Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 8 czerwca 2026 12:13
  • Data zakończenia: 8 czerwca 2026 12:32

Egzamin zdany!

Wynik: 32/40 punktów (80,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Który obraz MR mózgu został wykonany w sekwencji DWI?

A. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany został Obraz 2, ponieważ ma on typowe cechy sekwencji DWI (Diffusion Weighted Imaging). W DWI tło mózgowia jest stosunkowo jednorodne i dość ciemne, natomiast ogniska z ograniczoną dyfuzją wody (np. świeży udar niedokrwienny, ropień, niektóre guzy o dużej komórkowości) są bardzo jasne, wręcz „świecące”. Charakterystyczny jest też nieco gorszy kontrast anatomiczny niż w klasycznych sekwencjach T1- czy T2-zależnych oraz częste zniekształcenia geometryczne obrazu wynikające z użycia sekwencji echo-planar (EPI). Moim zdaniem, to właśnie to ziarniste tło, wysoki sygnał w patologii i specyficzny wygląd kory i jąder podstawy najbardziej „zdradzają”, że patrzymy na DWI. W praktyce klinicznej DWI jest złotym standardem w diagnostyce ostrego udaru – zgodnie z aktualnymi wytycznymi neurologicznymi i neuroradiologicznymi to ta sekwencja pozwala najwcześniej wychwycić niedokrwienie, często już po kilkunastu minutach od początku objawów, kiedy TK bywa jeszcze prawidłowa. Dodatkowo stosuje się ją do różnicowania zmian naczyniopochodnych z przewlekłymi leukopatiami, do oceny ropni (ograniczona dyfuzja w ropnym materiale) oraz w onkologii, gdzie współczynnik dyfuzji (ADC) pomaga ocenić złośliwość guza i odpowiedź na leczenie. W dobrze wykonanym badaniu MR mózgu w trybie ostrego dyżuru DWI jest zawsze w pakiecie podstawowym, obok sekwencji T2, FLAIR i często angiografii MR. Z mojego doświadczenia technicy, którzy szybko „łapią” charakterystyczny wygląd DWI, znacznie sprawniej wstępnie oceniają badanie jeszcze na konsoli, co w udarze realnie skraca czas do decyzji terapeutycznej.

Pytanie 2

Do prób aktywacyjnych stosowanych w badaniu EEG zalicza się

A. otwieranie i zamykanie ust.
B. próbę hipowentylacyjną.
C. rytmiczne błyski świetlne.
D. wstrzymanie oddechu.
W badaniu EEG bardzo łatwo pomylić różne polecenia wydawane pacjentowi z tak zwanymi próbami aktywacyjnymi. Wiele osób zakłada, że skoro coś zmienia stan fizjologiczny, to automatycznie jest to próba aktywacyjna, ale w EEG obowiązują dość konkretne standardy. Klasyczne próby aktywacyjne to przede wszystkim hiperwentylacja oraz rytmiczna stymulacja świetlna. Ich celem jest zwiększenie szansy ujawnienia zmian napadowych lub innych nieprawidłowości w zapisie. Wstrzymanie oddechu nie jest typową próbą aktywacyjną w EEG. Może mieć znaczenie w innych badaniach fizjologicznych czy obrazowych, na przykład w rezonansie magnetycznym klatki piersiowej lub w USG jamy brzusznej, gdzie chodzi o ograniczenie ruchów oddechowych. W EEG standardowo stosuje się odwrotną koncepcję – hiperwentylację, czyli pogłębione, przyspieszone oddychanie przez kilka minut, co zmienia równowagę gazową we krwi i może prowokować wyładowania padaczkowe. Z tego powodu pojęcie „próba hipowentylacyjna” w EEG jest merytorycznie chybione, bo nie występuje w zaleceniach ani podręcznikach jako element protokołu. Otwieranie i zamykanie ust także nie jest próbą aktywacyjną. Czasem prosi się pacjenta o otwarcie i zamknięcie oczu, bo to wywołuje charakterystyczną reakcję w rytmie alfa, co pomaga ocenić reaktivność zapisu. Ruchy ust, żucie czy mówienie zazwyczaj są wręcz niepożądane, bo generują artefakty mięśniowe i utrudniają interpretację zapisu. Typowym błędem myślowym jest tu mieszanie ogólnych poleceń porządkowych dla pacjenta z procedurami mającymi konkretny, udokumentowany wpływ na zapis EEG. W dobrze prowadzonej pracowni technik trzyma się ustalonych protokołów: zapis spoczynkowy, otwieranie/zamykanie oczu, hiperwentylacja, fotostymulacja. Wszystko inne traktuje się albo jako źródło artefaktów, albo jako element komfortu pacjenta, a nie jako formalną próbę aktywacyjną. Dlatego jedynie rytmiczne błyski świetlne spełniają tu kryteria właściwej odpowiedzi.

Pytanie 3

W audiometrii badanie polegające na maskowaniu (zagłuszaniu) tonów szumem białym to próba

A. Rinnego.
B. Langenbecka.
C. Fowlera.
D. Webera.
W tym pytaniu haczyk polega na tym, że większość znanych prób słuchowych kojarzy się raczej z kamertonami niż z nowoczesną audiometrią i łatwo wrzucić wszystko do jednego worka. Próba Langenbecka odnosi się do audiometrii z użyciem maskowania szumem białym, natomiast Rinnego, Webera i Fowlera to zupełnie inne koncepcje diagnostyczne, oparte głównie na badaniach kamertonowych lub ocenie lateralizacji dźwięku. W praktyce klinicznej próba Rinnego służy do porównania przewodnictwa powietrznego z kostnym, czyli pomaga odróżnić niedosłuch przewodzeniowy od odbiorczego. Wykorzystuje się kamerton przyłożony do wyrostka sutkowatego, a potem przed małżowinę uszną. Nie ma tam żadnego maskowania szumem białym – to bardzo prosta, przyłóż–zabierz, zapytaj pacjenta metoda, dobra do szybkiego badania przyłóżkowego, ale nie do precyzyjnego różnicowania za pomocą szumu. Próba Webera to z kolei ocena lateralizacji dźwięku kamertonu ustawionego na linii pośrodkowej (np. na czole). Służy do sprawdzenia, do którego ucha dźwięk się „przesuwa” i w ten sposób pomaga wstępnie określić typ ubytku. Znowu – zero maskowania szumem białym, żadnych głośników z szumem, tylko przewodnictwo kostne i subiektywne odczucie pacjenta. Próba Fowlera, chociaż już bliższa nowoczesnej audiometrii, dotyczy wyrównania głośności w obu uszach i jest stosowana głównie w diagnostyce tzw. rekrutacji słuchowej przy niedosłuchu odbiorczym. Tam manipuluje się poziomami tonów, ale nie maskuje się ich szumem białym w klasycznym rozumieniu próby Langenbecka. Typowy błąd polega na tym, że jeśli ktoś kojarzy jakiekolwiek badanie słuchu z nazwiskiem, automatycznie zakłada, że musi chodzić o znaną próbę Rinnego albo Webera, bo o nich najczęściej się mówi w szkole. Tymczasem maskowanie szumem białym to domena audiometrii tonalnej i jest ściśle opisane w zaleceniach dotyczących badań słuchu – określa się poziom szumu, rodzaj (biały, wąskopasmowy), ucho maskowane i dokładne kryteria, kiedy należy je stosować. Dobre praktyki w diagnostyce słuchu wymagają, żeby rozumieć różnicę między prostymi próbami kamertonowymi (Rinne, Weber) a bardziej zaawansowanymi procedurami audiometrycznymi, takimi jak próba Langenbecka czy testy nadprogowe. Bez tego łatwo pomylić narzędzia i wyciągnąć błędne wnioski kliniczne.

Pytanie 4

Który program wtórnej rekonstrukcji obrazów TK pozwala na odwzorowanie wnętrza jelita grubego, tchawicy i oskrzeli?

A. Projekcja maksymalnej intensywności MIP.
B. Prezentacja trójwymiarowa 3D.
C. Rekonstrukcja wielopłaszczyznowa MPR.
D. Wirtualna endoskopia VE.
W tym pytaniu łatwo pomylić różne typy rekonstrukcji TK, bo wszystkie w jakimś sensie „przetwarzają” obraz, ale tylko jedna z nich naprawdę symuluje endoskop – to wirtualna endoskopia. Klasyczna prezentacja trójwymiarowa 3D polega głównie na tworzeniu modeli powierzchniowych lub objętościowych narządów, kości, naczyń. Świetnie nadaje się do oceny złamań, planowania zabiegów ortopedycznych czy rekonstrukcji naczyń po podaniu kontrastu, ale nie daje wrażenia poruszania się wewnątrz światła jelita czy drzewa oskrzelowego. To raczej oglądanie narządu „z zewnątrz” lub w formie bryły, nie jak w endoskopii. Rekonstrukcja wielopłaszczyznowa MPR (multiplanar reconstruction) umożliwia oglądanie obrazów w różnych płaszczyznach: czołowej, strzałkowej, skośnej. Jest to absolutna podstawa w TK – bez MPR trudno sobie dzisiaj wyobrazić dobrą ocenę kręgosłupa, zatok, naczyń czy płuc. Jednak nawet jeśli ustawimy płaszczyznę dokładnie w osi jelita czy tchawicy, nadal oglądamy przekroje, a nie widok jak z kamery wewnątrz narządu. To jest typowy błąd myślowy: skoro można „iść” płaszczyzną wzdłuż narządu, to niektórzy utożsamiają to z endoskopią, ale technicznie i funkcjonalnie to zupełnie coś innego. Projekcja maksymalnej intensywności MIP z kolei wybiera z danego wolumenu te piksele/voxele o najwyższej gęstości i rzutuje je na obraz dwuwymiarowy. Idealnie sprawdza się w angiografii TK do uwidaczniania naczyń wypełnionych kontrastem, czasem w ocenie zmian zwapnieniowych czy guzków płucnych. MIP podkreśla struktury o wysokiej gęstości, ale całkowicie gubi informację o wnętrzu światła jelita czy detale śluzówki w oskrzelach. Z mojego doświadczenia wynika, że mylenie MIP i 3D z VE bierze się z tego, że wszystkie te narzędzia są dostępne na jednej stacji roboczej i wyglądają „efektownie trójwymiarowo”. Jednak tylko wirtualna endoskopia oferuje interaktywną nawigację wewnątrz światła narządu, z możliwością ustawienia punktu widzenia tak, jakbyśmy patrzyli przez endoskop. Standardy dobrej praktyki w TK mówią jasno: do oceny wnętrza jelita grubego, tchawicy i oskrzeli w trybie endoskopowym używa się właśnie VE, zawsze jako uzupełnienie analiz MPR i innych rekonstrukcji, a nie ich zamiennik.

