Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 16 czerwca 2026 23:32
  • Data zakończenia: 16 czerwca 2026 23:43

Egzamin zdany!

Wynik: 27/40 punktów (67,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Podstawowym elementem diagnostycznym aparatury izotopowej wykorzystującej emisyjne metody pomiaru jest

A. woltomierz.
B. amperomierz.
C. komora jonizacyjna.
D. kamera scyntylacyjna.
W aparaturze izotopowej wykorzystującej emisyjne metody pomiaru kluczowe jest zrozumienie, skąd bierze się sygnał diagnostyczny. W emisyjnych technikach medycyny nuklearnej źródłem promieniowania jest radioizotop wprowadzony do organizmu, a nie zewnętrzna lampa rentgenowska czy inne źródło. Dlatego podstawą nie jest proste mierzenie napięcia czy prądu, tylko rejestracja fotonów gamma i odwzorowanie ich przestrzennego rozkładu. Woltomierz i amperomierz oczywiście pojawiają się w układach detekcyjnych, ale pełnią jedynie pomocniczą rolę serwisową lub kontrolną. Można nimi sprawdzić poprawność zasilania, stabilność wysokiego napięcia fotopowielaczy, ewentualnie parametry pracy niektórych modułów elektronicznych. Nie są jednak elementem diagnostycznym w sensie medycznym – nie tworzą obrazu, nie rejestrują bezpośrednio promieniowania jonizującego, nie pozwalają na ocenę narządów czy patologii. Komora jonizacyjna jest już bliżej właściwego skojarzenia, bo rzeczywiście służy do pomiaru promieniowania jonizującego. W medycynie nuklearnej wykorzystuje się ją rutynowo, ale głównie jako „dawkomierz” do kontroli aktywności radiofarmaceutyku przed podaniem pacjentowi (np. w tzw. dose calibrator). Komora jonizacyjna mierzy uśrednioną aktywność w objętości, nie daje informacji przestrzennej, nie tworzy obrazu narządów. Typowym błędem myślowym jest utożsamianie każdego detektora promieniowania z elementem diagnostycznym, podczas gdy do celów obrazowania emisyjnego potrzebny jest układ zdolny do lokalizacji kierunku, z którego przyleciał foton, oraz do rekonstrukcji mapy rozkładu aktywności. Tę rolę spełnia kamera scyntylacyjna, która łączy kryształ scyntylacyjny, zespół fotopowielaczy i specjalizowaną elektronikę pozycjonującą. Ona jest podstawowym narzędziem diagnostycznym, zgodnie ze standardami medycyny nuklearnej, a pozostałe wymienione przyrządy stanowią jedynie zaplecze pomiarowe lub kontrolne, ale nie służą bezpośrednio do emisyjnego obrazowania pacjenta.

Pytanie 2

Radiogram jamy brzusznej uwidacznia

Ilustracja do pytania
A. połknięte ciało obce.
B. złogi w pęcherzyku żółciowym.
C. złogi w nerkach.
D. perforację przewodu pokarmowego.
Prawidłowo wskazana perforacja przewodu pokarmowego odnosi się do jednej z najważniejszych, wręcz klasycznych wskazań do wykonania przeglądowego radiogramu jamy brzusznej w projekcji stojącej. Na takim zdjęciu szukamy przede wszystkim wolnego powietrza w jamie otrzewnej – tzw. odmy otrzewnowej. Typowy obraz to pas powietrza pod kopułami przepony, oddzielony wyraźną linią od cienia wątroby lub śledziony. W standardach opisowych przyjmuje się, że nawet niewielka ilość gazu, jeżeli jest dobrze uwidoczniona pod przeponą, jest bardzo silnym argumentem za perforacją żołądka, dwunastnicy albo jelit. W praktyce ostrych dyżurów chirurgicznych takie RTG w projekcji stojącej albo bocznej leżącej jest szybkim, tanim i ciągle stosowanym badaniem przesiewowym, zanim pacjent trafi na TK. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w sytuacji ostrego brzucha, nagłego bólu, twardego „deskowatego” brzucha – zlecenie RTG jamy brzusznej i klatki piersiowej w pozycji stojącej to standardowa dobra praktyka. Radiolog opisując obraz zwraca uwagę na obecność wolnego powietrza, poziomy płyn–powietrze, rozdęcie pętli jelitowych, ale to właśnie odma podprzeponowa jest najbardziej charakterystycznym i jednoznacznym wskaźnikiem perforacji. W przeciwieństwie do złogów czy ciał obcych, które mogą być widoczne albo nie (zależnie od ich wysycenia), wolne powietrze ma bardzo typową, kontrastową prezentację. Współczesne wytyczne sugerują, że TK jamy brzusznej jest dokładniejsza, ale zwykłe RTG nadal pozostaje ważnym, szybkim narzędziem wstępnej diagnostyki i triage’u pacjentów z podejrzeniem pęknięcia przewodu pokarmowego.

Pytanie 3

Który obraz MR mózgu został wykonany w sekwencji DWI?

A. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany został Obraz 2, ponieważ ma on typowe cechy sekwencji DWI (Diffusion Weighted Imaging). W DWI tło mózgowia jest stosunkowo jednorodne i dość ciemne, natomiast ogniska z ograniczoną dyfuzją wody (np. świeży udar niedokrwienny, ropień, niektóre guzy o dużej komórkowości) są bardzo jasne, wręcz „świecące”. Charakterystyczny jest też nieco gorszy kontrast anatomiczny niż w klasycznych sekwencjach T1- czy T2-zależnych oraz częste zniekształcenia geometryczne obrazu wynikające z użycia sekwencji echo-planar (EPI). Moim zdaniem, to właśnie to ziarniste tło, wysoki sygnał w patologii i specyficzny wygląd kory i jąder podstawy najbardziej „zdradzają”, że patrzymy na DWI. W praktyce klinicznej DWI jest złotym standardem w diagnostyce ostrego udaru – zgodnie z aktualnymi wytycznymi neurologicznymi i neuroradiologicznymi to ta sekwencja pozwala najwcześniej wychwycić niedokrwienie, często już po kilkunastu minutach od początku objawów, kiedy TK bywa jeszcze prawidłowa. Dodatkowo stosuje się ją do różnicowania zmian naczyniopochodnych z przewlekłymi leukopatiami, do oceny ropni (ograniczona dyfuzja w ropnym materiale) oraz w onkologii, gdzie współczynnik dyfuzji (ADC) pomaga ocenić złośliwość guza i odpowiedź na leczenie. W dobrze wykonanym badaniu MR mózgu w trybie ostrego dyżuru DWI jest zawsze w pakiecie podstawowym, obok sekwencji T2, FLAIR i często angiografii MR. Z mojego doświadczenia technicy, którzy szybko „łapią” charakterystyczny wygląd DWI, znacznie sprawniej wstępnie oceniają badanie jeszcze na konsoli, co w udarze realnie skraca czas do decyzji terapeutycznej.

Pytanie 4

W badaniu PET stosuje się tylko radioizotopy emitujące

A. cząstki alfa.
B. elektrony.
C. neutrony.
D. pozytony.
W tomografii pozytonowej PET nie chodzi o jakiekolwiek promieniowanie jądrowe, tylko bardzo konkretny mechanizm fizyczny. Podstawą jest rozpad beta plus, czyli emisja pozytonu przez radioizotop. To odróżnia medycynę nuklearną w PET od innych zastosowań promieniowania. Częsty błąd polega na wrzucaniu do jednego worka wszystkich cząstek emitowanych w procesach jądrowych: neutronów, elektronów beta minus czy cząstek alfa. W praktyce obrazowania to tak nie działa. Neutrony są bardzo trudne do detekcji, wymagają zupełnie innych detektorów i stosuje się je głównie w technikach reaktorowych, radiografii neutronowej lub w fizyce eksperymentalnej, a nie w rutynowej medycynie nuklearnej. Nawet gdyby radioizotop medyczny emitował neutrony, to nie dałoby się zbudować typowej kamery PET na standardowych detektorach scyntylacyjnych pod koincydencję dwóch fotonów. Elektrony, czyli promieniowanie beta minus, są wykorzystywane w innych dziedzinach, np. w terapii izotopowej (promieniowanie cząstkowe działające miejscowo w tkance), ale nie w rekonstrukcji obrazów PET. Elektron ma mały zasięg w tkance i nie daje charakterystycznego, łatwego do uchwycenia na zewnątrz sygnału w postaci dwóch fotonów 511 keV. Podobnie cząstki alfa – bardzo silnie jonizujące, ale o ekstremalnie krótkim zasięgu, świetne do terapii celowanej, natomiast całkowicie nieprzydatne do obrazowania całego ciała metodą tomograficzną. Typowe nieporozumienie polega na myleniu „rodzaju promieniowania” z „rodzajem detekcji”: w PET nie rejestrujemy bezpośrednio pozytonów, tylko fotony gamma po anihilacji, ale warunkiem powstania tych fotonów jest właśnie emisja pozytonu. Dlatego używa się wyłącznie izotopów beta plus, a nie izotopów emitujących neutrony, elektrony beta minus czy cząstki alfa. Z mojego doświadczenia, jak się raz dobrze skojarzy PET z pozytonem i anihilacją, to pytania tego typu przestają być problemem.

Pytanie 5

Przedstawiony zapis elektrokardiograficzny może wskazywać na

Ilustracja do pytania
A. zawał tylnej ściany serca.
B. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
C. zawał przedniej ściany serca.
D. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
Prawidłowo – zapis pokazuje obraz bloku prawej odnogi pęczka Hisa (RBBB). Kluczowe jest tu rozpoznanie typowego kształtu zespołów QRS w odprowadzeniach prawokomorowych, głównie V1–V2. Widzimy tam charakterystyczny obraz tzw. „króliczych uszu”, czyli zespół rsR’, czasem opisany jako RSR’, z wyraźnie poszerzonym kompleksem QRS powyżej 120 ms. To właśnie poszerzenie QRS jest jednym z podstawowych kryteriów pełnego bloku odnóg w standardach ESC i AHA. W odprowadzeniach lewokomorowych (V5–V6, I, aVL) zwykle obserwuje się szerokie, często nieco spłaszczone załamki S – i to też tutaj dobrze widać. Mechanizm jest prosty: impuls przewodzi się prawidłowo lewą odnogą, więc lewa komora depolaryzuje się w miarę normalnie, natomiast prawa komora pobudzana jest z opóźnieniem, „z komór”, co daje drugą składową R’ w V1. W praktyce technika zapisu ma znaczenie: prawidłowo przyklejone elektrody przedsercowe, odpowiednia filtracja (nie za mocna, żeby nie zniekształcić QRS) i poprawna kalibracja 10 mm/mV oraz standardowa prędkość 25 mm/s są konieczne, żeby w ogóle móc ocenić szerokość zespołu QRS. Moim zdaniem, to jedno z tych zaburzeń przewodzenia, które warto „mieć w oku”, bo często jest znajdowane przypadkowo i samo w sobie nie zawsze oznacza ostrą patologię, ale w połączeniu z objawami (np. duszność, ból w klatce, kołatania) może sugerować chorobę strukturalną serca lub nadciśnienie płucne. W codziennej pracy dobrze jest też pamiętać, że obecność typowego RBBB może maskować subtelne zmiany niedokrwienne, dlatego u pacjentów z bólem w klatce piersiowej nie wolno na tym poprzestawać – konieczna jest ocena kliniczna, enzymy sercowe oraz ewentualnie kolejne EKG do porównania.

