Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 8 czerwca 2026 21:18
  • Data zakończenia: 8 czerwca 2026 21:22

Egzamin zdany!

Wynik: 36/40 punktów (90,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Zdjęcie zatok przynosowych wykonuje się w pozycji

A. siedzącej przy otwartych ustach.
B. siedzącej przy zamkniętych ustach.
C. leżącej przy otwartych ustach.
D. leżącej przy zamkniętych ustach.
Prawidłowa odpowiedź „siedzącej przy otwartych ustach” wynika z techniki klasycznego badania RTG zatok przynosowych, zwłaszcza zatok szczękowych, w tzw. projekcji Watersa (occipito–mentalnej) lub jej odmianach. Pozycja siedząca jest standardem w praktyce radiologicznej, bo pozwala na względnie komfortowe ułożenie pacjenta, stabilne oparcie głowy o kasetę lub detektor oraz łatwe skorygowanie ustawienia w trakcie badania. Co ważne, w pozycji siedzącej łatwiej też utrzymać prawidłowe oddychanie i współpracę pacjenta, co bezpośrednio przekłada się na mniejszą liczbę poruszonych, nieczytelnych zdjęć. Otworzenie ust ma znaczenie czysto anatomiczno–obrazowe: przy szeroko otwartej jamie ustnej opuszcza się żuchwa, a cień kości żuchwowej nie nakłada się tak mocno na obraz zatok, szczególnie zatok szczękowych i częściowo klinowych. Dzięki temu struktury powietrzne zatok są lepiej uwidocznione, łatwiej ocenić poziomy płynu, zgrubienia błony śluzowej, polipy czy inne zmiany zapalne. Z mojego doświadczenia, w pracowniach diagnostyki obrazowej bardzo pilnuje się właśnie tego detalu – technik często prosi: „proszę usiąść prosto, pochylić głowę i szeroko otworzyć usta”. Jest to zgodne z podręcznikowym opisem pozycjonowania pacjenta do RTG zatok i z wytycznymi, które kładą nacisk na maksymalne odsłonięcie zatok przy jednoczesnym ograniczeniu dawki i liczby powtórzeń zdjęć. W praktyce klinicznej, gdy pacjent nie jest w stanie stać (np. po urazie), pozycja siedząca jest najbardziej uniwersalnym kompromisem, łączącym bezpieczeństwo, wygodę i jakość obrazu, dlatego uważa się ją za podstawową dla klasycznego zdjęcia zatok przynosowych.

Pytanie 2

Na obrazie scyntygrafii perfuzyjnej serca strzałką wskazano ścianę

Ilustracja do pytania
A. boczną serca.
B. przegrodową serca.
C. przednią serca.
D. dolną serca.
Na przedstawionym obrazie widzimy klasyczny wycinek z tomograficznej scyntygrafii perfuzyjnej mięśnia sercowego (SPECT) w projekcji krótkiej osi (short axis). Taki obraz pokazuje pierścień mięśnia lewej komory, a legenda z prawej strony wyraźnie opisuje orientację: po lewej mamy „septal”, po prawej „lateral”, u góry okolica podstawna, u dołu okolica koniuszka (apeksu), z przodu „anterior”, niżej „inferior”. Strzałka skierowana jest właśnie na stronę opisaną jako „septal”, czyli ścianę przegrodową serca. Ściana przegrodowa odpowiada za część przegrody międzykomorowej lewej komory i jest bardzo ważna w ocenie choroby wieńcowej, szczególnie przy podejrzeniu zwężeń w obrębie gałęzi międzykomorowej przedniej i pnia lewej tętnicy wieńcowej. W praktyce klinicznej, przy analizie takich obrazów, zawsze najpierw ustala się orientację: gdzie jest przegroda, gdzie ściana boczna, gdzie przednia i dolna. Standardem jest korzystanie z opisu orientacji na pasku referencyjnym po boku lub z szablonu „bull’s eye”. Moim zdaniem warto od początku wyrabiać sobie nawyk mentalnego „obracania” serca: pamiętać, że na ustandaryzowanych obrazach SPECT ściana przegrodowa leży zwykle po lewej stronie ekranu w projekcji short axis, a ściana boczna po prawej. Dokładna identyfikacja ściany przegrodowej ma znaczenie nie tylko przy rozpoznawaniu niedokrwienia, ale też przy planowaniu zabiegów kardiologii inwazyjnej, kontroli efektów rewaskularyzacji oraz przy kwalifikacji do terapii resynchronizującej. W dobrych pracowniach medycyny nuklearnej zawsze kładzie się nacisk na poprawne ustawienie pacjenta, korektę ruchu i prawidłową rekonstrukcję, żeby odwzorowanie ściany przegrodowej i pozostałych segmentów lewej komory było jak najbardziej wiarygodne i powtarzalne.

Pytanie 3

Jaki sposób frakcjonowania dawki jest stosowany w radioterapii konwencjonalnej?

A. Dawka frakcyjna w zakresie 2,5-3,5 Gy 1 raz dziennie.
B. Dawka frakcyjna w zakresie 1,8-2,5 Gy 1 raz dziennie.
C. Dawka frakcyjna w zakresie 2,5-3,5 Gy 2 razy dziennie.
D. Dawka frakcyjna w zakresie 1,8-2,5 Gy 2 razy dziennie.
W radioterapii konwencjonalnej przyjmuje się tzw. frakcjonowanie standardowe: dawka frakcyjna w granicach ok. 1,8–2,0 Gy (czasem do 2,2–2,3 Gy, w zależności od ośrodka) podawana raz dziennie, 5 razy w tygodniu. Dlatego odpowiedź z zakresem 1,8–2,5 Gy 1 raz dziennie najlepiej oddaje klasyczną praktykę kliniczną. Kluczowa jest tu zasada: jedna frakcja na dobę, z przerwami nocnymi pozwalającymi na naprawę uszkodzeń w zdrowych tkankach. To wynika z radiobiologii – zdrowe komórki lepiej regenerują DNA między frakcjami, a komórki nowotworowe gorzej, więc z czasem różnica uszkodzeń działa na korzyść pacjenta. Standardowe frakcjonowanie stosuje się np. w leczeniu raka piersi po operacji, w radioterapii raka prostaty w klasycznych schematach, przy napromienianiu guzów głowy i szyi czy guzów płuca, szczególnie w leczeniu radykalnym. Typowy plan: 1,8–2 Gy dziennie do dawki całkowitej 50–70 Gy, w zależności od wskazań. Z mojego doświadczenia to właśnie ten schemat jest domyślny, jeśli w dokumentacji nie ma adnotacji o hipofrakcjonowaniu, hiperfrakcjonowaniu czy przyspieszonym (akcelerowanym) schemacie. W wielu wytycznych (np. ESMO, ASTRO) konwencjonalna radioterapia jest definiowana właśnie przez ten rząd wielkości dawki frakcyjnej i częstość 1x/dobę. W praktyce technik radioterapii planując harmonogram, wpisuje pacjentowi jedną sesję dziennie, pilnując stałych godzin, bo stały rytm dobowy też ma znaczenie dla tolerancji leczenia. Ważne jest też to, że takie frakcjonowanie jest kompromisem między skutecznością onkologiczną a toksycznością – większe dawki na frakcję szybciej przekładają się na powikłania późne w narządach krytycznych.

Pytanie 4

W pracowni ultrasonograficznej technik elektroradiolog nie korzysta z przepisów dotyczących

A. antyseptyki.
B. ochrony radiologicznej.
C. ochrony przeciwpożarowej.
D. bezpieczeństwa i higieny pracy.
Prawidłowo wskazałeś, że w pracowni ultrasonograficznej technik elektroradiolog nie korzysta z przepisów dotyczących ochrony radiologicznej w rozumieniu promieniowania jonizującego. USG opiera się na fali ultradźwiękowej, czyli drganiach mechanicznych o wysokiej częstotliwości, a nie na promieniowaniu jonizującym takim jak w RTG, TK czy medycynie nuklearnej. To oznacza, że nie obowiązują tu typowe zasady ochrony radiologicznej: nie liczymy dawek efektywnych w mSv, nie ma konieczności prowadzenia rejestru dawek, nie wyznacza się stref kontrolowanych i nadzorowanych z powodu promieniowania jonizującego, nie ma też obowiązku stosowania fartuchów ołowianych, osłon gonad czy tarczycy z tego powodu.
Moim zdaniem to jedno z częstszych miejsc, gdzie uczniowie się mylą – widzą słowo „pracownia obrazowa” i od razu kojarzą z ochroną radiologiczną. Tymczasem standardy, np. wytyczne ICRP czy polskie przepisy prawa atomowego, dotyczą właśnie promieniowania jonizującego, a ultrasonografia się w ten zakres po prostu nie łapie. Oczywiście, w USG nadal dbamy o bezpieczeństwo pacjenta i personelu: kontrolujemy czas ekspozycji na ultradźwięki, parametry aparatu (MI, TI), unikamy zbyt długiego badania u ciężarnych na płodzie, ale to jest raczej bioefekt ultradźwięków, a nie klasyczna ochrona radiologiczna.
W praktyce technik w pracowni USG musi bardzo pilnować przepisów BHP, zasad ergonomii (bo badania są długie i obciążają układ mięśniowo‑szkieletowy), przepisów przeciwpożarowych oraz zasad antyseptyki: dezynfekcja głowic, stosowanie jednorazowych osłonek przy badaniach przezpochwowych czy przezodbytniczych, właściwe przygotowanie żelu. To są realne, codzienne obowiązki. Natomiast typowe procedury jak dozymetr osobisty, kontrola dawek, testy osłonności ścian dotyczą już pracowni RTG, TK, radioterapii czy medycyny nuklearnej, a nie USG.

Pytanie 5

Jak oznacza się w systemie międzynarodowym czwarty górny ząb mleczny po stronie prawej?

A. 14
B. 24
C. 54
D. 84
Prawidłowe oznaczenie czwartgo górnego zęba mlecznego po stronie prawej w systemie międzynarodowym (FDI) to 54. Ten system, nazywany też systemem dwucyfrowym, jest standardem przyjętym przez FDI World Dental Federation i stosowany praktycznie wszędzie w nowoczesnej stomatologii, także w opisach radiogramów. Pierwsza cyfra oznacza ćwiartkę łuku zębowego, a druga – pozycję zęba liczoną od linii pośrodkowej. Dla uzębienia mlecznego używa się cyfr 5–8 dla ćwiartek: 5 – górna prawa, 6 – górna lewa, 7 – dolna lewa, 8 – dolna prawa. W tej logice ząb 54 to: „5” – kwadrant górny prawy w uzębieniu mlecznym oraz „4” – czwarty ząb od środka, czyli czwarty ząb mleczny w tym kwadrancie. W praktyce, gdy opisujesz zdjęcie pantomograficzne albo skrzydłowo-zgryzowe u dziecka, wpisujesz właśnie takie oznaczenia: np. próchnica na powierzchni żującej 54, brak zawiązka 15, resorpcja korzenia 54 widoczna w RTG – i każdy stomatolog na świecie wie o jaki ząb chodzi. Moim zdaniem warto od razu wyrobić sobie nawyk rozróżniania: cyfry 1–4 w pierwszej pozycji to zawsze zęby stałe, a 5–8 – mleczne. To bardzo ułatwia czytanie dokumentacji, kart pacjenta i opisów badań obrazowych. W diagnostyce radiologicznej bez poprawnego oznaczenia zębów łatwo pomylić stronę lub ząb, co później może skutkować np. leczeniem niewłaściwego zęba, dlatego standard FDI jest traktowany jako dobra praktyka i wręcz obowiązkowy element profesjonalnego opisu.

