Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik urządzeń dźwigowych
  • Kwalifikacja: ELE.08 - Montaż urządzeń dźwigowych
  • Data rozpoczęcia: 8 czerwca 2026 21:23
  • Data zakończenia: 8 czerwca 2026 21:49

Egzamin niezdany

Wynik: 19/40 punktów (47,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Udostępnij swój wynik
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Podczas pracy w szybie przy montażu prowadnic kabiny pracownik przede wszystkim narażony jest na

A. upadek z wysokości.
B. przygniecenie swobodnie opadającą kabiną.
C. przygniecenie swobodnie opadającą przeciwwagą.
D. porażenie prądem elektrycznym.
Przy pracy w szybie dźwigu, zwłaszcza podczas montażu prowadnic kabiny, największym zagrożeniem – i to dosłownie na każdym kroku – jest upadek z wysokości. Wynika to z samej konstrukcji szybu: ciasne przejścia, otwarte przestrzenie na kilku poziomach, brak stałych podestów. Doświadczenie pokazuje, że nawet najbardziej ogarnięci technicy czasem lekceważą podstawowe zasady BHP, zakładając, że szyb jest „tylko na chwilę” otwarty. A wystarczy jeden nieuważny ruch lub poślizgnięcie i konsekwencje mogą być naprawdę poważne. Zgodnie z wytycznymi Urzędu Dozoru Technicznego oraz normą PN-EN 81-20, każda praca w szybie wymaga stosowania zabezpieczeń przed upadkiem, takich jak szelki bezpieczeństwa czy odpowiedni system asekuracyjny. Moim zdaniem najważniejsze jest po prostu, żeby nie traktować szybu jak zwykłej klatki schodowej – tu wszystko może się zdarzyć, a ryzyko jest nieporównywalnie większe. Dobrze jest też pamiętać o tym, żeby nie zostawiać narzędzi na krawędziach podestów, bo one również mogą spaść i zrobić komuś krzywdę. Praktyka pokazuje, że wypadki w szybach wind to głównie właśnie upadki monterów, a nie np. porażenia prądem. Zawsze warto się upewnić, że pod nogami jest stabilnie. Odpowiednie zabezpieczenia i zdrowy rozsądek to podstawa. Dobrze, że na to zwróciłeś uwagę.

Pytanie 2

Na którym rysunku przedstawiono przekrój liny o budowie zamkniętej?

A. Rys. 1.
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Rys. 2.
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Rys. 4.
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Rys. 3.
Ilustracja do odpowiedzi D
Rysunki 1, 2 oraz 3 przedstawiają zupełnie inne konstrukcje lin niż budowa zamknięta. W praktyce bardzo często myli się liny splotowe i zwykłe liny wielopasmowe z linami zamkniętymi, bo na pierwszy rzut oka wyglądają na całkiem solidne. Jednak jeśli się przyjrzeć, to w klasycznych linach splotowych, takich jak te z rysunków 1 i 2, zewnętrzne druty tworzą warstwę o wyraźnych szczelinach – nie zakrywają one całkowicie wnętrza liny. To prowadzi do tego, że wnętrze jest podatne na wnikanie brudu, wilgoci, a co za tym idzie – przyspieszoną korozję i degradację konstrukcji. Wbrew pozorom, nawet gdy drutów jest dużo, nie liczy się tylko ich liczba, ale właśnie sposób ich ułożenia – to kluczowa sprawa z punktu widzenia wytrzymałości na ścieranie i ochrony rdzenia. Z kolei rysunek 3 pokazuje najprostszą postać liny, czyli konstrukcję jednowarstwową, gdzie nie ma mowy o żadnej powłoce zamkniętej. Takie liny są bardzo podatne na uszkodzenia i zużycie, zwłaszcza w trudnych warunkach pracy, dlatego stosuje się je raczej do prostych zastosowań, gdzie nie są narażone na silne obciążenia i ścieranie. Z mojego punktu widzenia największym błędem jest założenie, że im więcej warstw, tym lepsza ochrona – w rzeczywistości dopiero specjalna konstrukcja zamknięta, gdzie druty lub kształtki zewnętrzne szczelnie osłaniają całość, daje tę prawdziwą, długofalową ochronę. Standardy branżowe wyraźnie to rozróżniają, dlatego warto dokładnie analizować przekroje lin, zanim uzna się je za zamknięte. W praktyce błędne rozpoznanie może prowadzić do poważnych konsekwencji, jak szybsze zużycie czy nawet awarie sprzętu.

Pytanie 3

Zgodnie z danymi zamieszczonymi w tabeli cena netto niezbędnej do prowadzenia modernizacji urządzenia dźwigowego liny stalowej o długości 8,5 m wyniesie

Lp.Nazwa częściJm.Cena netto
[zł]
Cena brutto
[zł]
1Prowadnik drzwi1 szt.25,0030,75
2Linia stalowa1 m80,0098,40
3Wkładka prowadnika1 szt.17,5021,53
A. 640,00 zł
B. 760,00 zł
C. 680,00 zł
D. 720,00 zł
Wybrałeś prawidłową odpowiedź, bo cena netto liny stalowej o długości 8,5 m wyniesie dokładnie 680,00 zł. Wynika to z prostego przeliczenia na podstawie danych z tabeli – cena jednostkowa za 1 metr liny stalowej to 80,00 zł netto. Pomnóżmy więc: 8,5 m × 80,00 zł/m = 680,00 zł. Takie podejście to w branży absolutny standard, niezależnie czy zamawiasz linę do dźwigu osobowego, czy towarowego – za każdy metr płacisz stawkę z cennika. Moim zdaniem to jasny przykład, jak ważne jest czytanie jednostek i dokładne analizowanie danych, bo czasem najprostszy rachunek może zaważyć o powodzeniu całej wyceny projektu. Stosując praktykę codzienną, zawsze zaokrąglamy do pełnych metrów tylko wtedy, gdy dokumentacja techniczna tego wymaga – tutaj nie ma takiej potrzeby, bo wyraźnie podana jest długość 8,5 m. W branży dźwigowej takie kalkulacje wykonuje się niemal codziennie, zarówno przy modernizacji, jak i podczas konserwacji i wymianie zużytych części. Dobrze wiedzieć też, że ceny netto używa się do porównań ofertowych i wszelkich kalkulacji kosztów wstępnych – brutto liczy się dopiero na końcowym etapie oferty dla klienta. Moim zdaniem opanowanie takiego sposobu liczenia bardzo ułatwia pracę i minimalizuje ryzyko błędnych wycen. Z mojego doświadczenia wynika, że dużo osób myli się, nie uwzględniając jednostki miary – tu właśnie cena była za metr, nie za odcinek! Takie szczegóły czasem decydują o sukcesie całego projektu.

Pytanie 4

Po przejściu prądu przez układ pokazany na schemacie można uzyskać napięcie rzędu

Ilustracja do pytania
A. 12 V prądu zmiennego.
B. 220 V prądu stałego.
C. 12 V prądu stałego.
D. 220 V prądu zmiennego.
Patrząc na ten schemat łatwo się pomylić, zwłaszcza jeśli ktoś nie miał jeszcze dużo do czynienia z praktycznymi zasilaczami sieciowymi. Pierwszy błąd to mylenie napięcia przemiennego z wyjściowym napięciem stałym – transformator pokazany na rysunku z natury obniża napięcie z sieciowego 220 V AC do bezpieczniejszego 12 V AC, ale nie pozwala uzyskać z powrotem wysokiego napięcia 220 V (ani AC, ani DC) na wyjściu. Drugi częsty błąd: założenie, że skoro zaczynamy od 220 V AC, to na końcu układu też będzie coś zbliżonego do tej wartości, tylko w innym typie prądu – to myślenie jest zupełnie niezgodne z zasadą działania transformatora oraz mostka prostowniczego. Transformator nie działa wstecz i nie podnosi napięcia, tylko je obniża (chyba że mamy specjalną konfigurację, ale tutaj tak nie jest). Kolejna kwestia: sam mostek prostowniczy nie generuje DC z AC o tej samej wartości – on zamienia napięcie zmienne na pulsujące napięcie stałe, które następnie jest wygładzane przez kondensatory. Bywa, że ktoś sądzi, iż na wyjściu będzie napięcie zmienne, bo transformator daje AC – jednak obecność prostownika i filtrów wyraźnie wskazuje, że chodzi o uzyskanie napięcia stałego. Z mojego doświadczenia wynika, że takie zamieszanie bierze się często z nieczytania oznaczeń elementów i nieznajomości podstawowych układów zasilających – a przecież najważniejsze jest to, żeby rozumieć jak przebiega proces od wysokiego napięcia sieciowego do bezpiecznego, stabilizowanego zasilania 12 V DC. W praktyce, poprawne rozpoznanie tych elementów i ich funkcji jest podstawą do dalszej pracy w branży elektronicznej i uniknięcia poważnych błędów podczas projektowania czy naprawy urządzeń.

Pytanie 5

Na podstawie rysunku określ, jaka jest odległość pomiędzy ścianą kabiny a ścianą szybu po prawej stronie przy założeniu, że grubość ściany kabiny wynosi 35 mm.

Ilustracja do pytania
A. 120 mm
B. 470 mm
C. 505 mm
D. 155 mm
Wybór innej wartości niż 120 mm często bierze się z nieprawidłowego odczytania rysunku technicznego albo nieuwzględnienia grubości ściany kabiny. W praktyce instalacyjnej spotyka się, że ktoś dodaje albo odejmuje nie te wartości, co trzeba – przykładowo, błędnie może się wydawać, że odległość 155 mm jest właściwa, bo jest ona widoczna na rysunku jako wymiar od krawędzi kabiny do ściany szybu, ale nie uwzględnia faktu, że trzeba od tego odjąć grubość ściany kabiny, żeby uzyskać faktyczny prześwit. Jeśli ktoś wskaże odpowiedź 505 mm czy 470 mm, to wychodzi zapewne z założenia, że mierzymy całą szerokość przestrzeni od środka szybu do ściany, ale to całkowicie myli pojęcie prześwitu technicznego – zamiast odczytać lokalny detal, patrzy się na wymiar całej konstrukcji. To częsty błąd zwłaszcza u osób początkujących, które nie mają jeszcze nawyku szukania szczegółów lub nie znają praktycznych wymagań normy PN-EN 81-20, gdzie jasno podkreśla się konieczność precyzyjnego określania minimalnych odległości dla bezpieczeństwa. Druga sprawa – zbyt duża odległość jest mało praktyczna i podrażałaby koszty budowy szybu bez żadnego uzasadnienia. Z kolei zbyt mały prześwit może prowadzić do sytuacji niebezpiecznych, gdzie kabina będzie tarła o ścianę, co absolutnie nie wchodzi w grę według standardów bezpieczeństwa. Takie błędy wynikają często z nieuwzględnienia wszystkich warstw konstrukcyjnych. Warto więc zawsze chwilę się zastanowić, przeanalizować wszystkie linie na rysunku i dokładnie sprawdzić, czy bierze się pod uwagę już gotowy wymiar „na gotowo”, czy tylko surową szerokość elementu. To – z mojego doświadczenia – klucz do poprawnego czytania dokumentacji technicznej i uniknięcia potem problemów podczas odbiorów technicznych windy.