Pytanie 6

Na obrazie radiologicznym uwidoczniono złamanie kości

Ilustracja do pytania
A. skokowej.
B. piszczelowej.
C. strzałkowej.
D. sześciennej.
Na przedstawionym zdjęciu RTG w projekcji bocznej widoczny jest staw skokowy lewy („L” przy obrazie) oraz dalsze odcinki kości podudzia i kości stępu. Linia złamania przebiega w obrębie kości strzałkowej – dokładniej w części dalszej, w okolicy kostki bocznej. Widać wyraźne przerwanie ciągłości warstwy korowej kości i zarys odłamu kostnego, co jest typowym obrazem złamania strzałki. Kość piszczelowa ma zachowaną, gładką korę, bez szczeliny złamania, a kość skokowa i sześcienna zachowują prawidłowy zarys i strukturę beleczkową.
W praktyce technika radiologiczna zawsze ocenia takie zdjęcie pod kątem trzech rzeczy: ciągłości korowej, ustawienia odłamów oraz szerokości szpar stawowych. W złamaniach kostki bocznej (kości strzałkowej) zwraca się też uwagę na ewentualne poszerzenie szpary stawu skokowo-goleniowego i podwichnięcie kości skokowej, bo to ma wpływ na dalsze leczenie ortopedyczne. Moim zdaniem warto od razu wyrabiać sobie nawyk „skanowania” RTG od góry do dołu: najpierw trzon piszczeli, potem strzałka, dalej kości stępu i śródstopia, dzięki czemu dużo trudniej przeoczyć takie złamanie.
W standardach opisu badań RTG (również wg zaleceń towarzystw ortopedyczno–radiologicznych) podkreśla się konieczność jednoznacznego nazwania złamanej kości, określenia lokalizacji (np. dalsza metaepifiza strzałki) oraz oceny ewentualnego przemieszczenia. Ten obraz dokładnie spełnia kryteria złamania kości strzałkowej, bez cech typowego uszkodzenia kości skokowej, sześciennej czy piszczelowej, dlatego wskazanie odpowiedzi „strzałkowej” jest zgodne z prawidłową interpretacją radiologiczną i z dobrą praktyką kliniczną.

Pytanie 7

Na schemacie oznaczono

Ilustracja do pytania
A. zespół QRS
B. odstęp RR
C. zespół QS
D. odstęp PP
Na schemacie strzałka obejmuje odległość między wierzchołkami dwóch kolejnych załamków R, czyli właśnie odstęp RR. W zapisie EKG to podstawowy parametr służący do oceny częstości i regularności rytmu serca. Mierzymy go od szczytu jednego załamka R do szczytu następnego załamka R w tym samym odprowadzeniu. Na standardowym papierze EKG (prędkość 25 mm/s) 1 mała kratka to 0,04 s, a 1 duża kratka 0,20 s. Dzięki temu z odstępu RR można bardzo szybko wyliczyć częstość pracy serca: 300 podzielone przez liczbę dużych kratek między załamkami R daje orientacyjną wartość tętna w uderzeniach na minutę. W praktyce, w pracowni diagnostyki elektromedycznej, technik bardzo często patrzy właśnie na regularność odstępów RR, żeby odróżnić rytm zatokowy od arytmii, np. migotania przedsionków, gdzie odstępy RR są wyraźnie nieregularne. Moim zdaniem to jedna z pierwszych rzeczy, które warto sobie „wyrobić w oku” przy oglądaniu EKG – równiutkie, powtarzalne odstępy RR zwykle sugerują uporządkowany rytm. W monitorach kardiologicznych, holterach czy defibrylatorach automatycznych algorytmy komputerowe też bazują w dużej mierze na analizie kolejnych odstępów RR, żeby wykrywać tachykardię, bradykardię czy pauzy. Dobre nawyki: zawsze mierz RR na kilku cyklach, w różnych fragmentach zapisu, bo lokalne artefakty albo pojedyncze pobudzenia dodatkowe mogą łatwo zafałszować ocenę, jeśli spojrzy się tylko na jedno miejsce.

Pytanie 8

W badaniu EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między

A. prawym a lewym przedramieniem.
B. prawym a lewym podudziem.
C. prawym przedramieniem a lewym podudziem.
D. prawym podudziem a lewym przedramieniem.
Prawidłowo – w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między prawym a lewym przedramieniem, czyli technicznie między elektrodą na prawym nadgarstku (RA – right arm) a elektrodą na lewym nadgarstku (LA – left arm). To jest tzw. odprowadzenie dwubiegunowe kończynowe wg Einthovena. Mówiąc prościej: aparat porównuje, jaki sygnał elektryczny dociera z prawej ręki, a jaki z lewej ręki i rysuje z tego linię w zapisie EKG. Z mojego doświadczenia to jedno z podstawowych pojęć, które warto mieć „w małym palcu”, bo potem łatwiej ogarnia się całą oś elektryczną serca. W praktyce klinicznej odprowadzenie I pokazuje aktywność elektryczną serca widzianą mniej więcej w płaszczyźnie czołowej, z kierunku lewej strony klatki piersiowej. To odprowadzenie jest szczególnie czułe np. na zmiany zlokalizowane bocznie w lewej komorze. Przy prawidłowym podłączeniu elektrod kompleks QRS w odprowadzeniu I jest zazwyczaj dodatni (większość wychyleń idzie do góry), bo fala depolaryzacji przemieszcza się generalnie w stronę lewej komory. Standardy (np. wytyczne ESC, AHA) bardzo mocno podkreślają prawidłowe rozmieszczenie elektrod: prawa ręka – prawa kończyna górna, lewa ręka – lewa kończyna górna, prawa i lewa noga – kończyny dolne, przy czym elektroda na prawej nodze pełni zwykle funkcję elektrody uziemiającej. W warunkach praktycznych w ambulatorium często nie zakłada się elektrod dokładnie na nadgarstkach, tylko wyżej na przedramionach, ale zasada pozostaje ta sama: odprowadzenie I to zawsze różnica potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. Warto też pamiętać, że na podstawie odprowadzeń I, II i III można konstruować trójkąt Einthovena i analizować oś elektryczną serca – to już wyższy poziom interpretacji, ale bardzo przydatny w codziennej pracy.

Pytanie 9

Którą strukturę anatomiczną uwidoczniono na zamieszczonym obrazie USG?

Ilustracja do pytania
A. Pęcherzyk żółciowy z kamieniami.
B. Pęcherz moczowy z kamieniami.
C. Nerkę lewą ze złogami.
D. Ciężarną macicę z czterema płodami.
Na obrazie USG widoczny jest typowy pęcherzyk żółciowy z kamieniami (cholecystolithiasis). Charakterystyczny jest wydłużony, gruszkowaty kształt bezechowej (czarnej) struktury, otoczonej cienką, wyraźną ścianą. W świetle pęcherzyka widoczne są silnie hiperechogeniczne ogniska z wyraźnym cieniem akustycznym za nimi – to klasyczny obraz złogów żółciowych. Zgodnie z zasadami opisu USG jamy brzusznej, zawsze zwracamy uwagę na: kształt pęcherzyka, grubość ściany, zawartość światła oraz obecność cienia akustycznego. Kamienie są jasne, dobrze odgraniczone i „rzucają cień” w głąb obrazu, co jest jednym z najważniejszych kryteriów różnicujących je od np. polipów. W praktyce klinicznej taki obraz, szczególnie przy dolegliwościach bólowych w prawym podżebrzu, jest podstawą do rozpoznania kamicy pęcherzyka żółciowego i dalszego postępowania – zwykle obserwacja albo kwalifikacja do cholecystektomii laparoskopowej, zgodnie z aktualnymi zaleceniami. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, żeby przy każdym badaniu USG jamy brzusznej bardzo dokładnie oceniać pęcherzyk w pozycji leżącej i w razie wątpliwości także w pozycji stojącej lub na lewym boku – kamienie często zmieniają położenie pod wpływem grawitacji, co dodatkowo potwierdza rozpoznanie. Dobra praktyka to też dokumentowanie przynajmniej dwóch przekrojów (podłużny i poprzeczny) oraz opisywanie wielkości największego złogu, bo ma to znaczenie przy planowaniu zabiegu i dalszej obserwacji pacjenta.

Pytanie 10

Na ilustracji przedstawiono pozycjonowanie pacjentki do badania mammograficznego w projekcji

Ilustracja do pytania
A. skośnej.
B. stycznej.
C. dolinowej.
D. kleopatry.
Prawidłowo rozpoznana została projekcja skośna (MLO – mediolateral oblique), która jest jedną z dwóch podstawowych projekcji w mammografii skriningowej i klinicznej. Na ilustracji widać charakterystyczne ustawienie: głowica i płyta dociskowa są ustawione pod kątem, a pierś wraz z fałdem pachowym jest „wyciągnięta” na detektor. Technicznie chodzi o to, żeby w tej projekcji uwidocznić jak najdłuższy odcinek tkanki gruczołowej, w tym ogon Spence’a, czyli fragment piersi wchodzący w dół pachowy. To właśnie w tej okolicy często lokalizują się zmiany nowotworowe, dlatego poprawne pozycjonowanie ma kluczowe znaczenie. W praktyce technik ustawia wysokość aparatu tak, aby kąt nachylenia płyty kompresyjnej był zbliżony do kąta nachylenia mięśnia piersiowego większego. Następnie dąży do tego, by na obrazie mięsień piersiowy był widoczny aż do poziomu brodawki lub niżej, a brodawka była możliwie w projekcji bocznej (bez rotacji). Z mojego doświadczenia to właśnie projekcja skośna jest najtrudniejsza technicznie, ale jednocześnie najbardziej diagnostyczna, bo obejmuje największą objętość gruczołu. Standardy jakości, m.in. EUREF i wytyczne Polskiego Towarzystwa Radiologicznego, mocno podkreślają, że prawidłowo wykonane MLO musi pokazywać dobrze ujęty fałd pachowy, brak zagięć skóry i odpowiednią kompresję piersi. Dzięki temu radiolog może wiarygodnie ocenić mikrozwapnienia, zgrubienia, architekturę miąższu oraz porównać symetrię obu piersi. W codziennej pracy warto wyrobić sobie nawyk kontroli kilku punktów: widoczność mięśnia piersiowego, położenie brodawki, równomierną kompresję i brak „ścięcia” górnych części piersi – to praktyczne kryteria dobrej projekcji skośnej.

