zmniejszenie dawki promieniowania do wykonania badania.
Prawidłowo – folia wzmacniająca (ekran wzmacniający) w kasecie rentgenowskiej emituje światło widzialne, a jej głównym zadaniem jest właśnie umożliwienie zmniejszenia dawki promieniowania X potrzebnej do wykonania zdjęcia. Promieniowanie rentgenowskie pada na folię, a kryształy luminoforu (np. wolframian wapnia w starszych kasetach albo związki ziem rzadkich – gadolinu, lantanu – w nowoczesnych) pochłaniają fotony X i zamieniają ich energię na błysk światła widzialnego. To światło naświetla film dużo efektywniej niż same fotony X, dlatego do uzyskania odpowiedniej czerni na filmie wystarczy znacznie mniejsza dawka promieniowania. W praktyce klinicznej oznacza to realne obniżenie narażenia pacjenta – w klasycznych systemach analogowych nawet kilkukrotne. Moim zdaniem to jeden z podstawowych przykładów, jak fizyka medyczna przekłada się na ochronę radiologiczną w codziennej pracy. W nowoczesnych kasetach CR/DR idea jest podobna: mamy warstwę fosforową lub detektor półprzewodnikowy, który też ma za zadanie jak najlepiej „wyłapać” fotony X i przekształcić je w sygnał (świetlny lub elektryczny), żeby nie trzeba było sztucznie podkręcać dawki. Ważna dobra praktyka: zawsze dobiera się kasetę i rodzaj folii do typu badania (np. folie o większej czułości do badań pediatrycznych), właśnie po to, żeby zgodnie ze standardem ALARA (As Low As Reasonably Achievable) trzymać dawki jak najniższe przy zachowaniu diagnostycznej jakości obrazu. Widać to choćby przy zdjęciach klatki piersiowej – odpowiednio dobrany ekran wzmacniający pozwala skrócić czas ekspozycji, zmniejszyć dawkę i jednocześnie ograniczyć poruszenie obrazu.

Pytanie 22

Lordoza to fizjologiczna krzywizna kręgosłupa występująca

A. tylko w odcinku lędźwiowym.
B. tylko w odcinku piersiowym.
C. w odcinku szyjnym i lędźwiowym.
D. w odcinku szyjnym i piersiowym.
Prawidłowo – lordoza to fizjologiczna, czyli prawidłowa, krzywizna kręgosłupa występująca w odcinku szyjnym i lędźwiowym. Oznacza to, że patrząc z boku na kręgosłup, te dwa odcinki są wygięte do przodu. Taki kształt nie jest wadą, tylko elementem normalnej anatomii człowieka. Dzięki naprzemiennemu ułożeniu lordoz (szyjna, lędźwiowa) i kifoz (piersiowa, krzyżowa) kręgosłup działa jak amortyzator: lepiej rozkłada obciążenia podczas chodzenia, skakania czy dźwigania. W praktyce, przy ocenie zdjęcia RTG bocznego kręgosłupa, technik czy lekarz zawsze analizuje, czy zachowany jest fizjologiczny zarys lordozy szyjnej i lędźwiowej. Z mojego doświadczenia to jest jedna z pierwszych rzeczy, na które patrzy się „na oko”, jeszcze zanim zacznie się dokładniejsze pomiary. W badaniach obrazowych (RTG, TK, MR) nienaturalne spłycenie lub zniesienie tych lordoz może sugerować np. przewlekłe napięcie mięśniowe, ból, skurcz obronny albo zmiany zwyrodnieniowe. Z kolei nadmierna lordoza lędźwiowa bywa związana z otyłością brzuszną, ciążą, słabą stabilizacją mięśniową. Dlatego znajomość prawidłowego rozmieszczenia krzywizn jest kluczowa nie tylko dla zdania testu, ale też dla poprawnego opisywania badań i prawidłowego pozycjonowania pacjenta do zdjęć bocznych – trzeba ustawić go tak, żeby pokazać naturalną krzywiznę, a nie sztucznie ją prostować lub wyolbrzymiać.

Pytanie 23

Fistulografia to badanie kontrastowe

A. żylaków.
B. naczyń tętniczych.
C. naczyń włosowatych.
D. przetok.
Fistulografia to klasyczne badanie kontrastowe wykonywane właśnie w przypadku przetok, czyli nieprawidłowych połączeń między narządami, jamami ciała albo skórą. Kluczowe jest tu to, że kontrast podaje się bezpośrednio do światła przetoki – przez zewnętrzny otwór skórny albo przez dren – a nie do naczynia krwionośnego. Dzięki temu na zdjęciach RTG dokładnie widać przebieg kanału przetoki, jego długość, szerokość, ewentualne rozgałęzienia i połączenia z sąsiednimi strukturami. W praktyce klinicznej fistulografia jest szczególnie ważna np. przy przetokach okołoodbytniczych, pooperacyjnych, jelitowo-skórnych czy przetokach w obrębie układu moczowego. Umożliwia chirurgowi zaplanowanie zabiegu – gdzie ciąć, czego się spodziewać, które odcinki przetoki są martwicze, a które jeszcze drożne. Z mojego doświadczenia nauki w pracowni RTG największym plusem jest to, że badanie jest relatywnie proste technicznie: potrzebny jest środek cieniujący (zwykle jodowy, czasem wodnorozpuszczalny, żeby nie podrażniał tkanek) i aparat RTG z możliwością fluoroskopii. Ważne są też zasady dobrej praktyki: delikatne wprowadzenie kaniuli do przetoki, powolne podawanie kontrastu, unikanie nadmiernego ciśnienia, żeby nie rozerwać ścian kanału. Zwraca się też uwagę na pozycjonowanie pacjenta – tak, aby cały przebieg przetoki był w polu obrazowania. W nowocześniejszych ośrodkach stosuje się czasem połączenie fistulografii z TK (tzw. CT-fistulografia), co daje jeszcze dokładniejszą ocenę relacji przetoki do narządów sąsiadujących. Mimo rozwoju USG i TK, klasyczna fistulografia nadal jest uznawana za wartościowe, tanie i dość łatwo dostępne badanie obrazowe w diagnostyce przetok.