Pytanie 6

Na rysunku przedstawiono schemat układu przeznaczonego do

Ilustracja do pytania
A. dopasowania impedancji We/Wy.
B. zmiany napięcia przemiennego na stałe.
C. zmiany napięcia stałego na przemienne.
D. przekształcania częstotliwości.
To jest klasyczny mostek Graetza, czyli układ prostowniczy dwupołówkowy. Moim zdaniem to jeden z najważniejszych i najczęściej stosowanych układów w elektronice, nie tylko w zasilaczach laboratoryjnych, ale też w praktycznie każdym urządzeniu zasilanym z sieci. Mostek Graetza zamienia napięcie przemienne (czyli takie, które zmienia swoją polaryzację – typowe dla prądu z gniazdka) na napięcie jednokierunkowe, czyli stałe (czyli prąd płynie w jednym kierunku). Dzięki temu można zasilać układy elektroniczne, które wymagają właśnie napięcia stałego. W praktyce ten prostownik można spotkać nawet w zasilaczach do laptopów, ładowarkach do telefonów czy nawet w wyższych zastosowaniach przemysłowych. Z mojego doświadczenia wynika, że znajomość zasady działania mostka prostowniczego bardzo się przydaje, bo pozwala lepiej zrozumieć, jak działają układy zasilania i jak projektować własne rozwiązania. Dodatkowo zawsze warto pamiętać o doborze odpowiednich diod pod względem napięcia i prądu, żeby układ pracował bezawaryjnie. Taki prostownik to podstawa przy zamianie napięcia sieciowego na prąd stały. Często po nim stosuje się jeszcze kondensatory filtrujące, żeby wygładzić napięcie wyjściowe – to taka dobra praktyka, która poprawia jakość prądu na wyjściu.

Pytanie 7

Po zakończonym montażu automatycznych drzwi przystankowych i kabinowych sprawdzana jest strefa odryglowania, która powyżej poziomu przystanku powinna maksymalnie wynosić

A. 0,35 m
B. 0,40 m
C. 0,20 m
D. 0,30 m
Prawidłowo! Strefa odryglowania powyżej poziomu przystanku dla automatycznych drzwi przystankowych i kabinowych powinna maksymalnie wynosić 0,35 m. Wynika to z wymagań norm europejskich, a konkretnie PN-EN 81-20 i PN-EN 81-50, gdzie jasno określono, że zbyt duża strefa odryglowania może prowadzić do potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, na przykład nieautoryzowanego otwarcia drzwi, zanim kabina będzie odpowiednio zrównana z poziomem przystanku. Taki wymóg pozwala ograniczyć ryzyko upadku pasażera do szybu czy zaklinowania podczas wsiadania lub wysiadania. W praktyce, gdy wykracza się poza tę wartość, automatyka drzwi nie powinna dopuścić do ich odryglowania. Moim zdaniem, to logiczne – nawet niewielkie przekroczenie tych 35 cm potrafi zaskakująco wpłynąć na bezpieczeństwo użytkowników. W codziennej pracy serwisanta wind wielokrotnie spotykałem się z sytuacjami, gdzie niedopilnowanie tej odległości skutkowało reklamacjami lub wręcz interwencją Urzędu Dozoru Technicznego. Zawsze warto więc pamiętać o tej wartości, bo to nie tylko wymóg formalny, ale realna ochrona ludzi. Warto też zwrócić uwagę na rolę regularnych kontroli i kalibracji systemów sterowania drzwiami – czasami nawet drobna usterka czujników prowadzi do przekroczenia tej granicy. To taki niby drobiazg, ale w branży dźwigowej często właśnie detale decydują o bezpieczeństwie.

Pytanie 8

Którą czynność należy wykonać przed rozpoczęciem prac montażowych urządzenia dźwigowego?

A. Sprawdzenie księgi rewizyjnej.
B. Przeprowadzenie badań doraźnych.
C. Wyznaczenie strefy niebezpiecznej.
D. Przeprowadzenie badania rezystancji.
Wyznaczenie strefy niebezpiecznej przed rozpoczęciem prac montażowych urządzenia dźwigowego to absolutna podstawa bezpiecznej roboty na budowie czy w zakładzie. No bo wyobraź sobie, że ruszasz z montażem, a wokół swobodnie kręcą się inni pracownicy albo nawet osoby postronne – katastrofa murowana. Przepisy BHP i wytyczne Urzędu Dozoru Technicznego (UDT) jasno mówią o konieczności fizycznego zabezpieczenia miejsca pracy przy dźwigach, żeby nikt przypadkowo nie wszedł w zasięg urządzenia. Chodzi tutaj o to, żeby wyznaczyć widoczną barierkę, taśmę albo inną strefę, która ostrzega, że tu naprawdę może być niebezpiecznie. Z mojego doświadczenia, jeśli od początku nie zadbasz o strefę niebezpieczną, to pojawia się naprawdę duże ryzyko poważnych urazów, szczególnie przy ciężkich elementach i ruchomych częściach dźwigu. Poza tym, kontrole z UDT bardzo zwracają na to uwagę – jeśli strefa nie jest oznaczona, mogą nawet wstrzymać montaż. Dobrą praktyką jest też regularne sprawdzanie, czy oznaczenia są widoczne i czy nikt ich nie przesunął. Zresztą, samo wyznaczenie strefy pokazuje profesjonalne podejście do roboty i buduje zaufanie w zespole. W praktyce, najlepiej od razu wyznaczyć strefę na minimum szerokość pracy urządzenia i jeszcze trochę zapasu, szczególnie w miejscach o dużym natężeniu ruchu. To trochę jak ustawianie buforu bezpieczeństwa – nigdy nie wiadomo, kto się zagapi. Podsumowując, bez tej czynności nie ma mowy o bezpiecznym montażu dźwigu według standardów branżowych.

Pytanie 9

Ile wynosi wartość siły działającej na powierzchnię S2, jeżeli na powierzchnię S1 działa siła 10 N, a ciśnienie p1 = p2, S2/S1 = 5 ?

Ilustracja do pytania
A. 2 N
B. 200 N
C. 500 N
D. 50 N
W tym zadaniu wiele osób daje się złapać na błędne schematy myślowe lub pomija istotne proporcje. Często pojawia się przekonanie, że siła działająca na większą powierzchnię powinna być równa lub mniejsza od siły przy mniejszej powierzchni, co jest niezgodne z rzeczywistością fizyczną, gdy ciśnienie pozostaje takie samo. W układach hydraulicznych czy pneumatycznych obowiązuje bezpośrednia zależność pomiędzy siłą a powierzchnią tłoka przy stałym ciśnieniu – im większa powierzchnia, tym większa siła. Błędne wyliczenia typu 2 N czy 200 N mogą wynikać z mylenia proporcji odwrotnych lub nieprawidłowego przekształcenia wzoru F = p*S. Zdarza się też, że ktoś myśli, iż wystarczy pomnożyć siłę przez ciśnienie lub odwrotnie, co jest błędem merytorycznym – ciśnienie to już siła przypadająca na jednostkę powierzchni. Wynik 500 N może pochodzić z niepotrzebnego dodatkowego przeliczenia lub pomnożenia zarówno przez stosunek powierzchni, jak i przez ciśnienie, co jest nadmiarowe. Moim zdaniem najlepszą praktyką jest zawsze skrupulatnie analizować dane i wykorzystywać zależności wynikające z równania sił: F1/S1 = F2/S2, gdy p1 = p2. W branży technicznej, szczególnie przy obsłudze i projektowaniu maszyn z siłownikami dwustronnego działania, bardzo przydaje się nawyk stosowania takich proporcji. To pozwala uniknąć pomyłek i zagwarantować bezpieczeństwo oraz poprawność działania całego układu, zgodnie z wytycznymi norm krajowych i międzynarodowych. Z mojego doświadczenia wynika, że warto zawsze weryfikować, czy nasze obliczenia są logiczne i czy wynik pasuje do warunków zadania – w tym przypadku im większa powierzchnia, tym większa siła, pod warunkiem stałego ciśnienia.

Pytanie 10

Zespół elementów pokazanych na ilustracji służy do

Ilustracja do pytania
A. określenia szybkości kabiny.
B. zatrzymania krańcowego kabiny.
C. określenia położenia kabiny.
D. zatrzymania końcowego kabiny.
Wiele osób myli te zespoły z innymi elementami windy, głównie dlatego, że cała konstrukcja wygląda dość technicznie i na pierwszy rzut oka może się kojarzyć z różnymi funkcjami, na przykład kontrolą prędkości lub zatrzymaniem kabiny. Jednak tutaj nie chodzi ani o określenie szybkości kabiny, ani o zatrzymania awaryjne (końcowe czy krańcowe). Szybkość kabiny kontroluje się przy pomocy czujników prędkości, często wbudowanych w napęd czy enkoder, i zupełnie inaczej wygląda ich budowa – są to typowo obrotowe, elektroniczne podzespoły, a nie takie mechaniczne listwy. Zatrzymania końcowe lub krańcowe to zupełnie inne układy, zwykle realizowane przez wyłączniki krańcowe, które mają za zadanie zabezpieczyć przed wyjazdem kabiny poza dopuszczalny zakres ruchu. Ich rola to głównie bezpieczeństwo i odcięcie napięcia w sytuacji awaryjnej, a nie ciągłe monitorowanie pozycji. Typowym błędem jest też utożsamianie tej listwy z urządzeniami do zatrzymywania kabiny na przystanku – tam działa już sterownik na podstawie sygnału z tej listwy, ale sama listwa nie zatrzymuje kabiny, tylko informuje system, gdzie ta kabina się znajduje. Praktyczne zastosowanie tej listwy to ciągłe śledzenie pozycji i umożliwienie układowi sterowania podejmowania decyzji o hamowaniu, zatrzymaniu czy starcie – bez tej informacji nowoczesny dźwig po prostu nie byłby w stanie pracować zgodnie z normami bezpieczeństwa, np. EN 81. To właśnie pomylenie funkcji monitorowania położenia z funkcją zatrzymania jest typowym problemem na egzaminach zawodowych i w praktyce serwisowej – warto to dobrze rozróżniać, bo od tego zależy bezpieczeństwo i niezawodność całego systemu.

