Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Pszczelarz
  • Kwalifikacja: ROL.03 - Prowadzenie produkcji pszczelarskiej
  • Data rozpoczęcia: 26 kwietnia 2026 11:11
  • Data zakończenia: 26 kwietnia 2026 11:16

Egzamin zdany!

Wynik: 37/40 punktów (92,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Roczny koszt produkcji miodu lipowego w pasiece "Pszczółka" wynosi 3 200 zł. Ile miodu musi sprzedać pasieka, aby pokryć koszty jego wytworzenia, przyjmując cenę jednego kilograma miodu równą 16 zł?

A. 160 kg
B. 200 kg
C. 230 kg
D. 320 kg
Prawidłowo – pasieka musi sprzedać 200 kg miodu lipowego, żeby wyjść na zero przy kosztach 3 200 zł i cenie 16 zł za kilogram. To takie proste dzielenie: 3 200 zł / 16 zł/kg = 200 kg. W praktyce taka analiza nazywana jest kalkulacją progu rentowności, czyli break-even point – to bardzo przydatne narzędzie, zwłaszcza gdy planujesz własną produkcję lub startujesz z biznesem w branży rolnej czy przetwórczej. Standardem w gospodarstwach pasiecznych jest regularne obliczanie tego progu, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której sprzedaż nie pokryje kosztów wytworzenia. Moim zdaniem to też świetny punkt wyjścia do dalszych analiz, np. wyznaczania ceny minimalnej czy planowania promocji. W praktyce, jeśli pszczelarz sprzeda mniej niż 200 kg, będzie na minusie i będzie musiał dopłacić do interesu. Gdy sprzeda więcej – zaczyna zarabiać. Dobrą praktyką jest też doliczyć do kosztów jakieś rezerwy na nieprzewidziane wydatki, bo jak wiadomo, w gospodarstwie pasiecznym potrafią się one pojawić nagle – choćby przez choroby rodzin pszczelich czy nagłe zmiany pogody. No i jeszcze jeden aspekt: taka kalkulacja przydaje się w rozmowach z kontrahentami, bo dokładnie wiesz, ile możesz zejść z ceny, a poniżej jakiej wartości nie opłaca ci się schodzić. Warto o tym pamiętać, bo to pomaga podejmować naprawdę świadome decyzje biznesowe.

Pytanie 2

Które narzędzie zootechniczne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Kleszcze do nozdrzy.
B. Kleszcze czołowe.
C. Uchwyt dla byka.
D. Poskrom dla krów.
To, co widzisz na zdjęciu, to poskrom dla krów, czyli bardzo przydatne narzędzie w pracy każdego hodowcy bydła. Moim zdaniem w każdym profesjonalnym gospodarstwie nie powinno go zabraknąć, bo znacznie ułatwia codzienne czynności związane z obsługą zwierząt – na przykład podczas zabiegów weterynaryjnych, inseminacji, czy nawet zwykłego zakładania kolczyków. Poskrom gwarantuje bezpieczeństwo zarówno człowieka, jak i zwierzęcia – ogranicza ruchy krowy i pozwala uniknąć przypadkowych kopnięć czy uderzeń. Z mojego doświadczenia wynika, że dobre ustawienie i odpowiednie dopasowanie poskromu do wielkości zwierzęcia to podstawa – zawsze warto poświęcić chwilę na sprawdzenie wszystkich zabezpieczeń, bo w praktyce, gdy krowa się wyrywa, łatwo o wypadek. Na rynku jest wiele modeli, ale te wykonane z solidnego metalu z gumowymi końcówkami świetnie sprawdzają się w codziennym użytkowaniu i są zgodne z zaleceniami branżowymi dotyczącymi dobrostanu zwierząt. Warto pamiętać, że zgodnie z zasadami BHP oraz dobrymi praktykami hodowlanymi, każde wykorzystanie poskromu musi być krótkotrwałe i nie powodować cierpienia – to nie jest narzędzie do długotrwałego unieruchamiania! Każdy, kto poważnie podchodzi do pracy ze zwierzętami, powinien znać zarówno budowę, jak i sposób wykorzystania tego narzędzia, bo to podstawa bezpiecznej i efektywnej pracy w oborze.

Pytanie 3

Który z wymienionych warunków musi być spełniony przy wysyłce matki pszczelej pocztą?

A. Koperta z otworami.
B. Klateczka wysyłkowa jest wykonana z drewna.
C. Przesyłka jest opatrzona firmowym logiem.
D. Otwór klateczki jest zasklepiony ciastem.
Wysyłając matkę pszczelą pocztą, jednym z najważniejszych wymogów jest zastosowanie koperty z otworami. To może się wydawać drobiazgiem, ale dla zdrowia i bezpieczeństwa pszczół to tak naprawdę kluczowa sprawa. Takie otwory umożliwiają odpowiednią wentylację, czyli dopływ świeżego powietrza do wnętrza przesyłki. Matka pszczela, często razem z kilkoma pszczołami towarzyszącymi, przez czas transportu musi oddychać, a zbyt wysoka temperatura lub brak powietrza mogą skończyć się jej śmiercią – to nie są żarty. Z mojego doświadczenia wynika, że koperty bez otworów kończą się katastrofą, nawet jeśli cała reszta jest tip-top. Branżowe wytyczne Poczty Polskiej i zalecenia organizacji pszczelarskich jasno mówią, że wentylacja jest bezwzględnie konieczna. Praktyka pokazuje, że często używa się nawet dodatkowych siatek wentylacyjnych na klateczkach, ale to koperta z otworami jest tym minimalnym standardem. Warto też wiedzieć, że nawet jeśli klateczka wysyłkowa jest bardzo solidna i dobrze zabezpieczona, bez tych otworów nie masz gwarancji, że matka przeżyje drogę. Można by pomyśleć, że logo firmy, drewno czy ciasto zabezpieczające wystarczą, ale to właśnie dopływ powietrza decyduje o sukcesie takiej wysyłki. Odpowiednia koperta to podstawa, którą każdy szanujący się pszczelarz powinien mieć na uwadze.

Pytanie 4

W pasiece prowadzonej metodami ekologicznymi można

A. stosować lakiery do zabezpieczania uli od wewnątrz.
B. dokarmiać pszczoły ciastem cukrowym.
C. przycinać skrzydła królowej.
D. wirować miód z plastrów, na których znajduje się czerw.
Dokarmianie pszczół ciastem cukrowym w pasiece ekologicznej to taki temat, który budzi sporo pytań, ale fakty są dość jasne: w sytuacjach awaryjnych, na przykład przy złych warunkach pogodowych albo wyjątkowo słabym pożytku, dopuszcza się stosowanie ciasta cukrowego, oczywiście pod pewnymi warunkami. Wymaga się, żeby użyty cukier był ekologiczny, czyli pochodził z certyfikowanych upraw – to jest kluczowe, bo chodzi o to, żeby nie wprowadzać do ula żadnej chemii czy szkodliwych pozostałości po konwencjonalnym rolnictwie. Tak naprawdę, ekologiczną pasiekę obowiązują ścisłe wytyczne – na przykład zgodnie z rozporządzeniem UE 848/2018 i 2020/464, dokarmianie może być prowadzone tylko w przypadkach zagrożenia życia rodziny pszczelej, a nie rutynowo. Normalnie preferuje się zostawienie pszczołom odpowiedniej ilości własnego miodu, ale życie pokazuje, że czasem można się znaleźć pod ścianą i wtedy ciasto cukrowe – oczywiście z odpowiednim certyfikatem – staje się wyjściem awaryjnym. Moim zdaniem to sensowne, bo dbałość o dobrostan rodziny pszczelej jest tu najważniejsza. Sam miałem okazję widzieć, jak takie kryzysowe dokarmianie ratuje pasiekę przed osypaniem się wczesną wiosną. Ważne jest, żeby nie nadużywać tej praktyki, bo to nie jest zgodne z duchem ekologii. Warto pamiętać, że wszystkie inne metody ingerencji – jak sztuczne podkarmianie syropem cukrowym czy długotrwałe karmienie poza wyjątkowymi sytuacjami – są zdecydowanie niezalecane.

Pytanie 5

Które narzędzie uprawowe, zapewniające intensywne spulchnianie gleby nawet na dużej głębokości, przedstawiono na fotografii?

Ilustracja do pytania
A. Spulchniacz.
B. Włókę.
C. Gruber.
D. Kultywator.
Gruber to naprawdę solidne narzędzie, które docenia się zwłaszcza tam, gdzie trzeba dobrze napowietrzyć i przemieszać glebę nawet na większych głębokościach – często nawet do 30 cm i więcej. Stosuje się go najczęściej do uprawy pożniwnej, bo świetnie radzi sobie z resztkami roślinnymi, rozdrabniając je i mieszając z glebą. To właśnie dzięki specjalnej konstrukcji zębów i ich odpowiedniemu rozstawowi gruber pozwala nie tylko na spulchnianie, ale też na równomierne rozprowadzenie materiału organicznego, co potem bardzo dobrze wpływa na strukturę gleby. Moim zdaniem, to narzędzie idealne tam, gdzie nie chcemy wykonywać orki, ale zależy nam na głębokim spulchnieniu i poprawie warunków powietrzno-wodnych w glebie. W praktyce rolniczej gruber sprawdza się świetnie zarówno w dużych gospodarstwach, jak i tych mniejszych, które stawiają na uproszczone technologie uprawy. Warto zwrócić uwagę, że dobór odpowiedniej głębokości pracy i właściwego ustawienia zębów jest kluczowy – wtedy efektywność gruberowania jest najwyższa, a gleba dostaje dokładnie to, czego potrzebuje na danym etapie sezonu. Z własnego doświadczenia wiem, że taki sprzęt ratuje sytuację po zbiorach kukurydzy czy rzepaku, kiedy gleba jest często bardzo zbita.