Pytanie 24

W obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego T1 oznacza czas

A. inwersji.
B. relaksacji podłużnej.
C. relaksacji poprzecznej.
D. echa.
Prawidłowo: w obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego T1 oznacza czas relaksacji podłużnej (spin–sieć). Chodzi o to, jak szybko namagnesowanie podłużne protonów (w osi głównego pola magnesu) wraca do stanu równowagi po pobudzeniu impulsami RF. W praktyce im krótszy T1, tym dany rodzaj tkanek szybciej „odzyskuje” swoje namagnesowanie podłużne i tym jaśniej świeci na obrazach T1‑zależnych. Dlatego na typowych sekwencjach T1‑zależnych tłuszcz ma krótki T1 i jest jasny, a płyny (np. płyn mózgowo‑rdzeniowy) mają długi T1 i wypadają ciemno. To jest bardzo użyteczne np. w rezonansie głowy: kontrast między istotą białą i szarą mózgu wynika w dużej mierze z różnic w T1. Po podaniu środka kontrastowego gadolinowego też patrzymy głównie na obrazy T1‑zależne, bo skrócenie T1 powoduje wzmocnienie sygnału w miejscach gromadzenia się kontrastu (np. guz, obszar zapalny, zaburzona bariera krew–mózg). Moim zdaniem dobrze jest kojarzyć, że T1 to nie jest żaden „czas echa” ani „czas inwersji”, tylko fizyczny parametr tkanki, który decyduje o kontraście przy odpowiednio dobranych parametrach sekwencji (TR, TE, ewentualnie TI). W codziennej pracy technika czy elektroradiologa rozumienie T1 pomaga świadomie dobierać protokoły, wiedzieć czemu zmiana TR zmienia kontrast i dlaczego w jednych badaniach lekarz chce mocno T1‑zależne obrazy, a w innych bardziej T2‑zależne. To jest taka podstawa fizyki MR, do której ciągle się wraca.

Pytanie 25

Bezwzględnym przeciwwskazaniem do badania spirometrycznego jest

A. zapalenie oskrzeli.
B. świeży udar mózgu.
C. astma oskrzelowa.
D. zaburzenie rytmu serca.
Prawidłowa odpowiedź to świeży udar mózgu, bo jest to klasyczne, bezwzględne przeciwwskazanie do wykonywania spirometrii w aktualnych zaleceniach pulmonologicznych. Badanie spirometryczne wymaga od pacjenta bardzo forsownych, powtarzalnych manewrów oddechowych: głębokiego wdechu do całkowitej pojemności płuc i gwałtownego, maksymalnie silnego wydechu. To powoduje istotne wahania ciśnienia wewnątrz klatki piersiowej, ciśnienia tętniczego i ciśnienia śródczaszkowego. U osoby po świeżym udarze mózgu takie zmiany mogą pogorszyć stan neurologiczny, zwiększyć ryzyko krwawienia, obrzęku mózgu albo ponownego incydentu naczyniowego. Dlatego zgodnie z dobrymi praktykami, po ostrym udarze odracza się spirometrię, zwykle o kilka tygodni, aż stan krążeniowo‑oddechowy i neurologiczny się ustabilizuje. W pracowniach spirometrycznych przyjmuje się podobnie ostrożne podejście jak przy świeżym zawale serca, świeżej operacji kardiochirurgicznej, tętniaku aorty w fazie niestabilnej czy krwiopluciu – tam też wzrost ciśnień i wysiłek wydechowy są potencjalnie niebezpieczne. W praktyce technik lub pielęgniarka wykonująca badanie zawsze powinna zebrać krótki wywiad: czy pacjent nie miał ostatnio udaru, zawału, zabiegu w obrębie klatki piersiowej, czy nie ma nasilonych dolegliwości z OUN. Jeśli tak – badanie się odkłada i kontaktuje z lekarzem prowadzącym. Moim zdaniem to jeden z ważniejszych elementów bezpieczeństwa w diagnostyce czynnościowej układu oddechowego, bo sama spirometria wydaje się „niewinna”, a może jednak narobić szkody, jeśli zignorujemy przeciwwskazania.