Pytanie 6

Na radiogramie uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. złamanie guzowatości V kości śródstopia.
B. złamanie podstawy I kości śródstopia.
C. paluch koślawy (hallux valgus) stopy prawej.
D. paluch szpotawy(hallux varus) stopy prawej.
Na radiogramie w projekcji AP widoczna jest stopa prawa z wyraźnym zniekształceniem w obrębie pierwszego promienia – palucha i I kości śródstopia. Trzon I kości śródstopia jest odchylony przyśrodkowo, natomiast paliczek bliższy palucha ustawiony jest bocznie, co daje obraz typowego palucha koślawego (hallux valgus). W standardach opisu radiologicznego ocenia się przede wszystkim kąt między I a II kością śródstopia oraz kąt palucha względem I kości śródstopia – tutaj widać ich wyraźne poszerzenie. Dodatkowo przyśrodkowo na głowie I kości śródstopia zaznacza się poszerzenie obrysu, odpowiadające klinicznie tzw. „bunionowi”, czyli zgrubieniu w okolicy stawu śródstopno‑paliczkowego. Moim zdaniem to bardzo klasyczny obraz, często spotykany u pacjentów z dolegliwościami bólowymi przodostopia i problemem z doborem obuwia. W praktyce technika RTG stopy w obciążeniu („na stojąco”) jest tu kluczowa – dzięki temu widać rzeczywiste ustawienie palucha pod wpływem siły ciężkości, co jest zgodne z zaleceniami dobrych praktyk w diagnostyce ortopedycznej. Taki obraz jest podstawą do kwalifikacji do leczenia zachowawczego (wkładki, fizjoterapia, modyfikacja obuwia) albo operacyjnego (różne typy osteotomii korekcyjnych I kości śródstopia i paliczka). Warto też pamiętać, że przy ocenie radiogramu szuka się jednocześnie współistniejących zmian, jak np. artroza stawu śródstopno‑paliczkowego I, zwapnienia przyczepów więzadeł czy deformacje sąsiednich palców – tutaj nie ma cech ostrego złamania, ciągłość beleczkowania kostnego jest zachowana, a linie korowe nie są przerwane.

Pytanie 7

Którym skrótem oznacza się tomografię komputerową wysokiej rozdzielczości?

A. HRCT
B. SPECT
C. PTCA
D. EPCW
Prawidłowy skrót to HRCT, czyli High Resolution Computed Tomography – po polsku tomografia komputerowa wysokiej rozdzielczości. Jest to specjalny protokół badania TK, stosowany głównie do bardzo dokładnej oceny miąższu płuc. Różni się od standardowej tomografii przede wszystkim ustawieniami technicznymi: używa się bardzo cienkich warstw (rzędu 0,5–1,5 mm), wysokiej rozdzielczości przestrzennej i odpowiednich filtrów rekonstrukcyjnych (tzw. filtry wysokiej rozdzielczości, „sharp kernel”). Dzięki temu można zobaczyć drobne struktury, jak oskrzeliki końcowe, przegrody międzypęcherzykowe czy wczesne zmiany śródmiąższowe, które na zwykłym TK mogłyby się „zgubić”. W praktyce klinicznej HRCT jest złotym standardem przy diagnostyce chorób śródmiąższowych płuc, rozedmy, zmian w przebiegu kolagenoz, sarkoidozy, a także przy ocenie powikłań po radioterapii klatki piersiowej. Bardzo często wykonuje się je w określonych fazach oddechu (wdech, czasem wydech) i z ograniczonym zakresem naświetlania, żeby zmniejszyć dawkę promieniowania, bo z natury cienkie warstwy zwiększają ekspozycję. Moim zdaniem warto zapamiętać, że HRCT to nie osobne urządzenie, tylko sposób wykonania badania na standardowym tomografie, zgodnie z zaleceniami towarzystw radiologicznych (np. standardy diagnostyki ILD). W opisach badań zawsze powinno się wyraźnie zaznaczać, że zastosowano protokół HRCT, bo ma to duże znaczenie dla dalszej interpretacji i porównywania badań w czasie.

Pytanie 8

Za wyrównanie ciśnienia między uchem środkowym a otoczeniem odpowiada

A. przewód słuchowy.
B. narząd Cortiego.
C. trąbka słuchowa.
D. błona bębenkowa.
Prawidłowo wskazana została trąbka słuchowa, nazywana też trąbką Eustachiusza. To właśnie ten przewód łączy jamę bębenkową ucha środkowego z nosową częścią gardła i odpowiada za wyrównywanie ciśnienia między uchem a otoczeniem. W normalnych warunkach trąbka słuchowa jest częściowo zamknięta i otwiera się przy przełykaniu, ziewaniu, żuciu – wtedy do jamy bębenkowej dostaje się powietrze i ciśnienie po obu stronach błony bębenkowej się wyrównuje. Dzięki temu błona bębenkowa może swobodnie drgać, a przewodzenie dźwięku jest prawidłowe. W praktyce bardzo dobrze to widać przy zmianach wysokości, np. w windzie, samolocie czy w górach – uczucie „zatkanego ucha” mija, gdy kilka razy przełkniemy ślinę, napijemy się wody albo ziewniemy. To właśnie aktywacja trąbki słuchowej. W otolaryngologii i audiometrii zwraca się dużą uwagę na drożność trąbki słuchowej, bo jej zaburzenia prowadzą do podciśnienia w jamie bębenkowej, wysięku, nawracających zapaleń ucha środkowego i przewodzeniowego ubytku słuchu. W testach impedancyjnych (tympanometria) nieprawidłowe ciśnienie w uchu środkowym jest jednym z podstawowych parametrów oceny. Moim zdaniem warto też kojarzyć, że przy niedrożności trąbki słuchowej stosuje się proste manewry, jak próba Valsalvy czy manewr Toynbee, a w poważniejszych przypadkach leczenie laryngologiczne, czasem nawet drenaż jamy bębenkowej. To są takie bardzo praktyczne sytuacje, które potem wracają w pracy z pacjentem i w interpretacji badań audiometrycznych.

Pytanie 9

Którą patologię uwidoczniono w badaniu angiograficznym?

Ilustracja do pytania
A. Cystę mózgu.
B. Guza mózgu.
C. Stenozę naczyń mózgowych.
D. Tętniaka naczyń mózgowych.
Na przedstawionej angiografii widoczna jest typowa dla tętniaka naczyń mózgowych, dobrze odgraniczona, okrągła struktura wypełniona kontrastem, która uchodzi z jednej z tętnic mózgowych. Ma ona charakter tzw. workowatego poszerzenia światła naczynia, z wyraźną szyją tętniaka i zachowanym przepływem w tętnicy macierzystej. W badaniu DSA (digital subtraction angiography) takie ognisko kontrastowania, zlokalizowane na przebiegu tętnicy, jest klasycznym obrazem tętniaka, a nie guza czy torbieli. W praktyce klinicznej właśnie angiografia jest złotym standardem w ocenie tętniaków – pozwala dokładnie ocenić wielkość, szyję, kształt, relacje do sąsiednich naczyń i drobnych gałązek. Od tej oceny zależy później dobór metody leczenia: klipsowanie neurochirurgiczne albo leczenie wewnątrznaczyniowe (np. coilowanie, stent‑assisted coiling, flow diverter). Moim zdaniem warto zapamiętać, że na angiografii szukamy zmian w obrębie światła naczynia, a nie masy uciskającej z zewnątrz. Guzy mózgu i cysty lepiej widać w TK lub MR, natomiast tętniaki i stenozy najlepiej ocenia się właśnie w badaniu naczyniowym z kontrastem. W codziennej pracy technika radiologii kluczowe jest prawidłowe przygotowanie pacjenta, dobór projekcji (często kilka rzutów tej samej tętnicy) i odpowiednio szybkie podanie kontrastu, żeby nie przeoczyć wypełniania tętniaka ani fazy żylnej. Dobra jakość obrazów ma realny wpływ na bezpieczeństwo chorego, bo od dokładnej angiografii zależy, czy neurochirurg lub radiolog interwencyjny będzie mógł bezpiecznie zaplanować zabieg.

Pytanie 10

Które odprowadzenie elektrokardiograficzne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Odprowadzenie aVL
B. Odprowadzenie II
C. Odprowadzenie aVR
D. Odprowadzenie I
Na rysunku pokazano klasyczne odprowadzenie kończynowe dwubiegunowe I – elektroda ujemna znajduje się na prawym przedramieniu, a elektroda dodatnia na lewym przedramieniu. W układzie Einthovena odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną i patrzy na serce mniej więcej z lewej strony klatki piersiowej, poziomo. To właśnie dlatego w prawidłowym zapisie EKG w odprowadzeniu I zespół QRS i załamek P są najczęściej dodatnie – fala depolaryzacji komór i przedsionków biegnie zasadniczo w kierunku elektrody dodatniej na lewym ramieniu. W praktyce technik EKG powinien kojarzyć: prawa ręka – kolor czerwony (minus), lewa ręka – żółty (plus) w standardzie IEC, bo pomyłka przewodów od razu zmienia obraz odprowadzenia I i może prowadzić do fałszywej interpretacji osi serca. Moim zdaniem to jedno z podstawowych odprowadzeń, na których najlepiej widać zaburzenia przewodzenia przedsionkowo–komorowego czy zmianę osi elektrycznej, zwłaszcza gdy porównamy je z odprowadzeniem II i aVF. Przy analizie EKG dobrze jest pamiętać trójkąt Einthovena: I biegnie od prawej ręki do lewej, II od prawej ręki do lewej nogi, III od lewej ręki do lewej nogi. Dzięki temu łatwiej w głowie odtworzyć kierunek patrzenia każdego odprowadzenia i zrozumieć, skąd biorą się dodatnie lub ujemne załamki. W dobrze wykonanym badaniu, z prawidłowo założonymi elektrodami, odprowadzenie I jest stabilne, ma mało artefaktów z mięśni obręczy barkowej i stanowi bardzo wygodny punkt odniesienia do oceny rytmu zatokowego, szerokości zespołów QRS i obecności drobnych zmian niedokrwiennych w ścianie bocznej lewej komory.

