Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 3 sierpnia 2026 12:26
  • Data zakończenia: 3 sierpnia 2026 12:40

Egzamin niezdany

Wynik: 16/40 punktów (40,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Udostępnij swój wynik
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Na rycinie rentgenogramu w projekcji AP symbolem X oznaczono

Ilustracja do pytania
A. brzeg panewki.
B. głowę kości udowej.
C. szyjkę kości udowej.
D. dołek głowy kości udowej.
Na rycinie w projekcji AP miednicy symbol X rzeczywiście wskazuje na głowę kości udowej. W obrazie rentgenowskim głowa kości udowej ma charakterystyczny, prawie kulisty kształt o jednolitej, stosunkowo wysokiej gęstości kostnej i jest położona centralnie w panewce stawu biodrowego. Od szyjki oddziela ją wyraźna zmiana zarysu – szyjka jest bardziej wydłużona, zwężona i nachylona skośnie względem trzonu kości udowej. Brzeg panewki natomiast tworzy łukowatą linię po stronie miednicy, a nie po stronie kości udowej. W praktyce opisowej radiologii, zgodnie z typowymi schematami oceny stawu biodrowego (np. standardy ESOR, zalecenia PTChR), zawsze zaczyna się analizę od położenia i kształtu głowy kości udowej: czy jest kulista, dobrze pokryta przez panewkę, czy nie ma cech spłaszczenia, osteofitów, podwichnięcia. To pozwala szybko wychwycić dysplazję, chorobę zwyrodnieniową, jałową martwicę czy świeże zwichnięcie. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, że na zdjęciu AP miednicy najpierw „lokalizujesz kulę” – czyli głowę kości udowej – a dopiero potem identyfikujesz szyjkę, krętarze i zarysy panewki. W codziennej pracy technika elektroradiologii ta umiejętność jest potrzebna nie tylko do interpretacji, ale też do prawidłowego pozycjonowania: ustawiając pacjenta, starasz się tak ułożyć kończynę, żeby głowa była w centrum panewki i żeby szyjka nie nakładała się nadmiernie na panewkę, co jest standardem dobrej jakości projekcji AP biodra i miednicy.

Pytanie 2

HRCT (high-resolution computed tomography) jest metodą obrazowania TK

A. przeciętnej rozdzielczości.
B. wysokiej rozdzielczości.
C. średniej rozdzielczości.
D. niskiej rozdzielczości.
HRCT to skrót od angielskiego „high-resolution computed tomography”, czyli tomografia komputerowa wysokiej rozdzielczości. Sama nazwa już mówi, jaka jest poprawna odpowiedź: jest to metoda TK zaprojektowana właśnie po to, żeby uzyskać jak najwyższą rozdzielczość przestrzenną obrazu, szczególnie w obrębie miąższu płuc. W praktyce oznacza to, że na obrazach HRCT bardzo dobrze widać drobne struktury anatomiczne, jak przegrody międzyzrazikowe, małe oskrzeliki, drobne zmiany śródmiąższowe. Stosuje się cienkie warstwy (zwykle 0,5–1,5 mm), wysokoczęstotliwościowe filtry rekonstrukcyjne (tzw. filtr „kostny” lub „wysokiej rozdzielczości”) i odpowiednio dobrane parametry ekspozycji. Moim zdaniem warto kojarzyć, że HRCT to nie jest inny typ aparatu, tylko specyficzny protokół badania i rekonstrukcji danych w standardowym tomografie. W zaleceniach towarzystw radiologicznych (np. Fleischner Society, ERS/ESTS) HRCT jest metodą z wyboru w diagnostyce chorób śródmiąższowych płuc, rozedmy, rozstrzeni oskrzeli, oceny zmian po COVID‑19 czy pylic. W codziennej pracy technika elektroradiologii bardzo ważne jest prawidłowe dobranie grubości warstwy, kolimacji, sposobu oddychania pacjenta (zwykle wdech, niekiedy też wydech), a także unikanie zbędnych serii, żeby niepotrzebnie nie zwiększać dawki. Standardem jest rekonstrukcja obrazów w płaszczyznach MPR (np. czołowej i strzałkowej), co jeszcze bardziej wykorzystuje wysoką rozdzielczość danych. Dobrą praktyką jest też dokładne opisanie w protokole badania, że wykonano HRCT klatki piersiowej, bo to od razu kieruje lekarza opisującego na właściwą interpretację obrazu, z uwzględnieniem bardzo drobnych zmian strukturalnych.

Pytanie 3

Na rentgenogramie uwidoczniono badanie

Ilustracja do pytania
A. angiografii nerkowej TK.
B. angiografii nerkowej.
C. urografii TK.
D. urografii.
Na obrazie przedstawiono klasyczną urografię dożylną, a nie angiografię ani badanie w tomografii komputerowej. Typowym błędem jest automatyczne kojarzenie każdego zdjęcia z kontrastem w okolicy nerek z angiografią nerkową. W angiografii kluczowe są naczynia: tętnica nerkowa, jej gałęzie korowe, łukowate, segmentalne. Środek cieniujący wypełnia światło tętnic, a obraz ma charakter „drzewkowaty”, bardzo bogaty w drobne rozgałęzienia. Tutaj tego nie ma – zamiast sieci naczyń widzimy gładko zarysowane kielichy, miedniczki i ciągły przebieg moczowodów aż do pęcherza. To jest układ zbiorczy, nie naczyniowy. Drugi typowy błąd to mylenie klasycznego RTG z urografią TK tylko dlatego, że pojawia się kontrast w drogach moczowych. W tomografii komputerowej obraz zawsze ma charakter przekrojowy, warstwowy, z widocznymi strukturami w poprzecznych skanach, a często dochodzą rekonstrukcje 3D lub MPR. Tutaj natomiast mamy jedną projekcję przednio‑tylną, bez widocznych „plastrów” czy różnic grubości warstw. To po prostu zdjęcie przeglądowe z utrwaloną fazą wydzielniczą kontrastu. W klasycznej urografii dożylnej wykonuje się serię takich zdjęć w różnych odstępach czasu, żeby ocenić nerkę, moczowody i pęcherz. Moim zdaniem najprościej odróżnić te badania, patrząc właśnie na to, co jest najlepiej uwidocznione: naczynia – myśl o angiografii, światło dróg moczowych – myśl o urografii, obrazy warstwowe z opisem okien, rekonstrukcje – to raczej TK. W praktyce zawodowej takie rozróżnianie jest ważne, bo od poprawnego zidentyfikowania metody zależy dalsza interpretacja obrazu i właściwe wnioski diagnostyczne.

Pytanie 4

Warstwa półchłonna (WP) służy do obliczania

A. grubości osłon.
B. czasu napromieniania.
C. dawki promieniowania.
D. bezpiecznej odległości.
Warstwa półchłonna kojarzy się wielu osobom z różnymi aspektami pracy z promieniowaniem: dawką, czasem świecenia lampy, nawet odległością od źródła. To dość typowe, bo w praktyce wszystko to jest ze sobą powiązane, ale fizycznie są to różne pojęcia. WP jest parametrem materiału i wiązki promieniowania, a nie parametrem czasu czy odległości. Jej definicja jest czysto geometryczna i fizyczna: to taka grubość osłony, która redukuje natężenie wiązki o połowę. Nie ma tam ani słowa o sekundach, ani o metrach.
Jeśli ktoś łączy WP z czasem napromieniania, to zwykle wynika to z myślenia: „skoro coś zmniejsza dawkę, to pewnie wpływa też na czas”. W praktyce czas napromieniania w diagnostyce ustala się przez parametry ekspozycji (mAs, kV) i wymagany poziom jakości obrazu, a w radioterapii – przez zaplanowaną dawkę i moc dawki wiązki. Warstwa półchłonna nie służy do ustawiania czasu, tylko do oceny, jak szybko wiązka jest osłabiana przez materiał ochronny. Można potem oczywiście skrócić lub wydłużyć czas, żeby skompensować tłumienie, ale to już inny etap obliczeń.
Podobnie jest z dawką promieniowania. WP wpływa na to, ile promieniowania „przejdzie” przez osłonę, więc pośrednio ma związek z dawką po drugiej stronie bariery, ale nie jest bezpośrednim narzędziem do obliczania dawki u pacjenta czy personelu. Do dawki używa się parametrów ekspozycji, współczynników pochłaniania w tkankach, krzywych głębokościowych w radioterapii, współczynników konwersji – a warstwa półchłonna jest jednym z elementów służących głównie do projektowania ekranowania.
Częste jest też mylenie WP z bezpieczną odległością. Odległość od źródła promieniowania opisuje prawo odwrotności kwadratu odległości: im dalej, tym natężenie spada z kwadratem odległości, niezależnie od materiału. Warstwa półchłonna natomiast opisuje tłumienie w materiale, a nie w powietrzu na drodze geometrycznej. W praktyce w ochronie radiologicznej łączy się te trzy rzeczy: czas, odległość i osłony, ale tylko to ostatnie jest bezpośrednio związane z WP. Dlatego w dobrych praktykach ochrony radiologicznej warstwa półchłonna jest używana przede wszystkim przy obliczaniu grubości ścian, drzwi, fartuchów i innych osłon, a nie jako narzędzie do wyznaczania czasu ekspozycji, dawki czy „magicznej” bezpiecznej odległości.

Pytanie 5

Które badanie zostało zarejestrowane na przedstawionym radiogramie?

Ilustracja do pytania
A. Jamy brzusznej wykonane poziomą wiązką promieniowania.
B. Dróg żółciowych metodą cholangiografii śródoperacyjnej.
C. Układu moczowego z użyciem środka kontrastującego.
D. Płuc wykonane metodą Przybylskiego.
Prawidłowo rozpoznano, że na radiogramie przedstawiono badanie jamy brzusznej wykonane poziomą wiązką promieniowania, w pozycji leżącej na boku (projekcja pozioma – tzw. boczna z poziomą wiązką). Świadczy o tym charakterystyczny układ pętli jelitowych i obecność poziomów powietrze–płyn, które bardzo dobrze uwidaczniają się właśnie przy poziomej (horyzontalnej) wiązce promieniowania. W takiej technice promień centralny biegnie równolegle do podłoża, dzięki czemu różnice gęstości pomiędzy gazem a płynem układają się w wyraźne poziomy, co jest kluczowe np. przy podejrzeniu niedrożności jelit czy perforacji przewodu pokarmowego.
Moim zdaniem to jedno z bardziej praktycznych badań w stanach ostrych brzucha. W standardach radiologii doraźnej (tzw. „acute abdomen series”) zaleca się wykonanie zdjęcia jamy brzusznej na stojąco, a jeśli pacjent nie może wstać – właśnie w projekcji bocznej z poziomą wiązką. Dzięki temu można ocenić obecność wolnego powietrza pod przeponą, ilość gazu w przewodzie pokarmowym, rozdęcie pętli jelitowych czy poziomy płynów w jelitach. W codziennej pracy technika RTG musi umieć prawidłowo ułożyć pacjenta (najczęściej leżenie na lewym boku, LLD – left lateral decubitus), dobrać odpowiednie parametry ekspozycji oraz zadbać, żeby wiązka była rzeczywiście pozioma względem podłoża, bo od tego zależy jakość diagnostyczna obrazu.
W praktyce klinicznej takie zdjęcie często wykonuje się u pacjentów z silnymi bólami brzucha, wzdęciem, zatrzymaniem gazów i stolca, podejrzeniem niedrożności mechanicznej albo po zabiegach operacyjnych w obrębie jamy brzusznej. Dobre rozpoznanie projekcji i techniki jest tu bardzo ważne, bo pozwala odróżnić klasyczne zdjęcie przeglądowe od bardziej ukierunkowanego badania na wykrycie powietrza wolnego lub poziomów płynowych. To jest dokładnie ten przypadek.