Pytanie 11

Na elektrokardiogramie zarejestrowano

Ilustracja do pytania
A. migotanie komór.
B. zawał mięśnia sercowego.
C. blok odnogi pęczka Hisa.
D. migotanie przedsionków.
W tym zadaniu łatwo pomylić różne patologie, bo wszystkie odpowiedzi odnoszą się do ciężkich zaburzeń kardiologicznych, ale ich obraz w EKG jest zasadniczo inny. Migotanie komór to stan skrajnie groźny, zapis wygląda wtedy jak całkowity chaos: brak jest wyraźnych zespołów QRS, brak linii izoelektrycznej, brak rozpoznawalnych załamków P. Krzywa ma postać nieregularnych, drobnych lub grubych fal o zmiennej amplitudzie i częstotliwości. Pacjent z takim zapisem jest klinicznie w zatrzymaniu krążenia, więc w praktyce zamiast spokojnego oglądania EKG wykonuje się natychmiast defibrylację. Obraz z pytania zdecydowanie nie wygląda w ten sposób, zespoły QRS są wyraźne i powtarzalne. Migotanie przedsionków z kolei charakteryzuje się brakiem prawidłowych załamków P i całkowicie niemiarową (tzw. niemiarowość zupełna) odległością między zespołami QRS. Widzimy drobne „pofalowanie” linii izoelektrycznej, ale zespoły komorowe są zwykle wąskie. Tutaj rytm na schemacie jest raczej miarowy, więc nie pasuje to do klasycznego AF. Blok odnogi pęczka Hisa objawia się poszerzeniem zespołu QRS i charakterystyczną morfologią, np. obrazem „M” lub „króliczych uszu” w odprowadzeniach V1–V2 (RBBB) albo zmianami w V5–V6 (LBBB). Kluczowe są jednak poszerzone, zniekształcone zespoły komorowe, a nie wyraźne uniesienie odcinka ST. Typowym błędem w takich pytaniach jest skupianie się tylko na ogólnym wrażeniu „dziwnego” zapisu i losowe wybieranie jakiejś ciężkiej choroby serca, zamiast przeanalizować kształt ST, obecność załamków P i regularność rytmu. Dobra praktyka w interpretacji EKG polega na systematycznym podejściu: najpierw ocena rytmu i częstości, potem analiza QRS, a dopiero dalej ST i T. Kiedy rytm jest miarowy, QRS nie są skrajnie poszerzone, a zmiany dotyczą głównie odcinka ST, powinniśmy myśleć przede wszystkim o niedokrwieniu lub zawale, a nie o migotaniu czy bloku przewodzenia. W testach egzaminacyjnych to rozróżnienie jest bardzo często sprawdzane, dlatego warto kojarzyć typowe „chaotyczne” EKG z migotaniem komór, „nieregularnie nieregularny” rytm z migotaniem przedsionków i poszerzone QRS z blokami odnóg.

Pytanie 12

Na obrazie radiologicznym nadgarstka strzałką zaznaczona jest kość

Ilustracja do pytania
A. łódeczkowata.
B. księżycowata.
C. grochowata.
D. haczykowata.
Na strzałkowym zdjęciu RTG nadgarstka strzałka wskazuje na kość księżycowatą – leży ona centralnie w bliższym rzędzie kości nadgarstka, pomiędzy kością łódeczkowatą od strony promieniowej a trójgraniastą od strony łokciowej. W projekcji PA (tylno‑przedniej), która jest standardem wg zaleceń radiologicznych, kość księżycowata ma kształt takiego lekko prostokątnego, nieco „kwadratowego” cienia, położonego dokładnie nad nasadą dalszą kości łokciowej i promieniowej, ale bardziej w osi środka nadgarstka. W praktyce klinicznej bardzo ważne jest rozpoznawanie kości księżycowatej, bo to właśnie z nią wiążą się typowe patologie, jak choroba Kienböcka (martwica jałowa kości księżycowatej) czy zwichnięcia i podwichnięcia w przebiegu urazów wysokiej energii. Na prawidłowo wykonanym zdjęciu RTG w projekcji PA i bocznej ocenia się ustawienie kości księżycowatej w stosunku do kości promieniowej oraz kości główkowatej – tzw. wyrównanie promieniowo‑księżycowate i księżycowo‑główkowate. W dobrych praktykach opisowych radiolog zawsze odnosi się do kształtu i gęstości tej kości, szerokości szpar stawowych oraz ewentualnych sklerotyzacji czy złamań. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk „szukania” kości księżycowatej jako punktu orientacyjnego: najpierw odnajdujemy bliższy rząd, potem centralną kość w tym rzędzie – to zwykle bardzo ułatwia systematyczną analizę nadgarstka i zmniejsza ryzyko przeoczenia subtelnych zmian pourazowych.

Pytanie 13

Koronarografia jest radiologicznym zabiegiem diagnostycznym pozwalającym ocenić drożność

A. tętnic obwodowych.
B. żył wieńcowych.
C. żył obwodowych.
D. tętnic wieńcowych.
Prawidłowo – koronarografia służy do oceny drożności tętnic wieńcowych, czyli naczyń doprowadzających krew do mięśnia sercowego. W trakcie badania lekarz wprowadza cewnik do układu tętniczego (najczęściej przez tętnicę promieniową w nadgarstku albo udową w pachwinie) i pod kontrolą fluoroskopii kieruje go do ujść tętnic wieńcowych w aorcie. Następnie podaje środek cieniujący (kontrast jodowy), który wypełnia tętnice wieńcowe i pozwala zobaczyć ich światło na monitorze RTG w czasie rzeczywistym. Dzięki temu można dokładnie ocenić zwężenia, zamknięcia, nieregularności ściany naczynia, obecność blaszek miażdżycowych. W praktyce klinicznej koronarografia jest złotym standardem w diagnostyce choroby wieńcowej, szczególnie przy ostrych zespołach wieńcowych, niestabilnej dławicy piersiowej czy w kwalifikacji do angioplastyki wieńcowej (PCI) albo pomostowania aortalno-wieńcowego (by-passy). Co ważne, badanie ma charakter inwazyjny, ale od razu w trakcie tego samego zabiegu można wykonać leczenie – np. poszerzenie zwężonego miejsca balonikiem i wszczepienie stentu. Z mojego doświadczenia, w technice ważne jest dobre przygotowanie pacjenta (nawodnienie, ocena funkcji nerek, alergii na kontrast) oraz ścisłe przestrzeganie zasad ochrony radiologicznej, bo używa się promieniowania jonizującego i kontrastu jodowego. W pracowni hemodynamicznej standardem jest też archiwizacja obrazów w systemie PACS i dokładna dokumentacja wszystkich projekcji, żeby kardiolog mógł później porównać wyniki z kolejnymi badaniami.

Pytanie 14

Wskazaniem do wykonania scyntygrafii perfuzyjnej jest

A. ropień płuca.
B. zapalenie płuc.
C. ciężkie nadciśnienie płucne.
D. zatorowość płucna.
Prawidłowo wskazana zatorowość płucna jako główne wskazanie do scyntygrafii perfuzyjnej bardzo dobrze pokazuje zrozumienie roli medycyny nuklearnej w diagnostyce chorób układu oddechowego. Scyntygrafia perfuzyjna polega na dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej makroagregatów albuminy znakowanych technetem-99m), które zatrzymują się w naczyniach włosowatych płuc proporcjonalnie do przepływu krwi. Gammakamera rejestruje rozkład perfuzji w miąższu płucnym. W zatorowości płucnej typowym obrazem są ogniskowe ubytki gromadzenia znacznika w obszarach, gdzie doszło do zamknięcia tętnicy płucnej lub jej odgałęzień, przy jednocześnie zachowanej wentylacji (w badaniu V/Q – ventilation/perfusion). W praktyce klinicznej scyntygrafię perfuzyjną wykonuje się, gdy podejrzewa się zatorowość, a np. angio-TK klatki piersiowej jest przeciwwskazana (ciężka niewydolność nerek, alergia na jodowy środek cieniujący, ciąża) lub daje niejednoznaczny wynik. W wytycznych (np. europejskich ESC/ERS) scyntygrafia V/Q jest uznawana za równorzędną metodę obrazowania w PE, szczególnie u młodych pacjentów i kobiet w ciąży, bo wiąże się z mniejszą dawką promieniowania dla gruczołów sutkowych. Moim zdaniem w praktyce warto też pamiętać o interpretacji w kontekście obrazu klinicznego i D-dimerów, bo sama scyntygrafia nie rozwiązuje wszystkiego, ale bardzo pomaga odróżnić zator od zmian zapalnych czy przewlekłej choroby płuc. Dobrą praktyką jest łączenie perfuzji z oceną wentylacji, bo dopiero niezgodność tych dwóch map jest naprawdę charakterystyczna dla ostrej zatorowości płucnej.

Pytanie 15

Na obrazie TK nadgarstka uwidocznione jest złamanie kości

Ilustracja do pytania
A. łódeczkowatej.
B. księżycowatej.
C. haczykowatej.
D. główkowatej.
Prawidłowo wskazana została kość łódeczkowata. Na obrazie TK nadgarstka widoczna jest projekcja w płaszczyźnie czołowej, a kość łódeczkowata leży w szeregu bliższym kości nadgarstka, po stronie promieniowej, między wyrostkiem rylcowatym kości promieniowej a kością główkowatą i czworoboczną większą. W TK (tak samo jak w dobrych projekcjach RTG – PA, skośnych, czasem tzw. projekcji Stechera) zwraca się uwagę na ciągłość warstwy korowej i jednorodność struktury beleczkowej. W złamaniu kości łódeczkowatej widzimy szczelinę złamania przechodzącą przez trzon, często z niewielkim przemieszczeniem odłamów lub tylko z zatarciem zarysu korowego. Moim zdaniem to jest jedno z kluczowych złamań, które technik i lekarz radiolog powinni umieć „wyłapać”, bo kość łódeczkowata ma słabsze unaczynienie (zwłaszcza biegun bliższy) i łatwo dochodzi do jałowej martwicy, jeśli uraz zostanie przeoczony. W praktyce klinicznej TK wykonuje się najczęściej wtedy, gdy klasyczne RTG jest niejednoznaczne, a pacjent ma typowe objawy: ból w tabakierce anatomicznej, ból przy osiowym obciążeniu kciuka, ograniczenie ruchu. Dobrą praktyką jest przeglądanie obrazów w kilku płaszczyznach rekonstrukcyjnych (coronal, sagittal, axial) z cienką warstwą cięcia, bo szczelina złamania czasem jest widoczna tylko w jednej z nich. W standardach opisowych zaleca się dokładne określenie lokalizacji (biegun dalszy, trzon, biegun bliższy), stopnia przemieszczenia, ewentualnych fragmentów kostnych oraz oceny powierzchni stawowych pod kątem uszkodzeń chrzęstnych. W codziennej pracy bardzo pomaga znajomość topografii: najbardziej promieniowo i nieco dłoniowo – właśnie łódeczkowata, obok niej księżycowata, a dalej w stronę łokciową – trójgraniasta i grochowata. Im lepiej kojarzysz ten układ, tym szybciej i pewniej rozpoznajesz złamania na TK i RTG.