Pytanie 11

Hiperfrakcjonowanie dawki w teleradioterapii polega na napromienianiu 2 do 3 razy dziennie dawką frakcyjną

A. większą niż 2 Gy i wydłużeniu całkowitego czasu leczenia.
B. większą niż 2 Gy bez zmiany całkowitego czasu leczenia.
C. mniejszą niż 2 Gy i wydłużeniu całkowitego czasu leczenia.
D. mniejszą niż 2 Gy bez zmiany całkowitego czasu leczenia.
Poprawnie – w hiperfrakcjonowaniu w teleradioterapii kluczowe są dwie rzeczy: dawka frakcyjna jest mniejsza niż standardowe 2 Gy oraz całkowity czas leczenia zasadniczo się nie wydłuża. Czyli zamiast np. 1 × 2 Gy dziennie, pacjent dostaje 2–3 frakcje po ok. 1,1–1,2 Gy każda, ale cały plan (np. 6–7 tygodni) trwa podobnie jak w klasycznym schemacie. Z punktu widzenia radiobiologii chodzi o wykorzystanie różnic w zdolności do naprawy uszkodzeń DNA między guzem a zdrowymi tkankami. Mniejsza dawka na frakcję lepiej chroni tkanki późno reagujące (np. rdzeń kręgowy, nerki), a jednocześnie większa liczba frakcji pozwala podnieść całkowitą dawkę biologicznie skuteczną dla guza. Moim zdaniem to jest jeden z fajniejszych przykładów, jak teoria frakcji i model liniowo-kwadratowy (parametry α/β) przekładają się na praktykę. Nowotwory o wysokim współczynniku α/β (np. rak głowy i szyi, część guzów dziecięcych) szczególnie korzystają z takiego schematu, bo są wrażliwe na sumaryczną dawkę, a mniej na wielkość pojedynczej frakcji. W praktyce klinicznej wymaga to dobrej organizacji pracy ośrodka: dokładnego planowania czasów między frakcjami (minimum 6 godzin przerwy), pilnowania harmonogramu i bardzo precyzyjnej kontroli jakości ustawienia pacjenta przy każdym naświetlaniu. W wytycznych wielu towarzystw onkologicznych podkreśla się, że przy hiperfrakcjonowaniu nie chodzi o „wydłużanie leczenia”, tylko o modyfikację podziału dawki przy zachowaniu podobnego czasu całkowitego, tak żeby zwiększyć szansę wyleczenia przy akceptowalnej toksyczności późnej.

Pytanie 12

Na przekroju poprzecznym rezonansu magnetycznego strzałką oznaczono

Ilustracja do pytania
A. trzustkę.
B. śledzionę.
C. żołądek.
D. wątrobę.
Strzałka na przekroju poprzecznym MR pokazuje wątrobę – duży, jednorodny narząd położony w prawym górnym kwadrancie jamy brzusznej, przylegający do przepony i ściany brzucha. Na typowych obrazach przekroju poprzecznego (axial) wątroba zajmuje znaczną część prawej strony obrazu, otacza żyłę główną dolną, a jej krawędź jest lekko zaokrąglona. W rezonansie magnetycznym rozpoznajemy ją nie tylko po lokalizacji, ale też po charakterystycznym, stosunkowo jednorodnym sygnale miąższu oraz obecności struktur naczyniowych – żyły wrotnej i żył wątrobowych. W praktyce klinicznej poprawne rozpoznawanie wątroby na MR jest kluczowe przy ocenie zmian ogniskowych, takich jak naczyniaki, przerzuty czy ogniska HCC, oraz przy planowaniu biopsji czy zabiegów interwencyjnych. Radiolodzy, zgodnie z dobrymi praktykami (ESR, EASL), zawsze zaczynają opis jamy brzusznej od oceny wątroby: wielkości, jednorodności miąższu, zarysów brzegu, cech marskości, obecności płynu w jamie otrzewnej. Moim zdaniem opanowanie anatomii wątroby w obrazowaniu to podstawa, bo ten narząd jest punktem odniesienia do orientacji w całym badaniu. W technice MR ważne jest też świadome dobranie sekwencji: T1, T2, sekwencje z saturacją tłuszczu oraz fazy po kontraście paramagnetycznym, które pozwalają odróżnić prawidłowy miąższ od zmian patologicznych. W codziennej pracy technika elektroradiologii umiejętność szybkiego rozpoznania wątroby na skanach pomaga prawidłowo zaplanować zakres badania, ustawić odpowiednie pola widzenia (FOV) i ocenić, czy pacjent był dobrze wypozycjonowany.

Pytanie 13

Który załamek odzwierciedla repolaryzację komór w zapisie EKG?

A. R
B. T
C. P
D. Q
Prawidłowa odpowiedź to załamek T, bo właśnie on odzwierciedla repolaryzację komór w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG. Mówiąc prościej: depolaryzacja komór to zespół QRS, a powrót ich błony komórkowej do stanu wyjściowego (czyli repolaryzacja) zapisuje się jako załamek T. W praktyce klinicznej obserwacja kształtu, wysokości i kierunku załamka T jest kluczowa np. w rozpoznawaniu niedokrwienia mięśnia sercowego, zawału, zaburzeń elektrolitowych (zwłaszcza potasu i wapnia) czy działań niepożądanych niektórych leków, np. antyarytmicznych. W dobrych standardach opisu EKG zawsze ocenia się załamki P, zespół QRS, odcinek ST i załamek T – nie można go pomijać, bo często to właśnie subtelna zmiana T jest pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak. Moim zdaniem, jeżeli ktoś chce dobrze ogarniać EKG w praktyce, powinien wyrobić sobie nawyk porównywania załamka T w poszczególnych odprowadzeniach, zwracając uwagę czy jest symetryczny, czy spłaszczony, czy odwrócony. W ratownictwie medycznym czy na oddziale intensywnej terapii szybkie wychwycenie wysokich, ostro zakończonych załamków T może sugerować hiperkaliemię, co jest potencjalnie stanem zagrożenia życia. Z kolei głębokie, ujemne załamki T w odprowadzeniach przedsercowych mogą wskazywać na świeże niedokrwienie lub tzw. zespół Wellensa. W technice diagnostyki elektromedycznej ważne jest też, żeby pamiętać, że artefakty, złe przyleganie elektrod czy napięcie mięśni pacjenta mogą zniekształcać załamek T, dlatego zawsze warto oceniać EKG w kontekście klinicznym i jakości zapisu, zgodnie z obowiązującymi standardami opisów EKG.

Pytanie 14

Na prawidłowo wykonanym zdjęciu zatok w projekcji PA górny zarys piramid rzutuje się

A. na dolny brzeg oczodołu.
B. powyżej zatok szczękowych.
C. poniżej zatok szczękowych.
D. poniżej dolnego brzegu oczodołu.
Prawidłowa odpowiedź „poniżej zatok szczękowych” wynika z zasad pozycjonowania czaszki przy zdjęciu zatok w projekcji PA (często opisywanej jako PA Waters lub podobna modyfikacja). Przy prawidłowo ułożonym pacjencie promień centralny przechodzi przez potylicę i nos, a głowa jest tak pochylona, żeby piramidy kości skroniowych zostały „wyprowadzone” z rzutu zatok szczękowych. Dzięki temu górny zarys piramid kości skroniowych rzutuje się poniżej dolnej granicy zatok szczękowych, czyli nie nachodzi na ich światło. To jest kluczowy element oceny jakości zdjęcia – jeżeli piramidy zachodzą na zatoki, badanie jest po prostu źle wykonane i interpretacja może być mocno utrudniona. W praktyce technik sprawdza na monitorze, czy zatoki szczękowe są całkowicie przejaśnione (lub wypełnione patologią), a struktury kostne podstawy czaszki, zwłaszcza piramidy, są odsunięte w dół. Moim zdaniem warto kojarzyć to z prostym obrazem: zatoki mają być „czyste w kadrze”, a piramidy „schowane” poniżej nich. W podręcznikach z techniki radiologicznej podkreśla się też, że taki układ pozwala na lepszą ocenę poziomów płynu, zgrubień śluzówki, polipów i innych zmian zapalnych w zatokach szczękowych. W codziennej pracy, jeśli widzisz piramidy przechodzące przez środek zatok, to pierwsza myśl powinna być: nieprawidłowy kąt zgięcia głowy albo zła pozycja brody – i badanie należałoby powtórzyć, zanim lekarz zacznie opisywać.

Pytanie 15

Hałas podczas badania tomografii rezonansu magnetycznego jest efektem ubocznym pracy

A. cewek odbiorczych.
B. magnesu stałego.
C. przesuwu stołu.
D. cewek gradientowych.
Hałas w czasie badania rezonansu magnetycznego rzeczywiście pochodzi głównie od cewek gradientowych i to jest bardzo charakterystyczna cecha pracy aparatu MR. Cewki gradientowe to elementy, które nakładają na stałe pole magnetyczne dodatkowe, szybko zmieniające się pola o określonym kierunku i natężeniu. Dzięki nim aparat może lokalizować sygnał w przestrzeni, czyli „wie”, z którego miejsca w ciele pochodzi emitowany sygnał rezonansowy. Problem w tym, że te cewki są bardzo szybko włączane i wyłączane z dużą częstotliwością i natężeniem prądu. Zgodnie z prawem Ampere’a i siłami Lorentza, w silnym polu magnetycznym działają na nie duże siły mechaniczne. Cewki wtedy dosłownie drgają i uderzają o swoje mocowania, co my słyszymy jako głośne stukanie, pukanie, czasem wręcz „wiercenie” albo „młot pneumatyczny”. W praktyce im szybsze sekwencje i im większa amplituda gradientów (np. sekwencje echo-planarne w badaniach neurologicznych czy fMRI), tym hałas jest większy. Dlatego zgodnie z dobrą praktyką i normami BHP pacjent powinien zawsze otrzymać ochronę słuchu: zatyczki lub słuchawki, czasem z muzyką, żeby poprawić komfort. W nowocześniejszych skanerach producenci stosują tzw. quiet sequences, lepsze mocowanie cewek i dodatkowe wygłuszenia gantry, ale całkowicie hałasu wyeliminować się nie da, bo wynika on z samej fizyki działania gradientów. Warto też pamiętać, że sam magnes (czy to stały, czy nadprzewodzący) pracuje praktycznie bezgłośnie – gdyby wyłączyć gradienty, w tunelu byłoby prawie cicho. Z mojego doświadczenia dobrze jest zawczasu uprzedzić pacjenta, że hałas jest normalny, nie oznacza awarii aparatu, tylko intensywną pracę cewek gradientowych – to zmniejsza stres i poprawia współpracę podczas badania.