Pytanie 6

Na radiogramie uwidoczniono złamanie

Ilustracja do pytania
A. obojczyka.
B. kości ramiennej.
C. wyrostka kruczego.
D. wyrostka barkowego.
Na tym zdjęciu łatwo pomylić uszkodzone struktury, bo w obręczy barkowej obojczyk, łopatka i bliższy koniec kości ramiennej nakładają się częściowo na siebie. To dość typowy błąd: oko od razu „leci” na obojczyk, bo jest cienki, dobrze odgraniczony i leży wysoko. Jednak w tym radiogramie zarys obojczyka jest ciągły, korowa kość nie ma żadnego załamania ani poszerzenia szpary, nie ma też zagięcia osi, które sugerowałoby złamanie. Staw barkowo-obojczykowy jest czytelny, bez poszerzenia i bez przemieszczenia końca barkowego obojczyka, co również przemawia za jego prawidłowością. Podobna pułapka dotyczy wyrostka barkowego łopatki. Wyrostek barkowy tworzy łuk nad głową kości ramiennej i bywa mylony ze złamaniem, gdy zmienia się kontrast lub gdy widoczne są nakładające się cienie żeber. Tutaj jednak kontur wyrostka barkowego jest łagodnie wygięty, ciągły, bez ostrej przerwy czy schodka kostnego. Nie ma też lokalnego pogrubienia kości ani odczynu okostnowego, które mogłyby sugerować stare, przebudowane złamanie. Wyrostek kruczy, choć częściowo przykryty przez inne struktury, również nie wykazuje typowych cech urazu – jego cień jest krótki, haczykowaty, ale bez nagłego przerwania. Z mojego doświadczenia sporo osób „widzi” tam złamanie tylko dlatego, że nie do końca rozumie trójwymiarowy przebieg łopatki w projekcji AP. Kluczem jest prześledzenie linii korowej i szukanie realnej nieciągłości, a nie jedynie zmiany gęstości. Właściwą praktyką jest zawsze zaczynać analizę od identyfikacji głowy kości ramiennej i jej szyjki, bo to tam najczęściej lokalizują się złamania po upadku na bark. W tym obrazie właśnie w tym rejonie widać przerwanie ciągłości kostnej, a pozostałe elementy obręczy barkowej pozostają nieuszkodzone. Błędne rozpoznanie złamania obojczyka czy wyrostków łopatki może skutkować niewłaściwym unieruchomieniem i pominięciem realnego problemu, czyli złamania bliższego końca kości ramiennej, które ma inne rokowanie i inne standardy leczenia zachowawczego lub operacyjnego.

Pytanie 7

Chirurgiczne operacje cytoredukcyjne stosowane w onkologii mają na celu usunięcie

A. wszystkich węzłów chłonnych.
B. tylko węzła wartowniczego.
C. całego nowotworu.
D. części nowotworu.
W operacjach onkologicznych pojęcie „cytoredukcja” oznacza celowe, planowe usunięcie tylko części masy guza nowotworowego, a nie całego nowotworu. Chodzi o zmniejszenie obciążenia nowotworowego w organizmie, czyli tzw. tumour burden. Z punktu widzenia praktyki klinicznej takie zabiegi robi się wtedy, gdy całkowite wycięcie guza jest nierealne technicznie, zbyt ryzykowne dla pacjenta albo gdy rozsiew choroby jest tak duży, że radykalność jest po prostu niemożliwa. Moim zdaniem ważne jest, żeby odróżniać operację radykalną (R0), gdzie chirurg dąży do usunięcia całego guza z marginesem zdrowych tkanek, od operacji cytoredukcyjnej, która z definicji jest nieradykalna, ale ma sens onkologiczny. W praktyce cytoredukcję stosuje się np. w zaawansowanym raku jajnika, przy licznych przerzutach w jamie brzusznej – usuwa się jak najwięcej ognisk, ale wiadomo, że mikroskopowe resztki zostaną. Podobnie bywa w niektórych guzach przewodu pokarmowego czy w nowotworach neuroendokrynnych z licznymi przerzutami do wątroby. Standardy postępowania (np. ESMO, NCCN) podkreślają, że dobra cytoredukcja może poprawić skuteczność chemioterapii, immunoterapii czy radioterapii, bo w mniejszej masie guza leki działają po prostu efektywniej. Dodatkowo zmniejszenie masy nowotworu może łagodzić objawy, np. ból, ucisk na narządy, niedrożność przewodu pokarmowego, duszność w przypadku guzów w klatce piersiowej. W niektórych sytuacjach operacja cytoredukcyjna ma charakter paliatywny – nie leczy choroby, ale poprawia jakość życia i czas przeżycia. Z mojego doświadczenia wynika, że kluczowe jest zrozumienie, iż celem cytoredukcji jest optymalizacja dalszego leczenia systemowego, a nie „na siłę” udawanie zabiegu radykalnego. Dlatego poprawna odpowiedź to usunięcie części nowotworu, a nie wszystkich zmian czy całego guza.

Pytanie 8

W zapisie EKG załamek U występuje bezpośrednio po załamku

A. P, u wszystkich pacjentów.
B. T, u wszystkich pacjentów.
C. P, tylko u niektórych pacjentów.
D. T, tylko u niektórych pacjentów.
Załamek U na zapisie EKG pojawia się, gdy w ogóle jest widoczny, bezpośrednio po załamku T. Poprawna odpowiedź mówi też, że występuje tylko u niektórych pacjentów – i to jest bardzo ważne. W standardowym opisie cyklu pracy serca w EKG mamy: załamek P (depolaryzacja przedsionków), zespół QRS (depolaryzacja komór), załamek T (repolaryzacja komór). Załamek U jest takim „dodatkowym” małym załamkiem, który bywa widoczny po T, ale nie jest obowiązkowym elementem zapisu.
Moim zdaniem warto zapamiętać dwie rzeczy: po pierwsze – lokalizacja w czasie: U zawsze po T, nigdy przed nim. Po drugie – jego obecność jest zmienna osobniczo. U części zdrowych osób w ogóle go nie zobaczysz, a u innych będzie delikatny, niski, najlepiej widoczny w odprowadzeniach przedsercowych, zwłaszcza V2–V3. W praktyce technika EKG dobrze jest świadomie oceniać odcinek ST–T–U, bo niekiedy zmiany w obrębie załamka U mogą sugerować zaburzenia elektrolitowe, szczególnie hipokaliemię, albo działanie niektórych leków (np. antyarytmicznych). W hipokaliemii typowo załamek U staje się wyraźniejszy, wysoki w stosunku do T, czasem wręcz dominuje obraz końcowej części zespołu komorowego.
W dobrych praktykach opisu EKG w dokumentacji medycznej załamek U opisuje się wtedy, gdy jest wyraźny, nietypowo wysoki, odwrócony lub zlewa się z załamkiem T, co może utrudniać pomiar odstępu QT. Właśnie dlatego rozumienie, że U pojawia się po T i nie zawsze występuje, pomaga uniknąć błędów przy interpretacji QT i QTc – bo nie wolno „na siłę” dopisywać U tam, gdzie go nie ma. Z mojego doświadczenia w nauce EKG dobrze jest po prostu przyzwyczaić oko: najpierw znaleźć T, a potem sprawdzić, czy po nim nie ma małego, dodatkowego załamka – to będzie właśnie U.

Pytanie 9

Przedstawiony zapis elektrokardiograficzny może wskazywać na

Ilustracja do pytania
A. zawał tylnej ściany serca.
B. zawał przedniej ściany serca.
C. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
D. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
To EKG bardzo łatwo pomylić z zawałem ściany przedniej, bo wysokie zespoły w odprowadzeniach V1–V3 potrafią wyglądać nieco „groźnie”. Jednak w ostrym zawale przedniej ściany spodziewamy się uniesień odcinka ST w przedsercowych odprowadzeniach lewokomorowych (V2–V4), często z pojawieniem się patologicznych załamków Q oraz zmianami zwrotnymi w odprowadzeniach przeciwstawnych. Tutaj natomiast odcinek ST nie ma typowego, kopulastego uniesienia, a główną cechą jest poszerzenie i specyficzna morfologia QRS, co przemawia za zaburzeniem przewodzenia, a nie ostrym niedokrwieniem. Równie kuszące bywa rozpoznanie zawału ściany tylnej, zwłaszcza gdy patrzymy na V1–V2 i widzimy wysokie załamki R. W zawale tylnej ściany klasycznie pojawiają się jednak zmiany lustrzane: wysokie R w V1–V2, obniżenia ST i dodatnie T jako odbicie uniesień ST i patologicznych Q w odprowadzeniach tylnych (V7–V9). Tu morfologia ma jednak charakterystyczny układ rsR’ z wyraźnym poszerzeniem QRS, a nie typowe zmiany odcinka ST, co bardziej pasuje do bloku przewodzenia niż do ostrego zawału. Jeśli chodzi o blok lewej odnogi pęczka Hisa, to obraz EKG byłby zupełnie inny. W LBBB zespoły QRS są szerokie, ale dominują bardzo szerokie, często zniekształcone załamki R w V5–V6 oraz głębokie, szerokie S w V1–V3. Dodatkowo w LBBB depolaryzacja lewej komory jest wyraźnie opóźniona, co całkowicie zmienia wektor QRS i utrudnia ocenę niedokrwienia. Tutaj natomiast w odprowadzeniach lewokomorowych widzimy raczej szerokie S niż olbrzymie R, a „królicze uszy” pojawiają się w V1, co jest typowe dla RBBB. Typowy błąd myślowy przy takich zapisach polega na skupianiu się tylko na amplitudzie załamków R lub T i emocjonalnej reakcji na „dziwnie wyglądające” zespoły, zamiast przeprowadzić spokojną, krok po kroku analizę: rytm, częstość, oś elektryczna, szerokość QRS, morfologia w kluczowych odprowadzeniach. Trzymanie się tej systematyki i znajomość kryteriów bloków odnóg według wytycznych ESC/AHA pozwala uniknąć pochopnego rozpoznawania zawału tam, gdzie mamy do czynienia z przewlekłym zaburzeniem przewodzenia.

Pytanie 10

W audiometrii badanie polegające na maskowaniu (zagłuszaniu) tonów szumem białym to próba

A. Langenbecka.
B. Rinnego.
C. Fowlera.
D. Webera.
Prawidłowa odpowiedź to próba Langenbecka, bo właśnie z nią wiąże się maskowanie tonów szumem białym w badaniach słuchu. W audiometrii maskowanie polega na tym, że do ucha „niemierzonego” podaje się szum (najczęściej biały albo wąskopasmowy), żeby odciąć jego udział w teście i uzyskać wiarygodny próg słyszenia ucha badanego. Próba Langenbecka to klasyczny test, w którym ocenia się zachowanie progu słyszenia przy jednoczesnym podawaniu szumu maskującego. W praktyce klinicznej jest to szczególnie ważne u pacjentów z asymetrycznym ubytkiem słuchu, jednostronnym niedosłuchem przewodzeniowym albo gdy podejrzewamy tzw. cross-hearing, czyli przewodzenie dźwięku na drugą stronę przez kości czaszki. Bez poprawnego maskowania wyniki audiogramu mogą być całkowicie mylące – np. wydaje się, że lepsze ucho słyszy gorzej, a w rzeczywistości przejmuje bodziec przeznaczony dla ucha gorszego. Standardy audiometrii tonalnej (zarówno w laryngologii, jak i w protetyce słuchu) zakładają obowiązkowe stosowanie maskowania w określonych sytuacjach, według ustalonych schematów (np. maskowanie przy różnicy przewodnictwa powietrznego powyżej 40 dB między uszami). Z mojego doświadczenia, kto raz dobrze zrozumie ideę próby Langenbecka i ogólnie maskowania, temu dużo łatwiej później interpretować skomplikowane audiogramy mieszane, szukać tzw. rezerwy ślimakowej i planować dobór aparatów słuchowych czy wskazania do leczenia operacyjnego (np. otoskleroza).

Pytanie 11

Którą strukturę anatomiczną zaznaczono na radiogramie stawu kolanowego?

Ilustracja do pytania
A. Nadkłykieć przyśrodkowy.
B. Kłykieć przyśrodkowy.
C. Nadkłykieć boczny.
D. Kłykieć boczny.
Na tym typie zadania wiele osób gubi się na prostym, ale podchwytliwym rozróżnieniu: co jest kłykciem, a co nadkłykciem. Na radiogramie stawu kolanowego w projekcji AP kłykcie kości udowej to te zaokrąglone części dystalnej nasady, które bezpośrednio tworzą powierzchnie stawowe i „wchodzą” w szczelinę stawową. Nadkłykcie natomiast leżą wyżej, ponad linią powierzchni stawowych, są bardziej bocznie i przyśrodkowo wysunięte i pełnią głównie funkcję miejsc przyczepu więzadeł i mięśni.
Jeżeli ktoś zaznacza kłykieć przyśrodkowy lub boczny, to zwykle wynika to z automatycznego skojarzenia, że każda duża wyniosłość w okolicy stawu to właśnie kłykieć. Tymczasem na poprawnie wykonanym zdjęciu RTG, zgodnie z zasadami diagnostyki obrazowej, trzeba najpierw odszukać linię szczeliny stawowej: to ona oddziela kłykcie kości udowej od kłykci kości piszczelowej. Wszystko, co wyraźnie powyżej i bardziej „na zewnątrz”, to już nadkłykcie, a nie kłykcie. Z mojego doświadczenia w nauce anatomii w obrazowaniu największym błędem jest patrzenie tylko na kształt, bez odniesienia do sąsiednich struktur.
Pomyłka między nadkłykciem przyśrodkowym a nadkłykciem bocznym bierze się najczęściej z dezorientacji, która strona na obrazie odpowiada stronie prawej lub lewej pacjenta. Radiogramy są oznaczane znacznikami L/R i zgodnie z dobrymi praktykami zawsze trzeba na początku zlokalizować ten znacznik. Dopiero wtedy można pewnie powiedzieć, czy widzimy stronę przyśrodkową, czy boczną. W tym przypadku strzałka nie wskazuje na część po stronie bocznej, więc nazwanie tej struktury nadkłykciem bocznym jest merytorycznie niezgodne z anatomią. Podsumowując, klucz do poprawnej identyfikacji to: najpierw orientacja strony, potem odróżnienie powierzchni stawowej (kłykcie) od wyższych, pozastawowych wyniosłości (nadkłykcie). Bez tego bardzo łatwo o błędny opis, co w realnej praktyce może prowadzić do nieprecyzyjnej kwalifikacji złamania czy niewłaściwej dokumentacji urazu.