Pytanie 16

Na scyntygramie kości strzałkami oznaczono ogniska

Ilustracja do pytania
A. zmian zwyrodnieniowych.
B. osteoporozy.
C. przerzutów nowotworowych.
D. stanów zapalnych.
Na scyntygrafii kości wszystkie ogniska wzmożonego wychwytu radiofarmaceutyku wyglądają na pierwszy rzut oka dość podobnie – świecą jaśniej niż otaczająca kość. To często prowadzi do uproszczonego myślenia, że każda „plamka” to zwyrodnienie, zapalenie albo po prostu osteoporoza. Tymczasem kluczowe jest nie tylko to, że ognisko jest widoczne, ale przede wszystkim jego rozmieszczenie, liczba, kształt, intensywność i korelacja z obrazem klinicznym. Osteoporoza jest chorobą z uogólnionym ubytkiem masy kostnej. W scyntygrafii zwykle nie daje ona pojedynczych, ostrych ognisk typu hotspot, tylko raczej subtelne, rozlane zmiany wychwytu, a często obraz może być prawie prawidłowy. Jeśli widać wyraźne, ograniczone ogniska, to nie jest typowy obraz osteoporozy, tylko raczej zmian ogniskowych. Mylenie osteoporozy z przerzutami wynika z przenoszenia schematów z RTG na scyntygrafię, co jest dość częstym błędem. Stany zapalne kości i stawów, jak zapalenie kości (osteomyelitis) czy aktywne zapalenie stawu, rzeczywiście dają wzmożony wychwyt, ale zazwyczaj są to zmiany bardziej zlokalizowane, często jednostronne, związane z konkretnym objawem klinicznym, bólem, zaczerwienieniem. Widzimy wtedy jedno lub kilka ognisk w okolicy podejrzanej o infekcję, a nie liczne rozsiane zmiany w całym szkielecie osiowym. Podobnie zmiany zwyrodnieniowe – artroza, spondyloza – powodują podwyższony wychwyt w obrębie stawów obciążanych: kolana, biodra, kręgosłup lędźwiowy, drobne stawy rąk. Obraz jest często symetryczny, bardziej „pasujący” do miejsc mechanicznego przeciążenia. W odróżnieniu od tego, choroba przerzutowa daje wiele ognisk o różnej wielkości, rozmieszczonych w kręgosłupie, żebrach, miednicy, kościach długich, czasem w nietypowych lokalizacjach. Z mojego doświadczenia największy błąd polega na patrzeniu na jedno ognisko w oderwaniu od całej mapy wychwytu. Dobre praktyki w medycynie nuklearnej wymagają zawsze oceny globalnego wzorca oraz uwzględnienia wywiadu onkologicznego pacjenta i innych badań obrazowych. Dopiero wtedy można sensownie odróżnić zwyrodnienia czy zapalenie od zmian przerzutowych.

Pytanie 17

Rak drobnokomórkowy i rak niedrobnokomórkowy to postacie organiczne nowotworów złośliwych

A. płuc.
B. tarczycy.
C. piersi.
D. prostaty.
Określenia „rak drobnokomórkowy” i „rak niedrobnokomórkowy” są bardzo specyficzne i odnoszą się wyłącznie do raka płuca. W innych narządach, jak pierś, prostata czy tarczyca, stosuje się zupełnie inne podziały histopatologiczne i kliniczne. Typowy błąd polega na tym, że ktoś kojarzy drobnokomórkowość z ogólnym „małym” typem komórek nowotworowych i przenosi to na wszystkie narządy, co jest nieprecyzyjne i w praktyce może prowadzić do nieporozumień w zespole terapeutycznym.
W raku piersi mówimy głównie o raku przewodowym, zrazikowym, o stopniu złośliwości według Nottingham, a w praktyce klinicznej patrzymy na receptory ER, PR, HER2 oraz Ki-67. Nikt rozsądny nie klasyfikuje raka piersi jako drobnokomórkowego lub niedrobnokomórkowego, bo to po prostu nie ta nomenklatura i nie te standardy. W raku prostaty obowiązuje skala Gleasona i podział na grupy ryzyka, a podstawą jest ocena architektury gruczołów, nie wielkości pojedynczych komórek w takim sensie jak w raku płuca. Z kolei w tarczycy wyróżnia się głównie raka brodawkowatego, pęcherzykowego, rdzeniastego i anaplastycznego; tutaj znowu, cała terminologia i algorytmy leczenia są inne, oparte m.in. na jodzie promieniotwórczym i chirurgii.
Z mojego doświadczenia, kiedy ktoś myli te pojęcia, to później ma problem ze zrozumieniem, dlaczego w jednym narządzie stosuje się radioterapię w skojarzeniu z chemioterapią jako standard (np. w raku drobnokomórkowym płuca), a w innym nacisk kładzie się bardziej na leczenie chirurgiczne lub hormonalne. Dobre praktyki wymagają, żeby nazewnictwo nowotworów było precyzyjne, bo za nazwą idą konkretne schematy leczenia, sposób planowania badań obrazowych, a nawet zakres napromieniania. Dlatego przypisywanie podziału „drobnokomórkowy/niedrobnokomórkowy” do piersi, prostaty czy tarczycy jest merytorycznie błędne i niezgodne ze standardami onkologicznymi.

Pytanie 18

Który radiofarmaceutyk może zostać podany pacjentowi w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu?

A. Tc-99m HMPAO
B. Tc-99m MDP
C. I-123 NaI
D. I-131 NaI
Prawidłowo wybrany został Tc-99m HMPAO, czyli technet-99m heksametylopropylenoamina oksym. To klasyczny radiofarmaceutyk stosowany w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu, zarówno w badaniach stacjonarnych SPECT, jak i w niektórych protokołach dynamicznych. Ma on właściwości lipofilne, dzięki czemu łatwo przenika przez barierę krew–mózg i w stosunkowo krótkim czasie ulega utrwaleniu w tkance mózgowej proporcjonalnie do regionalnego przepływu krwi. Dzięki temu rozkład wychwytu Tc-99m HMPAO bardzo dobrze odzwierciedla perfuzję poszczególnych obszarów mózgu w momencie podania. W praktyce klinicznej używa się go m.in. do oceny ognisk niedokrwienia, w diagnostyce padaczki (lokalizacja ogniska padaczkowego), w ocenie otępień, a także w niektórych przypadkach urazów mózgu. Z mojego doświadczenia, przy badaniach padaczkowych bardzo ważny jest moment podania – HMPAO trzeba wstrzyknąć w trakcie napadu lub tuż po, żeby zobaczyć typowy wzrost przepływu w ognisku. Tc-99m jako znacznik ma korzystny okres półtrwania (ok. 6 godzin), emituje promieniowanie gamma o energii idealnej do gammakamery (140 keV) i daje dobrą jakość obrazów przy stosunkowo niskiej dawce dla pacjenta, co jest zgodne z zasadą ALARA w medycynie nuklearnej. W wytycznych i w praktyce większości pracowni perfuzyjna scyntygrafia mózgu kojarzy się głównie właśnie z Tc-99m HMPAO albo jego nowszym odpowiednikiem Tc-99m ECD. To są standardowe, rekomendowane radiofarmaceutyki do tego typu badań.

Pytanie 19

Które zdjęcie RTG stawu łokciowego zostało wykonane w projekcji skośnej w rotacji zewnętrznej?

A. Zdjęcie 4
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zdjęcie 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zdjęcie 1
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zdjęcie 3
Ilustracja do odpowiedzi D
Na podstawie samych obrazów bardzo łatwo pomylić projekcję skośną z klasycznym AP albo z lekkim błędem ułożenia, dlatego wiele osób wybiera nieprawidłową odpowiedź. Kluczowe jest jednak zrozumienie, jak różnią się od siebie standardowe projekcje stawu łokciowego: AP, boczna oraz skośne w rotacji zewnętrznej i wewnętrznej. Zdjęcie przypominające typowe AP będzie miało dość symetryczne odwzorowanie nadkłykcia przyśrodkowego i bocznego, a kości promieniowa i łokciowa częściowo się nakładają. Gdy ktoś wskazuje taką projekcję jako skośną w rotacji zewnętrznej, zwykle wynika to z myślenia w stylu „nie jest boczne, więc pewnie skośne”, co jest trochę zbyt uproszczone. Projekcja boczna z kolei przedstawia staw łokciowy w zgięciu około 90°, z wyraźnym profilem bloczka, wcięcia bloczkowego i głowy kości promieniowej, a kości przedramienia są ustawione jedna za drugą. Jeśli taki obraz uznaje się za skośny, to jest to efekt mylenia pojęć: boczne ≠ skośne. W projekcji skośnej nadal zachowane jest wrażenie „prawie AP”, ale z kontrolowaną rotacją kończyny. W rotacji zewnętrznej promień stopniowo „odkleja się” od kości łokciowej, a boczne struktury stawu, szczególnie głowa kości promieniowej i nadkłykieć boczny, uwidaczniają się lepiej i mniej się nakładają. Ujęcia boczne, czy też prawie idealne AP, nie spełniają tego warunku, więc nie mogą być uznane za prawidłową projekcję skośną. Typowym błędem jest też ocenianie projekcji głównie po stopniu zgięcia łokcia – tymczasem o skośności decyduje głównie rotacja, a nie sama flexja. Warto sobie wyrobić nawyk patrzenia na relacje promień–łokciowa oraz na kształt i wzajemne ustawienie kłykci kości ramiennej. Z mojego doświadczenia dopiero takie podejście naprawdę porządkuje w głowie, która projekcja jest która i dlaczego wybór innego zdjęcia niż numer 1 w tym zadaniu prowadzi do błędnej odpowiedzi.

Pytanie 20

Na obrazie TK zaznaczono zatokę

Ilustracja do pytania
A. szczękową w przekroju strzałkowym.
B. szczękową w przekroju czołowym.
C. czołową w przekroju strzałkowym.
D. czołową w przekroju czołowym.
Na przedstawionym obrazie TK widoczny jest przekrój czołowy (koronalny) przez zatoki przynosowe, a strzałka wskazuje zatokę szczękową. Świadczy o tym kilka charakterystycznych elementów. Po pierwsze, widzimy obie połowy twarzy jednocześnie – lewą i prawą – z wyraźną przegrodą nosa pośrodku, co jest typowe właśnie dla projekcji czołowej, a nie strzałkowej. Po drugie, po bokach jamy nosowej znajdują się duże, symetryczne, powietrzne przestrzenie o niskiej gęstości (ciemne na obrazie), zlokalizowane nad wyrostkiem zębodołowym szczęki – to klasyczna lokalizacja zatok szczękowych. Zatoka czołowa leżałaby znacznie wyżej, nad oczodołami i nasadą nosa, a tutaj zaznaczona struktura jest położona niżej, w typowej pozycji zatoki szczękowej. W praktyce klinicznej umiejętność odróżnienia zatoki szczękowej od czołowej w różnych płaszczyznach TK jest bardzo ważna przy ocenie zapaleń zatok, zmian polipowatych, torbieli czy urazów twarzoczaszki. Technik elektroradiolog, który prawidłowo rozpoznaje płaszczyznę obrazu (czołowa, strzałkowa, poprzeczna), łatwiej oceni, czy rekonstrukcje zostały wykonane zgodnie z zaleceniami lekarza i czy zakres badania obejmuje wszystkie kluczowe struktury. Moim zdaniem taka „orientacja w przestrzeni” na TK to jedna z podstawowych praktycznych umiejętności – przydaje się nie tylko w zatokach, ale też np. przy ocenie podstawy czaszki czy oczodołów. W standardach opisowych radiologii laryngologicznej wyraźnie podkreśla się konieczność oceny wszystkich zatok przynosowych w co najmniej dwóch płaszczyznach, więc rozpoznanie: zatoka szczękowa w przekroju czołowym – jest tutaj jak najbardziej zgodne z dobrą praktyką.

Pytanie 21

Zdjęcie którego zęba górnego zlecił na skierowaniu lekarz stomatolog?