Pytanie 16

Po podaniu kontrastu obraz zmian nowotworowych w badaniu MR najlepiej uwidacznia się w sekwencji

A. DWI
B. T2
C. T1
D. DIXON
Prawidłowa odpowiedź to sekwencja T1 po podaniu środka kontrastowego. W badaniach MR z kontrastem (najczęściej gadolinowym) to właśnie obrazy T1‑zależne są standardem do oceny wzmocnienia patologicznych zmian, w tym nowotworowych. Środek kontrastowy skraca czas relaksacji T1 tkanek, w których się gromadzi, przez co te struktury stają się jaśniejsze (hiperintensywne) na obrazach T1. Dzięki temu dużo łatwiej odróżnić aktywną zmianę nowotworową od tkanek prawidłowych, blizny czy zmian martwiczych. W codziennej praktyce radiologicznej praktycznie każdy protokół onkologiczny MR zawiera sekwencje T1 przed i po kontraście, często w kilku płaszczyznach, czasem z subtrakcją (odejmowaniem obrazu przed kontrastem od obrazu po kontraście), żeby jeszcze wyraźniej pokazać samo wzmocnienie. Moim zdaniem to jest absolutna podstawa, coś jak alfabet w MR. Przykład praktyczny: w MR mózgu z podejrzeniem guza oceniamy wzmocnienie guza, obszary nacieku, obecność pierścieniowego wzmocnienia – wszystko na obrazach T1 po kontraście. Podobnie w MR kręgosłupa oceniamy przerzuty do trzonów kręgów czy naciek kanału kręgowego, właśnie w T1 po kontraście. W MR piersi, prostaty, wątroby – wszędzie kluczowa informacja o unaczynieniu guza i jego aktywności biologicznej pochodzi z dynamiki i stopnia wzmocnienia w sekwencjach T1‑zależnych. Dobre praktyki mówią też, żeby zawsze interpretować obrazy T1 po kontraście razem z innymi sekwencjami (T2, DWI), ale jeśli chodzi o „pokazanie” wzmocnienia nowotworu po podaniu kontrastu, to złotym standardem jest właśnie T1.

Pytanie 17

Do badania MR nadgarstka pacjenta należy ułożyć

A. na brzuchu, badana ręka ułożona wzdłuż ciała.
B. na plecach, badana ręka ułożona wzdłuż ciała.
C. na plecach, badana ręka wyciągnięta ponad głowę.
D. na brzuchu, badana ręka wyciągnięta ponad głowę.
Poprawna odpowiedź wskazuje klasyczne, zalecane ułożenie pacjenta do badania MR nadgarstka: na brzuchu (pozycja pronacyjna), z badaną ręką wyciągniętą ponad głowę, tak żeby nadgarstek znalazł się w centrum cewki nadgarstkowej i w izocentrum magnesu. Taka pozycja wynika z praktyki pracowni rezonansu i z zaleceń producentów cewek oraz systemów MR – chodzi o uzyskanie jak najwyższego SNR (stosunku sygnału do szumu) i minimalizację artefaktów ruchowych. Gdy ręka jest wyciągnięta do góry, łatwiej jest precyzyjnie ułożyć nadgarstek w cewce powierzchniowej, ograniczyć ruchy palców i przedramienia oraz ustabilizować staw za pomocą klinów, gąbek i pasów mocujących. Z mojego doświadczenia technicy często podkreślają, że w tej pozycji łatwiej też „odsunąć” bark i tułów od pola obrazowania, co zmniejsza ryzyko artefaktów od oddechu i pracy mięśni obręczy barkowej. W praktyce klinicznej taka pozycja dobrze sprawdza się zwłaszcza przy badaniach wysokopolowych (1,5 T i 3 T), gdzie bardzo ważne jest dokładne pozycjonowanie w izocentrum i właściwe dopasowanie cewki nadgarstkowej. Dodatkowo, pozycja na brzuchu z ręką nad głową umożliwia wygodne podłączenie cewek dedykowanych, prowadzenie cewek kablowych tak, żeby nie tworzyły pętli oraz bezpieczne ułożenie przewodów, co jest zgodne z zasadami bezpieczeństwa MR. W dobrych praktykach przyjmuje się też, że przed rozpoczęciem sekwencji warto sprawdzić, czy pacjent jest w stanie utrzymać tę pozycję przez cały czas badania – jeśli tak, zwykle uzyskujemy bardzo dobre, ostre obrazy stawu nadgarstkowego, ścięgien, więzadeł i kości nadgarstka, co ma kluczowe znaczenie np. przy urazach sportowych, podejrzeniu jałowej martwicy, zmian przeciążeniowych czy ocenie więzadła scapholunate.

Pytanie 18

Fistulografia to badanie kontrastowe

A. naczyń włosowatych.
B. naczyń tętniczych.
C. przetok.
D. żylaków.
Fistulografia to klasyczne badanie kontrastowe wykonywane właśnie w przypadku przetok, czyli nieprawidłowych połączeń między narządami, jamami ciała albo skórą. Kluczowe jest tu to, że kontrast podaje się bezpośrednio do światła przetoki – przez zewnętrzny otwór skórny albo przez dren – a nie do naczynia krwionośnego. Dzięki temu na zdjęciach RTG dokładnie widać przebieg kanału przetoki, jego długość, szerokość, ewentualne rozgałęzienia i połączenia z sąsiednimi strukturami. W praktyce klinicznej fistulografia jest szczególnie ważna np. przy przetokach okołoodbytniczych, pooperacyjnych, jelitowo-skórnych czy przetokach w obrębie układu moczowego. Umożliwia chirurgowi zaplanowanie zabiegu – gdzie ciąć, czego się spodziewać, które odcinki przetoki są martwicze, a które jeszcze drożne. Z mojego doświadczenia nauki w pracowni RTG największym plusem jest to, że badanie jest relatywnie proste technicznie: potrzebny jest środek cieniujący (zwykle jodowy, czasem wodnorozpuszczalny, żeby nie podrażniał tkanek) i aparat RTG z możliwością fluoroskopii. Ważne są też zasady dobrej praktyki: delikatne wprowadzenie kaniuli do przetoki, powolne podawanie kontrastu, unikanie nadmiernego ciśnienia, żeby nie rozerwać ścian kanału. Zwraca się też uwagę na pozycjonowanie pacjenta – tak, aby cały przebieg przetoki był w polu obrazowania. W nowocześniejszych ośrodkach stosuje się czasem połączenie fistulografii z TK (tzw. CT-fistulografia), co daje jeszcze dokładniejszą ocenę relacji przetoki do narządów sąsiadujących. Mimo rozwoju USG i TK, klasyczna fistulografia nadal jest uznawana za wartościowe, tanie i dość łatwo dostępne badanie obrazowe w diagnostyce przetok.

Pytanie 19

W obrazowaniu MR do uwidocznienia naczyń krwionośnych jest stosowana sekwencja

A. STIR
B. DWI
C. EPI
D. TOF
Prawidłowa odpowiedź to TOF, czyli technika Time of Flight. Jest to specjalny rodzaj angiografii MR (MRA), który wykorzystuje zjawisko napływu świeżej, niespoczynkowej krwi do warstwy obrazowania. Krew płynąca w naczyniach ma inny stan namagnesowania niż otaczające ją tkanki stacjonarne, dzięki czemu w odpowiednio zaprojektowanej sekwencji gradientowo-echo (GRE) naczynia wychodzą bardzo jasno na tle przytłumionych tkanek. Moim zdaniem to jedna z fajniejszych sztuczek fizycznych w MR, bo pozwala zobaczyć naczynia bez podawania kontrastu. W praktyce klinicznej TOF stosuje się głównie do oceny tętnic wewnątrzczaszkowych, tętnic szyjnych, czasem tętnic kręgowych i koła Willisa. Standardem jest 3D TOF w badaniach neuroangiograficznych – daje wysoką rozdzielczość przestrzenną, możliwość rekonstrukcji MIP (maximum intensity projection) oraz dobre uwidocznienie zwężeń, tętniaków czy malformacji naczyniowych. W badaniach wydolności tętnic szyjnych często łączy się TOF z sekwencjami T1 i T2, żeby jednocześnie ocenić zarówno światło naczynia, jak i blaszkę miażdżycową. Warto też kojarzyć, że TOF jest techniką niekontrastową, w przeciwieństwie do klasycznej angiografii kontrastowej czy MRA z gadolinem – szczególnie ważne u pacjentów z niewydolnością nerek, gdzie unikamy kontrastu. Dobrą praktyką jest odpowiednie ustawienie kierunku przepływu względem płaszczyzny skanowania, bo TOF najlepiej działa, gdy krew napływa prostopadle do warstwy. Jeśli przepływ jest bardzo wolny albo bardzo turbulentny, kontrast naczyń może się pogarszać, więc technik musi świadomie dobrać parametry TR, flip angle i grubość warstw. W diagnostyce radiologicznej TOF jest po prostu podstawowym narzędziem do nieinwazyjnej oceny naczyń w MR bez kontrastu.

Pytanie 20

Na radiogramie uwidoczniono złamanie

Ilustracja do pytania
A. nasady dalszej kości łokciowej.
B. trzonu kości łokciowej.
C. trzonu kości promieniowej.
D. nasady dalszej kości promieniowej.
Na przedstawionym radiogramie wyraźnie widać, że linia złamania przebiega przez środkowy odcinek kości promieniowej, czyli jej trzon. Nasada dalsza znajduje się w okolicy stawu promieniowo-nadgarstkowego, tuż przy nadgarstku, natomiast na zdjęciu złamanie jest położone zdecydowanie wyżej, w części diafizalnej kości. Charakterystyczny jest obraz przerwania ciągłości warstwy korowej w odcinku środkowym kości oraz przemieszczenie odłamów, co typowo opisuje się jako złamanie trzonu. Z mojego doświadczenia w pracowni RTG duża część pomyłek wynika właśnie z mylenia „nasady dalszej” z „trzonem”, dlatego warto sobie w głowie dzielić kość na trzy strefy: nasada bliższa, trzon, nasada dalsza i patrzeć, gdzie faktycznie wypada złamanie. W praktyce klinicznej rozpoznanie złamania trzonu kości promieniowej ma wpływ na dalsze postępowanie – inaczej unieruchamia się typowe złamania nasady dalszej (np. typu Collesa), a inaczej złamania diafizalne. W przypadku trzonu kości promieniowej częściej rozważa się leczenie operacyjne, szczególnie przy dużym przemieszczeniu, żeby przywrócić prawidłową oś kończyny i rotację przedramienia. Dobrą praktyką w diagnostyce obrazowej jest też ocena całej kości w co najmniej dwóch prostopadłych projekcjach, tak jak uczą standardy radiologiczne – AP i boczna – bo czasem złamanie trzonu jest widoczne tylko w jednej projekcji lub wygląda łagodniej niż jest w rzeczywistości. Tutaj obraz jest na tyle wyraźny, że rozpoznanie złamania trzonu kości promieniowej jest jednoznaczne i zgodne z zasadami opisu RTG kończyn górnych.

