Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik szerokopasmowej komunikacji elektronicznej
  • Kwalifikacja: INF.05 - Montaż i eksploatacja instalacji wewnątrzbudynkowych telewizji satelitarnej, kablowej i naziemnej
  • Data rozpoczęcia: 8 czerwca 2026 19:08
  • Data zakończenia: 8 czerwca 2026 19:25

Egzamin zdany!

Wynik: 23/40 punktów (57,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Przedstawiony na rysunku symbol graficzny oznacza w instalacjach TV

Ilustracja do pytania
A. zwrotnicę.
B. filtr.
C. wzmacniacz.
D. gniazdo.
Ten symbol przedstawia zwrotnicę stosowaną w instalacjach telewizyjnych i RTV-SAT. Charakterystyczny jest schemat w kształcie litery „Y” umieszczony w prostokącie – sugeruje on podział lub sumowanie kilku torów sygnałowych wewnątrz jednego urządzenia. Zwrotnica w praktyce to układ filtrów częstotliwościowych, który rozdziela lub łączy sygnały z różnych pasm, np. VHF, UHF, pasmo radiowe FM, czasem także sygnał satelitarny. Dzięki temu można jednym przewodem koncentrycznym doprowadzić do mieszkania komplet usług, a dopiero potem je rozdzielić na odpowiednie gniazda.

W typowej instalacji domowej zwrotnicę montuje się w pobliżu masztu antenowego, gdzie łączy się sygnały z kilku anten kierunkowych, albo w szafce multimedialnej, gdzie sumuje się sygnał z anteny naziemnej DVB-T2 z sygnałem z konwertera satelitarnego. Z mojego doświadczenia wynika, że dobra zwrotnica, zgodna z normami PN-EN 50083 i ogólnie z zasadami projektowania instalacji zbiorczych, zapewnia właściwe dopasowanie impedancji (zazwyczaj 75 Ω), minimalne tłumienie w paśmie przepustowym i odpowiednią separację między wejściami. To przekłada się na stabilny odbiór, brak przesterowań wzmacniaczy i mniejsze ryzyko zakłóceń między kanałami.

W praktyce instalatorskiej zwraca się uwagę, żeby zwrotnica była dobrana dokładnie do zakresów częstotliwości używanych w danej instalacji. Inaczej mówiąc, zwrotnica do FM/VHF/UHF będzie inna niż zwrotnica RTV-SAT. Ważne jest też prawidłowe oznaczenie portów (np. VHF, UHF, SAT, R/TV) i trzymanie się schematu producenta. W porównaniu z filtrem, który „wycina” albo przepuszcza określone pasmo na jednym torze, zwrotnica zawsze kojarzy się z rozdzielaniem lub sumowaniem kilku torów. Dlatego ten symbol, z rozgałęzieniem wewnątrz prostokąta, jednoznacznie wskazuje na zwrotnicę, a nie na filtr, gniazdo czy wzmacniacz.

Pytanie 2

W trakcie przygotowania włókien światłowodowych i wykonywaniu spawu optycznego należy zwrócić szczególną uwagę na to, aby

A. usunąć osłonkę spawu bezpośrednio przed jego wykonaniem.
B. oczyścić włókna chusteczką bezpyłową bezpośrednio po docięciu ich na wymaganą długość.
C. dociąć włókna na wymaganą długość bezpośrednio przed wykonaniem spawu.
D. usunąć powłoki włókien bezpośrednio po docięciu ich na wymaganą długość.
Przy przygotowaniu włókien do spawania bardzo łatwo skupić się na pojedynczych czynnościach, a zgubić całą właściwą kolejność i logikę procesu. W światłowodach kolejność etapów jest kluczowa, bo każde naruszenie czystości albo mechaniczne uszkodzenie przekłada się na tłumienie, refleksy i późniejsze problemy eksploatacyjne. Jednym z częstych nieporozumień jest traktowanie osłonki spawu jako elementu, który trzeba „usunąć” tuż przed spawaniem. W praktyce stosowana jest termokurczliwa osłonka z pręcikiem wzmacniającym, którą zakłada się na włókno przed spawaniem, a po wykonaniu spawu przesuwa się na miejsce i obkurcza w piecyku spawarki. Nie usuwa się jej, tylko zabezpiecza nią gotowy spaw. Mylenie tych etapów zwykle wynika z braku obycia ze sprzętem i instrukcjami producentów. Kolejne ryzykowne podejście to zdejmowanie powłoki włókna dopiero po docięciu na długość. Standardowa praktyka jest odwrotna: najpierw wykonuje się stripping, czyli usunięcie powłoki na odpowiedni odcinek, potem dokładne czyszczenie alkoholem izopropylowym i chusteczką bezpyłową, a dopiero na końcu cięcie w cleaverze. Cięcie przez powłokę albo zbyt późne jej usuwanie może uszkodzić szkło, spowodować nierówne czoło i zwiększone tłumienie spawu. Często spotykany błąd to też traktowanie czyszczenia jako ostatniego kroku po cięciu. W dobrych praktykach branżowych (procedury budowy sieci PON, standardowe instrukcje firm kablowych) czyszczenie wykonuje się przed cięciem, tak aby ostrze cleavera pracowało na czystym szkle, bez resztek powłoki i brudu. Jeśli czyści się po cięciu, łatwo uszkodzić świeże czoło włókna, wprowadzić mikropęknięcia lub zanieczyszczenia na sam koniec. Moim zdaniem to typowy błąd „na logikę”: ktoś myśli, że ostatnie musi być czyszczenie, żeby było jak najczyściej, a w praktyce niszczy efekt dobrze wykonanego cięcia. Prawidłowe podejście opiera się na sprawdzonej sekwencji: strip – clean – cleave – fusion splice – zabezpieczenie spawu. Odejście od tej kolejności zwykle kończy się gorszymi parametrami toru i niepotrzebnymi reklamacjami.

Pytanie 3

Które informacje są niezbędne do poprawnego spozycjonowania anteny satelitarnej?

A. Azymut i kąt elewacji dla satelity oraz szerokość geograficzna lokalizacji anteny.
B. Długość geograficzna lokalizacji anteny oraz kąt elewacji i azymut dla satelity.
C. Azymut dla satelity oraz długość i szerokość geograficzna lokalizacji anteny.
D. Długość i szerokość geograficzna lokalizacji anteny oraz kąt elewacji dla satelity.
Poprawnie wskazana odpowiedź podkreśla trzy kluczowe elementy: azymut satelity, kąt elewacji oraz szerokość geograficzną lokalizacji anteny. W praktyce ustawianie anteny satelitarnej zawsze sprowadza się do dwóch podstawowych ruchów: obrót w poziomie (azymut) i pochylenie w pionie (elewacja). To właśnie te dwa kąty ustawiasz fizycznie na uchwycie anteny. Natomiast szerokość geograficzna miejsca montażu wpływa na to, jakie wartości azymutu i elewacji będą poprawne dla danego satelity geostacjonarnego. Systemy obliczeniowe, kalkulatory online czy aplikacje w telefonie biorą szerokość geograficzną jako jeden z głównych parametrów wejściowych, żeby wyznaczyć właściwe kąty. Z mojego doświadczenia, w praktyce serwisowej instalator nie wpisuje ręcznie długości geograficznej do anteny, tylko korzysta z gotowych tabel, aplikacji albo miernika sygnału, który już ma to w sobie zaszyte. Wystarczy mu potem precyzyjnie ustawić azymut i elewację zgodnie z wyliczonymi wartościami. Długość geograficzna oczywiście jest ważna w obliczeniach teoretycznych, ale sam proces strojenia polega na korygowaniu azymutu i elewacji pod konkretny satelitę, przy założeniu, że znamy swoją przybliżoną pozycję. W dobrych praktykach branżowych, zgodnie z zaleceniami producentów anten i mierników sygnału, najpierw ustala się wstępny azymut i elewację według danych z kalkulatora (właśnie na bazie szerokości geograficznej), potem robi się drobne korekty, obserwując poziom i jakość sygnału (MER, C/N, BER). Moim zdaniem to pytanie fajnie pokazuje, że do realnej regulacji anteny potrzebne są kąty mechaniczne (azymut, elewacja) oraz podstawowa informacja o położeniu w osi północ–południe, czyli szerokość geograficzna. Reszta to już kwestia dokładnej regulacji i doświadczenia instalatora, który „dokręca” ustawienia na mierniku, trzymając się standardów instalacyjnych DVB-S/S2 i wytycznych operatorów satelitarnych.

Pytanie 4

Podstawowym parametrem anteny odbiorczej DVB-T jest

A. moc.
B. rezystancja.
C. tłumienie.
D. zysk.
Prawidłowo – w przypadku anteny odbiorczej dla DVB-T kluczowym, podstawowym parametrem jest jej zysk. Zysk anteny opisuje, jak bardzo antena potrafi „skupić” odbierane fale radiowe w określonym kierunku w porównaniu z anteną wzorcową (najczęściej izotropową lub półfalową). W praktyce im większy zysk (podawany zwykle w dBi lub dBd), tym wyższy poziom sygnału na wyjściu anteny przy takim samym poziomie pola elektromagnetycznego w eterze. To się bardzo mocno przekłada na stabilny odbiór DVB-T, szczególnie przy słabszym sygnale albo większej odległości od nadajnika. Moim zdaniem w realnych instalacjach domowych to właśnie zysk i kierunkowość anteny najczęściej decydują, czy odbiornik ma zapas tzw. marginesu sygnał/szum, który jest wymagany przez standardy DVB-T/DVB-T2. Dla modulacji COFDM używanej w DVB-T ważne jest, żeby poziom sygnału na wejściu tunera przekraczał minimalne wartości określone w dokumentach ETSI EN 300 744 i powiązanych zaleceniach, a odpowiednio dobrana antena o sensownym zysku pomaga ten warunek spełnić bez przesadnego wzmacniania wszystkiego dodatkowym wzmacniaczem masztowym. W praktyce instalatorzy dobierają antenę właśnie pod kątem zysku i charakterystyki promieniowania – np. w terenie wiejskim stosuje się anteny kierunkowe o dużym zysku, żeby „dociągnąć” sygnał z odległego nadajnika, a w mieście często wystarcza mniejsza antena o średnim zysku, za to o szerszej charakterystyce. Dobrą praktyką jest, żeby zysk anteny był na tyle wysoki, aby na wyjściu uzyskać stabilny poziom sygnału, ale jednocześnie nie przesadzić tak, żeby nie przesterować wzmacniaczy lub wejścia tunera. W porządnie zaprojektowanych instalacjach antenowych parametrem startowym przy doborze anteny jest właśnie zysk, a dopiero później patrzy się na inne cechy, jak odporność mechaniczna, pasmo pracy czy dopasowanie impedancyjne.

Pytanie 5

Którym z wymienionych wtyków powinien być zakończony patchcord umożliwiający bezpośrednie połączenie przedstawionego na fotografii odbiornika optycznego do części światłowodowej instalacji telewizyjnej?