Pytanie 26

Na zamieszczonym obrazie TK strzałką zaznaczono zatokę

Ilustracja do pytania
A. czołową w przekroju strzałkowym.
B. czołową w przekroju czołowym.
C. szczękową w przekroju czołowym.
D. szczękową w przekroju strzałkowym.
Na obrazie TK widzisz klasyczny przekrój czołowy (koronalny) przez okolice zatok przynosowych. Świadczy o tym układ struktur: symetrycznie położone oczodoły po obu stronach, przegroda nosa biegnąca pionowo pośrodku oraz charakterystyczny kształt małżowin nosowych. Strzałka wskazuje dużą, powietrzną jamę położoną bocznie i nieco poniżej jamy nosowej – to właśnie zatoka szczękowa. Zatoki czołowe leżałyby znacznie wyżej, nad oczodołami, w obrębie kości czołowej, a tutaj ich po prostu nie widać. W praktyce technik i lekarz radiolog muszą bardzo dobrze rozpoznawać takie przekroje, bo od poprawnej identyfikacji zależy opis zmian zapalnych, torbieli, polipów czy poziomów płynu. W badaniach TK zatok standardem jest wykonywanie serii przekrojów koronalnych, bo najlepiej pokazują drożność kompleksu ujściowo-przewodowego i relacje między zatoką szczękową a jamą nosową. Moim zdaniem warto się „oswoić” z obrazem tej zatoki: położenie bocznie od jamy nosowej, cienka kostna ściana dolna sąsiadująca z korzeniami zębów trzonowych i przedtrzonowych, przyśrodkowa ściana granicząca z małżowinami nosowymi. W praktyce laryngologicznej i stomatologicznej to ma duże znaczenie – np. przy planowaniu podniesienia dna zatoki, implantów czy ocenie powikłań zapaleń okołowierzchołkowych. Dobre rozpoznanie, że jest to zatoka szczękowa w przekroju czołowym, jest więc zgodne z typowym standardem interpretacji badań TK zatok i pokazuje, że prawidłowo orientujesz się w anatomii w obrazowaniu.

Pytanie 27

Koronarografia jest radiologicznym zabiegiem diagnostycznym pozwalającym ocenić drożność

A. żył obwodowych.
B. żył wieńcowych.
C. tętnic obwodowych.
D. tętnic wieńcowych.
Prawidłowo – koronarografia służy do oceny drożności tętnic wieńcowych, czyli naczyń doprowadzających krew do mięśnia sercowego. W trakcie badania lekarz wprowadza cewnik do układu tętniczego (najczęściej przez tętnicę promieniową w nadgarstku albo udową w pachwinie) i pod kontrolą fluoroskopii kieruje go do ujść tętnic wieńcowych w aorcie. Następnie podaje środek cieniujący (kontrast jodowy), który wypełnia tętnice wieńcowe i pozwala zobaczyć ich światło na monitorze RTG w czasie rzeczywistym. Dzięki temu można dokładnie ocenić zwężenia, zamknięcia, nieregularności ściany naczynia, obecność blaszek miażdżycowych. W praktyce klinicznej koronarografia jest złotym standardem w diagnostyce choroby wieńcowej, szczególnie przy ostrych zespołach wieńcowych, niestabilnej dławicy piersiowej czy w kwalifikacji do angioplastyki wieńcowej (PCI) albo pomostowania aortalno-wieńcowego (by-passy). Co ważne, badanie ma charakter inwazyjny, ale od razu w trakcie tego samego zabiegu można wykonać leczenie – np. poszerzenie zwężonego miejsca balonikiem i wszczepienie stentu. Z mojego doświadczenia, w technice ważne jest dobre przygotowanie pacjenta (nawodnienie, ocena funkcji nerek, alergii na kontrast) oraz ścisłe przestrzeganie zasad ochrony radiologicznej, bo używa się promieniowania jonizującego i kontrastu jodowego. W pracowni hemodynamicznej standardem jest też archiwizacja obrazów w systemie PACS i dokładna dokumentacja wszystkich projekcji, żeby kardiolog mógł później porównać wyniki z kolejnymi badaniami.

Pytanie 28

W brachyterapii MDR stosowane są dawki promieniowania

A. od 0,2 do 0,4 Gy/h
B. od 2,0 do 12 Gy/h
C. od 0,5 do 1,0 Gy/h
D. od 0,01 do 0,1 Gy/h
Poprawnie – w brachyterapii typu MDR (medium dose rate) przyjmuje się, że tempo dawki mieści się w zakresie od ok. 2 do 12 Gy/h i to właśnie odpowiada zaznaczonej odpowiedzi. Ten przedział jest ustalony w oparciu o klasyczne podziały ICRU/ICRP na LDR, MDR, HDR i PDR. W praktyce klinicznej takie dawki uzyskuje się głównie przy użyciu źródeł o średniej aktywności i systemów afterloading, gdzie aplikator jest już założony w ciele pacjenta, a źródło jest wsuwane automatycznie pod kontrolą aparatu. Moim zdaniem warto zapamiętać proste skojarzenie: LDR to dawki rzędu dziesiątych części Gy na godzinę, HDR to kilkanaście Gy na godzinę i więcej, a MDR leży właśnie pomiędzy, czyli te 2–12 Gy/h. W tym zakresie dawki mamy jeszcze relatywnie długi czas ekspozycji, liczony w dziesiątkach minut, czasem w godzinach, ale już zdecydowanie krótszy niż przy klasycznej brachyterapii LDR, gdzie źródła pozostawały w pacjencie nawet kilka dni. Z punktu widzenia planowania leczenia tempo dawki wpływa na biologiczny efekt promieniowania – przy MDR można uzyskać pewien kompromis między wygodą organizacyjną (krótszy pobyt pacjenta w osłoniętej sali, większa przepustowość) a korzyściami radiobiologicznymi podobnymi do LDR, np. lepszą tolerancją tkanek zdrowych dzięki częściowej możliwości naprawy subletalnych uszkodzeń. W standardach radioterapii podkreśla się, że przy planowaniu brachyterapii MDR trzeba bardzo dokładnie określić geometrię aplikatorów, zweryfikować położenie w obrazowaniu (najczęściej TK) i kontrolować czas przebywania źródła w poszczególnych pozycjach (tzw. dwell time), bo przy 2–12 Gy/h nawet niewielkie przesunięcie aplikatora albo błąd w czasie może skutkować istotnym przedawkowaniem w krytycznych narządach, np. pęcherzu czy odbytnicy. W wielu ośrodkach MDR jest stosowana np. w leczeniu nowotworów ginekologicznych czy guzów głowy i szyi, gdzie ważne jest połączenie precyzji przestrzennej z umiarkowanym tempem dawki.