Pytanie 5

Wyniosłość międzykłykciowa znajduje się na nasadzie

A. bliższej kości piszczelowej.
B. bliższej kości łokciowej.
C. dalszej kości ramiennej.
D. dalszej kości udowej.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo nazwa „wyniosłość międzykłykciowa” sugeruje po prostu coś między kłykciami i część osób automatycznie kojarzy to z końcem kości udowej albo ramiennej. Merytorycznie jednak wyniosłość międzykłykciowa jest elementem nasady bliższej kości piszczelowej, a nie żadnej innej kości. Na kości udowej faktycznie mamy kłykcie – przyśrodkowy i boczny – oraz dół międzykłykciowy, ale to jest zagłębienie, a nie wyniosłość. Ten dół znajduje się na nasadzie dalszej kości udowej i stanowi miejsce przebiegu więzadeł krzyżowych, jednak sama kość udowa nie ma „wyniosłości międzykłykciowej” w takim znaczeniu anatomicznym, jak kość piszczelowa. Dlatego odpowiedź wiążąca wyniosłość z dalszą kością udową opiera się na pomieszaniu dwóch różnych struktur: dołu międzykłykciowego i wyniosłości międzykłykciowej. Podobny problem dotyczy kości ramiennej. Na jej nasadzie dalszej mamy nadkłykcie i kłykieć kości ramiennej, czyli struktury biorące udział w tworzeniu stawu łokciowego, ale nie ma tam wyniosłości międzykłykciowej. Nazewnictwo bywa mylące: nadkłykcie to coś innego niż kłykcie, a jeszcze czymś innym jest wyniosłość międzykłykciowa piszczeli. Łatwo tu iść tropem samego słowa „kłykieć” i szukać odpowiedzi w kości ramiennej, bo też tworzy staw, ale to typowy błąd polegający na kojarzeniu po nazwie, a nie po konkretnej topografii anatomicznej. Kość łokciowa również nie ma wyniosłości międzykłykciowej. Na jej nasadzie bliższej znajdują się wyrostek łokciowy, wyrostek dziobiasty i wcięcie bloczkowe, które tworzą staw z bloczkiem kości ramiennej. Tam nie występują kłykcie w sensie budowy stawowej, jak w stawie kolanowym, więc nie może być też struktury „międzykłykciowej”. Z mojego punktu widzenia najczęstszy błąd przy tym pytaniu to przenoszenie pojęć ze stawu kolanowego na inne stawy tylko dlatego, że również mają nasady bliższe i dalsze. W dobrej praktyce nauki anatomii, szczególnie pod kątem diagnostyki obrazowej, warto zawsze łączyć nazwę struktury z konkretnym stawem i kością: wyniosłość międzykłykciowa – kolano – nasada bliższa piszczeli. Dzięki temu na RTG, TK czy MR od razu wiadomo, gdzie jej szukać i jak ją oceniać.

Pytanie 6

Technikę bramkowania oddechowego stosuje się w badaniu MR

A. klatki piersiowej.
B. kręgosłupa L-S.
C. gruczołu piersi.
D. miednicy małej.
Prawidłowo – technika bramkowania oddechowego w badaniu MR jest typowo kojarzona właśnie z badaniami klatki piersiowej i struktur, które silnie poruszają się w rytmie oddechu. Chodzi o to, że w rezonansie magnetycznym obrazy powstają przez kilka–kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt sekund zbierania danych. W tym czasie pacjent oddycha, przepona się przemieszcza, serce i płuca cały czas są w ruchu. Jeśli nic z tym nie zrobimy, na obrazach pojawiają się artefakty ruchowe: rozmycie krawędzi, podwójne kontury, „poszarpane” granice narządów, utrata szczegółów. Bramkowanie oddechowe (respiratory gating) polega na synchronizacji zbierania danych MR z fazą cyklu oddechowego. Najczęściej wykorzystuje się sygnał z paska oddechowego (belt) na klatce piersiowej albo sygnał z samego obrazu (tzw. navigatory) i aparat „wie”, kiedy pacjent jest w określonej fazie oddechu, np. w spokojnym wydechu. Dane są akwizycjonowane tylko wtedy, a w pozostałych fazach oddechu system czeka. Dzięki temu uzyskujemy ostre, powtarzalne ujęcia serca, dużych naczyń, miąższu płucnego czy struktur śródpiersia. W praktyce klinicznej stosuje się to np. w kardiologii (MR serca, ocena czynności skurczowej, perfuzja, blizny pozawałowe), w onkologii (dokładne obrazowanie guzów śródpiersia, zmian przyprzeponowych) czy przy planowaniu zabiegów kardiochirurgicznych. W dobrych pracowniach pilnuje się, żeby u pacjentów z niestabilnym oddechem (np. duszność, POChP) dobrać takie sekwencje i parametry bramkowania, które minimalizują czas badania, bo inaczej wydłużenie skanu może być dla chorego męczące. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: im bliżej przepony i płuc, tym częściej rozważamy bramkowanie oddechowe, bo tam ruch oddechowy najbardziej psuje jakość obrazu.

Pytanie 7

W jakich jednostkach mierzy się natężenie dźwięku?

A. W hercach (Hz).
B. W decybelach (dB).
C. W grejach (Gy).
D. W amperach (A).
Natężenie dźwięku w praktyce medycznej i technicznej opisujemy w decybelach (dB), więc wybrana odpowiedź jest jak najbardziej prawidłowa. Decybel to jednostka logarytmiczna, która porównuje poziom mierzonego sygnału (np. ciśnienia akustycznego) do wartości odniesienia. W akustyce medycznej najczęściej używa się poziomu ciśnienia akustycznego wyrażanego w dB SPL (Sound Pressure Level), gdzie punktem odniesienia jest minimalne słyszalne ciśnienie dla zdrowego ucha. Dzięki skali logarytmicznej możemy w wygodny sposób opisać bardzo duży zakres natężeń – od ledwo słyszalnego szeptu, aż po dźwięki uszkadzające słuch. W audiometrii tonalnej, którą spotkasz w diagnostyce elektromedycznej, wynik badania słuchu zapisuje się właśnie w decybelach HL (Hearing Level). Na audiogramie widzisz progi słyszenia pacjenta w dB HL dla różnych częstotliwości (w Hz), ale samo „jak głośno” jest zawsze w decybelach. Moim zdaniem to jeden z kluczowych nawyków: częstotliwość = herce, głośność / natężenie = decybele. W praktyce BHP i ochrony słuchu też operuje się decybelami, np. dopuszczalne poziomy hałasu na stanowisku pracy (np. 85 dB przez 8 godzin). W gabinecie laryngologicznym czy pracowni audiometrycznej ustawiasz poziom bodźca w dB, a nie w hercach czy amperach. W diagnostyce obrazowej i fizyce medycznej też czasem spotyka się dB, np. przy opisie wzmocnienia/ tłumienia sygnału w ultrasonografii, ale tam chodzi bardziej o poziom sygnału elektrycznego lub ultradźwiękowego. Dobrą praktyką jest zawsze doprecyzowanie, o jaki „rodzaj” dB chodzi (dB SPL, dB HL, dB(A)), ale fundament pozostaje taki sam: natężenie dźwięku opisujemy w decybelach.

Pytanie 8

Który typ głowicy ultrasonograficznej przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Liniową.
B. Sektorową.
C. Konweksową.
D. Endokawitarną.
Na ilustracji pokazano klasyczną głowicę liniową, co widać po jej prostym, wydłużonym, prostokątnym froncie roboczym. Powierzchnia kontaktu z ciałem jest płaska, a krawędź aktywna ma kształt linii – stąd właśnie nazwa „liniowa”. W takiej głowicy elementy piezoelektryczne są ułożone w jednej linii, a wiązka ultradźwiękowa jest wysyłana równolegle, co daje obraz o przekroju prostokątnym, z równą szerokością od powierzchni skóry aż w głąb. Moim zdaniem to jedna z najbardziej charakterystycznych sond i warto ją rozpoznawać „na pierwszy rzut oka”.
W praktyce klinicznej głowice liniowe wykorzystuje się głównie do badań struktur położonych płytko: tarczycy, naczyń (USG dopplerowskie tętnic szyjnych, żył kończyn dolnych), narządu ruchu (ścięgna, mięśnie, stawy), piersi, moszny czy badania tkanek podskórnych. Zwykle pracują na wyższych częstotliwościach, np. 7–15 MHz, co zapewnia bardzo dobrą rozdzielczość przestrzenną kosztem mniejszej głębokości penetracji. To zgodne z dobrymi praktykami – do tkanek powierzchownych wybieramy wysoką częstotliwość i właśnie sondę liniową. W wielu zaleceniach, np. w standardach badań naczyniowych, wyraźnie podkreśla się, że do oceny tętnic szyjnych i żył kończyn należy stosować głowice liniowe wysokoczęstotliwościowe, bo tylko one dają wystarczająco szczegółowy obraz ściany naczynia i zmian miażdżycowych. Z mojego doświadczenia w pracowniach USG to jest taka „sonda pierwszego wyboru” przy każdym badaniu, gdzie interesuje nas drobny detal anatomiczny tuż pod skórą, np. nerwy obwodowe, drobne guzy podskórne czy kontrole po zabiegach chirurgicznych. Rozpoznanie jej kształtu jest więc podstawową, ale bardzo praktyczną umiejętnością w diagnostyce ultrasonograficznej.

Pytanie 9

Zarejestrowane na elektrokardiogramie miarowe fale f w kształcie „zębów piły” poprzedzielane prawidłowymi zespołami QRS są charakterystyczne dla

A. wielokształtnego częstoskurczu przedsionkowego.
B. migotania komór.
C. napadowego częstoskurczu nadkomorowego.
D. trzepotania przedsionków.
Charakterystyczne „zęby piły” – czyli miarowe fale f widoczne w odprowadzeniach EKG, szczególnie dolnych (II, III, aVF) – to praktycznie książkowy obraz trzepotania przedsionków. W tym zaburzeniu przedsionki pobudzane są bardzo szybko, zazwyczaj z częstotliwością około 250–350/min, ale w sposób stosunkowo regularny. Na zapisie nie widzimy klasycznych załamków P, tylko właśnie ciąg powtarzających się, jednakowych fal f, które układają się jak grzebień albo piła. Zespoły QRS są zwykle wąskie i prawidłowe, bo przewodzenie przez układ His–Purkinjego jest zachowane, a zaburzenie dotyczy głównie przedsionków. Moim zdaniem to jedno z tych zaburzeń rytmu, które warto „mieć w głowie obrazem”, bo raz zapamiętane, później łatwo rozpoznać w praktyce. W codziennej pracy technika EKG, ratownika czy pielęgniarki anestezjologicznej, zauważenie takich fal f może być kluczowe do szybkiego powiadomienia lekarza i wdrożenia dalszej diagnostyki lub leczenia, np. farmakologicznej kontroli częstości (beta-blokery, blokery kanału wapniowego) albo kardiowersji elektrycznej według aktualnych wytycznych ESC. W trzepotaniu przedsionków przewodzenie na komory bywa np. 2:1, 3:1, 4:1, co daje częstość komór rzędu 150/min przy przewodzeniu 2:1. Na monitorze może wyglądać to jak zwykła tachykardia nadkomorowa, ale dopiero dokładne przyjrzenie się linii izoelektrycznej między zespołami QRS ujawnia falę „piły”. Dobrą praktyką jest wtedy sprawdzenie kilku odprowadzeń, zmiana czułości zapisu i prędkości przesuwu papieru, żeby te fale były lepiej widoczne. Warto też pamiętać, że trzepotanie przedsionków często współistnieje z chorobą wieńcową, nadciśnieniem czy wadami zastawkowymi, więc sam zapis EKG jest tylko elementem większej układanki diagnostycznej.

Pytanie 10

Który radioizotop jest stosowany w diagnostyce i terapii raka tarczycy?