Pytanie 12

Jakie wiązki promieniowania emituje medyczny akcelerator liniowy?

A. Fotonowe i protonowe.
B. Fotonowe i elektronowe.
C. Protonowe i neutronowe.
D. Elektronowe i neutronowe.
Medyczny akcelerator liniowy w radioterapii bywa mylony z innymi typami akceleratorów cząstek, co prowadzi do różnych ciekawych, ale jednak błędnych skojarzeń. W odpowiedziach pojawiają się protony i neutrony, bo kojarzą się z nowoczesnymi metodami leczenia onkologicznego. W praktyce klinicznej klasyczny linac, jaki stoi na typowym oddziale radioterapii, generuje wyłącznie elektrony i pośrednio z nich – promieniowanie fotonowe o wysokiej energii. Żadne protony czy neutrony nie są tam terapeutycznie emitowane jako wiązka użytkowa. Protony wykorzystuje się w tzw. protonoterapii, ale do tego służą specjalne instalacje: cyklotrony, synchrotrony, gantry protonowe. To jest osobna gałąź radioterapii, z inną fizyką dawki (pik Bragga), inną infrastrukturą osłonową i zupełnie innym kosztem. Myląc akcelerator liniowy z ośrodkiem protonowym, pomijamy bardzo ważną różnicę techniczną: w linacu tor przyspieszania jest liniowy, a konstrukcja zoptymalizowana jest właśnie pod kątem wiązek fotonowych i elektronowych. Neutrony natomiast nie są w standardzie terapeutycznym w teleterapii megawoltowej. Owszem, przy bardzo wysokich energiach fotonów mogą powstawać tzw. neutrony fotoprodukowane, ale traktuje się je jako niepożądane promieniowanie uboczne, uwzględniane w ochronie radiologicznej, a nie jako wiązkę leczniczą. Dlatego skojarzenie „protonowe i neutronowe” albo „elektronowe i neutronowe” wynika zwykle z mieszania pojęć: ktoś słyszał o terapiach cząstkami naładowanymi albo o promieniowaniu neutronowym w reaktorach, i przenosi to automatycznie na zwykły akcelerator liniowy. Z punktu widzenia poprawnej fizyki medycznej i standardów radioterapii, prawidłowy zestaw wiązek z linaca to: fotony megawoltowe do leczenia głębokich guzów i elektrony o różnych energiach do zmian powierzchownych. To właśnie na tych dwóch typach promieniowania opiera się codzienna praca większości ośrodków radioterapii.

Pytanie 13

Jaki sposób frakcjonowania dawki jest stosowany w radioterapii konwencjonalnej?

A. Dawka frakcyjna w zakresie 1,8-2,5 Gy 1 raz dziennie.
B. Dawka frakcyjna w zakresie 2,5-3,5 Gy 1 raz dziennie.
C. Dawka frakcyjna w zakresie 1,8-2,5 Gy 2 razy dziennie.
D. Dawka frakcyjna w zakresie 2,5-3,5 Gy 2 razy dziennie.
W radioterapii konwencjonalnej przyjmuje się tzw. frakcjonowanie standardowe: dawka frakcyjna w granicach ok. 1,8–2,0 Gy (czasem do 2,2–2,3 Gy, w zależności od ośrodka) podawana raz dziennie, 5 razy w tygodniu. Dlatego odpowiedź z zakresem 1,8–2,5 Gy 1 raz dziennie najlepiej oddaje klasyczną praktykę kliniczną. Kluczowa jest tu zasada: jedna frakcja na dobę, z przerwami nocnymi pozwalającymi na naprawę uszkodzeń w zdrowych tkankach. To wynika z radiobiologii – zdrowe komórki lepiej regenerują DNA między frakcjami, a komórki nowotworowe gorzej, więc z czasem różnica uszkodzeń działa na korzyść pacjenta. Standardowe frakcjonowanie stosuje się np. w leczeniu raka piersi po operacji, w radioterapii raka prostaty w klasycznych schematach, przy napromienianiu guzów głowy i szyi czy guzów płuca, szczególnie w leczeniu radykalnym. Typowy plan: 1,8–2 Gy dziennie do dawki całkowitej 50–70 Gy, w zależności od wskazań. Z mojego doświadczenia to właśnie ten schemat jest domyślny, jeśli w dokumentacji nie ma adnotacji o hipofrakcjonowaniu, hiperfrakcjonowaniu czy przyspieszonym (akcelerowanym) schemacie. W wielu wytycznych (np. ESMO, ASTRO) konwencjonalna radioterapia jest definiowana właśnie przez ten rząd wielkości dawki frakcyjnej i częstość 1x/dobę. W praktyce technik radioterapii planując harmonogram, wpisuje pacjentowi jedną sesję dziennie, pilnując stałych godzin, bo stały rytm dobowy też ma znaczenie dla tolerancji leczenia. Ważne jest też to, że takie frakcjonowanie jest kompromisem między skutecznością onkologiczną a toksycznością – większe dawki na frakcję szybciej przekładają się na powikłania późne w narządach krytycznych.

Pytanie 14

Który załamek odzwierciedla repolaryzację komór w zapisie EKG?

A. T
B. R
C. P
D. Q
W zapisie EKG łatwo się pomylić, bo każdy załamek coś oznacza, a nazwy są dość abstrakcyjne. Kluczowe jest jednak zrozumienie, które struktury serca odpowiadają za konkretne elementy krzywej. Repolaryzacja komór to proces przywracania spoczynkowego potencjału błonowego w kardiomiocytach komorowych. Ten etap nie jest widoczny jako załamek R, P czy Q, tylko jako załamek T. Załamek P odzwierciedla depolaryzację przedsionków, czyli pobudzenie elektryczne rozchodzące się przez mięsień przedsionków. Wiele osób myli go z repolaryzacją, bo intuicyjnie zakłada, że mniejszy załamek to „powrót do normy”, ale to błędne podejście. Repolaryzacja przedsionków rzeczywiście istnieje, natomiast jest maskowana przez dużo silniejszy zespół QRS i w typowym EKG się jej osobno nie widzi. Zespół QRS (czyli załamki Q, R i S razem) odpowiada za depolaryzację komór, nie za ich repolaryzację. To jest moment, kiedy komory się aktywują i przygotowują do skurczu mechanicznego. Załamek R to po prostu najwyższa dodatnia część zespołu QRS, a załamki Q i S są jego ujemnymi składowymi. Próba przypisania któregokolwiek z nich do repolaryzacji jest niezgodna z fizjologią i standardową interpretacją EKG. Typowym błędem myślowym jest patrzenie na EKG jak na „górki i dołki” bez skojarzenia ich z procesami bioelektrycznymi w mięśniu sercowym. Innym częstym uproszczeniem jest przekonanie, że pierwszy widoczny duży załamek dodatni (R) musi oznaczać „najważniejszy” proces, czyli powrót do spoczynku, ale w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie – to jest faza aktywacji. Dobra praktyka w diagnostyce elektromedycznej polega na tym, żeby każdy element krzywej EKG kojarzyć z konkretnym zjawiskiem: P – depolaryzacja przedsionków, QRS – depolaryzacja komór, T – repolaryzacja komór. Dopiero tak uporządkowana wiedza pozwala prawidłowo analizować zmiany patologiczne, np. w ostrym zawale, zaburzeniach elektrolitowych czy przy stosowaniu leków wydłużających repolaryzację.

Pytanie 15

Do środków kontrastujących negatywnych należą

A. powietrze i podtlenek azotu.
B. związki jodu i siarczan baru.
C. podtlenek azotu i siarczan baru.
D. siarczan baru i dwutlenek węgla.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie odpowiedzi zawierają nazwy substancji typowo kojarzonych z badaniami radiologicznymi. Klucz leży w zrozumieniu, czym tak naprawdę jest środek kontrastujący negatywny. W radiologii klasycznej i TK kontrast negatywny to substancja o niskiej gęstości i niskiej liczbie atomowej, która praktycznie nie pochłania promieniowania, dzięki czemu na obrazie jest ciemniejsza niż otaczające tkanki. Do tej grupy zaliczamy głównie gazy: powietrze, dwutlenek węgla, tlen, historycznie także podtlenek azotu. Natomiast związki jodu i siarczan baru to typowe środki kontrastujące pozytywne – mają dużą liczbę atomową, silnie pochłaniają promieniowanie X i dlatego na zdjęciach są jasne. Błąd polega często na tym, że ktoś myśli: „skoro coś jest środkiem kontrastowym, to w każdej kombinacji będzie poprawnie”, albo miesza pojęcie kontrastu pozytywnego i negatywnego. W odpowiedziach, gdzie pojawia się siarczan baru lub związki jodu, mamy klasyczny kontrast pozytywny, stosowany np. w badaniach przewodu pokarmowego (siarczan baru) czy w TK po dożylnym podaniu jodu. Łączenie ich z gazami nie zmienia faktu, że pytanie dotyczy wyłącznie środków negatywnych, czyli w danej parze obie substancje muszą być gazowe i radiolucentne. Typowym błędem jest też kojarzenie dwutlenku węgla czy podtlenku azotu jako „coś związanego z narkozą” albo z innymi procedurami, a nie z kontrastowaniem. Tymczasem w radiologii gazy te traktowane są właśnie jako kontrasty negatywne. Jeżeli w odpowiedzi pojawia się siarczan baru lub związki jodu, to od razu powinna zapalić się lampka: to są środki pozytywne, nie pasują do definicji kontrastu negatywnego. Dobra praktyka przy nauce to zawsze zadać sobie pytanie: jak ta substancja będzie wyglądać na obrazie? Jasna – pozytywny kontrast, ciemna – negatywny. To pomaga uniknąć takich pomyłek na egzaminie i w realnej pracy przy opisie badań.

Pytanie 16

Wysoką rozdzielczość przestrzenną obrazowania MR uzyskuje się przez

A. zwiększenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
B. zmniejszenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
C. zwiększenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
D. zmniejszenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
Wszystkie niepoprawne odpowiedzi wynikają z jednego, bardzo typowego nieporozumienia: mylenia „dużego obrazu” z „dokładnym obrazem”. W MR nie chodzi o to, żeby zobaczyć jak największy obszar ciała, tylko żeby na jednostkę długości przypadało jak najwięcej pikseli. Rozdzielczość przestrzenna to w uproszczeniu rozmiar pojedynczego piksela, czyli FoV podzielone przez liczbę elementów matrycy. Jeśli zwiększamy FoV przy tej samej lub mniejszej matrycy, to każdy piksel obejmuje większy fragment tkanki. Obraz może wyglądać „większy” na monitorze, ale szczegóły anatomiczne są bardziej rozmyte, krawędzie struktur mniej ostre, a małe zmiany patologiczne mogą się zlać z tłem. To jest klasyczny błąd myślowy: skoro coś jest większe, to wydaje się bardziej widoczne, ale w diagnostyce obrazowej liczy się gęstość informacji, a nie sama powierzchnia. Z drugiej strony samo zmniejszenie matrycy przy dowolnym FoV zawsze obniża rozdzielczość, bo redukujemy liczbę linii w k-space i upraszczamy obraz. To czasem się robi celowo, żeby skrócić czas badania, ale kosztem szczegółowości. W odpowiedziach błędnych pojawia się też założenie, że wystarczy manipulować jednym parametrem. W praktyce technicznej MR zawsze patrzymy na kombinację FoV i matrycy, bo dopiero ich wspólna zmiana decyduje o rozmiarze voxela. Dobre praktyki w pracowniach MR mówią jasno: jeśli celem jest wysoka rozdzielczość przestrzenna (np. w badaniu stawów, przysadki, nerwów czaszkowych), trzeba zmniejszyć FoV do badanego obszaru i jednocześnie zastosować możliwie dużą matrycę, akceptując ewentualnie dłuższy czas skanowania lub korzystając z technik przyspieszających (parallel imaging, kompresja SENSE/GRAPPA). Odpowiedzi sugerujące zwiększanie FoV lub zmniejszanie matrycy idą dokładnie w przeciwną stronę: prowadzą do większych voxelów, gorszej ostrości i mniejszej wykrywalności drobnych zmian, co w praktyce klinicznej może po prostu obniżyć wartość diagnostyczną badania.