Ilustracja do pytania
A. FC/APC
B. FC/UPC
C. SC/UPC
D. SC/APC
Prawidłowo – w tym typie odbiornika optycznego stosuje się złącze SC/APC, czyli prostokątny korpus SC z ferrulą szlifowaną skośnie (Angled Physical Contact) pod kątem 8°. Widać to też na zdjęciu: gniazdo ma charakterystyczny zielony kolor, który w praktyce instalacyjnej jest nieformalnym standardem dla złączy APC w systemach TV/SAT i GPON. Skośne czoło włókna powoduje, że odbita od czoła wiązka nie wraca wprost do nadajnika, tylko „ucieka” w płaszcz, dzięki czemu odbicia wsteczne (return loss) są dużo niższe niż w UPC. To jest bardzo ważne przy transmisji RF overlay (telewizja kablowa po światłowodzie), bo wszelkie odbicia potrafią wprowadzać zniekształcenia i intermodulację. Moim zdaniem w instalacjach TV/SAT nie warto kombinować – jak producent daje SC/APC, to patchcord też musi być SC/APC z obu stron, zgodnie z dobrą praktyką: ten sam typ złącza po obu końcach odcinka liniowego. W standardowych rozwiązaniach FTTH i w osprzęcie typu Televes, Triax, TERRA, wejścia optyczne do odbiorników, węzłów optycznych i konwerterów RFoG są właśnie w wersji SC/APC. Dzięki temu zapewnia się wysoki współczynnik tłumienia odbić (typowo >60 dB), stabilne parametry MER/BER i mniejsze ryzyko przesterowania optycznego. W praktyce instalator po prostu bierze zielony patchcord SC/APC–SC/APC i wpina go między gniazdo operatora/ROE a odbiornik. Trzeba tylko pamiętać o czystości złączy – nawet najlepsze SC/APC przybrudzone kurzem potrafi dodać kilka dB tłumienia. Dlatego zgodnie z dobrą praktyką ITU-T i zaleceniami producentów zawsze czyścimy i sprawdzamy złącza przed wpięciem, szczególnie w torach TV/SAT, gdzie budżet mocy bywa dość napięty.

Pytanie 6

Aby wykonać regulację i ustawienie odpowiedniego poziomu sygnału telewizyjnego, należy miernik podłączyć do gniazda

A. filtra pasmowego w szafie serwerowej.
B. antenowego.
C. wzmacniacza w szafie serwerowej.
D. abonenckiego.
W instalacjach telewizyjnych bardzo łatwo pomylić miejsce, w którym należy wykonywać pomiar i regulację poziomu sygnału. Intuicja często podpowiada, żeby podłączyć miernik do gniazda antenowego lub abonenckiego, bo to jest punkt, w którym sygnał „odbiera” użytkownik końcowy. Technicznie da się tam oczywiście zmierzyć poziom, ale nie jest to właściwe miejsce do zasadniczej regulacji całego systemu. Gniazdo abonenckie służy do podłączenia odbiornika, dekodera, modemu kablowego itp., a nie do strojenia parametrów sieci. Na tym etapie sygnał przeszedł już przez rozgałęźniki, odgałęźniki, długość kabla, ewentualne dodatkowe tłumiki. Jeśli spróbujemy regulować instalację „od końca”, to zaczynamy gonić skutki, a nie przyczynę. Można sobie narobić bałaganu: poprawimy poziom na jednym gnieździe, a rozjedzie się na innych punktach. Dlatego normy branżowe i dobre praktyki projektowe mówią jasno: podstawowa regulacja odbywa się przy urządzeniach aktywnych, czyli wzmacniaczach, ewentualnie na wyjściach stacji czołowej, a pomiary na gniazdach służą głównie do kontroli, czy projekt został zrealizowany poprawnie. Podłączanie miernika do samego gniazda antenowego, rozumianego jako wyjście z anteny, też nie rozwiązuje sprawy, bo tam sygnał jest jeszcze przed wzmocnieniem i wyrównaniem. Z mojego doświadczenia wynika, że wielu początkujących traktuje antenę jak jedyne „źródło prawdy” o poziomie, a zapominają, że dla odbiornika liczy się sygnał po całej obróbce w torze dystrybucyjnym. Podobnie wpinanie się w filtr pasmowy w szafie serwerowej nie jest dobrym punktem odniesienia do końcowej regulacji. Filtr ma za zadanie ograniczyć pasmo, odciąć niepożądane częstotliwości, ale nie jest elementem odpowiedzialnym za docelowy poziom na sieci. Jeżeli ustawimy system, bazując na poziomach mierzonych tylko przed lub za filtrem, to możemy mieć ładne widmo, a mimo to niewłaściwy poziom na gniazdach. Wzmacniacz jest tu kluczowy, bo to on kompensuje tłumienia kabli i elementów pasywnych, zapewnia odpowiedni budżet energetyczny i stabilny poziom w całej instalacji. Typowym błędem myślowym jest traktowanie dowolnego łatwo dostępnego punktu jako „dobrego do regulacji”, zamiast patrzeć na całą sieć jak na układ z określonymi punktami odniesienia. W profesjonalnych sieciach RTV/SAT i HFC zawsze definiuje się punkty pomiarowe – właśnie na wyjściach wzmacniaczy – i według nich kalibruje się całość, a pomiary na gniazdach są jedynie potwierdzeniem, że założenia projektowe zostały spełnione.

Pytanie 7

Którym z wymienionych wtyków powinien być zakończony patchcord umożliwiający bezpośrednie połączenie przedstawionego na rysunku odbiornika optycznego do części światłowodowej instalacji telewizyjnej?

Ilustracja do pytania
A. FC/APC
B. FC/UPC
C. SC/APC
D. SC/UPC
W tym odbiorniku optycznym gniazdo widoczne na zdjęciu to klasyczne złącze SC w wersji APC, czyli z polerowaniem skośnym (Angled Physical Contact). Rozpoznaje się je po zielonym kolorze – w branży RTV/SAT i FTTH przyjęło się, że złącza SC/APC są zielone, natomiast SC/UPC zazwyczaj niebieskie. Żeby poprawnie podłączyć urządzenie do światłowodowej instalacji telewizyjnej, patchcord musi mieć na jednym końcu właśnie wtyk SC/APC, który będzie wpięty do tego odbiornika. Skośne polerowanie APC (kąt ok. 8°) pozwala uzyskać bardzo niski współczynnik odbicia wstecznego (typowo poniżej –60 dB), co jest szczególnie ważne w instalacjach RF over Fiber, GPON, RFoG oraz w sieciach HFC. Odbicia powodowałyby zniekształcenia sygnału TV, intermodulacje, a czasem wręcz niestabilną pracę nadajników optycznych. Moim zdaniem w telewizji kablowej i zbiorczych instalacjach SAT/TV praktycznie standardem stało się stosowanie SC/APC, właśnie ze względu na parametry odbiciowe i dużą powtarzalność. Dodatkowo złącze SC ma prostokątny kształt i zatrzask, co ułatwia montaż w panelach krosowych, splitterach optycznych i gniazdach abonenckich. W praktyce spotkasz takie same zielone gniazda SC/APC w ONU/ONT operatorów FTTH, w konwerterach optycznych SAT, w węzłach optycznych i w optycznych wzmacniaczach sygnału TV. Dobrą praktyką jest, żeby w całym torze telewizyjnym trzymać się jednego typu polerowania – czyli jak zaczynasz na SC/APC, to wszystkie splittery, adaptery i patchcordy również APC, bez żadnych mieszanek z UPC. To upraszcza serwis i zmniejsza ryzyko dziwnych, trudnych do zdiagnozowania strat sygnału.

Pytanie 8

W którym miejscu należy zamontować abonencki ochronnik przeciwprzepięciowy by ochronić całą instalację zbiorczą DVB-T?

A. Przed każdym tłumikiem.
B. Przed zwrotnicą.
C. Bezpośrednio przy antenie.
D. Przed pierwszym urządzeniem aktywnym.
W instalacjach zbiorczych DVB-T wiele osób intuicyjnie próbuje montować ochronniki przeciwprzepięciowe w miejscach, które na pierwszy rzut oka wydają się logiczne, ale z punktu widzenia ochrony całego systemu nie są optymalne. Częsty pomysł to umieszczenie ochronnika przed zwrotnicą. Brzmi sensownie, bo zwrotnica jest elementem, gdzie łączą się różne tory sygnałowe, jednak zwrotnica sama w sobie jest elementem pasywnym, dość odpornym na krótkotrwałe przepięcia, a celem ochronnika jest przede wszystkim zabezpieczenie delikatnych urządzeń aktywnych i dalszej części instalacji. Jeśli ochronnik będzie tylko przed zwrotnicą, a pierwsze urządzenie aktywne znajduje się później, to część toru między zwrotnicą a tym urządzeniem nadal pozostaje narażona. Podobnie mylne jest założenie, że należy montować ochronnik przed każdym tłumikiem. Tłumik to element pasywny, często prosty rezystancyjnie, który nie wymaga aż takiej ochrony jak wzmacniacz czy zasilacz. Przepięcia nie „szanują” każdego pojedynczego elementu, tylko szukają drogi do ziemi, więc rozsypywanie wielu ochronników po instalacji bez przemyślanej koncepcji uziemienia prowadzi raczej do zamieszania niż do skutecznej ochrony. Jeszcze inna koncepcja to montaż ochronnika bezpośrednio przy antenie na maszcie. Na papierze wygląda to świetnie – najbliżej źródła przepięć. W praktyce jednak maszt często jest w strefie bezpośredniego oddziaływania wyładowań, warunki środowiskowe są trudne, a poprawne i trwałe uziemienie takiego ochronnika bywa problematyczne. Dodatkowo, jeżeli ochronnik na maszcie nie jest poprawnie włączony w system wyrównania potencjałów budynku, może wręcz wprowadzić dodatkowe różnice potencjałów i nie rozwiązuje problemu ochrony urządzeń wewnątrz. Logika ochrony przepięciowej w systemach RTV-SAT i DVB-T jest taka, że kluczowe jest miejsce przejścia instalacji z zewnątrz do wnętrza budynku oraz pierwszy wrażliwy element aktywny w torze. Dlatego w dobrych projektach przyjmuje się zasadę: ogranicznik przepięć w torze koncentrycznym montuje się przed pierwszym urządzeniem aktywnym, możliwie blisko punktu wprowadzenia kabla i w miejscu, gdzie można wykonać solidne, krótkie połączenie z szyną uziemiającą. Błędne odpowiedzi wynikają zazwyczaj z myślenia „ochronię każdy element osobno” zamiast „ustawię jedną skuteczną barierę na wejściu do instalacji”. Z mojego doświadczenia wynika, że trzymanie się tej jednej, ale dobrze zrealizowanej zasady daje dużo lepsze efekty niż przypadkowe rozmieszczanie ochronników po całym systemie.