Pytanie 21

Na ilustracji przedstawiono pozycjonowanie pacjentki do badania mammograficznego w projekcji

Ilustracja do pytania
A. stycznej.
B. kleopatry.
C. dolinowej.
D. skośnej.
Prawidłowo rozpoznana została projekcja skośna (MLO – mediolateral oblique), która jest jedną z dwóch podstawowych projekcji w mammografii skriningowej i klinicznej. Na ilustracji widać charakterystyczne ustawienie: głowica i płyta dociskowa są ustawione pod kątem, a pierś wraz z fałdem pachowym jest „wyciągnięta” na detektor. Technicznie chodzi o to, żeby w tej projekcji uwidocznić jak najdłuższy odcinek tkanki gruczołowej, w tym ogon Spence’a, czyli fragment piersi wchodzący w dół pachowy. To właśnie w tej okolicy często lokalizują się zmiany nowotworowe, dlatego poprawne pozycjonowanie ma kluczowe znaczenie. W praktyce technik ustawia wysokość aparatu tak, aby kąt nachylenia płyty kompresyjnej był zbliżony do kąta nachylenia mięśnia piersiowego większego. Następnie dąży do tego, by na obrazie mięsień piersiowy był widoczny aż do poziomu brodawki lub niżej, a brodawka była możliwie w projekcji bocznej (bez rotacji). Z mojego doświadczenia to właśnie projekcja skośna jest najtrudniejsza technicznie, ale jednocześnie najbardziej diagnostyczna, bo obejmuje największą objętość gruczołu. Standardy jakości, m.in. EUREF i wytyczne Polskiego Towarzystwa Radiologicznego, mocno podkreślają, że prawidłowo wykonane MLO musi pokazywać dobrze ujęty fałd pachowy, brak zagięć skóry i odpowiednią kompresję piersi. Dzięki temu radiolog może wiarygodnie ocenić mikrozwapnienia, zgrubienia, architekturę miąższu oraz porównać symetrię obu piersi. W codziennej pracy warto wyrobić sobie nawyk kontroli kilku punktów: widoczność mięśnia piersiowego, położenie brodawki, równomierną kompresję i brak „ścięcia” górnych części piersi – to praktyczne kryteria dobrej projekcji skośnej.

Pytanie 22

Podczas wykonywania zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej w celu ochrony radiologicznej pacjenta należy zastosować

A. fartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta.
B. półfartuch ołowiowy założony z przodu pacjenta.
C. fartuch ołowiowy założony z przodu pacjenta.
D. półfartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta.
Prawidłowo wskazany został półfartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta. W projekcji PA klatki piersiowej pacjent stoi przodem do detektora, a lampa rentgenowska znajduje się z tyłu. To oznacza, że pierwotna wiązka promieniowania wchodzi od strony pleców, przechodzi przez klatkę piersiową i pada na detektor przed pacjentem. Z punktu widzenia ochrony radiologicznej właśnie od strony źródła promieniowania trzeba zabezpieczyć te okolice, które nie są przedmiotem badania, np. narządy rozrodcze, część jamy brzusznej czy tarczycę w pewnych ustawieniach. Półfartuch ołowiowy zakładany z tyłu osłania obszary znajdujące się bezpośrednio „po drodze” wiązki pierwotnej, a jednocześnie nie przysłania pola obrazowania klatki piersiowej, więc nie psuje zdjęcia. W praktyce klinicznej zgodnie z zasadą ALARA i wytycznymi ochrony radiologicznej unika się osłaniania tych części ciała, które mają być dokładnie zobrazowane, bo ołów powoduje artefakty i może zasłonić istotne struktury, np. fragment płuca czy śródpiersia. Dlatego fartuch z przodu w projekcji PA nie ma sensu – promieniowanie już przeszło przez pacjenta, a dodatkowo istnieje ryzyko, że krawędź fartucha wejdzie w pole obrazowania. Moim zdaniem dobrze jest zapamiętać prostą zasadę praktyczną: w standardowym RTG klatki piersiowej PA – osłona od strony lampy, czyli z tyłu; w innych projekcjach zawsze myślimy, skąd idzie wiązka i co chcemy chronić, żeby z jednej strony nie zwiększać niepotrzebnie dawki, a z drugiej nie utrudniać diagnostyki.

Pytanie 23

W medycznym przyspieszaczu liniowym jest generowana wiązka fotonów o energii w zakresie

A. 4-25 MeV
B. 0,1-0,3 MeV
C. 100-150 MeV
D. 1-3 MeV
Prawidłowy zakres 4–25 MeV bardzo dobrze pasuje do typowego medycznego przyspieszacza liniowego używanego w radioterapii zdalnej (teleterapii). W linaku medycznym przyspiesza się elektrony do energii rzędu kilku–kilkunastu MeV, a następnie kieruje je na tarczę wolframową. W wyniku hamowania elektronów w materiale tarczy powstaje promieniowanie hamowania (bremsstrahlung) – właśnie wiązka fotonów o energii maksymalnej zbliżonej do energii elektronów, czyli np. 6 MV, 10 MV, 15 MV itd. W praktyce klinicznej stosuje się najczęściej energie fotonów 4–6 MV dla płycej położonych zmian i 10–18 MV dla głębiej leżących guzów, żeby uzyskać odpowiedni rozkład dawki w tkankach, tzw. efekt build-up i oszczędzić skórę. Moim zdaniem warto zapamiętać, że te energie są dużo wyższe niż w diagnostyce obrazowej, bo tu już mówimy o dawkach terapeutycznych, a nie tylko o tworzeniu obrazu. W planowaniu radioterapii fizyk medyczny dobiera energię fotonów właśnie z tego przedziału, uwzględniając głębokość guza, gęstość tkanek po drodze i wymagania dotyczące ochrony narządów krytycznych. Standardy radioterapii (np. IAEA, ESTRO) opisują linaki z energiami fotonów typowo 4–25 MV jako złoty standard w nowoczesnej teleterapii. Warto też pamiętać, że ta energia fotonów przekłada się na wymagania osłonowe bunkra – ściany z betonu mają zwykle kilkadziesiąt cm grubości, właśnie dlatego, że pracujemy w zakresie kilku–kilkudziesięciu MeV. W praktyce technika radioterapii to jest Twój chleb powszedni: dobór odpowiedniego pola, kolimatora MLC, weryfikacja ustawienia pacjenta – wszystko to zakłada, że wiązka fotonowa ma energię z tego zakresu i tak jest też opisywana w planie leczenia i w dokumentacji dawki.

Pytanie 24

Jakie źródła promieniowania stosowane są w brachyterapii?

A. Otwarte emitujące tylko promieniowanie cząsteczkowe.
B. Zamknięte emitujące promieniowanie cząsteczkowe i fotonowe.
C. Otwarte emitujące promieniowanie cząsteczkowe i fotonowe.
D. Zamknięte emitujące tylko promieniowanie cząsteczkowe.
Wątpliwości wokół tego pytania zwykle wynikają z mieszania pojęć z medycyny nuklearnej i radioterapii. W brachyterapii kluczowe jest to, że stosuje się źródła promieniowania zamknięte, a nie otwarte. Źródło otwarte to takie, które może się przemieszczać, rozlać, być wchłonięte do organizmu – typowy przykład to radiofarmaceutyki podawane dożylnie czy doustnie w medycynie nuklearnej, np. jod-131 w leczeniu tarczycy. W brachyterapii byłoby to kompletnie niepraktyczne i niebezpieczne, bo celem jest bardzo precyzyjne, geometrycznie stabilne napromienianie guza, a nie ogólne rozprowadzenie izotopu po całym organizmie. Dlatego odpowiedzi sugerujące „źródła otwarte” wynikają raczej z automatycznego skojarzenia: promieniowanie jonizujące = radioizotopy podawane pacjentowi. Tutaj jest odwrotnie, izotop jest zamknięty w aplikatorze, igle czy kapsule. Druga pułapka dotyczy typu emitowanego promieniowania. Część osób sądzi, że w brachyterapii stosuje się tylko promieniowanie cząsteczkowe, bo kojarzą igły czy druty z jakąś formą „bombardowania” cząstkami. Tymczasem większość klasycznych źródeł brachyterapeutycznych emituje przede wszystkim promieniowanie fotonowe (gamma, czasem X), a promieniowanie cząsteczkowe, jeśli występuje, ma zwykle mniejszy zasięg i inne znaczenie kliniczne. Z punktu widzenia planowania dawki i algorytmów w systemach TPS istotne jest znane widmo fotonów oraz geometryczna konfiguracja zamkniętego źródła, a nie swobodne rozprzestrzenianie się radioizotopu. Mylenie tego z terapią izotopową w medycynie nuklearnej prowadzi do wniosku, że wystarczą „otwarte” źródła, co byłoby sprzeczne z zasadami ochrony radiologicznej, przepisami prawa i praktyką kliniczną. Standardy radioterapii (np. wytyczne ESTRO, IAEA) jasno podkreślają, że brachyterapia opiera się na szczelnych, kontrolowanych źródłach zamkniętych, które można bezpiecznie przechowywać w afterloaderze, precyzyjnie pozycjonować i okresowo testować pod kątem szczelności i aktywności. Dlatego odpowiedzi ograniczające się tylko do promieniowania cząsteczkowego lub mówiące o źródłach otwartych po prostu nie odzwierciedlają realnej technologii używanej w nowoczesnych pracowniach brachyterapii.

Pytanie 25

W której pozycji wykonuje się zdjęcie jamy brzusznej u pacjenta z podejrzeniem perforacji żołądka?

A. Leżącej na plecach.
B. Leżącej na brzuchu.
C. Stojącej bocznej.
D. Stojącej AP lub PA.
W diagnostyce perforacji żołądka kluczowe jest wykrycie wolnego powietrza w jamie otrzewnej, które naturalnie unosi się ku górze. Cała sztuka pozycjonowania pacjenta polega więc na takim ustawieniu, żeby to powietrze zgromadziło się w miejscu dobrze widocznym na zdjęciu. Typowym błędem jest intuicyjne myślenie: „skoro chcę zobaczyć jamę brzuszną, to wystarczy dowolne zdjęcie brzucha”, bez uwzględnienia fizyki rozkładu gazu. Pozycja stojąca boczna teoretycznie może pokazać wolne powietrze, ale nie jest standardem w ocenie perforacji przewodu pokarmowego. W praktyce bardzo rzadko się ją zleca w tym wskazaniu, bo trudniej jest jednoznacznie ocenić symetryczne zbieranie się gazu pod obiema kopułami przepony. Dodatkowo pacjent z ostrym brzuchem często ma problem z utrzymaniem stabilnej, bocznej pozycji stojącej, co obniża jakość badania i wiarygodność oceny. Pozycja leżąca na brzuchu jest wręcz niekorzystna przy podejrzeniu perforacji. W tej pozycji wolne powietrze przemieszcza się do przedniej części jamy brzusznej i rozkłada się cienką warstwą, przez co na klasycznym zdjęciu przeglądowym staje się praktycznie niewidoczne. Z mojego doświadczenia to jest jeden z takich pomysłów „na logikę”, które niestety kompletnie nie sprawdzają się w realnej radiologii. Leżenie na plecach, czyli klasyczna pozycja supinacyjna, też nie jest dobrym wyborem do poszukiwania niewielkich ilości wolnego powietrza. Gaz zbiera się wtedy pod przednią ścianą jamy brzusznej, a na zdjęciu AP leżącym nakłada się na cienie jelit i innych struktur, co bardzo utrudnia rozpoznanie. Owszem, przy masywnej perforacji można czasem coś zauważyć nawet na takim zdjęciu, ale czułość jest dużo niższa niż w pozycji stojącej z widocznymi kopułami przepony. Typowy błąd myślowy polega na skupieniu się wyłącznie na „jamie brzusznej” bez pamiętania, że przy perforacji bardzo ważne jest też objęcie dolnych partii klatki piersiowej i przepony oraz wykorzystanie grawitacji. Dlatego w dobrych praktykach radiologicznych kładzie się nacisk na pozycję stojącą AP lub PA, a pozycje leżące i boczne traktuje się raczej jako mniej czułe lub awaryjne rozwiązania, gdy pacjent nie może stać.