A. ¹⁸⁶Re
B. ¹³³Xe
C. ²²³Ra
D. ¹³¹I
Prawidłowo wskazany radioizotop to 131I, czyli jod-131. To jest klasyk w medycynie nuklearnej, szczególnie w diagnostyce i leczeniu chorób tarczycy. Tarczyca fizjologicznie wychwytuje jod z krwi, bo używa go do produkcji hormonów T3 i T4. Dzięki temu, jeśli podamy pacjentowi radioaktywny jod w formie radiofarmaceutyku, gruczoł tarczowy „sam” go zbierze. To bardzo wygodne i jednocześnie dość selektywne narzędzie. W diagnostyce stosuje się mniejsze dawki 131I do scyntygrafii tarczycy – gammakamera rejestruje promieniowanie gamma emitowane przez izotop, co pozwala ocenić rozmieszczenie czynnej tkanki tarczycowej, obecność guzków, pozostałości po tyreoidektomii. W terapii raka zróżnicowanego tarczycy (np. rak brodawkowaty, pęcherzykowy) wykorzystuje się znacznie wyższe dawki, zgodnie z wytycznymi medycyny nuklearnej i onkologii, żeby zniszczyć komórki nowotworowe wychwytujące jod. To tzw. ablacja resztek tarczycy lub leczenie ognisk przerzutowych. Moim zdaniem to bardzo elegancki przykład terapii celowanej: promieniowanie beta z 131I działa lokalnie, uszkadzając DNA komórek tarczycowych, a promieniowanie gamma umożliwia jednocześnie kontrolę rozkładu dawki na obrazach scyntygraficznych. W praktyce technik medycyny nuklearnej musi pamiętać o przygotowaniu pacjenta (dieta ubogojodowa, odstawienie tyreostatyków, czasem rekombinowane TSH), o zasadach ochrony radiologicznej po podaniu izotopu oraz o poprawnej kalibracji dawkomierza i gammakamery. W większości ośrodków jest to procedura bardzo dobrze wystandaryzowana, oparta na rekomendacjach towarzystw medycyny nuklearnej i onkologii endokrynologicznej.

Pytanie 11

Które ciało obce w obszarze badania nie stanowi przeciwwskazania do wykonania MR?

A. Metalowy opiłek w oku.
B. Tytanowa endoproteza stawu biodrowego.
C. Wszczepiony stymulator układu nerwowego.
D. Wszczepiony rozrusznik serca.
Poprawnie wskazana została tytanowa endoproteza stawu biodrowego jako ciało obce, które co do zasady nie stanowi przeciwwskazania do badania rezonansem magnetycznym. Tytan jest materiałem niemagnetycznym, ma bardzo niską podatność magnetyczną i dlatego nie jest przyciągany przez silne pole magnetyczne skanera MR. W praktyce klinicznej większość współczesnych endoprotez stawowych, śrub kostnych, płytek czy gwoździ śródszpikowych wykonanych z tytanu lub stopów tytanu jest oznaczona jako MR-safe lub MR-conditional zgodnie z zaleceniami producenta i normami (m.in. ASTM). Oznacza to, że badanie MR może być wykonane bezpiecznie, często przy zachowaniu pewnych warunków, np. maksymalne natężenie pola 1,5 T albo 3 T, określone ograniczenia SAR (współczynnik pochłaniania energii), brak określonych sekwencji silnie nagrzewających. W codziennej pracy technika i lekarza radiologa ważne jest, by zawsze sprawdzić dokumentację implantu lub kartę implantu pacjenta, ale sam fakt posiadania tytanowej endoprotezy biodra nie powinien automatycznie dyskwalifikować z badania MR. Trzeba też pamiętać o artefaktach – metal, nawet niemagnetyczny, powoduje zniekształcenia obrazu, szczególnie w sekwencjach gradientowych, więc przy planowaniu badania okolicy miednicy trzeba dobrać parametry tak, aby ograniczyć artefakty (np. sekwencje z mniejszą podatnością na zniekształcenia, zmiana kierunku fazy, szersze pasmo odbioru). Moim zdaniem kluczowe w praktyce jest rozróżnienie między bezpieczeństwem pacjenta a jakością obrazu: tytanowa proteza zwykle jest bezpieczna, ale może pogorszyć czytelność obrazów w jej bezpośrednim sąsiedztwie. Dlatego w standardach dobrej praktyki zawsze łączymy wiedzę o materiale implantu z rozsądnym doborem protokołu MR.

Pytanie 12

Wysoką rozdzielczość przestrzenną obrazowania MR uzyskuje się przez

A. zmniejszenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
B. zwiększenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
C. zwiększenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
D. zmniejszenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
Wysoka rozdzielczość przestrzenna w obrazowaniu MR zależy tak naprawdę od dwóch kluczowych parametrów: wielkości pola widzenia (FoV, field of view) oraz rozmiaru matrycy, czyli liczby pikseli w kierunku fazowym i częstotliwościowym. Prawidłowa odpowiedź – zmniejszenie FoV i jednoczesne zwiększenie matrycy – oznacza, że pojedynczy piksel reprezentuje mniejszy fragment tkanki. Innymi słowy, voxel ma mniejsze wymiary w płaszczyźnie obrazowania, więc lepiej widzimy drobne szczegóły anatomiczne, np. nerwy, drobne ogniska demielinizacji czy małe zmiany guzowate. Technicznie patrząc, rozdzielczość przestrzenną w MR opisuje się jako FoV / liczba elementów matrycy. Im mniejszy ten iloraz, tym wyższa rozdzielczość. Standardem w dobrych pracowniach jest świadome dobieranie FoV do badanego obszaru: np. dla badania przysadki czy oczodołów stosuje się małe FoV i wysoką matrycę (np. 256×256 lub 320×320), żeby dokładnie ocenić drobne struktury. Dla kręgosłupa lędźwiowego czy jamy brzusznej FoV jest większe, ale jeśli zależy nam na szczegółach (np. w onkologii), także podnosi się matrycę, akceptując dłuższy czas skanowania lub niższy SNR. Z mojego doświadczenia technicznego wynika, że w praktyce często trzeba szukać kompromisu między rozdzielczością, czasem badania a stosunkiem sygnału do szumu (SNR). Zmniejszenie FoV i zwiększenie matrycy poprawia rozdzielczość, ale może pogarszać SNR i wydłużać czas. Dlatego w dobrych praktykach pracowni MR zawsze dopasowuje się te parametry do konkretnego wskazania klinicznego, zamiast używać jednego „uniwersalnego” protokołu. Mimo tego kompromisu, zasada fizyczna pozostaje jasna: małe FoV + duża matryca = wysoka rozdzielczość przestrzenna.

Pytanie 13

Jak oznacza się w systemie międzynarodowym czwarty górny ząb mleczny po stronie prawej?

A. 84
B. 14
C. 54
D. 24
Prawidłowe oznaczenie czwartgo górnego zęba mlecznego po stronie prawej w systemie międzynarodowym (FDI) to 54. Ten system, nazywany też systemem dwucyfrowym, jest standardem przyjętym przez FDI World Dental Federation i stosowany praktycznie wszędzie w nowoczesnej stomatologii, także w opisach radiogramów. Pierwsza cyfra oznacza ćwiartkę łuku zębowego, a druga – pozycję zęba liczoną od linii pośrodkowej. Dla uzębienia mlecznego używa się cyfr 5–8 dla ćwiartek: 5 – górna prawa, 6 – górna lewa, 7 – dolna lewa, 8 – dolna prawa. W tej logice ząb 54 to: „5” – kwadrant górny prawy w uzębieniu mlecznym oraz „4” – czwarty ząb od środka, czyli czwarty ząb mleczny w tym kwadrancie. W praktyce, gdy opisujesz zdjęcie pantomograficzne albo skrzydłowo-zgryzowe u dziecka, wpisujesz właśnie takie oznaczenia: np. próchnica na powierzchni żującej 54, brak zawiązka 15, resorpcja korzenia 54 widoczna w RTG – i każdy stomatolog na świecie wie o jaki ząb chodzi. Moim zdaniem warto od razu wyrobić sobie nawyk rozróżniania: cyfry 1–4 w pierwszej pozycji to zawsze zęby stałe, a 5–8 – mleczne. To bardzo ułatwia czytanie dokumentacji, kart pacjenta i opisów badań obrazowych. W diagnostyce radiologicznej bez poprawnego oznaczenia zębów łatwo pomylić stronę lub ząb, co później może skutkować np. leczeniem niewłaściwego zęba, dlatego standard FDI jest traktowany jako dobra praktyka i wręcz obowiązkowy element profesjonalnego opisu.

Pytanie 14

Którą strukturę anatomiczną oznaczono strzałką na obrazie rezonansu magnetycznego?

Ilustracja do pytania
A. Rdzeń przedłużony.
B. Most.
C. Zbiornik mostowy.
D. Móżdżek.
Na obrazie widoczny jest klasyczny strzałowy skan MR głowy (rezonans magnetyczny w projekcji strzałkowej), a strzałka wskazuje na móżdżek. Widzisz położenie tej struktury: znajduje się ku tyłowi od pnia mózgu (mostu i rdzenia przedłużonego) oraz powyżej części szyjnej rdzenia kręgowego, w tylnym dole czaszki. Charakterystyczny jest zarys tzw. drzewka życia – drobne, listewkowate zakręty móżdżku oddzielone bruzdami, co w MR T1/T2 daje taki „pierzasty” obraz. To właśnie ten układ fałdów najłatwiej zapamiętać w praktyce. Móżdżek składa się z dwóch półkul i robaka móżdżku pośrodku; na obrazie strzałkowym zwykle dobrze widać robaka jako strukturę leżącą w linii pośrodkowej, za komorą IV. W codziennej praktyce technika obrazowania móżdżku jest istotna np. w diagnostyce udarów w tylnym dole czaszki, guzów kąta mostowo-móżdżkowego, zmian demielinizacyjnych czy malformacji Arnolda–Chiariego. Dobre ułożenie pacjenta, cienkie warstwy i brak artefaktów ruchowych są kluczowe, bo struktury są małe i łatwo coś przeoczyć. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk „odhaczania” kolejno: półkule mózgu, pień mózgu, móżdżek, komory – zawsze w tej samej kolejności. Taka rutyna bardzo pomaga przy szybkiej ocenie MR zgodnie z zaleceniami opisowymi stosowanymi w radiologii. Rozpoznawanie anatomicznych struktur móżdżku na MR to podstawa, żeby potem móc świadomie ocenić patologie, a nie tylko „patrzeć na szarości”.

Pytanie 15

„Ognisko zimne” w obrazie scyntygraficznym określa się jako

A. zmianę o większej aktywności hormonalnej.
B. obszar gromadzący znacznik jak reszta miąższu.
C. obszar niegromadzący radioznacznika.
D. zmianę najczęściej o charakterze łagodnym.
Prawidłowo – „ognisko zimne” w scyntygrafii to obszar niegromadzący radioznacznika, czyli miejsce o obniżonej lub całkowicie braku wychwytu w porównaniu z otaczającym, prawidłowo funkcjonującym miąższem. W scyntygrafii patrzymy przede wszystkim na rozkład funkcji, a nie tylko na samą anatomię. Jeśli tkanka pracuje prawidłowo, wychwytuje radiofarmaceutyk i na obrazie widzimy równomierne „świecenie”. Gdy pojawia się obszar, który nie gromadzi znacznika, tworzy się właśnie ognisko zimne – ciemniejsza plama na tle bardziej aktywnego narządu. Moim zdaniem warto to kojarzyć z „dziurą” w funkcji. W praktyce klinicznej typowe przykłady to torbiele, zwapnienia, blizny, guzy o słabym unaczynieniu, martwica, a w scyntygrafii kości – np. przerzut osteolityczny, który niszczy struktury kostne i przez to mniej wiąże znacznika. W badaniach tarczycy zimne ognisko może odpowiadać zmianie, która nie produkuje hormonów tarczycowych (tzw. guzek nieczynny), co w standardach endokrynologicznych traktuje się bardziej podejrzanie onkologicznie niż ogniska „gorące”. Dlatego przy zimnym guzku tarczycy zwykle zaleca się dalszą diagnostykę – USG, biopsję cienkoigłową. W dobrych praktykach medycyny nuklearnej zawsze opisujemy ogniska jako zimne, izotopowe (obojętne) lub gorące w odniesieniu do tła. Ważne jest też odpowiednie okienkowanie obrazu i porównanie z obrazami anatomicznymi (np. USG, TK), żeby nie pomylić artefaktu technicznego z prawdziwym zimnym ogniskiem. Z mojego doświadczenia w nauce tego przedmiotu – jak tylko zapamiętasz, że „zimne = brak wychwytu”, reszta układa się już w głowie dość logicznie.