Ilustracja do pytania
A. Prawego przedtrzonowego drugiego.
B. Prawego trzonowego pierwszego.
C. Lewego trzonowego pierwszego.
D. Lewego przedtrzonowego drugiego.
Na skierowaniu widnieje symbol „6” umieszczony w górnym kwadrancie schematu zębowego, co zgodnie z międzynarodowym systemem FDI oraz powszechnie stosowanymi schematami w stomatologii oznacza pierwszy ząb trzonowy w danym łuku. Położenie cyfry nad linią poziomą wskazuje szczękę (łuk górny), a po jej lewej stronie – lewą stronę pacjenta. Czyli patrzymy zawsze z perspektywy pacjenta, a nie osoby opisującej zdjęcie. W efekcie zapis odpowiada lewemu pierwszemu trzonowcowi w szczęce, czyli odpowiedzi: lewego trzonowego pierwszego. Moim zdaniem to jedno z podstawowych oznaczeń, które trzeba mieć „w ręku”, bo w praktyce pracowni RTG takie symbole pojawiają się na skierowaniach bardzo często, zwłaszcza od stomatologów, którzy używają uproszczonych schematów zębowych. W codziennej pracy technika elektroradiologii poprawne rozpoznanie oznaczenia zęba ma znaczenie praktyczne: ustawiamy pacjenta tak, aby interesujący ząb znalazł się w optymalnym polu promieniowania, dobieramy odpowiednią kasetę lub sensor, sprawdzamy kolimację wiązki oraz projekcję (np. zdjęcie zębowe, skrzydłowo‑zębowe czy pantomogram). Dodatkowo prawidłowe odczytanie strony (prawej/lewej) jest elementem dobrej praktyki i bezpieczeństwa pacjenta, dokładnie tak jak przy oznaczaniu projekcji w zdjęciach kości czy klatki piersiowej. Błąd strony przy zębach może skutkować powtórnym naświetlaniem, a więc niepotrzebnym zwiększeniem dawki. Dlatego w standardach jakości i procedurach pracownianych kładzie się nacisk na dokładne sprawdzenie skierowania, schematu zębowego i porównanie z jamą ustną pacjenta przed ekspozycją.

Pytanie 22

W jaki sposób należy ustawić promień centralny w stosunku do ramienia i przedramienia, by wykonać zdjęcie rentgenograficzne stawu łokciowego u pacjenta z przykurczem?

A. Prostopadle do kości promieniowej.
B. Prostopadle do kości ramiennej.
C. W dwusiecznej kąta zawartego między kasetą a kością ramienną.
D. W dwusiecznej kąta zawartego między ramieniem a przedramieniem.
W obrazowaniu stawu łokciowego z przykurczem największym wyzwaniem jest geometria. Kości nie są ustawione w typowej, podręcznikowej pozycji, więc jeśli zastosujemy „sztywne” reguły, to bardzo łatwo o zniekształcenia obrazu. Ustawienie promienia centralnego prostopadle do kości ramiennej wydaje się intuicyjne, bo ramię jest zwykle stabilniejsze i łatwiej je oprzeć na stole. Problem w tym, że wtedy przedramię pozostaje pod kątem, a staw łokciowy jest rzutowany skośnie. Powoduje to nierównomierne powiększenie i skrócenie struktur po stronie przedramienia, zaburza też ocenę powierzchni stawowych kości łokciowej i promieniowej.
Podobnie jest przy kierowaniu promienia prostopadle do kości promieniowej. Tu z kolei „faworyzujemy” przedramię, a zaniedbujemy ustawienie kości ramiennej. W efekcie część ramienna stawu jest zdeformowana projekcyjnie, pojawiają się różnice w powiększeniu i trudności w ocenie kształtu bloczka i główki kości ramiennej. Taka projekcja może być myląca przy podejrzeniu zwichnięć, podwichnięć czy zmian pourazowych w obrębie nasady dalszej kości ramiennej.
Błędne jest też podejście, w którym dwusieczną wyznacza się między kasetą a kością ramienną. Taka koncepcja czasem wynika z przeniesienia schematów z innych projekcji, gdzie rzeczywiście koryguje się kąt między wiązką a detektorem. W przypadku przykurczu łokcia kluczowy jest jednak układ ramienia względem przedramienia, a nie relacja do kasety. Jeśli skupimy się na kącie z kasetą, możemy ustawić promień w sposób, który zupełnie nie odpowiada rzeczywistemu zgięciu stawu. To prowadzi do jeszcze większych zniekształceń i często do konieczności powtórzenia zdjęcia.
Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś szuka jednej „stałej” referencji: albo kości, albo kasety, zamiast myśleć o całym układzie segmentów kończyny. Dobra praktyka w radiografii mówi jasno: przy przykurczach i niestandardowych ustawieniach należy szukać dwusiecznej kąta pomiędzy częściami ciała, które chcemy ocenić, a nie między jedną kością a detektorem. Dopiero takie podejście zapewnia możliwie równomierne odwzorowanie wszystkich elementów stawu.

Pytanie 23

Który radioizotop jest emiterem promieniowania alfa?

A. ¹⁸F
B. ²²³Ra
C. ¹³¹I
D. ⁹⁹ᵐTc
Prawidłowa odpowiedź to 223Ra, ponieważ jest to klasyczny emiter promieniowania alfa stosowany w medycynie nuklearnej, głównie w terapii izotopowej przerzutów do kości. Rad-223 emituje cząstki alfa, czyli jądra helu (2 protony + 2 neutrony). To promieniowanie ma bardzo mały zasięg w tkankach – rzędu kilku dziesiątych milimetra – ale bardzo wysoką gęstość jonizacji, czyli dużą liniową energię hamowania (wysokie LET). Dzięki temu uszkadza DNA komórek nowotworowych bardzo skutecznie, a jednocześnie relatywnie oszczędza tkanki zdrowe położone dalej. W praktyce klinicznej 223Ra wykorzystuje się np. w leczeniu przerzutów osteoblastycznych w raku prostaty. Podaje się go dożylnie jako radiofarmaceutyk, który wybiórczo gromadzi się w kościach, szczególnie w miejscach nasilonego metabolizmu kostnego. To się bardzo dobrze wpisuje w zasady medycyny nuklearnej, gdzie dobiera się izotop nie tylko pod kątem rodzaju promieniowania, ale też biokinetyki i okresu półtrwania. Z mojego doświadczenia, w technice medycznej warto zapamiętać, że emitery alfa, takie jak 223Ra, są raczej „narzędziem terapeutycznym”, a nie diagnostycznym – w przeciwieństwie do emiterów gamma czy beta+ wykorzystywanych w obrazowaniu (scyntygrafia, PET). W wytycznych i dobrych praktykach kładzie się nacisk na ścisłą kontrolę dawek i ochronę radiologiczną, bo mimo małego zasięgu w tkance, promieniowanie alfa jest bardzo niebezpieczne przy ekspozycji wewnętrznej (np. po wchłonięciu lub inhalacji). Dlatego przygotowanie, przechowywanie i podawanie 223Ra wymaga dobrze ogarniętej procedury, osobnych pomieszczeń i ścisłego przestrzegania zasad BHP w pracowni medycyny nuklearnej.

Pytanie 24

Badanie gęstości mineralnej kości metodą DXA należy wykonać

A. z bliższego końca kości strzałkowej.
B. z bliższego końca kości udowej.
C. z dalszego końca kości udowej.
D. z dalszego końca kości strzałkowej.
Prawidłowa odpowiedź „z bliższego końca kości udowej” odnosi się do standardowego miejsca pomiaru gęstości mineralnej kości (BMD) w badaniu DXA w obrębie kończyny dolnej. W praktyce klinicznej za złoty standard uznaje się pomiar w okolicy szyjki kości udowej oraz w obrębie bliższego końca kości udowej, bo to właśnie tam najczęściej dochodzi do złamań osteoporotycznych biodra. Ten rejon zawiera dużo istotnej klinicznie kości beleczkowej, która szybko reaguje na ubytek masy kostnej, leczenie czy zmiany hormonalne. Dzięki temu wynik jest czuły na wczesne zmiany osteoporotyczne i dobrze koreluje z ryzykiem złamania. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś w diagnostyce osteoporozy pamięta tylko dwa miejsca do pomiaru DXA, to powinni to być: bliższy koniec kości udowej (biodro) i odcinek lędźwiowy kręgosłupa. W zaleceniach międzynarodowych (ISCD, IOF) właśnie biodro jest kluczowym obszarem do oceny BMD, szczególnie u osób starszych. Ważne jest też prawidłowe pozycjonowanie: kończyna dolna powinna być ułożona w lekkiej rotacji wewnętrznej, tak aby szyjka kości udowej była dobrze uwidoczniona, a pomiar powtarzalny w kolejnych badaniach kontrolnych. W praktyce technik radiologii zwraca uwagę na ustawienie miednicy, symetrię, brak artefaktów (np. metalowe implanty, zagięte ubranie), bo każdy taki szczegół może zafałszować wynik T-score i Z-score. Warto też wiedzieć, że na podstawie BMD z bliższego końca kości udowej obliczane jest ryzyko złamania w kalkulatorach typu FRAX, co jeszcze bardziej podkreśla wagę tego miejsca pomiaru. Moim zdaniem to jedno z tych pytań, które dobrze utrwalają, że DXA to nie „jakiekolwiek zdjęcie kości”, tylko bardzo ściśle zdefiniowane, powtarzalne pomiary w określonych lokalizacjach anatomicznych.

Pytanie 25

Która składowa prawidłowej krzywej EKG odpowiada powolnej repolaryzacji komór mięśnia sercowego?

A. Odcinek TP
B. Załamek P
C. Odcinek ST
D. Załamek Q
Prawidłowo wskazany odcinek ST odpowiada fazie powolnej repolaryzacji komór, czyli tzw. fazie plateau potencjału czynnościowego kardiomiocytów. W klasycznej fizjologii błony komórkowej serca jest to głównie faza 2 potencjału czynnościowego komórek roboczych mięśnia komór. W tym czasie do wnętrza komór napływają wolne kanały wapniowe typu L (Ca2+), a jednocześnie część jonów potasu (K+) wypływa na zewnątrz. Bilans tych prądów powoduje, że napięcie błonowe utrzymuje się przez pewien czas na w miarę stałym poziomie – właśnie to plateau odzwierciedla się na EKG jako odcinek ST, który w warunkach prawidłowych jest izoelektryczny, czyli leży na linii izoelektrycznej.
W praktyce technika EKG bardzo mocno opiera się na ocenie odcinka ST. W standardach interpretacji (np. zalecenia ESC/ACC) analiza uniesienia lub obniżenia ST jest kluczowa w rozpoznawaniu ostrego zespołu wieńcowego z uniesieniem odcinka ST (STEMI) albo niedokrwienia podwsierdziowego. Dla technika wykonującego badanie to oznacza, że trzeba bardzo pilnować jakości zapisu: dobra przyczepność elektrod, minimalizacja artefaktów mięśniowych, właściwa filtracja. Z mojego doświadczenia, jeśli odcinek ST „pływa” przez złe uziemienie czy ruch pacjenta, lekarz może mieć realny problem z oceną, czy to prawdziwe uniesienie, czy tylko artefakt.
Warto też pamiętać, że odcinek ST analizujemy zawsze w kontekście całej krzywej – końcówki zespołu QRS i początku załamka T. Wzorzec jest taki: QRS odpowiada depolaryzacji komór, potem odcinek ST – faza powolnej repolaryzacji, a załamek T – szybsza, końcowa repolaryzacja komór. Umiejętność świadomego powiązania tych elementów z fizjologią błony komórkowej bardzo pomaga w praktycznej interpretacji zapisu i w szybkim wychwytywaniu patologii, szczególnie w dyżurach SOR czy w pracowniach diagnostyki nieinwazyjnej.