Pytanie 6

Na podstawie zamieszczonego fragmentu rozporządzenia określ, z jakiego okresu rolnik prowadzący działalność w zakresie produkcji jaj pozyskanych od drobiu i trudniący się ich sprzedażą bezpośrednią, powinien prowadzić dokumentację, zawierającą informacje o ilości sprzedanych jaj.

§ 39. 1. Podmiot prowadzący działalność w zakresie produkcji jaj przeznaczonych do sprzedaży bezpośredniej prowadzi i przechowuje dokumentację, zawierającą informacje o:

1) ilości sprzedanych produktów w danym:

a) tygodniu – w przypadku jaj pozyskanych od drobiu,

b) miesiącu – w przypadku jaj pozyskanych od ptaków bezgrzebieniowych;

2) wynikach czynności sprawdzających, o których mowa w § 18.

2. Dokumentację, o której mowa w ust. 1, przechowuje się przez rok następujący po roku, w którym została sporządzona, i udostępnia się na żądanie właściwego powiatowego lekarza weterynarii.

A. Z miesiąca.
B. Z roku.
C. Z dwóch lat.
D. Z tygodnia.
Dokładnie tak, w przypadku produkcji jaj pozyskiwanych od drobiu, dokumentację należy prowadzić z podziałem na tygodnie. Wynika to wprost z § 39 ust. 1 pkt 1 lit. a rozporządzenia, gdzie jest zapisane, że ewidencjonuje się ilość sprzedanych jaj w danym tygodniu. To rozwiązanie jest bardzo praktyczne i spotykane w branży jajczarskiej – pozwala na bieżąco kontrolować sprzedaż, łatwo wykryć ewentualne nieprawidłowości oraz szybko reagować na zmiany w produkcji czy popycie. Moim zdaniem prowadzenie ewidencji tygodniowej jest też korzystne przy ewentualnych kontrolach weterynaryjnych, bo służby mają jasny i czytelny podgląd historii sprzedaży. Warto zauważyć, że inne rodzaje jaj, np. od ptaków bezgrzebieniowych, dokumentuje się miesięcznie, więc ten podział nie jest przypadkowy. W praktyce, jeśli ktoś produkuje jaja np. od kur, powinien co tydzień spisywać ile sprzedał, a potem tę dokumentację przechowywać przez wymagany okres. Z mojego doświadczenia wynika, że wielu rolników robi to w zwykłym zeszycie albo w arkuszu kalkulacyjnym, byleby dane były kompletne i możliwe do weryfikacji. Takie podejście ułatwia także planowanie produkcji i analizę zyskowności gospodarstwa.

Pytanie 7

Która z wymienionych osób ma obowiązek zarejestrowania sprzedaży bezpośredniej produktów pszczelich w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii?

A. Pszczelarz prowadzący pasiekę hodowlaną.
B. Pszczelarz sprzedający odkłady.
C. Pszczelarz sprzedający miód w domu i na targu.
D. Pszczelarz wytwarzający produkty pszczele tylko na własne potrzeby.
W tej sytuacji kluczowe jest zrozumienie, na czym polega sprzedaż bezpośrednia produktów pochodzenia pszczelego i komu przysługuje obowiązek rejestracji w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii. Jeśli pszczelarz decyduje się sprzedawać miód w domu lub na targu, czyli bezpośrednio konsumentom, musi zgłosić taką działalność do Inspekcji Weterynaryjnej. Wynika to z przepisów ustawy o produktach pochodzenia zwierzęcego oraz rozporządzeń dotyczących sprzedaży bezpośredniej, np. Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 29 stycznia 2016 r. To rozwiązanie ma sens, bo nadzór weterynaryjny zapewnia bezpieczeństwo żywności i zdrowie klientów. Przykładowo, gdy sprzedajesz miód na lokalnym bazarku, musisz mieć potwierdzenie rejestracji oraz przestrzegać zasad higieny i przechowywania, a kontroler może sprawdzić te warunki. W praktyce, jeśli ktoś sprzedaje miód sąsiadom lub wystawia go na stoisku, formalności są nieuniknione. Moim zdaniem takie rozwiązanie daje większą pewność kupującym co do jakości produktu. Co ciekawe, ta procedura nie dotyczy osób, które produkują i konsumują miód wyłącznie na własny użytek – tutaj rejestracja nie jest wymagana. Natomiast gdy w grę wchodzą klienci z zewnątrz, nadzór państwowy jest standardem i dobrą praktyką branżową.

Pytanie 8

Przedstawiony na ilustracji przyrząd służy do oznaczania zawartości

Ilustracja do pytania
A. pyłku w miodzie.
B. soli mineralnych w miodzie.
C. wody w miodzie.
D. enzymów w miodzie.
Przyrząd widoczny na zdjęciu to refraktometr, który służy typowo do oznaczania zawartości wody w miodzie. Metoda refraktometryczna jest uznawana praktycznie na całym świecie jako jedna z najdokładniejszych i najszybszych technik oceny jakości miodu. Z mojego doświadczenia wynika, że refraktometr jest wręcz niezbędny w każdej profesjonalnej pasiece, bo pozwala natychmiast sprawdzić, czy miód nadaje się do wirowania i przechowywania bez ryzyka fermentacji. Standardy branżowe, np. polskie normy PN-88/A-77626, jasno określają maksymalną dopuszczalną zawartość wody w miodzie (najczęściej to 20%). Zbyt wysoka zawartość wody powoduje, że miód łatwo fermentuje i po prostu psuje się w słoiku. Refraktometr działa na zasadzie pomiaru załamania światła przechodzącego przez próbkę miodu – im więcej wody, tym inny jest współczynnik załamania. Praktycznie rzecz biorąc, wystarczy dosłownie kropla miodu, żeby odczytać wynik w kilka sekund. To znacznie lepsze rozwiązanie niż tradycyjne, czasochłonne metody suszenia czy ważenia. Dobrą praktyką jest regularna kalibracja refraktometru i dbanie o czystość pryzmatu, bo nawet niewielkie zabrudzenia mogą przekłamać pomiar. Moim zdaniem, znajomość i praktyczne korzystanie z tego narzędzia naprawdę wyróżnia profesjonalistów w branży pszczelarskiej.

Pytanie 9

Do wyrobu świec parafinowo-woskowych o średnicy 2,3 cm powinny być użyte knoty o numerach

Średnica świecy
mm
Numery knota dla świec
parafinowo (45%)-
woskowa (55%)
woskowa (100%)
0 – 50 – 10 – 1
5 – 80 – 11 – 2
8 – 102 – 33 – 4
10 – 1534 – 5
15 – 183 – 46 – 7
18 – 2048 – 9
20 – 224 – 510 – 11
22 – 256 – 711 – 12
25 – 307 – 812 – 13
30 – 358 – 913 – 14
35 – 4010 – 1114 – 15
40 – 4511 – 1215 – 16
45 – 5012 – 1316 – 17
50 – 5513 – 1418 – 19
55 – 6014 – 1519 – 20
60 – 7016 – 1720
70 – 8018 – 19-
A. 6-7
B. 4-5
C. 11-12
D. 13-14
Prawidłowo wybrałeś numer knota 6-7 dla świec parafinowo-woskowych o średnicy 2,3 cm. Dlaczego właśnie tak? W tabeli widzimy, że dla średnic świec od 22 do 25 mm (a 2,3 cm to dokładnie 23 mm) zalecany jest knot o numerze 6-7, ale tylko w przypadku świec parafinowo-woskowych (czyli z proporcją 45% parafiny i 55% wosku). To bardzo ważne, bo inny skład surowca wymaga innego knota – zmienia się tempo spalania i stabilność płomienia. Użycie knota o odpowiedniej grubości i numerze zapobiega kopceniu, zbyt szybkiemu wypalaniu czy nawet gaśnięciu świecy. Moim zdaniem, wielu niedoświadczonych hobbystów pomija te szczegóły, a potem mają niestabilne świece albo dymiące knotki. Branżowym standardem jest zawsze dobieranie knota na podstawie tabel producenta lub sprawdzonych norm – nie na oko! W praktyce, jak źle dobierzesz knot, świeca może się tunelować (topi się tylko wąska część wokół knota), albo zalewać knot, co irytuje każdego użytkownika. Z mojego doświadczenia, użycie knota zgodnego z tabelą, nawet jeśli wydaje się grubszy niż by się wydawało intuicyjnie, daje najlepsze efekty. Pamiętaj też, że przy mieszankach parafina-wosk dobór knota jest jeszcze bardziej krytyczny niż przy czystej parafinie czy wosku, bo mieszanka zmienia parametry spalania. U producentów świec to wręcz codzienność, że testuje się różne knoty właśnie na takich próbkach.