Pytanie 16

Na obrazie MR kręgosłupa lędźwiowego strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. osteofit na poziomie L2-L3
B. osteofit na poziomie L4-L5
C. przepuklinę na poziomie L4-L5
D. przepuklinę na poziomie L2-L3
Na zaznaczonym obrazie MR w projekcji strzałkowej widać typowy obraz przepukliny krążka międzykręgowego na poziomie L4–L5. Strzałka pokazuje ogniskowe uwypuklenie materiału jądra miażdżystego poza granice prawidłowego zarysu krążka, w kierunku kanału kręgowego. W MR wygląda to jak ognisko o sygnale zbliżonym do krążka, ciągłe z dyskiem, które wchodzi do kanału i modeluje worek oponowy lub korzenie ogona końskiego. To właśnie odróżnia przepuklinę od osteofitu – osteofit jest zbudowany z tkanki kostnej, ma ostry, twardy zarys, wychodzi z krawędzi trzonu, a nie z obwodu krążka. Na tym zdjęciu kształt zmiany jest „miękki”, półkolisty, typowo dyskowy. Poziom L4–L5 rozpoznajemy po liczeniu trzonów od góry (L1 nad stożkiem rdzeniowym) i po położeniu względem kości krzyżowej – segment nad L5–S1. W praktyce klinicznej taka przepuklina L4–L5 bardzo często odpowiada za bóle krzyża z promieniowaniem do kończyny dolnej w przebiegu ucisku korzenia L5. Standardem jest opisanie w badaniu MR: poziomu, typu przepukliny (protruzja, ekstruzja, sekwestr), stopnia zwężenia kanału i otworów międzykręgowych. Moim zdaniem warto od razu w głowie kojarzyć obraz z objawami pacjenta, bo to potem ułatwia rozmowę z lekarzem prowadzącym i udział w planowaniu leczenia – od fizjoterapii, przez blokady, aż po ewentualny zabieg neurochirurgiczny. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej kręgosłupa to zawsze: poprawne zidentyfikowanie poziomu, ocena wysokości i sygnału krążków, kształtu tylnej krawędzi dysku oraz relacji do worka oponowego i korzeni nerwowych – tutaj wszystkie te elementy wskazują jednoznacznie na przepuklinę krążka na poziomie L4–L5.

Pytanie 17

Na obrazie ultrasonograficznym jamy brzusznej uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. śledzionę.
B. nerkę.
C. trzustkę.
D. wątrobę.
Na tym obrazie USG faktycznie widoczna jest wątroba – i to w dość klasycznym ujęciu. Charakterystyczne jest jednorodne, drobnoziarniste echo miąższu, o echogeniczności nieco wyższej niż kora nerki i podobnej lub lekko wyższej niż śledziona (w praktyce porównuje się to zawsze w jednym badaniu, a nie z pamięci). Widzimy typowy układ: powierzchnia wątroby tworzy gładką, silnie echogeniczną linię pod kopułą przepony, a w miąższu przebiegają bezechowe lub hipoechogeniczne naczynia – żyła wrotna i żyły wątrobowe – często z echogenicznymi ścianami. Moim zdaniem właśnie to rozpoznawanie naczyń jest jednym z najlepszych trików w praktyce. W standardach badań USG jamy brzusznej (np. PTU) podkreśla się konieczność oceny wielkości wątroby, jednorodności miąższu, zarysu brzegów oraz stosunku echogeniczności do nerki prawej. W pozycji leżącej na plecach sonda zwykle leży pod prawym łukiem żebrowym, a obraz obejmuje prawy płat z przeponą u góry. W codziennej pracy technika i lekarz powinni umieć odróżnić prawidłową wątrobę od zmian typu stłuszczenie, marskość czy ogniska ogniskowe. Na przykład w stłuszczeniu wątroba staje się wyraźnie bardziej hiperechogeniczna, a głębsze partie gorzej widoczne. W takich zadaniach testowych warto zawsze „odhaczyć” sobie: jednorodny miąższ + kontakt z przeponą + duże naczynia w środku = najczęściej wątroba w projekcji podżebrowej prawej.

Pytanie 18

Które środki kontrastujące wykorzystywane są w diagnostyce rezonansem magnetycznym?

A. Jodowe, nierozpuszczalne w wodzie.
B. Środki na bazie gadolinu.
C. Środki na bazie siarczanu baru.
D. Jodowe, rozpuszczalne w wodzie.
Prawidłowo – w diagnostyce rezonansem magnetycznym standardowo stosuje się paramagnetyczne środki kontrastujące na bazie gadolinu. Gadolinium samo w sobie jest silnie toksycznym metalem ciężkim, ale w kontrastach MR występuje w postaci chelatów, czyli związków kompleksowych, które wiążą jon gadolinu i dzięki temu znacznie zmniejszają jego toksyczność i poprawiają bezpieczeństwo kliniczne. Mechanizm działania takiego kontrastu jest inny niż w klasycznej radiologii: gadolin nie pochłania promieniowania rentgenowskiego, tylko skraca czasy relaksacji T1 (głównie) i T2 protonów wody w tkankach. W praktyce oznacza to, że struktury, które gromadzą gadolin, stają się jaśniejsze (hiperintensywne) na obrazach T1-zależnych. W codziennej pracy używa się go np. w diagnostyce guzów mózgu, zmian demielinizacyjnych w SM, ocenie zapalenia opon, w badaniach serca (blizna pozawałowa, kardiomiopatie) czy przy ocenie unaczynienia guzów wątroby i nerek. Moim zdaniem warto zapamiętać, że kontrast MR to przede wszystkim gadolin, a nie jod czy bar. Dobre praktyki mówią o konieczności oceny czynności nerek (eGFR) przed podaniem gadolinu, szczególnie u pacjentów z niewydolnością nerek, ze względu na ryzyko nefrogennego układowego zwłóknienia (NSF) przy starszych preparatach. Obecnie preferuje się tzw. środki makrocykliczne, które są bardziej stabilne chemicznie i uznawane za bezpieczniejsze. W MR stosuje się też specjalne protokoły dynamiczne po kontraście (np. badania wątroby, piersi), gdzie obserwuje się fazy wzmocnienia w czasie, co pomaga różnicować zmiany łagodne i złośliwe. W praktyce technika i lekarz opisujący zawsze powinni dobrać odpowiednią dawkę, sekwencje T1-zależne i czas podania, żeby wzmocnienie kontrastowe było maksymalnie diagnostyczne.

Pytanie 19

Zastosowana w badaniu radiologicznym kratka przeciwrozproszeniowa powoduje

A. zwiększenie ilości promieniowania rozproszonego przez co zwiększa się kontrast obrazu.
B. zmniejszenie ilości promieniowania rozproszonego przez co zwiększa się kontrast obrazu.
C. zwiększenie ilości promieniowania rozproszonego przez co zmniejsza się kontrast obrazu.
D. zmniejszenie ilości promieniowania rozproszonego przez co zmniejsza się kontrast obrazu.
Właściwie wychwyciłeś sedno działania kratki przeciwrozproszeniowej. Jej głównym zadaniem jest właśnie zmniejszenie ilości promieniowania rozproszonego docierającego do detektora lub kliszy, dzięki czemu poprawia się kontrast obrazu. Fizycznie wygląda to tak, że kratka składa się z równoległych lub zbieżnych listew ołowianych przedzielonych materiałem przepuszczającym promieniowanie. Promieniowanie pierwotne, biegnące mniej więcej prostopadle do detektora, przechodzi przez szczeliny, a promieniowanie rozproszone, które ma kierunek skośny (po zjawisku Comptona w pacjencie), jest w dużej części pochłaniane przez listwy ołowiane. W efekcie na obrazie jest mniej „mgły” promiennej, a różnice gęstości tkanek są wyraźniejsze. To właśnie nazywamy wzrostem kontrastu. W praktyce klinicznej kratkę stosuje się szczególnie przy badaniach struktur grubych lub gęstych: klatka piersiowa u dorosłych, zdjęcia kręgosłupa, miednicy, czaszki. Tam rozproszenia jest dużo i bez kratki obraz byłby mocno spłaszczony tonalnie. Trzeba jednak pamiętać o jednym ważnym aspekcie – kratka usuwa nie tylko promieniowanie rozproszone, ale też część promieniowania pierwotnego. To oznacza, że aby uzyskać odpowiednią ekspozycję, trzeba zwiększyć dawkę (mAs), co z kolei podnosi narażenie pacjenta. Z mojego doświadczenia to jest klasyczny kompromis w radiologii: lepsza jakość obrazu kontra dawka. Standardy dobrej praktyki (np. wytyczne ICRP, europejskie zalecenia dla radiografii) mówią jasno: kratkę stosować wtedy, gdy rzeczywiście jest potrzebna, a u dzieci i w badaniach cienkich części ciała raczej z niej rezygnować. Warto też dobrać odpowiedni współczynnik kratki (np. 8:1, 10:1) do typu badania i odległości ognisko–detektor, bo to ma wpływ zarówno na kontrast, jak i na konieczną ekspozycję.

Pytanie 20

Wskazaniem do wykonania scyntygrafii perfuzyjnej jest

A. zapalenie płuc.
B. ciężkie nadciśnienie płucne.
C. ropień płuca.
D. zatorowość płucna.
Prawidłowo – klasycznym, wręcz podręcznikowym wskazaniem do wykonania scyntygrafii perfuzyjnej płuc jest właśnie podejrzenie zatorowości płucnej. Badanie perfuzyjne ocenia rozkład przepływu krwi w łożysku naczyniowym płuc, czyli mówiąc prościej: sprawdza, czy krew dociera równomiernie do wszystkich obszarów miąższu płucnego. W zatorowości płucnej fragment tętnicy płucnej zostaje zamknięty przez skrzeplinę, więc radiofarmaceutyk podany dożylnie nie dociera do odpowiedniego segmentu płuca i na obrazie scyntygraficznym widzimy ubytki perfuzji. Klasyczne jest porównywanie perfuzji z wentylacją (badanie V/Q – ventilation/perfusion). W zatorowości płucnej pojawiają się tzw. niezgodne ubytki: wentylacja jest zachowana, a perfuzja w danym obszarze jest wyraźnie upośledzona. To właśnie ten wzorzec w praktyce klinicznej bardzo silnie sugeruje zatorowość. Moim zdaniem warto zapamiętać, że scyntygrafia perfuzyjna jest szczególnie przydatna u pacjentów, u których nie można wykonać angio-TK (np. ciężka niewydolność nerek, uczulenie na jodowy środek kontrastowy, ciąża przy ograniczaniu dawki promieniowania). W wielu wytycznych medycyny nuklearnej i pulmonologii podkreśla się, że przy prawidłowym badaniu V/Q prawdopodobieństwo istotnej zatorowości jest bardzo małe. W codziennej pracy technika elektroradiologii ważne jest prawidłowe przygotowanie radiofarmaceutyku (najczęściej makroagregaty albuminy znakowane technetem-99m), odpowiednie ułożenie pacjenta, wykonanie kilku projekcji oraz współpraca z lekarzem w ocenie jakości obrazu. Dobrą praktyką jest też zawsze korelowanie wyniku scyntygrafii z obrazem RTG klatki piersiowej, żeby nie pomylić ubytków perfuzji z rozległymi zmianami strukturalnymi płuc.