Pytanie 9

Przedstawiony na rysunku schemat instalacji TV umożliwia klientom odbiór sygnału telewizji naziemnej i satelitarnej z dwóch satelitów: ASTRA i Hot Bird. Elementy instalacji: antena, konwertery, multiswitch oraz gniazda są sprawne i prawidłowo zamontowane, jednak użytkownicy skarżą się, że nie odbierają kanałów satelitarnych z jednego z satelitów. Powodem takiej sytuacji może być

Ilustracja do pytania
A. uszkodzony kabel lub kable między multiswitchem i konwerterem.
B. źle ustawiony konwerter.
C. uszkodzone kable między multiswitchem i gniazdami.
D. źle ustawiona antena satelitarna.
W takiej instalacji z anteną satelitarną, dwoma konwerterami quattro i multiswitchem trzeba patrzeć na objawy bardzo logicznie. Skoro użytkownicy odbierają sygnał z jednego satelity poprawnie, a problem dotyczy tylko drugiego, to wiele popularnych podejrzeń odpada. Często pierwsza myśl to źle ustawiony konwerter. Przy konwerterach quattro, zamocowanych na uchwycie typu „zez”, ich pozycja kątowa i odległość od czaszy oczywiście mają znaczenie, ale jeśli byłyby naprawdę źle ustawione, zwykle objawia się to słabym lub niestabilnym sygnałem, zanikiem przy gorszej pogodzie, spadkiem jakości na części transponderów, a nie całkowitym brakiem kanałów tylko z jednego satelity przy jednoczesnym pełnym odbiorze z drugiego. Poza tym w treści zadania jest wyraźnie zaznaczone, że konwertery są sprawne i prawidłowo zamontowane, więc zgodnie z dobrą praktyką diagnostyczną nie obwiniamy elementu, który został już zweryfikowany. Kolejny trop to źle ustawiona antena satelitarna. Gdyby czasza była nieprawidłowo ustawiona, to albo nie byłoby odbioru z żadnego satelity, albo oba sygnały byłyby skrajnie słabe. W instalacjach z „zezem” antena jest zwykle ustawiona precyzyjnie na jednego satelitę (zazwyczaj Hot Bird), a drugi konwerter „zezujący” doświetla drugi satelita (np. Astra). Jeśli antena łapie dobrze jednego, to znaczy, że azymut, elewacja i kąt skręcenia są w praktyce w normie. Uszkodzenie kabli między multiswitchem i gniazdami też brzmi na pierwszy rzut oka sensownie, ale taki problem objawiałby się brakiem sygnału satelitarnego lub naziemnego w konkretnych gniazdach, niezależnie od satelity. Jeden abonent by narzekał, drugi nie, a w treści pytania mowa jest o ogólnych skargach na brak kanałów z jednego satelity. Z mojego doświadczenia wynika, że to typowy błąd myślowy: ktoś widzi problem z kanałami i od razu zakłada, że „to pewnie przewód do mieszkania”, zamiast zrozumieć strukturę systemu zbiorczego. W dobrze zaprojektowanej instalacji SMATV każdy odcinek toru sygnałowego ma swoją rolę: od konwertera quattro do multiswitcha biegną kable odpowiedzialne za kompletne pasma i polaryzacje z danego satelity, a od multiswitcha do gniazd idą już tylko wybrane tory, indywidualnie przełączane dla każdego tunera. Dlatego jeśli problem dotyczy wszystkich użytkowników i tylko jednego satelity, szuka się przyczyny w części wspólnej dla danego satelity: okablowaniu od konwertera do multiswitcha, ewentualnie w samym multiswitchu. To jest zgodne z zasadą lokalizowania usterek „od ogółu do szczegółu” stosowaną w serwisie instalacji telewizyjnych i opisanych m.in. w zaleceniach branżowych dla sieci RTV-SAT.

Pytanie 10

Tłumik instalacyjny, który uległ uszkodzeniu powinno się zastąpić tłumikiem o tłumieniu

A. wyłącznie takim samym jak w tłumiku uszkodzonym.
B. możliwie jak największym.
C. możliwie jak najmniejszym.
D. takim samym lub mniejszym niż w tłumiku uszkodzonym.
Poprawna odpowiedź wskazuje, że uszkodzony tłumik instalacyjny powinien być zastąpiony tłumikiem o dokładnie takim samym tłumieniu, jak element oryginalny. Chodzi tutaj o zachowanie parametrów toru sygnałowego lub energetycznego zgodnie z projektem i dokumentacją techniczną. Tłumik jest dobierany przez projektanta nieprzypadkowo – jego zadaniem jest zapewnienie określonego poziomu sygnału, impedancji, stabilności pracy urządzeń oraz bezpieczeństwa innych elementów instalacji. Zmiana wartości tłumienia „na oko”, nawet w dobrą stronę, może rozjechać całą charakterystykę układu. W instalacjach telekomunikacyjnych, RTV-SAT, systemach radiowych czy sterowania, tłumiki dobiera się tak, żeby poziom sygnału na wejściach urządzeń był w określonym przedziale. Jeśli damy tłumik o większym tłumieniu, sygnał może spaść poniżej progu czułości odbiornika, pojawią się zakłócenia, zanik sygnału, błędy transmisji. Jeśli damy mniejsze tłumienie, to z kolei możemy przesterować wejście, zwiększyć poziom szumów wzmacniaczy, doprowadzić do intermodulacji, a nawet uszkodzeń w skrajnych przypadkach. Z mojego doświadczenia, w dobrze zrobionych projektach każda wartość tłumienia ma swoje uzasadnienie – czy to dla wyrównania poziomów między odgałęzieniami, czy dla dopasowania impedancji, czy dla zachowania budżetu mocy. Dobre praktyki branżowe i normy projektowe (np. w systemach TV kablowej, sieciach HFC, systemach antenowych) zakładają, że przy serwisie przywracamy parametry do stanu pierwotnego, czyli stosujemy elementy o tych samych charakterystykach: to samo tłumienie, ta sama impedancja, podobne pasmo pracy i moc znamionowa. Dlatego wymiana tłumika „sztuka w sztukę” na taki sam pod względem tłumienia jest po prostu najbezpieczniejsza i najbardziej profesjonalna.

Pytanie 11

W instalacji przedstawionej na rysunku występuje brak możliwości odbioru jakichkolwiek programów telewizji satelitarnej przez dekoder DS1, przy jednoczesnym wykluczeniu uszkodzenia tego dekodera oraz prawidłowym funkcjonowaniu odbiorników telewizyjnych TV1 i TV2 oraz dekodera DS2. Uszkodzenie którego z wymienionych elementów instalacji jest przyczyną dla tych objawów?

Ilustracja do pytania
A. Konwertera satelitarnego Twin.
B. Gniazda abonenckie Gn1.
C. Odcinka kabla pomiędzy sumatorem, a gniazdem Gn1.
D. Toru górnego pasma konwertera sygnału satelitarnego.
W tej instalacji kluczowe jest to, że tylko dekoder DS1 nie odbiera programów satelitarnych, a jednocześnie DS2 działa normalnie, podobnie jak odbiór DVB-T na obu telewizorach. To od razu podpowiada, że konwerter Twin, sumator SAT/DVB-T oraz wspólne odcinki kabli działają poprawnie, bo gdyby tam było uszkodzenie, problemy wystąpiłyby na obu stanowiskach. Moim zdaniem to jest właśnie typowa sytuacja serwisowa: jeden punkt abonencki „pada”, a reszta sieci chodzi jak złoto – wtedy prawie zawsze winne jest gniazdo lub kawałek lokalnej instalacji. W poprawnej odpowiedzi wskazano gniazdo abonenckie Gn1. To ma sens techniczny, bo gniazdo SAT/DVB-T zawiera w sobie odpowiednie tory filtrujące i rozdzielające: osobny tor dla sygnału satelitarnego (950–2150 MHz, z możliwością przepuszczenia zasilania 13/18 V i sygnału 22 kHz do konwertera) oraz osobny tor dla sygnału naziemnego DVB-T (pasmo VHF/UHF). Jeśli w gnieździe Gn1 uszkodzi się tor satelitarny – np. przerwie się ścieżka, upali się rezystor separujący, wygnie się lub zaśniedzieje złącze F wewnątrz – dekoder DS1 nie będzie w stanie ani zasilić konwertera, ani odebrać sygnału z pasma IF SAT. Jednocześnie tor DVB-T w tym samym gnieździe może działać normalnie, więc TV1 nadal odbiera telewizję naziemną. To bardzo częsty przypadek w praktyce. Dobre praktyki mówią, żeby w instalacjach multiswitchowych i z sumatorami stosować gniazda końcowe dedykowane do SAT/DVB-T, z pełnym przelotem DC w torze SAT i odpowiednim ekranowaniem (klasa A lub lepsza, zgodnie z EN 50083). W serwisie zazwyczaj sprawdza się takie gniazdo przez: podmianę na nowe, pomiar miernikiem sygnału SAT na wyjściu SAT gniazda albo chociaż prosty test – podłączenie dekodera bezpośrednio do kabla wychodzącego z sumatora. Jeśli po ominięciu gniazda DS1 zaczyna działać, to praktycznie pewne, że winne jest właśnie Gn1. Warto też pamiętać o poprawnym zarabianiu przewodu koncentrycznego (RG-6, pełna miedź, odpowiednia długość odizolowania dielektryka), bo słabe połączenie w samym gnieździe też potrafi skutkować identycznymi objawami jak uszkodzenie elementów wewnętrznych.

Pytanie 12

W wyniku zalania uległ uszkodzeniu konwerter zamontowany na antenie satelitarnej. Umożliwiał on odbiór programów satelitarnych bezpośrednio przez 4 użytkowników. Którego typu konwerter powinien być użyty do wymiany?

A. QUAD
B. QUATTRO
C. TWIN
D. SINGLE
W tego typu zadaniu łatwo pomylić różne typy konwerterów, bo na pierwszy rzut oka wszystkie wyglądają podobnie, a różnice tkwią w liczbie wyjść i sposobie ich pracy. Kluczowa informacja w pytaniu to wymóg, aby czterech użytkowników mogło niezależnie odbierać programy satelitarne bezpośrednio z konwertera, bez dodatkowych urządzeń pośredniczących. To właśnie słowo „bezpośrednio” często bywa pomijane i stąd biorą się nietrafione wybory. Konwerter SINGLE ma tylko jedno wyjście, więc pozwala na podłączenie wyłącznie jednego tunera satelitarnego. Można oczywiście spotkać się z pomysłem stosowania rozgałęźników, ale w instalacjach satelitarnych takie rozwiązanie jest sprzeczne z dobrą praktyką. Tuner wysyła do konwertera sygnały sterujące polaryzacją i pasmem, więc dwa tunery na jednym kablu w większości przypadków będą się „gryzły” i blokowały wzajemnie. Dlatego SINGLE nadaje się tylko tam, gdzie jest jeden dekoder, np. prosta instalacja w kawalerce. Konwerter TWIN to w zasadzie dwa konwertery SINGLE w jednej obudowie. Dwa niezależne wyjścia, dwa kable, maksymalnie dwóch użytkowników lub jeden tuner z funkcją PVR i dwoma głowicami. To często spotykane w mieszkaniach, ale przy czterech użytkownikach zwyczajnie zabraknie wyjść. Typowym błędem jest myślenie „TWIN, to pewnie starczy, bo można coś tam rozdzielić”, a w satelicie tak się nie robi, jeśli chcemy pełną niezależność odbioru. Z kolei QUATTRO bywa mylony z QUAD-em, bo nazwa brzmi podobnie i też kojarzy się z „czwórką”. Różnica jest zasadnicza: QUATTRO ma cztery wyjścia, ale każde jest przypisane na stałe do innego pasma i polaryzacji (VL, HL, VH, HH). Ten typ konwertera nie jest przeznaczony do bezpośredniego podłączania tunerów, tylko do pracy z multiswitchami w większych, zbiorczych instalacjach, np. w blokach, hotelach czy biurowcach. Tuner nie może sobie sam przełączać polaryzacji na takim pojedynczym wyjściu, bo tę funkcję przejmuje multiswitch. Dlatego zastosowanie QUATTRO w sytuacji z pytania byłoby niezgodne z zasadą projektowania małych instalacji indywidualnych. Poprawne podejście polega na dobraniu konwertera do liczby niezależnych tunerów i sposobu dystrybucji sygnału: do 4 tunerów bez multiswitcha wybieramy QUAD, a nie SINGLE, TWIN czy QUATTRO. Mylenie tych typów wynika głównie z sugerowania się nazwą, a nie faktyczną funkcją i topologią instalacji.