Pytanie 10

Podczas postępowania po stwierdzeniu wystąpienia choroby zakaźnej zwierząt w gospodarstwie, należy się stosować do poleceń

A. najbliższego lekarza weterynarii.
B. inspekcji sanitarnej.
C. wójta.
D. powiatowego lekarza weterynarii.
To właśnie powiatowy lekarz weterynarii ma decydujący głos w sytuacji, gdy w gospodarstwie stwierdzi się chorobę zakaźną zwierząt. Wynika to wprost z obowiązujących przepisów prawa, na przykład z ustawy o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt. To on wydaje wiążące decyzje i polecenia, których trzeba się bezwzględnie trzymać, bo mają one na celu zahamowanie rozprzestrzeniania się choroby. Praktyka pokazuje, że powiatowy lekarz weterynarii ma nie tylko wiedzę, ale też konkretne narzędzia – może zarządzić np. kwarantannę, nakazać dezynfekcję, określić zakres uboju prewencyjnego czy ustalić ograniczenia w przemieszczaniu się zwierząt. Z mojego doświadczenia wynika, że szybka i pełna współpraca z powiatowym lekarzem weterynarii pozwala znacznie szybciej opanować zagrożenie i ograniczyć straty w stadzie. W praktyce to właśnie ten organ jest w terenie kluczowy – zna lokalne warunki i realia, a przy tym działa w oparciu o procedury Ministerstwa Rolnictwa i Głównego Lekarza Weterynarii. To nie przypadek, że w każdym powiecie jest taki lekarz – to gwarant sprawności i skuteczności działań. Niezależnie od presji czy emocji, to właśnie jego poleceń należy słuchać – i najlepiej od razu, bez zbędnego zwlekania. Takie są po prostu dobre praktyki zarówno w hodowli, jak i w zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi w rolnictwie.

Pytanie 11

Którą z wymienionych czynności należy wykonać przed wstawieniem nadstawki?

A. Umieścić matkę w klateczce.
B. Odsklepić zapasy w plastrach.
C. Założyć kratę odgrodową.
D. Założyć poławiacze obnóży.
Założenie kraty odgrodowej przed wstawieniem nadstawki to taki podstawowy ruch, który robi się praktycznie w każdej profesjonalnej pasiece, jeśli zależy nam na produkcji czystego miodu i porządku w ulu. Krata odgrodowa działa trochę jak taki filtr – pozwala robotnicom przechodzić do nadstawki, ale zatrzymuje matkę w korpusie gniazdowym. Dzięki temu matka nie znosi jaj w plastrach, z których później chcemy pozyskać miód. To naprawdę ważne, bo jak w nadstawce pojawi się czerw, to już nie da się uzyskać typowo miodowych plastrów, a przecież na tym nam zależy. Z mojego doświadczenia wynika, że początkujący pszczelarze często pomijają ten krok i potem mają niezłą zagwozdkę przy odbieraniu miodu, bo trzeba oddzielać czerw od zapasów. W dobrych praktykach branżowych, np. według wskazówek Polskiego Związku Pszczelarskiego, zawsze poleca się włożyć kratę odgrodową właśnie przed rozbudową gniazda o nadstawkę. To ogranicza chaos, ułatwia późniejsze prace i podnosi higienę pracy w pasiece. Warto pamiętać, że sama nadstawka daje rodzinie więcej miejsca do magazynowania miodu, ale bez kraty gniazdo i miód mogą się wymieszać. To niby prosta rzecz, a robi ogromną różnicę w jakości i organizacji pracy przy ulu. Moim zdaniem, jeśli ktoś chce mieć porządną pasiekę, to nie ma wyjścia – krata odgrodowa to absolutny must-have przed wstawieniem nadstawki.

Pytanie 12

Który preparat stosuje się do odkażania pomieszczeń inwentarskich?

A. Kwas mrówkowy.
B. Kwas octowy.
C. Sodę amoniakalną.
D. Mleko wapienne.
Mleko wapienne, czyli wodny roztwór wapna gaszonego, to naprawdę sprawdzony i tani sposób na odkażanie pomieszczeń inwentarskich. Większość gospodarzy korzysta z niego od lat, bo jest łatwo dostępny i prosty w przygotowaniu – wystarczy wapno palone zalać wodą i wymieszać. Oprócz działania dezynfekującego, mleko wapienne działa też wybielająco, dzięki czemu ściany budynków są jaśniejsze, a to ogranicza rozwój drobnoustrojów. Co ciekawe, powłoka wapienna działa przez długi czas, bo pozostaje na powierzchni i powoli się ściera, a w dodatku odpiera wilgoć, co jest ważne w oborach i chlewniach. Standardy weterynaryjne i zalecenia PIWet oraz praktyka rolnicza w Polsce potwierdzają, że mleko wapienne to jeden z podstawowych preparatów do odkażania pomieszczeń dla zwierząt, zwłaszcza przy rutynowym czyszczeniu oraz po wystąpieniu chorób zakaźnych. Moim zdaniem, jeśli komuś zależy na bezpieczeństwie zwierząt i utrzymaniu higieny, to nie ma lepszej opcji na duże powierzchnie, bo preparaty chemiczne są często droższe i mniej bezpieczne dla samych zwierząt. No i jakby nie patrzeć, wapno neutralizuje też nieprzyjemne zapachy, co w gospodarstwie jest nie do przecenienia.

Pytanie 13

Widoczny na ilustracji sprzęt zalicza się do typu miodarek

Ilustracja do pytania
A. hordialnych.
B. promienistych.
C. kasetowych.
D. radialnych.
Kiedy analizujemy typy miodarek, bardzo łatwo pomylić niektóre rozwiązania, zwłaszcza radialne i promieniste, bo to nazewnictwo bywa stosowane zamiennie. Jednak w praktyce miodarka radialna różni się konstrukcyjnie od hordialnej. W radialnej ramki są ustawione promieniście względem osi bębna, co pozwala na odwirowanie miodu z obu stron plastra jednocześnie, ale jest to rozwiązanie rekomendowane raczej przy cieńszych ramkach i mniejszych pasiekach – w dużych gospodarstwach często okazuje się mniej wydajne ze względu na gęstość plastra i ryzyko deformacji. Promienista to właściwie termin synonimiczny do radialnej, stąd wybór tej odpowiedzi wynika często z nieporozumienia lub automatycznego łączenia wyglądu sprzętu z nazwą, która w rzeczywistości nie odpowiada prezentowanemu układowi. Kasetowe miodarki natomiast to konstrukcje, gdzie każda ramka trafia do osobnej kasety, umożliwiającej precyzyjne obrócenie ramki podczas wirowania. Rozwiązanie bardzo wygodne, ale dużo droższe i bardziej złożone technicznie, przez co stosowane raczej w nowoczesnych, największych pasiekach, gdzie każda ramka wymaga indywidualnego traktowania. W przypadku widocznej na zdjęciu miodarki widać wyraźnie układ ramek równoległy do ścian bębna, co jednoznacznie klasyfikuje ją jako hordialną. Typowym błędem jest sugerowanie się liczbą ramek lub ich ułożeniem bez dokładnego zwrócenia uwagi na mechanizm obrotu i sposób mocowania. Dobre praktyki w branży podkreślają konieczność właściwego doboru sprzętu do skali produkcji i rodzaju plastrów, a nie tylko wyglądu urządzenia. Z mojego punktu widzenia, kluczowe jest rozumienie, jak konkretna konstrukcja wpływa na efektywność pracy i bezpieczeństwo pszczół.

Pytanie 14

Które urządzenie stosuje się do oczyszczania roślin okopowych?

A. Rozdrabniacz.
B. Mieszalnik.
C. Otrząsaczo-siekacz.
D. Sieczkarnię bębnową.
Odpowiedź z otrząsaczo-siekaczem jest zdecydowanie najbardziej trafiona, bo to właśnie to urządzenie zostało zaprojektowane specjalnie do oczyszczania roślin okopowych, takich jak buraki, ziemniaki czy marchew. Otrząsaczo-siekacz działa w ten sposób, że oddziela ziemię i resztki organiczne od zbieranych roślin, korzystając z systemu wibracyjnego oraz elementów tnących, które usuwają nadmiar liści czy korzeni bocznych. Dzięki temu produkt wychodzący z takiej maszyny jest już znacznie czystszy i łatwiejszy w dalszej obróbce – czy to w przechowywaniu, czy przetwarzaniu przemysłowym. Pracowałem kiedyś przy sortowaniu buraków cukrowych i naprawdę widać ogromną różnicę, jak przez maszynę przejdzie taki materiał – nie dość, że szybciej idzie, to jeszcze mniej strat mechanicznych. Otrząsaczo-siekacze są dziś standardem w dużych gospodarstwach i zakładach przetwórczych, bo automatyzują pierwsze etapy doczyszczania, które kiedyś robiło się praktycznie ręcznie. Moim zdaniem warto wiedzieć, że dobre praktyki branżowe nakazują wykorzystywać sprzęt precyzyjnie dobrany do rodzaju plonu – inne maszyny mogą uszkadzać rośliny albo być po prostu nieefektywne. Dodatkowo, przez zastosowanie otrząsaczo-siekaczy ogranicza się ilość zanieczyszczeń trafiających dalej, co wpływa na wydajność całego procesu technologicznego. Fajne jest też to, że współczesne modele mają różne regulacje, więc można je dopasować do konkretnej odmiany czy stopnia zanieczyszczenia. Jak dla mnie, bez takiego urządzenia ogarnięcie większego areału okopowych byłoby po prostu nieopłacalne.

Pytanie 15

Jaki typ ula przedstawiono na rysunku?