Pytanie 26

W której projekcji należy wykonać badanie radiologiczne kręgosłupa lędźwiowego, by na otrzymanym zdjęciu wyrostki kręgów lędźwiowych układały się w charakterystyczny kształt piesków (teriera szkockiego)?

A. AP
B. Skośnej.
C. Bocznej.
D. PA
Prawidłowa jest projekcja skośna, bo właśnie w tym ułożeniu pacjenta wyrostki stawowe kręgów lędźwiowych ustawiają się względem siebie tak, że na obrazie RTG przypominają charakterystyczne „pieski”, często w literaturze nazywane „Scottie dog sign”. W projekcji skośnej najlepiej uwidaczniają się stawy międzywyrostkowe (stawy międzykręgowe tylne), czyli tzw. stawy międzykręgowe lędźwiowe. To one, razem z łukami kręgów, tworzą tę specyficzną sylwetkę psa: wyrostek kolczysty to ogon, wyrostek poprzeczny to pysk, nasada łuku to szyja, wyrostek stawowy górny to ucho, a wyrostek stawowy dolny to przednia łapa. W praktyce technik RTG układa pacjenta w pozycji AP skośnej pod kątem około 45° (czasem trochę mniej lub więcej, zależnie od budowy pacjenta), tak żeby promień centralny przechodził przez stawy międzywyrostkowe. Standardy wykonywania zdjęć kręgosłupa lędźwiowego zakładają, że projekcje skośne wykonuje się właśnie wtedy, gdy chcemy ocenić stawy międzywyrostkowe, podejrzewamy spondylolizę, spondylolistezę lub inne zmiany w łukach kręgów. Z mojego doświadczenia to pytanie często się pojawia na egzaminach, bo ten „piesek” to taki klasyczny obrazkowy sposób zapamiętania anatomii czynnościowej łuku kręgowego. Warto też pamiętać, że w typowym zestawie badań RTG L-S wykonuje się projekcję AP, boczną oraz – w razie wskazań – właśnie skośne, żeby „dostrzyc” to, czego nie widać dobrze na zdjęciu czołowym czy bocznym. To jest po prostu dobra praktyka w radiologii konwencjonalnej.

Pytanie 27

Który system informatyczny służy do archiwizacji i transmisji obrazów radiologicznych?

A. HL7
B. PACS
C. IHE
D. DICOM
PACS (Picture Archiving and Communication System) to dokładnie ten system, który w nowoczesnej radiologii „trzyma w ryzach” wszystkie obrazy – od RTG, przez TK i MR, aż po USG czy mammografię. Jego podstawowa rola to archiwizacja i transmisja obrazów radiologicznych w formie cyfrowej. Z mojego doświadczenia, bez PACS-u praca pracowni obrazowej szybko zamienia się w chaos: płyty CD, pendrive’y, wydruki na kliszach, gubiące się opisy. W dobrze działającym szpitalu obrazy z aparatu (np. tomografu komputerowego) są automatycznie wysyłane do PACS, gdzie są bezpiecznie przechowywane, opisywane przez radiologa i udostępniane lekarzom klinicznym na oddziałach. Technicznie PACS opiera się na standardzie DICOM – to w tym formacie obrazy są zapisywane i przesyłane. Sam DICOM to jednak tylko język i zasady komunikacji, a PACS jest całym systemem: serwery archiwizujące, stacje opisowe, przeglądarki obrazów, mechanizmy backupu i kontroli dostępu. W praktyce PACS współpracuje z RIS (Radiology Information System) i systemem szpitalnym HIS, dzięki czemu lekarz na oddziale może jednym kliknięciem otworzyć badanie pacjenta wraz z opisem, bez biegania po klisze. Dobre praktyki mówią też o redundancji (kopie zapasowe), szyfrowaniu transmisji oraz nadawaniu uprawnień użytkownikom, bo to są dane wrażliwe. Moim zdaniem znajomość roli PACS jest absolutnie podstawowa dla każdego, kto pracuje przy diagnostyce obrazowej – to takie „kręgosłup informatyczny” radiologii.

Pytanie 28

Który obraz MR mózgu został wykonany w sekwencji DWI?

A. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany został Obraz 2, ponieważ ma on typowe cechy sekwencji DWI (Diffusion Weighted Imaging). W DWI tło mózgowia jest stosunkowo jednorodne i dość ciemne, natomiast ogniska z ograniczoną dyfuzją wody (np. świeży udar niedokrwienny, ropień, niektóre guzy o dużej komórkowości) są bardzo jasne, wręcz „świecące”. Charakterystyczny jest też nieco gorszy kontrast anatomiczny niż w klasycznych sekwencjach T1- czy T2-zależnych oraz częste zniekształcenia geometryczne obrazu wynikające z użycia sekwencji echo-planar (EPI). Moim zdaniem, to właśnie to ziarniste tło, wysoki sygnał w patologii i specyficzny wygląd kory i jąder podstawy najbardziej „zdradzają”, że patrzymy na DWI. W praktyce klinicznej DWI jest złotym standardem w diagnostyce ostrego udaru – zgodnie z aktualnymi wytycznymi neurologicznymi i neuroradiologicznymi to ta sekwencja pozwala najwcześniej wychwycić niedokrwienie, często już po kilkunastu minutach od początku objawów, kiedy TK bywa jeszcze prawidłowa. Dodatkowo stosuje się ją do różnicowania zmian naczyniopochodnych z przewlekłymi leukopatiami, do oceny ropni (ograniczona dyfuzja w ropnym materiale) oraz w onkologii, gdzie współczynnik dyfuzji (ADC) pomaga ocenić złośliwość guza i odpowiedź na leczenie. W dobrze wykonanym badaniu MR mózgu w trybie ostrego dyżuru DWI jest zawsze w pakiecie podstawowym, obok sekwencji T2, FLAIR i często angiografii MR. Z mojego doświadczenia technicy, którzy szybko „łapią” charakterystyczny wygląd DWI, znacznie sprawniej wstępnie oceniają badanie jeszcze na konsoli, co w udarze realnie skraca czas do decyzji terapeutycznej.

Pytanie 29

Kolimator wielolistkowy w akceleratorze liniowym jest stosowany do

A. wyznaczania pozycji pola napromienianego.
B. modulacji mocy wiązki.
C. formowania kształtu pola napromienianego.
D. generowania czasu napromieniania.
Prawidłowo – kolimator wielolistkowy (MLC, z ang. multileaf collimator) w akceleratorze liniowym służy właśnie do formowania kształtu pola napromieniania. To jest jego podstawowa i najważniejsza rola w radioterapii z wykorzystaniem fotonów megawoltowych. Zamiast prostego, prostokątnego pola ustawianego tylko kolimatorami szczękowymi, MLC pozwala „wyciąć” pole dokładnie pod zarys guza widoczny na planie leczenia. Każdy listek MLC jest wykonany z materiału silnie pochłaniającego promieniowanie (najczęściej wolfram), a ich niezależny ruch powoduje, że można kształtować wiązkę bardzo precyzyjnie, praktycznie jak nożyczkami. W nowoczesnych technikach, takich jak 3D-CRT, IMRT czy VMAT, formowanie pola przez MLC jest standardem i podstawą dobrej praktyki klinicznej. Dzięki temu można lepiej oszczędzać narządy krytyczne (OAR), na przykład rdzeń kręgowy, nerki czy ślinianki, a jednocześnie dostarczać wysoką dawkę do objętości PTV. Moim zdaniem, bez sprawnego MLC trudno dziś mówić o zaawansowanej radioterapii – to jest element kluczowy w każdym nowoczesnym akceleratorze. W technikach dynamicznych listki mogą się poruszać w trakcie napromieniania, ale nadal ich główną funkcją jest zmiana kształtu i rozkładu dawki w polu, a nie samo odmierzanie czasu czy ustawianie środka pola. W praktyce technik radioterapii widzi na panelu sterowania właśnie kontur pola utworzony przez MLC, dopasowany do obrysu guza z obrazu planistycznego CT, co jest zgodne z zaleceniami międzynarodowych towarzystw, takich jak ICRU czy ESTRO.

Pytanie 30

Wynik badania słuchu metodą audiometrii tonalnej wskazuje na

Ilustracja do pytania
A. słuch w granicach normy.
B. niedosłuch uwarunkowany genetycznie.
C. uraz akustyczny.
D. starzenie się narządu słuchu.
Na przedstawionym audiogramie tonalnym widać bardzo charakterystyczny obraz: słuch w niskich i średnich częstotliwościach jest w zasadzie prawidłowy lub tylko lekko obniżony, natomiast w okolicy 4–6 kHz pojawia się wyraźny, głęboki dołek progów słyszenia. Ten tzw. „notch” w wysokich częstotliwościach jest klasycznym obrazem urazu akustycznego, czyli uszkodzenia narządu Cortiego spowodowanego hałasem o dużym natężeniu. Moim zdaniem, jak się raz to zobaczy na wykresie, to później już trudno pomylić z czymś innym. W praktyce zawodowej, szczególnie w medycynie pracy i w diagnostyce laryngologicznej, taki kształt audiogramu kojarzy się przede wszystkim z narażeniem na hałas impulsowy (wystrzał, petarda, prasa mimośrodowa) albo przewlekły hałas przemysłowy bez odpowiedniej ochrony słuchu. Standardy audiologiczne (zarówno krajowe, jak i np. zalecenia WHO czy OSHA) podkreślają, że pierwsze uszkodzenie od hałasu ujawnia się właśnie w zakresie 3–6 kHz, najczęściej z maksimum około 4 kHz, przy zachowanej w miarę dobrej słyszalności w częstotliwościach mowy (0,5–2 kHz). Dlatego pacjent może jeszcze całkiem nieźle rozumieć mowę w cichym otoczeniu, ale zaczyna mieć problemy w hałasie, skarży się na szumy uszne, dyskomfort przy głośnych dźwiękach. W dobrze prowadzonej praktyce diagnostycznej taki wynik zawsze trzeba połączyć z dokładnym wywiadem: praca w hałasie, strzelectwo, koncerty, słuchawki na uszach, brak stosowania ochronników słuchu. W badaniach okresowych pracowników wynik z typowym dołkiem 4 kHz jest sygnałem, że trzeba pilnie zweryfikować warunki akustyczne stanowiska, stosowanie ochronników i ewentualnie zmodyfikować narażenie. Dobrą praktyką jest też kontrolne powtórzenie audiometrii po okresie unikania hałasu, ale prawdziwy uraz akustyczny niestety jest zmianą trwałą, co warto mieć w głowie przy omawianiu wyniku z pacjentem.