Pytanie 13

Rezystancja ekranu krótkiego przewodu antenowego przeznaczonego do podłączenia dipola półfalowego, mierzona między końcami tego przewodu powinna być

A. jak najmniejsza.
B. zbliżona do połowy wartości impedancji tego dipola.
C. zbliżona do wartości impedancji tego dipola.
D. jak największa.
Rezystancja ekranu krótkiego przewodu antenowego powinna być możliwie jak najmniejsza, bo to wpływa bezpośrednio na jakość przesyłanego sygnału. Im mniejsza rezystancja ekranu, tym skuteczniej zabezpiecza on przewód przed przenikaniem zakłóceń zewnętrznych, takich jak różnego rodzaju fale elektromagnetyczne z urządzeń domowych czy przemysłowych. Takie zjawiska są niestety powszechne, zwłaszcza w miastach. Moim zdaniem niska rezystancja to nie tylko teoria – w praktyce widać różnicę: mniej zniekształceń, lepsza separacja sygnału od szumów, a czasem nawet stabilniejszy odbiór radiowy czy telewizyjny. Przemysłowe normy, jak np. zalecenia ITU czy producentów kabli antenowych, jasno podkreślają, że ekran powinien mieć bardzo małą rezystancję – najlepiej poniżej 1 oma na 100 metrów przewodu. W praktyce, jeśli ekran jest wykonany z dobrej jakości miedzi albo ma dodatkowe oploty, to nawet na krótkich odcinkach przewód nie będzie zbierał zakłóceń i nie dopuści do przedostania się części sygnału do otoczenia. Z mojego doświadczenia warto zawsze sprawdzać rezystancję ekranu nawet w nowych przewodach, bo zdarzają się kiepskie partie kabla. W skrócie: im mniejsza rezystancja ekranu, tym lepiej dla jakości całej instalacji – i to nie tylko na papierze, ale i w codziennym użytkowaniu.

Pytanie 14

Przedstawiony sposób montażu konwerterów, zwany montażem na „zezie”, umożliwia

Ilustracja do pytania
A. odbiór programów z kilku satelitów.
B. możliwość nagrywania programów innych niż oglądane.
C. dublowanie konwerterów w przypadku awarii.
D. polepszenie jakości sygnału z jednego satelity.
Montaż konwerterów na tzw. „zezie” polega na ustawieniu kilku LNB na jednym wysięgniku tak, aby każdy z nich patrzył w inny punkt ogniskowy czaszy, odpowiadający innej pozycji orbitalnej satelity. Dzięki temu jedna antena offsetowa może jednocześnie odbierać sygnały z kilku satelitów geostacjonarnych, np. z pozycji 13°E (Hot Bird), 19,2°E (Astra) i 23,5°E. To właśnie jest istota tej metody: rozszerzenie liczby dostępnych satelitów bez konieczności montowania kilku oddzielnych czasz. W praktyce stosuje się uchwyty wielokonwerterowe oraz przełączniki DiSEqC (zgodne ze standardami EN 50494 czy DiSEqC 1.0/1.1), które pozwalają tunerowi wybierać, z którego LNB w danej chwili korzysta. Z mojego doświadczenia to bardzo wygodne rozwiązanie w instalacjach domowych i małych zbiorczych, gdzie inwestor chce mieć dostęp do większej liczby pakietów programowych, ale nie ma miejsca albo budżetu na kilka anten. Trzeba jednak pamiętać, że kluczowe jest bardzo precyzyjne ustawienie czaszy na satelitę „głównego”, a potem dopiero delikatne dostrajanie konwerterów „zezujących” na pozostałe pozycje orbitalne. Dobrą praktyką jest też stosowanie większej czaszy (np. 80–90 cm), bo przy kilku LNB sygnały z satelitów „bocznych” są zwykle słabsze niż z tego w ognisku. W sumie, jeśli ktoś chce odbierać programy z wielu satelitów jedną anteną, montaż na „zezie” jest rozwiązaniem absolutnie standardowym i bardzo sensownym technicznie.

Pytanie 15

Przy użyciu miernika cęgowego, metodą bezinwazyjną indukcyjną możliwe jest dokonywanie bezpośrednich pomiarów

A. natężenia prądu stałego i zmiennego.
B. napięcia prądu stałego i zmiennego.
C. napięcia i natężenia prądu zmiennego.
D. napięcia i natężenia prądu stałego.
Źródłem nieporozumienia przy tym pytaniu jest pomieszanie dwóch zupełnie różnych wielkości: napięcia i prądu. Miernik cęgowy, używany w trybie bezinwazyjnym, nie mierzy napięcia metodą indukcyjną, tylko natężenie prądu płynącego w pojedynczym przewodzie. Sam fakt, że przykładamy cęgi do kabla, nie oznacza, że da się w ten sposób określić wartość napięcia – napięcie jest różnicą potencjałów między dwoma punktami obwodu i do jego pomiaru potrzebne jest galwaniczne podłączenie sond do tych punktów. W praktyce robimy to przewodami pomiarowymi i odpowiednim zakresem na mierniku. Cęgi natomiast reagują na pole magnetyczne wytwarzane przez przepływający prąd. Dlatego odpowiedzi sugerujące, że można w ten sposób mierzyć napięcie (czy to stałe, czy zmienne) wprowadzają w błąd. Nawet jeśli współczesne multimetry cęgowe mają funkcję pomiaru napięcia AC/DC, to ten pomiar nie odbywa się „bez cęgów”, tylko przez klasyczne sondy, a więc już nie jest to metoda bezinwazyjna indukcyjna. Kolejne nieporozumienie dotyczy rozróżnienia między prądem stałym i zmiennym. Starsze cęgi mierzyły często tylko prąd zmienny, bo działały jak przekładnik prądowy i reagowały tylko na zmienne pole magnetyczne. Obecnie jednak bardzo wiele mierników cęgowych ma wbudowany czujnik Halla, który pozwala mierzyć także prąd stały, więc ograniczanie się tylko do AC jest już trochę „przestarzałym” spojrzeniem. Typowy błąd myślowy polega na założeniu, że skoro miernik ma różne funkcje (np. napięcie AC/DC, prąd AC/DC, rezystancja, ciągłość), to każdą z nich można zrealizować w tej samej konfiguracji przyrządu, czyli np. tylko przez zacisk cęgowy. W rzeczywistości konstrukcja przyrządu wymusza inne tory pomiarowe: cęgi do prądu, gniazda i przewody do napięcia oraz rezystancji. Z mojego doświadczenia wynika, że warto zawsze patrzeć na opis zakresu na obudowie miernika: tam zwykle jest wyraźnie zaznaczone, że cęgi służą do I AC/DC, a V AC/DC wymaga sond. Podsumowując, metoda bezinwazyjna indukcyjna dotyczy tylko pomiaru natężenia prądu, i w nowoczesnych urządzeniach może obejmować zarówno prąd stały, jak i zmienny, ale nigdy samego napięcia.

Pytanie 16

Podczas konserwacji instalacji telewizyjnej pomiar parametrów instalacji antenowej DVB-T wymaga sprawdzenia

A. bitowej stopy błędów.
B. rezystancji kabla.
C. długości kabla.
D. izolacji kabla.
Prawidłowo wskazana została bitowa stopa błędów (BER – Bit Error Rate), bo właśnie to jest jeden z kluczowych parametrów jakościowych w instalacjach DVB-T. Moim zdaniem w praktyce serwisowej to jest wręcz podstawowy wskaźnik, czy instalacja antenowa „dowozi” poprawny sygnał cyfrowy do odbiornika. W telewizji cyfrowej nie wystarczy, że sygnał jest „mocny”, on musi być przede wszystkim czysty pod względem błędów. BER mówi nam, jaki ułamek bitów dociera z błędem przed i po korekcji FEC. W pomiarach serwisowych często rozróżnia się BER przed korekcją (tzw. bBER lub Pre-BER) oraz po korekcji (aBER lub Post-BER). W dobrze wykonanej instalacji DVB-T Pre-BER powinien być odpowiednio niski, tak aby po korekcji FEC praktycznie nie było błędów widocznych na ekranie (brak klockowania, przycięć, zaników). Dobre praktyki branżowe i zalecenia producentów mierników mówią, że oprócz poziomu sygnału (dBµV) i współczynnika C/N, zawsze należy ocenić BER, bo to on najuczciwiej pokazuje realny margines bezpieczeństwa odbioru. W standardach DVB-T i DVB-T2 wprost zakłada się, że system FEC ma „ratować” transmisję przy pewnym poziomie zakłóceń, ale tylko do momentu, gdy BER nie przekroczy wartości granicznych – po przekroczeniu następuje efekt klifu: obraz nagle zanika, mimo że poziom sygnału może wyglądać jeszcze całkiem przyzwoicie. Z mojego doświadczenia wynika, że w serwisie antenowym pomiar samej rezystancji czy ciągłości kabla mówi tylko, czy coś jest skrajnie uszkodzone, natomiast BER pokazuje, czy instalacja poradzi sobie w trudniejszych warunkach, np. przy deszczu, zakłóceniach LTE, odbiciach wielodrogowych. Dlatego profesjonalne mierniki do DVB-T zawsze mają funkcję pomiaru BER, MER i C/N, a technik przy odbiorze lub konserwacji instalacji powinien te parametry sprawdzać rutynowo, zgodnie z wytycznymi producentów sprzętu i normami dotyczącymi systemów zbiorczych RTV/SAT.

Pytanie 17

Aby naprawić uszkodzony – przecięty kabel koncentryczny, należy wykonać

A. połączenie kabla za pomocą tzw. beczki.
B. skręcenie końcówek uszkodzonego kabla i zabezpieczyć je taśmą izolacyjną.
C. lutowanie uszkodzonych końcówek kabla.
D. połączenie kabla za pomocą kostki zaciskowej.
Wybór połączenia kabla koncentrycznego za pomocą tzw. „beczki” (złącza F–F lub innego złącza łączącego dwa odcinki koncentryka) jest dokładnie tym, co zalecają praktyka serwisowa i dobre normy instalacyjne. Kabel koncentryczny to linia transmisyjna o określonej impedancji falowej (najczęściej 75 Ω w instalacjach RTV/SAT). Żeby sygnał przechodził bez odbić, tłumienia i zakłóceń, musi być zachowana ciągłość ekranu, żyły oraz geometrii kabla. „Beczka” jest właśnie specjalnym złączem przelotowym, które zapewnia dopasowanie impedancyjne i poprawne ekranowanie połączenia. W praktyce wygląda to tak: na oba końce uszkodzonego kabla zakładasz złącza F (prawidłowo zarobione, z dbałością o nieprzecięcie ekranu, brak zwarcia żyły z oplotem itp.), a następnie skręcasz je w „beczce”. Takie połączenie jest mechanicznie stabilne, ekranowane dookoła i ma znormalizowane parametry. W instalacjach telewizji naziemnej, kablowej czy satelitarnej, a także w systemach CCTV analogowych, użycie dedykowanych złącz i łączówek jest standardem branżowym – inaczej po prostu robią się problemy: spadek poziomu sygnału, śnieżenie, pikselizacja obrazu, zakłócenia od LTE, itp. Moim zdaniem to jest właśnie różnica między „majsterkowaniem” a robotą po fachowemu: nie kombinujemy z lutowaniem czy kostkami, tylko sięgamy po element, który został zaprojektowany dokładnie do tego celu i ma powtarzalne parametry elektryczne. W profesjonalnych instalacjach dodatkowo zwraca się uwagę na jakość „beczek” – lepiej stosować złącza kompresyjne, dobrej klasy łączniki z pełnym ekranowaniem, a na zewnątrz dodatkowo zabezpieczyć połączenie przed wilgocią (np. taśmą samowulkanizującą). Dzięki temu po naprawie kabel zachowuje się praktycznie jak jeden, nieprzerwany odcinek linii transmisyjnej.

