Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Pszczelarz
  • Kwalifikacja: ROL.03 - Prowadzenie produkcji pszczelarskiej
  • Data rozpoczęcia: 18 lutego 2026 01:38
  • Data zakończenia: 18 lutego 2026 02:06

Egzamin zdany!

Wynik: 28/40 punktów (70,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Ile razy w roku do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa podaje się stan stada, jeżeli jego liczebność nie uległa zmianie?

A. Jeden raz.
B. Cztery razy.
C. Trzy razy.
D. Dwa razy.
Zgadza się, w przypadku gdy liczebność stada nie uległa zmianie, stan stada zgłasza się do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) tylko raz w roku. Wynika to z przepisów dotyczących ewidencji zwierząt gospodarskich, konkretnie z zasad prowadzenia rejestru przez posiadaczy zwierząt. Takie podejście jest logiczne – chodzi o to, żeby niepotrzebnie nie obciążać rolników biurokracją, jeśli nic się nie zmieniło. W praktyce wygląda to tak: rolnik, który np. przez cały rok nie kupił ani nie sprzedał żadnej sztuki bydła czy trzody, po prostu raportuje stan w wyznaczonym przez prawo terminie – zwykle jest to do końca stycznia kolejnego roku. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele osób myśli, iż trzeba raportować częściej, bo boją się przeoczyć jakieś zmiany w przepisach. W rzeczywistości ARiMR oczekuje częstszych zgłoszeń tylko przy zmianach liczebności stada, takich jak narodziny, sprzedaż, padnięcie czy ubój. To podejście jest zgodne z dobrymi praktykami administracyjnymi i zasadami minimalizowania zbędnych formalności w sektorze rolniczym. Dobrze o tym pamiętać, żeby nie tracić czasu na niepotrzebne wizyty czy formalności. Warto też regularnie sprawdzać aktualne wytyczne ARiMR, bo przepisy potrafią się zmieniać – choć zasada zgłaszania raz w roku przy braku zmian jest od lat stała.

Pytanie 2

Ile wynosi zapotrzebowanie rodziny pszczelej na miód w ciągu roku?

A. 120 kg
B. 30 kg
C. 90 kg
D. 60 kg
Zapotrzebowanie rodziny pszczelej na miód w ciągu roku faktycznie oscyluje wokół 90 kg i to jest taka wartość, którą można spokojnie przyjąć jako standard w polskich warunkach klimatycznych. Miód jest dla pszczół podstawowym pokarmem, szczególnie zimą, kiedy nie mają dostępu do świeżego nektaru ani pyłku. Takie zapasy umożliwiają nie tylko przetrwanie zimy, ale też utrzymanie odpowiedniej temperatury w kłębie i prawidłowy rozwój wiosną. W praktyce, pszczelarze zalecają zostawiać rodzinie pszczelej właśnie około 18–20 kg miodu na zimę, ale przez cały rok pszczoły zużywają znacznie więcej, bo muszą wykarmić czerwiące matki, wychować nowe pokolenia i utrzymać całą społeczność. Z mojego doświadczenia wynika, że przy mniejszych zapasach, pszczoły mogą zbyt szybko zużyć miód i głodować jeszcze przed końcem zimy, a to prowadzi do poważnych strat w pasiece. Standardy branżowe i literatura fachowa, jak np. „Pszczelnictwo” Lipińskiego, wskazują, że roczne zużycie miodu przez rodzinę pszczelą sięga właśnie 80–100 kg, w zależności od siły rodziny i sezonu. Warto to uwzględnić planując gospodarkę pasieczną, bo nie tylko miód dla pszczół jest ważny – to podstawa ich zdrowia i siły na kolejny sezon. Zostawienie zbyt małej ilości zapasów to typowy błąd początkujących pszczelarzy, który może szybko się zemścić.

Pytanie 3

Którą roślinę miododajną przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Kruszynę pospolitą.
B. Malinę właściwą.
C. Robinię akacjową.
D. Lipę drobnolistną.
Robinia akacjowa, czyli popularnie zwana akacją, to jedna z najważniejszych roślin miododajnych w Polsce. Jej charakterystyczne, białe, pachnące kwiaty zebrane są w długie grona, które często można zauważyć właśnie w maju i czerwcu. Pszczoły bardzo chętnie odwiedzają robinię, bo nektar jest łatwo dostępny, a warunki pogodowe podczas jej kwitnienia zazwyczaj sprzyjają oblotom. Z mojego doświadczenia wynika, że miód akacjowy cieszy się ogromną popularnością nie tylko ze względu na smak, ale też właściwości – jest jasny, delikatny, długo pozostaje płynny. W praktyce pszczelarze często podstawiają ule w pobliżu dużych skupisk robinii, żeby uzyskać czysty miód akacjowy. Akacja dobrze sprawdza się także w rekultywacji terenów zdegradowanych, bo ma zdolność wiązania azotu w glebie. Według wielu podręczników i wytycznych pszczelarskich, np. tych wydawanych przez PZP, robinie sadzi się specjalnie na pożytki. To naprawdę warta uwagi roślina, jeśli ktoś myśli poważnie o zwiększaniu wydajności pasieki.

Pytanie 4

W jakiej proporcji powinno stosować się syrop cukrowy do podkarmiania pobudzającego?

A. 1:1
B. 1:2
C. 3:2
D. 3:1
Syrop cukrowy w proporcji 1:1 (czyli jedna część cukru do jednej części wody) to najbardziej rekomendowana mieszanka do podkarmiania pobudzającego pszczół. Takie rozwiązanie stosuje się przede wszystkim wtedy, gdy zależy nam na pobudzeniu rodzin do wzmożonej pracy, np. przed głównym pożytkiem albo wczesną wiosną, kiedy nie chcemy jeszcze intensywnie dokarmiać, ale chcemy uruchomić matkę do czerwienia. Moim zdaniem to naprawdę sprawdzona metoda, bo taki syrop jest łatwo przyswajalny przez pszczoły i nie obciąża ich zbędnie dodatkowymi czynnościami, jak rozcieńczanie czy odparowywanie nadmiaru wody. Praktycy podkreślają, że właśnie ta proporcja najlepiej symuluje naturalny nektar, przez co matka szybciej zaczyna czerwić, a rodzina staje się bardziej aktywna. W wielu podręcznikach i materiałach branżowych, np. w standardach Polskiego Związku Pszczelarskiego, 1:1 jest wskazywane jako typowy wybór na okresy pobudzania. Warto dodać, że do zimowego dokarmiania stosuje się już gęstsze syropy, więc dobrze te proporcje rozróżniać w praktyce. Z własnego doświadczenia powiem, że przygotowanie takiego syropu nie sprawia większych trudności – wystarczy odmierzyć równą ilość wody i cukru, podgrzać do rozpuszczenia i podać pszczołom, najlepiej lekko ciepły. Czasem, gdy ktoś chce przyspieszyć efekty, daje syrop cieńszy lub gęstszy, ale to właśnie 1:1 daje najlepsze, przewidywalne rezultaty.

Pytanie 5

Który zabieg walki ze zgnilcem złośliwym jest najbardziej radykalny?

A. Poddanie głodówce pszczół.
B. Podwójne przesiedlenie rodzin.
C. Usunięcie plastrów z chorym czerwiem.
D. Siarkowanie pszczół.
Siarkowanie pszczół to zdecydowanie najbardziej radykalny sposób zwalczania zgnilca złośliwego i niestety jest to metoda ostateczna, stosowana wyłącznie w sytuacjach, gdy inne działania nie dają efektu lub ryzyko rozprzestrzenienia choroby jest zbyt duże. Takie działanie polega po prostu na całkowitym zniszczeniu rodziny pszczelej poprzez użycie siarki, co powoduje śmierć wszystkich osobników znajdujących się w ulu. Moim zdaniem, to brutalna, ale czasem konieczna praktyka, szczególnie kiedy inspektor weterynarii uzna, że nie da się uratować ani rodziny, ani sprzętu. Przepisy weterynaryjne i normy branżowe (np. zalecenia PIWet) jasno wskazują, że siarkowanie stosuje się w przypadkach skrajnych, by przerwać cykl rozprzestrzeniania się patogenu i nie dopuścić do zakażenia kolejnych pasiek. Ciekawostka – po takim zabiegu ul i sprzęt trzeba starannie odkazić lub nawet spalić, żeby żadna forma przetrwalnikowa bakterii Paenibacillus larvae nie przetrwała. Na co dzień pszczelarze raczej unikają tego rozwiązania, bo przecież szkoda rodzin i ogromu włożonej pracy, ale bezpieczeństwo całej populacji pszczół w okolicy jest tu priorytetem. W praktyce, zanim sięgniemy po siarkę, stosuje się inne metody ratowania rodzin, jednak gdy występuje silny zgnilec złośliwy, nie ma miejsca na wahanie – trzeba działać radykalnie. Takie drastyczne posunięcie uczy pokory do chorób zakaźnych w pszczelarstwie i pokazuje, jak ważna jest profilaktyka i szybka reakcja na pierwsze objawy.

Pytanie 6

Ile litrów wody należy użyć do sporządzenia brzeczki z 20 litrów miodu, przeznaczonej do domowej produkcji miodu pitnego "czwórniak"?