Pytanie 31

Brachyterapia wewnątrzjamowa jest wykorzystywana podczas leczenia nowotworu

A. szyjki macicy.
B. gałki ocznej.
C. piersi.
D. krtani.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo brachyterapia kojarzy się ogólnie z umieszczaniem źródła promieniowania „blisko guza” i wiele nowotworów faktycznie można tak leczyć. Kluczowe jest jednak słowo: wewnątrzjamowa. Oznacza ono, że źródło promieniowania umieszczamy w naturalnej jamie ciała, na przykład w kanale szyjki macicy, w pochwie czy w jamie macicy. To bardzo zawęża liczbę typowych wskazań i w praktyce klinicznej jednym z najbardziej klasycznych jest właśnie rak szyjki macicy. Gałka oczna jest rzeczywiście leczona brachyterapią, ale to jest brachyterapia powierzchniowa lub tzw. płytkowa (plaque therapy), a nie wewnątrzjamowa. Źródło promieniotwórcze, np. z rutenu-106 lub jodu-125, jest mocowane na płytce, którą chirurgicznie doszywa się do twardówki od zewnątrz. Nie wykorzystuje się tu żadnej naturalnej jamy ciała, tylko powierzchnię narządu, więc klasyfikacja jest inna. Podobnie z krtanią – w jej leczeniu można stosować brachyterapię, ale zwykle jest to technika śródtkankowa, z wprowadzaniem aplikatorów bezpośrednio w obręb tkanek, ewentualnie śródluminalna w świetle dróg oddechowych. To znowu nie jest typowa brachyterapia wewnątrzjamowa w rozumieniu ginekologicznym. Jeśli chodzi o pierś, w onkologii piersi stosuje się brachyterapię śródtkankową, np. jako tzw. partial breast irradiation, gdzie do loży po guzie wprowadza się cewniki lub specjalne aplikatory balonowe. Jest to metoda uzupełniająca po operacji oszczędzającej, ale absolutnie nie ma tu naturalnej jamy, tylko wytworzona przestrzeń w tkankach. Typowym błędem myślowym jest wrzucanie wszystkich metod brachyterapii „do jednego worka” i niezwracanie uwagi na różnice między wewnątrzjamową, śródtkankową i powierzchniową. Moim zdaniem warto zawsze zadać sobie pytanie: czy źródło leży w naturalnej jamie ciała, w świetle narządu, czy jednak jest wszyte/zaimplantowane w tkankę? W tym pytaniu chodziło dokładnie o pierwszą sytuację, dlatego jedynie szyjka macicy pasuje wprost do definicji brachyterapii wewnątrzjamowej.

Pytanie 32

Którą strukturę anatomiczną uwidoczniono na zamieszczonym obrazie USG?

Ilustracja do pytania
A. Pęcherz moczowy z kamieniami.
B. Pęcherzyk żółciowy z kamieniami.
C. Nerkę lewą ze złogami.
D. Ciężarną macicę z czterema płodami.
Na obrazie USG widoczny jest typowy pęcherzyk żółciowy z kamieniami (cholecystolithiasis). Charakterystyczny jest wydłużony, gruszkowaty kształt bezechowej (czarnej) struktury, otoczonej cienką, wyraźną ścianą. W świetle pęcherzyka widoczne są silnie hiperechogeniczne ogniska z wyraźnym cieniem akustycznym za nimi – to klasyczny obraz złogów żółciowych. Zgodnie z zasadami opisu USG jamy brzusznej, zawsze zwracamy uwagę na: kształt pęcherzyka, grubość ściany, zawartość światła oraz obecność cienia akustycznego. Kamienie są jasne, dobrze odgraniczone i „rzucają cień” w głąb obrazu, co jest jednym z najważniejszych kryteriów różnicujących je od np. polipów. W praktyce klinicznej taki obraz, szczególnie przy dolegliwościach bólowych w prawym podżebrzu, jest podstawą do rozpoznania kamicy pęcherzyka żółciowego i dalszego postępowania – zwykle obserwacja albo kwalifikacja do cholecystektomii laparoskopowej, zgodnie z aktualnymi zaleceniami. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, żeby przy każdym badaniu USG jamy brzusznej bardzo dokładnie oceniać pęcherzyk w pozycji leżącej i w razie wątpliwości także w pozycji stojącej lub na lewym boku – kamienie często zmieniają położenie pod wpływem grawitacji, co dodatkowo potwierdza rozpoznanie. Dobra praktyka to też dokumentowanie przynajmniej dwóch przekrojów (podłużny i poprzeczny) oraz opisywanie wielkości największego złogu, bo ma to znaczenie przy planowaniu zabiegu i dalszej obserwacji pacjenta.

Pytanie 33

Na obrazie ultrasonograficznym jamy brzusznej uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. kamicę żółciową.
B. pęknięcie wątroby.
C. naczyniaka wątroby.
D. kamicę nerkową.
Prawidłowo – na przedstawionym obrazie USG widoczny jest obraz typowy dla kamicy nerkowej. W badaniu ultrasonograficznym złogi w nerce są najczęściej silnie hiperechogeniczne (bardzo jasne), z wyraźnym tylnym cieniem akustycznym, czyli „ciemnym ogonem” za złogiem, gdzie fala ultradźwiękowa już nie przechodzi. Właśnie ten cień jest w praktyce jednym z najważniejszych kryteriów rozpoznania kamienia. Złogi mogą lokalizować się w kielichach, miedniczce nerkowej albo w górnym odcinku moczowodu; ich dokładne położenie ocenia się, przesuwając głowicę w kilku płaszczyznach i modyfikując głębokość oraz wzmocnienie (gain). W codziennej pracy technika/technika elektroradiologii istotne jest, żeby dobrać odpowiednią częstotliwość głowicy – zwykle 3,5–5 MHz dla dorosłych – oraz ustawić ognisko na poziomie nerki, bo inaczej małe złogi mogą umknąć. Moim zdaniem warto też zawsze porównać nerki obustronnie, ocenić poszerzenie układu kielichowo‑miedniczkowego, grubość miąższu i ewentualny zastój moczu, bo kamica często współistnieje z wodonerczem. Standardy dobrej praktyki (np. EFSUMB) zalecają dokumentowanie przynajmniej dwóch przekrojów nerki (podłużny i poprzeczny) z widocznym złogiem oraz opisanie przybliżonej wielkości kamienia. W praktyce klinicznej to ma znaczenie przy kwalifikacji do leczenia zachowawczego, ESWL lub zabiegu endoskopowego. Dodatkowo, na USG jamy brzusznej zawsze przy okazji oglądamy wątrobę, pęcherzyk żółciowy i śledzionę, ale charakterystyczny, punktowy, jasny sygnał z cieniem w obrębie nerki jest tu rozstrzygający dla rozpoznania kamicy nerkowej.

Pytanie 34

W badaniu EKG elektrodę przedsercową V4 należy umocować

A. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii środkowo-obojczykowej lewej.
B. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
C. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
D. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowo-przedniej lewej.
Prawidłowe umieszczenie elektrody V4 to 5-ta przestrzeń międzyżebrowa w linii środkowo-obojczykowej lewej. Tak właśnie opisują to standardy 12‑odprowadzeniowego EKG (np. wytyczne ESC/ACC i typowe procedury szpitalne). V4 jest odprowadzeniem przedsercowym, które ma „patrzeć” mniej więcej na przednią ścianę lewej komory, w okolicy koniuszka serca. Żeby to osiągnąć, trzeba połączyć dwie rzeczy: właściwą przestrzeń międzyżebrową oraz odpowiednią linię pionową na klatce piersiowej. 5-ta przestrzeń międzyżebrowa znajduje się zwykle nieco poniżej brodawki sutkowej (ale nie wolno kierować się tylko brodawką, bo u różnych osób jest w innym miejscu), a linia środkowo-obojczykowa to pionowa linia poprowadzona przez środek obojczyka. W praktyce najpierw lokalizuje się mostek, liczy przestrzenie międzyżebrowe od góry (od drugiej, przy kącie mostka) i schodzi do piątej. Dopiero potem odmierza się linię środkowo-obojczykową i tam przykleja V4. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: najpierw V1 i V2 przy mostku, potem V4 w tym dokładnym punkcie, a dopiero później V3 pomiędzy V2 i V4, oraz V5 i V6 bardziej bocznie. Dobre pozycjonowanie V4 ma duże znaczenie w rozpoznawaniu zawału przedniej i bocznej ściany serca, przerostu lewej komory czy zmian w repolaryzacji. Błędne położenie potrafi całkowicie zniekształcić zapis – na przykład zaniżyć amplitudę załamków R albo stworzyć fałszywy obraz niedokrwienia. W praktyce klinicznej technik EKG jest oceniany m.in. po tym, jak dokładnie potrafi znaleźć te punkty anatomiczne, więc ta wiedza jest mocno praktyczna, nie tylko „testowa”.

Pytanie 35

Na zamieszczonej ilustracji przedstawiono ułożenie pacjenta do wykonania zdjęcia rentgenowskiego

Ilustracja do pytania
A. stopy.
B. śródstopia.
C. palców stopy.
D. kości piętowej.
Prawidłowo rozpoznałeś, że na ilustracji pokazano ułożenie pacjenta do wykonania zdjęcia rentgenowskiego całej stopy. Stopa jest oparta podeszwą na kasecie, palce są swobodnie wyprostowane, a oś promienia głównego (strzałka) jest skierowana mniej więcej na środkową część podeszwy, w okolice łuku podłużnego. To jest typowe ułożenie do projekcji AP (dorso–plantarnej) stopy, stosowanej rutynowo w radiologii. W standardach opisujących technikę badania RTG stopy przyjmuje się, że promień centralny przechodzi przez środek stopy, tak aby na jednym obrazie ocenić paliczki, kości śródstopia, stawy śródstopno‑paliczkowe, kość skokową, piętową oraz część stawów stępu. Chodzi o kompleksową ocenę całej stopy, a nie tylko jednego jej fragmentu. W praktyce klinicznej taka projekcja jest wykorzystywana m.in. przy urazach (podejrzenie złamań śródstopia, paliczków, urazów stawu Lisfranca), przy deformacjach (płaskostopie, hallux valgus), w kontroli pooperacyjnej po zespoleniach kostnych czy przy ocenie zmian zwyrodnieniowych i reumatycznych. Moim zdaniem kluczowe jest tu rozumienie, że przy projekcji stopy pacjent leży lub siedzi, a stopa spoczywa podeszwą na kasecie, dzięki czemu uzyskujemy obraz zbliżony do warunków obciążenia fizjologicznego. W odróżnieniu od zdjęć celowanych na kość piętową lub palce, tutaj nie rotujemy istotnie stopy ani nie ustawiamy jej w skrajnych zgięciach. Dobra praktyka techniczna wymaga też prawidłowego kolimowania – obejmujemy całą stopę, ale ograniczamy pole, aby zminimalizować dawkę promieniowania. Dodatkowo należy pamiętać o oznaczeniu strony (L/P) oraz stabilnym ułożeniu, żeby uniknąć poruszenia i rozmycia obrazu. Takie nawyki bardzo ułatwiają późniejszą interpretację zdjęcia przez lekarza radiologa lub ortopedę.