Pytanie 21

W badaniu EKG różnice potencjałów pomiędzy lewym podudziem a lewym przedramieniem rejestruje odprowadzenie

A. III
B. aVR
C. aVL
D. I
Prawidłowo wskazane odprowadzenie III rejestruje różnicę potencjałów między lewym podudziem (elektroda na nodze lewej – LL) a lewym przedramieniem (elektroda na ręce lewej – LA). W klasycznym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Zgodnie ze standardem Einthovena: odprowadzenie I zapisuje różnicę potencjałów między prawym przedramieniem (RA) a lewym przedramieniem (LA), odprowadzenie II – między RA a lewym podudziem (LL), a właśnie odprowadzenie III – między LA a LL. Czyli w uproszczeniu: III = LL – LA. To dokładnie odpowiada treści pytania. W praktyce klinicznej znajomość tej konfiguracji jest bardzo ważna, bo ułatwia rozumienie tzw. trójkąta Einthovena i zależności między odprowadzeniami. Można np. korzystać z zależności I + III = II do kontroli jakości zapisu – jeśli suma wektorowa się „nie zgadza”, to często oznacza źle założone elektrody albo artefakty. Moim zdaniem technik, który automatycznie kojarzy, z których elektrod składa się każde odprowadzenie, ma dużo łatwiej przy rozwiązywaniu problemów typu: „dziwnie odwrócone załamki P” czy „nagle ujemny QRS w I”. Wtedy można podejrzewać zamianę elektrod RA/LA albo LA/LL. W codziennej pracy, gdy zakładasz elektrody, warto sobie w głowie odtwarzać, że LL zawsze „wchodzi” w II i III, LA w I i III, a RA w I i II. To naprawdę pomaga w świadomym wykonywaniu badania, a nie tylko „podpinaniu kabelków”.

Pytanie 22

Kolonoskopia to badanie, które ma na celu ocenę błony śluzowej

A. jelita cienkiego.
B. jelita grubego.
C. żołądka.
D. dwunastnicy.
Prawidłowo – kolonoskopia służy do oceny błony śluzowej jelita grubego, czyli okrężnicy, esicy i odbytnicy. W badaniu używa się giętkiego endoskopu wprowadzanego przez odbyt, a operator ogląda od środka ścianę jelita na monitorze w powiększeniu. Dzięki temu można bardzo dokładnie ocenić wygląd śluzówki: kolor, ukształtowanie, obecność nadżerek, owrzodzeń, polipów, guzów czy źródeł krwawienia. Z mojego doświadczenia to jedno z kluczowych badań w profilaktyce raka jelita grubego – standardem jest wykonywanie kolonoskopii przesiewowej u osób po 50. roku życia (a czasem wcześniej, gdy są obciążenia rodzinne). W trakcie kolonoskopii zgodnie z dobrymi praktykami nie tylko się ogląda jelito, ale też od razu wykonuje procedury terapeutyczne: usuwa polipy pętlą diatermiczną, pobiera wycinki do badania histopatologicznego, tamuje krwawienie za pomocą klipsów endoskopowych czy koagulacji. Dobre przygotowanie pacjenta, czyli dokładne oczyszczenie jelita środkami przeczyszczającymi dzień przed badaniem, jest absolutnie kluczowe – od tego zależy jakość oceny błony śluzowej, a tym samym wiarygodność wyniku. W praktyce technik czy personel pomocniczy musi pilnować, żeby pacjent miał właściwe przeciwwskazania ocenione (np. ciężka niewydolność krążenia, perforacja, ostre zapalenie otrzewnej) oraz żeby sprzęt był prawidłowo zdezynfekowany zgodnie z procedurami endoskopowymi. Moim zdaniem warto też zapamiętać prostą zasadę: kolonoskopia = jelito grube, gastroskopia = przełyk, żołądek i dwunastnica. To pomaga na egzaminach i w praktyce na oddziale, kiedy lekarz zleca różne badania endoskopowe i trzeba je dobrze od siebie odróżniać.

Pytanie 23

Do wykonania stomatologicznego zdjęcia rentgenowskiego techniką kąta prostego promień centralny należy ustawić prostopadle do

A. filmu rentgenowskiego i osi długiej zęba.
B. dwusiecznej kąta zawartego między filmem a osią zęba.
C. linii Campera.
D. płaszczyzny zgryzu.
W technice kąta prostego (ang. paralleling technique) kluczowa zasada brzmi: promień centralny musi być ustawiony prostopadle jednocześnie do filmu rentgenowskiego (lub sensora) oraz do osi długiej zęba. To właśnie opisuje odpowiedź z filmem rentgenowskim i osią długą zęba. Dzięki temu uzyskujemy minimalne zniekształcenia geometryczne – obraz nie jest ani wydłużony, ani skrócony, tylko możliwie wiernie odwzorowuje rzeczywistą długość i kształt zęba. Moim zdaniem to jedna z ważniejszych zasad w radiologii stomatologicznej, bo w praktyce klinicznej lekarz bardzo polega na dokładnym odwzorowaniu długości korzeni, np. przy planowaniu leczenia endodontycznego, ocenie zmian okołowierzchołkowych czy kontroli po leczeniu kanałowym. W technice kąta prostego film umieszcza się możliwie równolegle do osi długiej zęba, najczęściej przy pomocy specjalnych uchwytów pozycjonujących. Potem lampa RTG jest ustawiana tak, aby wiązka padała dokładnie pod kątem 90° do tej pary: film–ząb. To jest standard zgodny z nowoczesnymi zaleceniami radiologii stomatologicznej, bo zapewnia powtarzalność projekcji, lepszą jakość diagnostyczną i mniejsze ryzyko błędnej interpretacji. W praktyce, jeśli promień nie jest prostopadły do filmu i osi zęba, pojawiają się typowe błędy: skrócenie korzeni (foreshortening), wydłużenie (elongation) albo nałożenie się struktur. Technik, który dobrze opanuje ustawianie promienia w tej technice, dużo rzadziej musi powtarzać zdjęcia, co przekłada się też na mniejsze narażenie pacjenta na promieniowanie jonizujące. To jest po prostu dobra praktyka i zgodna z zasadą ALARA – jak najmniejsza dawka przy zachowaniu jakości diagnostycznej.

Pytanie 24

W badaniu MR czas repetycji TR jest parametrem określającym odstęp czasu między

A. dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF180ᵒ
B. impulsem inwersji 180ᵒ a czasem powstania sygnału (echa).
C. dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF90ᵒ
D. impulsem inwersji 90ᵒ a czasem powstania sygnału (echa).
Prawidłowo – czas repetycji TR w badaniu rezonansu magnetycznego to odstęp czasu między dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF o kącie 90°. To jest taki podstawowy „rytmem serca” sekwencji spin-echo i większości klasycznych sekwencji. Po pierwszym impulsie 90° następuje wzbudzenie magnetyzacji poprzecznej, potem relaksacja T1 i T2, pojawia się echo, a dopiero po zadanym czasie TR podajemy kolejny impuls 90° i zaczyna się następny cykl pomiaru dla tej samej warstwy. W praktyce dobór TR decyduje o tym, jak bardzo obraz będzie zależny od relaksacji T1. Krótkie TR (np. 300–700 ms) silnie eksponuje różnice T1, czyli daje typowe obrazy T1-zależne. Długie TR (np. 2000 ms i więcej) zmniejsza wpływ T1 i pozwala bardziej „wybrzmieć” kontrastowi T2 lub gęstości protonowej. Moim zdaniem warto to sobie kojarzyć tak: technik ustawiając TR de facto ustawia, ile czasu da tkankom na odtworzenie magnetyzacji podłużnej po impulsie 90°. Jeśli czasu jest mało, tkanki o krótkim T1 będą jaśniejsze, bo szybciej się regenerują; jeśli dużo, różnice T1 się spłaszczają. W codziennej pracy przy planowaniu protokołów MR TR jest jednym z kluczowych parametrów razem z TE i ewentualnie TI. W standardowych sekwencjach spin-echo zawsze myślimy o TR jako o czasie pomiędzy kolejnymi impulsami 90°, a nie 180° czy impulsami inwersyjnymi. To pomaga też szybko odróżnić, czym jest TR, a czym TI, które definiuje się zupełnie inaczej. Dobrą praktyką jest zawsze patrzeć na TR i od razu kojarzyć, jaki rodzaj kontrastu uzyskamy oraz jak wpłynie to na czas trwania całej sekwencji i komfort pacjenta.

Pytanie 25

Jakie symbole mają odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe w badaniu EKG?

A. I, II, III
B. V4, V5, V6
C. aVR, aVL, aVF
D. V1, V2, V3
Prawidłowo – odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mają symbole I, II, III. Nazywają się „dwubiegunowe”, bo rejestrują różnicę potencjałów pomiędzy dwiema elektrodami czynnościowymi założonymi na kończyny. W odprowadzeniu I aparat porównuje lewą rękę z prawą ręką (LA–RA), w odprowadzeniu II – lewą nogę z prawą ręką (LL–RA), a w odprowadzeniu III – lewą nogę z lewą ręką (LL–LA. W praktyce klinicznej właśnie te trzy odprowadzenia są podstawą tzw. trójkąta Einthovena, który opisuje elektryczną oś serca w płaszczyźnie czołowej. Z mojego doświadczenia, jeżeli ktoś dobrze ogarnia I, II, III, to dużo łatwiej rozumie potem interpretację osi serca, zmian niedokrwiennych czy przerostów komór. W zapisie monitorującym (np. na OIT czy w ratownictwie) najczęściej używa się właśnie odprowadzenia II, bo zwykle daje ono najwyższe, najbardziej czytelne załamki P i zespoły QRS. To jest taki „roboczy standard” w wielu oddziałach. Warto też pamiętać, że technik zakładający EKG musi poprawnie rozmieścić elektrody kończynowe (czerwony, żółty, zielony, czarny) – nawet jeśli w praktyce klinicznej często daje się je na przedramiona i podudzia, a nie na nadgarstki i kostki. Dla jakości zapisu i poprawnej interpretacji odprowadzeń I, II, III ważne jest jeszcze ograniczenie artefaktów ruchowych, dobra przyczepność elektrod i powtarzalny schemat podłączenia, zgodny z wytycznymi producenta aparatu i standardami pracowni EKG.

Pytanie 26

Które zdjęcie RTG stawu łokciowego zostało wykonane w projekcji skośnej w rotacji zewnętrznej?

