Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Protetyk słuchu
  • Kwalifikacja: MED.05 - Świadczenie usług medycznych w zakresie badania i protezowania słuchu
  • Data rozpoczęcia: 12 maja 2026 18:24
  • Data zakończenia: 12 maja 2026 18:32

Egzamin zdany!

Wynik: 40/40 punktów (100,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

W przypadku patologii układu przewodzącego dźwięk w uchu można za pomocą specjalnych urządzeń wzmocnić transmisję sygnału przez kość. Do urządzeń tych nie należy

A. aparat słuchowy na przewodnictwo kostne.
B. system BAHA Connect
C. implant hybrydowy.
D. system BAHA Attract.
Prawidłowo wskazany „implant hybrydowy” faktycznie nie należy do urządzeń, których głównym celem jest wzmocnienie transmisji sygnału przez kość w niedosłuchu przewodzeniowym. Implant hybrydowy to system łączący klasyczny implant ślimakowy z jednoczesnym wykorzystaniem resztek słuchu w zakresie niskich częstotliwości. Innymi słowy – to rozwiązanie dedykowane głównie niedosłuchom odbiorczym (sensoryczno‑nerwowym), zwykle typu „high frequency hearing loss”, a nie problemom z przewodzeniem dźwięku przez ucho zewnętrzne i środkowe. W standardach otochirurgii i audiologii przyjmuje się, że przy uszkodzeniu układu przewodzącego (np. atrezja przewodu słuchowego zewnętrznego, przewlekłe wysiękowe zapalenie ucha, zniszczenie kosteczek słuchowych) stosujemy systemy na przewodnictwo kostne: BAHA Connect, BAHA Attract lub klasyczne aparaty słuchowe na przewodnictwo kostne (opaska, opaska tytanowa, systemy typu soft‑band). Wszystkie te rozwiązania omijają ucho zewnętrzne i środkowe, a drgania przekazywane są bezpośrednio przez kość czaszki do ślimaka. W praktyce klinicznej audiolog najpierw ocenia, czy ślimak i nerw słuchowy są wystarczająco sprawne – jeśli tak, systemy BAHA lub aparat kostny są bardzo dobrym wyborem. Natomiast implant hybrydowy stosuje się wtedy, gdy mamy istotne uszkodzenie komórek rzęsatych w ślimaku, zwłaszcza w górnych częstotliwościach, i celem jest elektryczna stymulacja ślimaka, a nie poprawa przewodzenia przez kość. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: BAHA i aparaty na przewodnictwo kostne = obejście ucha środkowego; implanty ślimakowe i hybrydowe = leczenie ciężkich niedosłuchów odbiorczych, a nie typowo przewodzeniowych.

Pytanie 2

Które rozwiązanie techniczne powinno zastosować się w dużej auli, w której często będą prowadzone zajęcia dla osób z wadami słuchu?

A. Sygnalizator świetlny.
B. System CROS.
C. Wytłumienie akustyczne ścian i sufitu.
D. Pętlę induktofoniczną.
Pętla induktofoniczna (pętla indukcyjna) to dokładnie to rozwiązanie, które projektuje się do dużych sal wykładowych, kościołów, teatrów czy kas biletowych, właśnie z myślą o osobach z niedosłuchem korzystających z aparatów słuchowych. Działa to tak, że w podłodze, ścianach albo wokół sali montuje się przewód tworzący pętlę. Do niego podłączony jest wzmacniacz sygnału audio z mikrofonu prowadzącego zajęcia lub z systemu nagłośnienia. W przewodzie powstaje zmienne pole magnetyczne, które jest odbierane przez cewkę telefoniczną (pozycja T lub MT) w aparacie słuchowym. Dzięki temu osoba z aparatem nie słyszy „hałasu z sali”, tylko bezpośrednio, względnie czysty sygnał mowy, z pominięciem dużej części pogłosu i szumu tła. To jest absolutny standard w dostępności obiektów użyteczności publicznej – w wielu krajach wymaga się tego w normach budowlanych i wytycznych dostępności (np. odpowiedniki polskich wytycznych dostępności dla osób z niepełnosprawnościami). W praktyce: student z aparatem słuchowym siada w dowolnym miejscu objętym pętlą, włącza w aparacie program T lub MT i od razu ma wzmocniony, wyraźny sygnał z mównicy, bez dodatkowych urządzeń na szyi czy odbiorników FM. Pętla jest też bardzo wygodna z punktu widzenia obsługi – raz poprawnie zaprojektowana (zgodnie z zasadami akustyki i elektroakustyki: równomierne pole, unikanie przesterowania, właściwy poziom sygnału, ekranowanie sąsiednich pomieszczeń) działa przez lata przy minimalnej konserwacji. Moim zdaniem, przy dużej auli to jest po prostu najbardziej sensowny, „systemowy” wybór – kompatybilny z ogromną większością współczesnych aparatów i implantów ślimakowych, a do tego relatywnie prosty w obsłudze dla użytkownika: wystarczy przełączyć program w aparacie.

Pytanie 3

W celu zaprotezowania pacjenta, u którego występuje stromoopadający ubytek słuchu typu odbiorczego, należy zastosować aparat

A. z dużą liczbą kanałów.
B. o szerokim paśmie przenoszenia.
C. o dużej wartości OSPL90.
D. z dużą liczbą programów.
W stromoopadającym ubytku słuchu typu odbiorczego kluczowe jest bardzo precyzyjne dopasowanie wzmocnienia w różnych częstotliwościach. Ubytek jest mały w niskich częstotliwościach, a duży w wysokich, więc aparat musi „modelować” wzmocnienie bardzo szczegółowo, żeby nie przejaskrawić basów i jednocześnie wystarczająco podbić tony wysokie. Właśnie do tego służy duża liczba kanałów – każdy kanał to osobny „suwak” regulacji wzmocnienia dla określonego wycinka pasma. Im więcej kanałów, tym dokładniej można odwzorować krzywą z audiogramu według zasad dopasowania (np. NAL-NL2, DSL). W praktyce wygląda to tak, że przy stromym spadku np. od 2 kHz w górę, audioprotetyk może zostawić minimalne wzmocnienie dla 250–1000 Hz (żeby nie było efektu dudnienia i zbyt głośnego własnego głosu), a mocno zwiększyć wzmocnienie i MPO w okolicy 3–6 kHz, gdzie leży większość informacji spółgłoskowych mowy. Aparaty z dużą liczbą kanałów pozwalają też lepiej stosować zaawansowane algorytmy kompresji wielokanałowej, redukcji szumu i kierunkowości, które działają różnie w zależności od częstotliwości. Moim zdaniem, przy tak problematycznych audiogramach, jak stromo opadające, liczba kanałów jest jednym z krytycznych parametrów – bez tego nawet dobry aparat „na papierze” będzie grał albo za jasno, albo za ciemno, a pacjent będzie narzekał na nienaturalne brzmienie i słabą zrozumiałość mowy, szczególnie w hałasie. Dlatego w dobrych praktykach dopasowania przy stromoopadających ubytkach zawsze szuka się konstrukcji wielokanałowych, które dają dużą elastyczność regulacji w całym paśmie.

Pytanie 4

W celu detekcji tonu o częstotliwości 250 Hz przez osobę z prawidłowym słuchem niezbędna jest prezentacja dźwięku o poziomie ciśnienia akustycznego

A. około 10 dB mniejszego niż dla tonu o częstotliwości 1000 Hz
B. około 36 dB większego niż dla tonu o częstotliwości 1000 Hz
C. dokładnie takiego samego jak dla tonu o częstotliwości 1000 Hz
D. około 12 dB większego niż dla tonu o częstotliwości 1000 Hz
Prawidłowa odpowiedź wynika bezpośrednio z kształtu krzywych jednakowego poziomu głośności, tzw. krzywych izofonicznych (ISO 226). Ucho ludzkie nie jest tak samo czułe na wszystkie częstotliwości – najlepiej słyszymy okolice 1–3 kHz, a dla niższych częstotliwości, np. 250 Hz, potrzeba wyższego poziomu ciśnienia akustycznego, żeby bodziec był w ogóle słyszalny jako tak samo głośny. Dla osoby z prawidłowym słuchem próg słyszenia przy 1000 Hz przyjmuje się umownie jako 0 dB HL. Natomiast przy 250 Hz próg jest wyższy o około 10–15 dB, w badaniach audiometrycznych najczęściej przyjmuje się właśnie ok. 12 dB różnicy. Stąd poprawne stwierdzenie, że ton 250 Hz musi mieć poziom ciśnienia akustycznego około 12 dB większy niż ton 1000 Hz, żeby był wykrywalny. W praktyce klinicznej ma to duże znaczenie przy kalibracji audiometrów i interpretacji audiogramu – audiometr tonalny jest skalibrowany tak, aby 0 dB HL na różnych częstotliwościach odpowiadało różnym wartościom dB SPL, zgodnie z normami (np. ISO 389). Dlatego na audiogramie pacjenta 0 dB HL przy 250 Hz nie oznacza fizycznie takiego samego poziomu ciśnienia akustycznego jak 0 dB HL przy 1000 Hz, tylko poziom odniesiony do przeciętnego progu słyszenia populacji. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć z codzienną sytuacją: niskie tony z głośnika przy bardzo cichym słuchaniu „znikają” szybciej niż średnie częstotliwości, właśnie dlatego, że ucho jest na nie mniej czułe i potrzebują wyższego SPL, żeby były odczuwalne. W badaniach audiometrycznych, przy ustawianiu poziomów progowych, trzeba o tym pamiętać, żeby nie interpretować wyższego progu przy 250 Hz jako patologii, jeśli mieści się on w normie wyznaczonej dla tej częstotliwości.

Pytanie 5

Sprawność stosowanego w aparatach słuchowych wzmacniacza klasy D wynosi najczęściej

A. 60%-70%
B. poniżej 50%
C. powyżej 90%
D. 70%-80%
Wzmacniacz klasy D w aparacie słuchowym to w praktyce wzmacniacz impulsowy (przełączający), który pracuje w trybie zbliżonym do włącz/wyłącz tranzystorów mocy. Dzięki temu elementy końcowe prawie nie wchodzą w obszar liniowy, gdzie tracona jest największa ilość energii w postaci ciepła. Z tego właśnie powodu sprawność takich wzmacniaczy bez problemu przekracza 90%, a w nowoczesnych układach scalonych dla aparatów słuchowych realnie osiąga się nawet okolice 92–95% przy typowym obciążeniu słuchawką o małej impedancji. To jest ogromna różnica w porównaniu z klasycznymi wzmacniaczami klasy A czy AB, które w praktyce mają sprawności rzędu 20–60%. W aparatach słuchowych wysoka sprawność nie jest tylko ciekawostką z katalogu, ale absolutna podstawa: bez niej bateria typu 312 czy 13 rozładowałaby się w jeden–dwa dni, a obudowa aparatu nagrzewałaby się, co byłoby niekomfortowe i potencjalnie niebezpieczne dla skóry małżowiny. Producenci układów audio do aparatów słuchowych (np. Sonion, Knowles, TI w segmencie ultra‑low‑power) projektują końcówki mocy właśnie w klasie D, zoptymalizowane pod niskie napięcia zasilania (ok. 1–1,4 V) i bardzo mały pobór prądu spoczynkowego. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: jeśli mówimy o nowoczesnym, cyfrowym lub hybrydowym aparacie słuchowym, to końcówka mocy w klasie D ma sprawność „powyżej 90%” i to jest główny powód, dla którego te małe urządzenia mogą pracować kilka dni lub tygodni na jednej baterii, przy zachowaniu odpowiedniego poziomu wzmocnienia i dynamiki dźwięku.