Pytanie 11

Narzędzia przedstawionego na rysunku używa się do

Ilustracja do pytania
A. wymiany pierścieni osadczych.
B. zdejmowania izolacji.
C. zarabiania przewodów.
D. profilowania przewodów.
To narzędzie, które widzisz na zdjęciu, to klasyczny przykład szczypiec do pierścieni osadczych, potocznie nazywanych segerami. Stosuje się je głównie w mechanice i automatyce, kiedy trzeba zdemontować lub zamontować pierścień zabezpieczający na wale albo w otworze. Takie pierścienie, zgodnie z normami DIN 471 (na wały) i DIN 472 (do otworów), muszą być montowane i demontowane właśnie szczypcami o odpowiednich końcówkach. Z mojego doświadczenia wynika, że użycie właściwego narzędzia skraca czas pracy i pozwala uniknąć uszkodzenia zarówno pierścienia, jak i gniazda. Szczypce do pierścieni osadczych mają zwykle końcówki proste lub wygięte pod kątem, jak na zdjęciu, co ułatwia dostęp do trudno dostępnych miejsc, zwłaszcza w silnikach, przekładniach czy urządzeniach przemysłowych. W mojej ocenie, kto raz spróbuje zająć się wymianą pierścieni bez dedykowanych szczypiec, szybko zrozumie, dlaczego takie rozwiązania są standardem w profesjonalnych warsztatach. Ważne jest też, żeby dobierać szczypce do konkretnego rozmiaru pierścienia – to znacznie poprawia precyzję i bezpieczeństwo pracy. Szczypce te nie nadają się do innych zadań, typu izolowanie czy zarabianie przewodów – są po prostu do tego nieprzystosowane. Zdecydowanie warto mieć taki sprzęt w podręcznym zestawie, bo praca z pierścieniami bez niego to proszenie się o kłopoty.

Pytanie 12

Na rysunku przedstawiono fragment przekroju dźwigu z napędem

Ilustracja do pytania
A. hydraulicznym z zespołem zasilająco-sterującym wewnątrz szybu.
B. elektrycznym z zespołem napędowo-sterującym wewnątrz szybu.
C. hydraulicznym z zespołem zasilająco-sterującym poza szybem.
D. elektrycznym z zespołem napędowo-sterującym w maszynowni nad szybem.
To właśnie przykład dźwigu hydraulicznego z zespołem zasilająco-sterującym poza szybem – widać to po pewnych charakterystycznych elementach na rysunku, szczególnie po braku maszynowni nad szybami i nieobecności liny napędzającej kabinę. W takich układach agregat hydrauliczny, czyli pompa olejowa, zbiornik oraz układ sterowania, lokowane są osobno – najczęściej w niewielkim pomieszczeniu technicznym obok szybu lub nawet w sąsiednim pomieszczeniu. Praktyka pokazuje, że takie rozwiązanie jest bardzo wygodne w budynkach o ograniczonej wysokości, gdzie nie da się wykonać maszynowni nad szybami lub po prostu nie ma na nią miejsca – np. w niskich blokach, galeriach handlowych czy urzędach. Co ciekawe, dźwigi hydrauliczne są polecane do zastosowań o średnim natężeniu ruchu, bo są cichsze, a kabina startuje i zatrzymuje się bardzo płynnie – to duży plus dla komfortu. Oczywiście zgodnie z normą PN-EN 81-20, zespół zasilająco-sterujący musi być umieszczony w specjalnie przeznaczonym pomieszczeniu poza szybami, co podnosi bezpieczeństwo obsługi i ułatwia serwis. Moim zdaniem, jeśli ktoś chce praktycznie zaprojektować windę np. w nowym biurowcu, to właśnie taki układ daje najwięcej elastyczności rozmieszczenia i pozwala uniknąć problemów z dostępem do elementów eksploatacyjnych.

Pytanie 13

Na ilustracji przedstawiono środek ochrony indywidualnej niezbędny podczas wykonywania

Ilustracja do pytania
A. połączeń elementów instalacji hydraulicznej.
B. przecinania elementów szlifierką kątową.
C. otworów w stropie z żelbetonu.
D. spawania gazowego.
Gogle pokazane na ilustracji nie nadają się do każdej pracy, gdzie istnieje ryzyko uszkodzenia oczu – to częsty błąd w myśleniu, bo wyglądają 'ochronnie' i mogłyby się wydawać uniwersalne. W przypadku wiercenia otworów w żelbetonie potrzebne są raczej okulary lub gogle odporne na uderzenia, które zabezpieczają przed odpryskami betonu i pyłem, ale nie posiadają aż tak ciemnych filtrów jak te pokazane na zdjęciu. Użycie ciemnych gogli przy takiej pracy mogłoby wręcz ograniczyć widoczność i spowodować dodatkowe zagrożenie. Z kolei przy montażu instalacji hydraulicznych nie stosuje się w ogóle takiego zabezpieczenia – tu wystarczają standardowe okulary ochronne, jeśli w ogóle, bo nie występuje tam ani intensywne promieniowanie, ani zagrożenie oślepieniem. Przecinanie elementów szlifierką kątową wymaga z kolei zupełnie innych środków – gogle powinny być odporne na uderzenia, często z boczną osłoną i bez mocnego przyciemnienia, bo trzeba dobrze widzieć obrabiany materiał. Typowym błędem jest więc utożsamianie wszystkich okularów ochronnych z goglami do spawania, podczas gdy różne branże mają bardzo konkretne wymagania co do środków ochrony indywidualnej. W praktyce stosowanie nieodpowiednich środków może prowadzić do poważnych wypadków – moim zdaniem, lepiej poświęcić chwilę i dobrać sprzęt zgodnie z normami i specyfiką zagrożeń konkretnego stanowiska pracy, zamiast działać na ślepo tylko dlatego, że coś 'wygląda ochronnie'.

Pytanie 14

Na rysunku przedstawiono symbol graficzny siłownika

Ilustracja do pytania
A. dwustronnego działania.
B. teleskopowego.
C. wahliwego.
D. jednostronnego działania ze sprężyną.
Patrząc na ten rysunek, można łatwo się pomylić, zwłaszcza jeżeli ktoś nie miał jeszcze praktyki w rozpoznawaniu symboli siłowników na schematach. Przykładowo, siłownik wahliwy w ogóle nie ma tłoczyska – jest oznaczany łukiem lub okręgiem i służy do ruchu obrotowego, a nie liniowego. Siłownik dwustronnego działania, klasyczny, posiada tłoczysko po jednej stronie, czasem po obu, ale zawsze symbol przedstawia tylko jedną warstwę tłoczyska, nie kilka wysuwających się elementów. Z kolei siłownik jednostronnego działania ze sprężyną jest oznaczany pojedynczym tłoczyskiem i charakterystyczną linią sprężyny, co daje wizualnie zupełnie inny efekt. Typowym błędem podczas identyfikacji jest mylenie liczby tłoczysk i odkładanie zbyt dużej wagi do prostoty symbolu – niektórzy zakładają, że skoro jest więcej linii, to może chodzić o jakiś specjalny rodzaj działania, np. dwustronny. W rzeczywistości jednak tylko siłownik teleskopowy charakteryzuje się taką budową graficzną, bo musi oddać wysuwanie się kilku segmentów jeden za drugim. Prawidłowe rozpoznanie tego symbolu jest ważne, bo w codziennej pracy technika utrzymania ruchu, hydraulika czy automatyka, zła interpretacja może prowadzić do poważnych problemów podczas projektowania lub naprawy układów. Moim zdaniem warto przećwiczyć rozpoznawanie tych symboli na różnych przykładach, bo na pierwszy rzut oka często mylą się one z innymi typami siłowników – zwłaszcza jeśli nie zwraca się uwagi na detale. Warto pamiętać, że zgodnie z branżowymi standardami, tylko teleskopowe siłowniki mają na schematach kilka segmentów tłoczysk wpisanych jeden w drugi.

Pytanie 15

Na którym rysunku przedstawiono siłownik jednostopniowy jednostronnego działania?

A. Rys. 3.
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Rys. 4.
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Rys. 1.
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Rys. 2.
Ilustracja do odpowiedzi D
Na pierwszy rzut oka łatwo pomylić rodzaje siłowników, bo ich budowa z pozoru jest do siebie bardzo zbliżona. Jednak dokładna analiza rysunków prowadzi do innych wniosków. Główna różnica polega na sposobie działania oraz liczbie doprowadzeń medium roboczego do cylindra. Siłownik dwustronnego działania, który najczęściej pojawia się na schematach technicznych (jak na rysunku 1 czy 2), posiada przyłącza po obu stronach tłoka – to pozwala zarówno na wysuw, jak i wsuw tłoczyska pod wpływem ciśnienia. Z mojego doświadczenia wynika, że te rozwiązania są typowe tam, gdzie trzeba precyzyjnie sterować ruchem w obie strony albo uzyskać pełną siłę zarówno przy wysuwie, jak i powrocie. Jeśli ktoś wskazał taki siłownik jako jednostronnego działania, to najczęściej wynika to z błędnego utożsamienia samego kształtu tłoka lub liczby tłoczysk z napędem jednostronnym – a to mylące. Z kolei siłownik teleskopowy (jak na rysunku 4) stosuje się wtedy, gdy konieczny jest długi skok przy ograniczonej przestrzeni montażowej, ale on również może być zasilany obustronnie. Zgodnie z dobrymi praktykami, przy wyborze typu siłownika kluczowe jest zrozumienie przeznaczenia układu: jednostronne działanie oznacza jeden przewód zasilający i powrót tłoczyska realizowany mechanicznie, np. przez sprężynę. Często spotykaną pomyłką jest też traktowanie każdego siłownika z jednym tłoczyskiem jako jednostronnego, co nie jest zgodne z normami branżowymi. Warto o tym pamiętać przy projektowaniu układów pneumatycznych i hydraulicznych, żeby uniknąć późniejszych problemów z doborem lub eksploatacją.