A. 40 litrów.
B. 20 litrów.
C. 80 litrów.
D. 60 litrów.
Często podczas przygotowywania brzeczki do miodu pitnego można się pomylić, szczególnie jeśli nie zna się dokładnych branżowych proporcji. Wiele osób myśli, że wystarczy dolać do miodu tyle samo wody, co miodu, czyli np. 20 litrów do 20 litrów – ale to wtedy mielibyśmy tzw. dwójniaka, a nie czwórniaka. Taka brzeczka byłaby za mocna i zbyt słodka, fermentacja mogłaby przebiegać powoli, a napój końcowy wyszedłby ciężki w smaku. Z kolei 40 litrów wody na 20 litrów miodu daje układ 1:2, czyli typowy trójniak, też nie to, o co chodziło w pytaniu. W polskiej tradycji miodosytniczej każda nazwa wskazuje na stosunek miodu do wody – dla czwórniaka jest to 1:3 (jedna część miodu, trzy części wody), czyli na 20 litrów miodu potrzeba 60 litrów wody. To sprawdzone proporcje, które gwarantują lekkie i pijalne miody pitne, odpowiednie do dłuższego leżakowania. Dodanie aż 80 litrów wody do 20 litrów miodu byłoby zdecydowanie za dużo – taka brzeczka byłaby bardzo uboga w cukry, fermentacja byłaby szybka, ale efekt końcowy rozczarowujący: mdły napój bez odpowiedniego smaku i aromatu. W branży przyjmuje się jasno: proporcje muszą być zgodne z typem miodu pitnego, a czwórniak to zawsze 1:3. Moim zdaniem, patrzenie tylko na ilość albo chęć uzyskania większej objętości to podstawowy błąd – chodzi tu o zachowanie balansu składników, żeby uzyskać klasyczny i smaczny produkt. Warto zawsze sprawdzać te proporcje na etapie planowania produkcji, żeby później nie mieć kłopotów z klarownością czy smakiem miodu.

Pytanie 7

Zgodnie z danymi przedstawionymi w tabeli zapotrzebowanie na miód i pyłek w rodzinie pszczelej jest największe

ProduktKolejne miesiące rokuRazem
123456789101112
Miód113815201513832190
Pyłek-0,31,83,66,68,15,43,60,6---30
A. w lipcu.
B. w maju.
C. w sierpniu.
D. w czerwcu.
To jest dokładnie ten moment w roku, kiedy rodzina pszczela intensywnie się rozwija i potrzebuje najwięcej energii oraz białka – czyli właśnie miodu i pyłku. Czerwiec to czas największego rozwoju czerwienia, budowy plastrów, a zarazem szczytowego nasilenia lotów oraz aktywności zbieraczek. Jeśli spojrzeć na dane z tabeli, zarówno zapotrzebowanie na miód (20 jednostek), jak i na pyłek (8,1 jednostki) osiąga wtedy swoje maksimum w skali roku. To nie jest przypadek – w praktyce pszczelarstwa czerwiec to okres, kiedy pszczoły przygotowują się do najważniejszego pożytku i gromadzenia zapasów na kolejne miesiące. Często na kursach pszczelarskich podkreśla się, że jeżeli w czerwcu rodzina nie będzie miała wystarczającej podaży pyłku, bardzo ucierpi rozwój młodych pszczół, a później ich siła w sezonie spadnie. Moim zdaniem, kto to rozumie, lepiej planuje gospodarkę pasieczną, na przykład dbając o dostęp do roślin pyłkodajnych właśnie w tym okresie czy nawet stosując podkarmianie rozwojowe. To jest też powód, dla którego profesjonalni pszczelarze tak bardzo zwracają uwagę na monitoring siły rodzin i poziomu zapasów w czerwcu – tu decyduje się często siła produkcyjna rodziny na resztę sezonu. Czerwiec to pewnego rodzaju granica – jak się ją dobrze wykorzysta, to później dużo łatwiej o dobre wyniki w pasiece. Branżowe opracowania, np. Państwowego Instytutu Weterynaryjnego, podkreślają, że właśnie w tym miesiącu jest szczytowe zapotrzebowanie na oba te składniki w rodzinie pszczelej. W praktyce, jeśli chcesz mieć silne rodziny i wysokie zbiory miodu, nie możesz lekceważyć tego okresu.

Pytanie 8

Który szkodnik wiosną drąży łodygi rzepaku powodując ich łamanie?

A. Słodyszek rzepakowy.
B. Chowacz podobnik.
C. Chowacz brukwiaczek.
D. Gnatarz rzepakowiec.
W uprawie rzepaku bardzo łatwo pomylić szkodniki, ponieważ każdy z nich pojawia się w innym momencie sezonu i powoduje inne uszkodzenia. Słodyszek rzepakowy to szkodnik, który atakuje głównie na etapie formowania się pąków, wtedy jego larwy i dorosłe osobniki żerują na pąkach kwiatowych, prowadząc do ich uszkodzeń i opadania, ale nie drąży łodyg. Gnatarz rzepakowiec z kolei jest szkodnikiem liści, jego larwy wyglądają trochę jak gąsienice i wygryzają charakterystyczne dziury w liściach, czasem mogą go całkiem ogołocić, lecz z łodygami nie mają nic wspólnego. Chowacz podobnik natomiast pojawia się zdecydowanie później, bo w okresie kwitnienia, i jego larwy żerują głównie w łuszczynach, gdzie uszkadzają nasiona. To właśnie chowacz brukwiaczek odpowiada za żerowanie wewnątrz łodyg rzepaku wczesną wiosną, prowadząc do jej osłabienia, pęknięć i łamania. Częstym błędem jest utożsamianie wszystkich chowaczy lub słodyszka jako przyczyny łamania łodyg, co wynika chyba głównie z ogólnej wiedzy o szkodliwości tych owadów w rzepaku, ale praktyka pokazuje, że tylko brukwiaczek drąży łodygi w tym krytycznym okresie. Skuteczna ochrona plantacji wymaga umiejętnego rozpoznania stadium rozwojowego roślin, obserwacji typowych uszkodzeń oraz monitorowania obecności szkodników za pomocą żółtych naczyń i lustracji. Dobrym zwyczajem jest też systematyczne poszerzanie wiedzy o biologię szkodników, co pozwala lepiej przewidywać zagrożenia i planować właściwe zabiegi ochronne. Warto pamiętać, że błędne rozpoznanie źródła uszkodzeń prowadzi do niepotrzebnych oprysków i strat ekonomicznych.

Pytanie 9

Jaką ilość syropu cukrowego uzyska się z 50 kg cukru, jeżeli do zakarmienia należy użyć syropu o proporcji 5:3?

A. 30 litrów
B. 60 litrów
C. 80 litrów
D. 50 litrów
Obliczenie ilości syropu cukrowego uzyskanego z 50 kg cukru przy proporcji 5:3 jest jednym z podstawowych zagadnień przy przygotowywaniu pokarmów dla pszczół, ale ta wiedza przydaje się też wszędzie tam, gdzie zachodzi konieczność rozpuszczania ciał stałych w cieczy, żeby uzyskać konkretny stężony roztwór. Proporcja 5:3 oznacza, że na 5 jednostek cukru przypadają 3 jednostki wody. Czyli na każde 5 kg cukru trzeba dodać 3 kg wody. Jak weźmiemy 50 kg cukru, to logiczne, że wody potrzeba 30 kg (bo 50:5=10, a 10x3=30). Łączna masa syropu to 50 kg cukru + 30 kg wody, razem 80 kg. I tu ważna rzecz – masa to nie to samo co objętość, bo syrop jest gęstszy niż woda. W branżowej praktyce przyjmuje się, że litr syropu cukrowego o tych proporcjach waży około 1,33 kg. Więc 80 kg podzielone przez 1,33 daje mniej więcej 60 litrów syropu. Zresztą to jest standardowy przelicznik stosowany w gospodarstwach pasiecznych – większość pszczelarzy już z doświadczenia wie, że z 50 kg cukru w proporcji 5:3 wychodzi około 60 litrów. Warto o tym pamiętać, bo przygotowując syrop na zimę czy na rozwój rodzin, trzeba naprawdę dobrze wyliczyć objętość, żeby pszczoły dostały tyle, ile trzeba. Dobrze też wiedzieć, że nie każda proporcja daje taki efekt – zmieniając ilość wody, automatycznie zmieniamy objętość i stężenie roztworu. Moim zdaniem, opanowanie tych zależności to podstawa w pszczelarstwie i w ogóle w pracy z roztworami cukrowymi.

Pytanie 10

Jaka w przybliżeniu temperatura panuje w centrum kłębu w czasie zimowli, gdy w rodzinie nie ma czerwiu?

A. 25 °C
B. 30 °C
C. 15 °C
D. 35 °C
W temacie temperatury w centrum kłębu podczas zimowli łatwo się pomylić, bo intuicyjnie można zakładać, że pszczoły muszą utrzymywać bardzo wysoką temperaturę przez cały rok. Jednak to nie do końca tak działa. Przyjęcie wartości takich jak 15°C sugeruje niedocenianie zdolności pszczół do skutecznej termoregulacji – nawet w najzimniejsze dni pszczoły dbają, by w środku kłębu nie było za zimno, bo w niższych temperaturach mogą mieć problemy ze sprawnym funkcjonowaniem, co przekłada się na zwiększone ryzyko osłabienia rodziny. Z kolei wskazanie na 30°C czy nawet 35°C to typowy błąd polegający na przenoszeniu warunków z okresu wychowu czerwiu na warunki zimowe. W sezonie, kiedy w gnieździe jest dużo czerwiu, pszczoły rzeczywiście podnoszą temperaturę do 34-36°C, bo młode larwy są na to bardzo wrażliwe. Ale zimą, bez czerwiu, utrzymywanie tak wysokiego poziomu byłoby zbyt kosztowne energetycznie i mogłoby doprowadzić do przedwczesnego wyczerpania zapasów. Niektórzy pszczelarze podświadomie myślą, że im cieplej w kłębie, tym lepiej, ale branżowe standardy pokazują coś odwrotnego: optymalizacja zużycia pokarmu zimą polega właśnie na obniżeniu temperatury do około 25°C w centrum kłębu. To taka praktyczna granica – pszczoły są wtedy w stanie podtrzymać podstawowe funkcje życiowe, ale nie tracą za dużo energii. W praktyce wyższe temperatury zimą mogą być wręcz niepokojące, bo często oznaczają, że coś się dzieje nie tak, np. matka zaczęła czerwienieć zbyt wcześnie albo jest jakieś zaburzenie w rodzinie. Podsumowując, zbyt niska temperatura w centrum kłębu grozi osłabieniem pszczół, zaś zbyt wysoka – niepotrzebnym zużyciem zapasów i ryzykiem przedwczesnego rozwoju czerwiu. Wiedza o tym, jak pszczoły naturalnie regulują temperaturę zimą, pozwala dużo lepiej prowadzić pasiekę i reagować na ewentualne nieprawidłowości.