Pytanie 6

Zgodnie z normą PN-EN 60118-7 procedura wyznaczania równoważnego poziomu szumu na wejściu aparatu słuchowego jest następująca:

A. na wejście aparatu podać dźwięk o poziomie 0 dBSPL, zmierzyć poziom szumu na wyjściu aparatu słuchowego.
B. wyłączyć źródło dźwięku, zmierzyć poziom szumu na wyjściu aparatu słuchowego.
C. wyłączyć źródło dźwięku, zmierzyć poziom szumu na wyjściu aparatu słuchowego, od zmierzonego poziomu szumu odjąć wartość znamionowego wzmocnienia odniesienia.
D. na wejście aparatu podać dźwięk o poziomie 0 dBSPL, zmierzyć poziom szumu na wyjściu aparatu słuchowego, od zmierzonego poziomu szumu odjąć wartość znamionowego wzmocnienia odniesienia.
Poprawnie wskazana procedura wynika bezpośrednio z normy PN-EN 60118-7 i z logiki pomiarów elektroakustycznych aparatów słuchowych. Równoważny poziom szumu na wejściu (tzw. EIN – Equivalent Input Noise) ma opisywać, jaki szum generuje sam aparat, przeliczony tak, jakby był obecny już na jego wejściu. Żeby to zrobić poprawnie, najpierw wyłącza się źródło dźwięku w komorze pomiarowej, tak aby na mikrofon aparatu nie padał żaden sygnał testowy, tylko tło i własny szum układów elektronicznych. Następnie mierzy się poziom szumu na wyjściu aparatu przy ustawionym, znanym wzmocnieniu odniesienia (ang. reference test gain). Ten poziom wyjściowy obejmuje zarówno szum własny, jak i wpływ wzmocnienia. Dlatego zgodnie z normą trzeba odjąć znamionowe wzmocnienie odniesienia, żeby „przenieść” wynik z wyjścia z powrotem na stronę wejścia. W praktyce wygląda to tak: jeśli przy wyłączonym sygnale testowym otrzymujemy na wyjściu np. 40 dB SPL, a wzmocnienie odniesienia aparatu wynosi 30 dB, to równoważny poziom szumu na wejściu wynosi 10 dB SPL. To jest właśnie parametr, który później porównuje się z wymaganiami normowymi i specyfikacją producenta. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w każdym pomiarze typu „equivalent input” zawsze coś odejmujemy, bo przeliczamy wynik z wyjścia na wejście. W serwisie i przy kontroli technicznej aparatów słuchowych to badanie jest kluczowe, bo zbyt wysoki EIN oznacza, że użytkownik będzie słyszał szum w cichym otoczeniu, nawet gdy nie ma żadnego sygnału zewnętrznego. Dobra praktyka jest taka, żeby zawsze upewnić się, że źródło dźwięku jest faktycznie wyłączone i że aparat pracuje w ustawieniach testowych zgodnych z PN-EN 60118-7, inaczej wynik będzie kompletnie niemiarodajny.

Pytanie 7

Atrybutem wrażenia słuchowego, za pomocą którego można uszeregować dźwięki na skali od niskich do wysokich, jest

A. barwa dźwięku.
B. wysokość dźwięku.
C. chropowatość dźwięku.
D. głośność dźwięku.
Atrybutem, który pozwala uszeregować dźwięki na skali od niskich do wysokich, jest właśnie wysokość dźwięku. W akustyce i psychoakustyce mówi się, że wysokość jest wrażeniem słuchowym ściśle powiązanym z częstotliwością sygnału akustycznego: im wyższa częstotliwość (np. 4000 Hz), tym wyższe subiektywne odczucie dźwięku, a im niższa (np. 250 Hz), tym dźwięk wydaje się „niższy”. To jest bardzo podstawowe, ale kluczowe pojęcie przy pracy z audiometrią tonalną, dopasowaniem aparatów słuchowych i analizą widma mowy. W praktyce klinicznej bada się próg słyszenia dla różnych częstotliwości, właśnie po to, żeby ocenić, jak pacjent odbiera wysokość dźwięku w całym zakresie pasma mowy i szerszym. Moim zdaniem warto mieć w głowie prosty obraz: oś pozioma na audiogramie to tak naprawdę skala wysokości – od tonów niskich (125–250 Hz) po wysokie (4000–8000 Hz). To, że mówimy „ten pacjent gorzej słyszy wysokie częstotliwości”, oznacza po prostu, że jego wrażenie wysokości w tym zakresie jest upośledzone. W aparatach słuchowych też wykorzystuje się tę wiedzę – na przykład funkcje transpozycji częstotliwości przenoszą informacje z bardzo wysokich częstotliwości (których pacjent nie słyszy) do niższych, gdzie jego próg słyszenia jest lepszy, dzięki czemu subiektywnie odzyskuje część wrażeń wysokościowych. Dobre praktyki w protetyce słuchu wymagają rozumienia, że barwa czy głośność są ważne, ale to wysokość porządkuje dźwięki na osi niski–wysoki. Bez tego trudno sensownie interpretować audiogram czy ustawienia w programie dopasowującym.

Pytanie 8

Charakterystyka OSPL90 przedstawia

A. maksymalny poziom ciśnienia akustycznego wejściowego przy poziomie ciśnienia równym 90 dB SPL w sprzęgaczu (z aparatu) i przy ustawieniu regulatora wzmocnienia w pozycji odniesienia.
B. charakterystykę całkowitego wzmocnienia aparatu, czyli zależność wzmocnienia aparatu słuchowego od częstotliwości dla poziomu na wejściu równym 90 dB SPL i przy ustawieniu regulatora wzmocnienia w pozycji maksimum.
C. charakterystykę wzmocnienia aparatu, czyli zależność wzmocnienia aparatu od częstotliwości dla poziomu na wejściu równym 90 dB SPL i przy ustawieniu regulatora wzmocnienia w pozycji minimum.
D. poziom ciśnienia akustycznego w sprzęgaczu (z aparatu) przy wejściowym poziomie ciśnienia akustycznego 90 dB SPL i ustawieniu regulatora wzmocnienia w pozycji maksimum.
Prawidłowa odpowiedź dobrze oddaje, czym w praktyce jest charakterystyka OSPL90. Ten parametr opisuje poziom ciśnienia akustycznego w sprzęgaczu pomiarowym (czyli w „sztucznym uchu”) generowany przez aparat słuchowy przy sygnale wejściowym 90 dB SPL, gdy regulator wzmocnienia jest ustawiony na maksimum. Innymi słowy: sprawdzamy, jaki maksymalny poziom dźwięku aparat jest w stanie „wypchnąć” do ucha użytkownika. To jest kluczowy element tzw. MPO (Maximum Power Output). Dzięki temu wiemy, czy aparat nie będzie za głośny dla pacjenta i czy nie doprowadzi do dyskomfortu lub wręcz uszkodzenia słuchu przy głośnych dźwiękach. W pomiarach zgodnych z normami (np. IEC 60118) zawsze używa się sprzęgacza 2 ml i sygnału wejściowego 90 dB SPL, a gałka wzmocnienia jest na full. W gabinecie protetycznym OSPL90 służy do porównywania różnych modeli aparatów, do kontroli jakości oraz do sprawdzania, czy aparat działa tak, jak deklaruje producent w karcie katalogowej. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś dobrze rozumie OSPL90, dużo łatwiej mu później ogarnąć ustawianie limitera, kompresji i dopasowanie MPO do progu dyskomfortu pacjenta. W praktyce: jeśli widzisz zbyt wysoką krzywą OSPL90 w stosunku do UCL pacjenta, wiesz, że trzeba ograniczyć maksymalny poziom wyjściowy, żeby uniknąć przesterowania i zbyt agresywnych bodźców akustycznych.

Pytanie 9

Stosowany w akustyce szum różowy charakteryzuje się widmem, w którym amplituda składowych częstotliwościowych

A. rośnie z częstotliwością.
B. maleje z częstotliwością.
C. odpowiada krzywej słyszenia ucha.
D. jest taka sama.
Szum różowy to bardzo ważne narzędzie w akustyce i protetyce słuchu, bo jego widmo mocy maleje wraz ze wzrostem częstotliwości. Mówi się, że ma on mniej energii w wyższych częstotliwościach, a więcej w niższych, dokładniej – gęstość widmowa mocy spada mniej więcej 3 dB na oktawę. Dzięki temu każda oktawa (np. 125–250 Hz, 250–500 Hz, 500–1000 Hz itd.) zawiera zbliżoną ilość energii. To właśnie oznacza, że amplituda składowych częstotliwościowych maleje z częstotliwością. W praktyce, kiedy kalibruje się systemy nagłośnieniowe, aparaty słuchowe czy kabiny audiometryczne, to do pomiarów charakterystyki częstotliwościowej pomieszczeń i urządzeń znacznie częściej używa się szumu różowego niż białego. Moim zdaniem jest on po prostu bardziej „życiowy”, bo lepiej odzwierciedla sposób, w jaki ludzkie ucho postrzega rozkład energii w paśmie. W audiologii i elektroakustyce przyjmuje się, że do testowania pasma przenoszenia, filtrów korekcyjnych oraz systemów DSP w aparatach słuchowych stosowanie szumu różowego jest dobrą praktyką, bo rozkład energii na oktawach jest zbliżony do warunków realnych. W materiałach branżowych i normach akustycznych (np. przy pomiarach w pomieszczeniach, w systemach nagłośnienia) często wyraźnie się zaznacza, czy użyto szumu białego, czy różowego, właśnie ze względu na to, że w szumie różowym energia maleje z częstotliwością, a wynik pomiaru wtedy lepiej koresponduje z subiektywnym odczuciem głośności.

Pytanie 10

Natężenie dźwięku fali bezpośredniej maleje

A. wprost proporcjonalnie do odległości od jego źródła.
B. z kwadratem odległości od źródła.
C. proporcjonalnie do logarytmu z odległości od źródła wyrażonej w metrach.
D. o 5 dB przy zmianie odległości o 1 m.
Poprawna odpowiedź wynika z podstawowej zasady akustyki: natężenie fali kulistej w wolnej przestrzeni maleje odwrotnie proporcjonalnie do kwadratu odległości od źródła. Mówi o tym tzw. prawo odwrotności kwadratu. Jeżeli oddalasz się od punktowego źródła dźwięku dwa razy dalej, natężenie spada czterokrotnie, przy trzykrotnym zwiększeniu odległości – dziewięciokrotnie itd. Matematycznie zapisujemy to jako I ~ 1/r². To jest fundament przy obliczaniu poziomu ciśnienia akustycznego w dB: zmiana odległości ma bardzo konkretny wpływ na poziom dźwięku. W praktyce, w akustyce aparatów słuchowych i systemów wspomagających, korzysta się z tego przy ustawianiu mikrofonów pomiarowych w kabinach audiometrycznych i przy kalibracji źródeł dźwięku zgodnie z normami, np. ISO 8253 dla badań audiometrycznych. Z mojego doświadczenia warto to mieć w głowie przy każdej pracy z głośnikami pomiarowymi: przesunięcie głośnika o połowę odległości nie oznacza, że „trochę” zwiększamy poziom, tylko realnie aż o około 6 dB. To też tłumaczy, czemu mowa z głośnika szybko „cichnie”, gdy pacjent odsunie się dalej od źródła. W idealnych warunkach wolnego pola (bez odbić, dyfuzji i pogłosu) właśnie ten model kwadratowy najlepiej opisuje spadek natężenia dźwięku i jest traktowany jako standardowy punkt odniesienia w akustyce i elektroakustyce.