Pytanie 18

Aby uzyskać najlepszą moc sygnału satelitarnego TV, należy po stronie odbiorczej zastosować antenę

A. VHF.
B. paraboliczną.
C. dipolową.
D. izotropową.
Prawidłowa jest antena paraboliczna, bo w praktyce tylko ona zapewnia wystarczające wzmocnienie (zysk energetyczny) dla sygnałów z satelitów telewizyjnych na pasmach Ku (ok. 10–12 GHz) czy czasem C. Antena satelitarna typu „talerz” skupia fale radiowe odbite od czaszy w jednym punkcie – w ognisku – gdzie znajduje się konwerter LNB. Dzięki temu energia z dużej powierzchni czaszy jest „zbierana” i przekazywana do bardzo małej apertury wejściowej konwertera. To właśnie daje wysoki zysk, rzędu kilkunastu, a nawet ponad 30 dB, zależnie od średnicy.
Moim zdaniem warto kojarzyć to z optyką: czasza działa jak lustro paraboliczne, a LNB jak „oko” w ognisku. Im większa czasza, tym węższa charakterystyka kierunkowa i lepsza odporność na zakłócenia z innych kierunków. W praktyce, zgodnie z zaleceniami instalatorskimi (np. wytyczne operatorów satelitarnych, normy serii EN 50083 i EN 60728 dotyczące systemów zbiorczych), w instalacjach domowych stosuje się anteny paraboliczne 60–120 cm, ustawiane bardzo precyzyjnie na konkretnego satelitę. W systemach profesjonalnych, stacjach czołowych TVK czy uplinkach operatorskich używa się czasz jeszcze większych, często z dokładnym obliczaniem marginesu deszczowego (rain fade) i budżetu łącza.
W praktyce instalatorskiej dobra czasza plus porządny LNB o niskim współczynniku szumów i odpowiednio ekranowany przewód koncentryczny to podstawa, żeby mieć stabilny odbiór HD/4K nawet przy gorszej pogodzie. Anteny innych typów po prostu nie zapewniają takiej koncentracji energii i selektywności kierunkowej w zakresie mikrofal, dlatego w telewizji satelitarnej standardem branżowym jest właśnie antena paraboliczna.

Pytanie 19

Na rysunku przedstawiono przekrój wtyku w stanie przed i po jego zaciśnięciu. Które narzędzie należy zastosować do zaciskania tego typu wtyków?

Ilustracja do pytania
A. Rysunek 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Rysunek 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Rysunek 4
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Rysunek 1
Ilustracja do odpowiedzi D
W tym zadaniu łatwo pomylić różne rodzaje narzędzi zaciskających, bo wizualnie wszystkie trochę przypominają „kombinerki”, ale ich geometria i sposób pracy są zupełnie inne. Podstawowy błąd polega na traktowaniu wszystkich wtyków jako równych i zakładaniu, że skoro coś wygląda jak typowa praska do tulejek czy złączy modułowych, to „na pewno zaciśnie każdy wtyk”. W przypadku złączy pokazanych na przekroju w pytaniu mamy do czynienia z wtykiem kompresyjnym na kabel koncentryczny. Taki wtyk nie ma być spłaszczony od boku, ani formowany w kształt kwadratu czy sześciokąta, tylko osiowo skrócony – tuleja ma zostać wciśnięta w korpus, który równomiernie zaciska się na płaszczu kabla. Narzędzia podobne do klasycznych prasek do RJ-45 czy do końcówek oczkowych pracują inaczej: ich szczęki „składają się” z boków, deformując złącze w określony profil, np. kwadratowy lub sześciokątny. Taki typ zacisku świetnie sprawdza się przy końcówkach kablowych wg norm DIN lub przy tulejkach rurowych zgodnych z EN 60947, ale kompletnie nie pasuje do złączy kompresyjnych F, bo zniszczyłby ich konstrukcję i pogorszył parametry wysokoczęstotliwościowe. Z mojego doświadczenia wynika, że wielu instalatorów z przyzwyczajenia sięga po „pierwszą lepszą” praskę, bo „też ma oczko”, i potem dziwi się, że złącze się luzuje, obraca na kablu, pojawiają się odbicia sygnału, wzrasta tłumienie czy w skrajnych przypadkach przerywa ekranowanie. Dobra praktyka branżowa, a także zalecenia producentów osprzętu RTV-SAT i CCTV, mówią jasno: złącza kompresyjne zaciskamy wyłącznie dedykowaną praską kompresyjną dopasowaną do typu złącza i średnicy kabla. Stosowanie narzędzi o innym profilu szczęk to proszenie się o nieszczelność, utratę impedancji 75 Ω i kłopoty z jakością sygnału. W testach jakościowych połączeń, zgodnych chociażby z wymaganiami operatorów kablowych, takie „kombinowane” zaciski po prostu nie przechodzą pomiarów. Dlatego ważne jest, żeby patrzeć nie tylko na kształt rączek narzędzia, ale przede wszystkim na sposób pracy i przeznaczenie szczęk – w tym zadaniu poprawna była wyłącznie praska kompresyjna.

Pytanie 20

Wskaż najbardziej istotny zbiór informacji, który powinna zawierać dokumentacja naprawy instalacji telewizyjnej w budynku wielorodzinnym, która ma znaczenie z punktu widzenia ewentualnego wykonywania kolejnych napraw lub przeglądów.

A. Wykaz naprawionych lub wymienionych elementów i dokonanych ewentualnych zmian w stosunku do pierwotnego projektu instalacji.
B. Opis przyczyny wystąpienia usuniętej usterki, czas trwania naprawy, koszt roboczogodziny.
C. Opis objawów usterki, koszt robocizny oraz materiałów zużytych do jej usunięcia.
D. Możliwe przyczyny wystąpienia zaistniałej usterki, zalecenia dotyczące dalszego użytkowania instalacji.
Prawidłowo wskazana odpowiedź odzwierciedla to, co w praktyce serwisowej jest naprawdę najważniejsze przy naprawie instalacji telewizyjnej w budynku wielorodzinnym: jasny wykaz naprawionych lub wymienionych elementów oraz dokładny opis zmian w stosunku do pierwotnego projektu instalacji. W dokumentacji technicznej liczy się ciągłość informacji – ktoś, kto za rok czy pięć lat przyjdzie na kolejną naprawę albo przegląd okresowy, musi od razu zobaczyć, co zostało zmienione w strukturze instalacji, a nie tylko jakie były objawy czy koszty. Z mojego doświadczenia wynika, że dobrze opisane zmiany wprowadzone w torze sygnałowym (np. wymiana rozgałęźnika na odgałęźnik, dołożenie wzmacniacza, zmiana typu przewodu koncentrycznego, przesunięcie gniazd abonenckich) pozwalają bardzo szybko zrozumieć, dlaczego instalacja zachowuje się w określony sposób. To jest kluczowe przy analizie poziomów sygnału, tłumienia, bilansu energetycznego instalacji RTV/SAT, a także przy spełnianiu wymagań norm, np. PN-EN 50083 czy ogólnie zaleceń dotyczących zbiorczych instalacji antenowych. Dobra dokumentacja powinna więc aktualizować pierwotny projekt wykonawczy: zaznaczyć, które elementy zostały wymienione (np. multiswitch, wzmacniacz budynkowy, gniazda końcowe), jakie mają nowe parametry (pasmo przenoszenia, wzmocnienie, tłumienie przelotowe), czy zmieniła się topologia sieci (gwiazda, magistrala, drzewo). W praktyce ułatwia to również odbiory techniczne, przeglądy okresowe, a nawet rozwiązywanie sporów z administracją lub operatorem sygnału. Moim zdaniem to właśnie zgodność z aktualnym stanem faktycznym instalacji jest fundamentem profesjonalnej eksploatacji – bez tego każde kolejne działanie to trochę „błądzenie po omacku”. Dlatego branżowo uznaje się, że najistotniejszym elementem dokumentacji powykonawczej i poremontowej jest rzetelny opis zmian wprowadzonych do pierwotnego projektu i jednoznaczny wykaz elementów, które zostały naprawione lub wymienione.

Pytanie 21

Aby poprawić zbyt słaby sygnał, zmierzony z anteny telewizji naziemnej należy

A. wymienić kabel koncentryczny na kabel o innej impedancji falowej.
B. zmienić ustawienia anteny zewnętrznej.
C. zmienić lokalizację odbiornika telewizyjnego.
D. przeprogramować odbiornik telewizyjny.
Prawidłowo – przy zbyt słabym sygnale z anteny telewizji naziemnej pierwszą i podstawową czynnością jest zmiana ustawień anteny zewnętrznej, czyli jej dokładne ustawienie kierunkowe oraz ewentualna korekta wysokości i miejsca montażu. Antena naziemna, szczególnie kierunkowa typu Yagi czy logarytmiczno-periodyczna, ma wyraźnie zdefiniowany główny kierunek promieniowania i zysku energetycznego. Jeśli nie jest skierowana dokładnie na nadajnik DVB-T/DVB-T2, to nawet najlepszy kabel i najnowocześniejszy telewizor nie „wyczarują” dobrego sygnału. W praktyce robi się to tak, że obraca się antenę bardzo powoli w poziomie (azymut), czasem lekko zmienia pochylenie w pionie (elewacja), i obserwuje wskaźnik poziomu oraz jakości sygnału w menu serwisowym telewizora lub dekodera. Moim zdaniem bez takiego strojenia kierunkowego instalacja antenowa jest po prostu nie dokończona. W branżowych zaleceniach i normach (choćby zalecenia instalatorskie do DVB-T2, wytyczne UKE czy ogólne zasady projektowania instalacji RTV/SAT) zawsze podkreśla się, że kluczowe jest zapewnienie odpowiedniego stosunku sygnał/szum już na wejściu anteny. Czyli najpierw poprawiamy to, co „łapie” fale radiowe: dobór typu anteny, jej miejsce na dachu, odsunięcie od przeszkód (kominy, drzewa, ściany) oraz właśnie precyzyjne ustawienie na nadajnik. Dopiero potem myśli się o ewentualnym wzmacniaczu masztowym, tłumikach czy wymianie przewodów. W praktyce bardzo często wystarczy dokręcić mocowanie, skorygować antenę o kilka–kilkanaście stopni i nagle z „pikselozy” robi się stabilny obraz w HD bez przycinek. To jest właśnie esencja dobrej praktyki instalatorskiej – zaczynamy od anteny, nie od elektroniki po drodze.

Pytanie 22

W obwodzie elektrycznym przedstawionym na schemacie należy wykonać pomiary napięcia elektrycznego, natężenia prądu i mocy pobieranej przez odbiornik. Wskaż prawidłowe umiejscowienie poszczególnych mierników.