Pytanie 17

Na obrazie TK kręgosłupa strzałką wskazano wyrostek

Ilustracja do pytania
A. żebrowy.
B. stawowy.
C. kolczysty.
D. poprzeczny.
Prawidłowo rozpoznano, że strzałka na rekonstrukcji 3D TK kręgosłupa wskazuje wyrostek kolczysty. Na takim obrazie wyrostki kolczyste widzimy jako wydłużone, dość masywne wypustki kostne ustawione niemal w linii pośrodkowej tylnej części kręgosłupa. Tworzą one coś w rodzaju „grzebienia” biegnącego wzdłuż całej osi kręgosłupa. To właśnie te struktury wyczuwamy palpacyjnie przez skórę na plecach u pacjenta – od karku aż do okolicy lędźwiowo-krzyżowej.
Moim zdaniem w praktyce technika obrazowania to jedno z kluczowych miejsc, gdzie trzeba dobrze ogarniać anatomię wyrostków. Przy ustawianiu pacjenta do TK czy MR kręgosłupa często kontrolnie patrzy się na przebieg wyrostków kolczystych, żeby ocenić, czy kręgosłup nie jest skręcony (rotacja), czy nie ma znacznej skoliozy, czy oś jest prosta. W standardowych opisach radiologicznych zmiany zwyrodnieniowe, pourazowe czy pooperacyjne bardzo często lokalizuje się właśnie w odniesieniu do wyrostków kolczystych (np. złamanie wyrostka kolczystego C7, resekcja wyrostków przy stabilizacji).
Wyrostek kolczysty jest tylnym wypustkiem łuku kręgu, miejscem przyczepu więzadeł (więzadło nadkolcowe, międzykolcowe) i mięśni prostowników grzbietu. Na obrazach TK w oknach kostnych będzie on miał wysoką gęstość (biel), wyraźnie odgraniczoną od otaczających tkanek miękkich. W badaniach z rekonstrukcjami 3D, tak jak na tym przykładzie, wyrostki kolczyste szczególnie dobrze widać i łatwo je odróżnić od wyrostków poprzecznych, które są bardziej boczne, oraz od wyrostków stawowych, które tworzą stawy międzykręgowe. Z mojego doświadczenia, jeśli na obrazach bocznych widzisz pojedynczy, pośrodkowy, do tyłu skierowany „kolec”, to niemal na pewno jest to wyrostek kolczysty. W codziennej pracy z TK i MR kręgosłupa prawidłowa identyfikacja tych struktur bardzo ułatwia orientację w poziomach kręgów i ocenę patologii, np. urazów, przerzutów czy zmian zapalnych.

Pytanie 18

W celu maksymalnego ograniczenia dawki promieniowania badanie rentgenowskie u dzieci należy wykonać

A. z kratką przeciwrozproszeniową i przy zwiększonej filtracji.
B. z kratką przeciwrozproszeniową i przy zmniejszonej filtracji.
C. bez kratki przeciwrozproszeniowej i przy zwiększonej filtracji.
D. bez kratki przeciwrozproszeniowej i przy zmniejszonej filtracji.
Przy takim pytaniu bardzo łatwo skupić się wyłącznie na jakości obrazu i zapomnieć o specyfice pacjenta pediatrycznego. Kratka przeciwrozproszeniowa kojarzy się słusznie z lepszym kontrastem, bo odcina promieniowanie rozproszone, które psuje obraz. Jednak fizyka jest tutaj bezlitosna: kratka przepuszcza tylko część promieniowania pierwotnego, więc żeby na detektorze uzyskać tę samą ekspozycję, trzeba znacząco zwiększyć mAs. W efekcie dawka dla dziecka rośnie, często nawet dwukrotnie lub więcej. U dorosłych bywa to akceptowalne przy grubym brzuchu czy klatce piersiowej, ale u dzieci, które mają małą średnicę ciała i znacznie większą wrażliwość tkanek na promieniowanie, jest to po prostu zły kompromis. To typowy błąd: przenoszenie nawyków z radiologii dorosłych na pediatrię.
Drugie źródło nieporozumień dotyczy filtracji. Zmniejszenie filtracji wydaje się intuicyjnie korzystne, bo „więcej promieniowania dociera do pacjenta przy tym samym ustawieniu”, ale to mylne myślenie. Mniejsza filtracja oznacza więcej fotonów niskoenergetycznych w wiązce. Te fotony są pochłaniane głównie w warstwach powierzchownych i praktycznie nie poprawiają jakości obrazu, za to podnoszą dawkę skórną i dawkę w narządach leżących płytko. Standardy ochrony radiologicznej wyraźnie zalecają stosowanie odpowiedniej, często nawet zwiększonej filtracji, zwłaszcza w obrazowaniu pediatrycznym, aby „utwardzić” wiązkę i usunąć bezużyteczną część widma.
Kombinacje typu „kratka + zwiększona filtracja” czy „kratka + zmniejszona filtracja” łączą w sobie dwa niekorzystne efekty: albo duże zwiększenie dawki przez kratkę, albo dodatkowe obciążenie skóry przez miękką wiązkę. W praktyce klinicznej, zgodnej z zasadą ALARA i wytycznymi kampanii pediatrycznych, dąży się do dokładnie odwrotnej konfiguracji: rezygnacja z kratki tam, gdzie tylko się da, i stosowanie dobrze dobranej, często zwiększonej filtracji, plus optymalizacja kV, mAs, kolimacji i liczby projekcji. Z mojego doświadczenia to właśnie nieświadome korzystanie z „dorosłych” ustawień i automatycznych programów bez korekty pod dziecko jest najczęstszą przyczyną zawyżonych dawek w badaniach pediatrycznych.

Pytanie 19

Przy podejrzeniu ciała obcego w oczodole należy wykonać

A. jedno zdjęcie PA i jedno boczne oczodołów.
B. jedno zdjęcie AP i dwa boczne oczodołów.
C. dwa zdjęcia PA i jedno boczne oczodołów.
D. dwa zdjęcia AP i dwa boczne oczodołów.
W diagnostyce ciała obcego w oczodole logika doboru projekcji RTG jest kluczowa. Typowy błąd polega na tym, że ktoś myśli: „im więcej różnych zdjęć, tym lepiej”, albo wybiera projekcje AP zamiast PA, bo brzmią podobnie i wydają się zamienne. Niestety, w radiologii takie podejście prowadzi do niepotrzebnego zwiększenia dawki promieniowania i wcale nie poprawia jakości informacji, jaką uzyskujemy. Projekcja AP (antero–posterior) oznacza, że promień pada z przodu na tył. Dla oczodołów nie jest to projekcja standardowa przy podejrzeniu ciała obcego, bo gorzej chroni struktury wewnątrzczaszkowe i soczewki, a jednocześnie nie daje istotnej przewagi diagnostycznej nad PA. Z mojego doświadczenia to jest raczej projekcja stosowana w innych sytuacjach i nie powinna zastępować PA tylko dlatego, że ktoś ją lepiej kojarzy z klasycznym „zdjęciem twarzoczaszki od przodu”. Problemem jest też liczba projekcji. Jedno zdjęcie PA i jedno boczne to za mało, bo nie pozwala dobrze prześledzić przesunięcia ciała obcego względem struktur kostnych przy zmianie ustawienia – trudniej wtedy jednoznacznie określić, czy ciało leży w gałce ocznej, w mięśniach, czy bliżej ściany oczodołu. Z kolei schematy typu „jedno AP i dwa boczne” czy „dwa AP i dwa boczne” są nadmiarowe i niezgodne z typowymi zaleceniami. Dwa boczne nie wnoszą dużej nowej informacji, bo w płaszczyźnie strzałkowej nic się istotnie nie zmienia, za to każda dodatkowa projekcja to dodatkowa dawka. Dobre praktyki mówią jasno: obrazowanie musi być celowane, a nie przypadkowe. Przy podejrzeniu ciała obcego w oczodole chodzi o optymalne minimum – tyle projekcji, ile jest potrzebne do pewnej lokalizacji, ale nie więcej. Dlatego standardem są dwie projekcje PA i jedna boczna, a nie dowolne kombinacje AP/boczne według uznania.

Pytanie 20

Zamieszczone na ilustracji obrazy dotyczą badania

Ilustracja do pytania
A. densytometrycznego.
B. audiometrycznego.
C. scyntygraficznego.
D. dopplerowskiego.
Prawidłowo powiązałeś ilustrację z badaniem densytometrycznym. Na obrazie widać typowy wynik densytometrii kości biodrowej: po lewej stronie projekcję kości z zaznaczonymi prostokątami pomiarowymi, a po prawej kolorowy wykres gęstości mineralnej kości (BMD, bone mineral density) w funkcji wieku, z opisanymi strefami: normy, osteopenii i osteoporozy. To właśnie jest standardowy wydruk z aparatu DEXA (DXA – dual-energy X-ray absorptiometry), czyli złotego standardu w diagnostyce osteoporozy według zaleceń WHO i większości towarzystw osteologicznych. Densytometria wykorzystuje niskoenergetyczne promieniowanie rentgenowskie o dwóch różnych energiach i na podstawie stopnia pochłaniania promieniowania oblicza masę mineralną kości w g/cm². Kluczowe parametry to T-score i Z-score; na ilustracji widać skale T-score oraz zakresy kolorystyczne, co jest bardzo charakterystyczne właśnie dla tego badania. W praktyce badanie densytometryczne wykonuje się głównie w okolicy szyjki kości udowej i kręgosłupa lędźwiowego, czasem w obrębie przedramienia. Służy ono nie tylko do rozpoznawania osteoporozy, ale też do oceny ryzyka złamań, monitorowania skuteczności leczenia farmakologicznego oraz decyzji o włączeniu lub modyfikacji terapii. Z mojego punktu widzenia warto pamiętać, że przy prawidłowym wykonywaniu DEXA bardzo ważne jest prawidłowe ułożenie pacjenta, unikanie artefaktów (np. metal, guzki zwapniałe) oraz stosowanie się do protokołów kalibracji aparatu – od tego zależy wiarygodność wyniku. W dobrych pracowniach technik zawsze weryfikuje pozycjonowanie szyjki kości udowej i odpowiednie zaznaczenie ROI, dokładnie tak jak sugeruje pokazany obraz.

Pytanie 21

Które ciało obce w obszarze badania nie stanowi przeciwwskazania do wykonania MR?

A. Metalowy opiłek w oku.
B. Wszczepiony rozrusznik serca.
C. Tytanowa endoproteza stawu biodrowego.
D. Wszczepiony stymulator układu nerwowego.
W rezonansie magnetycznym podstawowym problemem nie jest samo istnienie ciała obcego, ale jego właściwości fizyczne: ferromagnetyzm, możliwość przewodzenia prądu oraz wrażliwość na nagrzewanie i działanie impulsów RF. Typowym błędem jest założenie, że skoro coś jest „medyczne” albo „wszczepione przez lekarza”, to automatycznie jest bezpieczne w MR. To tak nie działa. Pole magnetyczne skanera (1,5 T, 3 T i więcej) może silnie oddziaływać na ferromagnetyczne elementy, powodując ich przemieszczenie, obrót, a nawet uszkodzenie tkanek. Dotyczy to zwłaszcza drobnych metalowych fragmentów w bardzo wrażliwych okolicach. Przykładowo metalowy opiłek w oku jest klasycznym, podręcznikowym przeciwwskazaniem do MR. Ferromagnetyczny drobny fragment może zostać przyciągnięty lub poruszony w obrębie gałki ocznej, co grozi krwawieniem, odwarstwieniem siatkówki, a w praktyce utratą widzenia. Dlatego przed MR u osoby z wywiadem pracy w warunkach narażenia na opiłki metalu (szlifierze, spawacze) często wykonuje się RTG oczodołów, żeby taki opiłek wykluczyć. Podobnie wszczepione rozruszniki serca i stymulatory układu nerwowego należą do grupy urządzeń bardzo wrażliwych na pole elektromagnetyczne. Starsze generacje rozruszników są w zasadzie bezwzględnym przeciwwskazaniem do MR, bo pole magnetyczne może zaburzyć ich działanie, przeprogramować tryb pracy, a nawet doprowadzić do zatrzymania stymulacji lub nagrzania elektrod w mięśniu sercowym. W nowszych latach pojawiły się systemy oznaczone jako MRI-conditional, ale nawet wtedy badanie wymaga ścisłej współpracy z kardiologiem, przełączenia urządzenia w odpowiedni tryb, monitorowania pacjenta i wykonania MR według bardzo konkretnych protokołów. Podobna sytuacja dotyczy neurostymulatorów, np. stymulatorów rdzenia kręgowego czy głębokiej stymulacji mózgu. Te układy zawierają przewody, elektrody i generatory, które mogą się nagrzewać, działać jak anteny RF, a ich elektronika może ulec uszkodzeniu. Typowym błędem myślowym jest wrzucenie wszystkich „metalowych rzeczy” do jednego worka i traktowanie ich tak samo. Tymczasem tytanowa endoproteza stawu biodrowego, jako materiał niemagnetyczny, nie jest przeciwwskazaniem do MR (z zastrzeżeniem zaleceń producenta), natomiast ferromagnetyczne opiłki, klasyczne rozruszniki i wiele stymulatorów nerwowych wymagają albo całkowitej rezygnacji z badania, albo bardzo rygorystycznych warunków. W dobrej praktyce diagnostyki obrazowej zawsze sprawdza się typ implantu, jego oznaczenie (MR-safe, MR-conditional, MR-unsafe) i dopiero na tej podstawie podejmuje decyzję o badaniu.