Pytanie 16

Na podstawie przedstawionego na rysunku przekroju poprzecznego dźwigu osobowego określ, ile wynosi minimalna szerokość szybu.

Ilustracja do pytania
A. 1 200 mm
B. 385 mm
C. 1 585 mm
D. 1 625 mm
W tym przypadku minimalna szerokość szybu dźwigu osobowego to 1625 mm i wynika ona bezpośrednio z rysunku technicznego oraz wyliczeń, które można z niego przeprowadzić. Na rysunku mamy oznaczenie KT min 1200 mm, gdzie KT to kabina transportowa, a ST to szerokość szybu – ST = KT + 425 mm. Teraz, jeśli podstawimy wartości, to ST = 1200 mm + 425 mm = 1625 mm. Takie podejście opiera się na podstawowych zasadach projektowania dźwigów osobowych opisanych m.in. w normach PN-EN 81-20 czy PN-EN 81-1, gdzie zawsze uwzględnia się nie tylko przestrzeń dla kabiny, ale też konieczne odstępy technologiczne zapewniające bezpieczeństwo, swobodny dostęp do urządzeń sterujących i odpowiednią przestrzeń serwisową. W praktyce, dobrze dobrana szerokość szybu to gwarancja bezawaryjnej pracy windy, bezpieczeństwa użytkowników oraz łatwości przyszłych prac konserwacyjnych. Moim zdaniem, warto mieć to zawsze z tyłu głowy przy projektowaniu czy analizie dokumentacji – minimalizacja rozmiaru szybu jest kusząca, ale nie można zapominać o normach i wygodzie późniejszego użytkowania. W rzeczywistości przy montażu wind często się okazuje, że nawet drobne przekroczenie wymiarów podanych w dokumentacji potrafi generować niepotrzebne problemy, choćby z montażem prowadnic czy drzwi. Właśnie dlatego takie szczegółowe wyliczenia mają realny wpływ na późniejszą eksploatację całego dźwigu.

Pytanie 17

Zgodnie z fragmentem instrukcji, w celu zamontowania smarowniczki przeciwwagi do wspornika kątowego należy użyć śrub

Ilustracja do pytania
A. M5
B. M4
C. M6
D. M8
Dobrze rozczytałeś fragment instrukcji – przy montażu smarowniczki przeciwwagi do wspornika kątowego faktycznie trzeba użyć śrub M6. To dość typowe rozwiązanie w konstrukcjach, gdzie zależy nam na solidnym, a jednocześnie nieprzesadnie ciężkim mocowaniu. Śruba M6 to bardzo popularny standard, który zapewnia wystarczającą wytrzymałość mechaniczną przy zachowaniu odpowiedniej sztywności połączenia. W praktyce spotkasz je nie tylko w maszynach przemysłowych, ale też w różnego typu konstrukcjach stalowych czy montażach elementów eksploatacyjnych. Moim zdaniem to zawsze dobry wybór tam, gdzie są średnie obciążenia i nie chcemy przesadzić z gabarytami. Jeśli chodzi o normy, to w branży zaleca się właśnie takie śruby w miejscach, gdzie mamy powtarzalny demontaż i serwisowanie – M6 to kompromis między wytrzymałością a łatwością użycia. Dobrze jest pamiętać, by stosować odpowiednią klasę wytrzymałości śruby (np. 8.8 lub wyższą, jeśli przewiduje się większe siły), bo w praktyce różnice bywają odczuwalne zwłaszcza podczas eksploatacji urządzeń. Dodatkowo, warto dbać o właściwy moment dokręcenia – zbyt mocne przykręcenie nawet solidnej śruby M6 może prowadzić do uszkodzeń gwintu lub samego materiału wspornika. Z doświadczenia powiem, że warto regularnie sprawdzać stan takiego połączenia, bo od tego często zależy bezpieczeństwo pracy całego urządzenia.

Pytanie 18

Przed rozpoczęciem montażu dźwigu, wystarczający sposób zabezpieczenia otworów drzwiowych zapewniają

A. trzy deski zamocowane do bocznych ścian na wysokości 1,1 [m], 0,5 [m] i do dolnej krawędzi otworu.
B. przezroczysta folia o grubości 0,2 [mm], zamocowana listwami do obrzeży otworu i do dolnej krawędzi.
C. dwie deski zamocowane na krzyż do bocznych ścian po przekątnych otworu.
D. płyta gipsowo-kartonowa o grubości 17 [mm] zamocowana do obrzeży otworu i do dolnej krawędzi.
Niektórzy mogą pomyśleć, że wystarczy przykleić folię albo przysłonić otwór płytą, by zapewnić bezpieczeństwo na budowie podczas montażu dźwigu, ale to niestety bardzo złudne podejście. Przezroczysta folia – nawet jeśli jest dość gruba – nie stanowi żadnej realnej bariery dla człowieka, a jej przezroczystość może wręcz stwarzać dodatkowe zagrożenie, bo nie jest wyraźnie widoczna. W praktyce, folia łatwo się rozrywa, nie wytrzymuje uderzenia i nie spełnia standardów BHP, które wymagają zabezpieczeń trwałych i wyraźnych. Podobnie płyta gipsowo-kartonowa – choć może wydawać się solidna – w rzeczywistych warunkach budowy bardzo łatwo pęka, jest krucha i nieodporna na uszkodzenia mechaniczne. Z mojego doświadczenia, takie rozwiązania są wybierane raczej przez osoby, które nie miały jeszcze do czynienia z faktycznym montażem dźwigów albo nie znają przepisów. Bardzo często popełnianym błędem myślowym jest przekonanie, że ważna jest tylko bariera optyczna czy osłona przed kurzem – a tu chodzi przede wszystkim o ochronę życia i zdrowia ludzi! Jeśli chodzi o dwie deski zamocowane na krzyż po przekątnych otworu, to też nie jest dobre zabezpieczenie, bo nie daje ciągłej, poziomej ochrony na odpowiedniej wysokości. Takie „X” często można łatwo ominąć, a nawet przypadkowo wypchnąć przy oparciu się. Porządne zabezpieczenia na budowie zawsze przewidują solidną barierę na wysokościach kluczowych dla pracujących – stąd standard trzech desek, które fizycznie uniemożliwiają wpadnięcie do otworu. Zasada jest prosta: ma być prosto, wyraźnie i skutecznie – a tego nie zapewniają ani folia, ani gips, ani deski na krzyż.

Pytanie 19

Elementem napędu bezreduktorowego dźwigu elektrycznego jest

A. przekładnia ślimakowa.
B. silnik pierścieniowy.
C. falownik.
D. przekładnia planetarna.
Częstym źródłem pomyłek przy temacie napędów bezreduktorowych w dźwigach elektrycznych jest utożsamianie ich z klasycznymi rozwiązaniami mechanicznymi z przeszłości. Przekładnie planetarne czy ślimakowe były i są stosowane w dźwigach starszego typu, gdzie silnik wymagał redukcji obrotów, by uzyskać odpowiednią siłę i prędkość na linach nośnych. Jednak w napędzie bezreduktorowym cała idea polega na wyeliminowaniu pośrednich przekładni – silnik (najczęściej synchroniczny) napędza bęben bezpośrednio, a za kontrolę prędkości i momentu odpowiada urządzenie elektroniczne, czyli falownik. Przekładnia planetarna oraz ślimakowa to komponenty typowo mechaniczne, zwiększające masę oraz komplikujące układ, a przy tym generujące straty energii i wymagające regularnego serwisowania – moim zdaniem to już trochę przeżytek w nowoczesnych windach osobowych. Z kolei silnik pierścieniowy był popularny kilkadziesiąt lat temu w układach z przekładnią, ze względu na łagodny rozruch, ale w napędzie bezreduktorowym używa się raczej silników synchronicznych z magnesami trwałymi, bo są lżejsze, cichsze i o wiele sprawniejsze. Stosowanie falownika to nie tylko wygoda, ale konieczność – normy branżowe jasno wskazują, że precyzyjna regulacja prędkości i pozycjonowania kabiny to obecnie standard, którego nie da się osiągnąć samą przekładnią czy tradycyjnym silnikiem bez wsparcia elektroniki. Mylenie tych pojęć to, niestety, wciąż częsty błąd, zwłaszcza u osób, które nie miały styczności z nowymi technologiami windowymi. Trzeba więc patrzeć na praktykę i aktualne wymagania rynku – a tu bez falownika ani rusz.

Pytanie 20

Zamieszczony schemat sterowania silnikiem trójfazowym dotyczy

Ilustracja do pytania
A. zmiany kierunku obrotu silnika.
B. ochrony termicznej układu.
C. ochrony przepięciowej układu.
D. zastosowania czujnika kontroli faz.
Pytanie dotyczyło konkretnego zastosowania układu sterowania z rysunku, więc warto dobrze rozumieć, po co w ogóle stosuje się takie schematy. Wiele osób myli czujnik kontroli faz z innymi zabezpieczeniami, co może wynikać z podobnego wyglądu urządzeń w szafach sterowniczych. Przykładowo, ochrona termiczna układu opiera się na pomiarze temperatury uzwojeń silnika lub prądu pobieranego przez silnik i wyzwalaniu zabezpieczenia przy przegrzaniu – tutaj jednak nie widzimy termików ani przekaźników przeciążeniowych, które miałyby zareagować na zbyt wysoką temperaturę. Z kolei ochrona przepięciowa kojarzy się głównie z warystorami, iskiernikami czy ogranicznikami przepięć, których zadaniem jest upływ energii z przepięć do ziemi – tego typu elementy mają inne symbole i miejsce montażu, zazwyczaj przy wejściu zasilania. Zmiana kierunku obrotów silnika natomiast wymagałaby obecności przynajmniej dwóch styczników przełączających kolejność dwóch faz, co jest typowym układem mostka, a na schemacie mamy tylko jeden stycznik oraz czujnik faz. To typowy błąd, że przekaźnik fazowy jest mylony z automatem przełączającym kierunek, bo fizycznie zajmują podobne miejsce w szafie. Najczęstsze nieporozumienie wynika z nieuwzględnienia funkcji czujnika – jego głównym celem jest niedopuszczenie do pracy silnika przy braku którejkolwiek fazy lub przy nieprawidłowej kolejności, co jest bardzo istotne z punktu widzenia ochrony zarówno sprzętu, jak i procesu produkcyjnego. W praktyce, brak takiego czujnika to poważne ryzyko kosztownych awarii, a w wielu branżach to wręcz obowiązkowe wyposażenie zgodnie z normami bezpieczeństwa. Warto zatem zawsze dokładnie analizować, co do czego służy w układzie i nie polegać wyłącznie na ogólnych skojarzeniach.