Ilustracja do pytania
A. 1-watomierz, 2-amperomierz, 3-woltomierz, 4-woltomierz
B. 1-amperomierz, 2-watomierz, 3-woltomierz, 4-woltomierz
C. 1-woltomierz, 2-amperomierz, 3-watomierz, 4-woltomierz
D. 1-woltomierz, 2-watomierz, 3-amperomierz, 4-woltomierz
Błędne odpowiedzi wynikają głównie z pomieszania zasad włączania amperomierza, woltomierza i watomierza w obwód. Z mojego doświadczenia wynika, że najczęstszy błąd to traktowanie wszystkich przyrządów tak samo, jakby każdy można było włączyć byle gdzie i byle jak. Tymczasem kluczowe są ich rezystancje wewnętrzne i budowa obwodów pomiarowych. Woltomierz ma bardzo dużą rezystancję wewnętrzną i dlatego musi być włączany równolegle do elementu, którego napięcie mierzymy. Jeżeli ustawimy go w miejscu, gdzie powinien być amperomierz lub obwód prądowy watomierza, to prąd płynący przez przyrząd będzie znikomy, a wynik pomiaru prądu czy mocy kompletnie bez sensu. Odwrotna sytuacja dotyczy amperomierza: ma on bardzo małą rezystancję, więc włączenie go równolegle (tak jak woltomierza) praktycznie powoduje zwarcie fragmentu obwodu. W realnej instalacji mogłoby to skończyć się uszkodzeniem miernika, zadziałaniem zabezpieczeń, a nawet zniszczeniem badanego urządzenia. Watomierz jest jeszcze bardziej wymagający, bo ma dwa oddzielne tory: prądowy i napięciowy. Jeśli pomylimy jego zaciski i włączymy go tak, jak zwykły woltomierz albo zwykły amperomierz, to albo nie zmierzy on rzeczywistej mocy odbiornika, albo pokaże wartość obarczoną dużym błędem, uwzględniając np. tylko straty na przewodach czy część obwodu. Typowym błędnym tokiem rozumowania jest też założenie, że wystarczy „gdzieś” wpiąć watomierz w pobliżu odbiornika i wszystko będzie dobrze. Dobre praktyki mówią wyraźnie: obwód prądowy watomierza w szereg z odbiornikiem, obwód napięciowy równolegle do zacisków odbiornika, a zaciski oznaczone gwiazdkami łączyć zgodnie z kierunkiem przepływu mocy. Jeżeli którykolwiek z przyrządów zostanie umieszczony w innym miejscu niż wynika to z tych zasad, otrzymamy pomiar, który może wyglądać wiarygodnie, ale nie będzie odzwierciedlał rzeczywistych parametrów pracy układu. W praktyce pomiarowej w energetyce, automatyce czy nawet w prostym warsztacie elektrycznym takie pomyłki są niedopuszczalne, dlatego warto dobrze przećwiczyć poprawne schematy połączeń i rozumieć, z czego one wynikają, a nie tylko je zapamiętywać.

Pytanie 23

Współczynnik błędu modulacji MER w gnieździe abonenckim TV naziemnej jest określany w jednostce

A. mA
B. dB
C. kW
D. mV
Współczynnik błędu modulacji MER (Modulation Error Ratio) zawsze podajemy w decybelach, czyli dB. To jest parametr jakościowy, a nie „ilościowy” jak napięcie czy prąd. MER opisuje, jak bardzo rzeczywisty sygnał zmodulowany różni się od idealnej, teoretycznej modulacji. W praktyce można to sobie wyobrazić jako stosunek mocy „dobrego” sygnału do mocy błędów modulacji, zapisany właśnie w skali logarytmicznej dB. Im wyższy MER, tym czyściej zmodulowany sygnał, mniej zniekształceń i mniej błędów przy odbiorze DVB-T/T2. W pomiarach instalacji TV naziemnej mierniki serwisowe zgodne z zaleceniami ETSI i DVB (np. EN 300 744 dla DVB-T, EN 302 755 dla DVB-T2) pokazują MER właśnie w dB, obok takich parametrów jak poziom sygnału (w dBµV), C/N, BER. W gnieździe abonenckim instalator sprawdza, czy MER nie spada poniżej wartości granicznych – dla DVB-T2 przyjmuje się zazwyczaj, że poniżej ok. 24–25 dB zaczyna się ryzyko problemów z odbiorem, a dobre instalacje mają często 30 dB i więcej. Moim zdaniem w praktyce serwisowej MER w dB to jeden z najważniejszych wskaźników, bo sam poziom sygnału w dBµV nie mówi nic o jakości modulacji. Możesz mieć wysoki poziom, ale z kiepskim MER i odbiornik będzie się „dławił”. Dlatego w nowoczesnych miernikach pomiar MER w dB to standard branżowy i podstawa przy odbiorze i przeglądach instalacji RTV/SAT, zwłaszcza w budynkach wielorodzinnych zgodnych z normą PN-EN 50083 i pokrewnymi.

Pytanie 24

Wskaż zestaw parametrów występujących w gnieździe abonenckim pozwalających rzetelnie ocenić jakość docierającego sygnału DVB-T.

A. BER, C/N, poziom sygnału.
B. C/N, liczba kanałów, poziom sygnału.
C. MER, BER, liczba kanałów.
D. MER, C/N, liczba kanałów.
W ocenie jakości sygnału DVB-T w gnieździe abonenckim bardzo łatwo skupić się na parametrach, które brzmią „mądrze”, ale nie przekładają się bezpośrednio na realną, techniczną ocenę odbioru. Typowym błędem jest przywiązywanie wagi do liczby odbieranych kanałów jako parametru jakości. Liczba kanałów to tylko efekt końcowy: jeśli sygnał jest na granicy poprawnego odbioru, tuner i tak zwykle pokaże listę programów, ale przy byle zakłóceniu pojawią się piksele, zatrzymania obrazu, rwanie fonii. Sama informacja „ile kanałów widzi odbiornik” nie mówi nic o marginesie bezpieczeństwa, o odporności na zakłócenia ani o rezerwie jakości. To jest bardziej wskaźnik wygody dla użytkownika, a nie miara jakości sygnału zgodna z praktyką instalatorską i normami. Kolejna pułapka to zastępowanie BER parametrem MER bez patrzenia na pełny zestaw. MER jest oczywiście bardzo wartościowym parametrem i w wielu miernikach jest traktowany jako kluczowy wskaźnik jakości modulacji, ale samo MER bez informacji o poziomie sygnału i bez sprawdzenia BER nie daje pełnego obrazu sytuacji w gnieździe abonenckim. Można mieć przyzwoite MER, a jednocześnie zbyt niski poziom sygnału na końcówce instalacji, co w praktyce doprowadzi do niestabilnego odbioru u abonenta. Zdarza się też myślenie, że wystarczy C/N i poziom sygnału, bo „jak jest mocno i czysto, to musi działać”. To też jest uproszczenie. C/N jest parametrem bardziej teoretycznym i nie uwzględnia wszystkich zniekształceń, zakłóceń impulsowych czy problemów w torze transmisyjnym. Dopiero BER pokazuje, jak ten cały miks zakłóceń, szumów i zniekształceń przekłada się na realną liczbę błędów bitowych w strumieniu DVB-T. Z mojego doświadczenia, gdy instalatorzy opierają się tylko na poziomie sygnału i „tym, że jest dużo kanałów”, potem wracają na reklamacje, bo w czasie burzy albo przy włączeniu sąsiadowi jakiegoś zasilacza zaczyna się pikselizacja. Dobre praktyki branżowe i normy dla instalacji RTV-SAT jasno kierują w stronę pomiaru parametrów jakościowych takich jak BER i C/N oraz kontrolowania poziomu sygnału w określonym przedziale. Dlatego odpowiedzi, które pomijają BER albo zastępują go „liczbą kanałów”, odrywają się od tego, jak faktycznie projektuje i odbiera się instalacje DVB-T w realnych warunkach.

Pytanie 25

Które wyniki pomiarów wykonane w gnieździe abonenckim są prawidłowe dla instalacji telewizji naziemnej?

A. Poziom sygnału 55 dBµV, MER 28 dB
B. Poziom sygnału 95 dBµV, MER 70 dB
C. Poziom sygnału 60 dBµV, MER 10 dB
D. Poziom sygnału 30 dBµV, MER 20 dB
W instalacjach telewizji naziemnej bardzo łatwo skupić się tylko na jednym parametrze, najczęściej na poziomie sygnału w dBµV, i pominąć jakość sygnału opisywaną przez MER czy BER. To jest chyba najczęstszy błąd myślowy: skoro poziom jest, miernik coś pokazuje, to przecież powinno działać. Niestety w DVB-T/DVB-T2 to tak nie działa. Sygnał cyfrowy ma tak zwany efekt „klifu” – do pewnego progu działa bardzo dobrze, a po przekroczeniu krytycznych wartości nagle przestaje się dekodować, mimo że poziom w dBµV może wydawać się zupełnie sensowny. Zbyt niski poziom, rzędu 30 dBµV, jest po prostu poniżej czułości większości tunerów. Odbiornik może teoretycznie coś „widzieć”, ale w praktyce pojawią się ciągłe zaniki, brak locka, pikselizacja. Nawet gdyby MER był przyzwoity, to przy takim poziomie sygnału margines jest tak mały, że każdy dodatkowy tłumik, dłuższy kabel czy gorsze złącze powoduje całkowitą utratę odbioru. Z drugiej strony bardzo wysoki poziom, na przykład 95 dBµV, wygląda na pierwszy rzut oka imponująco, ale w tunerach i wzmacniaczach może powodować przesterowanie. Wtedy pojawia się intermodulacja, zniekształcenia nieliniowe, rośnie BER, a MER w rzeczywistości spada, chociaż sam miernik poziomu może nadal pokazywać „ładne” wartości dBµV. To taki paradoks: sygnał jest silny, ale bezużyteczny. Druga pułapka to lekceważenie wartości MER. Jeżeli MER spada do poziomu około 10–20 dB, jak w niektórych konfiguracjach, to znaczy, że modulacja jest mocno zniekształcona przez szum, odbicia lub zakłócenia z innych nadajników. Tuner cyfrowy może jeszcze chwilami coś dekodować, ale stabilnego odbioru nie będzie. Typowym błędem jest przekonanie, że „byle tuner sobie poradzi”, bo przecież telewizja naziemna „jakoś leci”. Dobre praktyki branżowe mówią wyraźnie: na gnieździe abonenckim poziom musi być w zakresie normy, ale jednocześnie MER powinien mieć zapas kilku dB ponad wartość graniczną dla danej modulacji i kodowania. Dopiero połączenie odpowiedniego poziomu dBµV z wysokim MER daje instalację, która pracuje pewnie, także po kilku latach i przy gorszych warunkach propagacyjnych.

Pytanie 26

Aby uzyskać poprawny odbiór sygnału z anteny satelitarnej wraz z konwerterem, należy dla programów z satelity Astra ustawić

A. 3 kąty – elewacji, azymutu, konwertera.
B. 1 kąt – azymutu.
C. 2 kąty – elewacji, azymutu.
D. 4 kąty – elewacji, azymutu, konwertera, uchwytu anteny.
W instalacjach satelitarnych bardzo często przecenia się rolę jednego parametru, a pomija się inne. Wiele osób uważa, że wystarczy „obrócić antenę w stronę satelity” i już będzie działać. To prowadzi do przekonania, że wystarczy ustawić sam azymut, czyli kąt w poziomie. Problem w tym, że satelita na orbicie geostacjonarnej znajduje się na konkretnej pozycji kątowej zarówno w płaszczyźnie poziomej, jak i pionowej, a dodatkowo sygnał jest nadawany w określonej polaryzacji. Dlatego ustawienie tylko jednego kąta powoduje, że antena patrzy w mniej więcej dobrym kierunku, ale nie trafia dokładnie w punkt, gdzie jest maksymalna energia sygnału. W praktyce skończy się to albo brakiem sygnału, albo bardzo niską jakością.