Pytanie 29

Które odprowadzenie w badaniu EKG rejestruje różnice potencjałów pomiędzy lewym a prawym przedramieniem?

A. III
B. aVR
C. aVL
D. I
Prawidłowe jest odprowadzenie I, bo właśnie ono rejestruje różnicę potencjałów pomiędzy prawym a lewym przedramieniem. W standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Odprowadzenie I ma elektrodę dodatnią na lewym przedramieniu (lewa ręka – LA) i elektrodę ujemną na prawym przedramieniu (prawa ręka – RA). Czyli zapis pokazuje, jak impuls elektryczny serca „widzi” różnicę napięcia między tymi dwoma kończynami. To jest absolutna podstawa osi elektrycznej serca i ogólnej interpretacji EKG.
W praktyce, jeśli np. elektrodę z prawej ręki założysz w złym miejscu albo odwrotnie podłączysz przewody, odprowadzenie I od razu będzie wyglądało dziwnie: załamki P, zespół QRS czy T mogą się odwrócić. Dlatego technicy EKG i pielęgniarki są uczeni, żeby bardzo pilnować prawidłowego rozmieszczenia elektrod kończynowych – bo odprowadzenia I, II, III są bazą do wyliczania osi serca, a także do tworzenia odprowadzeń aVR, aVL i aVF. Moim zdaniem, jeśli ktoś dobrze rozumie dokładnie to jedno odprowadzenie, to dużo łatwiej ogarnia resztę.
W dobrych praktykach przyjmuje się, że elektrody kończynowe można zakładać nie tylko na nadgarstkach, ale też wyżej na przedramionach czy nawet na ramionach, byle zachować układ RA–LA–LL (prawa ręka, lewa ręka, lewa noga). Niezależnie od tego, czy elektroda jest trochę wyżej czy niżej, odprowadzenie I zawsze opisuje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. To też tłumaczy, dlaczego w odprowadzeniu I przy prawidłowym zapisie QRS jest najczęściej dodatni – fala depolaryzacji komór przebiega ogólnie z prawej strony klatki w lewo, więc wektor elektryczny jest skierowany mniej więcej w stronę elektrody dodatniej na lewej ręce.
Dobrze jest sobie to wyobrazić na tzw. trójkącie Einthovena: wierzchołki to prawa ręka, lewa ręka, lewa noga, a odprowadzenie I to „górna krawędź” między RA i LA. To nie jest sucha teoria – w codziennej pracy przy EKG pomaga szybko wychwycić np. odwrotne podłączenie elektrod kończynowych, bo wtedy odprowadzenie I będzie kompletnie nielogiczne w stosunku do II i III.

Pytanie 30

Radiogram przedstawia

Ilustracja do pytania
A. prawidłową miednicę 10-letniego chłopca w ocenie panewki.
B. złamanie w obrębie szyjki kości udowej z przemieszczeniem linii Shentona.
C. prawidłową miednicę u osoby starszej w ocenie panewki.
D. ciężki uraz miednicy w mechanizmie stycznym.
Prawidłowo rozpoznano złamanie szyjki kości udowej z przerwaniem i przemieszczeniem linii Shentona. Na standardowym zdjęciu AP miednicy linia Shentona to gładki, ciągły łuk biegnący wzdłuż dolnego brzegu gałęzi górnej kości łonowej i przyśrodkowego obrysu szyjki kości udowej. W zdrowym stawie biodrowym tworzy ona elegancki, równy łuk bez załamań. Każde jego przerwanie, uskoku czy „schodek” to klasyczny radiologiczny sygnał złamania szyjki lub zwichnięcia stawu biodrowego. Na tym radiogramie dokładnie to widać – łuk nie jest ciągły, a fragment bliższego końca kości udowej jest przemieszczony względem panewki. Moim zdaniem to jedno z tych badań, gdzie naprawdę warto przyzwyczaić oko do oceny linii Shentona, bo w praktyce SOR-owej czy na ortopedii często dostajemy zdjęcia słabej jakości, z rotacją, otyłością itd. i ten prosty znak bardzo pomaga. W dobrych praktykach radiologii układu kostno‑stawowego zaleca się rutynową ocenę kilku „linii kontrolnych”: właśnie linii Shentona, linii iliofemoralnej, ciągłości sklepienia panewki. U dorosłych, zwłaszcza u osób starszych, złamania szyjki kości udowej bywają trudne do zauważenia, szczególnie gdy przemieszczenie jest niewielkie. Dlatego standardem jest: jeśli klinika (ból biodra, brak obciążania kończyny, skrócenie i rotacja zewnętrzna) nie zgadza się z „prawidłowym” RTG, to robi się dodatkowe projekcje lub TK. W praktyce technika radiologii powinna też zadbać o prawidłowe ułożenie pacjenta – kończyny lekko do wewnątrz – żeby szyjka nie nakładała się na panewkę. To bardzo ułatwia ocenę linii Shentona i wczesne wychwycenie nawet dyskretnych złamań.