Pytanie 21

Na rysunku przedstawiono sterowanie

Ilustracja do pytania
A. mechaniczne.
B. hydrauliczne.
C. elektryczne.
D. pneumatyczne.
Na przedstawionym schemacie mamy do czynienia z klasycznym przykładem sterowania elektrycznego. Widać wyraźnie styczniki oznaczone jako Q11 i Q12, a także zabezpieczenia i obwody sterowania. Moim zdaniem trudno się pomylić, bo charakterystyczne symbole i linie pokazują zasilanie trójfazowe, no i oczywiście układ sterowania cewkami styczników, co jest typowe właśnie dla rozwiązań elektrycznych. W praktyce takie układy są stosowane m.in. do sterowania silnikami elektrycznymi w przemysłowych maszynach, wentylatorach, nawet w prostych taśmociągach. Warto zwrócić uwagę, że elektryczne sterowanie to obecnie standard w automatyce przemysłowej – jest szybkie, precyzyjne i łatwe do rozbudowy. W branży często spotyka się rozbudowane wersje tych układów, gdzie poza samą funkcją załączania dochodzą też zabezpieczenia przeciążeniowe, przekaźniki czasowe czy układy logiczne. Dobrym nawykiem jest stosowanie oznaczeń zgodnych z normami PN-EN 60617 lub IEC 81346, co bardzo ułatwia komunikację między projektantami i serwisantami. Dla osób zaczynających przygodę z automatyką zrozumienie takich schematów to naprawdę podstawa – otwiera to drzwi do bardziej zaawansowanych systemów sterowania i programowania PLC.

Pytanie 22

Rowek podcięty klinowy koła ciernego pokazano na rysunku

A. Rysunek 4
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Rysunek 3
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Rysunek 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Rysunek 1
Ilustracja do odpowiedzi D
Wielu osobom wydaje się, że rowek klinowy to po prostu jakiś rowek o kształcie litery V czy półokrągły i że każda taka geometria nadaje się do przenoszenia sił w połączeniach ciernych. Nic bardziej mylnego, bo sama geometria rowka ma kluczowy wpływ na bezpieczeństwo oraz trwałość całego układu. Rowek podcięty klinowy musi mieć wyraźne podcięcie pod kształt klina, co odróżnia go od zwykłego rowka półokrągłego czy prostokątnego. Tego typu szczegóły, chociaż na pierwszy rzut oka wydają się nieistotne, decydują o tym, czy klin podczas pracy nie będzie miał luzu, nie zacznie się przesuwać lub obracać, co w konsekwencji prowadzi do uszkodzenia elementu. Kiedy wybiera się np. czysto V-kształtny rowek, jak widać na jednym z rysunków, albo rowek półokrągły, zupełnie nie zapewnia się odpowiedniego prowadzenia klina – w takich sytuacjach bardzo łatwo o awarie. Znowu rowek o klasycznym prostokątnym profilu, nawet jeśli wygląda solidnie, nie spełnia wymagań dotyczących stabilności połączenia i odporności na przechylanie się klina pod wpływem obciążenia. Błąd polega tu na zbyt powierzchownym podejściu do zagadnienia – wielu uczniów czy nawet techników patrzy tylko na kształt ogólny, zapominając o detalach funkcjonalnych. A przecież w praktyce przemysłowej tylko rowek podcięty klinowy, zgodny z normami, daje gwarancję trwałości i bezpieczeństwa pracy całego mechanizmu. Warto zawsze sprawdzać, czy rowek rzeczywiście posiada to charakterystyczne podcięcie pod klin, a nie tylko wygląda „na oko” podobnie do reszty.

Pytanie 23

Narzędzie pomiarowe przedstawione na rysunku przeznaczone jest do

Ilustracja do pytania
A. pomiaru impedancji pętli zwarcia.
B. wykrywania pod warstwą tynku kabli energetycznych.
C. pomiaru częstotliwości obwodów zasilających.
D. pomiaru napięcia obwodów zasilających.
To urządzenie, które widzisz na zdjęciu, to klasyczny miernik do pomiaru impedancji pętli zwarcia. Takie mierniki są niezbędne podczas odbiorów instalacji elektrycznych według normy PN-HD 60364-6, bo właśnie dzięki nim możesz sprawdzić, czy instalacja będzie prawidłowo działać pod kątem ochrony przeciwporażeniowej. Pomiar impedancji pętli zwarcia polega na tym, że urządzenie sprawdza, jak duży jest opór w obwodzie, w którym może pojawić się zwarcie – od tablicy rozdzielczej, przez przewody, aż do punktu poboru i z powrotem. To jest mega istotne, bo zbyt wysoka impedancja może sprawić, że zabezpieczenia nadprądowe (np. wyłączniki czy bezpieczniki) nie zadziałają wystarczająco szybko, a to już grozi porażeniem albo pożarem. W praktyce, taki miernik wykorzystuje się na przykład po modernizacji instalacji lub podczas okresowych przeglądów, żeby mieć pewność, że wszystko działa jak trzeba. Moim zdaniem każdy, kto pracuje w branży elektrycznej, powinien znać to urządzenie i umieć się nim posługiwać – to naprawdę podstawa bezpieczeństwa. Warto też pamiętać, że dobre praktyki wymagają wykonywania takich pomiarów w każdym nowym lub zmienianym obwodzie, co potwierdza m.in. norma PN-EN 61557. Z mojego doświadczenia wynika, że prawidłowa interpretacja wyników z tego miernika często ratuje skórę przed poważnymi problemami podczas odbiorów technicznych.

Pytanie 24

Który element ochrony przeciwporażeniowej należy zastosować przy montażu urządzeń dźwigowych, jeżeli używa się elektronarzędzi zasilanych napięciem sieciowym?

A. Przekaźnik pomocniczy.
B. Wyłącznik czasowy.
C. Wyłącznik nadprądowy z modułem różnicowoprądowym.
D. Stycznik elektromagnetyczny.
Wyłącznik nadprądowy z modułem różnicowoprądowym to absolutna podstawa, jeśli chodzi o nowoczesne i skuteczne zabezpieczenie przed porażeniem prądem elektrycznym, zwłaszcza gdy pracujemy z urządzeniami dźwigowymi i elektronarzędziami zasilanymi z sieci. W praktyce taki moduł różnicowoprądowy (potocznie zwany wyłącznikiem różnicówką) wykrywa prądy upływowe, czyli takie, które mogą pojawić się, gdy uszkodzona zostanie izolacja lub dojdzie do przebicia na obudowę. Wtedy urządzenie natychmiast odcina zasilanie, nie pozwalając, by prąd popłynął przez człowieka do ziemi – a to właśnie jest główny mechanizm ochrony przeciwporażeniowej. Z mojego doświadczenia wynika, że bez różnicówki ani rusz, szczególnie na budowach, gdzie warunki są nieprzewidywalne, a uszkodzenia przewodów czy narzędzi zdarzają się nagminnie. Dobre praktyki mówią jasno – instalujemy wyłączniki różnicowoprądowe wszędzie tam, gdzie jest ryzyko dotyku pośredniego, a norma PN-HD 60364 potwierdza, że takie zabezpieczenia są wymagane dla obwodów zasilających urządzenia przenośne. W praktyce: jeśli np. elektronarzędzie przebije na metalową obudowę dźwigu, różnicówka odcina prąd szybciej niż człowiek zareaguje. To bardzo ważne, bo nawet niewielki upływ może być śmiertelny. Oprócz tego, nadmiarowość wyłącznika nadprądowego chroni instalację przed przeciążeniem i zwarciem, więc mamy tu kompleksowe zabezpieczenie. Dla mnie to po prostu standard, który daje poczucie bezpieczeństwa na każdej robocie.

Pytanie 25

Doprowadzenie energii do oświetlenia kabiny, szybu, maszynowni i linowni powinno

A. pochodzić z zasilania zespołu napędowego.
B. być niezależne od zasilania zespołu napędowego.
C. pochodzić z awaryjnego źródła zasilania.
D. pochodzić od elektronicznego zespołu sterującego.
To jest właśnie najważniejsza zasada przy projektowaniu instalacji oświetlenia w windach i szybikach. Oświetlenie kabiny, szybu, maszynowni i linowni musi być niezależne od zasilania zespołu napędowego, bo bezpieczeństwo ludzi jest tu na pierwszym miejscu. Wyobraź sobie sytuację: winda się zatrzymuje z powodu awarii napędu albo jakiegoś zwarcia i nagle ciemno wszędzie – nikt nie chce być w takim położeniu. Dlatego normy, jak PN-EN 81 czy wytyczne UDT, kładą duży nacisk na to, żeby światło działało nawet, gdy napęd nie funkcjonuje. W praktyce często prowadzi się oddzielne obwody zasilania oświetlenia albo stosuje źródła zasilania z innych rozdzielnic. Często montuje się też awaryjne oświetlenie z własnymi bateriami, co dodatkowo podnosi poziom bezpieczeństwa. Moim zdaniem każda poważna firma dźwigowa zwraca na to szczególną uwagę, bo to kwestia zarówno wygody użytkowników, jak i przepisów BHP. Z mojego doświadczenia wynika, że niezależność zasilania oświetlenia ułatwia też serwisowanie, bo ekipa techniczna zawsze ma światło nawet, jeśli zespół napędowy jest odłączony lub uszkodzony. To taka drobna rzecz, ale ma ogromne znaczenie dla codziennego użytkowania i bezpieczeństwa.