Pytanie 11

Najczęściej używanymi mikrofonami pomiarowymi w akustyce są mikrofony

A. pojemnościowe.
B. piezoelektryczne.
C. węglowe.
D. magnetoelektryczne.
Poprawna jest odpowiedź: mikrofony pojemnościowe. W akustyce pomiarowej właśnie mikrofony pojemnościowe uznaje się za standard, bo zapewniają bardzo liniową charakterystykę częstotliwościową w szerokim paśmie, zwykle od kilku Hz do kilkudziesięciu kHz. To jest kluczowe, gdy mierzymy poziom ciśnienia akustycznego, widmo hałasu, charakterystyki częstotliwościowe pomieszczeń, czy odpowiedź aparatów słuchowych w sprzęcie pomiarowym typu coupler 2cc. Taki mikrofon ma bardzo małą masę membrany i stabilną szczelinę pojemnościową, dzięki czemu dobrze odwzorowuje nawet krótkie impulsy i wysokie częstotliwości. Z punktu widzenia norm, w pomiarach zgodnych z IEC 61672 (sonometry) czy IEC 61094 (mikrofony pomiarowe) właściwie zawsze stosuje się mikrofony pojemnościowe, klasy 1 lub 2. W praktyce protetyki słuchu czy badań audiologicznych, gdy używamy sztucznego ucha, manekina pomiarowego (HATS), komory bezechowej albo komory testowej do aparatów słuchowych, w środku prawie zawsze siedzi właśnie mikrofon pojemnościowy. Moim zdaniem warto też zapamiętać, że te mikrofony zwykle wymagają zasilania polaryzującego (np. 200 V) lub mają wbudowaną elektronikę typu prepolarized z zasilaniem CCP/IEPE, ale dzięki temu oferują niski poziom szumów własnych i dużą stabilność długoterminową. To jest zupełnie inna liga niż mikrofony "użytkowe" w telefonach czy laptopach – tu chodzi o dokładne, powtarzalne pomiary, które można porównywać między różnymi laboratoriami i które spełniają wymagania norm akustycznych. Właśnie dlatego w akustyce pomiarowej mówi się praktycznie synonimicznie: mikrofon pomiarowy = mikrofon pojemnościowy.

Pytanie 12

Jakość sygnału mowy przetwarzanego przez aparat słuchowy można poprawić dzięki zastosowaniu

A. baterii o większej pojemności.
B. mikrofonu wszechkierunkowego.
C. układów PC.
D. filtracji pasmowej.
Prawidłowa odpowiedź to filtracja pasmowa, bo właśnie ona realnie poprawia jakość sygnału mowy w aparacie słuchowym. W praktyce aparat nie wzmacnia „wszystkiego jak leci”, tylko stara się podbić głównie te częstotliwości, które są kluczowe dla rozumienia mowy – mniej więcej zakres od ok. 500 Hz do 4–6 kHz, w zależności od indywidualnego ubytku i charakterystyki aparatu. Filtracja pasmowa polega na dzieleniu sygnału na kilka lub kilkanaście pasm częstotliwości, a następnie osobnym przetwarzaniu każdego z nich: można zwiększyć wzmocnienie tam, gdzie pacjent ma większy niedosłuch, a ograniczyć wzmocnienie w pasmach, gdzie jest mniejsza potrzeba lub pojawia się szum. Nowoczesne aparaty stosują wielopasmową kompresję, redukcję hałasu i układy kierunkowe, które też działają w oparciu o przetwarzanie w pasmach. Z mojego doświadczenia to właśnie dobrze ustawione pasma, zgodnie z zasadami doboru (NAL, DSL itp.), decydują o tym, czy mowa brzmi naturalnie i jest zrozumiała. Standardową dobrą praktyką jest dopasowanie charakterystyki częstotliwościowej aparatu do audiogramu pacjenta i jego subiektywnych odczuć, a filtracja pasmowa jest podstawowym narzędziem, żeby to w ogóle było możliwe. Bez niej aparat byłby tylko prostym wzmacniaczem, który podnosi głośność całego dźwięku, ale nie poprawia selektywności i czytelności mowy w hałasie, co w codziennym użytkowaniu jest kluczowe – zwłaszcza w rozmowach w restauracji, na ulicy czy w pracy.

Pytanie 13

Charakterystyka częstotliwościowa słuchawki aparatu słuchowego w całym paśmie przenoszenia ma kształt

A. poziomej linii prostej.
B. linii opadającej.
C. częściowo „pofalowanej” linii poziomej.
D. linii stromo narastającej.
Charakterystyka częstotliwościowa słuchawki aparatu słuchowego rzeczywiście ma kształt częściowo „pofalowanej” linii poziomej, czyli w praktyce mówimy o w miarę wyrównanym paśmie z lokalnymi podbiciami i dołkami. Producent projektuje przetwornik tak, żeby w użytecznym paśmie mowy (mniej więcej 250–6000 Hz, zależnie od typu aparatu) wzmocnienie było możliwie stabilne, bo tylko wtedy możliwa jest precyzyjna regulacja i dopasowanie do audiogramu według metod typu NAL czy DSL. Jednocześnie ze względów konstrukcyjnych i akustycznych nie da się uzyskać idealnie prostej linii – pojawiają się rezonanse obudowy, wkładki usznej, przewodu słuchowego, a także spadki w rejonach, gdzie system ma wbudowane filtry. W pomiarach w sprzęcie typu test box (zgodnie z normą IEC 60118) widać wyraźnie te „pofalowania”: np. lekkie wzmocnienie w okolicach 2–4 kHz, bo tam jest najważniejsza informacja mowy, oraz spadek w wyższych częstotliwościach, żeby ograniczyć szumy i sprzężenia. Z mojego doświadczenia to właśnie rozumienie takiej nieidealnie płaskiej, ale w miarę poziomej charakterystyki pomaga w interpretacji wykresów producenta i w realnym dopasowaniu aparatu – wiemy, że słuchawka nie działa jak idealny, matematyczny filtr, tylko jak rzeczywisty przetwornik z własnymi rezonansami. W praktyce przy regulacji w oprogramowaniu nie „walczymy” o prostą linię na całym zakresie, tylko o taki kształt, który razem z właściwościami ucha pacjenta da jak najbardziej naturalne brzmienie i dobrą zrozumiałość mowy.

Pytanie 14

Z jakich elementów składa się system pętli induktofonicznej?

A. Wzmacniacza elektroakustycznego, głośnika.
B. Odbiornika telewizyjnego lub radiowego, słuchawek.
C. Wzmacniacza elektroakustycznego, pętli.
D. Odbiornika telewizyjnego lub radiowego, głośnika, pętli.
Poprawnie wskazany zestaw elementów systemu pętli induktofonicznej to wzmacniacz elektroakustyczny oraz pętla (przewód ułożony w określony sposób w pomieszczeniu). W praktyce wygląda to tak, że sygnał audio z mikrofonu, systemu nagłośnienia, miksera czy np. z telewizora trafia najpierw do wzmacniacza pętli. To nie jest zwykły wzmacniacz od kolumn głośnikowych, tylko specjalizowany wzmacniacz prądowy, przystosowany do zasilania pętli indukcyjnej przy odpowiednim natężeniu prądu i częstotliwości. Ten wzmacniacz generuje zmienne pole magnetyczne w przewodzie pętli ułożonej wokół sali, lady obsługi, kościoła, kina czy okienka kasowego. Aparaty słuchowe z aktywną cewką telefoniczną (pozycja T lub MT) odbierają to pole i zamieniają je z powrotem na dźwięk – już bezpośrednio w uchu pacjenta, z pominięciem hałasu tła i pogłosu pomieszczenia. Z mojego doświadczenia dobrze zaprojektowana pętla, zgodnie z normą PN-EN 60118-4, daje bardzo równomierne pole magnetyczne w całej strefie odsłuchu, co przekłada się na komfort i zrozumiałość mowy. W praktyce trzeba dobierać przekrój przewodu, kształt i wielkość pętli, a także odpowiednio skonfigurować wzmacniacz (limitery, korekcja częstotliwościowa), żeby uniknąć przesterowań i zakłóceń. Dlatego w definicji systemu pętli induktofonicznej mówimy właśnie o dwóch kluczowych elementach: wzmacniaczu elektroakustycznym dedykowanym do pętli oraz samej pętli przewodowej, która tworzy wymagane pole magnetyczne dla aparatów słuchowych i implantów ślimakowych wyposażonych w cewkę odbiorczą.

Pytanie 15

W aparatach typu RIC słuchawka jest umieszczona bezpośrednio wewnątrz przewodu słuchowego zewnętrznego pacjenta, co pozwala

A. zminimalizować prawdopodobieństwo powstania sprzężenia zwrotnego i efektu okluzji.
B. dobrać aparat słuchowy o stosunkowo niewielkich rozmiarach, eliminując jednocześnie ryzyko wystąpienia pogłosu.
C. zminimalizować prawdopodobieństwo powstawania sprzężenia zwrotnego w przypadku konieczności zastosowania dużego wzmocnienia.
D. dobrać aparat słuchowy o stosunkowo niewielkich rozmiarach i małym wzmocnieniu.
W aparatach typu RIC (Receiver In Canal) kluczowe jest właśnie to, że słuchawka – czyli przetwornik elektroakustyczny – znajduje się bezpośrednio w przewodzie słuchowym zewnętrznym pacjenta, a nie w obudowie za uchem jak w klasycznym BTE. Dzięki temu znacznie skraca się akustyczna droga sygnału od słuchawki do błony bębenkowej, co z kolei ogranicza ryzyko powstawania sprzężenia zwrotnego, szczególnie przy dużych wzmocnieniach. Mówiąc prościej: dźwięk ma krótszą i bardziej kontrolowaną drogę, mniej „ucieka” na zewnątrz i trudniej o to, żeby z powrotem trafił do mikrofonu aparatu. To jest główny powód, dla którego w protokołach doboru aparatów i w zaleceniach producentów RIC-i są bardzo często sugerowane przy średnich i większych ubytkach słuchu, gdzie wymagane jest solidne wzmocnienie, a ryzyko feedbacku jest realnym problemem. W praktyce gabinetu protetyka słuchu oznacza to, że przy niedosłuchach typu 60–80 dB HL w wysokich częstotliwościach dużo łatwiej uzyskać docelowe wzmocnienie zgodnie z regułami NAL czy DSL bez ciągłej walki z sygnałem ostrzegającym o sprzężeniu zwrotnym. Moim zdaniem to właśnie jest największa przewaga konstrukcji RIC nad klasycznymi mini-BTE z cienkim wężykiem – możemy klientowi dać mocny aparat, a jednocześnie zachować stosunkowo dyskretną obudowę i rozsądny komfort akustyczny. Oczywiście nie oznacza to całkowitego braku sprzężenia, ale w połączeniu z cyfrowym systemem zarządzania feedbackiem, właściwie dobraną wkładką lub tipem i poprawnym osadzeniem słuchawki w uchu daje to bardzo stabilne, powtarzalne dopasowanie, zgodne z dobrymi praktykami branżowymi i zaleceniami producentów aparatów słuchowych.