Pytanie 22

W medycznym przyspieszaczu liniowym jest generowana wiązka fotonów o energii w zakresie

A. 0,1 ÷ 0,3 MeV
B. 1 ÷ 3 MeV
C. 4 ÷ 25 MeV
D. 100 ÷ 150 MeV
W tym pytaniu haczyk polega głównie na rozróżnieniu energii wiązek stosowanych w diagnostyce obrazowej od energii używanych w radioterapii megawoltowej. Wiele osób intuicyjnie wybiera zakresy bliższe tym znanym z aparatu RTG, a to prowadzi do błędu. Zakres 0,1–0,3 MeV, czyli 100–300 keV, to typowe energie fotonów używanych w klasycznej radiodiagnostyce: zdjęcia RTG, fluoroskopia, tomografia komputerowa. Takie fotony dobrze obrazują struktury anatomiczne, bo są silnie pochłaniane i rozpraszane w tkankach, ale ich zasięg jest zbyt mały, a rozkład dawki niekorzystny do celów terapeutycznych dla guzów położonych głęboko. W radioterapii zewnętrznej potrzebujemy znacznie wyższych energii, aby dawka mogła „dojść” do guza przy jednoczesnym względnym oszczędzeniu skóry. Zakres 1–3 MeV jest niejako „pomiędzy” diagnostyką a typową teleterapią. W tej okolicy energii pracowały historyczne aparaty kobaltowe (ok. 1,25 MeV), ale nowoczesne przyspieszacze liniowe, stosowane rutynowo w ośrodkach onkologicznych, generują wiązki o wyższych energiach. W praktyce standardem są fotony rzędu 4–25 MeV, co w dokumentacji często oznacza się jako 4 MV, 6 MV, 10 MV itd. Dlatego wybór niższego zakresu jest zwykle efektem mylenia energii fotonów z napięciem na lampie RTG. Z kolei zakres 100–150 MeV to już zbyt wysokie energie jak na typowe medyczne linaki fotonowe. W takich wartościach pracują raczej akceleratory dla radioterapii cząstkami naładowanymi, np. terapia protonowa (tam mówimy o protonach 70–250 MeV), a nie klasyczne linaki fotonowe do teleterapii. Takie energie wymagają zupełnie innej infrastruktury, osłon bunkra, innej fizyki oddziaływania z materią. Typowym błędem myślowym jest tu przekonanie, że „im wyżej, tym lepiej”, ale w radioterapii liczy się optymalny kompromis: odpowiednia penetracja, możliwość formowania wiązki i bezpieczeństwo. Dlatego prawidłowy jest właśnie zakres 4–25 MeV, a pozostałe przedziały odnoszą się albo do diagnostyki, albo do bardzo specjalistycznych, innych typów akceleratorów, a nie standardowego medycznego przyspieszacza liniowego fotonowego.

Pytanie 23

W celu wyeliminowania zakłóceń obrazu MR przez sygnały pochodzące z tkanki tłuszczowej, stosuje się

A. obrazowanie PD - zależne.
B. obrazowanie T1 - zależne.
C. sekwencje FLAIR.
D. sekwencje STIR.
W obrazowaniu MR różne sekwencje mają bardzo konkretne zastosowania i łatwo się pomylić, jeśli kojarzy się je tylko ogólnie z „kontrastem” czy „lepszym obrazem”. W tym pytaniu chodziło ściśle o eliminację zakłóceń od tkanki tłuszczowej. Sekwencje zależne od PD, czyli proton density, są ukierunkowane na ocenę gęstości protonowej tkanek. Dają dobrą rozdzielczość struktur anatomicznych, szczególnie w stawach, ale same z siebie nie wygaszają selektywnie sygnału z tłuszczu. Można oczywiście nałożyć na nie dodatkową technikę fat‑sat, ale wtedy mówimy o PD z saturacją tłuszczu, a nie o „obrazowaniu PD‑zależnym” jako takim. Podobnie sekwencje T1‑zależne: tłuszcz naturalnie świeci jasno w T1, co jest przydatne np. do oceny anatomii, szpiku, zmian po kontraście gadolinowym. Jednak to, że tłuszcz jest dobrze widoczny, nie oznacza jego supresji. Wręcz przeciwnie – w klasycznym T1 bez fat‑satu tłuszcz będzie jednym z najjaśniejszych elementów obrazu. Częsty błąd polega na myleniu „ładnego kontrastu” z „tłumieniem tłuszczu”. Sekwencje FLAIR też bywają mylące. FLAIR (Fluid Attenuated Inversion Recovery) jest bardzo podobny konstrukcyjnie do STIR, bo też używa impulsu inwersyjnego, ale jest zaprojektowany do tłumienia sygnału płynu, głównie płynu mózgowo‑rdzeniowego, a nie tłuszczu. W neuroobrazowaniu to standard do wykrywania zmian w istocie białej, udarów, ognisk demielinizacyjnych. Jednak jeśli chcemy pozbyć się sygnału z tłuszczu, FLAIR po prostu nie spełni tego zadania. Prawidłowa koncepcja polega na tym, że tłumienie tłuszczu metodą inwersji uzyskujemy właśnie w STIR, gdzie czas TI jest dobrany do czasu relaksacji T1 tkanki tłuszczowej. W praktyce klinicznej stosuje się też inne techniki fat‑sat, np. CHESS czy Dixon, ale one działają na zasadzie selektywnej saturacji częstotliwościowej, a nie inwersji. Kluczowe jest więc rozróżnienie: PD i T1 opisują rodzaj kontrastu, FLAIR wycisza płyn, a STIR – tłuszcz. Mylenie tych pojęć to typowy błąd na egzaminach i w nauce MR, bo wszystkie nazwy brzmią podobnie i opierają się na relaksacji, ale ich cel kliniczny jest zupełnie inny.

Pytanie 24

Brachyterapia polegająca na wielokrotnym wsuwaniu i wysuwaniu źródła promieniowania do tego samego aplikatora nosi nazwę

A. MDR
B. PDR
C. HDR
D. LDR
W tym pytaniu haczyk polega na tym, żeby nie pomylić rodzaju brachyterapii z samą szybkością dawki. MDR, HDR i LDR opisują głównie tempo podawania dawki (moc dawki), natomiast PDR odnosi się do konkretnego sposobu pracy systemu afterloadingowego: wielokrotne, pulsacyjne wsuwanie i wysuwanie źródła do tego samego aplikatora. To właśnie ten cykliczny charakter ekspozycji definiuje poprawną odpowiedź. Wysokodawkowa brachyterapia HDR kojarzy się wielu osobom z tym, że źródło jest dynamicznie przesuwane między pozycjami, ale zazwyczaj odbywa się to w ramach jednej krótkiej frakcji, a nie w postaci serii powtarzających się impulsów rozłożonych w czasie tak, by imitować LDR. HDR to przede wszystkim bardzo duża moc dawki dostarczona w kilku lub kilkunastu krótkich sesjach, a nie koniecznie „pulsowanie” w sensie radiobiologicznym. Z kolei LDR, czyli Low Dose Rate, to technika, w której źródło ma niską aktywność i pozostaje w tkankach przez dłuższy, praktycznie ciągły czas, bez wielokrotnego wsuwania i wysuwania. W klasycznej LDR źródła są albo tymczasowe, albo stałe (np. implanty nasionkowe), ale nie pracują w trybie pulsacyjnym sterowanym afterloaderem. MDR jest pojęciem używanym rzadziej, historycznie dotyczyło tempa dawki pośredniego między LDR a HDR, jednak samo w sobie nie opisuje mechanizmu wielokrotnego, automatycznego wprowadzania źródła. Typowy błąd myślowy przy tym pytaniu to skupienie się tylko na skrótach i skojarzeniu „wysuwanie/wsuwanie = HDR, bo tam źródło się rusza”. Tymczasem w definicjach klinicznych i w dokumentach zaleceń (np. ICRU, ESTRO) PDR jest jasno określone jako pulsacyjne podawanie dawki z użyciem źródła o aktywności zbliżonej do HDR, ale z powtarzanymi impulsami co określony interwał. W praktyce planistycznej i przy obsłudze afterloadera warto zawsze pamiętać, że nazwa techniki mówi nie tylko o mocy dawki, ale też o sposobie jej dystrybucji w czasie, i właśnie ten aspekt odróżnia PDR od pozostałych skrótów.

Pytanie 25

Pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego dokonuje się podczas badania

A. audiometrii tonalnej.
B. tympanometrycznego.
C. otoemisji akustycznych.
D. potencjałów wywołanych.
Prawidłowa odpowiedź to badanie tympanometryczne, bo właśnie w tym badaniu w praktyce klinicznej mierzy się impedancję akustyczną ucha środkowego, a dokładniej – reaktancję i rezystancję układu błona bębenkowa–kosteczki słuchowe. Tympanometr wprowadza do przewodu słuchowego zewnętrznego sygnał dźwiękowy o określonej częstotliwości (zwykle 226 Hz u dorosłych) i jednocześnie zmienia ciśnienie w przewodzie. Na tej podstawie analizuje, ile energii akustycznej jest odbijane, a ile przenoszone przez układ ucha środkowego. Z tego wychodzi krzywa tympanogramu, która w praktyce jest po prostu graficznym zapisem zmian podatności/impedancji ucha środkowego w funkcji ciśnienia. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć: tympanometria = ocena funkcji ucha środkowego (trąbka słuchowa, ruchomość błony, łańcuch kosteczek, ewentualny płyn w jamie bębenkowej). W gabinecie laryngologicznym tympanometria jest standardowym badaniem dodatkowym u dzieci z nawracającymi zapaleniami ucha, u pacjentów z niedosłuchem przewodzeniowym czy przy podejrzeniu wysiękowego zapalenia ucha środkowego. Prawidłowy tympanogram typu A sugeruje prawidłową impedancję, natomiast typ B lub C wskazuje na zaburzenia, np. płyn w jamie bębenkowej lub niedrożność trąbki słuchowej. W audiologii i protetyce słuchu wynik tympanometrii wykorzystuje się też przy doborze aparatów słuchowych i planowaniu dalszej diagnostyki – jeśli impedancja jest nieprawidłowa, sama audiometria tonalna nie wystarczy i trzeba szukać przyczyny w uchu środkowym. Dobra praktyka jest taka, że każda pełniejsza ocena słuchu, zwłaszcza u dzieci, powinna łączyć audiometrię z tympanometrią, bo dopiero wtedy mamy pełniejszy obraz drogi przewodzeniowej dźwięku.