Pytanie 26

Na zamieszczonym obrazie RM nadgarstka lewego strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. haczykowatą.
B. główkowatą.
C. księżycowatą.
D. łódeczkowatą.
Na obrazie MR w projekcji czołowej strzałka wskazuje typową lokalizację kości księżycowatej (os lunatum) w szeregu bliższym nadgarstka. Kość księżycowata leży pośrodku między kością łódeczkowatą od strony promieniowej a kością trójgraniastą od strony łokciowej, bezpośrednio przylega do powierzchni stawowej dalszej nasady kości promieniowej. Na obrazach MR ma charakterystyczny, mniej więcej półksiężycowaty kształt, z wyraźnie widoczną warstwą podchrzęstną i gąbczastą strukturą w środku. W prawidłowym badaniu, takim jak na tym zdjęciu, widzimy równomierny sygnał ze szpiku kostnego i gładkie obrysy powierzchni stawowych. Z mojego doświadczenia w praktyce technika obrazowania nadgarstka bardzo ważne jest prawidłowe pozycjonowanie ręki i zastosowanie cienkich warstw w sekwencjach T1 i T2 z saturacją tłuszczu, bo dopiero wtedy szczegóły anatomii szeregu bliższego są naprawdę czytelne. Kość księżycowata ma duże znaczenie kliniczne: to właśnie ona jest najczęściej zajęta w chorobie Kienböcka (martwica jałowa), gdzie na MR obserwuje się obniżenie sygnału w T1 i obrzęk szpiku w sekwencjach T2-zależnych. Radiolog, opisując MR nadgarstka zgodnie z dobrymi praktykami, zawsze ocenia położenie i kształt lunatum pod kątem ewentualnej niestabilności nadgarstka, podwichnięcia czy konfliktu z kością promieniową. W standardach opisowych zwraca się też uwagę na szerokość szpar stawowych między łódeczkowatą, księżycowatą i główkowatą, bo ich zaburzenie może świadczyć o uszkodzeniu więzadeł międzykostnych. Umiejętność pewnego rozpoznawania kości księżycowatej na MR bardzo ułatwia dalszą orientację w złożonej anatomii nadgarstka, a później dokładne lokalizowanie zmian pourazowych i zwyrodnieniowych.

Pytanie 27

Pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego dokonuje się podczas badania

A. otoemisji akustycznych.
B. audiometrii impedancyjnej.
C. tympanometrycznego.
D. potencjałów wywołanych.
Pomieszanie pojęć przy tym pytaniu jest dość typowe, bo wszystkie wymienione badania dotyczą narządu słuchu, ale tylko jedno służy do bezpośredniego pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego. Tympanometria jest częścią audiometrii impedancyjnej i to właśnie w tym badaniu mierzymy, jak układ ucha środkowego reaguje na zmiany ciśnienia i dźwięk testowy. Pozostałe metody badają coś zupełnie innego, chociaż czasem w praktyce klinicznej są wykonywane w tym samym cyklu badań, co może wprowadzać w błąd. Otoemisje akustyczne oceniają funkcję ślimaka, a dokładniej komórek rzęsatych zewnętrznych. Mierzymy bardzo ciche dźwięki generowane przez ucho wewnętrzne w odpowiedzi na bodziec akustyczny. To świetne narzędzie do przesiewowych badań słuchu u noworodków i do oceny uszkodzeń ślimakowych, ale nie daje informacji o impedancji ucha środkowego. Co więcej, nieprawidłowości w uchu środkowym mogą wręcz „maskować” otoemisje, dlatego przed interpretacją wyniku dobrze jest znać stan ucha środkowego z tympanometrii. Potencjały wywołane (słuchowe potencjały wywołane pnia mózgu – ABR/BERA) badają przewodzenie bodźca akustycznego wzdłuż drogi słuchowej do pnia mózgu. Analizujemy zapis elektrycznej aktywności nerwu słuchowego i struktur ośrodkowego układu nerwowego w odpowiedzi na dźwięk. To badanie jest bardziej neurologiczne niż „mechaniczne” i w żaden sposób nie służy do wyznaczania impedancji akustycznej. Kolejne źródło nieporozumień to określenie „audiometria impedancyjna”. W teorii obejmuje ono właśnie tympanometrię i pomiar odruchów z mięśnia strzemiączkowego, ale w praktyce, gdy mówimy o samym pomiarze impedancji ucha środkowego, kluczowy jest termin „badanie tympanometryczne”. Jeśli w pytaniu pojawia się sformułowanie o pomiarze impedancji akustycznej, chodzi konkretnie o procedurę tympanometrii, a nie o inne testy słuchowe czy ogólne nazwy grup badań. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro wszystkie te badania są „od uszu”, to każde może mierzyć wszystko – a tak niestety nie jest. Każda metoda ma swój zakres: tympanometria – ucho środkowe i impedancja, otoemisje – ślimak, potencjały wywołane – droga nerwowa.

Pytanie 28

Świeżo wynaczyniona krew na obrazach TK głowy bez podania środka kontrastowego ukazuje się jako obszar

A. izodensyjny.
B. hipodensyjny.
C. normodensyjny.
D. hiperdensyjny.
Świeżo wynaczyniona krew w badaniu TK głowy bez podania kontrastu nie jest ani izodensyjna, ani hipodensyjna, ani „normodensyjna” w stosunku do mózgowia – i tu właśnie często pojawia się błąd w myśleniu. W ostrych stanach wielu osobom intuicyjnie wydaje się, że krew będzie miała „normalną” gęstość albo że będzie ciemniejsza, bo kojarzą to z obrazem w MR albo z innymi płynami. Tymczasem w tomografii komputerowej gęstość wyrażamy w jednostkach Hounsfielda i zależy ona w dużej mierze od zawartości wody oraz składników takich jak białka czy jony. Świeża krew, szczególnie skrzep, ma wysokie stężenie hemoglobiny i białek, a więc wyższą gęstość niż otaczająca tkanka mózgowa. Dlatego na obrazie TK jest ona hiperdensyjna, czyli jaśniejsza. Określenia typu „izodensyjny” czy „normodensyjny” sugerują, że gęstość jest zbliżona do otaczających struktur mózgowia. Tak dzieje się dopiero w fazie podostrej, gdy krew zaczyna się rozpadać, zmienia się zawartość wody i dochodzi do przebudowy ogniska krwotocznego. Wtedy rzeczywiście może być problem z odróżnieniem krwiaka od mózgu, bo robi się on izodensyjny. Jeszcze później, w fazie przewlekłej, krwiak często staje się hipodensyjny, czyli ciemniejszy niż mózgowie, przez dominującą zawartość płynu. Mylenie tych faz jest bardzo typowym błędem: ktoś pamięta, że „stary krwiak jest ciemny”, i błędnie przenosi to na fazę ostrą. Dodatkowo zamieszanie wprowadza fakt, że obrzęk mózgu wokół krwotoku jest hipodensyjny, więc część osób kojarzy krwawienie z „ciemnym obszarem”, nie rozróżniając samego skrzepu od otaczającego obrzęku. W dobrej praktyce diagnostyki obrazowej zawsze trzeba myśleć dynamicznie: jaka jest faza krwawienia, jakie są typowe wartości HU i jak to będzie wyglądało na monitorze. Z mojego doświadczenia, jeśli w głowie pojawia się wątpliwość „ciemne czy jasne?”, to dla świeżej krwi w TK głowy bez kontrastu odpowiedź powinna automatycznie brzmieć: jasne, czyli hiperdensyjne.

Pytanie 29

Na zamieszczonym obrazie TK strzałką zaznaczono zatokę

Ilustracja do pytania
A. czołową w przekroju strzałkowym.
B. szczękową w przekroju czołowym.
C. szczękową w przekroju strzałkowym.
D. czołową w przekroju czołowym.
Na obrazie TK widzisz klasyczny przekrój czołowy (koronalny) przez okolice zatok przynosowych. Świadczy o tym układ struktur: symetrycznie położone oczodoły po obu stronach, przegroda nosa biegnąca pionowo pośrodku oraz charakterystyczny kształt małżowin nosowych. Strzałka wskazuje dużą, powietrzną jamę położoną bocznie i nieco poniżej jamy nosowej – to właśnie zatoka szczękowa. Zatoki czołowe leżałyby znacznie wyżej, nad oczodołami, w obrębie kości czołowej, a tutaj ich po prostu nie widać. W praktyce technik i lekarz radiolog muszą bardzo dobrze rozpoznawać takie przekroje, bo od poprawnej identyfikacji zależy opis zmian zapalnych, torbieli, polipów czy poziomów płynu. W badaniach TK zatok standardem jest wykonywanie serii przekrojów koronalnych, bo najlepiej pokazują drożność kompleksu ujściowo-przewodowego i relacje między zatoką szczękową a jamą nosową. Moim zdaniem warto się „oswoić” z obrazem tej zatoki: położenie bocznie od jamy nosowej, cienka kostna ściana dolna sąsiadująca z korzeniami zębów trzonowych i przedtrzonowych, przyśrodkowa ściana granicząca z małżowinami nosowymi. W praktyce laryngologicznej i stomatologicznej to ma duże znaczenie – np. przy planowaniu podniesienia dna zatoki, implantów czy ocenie powikłań zapaleń okołowierzchołkowych. Dobre rozpoznanie, że jest to zatoka szczękowa w przekroju czołowym, jest więc zgodne z typowym standardem interpretacji badań TK zatok i pokazuje, że prawidłowo orientujesz się w anatomii w obrazowaniu.

Pytanie 30

W badaniu EKG różnice potencjałów pomiędzy lewym podudziem a lewym przedramieniem rejestruje odprowadzenie

A. aVR
B. aVL
C. I
D. III
Prawidłowo wskazane odprowadzenie III rejestruje różnicę potencjałów między lewym podudziem (elektroda na nodze lewej – LL) a lewym przedramieniem (elektroda na ręce lewej – LA). W klasycznym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Zgodnie ze standardem Einthovena: odprowadzenie I zapisuje różnicę potencjałów między prawym przedramieniem (RA) a lewym przedramieniem (LA), odprowadzenie II – między RA a lewym podudziem (LL), a właśnie odprowadzenie III – między LA a LL. Czyli w uproszczeniu: III = LL – LA. To dokładnie odpowiada treści pytania. W praktyce klinicznej znajomość tej konfiguracji jest bardzo ważna, bo ułatwia rozumienie tzw. trójkąta Einthovena i zależności między odprowadzeniami. Można np. korzystać z zależności I + III = II do kontroli jakości zapisu – jeśli suma wektorowa się „nie zgadza”, to często oznacza źle założone elektrody albo artefakty. Moim zdaniem technik, który automatycznie kojarzy, z których elektrod składa się każde odprowadzenie, ma dużo łatwiej przy rozwiązywaniu problemów typu: „dziwnie odwrócone załamki P” czy „nagle ujemny QRS w I”. Wtedy można podejrzewać zamianę elektrod RA/LA albo LA/LL. W codziennej pracy, gdy zakładasz elektrody, warto sobie w głowie odtwarzać, że LL zawsze „wchodzi” w II i III, LA w I i III, a RA w I i II. To naprawdę pomaga w świadomym wykonywaniu badania, a nie tylko „podpinaniu kabelków”.