Pytanie 16

Który rodzaj ubytku słuchu nie wymaga zastosowania aparatu wielokanałowego?

A. Ubytek wywołany chorobą Meniere’a.
B. Ubytek spowodowany urazem akustycznym.
C. Ubytek jednakowy w całym paśmie częstotliwości.
D. Ubytek wysokoczęstotliwościowy.
W tym pytaniu kluczowe jest zrozumienie, po co w ogóle stosuje się aparat wielokanałowy. Aparat wielokanałowy pozwala osobno wzmacniać różne zakresy częstotliwości (np. niskie, średnie, wysokie tony), tak żeby dopasować się do kształtu krzywej audiogramu. Jeżeli ubytek słuchu jest jednakowy w całym paśmie częstotliwości, czyli audiogram jest w miarę „płaski”, to nie ma potrzeby różnicowania wzmocnienia między kanałami – bo wszędzie potrzeba praktycznie takiego samego podbicia. W takiej sytuacji prostszy aparat, nawet z mniejszą liczbą kanałów, może zapewnić wystarczająco precyzyjne dopasowanie. W praktyce, przy równomiernym ubytku np. 40–50 dB HL od 250 Hz do 8 kHz, audioprotetyk ustawia podobne wzmocnienie dla całego pasma, bazując na standardowych formułach dopasowania (NAL-NL2, DSL itp.) i nie musi bawić się w skomplikowane różnicowanie wzmocnienia między częstotliwościami. W aparatach wielokanałowych największy sens ma to przy audiogramach „poszarpanych”, gdzie np. wysokie częstotliwości są dużo gorzej słyszalne niż niskie. Wtedy każdy kanał można ustawić inaczej: gdzie jest większy ubytek – większe wzmocnienie, gdzie mniejszy – łagodniejsze. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć tak: im bardziej „nierówny” audiogram, tym bardziej opłaca się wielokanałowość; im bardziej „płaski” ubytek, tym mniej krytyczna jest liczba kanałów, a ważniejsze stają się inne parametry aparatu, jak komfort, kompresja, redukcja szumów czy kierunkowość mikrofonów.

Pytanie 17

Która cecha subiektywna dźwięku odpowiada obiektywnemu natężeniu dźwięku?

A. Barwa.
B. Częstotliwość.
C. Wysokość.
D. Głośność.
Prawidłowo wskazana została głośność, bo to właśnie ona jest subiektywnym odpowiednikiem obiektywnego natężenia dźwięku. Natężenie opisujemy fizycznie w watach na metr kwadratowy albo w decybelach (dB), zgodnie z normami akustycznymi, np. skalą dB SPL. Natomiast ucho i mózg nie „widzą” watów, tylko odczuwają, czy dźwięk jest cichy, średni, czy bardzo głośny. To odczucie nazywamy głośnością. Co ważne, ta relacja nie jest liniowa: wzrost natężenia o 10 dB nie oznacza, że człowiek słyszy dźwięk tylko trochę głośniejszy – subiektywnie to zwykle wrażenie około dwukrotnego wzrostu głośności. W praktyce, przy doborze aparatów słuchowych i przy pomiarach akustycznych w gabinecie, zawsze łączymy te dwa światy: mierzymy natężenie i poziom ciśnienia akustycznego w dB, ale pytamy pacjenta o odczuwaną głośność, stosujemy skale komfortu głośności (MCL, UCL) i krzywe równogłośności. Moim zdaniem to jest klucz, żeby rozumieć, że sam wynik w dB to za mało – trzeba jeszcze wiedzieć, jak ten poziom jest odbierany przez konkretne ucho. Dlatego standardy i dobre praktyki (np. w audiometrii tonalnej, badaniach nadprogowych czy przy mapowaniu procesorów implantów) zawsze uwzględniają zarówno obiektywne natężenie, jak i subiektywną głośność, żeby ustawienia były nie tylko prawidłowe fizycznie, ale też komfortowe i bezpieczne dla pacjenta.

Pytanie 18

Odruch strzemiączkowy u otologicznie zdrowego człowieka pojawia się dla wartości poziomu ciśnienia akustycznego leżącego w zakresie

A. 20 ÷ 30 dB
B. 60 ÷ 70 dB
C. 80 ÷ 90 dB
D. 40 ÷ 50 dB
Odruch strzemiączkowy u osoby z prawidłowo funkcjonującym narządem słuchu pojawia się zazwyczaj przy poziomie ciśnienia akustycznego około 80–90 dB HL, dlatego odpowiedź 80 ÷ 90 dB jest prawidłowa. Ten odruch to automatyczne, odruchowe skurcze mięśnia strzemiączkowego w uchu środkowym, które zmniejszają przenoszenie drgań na ucho wewnętrzne. Mówiąc prościej: przy głośniejszym dźwięku układ słuchowy sam się „broni”, żeby chronić ślimak przed zbyt dużym obciążeniem. W badaniu impedancyjnym (tympanometrii z pomiarem odruchu) wykorzystuje się właśnie ten zakres natężeń, najczęściej 80–100 dB HL, zgodnie z typowymi procedurami klinicznymi. U zdrowego pacjenta odruch powinien pojawiać się mniej więcej w tym przedziale, zwykle około 85 dB HL, i jest to traktowane jako norma audiologiczna. Z mojego doświadczenia w gabinetach protetyki słuchu patrzy się nie tylko na sam próg odruchu, ale też na jego obecność przy stymulacji ipsilateralnej i kontralateralnej – to pomaga ocenić nie tylko ucho środkowe, ale i drogę słuchową w pniu mózgu. Znajomość typowego zakresu 80–90 dB jest ważna praktycznie: jeśli odruch pojawia się znacznie wcześniej (np. 60 dB), można podejrzewać rekrutację i niedosłuch ślimakowy; jeśli nie pojawia się nawet przy 100 dB, myśli się o uszkodzeniu ucha środkowego, ciężkim niedosłuchu przewodzeniowym lub uszkodzeniu nerwu słuchowego. W dobrze prowadzonych pracowniach audiologicznych zawsze kalibruje się sprzęt i pilnuje, żeby poziomy podawane w dB HL były zgodne z normami ISO, bo tylko wtedy interpretacja progu odruchu strzemiączkowego ma sens diagnostyczny. Znajomość tej wartości jest więc kluczowa zarówno dla diagnostyki, jak i późniejszego doboru aparatów słuchowych, bo protetyk wie, przy jakich poziomach dźwięku naturalne mechanizmy ochronne zaczynają działać.

Pytanie 19

Zadaniem przedwzmacniacza mikrofonu elektretowego stosowanego w aparatach słuchowych jest

A. redukcja sprzężenia zwrotnego.
B. wzmocnienie napięcia sygnału.
C. transformacja impedancji elektrycznej.
D. zmniejszenie zniekształceń nieliniowych.
Przedwzmacniacz mikrofonu elektretowego w aparacie słuchowym w pierwszej kolejności nie jest tam po to, żeby „robić głośniej”, tylko żeby poprawnie dopasować mikrofon do dalszych stopni układu. Mikrofon elektretowy ma dość wysoką impedancję wyjściową i pracuje na bardzo małych poziomach napięcia, rzędu pojedynczych miliwoltów. Wejście dalszych bloków aparatu (np. przetwornik A/C w procesorze sygnałowym DSP) ma inną, zwykle dużo niższą impedancję wejściową i wymaga sygnału o odpowiednich parametrach. Zadaniem przedwzmacniacza jest więc przede wszystkim transformacja impedancji elektrycznej: z wysokiej impedancji mikrofonu na taką, z jaką dobrze współpracuje elektronika cyfrowa w aparacie. Dzięki temu nie „obciążamy” mikrofonu, nie tracimy czułości i nie wprowadzamy dodatkowych szumów czy zniekształceń wynikających z niedopasowania. W praktyce taki przedwzmacniacz jest często zrealizowany jako mały wzmacniacz operacyjny lub tranzystor w konfiguracji źródłowej/emiterowej, pracujący jako bufor o dużej impedancji wejściowej i niskiej impedancji wyjściowej. Oczywiście po drodze pojawia się też pewne wzmocnienie napięcia, ale w aparatach słuchowych krytyczne jest właśnie dopasowanie impedancyjne, bo od tego zależy pełne wykorzystanie czułości mikrofonu i zachowanie szerokiego pasma przenoszenia. W dobrych praktykach projektowania aparatów słuchowych (i w ogóle urządzeń audio klasy medycznej) przyjmuje się, że stopień wejściowy musi minimalizować wpływ obciążenia na przetwornik, bo każde niepotrzebne straty na tym etapie później trudno skompensować nawet najlepszym algorytmem DSP. Dlatego mówi się, że kluczową funkcją przedwzmacniacza mikrofonu elektretowego jest transformacja impedancji elektrycznej, a dopiero w dalszej kolejności kontrolowane wzmocnienie sygnału i jego przygotowanie do obróbki cyfrowej.

Pytanie 20

Co to jest OSPL90?

A. Poziom ciśnienia akustycznego wytworzonego przez aparat słuchowy w sprzęgaczu, przy maksymalnym wzmocnieniu, jeśli poziom wejściowy na mikrofonie aparatu słuchowego, wynosi 90 dB.
B. Poziom ciśnienia akustycznego wytworzonego przez aparat słuchowy w sprzęgaczu, przy średnim wzmocnieniu, jeśli poziom wejściowy na mikrofonie aparatu słuchowego wynosi 90 dB.
C. Poziom ciśnienia akustycznego padającego na mikrofon aparatu słuchowego, jeśli poziom wyjściowy, mierzony w sprzęgaczu przy średnim wzmocnieniu, wynosi 90 dB.
D. Poziom ciśnienia akustycznego padającego na mikrofon aparatu słuchowego, jeśli poziom wyjściowy, mierzony w sprzęgaczu przy maksymalnym wzmocnieniu, wynosi 90 dB.
OSPL90 to jeden z kluczowych parametrów technicznych aparatu słuchowego, opisany m.in. w normie IEC 60118. Chodzi dokładnie o maksymalny poziom ciśnienia akustycznego, jaki aparat jest w stanie wytworzyć w sprzęgaczu pomiarowym, przy ustawionym maksymalnym wzmocnieniu, gdy na mikrofon podamy sygnał wejściowy o poziomie 90 dB SPL. Czyli patrzymy na to, co wychodzi z aparatu (wyjście), a nie na to, co na niego pada (wejście). Moim zdaniem warto to sobie zapamiętać tak: „OSPL90 = Output Sound Pressure Level przy 90 dB wejściu”. W praktyce ten parametr pokazuje, gdzie leży sufit aparatu – jego maksymalny output, który ma ogromne znaczenie przy ochronie resztek słuchu pacjenta. Przy dopasowaniu aparatu sprawdzamy, czy OSPL90 nie jest za wysoki względem progów dyskomfortu (UCL/MCL), żeby nie doprowadzić do przesterowania i nieprzyjemnych wrażeń głośności. W pracowni protetycznej mierzy się OSPL90 w sprzęgaczu 2-cc, przy pełnym wzmocnieniu, a wynik porównuje ze specyfikacją producenta. To jest też ważny element kontroli jakości i serwisu – jeśli OSPL90 spadnie wyraźnie poniżej wartości katalogowej, może to świadczyć o uszkodzeniu słuchawki, mikrofonu albo zatkaniu kanałów dźwiękowych. W nowoczesnych aparatach cyfrowych OSPL90 jest kształtowany przez algorytmy kompresji i limitacji MPO, ale sama definicja nadal opiera się na pomiarze w warunkach maksymalnego wzmocnienia i wejściu 90 dB SPL.