Nieco lepsze, ale dalej niepełne, jest podejście, że wystarczą dwa kąty: azymut i elewacja. Faktycznie, bez tych dwóch parametrów nie da się ogólnie „złapać” satelity, bo musimy wiedzieć, jak wysoko nad horyzontem i w jakim kierunku ustawić czaszę. Jednak w systemach DVB-S/S2 sygnał jest nadawany w dwóch polaryzacjach, a separacja między nimi ma ogromne znaczenie dla jakości odbioru i odporności na zakłócenia. Jeśli konwerter (LNB) nie jest skręcony pod odpowiednim kątem (tzw. skew), to polaryzacja odbiorcza nie pokrywa się z polaryzacją nadawczą. W efekcie pojawia się przenikanie między polaryzacjami, rośnie poziom zakłóceń, a parametry takie jak BER czy MER znacząco się pogarszają. To typowy błąd: ktoś ma „sygnał”, ale przy deszczu kanały znikają – bardzo często właśnie przez brak prawidłowego skrętu LNB.

Z drugiej strony, koncepcja ustawiania „czterech kątów”, w tym kąta uchwytu anteny, to już nadinterpretacja. Uchwyt anteny ma być po prostu zamontowany pionowo (lub poziomo, zależnie od konstrukcji) zgodnie z zaleceniami producenta, najczęściej przy użyciu poziomicy. Nie traktuje się jego położenia jako osobnego kąta roboczego w procesie ustawiania na satelitę. W dobrych praktykach instalatorskich przyjmuje się, że uchwyt jest bazą odniesienia – ma być stabilny, sztywny, wypoziomowany, a dopiero względem niego reguluje się faktyczne kąty pracy: azymut, elewację i skręt konwertera. Mylące jest więc myślenie, że „im więcej kątów tym lepiej”, bo chodzi o trzy konkretne parametry geometryczne względem satelity, a nie o każdy możliwy element mechaniczny uchwytu. Podsumowując: poprawna konfiguracja dla Astry to trzy kąty – azymut, elewacja i skręt LNB – a nie mniej i nie więcej.

Pytanie 27

Które narzędzie należy wykorzystać do przygotowania kabla koncentrycznego, do montażu wtyku typu F?

A. Narzędzie 2
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Narzędzie 1
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Narzędzie 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Narzędzie 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Wiele osób przy pierwszym kontakcie z kablami koncentrycznymi sięga po narzędzia, które „jakoś tam tną izolację” i wydaje się, że to wystarczy. Problem w tym, że kabel koncentryczny jest dość wrażliwy na wszelkie uszkodzenia geometrii: przecięty oplot, nacięty dielektryk czy nadcięta żyła środkowa powodują odbicia, lokalne zmiany impedancji i potem zaczynają się dziwne problemy z jakością sygnału. Dlatego producenci złączy F i normy dotyczące instalacji RTV/SAT kładą nacisk na stosowanie dedykowanych stripperów do koncentryka, które jednym ruchem wykonują dwa precyzyjne nacięcia.
Narzędzie przypominające klasyczny nóż do kabli, choć wygląda solidnie i bywa używane do ściągania płaszcza z grubych przewodów energetycznych czy sterowniczych, nie ma fabrycznie ustawionych głębokości pod typowe średnice przewodów koncentrycznych. Operator musi kontrolować nacisk ręką, co w praktyce kończy się tym, że czasem za mocno naciśnie i podetnie ekran lub nawet żyłę. Przy pojedynczej sztuce może to przejść, ale przy serii kilkudziesięciu złączy różnice w długości odizolowania są ogromne, a to już jest wbrew dobrym praktykom montażowym.
Z kolei małe, żółte ściągaczki wyglądają kusząco, bo są tanie i lekkie. W rzeczywistości są projektowane głównie pod skrętkę komputerową UTP/FTP, a nie pod grubszy koncentryk o innej budowie i twardości dielektryka. Ostrze jest ustawione kompromisowo, więc albo ledwo nacina płaszcz koncentryka, albo przy mocniejszym docisku niszczy ekran i wprowadza uszkodzenia mechaniczne. To typowy błąd: skoro narzędzie zdejmuje izolację z jednego kabla niskonapięciowego, to „na oko” nada się do wszystkich. Niestety tak to nie działa.
Inne specjalistyczne przyrządy, np. do przygotowania światłowodów lub płaskich kabli, też bywają mylone ze stripperami do koncentryka. Konstrukcyjnie są jednak dopasowane do zupełnie innej geometrii przewodu i innego materiału. Użycie ich do koncentryka powoduje niekontrolowane nacięcia i bardzo słabą powtarzalność. Z mojego doświadczenia wynika, że to właśnie takie improwizowanie narzędziami „prawie pasującymi” jest główną przyczyną problemów z zasięgiem i zakłóceniami w instalacjach TV po kilku miesiącach eksploatacji. Prawidłowe przygotowanie kabla pod wtyk F wymaga, żeby płaszcz był zdjęty na konkretną długość, oplot wywinięty równo na zewnątrz, dielektryk odcięty czysto, bez poszarpanych krawędzi, a żyła środkowa nieosłabiona nacięciem. To da się w praktyce uzyskać właśnie dedykowaną ściągaczką do kabli koncentrycznych, a nie narzędziami uniwersalnymi czy przeznaczonymi do innych typów przewodów.

Pytanie 28

W którym zakresie może nastąpić zwiększenie funkcjonalności odbiornika telewizyjnego wyposażonego w interfejs CI w sytuacji skonfigurowania go z modułem CAM?

A. Przejęcie przez odbiornik funkcji dekodera.
B. Zyskanie zaawansowanych funkcji zarządzania poborem mocy.
C. Poprawienie synchronizacji obrazu z dźwiękiem.
D. Możliwości nagrywania programu bezpośrednio na nośnik.
Zamieszanie w tym pytaniu zwykle bierze się stąd, że wiele osób przypisuje modułowi CAM i interfejsowi CI funkcje, które tak naprawdę należą do innych bloków urządzenia. Interfejs CI/CI+ z modułem CAM odpowiada za dostęp warunkowy, czyli za odszyfrowanie zakodowanego sygnału i autoryzację abonenta, a nie za ogólną poprawę jakości pracy całego telewizora. Funkcja poprawiania synchronizacji obrazu z dźwiękiem to typowe zadanie układów przetwarzania sygnału AV oraz oprogramowania telewizora. Opóźnienia audio-wideo wynikają głównie z obróbki obrazu (skalowanie, upłynnianie, redukcja szumów) i toru audio, a korygowane są przez tzw. audio delay, buforowanie i wewnętrzne algorytmy TV. Moduł CAM nie ma żadnego wpływu na te procesy, on dostaje już zdekodowany strumień transportowy i zwraca odszyfrowane dane – nie zarządza timingiem między kanałem audio a wideo. Podobnie z nagrywaniem na nośnik – funkcja PVR (Personal Video Recorder) lub timeshift zależy od oprogramowania telewizora i jego sprzętowego wsparcia (port USB, obsługa dysków, system plików, licencje DRM), a nie od samego modułu CAM. CAM może co najwyżej ograniczyć możliwość nagrywania lub odtwarzania (np. w CI+ są flagi Copy Control, zakazy przewijania, itp.), ale nie dodaje sam z siebie opcji nagrywania. To jest częsty błąd myślowy: użytkownik kupuje moduł CAM, a nagle telewizor po aktualizacji softu dostaje PVR, więc wygląda jakby to było zasługą CAM-a. W rzeczywistości funkcjonalność PVR jest po stronie TV, a CAM tylko dostarcza uprawnień do oglądania treści. Zaawansowane zarządzanie poborem mocy to z kolei domena zasilacza, układów zarządzania energią i firmware’u telewizora, zgodnie z normami efektywności energetycznej (np. wymogi ekoprojektu w UE). Moduł CAM jest raczej dodatkowym obciążeniem energetycznym – pobiera własny prąd – i czasem wręcz utrudnia pełne wyłączenie niektórych bloków, bo telewizor musi go zasilać i z nim komunikować się. Dobre praktyki projektowe zakładają, że CAM jest urządzeniem peryferyjnym do obsługi systemu CAS, a nie kontrolerem zarządzania energią. Kluczowe jest zrozumienie, że konfiguracja TV z modułem CAM rozszerza go o funkcję dekodera płatnych kanałów i obsługę dostępu warunkowego, a nie o ogólne ulepszacze obrazu, nagrywania czy zasilania.

Pytanie 29

Aby przymocować maszt antenowy do komina, należy użyć

A. kołków o długości 100 mm.
B. gwoździ o długości 100 mm.
C. śrub na przewierconym na wylot kominie.
D. taśm obejmujących komin.
Mocowanie masztu antenowego do komina bardzo często bywa wykonywane „na skróty”, co widać w wielu starych instalacjach, ale z technicznego punktu widzenia większość takich patentów jest po prostu błędna i niebezpieczna. Podstawowy problem polega na tym, że komin nie jest zwykłą ścianą nośną, tylko elementem o specyficznej konstrukcji, który musi zapewnić szczelność przewodów dymowych lub spalinowych oraz odporność na zmiany temperatury. Wiercenie w nim otworów pod kołki lub śruby, zwłaszcza na wylot, osłabia jego przekrój, może powodować pęknięcia i rozszczelnienia, a w efekcie ryzyko przedostawania się spalin do pomieszczeń. Z punktu widzenia przepisów budowlanych i zasad BHP takie ingerencje są po prostu niezalecane, a często wprost sprzeczne z instrukcjami producentów systemów kominowych. Użycie kołków rozporowych o długości 100 mm wydaje się na pierwszy rzut oka solidne, bo „coś trzyma w cegle”, ale to jest mocowanie punktowe, które nie radzi sobie dobrze z siłami od wiatru działającymi na wysoki maszt. Obciążenia są skupione w kilku miejscach, co sprzyja wykruszaniu się cegieł, zwłaszcza starych, porowatych lub zawilgoconych. Kołek może się z czasem poluzować, a cała konstrukcja zaczyna pracować, co widać szczególnie przy silnych podmuchach. Jeszcze gorszym pomysłem jest stosowanie gwoździ w kominie. Gwoździe nie są przewidziane do przenoszenia obciążeń dynamicznych i wyrywających w tak kruchej strukturze jak cegła kominowa. Wbijanie gwoździ może powodować mikropęknięcia, a przy eksploatacji masztu i pracy na wietrze takie mocowanie bardzo szybko traci stabilność. Z mojego punktu widzenia to typowy przykład „domowej roboty”, który po kilku latach kończy się awarią albo koniecznością kosztownej naprawy. Przewiercanie komina na wylot i stosowanie długich śrub wydaje się niektórym „super mocne”, bo śruba przechodzi przez całą szerokość. Niestety jest to jedno z bardziej szkodliwych rozwiązań: ingeruje głęboko w konstrukcję, może naruszać przewody dymowe lub spalinowe, a przy kominach systemowych z wkładami ceramicznymi czy stalowymi jest wręcz niedopuszczalne. Dodatkowo każda śruba to potencjalna droga wnikania wody opadowej i mrozu, co przyspiesza degradację materiału. Typowym błędem myślowym przy tych wszystkich metodach jest przekonanie, że „jak mocno przykręcę do cegły, to będzie dobrze”. W nowoczesnej praktyce instalacyjnej chodzi jednak o równomierne rozłożenie sił i minimalną ingerencję w konstrukcję budynku. Dlatego stosuje się taśmy obejmujące komin, które opasają go z zewnątrz i przenoszą obciążenia na dużą powierzchnię, zamiast skupiać je w kilku osłabionych punktach.