Pytanie 36

Źródłem promieniowania protonowego stosowanego w radioterapii jest

A. cyberknife.
B. cyklotron.
C. bomba kobaltowa.
D. przyspieszacz liniowy.
W tym pytaniu łatwo pomylić różne źródła promieniowania stosowane w radioterapii, bo na pierwszy rzut oka wszystkie wydają się „maszynami do naświetlania”. Kluczowe jest jednak rozróżnienie, jakie cząstki lub fotony generuje dane urządzenie i na jakiej zasadzie pracuje. Radioterapia protonowa to terapia z użyciem ciężkich naładowanych cząstek – protonów – które wymagają specjalnego akceleratora cząstek. Taki akcelerator musi nadać protonom energię pozwalającą dotrzeć na wymaganą głębokość w ciele pacjenta i wytworzyć tam pik Bragga, czyli charakterystyczne maksimum dawki. Tym zajmują się cyklotrony lub synchrotrony, a nie typowe maszyny z klasycznej radioterapii fotonowej. Częsty błąd polega na wrzuceniu do jednego worka wszystkich zaawansowanych technologicznie aparatów, takich jak cyberknife. Cyberknife brzmi bardzo nowocześnie i kojarzy się z precyzją, ale fizycznie jest to niewielki przyspieszacz liniowy generujący wysokoenergetyczne promieniowanie X, zamontowany na robocie. To dalej terapia fotonowa, tylko z bardzo zaawansowanym systemem pozycjonowania i planowania, a nie protonoterapia. Podobnie bomba kobaltowa, historycznie bardzo ważna w teleterapii, wykorzystuje promieniowanie gamma emitowane przez izotop kobaltu-60. Jest to promieniowanie fotonowe o stałej energii, bez możliwości modulacji energii wiązki tak jak w akceleratorach cząstek. Z tego powodu bomba kobaltowa absolutnie nie jest źródłem protonów. Przyspieszacz liniowy również bywa wskazywany z przyzwyczajenia, bo to podstawowe urządzenie na większości oddziałów radioterapii. Jednak klasyczny linak medyczny przyspiesza elektrony w linii prostej i wytwarza promieniowanie X w głowicy terapeutycznej. Nie ma tam toru dla protonów ani odpowiedniej konstrukcji optyki wiązki protonowej. To jest typowy przykład błędu myślowego: „skoro to przyspieszacz, to na pewno też protony”. W praktyce klinicznej protonoterapii używa się wyspecjalizowanych akceleratorów hadronowych (cyklotronów, synchrotronów), a nie standardowych linaków czy bomb kobaltowych. Dlatego tylko cyklotron odpowiada wymaganiom pytania jako źródło wiązki protonowej stosowanej w radioterapii.

Pytanie 37

Przy ułożeniu do zdjęcia AP czaszki płaszczyzna

A. strzałkowa jest równoległa do kasety.
B. oczodołowo-uszna dolna jest równoległa do kasety.
C. czołowa jest prostopadła do kasety.
D. oczodołowo-uszna środkowa jest prostopadła do kasety.
W projekcji AP czaszki kluczowe jest takie ułożenie głowy, żeby płaszczyzna oczodołowo-uszna środkowa (tzw. OML – orbitomeatal line, linia oczodołowo-uszna środkowa) była prostopadła do kasety/detektora. Właśnie dlatego odpowiedź z tą płaszczyzną jest prawidłowa. Dzięki temu ustawieniu promień centralny pada z przodu na potylicę w sposób symetryczny, a struktury kostne czaszki – szczególnie kości czołowe, sklepienie czaszki, łuki jarzmowe – są odwzorowane bez zniekształceń geometrycznych i skrótów. W praktyce wygląda to tak, że pacjent leży lub stoi przodem do lampy, potylica przylega do kasety, a technik ustawia głowę tak, żeby linia łącząca środek oczodołu z punktem przy przewodzie słuchowym zewnętrznym była dokładnie pod kątem 90° do powierzchni kasety. Moim zdaniem warto sobie wyrobić nawyk patrzenia jednocześnie na położenie oczodołów i małżowin usznych, bo to bardzo pomaga w szybkim ocenieniu, czy OML faktycznie jest prostopadła. Z dobrych praktyk – zawsze kontroluje się też płaszczyznę strzałkową pośrodkową, czyli czy głowa nie jest obrócona w prawo/lewo, bo nawet przy dobrze ustawionej OML rotacja popsuje symetrię zdjęcia. W wielu pracowniach stosuje się też delikatne podłożenie gąbki pod potylicę, żeby pacjentowi było wygodniej utrzymać właściwą pozycję, szczególnie przy dłuższej ekspozycji. Warto pamiętać, że inne projekcje czaszki używają innych płaszczyzn (np. linia IOML), ale w klasycznym AP czaszki to właśnie oczodołowo-uszna środkowa ma być prostopadła do kasety – to jest taki podstawowy standard pozycjonowania w radiografii czaszki.

Pytanie 38

W badaniu MR czas repetycji TR jest parametrem określającym odstęp czasu między

A. dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF90ᵒ
B. impulsem inwersji 180ᵒ a czasem powstania sygnału (echa).
C. dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF180ᵒ
D. impulsem inwersji 90ᵒ a czasem powstania sygnału (echa).
Prawidłowo – czas repetycji TR w badaniu rezonansu magnetycznego to odstęp czasu między dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF o kącie 90°. To jest taki podstawowy „rytmem serca” sekwencji spin-echo i większości klasycznych sekwencji. Po pierwszym impulsie 90° następuje wzbudzenie magnetyzacji poprzecznej, potem relaksacja T1 i T2, pojawia się echo, a dopiero po zadanym czasie TR podajemy kolejny impuls 90° i zaczyna się następny cykl pomiaru dla tej samej warstwy. W praktyce dobór TR decyduje o tym, jak bardzo obraz będzie zależny od relaksacji T1. Krótkie TR (np. 300–700 ms) silnie eksponuje różnice T1, czyli daje typowe obrazy T1-zależne. Długie TR (np. 2000 ms i więcej) zmniejsza wpływ T1 i pozwala bardziej „wybrzmieć” kontrastowi T2 lub gęstości protonowej. Moim zdaniem warto to sobie kojarzyć tak: technik ustawiając TR de facto ustawia, ile czasu da tkankom na odtworzenie magnetyzacji podłużnej po impulsie 90°. Jeśli czasu jest mało, tkanki o krótkim T1 będą jaśniejsze, bo szybciej się regenerują; jeśli dużo, różnice T1 się spłaszczają. W codziennej pracy przy planowaniu protokołów MR TR jest jednym z kluczowych parametrów razem z TE i ewentualnie TI. W standardowych sekwencjach spin-echo zawsze myślimy o TR jako o czasie pomiędzy kolejnymi impulsami 90°, a nie 180° czy impulsami inwersyjnymi. To pomaga też szybko odróżnić, czym jest TR, a czym TI, które definiuje się zupełnie inaczej. Dobrą praktyką jest zawsze patrzeć na TR i od razu kojarzyć, jaki rodzaj kontrastu uzyskamy oraz jak wpłynie to na czas trwania całej sekwencji i komfort pacjenta.

Pytanie 39

W trakcie obrazowania metodą rezonansu magnetycznego wykorzystywane jest zjawisko wysyłania sygnału emitowanego przez

A. protony atomów tlenu.
B. elektrony atomów wodoru.
C. elektrony atomów tlenu.
D. protony atomów wodoru.
Prawidłowo wskazane zostały protony atomów wodoru, czyli dokładnie to, na czym opiera się klasyczna metoda rezonansu magnetycznego wykorzystywana w medycynie. W obrazowaniu MR wykorzystuje się zjawisko jądrowego rezonansu magnetycznego (NMR). W praktyce oznacza to, że w silnym polu magnetycznym jądra wodoru (protony) ustawiają się zgodnie lub przeciwnie do kierunku pola. Następnie aparat wysyła fale radiowe (impuls RF), które wybijają te protony z ich równowagi. Gdy impuls się kończy, protony wracają do stanu wyjściowego i w tym procesie emitują sygnał, który jest rejestrowany przez cewki odbiorcze. To właśnie ten sygnał jest potem przeliczany komputerowo na obraz przekrojowy ciała. W tkankach ludzkiego organizmu jest bardzo dużo wody i tłuszczu, a więc bardzo dużo atomów wodoru – dlatego MR jest tak czuły na różnice w nawodnieniu i składzie tkanek. W praktyce klinicznej wykorzystuje się to np. do oceny zmian w mózgu (udar, stwardnienie rozsiane), stawach, kręgosłupie, narządach jamy brzusznej. Różne sekwencje (T1, T2, PD, FLAIR, DWI itd.) bazują cały czas na tym samym zjawisku: relaksacji protonów wodoru i różnicach w czasach relaksacji T1 i T2 w różnych tkankach. Z mojego doświadczenia, jak raz się zrozumie, że MR „słucha” protonów wodoru w polu magnetycznym, to dużo łatwiej ogarnąć, dlaczego metal w ciele pacjenta jest problemem, czemu ważne jest jednorodne pole magnetyczne i czemu obecność wody w tkankach tak mocno wpływa na kontrast obrazu. To jest absolutna podstawa fizyki rezonansu, którą warto mieć dobrze poukładaną, bo przewija się wszędzie w diagnostyce obrazowej.

Pytanie 40

Ilustracja przedstawia pozycjonowanie pacjentki do badania mammograficznego w projekcji

Ilustracja do pytania
A. skośnej.
B. kleopatry.
C. dolinowej.
D. kranio-kaudalnej.
Na ilustracji widać klasyczne ułożenie pacjentki do mammografii w projekcji skośnej, czyli mediolateral oblique (MLO). Głowica z detektorem jest ustawiona pod kątem, zwykle około 40–60°, tak żeby objąć jak największą część tkanki gruczołowej, zwłaszcza ogon Spence’a, czyli fragment piersi sięgający w stronę dołu pachowego. Właśnie w tej projekcji technik stara się „wyciągnąć” pierś do przodu, dociągnąć tkankę z okolicy pachy i równomiernie ją spłaszczyć między płytką dociskową a detektorem. Moim zdaniem to jest najważniejsza projekcja w mammografii skriningowej, bo najlepiej pokazuje górno‑zewnętrzny kwadrant piersi i węzły chłonne pachowe przednie. W praktyce, zgodnie z zaleceniami EUREF i Polskiego Towarzystwa Radiologicznego, standardowy zestaw obejmuje właśnie dwie podstawowe projekcje: kranio‑kaudalną (CC) oraz skośną MLO. Bez poprawnie wykonanej projekcji skośnej badanie jest uznawane za niepełne. Technik musi zwrócić uwagę na kilka detali: widoczny mięsień piersiowy większy sięgający co najmniej do wysokości brodawki, brak zagięć skóry, brak „ściśnięcia” tylko brodawki bez głębszej tkanki, odpowiednie ustawienie brodawki w profilu. W realnej pracy, gdy pacjentka ma ograniczoną ruchomość barku lub jest po operacji, poprawne ułożenie do projekcji skośnej bywa trudne, ale tym bardziej trzeba się starać, bo to właśnie w tej projekcji najczęściej wychwytuje się niewielkie mikrozwapnienia i zmiany w górnych partiach piersi. Dobra znajomość tej pozycji ułatwia też późniejszą korelację zmian pomiędzy USG, mammografią i ewentualnie tomosyntezą.