Pytanie 21

W celu zwiększenia stosunku sygnału do szumu, w aparacie słuchowym stosuje się

A. przetwornik analogowo-cyfrowy.
B. wzmacniacz klasy D.
C. kompresję.
D. mikrofon kierunkowy.
Prawidłowa odpowiedź to mikrofon kierunkowy, bo właśnie ten element realnie poprawia stosunek sygnału do szumu (SNR) w aparacie słuchowym. Chodzi o to, że mikrofon kierunkowy „faworyzuje” dźwięki dochodzące z wybranego kierunku, zazwyczaj z przodu, czyli z kierunku rozmówcy, a jednocześnie tłumi sygnały boczne i tylne, które najczęściej są hałasem tła. W praktyce wygląda to tak, że osoba z aparatem stoi twarzą do mówiącego, a szum z restauracji, ulicy czy biura jest w dużym stopniu odcinany już na etapie wejścia sygnału do aparatu. To jest właśnie poprawa SNR w sensie akustycznym, a nie tylko podniesienie ogólnego poziomu głośności. W nowoczesnych aparatach słuchowych stosuje się różne tryby mikrofonów: od prostych układów stałokierunkowych (fixed directional) po zaawansowane systemy adaptacyjne, które dynamicznie zmieniają charakterystykę kierunkową w zależności od sytuacji akustycznej. Z mojego doświadczenia, przy dobrze ustawionym trybie kierunkowym różnica w rozumieniu mowy w hałasie jest dla pacjenta naprawdę odczuwalna, szczególnie w pomieszczeniach typu kawiarnia, klasa szkolna, otwarte biuro. Standardem dobrej praktyki jest łączenie mikrofonów kierunkowych z systemami redukcji hałasu i ewentualnie z zewnętrznymi systemami FM lub Bluetooth, ale to właśnie mikrofon kierunkowy jest pierwszym i podstawowym „filtrem przestrzennym”. Warto też pamiętać, że przy dopasowaniu aparatu dobrze jest pokazać pacjentowi różnicę między trybem omni a kierunkowym w realnym hałasie, bo wtedy najlepiej widać, jak poprawia się stosunek mowa/szum.

Pytanie 22

Aby uzyskać łagodniejszy odbiór głośnych dźwięków w aparacie słuchowym, należy

A. obniżyć wzmocnienie w zakresie niskich częstotliwości.
B. zwiększyć poziom MPO.
C. obniżyć wzmocnienie wszystkich dźwięków w całym paśmie częstotliwości.
D. obniżyć poziom MPO.
W aparatach słuchowych poziom MPO (Maximum Power Output) określa maksymalne wyjściowe natężenie dźwięku, jakie urządzenie jest w stanie wygenerować. Obniżenie MPO powoduje, że aparat „ścina” lub ogranicza głośność sygnałów o wysokim poziomie, dzięki czemu głośne dźwięki są odbierane przez użytkownika jako łagodniejsze, mniej drażniące i mniej „ostre”. To jest dokładnie to, o co chodzi w pytaniu: poprawa komfortu przy głośnych bodźcach, bez niepotrzebnego zabierania wzmocnienia dźwiękom cichym i średnim. Z mojego doświadczenia w dopasowaniu aparatów, regulacja MPO jest jedną z podstawowych korekt przy zgłoszeniach typu: „głośne dźwięki są nieprzyjemne, aż bolą”, „stuk garnków, trzask drzwi jest za ostry”. W dobrych praktykach dopasowania, zgodnie z metodami typu NAL-NL2 czy DSL, ustawia się najpierw odpowiednie wzmocnienie dla mowy, a potem dopasowuje poziom MPO tak, aby nie przekraczać progów dyskomfortu (UCL/LDL) pacjenta. Technicznie robi się to zwykle w oprogramowaniu producenta, często z użyciem pomiarów REM/REAR dla bodźców o wysokim poziomie (np. 80–85 dB SPL) i kontroli, czy krzywa wyjściowa nie przekracza wartości akceptowalnych. W praktyce klinicznej obniżenie MPO pozwala zachować zrozumiałość mowy, a jednocześnie zredukować subiektywne odczucie zbyt głośnych impulsowych dźwięków środowiskowych, jak klaskanie, trzask folii, hałas uliczny. Moim zdaniem to jedna z bardziej eleganckich regulacji: nie psujemy całego dopasowania, tylko ograniczamy „sufit” wyjściowy aparatu. Dlatego właśnie odpowiedź z obniżeniem MPO najlepiej odpowiada idei łagodniejszego odbioru głośnych dźwięków, zgodnie ze standardami dopasowania aparatów słuchowych.

Pytanie 23

Pomieszczenie do wykonywania badań audiometrycznych według PN-EN ISO 8253-1 powinno spełniać następujące minimalne warunki:

A. czas pogłosu mniejszy lub równy 0,3 s, pochłanianie większe lub równe 0,8, poziom zakłóceń nie może przekraczać 10 dB SPL.
B. czas pogłosu mniejszy lub równy 0,2 s, pochłanianie większe lub równe 0,8, poziom zakłóceń nie może przekraczać 40 dB SPL.
C. czas pogłosu mniejszy lub równy 0,1 s, pochłanianie większe lub równe 0,8, poziom zakłóceń nie może przekraczać 20÷30 dB SPL.
D. czas pogłosu mniejszy lub równy 0,1 s, pochłanianie większe lub równe 1, poziom zakłóceń nie może przekraczać 20÷30 dB SPL.
Wybrany wariant dobrze odzwierciedla minimalne wymagania normy PN-EN ISO 8253-1 dla pomieszczeń do badań audiometrycznych. Kluczowe są tu trzy parametry: czas pogłosu, współczynnik pochłaniania oraz dopuszczalny poziom zakłóceń tła. Czas pogłosu ≤ 0,1 s oznacza, że pomieszczenie jest akustycznie „suche”, dźwięk szybko wygasa i nie ma wyraźnych odbić, które mogłyby maskować sygnały testowe z audiometru. Przy badaniach progowych, gdzie pracujemy często na poziomach 0–20 dB HL, nawet niewielkie odbicia potrafią zafałszować odczuwalny poziom bodźca. Pochłanianie ≥ 0,8 wskazuje na bardzo dobrze wytłumione ściany, sufit i podłogę – w praktyce oznacza to zastosowanie materiałów dźwiękochłonnych o wysokim współczynniku absorpcji w paśmie mowy i tonów audiometrycznych (ok. 250–4000 Hz). Z mojego doświadczenia, dobrze zrobiona kabina audiometryczna ma właśnie takie parametry, inaczej pacjent słyszy „pudełkowy” pogłos, a wyniki audiogramu są mniej powtarzalne. Poziom zakłóceń tła 20–30 dB SPL to kompromis między realnymi warunkami a wymaganiami normy – przy takim tle można rzetelnie wyznaczać progi słyszenia nawet u osób z bardzo dobrym słuchem, bo szum z zewnątrz nie maskuje sygnału testowego. Norma PN-EN ISO 8253-1 podaje dokładne krzywe dopuszczalnych szumów w funkcji częstotliwości, ale w praktyce dąży się właśnie do wartości rzędu 20–30 dB SPL w krytycznym paśmie. W codziennej pracy oznacza to konieczność stosowania kabin audiometrycznych, odpowiedniej izolacji drzwi, brak głośnych urządzeń w pobliżu (drukarki, wentylatory, sprężarki), a także regularne pomiary hałasu tła sonometrem. Dotrzymanie tych parametrów to nie jest „fanaberia normy”, tylko warunek, żeby wyniki audiometrii tonalnej, mowy czy badań nadprogowych były porównywalne między gabinetami i wiarygodne diagnostycznie.

Pytanie 24

W jakich jednostkach miary wyraża się poziom głośności?

A. Fon
B. Decybel
C. Mel
D. Son
Poziom głośności w psychoakustyce wyraża się w fonach i właśnie dlatego odpowiedź „fon” jest tutaj prawidłowa. Fon opisuje subiektywnie odczuwaną głośność dźwięku przez ucho ludzkie, a nie tylko czysto fizyczne natężenie. Skala fonów jest zdefiniowana względem tonu wzorcowego 1 kHz: dźwięk ma tyle fonów, ile wynosi jego poziom ciśnienia akustycznego w decybelach SPL przy częstotliwości 1 kHz, gdy jest odczuwany jako równie głośny. Dzięki temu możemy porównywać odczuwaną głośność różnych częstotliwości, uwzględniając krzywe jednakowej głośności (krzywe izofoniczne, np. ISO 226). W praktyce, w audiologii i akustyce aparatów słuchowych, rozróżniamy kilka parametrów: poziom ciśnienia akustycznego w dB SPL, poziom sygnału w dB HL (skala kliniczna w audiometrii tonalnej) oraz właśnie poziom głośności w fonach, który wiąże się z percepcją. Moim zdaniem fajnie to widać przy dopasowywaniu aparatów słuchowych: sam dB SPL nie wystarczy, trzeba brać pod uwagę, jak pacjent odczuwa głośność w różnych pasmach częstotliwości, szczególnie przy rekrutacji. W psychoakustycznych badaniach nadprogowych i przy projektowaniu algorytmów kompresji w aparatach słuchowych, koncepcja fonów pomaga lepiej zrozumieć, dlaczego ten sam fizyczny poziom dźwięku może być odbierany jako różnie głośny w zależności od częstotliwości. W dobrych praktykach branżowych zawsze rozdziela się pojęcie „poziom dźwięku” (dB) od „poziomu głośności” (fony), bo to pierwsze jest wielkością fizyczną, a drugie – psychoakustyczną, opartą na działaniu narządu słuchu.

Pytanie 25

Protetyk słuchu podczas osłuchiwania aparatu słuchowego zausznego stwierdza, że aparat jest za cichy. Co może być tego przyczyną?