A. Zdjęcie 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zdjęcie 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zdjęcie 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zdjęcie 1
Ilustracja do odpowiedzi D
Na podstawie samych obrazów bardzo łatwo pomylić projekcję skośną z klasycznym AP albo z lekkim błędem ułożenia, dlatego wiele osób wybiera nieprawidłową odpowiedź. Kluczowe jest jednak zrozumienie, jak różnią się od siebie standardowe projekcje stawu łokciowego: AP, boczna oraz skośne w rotacji zewnętrznej i wewnętrznej. Zdjęcie przypominające typowe AP będzie miało dość symetryczne odwzorowanie nadkłykcia przyśrodkowego i bocznego, a kości promieniowa i łokciowa częściowo się nakładają. Gdy ktoś wskazuje taką projekcję jako skośną w rotacji zewnętrznej, zwykle wynika to z myślenia w stylu „nie jest boczne, więc pewnie skośne”, co jest trochę zbyt uproszczone. Projekcja boczna z kolei przedstawia staw łokciowy w zgięciu około 90°, z wyraźnym profilem bloczka, wcięcia bloczkowego i głowy kości promieniowej, a kości przedramienia są ustawione jedna za drugą. Jeśli taki obraz uznaje się za skośny, to jest to efekt mylenia pojęć: boczne ≠ skośne. W projekcji skośnej nadal zachowane jest wrażenie „prawie AP”, ale z kontrolowaną rotacją kończyny. W rotacji zewnętrznej promień stopniowo „odkleja się” od kości łokciowej, a boczne struktury stawu, szczególnie głowa kości promieniowej i nadkłykieć boczny, uwidaczniają się lepiej i mniej się nakładają. Ujęcia boczne, czy też prawie idealne AP, nie spełniają tego warunku, więc nie mogą być uznane za prawidłową projekcję skośną. Typowym błędem jest też ocenianie projekcji głównie po stopniu zgięcia łokcia – tymczasem o skośności decyduje głównie rotacja, a nie sama flexja. Warto sobie wyrobić nawyk patrzenia na relacje promień–łokciowa oraz na kształt i wzajemne ustawienie kłykci kości ramiennej. Z mojego doświadczenia dopiero takie podejście naprawdę porządkuje w głowie, która projekcja jest która i dlaczego wybór innego zdjęcia niż numer 1 w tym zadaniu prowadzi do błędnej odpowiedzi.

Pytanie 27

Który system informatyczny służy do archiwizacji i transmisji obrazów radiologicznych?

A. HL7
B. DICOM
C. IHE
D. PACS
PACS (Picture Archiving and Communication System) to dokładnie ten system, który w nowoczesnej radiologii „trzyma w ryzach” wszystkie obrazy – od RTG, przez TK i MR, aż po USG czy mammografię. Jego podstawowa rola to archiwizacja i transmisja obrazów radiologicznych w formie cyfrowej. Z mojego doświadczenia, bez PACS-u praca pracowni obrazowej szybko zamienia się w chaos: płyty CD, pendrive’y, wydruki na kliszach, gubiące się opisy. W dobrze działającym szpitalu obrazy z aparatu (np. tomografu komputerowego) są automatycznie wysyłane do PACS, gdzie są bezpiecznie przechowywane, opisywane przez radiologa i udostępniane lekarzom klinicznym na oddziałach. Technicznie PACS opiera się na standardzie DICOM – to w tym formacie obrazy są zapisywane i przesyłane. Sam DICOM to jednak tylko język i zasady komunikacji, a PACS jest całym systemem: serwery archiwizujące, stacje opisowe, przeglądarki obrazów, mechanizmy backupu i kontroli dostępu. W praktyce PACS współpracuje z RIS (Radiology Information System) i systemem szpitalnym HIS, dzięki czemu lekarz na oddziale może jednym kliknięciem otworzyć badanie pacjenta wraz z opisem, bez biegania po klisze. Dobre praktyki mówią też o redundancji (kopie zapasowe), szyfrowaniu transmisji oraz nadawaniu uprawnień użytkownikom, bo to są dane wrażliwe. Moim zdaniem znajomość roli PACS jest absolutnie podstawowa dla każdego, kto pracuje przy diagnostyce obrazowej – to takie „kręgosłup informatyczny” radiologii.

Pytanie 28

Do zadań technika elektroradiologa w pracowni hemodynamicznej należy

A. przygotowanie stolika zabiegowego.
B. ustalanie ilości kontrastu.
C. podanie operatorowi cewnika.
D. dokumentowanie obrazów ICUS.
Prawidłowo – w pracowni hemodynamicznej jednym z kluczowych zadań technika elektroradiologa jest właśnie dokumentowanie obrazów ICUS (intravascular ultrasound, wewnątrznaczyniowe USG). To badanie obrazowe wykonywane podczas zabiegów kardiologii inwazyjnej, np. angioplastyki wieńcowej, stentowania czy oceny zwężeń w tętnicach. Technik odpowiada za prawidłowe uruchomienie i obsługę aparatury, zapis przebiegu badania, archiwizację sekwencji obrazów oraz poprawne opisanie danych w systemie (PACS/RIS lub lokalny system kardiologiczny). Od jakości tej dokumentacji zależy późniejsza możliwość analizy zabiegu, porównanie wyników w czasie, a także wiarygodność danych medycznych. W praktyce wygląda to tak, że operator wprowadza sondę ICUS do naczynia, a technik pilnuje parametrów rejestracji, synchronizacji z EKG, poprawnego oznaczenia segmentów naczynia i momentów kluczowych (np. przed i po implantacji stentu). Moim zdaniem jest to jedno z bardziej odpowiedzialnych zadań, bo błędne podpisanie serii, zgubienie fragmentu badania albo niewłaściwe zarchiwizowanie potrafi mocno utrudnić dalsze leczenie pacjenta. Standardem jest, że technik dba o ciągłość rejestracji, poprawną jakość obrazu (dobór głębokości, zakresu dynamicznego, wzmocnienia), a po zabiegu sprawdza, czy badanie jest kompletne i dostępne dla lekarza w systemie. W wielu pracowniach technik zajmuje się też eksportem wybranych fragmentów badania ICUS do dokumentacji zabiegowej, żeby lekarz mógł je użyć w opisie lub na konsyliach. To jest dokładnie ten obszar odpowiedzialności, który pokrywa się z kompetencjami technika elektroradiologa – obsługa aparatury obrazowej, rejestracja, archiwizacja i techniczna jakość badania.

Pytanie 29

Które odprowadzenie elektrokardiograficzne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Odprowadzenie II
B. Odprowadzenie aVR
C. Odprowadzenie aVL
D. Odprowadzenie I
Na rysunku pokazano klasyczne odprowadzenie dwubiegunowe kończynowe I. Elektroda ujemna znajduje się na prawym przedramieniu, a dodatnia na lewym przedramieniu – dokładnie tak, jak definiuje to standard Einthovena. To odprowadzenie rejestruje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną i patrzy na serce mniej więcej z lewej strony klatki piersiowej, co w praktyce daje dobrą ocenę depolaryzacji przedsionków i lewej części komór. W prawidłowym zapisie EKG w odprowadzeniu I załamek P, zespół QRS oraz załamek T są zwykle dodatnie, bo wektor pobudzenia biegnie z prawej strony klatki piersiowej ku lewej, czyli w stronę elektrody dodatniej. To jest bardzo charakterystyczne i często używane jako punkt odniesienia przy ocenie osi elektrycznej serca.
Z mojego doświadczenia to odprowadzenie jest jednym z najczęściej wykorzystywanych w praktyce – chociażby w monitorach przyłóżkowych, telemetrii czy prostych kardiomonitorach transportowych. W wielu urządzeniach, gdy podłączamy tylko dwie elektrody na kończyny górne, tak naprawdę monitorujemy właśnie coś bardzo zbliżonego do odprowadzenia I. W dobrze wykonanym badaniu EKG ważne jest poprawne rozmieszczenie elektrod kończynowych: na nadgarstkach lub w ich pobliżu na przedramionach, przy zachowaniu symetrii i dobrego kontaktu ze skórą. Błędne założenie elektrod (np. zamiana prawej z lewą) może całkowicie odwrócić obraz w odprowadzeniu I i prowadzić do fałszywego podejrzenia patologii, np. odwróconych załamków P czy zmian osi serca. Dlatego znajomość dokładnego przebiegu odprowadzenia I i jego biegunowości jest, moim zdaniem, absolutną podstawą poprawnej interpretacji zapisu EKG i kontroli jakości badania.

Pytanie 30

Fistulografia to badanie kontrastowe

A. żylaków.
B. naczyń tętniczych.
C. przetok.
D. naczyń włosowatych.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo samo słowo „fistulografia” może kojarzyć się z naczyniami, zwłaszcza jeśli ktoś myśli o przetokach tętniczo-żylnych do hemodializy. Trzeba jednak odróżnić pojęcia: fistulografia to badanie kontrastowe przetok jako patologicznych kanałów, a nie rutynowe obrazowanie naczyń. Żylaki to poszerzone, kręte żyły powierzchowne, najczęściej kończyn dolnych. Do ich oceny standardem jest badanie USG Doppler, ewentualnie flebografia kontrastowa w bardziej złożonych przypadkach. Fistulografia nie służy do obrazowania żylaków, bo kontrast nie jest tu podawany do żyły w sposób systemowy, tylko do jamy lub kanału przetoki. W praktyce pomylenie fistulografii z badaniem żył wynika często z myślenia: „jest kontrast, więc na pewno chodzi o naczynia krwionośne”. To jest takie dość typowe uproszczenie, które potem robi kłopot na testach. Naczynia tętnicze ocenia się w angiografii tętniczej – tam kontrast podawany jest do tętnicy (np. udowej) i pod kontrolą fluoroskopii ocenia się drożność, zwężenia, tętniaki. To zupełnie inna technika, inne wskazania i inne ryzyko powikłań. Z kolei naczynia włosowate nie są praktycznie obrazowane jako osobna struktura w klasycznych badaniach kontrastowych RTG, bo są zbyt drobne; ich obecność ocenia się pośrednio, np. w kapilaroskopii lub w badaniach mikrokrążenia, ale to już w innych modalnościach i warunkach. Moim zdaniem największy błąd myślowy przy tym pytaniu polega na automatycznym łączeniu końcówki „-grafia” z angiografią i naczyniami. Warto zapamiętać, że w nazwach badań kontrastowych pierwszy człon zwykle mówi, co dokładnie obrazujemy: „fistulo-” – przetoka, „angio-” – naczynie, „uro-” – drogi moczowe. Jak się to raz dobrze skojarzy, to takie pytania stają się dużo prostsze i przestają być podchwytliwe.

Pytanie 31

Którą strukturę anatomiczną zaznaczono na radiogramie stawu kolanowego?

Ilustracja do pytania
A. Kłykieć boczny.
B. Nadkłykieć boczny.
C. Kłykieć przyśrodkowy.
D. Nadkłykieć przyśrodkowy.
Na tym typie zadania wiele osób gubi się na prostym, ale podchwytliwym rozróżnieniu: co jest kłykciem, a co nadkłykciem. Na radiogramie stawu kolanowego w projekcji AP kłykcie kości udowej to te zaokrąglone części dystalnej nasady, które bezpośrednio tworzą powierzchnie stawowe i „wchodzą” w szczelinę stawową. Nadkłykcie natomiast leżą wyżej, ponad linią powierzchni stawowych, są bardziej bocznie i przyśrodkowo wysunięte i pełnią głównie funkcję miejsc przyczepu więzadeł i mięśni.
Jeżeli ktoś zaznacza kłykieć przyśrodkowy lub boczny, to zwykle wynika to z automatycznego skojarzenia, że każda duża wyniosłość w okolicy stawu to właśnie kłykieć. Tymczasem na poprawnie wykonanym zdjęciu RTG, zgodnie z zasadami diagnostyki obrazowej, trzeba najpierw odszukać linię szczeliny stawowej: to ona oddziela kłykcie kości udowej od kłykci kości piszczelowej. Wszystko, co wyraźnie powyżej i bardziej „na zewnątrz”, to już nadkłykcie, a nie kłykcie. Z mojego doświadczenia w nauce anatomii w obrazowaniu największym błędem jest patrzenie tylko na kształt, bez odniesienia do sąsiednich struktur.
Pomyłka między nadkłykciem przyśrodkowym a nadkłykciem bocznym bierze się najczęściej z dezorientacji, która strona na obrazie odpowiada stronie prawej lub lewej pacjenta. Radiogramy są oznaczane znacznikami L/R i zgodnie z dobrymi praktykami zawsze trzeba na początku zlokalizować ten znacznik. Dopiero wtedy można pewnie powiedzieć, czy widzimy stronę przyśrodkową, czy boczną. W tym przypadku strzałka nie wskazuje na część po stronie bocznej, więc nazwanie tej struktury nadkłykciem bocznym jest merytorycznie niezgodne z anatomią. Podsumowując, klucz do poprawnej identyfikacji to: najpierw orientacja strony, potem odróżnienie powierzchni stawowej (kłykcie) od wyższych, pozastawowych wyniosłości (nadkłykcie). Bez tego bardzo łatwo o błędny opis, co w realnej praktyce może prowadzić do nieprecyzyjnej kwalifikacji złamania czy niewłaściwej dokumentacji urazu.