Pytanie 31

W radioterapii konwencjonalnej pacjent jest leczony promieniowaniem pochodzącym

A. ze źródeł wewnętrznych.
B. ze źródeł zewnętrznych.
C. z rozpadu izotopu uranu.
D. z rozpadu izotopu radu.
W radioterapii konwencjonalnej chodzi przede wszystkim o teleterapię, czyli napromienianie z tzw. źródeł zewnętrznych. To znaczy, że źródło promieniowania (najczęściej akcelerator liniowy generujący fotony wysokoenergetyczne, np. 6 MV, 10 MV) znajduje się poza ciałem pacjenta, w głowicy aparatu, a wiązka jest precyzyjnie kierowana w obszar guza. To jest standard postępowania w onkologii radioterapeutycznej dla większości nowotworów: raka płuca, piersi, prostaty, guzów głowy i szyi. Z mojego doświadczenia, jak ktoś myśli „radioterapia” w szpitalu, to w 90% chodzi właśnie o tę klasyczną teleterapię. W praktyce planowanie takiego leczenia odbywa się na podstawie tomografii komputerowej planistycznej, czasem z nałożeniem obrazów MR czy PET. Fizycy medyczni i lekarz radioterapeuta wyznaczają objętości PTV, CTV, OAR, a następnie komputer optymalizuje rozkład dawki tak, żeby jak najlepiej napromienić guz i maksymalnie oszczędzić narządy krytyczne. Dawka jest podawana frakcjami, np. 1,8–2 Gy dziennie przez kilka tygodni, co jest zgodne z zaleceniami EORTC czy ESTRO. W odróżnieniu od brachyterapii, tutaj nie wszczepia się żadnych źródeł do ciała – pacjent po zakończeniu seansu nie „promieniuje” i nie stanowi zagrożenia dla otoczenia. Teleterapia wymaga też bardzo ścisłej kontroli jakości: codziennego sprawdzania parametrów wiązki, systemów unieruchomienia pacjenta, weryfikacji pozycjonowania (IGRT – obrazowanie przed napromienianiem). Moim zdaniem warto zapamiętać prostą rzecz: radioterapia konwencjonalna = zewnętrzna wiązka promieniowania jonizującego, generowana przez specjalistyczny aparat, a nie przez izotop wszczepiony do środka ciała.

Pytanie 32

W technice napromieniania SSD mierzona jest odległość źródła promieniowania od

A. punktu zdefiniowanego na skórze pacjenta.
B. izocentrum aparatu terapeutycznego.
C. stołu aparatu terapeutycznego.
D. napromienianego guza.
W technice napromieniania SSD (source–skin distance) kluczowe jest właśnie to, że jako punkt odniesienia przyjmuje się punkt zdefiniowany na skórze pacjenta. Cała metoda polega na ustawieniu stałej odległości od źródła promieniowania do powierzchni ciała, a nie do guza czy izocentrum. Dzięki temu łatwiej kontrolować warunki geometryczne wiązki, dawkę na głębokości referencyjnej oraz powtarzalność ułożeń między frakcjami. W praktyce wygląda to tak, że terapeuta wyznacza na skórze pacjenta odpowiedni punkt (np. tuszem, markerem, czasem z użyciem tatuaży), a potem za pomocą wskaźnika odległości (tzw. distance indicator, suwak SSD, czasem laser + miarka) ustawia dokładnie wymaganą SSD, np. 100 cm. Moim zdaniem to jest bardzo „technicznie wygodna” metoda, szczególnie przy prostszych polach i technikach 2D. W standardach radioterapii opisuje się ją jako alternatywę dla napromieniania izocentrycznego (SAD), gdzie odległość jest stała do izocentrum w ciele pacjenta. W SSD zawsze kalibruje się dawkę przy określonej odległości źródło–skóra, a planowanie dawki na głębokości wymaga już uwzględnienia krzywych procentowej dawki głębokiej (PDD). W codziennej pracy technika SSD bywa wykorzystywana np. przy napromienianiu zmian powierzchownych, pól na skórę, czasem w prostych polach paliatywnych, gdzie ważne jest szybkie i powtarzalne ustawienie. Dobrą praktyką jest, żeby ten punkt na skórze był jednoznacznie oznaczony, łatwy do odtworzenia, a kontrola SSD odbywała się przed każdą frakcją, bo każda zmiana ułożenia, podkładek czy materaca może tę odległość zaburzyć.

Pytanie 33

Który detektor w radiografii wymaga laserowego czytnika obrazu?

A. Detektor krzemowy.
B. Detektor selenowy.
C. Błona halogenosrebrowa.
D. Płyta fosforowa.
Prawidłowa jest odpowiedź z płytą fosforową, bo to właśnie klasyczny detektor stosowany w radiografii pośredniej CR (Computed Radiography), który wymaga odczytu obrazu za pomocą skanera laserowego. Płyta fosforowa jest pokryta tzw. fosforem stymulowanym światłem (PSP – photostimulable phosphor). W momencie naświetlenia promieniowaniem rentgenowskim w krysztale tworzą się pułapki elektronowe, które „zapamiętują” rozkład dawki. Obraz nie jest widoczny od razu, tylko ma postać utajoną. Dopiero przejście wiązki laserowej w skanerze CR powoduje uwolnienie zmagazynowanej energii w formie światła, które jest następnie zamieniane na sygnał elektryczny i cyfrowy obraz. W praktyce oznacza to, że w pracowni z systemem CR zawsze mamy osobne urządzenie – czytnik płyt, do którego technik wkłada kasetę z płytą fosforową po wykonaniu ekspozycji. Jest to bardzo charakterystyczny etap pracy: najpierw ekspozycja przy aparacie RTG, potem transport kasety do czytnika, skanowanie laserem, a na końcu pojawienie się obrazu w systemie PACS. W nowocześniejszych systemach DR (detektory bezpośrednie lub pośrednie) takiego etapu już nie ma, bo obraz powstaje praktycznie w czasie rzeczywistym i jest od razu w formie cyfrowej. Mimo że CR jest powoli wypierane przez DR, w wielu szpitalach i przychodniach nadal jest szeroko używane, bo jest tańsze przy modernizacji starszych aparatów analogowych. Moim zdaniem dobrze jest mieć to rozróżnienie w małym palcu, bo na egzaminach i w praktyce ciągle pojawia się pytanie: który system wymaga laserowego skanera? Zawsze: płyta fosforowa, czyli radiografia pośrednia CR.