A. Luźny rożek.
B. Zabrudzony mikrofon.
C. Zatkany otwór wentylacyjny.
D. Zatkany dźwiękowód.
Prawidłowa odpowiedź wskazuje na zabrudzony mikrofon, co w praktyce serwisowej aparatów słuchowych jest jedną z najczęstszych przyczyn zbyt cichej pracy urządzenia. Mikrofon jest przetwornikiem, który zamienia falę akustyczną na sygnał elektryczny – jeśli jego otwór wlotowy jest zaklejony woszczyną, kurzem, pudrem, lakierem do włosów czy wilgocią, to realnie spada czułość mikrofonu i mniej energii akustycznej dociera do toru wzmacniacza. Użytkownik ma wtedy wrażenie, że aparat jest „przytłumiony”, a protetyk podczas osłuchiwania stetoskopem kontrolnym słyszy wyraźnie obniżony poziom wzmocnienia w całym paśmie przenoszenia. Z mojego doświadczenia wynika, że przy rutynowej kontroli zawsze warto zaczynać od sprawdzenia mikrofonów: wizualnie pod lupą, a potem testem technicznym w analizatorze aparatów słuchowych (np. w komorze testowej z pomiarem krzywej wzmocnienia). Dobre praktyki branżowe i zalecenia producentów mówią wprost o konieczności regularnego czyszczenia okolic mikrofonu miękkim pędzelkiem, specjalną szczoteczką lub sprężonym powietrzem (ale ostrożnie, żeby nie uszkodzić membrany). Jeżeli po oczyszczeniu mikrofonu poziom wyjściowy wraca do normy, to mamy potwierdzenie, że problem był czysto mechaniczny, a nie elektroniczny. W aparatach BTE często stosuje się też filtry lub siateczki ochronne przed mikrofonem – ich zapchanie również skutkuje spadkiem poziomu sygnału wejściowego. Z punktu widzenia diagnostyki serwisowej to klasyczny przykład usterek opisanych w procedurach konserwacyjnych i kontrolnych dla aparatów słuchowych, gdzie jednym z pierwszych kroków jest ocena stanu mikrofonów przed podejrzeniem awarii układu elektronicznego.

Pytanie 26

Jednym z podstawowych praw psychoakustyki jest prawo Stevensa, mówiące, że percypowana głośność jest

A. potęgową funkcją intensywności.
B. potęgową funkcją częstotliwości.
C. liniową funkcją ciśnienia.
D. liniową funkcją częstotliwości.
Prawo Stevensa mówi, że percypowana (odczuwana) głośność rośnie potęgowo w zależności od intensywności dźwięku, a nie liniowo. Czyli jeżeli fizyczne natężenie dźwięku wzrasta np. 10‑krotnie, to mózg nie odbiera tego jako 10 razy głośniej, tylko dużo mniej – zgodnie z funkcją potęgową o wykładniku mniejszym niż 1. W praktyce oznacza to, że skala fizyczna (natężenie, ciśnienie akustyczne, dB SPL) i skala subiektywna (jak głośno pacjent „czuje” dźwięk) nie pokrywają się. To jest absolutna podstawa psychoakustyki i stoi za tym, jak projektuje się aparaty słuchowe i systemy wzmocnienia. Moim zdaniem warto to sobie dobrze poukładać w głowie, bo potem łatwiej zrozumieć, czemu sama zmiana poziomu w dB nie mówi jeszcze wszystkiego o komforcie słyszenia. W logopedii audio i protetyce słuchu wykorzystuje się to prawo przy opisie skali sonów (głośność subiektywna), a także przy interpretacji krzywych głośności w audiometrii nadprogowej oraz przy ustawianiu kompresji w aparatach słuchowych. Protetyk nie może zakładać, że „+10 dB = pacjent słyszy dwa razy głośniej”, bo właśnie przez nieliniową, potęgową relację trzeba używać algorytmów dopasowania (NAL, DSL), które uwzględniają psychoakustyczny odbiór głośności. Dobre praktyki branżowe zalecają, żeby przy ocenie odczuć pacjenta odwoływać się do pojęcia głośności subiektywnej, a nie tylko do czystych wartości dB SPL, bo to właśnie prawo Stevensa lepiej opisuje realne wrażenie słuchowe niż proste zależności liniowe.

Pytanie 27

Zadaniem przedwzmacniacza mikrofonu elektretowego stosowanego w aparatach słuchowych jest

A. wzmocnienie napięcia sygnału.
B. redukcja sprzężenia zwrotnego.
C. zmniejszenie zniekształceń nieliniowych.
D. transformacja impedancji elektrycznej.
W aparatach słuchowych mikrofon elektretowy sam z siebie daje bardzo mały sygnał i do tego ma dość specyficzne wymagania co do obciążenia. Dlatego kluczowym zadaniem przedwzmacniacza nie jest tylko „podgłośnienie”, ale przede wszystkim transformacja impedancji elektrycznej między mikrofonem a dalszym torem audio. Mikrofon elektretowy ma stosunkowo wysoką impedancję wyjściową i potrzebuje układu o bardzo dużej impedancji wejściowej, żeby nie obciążać kapsuły i nie psuć charakterystyki częstotliwościowej ani czułości. Przedwzmacniacz robi z tego sygnał o niskiej impedancji, który można bezpiecznie przesyłać w głąb aparatu słuchowego – do procesora sygnałowego, filtrów, kompresorów itp. Moim zdaniem to jest taki „tłumacz” pomiędzy delikatnym mikrofonem a resztą elektroniki, który dba, żeby nic się po drodze nie posypało. W praktyce, w dobrych aparatach słuchowych projektuje się ten stopień wejściowy zgodnie z zasadami elektroakustyki: wysoka impedancja wejściowa, niski poziom szumów własnych, odpowiednie polaryzowanie kapsuły elektretowej i dopasowanie do dalszych stopni, zwykle pracujących na niskonapięciowych układach scalonych. Dzięki temu uzyskujemy stabilne pasmo przenoszenia, powtarzalne parametry, mniejsze ryzyko przydźwięków i zakłóceń. W standardowych rozwiązaniach branżowych podkreśla się właśnie tę rolę dopasowania impedancji, bo bez niej nawet najlepszy mikrofon nie pokaże pełni swoich możliwości w aparacie słuchowym.

Pytanie 28

Najczęstszymi przyczynami zniekształconego dźwięku w cyfrowych aparatach słuchowych są:

A. zatkany filtr, uszkodzenie słuchawki, zużyta bateria.
B. wilgoć w rożku, zużyta bateria, zabrudzenie słuchawki.
C. korozja na stykach baterii, zużyta bateria, zabrudzenie słuchawki.
D. wilgoć w rożku, zabrudzenie mikrofonu, korozja na stykach baterii.
Prawidłowo wskazane przyczyny – wilgoć w rożku, zabrudzenie mikrofonu i korozja na stykach baterii – to w praktyce serwisowej absolutna klasyka zniekształconego dźwięku w cyfrowych aparatach słuchowych. Wilgoć w rożku (czyli wężyku/rogu dźwiękowodu) powoduje mikropęcherzyki wody w kanale akustycznym, co zmienia impedancję akustyczną układu i prowadzi do przytłumienia wysokich częstotliwości, przerywanego dźwięku, czasem lekkiego „bulgotania”. Wystarczy, że pacjent intensywnie się spoci albo wyjdzie na deszcz bez ochrony aparatu i już mamy problem. Z mojego doświadczenia regularne stosowanie osuszaczy i przewiewnych etui naprawdę robi różnicę. Zabrudzony mikrofon (wosk, kurz, kosmetyki, lakier do włosów) zmniejsza czułość przetwornika, zawęża pasmo przenoszenia i powoduje wrażenie, że aparat gra „z puszki”, metalicznie lub z szumem tła. Standardowym zaleceniem producentów, np. w instrukcjach GN, Phonak czy Oticon, jest codzienne szczotkowanie otworów mikrofonu i unikanie aerozoli w okolicy ucha. Korozja na stykach baterii powoduje niestabilne zasilanie – napięcie spada, pojawiają się chwilowe przerwy, procesor sygnałowy nie pracuje w optymalnym zakresie. W efekcie dźwięk bywa przesterowany, przerywany albo aparat dziwnie się wyłącza i włącza. Dlatego dobrą praktyką serwisową jest rutynowa kontrola: wizualne sprawdzenie styków, czyszczenie specjalną szczoteczką lub patyczkiem, a w razie potrzeby delikatne usunięcie nalotów. W gabinecie protetyka słuchu przy pierwszej skardze na zniekształcony dźwięk warto zawsze przejść prosty algorytm: obejrzeć rożek pod światło, sprawdzić mikrofon i stan styków baterii, zanim zaczniemy podejrzewać poważniejszą awarię elektroniki.

Pytanie 29

Pomieszczenie, w którym jest planowane wykonywanie badań słuchu, powinno

A. zapewniać swobodę ruchów osobie wykonującej badanie i pacjentowi.
B. mieć klimatyzację.
C. być odpowiednio nasłonecznione.
D. być wyciszone tak, aby nie dochodził hałas z zewnątrz.
W badaniach słuchu kluczowym parametrem nie jest ani temperatura, ani nasłonecznienie, tylko tło akustyczne, czyli poziom hałasu w pomieszczeniu. Odpowiedź o wyciszeniu jest prawidłowa, bo żeby audiometria tonalna czy mowy była wiarygodna, pacjent musi słyszeć wyłącznie bodźce testowe, a nie dźwięki z korytarza, ulicy czy sąsiedniego gabinetu. W praktyce dąży się do spełnienia norm poziomu szumów tła (np. wytyczne ISO dotyczące pomieszczeń do badań audiometrycznych), co często oznacza stosowanie kabin audiometrycznych, paneli akustycznych, podwójnych drzwi, uszczelek, a czasem nawet „pływającej” podłogi. Moim zdaniem to jest trochę niedoceniany temat – nawet najlepszy audiometr i świetne słuchawki nie uratują badania, jeśli przez ścianę słychać wiertarkę czy głośne rozmowy. Hałas zewnętrzny może maskować ciche tony testowe, szczególnie w niskich częstotliwościach, i sztucznie zawyżać progi słyszenia, przez co wynik wygląda gorzej, niż jest w rzeczywistości. Dlatego w dobrych pracowniach audiologicznych regularnie mierzy się poziom szumów tła sonometrem i sprawdza, czy mieści się on w dopuszczalnych granicach. W gabinecie protetyka słuchu też warto zadbać o grube drzwi, brak szczelin, miękkie materiały na ścianach i sufitach, ograniczenie pogłosu. Dobrą praktyką jest planowanie badań w godzinach, gdy w otoczeniu jest najmniejszy ruch i hałas. Tak zorganizowane środowisko akustyczne pozwala uzyskać powtarzalne, rzetelne wyniki, na podstawie których można bezpiecznie dobierać aparaty słuchowe i planować dalszą diagnostykę.

Pytanie 30

Jeden z parametrów charakteryzujących głośnik, który jest przetwornikiem elektroakustycznym, to pasmo przenoszenia, czyli zakres

A. natężeń akustycznych.
B. napięć elektrycznych.
C. częstotliwości.
D. ciśnień akustycznych.
Pasmo przenoszenia głośnika zawsze odnosi się do zakresu częstotliwości, w jakim ten przetwornik elektroakustyczny jest w stanie odtwarzać dźwięk z akceptowalnym spadkiem poziomu, zwykle przyjmuje się np. −3 dB lub −10 dB względem poziomu odniesienia. Mówiąc po ludzku: chodzi o to, od jakiej najniższej częstotliwości (bas) do jakiej najwyższej (sopran, wysokie tony) głośnik gra w miarę równo i bez dramatycznych zniekształceń. W specyfikacjach technicznych producenci podają to jako np. 50 Hz – 20 kHz, czasem z dopiskiem ±3 dB. To właśnie ten zapis mówi, jakie fragmenty widma akustycznego głośnik jest w stanie poprawnie przenieść. Z mojego doświadczenia w elektroakustyce, przy ocenie głośników, aparatów słuchowych czy słuchawek, zawsze patrzy się na pasmo przenoszenia jako na podstawowy parametr jakościowy, obok zniekształceń THD i skuteczności (SPL przy danym napięciu). W praktyce, gdy dobiera się przetwornik do aparatu słuchowego, systemu nagłośnieniowego albo monitora odsłuchowego, analizuje się wykres charakterystyki częstotliwościowej – to nic innego jak graficzne przedstawienie pasma przenoszenia i nierównomierności w tym paśmie. Dobre praktyki branżowe mówią, że przetwornik powinien mieć możliwie szerokie, ale przede wszystkim możliwie równe pasmo, bez dużych dołków i pików, bo to przekłada się na naturalność i zrozumiałość mowy. W audiologii i protetyce słuchu też jest to ważne: aparat słuchowy musi pokrywać zakres częstotliwości istotny dla mowy (mniej więcej 250 Hz – 6 kHz), a charakterystyka częstotliwościowa jest później weryfikowana w pomiarach elektroakustycznych według norm, np. IEC czy ISO. Dlatego właśnie poprawna odpowiedź to zakres częstotliwości, a nie napięcia czy ciśnień – bo pasmo przenoszenia jest zawsze z definicji opisane w hercach, a jego kształt określa, jak dany głośnik „koloruje” dźwięk.