Pytanie 26

Na podstawie tabeli określ wymiary w mm (szerokość x głębokość x wysokość) kabiny dźwigu o udźwigu 320 kg.

Tabela: Wymiary kabiny dźwigu
Lp.UDŹWIG
Q [kg]
SZEROKOŚĆ
KABINY
Sk [mm]
GŁĘBOKOŚĆ
KABINY
Gk [mm]
WYSOKOŚĆ
KABINY
Wk [mm]*
SZEROKOŚĆ
DRZWI
Sd [mm]
SZEROKOŚĆ
SZYBU
Sk [mm]
GŁĘBOKOŚĆ
SZYBU
Gk [mm]
1.3209001000215070015501570
2.630110014002150800-90017501970
3.800135014002150800-100020001970
A. 1350 x 1400 x 2150
B. 1100 x 1400 x 2150
C. 900 x 1000 x 2150
D. 1000 x 2000 x 1970
Wybrałeś dobrze – kabina dźwigu o udźwigu 320 kg według przedstawionej tabeli powinna mieć wymiary 900 x 1000 x 2150 mm (szerokość x głębokość x wysokość). To właśnie te wartości odpowiadają pierwszemu wierszowi tabeli, gdzie udźwig 320 kg przypisany jest do tych konkretnych wymiarów. W praktyce takie wymiary kabiny są absolutnym minimum dla dźwigów osobowych, zgodne z wytycznymi norm PN-EN 81-20 i ogólnie przyjętymi standardami dla wind o małej nośności. Z mojego doświadczenia wynika, że wybór za dużej kabiny do małego udźwigu to częsty błąd w projektach – niepotrzebnie zajmuje się miejsce w szybie, podnosi koszty i komplikuje montaż. Taka kompaktowa kabina 320 kg jest typowa dla starszych budynków mieszkalnych, np. kamienic czy bloków bez windy, gdzie montaż ogranicza się ciasnymi warunkami. Warto też pamiętać, że przy każdej modernizacji lub wymianie windy musimy dokładnie sprawdzić wytyczne producenta oraz obliczyć, czy dany udźwig zapewni komfort użytkowania – nie tylko zgodność z przepisami, ale też wygodę dla osób z ograniczoną mobilnością. Generalnie te 900 mm szerokości to już dolna granica, poniżej której trudno zapewnić swobodny dostęp, np. dla wózka dziecięcego czy osób starszych. Także zawsze warto czytać tabele dokładnie, bo różnica nawet 100 mm potrafi zmienić wszystko w praktycznej eksploatacji.

Pytanie 27

Z rysunków oraz z danych zamieszczonych w tabeli wynika, że do połączenia dwóch prowadnic T 90/A należy użyć łącznika prowadnicy oraz śrub z nakrętkami

Wymiary prowadnic ciągnionych i łączników w [mm]:
Kod prod.Oznaczenie wg ISO 7465t₁dd₁lb₂b₃l₁l₂l₃
GF 975T 90/A4,5132612390602409030
GF 125T 125/A4,517331531207630012525
Ilustracja do pytania
A. M10
B. M12
C. M8
D. M16
Wybór śrub o rozmiarach innych niż M12 do połączenia prowadnic T 90/A wynika najczęściej z błędnej interpretacji wymiarów otworów lub przyzwyczajeń z innych typów połączeń. Otóż otwory montażowe w tych prowadnicach mają średnicę 13 mm, co jest jasno podane w tabeli w kolumnie „d”. Śruba powinna być dobrana tak, by jej gwint pasował możliwie najściślej do otworu – z zachowaniem odpowiedniego luzu montażowego. W praktyce przemysłowej i według katalogów norm PN-EN ISO, do otworów 13 mm przeznaczone są właśnie śruby M12. Próba użycia śrub M8 lub M10 prowadzi do powstania zbyt dużych luzów, przez co połączenie traci swoją sztywność i wytrzymałość – może powstać efekt luzowania się połączenia już po krótkim czasie eksploatacji, co bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu i trwałości maszyny. Z drugiej strony śruba M16 wymagałaby powiększenia otworów, co jest niezgodne z dokumentacją techniczną prowadnicy i mogłoby osłabić jej konstrukcję albo nawet uniemożliwić prawidłowy montaż łącznika. Częsty błąd polega na kierowaniu się wyłącznie wytrzymałością śruby, a nie dopasowaniem do otworu – w rzeczywistości liczy się precyzja i zgodność z normami, bo to zapewnia bezpieczeństwo urządzenia i komfort pracy z takim połączeniem. W praktyce warsztatowej nierzadko widuję próby „ratowania” połączeń śrubami o mniejszej średnicy i dodatkowymi podkładkami, ale to tylko prowizorka, która w dłuższej perspektywie kończy się awarią. Przestrzeganie zaleceń producenta i norm branżowych to podstawowy element profesjonalnego montażu i nie powinno się tego bagatelizować. Warto zawsze sprawdzić dokumentację oraz katalogi, żeby dobrze dobrać elementy złączne, bo nawet taki drobiazg jak średnica śruby ma realny wpływ na żywotność i bezpieczeństwo konstrukcji.

Pytanie 28

Podczas montażu dźwigu budowlanego, o konieczności posadowienia dźwigu na betonowych płytach decyduje

A. wielkość przekroju poprzecznego masztu.
B. przewidywany czas eksploatacji.
C. pora roku.
D. wysokość masztu.
Wiele osób może błędnie założyć, że o posadowieniu dźwigu na betonowych płytach decydują czynniki takie jak pora roku, długość eksploatacji czy nawet wielkość przekroju masztu. Takie myślenie bierze się często z uproszczenia zagadnienia albo niezrozumienia, jak działają siły w konstrukcjach wysokich. Zacznijmy od pory roku – choć warunki atmosferyczne, np. zamarzanie gruntu, mogą wpływać na organizację prac budowlanych, to sam fakt ustawienia maszyn na betonowych płytach nie zależy od tego, czy jest lato, czy zima. Płyty fundamentowe są projektowane z myślą o obciążeniach mechanicznych, a nie sezonowych. Przewidywany czas eksploatacji również nie jest kluczowy – nawet jeśli dźwig ma stać kilka tygodni, ale będzie wysoki, jego podstawa musi być równie solidna, bo zagrożenia nie zależą od długości pracy tylko od wielkości sił i momentów. Często pojawia się też przekonanie, że liczy się przekrój poprzeczny masztu – oczywiście w jakimś sensie od niego zależy wytrzymałość całej konstrukcji, ale i tak najważniejsze jest, jak wysoko ten maszt będzie sięgał, bo to bezpośrednio przekłada się na oddziaływanie na fundament. W praktyce największą rolę odgrywa właśnie wysokość masztu, co potwierdzają wytyczne producentów i normy budowlane. Moim zdaniem to bardzo częsty błąd, że osoby mniej doświadczone skupiają się na mniej istotnych parametrach, takich jak sezon czy czas pracy dźwigu, zamiast na podstawowych zasadach statyki konstrukcji. Takie podejście może prowadzić do poważnych zaniedbań na budowie, dlatego warto zawsze wracać do podstaw i analizować siły działające w całym układzie, zaczynając właśnie od wysokości masztu.

Pytanie 29

Przyrząd przedstawiony na rysunku przeznaczony jest do

Ilustracja do pytania
A. wykrywania miejsca uszkodzenia kabla.
B. sprawdzenia kolejności faz.
C. wykrywania przewodu pod napięciem.
D. sprawdzania stopnia nagrzania obudowy.
Przyrząd pokazany na zdjęciu to klasyczny tester kolejności faz, często spotykany na budowach czy w warsztatach elektrycznych. Pozwala on w szybki sposób określić, która faza jest pierwsza, druga i trzecia w trójfazowej instalacji elektrycznej. Prawidłowe ustalenie kolejności faz jest bardzo ważne np. przy podłączaniu silników elektrycznych czy innych urządzeń trójfazowych, bo od tego zależy kierunek obrotów silnika lub poprawna praca urządzenia. Sam tester działa na zasadzie wykrywania różnicy fazowej pomiędzy przewodami i pokazuje wyniki na wyświetlaczu lub specjalnych diodach LED. W praktyce, wchodząc na instalację, gdzie nie wiadomo jak poprowadzone są fazy, taki tester to podstawa bezpieczeństwa i oszczędność czasu. Moim zdaniem każdy elektryk powinien mieć taki sprzęt pod ręką, bo pozwala uniknąć kosztownych błędów. Zgodnie z branżowymi standardami, np. normą PN-EN 61557-7, takie urządzenia są projektowane do pracy pod napięciem do 600V i spełniają wymagania kategorii bezpieczeństwa CAT III.

Pytanie 30

Do pomiaru rezystancji cewki przeznaczonej do zamontowania należy wykorzystać

A. mikrometr.
B. multimetr.
C. stoper.
D. woltomierz.
Wiele osób, szczególnie na początku przygody z elektrotechniką, może się pogubić w narzędziach pomiarowych – trochę przez to, że ich nazwy brzmią podobnie, a trochę przez niejasne skojarzenia ze szkoły. Na przykład stoper kojarzony jest z pomiarem czasu, więc właściwie nie ma żadnego zastosowania przy sprawdzaniu parametrów elektrycznych cewki – to narzędzie z zupełnie innej bajki, używane głównie w laboratoriach fizycznych czy sporcie, a nie przy pomiarach układów elektrycznych. Mikrometr to z kolei bardzo precyzyjne narzędzie, ale do pomiaru elementów mechanicznych, głównie grubości lub średnicy małych części, na przykład przewodów czy elementów metalowych – nie ma możliwości, żeby mikrometrem zmierzyć opór elektryczny cewki, bo do tego potrzeba przepuścić przez nią prąd i zmierzyć spadek napięcia. Woltomierz natomiast służy do pomiaru napięcia elektrycznego, czyli różnicy potencjałów – i chociaż w odpowiednich warunkach (np. z zasilaniem i znaną wartością prądu) można by wyliczyć rezystancję, to w praktyce jest to nieprecyzyjne, czasochłonne i po prostu niezgodne z branżowymi procedurami. Bardzo często spotykam się z sytuacją, gdzie ktoś próbuje przeliczać opór z pomiaru napięcia, ale to nie jest metoda akceptowana w serwisach czy na montażu – grozi też pomyłkami i awariami. Moim zdaniem, za błędnym wyborem narzędzia stoi brak podstawowej wiedzy o tym, jak działa pomiar rezystancji i jakie narzędzia są stworzone specjalnie do tego celu. Multimetr łączy w sobie funkcje omomierza, woltomierza i amperomierza, co czyni go jedyną sensowną opcją przy pracy z elektroniką i elektrotechniką. Dobre praktyki branżowe wręcz nakazują, by do pomiaru rezystancji zawsze używać specjalnie do tego zaprojektowanych przyrządów – nie jakieś zamienniki, kombinacje czy domowe sposoby, tylko właśnie multimetr.