Pytanie 34

Który załamek w zapisie EKG odpowiada zjawisku depolaryzacji przedsionków mięśnia sercowego?

A. P
B. T
C. R
D. Q
Załamek P w zapisie EKG odpowiada depolaryzacji przedsionków, czyli momentowi, kiedy bodziec elektryczny rozchodzi się przez mięsień przedsionków i przygotowuje je do skurczu. To jest tak naprawdę pierwszy element całego cyklu sercowego widocznego w standardowym zapisie 12-odprowadzeniowego EKG. W fizjologicznych warunkach załamek P jest dodatni w większości odprowadzeń kończynowych, szczególnie w II odprowadzeniu, które zwykle analizuje się jako wzorcowe. Moim zdaniem warto „nauczyć się na pamięć”, że P = przedsionki, bo to potem bardzo ułatwia interpretację różnych zaburzeń rytmu, np. migotania czy trzepotania przedsionków. W praktyce technika EKG i personel medyczny, zgodnie z wytycznymi kardiologicznymi, zawsze ocenia obecność, kształt i częstość załamków P. Brak prawidłowych załamków P albo ich nietypowy kształt może sugerować np. rytm z węzła AV, ektopowe pobudzenie przedsionkowe albo przerost przedsionków. W badaniach wysiłkowych czy holterowskich ciągłe śledzenie załamków P pomaga odróżnić tachykardię zatokową od nadkomorowych zaburzeń rytmu. Warto też pamiętać, że załamek P kończy się przed zespołem QRS – to czas, kiedy impuls po przejściu przez przedsionki dociera do węzła przedsionkowo‑komorowego. W dobrych praktykach diagnostyki elektromedycznej zawsze analizuje się P w kontekście całego odstępu PQ (PR), bo to daje informację nie tylko o depolaryzacji przedsionków, ale też o przewodzeniu przedsionkowo‑komorowym. Z mojego doświadczenia, jak ktoś dobrze rozumie załamek P, to dużo szybciej ogarnia resztę zapisu EKG, bo ma solidny punkt odniesienia do oceny rytmu i przewodnictwa.

Pytanie 35

Jaki rozmiar kasety należy zastosować, wykonując standardowe zdjęcie stawu kolanowego w projekcji bocznej?

A. 9×13 cm
B. 18×24 cm
C. 35×35 cm
D. 35×43 cm
Prawidłowo – do standardowego zdjęcia stawu kolanowego w projekcji bocznej stosuje się kasetę o rozmiarze 18×24 cm. Ten format jest uznawany za klasyczny dla badań pojedynczych stawów kończyn u dorosłych, zwłaszcza kolana, skokowego czy łokcia. Rozmiar 18×24 cm pozwala objąć cały staw kolanowy w projekcji bocznej: nasadę dalszą kości udowej, bliższą kości piszczelowej, rzepkę oraz okoliczne tkanki miękkie, a jednocześnie nie jest zbyt duży, więc ogranicza niepotrzebne naświetlanie tkanek poza obszarem zainteresowania. Z mojego doświadczenia to jest taki „złoty standard” – łatwo się pozycjonuje pacjenta, kolano dobrze wypełnia pole kasety, a kolimator można ustawić bardzo precyzyjnie. Przy prawidłowym ułożeniu w projekcji bocznej, z lekkim zgięciem stawu (zwykle ok. 20–30°), na obrazie w formacie 18×24 cm mamy czytelne odwzorowanie przestrzeni stawowej, powierzchni stawowych oraz ewentualnych wysięków, zwapnień czy zmian pourazowych. W praktyce technik dobiera kasetę tak, żeby: po pierwsze – nie obcinać struktur anatomicznych istotnych diagnostycznie, po drugie – nie naświetlać pół stołu. Dlatego do kończyn stosuje się mniejsze formaty, a duże kasety zostawia się na klatkę piersiową czy miednicę. W nowoczesnych pracowniach DR czy CR wciąż zachowuje się te same zasady – nawet jeśli fizycznej kasety już nie ma, to pole ekspozycji i kolimację planuje się w odniesieniu do tradycyjnych formatów, właśnie takich jak 18×24 cm dla kolana. To ułatwia trzymanie się standardów opisanych w podręcznikach z techniki radiologicznej i w protokołach pracownianych.

Pytanie 36

W którym okresie ciąży wykonanie u kobiety zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej jest najbardziej szkodliwe dla płodu?