Pytanie 11

Którą czynność, wykonywaną w zakresie okulizacji, przedstawiono na rysunku?

Ilustracja do pytania
A. Nacinanie podkładki.
B. Wycinanie zrazu.
C. Wycinanie oczka.
D. Nacinanie komponentów.
Wycinanie oczka to naprawdę kluczowy etap podczas okulizacji, czyli jednej z najpopularniejszych metod rozmnażania roślin sadowniczych. W praktyce polega to na bardzo precyzyjnym wycięciu fragmentu kory z pąkiem (tzw. oczkiem) z wybranego zrazu, który potem wszczepia się w nacięcie podkładki. Najważniejsze jest tu, by nożem okulizacyjnym wykonywać cięcie pewnym ruchem, tak żeby pąk był nieuszkodzony, a kawałek kory miał odpowiednią długość i grubość. Jeśli oczko pobierzemy niewłaściwie, to prawdopodobieństwo udanego zrastania się z podkładką dramatycznie spada. Moim zdaniem praktyka jest tu nie do przecenienia – im więcej takich oczek się wytnie, tym łatwiej nabrać wprawy i ocenić, które są zdrowe i dobrze wykształcone. Zwróciłbym uwagę także na higienę narzędzi i ostrość noża – to podstawa, żeby nie uszkodzić tkanek. W branży sadowniczej wycinanie oczka uznaje się za czynność wymagającą dużej precyzji i cierpliwości, ale jak się to dobrze opanuje, to efekty potrafią naprawdę zaskoczyć – zwłaszcza przy okulizacji letniej, kiedy przyrosty są najbardziej podatne na szczepienie. Warto wiedzieć, że ta technika jest szeroko stosowana w sadach jabłoniowych i różanych, a jej prawidłowe wykonanie pozwala na szybkie i skuteczne rozmnażanie odmian szlachetnych.

Pytanie 12

Na podstawie danych zawartych w tabeli określ, który sposób suszenia zielonej masy przynosi największe straty białka strawnego.

Sposób suszeniaStraty w %
Suchej masyBiałka strawnegoKarotenu
Suszenie w kopkach przy sprzyjającej pogodzie15-3012-2560-85
Suszenie w kopkach przy niesprzyjającej pogodzie25-5050-6095-98
Dosuszanie nieogrzanym powietrzem15-2010-2050-85
Sztuczne suszenie ciągłym powietrzem5-105-85-6
A. Dosuszanie ciepłym powietrzem.
B. Suszenie w kopkach przy sprzyjającej pogodzie.
C. Suszenie w kopkach przy niesprzyjającej pogodzie.
D. Dosuszanie niedogrzanym powietrzem.
Dobrze wybrana odpowiedź – faktycznie, suszenie zielonej masy w kopkach przy niesprzyjającej pogodzie powoduje największe straty białka strawnego. Wynika to z tego, że długotrwała wilgotność i niska temperatura sprawiają, że w masie roślinnej zaczynają się intensywne procesy rozkładu – zwłaszcza namnażają się bakterie i pleśnie, które rozkładają białko na związki prostsze, czasem wręcz na amoniak czy inne niepożądane substancje. Takie straty są już trudne do odwrócenia w praktyce rolniczej. Z mojego doświadczenia w gospodarstwach, gdzie zbiór i suszenie odbywa się tradycyjnie „na polu”, to pogoda dosłownie potrafi zniweczyć całą jakość paszy – nawet jeśli ktoś się bardzo stara. Standardy branżowe zawsze wskazują, żeby przy niepewnej pogodzie unikać suszenia w kopkach, bo straty potrafią sięgnąć nawet 60% białka strawnego! Lepiej wtedy pomyśleć o szybszym dosuszaniu mechanicznym albo przechowywaniu w formie sianokiszonki. Przy nowoczesnym podejściu kluczowe jest minimalizowanie czasu, w którym zielonka leży na polu – zwłaszcza podczas opadów czy chłodnych dni. Warto o tym pamiętać, bo białko strawne to jeden z głównych wskaźników jakości paszy, a jego utrata przekłada się bezpośrednio na wydajność produkcji zwierzęcej.

Pytanie 13

Podeszwa płużna powstaje, gdy orze się

A. pługiem odwracalnym.
B. pługiem z pogłębiaczem.
C. na głębokość 20-25 cm.
D. zawsze na tę samą głębokość.
Często pojawia się przekonanie, że zastosowanie pługów z pogłębiaczem, orka na typowej głębokości 20-25 cm albo nawet wybór pługa odwracalnego mogą być przyczyną powstania podeszwy płużnej, ale to nie do końca tak działa. Pług z pogłębiaczem jest wręcz stosowany właśnie po to, żeby rozbijać warstwę zbitą, która powstała w wyniku powtarzania orki na jednakowej głębokości. Pogłębiacze w praktyce mają za zadanie poluzować glebę pod warstwą orną, poprawiając przepuszczalność i warunki dla systemu korzeniowego roślin. Jeśli chodzi o orkę na głębokość 20-25 cm, to jest to standardowa głębokość orki, ale sama wartość głębokości nie powoduje problemu – problemem jest brak rotacji tej głębokości. Jeżeli co roku orzemy na dokładnie tę samą głębokość, wówczas tworzymy barierę mechaniczną, która blokuje korzenie i wodę, niezależnie czy to jest 15 cm czy 30 cm. Wybór pługa odwracalnego też nie ma tu decydującego znaczenia, bo ten typ pługa różni się od tradycyjnego głównie tym, że umożliwia wykonywanie orki bez bruzd i grzbietów, przez co pole jest bardziej wyrównane, ale nie wpływa na proces powstawania warstwy zwięzłej. Z mojego doświadczenia wiele osób myli narzędzie z techniką – to nie rodzaj pługa czy sama głębokość, tylko brak zmiany tych parametrów prowadzi do zwięzłej warstwy. Właściwe podejście polega na regularnej zmianie głębokości orki, stosowaniu głęboszowania i planowaniu zabiegów agrotechnicznych. To zasady, które znajdziemy niemal w każdym branżowym podręczniku i które praktycy utożsamiają z dobrą kulturą rolną. Warto na to zwracać uwagę, bo nawet najlepszy sprzęt nie zastąpi mądrej techniki uprawy.

Pytanie 14

Jak często powinno przeprowadzać się odmulanie dna rowów melioracyjnych w celu ich konserwacji?

A. Co 2-3 lata.
B. Co 4-5 lat.
C. Raz na rok.
D. Raz na kwartał.
Takie regularne, coroczne odmulanie rowów melioracyjnych to absolutna podstawa utrzymania efektywności całego systemu odwodnieniowego. W praktyce oznacza to, że co roku po prostu trzeba usunąć z dna rowu wszelki nagromadzony muł, resztki roślinne i inny materiał, który z czasem utrudnia przepływ wody. Według wytycznych melioracyjnych, a także zaleceń większości zarządców gospodarki wodnej, właśnie raz do roku to optymalna częstotliwość konserwacji. Pozwala to uniknąć zamulania, zarastania i zatorów, które prowadzą do podtopień pól, degradacji gruntu czy nawet zniszczenia infrastruktury drogowej i mostowej. Częstsze prace są raczej niepotrzebne i ekonomicznie nieuzasadnione, a rzadsze prowadzą do utraty sprawności hydraulicznej rowów. Moim zdaniem, dobrze przeprowadzone coroczne odmulanie to nie tylko kwestia formalnych norm, ale też praktyczna troska o bezpieczeństwo upraw czy infrastruktury. Warto pamiętać, że regularność tych działań przekłada się bezpośrednio na długowieczność i skuteczność rowów – to naprawdę nie jest temat do zaniedbywania. Przykładowo, w rejonach, gdzie roślinność rośnie szybko lub gleby są lekkie, proces zamulania może być jeszcze intensywniejszy, więc roczny cykl staje się wręcz niezbędny. Lepiej zrobić raz do roku mniej, niż po pięciu latach walczyć z wielką inwestycją naprawczą.

Pytanie 15

Roślina pożytkowa przedstawiona na rysunku jest

Ilustracja do pytania
A. wierzbownica kosmata.
B. mniszek pospolity.
C. lnica pospolita.
D. lucerna sierpowata.
Mniszek pospolity, zwany potocznie mleczem, jest jedną z najważniejszych roślin pożytkowych w Polsce, szczególnie dla pszczół i innych owadów zapylających. Roślina ta występuje praktycznie wszędzie – od trawników, przez łąki, po nieużytki, dlatego jest bardzo łatwo dostępna. Mniszek kwitnie bardzo obficie wczesną wiosną, kiedy jeszcze brakuje innych pożytków dla pszczół, więc ma dla nich ogromne znaczenie strategiczne. Jego kwiaty są źródłem zarówno nektaru, jak i pyłku, co jest kluczowe dla rodzin pszczelich w okresie rozwoju wiosennego. Miód mniszkowy, choć trudny do uzyskania w czystej postaci, jest bardzo ceniony za swoje właściwości smakowe i zdrowotne. Sama roślina jest stosowana również w ziołolecznictwie – liście, korzenie i kwiaty mają działanie moczopędne, żółciopędne czy przeciwzapalne. Moim zdaniem mniszek pospolity to taki trochę niedoceniany bohater naszych łąk – bardzo uniwersalny, łatwy w rozpoznaniu (charakterystyczne żółte kwiaty i postrzępione liście) oraz praktyczny w różnych gałęziach rolnictwa i zdrowia. W branżowych dobrych praktykach często podkreśla się, żeby nie usuwać mniszków z terenów zielonych, zwłaszcza wiosną, bo jego obecność pozytywnie wpływa na lokalne populacje zapylaczy.

Pytanie 16

Której metody tworzenia rodzin pszczelich dotyczy opis?