Pytanie 32

Kto jest odpowiedzialny za wykonywanie testów podstawowych kontroli jakości gammakamery w Zakładzie Medycyny Nuklearnej?

A. Technik elektroradiolog z inspektorem ochrony radiologicznej.
B. Technik elektroradiolog z inżynierem medycznym.
C. Lekarz radiolog z technikiem elektroradiologiem.
D. Lekarz radiolog z inspektorem ochrony radiologicznej.
W medycynie nuklearnej bardzo łatwo pomylić role poszczególnych członków zespołu, bo wszyscy pracują przy tym samym aparacie, ale ich zadania są inne. Lekarz radiolog (czy szerzej: lekarz medycyny nuklearnej) jest odpowiedzialny przede wszystkim za stronę kliniczną – kwalifikację do badania, dobór radiofarmaceutyku, interpretację obrazów, decyzję diagnostyczną. To nie on jednak wykonuje rutynowe testy podstawowej kontroli jakości gammakamery. Lekarz może nadzorować cały system jakości, ale fizyczne testy aparatu są delegowane na personel techniczny. Podobnie inspektor ochrony radiologicznej ma zupełnie inny zakres obowiązków. Zajmuje się bezpieczeństwem radiologicznym: nadzorem nad dawkami, ekranowaniem pomieszczeń, kontrolą urządzeń dozymetrycznych, szkoleniem personelu z zasad ochrony radiologicznej, prowadzeniem dokumentacji narażenia. Inspektor nie odpowiada za parametry obrazowania gammakamery, takie jak jednorodność, rozdzielczość czy liniowość systemu. To jest typowy błąd myślowy: skoro urządzenie emituje lub rejestruje promieniowanie, to wydaje się, że inspektor powinien „wszystko” kontrolować. W praktyce inspektor kontroluje bezpieczeństwo, a jakość diagnostyczną aparatu kontroluje zespół techniczny. Często myli się też rolę technika elektroradiologa i lekarza – technik to osoba, która faktycznie obsługuje gammakamerę na co dzień, zna jej ustawienia, procedury testowe, fantomy, sekwencje pomiarowe. Lekarz nie jest szkolony do wykonywania codziennych testów QA, tylko do oceny obrazów i podejmowania decyzji klinicznych. Dlatego zestawy typu „lekarz z technikiem” albo „lekarz z inspektorem” nie odzwierciedlają realnego podziału obowiązków. W dobrze funkcjonującym zakładzie medycyny nuklearnej testy podstawowe wykonuje technik elektroradiolog, a wyniki są analizowane i nadzorowane przez inżyniera medycznego lub fizyka medycznego, który ma kompetencje w zakresie parametrów technicznych urządzeń obrazujących oraz standardów kontroli jakości. Taki podział jest spójny z nowoczesnymi wytycznymi QA/QC i zapewnia zarówno bezpieczeństwo, jak i wysoką jakość obrazów scyntygraficznych.

Pytanie 33

Na ilustracji przedstawiono przygotowanie pacjenta do badania

Ilustracja do pytania
A. EEG
B. EMG
C. KTG
D. ERG
Na zdjęciu widać bardzo typowe przygotowanie do badania EMG – dokładniej do elektroneurografii, czyli stymulacyjnej części badania przewodnictwa nerwowego. Mamy tutaj kończynę z założonym mankietem uziemiającym/odprowadzającym (zielony element) oraz dwie elektrody powierzchowne przyklejone nad mięśniem, do którego dochodzi badany nerw. Dodatkowo z boku widoczna jest elektroda stymulująca (igłowa lub pierścieniowa), którą podaje się krótkie impulsy prądowe. To klasyczny układ: elektroda aktywna i referencyjna nad brzuścem mięśnia oraz elektroda stymulująca w przebiegu nerwu. W EMG rejestruje się potencjały czynnościowe mięśni wywołane pobudzeniem nerwów obwodowych albo spontaniczną aktywność mięśnia. W praktyce technik musi zadbać o kilka rzeczy: dokładne odtłuszczenie skóry, prawidłowe rozmieszczenie elektrod w osi mięśnia, dobrą przyczepność żelowych elektrod i stabilne ułożenie kończyny, żeby artefakty ruchowe nie zniszczyły zapisu. Z mojego doświadczenia wiele problemów z jakością sygnału w EMG wynika z pośpiechu przy przygotowaniu skóry. W badaniach przewodnictwa nerwowego mierzy się latencję, amplitudę i prędkość przewodzenia, co jest kluczowe np. w diagnostyce zespołu cieśni nadgarstka, neuropatii cukrzycowych, uszkodzeń korzeni nerwowych czy urazów nerwów po złamaniach. Standardy pracowni neurofizjologii klinicznej zalecają też kontrolę temperatury kończyny, bo zbyt zimna ręka spowalnia przewodzenie i fałszuje wyniki. Właśnie ten układ elektrod na kończynie, bez udziału głowy, brzucha czy aparatury kardiotokograficznej, jednoznacznie wskazuje na EMG, a nie na EEG, ERG czy KTG.

Pytanie 34

Na zarejestrowanych obrazach badania renoscyntygraficznego widać, że prawa nerka pacjenta

Ilustracja do pytania
A. nie gromadzi radioznacznika.
B. wykazuje opóźnione gromadzenie radioznacznika.
C. gromadzi prawidłowo radioznacznik.
D. wykazuje opóźnione wydalanie radioznacznika.
Na przedstawionych kolejnych klatkach badania renoscyntygraficznego widać wyraźnie, że po stronie lewej (oznaczenie L) nerka gromadzi radioznacznik, a następnie stopniowo go wydala – obraz jest dynamiczny, krzywa czas–aktywność w takiej nerce zwykle ma typowy kształt: szybki wzrost, plateau, potem powolny spadek. Po stronie prawej (P) praktycznie od początku badania brak jest wyraźnego ogniska wychwytu w rzucie prawej nerki, a w kolejnych minutach nic się tam istotnie nie zmienia. To właśnie jest typowy obraz nerki, która nie gromadzi radioznacznika – albo z powodu braku perfuzji, albo ciężkiego uszkodzenia miąższu, albo w skrajnych przypadkach braku czynnej nerki (np. nerka zanikowa, po przebytych zmianach zapalnych, niedokrwiennych, po ciężkim uszkodzeniu toksycznym itp.). W rutynowej praktyce medycyny nuklearnej przy interpretacji renoscyntygrafii zawsze porównuje się obie nerki: symetrię ukrwienia, tempo narastania sygnału, maksymalne gromadzenie oraz fazę wydalania. Jeżeli jedna nerka jest praktycznie „niewidoczna” na wszystkich fazach, a tło w tej okolicy nie różni się od reszty jamy brzusznej, mówimy o braku gromadzenia radioznacznika. Moim zdaniem ważne jest też, żeby pamiętać o możliwych przyczynach technicznych: zbyt mała dawka, zła kolimacja, przesunięcie pacjenta – ale tutaj lewa nerka jest prawidłowo widoczna, więc problem techniczny jest mało prawdopodobny. W opisie takiego badania według dobrych praktyk (EANM, SNMMI) podaje się zwykle procentowy udział czynnościowy każdej nerki; przy braku gromadzenia po jednej stronie udział tej nerki będzie bliski 0%. Klinicznie takie rozpoznanie ma duże znaczenie np. przed planowanym zabiegiem urologicznym, kwalifikacją do nefrektomii, oceną powikłań po zatorze tętnicy nerkowej lub po ciężkim odmiedniczkowym zapaleniu. Tego typu obraz nie zostawia dużego pola do interpretacji – to nie jest ani opóźnione gromadzenie, ani czyste zaburzenie fazy wydalania, tylko funkcjonalnie „niema” nerka.

Pytanie 35

Które urządzenie zostało przedstawione na fotografii i w jakiej pracowni znajduje zastosowanie?

Ilustracja do pytania
A. Gammakamera w pracowni radioterapii.
B. Densytometr rentgenowski w pracowni medycyny nuklearnej.
C. Rentgenograf w pracowni rentgenowskiej.
D. Kamera scyntygraficzna w pracowni medycyny nuklearnej.
Na zdjęciu widać klasyczną kamerę scyntygraficzną, często nazywaną też gammakamerą, używaną w pracowni medycyny nuklearnej. Charakterystyczny jest duży pierścień z głowicami detekcyjnymi oraz ruchomy stół pacjenta, który wsuwa się w obszar detekcji. W medycynie nuklearnej nie oświetlamy pacjenta z zewnątrz promieniowaniem, tylko wykorzystujemy promieniowanie gamma emitowane z wnętrza ciała po podaniu radiofarmaceutyku. Detektory kamery scyntygraficznej (zwykle kryształ NaI(Tl) i fotopowielacze) rejestrują to promieniowanie i tworzą obraz rozmieszczenia znacznika w narządach. Dzięki temu można ocenić nie tylko anatomię, ale przede wszystkim funkcję – np. perfuzję mięśnia sercowego, czynność tarczycy, perfuzję nerek, metabolizm kości. W praktyce klinicznej wykonuje się takie badania jak scyntygrafia kości, scyntygrafia perfuzyjna płuc, SPECT serca, SPECT mózgu. Moim zdaniem to właśnie jest główna przewaga medycyny nuklearnej nad klasycznym RTG: widzimy fizjologię, a nie tylko kształt narządu. Dobre praktyki wymagają tu m.in. prawidłowego doboru radiofarmaceutyku, kalibracji kolimatorów, kontroli jakości detektorów oraz właściwego pozycjonowania pacjenta, żeby uniknąć artefaktów ruchowych. W nowoczesnych pracowniach często stosuje się systemy hybrydowe SPECT/CT – z zewnątrz wyglądają podobnie, ale oprócz kamery scyntygraficznej mają zintegrowany tomograf komputerowy, co pozwala łączyć informację czynnościową z anatomiczną i dokładniej lokalizować zmiany patologiczne. Zdjęcie w pytaniu pokazuje właśnie typowy układ głowic scyntygraficznych wokół stołu, a nie klasyczny aparat RTG czy akcelerator do radioterapii.