Pytanie 31

W przedstawionym fragmencie instrukcji montażu siłowników teleskopowych zaprezentowano również zabroniony (nieprawidłowy) sposób podnoszenia siłownika, którego zastosowanie grozi

Ilustracja do pytania
A. uszkodzeniem rury zasilającej siłownika.
B. uszkodzeniem głowicy siłownika.
C. zerwaniem zawiesi.
D. ześlizgnięciem się zawiesi z haka.
Wiele osób podczas montażu siłowników teleskopowych skupia się na potencjalnych zagrożeniach, ale często błędnie interpretują, które elementy są najbardziej narażone. Zerwanie zawiesi wydaje się groźne, jednak prawidłowo dobrane i sprawdzone zawiesia stalowe mają spory zapas wytrzymałości i nie zerwą się od niewielkich błędów w sposobie zaczepienia – jeśli tylko nie są przeciążone albo uszkodzone mechanicznie. Ześlizgnięcie się zawiesi z haka to kolejny mit, bo w praktyce przemysłowej stosuje się zabezpieczenia i odpowiednie haki, które minimalizują to ryzyko. Najważniejszym błędem myślowym przy tych odpowiedziach jest skupianie się na samych zawiesiach, a nie na obciążeniu, które przenoszą na delikatne elementy siłownika. Głowica siłownika, choć kluczowa, jest raczej solidnie wykonana i rzadko dochodzi do jej uszkodzenia przez samo podnoszenie, o ile nie występują zupełnie skrajne przypadki. W rzeczywistości, kiedy zawiesia nie są założone w odpowiednich punktach, największe ryzyko dotyczy rury zasilającej – elementu konstrukcyjnie podatnego na odkształcenia w wyniku bocznych sił. To właśnie rura zasilająca przenosi newralgiczne ciśnienie oleju hydraulicznego i każde jej uszkodzenie przekłada się na poważne problemy eksploatacyjne. Standardy branżowe jednoznacznie zabraniają podnoszenia siłowników za te części, a producenci już na etapie instrukcji montażu podkreślają newralgiczne miejsca. Typowe błędy wynikają najczęściej z pośpiechu lub nieuwagi. Dlatego warto gruntownie przeanalizować instrukcje i stosować się do nich dosłownie – nie tylko dla bezpieczeństwa ludzi, ale także dla żywotności urządzenia.

Pytanie 32

W zespole silnika wciągarki reduktorowej cyfrą 2 oznaczono

Ilustracja do pytania
A. enkoder.
B. ogranicznik prędkości.
C. wentylator.
D. hamulec elektromagnetyczny.
W silniku wciągarki reduktorowej często można spotkać różne podzespoły, jednak ich funkcje bywają łatwo mylone, szczególnie kiedy patrzy się na nie wizualnie, bez praktycznego doświadczenia w serwisie lub montażu. Wentylator, choć spotykany przy silnikach elektrycznych, pełni wyłącznie funkcję chłodzenia – odprowadza ciepło powstające podczas pracy i dba o to, żeby silnik się nie przegrzał, ale nie bierze udziału w procesie sterowania czy pomiarów ruchu. Ogranicznik prędkości natomiast to osobny podzespół, zwykle montowany w innych miejscach dźwigu czy wciągarki, odpowiedzialny za wykrywanie przekroczenia ustalonej prędkości i uruchamianie awaryjnego hamowania – nie jest to element bezpośrednio związany z precyzyjnym pomiarem położenia wału. Z kolei hamulec elektromagnetyczny, mimo że również znajduje się w układzie napędowym, jest przystosowany do zatrzymywania lub utrzymywania wału w określonej pozycji po odłączeniu zasilania i nie generuje informacji o ruchu, a jedynie realizuje funkcję bezpieczeństwa. Typowym błędem jest utożsamianie tych urządzeń z enkoderem, który z definicji służy do dokładnego pomiaru pozycji lub liczby obrotów wału i przekazywania tej informacji do systemu sterującego. Widać to szczególnie w praktyce, kiedy osoba nieobeznana z branżą automatyki widzi kilka podobnych do siebie elementów i zakłada, że każdy z nich może odpowiadać za monitorowanie ruchu. Tymczasem jedynie enkoder realizuje taką funkcjonalność i bez niego niemożliwe byłoby wykonanie precyzyjnych operacji wymaganych choćby dla łagodnego rozruchu czy dokładnego pozycjonowania, co potwierdzają zarówno normy branżowe, jak i doświadczenia zawodowe automatyków i serwisantów.

Pytanie 33

Na rysunku pokazano zawór

Ilustracja do pytania
A. zwrotny.
B. rozdzielający.
C. dławiący.
D. bezpieczeństwa.
Częstym nieporozumieniem przy analizie takich rysunków technicznych jest mylenie funkcji różnych typów zaworów ze względu na podobieństwo konstrukcji. W przypadku zaworu dławiącego mamy raczej do czynienia z elementem pozwalającym na regulację przepływu medium – zwykle przez śrubę regulacyjną lub pokrętło, a nie automatyczny mechanizm z grzybkiem i sprężyną jak na rysunku. Zawór rozdzielający natomiast służy do kierowania medium w różne gałęzie instalacji (na przykład w hydraulice siłowej), często posiada kilka kanałów i położeń – tutaj wyraźnie tego nie widać, bo konstrukcja jest bardzo prosta, jednoosiowa. Jeśli chodzi o zawór bezpieczeństwa, to jego głównym zadaniem jest ochrona przed przekroczeniem dopuszczalnego ciśnienia i automatyczne upuszczenie medium przy przekroczeniu progu – wtedy konstrukcja zawiera zwykle specjalny układ kalibrowanej sprężyny i często też dodatkowe zabezpieczenia, a nie prosty mechanizm pozwalający na jednokierunkowy przepływ. Takie błędy wynikają często z chęci uproszczenia rozumowania lub braku znajomości subtelnych różnic konstrukcyjnych. Moim zdaniem warto zapamiętać, że zawór zwrotny ma zawsze prosty mechanizm blokujący cofanie się medium, co od razu odróżnia go od bardziej skomplikowanych zaworów dławiących, rozdzielających czy bezpieczeństwa. Dobre praktyki zalecają dokładną analizę rysunku technicznego oraz zrozumienie funkcji każdej części zaworu przed sklasyfikowaniem jego typu. W branży hydraulicznej czy wodnej takie pomyłki prowadzą do nieprawidłowego doboru komponentów, co może skutkować poważnymi problemami w eksploatacji. Dlatego zawsze warto podchodzić do interpretacji schematów z dużą starannością i nie kierować się wyłącznie pierwszym, powierzchownym skojarzeniem.

Pytanie 34

Prawidłowo przygotowane do montażu dźwigu wnętrze szybu może zawierać

A. przewody elektryczne nienależące do dźwigu.
B. elementy wykonawcze elektrycznego ogrzewania szybu.
C. rury wodociągowe.
D. rury kanalizacyjne.
Często można się spotkać z przekonaniem, że szyby dźwigowe pełnią rolę uniwersalnych kanałów instalacyjnych, ale to poważny błąd projektowy i wykonawczy. Umieszczanie w nich rur kanalizacyjnych czy wodociągowych jest niezgodne z podstawowymi zasadami bezpieczeństwa. Przepisy oraz normy, m.in. PN-EN 81-20, jasno określają, że szyby dźwigów muszą być wolne od wszelkich instalacji niezwiązanych z funkcjonowaniem samego dźwigu. W praktyce oznacza to całkowity zakaz prowadzenia przez szyb przewodów i rur, które służą innym celom niż obsługa urządzenia transportu pionowego. Rury kanalizacyjne niosą ryzyko zalania i zanieczyszczenia szybu, co może doprowadzić do korozji, awarii czy nawet zagrożenia zdrowia i życia użytkowników. Rury wodociągowe mogą być przyczyną niekontrolowanych wycieków, a w skrajnych sytuacjach pęknięcia prowadzą nawet do przerwania pracy dźwigu. Prowadzenie przewodów elektrycznych niezwiązanych z dźwigiem to kolejny błąd – takie przewody mogą powodować zakłócenia elektromagnetyczne oraz stwarzają dodatkowe zagrożenia w razie awarii bądź pożaru. To, co rzeczywiście dopuszcza się w szybie, to – poza instalacjami stricte dźwigowymi – elementy ogrzewania elektrycznego zapobiegającego kondensacji i oblodzeniu, ale tylko pod warunkiem przestrzegania wymagań normatywnych oraz po uzyskaniu odpowiednich zgód. Z mojego doświadczenia wynika, że próby oszczędzania miejsca przez prowadzenie innych instalacji przez szyb kończą się zawsze negatywną opinią nadzoru technicznego, a nawet koniecznością kosztownej przebudowy. Warto o tym pamiętać przy każdym projekcie dźwigowym, bo bezpieczeństwo ludzi i niezawodność pracy windy są tutaj absolutnym priorytetem.