Ilustracja do pytania
A. Stojak wielkopolski.
B. Warszawski poszerzony.
C. Kombinowany Dadant.
D. Leżak warszawski zwykły.
To właśnie jest stojak wielkopolski – jeden z najpopularniejszych typów uli w polskich pasiekach. Charakterystyczne dla niego są korpusowa konstrukcja i pionowe ustawienie segmentów, co pozwala na łatwe modyfikowanie objętości ula przez dokładanie lub odejmowanie korpusów w zależności od siły rodziny pszczelej i sezonu. Dużą zaletę stanowi łatwa obsługa, zwłaszcza podczas przeglądów i miodobrań – wszystko, co trzeba zrobić, to podnieść odpowiedni korpus. Według standardów branżowych ul wielkopolski jest polecany ze względu na uniwersalność i wygodę pracy, szczególnie w większych pasiekach. Z mojego doświadczenia, idealnie sprawdza się przy prowadzeniu gospodarki wędrownej oraz wtedy, gdy pszczelarz nastawia się na większą wydajność. Warto też wiedzieć, że ramka wielkopolska ma wymiary 360x260 mm, co jest dużym plusem przy rozwoju rodziny pszczelej wiosną. Wielu pszczelarzy ceni sobie możliwość łatwego powiększania gniazda i magazynu miodowego. Moim zdaniem, stojak wielkopolski to po prostu taki praktyczny złoty środek, jeśli chodzi o polskie warunki pszczelarskie.

Pytanie 16

Które narzędzie stosuje się do ręcznego zbierania obornika?

A. Widły.
B. Łopatę.
C. Grabie.
D. Motykę.
Widły to absolutna podstawa w pracy w gospodarstwie, szczególnie przy ręcznym zbieraniu obornika. Z mojego doświadczenia wynika, że żadne inne narzędzie nie radzi sobie tak dobrze z podnoszeniem i przekładaniem słomy zmieszanej z nawozem. Chodzi o to, że widły mają kilka odpowiednio rozstawionych zębów, które łatwo wnikają w obornik, a jednocześnie nie pozwalają, żeby całość się przez nie przesypywała. W praktyce, wystarczy wsunąć je pod warstwę obornika i jednym ruchem przenieść całość na taczkę czy przyczepę. To nie tylko wygodne, ale też bezpieczne dla kręgosłupa, bo wymaga mniej schylania i podnoszenia niż np. łopata. W podręcznikach do hodowli zwierząt i materiałach branżowych wyraźnie wskazuje się widły jako standardowe narzędzie do tej pracy. Praktycy zawsze polecają widły z dłuższymi trzonkami, najlepiej cztero- lub pięciozębowe, bo wtedy praca idzie szybciej i efektywniej. Warto też wiedzieć, że odpowiednio dobrane widły chronią podłoże (np. drewnianą podłogę w oborze) i pozwalają na dokładniejsze uprzątnięcie stanowisk zwierząt. Z doświadczenia wielu rolników wynika, że jeśli ktoś spróbuje innych narzędzi, wraca do wideł, bo po prostu są niezastąpione w tej robocie. Taka jest praktyka i taka też teoria – nie ma lepszego wyboru do ręcznego zbierania obornika.

Pytanie 17

Na których z wymienionych pól zabrania się stosowania nawozów naturalnych, zgodnie z zaleceniami Zwykłej Dobrej Praktyki Rolniczej?

A. Na glebach lekkich.
B. Na wieloletnich uprawach polowych.
C. Na glebach przykrytych śniegiem.
D. Na użytkach zielonych.
Najlepszym wyborem jest zakaz stosowania nawozów naturalnych na glebach przykrytych śniegiem. Wynika to bezpośrednio ze Zwykłej Dobrej Praktyki Rolniczej, a także z przepisów dotyczących ochrony środowiska. Gdy gleba jest pokryta śniegiem, istnieje bardzo wysokie ryzyko spływu powierzchniowego i utraty składników pokarmowych, które zamiast wnikać w glebę, mogą po prostu spłynąć razem z topniejącą wodą. To nie tylko marnotrawstwo nawozu, ale też poważne zagrożenie dla wód gruntowych i powierzchniowych – azot i fosfor mogą trafić do rzek i jezior, powodując eutrofizację. Moim zdaniem, stosowanie nawozów w takich warunkach to nie tylko nieodpowiedzialność, ale i marnowanie pieniędzy. Zawsze lepiej poczekać, aż śnieg zniknie i gleba się rozmarznie – wtedy składniki odżywcze mają szansę być pobrane przez rośliny. Z praktyki wiem, że czasem rolnicy chcą wykorzystać każdą możliwość nawożenia, ale w tym przypadku to wyłącznie strata. Standardy europejskie i krajowe są tutaj jednoznaczne i mają sens – ochrona środowiska i efektywność produkcji idą w parze. Jeżeli chcesz uniknąć problemów, trzymaj się tej zasady, bo konsekwencje mogą być odczuwalne zarówno ekonomicznie, jak i środowiskowo.

Pytanie 18

Alkoholu etylowego podczas zwalczania zgnilca łagodnego używa się do odkażania

A. rąk i drobnego sprzętu metalowego.
B. plastrów z zapasem.
C. uli i drewnianego sprzętu.
D. ubioru pasiecznego.
Etyl alkohol, czyli popularny spirytus, to taki podstawowy środek dezynfekcyjny w pszczelarstwie, szczególnie kiedy walczymy ze zgnilcem łagodnym. Chodzi tu głównie o odkażanie rąk i drobnego sprzętu metalowego, bo właśnie tam najczęściej mogą się przenosić zarazki. W praktyce, przed jakimikolwiek zabiegami w ulu, zawsze powinno się przemyć ręce alkoholem – to bardzo ogranicza ryzyko roznoszenia bakterii. Tak samo z narzędziami, jak dłuto pasieczne, szczypce do ramek, igły czy nawet nożyczki. Alkohol działa szybko i skutecznie – paruje, nie zostawia wilgoci, nie niszczy metalu, a przy tym nie jest toksyczny dla pszczół (oczywiście, jeśli nie leje się do ula). W branży to standard – nawet w materiałach Polskiego Związku Pszczelarskiego podkreśla się, żeby metalowy sprzęt zawsze odkażać alkoholem, a nie, na przykład, ogniem czy środkami chlorowymi, które mogą być zbyt agresywne. Co ciekawe, niektórzy pszczelarze, szczególnie ci starszej daty, wręcz noszą przy pasku buteleczkę z alkoholem – i to rozwiązanie się świetnie sprawdza. Moim zdaniem, jeśli ktoś chce mieć spokojną głowę i naprawdę przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się chorób, to dezynfekcja dłoni i narzędzi alkoholem powinna wejść w nawyk tak samo jak obsługa dymu czy przegląd ramek. Prosta sprawa, a efekty są naprawdę widoczne.

Pytanie 19

Na podstawie danych podanych w tabeli wskaż wysokość nadwyżki bezpośredniej z jednej rodziny pszczelej, produkującej 20 kg miodu.

Przychody/kosztyCena za 1 kg lub szt.Wartość zł
Przychody
Miód20 kg30,00600,00
Wosk0,3 kg20,006,00
Inne produkty25% wartości miodu150,00
Razem przychody756,00
Koszty
Cukier15 kg2,0030,00
Węza0,3 kg30,009,00
Matka pszczela½ szt.30,0015,00
Lekirównowartość ceny
hurtowej 1 kg miodu
15,0015,00
Inne kosztyrównowartość ceny
handlowej 1 kg miodu
30,0030,00
Razem koszty99,00
A. 657,00 zł
B. 855,00 zł
C. 756,00 zł
D. 198,00 zł
Nadwyżka bezpośrednia to jedno z najbardziej praktycznych narzędzi do oceny opłacalności produkcji w pszczelarstwie. W tym pytaniu trzeba było zestawić przychody z kosztami, co jest typowym działaniem w codziennej pracy każdego pszczelarza czy rolnika. Tutaj przychody wynosiły łącznie 756 zł na rodzinę pszczelą (miód, wosk i inne produkty), a suma kosztów to 99 zł (cukier, węza, matka, leki, inne koszty). Po odjęciu kosztów od przychodów wychodzi nam 657 zł, czyli dokładnie tyle wynosi nadwyżka bezpośrednia. Takie obliczenia są podstawą do podejmowania decyzji, czy opłaca się inwestować w kolejne ule lub modernizację pasieki. Z mojego doświadczenia wynika, że wielu początkujących pszczelarzy skupia się tylko na przychodach, a przecież liczy się to, co zostaje po odjęciu wszystkich wydatków. Branżowe standardy, np. kalkulacje prowadzone przez ODR-y czy Polskie Stowarzyszenie Pszczelarzy, kładą nacisk właśnie na rzetelne wyliczanie nadwyżki – bo tylko taka wiedza pozwala realnie oceniać efektywność pracy. Co ciekawe, w praktyce można jeszcze brać pod uwagę koszty pośrednie, ale tutaj skupiamy się na tych bezpośrednich, czyli najłatwiej policzalnych. Taka analiza to absolutna podstawa w prowadzeniu każdej działalności produkcyjnej, nie tylko pszczelarskiej. Moim zdaniem warto regularnie aktualizować te kalkulacje, bo ceny np. cukru czy miodu lubią się zmieniać. Wniosek jest prosty – prawidłowo obliczona nadwyżka bezpośrednia daje jasny obraz tego, czy nasza rodzina pszczela rzeczywiście na siebie zarabia.