Pytanie 36

Na obrazie rezonansu magnetycznego głowy strzałką wskazano zatokę

Ilustracja do pytania
A. czołową.
B. klinową.
C. szczękową.
D. strzałkową.
Prawidłowo rozpoznałeś zatokę czołową. Na strzałkowym (sagittalnym) obrazie MR głowy zatoka czołowa leży najbardziej do przodu, nad nasadą nosa, w obrębie kości czołowej. W badaniu T1-zależnym, takim jak na tym obrazku, jej światło jest zwykle ciemne (hipointensywne), bo wypełnia je powietrze, a ściany zatoki mają sygnał zbliżony do kości i tkanek miękkich. Charakterystyczne jest to, że zatoka czołowa „siedzi” nad oczodołami i ma kształt mniej więcej trójkątny lub nieregularny, z przegrodą pośrodku.
Moim zdaniem znajomość topografii zatok przynosowych na MR jest bardzo praktyczna, bo w codziennej pracy technika czy lekarza opisującego badania łatwo wychwycić np. zapalenie zatok, torbiel śluzową, poziom płynu albo masę guzowatą. W typowym opisie zgodnie z dobrymi praktykami (np. wytyczne neuroradiologiczne ESNR) zawsze warto krótko odnieść się do zatok przynosowych, nawet jeśli badanie było zlecane z innego powodu, bo zmiany zapalne są częste i nierzadko przypadkowo wykrywane.
Na MR zatoka czołowa będzie leżeć powyżej jamy nosowej i zatok szczękowych, przed przednim dołem czaszki. W projekcjach czołowych i osiowych dobrze widać, że jest ona parzysta, ale bywa asymetryczna – to jest normalny wariant anatomiczny. W praktyce klinicznej lokalizacja tej zatoki ma znaczenie np. przy planowaniu zabiegów endoskopowych laryngologicznych, dostępu chirurgicznego do przedniego dołu czaszki czy ocenie pourazowych złamań kości czołowej. Na MR, w porównaniu z TK, lepiej oceniamy tkanki miękkie wokół zatoki i ewentualne szerzenie się procesu zapalnego lub nowotworowego wewnątrzczaszkowo. Dlatego taka, wydawałoby się prosta identyfikacja na obrazie, jest fundamentem dalszej, bardziej zaawansowanej diagnostyki obrazowej.

Pytanie 37

W zapisie EKG załamki P dodatnie w odprowadzeniu I i II, a ujemne w aVR oraz częstotliwość rytmu mniejsza niż 60/min wskazują na

A. zwolniony rytm zatokowy.
B. niemiarowość zatokową.
C. przyspieszony rytm zatokowy.
D. zahamowanie zatokowe.
Prawidłowo – opis w pytaniu dokładnie pasuje do zwolnionego rytmu zatokowego, czyli bradykardii zatokowej. Załamki P dodatnie w odprowadzeniach I i II oraz ujemne w aVR to klasyczny „podpis” tego, że impuls elektryczny pochodzi z węzła zatokowo–przedsionkowego, czyli z fizjologicznego rozrusznika serca. Mówiąc prościej: morfologia załamka P mówi nam o miejscu powstania pobudzenia, a nie o jego szybkości. Dopiero częstotliwość rytmu, w tym przypadku < 60/min, decyduje, czy mówimy o rytmie zatokowym prawidłowym, przyspieszonym czy zwolnionym. Standardowo przyjmuje się, że: rytm zatokowy prawidłowy ma częstość 60–100/min, przyspieszony rytm zatokowy (tachykardia zatokowa) > 100/min, a zwolniony rytm zatokowy (bradykardia zatokowa) < 60/min. To jest podstawowa rzecz, którą trzeba mieć w głowie przy każdej analizie EKG, niezależnie czy pracujesz w pracowni EKG, na SOR-ze czy w POZ. W praktyce technika EKG wygląda to tak: najpierw oceniamy, czy załamki P są „zatokowe” (czyli dodatnie w I, II, ujemne w aVR, stały kształt), następnie sprawdzamy, czy po każdym P występuje zespół QRS, a potem mierzymy częstość rytmu – np. metodą 300/150/100 (przy zapisie 25 mm/s) albo za pomocą automatycznej analizy aparatu, ale zawsze warto ją zweryfikować „na oko”. U wielu osób, zwłaszcza młodych, wysportowanych, bradykardia zatokowa może być wariantem normy, szczególnie w spoczynku czy we śnie. Z drugiej strony, u pacjentów starszych, z chorobą węzła zatokowego, po lekach beta-adrenolitycznych czy blokerach kanału wapniowego, zwolniony rytm zatokowy może dawać zawroty głowy, osłabienie, omdlenia. Moim zdaniem dobrze jest od razu w głowie łączyć obraz EKG z objawami klinicznymi, bo sama liczba uderzeń na minutę jeszcze nie mówi, czy dany rytm jest dla pacjenta niebezpieczny. Dobre praktyki mówią: zawsze opisz rytm trzema słowami – pochodzenie (zatokowy/pozazatokowy), regularność (miarowy/niemiarowy) i częstość (przyspieszony/prawidłowy/zwolniony). Tutaj mamy wyraźnie: rytm zatokowy, miarowy (z opisu to wynika) i zwolniony.

Pytanie 38

W zapisie EKG załamek U występuje bezpośrednio po załamku

A. T, u wszystkich pacjentów.
B. T, tylko u niektórych pacjentów.
C. P, u wszystkich pacjentów.
D. P, tylko u niektórych pacjentów.
Załamek U na zapisie EKG pojawia się, gdy w ogóle jest widoczny, bezpośrednio po załamku T. Poprawna odpowiedź mówi też, że występuje tylko u niektórych pacjentów – i to jest bardzo ważne. W standardowym opisie cyklu pracy serca w EKG mamy: załamek P (depolaryzacja przedsionków), zespół QRS (depolaryzacja komór), załamek T (repolaryzacja komór). Załamek U jest takim „dodatkowym” małym załamkiem, który bywa widoczny po T, ale nie jest obowiązkowym elementem zapisu.
Moim zdaniem warto zapamiętać dwie rzeczy: po pierwsze – lokalizacja w czasie: U zawsze po T, nigdy przed nim. Po drugie – jego obecność jest zmienna osobniczo. U części zdrowych osób w ogóle go nie zobaczysz, a u innych będzie delikatny, niski, najlepiej widoczny w odprowadzeniach przedsercowych, zwłaszcza V2–V3. W praktyce technika EKG dobrze jest świadomie oceniać odcinek ST–T–U, bo niekiedy zmiany w obrębie załamka U mogą sugerować zaburzenia elektrolitowe, szczególnie hipokaliemię, albo działanie niektórych leków (np. antyarytmicznych). W hipokaliemii typowo załamek U staje się wyraźniejszy, wysoki w stosunku do T, czasem wręcz dominuje obraz końcowej części zespołu komorowego.
W dobrych praktykach opisu EKG w dokumentacji medycznej załamek U opisuje się wtedy, gdy jest wyraźny, nietypowo wysoki, odwrócony lub zlewa się z załamkiem T, co może utrudniać pomiar odstępu QT. Właśnie dlatego rozumienie, że U pojawia się po T i nie zawsze występuje, pomaga uniknąć błędów przy interpretacji QT i QTc – bo nie wolno „na siłę” dopisywać U tam, gdzie go nie ma. Z mojego doświadczenia w nauce EKG dobrze jest po prostu przyzwyczaić oko: najpierw znaleźć T, a potem sprawdzić, czy po nim nie ma małego, dodatkowego załamka – to będzie właśnie U.

Pytanie 39

Które zdjęcia należy wykonać pacjentom z chorobą reumatoidalną stawów kolanowych?

A. AP i boczne obu stawów kolanowych.
B. AP i boczne stawu kolanowego lewego.
C. AP obu stawów kolanowych i osiowe rzepek.
D. AP i boczne stawu kolanowego prawego.
Prawidłowo wskazano, że u pacjentów z reumatoidalnym zapaleniem stawów kolanowych wykonuje się projekcje AP i boczne obu stawów kolanowych. W RZS zmiany są zwykle wielostawowe, symetryczne i postępujące, dlatego standardem jest obrazowanie obu kolan, a nie tylko jednego, nawet jeśli pacjent zgłasza ból głównie po jednej stronie. W projekcji AP oceniamy przestrzeń stawową, ustawienie osi kończyny, ewentualne podwichnięcia, nadżerki kostne w obrębie kłykci, obecność osteoporozy przystawowej. Projekcja boczna pozwala lepiej zobaczyć zarys rzepki, powierzchnie stawowe, wysięk w jamie stawu (tzw. objaw zatarcia zarysu fałdów tłuszczowych), a także deformacje zgięciowe. Moim zdaniem ważne jest też to, że wykonując badanie obu kolan, mamy punkt odniesienia – czasem jedno kolano jest zajęte mocniej, drugie słabiej, ale porównanie symetrii zmian bardzo pomaga w ocenie zaawansowania RZS. W wielu ośrodkach przy podejrzeniu chorób zapalnych stawów stosuje się tzw. „serię reumatologiczną” RTG – zawsze z uwzględnieniem obu stron ciała (np. obu rąk, obu stóp, obu kolan). To po prostu dobra praktyka, bo RZS jest chorobą układową, a nie problemem jednego, przypadkowego stawu. W praktyce technik radiologii powinien pamiętać, że zlecenie „stawy kolanowe w RZS” domyślnie oznacza projekcje AP i boczne obu kolan, z prawidłowym ułożeniem, centrowaniem i ochroną gonad, a nie ograniczanie się tylko do strony bardziej bolesnej.

Pytanie 40

Zadaniem technika elektroradiologa w pracowni naczyniowej jest

A. wprowadzenie cewnika w światło naczyń.
B. przygotowanie niezbędnych narzędzi.
C. przygotowanie cewników.
D. nadzorowanie sprawnego działania aparatury rentgenowskiej.
Prawidłowo wskazana rola technika elektroradiologa w pracowni naczyniowej to nadzorowanie sprawnego działania aparatury rentgenowskiej. W pracowni angiograficznej technik jest odpowiedzialny przede wszystkim za stronę techniczną badania, a nie za wykonywanie czynności inwazyjnych w obrębie naczyń. To lekarz – najczęściej radiolog interwencyjny, kardiolog lub chirurg naczyniowy – wprowadza cewnik do światła naczynia, prowadzi go, podaje kontrast i wykonuje właściwy zabieg. Technik natomiast musi zadbać o to, żeby cały system obrazowania działał stabilnie, bezpiecznie i dawał obrazy o jak najlepszej jakości przy możliwie najmniejszej dawce promieniowania. W praktyce oznacza to m.in. prawidłowe ustawienie parametrów ekspozycji, kontrolę pracy lampy rentgenowskiej, generatora, stołu angiograficznego, systemu akwizycji obrazu oraz monitorów. Technik sprawdza przed badaniem poprawność działania układów sterowania, kolimatorów, systemów automatycznej kontroli ekspozycji, a także współpracuje z lekarzem przy doborze protokołów obrazowania, np. częstości serii, czasu akwizycji, projekcji, synchronizacji z podaniem kontrastu. Moim zdaniem bardzo ważne jest też to, że technik pilnuje bezpieczeństwa radiologicznego całego zespołu i pacjenta: dobiera osłony, kontroluje dawkę, dba o prawidłowe ustawienie ramienia C, żeby ograniczyć niepotrzebne ekspozycje. W dobrze działającej pracowni naczyniowej technik jest takim „operatorem systemu”, który musi szybko reagować, gdy pojawiają się komunikaty błędów, spadek jakości obrazu, przegrzewanie lampy czy problemy z archiwizacją w systemie PACS. To wszystko bezpośrednio przekłada się na bezpieczeństwo zabiegu, komfort pracy lekarza i skuteczność diagnostyki oraz terapii.