Pytanie 35

Na rysunku przedstawiono

Ilustracja do pytania
A. szyb.
B. nadszybie.
C. podszybie.
D. linownię.
Na tym zdjęciu mamy do czynienia z typowym przykładem szybu dźwigowego, a nie z innymi elementami związanymi z infrastrukturą transportu pionowego. Zacznijmy od linowni – to jest zupełnie inny element, jej funkcja sprowadza się do miejsca, gdzie zainstalowany jest zespół napędowy dźwigu, czyli silnik, bębny oraz urządzenia kontrolne i zabezpieczające. Linownia najczęściej znajduje się nad szybami, na najwyższej kondygnacji lub nawet na dachu, i zdecydowanie nie wygląda jak zamknięta, pionowa przestrzeń – częściej to niewielkie, wydzielone pomieszczenie techniczne. Nadszybie natomiast to fragment szybu powyżej najwyższego zatrzymania kabiny, wymagany ze względu na bezpieczeństwo – umożliwia odprowadzenie kabiny lub przeciwwagi w razie awarii, nie jest jednak całością szybu. Podszybie znajduje się z kolei pod najniższym przystankiem dźwigu i spełnia funkcję strefy bezpieczeństwa dla ruchomej kabiny lub przeciwwagi, ale nie jest samodzielną przestrzenią o takich parametrach jak szyb. Typowym błędem jest utożsamianie tych terminów przez osoby mniej doświadczone – wynika to pewnie z podobieństw językowych, ale w praktyce każdy z tych elementów ma jasno określoną rolę i inne wymagania techniczne zgodne z normami, np. PN-EN 81. Kluczem jest świadomość, że szyb to cała pionowa przestrzeń, w której odbywa się ruch kabiny lub ładunku, a pozostałe pojęcia to tylko jego fragmenty lub pomieszczenia pomocnicze. Moim zdaniem, warto na etapie nauki dobrze opanować te definicje, bo ich mylenie może prowadzić do poważnych nieporozumień podczas projektowania czy konserwacji instalacji dźwigowych.

Pytanie 36

Na rysunku przestawiono schemat dźwigu z napędem usytuowanym

Ilustracja do pytania
A. pod szybem i z pojedynczym opasaniem lin.
B. nad szybem i z podwójnym opasaniem lin.
C. nad szybem i z pojedynczym opasaniem lin.
D. pod szybem i z podwójnym opasaniem lin.
Odpowiedź nad szybem i z pojedynczym opasaniem lin jest jak najbardziej trafiona, bo właśnie taki układ jest jednym z najczęściej spotykanych w nowoczesnych dźwigach osobowych. Napęd umieszczony nad szybem znacząco ułatwia serwisowanie i dostęp do mechanizmów, co naprawdę docenia się w eksploatacji – nie trzeba wchodzić do piwnicy czy szachtu pod budynkiem, wszystko jest pod ręką w maszynowni na górze. Pojedyncze opasanie liny to też rozwiązanie bardzo efektywne: daje prostą, przewidywalną transmisję siły i nie komplikuje prowadzenia lin, a do tego ogranicza zużycie elementów przez brak dodatkowych punktów tarcia. Takie rozwiązania zaleca się zgodnie z wytycznymi norm PN-EN 81 (np. PN-EN 81-20 czy EN 81-1), bo są po prostu sprawdzone i bezpieczne. W praktyce takie dźwigi spotkasz choćby w blokach z wielkiej płyty po modernizacji albo w nowo budowanych biurowcach. Moim zdaniem, warto też pamiętać, że pojedyncze opasanie oznacza, że lina biegnie raz przez koło napędowe, a nie jest owijana w układzie typu 2:1. To daje przełożenie 1:1, więc prędkość kabiny i przeciwwagi są równe, a sterowanie jest bardziej przewidywalne. I jeszcze jedna rzecz – mniejsza liczba lin i prostszy układ z pojedynczym opasaniem to mniej problemów podczas przeglądów UDT i mniej komplikacji w razie awarii.

Pytanie 37

Pomiar rezystancji metodą techniczną w układzie z „dokładnym pomiarem prądu” przedstawiono na rysunku

A. Rysunek 4
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Rysunek 3
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Rysunek 1
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Rysunek 2
Ilustracja do odpowiedzi D
W analizie układów pomiarowych do wyznaczania rezystancji metodą techniczną często pojawia się kilka wariantów podłączenia przyrządów pomiarowych. Niestety, częstym błędem jest nieuwzględnianie wpływu rezystancji wewnętrznej amperomierza oraz sposobu, w jaki woltomierz jest wpięty względem mierzonego elementu. W niektórych układach pojawia się problem bocznikowania amperomierza przez woltomierz – to powoduje, że prąd wskazywany przez amperomierz nie jest dokładnie tym, który płynie przez badaną rezystancję, tylko jest sumą prądów przez Rx i przez woltomierz. W efekcie, wyznaczona z prawa Ohma wartość rezystancji jest obarczona niekiedy znacznym błędem systematycznym. Zdarza się też, że ktoś wybiera układ, gdzie amperomierz jest umieszczony nie w bezpośrednim szeregu z badanym rezystorem, lecz przed lub za miejscem rozgałęzienia na woltomierz – to niestety całkowicie przekłamuje istotę „dokładnego pomiaru prądu”. W praktyce na warsztatach szkolnych czy w serwisie sprzętu często widzę, że ktoś bierze pierwszy lepszy schemat z internetu, nie analizując przebiegu prądu – a to poważny błąd. Moim zdaniem, żeby uniknąć wątpliwości, warto ćwiczyć rysowanie przebiegu prądów i sprawdzanie, czy amperomierz pokazuje dokładnie to, czego wymaga dana metoda. Z mojego doświadczenia wynika, że tylko układ z amperomierzem ustawionym szeregowo z Rx, przed odgałęzieniem do woltomierza, daje wiarygodne wyniki w praktyce. Wszystkie inne warianty, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się poprawne, prowadzą do powielania typowego błędu pomiarowego – szczególnie przy niskich rezystancjach, gdzie wpływ prądu bocznikującego woltomierz jest nie do pominięcia. Warto mieć to na uwadze w codziennej pracy elektryka czy technika.

Pytanie 38

Do wykonania układu sterowania przedstawionego na rysunku należy wykorzystać

Ilustracja do pytania
A. dwa przyciski (NO) i jeden przycisk (NC)
B. jeden przycisk (NO) i jeden przycisk (NC)
C. dwa przyciski (NO) i dwa przyciski (NC)
D. jeden przycisk (NO) i dwa przyciski (NC)
Układ przedstawiony na schemacie to przykład najprostszego sterowania np. silnikiem lub lampką, gdzie wykorzystuje się klasyczne połączenie dwóch przycisków: jeden normalnie otwarty (NO), drugi normalnie zamknięty (NC). To jest bardzo często spotykane rozwiązanie w przemyśle i warsztatach – szczególnie tam, gdzie chodzi o podstawowe uruchamianie i zatrzymywanie urządzenia. Przycisk NO (najczęściej oznaczany jako 'START') umożliwia załączenie obwodu, natomiast przycisk NC ('STOP') przerywa jego pracę. Takie podejście jest zgodne ze standardami bezpieczeństwa, bo w przypadku uszkodzenia przewodu albo rozwarcia styków 'STOP' automatycznie wyłącza układ, co jest wymogiem norm PN-EN 60204-1. Moim zdaniem nie ma sensu komplikować prostych rozwiązań, bo tu chodzi o pewność działania i bezpieczeństwo obsługi. W praktyce prawie każdy panel sterowania maszyną zaczyna się właśnie od takiego układu. Dodatkowo, wykorzystanie tylko dwóch przycisków minimalizuje koszty i ryzyko błędów montażowych. To rozwiązanie jest po prostu sprawdzone przez lata i bardzo uniwersalne.

Pytanie 39

Na ilustracji pokazano wyłącznik

Ilustracja do pytania
A. jednofazowy nadprądowy.
B. trójfazowy nadprądowy.
C. różnicowoprądowy.
D. jednofazowy krańcowy.
Wyłącznik widoczny na zdjęciu to klasyczny jednofazowy wyłącznik nadprądowy, często nazywany potocznie 'eską'. Stosuje się go w praktycznie każdej instalacji elektrycznej, zarówno w domach, jak i w małych zakładach czy nawet w warsztatach. Jego głównym zadaniem jest ochrona przewodów elektrycznych przed skutkami przeciążenia i zwarcia – czyli sytuacji, kiedy przez obwód płynie zbyt duży prąd. Wtedy wyłącznik automatycznie odcina zasilanie, co w wielu przypadkach ratuje instalację przed uszkodzeniem, a czasem nawet przed pożarem. Sam wyłącznik na zdjęciu jest jednoelementowy, montowany na standardowej szynie DIN, co jest zgodne z normami PN-EN 60898 i stosowane praktycznie wszędzie. Moim zdaniem, jeśli ktoś planuje modernizację instalacji domowej, to właśnie te wyłączniki powinny być podstawą ochrony każdego obwodu – szczególnie gniazd i oświetlenia. Co ciekawe, dobierając taki wyłącznik, warto zwrócić uwagę na charakterystykę (np. B lub C), by dobrze dopasować go do charakteru obciążenia. To detal, ale potrafi mieć duże znaczenie w praktyce.

Pytanie 40

W której części schematu znajduje się przycisk bezpieczeństwa?

Ilustracja do pytania
A. w części A
B. w części C
C. w części B
D. w części D
Przycisk bezpieczeństwa, zwany popularnie STOP-em awaryjnym, został umieszczony w części B schematu. To akurat klasyka, bo zgodnie z zasadami budowy układów sterowania, ten element powinien znajdować się jak najbliżej początku toru sterowniczego, tuż po zabezpieczeniu F1. Gdy patrzę na schematy, zawsze szukam STOP-a właśnie w tym miejscu – dzięki temu po naciśnięciu natychmiast odcina zasilanie dalszym elementom logicznym sterowania. Przycisk STOP w wersji NO (normalnie otwarty, tutaj oznaczony) jest standardem, bo gwarantuje przerwanie zasilania w razie uszkodzenia przycisku (czyli tzw. 'fail safe'). W praktyce, moim zdaniem, to najważniejszy element, jeśli chodzi o bezpieczeństwo ludzi przy maszynach. Każda maszyna przemysłowa, zgodnie z normą PN-EN ISO 13850, musi mieć taki STOP awaryjny na wierzchu – i to właśnie w torze sterowania, nigdy w zasilaniu głównym. Widząc STOP-a w części B, od razu wiadomo, że układ został poprawnie zaprojektowany zgodnie z wymaganiami BHP i zdrowym rozsądkiem. W codziennej pracy często spotykam się z pytaniami o lokalizację STOP-a i zawsze powtarzam – nie może być schowany, musi być na początku toru logicznego, dla błyskawicznej reakcji. Poza tym – warto wiedzieć, że przeglądy techniczne zawsze to sprawdzają, bo to podstawa bezpieczeństwa obsługi maszyn.