Pytanie 31

W systemie międzynarodowym czwarty górny ząb mleczny po stronie prawej oznacza się symbolem

A. 14
B. 24
C. 54
D. 84
Prawidłowa odpowiedź 54 wynika z zasad międzynarodowego systemu oznaczania zębów mlecznych (system FDI/ISO 3950). W uzębieniu mlecznym pierwszy numer oznacza ćwiartkę łuku zębowego, a drugi konkretny ząb w tej ćwiartce, liczony od linii pośrodkowej. Dla zębów mlecznych ćwiartki oznaczamy cyframi 5–8: 5 – górny prawy, 6 – górny lewy, 7 – dolny lewy, 8 – dolny prawy. Skoro pytanie dotyczy czwartego górnego zęba mlecznego po stronie prawej, to: górny prawy łuk mleczny to ćwiartka „5”, a czwarty ząb mleczny w tej ćwiartce ma numer „4”. Razem daje to symbol 54. W praktyce jest to drugi trzonowiec mleczny w szczęce po stronie prawej. W gabinecie stomatologicznym takie oznaczenie stosuje się w kartach pacjenta, opisach zdjęć RTG, przy planowaniu leczenia zachowawczego czy protetycznego. Moim zdaniem warto od razu kojarzyć: 51–52–53–54–55 to komplet mlecznych zębów w górnej prawej ćwiartce, od siekacza przyśrodkowego do drugiego trzonowca. W diagnostyce radiologicznej poprawne oznaczenie ma duże znaczenie, bo pozwala uniknąć pomyłek, np. przy opisie próchnicy, zawiązków zębów stałych czy przy kwalifikacji do ekstrakcji. W standardach FDI przyjmuje się, że ten system jest uniwersalny, dlatego dobrze go mieć „w ręku”, bo jest stosowany w dokumentacji międzynarodowej, w programach komputerowych (PACS, systemy stomatologiczne) i w wymianie danych między placówkami.

Pytanie 32

Za wyrównanie ciśnienia między uchem środkowym a otoczeniem odpowiada

A. narząd Cortiego.
B. błona bębenkowa.
C. trąbka słuchowa.
D. przewód słuchowy.
W tym pytaniu łatwo się złapać na skojarzeniach z ogólną budową ucha i funkcją słyszenia, a umknąć temu, co jest naprawdę kluczowe: chodzi konkretnie o wyrównywanie ciśnienia między uchem środkowym a otoczeniem. Za to zadanie odpowiada wyłącznie trąbka słuchowa, czyli przewód łączący jamę bębenkową z nosową częścią gardła. Pozostałe struktury z odpowiedzi pełnią inne, też ważne funkcje, ale nie mają realnego wpływu na aktywne wyrównywanie ciśnienia. Narząd Cortiego znajduje się w ślimaku w uchu wewnętrznym i jest wyspecjalizowanym receptorem zmysłu słuchu. Zawiera komórki rzęsate, które przetwarzają drgania mechaniczne na impulsy nerwowe przewodzone nerwem ślimakowym do ośrodkowego układu nerwowego. Można powiedzieć, że to „serce” percepcji dźwięku, ale nie ma on kontaktu z jamą bębenkową ani z gardłem, więc nie uczestniczy w regulacji ciśnienia. Błona bębenkowa z kolei oddziela przewód słuchowy zewnętrzny od jamy bębenkowej i drga pod wpływem fal dźwiękowych. Jest elastyczna, ale sama z siebie nie wyrównuje ciśnienia – ona tylko reaguje na różnicę ciśnień, co objawia się bólem lub uczuciem rozpierania, gdy trąbka słuchowa nie działa prawidłowo. Przewód słuchowy zewnętrzny jest kanałem doprowadzającym fale dźwiękowe do błony bębenkowej i ma funkcję ochronną (małżowina, woskowina, zagięcie kanału), ale kończy się ślepo na błonie bębenkowej, więc nie ma żadnego połączenia z gardłem ani możliwością regulowania ciśnienia w uchu środkowym. Typowym błędem myślowym jest mylenie funkcji struktur „centralnych” w uchu zewnętrznym i środkowym: skoro błona bębenkowa jest na granicy i reaguje na ciśnienie, to bywa błędnie uznawana za element wyrównujący ciśnienie. W rzeczywistości to trąbka słuchowa doprowadza powietrze i wyrównuje gradient, a błona tylko pokazuje, że coś jest nie tak. W diagnostyce audiologicznej i badaniach typu tympanometria właśnie ocena ciśnienia w uchu środkowym i pośrednio drożności trąbki słuchowej jest jednym ze standardów postępowania, więc warto mieć to klarownie poukładane, bo potem przekłada się to na prawidłową interpretację wyników i współpracę z laryngologiem.

Pytanie 33

Obrazy MR kręgosłupa szyjnego przedstawiają etap planowania badania warstw

Ilustracja do pytania
A. czołowych.
B. strzałkowych.
C. skośnych.
D. osiowych.
Prawidłowo wskazana została projekcja czołowa, czyli planowanie warstw w płaszczyźnie czołowej (coronal) dla odcinka szyjnego kręgosłupa. Na załączonych obrazach MR widać typową sytuację z konsoli technika: po lewej i w środku obrazy referencyjne w innych płaszczyznach, na których nakładane są linie cięcia, a po prawej – efekt planowania serii czołowej. W rezonansie magnetycznym planowanie zawsze opiera się na trzech podstawowych płaszczyznach anatomicznych: strzałkowej, czołowej i poprzecznej (osiowej). Dla kręgosłupa szyjnego, zgodnie z zaleceniami producentów aparatów MR i wytycznymi towarzystw radiologicznych, standardowy zestaw sekwencji obejmuje co najmniej T1 i T2 w płaszczyźnie strzałkowej oraz sekwencje T2 lub STIR w płaszczyźnie czołowej, często również uzupełnione o warstwy osiowe. W praktyce klinicznej planowanie coronal dla szyi i kręgosłupa szyjnego pozwala ocenić symetrię struktur okołokręgosłupowych, korzenie nerwowe, stawy międzykręgowe, a także położenie kręgosłupa względem tkanek miękkich szyi. Moim zdaniem to właśnie w tej płaszczyźnie najłatwiej wychwycić boczne skrzywienia i asymetrię przestrzeni międzykręgowych. Dobrą praktyką jest ustawienie warstw czołowych równolegle do osi długiej kręgosłupa szyjnego, tak aby objąć od podstawy czaszki do górnego odcinka piersiowego. Widać to na obrazie – linie cięcia są prowadzone równolegle, obejmując cały interesujący nas obszar, co zapewnia równomierne pokrycie anatomii i poprawia jakość diagnostyczną badania.

Pytanie 34

W ułożeniu do rentgenografii AP stawu kolanowego promień główny pada

A. prostopadle na podstawę rzepki.
B. pod kątem 30° na podstawę rzepki.
C. pod kątem 30° na wierzchołek rzepki.
D. prostopadle na wierzchołek rzepki.
Prawidłowe ułożenie do projekcji AP stawu kolanowego zakłada, że promień główny pada prostopadle na wierzchołek rzepki. Chodzi o to, żeby centralna wiązka przechodziła przez oś stawu kolanowego, mniej więcej na poziomie szpary stawowej, a punktem orientacyjnym na skórze jest właśnie wierzchołek rzepki. Przy takim ustawieniu unikamy sztucznego wydłużenia lub skrócenia struktur kostnych, a odwzorowanie szpary stawowej jest możliwie najbardziej zbliżone do rzeczywistości anatomicznej. W standardach opisów projekcji AP kolana podkreśla się, że promień powinien być prostopadły do kasety i do płaszczyzny stawu, bez dodatkowej angulacji, chyba że mamy szczególne wskazania (np. ocena określonych powierzchni stawowych lub pacjent z deformacją osi kończyny). W praktyce technik ustawia pacjenta w pozycji leżącej na plecach lub stojącej, kończyna dolna wyprostowana, rzepka skierowana do przodu, a kaseta pod kolanem. Centralny promień kieruje dokładnie na wierzchołek rzepki – to jest wygodny, łatwy do znalezienia punkt orientacyjny, który dobrze pokrywa się z osią stawu. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć: AP kolana – prostopadle – wierzchołek rzepki. Dzięki temu uzyskujemy poprawną ocenę przynasad kości udowej i piszczeli, szerokości szpary stawowej, ewentualnych zwężeń w chorobie zwyrodnieniowej, ustawienia rzepki względem bloczka kości udowej. To ma bezpośrednie przełożenie na jakość diagnostyki, bo ortopeda czy radiolog od razu widzi, czy obraz jest wykonany zgodnie z zasadami, czy coś jest zniekształcone przez złe pozycjonowanie.

Pytanie 35

Na przedstawionym scyntygramie ukazano duży obszar

Ilustracja do pytania
A. wzmożonego wychwytu znacznika w lewym stawie kolanowym.
B. wzmożonego wychwytu znacznika w prawym stawie kolanowym.
C. zmniejszonego wychwytu znacznika w prawym stawie kolanowym.
D. zmniejszonego wychwytu znacznika w lewym stawie kolanowym.
Na tym scyntygramie prawidłowo rozpoznałeś obszar wzmożonego wychwytu znacznika w lewym stawie kolanowym. W badaniach medycyny nuklearnej trzeba pamiętać, że ogniska o większej aktywności radioznacznika (tzw. „hot spoty”) są na obrazie ciemniejsze lub intensywniej wysycone, bo rejestrujemy tam większą liczbę zliczeń z gammakamery. W scyntygrafii kości z użyciem 99mTc-MDP lub podobnych fosfonianów taki wzmożony wychwyt zwykle świadczy o zwiększonym metabolizmie kostnym: procesie zapalnym, przeciążeniu, złamaniu przeciążeniowym, zmianie nowotworowej czy aktywnych zmianach zwyrodnieniowych. Kluczowe jest też prawidłowe rozpoznanie strony – lewy/prawy – na podstawie oznaczeń projekcji (AP, PA) oraz standardowego ułożenia pacjenta. W dobrych praktykach opisowych zawsze weryfikuje się markery strony, podpisy projekcji i porównuje symetryczne struktury, żeby uniknąć pomylenia kolan. Moim zdaniem to jedno z częstszych potknięć na początku nauki. W codziennej pracy technika i lekarza medycyny nuklearnej ważne jest też, by oceniać nie tylko samo ognisko, ale i tło, czyli aktywność w sąsiednich kościach i tkankach miękkich, bo to pomaga odróżnić zmiany ogniskowe od artefaktów (np. ruch pacjenta, zanieczyszczenie znacznikiem). W tym przypadku wyraźne, dobrze ograniczone, asymetryczne zwiększenie gromadzenia znacznika w obrębie lewego stawu kolanowego bardzo jednoznacznie wskazuje na lokalny patologiczny proces kostny lub okołokostny po tej właśnie stronie. Takie obrazy w praktyce często kojarzą się z aktywną gonartrozą, zmianami pourazowymi albo ogniskiem przerzutowym – dalsza diagnostyka zależy już od obrazu klinicznego i innych badań obrazowych.

Pytanie 36

W jakiej projekcji i pod jakim kątem padania promienia centralnego został wykonany radiogram obojczyka?