Z kilku rodzin pszczelich należy odebrać po 1-2 plastry z czerwiem na wygryzieniu, a także plastry z miodem i pierzgą oraz odsiadującymi je pszczołami. Po przewiezieniu ula na nowe pasieczysko należy podać matecznik na wygryzieniu lub nieunasiennioną matkę pszczelą.
A. Z dwóch trzecia.
B. Zsypańców.
C. Dzielenia na pół lotu.
D. Składańców.
W opisanej sytuacji łatwo się pomylić, zwłaszcza że różne metody tworzenia nowych rodzin pszczelich mają niekiedy podobne elementy, jak przenoszenie plastrów czy podawanie matecznika. Dzielenie na pół lotu polega na ustawieniu nowego ula obok starego i rozdzieleniu pszczół według ich naturalnych lotów – tu jednak nie pobiera się plastrów z kilku rodzin, tylko wykorzystuje pojedynczą rodzinę, a matka zwykle zostaje w jednym z uli. Metoda zsypańców jest jeszcze inna: polega na strząsaniu pszczół z kilku rodzin do jednego ula i tworzeniu tym samym sztucznej rodziny, ale bez przekładania plastrów z czerwiem, miodem czy pierzgą. Często stosuje się ją przy zwalczaniu chorób, np. warrozy, albo do produkcji odkładów do zapylania, ale absolutnie nie polega ona na scalaniu fragmentów plastrów pochodzących od różnych matek. Z dwóch trzecia to kolejna technika, która polega na podziale jednej rodziny na trzy części, gdzie każda dostaje fragment pszczół i czerwiu, żeby uzyskać trzy mniejsze rodziny – znowu, nie wykorzystuje się tutaj zasobów z wielu rodzin, tylko rozdziela jedną rodzinę na trzy. Moim zdaniem, najczęstszy błąd to właśnie utożsamianie przenoszenia plastrów z jakimkolwiek podziałem rodziny, podczas gdy ważna jest skala i sposób pozyskiwania materiału – tylko metoda składańców bazuje na pobieraniu ramek od kilku różnych rodzin i zestawianiu ich w nowym ulu. Branżowe podręczniki podkreślają, że odpowiedni wybór metody gwarantuje sukces – błędne rozpoznanie techniki może prowadzić do osłabienia kilku rodzin lub niepowodzenia przy próbie wprowadzenia nowej matki. W praktyce pasiecznej warto dobrze rozróżniać te metody, bo każda z nich ma inne zastosowanie i konsekwencje dla zdrowia oraz produktywności pasieki.

Pytanie 17

Którego krzewu miododajnego dotyczy opis?

Krzew kwitnie od czerwca do września. Daje głównie nektar. Kwiaty są drobne jasnoróżowe zebrane w nieduże grona. Owoce są śnieżnobiałe niby jagody, utrzymują się na krzewie przez całą zimę. Krzew ma małe wymagania glebowe lubi miejsca zacienione występuje w ogrodach, w lasach, na cmentarzach, nadaje się na żywopłoty.
A. Suchodrzewu pospolitego.
B. Pęcherznicy kalinolistnej.
C. Śnieguliczki białej.
D. Kruszyny pospolitej.
Śnieguliczka biała to naprawdę wyjątkowy krzew, jeśli chodzi o rośliny miododajne w polskich warunkach. Kwitnie przez bardzo długi okres – od czerwca aż do września, a to jest spore udogodnienie dla pszczelarzy, bo pozwala na stabilne dostarczanie nektaru wtedy, gdy inne rośliny już przekwitły. Charakterystyczne drobne, jasnoróżowe kwiaty zebrane w niewielkie grona są nie tylko dekoracyjne, ale i bardzo atrakcyjne dla owadów zapylających, co widać na każdym większym ogrodzie czy parku. Warto pamiętać, że śnieguliczka biała ma bardzo małe wymagania glebowe – radzi sobie nawet tam, gdzie inne krzewy by nie przetrwały, a do tego dobrze znosi zacienienie. Co ciekawe, jej białe, kuliste owoce, które przypominają jagody, utrzymują się na krzewie przez całą zimę, co może mieć znaczenie np. dla ptaków w miastach. Z mojego doświadczenia wynika, że śnieguliczka jest bardzo często wykorzystywana do zakładania żywopłotów przy szkołach, cmentarzach czy nawet w pasach zieleni miejskiej. To rozwiązanie polecane przez wielu praktyków ze względu na niskie koszty utrzymania, odporność i walory dekoracyjne. Według popularnych katalogów roślin miododajnych oraz wytycznych dla projektowania terenów zieleni, śnieguliczka to jeden z pewniejszych wyborów, jeśli chcemy zadbać o owady zapylające na lata.

Pytanie 18

Jakiej barwy powinno być dobrej jakości siano?

A. Brunatnej.
B. Zielonkawej.
C. Brązowej.
D. Szarej.
Wiele osób błędnie utożsamia dobre siano z barwą brązową, szarą lub brunatną, wychodząc z założenia, że proces suszenia polega na całkowitej utracie koloru przez rośliny. To poważny błąd, który może wynikać z obserwacji siana składowanego przez zbyt długi czas lub niewłaściwie przechowywanego. Brązowy czy brunatny odcień pojawia się najczęściej wskutek przegrzania, zbyt wolnego schnięcia, a nawet początków pleśnienia – co już zagraża zdrowiu zwierząt, bo w takich warunkach rozwijają się szkodliwe grzyby i pleśnie. Szara barwa to z kolei często efekt działania wilgoci i utleniania, co prowadzi nie tylko do utraty wartości odżywczych, ale też wyraźnie obniża smakowitość oraz może skutkować nawet zatruciami. W praktyce, będąc w gospodarstwie, łatwo odróżnić dobre siano od złego właśnie po kolorze – im bardziej przypomina ono świeżą trawę, tym lepiej. Siano o barwie brązowej czy szarej bywa czasem przez niektórych wykorzystywane, szczególnie tam, gdzie nie ma dostępu do świeżej paszy, ale nie jest to zgodne z nowoczesnymi standardami żywienia. Spotkałem się z opinią, że siano ciemnieje naturalnie z czasem – to prawda, lecz dotyczy to raczej siana starszego, a nie świeżo przygotowanego, które powinno zachować możliwie najbardziej zielonkawy odcień. Podstawowym błędem jest przekonanie, że każde wysuszone siano nadaje się do karmienia zwierząt; niestety, utrata koloru to często sygnał utraty substancji odżywczych – szczególnie witamin i białek. Z punktu widzenia bezpieczeństwa zwierząt oraz wydajności produkcji, wybór siana o nieprawidłowej barwie może wiązać się z ryzykiem chorób, obniżeniem produkcyjności mleka lub mięsa, jak i większą podatnością na zatrucia czy alergie. Warto poświęcić chwilę na ocenę jakości paszy – to się po prostu opłaca w dłuższej perspektywie.

Pytanie 19

Który miód charakteryzuje się wysoką zawartością glukozy, szybką krystalizacją i drobnoziarnistą konsystencją?

A. Spadziowy.
B. Wrzosowy.
C. Rzepakowy.
D. Akacjowy.
Tutaj mamy klasyczną sytuację z miodem rzepakowym, który faktycznie wyróżnia się bardzo wysoką zawartością glukozy. To właśnie ten cukier powoduje, że krystalizacja rzepakowego następuje wyjątkowo szybko – nierzadko już w kilka dni po odwirowaniu z plastrów. Konsystencja staje się wtedy drobnoziarnista, prawie kremowa, przez co taki miód świetnie się rozsmarowuje na pieczywie. W praktyce, pszczelarze i technolodzy żywności doceniają tę cechę, bo pozwala łatwo uzyskać miód kremowany, bardzo lubiany przez konsumentów. Standardy przemysłowe sugerują, że miód rzepakowy powinien mieć właśnie taką strukturę, a jego szybka krystalizacja jest dowodem, że produkt jest świeży i nie został przegrzany przy rozlewie. Użytkownicy często pytają też, czemu miód rzepakowy bywa tak jasny – to efekt obecności właśnie glukozy i niewielkiej ilości barwników roślinnych. Warto wiedzieć, że taki miód ma też wysoką wartość odżywczą, zawiera dużo aminokwasów i biopierwiastków. Z mojego doświadczenia, to też pierwszy miód, który pszczelarze wybierają do produkcji kremowanych smarowideł, bo łatwo się z nim pracuje i klienci cenią jego łagodny smak. W pracy zawodowej często podkreśla się, że rozpoznanie rzepakowego po konsystencji i szybkości krystalizacji jest podstawą dobrej praktyki w branży.

Pytanie 20

Roczny koszt produkcji miodu lipowego w pasiece "Pszczółka" wynosi 3 200 zł. Ile miodu musi sprzedać pasieka, aby pokryć koszty jego wytworzenia, przyjmując cenę jednego kilograma miodu równą 16 zł?

A. 160 kg
B. 320 kg
C. 200 kg
D. 230 kg
Prawidłowo – pasieka musi sprzedać 200 kg miodu lipowego, żeby wyjść na zero przy kosztach 3 200 zł i cenie 16 zł za kilogram. To takie proste dzielenie: 3 200 zł / 16 zł/kg = 200 kg. W praktyce taka analiza nazywana jest kalkulacją progu rentowności, czyli break-even point – to bardzo przydatne narzędzie, zwłaszcza gdy planujesz własną produkcję lub startujesz z biznesem w branży rolnej czy przetwórczej. Standardem w gospodarstwach pasiecznych jest regularne obliczanie tego progu, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której sprzedaż nie pokryje kosztów wytworzenia. Moim zdaniem to też świetny punkt wyjścia do dalszych analiz, np. wyznaczania ceny minimalnej czy planowania promocji. W praktyce, jeśli pszczelarz sprzeda mniej niż 200 kg, będzie na minusie i będzie musiał dopłacić do interesu. Gdy sprzeda więcej – zaczyna zarabiać. Dobrą praktyką jest też doliczyć do kosztów jakieś rezerwy na nieprzewidziane wydatki, bo jak wiadomo, w gospodarstwie pasiecznym potrafią się one pojawić nagle – choćby przez choroby rodzin pszczelich czy nagłe zmiany pogody. No i jeszcze jeden aspekt: taka kalkulacja przydaje się w rozmowach z kontrahentami, bo dokładnie wiesz, ile możesz zejść z ceny, a poniżej jakiej wartości nie opłaca ci się schodzić. Warto o tym pamiętać, bo to pomaga podejmować naprawdę świadome decyzje biznesowe.