Pytanie 26

Zastosowana w badaniu radiologicznym kratka przeciwrozproszeniowa powoduje

A. zmniejszenie ilości promieniowania rozproszonego przez co zmniejsza się kontrast obrazu.
B. zwiększenie ilości promieniowania rozproszonego przez co zmniejsza się kontrast obrazu.
C. zmniejszenie ilości promieniowania rozproszonego przez co zwiększa się kontrast obrazu.
D. zwiększenie ilości promieniowania rozproszonego przez co zwiększa się kontrast obrazu.
W tym pytaniu bardzo łatwo dać się złapać na intuicję typu: „kratka coś tam dodaje do wiązki, więc może zwiększa promieniowanie rozproszone” albo „jak coś się wkłada między lampę a detektor, to kontrast musi spaść”. To są typowe skróty myślowe, które niestety w radiologii często prowadzą na manowce. Kratka przeciwrozproszeniowa nigdy nie służy do zwiększania ilości promieniowania rozproszonego. Jej rola jest dokładnie odwrotna: ma to promieniowanie jak najbardziej odfiltrować zanim dotrze ono do detektora. Promieniowanie rozproszone powstaje głównie w ciele pacjenta w wyniku zjawiska Comptona i rozchodzi się pod różnymi kątami. Gdybyśmy nie zastosowali kratki, duża część tych skośnych fotonów docierałaby do detektora i tworzyła rodzaj „zaszumienia” obrazu. Skutkiem tego jest obniżenie kontrastu: różnice pomiędzy tkankami o różnych gęstościach ulegają spłyceniu, całe zdjęcie wygląda jakby było przymglone. Stąd założenie, że zmniejszenie promieniowania rozproszonego obniża kontrast, jest odwrotne do rzeczywistości. W praktyce klinicznej jest dokładnie tak, że im mniej rozproszenia na detektorze, tym lepsza separacja struktur, np. lepiej widać granicę między tkanką kostną a miękką, między miąższem płucnym a naczyniami. Druga błędna intuicja to myślenie, że zwiększenie promieniowania rozproszonego może poprawić obraz, bo „więcej promieniowania to jaśniejsze zdjęcie”. Jasność (czyli ogólna gęstość optyczna) to jedno, a kontrast to drugie. Rozproszenie owszem podnosi średni poziom sygnału na detektorze, ale robi to w sposób chaotyczny i niekontrolowany, przez co spłaszcza różnice między poszczególnymi obszarami. Standardy dobrej praktyki w radiografii zdecydowanie dążą do ograniczania rozproszenia – nie tylko przez kratkę, ale też przez odpowiednie kolimowanie wiązki, dobór kV, a nawet przez właściwe ułożenie pacjenta. Warto zapamiętać prostą zasadę: kratka zawsze „walczy” z promieniowaniem rozproszonym i jej obecność, jeśli jest dobrze dobrana i poprawnie ustawiona, poprawia kontrast obrazu, a nie go psuje. Błędne odpowiedzi wynikają więc głównie z pomieszania pojęć: ilość promieniowania ogółem vs. ilość promieniowania rozproszonego i wpływ tych dwóch rzeczy na kontrast.

Pytanie 27

Który narząd na obrazie scyntygrafii znakowanej erytrocytami zaznaczono cyfrą 2?

Ilustracja do pytania
A. Serce.
B. Nerkę.
C. Wątrobę.
D. Śledzionę.
W scyntygrafii z użyciem znakowanych erytrocytów kluczowe jest zrozumienie, jak rozkłada się radiofarmaceutyk w organizmie. Erytrocyty pozostają w łożysku naczyniowym, dlatego najbardziej uwidaczniają się struktury o dużym przepływie krwi i narządy zaangażowane w filtrację oraz degradację krwinek czerwonych. To podstawowa przesłanka, która pomaga odróżnić widoczne ogniska gromadzenia od siebie i uniknąć pomyłek. Serce w takim badaniu jest położone najwyżej z wymienionych odpowiedzi – w śródpiersiu, centralnie, lekko po lewej stronie. Na obrazie RBC wygląda jak intensywny, nieregularny obszar w klatce piersiowej, a nie w typowej lokalizacji śledziony w górnym lewym kwadrancie jamy brzusznej. Błędne przypisanie numeru 2 do serca zwykle wynika z myślenia: „najbardziej świeci – to pewnie serce”, bez uwzględnienia anatomicznej wysokości i położenia względem przepony. Nerki natomiast są słabo lub wręcz wcale widoczne w klasycznej scyntygrafii znakowanymi erytrocytami, bo radiofarmaceutyk nie jest aktywnie wydalany przez układ moczowy, tylko krąży z krwią. Wyraźne nerki obserwuje się w zupełnie innych badaniach: np. scyntygrafii nerek z DTPA lub MAG3, gdzie znacznik jest filtrowany i wydalany. Jeżeli ktoś widzi dwa symetryczne ogniska w okolicy lędźwiowej i interpretuje je jako nerki na RBC, to najczęściej jest to efekt mylenia modalności obrazowania albo patrzenia na inne badanie. Wątroba w scyntygrafii erytrocytowej rzeczywiście świeci intensywnie, ale zajmuje duży obszar w prawym górnym kwadrancie jamy brzusznej, sięgając bardziej na prawo od linii pośrodkowej ciała. Jest położona wyżej i bardziej centralnie niż śledziona, a jej kształt jest rozlany, nieregularny, obejmujący dużą część prawej strony. Typowym błędem jest utożsamianie każdego dużego, jasnego obszaru w górnej części jamy brzusznej z wątrobą, bez sprawdzenia, czy znajduje się on po właściwej stronie i czy odpowiada typowemu zarysowi narządu. Śledziona leży anatomicznie po lewej stronie, bardziej bocznie i nieco poniżej wątroby, w sąsiedztwie dolnego bieguna płuca lewego i przepony. Na obrazach RBC ma zwykle mniejszy, bardziej owalny zarys niż wątroba, ale często jest równie intensywna lub nawet bardziej intensywna w wychwycie. Jej prawidłowa identyfikacja wymaga powiązania trzech rzeczy: znajomości anatomii topograficznej, rozumienia mechanizmu działania radiofarmaceutyku oraz umiejętności orientacji w projekcjach gammakamery (przód, tył, lewa, prawa). Z mojego doświadczenia największy problem sprawia właśnie mieszanie tego badania z innymi scyntygrafiami: nerkową czy wątrobowo-żółciową. Dlatego dobrą praktyką jest zawsze przed interpretacją zadać sobie dwa pytania: jaki radiofarmaceutyk podano i jaki jest jego fizjologiczny los w organizmie. Dopiero potem ma sens szukanie, który narząd jest który na obrazie. Wtedy wybór śledziony jako struktury oznaczonej numerem 2 staje się dużo bardziej oczywisty.

Pytanie 28

Który narząd widoczny jest na wydruku badania ultrasonograficznego?

Ilustracja do pytania
A. Pęcherzyk żółciowy.
B. Śledziona.
C. Tarczyca.
D. Nerka.
Na obrazie z badania USG widoczna jest nerka, co można rozpoznać po bardzo charakterystycznym układzie warstw echogeniczności. W prawidłowym badaniu nerka ma kształt zbliżony do fasolki, z wyraźnie odgraniczoną korą i rdzeniem. Kora nerkowa jest zazwyczaj umiarkowanie hypoechogeniczna w stosunku do wątroby, natomiast wnęka i zatoka nerkowa dają silnie echogeniczny obraz z powodu obecności tkanki tłuszczowej, naczyń i układu kielichowo‑miedniczkowego. W przekroju podłużnym, tak jak na typowym wydruku, dobrze widać podział na biegun górny, biegun dolny i ciągłość miąższu. Moim zdaniem to jest jeden z łatwiejszych do zapamiętania obrazów, bo ta „fasolka” z jasnym środkiem naprawdę się wyróżnia. W praktyce klinicznej ultrasonografia nerek jest podstawowym, nieinwazyjnym badaniem pierwszego rzutu przy bólach w okolicy lędźwiowej, podejrzeniu kamicy, wad wrodzonych układu moczowego czy monitorowaniu przewlekłej choroby nerek. Standardy opisowe zalecają ocenę wielkości nerek, grubości kory, zarysu torebki, echostruktury miąższu oraz obecności poszerzenia układu kielichowo‑miedniczkowego (np. wodonercze). Dodatkowo, w trybie dopplerowskim ocenia się przepływy w tętnicach nerkowych, co ma znaczenie w nadciśnieniu naczyniowo‑nerkowym. Dobra praktyka w pracowni USG to skanowanie nerki w co najmniej dwóch płaszczyznach: podłużnej i poprzecznej, z porównaniem obu stron. W technikum i w pracy warto wyrobić sobie nawyk: jak widzę strukturę fasolowatą, z jasną zatoką w środku i ciemniejszą korą dookoła – najpierw myślę o nerce, a dopiero potem rozważam inne narządy.

Pytanie 29

Którą strukturę anatomiczną i w jakiej projekcji uwidoczniono na radiogramie?

Ilustracja do pytania
A. Guz piętowy w projekcji osiowej.
B. Staw kolanowy w projekcji tunelowej.
C. Wyrostek łokciowy w projekcji osiowej.
D. Wyrostek dziobiasty w projekcji skośnej.
Prawidłowo rozpoznałeś wyrostek łokciowy w projekcji osiowej. Na tym radiogramie patrzymy na staw łokciowy niejako „od tyłu”, wzdłuż długiej osi kości ramiennej i kości przedramienia. Charakterystyczny jest widok bloczka i główki kości ramiennej oraz wyraźne uwidocznienie wyrostka łokciowego, który w tej projekcji tworzy taką jakby półksiężycowatą, masywną strukturę w tylnej części stawu. W projekcji osiowej promień centralny jest skierowany wzdłuż osi wyrostka łokciowego, co pozwala dobrze ocenić jego zarys korowy, powierzchnię stawową oraz ewentualne odłamy kostne. W praktyce technik radiologii wykonuje takie zdjęcie głównie przy podejrzeniu złamania wyrostka łokciowego, awulsji przy urazach bezpośrednich, a także przy kontroli zrostu po zespoleniach chirurgicznych (np. płyty, śruby). Moim zdaniem to jedno z tych zdjęć, gdzie prawidłowe ułożenie pacjenta jest ważniejsze niż „dokręcanie kV” – jeśli łokieć nie jest odpowiednio zgięty (zwykle około 90°) i ustabilizowany, zarysy wyrostka nakładają się i obraz traci wartość diagnostyczną. Według dobrych praktyk (wg standardów radiologii narządu ruchu) w urazach łokcia zaleca się wykonanie minimum dwóch projekcji prostopadłych, ale właśnie projekcja osiowa wyrostka łokciowego jest często dodatkowo zlecana przez ortopedów, kiedy klinicznie bolesny jest tylny przedział stawu. Warto też pamiętać, że na takim zdjęciu łatwo ocenić nie tylko samo złamanie, ale też stopień przemieszczenia odłamów, co ma znaczenie przy kwalifikacji do leczenia operacyjnego lub zachowawczego. W codziennej pracy dobrze jest „nauczyć się na oko” typowego kształtu wyrostka łokciowego w tej projekcji, wtedy różne subtelne nierówności czy zatarcia warstwy korowej szybciej rzucają się w oczy.

Pytanie 30

Na ilustracji przedstawiono ułożenie pacjenta do zdjęcia rentgenowskiego

Ilustracja do pytania
A. bocznego kciuka.
B. bocznego kości śródręcza.
C. dłoniowo-grzbietowego kciuka.
D. grzbietowo-dłoniowego kości śródręcza.
Prawidłowo rozpoznano ułożenie do projekcji dłoniowo‑grzbietowej kciuka. Na zdjęciu widać, że pacjent ma dłoń ułożoną na detektorze (kaseta / płyta obrazowa) powierzchnią dłoniową do dołu, czyli w stronę lampy rentgenowskiej, a promień centralny pada z kierunku dłoniowego na grzbiet ręki. To właśnie jest klasyczna projekcja dłoniowo‑grzbietowa (PA) dla kciuka. W standardach radiologicznych (również w opisach projekcji wg praktyki szpitalnej i podręczników techniki obrazowania kończyn) przy badaniu kciuka najczęściej wykonuje się dwie podstawowe projekcje: dłoniowo‑grzbietową oraz boczną. Projekcja dłoniowo‑grzbietowa pozwala dobrze ocenić stawy międzypaliczkowe, śródręczno‑paliczkowy, trzeszczki oraz ustawienie kości kciuka względem I kości śródręcza i nadgarstka. Moim zdaniem to jest taka „projekcja wyjściowa” – daje ogólny przegląd osi kciuka i porównywalność badań w czasie. W praktyce technik musi zwrócić uwagę na prawidłową rotację: paznokieć kciuka powinien być w przybliżeniu w płaszczyźnie kasety, bez nadmiernej pronacji czy supinacji, tak żeby nie nakładały się struktury. Częstym patentem jest lekkie odwiedzenie kciuka od pozostałych palców, co też widać na zdjęciu – chodzi o to, żeby wyizolować kości kciuka i uniknąć nałożenia cieni II promienia dłoni. Takie pozycjonowanie stosuje się rutynowo przy urazach (podejrzenie złamania podstawy kciuka, np. Bennetta), przy zmianach zwyrodnieniowych stawu CMC I, a także przy kontroli zrostu po zaopatrzeniu operacyjnym. W dobrze wykonanej projekcji dłoniowo‑grzbietowej możliwa jest też ocena osi obciążenia, co ma znaczenie np. u osób pracujących fizycznie lub sportowców, gdzie biomechanika kciuka jest kluczowa.