Pytanie 31

Środkiem indywidualnej ochrony przed hałasem są

A. kabiny dźwiękoizolacyjne.
B. nauszniki przeciwhałasowe.
C. dźwiękochłonne obudowy maszyn.
D. ekrany akustyczne.
Prawidłowym środkiem indywidualnej ochrony przed hałasem w tym zestawie są nauszniki przeciwhałasowe. To klasyczne środki ochrony indywidualnej (ŚOI), tak samo jak zatyczki do uszu czy wkładki przeciwhałasowe. Działają one bezpośrednio na poziomie ucha zewnętrznego – ograniczają dopływ energii akustycznej do przewodu słuchowego, a tym samym zmniejszają ryzyko uszkodzenia narządu słuchu. W praktyce nauszniki dobiera się do natężenia hałasu oraz jego widma częstotliwościowego, korzystając z parametrów takich jak SNR, HML czy pasmowe wartości tłumienia. Zgodnie z wymaganiami BHP i normami (np. PN-EN 352) dobrze dobrane nauszniki powinny obniżyć poziom dźwięku przy uchu do wartości bezpiecznych, zwykle poniżej 80 dB. Moim zdaniem ważne jest też to, że nauszniki trzeba umieć poprawnie założyć: muszą szczelnie przylegać do małżowiny usznej, bez włosów, okularów czy czapki wchodzących pod poduszkę tłumiącą, bo każda taka nieszczelność realnie zmniejsza skuteczność ochrony. W środowisku pracy zaleca się również stałe monitorowanie narażenia na hałas (pomiar poziomów w dB(A), czas ekspozycji) i edukację pracowników, żeby nie zdejmowali nauszników „tylko na chwilę”, bo takie krótkie przerwy potrafią mocno obniżyć efektywną ochronę słuchu w ciągu zmiany. W rehabilitacji słuchu i profilaktyce niedosłuchów zawodowych podkreśla się, że ochrona indywidualna jest ostatnim, ale często koniecznym ogniwem – szczególnie tam, gdzie środków technicznych lub organizacyjnych nie da się zastosować w wystarczającym stopniu.

Pytanie 32

Audiometr tonowy o poszerzonym górnym zakresie częstotliwości w stosunku do audiometru o podstawowym paśmie, obejmuje zakres

A. 4 ÷ 12 kHz
B. 8 ÷ 24 kHz
C. 8 ÷ 16 kHz
D. 4 ÷ 8 kHz
Prawidłowy wybór zakresu 8 ÷ 16 kHz wynika z samej definicji audiometrii wysokoczęstotliwościowej. Klasyczny audiometr tonalny, używany w podstawowej diagnostyce, obejmuje zazwyczaj pasmo od 125 Hz do 8 kHz – to jest tzw. podstawowe pasmo badania słuchu, zgodne z typowymi normami klinicznymi i wymaganiami przy orzekaniu o ubytku słuchu. Audiometr tonowy o poszerzonym górnym zakresie częstotliwości musi więc wychodzić ponad 8 kHz i pozwala na badanie progu słyszenia dla częstotliwości wysokich, najczęściej do 16 kHz. Ten zakres 8–16 kHz określa się też jako „extended high frequency audiometry” i jest stosunkowo dobrze opisany w literaturze oraz zaleceniach wielu ośrodków audiologicznych. W praktyce taki poszerzony zakres jest bardzo przydatny np. do wczesnego wykrywania uszkodzeń słuchu spowodowanych hałasem, ototoksycznymi lekami (np. niektóre antybiotyki aminoglikozydowe, cisplatyna) czy procesami starzenia się ucha wewnętrznego. Z mojego doświadczenia właśnie w tym paśmie 8–16 kHz pojawiają się pierwsze „drobne” ubytki, których jeszcze nie widać w standardowej audiometrii do 8 kHz, a pacjent już zaczyna narzekać na pogorszenie rozumienia mowy w szumie albo „piski” w uszach. Dlatego dobre praktyki kliniczne mówią, że jeżeli mamy dostęp do audiometru z poszerzonym zakresem, warto go stosować u osób z grup ryzyka, nawet jeśli podstawowe pasmo wygląda jeszcze całkiem dobrze. Ważne jest też, że konstrukcyjnie i elektroakustycznie taki audiometr oraz używane do niego słuchawki muszą spełniać bardziej rygorystyczne wymagania dotyczące charakterystyki częstotliwościowej powyżej 8 kHz. Nie każdy standardowy zestaw słuchawek klinicznych nadaje się do wiarygodnego pomiaru przy 12 czy 16 kHz, dlatego producenci w specyfikacjach wyraźnie zaznaczają maksymalną częstotliwość pracy. W dobrze wyposażonych gabinetach protetyki słuchu czy audiologii taki pomiar wysokoczęstotliwościowy jest traktowany jako uzupełnienie, ale coraz częściej staje się elementem standardu opieki nad pacjentami narażonymi na hałas lub leki ototoksyczne. Moim zdaniem znajomość tego zakresu 8–16 kHz to po prostu podstawowa rzecz przy pracy z nowocześniejszym sprzętem audiometrycznym.

Pytanie 33

Podczas badań audiometrycznych w polu swobodnym są stosowane

A. głośniki.
B. słuchawki kostne.
C. elektrody powierzchniowe.
D. stroiki.
W badaniach audiometrycznych w polu swobodnym zawsze punktem wyjścia są głośniki, bo właśnie one odtwarzają bodźce akustyczne w przestrzeni, tak jak dźwięki w realnym życiu. W przeciwieństwie do badań słuchawkowych, tutaj nie interesuje nas odpowiedź pojedynczego ucha w całkowicie kontrolowanych warunkach przy małżowinie „odciętej” od akustyki pomieszczenia, tylko funkcjonowanie całego układu słuchowego w sytuacji zbliżonej do naturalnej. Głośniki ustawiane są zazwyczaj pod kątem 0° lub 45° względem pacjenta, w określonej odległości (najczęściej 1 m), a poziom ciśnienia akustycznego jest kalibrowany w dB SPL lub dB HL zgodnie z normami, np. PN-EN ISO 8253. Moim zdaniem to jedno z ważniejszych badań przy ocenie użytkowników aparatów słuchowych, bo pokazuje, jak pacjent słyszy z protezowaniem w warunkach zbliżonych do codziennych, a nie tylko „na słuchawkach”. W praktyce klinicznej wykorzystuje się przez głośniki zarówno tony warstwowe, jak i sygnały mowy, czasem szum, co pozwala ocenić próg słyszenia, rozumienie mowy i wpływ aparatu słuchowego lub implantu na realne funkcjonowanie. Dobrą praktyką jest wykonywanie audiometrii w polu swobodnym w kabinie o znanych parametrach akustycznych (niski poziom tła, kontrolowane odbicia), a głośniki powinny mieć odpowiednio wyrównane pasmo przenoszenia i być regularnie kalibrowane. Dzięki temu wynik badania jest powtarzalny i porównywalny między różnymi placówkami, co w branży jest absolutną podstawą rzetelnej diagnostyki i kontroli efektów dopasowania aparatów słuchowych.

Pytanie 34

Jak inaczej można nazwać krzywe izofoniczne?

A. Krzywe jednakowej głośności.
B. Krzywe dyskomfortowego słyszenia.
C. Krzywe różnego poziomu głośności.
D. Krzywe komfortowego słyszenia.
Poprawna odpowiedź mówi, że krzywe izofoniczne to inaczej krzywe jednakowej głośności – i dokładnie tak się je definiuje w akustyce i psychoakustyce. Każda taka krzywa pokazuje zestaw par: częstotliwość dźwięku i jego poziom ciśnienia akustycznego w dB SPL, które subiektywnie odbieramy jako tak samo głośne. Czyli np. ton 1 kHz o poziomie 40 dB SPL i ton 100 Hz o poziomie ok. 60 dB SPL mogą leżeć na tej samej krzywej jednakowej głośności, bo ucho ludzkie wymaga wyższego poziomu przy niskich częstotliwościach, żeby wrażenie głośności było podobne. W praktyce te krzywe są podstawą skalowania głośności w fonach i sonach oraz stoją za normą ISO 226, która opisuje charakterystyczne dla człowieka krzywe jednakowej głośności w różnych zakresach częstotliwości. Z mojego doświadczenia w pracy z audiometrią, rozumienie tych krzywych bardzo pomaga zrozumieć, czemu pacjent inaczej reaguje na dźwięki niskie, a inaczej na wysokie, mimo że na audiometrze widzimy podobne wartości w dB HL. Inżynierowie akustycy wykorzystują krzywe izofoniczne przy projektowaniu słuchawek, systemów nagłośnieniowych i aparatów słuchowych, żeby dopasować wzmocnienie do subiektywnej czułości ucha. To też tłumaczy, czemu filtry „loudness” w sprzęcie audio podbijają bas i wysokie tony przy cichym słuchaniu – mają one naśladować właśnie przebieg krzywych jednakowej głośności, tak aby przy niższych poziomach dźwięku wrażenie barwy i głośności było bardziej naturalne i komfortowe dla użytkownika.

Pytanie 35

Podstawą działania aparatów słuchowych typu BAHA jest

A. bezpośrednie pobudzanie drgań kosteczek ucha środkowego.
B. wykorzystywanie zjawiska przewodnictwa powietrznego.
C. wykorzystywanie zjawiska przewodnictwo kostnego.
D. elektryczne pobudzanie komórek nerwowych pnia mózgu.
Podstawą działania aparatów słuchowych typu BAHA jest przewodnictwo kostne, czyli przekazywanie drgań mechanicznych przez kości czaszki bezpośrednio do ucha wewnętrznego. W praktyce wygląda to tak, że w kość skroniową wszczepia się tytanowy implant, który zespala się z kością (osteointegracja). Na tym implancie mocuje się procesor dźwięku. Procesor zamienia sygnał akustyczny na drgania mechaniczne i przekazuje je na implant, a dalej na kość czaszki. Drgania omijają ucho zewnętrzne i środkowe i docierają prosto do ślimaka. To jest klucz, szczególnie u osób z przewodzeniowym lub mieszanym ubytkiem słuchu, gdy przewodnictwo powietrzne jest uszkodzone, np. przy atrezji przewodu słuchowego zewnętrznego, przewlekłych zapaleniach ucha środkowego czy po wielu operacjach ucha. Moim zdaniem bardzo ważne jest, żeby kojarzyć BAHA z sytuacją, kiedy ucho wewnętrzne działa w miarę dobrze, a problem leży przed ślimakiem. Zgodnie z dobrą praktyką kliniczną zawsze ocenia się audiogram kostny, stan kości skroniowej, warunki anatomiczne oraz przeciwwskazania chirurgiczne. W protokołach doboru BAHA (np. zalecenia producentów i wytyczne otologiczne) zwraca się uwagę na minimalny poziom progów przewodnictwa kostnego, stabilność choroby ucha środkowego oraz motywację pacjenta do noszenia urządzenia. W codziennej pracy technika czy protetyka słuchu ważne jest też rozumienie, że BAHA nie jest klasycznym aparatem na przewodnictwo powietrzne: nie ma wkładki usznej, nie korzysta z przewodu słuchowego, dzięki czemu często zmniejsza problemy z infekcjami, wyciekami czy okluzją. W praktyce klinicznej stosuje się także opaski testowe lub procesory na opasce softband do wstępnej oceny efektu przewodnictwa kostnego przed zabiegiem wszczepienia implantu.