Pytanie 21

Obszar porośnięty maliną leśną zajmuje 2% obszaru lasu o powierzchni 50 ha. Oblicz zasób surowca miodowego, jeśli wydajność miodowa maliny wynosi 100 kg/ha.

A. 200 kg
B. 50 kg
C. 150 kg
D. 100 kg
Wiele osób podczas rozwiązywania tego typu zadań popełnia dość podobne błędy, których źródłem są głównie nieścisłości w liczeniu procentów lub niewłaściwe zrozumienie, jak przekłada się wydajność na powierzchnię. Przykładowo, wybierając 150 kg lub 200 kg, można było założyć, że malina zajmuje większy niż rzeczywisty fragment lasu – a wystarczyło poprawnie policzyć 2% z 50 ha, co daje tylko 1 ha. W przypadku 50 kg pojawia się inny, również typowy problem: czasem ktoś po prostu zapomina pomnożyć przez wydajność lub myli kolejność działań, dzieląc zamiast mnożyć. Branżową dobrą praktyką jest zawsze rozbijanie zadania na etapy – najpierw wyliczamy, ile hektarów faktycznie zajmuje dana roślina, potem dopiero przeliczamy to na jednostki produkcyjne, czyli kilogramy, litry miodu czy inne surowce. W pracy technika czy leśnika te podstawowe umiejętności matematyczne są wręcz niezbędne. Moim zdaniem, gdy pojawiają się wyniki powyżej 100 kg, zwykle ktoś z rozpędu mnoży przez całą powierzchnię lasu lub dodaje jakieś „rezerwy na oko”, co nie jest zgodne z branżowym podejściem. Przypomnę, że w tego typu zadaniach nie chodzi o zgadywanie, tylko o rzetelne przełożenie danych liczbowych na rzeczywistą wartość. Dobre praktyki zalecają tu cierpliwość i dokładność – najlepiej krok po kroku, żeby nie pogubić się między hektarami a kilogramami. Takie zadania są też świetnym treningiem logicznego myślenia, bo pokazują, jak prosta matematyka przekłada się na skuteczne planowanie w gospodarce leśnej i pszczelarskiej.

Pytanie 22

Oznakowanie bydła, zgodnie z przepisami w zakresie identyfikacji i rejestracji zwierząt, polega na

A. założeniu kolczyka na lewej małżowinie usznej.
B. wytatuowaniu na grzbiecie numeru osobnika w stadzie.
C. założeniu kolczyków na obu małżowinach usznych.
D. wytatuowaniu na grzbiecie numeru oborowego.
Wiele osób wyobraża sobie, że wystarczy jeden kolczyk na uchu, by spełnić wymogi identyfikacji bydła, albo że można posłużyć się tatuażem na grzbiecie, jednak to nie jest zgodne z aktualnym stanem prawnym i praktyką rolniczą. Pierwszym często spotykanym błędem jest założenie, że pojedynczy kolczyk – zwłaszcza na jednym, wybranym uchu – jest wystarczający. W praktyce i zgodnie z przepisami kolczyki muszą być dwa, po jednym na każdej małżowinie usznej; to zapewnia bezpieczeństwo identyfikacji nawet, gdyby jeden z nich się zgubił czy uległ zniszczeniu. Kolejna mylna koncepcja dotyczy stosowania tatuażu na grzbiecie, zarówno z numerem oborowym, jak i indywidualnym. W Polsce takie metody oznakowania są nieakceptowane – tatuaże mogą być stosowane wyłącznie u świń i królików, a i to według szczegółowych wytycznych. Bydło musi mieć kolczyki, bo to jedyny sposób uznawany przez system informatyczny ARiMR i służby weterynaryjne. Wytatuowanie numeru na grzbiecie nie tylko jest niezgodne z prawem, ale też zupełnie niepraktyczne – trudno to odczytać w polu czy oborze, a po kilku miesiącach tatuaż traci czytelność. Przyjęcie numeru oborowego jako identyfikatora także jest błędem, bo procedury wymagają unikalnego numeru krajowego nadanego przez centralny system. Z moich obserwacji wynika, że te pomyłki czasem wynikają z mieszania praktyk dotyczących innych gatunków zwierząt albo starych zwyczajów, które już nie obowiązują. Rolnik, który nie stosuje się do zasad, naraża się na kłopoty podczas kontroli, ryzyko kar i problemy ze sprzedażą zwierząt. Dobre praktyki branżowe jasno mówią: tylko założenie kolczyków na obu małżowinach usznych gwarantuje zgodność z przepisami i bezpieczeństwo obrotu zwierzętami.

Pytanie 23

Zasób roślinności nektarodajnej i pyłkodajnej jest najuboższy w Polsce

A. południowo-zachodniej.
B. północno-wschodniej.
C. południowej.
D. centralnej.
Wiele osób intuicyjnie zakłada, że najuboższa baza pożytkowa dla pszczół jest w rejonach górskich lub tam, gdzie warunki klimatyczne wydają się trudniejsze, jak na północnym wschodzie kraju. Jednak ta perspektywa nie do końca oddaje rzeczywistość. W południowej Polsce, mimo urozmaiconego terenu, dominuje sporo terenów zielonych, łąk, miedz czy przydrożnych zarośli. Góry, choć trudniejsze dla pasiek w sensie logistyki, oferują całkiem ciekawe i rozłożone w czasie pożytki, np. z malin, wrzosów czy nawet drzew iglastych. Południowo-zachodnia część kraju również wypada nieźle – znajdziemy tu zarówno uprawy rzepaku, jak i liczne parki krajobrazowe czy lasy mieszane, szczególnie na Dolnym Śląsku. Z kolei północno-wschodnia Polska to obszar znany z tradycyjnych form rolnictwa, gdzie nadal utrzymuje się sporo nieużytków, łąk i pastwisk oraz naturalnych enklaw roślinności – te tereny wręcz przyciągają pszczelarzy szukających zróżnicowanych pożytków. Typowym błędem jest utożsamianie 'mało atrakcyjnego' krajobrazu z ubogą bazą pożytkową. Tymczasem to właśnie intensywne rolnictwo, brak krajobrazu mozaikowego i dominacja monokultur, charakterystyczne dla centralnej Polski, faktycznie powodują deficyt pożytków. Praktyka pokazuje, że nawet tam, gdzie warunki są mniej spektakularne przyrodniczo, pszczoły znajdą lepsze warunki niż na wielkich polach uprawnych bez dzikiej roślinności. Warto przy planowaniu lokalizacji pasieki kierować się nie tyle ogólną opinią o regionie, co realną analizą dostępnych pożytków i strukturą krajobrazu.

Pytanie 24

Jaka jest różnica między temperaturą zewnętrzną wynoszącą -30°C a temperaturą panującą w środku kłębu podczas wychowu czerwiu?

A. 34,5°C
B. 60,5°C
C. 50,5°C
D. 64,5°C
Różnica temperatur między ekstremalnie niską temperaturą zewnętrzną –30°C a temperaturą wewnątrz kłębu pszczół podczas wychowu czerwiu (czyli ok. +34,5°C) wynosi właśnie 64,5°C. To jest niesamowite osiągnięcie termoregulacyjne pszczół. Moim zdaniem, warto się temu przyjrzeć bliżej, bo to pokazuje, jak zaawansowane są mechanizmy biologiczne tych owadów. W praktyce pszczoły utrzymują tak wysoką temperaturę w centrum kłębu nawet w trakcie silnych mrozów, korzystając z ciepła wytwarzanego przez własne mięśnie lotne, którymi wykonują drobne drżenia. Dzięki temu możliwy jest rozwój larw nawet w środku zimy, gdy na zewnątrz panują warunki niemal arktyczne. Według branżowych norm i doświadczeń pszczelarzy, zachowanie tej ściśle określonej temperatury czerwiu (od 34 do 36°C) to klucz do zdrowej kolonii i udanej wymiany pokoleń. Z mojego doświadczenia wynika, że zrozumienie tej różnicy temperatur pomaga zarówno w projektowaniu uli (lepsza izolacja, przemyślane wentylowanie), jak i planowaniu prac pasiecznych, bo pozwala określić, kiedy kłąb będzie najbardziej wrażliwy na zaburzenia. Pamiętaj, że ta ogromna różnica to wynik zbiorowego działania tysięcy robotnic i świetny przykład efektywności biologicznego systemu grzewczego. Mówiąc prosto – to modelowy przykład, jak natura radzi sobie z wyzwaniami klimatycznymi, a pszczelarze mogą tylko próbować dorównać temu w sztucznych warunkach.