Pytanie 20

Jaką maksymalną zawartość wody może mieć produkt przedstawiony na ilustracji, oferowany do sprzedaży?

Ilustracja do pytania
A. 8%
B. 6%
C. 4%
D. 2%
Odpowiedź 6% jest właściwa, bo właśnie taka maksymalna zawartość wody jest dopuszczalna w pyłku pszczelim przeznaczonym do sprzedaży. Takie wymagania wynikają z polskich i europejskich norm, głównie po to, żeby zapewnić bezpieczeństwo i jakość produktu. Przekroczenie tej wartości powoduje, że pyłek bardzo szybko się psuje, rozwijają się w nim bakterie czy pleśnie, a to już totalnie dyskwalifikuje go do spożycia. W praktyce, pszczelarze suszą pyłek zaraz po zbiorze – najlepiej w temperaturze nieprzekraczającej 42°C, żeby nie stracił swoich cennych właściwości. Fajnie, że są takie standardy, bo konsument ma większą pewność, że pyłek będzie wartościowy, nie spleśnieje i nie zacznie śmierdzieć po tygodniu. Z doświadczenia wiem, że nawet lekko przekroczona wilgotność to już ryzyko – raz dostałem pyłek z zawartością wody ponad 7% i do miesiąca w słoiku pojawił się biały nalot. 6% to taki zdrowy kompromis, żeby pyłek był trwały, a jego właściwości biologiczne jak najlepiej zachowane. W branży uznaje się to za dobry standard i bezpieczną praktykę, bo gwarantuje dłuższą przydatność do spożycia, a także ochronę przed rozwojem drobnoustrojów. Także jak widzisz, to nie jest przypadkowa liczba, tylko przemyślana bariera ochronna.

Pytanie 21

Który z wymienionych typów uli przystosowany jest do prowadzenia gospodarki wędrownej?

A. Warszawski poszerzony.
B. Wielkopolski leżak.
C. Warszawski zwykły.
D. Wielkopolski stojak.
Wielkopolski stojak to jeden z najczęściej wykorzystywanych uli w polskiej gospodarce pasiecznej, zwłaszcza jeśli chodzi o gospodarkę wędrowną. Jego konstrukcja jest stosunkowo lekka i kompaktowa, co bardzo ułatwia transport – szczególnie kiedy pasieka musi być przenoszona na różne pożytki, na przykład rzepak, akację czy grykę. Przemyślana budowa umożliwia szybki demontaż oraz bezpieczne ustawienie wielu uli obok siebie na samochodzie lub przyczepie. Z mojego doświadczenia mogę dodać, że ramki wielkopolskie są stosunkowo uniwersalne – pasują do różnych systemów gospodarki pasiecznej i pozwalają na łatwą wymianę ramek między ulami w razie potrzeby. W praktyce mocowanie elementów jest solidne, przez co rodziny pszczele nie doznają uszkodzeń podczas transportu, co jest bardzo ważne, bo pszczoły są wtedy szczególnie wrażliwe na wstrząsy. Standardy branżowe w Polsce i Europie wskazują ten typ ula jako wzorcowy dla pasiek wędrownych, między innymi dlatego, że można z łatwością dostosować liczbę korpusów do siły rodziny i aktualnego pożytku. Co ciekawe, pszczelarze doceniają też możliwość szybkiego przeglądu rodzin, bo konstrukcja stojaka naprawdę to ułatwia, zwłaszcza przy większej liczbie uli. Wielokrotnie spotkałem się z opinią, że to właśnie wielkopolski stojak daje najlepszy kompromis między pojemnością, wygodą użytkowania i mobilnością, dlatego uważam, że jeśli myśli się o poważnej gospodarce wędrownej, to trudno znaleźć lepszą opcję.

Pytanie 22

Których nawozów mineralnych nie można stosować w gospodarstwie ekologicznym?

A. Azotowych.
B. Fosforowych.
C. Wapniowych.
D. Potasowych.
W gospodarstwach ekologicznych obowiązują ścisłe zasady dotyczące nawożenia, które wynikają zarówno z przepisów unijnych, jak i z ogólnych zasad rolnictwa ekologicznego. Nawozy mineralne azotowe, czyli takie jak saletra amonowa czy mocznik, są całkowicie zabronione w uprawach ekologicznych. Wynika to z faktu, że azot w formie mineralnej bardzo łatwo przemieszcza się w środowisku i może powodować zanieczyszczenie wód gruntowych, eutrofizację oraz negatywnie wpływać na równowagę biologiczną gleby. W rolnictwie ekologicznym azot dostarczany jest głównie w formie organicznej – przez kompost, obornik, nawozy zielone (np. poplony) oraz stosowanie roślin motylkowych, które wiążą azot z powietrza. Co ciekawe, dopuszczalne są niektóre nawozy mineralne zawierające fosfor, potas czy wapń, o ile pochodzą z naturalnych złóż i nie są przetwarzane chemicznie. Moim zdaniem, takie rozwiązanie naprawdę pomaga utrzymać zdrową glebę i wspiera bioróżnorodność, chociaż czasem wymaga więcej pracy i wiedzy od rolnika. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że brak mineralnych nawozów azotowych wymusza przemyślane płodozmiany i dbałość o żyzność gleby długofalowo, co jest zgodne z filozofią eko.

Pytanie 23

Którego typu dojarni dotyczy opis?

Dojarnie te stosowane są w gospodarstwach z małą obsadą bydła mlecznego. W zależności od potrzeb są wyposażone w 6÷24 stanowisk udojowych rozmieszczonych pod kątem 40°÷45° wzdłuż korytarza technicznego. Dojarnie tego typu w ciągu godziny mogą wydoić od 20 do 80 krów.
A. Tandem.
B. Karuzelowej.
C. Paralell.
D. Rybia ość.
Opis wskazuje jednoznacznie na dojarnie typu „rybia ość”, nazywane też „fishbone”. To rozwiązanie jest często spotykane w mniejszych gospodarstwach mlecznych, gdzie liczy się prostota i efektywność pracy przy niewielkiej obsadzie bydła. Charakterystyczne ustawienie stanowisk pod kątem 40–45 stopni względem korytarza technicznego właśnie wyróżnia tę konstrukcję. Pozwala ono na sprawne ustawianie krów oraz daje dojarkom łatwy dostęp do wymion od boku, co jest szczególnie doceniane przy krótkich cyklach udojowych. Moim zdaniem ten typ dojarni wypada najlepiej pod kątem optymalizacji przestrzeni i kosztów inwestycyjnych w mniejszych oborach. Z praktyki – jeśli ktoś zaczyna przygodę z dojarnią na własnym gospodarstwie, to często wybiera właśnie „rybią ość”, bo łatwo ją rozbudować z np. 6 do 12 stanowisk, a potem nawet więcej, jeśli stado się powiększy. Standardy branżowe, według których projektuje się takie dojarnie, kładą nacisk na ergonomię użytkowania i minimalizowanie stresu dla krów oraz operatora. Dodatkowa zaleta to możliwość uzyskania w ciągu godziny wydajności nawet do 80 krów przy odpowiedniej organizacji pracy, co w małych i średnich gospodarstwach zupełnie wystarcza. Warto wiedzieć, że inne typy dojarni, jak tandem, paralell czy karuzelowa, mają inne przeznaczenie i układ stanowisk – nie tylko pod kątem kąta ustawienia, ale i sposobu wejścia oraz obsługi zwierząt.

Pytanie 24

Jakie urządzenie przedstawiono na rysunku?

Ilustracja do pytania
A. Wycinak kiszonki.
B. Szarpak kiszonki.
C. Chwytak do bel.
D. Kopaczka elewatorowa.
Wycinak kiszonki to urządzenie, które w praktyce rolniczej jest wręcz nieocenione, zwłaszcza przy codziennym wybieraniu kiszonki z silosu. Konstrukcja ze specjalnym, zębatym ostrzem na górnej krawędzi oraz masywną, ruchomą szczęką pozwala na precyzyjne odcinanie bloków kiszonki bez nadmiernego rozluźniania pryzmy, co pomaga ograniczać dostęp powietrza. To ogromnie ważne, bo prawidłowe wycinanie chroni kiszonkę przed wtórną fermentacją i psuciem. Moim zdaniem, wycinak znacznie poprawia komfort oraz wydajność pracy – szczególnie w gospodarstwach nastawionych na produkcję mleka, gdzie codzienne podawanie świeżej, niezepsutej kiszonki jest kluczowe dla zdrowia stada. Z mojego doświadczenia wynika, że w porównaniu do innych urządzeń, wycinak nie tylko przyspiesza pracę, ale też pozwala zachować lepszą jakość paszy. Warto też pamiętać, że stosowanie wycinaka wpisuje się w dobre praktyki branżowe – zaleca się korzystanie z narzędzi minimalizujących rozluźnianie i napowietrzanie kiszonki, co jest szeroko opisywane w literaturze rolniczej. W praktyce to urządzenie z powodzeniem współpracuje z ładowarkami i ciągnikami wyposażonymi w odpowiedni osprzęt hydrauliczny. Jeśli komuś zależy na wydajności i jakości – naprawdę nie ma lepszego rozwiązania niż dobrze dobrany wycinak kiszonki.

Pytanie 25

Która grupa zwierząt gospodarskich nie podlega kolczykowaniu?