Pytanie 31

Więzka promieniowania X to

A. cząstki dodatnio naładowane uginające się w polu elektromagnetycznym.
B. cząstki ujemnie naładowane uginające się w polu elektromagnetycznym.
C. kwanty energii nieuginające się w polu elektromagnetycznym.
D. kwanty energii uginające się w polu elektromagnetycznym.
W tym pytaniu łatwo się złapać na myleniu promieniowania X z wiązką cząstek naładowanych. W odpowiedziach błędnych pojawia się wątek cząstek dodatnio lub ujemnie naładowanych, które uginają się w polu elektromagnetycznym. Tak zachowują się np. protony, jony lub elektrony – i rzeczywiście w akceleratorach cząstek używa się pól magnetycznych do ich ogniskowania i zakrzywiania toru. Natomiast lampa rentgenowska nie wytwarza wiązki elektronów skierowanej na pacjenta. Elektrony są tam tylko wewnątrz lampy, przyspieszane między katodą a anodą, a promieniowanie X powstaje dopiero w wyniku ich hamowania w materiale anody (głównie zjawisko hamowania i promieniowanie charakterystyczne). Na zewnątrz z obudowy lampy wychodzą już fotony – kwanty promieniowania elektromagnetycznego. Innym częstym nieporozumieniem jest przekonanie, że skoro mówimy o polu elektromagnetycznym, to promieniowanie X musi się w nim jakoś uginać. Foton nie ma ładunku, więc nie doświadczy siły Lorentza, która zakrzywia tor cząstek naładowanych. W medycynie, zarówno w diagnostyce RTG, TK, jak i w mammografii, przyjmuje się, że promieniowanie X rozchodzi się po liniach prostych, a jego osłabienie w tkankach zależy od energii fotonów, gęstości i liczby atomowej materiału, a nie od jakiegoś „zakrzywiania w polu”. Moim zdaniem źródłem błędu jest często mieszanie pojęć: promieniowanie jonizujące kojarzone jest automatycznie z cząstkami, a tymczasem mamy dwie duże grupy – promieniowanie korpuskularne (np. alfa, beta, protony) i promieniowanie elektromagnetyczne (X, gamma). Dla technika elektroradiologii to rozróżnienie jest bardzo praktyczne: od niego zależy sposób ochrony radiologicznej, konstrukcja aparatury oraz interpretacja zjawisk fizycznych, takich jak zjawisko fotoelektryczne, rozpraszanie Comptona czy powstawanie kontrastu na obrazie. Jeśli myślimy o wiązce X jak o strumieniu fotonów, a nie elektronów czy jonów, wtedy cała fizyka diagnostyki obrazowej robi się dużo bardziej spójna.

Pytanie 32

Badanie przewodu pokarmowego metodą podwójnego kontrastu wiąże się z podaniem pacjentowi

A. barytu i powietrza.
B. barytu i Magnevistu.
C. podwójnej ilości barytu.
D. podwójnej ilości Magnevistu.
Metoda podwójnego kontrastu w badaniach przewodu pokarmowego ma bardzo konkretne znaczenie techniczne i nie polega ani na zwiększeniu dawki jednego środka, ani na mieszaniu przypadkowych kontrastów. Kluczowe jest tu rozróżnienie pomiędzy kontrastem dodatnim a ujemnym. Baryt jest typowym kontrastem dodatnim w radiologii przewodu pokarmowego – silnie pochłania promieniowanie rentgenowskie, dlatego na zdjęciu RTG daje jasny, intensywny cień. Powietrze z kolei, albo CO₂, to kontrast ujemny, ponieważ praktycznie nie pochłania promieniowania, przez co na obrazie jest ciemne. Podwójny kontrast oznacza więc zestawienie tych dwóch typów kontrastów, a nie „dwa razy to samo”. Mylenie podwójnego kontrastu z podwójną dawką barytu to dość typowy błąd: wydaje się logiczne, że jak chcemy lepszy obraz, to dajemy więcej środka. W praktyce medycznej tak to nie działa. Zwiększenie ilości barytu spowodowałoby głównie pogrubienie warstwy kontrastu i „zalanie” detali błony śluzowej, zamiast ich uwidocznienia. To byłoby wręcz wbrew zasadom dobrej techniki, bo tracimy subtelne szczegóły. Podobnie łączenie barytu lub jego „podwójnej ilości” z Magnevistem nie ma sensu w klasycznym RTG. Magnevist (gadopentetat dimegluminiowy) jest kontrastem paramagnetycznym stosowanym w rezonansie magnetycznym, a nie w badaniach rentgenowskich przewodu pokarmowego. W RTG jego właściwości nie dają oczekiwanego efektu, bo mechanizm obrazowania jest zupełnie inny niż w MR. Z mojego doświadczenia takie skojarzenia wynikają z wrzucenia wszystkich „kontrastów” do jednego worka, bez rozróżnienia modalności (RTG vs MR vs TK). Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej wymaga zawsze dopasowania rodzaju kontrastu do metody badania i celu diagnostycznego. W badaniach przewodu pokarmowego metodą podwójnego kontrastu standardem jest właśnie połączenie barytu jako kontrastu dodatniego z powietrzem lub CO₂ jako kontrastem ujemnym, a nie manipulowanie ilością jednego preparatu czy mieszanie środków przeznaczonych do innych technik obrazowania.

Pytanie 33

Brachyterapia polega na napromieniowaniu pacjenta promieniowaniem

A. fotonowym pochodzącym z akceleratora.
B. cząsteczkowym pochodzącym z akceleratora.
C. ze źródeł umieszczonych tylko na skórze pacjenta.
D. ze źródeł umieszczonych w bezpośrednim sąsiedztwie lub w napromienianych tkankach.
Prawidłowo – istota brachyterapii polega właśnie na tym, że źródła promieniowania jonizującego umieszcza się w bezpośrednim sąsiedztwie guza albo wręcz w samych napromienianych tkankach. Dzięki temu dawka jest bardzo wysoka w objętości nowotworu, a bardzo szybko spada w miarę oddalania się od źródła. To jest kluczowa zaleta tej metody w porównaniu z teleradioterapią, gdzie promieniowanie dociera z zewnątrz, z dużej odległości (z akceleratora liniowego). W praktyce klinicznej stosuje się różne techniki brachyterapii: śródtkankową (np. przy rakach prostaty, języka, piersi – igły lub implanty z izotopem wprowadzane w guz), śródjamową (np. rak szyjki macicy, endometrium – aplikatory w jamie macicy lub pochwie) czy powierzchowną, gdy źródło jest tuż przy skórze. Najczęściej używane są źródła irydu-192 (HDR, PDR) lub jodu-125, cezu-137, palladu-103, w zależności od wskazań. Planowanie brachyterapii odbywa się na podstawie badań obrazowych (TK, MR, czasem USG), a system planowania dawki dokładnie wylicza rozkład izodoz wokół źródeł. Zgodnie ze standardami radioterapii onkologicznej (np. wytyczne ESTRO, ICRU) bardzo ważne jest precyzyjne pozycjonowanie aplikatorów oraz kontrola ich położenia przed napromienianiem, bo nawet niewielkie przesunięcie może zmienić rozkład dawki w krytycznych narządach. Moim zdaniem warto zapamiętać jedno: brachyterapia = źródło promieniowania blisko guza, wysoka dawka lokalnie, oszczędzenie tkanek zdrowych. To właśnie odróżnia ją od „klasycznego” napromieniania z akceleratora.

Pytanie 34

Na radiogramie stawu barkowego strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. wyrostek kruczy łopatki.
B. wyrostek barkowy łopatki.
C. guzek większy kości ramiennej.
D. guzek mniejszy kości ramiennej.
Na tym zdjęciu barku łatwo się pomylić, bo kilka struktur leży bardzo blisko siebie i nakłada się w projekcji AP. Strzałka jednak nie wskazuje ani wyrostka kruczego łopatki, ani guzków kości ramiennej. Wyrostek kruczy łopatki ma charakterystyczny, haczykowaty kształt i jest położony bardziej ku przodowi i nieco niżej niż wyrostek barkowy. Na klasycznym RTG barku w projekcji AP często rzutuje się on nad głową kości ramiennej jako krótsza, bardziej stromo opadająca struktura, zwykle nie biegnie tak poziomo jak acromion. Pomyłka polega zwykle na tym, że patrzymy tylko na końcówkę kości, a nie śledzimy jej przebiegu do trzonu łopatki i do stawu barkowo‑obojczykowego. Guzek większy kości ramiennej to część bliższego końca kości ramiennej, leżąca bocznie i nieco ku górze od guzka mniejszego, ale zawsze jest „przyklejona” do głowy kości ramiennej. Na radiogramie ma zaokrąglony, masywniejszy kształt i nie tworzy wyraźnego stawu z obojczykiem. Jeśli strzałka wskazuje strukturę, która wyraźnie kontynuuje się w stronę obojczyka i tworzy z nim staw AC, to nie może to być guzek większy. Guzek mniejszy leży bardziej przyśrodkowo i ku przodowi, na klasycznym RTG barku bywa słabo widoczny lub zlewa się z głową kości ramiennej; na pewno nie wystaje tak bocznie i tak poziomo jak wyrostek barkowy. Typowy błąd myślowy przy takich zadaniach polega na tym, że zdający koncentruje się tylko na końcówce kości zaznaczonej strzałką i próbuje dopasować nazwę „po kształcie”, zamiast prześledzić całą oś kości: skąd wychodzi, z czym się łączy, jaki staw tworzy. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej jest taka, żeby zawsze szukać punktów odniesienia – tutaj jest to połączenie z obojczykiem (staw AC) oraz przebieg łopatki. Jeżeli struktura tworzy górny dach nad głową kości ramiennej i biegnie w linii do stawu barkowo‑obojczykowego, to zgodnie z anatomią w obrazowaniu będzie to wyrostek barkowy łopatki, a nie wyrostek kruczy ani guzki kości ramiennej.

Pytanie 35

Które informacje należy zamieścić na strzykawce z radiofarmaceutykiem przygotowanym przez technika elektroradiologa?

A. Czas okresu inkubacji, stężenie, inicjały technika.
B. Czas okresu inkubacji, radioaktywność, inicjały technika.
C. Typ radiofarmaceutyku, stężenie, godzina przygotowania.
D. Typ radiofarmaceutyku, radioaktywność, godzina przygotowania.
W medycynie nuklearnej oznakowanie strzykawki z radiofarmaceutykiem nie jest kwestią kosmetyczną, tylko elementem bezpieczeństwa i jakości całego badania. Typowy błąd polega na przenoszeniu logiki z innych działów diagnostyki obrazowej albo z ogólnej farmakoterapii, gdzie bardziej zwraca się uwagę na stężenie, czas inkubacji czy inicjały osoby przygotowującej. W przypadku radiofarmaceutyków kluczowe są jednak inne parametry. Informacja o czasie okresu inkubacji ma znaczenie np. przy znakowaniu krwinek czy niektórych procedurach laboratoryjnych, ale nie jest podstawową daną, którą musi widzieć osoba podająca preparat pacjentowi. Na strzykawce znacznie ważniejsze jest to, ile aktualnie mamy aktywności promieniotwórczej, a nie jak długo coś się inkubowało. Podobnie ze stężeniem – może ono być istotne w dokumentacji roboczej lub przy obliczeniach w pracowni, ale osoba wykonująca podanie musi przede wszystkim znać aktywność w MBq przypadającą na daną objętość, a nie samo stężenie opisane w sposób ogólny. Rozróżnienie między stężeniem a radioaktywnością bywa mylone: stężenie mówi, ile substancji chemicznej jest w jednostce objętości, natomiast radioaktywność określa tempo rozpadu jąder i realną „moc” dawki promieniowania. To radioaktywność, a nie samo stężenie, ma zasadnicze znaczenie dla dawki pochłoniętej przez pacjenta i zgodności z protokołami. Inicjały technika mogą być przydatne z punktu widzenia wewnętrznej kontroli jakości czy odpowiedzialności, ale nie stanowią podstawowego elementu opisu strzykawki. Dużo ważniejsze jest, aby na etykiecie pojawiła się godzina przygotowania (lub godzina kalibracji aktywności), bo bez niej nie da się poprawnie przeliczyć rozpadu w czasie i sprawdzić, czy dawka w momencie podania jest prawidłowa. Typ radiofarmaceutyku jest z kolei absolutnie niezbędny – bez jednoznacznej nazwy preparatu łatwo o pomyłkę między różnymi związkami technetu czy innymi izotopami. Właśnie pomijanie typu preparatu i radioaktywności, a skupianie się na parametrach bardziej „farmaceutycznych” jak stężenie czy sama osoba przygotowująca, jest typowym błędem myślowym wynikającym z niedostatecznego uwzględnienia specyfiki medycyny nuklearnej. Dobre praktyki i procedury pracowni jasno podkreślają: musi być nazwa radiofarmaceutyku, aktualna aktywność oraz czas odniesienia, bo to trzy filary bezpiecznego podania i prawidłowej interpretacji badania.