A. Między 26 a 40 tygodniem ciąży.
B. Między 19 a 25 tygodniem ciąży.
C. Między 13 a 18 tygodniem ciąży.
D. Między 3 a 12 tygodniem ciąży.
Prawidłowo wskazany okres 3–12 tygodnia ciąży to tzw. faza organogenezy, czyli intensywnego kształtowania się narządów płodu. W tym czasie promieniowanie jonizujące, nawet w stosunkowo małych dawkach, może zaburzać procesy podziału i różnicowania komórek. Może to prowadzić do powstania wad wrodzonych, poronień lub ciężkich zaburzeń rozwojowych. Dlatego właśnie ten okres uważa się za najbardziej wrażliwy na działanie promieniowania, co jest mocno podkreślane w wytycznych ochrony radiologicznej kobiet ciężarnych. W praktyce klinicznej, zgodnie z zasadą ALARA (As Low As Reasonably Achievable), u kobiety w I trymestrze unika się badań RTG wszędzie tam, gdzie tylko jest to możliwe, a jeśli badanie jest absolutnie konieczne, musi być bardzo dobrze uzasadnione przez lekarza i odpowiednio udokumentowane. Z mojego doświadczenia w pracy z materiałami szkoleniowymi wynika, że standardem jest w pierwszej kolejności rozważenie metod bezpromiennych, takich jak USG czy MRI bez kontrastu, a dopiero gdy one nie wystarczają – planowanie RTG z maksymalnym ograniczeniem dawki i zastosowaniem osłon (np. fartuch ołowiany na okolice brzucha i miednicy). W obrazowaniu klatki piersiowej u ciężarnej kładzie się nacisk na odpowiednie parametry techniczne aparatu, ograniczenie liczby projekcji do niezbędnego minimum oraz bardzo dokładne kolimowanie wiązki, żeby jak najmniejsza część ciała była napromieniana. W dobrych praktykach radiologicznych zawsze pojawia się też obowiązek pytania pacjentki o możliwość ciąży przed badaniem RTG i – jeśli istnieje ryzyko, że jest to wczesna ciąża – rozważenie przełożenia badania lub zmiany metody diagnostycznej. Ten sposób myślenia, moim zdaniem, jest kluczowy: najpierw bezpieczeństwo płodu, potem wygoda diagnostyczna.

Pytanie 37

Wskaż przyczynę powstania artefaktu widocznego na obrazie MR.

Ilustracja do pytania
A. Błędny dobór cewki gradientowej.
B. Wymiary obiektu przekroczyły pole widzenia.
C. Niejednorodność pola magnetycznego.
D. Nieprawidłowa kalibracja aparatu.
Prawidłowo powiązałeś artefakt z przekroczeniem pola widzenia (FOV) przez obrazowany obiekt. Na pokazanym obrazie MR mózgowia widać typowy przykład tzw. wrap-around albo aliasingu: struktury anatomiczne, które „nie mieszczą się” w zadanym polu widzenia, są składane z powrotem na przeciwległą krawędź obrazu. Dzieje się tak, bo system MR próbuje przypisać sygnał z obszaru poza FOV do najbliższej pozycji wynikającej z zakresu próbkowania w przestrzeni k‑przestrzeni. W praktyce wygląda to tak, że np. część tkanek z przodu lub z tyłu głowy pojawia się jakby „nad” mózgiem albo w innym nielogicznym miejscu przekroju. Z mojego doświadczenia, przy głowie ten artefakt widzi się dość często, gdy technik ustawi zbyt małe FOV w kierunku fazowym, bo chce poprawić rozdzielczość albo skrócić czas badania. Standardową dobrą praktyką jest tak dobrać FOV i kierunek kodowania fazy, żeby całe ciało pacjenta w danym przekroju znajdowało się wewnątrz pola widzenia, albo zastosować techniki antyaliasingowe (np. oversampling w kierunku fazowym, no phase wrap, sat bandy). W opisach MR radiolodzy zwracają uwagę, czy artefakt aliasingu nie maskuje istotnych struktur, zwłaszcza w okolicy czaszki, kręgosłupa szyjnego i kończyn. W codziennej pracy technika jest to też kwestia komfortu – jak FOV jest za małe, badanie często trzeba powtarzać, co wydłuża czas i irytuje pacjenta. Dlatego warto odruchowo sprawdzać, czy głowa, brzuch czy inny badany obszar naprawdę mieści się w polu widzenia w obu kierunkach kodowania.

Pytanie 38

Rumień skóry pojawiający się podczas radioterapii jest objawem

A. późnego odczynu miejscowego.
B. ostrego odczynu ogólnoustrojowego.
C. ostrego odczynu miejscowego.
D. późnego odczynu ogólnoustrojowego.
Rumień skóry pojawiający się w trakcie radioterapii jest klasycznym przykładem ostrego odczynu miejscowego, czyli takiej reakcji tkanek, która rozwija się w czasie napromieniania lub w ciągu kilku tygodni po jego zakończeniu i jest ograniczona dokładnie do pola napromienianego. Skóra reaguje na promieniowanie podobnie jak na oparzenie słoneczne: pojawia się zaczerwienienie, lekki obrzęk, czasem świąd czy uczucie pieczenia. W praktyce klinicznej określa się to jako wczesny odczyn skórny i klasyfikuje według skal, np. RTOG/EORTC lub CTCAE, co jest standardem w radioterapii. Moim zdaniem warto zapamiętać, że wszystko, co dotyczy rumienia, suchości skóry, łuszczenia, a nawet wilgotnego złuszczania w obrębie pola napromienianego, zaliczamy właśnie do ostrych odczynów miejscowych. Pojawiają się one zwykle po dawkach rzędu kilkunastu–kilkudziesięciu Gy i są ściśle zależne od frakcjonowania, techniki planowania (IMRT, 3D-CRT) oraz pielęgnacji skóry w trakcie leczenia. W dobrych praktykach radioterapii bardzo pilnuje się obserwacji skóry pacjenta w każdym tygodniu napromieniania, edukuje się chorego, żeby nie drażnił skóry (brak gorących kąpieli, unikanie tarcia, odpowiednie kremy), bo to pozwala ograniczyć nasilenie odczynu. Rumień nie jest odczynem ogólnoustrojowym – nie wiąże się z gorączką czy zaburzeniami krążeniowymi, tylko z miejscowym uszkodzeniem komórek naskórka i drobnych naczyń w skórze. Nie jest też odczynem późnym, bo nie ma tu włóknienia, teleangiektazji, zaniku skóry czy martwicy, które mogą się pojawić miesiące lub lata po zakończeniu radioterapii. W praktyce technika radioterapii i prawidłowe rozłożenie dawki w planie leczenia mają ogromne znaczenie, żeby rumień był jak najłagodniejszy i szybko się cofał po terapii.