A. Kozy.
B. Konie.
C. Świnie.
D. Bydło.
Odpowiedź dotycząca koni jest jak najbardziej trafiona, bo faktycznie – w Polsce konie nie podlegają obowiązkowi kolczykowania. Wynika to z przepisów Unii Europejskiej oraz krajowych regulacji, które jasno określają, że kolczykowanie dotyczy głównie gatunków takich jak bydło, świnie, owce i kozy. W przypadku koni stosuje się zupełnie inne metody identyfikacji, na przykład paszporty końskie, mikroczipy czy specjalne dokumenty hodowlane. Z praktycznego punktu widzenia – kolczykowanie u koni nie byłoby efektywne, bo zwierzęta te często są użytkowane w sposób sportowy, rekreacyjny czy nawet do pracy w hipoterapii, więc zachowanie ich dobrostanu bez inwazyjnych metod znakowania jest bardzo istotne. W codziennej pracy hodowcy czy pracownika gospodarstwa trzeba pamiętać, że obowiązują nas konkretne procedury ewidencji zwierząt i są one bardzo ściśle kontrolowane przez służby weterynaryjne, szczególnie podczas kontroli lub przemieszczania zwierząt. Moim zdaniem, znajomość takich niuansów jest nie tylko dowodem profesjonalizmu, ale też po prostu oszczędza kłopotów przy prowadzeniu dokumentacji. Dobrą praktyką jest bycie na bieżąco ze zmianami prawnymi – czasem coś się zmienia i warto to monitorować, żeby nie zaliczyć niepotrzebnego błędu przy ewidencji. No i taka ciekawostka – dla koni mikroczipowanie to już praktycznie standard, szczególnie w hodowlach sportowych.

Pytanie 26

Oznakowanie świń zgodnie z zasadami identyfikacji i rejestracji oraz obrotu zwierzętami gospodarskimi polega na

A. wytatuowaniu numeru identyfikacyjnego.
B. założeniu opaski.
C. założeniu na obu małżowinach usznych kolczyków.
D. założeniu na prawą małżowinę uszną duplikatu kolczyka.
Odpowiedzi sugerujące założenie kolczyków (na jedną lub obie małżowiny uszne) albo zastosowanie opaski są typowym przejawem myślenia według oznakowań stosowanych dla innych gatunków zwierząt gospodarskich, szczególnie bydła czy owiec. W przypadku świń, prawo polskie i obowiązujące rozporządzenia jasno mówią o konieczności wytatuowania numeru identyfikacyjnego jako głównej formy oznakowania. Kolczyki, choć wygodne i często wykorzystywane w hodowli bydła, dla świń nie są zalecane – zwierzęta te mają tendencję do intensywnego tarzania się, gryzienia i ocierania, przez co kolczyki bardzo łatwo mogą zostać wyrwane lub uszkodzone. Opaski są praktycznie niestosowane w profesjonalnych hodowlach – to raczej rozwiązanie prowizoryczne, nie spełniające wymogów identyfikacyjnych. Wiele osób myli te metody, bo w praktyce spotykają się z różnorodnymi technikami identyfikacji przy innych zwierzętach i automatycznie zakładają, że w przypadku świń będzie podobnie. Tymczasem tatuowanie daje trwałe i jednoznaczne oznakowanie, które nie zniknie przy pierwszym lepszym kontakcie z ogrodzeniem lub w błocie. Dodatkowo, polskie i unijne normy kładą nacisk na trwałość i czytelność oznaczeń, a tatuaż najlepiej te kryteria spełnia. Z moich obserwacji wynika, że osoby nowe w hodowli często mają tendencję do stosowania rozwiązań znanych z innych branż, stąd takie pomyłki. Warto jednak pamiętać – świnie muszą mieć numer identyfikacyjny wytatuowany na uchu, bo tylko wtedy spełniają wymogi prawne i branżowe.

Pytanie 27

W jakiej minimalnej odległości od głównej arterii komunikacyjnej pszczelarz może usytuować pasiekę?

A. 50 m
B. 200 m
C. 30 m
D. 100 m
Minimalna odległość 50 metrów od głównej arterii komunikacyjnej to nie przypadek, tylko wynik przemyślanych przepisów oraz wieloletnich obserwacji praktyków pszczelarstwa. Chodzi o bezpieczeństwo – zarówno ludzi, jak i pszczół. Drogi o dużym natężeniu ruchu, takie jak trasy krajowe czy wojewódzkie, stwarzają ryzyko kolizji owadów z pojazdami, a także możliwość wystraszenia lub rozdrażnienia pszczół przez hałas czy spaliny. Właśnie dlatego ustawodawca określił tę minimalną odległość. Moim zdaniem, to zdecydowanie najbardziej rozsądny kompromis – pasieka zlokalizowana bliżej drogi mogłaby powodować zagrożenie dla kierowców, jeśli pszczoły zaczną masowo przelatywać przez jezdnię w poszukiwaniu pożytku. Tak bliska obecność uli przy arterii mogłaby też negatywnie odbić się na kondycji rodzin pszczelich – stres, zanieczyszczenia, wibracje. Dobrą praktyką jest nawet zachowanie większego dystansu, jeśli pozwala na to teren. Warto też pomyśleć o naturalnej osłonie w postaci żywopłotu czy drzew – to podnosi komfort i bezpieczeństwo. W fachowych podręcznikach pszczelarskich można znaleźć zalecenia, które potwierdzają sens tej regulacji. Z mojego doświadczenia wynika, że dobre usytuowanie pasieki to podstawa spokojnej pracy i zadowolenia zarówno pszczelarza, jak i okolicznych mieszkańców.

Pytanie 28

Do poprawnego i bezpiecznego przywiązania konia podczas jego czyszczenia są potrzebne

A. ogłowie i uwiąz.
B. ogłowie i wodze.
C. kantar i wodze.
D. kantar i uwiąz.
Do przywiązania konia podczas czyszczenia najlepiej sprawdza się zestaw kantar i uwiąz – to absolutny standard w branży jeździeckiej. Kantar, wykonany najczęściej z nylonu lub skóry, jest skonstruowany tak, by dobrze przylegał do głowy konia, ale nie uciskał jej zbyt mocno. Zapewnia kontrolę nad zwierzęciem, a jednocześnie minimalizuje ryzyko obtarć. Uwiąz natomiast to specjalna lina z odpowiednim karabińczykiem – zazwyczaj wybiera się tzw. szybkozłączki, które można błyskawicznie odpiąć w razie sytuacji awaryjnej (np. koń się przestraszy). To bardzo ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa zarówno konia, jak i człowieka. Z moich obserwacji wynika, że wielu początkujących jeźdźców próbuje używać wodzy lub ogłowia, ale to niepotrzebnie komplikuje sprawę i może prowadzić do urazów pyska konia. Dodatkowo, dobry uwiąz przywiązuje się do stabilnego elementu za pomocą węzła bezpieczeństwa – taki węzeł, jak „węzeł stajenny” można szybko rozwiązać jednym pociągnięciem, nawet jeśli koń się szarpie. Generalnie, kantar i uwiąz to zestaw gwarantujący wygodę, bezpieczeństwo i zgodność z praktykami zalecanymi w każdej profesjonalnej stajni. Dobrze mieć to opanowane, bo to absolutna podstawa pracy z końmi w codziennej obsłudze.

Pytanie 29

Które z wymienionych narzędzi należy użyć do czyszczenia skóry krowy lub konia?

A. Trymer metalowy.
B. Szczoteczkę z krótkim włosem.
C. Zgrzebło gumowe.
D. Kopystkę.
Wybierając narzędzie do czyszczenia skóry krowy lub konia, łatwo się pomylić, zwłaszcza jeśli nie miało się jeszcze okazji pracować przy codziennych zabiegach pielęgnacyjnych. Kopystka to sprzęt typowo przeznaczony do czyszczenia kopyt, nie sierści – jej kształt i ostre krawędzie mogą wręcz zranić zwierzę, jeśli spróbować nią czyścić skórę, a poza tym kompletnie nie radzi sobie z kurzem czy błotem na bokach czy grzbiecie. Jeżeli chodzi o trymer metalowy – to już narzędzie dość specjalistyczne, używane głównie do usuwania nadmiaru sierści lub podszerstka, czasem do precyzyjnego strzyżenia, ale absolutnie nie do codziennego czyszczenia skóry z zabrudzeń. Jego metalowe ostrza mogą być zbyt agresywne i, szczerze mówiąc, w codziennej pracy ze zwierzęciem lepiej unikać takich rozwiązań. Szczoteczka z krótkim włosiem z kolei bywa bardzo przydatna, ale raczej do wyczesywania luźnej sierści lub delikatnego „dopieszczania” po usunięciu większych zabrudzeń, a nie do samego usuwania zaschniętego błota czy kurzu. Spotkałem się już z sytuacjami, gdzie ktoś próbował czyścić konia szczoteczką, a efekt był marny – kurz tylko się rozpylał, a zwierzę dalej było brudne. Myślę, że częstym błędem jest mylenie narzędzi w pielęgnacji, bo nie zawsze zdajemy sobie sprawę, jak różne mają zastosowania. W branży panuje zasada, żeby narzędzie dopasowywać do konkretnego zadania i do potrzeb skóry oraz sierści danego gatunku – to zapewnia bezpieczeństwo i skuteczność. Zgrzebło gumowe naprawdę najlepiej sprawdza się do mycia i masażu skóry dużych ssaków gospodarskich, a błędne wybory mogą prowadzić nie tylko do frustracji, ale i do dyskomfortu zwierzęcia.