Pytanie 25

Które narzędzie zootechniczne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Poskrom dla krów.
B. Kleszcze czołowe.
C. Kleszcze do nozdrzy.
D. Uchwyt dla byka.
Na zdjęciu widzimy narzędzie, które łatwo pomylić z innymi sprzętami używanymi w hodowli bydła, ale warto przyjrzeć się mu dokładniej. Nie jest to uchwyt dla byka, choć oba urządzenia pełnią funkcje związane z kontrolą ruchów zwierząt. Uchwyt dla byka zwykle zakłada się na nozdrza i służy do prowadzenia lub chwilowego zatrzymywania byków, zwłaszcza tych o silnym temperamencie – jest znacznie mniejszy i posiada charakterystyczne zaciski. Kleszcze czołowe, z kolei, to sprzęt, który stosuje się do przytrzymywania głowy zwierzęcia, kiedy wymagane są zabiegi w okolicy głowy, ale ich konstrukcja jest bardziej rozbudowana, bo obejmują część czołową i podbródkową. Natomiast kleszcze do nozdrzy, jak sama nazwa wskazuje, zakłada się bezpośrednio na nozdrza, by chwilowo unieruchomić zwierzę podczas krótkich zabiegów. Typowym błędem w rozpoznawaniu tych narzędzi jest ocenianie tylko kształtu lub rozmiaru bez uwzględnienia sposobu użycia. Poskrom dla krów, który jest na ilustracji, ma charakterystyczny pałąkowaty kształt i służy do unieruchamiania całej głowy zwierzęcia poprzez oparcie go na karku, co zapewnia bezpieczeństwo zarówno zwierzęciu, jak i obsłudze podczas czynności pielęgnacyjnych czy weterynaryjnych. Prawidłowe rozpoznanie narzędzia wymaga znajomości ich zastosowań i specyfiki budowy – moim zdaniem w praktyce warto kierować się nie tylko wyglądem, ale też przeznaczeniem każdego sprzętu, zgodnie z dobrymi praktykami branżowymi. To pomaga wyeliminować ryzyko pomyłek, które mogą skutkować niebezpiecznymi sytuacjami podczas pracy w oborze.

Pytanie 26

Której rasy pszczół dotyczy zamieszczony opis?

Osobniki należące do tej rasy są najmniejsze spośród występujących w Polsce pszczół. Ciało mają pokryte szarobiałym owłosieniem. Są łagodne, mają najmniejszą skłonność do rojenia, miód sklepią na mokro, silnie klują gniazdo, ul trzymają niezbyt czysto. Cechuje je duża skłonność do rabunku. Posiadają najdłuższe języczki dzięki czemu są cenione jako dobre zapylaczki.
A. Kaukaskiej.
B. Włoskiej.
C. Krainskiej.
D. Środkowoeuropejskiej.
Opis, który został przedstawiony, jednoznacznie wskazuje na pszczołę rasy kaukaskiej. To właśnie pszczoły kaukaskie są znane z tego, że mają najmniejsze rozmiary spośród ras występujących w Polsce oraz szarobiałe owłosienie. Cechą bardzo charakterystyczną dla tej rasy jest wyjątkowo długi języczek – to dzięki temu pszczoły te świetnie radzą sobie z zapylaniem roślin o głębokich kwiatach, na przykład koniczyny czerwonej czy lucerny. Praktyka pokazuje, że w sadach czy na plantacjach lucerny kaukaskie są często wybierane właśnie ze względu na tę cechę – lepiej niż inne rasy wykorzystują pożytki trudniej dostępne. Jeśli chodzi o zachowanie, rzadko się rojają i są dość łagodne, chociaż trzeba liczyć się z ich dużą skłonnością do rabunku – to czasem bywa problematyczne w gospodarstwach, gdzie jest większe zagęszczenie uli. Z mojego doświadczenia wynika, że niewłaściwa higiena uli oraz miód sklepiony na mokro (czyli z wyższą wilgotnością) są często wskazywane jako minusy przy prowadzeniu pasieki – miód taki jest mniej trwały. To pokazuje, że wybór rasy pszczół powinien być świadomy i dostosowany do specyficznych potrzeb gospodarstwa. W literaturze branżowej, jak np. poradniki Polskiego Związku Pszczelarskiego, te cechy rasy kaukaskiej są uznawane za typowe i stanowią ważne kryterium w codziennej praktyce pszczelarza.

Pytanie 27

Który gruczoł pszczoły wydziela mleczko pszczele?

A. Rektalny.
B. Ślinowy.
C. Kieszonkowy.
D. Gardzielowy.
Gruczoł gardzielowy u pszczół robotnic to absolutna podstawa, jeśli chodzi o produkcję mleczka pszczelego. To właśnie ten gruczoł, zlokalizowany w głowie pszczoły, wytwarza substancję odżywczą, którą karmione są larwy oraz matka pszczela. Tak na marginesie, mleczko pszczele jest jednym z najważniejszych składników diety młodych larw i jedynym pokarmem matki przez całe jej życie, co wydatnie wpływa na jej długość życia i płodność. Moim zdaniem, zrozumienie roli gruczołu gardzielowego to podstawa w branży pszczelarskiej, bo bez tej wiedzy ciężko wyprodukować jakościowe mleczko, które później można wykorzystywać nawet w suplementach diety czy kosmetyce. Praktycznie każdy pszczelarz, który chce się zająć pozyskiwaniem mleczka pszczelego, powinien wiedzieć, że tylko młode robotnice (najbardziej wydajne w wieku 5–15 dni) są w stanie wydzielać tę substancję w odpowiednich ilościach. Współczesne podręczniki i wytyczne (np. Zalecenia Polskiego Związku Pszczelarskiego) jasno wskazują, że inne gruczoły, takie jak ślinowe czy rektalne, pełnią zupełnie inne funkcje i nie mają nic wspólnego z produkcją mleczka. Warto też pamiętać, że odpowiednia dieta i warunki w ulu to klucz do wydajnej pracy gruczołów gardzielowych, co przekłada się na jakość całej rodziny pszczelej. To taka ciekawostka, ale prawidłowa odpowiedź na to pytanie to fundament wiedzy dla każdego, kto planuje profesjonalnie działać w tej branży.

Pytanie 28

Który z wymienionych warunków musi być spełniony przy wysyłce matki pszczelej pocztą?

A. Klateczka wysyłkowa jest wykonana z drewna.
B. Przesyłka jest opatrzona firmowym logiem.
C. Koperta z otworami.
D. Otwór klateczki jest zasklepiony ciastem.
Wysyłając matkę pszczelą pocztą, jednym z najważniejszych wymogów jest zastosowanie koperty z otworami. To może się wydawać drobiazgiem, ale dla zdrowia i bezpieczeństwa pszczół to tak naprawdę kluczowa sprawa. Takie otwory umożliwiają odpowiednią wentylację, czyli dopływ świeżego powietrza do wnętrza przesyłki. Matka pszczela, często razem z kilkoma pszczołami towarzyszącymi, przez czas transportu musi oddychać, a zbyt wysoka temperatura lub brak powietrza mogą skończyć się jej śmiercią – to nie są żarty. Z mojego doświadczenia wynika, że koperty bez otworów kończą się katastrofą, nawet jeśli cała reszta jest tip-top. Branżowe wytyczne Poczty Polskiej i zalecenia organizacji pszczelarskich jasno mówią, że wentylacja jest bezwzględnie konieczna. Praktyka pokazuje, że często używa się nawet dodatkowych siatek wentylacyjnych na klateczkach, ale to koperta z otworami jest tym minimalnym standardem. Warto też wiedzieć, że nawet jeśli klateczka wysyłkowa jest bardzo solidna i dobrze zabezpieczona, bez tych otworów nie masz gwarancji, że matka przeżyje drogę. Można by pomyśleć, że logo firmy, drewno czy ciasto zabezpieczające wystarczą, ale to właśnie dopływ powietrza decyduje o sukcesie takiej wysyłki. Odpowiednia koperta to podstawa, którą każdy szanujący się pszczelarz powinien mieć na uwadze.

Pytanie 29

Na rysunku przedstawiono ramkę ulową z plastrem pszczelim zaatakowanym przez

Ilustracja do pytania
A. zakamarnika.
B. warrozę destruktor.
C. kolczatkę.
D. barciaka większego.
Barciak większy, czyli Galleria mellonella, to jeden z najczęstszych szkodników, z jakimi muszą mierzyć się pszczelarze w swoich pasiekach. Na zdjęciu widać wyraźne uszkodzenia plastra – charakterystyczne tunele i pajęczynki utworzone przez larwy barciaka. To typowy objaw ich żerowania. Barciak atakuje głównie plastry z resztkami pierzgi i wosku, szczególnie te, które nie są regularnie przeglądane lub leżą w magazynie poza okresem intensywnego użytkowania. Z mojego doświadczenia wynika, że zaniedbanie higieny w pasiece i zbyt rzadkie przeglądy ramek bardzo sprzyjają rozwojowi tego szkodnika. Praktyka fachowa podpowiada, żeby przechowywać ramki w przewiewnych, jasnych pomieszczeniach – wtedy barciak ma mniejsze szanse się rozwinąć. Warto wiedzieć też, że zniszczenia powodowane przez barciaka mogą prowadzić do strat w zapasach miodu, a nawet poważniejszych problemów zdrowotnych w rodzinie pszczelej przez wprowadzenie dodatkowych patogenów. Nie można tego lekceważyć. W branżowych standardach, jak wytyczne Polskiego Związku Pszczelarskiego, znajdziesz zalecenia dotyczące regularnej wymiany starych plastrów i cyklicznej kontroli ramek – to naprawdę się sprawdza w praktyce.

Pytanie 30

Podczas pierwszego przeglądu wiosennego pszczelarz stwierdził w gnieździe rodziny pszczelej za małą ilość pokarmu węglowodanowego. Czym powinien uzupełnić brakujący pokarm?

A. Ciastem miodowo-cukrowym.
B. Nektarem.
C. Cukrem pudrem.
D. Syropem cukrowym.
Ciasto miodowo-cukrowe to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie na wczesną wiosnę, jeśli w rodzinie pszczelej brakuje pokarmu węglowodanowego. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że pszczoły w tym okresie mają ograniczoną możliwość pobierania płynnych pokarmów takich jak syrop cukrowy – jest po prostu za zimno, a wilgotność może dodatkowo zaszkodzić rodzinie. Ciasto, znane też jako karmel lub fondant, ma zwartą, półstałą konsystencję, co ułatwia pszczołom pobieranie go nawet przy niskich temperaturach i minimalizuje ryzyko zawilgocenia gniazda. Z mojego doświadczenia wynika, że dobre ciasto miodowo-cukrowe przyrządzone na bazie miodu i cukru buraczanego szybko ratuje słabe rodziny po zimie, bo nie tylko dostarcza łatwo dostępnej energii, ale też nie zaburza mikroklimatu ula. Takie ciasto można bez problemu położyć bezpośrednio na ramki lub na powałkę – i pszczoły od razu zaczynają z niego korzystać. Jest to standardowa praktyka rekomendowana przez większość doświadczonych pszczelarzy i opisana w fachowej literaturze branżowej. Warto pamiętać, że nieumiejętne dokarmianie może prowadzić do wilgoci, pleśni czy nawet rabunków, dlatego wybór ciasta w tym okresie to po prostu zdrowy rozsądek. Często mówi się, że dobra wiosna zaczyna się od dobrego ciasta – i trudno się z tym nie zgodzić.