Ilustracja do pytania
A. W projekcji AP i skośnym dołgłowowo kącie padania promienia centralnego.
B. W projekcji AP i prostopadłym kącie padania promienia centralnego.
C. W projekcji AP i skośnym doogonowo kącie padania promienia centralnego.
D. W projekcji PA i prostopadłym kącie padania promienia centralnego.
W radiografii obojczyka kluczowe jest zrozumienie, po co w ogóle stosuje się różne kąty padania promienia centralnego. Intuicyjnie wiele osób zakłada, że wystarczy zwykła projekcja AP lub PA z promieniem prostopadłym, bo przecież kość leży stosunkowo płytko. To jednak typowy błąd myślowy – przy padaniu prostopadłym obojczyk nakłada się na żebra, łopatkę i górną część klatki piersiowej, przez co drobne szczeliny złamań mogą być zupełnie niewidoczne albo mocno zamaskowane. Odpowiedź z projekcją AP i promieniem prostopadłym opisuje właśnie taki zbyt „podstawowy” wariant. On ma swoje miejsce, jako zdjęcie przeglądowe, ale nie odpowiada obrazowi, na którym obojczyk jest wyraźnie wyciągnięty ponad tło żeber. Podobnie projekcja PA z prostopadłym promieniem centralnym jest w rutynowej praktyce zdecydowanie rzadziej stosowana do obojczyka. Ułożenie pacjenta tyłem do lampy i przodem do detektora przy obojczyku nie daje żadnej istotnej przewagi diagnostycznej, a często jest mniej wygodne przy urazach barku. Dlatego większość zaleceń i podręczników technik obrazowania promuje raczej układ AP niż PA. Problematyczne jest też założenie, że wystarczy dowolny skośny kąt – stąd myląca odpowiedź ze skośnym doogonowym nachyleniem promienia. Kąt doogonowy powoduje „opuszczenie” obojczyka w cień żeber, czyli dokładnie odwrotny efekt niż chcemy uzyskać. Z mojego doświadczenia to częsty błąd: ktoś pamięta, że ma być kąt skośny, ale myli kierunek – do głowy zamiast do ogona. Tymczasem celem jest uniesienie cienia obojczyka, a to uzyskujemy tylko przy nachyleniu dołgłowowym w projekcji AP. Dobre zrozumienie geometrii wiązki i nakładania się struktur anatomicznych jest tutaj ważniejsze niż samo „wkuwanie” nazwy projekcji, bo potem łatwiej samodzielnie dobrać kąt do konkretnego pacjenta i sytuacji klinicznej.

Pytanie 37

Który radioizotop jest stosowany w diagnostyce i terapii raka tarczycy?

A. ²²³Ra
B. ¹³¹I
C. ¹⁸⁶Re
D. ¹³³Xe
Prawidłowo wskazany radioizotop to 131I, czyli jod-131. To jest klasyk w medycynie nuklearnej, szczególnie w diagnostyce i leczeniu chorób tarczycy. Tarczyca fizjologicznie wychwytuje jod z krwi, bo używa go do produkcji hormonów T3 i T4. Dzięki temu, jeśli podamy pacjentowi radioaktywny jod w formie radiofarmaceutyku, gruczoł tarczowy „sam” go zbierze. To bardzo wygodne i jednocześnie dość selektywne narzędzie. W diagnostyce stosuje się mniejsze dawki 131I do scyntygrafii tarczycy – gammakamera rejestruje promieniowanie gamma emitowane przez izotop, co pozwala ocenić rozmieszczenie czynnej tkanki tarczycowej, obecność guzków, pozostałości po tyreoidektomii. W terapii raka zróżnicowanego tarczycy (np. rak brodawkowaty, pęcherzykowy) wykorzystuje się znacznie wyższe dawki, zgodnie z wytycznymi medycyny nuklearnej i onkologii, żeby zniszczyć komórki nowotworowe wychwytujące jod. To tzw. ablacja resztek tarczycy lub leczenie ognisk przerzutowych. Moim zdaniem to bardzo elegancki przykład terapii celowanej: promieniowanie beta z 131I działa lokalnie, uszkadzając DNA komórek tarczycowych, a promieniowanie gamma umożliwia jednocześnie kontrolę rozkładu dawki na obrazach scyntygraficznych. W praktyce technik medycyny nuklearnej musi pamiętać o przygotowaniu pacjenta (dieta ubogojodowa, odstawienie tyreostatyków, czasem rekombinowane TSH), o zasadach ochrony radiologicznej po podaniu izotopu oraz o poprawnej kalibracji dawkomierza i gammakamery. W większości ośrodków jest to procedura bardzo dobrze wystandaryzowana, oparta na rekomendacjach towarzystw medycyny nuklearnej i onkologii endokrynologicznej.

Pytanie 38

Glukoza podawana pacjentowi w badaniu PET jest znakowana radioaktywnym

A. fosforem.
B. technetem.
C. torem.
D. fluorem.
W medycynie nuklearnej dobór właściwego radionuklidu do konkretnej procedury jest absolutnie kluczowy. W PET nie wystarczy, że pierwiastek jest radioaktywny; musi emitować pozytony o odpowiedniej energii, mieć dopasowany okres półtrwania i dać się wbudować w cząsteczkę biologicznie aktywną. Dlatego w przypadku obrazowania metabolizmu glukozy stosuje się fluor-18, a nie tor, fosfor czy technet. Tor kojarzy się niektórym z promieniotwórczością, ale w diagnostyce obrazowej praktycznie się go nie używa. Jego izotopy mają niekorzystne właściwości fizyczne i radiotoksykologiczne, a do tego nie ma uzasadnionych klinicznie radiofarmaceutyków z torem do rutynowych badań PET. To raczej temat badań specjalistycznych, głównie w kontekście terapii, a nie obrazowania metabolizmu glukozy. Fosfor rzeczywiście jest ważnym pierwiastkiem w biologii, a izotop 32P bywa używany w badaniach naukowych czy w niektórych terapiach, ale nie jest emiterem pozytonów stosowanym w klasycznym PET. Można spotkać go w kontekście terapii izotopowej, jednak nie jako znacznik glukozy. W PET do znakowania związków metabolicznych używa się głównie izotopów takich jak 18F, 11C, 13N czy 15O, właśnie ze względu na ich właściwości fizyczne. Technet-99m jest natomiast bardzo popularny w scyntygrafii planarne i SPECT, ale to emiter promieniowania gamma, a nie pozytonów. Świetnie sprawdza się w badaniach kości, perfuzji mięśnia sercowego czy nerek, jednak nie nadaje się do PET. Typowym błędem jest wrzucanie „wszystkich radioizotopów” do jednego worka – że jak coś jest promieniotwórcze, to można to podać i zobaczyć na każdym urządzeniu. W praktyce każdy tryb obrazowania (SPECT, PET, RTG) wymaga ściśle określonych energii i typów promieniowania. Właśnie dlatego glukoza w PET musi być znakowana fluorem-18, a nie dowolnym innym pierwiastkiem radioaktywnym.

Pytanie 39

Na radiogramie stopy uwidocznione jest złamanie trzonu

Ilustracja do pytania
A. paliczka bliższego palca III.
B. II kości śródstopia.
C. III kości śródstopia.
D. paliczka bliższego palca II.
Prawidłowo wskazana została III kość śródstopia – na radiogramie w projekcji grzbietowo‑podeszwowej widać wyraźne przerwanie ciągłości zarysu jej trzonu. Trzon kości śródstopia ma kształt wydłużony, lekko zwężony w części środkowej, z wyraźnie zaznaczonymi nasadami bliższą i dalszą. Na zdjęciu linia złamania przebiega w obrębie tej środkowej części trzeciej kości licząc od strony przyśrodkowej stopy (czyli po palcach: I, II, III…). W standardowej ocenie RTG stopy zawsze zaczyna się od identyfikacji osi – paluch to I promień, dalej II, III, IV i V. W praktyce technika radiologii powinna nawykowo „liczyć” kości od strony przyśrodkowej, bo pomyłki między II a III kością są bardzo częste, szczególnie gdy złamanie jest w trzonie, a kości leżą blisko siebie. Moim zdaniem dobrą praktyką jest porównywanie szerokości przynasad i ustawienia stawów śródstopno‑paliczkowych – to pomaga nie pomylić segmentów. W codziennej pracy, przy opisie zdjęć urazowych, zawsze trzeba podać dokładną lokalizację: numer kości śródstopia, część (głowa, trzon, podstawa) oraz ewentualne przemieszczenie lub odchylenie osi. Ma to znaczenie dla ortopedy przy doborze leczenia – inaczej postępuje się przy złamaniu trzonu III kości śródstopia, a inaczej np. przy złamaniu podstawy V kości śródstopia (typowe złamanie awulsyjne). W dobrych standardach diagnostyki obrazowej, jeśli linia złamania jest wątpliwa, wykonuje się dodatkową projekcję skośną lub porównawczą, ale tutaj obraz trzonu III kości śródstopia jest dosyć jednoznaczny. Warto też pamiętać, że ocena trzonów śródstopia wymaga odpowiedniej ekspozycji – zbyt twarde zdjęcie „gubi” drobne linie złamań, a zbyt miękkie daje zlewanie się struktur. Z mojego doświadczenia takie złamania, jak na tym obrazie, często są efektem urazu skrętnego lub urazu sportowego i dobrze korelują z bólem uciskowym dokładnie nad trzecim promieniem śródstopia.

Pytanie 40

Miejscem wykonania pomiaru densytometrycznego z kości przedramienia jest

A. koniec dalszy kości promieniowej strony niedominującej.
B. koniec dalszy kości promieniowej strony dominującej.
C. środek trzonu kości promieniowej strony niedominującej.
D. środek trzonu kości promieniowej strony dominującej.
W densytometrii obwodowej wybór miejsca pomiaru nie jest przypadkowy, tylko wynika z anatomii, biomechaniki i zaleceń towarzystw zajmujących się diagnostyką osteoporozy. Wiele osób intuicyjnie wskazuje stronę dominującą, bo wydaje im się, że to ona lepiej „pokazuje stan kości”, bo jest bardziej obciążana. To typowy błąd myślowy: większe obciążenie mechaniczne zwykle sprzyja raczej zachowaniu lub nawet nieznacznemu zwiększeniu gęstości mineralnej kości, więc wynik z ręki dominującej może być sztucznie zawyżony i mniej reprezentatywny dla reszty szkieletu. Dlatego nie zaleca się wykonywania pomiaru na końcu dalszym kości promieniowej strony dominującej. Podobnie mylące jest koncentrowanie się na trzonie kości promieniowej, czy to po stronie dominującej, czy niedominującej. Trzon (część korowa) zawiera głównie kość zbita, która jest zdecydowanie mniej czuła na wczesną utratę masy kostnej niż kość beleczkowa obecna w nasadach. W osteoporozie zmiany najszybciej pojawiają się właśnie w kości beleczkowej, dlatego koniec dalszy kości promieniowej jest miejscem preferowanym. Środek trzonu, choć technicznie można tam zmierzyć gęstość, nie jest standardowym punktem pomiarowym i nie znajduje odzwierciedlenia w opracowanych normach i tabelach referencyjnych. Bez takich norm wynik jest mało użyteczny klinicznie. Z punktu widzenia dobrych praktyk ważne jest też, żeby miejsce pomiaru było powtarzalne między kolejnymi badaniami oraz dobrze opisane w protokołach producentów densytometrów. Te protokoły jednoznacznie wskazują dalszą nasadę kości promieniowej po stronie niedominującej. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: nasada, nie trzon, i strona niedominująca, nie dominująca. Trzymanie się tych standardów sprawia, że wyniki są porównywalne między ośrodkami i naprawdę przydatne w monitorowaniu terapii osteoporozy.