Pytanie 30

Ile razy w roku do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa podaje się stan stada, jeżeli jego liczebność nie uległa zmianie?

A. Cztery razy.
B. Trzy razy.
C. Dwa razy.
D. Jeden raz.
Zgadza się, w przypadku gdy liczebność stada nie uległa zmianie, stan stada zgłasza się do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) tylko raz w roku. Wynika to z przepisów dotyczących ewidencji zwierząt gospodarskich, konkretnie z zasad prowadzenia rejestru przez posiadaczy zwierząt. Takie podejście jest logiczne – chodzi o to, żeby niepotrzebnie nie obciążać rolników biurokracją, jeśli nic się nie zmieniło. W praktyce wygląda to tak: rolnik, który np. przez cały rok nie kupił ani nie sprzedał żadnej sztuki bydła czy trzody, po prostu raportuje stan w wyznaczonym przez prawo terminie – zwykle jest to do końca stycznia kolejnego roku. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele osób myśli, iż trzeba raportować częściej, bo boją się przeoczyć jakieś zmiany w przepisach. W rzeczywistości ARiMR oczekuje częstszych zgłoszeń tylko przy zmianach liczebności stada, takich jak narodziny, sprzedaż, padnięcie czy ubój. To podejście jest zgodne z dobrymi praktykami administracyjnymi i zasadami minimalizowania zbędnych formalności w sektorze rolniczym. Dobrze o tym pamiętać, żeby nie tracić czasu na niepotrzebne wizyty czy formalności. Warto też regularnie sprawdzać aktualne wytyczne ARiMR, bo przepisy potrafią się zmieniać – choć zasada zgłaszania raz w roku przy braku zmian jest od lat stała.

Pytanie 31

W jakim czasie po udoju należy schłodzić mleko?

A. Do czterech godzin.
B. Bezpośrednio po udoju.
C. Do trzech godzin.
D. Do dwóch godzin.
Schłodzenie mleka bezpośrednio po udoju to absolutna podstawa w profesjonalnej produkcji mleczarskiej. Taki zabieg pozwala znacznie ograniczyć rozwój bakterii i przedłuża świeżość surowca – naprawdę nie ma tu miejsca na opóźnienia. W praktyce, w dobrze zorganizowanej oborze mleko trafia od razu do zbiornika schładzającego, gdzie temperatura powinna spaść poniżej 8°C (albo nawet bliżej 4°C, jeżeli ma być przechowywane dłużej niż 24 godziny). Moim zdaniem to jest jeden z tych elementów, które niby wydają się oczywiste, a w praktyce sporo gospodarzy próbuje "przeczekać" z wstawieniem mleka do chłodni – i potem są zaskoczeni złą jakością, przekroczeniami norm bakteriologicznych czy karami od mleczarni. Właściwe, szybkie schłodzenie to nie tylko dobre praktyki, ale po prostu wymóg prawa i norm, np. rozporządzenia (WE) nr 853/2004. W Polsce też inspekcja weterynaryjna kładzie na to nacisk. Warto zapamiętać, że temperatura i czas są tu najważniejsze – im szybciej, tym lepiej dla jakości i zdrowia konsumentów. Rzetelna produkcja mleka zaczyna się od tych drobnych, ale kluczowych szczegółów technicznych.

Pytanie 32

Podczas pozyskiwania miodu z plastrów w skład niezbędnego sprzętu wchodzą: miodarka, stół do odsklepiania, odsklepiacz widelcowy oraz

A. cedzidło.
B. przegonka.
C. izolatory.
D. topiarka.
Cedzidło to naprawdę podstawowy sprzęt przy pozyskiwaniu miodu z plastrów i praktycznie nie wyobrażam sobie pracy bez niego. Jak już odsklepisz komórki widelcem albo nożem i wrzucisz ramki do miodarki, to po wirowaniu miód jest niby czysty, ale i tak nadal ma w sobie resztki wosku, kawałki pszczół albo inne drobne zanieczyszczenia. Normalnie, zgodnie z dobrą praktyką pszczelarską, taki świeży miód przelewa się przez cedzidło, żeby te wszystkie paproszki zatrzymały się na sitku, a do słoików trafiła już klarowna i bezpieczna do spożycia substancja. W profesjonalnych pasiekach często stosuje się zestaw podwójnych lub nawet potrójnych sit, gdzie najpierw większe odpadki zatrzymuje grubsze sito, a potem drobniejsze cząstki wyłapuje gęstsza siatka. Cedzidło zdecydowanie wpływa na jakość produktu końcowego – miód zanieczyszczony nie tylko wygląda gorzej, ale może się szybciej psuć lub fermentować. Moim zdaniem, jeśli ktoś się na poważnie zabiera za wirowanie miodu, to cedzidło powinno być na liście zakupów zaraz po miodarce. Nawet przy niewielkiej liczbie uli można się przekonać, że bez tego sprzętu późniejsze domywanie słoików i nieprzyjemne niespodzianki w postaci woskowych grudek w miodzie to po prostu strata czasu i nerwów. W zasadzie każda polska literatura pszczelarska poleca stosowanie cedzideł, bo to już taki standard branży. Warto wiedzieć, że nawet w małej pasiece domowe cedzidło znacząco ułatwia utrzymanie wysokiej jakości miodu.

Pytanie 33

Gdzie montuje się przedstawiony na rysunku poławiacz pyłku?

Ilustracja do pytania
A. Na dnie dennicy.
B. Na wylocie ula.
C. W powałce.
D. Nad gniazdem.
Poławiacz pyłku montuje się właśnie na wylocie ula, bo tylko wtedy faktycznie spełnia swoją rolę i działa poprawnie. Przechodząc przez specjalną kratkę zamontowaną na wylotku, pszczoły tracą część pyłku, który zebrały na odnóżach – opada on do pojemnika poławiacza, a pszczoły mogą wrócić do ula praktycznie nienaruszone. Z mojego doświadczenia wynika, że prawidłowe zamocowanie poławiacza nie zaburza ruchu rodzin pszczelich, a daje nam cenny surowiec, który w branży jest bardzo pożądany – pyłek kwiatowy. W praktyce spotyka się różne konstrukcje poławiaczy, ale praktycznie każda opiera się właśnie na tej zasadzie – urządzenie jest mocowane przy samym wylotku, co jest zgodne z zaleceniami większości producentów i podręczników pszczelarskich. Umiejscowienie poławiacza w tym miejscu nie tylko zapewnia efektywność zbioru, ale też pozwala na łatwą kontrolę i konserwację. Fachowcy powtarzają, żeby nie montować poławiacza w innych częściach ula, bo może to prowadzić do stresu pszczół i zaburzeń w funkcjonowaniu rodziny. No i jeszcze – montując poławiacz na wylocie nie utrudniasz pszczołom wentylacji gniazda, co czasem bywa problemem, jeśli ktoś kombinuje z innymi lokalizacjami.

Pytanie 34

Podczas doboru środków chemicznych zwalczających owady należy zwrócić szczególną uwagę na

A. okres karencji i prewencji dla pszczół.
B. odległość plantacji od lasu.
C. rodzaj zastosowanego opryskiwacza.
D. fazę rozwoju chronionych roślin.
Odpowiedź dotycząca okresu karencji i prewencji dla pszczół jest całkowicie trafiona. W praktyce rolniczej oraz ogrodniczej niezwykle ważne jest, by przy doborze środków ochrony roślin zwracać szczególną uwagę na wpływ tych preparatów na środowisko, zwłaszcza na owady zapylające, takie jak pszczoły. Okres karencji to czas, jaki musi upłynąć od ostatniego zabiegu do zbioru plonów, żeby nie było zagrożenia dla konsumenta – a okres prewencji odnosi się do czasu, przez jaki po zabiegu środkiem chemicznym nie wolno wpuszczać pszczół ani innych owadów zapylających na plantację. Dobrą praktyką jest zawsze czytać etykiety środków ochrony roślin i stosować się do wytycznych podanych przez producenta oraz przepisów krajowych. Moim zdaniem wielu rolników niestety wciąż bagatelizuje te okresy, co prowadzi do niepotrzebnych zatruć pszczół. Warto wiedzieć, że nieprzestrzeganie okresu prewencji dla pszczół jest nie tylko nieetyczne, ale też grozi poważnymi konsekwencjami prawnymi i ekonomicznymi. Przykładowo, zabieg insektycydem w trakcie kwitnienia rzepaku bez zachowania właściwej prewencji może spowodować masowe ginięcie rodzin pszczelich w okolicy. W branży ochrony roślin standardem jest planowanie zabiegów na godziny wieczorne, gdy pszczoły już nie latają, oraz stosowanie środków selektywnych, mniej szkodliwych dla zapylaczy. Takie podejście jest po prostu rozsądne i bardzo potrzebne, bo bez pszczół nie ma mowy o stabilnych plonach!

Pytanie 35

Jakie jest maksymalne dopuszczalne stężenie dwutlenku węgla w oborze?