Pytanie 31

Którego miodu dotyczy opis?

Miód ten należy do miodów nektarowych, przybiera galaretowatą konsystencję w kolorze pomarańczowym lub ciemnobrunatnym. Odznacza się niską słodyczą, ma przyjemny zapach. Zalecany jest przy chorobach dróg moczowych, prostaty, kamicy nerkowej oraz przy zapaleniu jelit i biegunkach. Zwiększa odporność organizmu i chroni przed rozwojem zakażeń.
A. Akacjowego.
B. Spadziowego.
C. Wrzosowego.
D. Rzepakowego.
Opis dotyczy miodu wrzosowego i to jest trafna odpowiedź. Miód wrzosowy rzeczywiście wyróżnia się galaretowatą konsystencją, która jest dość nietypowa wśród miodów nektarowych. Barwa tego miodu może się wahać od pomarańczowej do ciemnobrunatnej, co wynika z obecności związków polifenolowych i naturalnych barwników roślinnych. Charakterystyczna dla wrzosowego jest też niska słodycz – nie jest tak mdły jak miód akacjowy czy rzepakowy, dzięki czemu jego smak może bardziej przypaść do gustu osobom, które nie lubią bardzo słodkich miodów. Z mojego doświadczenia, pasjonaci pszczelarstwa chwalą sobie wrzosowy za wyrazisty, lekko gorzkawy posmak i subtelny aromat, który trudno pomylić z innymi gatunkami. Praktyczne zastosowanie tego miodu w domowej apteczce jest naprawdę szerokie – tradycyjnie poleca się go przy chorobach dróg moczowych, a także problemach z prostatą i kamicą nerkową. Pochodzi to z wysokiej zawartości antybiotycznych składników, takich jak flawonoidy i enzymy, które wzmacniają odporność oraz działają przeciwzapalnie. W branży pszczelarskiej i ziołolecznictwie miód wrzosowy uchodzi za jeden z bardziej wartościowych, choć przez trudne warunki zbioru jest dość rzadki. Warto o tym pamiętać, bo jego wysoka cena na rynku często jest uzasadniona realnymi właściwościami i korzyściami zdrowotnymi. Jeśli chodzi o praktyczny aspekt – świetnie sprawdza się np. jako dodatek do herbaty dla osób z infekcjami układu moczowego albo jako naturalny środek wspomagający rekonwalescencję, zgodnie z rekomendacjami wielu lekarzy medycyny naturalnej.

Pytanie 32

Kiedy należy wprowadzić młodą matkę do rodziny pszczelej?

A. Tuż po wyrojeniu.
B. Do 6 godz. od momentu usunięcia starej matki, bez ponownego przeglądania gniazda.
C. W obecności matki czerwiącej.
D. Kilka dni po osieroceniu rodziny, bez przeglądu gniazda.
Dobrze zauważyłeś, że wprowadzenie młodej matki do rodziny pszczelej powinno nastąpić w odpowiednim czasie, czyli do 6 godzin po usunięciu starej matki, bez ponownego przeglądania gniazda. To jest kluczowe, bo pszczoły jeszcze nie zdążą zorientować się, że ich matka zniknęła na tyle, żeby wykształciły się u nich silne reakcje obronne czy tendencje do wychowywania mateczników ratunkowych. Tak naprawdę chodzi o to, żeby nie dopuścić do stanu pełnego osierocenia i związanych z tym zachowań, które mogą utrudnić przyjęcie nowej matki. W praktyce wygląda to tak, że po usunięciu starej matki pszczoły są jeszcze „zdezorientowane” i nie tworzą nastroju rojowego ani nie zaczynają intensywnie wychowywać nowych matek. W mojej opinii, to jedna z najbezpieczniejszych metod, polecana zarówno przez doświadczonych pszczelarzy, jak i w większości podręczników branżowych. Wielu zawodowców uważa, że takie działanie minimalizuje ryzyko odrzucenia nowej matki i konfliktów w rodzinie. Warto pamiętać, żeby nie zaglądać ponownie do ula przed wprowadzeniem młodej matki, bo każdy dodatkowy przegląd to stres dla pszczół, a tego lepiej unikać. Ta metoda naprawdę ma zastosowanie w praktyce, nie tylko na papierze – sam widziałem, że działa nawet w większych pasiekach!

Pytanie 33

Którą właściwość miodu można określić za pomocą refraktometru?

A. Zawartość wody.
B. Ciężar właściwy.
C. Kwasowość.
D. Przewodność elektryczną.
Refraktometr to takie sprytne urządzenie, które w branży pszczelarskiej jest wręcz nieodzowne, jeśli chodzi o badanie jakości miodu. Najważniejsza rzecz, do której go używamy, to właśnie określanie zawartości wody w miodzie – i to z naprawdę dużą precyzją. Generalnie chodzi o to, że miód zbyt wilgotny może zacząć fermentować, co jest totalnie niepożądane, bo wtedy psuje się jego smak, aromat i właściwości zdrowotne. W praktyce, według norm, zawartość wody w miodzie nie powinna przekraczać 20%, a najlepiej, żeby była jeszcze niższa, zwłaszcza jeśli zależy nam na długim przechowywaniu. Refraktometr działa w dość prosty sposób: mierzy załamanie światła w próbce miodu, a na tej podstawie można odczytać, ile dokładnie wody się w nim znajduje. To jest takie szybkie narzędzie, które można zabrać nawet do pasieki i sprawdzić miód tuż po odwirowaniu. Moim zdaniem każdy poważny pszczelarz powinien mieć taki sprzęt pod ręką – bo bez kontroli zawartości wody można się po prostu naciąć na fermentację albo problemy z magazynowaniem. Z doświadczenia wiem, że ręczna ocena lepkości czy inne domowe metody są zawodne. Nawet w laboratoriach przy ocenie jakości miodu według Polskich Norm (PN-88/A-77626) korzysta się właśnie z refraktometru. W sumie, jak chcesz mieć pewność, że twój miód jest ekstra, to nie ma innego wyjścia – trzeba sięgnąć po refraktometr.

Pytanie 34

Która z wymienionych pasz zaliczana jest do pasz objętościowych suchych?

A. Zielonki.
B. Siano.
C. Ziemniaki.
D. Buraki.
Siano to klasyczny przykład paszy objętościowej suchej, który właściwie od zawsze jest obecny w żywieniu zwierząt gospodarskich. Żeby się nie pogubić, warto pamiętać, że pasze objętościowe dzielimy na suche (jak właśnie siano, słoma czy suszone wysłodki) i soczyste (na przykład zielonki, kiszonki, buraki, ziemniaki). Siano produkuje się przez suszenie traw i roślin motylkowych, najczęściej na polu, tak żeby zawartość wody spadła poniżej 15%. Dzięki temu siano można długo przechowywać, nie ma ryzyka pleśni czy grzybów, co jest naprawdę ważne przy żywieniu bydła czy koni. Moim zdaniem siano to podstawa zdrowej diety przeżuwaczy – zapewnia włókno surowe, poprawia perystaltykę żwacza i zapobiega zakwaszeniu. Warto też pamiętać, że dobrej jakości siano (zielone, pachnące, bez pleśni) wyraźnie wpływa na wydajność mleczną krów i ogólną kondycję zwierząt. W praktyce rolniczej zawsze zwraca się uwagę na odpowiedni termin koszenia traw na siano – najlepiej przed kłoszeniem, bo wtedy jest najwięcej białka i składników odżywczych. Siano, w odróżnieniu od soczystych pasz objętościowych, jest lekkie, łatwo się dawkuje i pozwala utrzymać zdrowie układu pokarmowego. Z mojego doświadczenia, to jest taka baza, od której zaczyna się układanie każdej sensownej dawki pokarmowej dla bydła czy koni.

Pytanie 35

Na podstawie przedstawionej normy spożycia pokarmów przez jedną rodzinę pszczelą w ciągu roku oblicz, ile kilogramów pokarmu pyłkowego potrzebuje rodzina pszczela w okresie od początku lutego do końca czerwca w danym roku.

ProduktMiesiące rokuRazem
123456789101112
Miód, kg113815201513832190
Pyłek, kg-0,31,83,66,68,15,43,60,6---30
A. 18,3 kg
B. 12,0 kg
C. 20,4 kg
D. 10,2 kg
Wydaje się, że niektórzy mogą mylnie zinterpretować dane z tabeli, patrząc albo na złe miesiące, albo nie sumując odpowiednich wartości. Częstym błędem jest skupienie się np. tylko na miesiącach, w których pyłku jest najwięcej, albo zliczanie tylko tych miesięcy, które wydają się najbardziej oczywiste – np. od marca do maja, pomijając luty i czerwiec, bo w lutym jest mało, a czerwiec już wydaje się letni. To prowadzi do zaniżenia sumy i wyboru np. 10,2 kg czy 12,0 kg. Z kolei wynik 18,3 kg może być, moim zdaniem, efektem nieuwzględnienia któregoś miesiąca (na przykład pominięcia czerwca). W branży pszczelarskiej takie niedoszacowanie może prowadzić do realnych problemów – rodzina pszczela, która nie ma wystarczającej ilości pyłku, będzie słabiej się rozwijać, może mieć gorszą odporność i mniejszą zdolność produkcyjną. Widziałem już sytuacje, gdy ktoś uznawał, że wystarczy „około 10-12 kg pyłku”, bo tyle przecież wystarczy na wczesną wiosnę – ale niestety, pszczoły zużywają pyłek przez cały okres rozwoju, a największe zapotrzebowanie przypada właśnie na przełom wiosny i lata. Praktyka pokazuje, że dokładność w tym zakresie przekłada się bezpośrednio na siłę rodziny pszczelej. Branżowe normy jasno mówią, że należy patrzeć na cały okres od początku sezonu rozwojowego do końca czerwca, a nie tylko na wybrane miesiące. Sugerowanie się samą wielkością miesięcznych dawek prowadzi czasem do bagatelizowania mniejszych porcji, które jednak – w sumie – tworzą sporą ilość. Warto zawsze dokładnie podliczyć, jak w tym zadaniu: 0,3 + 1,8 + 3,6 + 6,6 + 8,1, czyli 20,4 kg. Pamiętaj, że taka precyzja to nie tylko sucha teoria – to praktyczna podstawa zdrowej i wydajnej pasieki.