Pytanie 36

Teleradioterapia 4D na etapie planowania leczenia wykorzystuje obrazy

A. klasycznej rentgenografii, wykonane przy wstrzymanym oddechu.
B. tomografii komputerowej, wykonane przy wstrzymanym oddechu.
C. klasycznej rentgenografii, wykonane w fazie oddechowej.
D. tomografii komputerowej, wykonane w fazie oddechowej.
Kluczowy problem w tym pytaniu polega na zrozumieniu, czym w ogóle jest teleradioterapia 4D i po co się ją stosuje. Cała koncepcja radioterapii 4D opiera się na uwzględnieniu ruchu guza i narządów krytycznych w czasie, głównie ruchu oddechowego. Jeżeli użyjemy obrazu, który ten ruch „zamraża” albo w ogóle go nie pokazuje, to tracimy podstawową przewagę tej techniki. Dlatego bazowanie na klasycznej rentgenografii jest po prostu niewystarczające. Zdjęcie RTG to dwuwymiarowa projekcja, bez informacji o głębokości, o objętości guza i bez możliwości dokładnego wyznaczenia struktur trójwymiarowych. W planowaniu radioterapii, a tym bardziej 4D, wymagany jest pełny obraz 3D, który zapewnia właśnie tomografia komputerowa. Rentgenografia może być przydatna co najwyżej do weryfikacji położenia pacjenta (np. portal images, kV images), ale nie jako baza do planu 4D. Kolejny częsty błąd to przekonanie, że wstrzymany oddech jest automatycznie „lepszy”, bo wszystko się mniej rusza. Faktycznie stosuje się techniki breath-hold (np. DIBH w leczeniu piersi), ale to jest inny koncept niż radioterapia 4D. Wstrzymany oddech daje nam jedną ustaloną pozycję guza i narządów, więc z założenia nie odwzorowuje pełnego cyklu oddechowego. Radioterapia 4D ma właśnie ten ruch pokazać i opisać, a nie go wyeliminować. Dlatego obraz TK przy wstrzymanym oddechu może być fajny do zmniejszenia marginesów w klasycznym 3D/IMRT/VMAT, ale nie spełnia idei 4D. Typowym błędem myślowym jest też mieszanie pojęć: ktoś wie, że TK jest złotym standardem w planowaniu i że kontrola oddechu jest ważna, więc łączy to w jedną koncepcję, wybierając tomografię przy wstrzymanym oddechu. Tymczasem w 4D potrzebujemy całej serii obrazów w różnych fazach oddechowych, zsynchronizowanych z sygnałem oddechowym pacjenta. Stąd poprawna odpowiedź to tomografia komputerowa wykonana w fazach oddechowych, czyli 4D CT. To jest zgodne z nowoczesnymi wytycznymi radioterapii, gdzie dąży się do jak najlepszego odwzorowania dynamiki ruchu guza, a nie tylko jego pojedynczej pozycji.

Pytanie 37

Źródłem promieniowania protonowego stosowanego w radioterapii jest

A. cyklotron.
B. cyberknife.
C. bomba kobaltowa.
D. przyspieszacz liniowy.
W tym pytaniu łatwo pomylić różne źródła promieniowania stosowane w radioterapii, bo na pierwszy rzut oka wszystkie wydają się „maszynami do naświetlania”. Kluczowe jest jednak rozróżnienie, jakie cząstki lub fotony generuje dane urządzenie i na jakiej zasadzie pracuje. Radioterapia protonowa to terapia z użyciem ciężkich naładowanych cząstek – protonów – które wymagają specjalnego akceleratora cząstek. Taki akcelerator musi nadać protonom energię pozwalającą dotrzeć na wymaganą głębokość w ciele pacjenta i wytworzyć tam pik Bragga, czyli charakterystyczne maksimum dawki. Tym zajmują się cyklotrony lub synchrotrony, a nie typowe maszyny z klasycznej radioterapii fotonowej. Częsty błąd polega na wrzuceniu do jednego worka wszystkich zaawansowanych technologicznie aparatów, takich jak cyberknife. Cyberknife brzmi bardzo nowocześnie i kojarzy się z precyzją, ale fizycznie jest to niewielki przyspieszacz liniowy generujący wysokoenergetyczne promieniowanie X, zamontowany na robocie. To dalej terapia fotonowa, tylko z bardzo zaawansowanym systemem pozycjonowania i planowania, a nie protonoterapia. Podobnie bomba kobaltowa, historycznie bardzo ważna w teleterapii, wykorzystuje promieniowanie gamma emitowane przez izotop kobaltu-60. Jest to promieniowanie fotonowe o stałej energii, bez możliwości modulacji energii wiązki tak jak w akceleratorach cząstek. Z tego powodu bomba kobaltowa absolutnie nie jest źródłem protonów. Przyspieszacz liniowy również bywa wskazywany z przyzwyczajenia, bo to podstawowe urządzenie na większości oddziałów radioterapii. Jednak klasyczny linak medyczny przyspiesza elektrony w linii prostej i wytwarza promieniowanie X w głowicy terapeutycznej. Nie ma tam toru dla protonów ani odpowiedniej konstrukcji optyki wiązki protonowej. To jest typowy przykład błędu myślowego: „skoro to przyspieszacz, to na pewno też protony”. W praktyce klinicznej protonoterapii używa się wyspecjalizowanych akceleratorów hadronowych (cyklotronów, synchrotronów), a nie standardowych linaków czy bomb kobaltowych. Dlatego tylko cyklotron odpowiada wymaganiom pytania jako źródło wiązki protonowej stosowanej w radioterapii.

Pytanie 38

Audiometria impedancyjna polega na pomiarze

A. oporu akustycznego i ciśnienia w uchu zewnętrznym.
B. oporu akustycznego i ciśnienia w uchu środkowym.
C. przewodnictwa powietrznego.
D. przewodnictwa kostnego.
Audiometria impedancyjna bywa mylona z klasyczną audiometrią tonalną, dlatego łatwo wpaść w pułapkę skojarzeń typu „przewodnictwo powietrzne” albo „przewodnictwo kostne”. Tymczasem są to zupełnie inne badania i inny zakres pomiaru. W audiometrii impedancyjnej nie interesuje nas progowy poziom słyszenia pacjenta, tylko właściwości mechaniczne układu przewodzącego ucha środkowego – opór akustyczny i warunki ciśnieniowe.
Odpowiedź odwołująca się do pomiaru oporu akustycznego i ciśnienia w uchu zewnętrznym jest myląca, bo choć urządzenie rzeczywiście zmienia ciśnienie w przewodzie słuchowym zewnętrznym, to jest to jedynie narzędzie techniczne do oceny zachowania błony bębenkowej i struktur ucha środkowego. Nie badamy samego przewodu zewnętrznego jako środowiska akustycznego, tylko reakcję układu ucha środkowego na kontrolowane zmiany ciśnienia.
Koncepcja, że audiometria impedancyjna mierzy przewodnictwo powietrzne, wynika zwykle z utożsamiania każdego badania słuchu z audiometrią tonalną. Przewodnictwo powietrzne oznacza wyznaczanie progów słyszenia przez słuchawki nausznie lub dokanałowe, przy różnych częstotliwościach, co jest typowe dla audiometrii tonalnej, a nie impedancyjnej. W tympanometrii ton testowy ma stałą częstotliwość i nie służy do określania progu słyszenia, ale do pomiaru zmian impedancji.
Podobnie przewodnictwo kostne, oceniane za pomocą wibratora kostnego na wyrostku sutkowatym lub czole, dotyczy drogi przewodzenia drgań bezpośrednio do ślimaka, z pominięciem ucha zewnętrznego i środkowego. Audiometria impedancyjna w ogóle nie używa wibratora kostnego i nie określa progów przewodnictwa kostnego, bo jej zadaniem jest ocena funkcji ucha środkowego – głównie ruchomości błony bębenkowej, łańcucha kosteczek i warunków ciśnieniowych w jamie bębenkowej.
Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro badanie odbywa się „przez ucho”, to musi dotyczyć przewodnictwa powietrznego albo kostnego. W rzeczywistości jest to badanie mechaniczne, fizyczne, oparte na analizie impedancji akustycznej. Z punktu widzenia dobrych praktyk diagnostycznych audiometria impedancyjna uzupełnia badania progowe, ale ich nie zastępuje. Dlatego prawidłowe rozumienie, że mierzymy opór akustyczny i ciśnienie w uchu środkowym, jest kluczowe, a odpowiedzi odwołujące się do przewodnictwa powietrznego, kostnego lub samego ucha zewnętrznego po prostu nie oddają istoty tego badania.

Pytanie 39

Do wczesnych odczynów popromiennych po radioterapii zalicza się

A. blizny.
B. retinopatię.
C. świąd skóry.
D. martwicę nerwów.
Prawidłowo wskazana świąd skóry jako wczesny odczyn popromienny bardzo dobrze pokazuje zrozumienie podstaw radiobiologii klinicznej. W radioterapii wczesne odczyny popromienne to takie, które pojawiają się w trakcie napromieniania albo w ciągu kilku tygodni po jego zakończeniu. Dotyczą one tkanek szybko dzielących się, głównie nabłonka skóry i błon śluzowych. Typowe objawy to rumień, suchość skóry, złuszczanie, uczucie pieczenia, kłucia, no i właśnie świąd. Ten świąd wynika z uszkodzenia komórek naskórka i reakcji zapalnej w skórze, a także z przesuszenia – bariera naskórkowa jest naruszona, więc skóra reaguje podrażnieniem. W praktyce, na oddziale radioterapii, pacjenci bardzo często zgłaszają swędzenie w polu napromieniania już po kilkunastu–kilkudziesięciu Gy, zwłaszcza przy napromienianiu piersi, głowy i szyi czy okolic miednicy. Standardem postępowania jest edukacja pacjenta: delikatna higiena, unikanie drażniących kosmetyków, luźna odzież, zakaz drapania skóry oraz stosowanie zaleconych emolientów czy kremów łagodzących zgodnych z procedurami ośrodka. Dobre praktyki mówią też o regularnej ocenie skóry według skal toksyczności (np. RTOG, CTCAE) i dokumentowaniu nasilenia objawów. Moim zdaniem kluczowe jest, żeby kojarzyć świąd i rumień bardziej z wczesną, odwracalną reakcją, a nie od razu z powikłaniami trwałymi. Wczesne odczyny zazwyczaj ustępują w ciągu kilku tygodni po zakończeniu leczenia, jeśli odpowiednio się o skórę dba i nie przerywa się niepotrzebnie radioterapii. To pozwala utrzymać ciągłość terapii, co ma ogromne znaczenie dla skuteczności onkologicznej.

Pytanie 40

Do prób aktywacyjnych stosowanych w badaniu EEG zalicza się

A. wstrzymanie oddechu.
B. próbę hipowentylacyjną.
C. rytmiczne błyski świetlne.
D. otwieranie i zamykanie ust.
Prawidłowo wskazana odpowiedź to rytmiczne błyski świetlne, czyli tzw. fotostymulacja. W standardowym badaniu EEG jest to jedna z podstawowych prób aktywacyjnych, obok hiperwentylacji. Polega na podawaniu pacjentowi serii błysków o różnej częstotliwości, zwykle w zakresie kilku–kilkunastu Hz, przy zamkniętych oczach. Celem jest wywołanie reakcji bioelektrycznej mózgu na bodziec wzrokowy i sprawdzenie, czy zapis EEG prawidłowo reaguje na taką stymulację. U osoby zdrowej obserwuje się tzw. odpowiedź fotyczną, zsynchronizowaną z częstotliwością błysków, bez wyładowań napadowych. U pacjentów z padaczką światłoczułą mogą pojawić się wyładowania iglicowo-falowe lub wręcz napad, dlatego badanie wykonuje się ostrożnie, zgodnie z procedurą. W praktyce technik EEG musi zadbać o prawidłowe ustawienie lampy stroboskopowej (odpowiednia odległość od oczu, kąt, natężenie światła), poinformować pacjenta, co będzie się działo, i obserwować jego stan kliniczny w trakcie fotostymulacji. Moim zdaniem ważne jest też, żeby pamiętać, że nie każdy pacjent toleruje błyski tak samo – u osób z migreną czy nadwrażliwością wzrokową trzeba być szczególnie uważnym. Z punktu widzenia standardów pracowni EEG, fotostymulacja jest elementem rutynowego protokołu, bo pozwala wykryć zmiany napadowe, które w spoczynku mogłyby się nie ujawnić. W dokumentacji opisu badania zwykle odnotowuje się, czy reakcja na stymulację świetlną była prawidłowa, czy wystąpiły zmiany napadowe, brak odpowiedzi, albo reakcja paradoksalna. To wszystko ma duże znaczenie diagnostyczne, szczególnie u młodych pacjentów z podejrzeniem padaczki idiopatycznej.