A. 0,3% (3000 ppn)
B. 0,4% (4000 ppn)
C. 0,1% (1000 ppn)
D. 0,2% (2000 ppn)
Prawidłową odpowiedzią jest 0,3% (czyli 3000 ppm), bo właśnie takie stężenie dwutlenku węgla uznaje się w przepisach oraz praktyce zootechnicznej za granicę bezpieczną w oborach. To wynika nie tylko z polskich norm, ale i z wytycznych europejskich, gdzie również podkreśla się, że CO₂ powyżej tej wartości zaczyna już negatywnie wpływać na zdrowie i dobrostan zwierząt. Przy takim stężeniu, krowy czy bydło oddychają jeszcze powietrzem uznawanym za akceptowalne — choć oczywiście im mniej zanieczyszczeń, tym lepiej. Z mojego doświadczenia wynika, że przekroczenie tego progu bardzo szybko objawia się ospałością zwierząt, spadkiem apetytu, a nawet pogorszeniem jakości mleka. W praktyce oznacza to, że wentylacja w oborze musi działać sprawnie – nawet zimą, gdy kuszące jest ograniczenie przewiewu, żeby nie było zimno. A niestety, właśnie wtedy najłatwiej o przekroczenie tego poziomu. Często spotykałem się z sytuacjami, gdzie rolnik nie zdawał sobie sprawy, jak szybko CO₂ potrafi się gromadzić. Dobrym nawykiem jest regularne sprawdzanie tej wartości, chociażby przy okazji kontroli mikroklimatu w oborze. Znajomość tej granicy to podstawa — i naprawdę warto o niej pamiętać, bo wpływa bezpośrednio na wyniki produkcyjne i zdrowotność stada.

Pytanie 36

Herbicydy są to pestycydy zwalczające

A. chwasty.
B. owady.
C. gryzonie.
D. grzyby.
Herbicydy to specjalna grupa pestycydów, których głównym celem jest zwalczanie chwastów, czyli niepożądanych roślin w uprawach rolnych, ogrodach czy terenach zieleni miejskiej. Z mojego doświadczenia wynika, że właściwe stosowanie herbicydów pozwala znacznie ograniczyć konkurencję o wodę, składniki odżywcze i światło, co bezpośrednio przekłada się na lepszy wzrost roślin uprawnych. Praktycy często stosują herbicydy w uprawach zbóż, kukurydzy czy ziemniaków, gdzie chwasty mogą skutecznie zredukować plon, jeśli nie zostaną usunięte. W branży istnieją różne typy herbicydów – selektywne i nieselektywne. Te pierwsze działają tylko na określone gatunki chwastów, nie szkodząc roślinie uprawnej, co wymaga jednak dobrej znajomości zarówno biologii roślin, jak i aktualnych technologii ochrony. Moim zdaniem szczególnie ważne jest przestrzeganie zaleceń producentów, bo niewłaściwe użycie herbicydów może prowadzić do powstawania odporności wśród chwastów, zanieczyszczenia środowiska lub nawet uszkodzenia roślin uprawnych. W praktyce rolniczej coraz częściej korzysta się też z integrowanego systemu ochrony roślin, gdzie herbicydy są tylko jednym z elementów walki z chwastami – obok mechanicznych i agrotechnicznych metod. To wszystko pokazuje, że wiedza na temat działania herbicydów i ich właściwego stosowania to absolutna podstawa w nowoczesnym rolnictwie.

Pytanie 37

W jakim celu stosuje się sprzęt pokazany na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Do cedzenia miodu.
B. Do odsączania odsklepów.
C. Do oddzielenia miodni od rodni.
D. Do poławiania propolisu.
Ta odpowiedź jest jak najbardziej trafiona – sprzęt widoczny na zdjęciu to tak zwana krata odgrodowa, używana w nowoczesnych pasiekach do oddzielania miodni od rodni. Moim zdaniem to jedno z tych rozwiązań, które naprawdę ułatwiają pracę pszczelarzowi i chronią zarówno pszczoły, jak i jakość produktów pszczelich. Chodzi głównie o to, że matka pszczela nie ma możliwości przejścia przez te szczeliny, bo są one zaprojektowane tak, by przepuszczać tylko robotnice. Dzięki temu matka pozostaje w rodni, składając tam jaja, a miodnia pozostaje wolna od czerwiu i jest przeznaczona wyłącznie na magazynowanie miodu. W praktyce taka krata pozwala uzyskać miód wyższej jakości, bo nie ma ryzyka obecności czerwiu w plastrach miodowych, co byłoby niezgodne z podstawowymi standardami branżowymi. Z mojego doświadczenia wynika, że stosowanie krat odgrodowych to już właściwie codzienność w gospodarstwach nastawionych na profesjonalną produkcję miodu – to też podkreślają wytyczne Polskiego Związku Pszczelarskiego. Warto pamiętać, że choć niektórzy początkujący pszczelarze czasem obawiają się tej metody, to jednak w praktyce daje ona dużo większą kontrolę nad rozwojem rodziny pszczelej i pozyskiwaniem czystego miodu. Ciekawostką jest, że dostępne są różne warianty krat – plastikowe, metalowe, elastyczne – i każdy pszczelarz może dobrać je do typu ula i własnych preferencji.

Pytanie 38

Który sprzęt przedstawiony jest na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Owijarka bel.
B. Gniotownik walcowy.
C. Prasa belująca.
D. Prasa zwijająca.
Odpowiedź owijarka bel jest prawidłowa, bo na zdjęciu widać typowy sprzęt wykorzystywany do owijania bel folią. Maszyny tego typu są niezbędne szczególnie w gospodarstwach nastawionych na produkcję sianokiszonki i kiszonki z traw, gdzie liczy się szybkie i szczelne zabezpieczenie materiału przed dostępem powietrza. W praktyce taka owijarka pozwala na znaczne przedłużenie trwałości paszy, ogranicza straty wartości odżywczych oraz minimalizuje rozwój niepożądanych mikroorganizmów. Z mojego doświadczenia wynika, że dobrze dobrana i regularnie serwisowana owijarka bel to inwestycja, która naprawdę się zwraca – nie tylko przez poprawę jakości kiszonki, ale też przez oszczędność czasu podczas pracy w polu. Warto zwrócić uwagę na detale konstrukcyjne, na przykład sposób napinania folii czy stabilność obracania beli – to potem wyraźnie wpływa na równomierność owinięcia. Standardem branżowym jest stosowanie folii o odpowiedniej grubości i rozciągliwości, zgodnie z zaleceniami producenta sprzętu. No i na koniec, moim zdaniem – umiejętność rozpoznania owijarki to jedna z podstawowych kompetencji w każdym nowoczesnym gospodarstwie hodowlanym.

Pytanie 39

Którym narzędziem pasiecznym należy usuwać dziką woskową zabudowę z powałki?

A. Skrobaczką krótką.
B. Odsklepiaczem nożowym.
C. Dłutem pasiecznym.
D. Szczotką pasieczną.
Dłuto pasieczne to narzędzie dosłownie nie do zastąpienia podczas codziennej pracy w pasiece, zwłaszcza przy usuwaniu dzikiej zabudowy woskowej z powałki. Praktyka pokazuje, że pszczoły bardzo często budują nieregularne plastry lub tak zwane dzikie zabudowy tam, gdzie mamy szczeliny czy wolne przestrzenie, a powałka jest miejscem, gdzie te nadwyżki pojawiają się najczęściej. Dłuto ma odpowiednią konstrukcję – z jednej strony ostre i płaskie, z drugiej często lekko zaokrąglone lub wygięte. Dzięki temu można nim precyzyjnie podważać, odrywać i zeskrobywać wosk, nie uszkadzając przy tym ani powałki, ani ramek. Standardy pracy pasiecznej wyraźnie wskazują, że stosowanie dłuta minimalizuje ryzyko zranienia pszczół czy uszkodzenia materiału, a dodatkowo dłuto można szybko odkazić, co jest ważne z punktu widzenia higieny w ulu. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby początkujące często próbują innych narzędzi, ale prędzej czy później i tak wracają do klasycznego dłuta. To nie jest przypadek – ergonomia, bezpieczeństwo i wielofunkcyjność sprawiają, że dłuto pasieczne po prostu sprawdza się najlepiej i pozwala zachować porządek w ulu zgodnie z dobrą praktyką pszczelarską. Takie podejście jest w zasadzie branżowym standardem.

Pytanie 40

Którego sprzętu należy użyć, aby otrzymać baloty przedstawione na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Prasy kostkującej.
B. Agregatu ścierniskowego.
C. Prasy zwijającej.
D. Owijarki bel.
To właśnie prasa zwijająca jest odpowiedzialna za formowanie takich charakterystycznych, okrągłych balotów słomy czy siana, jak te na zdjęciu. Z mojego doświadczenia wynika, że ten sprzęt to już praktycznie standard w nowoczesnym gospodarstwie, bo pozwala bardzo wydajnie zebrać materiał z pola. Prasa zwijająca działa tak, że zbiera leżący materiał roślinny i zwija go w cylindryczne bele, które potem łatwo transportować i magazynować. Co ważne, baloty uzyskiwane tą metodą są dość mocno sprasowane, dzięki czemu zajmują mniej miejsca i lepiej się przechowują. Prasy zwijające różnią się od pras kostkujących przede wszystkim kształtem uzyskanego balota – kostkująca tworzy prostopadłościenne kostki, a zwijająca właśnie takie cylindry. Coraz częściej na polskich polach można zauważyć, że to właśnie baloty okrągłe, bo są wygodniejsze do owijania folią (gdy robi się sianokiszonkę), a także łatwiejsze do ładowania na przyczepy. No i na końcu – zgodnie z wytycznymi branżowymi oraz praktyką rolniczą, prasę zwijającą wykorzystuje się właśnie do produkcji tego typu balotów, szczególnie przy zbiorach sianokiszonki, słomy czy siana.