Pytanie 36

Widoczny na ilustracji sprzęt zalicza się do typu miodarek

Ilustracja do pytania
A. radialnych.
B. hordialnych.
C. promienistych.
D. kasetowych.
Sprzęt widoczny na zdjęciu to klasyczna miodarka hordialna, zwana też czasem diagonalną. Charakteryzuje się tym, że ramki z węzą umieszcza się w niej równolegle do ścian bębna, a nie promieniście jak w promienistych (radialnych). To rozwiązanie, z mojego doświadczenia, świetnie sprawdza się zwłaszcza przy większych i cięższych ramkach, bo pozwala na bardziej równomierne odwirowanie miodu bez ryzyka uszkodzenia plastrów. Pracując w pasiece zauważyłem, że hordialne miodarki są najczęściej stosowane w profesjonalnych gospodarstwach pszczelarskich, gdzie liczy się wydajność i bezpieczeństwo ramek. Warto wiedzieć, że ta konstrukcja pozwala na odwirowanie miodu z jednej strony plastra, a później wymaga obrócenia ramek, żeby wywirować drugą stronę. Jest to zgodne ze standardami branżowymi, gdzie liczy się zarówno efektywność pracy, jak i troska o minimalizowanie strat w węzie. Moim zdaniem, hordialne miodarki są najlepszym kompromisem między wydajnością a kosztami – szczególnie przy średniej i dużej liczbie uli. Warto zwracać uwagę na sposób mocowania ramek i możliwość łatwego czyszczenia sprzętu, co przyspiesza późniejszą obsługę. Bardzo praktyczne rozwiązanie, polecam każdemu, kto poważnie myśli o pszczelarstwie na większą skalę.

Pytanie 37

W jakiej formie należy zastosować lek widoczny na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Podać tabletkę rozpuszczoną w syropie.
B. Zawiesić tabletkę między plastrami z czerwiem.
C. Wprowadzić tlącą się tabletkę przez wylot.
D. Ułożyć tabletkę na powałce ula.
Apiwarol to lek weterynaryjny przeznaczony do zwalczania warrozy u pszczół w formie tabletek fumigacyjnych. Kluczowe jest to, że jego skuteczność wynika ze sposobu aplikacji – tabletka musi się tlić, a powstały dym przenika przez ul, eliminując roztocza Varroa destructor. Cała procedura polega na tym, że tlącą się tabletkę umieszcza się na specjalnej płytce lub druciku i wprowadza przez wylot ula. I to nie jest tylko instrukcja producenta – większość doświadczonych pszczelarzy zgadza się, że dym najlepiej przenika, gdy podamy go bezpośrednio przez wylot, bo wtedy dociera do wszystkich zakamarków ula, gdzie przebywają zarówno dorosłe pszczoły, jak i czerw. Zamykając wylot na kilka minut, uzyskujemy pełne rozprzestrzenienie dymu. Z mojego doświadczenia, nie ma lepszego sposobu niż ten opisany w instrukcji, bo inne metody są albo nieefektywne, albo mogą prowadzić do skażenia miodu. Warto pamiętać też o standardach branżowych – w Polsce Apiwarol jest zarejestrowany wyłącznie do fumigacji i nie należy go stosować inaczej, zwłaszcza żeby nie zaszkodzić rodzinie pszczelej czy nie dopuścić do pozostałości w produktach pszczelich. W praktyce dobre przygotowanie ula, odpowiednia pogoda (temperatura powyżej 10°C) i zachowanie środków ostrożności to podstawa skutecznej i bezpiecznej kuracji.

Pytanie 38

Pszczelarz wykonując główny przegląd jesienny oszacował zgromadzony miód w gnieździe na 2 kg.
Z ilu kg cukru musi wykonać syrop 3:2, aby uzupełnić żelazny zapas?

A. 2 kg
B. 3 kg
C. 7 kg
D. 6 kg
Dobrze dobrana ilość cukru do przygotowania syropu 3:2, czyli 6 kg, wynika z praktycznych wytycznych dotyczących uzupełniania żelaznego zapasu pokarmowego w ulu na zimę. Standardowo przyjmuje się, że rodzina pszczela powinna mieć na zimę około 8 kg zapasu pokarmu w plastrach. Skoro w gnieździe jest już 2 kg miodu, trzeba uzupełnić brakujące 6 kg. Ale tu ważna rzecz – pszczoły nie zamieniają 1 kg cukru w 1 kg zapasu, bo część jest tracona podczas przerabiania na pokarm, ale przy syropie 3:2 przeliczenia są uproszczone – z 6 kg cukru uzyskamy mniej więcej tyle zapasu, ile potrzeba. Ten sposób liczenia jest stosowany przez większość doświadczonych pszczelarzy i wynika z praktyki prowadzenia pasiek oraz zaleceń Polskiego Związku Pszczelarskiego. Syrop 3:2 jest optymalny na jesień, bo pszczoły szybko go pobierają i zasklepiają, a nie jest zbyt rzadki ani za gęsty. Warto pamiętać, że miodu z gniazda nie ubywa później, więc to właśnie do tej wartości trzeba się dostosować. Z mojego doświadczenia, lepiej nie zaniżać tej ilości cukru, bo wtedy rodzina może mieć za mało zapasu, a to już poważny błąd przed zimowlą.

Pytanie 39

Którą część anatomiczną krowy zaznaczono cyfrą "1" na zamieszczonym rysunku?

Ilustracja do pytania
A. Żwacz.
B. Trawieniec.
C. Czepiec.
D. Księgi.
Żwacz, czyli właśnie ta część oznaczona cyfrą 1 na rysunku, to największy i najważniejszy z przedżołądków krowy. Moim zdaniem, jeśli ktoś zamierza pracować w branży rolniczej czy weterynaryjnej, powinien naprawdę dobrze znać budowę układu pokarmowego przeżuwaczy, bo to podstawa codziennej praktyki. Żwacz odpowiada za fermentację paszy – to tutaj, dzięki obecności ogromnej ilości mikroorganizmów, dochodzi do rozkładu włókna roślinnego oraz trawienia celulozy. To właśnie w żwaczu krowa uzyskuje energię z pasz objętościowych, których inne zwierzęta nie są w stanie odpowiednio wykorzystać. Co ciekawe, kontrolowanie zdrowia żwacza i jego prawidłowej pracy to jedno z kluczowych zadań każdego hodowcy – niewłaściwa dieta lub zaburzenia w funkcjonowaniu żwacza od razu odbijają się na wydajności mlecznej i zdrowiu całego stada. Branżowa praktyka zaleca regularne monitorowanie odruchów żwaczowych i stosowanie odpowiednich pasz zgodnie z aktualnymi normami żywieniowymi. Z mojego doświadczenia wynika, że przy pracy z krowami często spotyka się przypadki kwasicy czy wzdęcia żwacza – szybka diagnoza i reakcja potrafią uratować zwierzę przed poważnymi konsekwencjami. Ten narząd jest naprawdę fascynujący, a wiedza o nim procentuje każdego dnia.

Pytanie 40

W jakiej minimalnej odległości od głównej arterii komunikacyjnej pszczelarz może usytuować pasiekę?

A. 100 m
B. 200 m
C. 30 m
D. 50 m
W praktyce pszczelarskiej zdarza się, że szacuje się odległość pasieki od głównej drogi na oko i właśnie stąd biorą się błędne odpowiedzi jak 30 czy 100 czy nawet 200 metrów. Niektórzy uważają, że im dalej od arterii, tym lepiej – i choć jest w tym trochę prawdy, to polskie przepisy dość jasno precyzują minimalny wymagany dystans: właśnie 50 metrów. Niepotrzebne zwiększanie tej odległości, na przykład do 100 czy 200 metrów, często wynika z nadinterpretacji zasad bezpieczeństwa lub mylenia ich z zaleceniami dotyczącymi innych obiektów (np. szkół, placów zabaw). Oczywiście, większa odległość może ograniczać kontakt pszczół z ruchem samochodowym, ale zbyt duży dystans od drogi bywa po prostu niepraktyczny – czasem uniemożliwia wykorzystanie bardzo dobrych terenów pod pasiekę. Z drugiej strony, odpowiedź 30 metrów to za mało – tak bliska obecność uli przy ruchliwej arterii komunikacyjnej realnie zwiększa ryzyko niepożądanych interakcji: pszczoły mogą zdezorientowane wpadać pod pojazdy, a kierowcy bywają rozkojarzeni widokiem rojów. Takie rozwiązanie jest niezgodne z obowiązującymi przepisami i z dobrą praktyką branżową. Typowym błędem w myśleniu jest też przekonanie, że skoro pszczoły są niewielkie i mobilne, to nie mają wpływu na bezpieczeństwo ruchu – tymczasem pojedynczy rój potrafi naprawdę przestraszyć niejednego kierowcę! Odpowiednie rozmieszczenie uli, zgodnie ze stanem prawnym i branżowymi standardami, jest kluczowe dla bezpieczeństwa oraz dla harmonijnego współistnienia pszczelarstwa z otoczeniem. Dlatego minimalna odległość 50 metrów nie jest przypadkowa, tylko wynika z doświadczeń kolejnych pokoleń pszczelarzy.