Pytanie 39

Koronarografia jest radiologicznym zabiegiem diagnostycznym pozwalającym ocenić drożność

A. tętnic obwodowych.
B. żył wieńcowych.
C. żył obwodowych.
D. tętnic wieńcowych.
Poprawnie – koronarografia służy do oceny drożności tętnic wieńcowych, czyli naczyń, które zaopatrują mięsień sercowy w krew utlenowaną. Jest to inwazyjne badanie radiologiczne z użyciem promieniowania rentgenowskiego i kontrastu jodowego, wykonywane najczęściej z dostępu przez tętnicę promieniową w nadgarstku albo udową w pachwinie. Do światła tętnicy wprowadza się cewnik, pod kontrolą fluoroskopii kieruje go do ujść tętnic wieńcowych w aorcie, a następnie podaje środek cieniujący. Na ekranie aparatu angiograficznego widoczny jest „rysunek” tętnic wieńcowych, co pozwala dokładnie ocenić zwężenia, zamknięcia, przebieg naczyń i krążenie oboczne. W praktyce klinicznej koronarografia jest złotym standardem w diagnostyce choroby wieńcowej, zwłaszcza przy podejrzeniu ostrego zespołu wieńcowego, niestabilnej dławicy czy przed planowaną angioplastyką wieńcową (PCI) albo operacją pomostowania aortalno-wieńcowego (CABG). Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć: jeśli mówimy o „wieńcowych” w kontekście kardiologii inwazyjnej, to prawie zawsze chodzi o tętnice, nie żyły. Dobre praktyki zakładają też ocenę nie tylko samej drożności, ale także charakteru zmian miażdżycowych, długości i lokalizacji zwężeń, co ma bezpośredni wpływ na wybór dalszego leczenia – czy wystarczy stent, czy potrzebna będzie operacja kardiochirurgiczna. Warto też pamiętać, że w nowszych standardach coraz częściej wspomina się o uzupełnieniu klasycznej koronarografii o pomiary FFR czy obrazowanie wewnątrznaczyniowe (IVUS, OCT), ale punktem wyjścia nadal jest właśnie ocena tętnic wieńcowych w angiografii.

Pytanie 40

Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałką oznaczono patologiczny kręg

Ilustracja do pytania
A. TH10
B. TH8
C. L1
D. L3
W tym zadaniu kluczowe jest nie tylko zauważenie patologicznego kręgu, ale przede wszystkim prawidłowe jego zliczenie na obrazie rezonansu magnetycznego. Na strzałkowym MR łatwo ulec złudzeniu, że zaznaczony trzon leży niżej lub wyżej, niż w rzeczywistości. Typowy błąd polega na liczeniu kręgów „od dołu”, czyli od kości krzyżowej w górę, bez wcześniejszego zidentyfikowania przejścia piersiowo‑lędźwiowego. Wtedy łatwo pomylić pierwszy kręg lędźwiowy z L3, a nawet z wyższymi kręgami piersiowymi, szczególnie gdy obraz nie obejmuje całych żeber. Warianty anatomiczne, takie jak krąg przejściowy lumbalizowany czy sakralizowany, tylko to dodatkowo komplikują. Z mojego doświadczenia najbezpieczniejszym podejściem jest zaczynanie liczenia od ostatniego kręgu piersiowego, który ma przyczepione żebro, czyli TH12, i dopiero potem przejście do L1, L2 itd. Odpowiedzi wskazujące na L3 ignorują tę zasadę: kręg oznaczony strzałką leży zdecydowanie bliżej przejścia piersiowo‑lędźwiowego, a nie w środkowej części lordozy lędźwiowej, gdzie spodziewalibyśmy się L3. Z kolei wybór TH8 lub TH10 wynika najczęściej z niedokładnego rozpoznania odcinka piersiowego – na obrazie nie widać tak długiego odcinka żeber, a krzywizna kręgosłupa oraz kształt trzonów sugerują raczej dolny odcinek piersiowy i początek lędźwiowego, a nie środkowe segmenty piersiowe. W poprawnej praktyce diagnostyki obrazowej zawsze staramy się łączyć kilka elementów: obecność żeber, kształt krzywizn (kifoza piersiowa, lordoza lędźwiowa), charakter trzonów i ewentualne znaczniki anatomiczne lub sekwencje lokalizacyjne. Pomijanie któregoś z tych kroków prowadzi właśnie do takich pomyłek jak przypisanie poziomu L3 czy TH8/TH10. Dlatego, analizując MR kręgosłupa, nie liczymy kręgów „na oko”, tylko według uporządkowanego schematu, co jest zgodne z dobrymi praktykami radiologicznymi i zaleceniami większości podręczników z zakresu anatomii w obrazowaniu.