Pytanie 36

Głównym zadaniem przedwzmacniacza mikrofonu jest

A. wzmocnienie sygnału.
B. kształtowanie charakterystyki kierunkowości mikrofonu.
C. kształtowanie charakterystyki wejściowo-wyjściowej aparatu.
D. dopasowanie impedancji mikrofonu do pozostałej części aparatu.
Prawidłowo wskazany przedwzmacniacz mikrofonowy w aparacie słuchowym ma przede wszystkim za zadanie dopasować impedancję mikrofonu do impedancji dalszych stopni układu elektronicznego. Chodzi o to, żeby bardzo delikatny sygnał z mikrofonu (rzędu mikro- lub milivoltów) nie był dodatkowo tłumiony przez złe obciążenie i żeby nie pojawiały się zniekształcenia. Mikrofon ma swoją impedancję wyjściową, układ przetwarzania (procesor, dalsze wzmacniacze) ma impedancję wejściową – jeśli te wartości są źle dobrane, to część energii sygnału po prostu się „gubi” na przejściu, rośnie szum, a pasmo przenoszenia się psuje. Przedwzmacniacz działa więc jak taki pośrednik: z jednej strony „widzi” mikrofon w optymalnych warunkach, z drugiej strony podaje sygnał w formie wygodnej dla kolejnych bloków. Oczywiście on też wzmacnia sygnał, ale w nowoczesnych aparatach słuchowych to wzmocnienie jest tak projektowane, żeby przede wszystkim zachować jak najlepszy stosunek sygnał/szum i liniowość, a dopasowanie impedancji jest tu kluczowe. Z mojego doświadczenia wynika, że w praktyce serwisowej, gdy mamy problem typu: wysoki szum własny, brak wysokich częstotliwości albo niestabilna praca mikrofonu, bardzo często winne jest właśnie złe dopasowanie impedancji albo uszkodzony stopień przedwzmacniacza. W dobrych praktykach projektowania układów audio (nie tylko aparatów słuchowych, ale też systemów FM, mikrofonów pomiarowych itd.) dopasowanie impedancji traktuje się jako absolutną podstawę: zapewnia maksymalne przeniesienie informacji akustycznej bez niepotrzebnych strat i bez wprowadzania artefaktów do sygnału, który potem ma być precyzyjnie obrabiany przez procesor aparatu.

Pytanie 37

Pomiaru całkowitego wzmocnienia akustycznego aparatu słuchowego dokonuje się przy poziomie sygnału wejściowego

A. równym 90 dB SPL
B. równym 60 dB SPL
C. równym 70 dB SPL
D. zmiennym w zakresie od 50 dB SPL do 90 dB SPL
Wybór poziomu 90 dB SPL jako sygnału wejściowego do pomiaru całkowitego wzmocnienia akustycznego aparatu słuchowego nie jest przypadkowy. W praktyce protetyki słuchu przyjęło się, że taki pomiar wykonuje się dla sygnału nadprogowego, stosunkowo głośnego, który „wymusza” na aparacie pracę z dużym wzmocnieniem, zbliżoną do warunków maksymalnych. Dzięki temu otrzymujemy informację o tzw. pełnym, całkowitym wzmocnieniu akustycznym, a nie o pracy aparatu przy cichym czy średnim sygnale. Moim zdaniem to jest bardzo ważne, bo pozwala ocenić, czy aparat nie będzie zbyt mocny, czy nie przekroczy komfortu słuchowego pacjenta i czy jest prawidłowo dobrane MPO. W standardowych procedurach pomiarowych producentów aparatów i w wielu wytycznych pomiarowych (np. pomiary w 2-cc couplerze zgodne z normami ISO) sygnały rzędu 90 dB SPL są typowe do oceny maksymalnego wzmocnienia i charakterystyki częstotliwościowej. W gabinecie protetycznym taki pomiar wykonuje się zwykle na stanowisku testowym z użyciem sztucznego ucha lub sprzętu do pomiarów elektroakustycznych. Potem te dane porównuje się z danymi katalogowymi aparatu oraz z docelowymi ustawieniami wynikającymi z metody doboru (NAL, DSL itp.). W praktyce klinicznej pomiar przy 90 dB SPL pomaga też wychwycić ewentualne przesterowania, zbyt agresywną kompresję albo nieprawidłowo ustawiony limitator. Innymi słowy – ten poziom wejściowy to taki „stress test” dla aparatu słuchowego, robiony w kontrolowanych warunkach, zanim pacjent wyjdzie z nim do realnego, głośnego świata.

Pytanie 38

W aparatach słuchowych z kompresją AGC, przy zwiększaniu wzmocnienia, punkt na charakterystyce wejściowo-wyjściowej aparatu, dla którego występuje próg kompresji, przesuwa się

A. w lewo.
B. w prawo.
C. w górę.
D. w dół.
Punkt kompresji w układach AGC (Automatic Gain Control) to ten moment na charakterystyce wejście–wyjście, w którym aparat przestaje pracować liniowo i zaczyna „spłaszczać” przyrost wzmocnienia, żeby nie dopuścić do zbyt głośnego sygnału na wyjściu. Jeżeli zwiększamy ogólne wzmocnienie aparatu, to dla tego samego poziomu sygnału wejściowego poziom wyjściowy rośnie. Na wykresie wejście–wyjście próg kompresji jest określony jako konkretny poziom wyjściowy, przy którym zaczyna działać kompresja. Skoro podnosimy wzmocnienie, to ten punkt na osi wyjściowej przesuwa się w górę, bo dla tego samego wejścia dostajemy wyższy poziom wyjściowy. Z mojego doświadczenia w dopasowywaniu aparatów słuchowych wynika, że dobrze ustawiony próg kompresji (i jego przesunięcie przy zmianie gainu) jest kluczowy, żeby pacjent miał komfort słuchania: ciche dźwięki muszą być dostatecznie wzmocnione, a głośne nie mogą „walić po głowie”. W praktyce w oprogramowaniu dopasowującym widzisz to jako zmianę przebiegu krzywej I/O – odcinek liniowy przesuwa się tak, że miejsce przejścia w część skompresowaną wychodzi wyżej na osi wyjściowej. Standardowe zalecenia (np. w metodach NAL-NL2 czy DSL) też opierają się na tym, że dla większego wymaganego wzmocnienia średniego mowy musisz kontrolować poziom maksymalny poprzez odpowiednie ustawienie kompresji, a to zawsze wiąże się z obserwowaniem, jak ten punkt „idzie do góry” na wykresie. W nowoczesnych aparatach, gdzie mamy wielokanałową kompresję, to zjawisko dotyczy każdego kanału osobno, ale zasada geometryczna na charakterystyce jest taka sama – próg kompresji przy zwiększaniu gainu widzimy wyżej na osi wyjściowej.

Pytanie 39

Która część protezy słuchowej należy tylko do jej części akustycznej?

A. Słuchawka.
B. Mikrofon.
C. Wkładka uszna.
D. Wzmacniacz.
Wkładka uszna należy wyłącznie do części akustycznej protezy słuchowej, bo to właśnie ona tworzy sprzężenie akustyczne między wyjściem aparatu a przewodem słuchowym pacjenta. Mikrofon, wzmacniacz i słuchawka to elementy elektroakustyczne, przetwarzające sygnał z postaci akustycznej na elektryczną i z powrotem. Natomiast wkładka nie przetwarza sygnału elektrycznie – jej zadaniem jest kształtowanie charakterystyki akustycznej: objętości kanału, wentylacji, tłumienia, zapobiegania sprzężeniu zwrotnemu. W praktyce to, jak dobrze dobrana i wykonana jest wkładka uszna, w ogromnym stopniu decyduje o komforcie noszenia aparatu, o występowaniu efektu okluzji, o stabilności wzmocnienia i jakości mowy. W dobrych praktykach protetyki słuchu traktuje się wkładkę jako integralny element tzw. akustyki końcowej – razem z przewodem słuchowym i małżowiną tworzy ona indywidualny „filtr akustyczny” danego pacjenta. Dlatego wykonuje się odlew ucha, dobiera kształt (np. pełna, półpełna, kanałowa) i otwory wentylacyjne zgodnie z zaleceniami producentów aparatów oraz wytycznymi klinicznymi. Moim zdaniem, jeśli ktoś naprawdę ogarnia temat, to zawsze myśli o wkładce nie jako dodatku, tylko jako kluczowej części akustycznej całej protezy słuchowej.

Pytanie 40

Który z elementów nie występuje w analogowym aparacie słuchowym?

A. Słuchawka.
B. Wzmacniacz napięciowy.
C. Procesor DSP.
D. Mikrofon.
Procesor DSP rzeczywiście nie występuje w klasycznym, w pełni analogowym aparacie słuchowym. W takich konstrukcjach cały tor sygnałowy jest zbudowany z elementów analogowych: mikrofon przetwarza falę akustyczną na sygnał elektryczny, potem ten sygnał przechodzi przez analogowe wzmacniacze, filtry, ewentualnie proste układy kompresji, a na końcu słuchawka (czyli przetwornik wyjściowy) zamienia go z powrotem na dźwięk. Nie ma tam etapu konwersji A/C ani C/A, więc nie ma też cyfrowego procesora sygnałowego. DSP (Digital Signal Processor) to serce nowoczesnych, cyfrowych aparatów słuchowych, gdzie sygnał po przejściu przez przetwornik A/C jest obrabiany algorytmami: wielopasmowa kompresja, redukcja szumów, kierunkowość mikrofonów, systemy antysprzężeniowe, łączność bezprzewodowa itd. W analogowym aparacie te funkcje realizuje się dużo prościej, na przykład przez stałe filtry RC, potencjometry trymujące czy proste układy AGC. Z mojego doświadczenia bardzo pomaga, jak wyobrażasz sobie analogowy aparat jak „wzmacniacz audio w miniaturze”, a cyfrowy jak „mini komputer dźwiękowy w uchu”. W praktyce, przy serwisie czy doborze aparatów, świadomość że brak DSP w analogu oznacza brak możliwości programowania przez komputer, brak profili słyszenia i znacznie mniejszą elastyczność dopasowania do audiogramu pacjenta. Dzisiejsze standardy i dobre praktyki w protetyce słuchu praktycznie w całości opierają się na aparatach cyfrowych, właśnie dzięki obecności procesorów DSP.