Pytanie 30

W zakres czynności konserwacyjnych instalacji telewizyjnej nie wchodzi

A. pomiar sygnału w gniazdku abonenckim.
B. ustawienie anten.
C. regulacja wzmacniaczy RF.
D. czyszczenie przewodów koncentrycznych.
Prawidłowo wskazałeś, że czyszczenie przewodów koncentrycznych nie wchodzi w typowy zakres czynności konserwacyjnych instalacji telewizyjnej. W praktyce serwisowej, zgodnie z dobrą praktyką branżową i zaleceniami producentów osprzętu, przewód koncentryczny traktuje się jako element raczej do okresowej kontroli stanu i ewentualnej wymiany, a nie do „czyszczenia” w sensie zabiegów konserwacyjnych. Ważne jest sprawdzenie, czy nie ma załamań, przetarć, korozji złączy F, zawilgocenia ekranu czy poluzowanych wtyków. Jeśli kabel jest uszkodzony mechanicznie lub ma zawilgocony dielektryk, po prostu się go wymienia, bo czyszczenie nic tu nie da, a czasem może wręcz pogorszyć sprawę. W praktyce instalatorskiej podstawowe czynności konserwacyjne to przede wszystkim precyzyjne ustawianie anten (azymut, elewacja, skręt polaryzacji), tak aby zapewnić wymagany poziom sygnału i właściwy MER/BER na wejściu instalacji. Do tego dochodzi regulacja wzmacniaczy RF – ustawianie wzmocnienia i, jeśli jest, korekcji charakterystyki (tilt), żeby poziomy sygnału w całej sieci były zgodne z normami, np. PN-EN 50083, i żeby nie dochodziło do przesterowania ani zbyt dużego zróżnicowania poziomu między kanałami. Bardzo ważnym elementem jest też pomiar sygnału w gniazdku abonenckim miernikiem sygnałowym: sprawdza się poziom w dBµV, jakość sygnału, parametry modulacji, ewentualne zakłócenia impulsowe. To są typowe, profesjonalne czynności serwisowe, które wykonuje się okresowo lub po zgłoszeniu problemów. Moim zdaniem warto zapamiętać, że przy kablach koncentrycznych kluczem jest poprawne ułożenie, właściwe złącza, dobre ekranowanie i unikanie uszkodzeń mechanicznych. Jak coś jest nie tak, norma jest prosta: nie czyścimy, tylko diagnozujemy i wymieniamy element, który nie spełnia wymagań parametrów transmisyjnych.

Pytanie 31

Jeśli w odbiorniku telewizyjnym brakuje wewnętrznego dekodera DVB-T to należy podłączyć zewnętrzny STB z kompresją audio/video

A. JPEG
B. MPEG-4
C. MP3
D. BMP
Prawidłowa odpowiedź to MPEG-4, bo właśnie ten standard kompresji audio/wideo jest wykorzystywany w naziemnej telewizji cyfrowej DVB-T (a dokładniej w Polsce głównie MPEG-4 AVC/H.264 dla wideo i AAC/AC-3 dla audio). W praktyce wygląda to tak, że sygnał DVB-T nadawany z nadajnika jest już skompresowany w formacie zgodnym ze standardami ETSI i zaleceniami ITU, a odbiornik – czy to telewizor z wbudowanym tunerem, czy zewnętrzny dekoder STB – musi ten strumień poprawnie zdekodować. Jeśli telewizor jest starszy i ma tylko tuner analogowy albo obsługuje tylko MPEG-2, to po przejściu na nowszy standard nadawania obraz się po prostu nie pojawi, albo pojawi się komunikat o braku obsługi formatu. Wtedy właśnie podłącza się zewnętrzny STB, który potrafi odebrać DVB-T i zdekodować strumień MPEG-4, a do TV podaje już zwykły sygnał HDMI lub nawet SCART. Z mojego doświadczenia w serwisie RTV, najczęstsza praktyka to dobór dekodera z obsługą MPEG-4/H.264 oraz zgodnego z obowiązującą specyfikacją nadawców w danym kraju – w Polsce kiedyś to był DVB-T/MPEG-4, teraz przechodzimy na DVB-T2/HEVC (H.265), ale nadal warto kojarzyć, że „zwykły” MPEG-4 był pierwszym masowym standardem kompresji w naziemnej TV cyfrowej. Dobrą praktyką jest zawsze sprawdzić w specyfikacji STB obsługiwane kodeki: dla obrazu minimum MPEG-4 AVC, a dla dźwięku AAC, czasem AC-3. W instalacjach zbiorczych, hotelowych czy w małych sieciach kablowych również używa się urządzeń bazujących na MPEG-4, bo zapewniają sensowny kompromis między jakością a przepływnością. W skrócie: żeby „stary” telewizor mógł odbierać DVB-T, zewnętrzny dekoder musi rozumieć właśnie MPEG-4, inaczej cała cyfrowa transmisja jest dla niego tylko bezużytecznym strumieniem bitów.

Pytanie 32

Na obrazie przedstawiono schemat instalacji DVB-S, DVB-T oraz radiowej. Wszyscy użytkownicy tej instalacji zgłaszają, że nie odbierają jedynie sygnału DVB-T. Który element został prawdopodobnie uszkodzony?

Ilustracja do pytania
A. Zwrotnica antenowa.
B. Zabezpieczenie przepięciowe.
C. Konwerter.
D. Antena satelitarna.
Poprawna jest odpowiedź: zwrotnica antenowa. W tym schemacie instalacji mamy trzy niezależne tory sygnałowe: DVB-S z anteny satelitarnej przez konwerter, DVB-T z anteny naziemnej oraz radio FM/DAB z anteny radiowej. Zwrotnica antenowa (często nazywana też sumatorem lub diplexerem/triplexerem) służy do połączenia tych różnych pasm częstotliwości w jeden wspólny kabel, który dalej wchodzi do multiswitcha. Jeśli wszyscy użytkownicy tracą tylko DVB-T, a nadal odbierają satelitę i radio, to bardzo silnie wskazuje, że uszkodził się właśnie tor naziemny w zwrotnicy. Satelita idzie osobnymi przewodami z konwertera do multiswitcha, więc awaria zwrotnicy nie wpływa na DVB-S. Podobnie bywa z radiem – wiele zwrotnic ma oddzielne wejście FM/DAB i często pada tylko sekcja UHF/TV. W praktyce instalator, zgodnie z dobrymi praktykami PN-EN 50083 i wytycznymi producentów multiswitchy, zawsze zaczyna diagnostykę od sprawdzenia, czy sygnał DVB-T jest obecny na wyjściu zwrotnicy i czy nie ma przerwy w torze UHF. Moim zdaniem w takich układach warto też pamiętać o poprawnym ekranowaniu przewodów koncentrycznych i stosowaniu złączy F dobrej jakości, bo złe połączenie na zwrotnicy może dawać podobne objawy jak jej uszkodzenie. W serwisie często robi się prosty test: odłącza się zwrotnicę i podaje sygnał DVB-T bezpośrednio na multiswitch lub miernik poziomu sygnału. Jeżeli obraz wraca, sprawa jest jasna – zwrotnica do wymiany. To klasyczny przypadek z praktyki instalatorskiej w budynkach wielorodzinnych, gdzie zwrotnica jest jednym wspólnym elementem dla wszystkich gniazd abonenckich.

Pytanie 33

Ile kabli koncentrycznych należy doprowadzić do przedstawionego gniazda w prawidłowo wykonanych instalacjach telewizyjnych multiswitchowych?

Ilustracja do pytania
A. Jeden kabel.
B. Trzy kable.
C. Dwa kable.
D. Cztery kable.
Na tym typie gniazda łatwo się pomylić, bo z pozoru wygląda ono jak zwykłe gniazdo RTV-SAT, tylko trochę „bogatsze”. Ktoś patrzy, widzi jedną puszkę na ścianie i odruchowo zakłada, że wystarczy jeden kabel koncentryczny, tak jak w prostych instalacjach zbiorczych. To jest jednak myślenie z klasycznych instalacji RTV z jednym kablem doprowadzającym sygnał naziemny i ewentualnie satelitarny po sumatorze. W systemach multiswitchowych, szczególnie tam gdzie stosuje się gniazda 2×SAT/TV/R, założenie „jeden kabel wystarczy” jest po prostu błędne technicznie. Jeden przewód nie jest w stanie zapewnić dwóch niezależnych kanałów sterowania multiswitchem (napięcia 13/18 V, przełączania pasm przez 22 kHz) dla dwóch osobnych wejść SAT. Gdyby podłączyć tylko jeden kabel, jedno z gniazd SAT byłoby martwe albo oba pracowałyby w sposób konfliktowy, zależny od ustawień dekodera, co w praktyce oznacza problemy z odbiorem i nagrywaniem. Czasem pojawia się też pomysł, że skoro są aż cztery wyjścia w gnieździe (dwa SAT, TV i R), to może trzeba doprowadzić trzy lub nawet cztery kable – osobno z multiswitcha dla każdego toru. To też nie pasuje do logiki instalacji multiswitchowej. Multiswitch już na swoim poziomie sumuje sygnały satelitarne i naziemne i wysyła je jednym kablem na każdy tor abonencki SAT oraz jednym wspólnym torem dla TV/R, który jest później rozdzielany w gnieździe. Nie prowadzi się osobnych przewodów tylko dla TV i tylko dla radia, bo to byłoby nieekonomiczne, sprzeczne z ideą systemu i powodowałoby niepotrzebne skomplikowanie instalacji. Dodatkowo więcej niż dwa kable do pojedynczego gniazda 2×SAT/TV/R oznaczałoby brak zgodności z typowymi schematami producentów, a także z zaleceniami projektowymi dla sieci w topologii gwiazdy. Typowy błąd myślowy polega na mieszaniu pojęć z instalacji magistralnych, przelotowych gniazd RTV albo z prostych rozgałęzień, z rozwiązaniami typowo multiswitchowymi, gdzie każdy abonent ma własny, niezależny tor lub dwa tory SAT. W dobrze wykonanej instalacji multiswitchowej patrzymy na liczbę złącz SAT w gnieździe końcowym i właśnie tyle niezależnych kabli koncentrycznych prowadzimy z multiswitcha. W tym przypadku są dwa złącza SAT, więc i dwa przewody. Więcej kabli nie ma sensu, mniej po prostu ogranicza funkcjonalność i łamie dobre praktyki branżowe.

Pytanie 34

Które z przedstawionych symboli oznaczają na schematach filtr pasmowy?

Ilustracja do pytania
A. 3 i 4
B. 1 i 2
C. 2 i 4
D. 1 i 3
Poprawnie wskazane zostały symbole 3 i 4, ponieważ właśnie one przedstawiają charakterystyczną amplitudową charakterystykę filtru pasmowego: wąski „garb” lub pasmo przepustowe pośrodku oraz wyraźne tłumienie zarówno dla niskich, jak i wysokich częstotliwości. Na schematach blokowych przyjęło się, że pojedyncza krzywa pokazująca rosnące wzmocnienie z częstotliwością oznacza filtr górnoprzepustowy, malejąca – dolnoprzepustowy, a zestaw dwóch, trzech krzywych, które razem tworzą coś w rodzaju okna w środku, to właśnie filtr pasmowy. W symbolach 3 i 4 widać kilka przebiegów, które przecinają się i tworzą obszar najwyższego wzmocnienia w pewnym przedziale częstotliwości – to jest dokładnie pasmo przepustowe. Po lewej i prawej stronie tego zakresu krzywe opadają, co odpowiada strefom zaporowym. W praktyce takie filtry stosuje się np. w radiokomunikacji do wycinania konkretnych kanałów, w audio do selektywnego podbijania wybranych częstotliwości (np. korektor graficzny), w systemach pomiarowych do wycinania zakłóceń spoza interesującego pasma. Moim zdaniem warto kojarzyć, że filtr pasmowy to w uproszczeniu połączenie filtru górnoprzepustowego i dolnoprzepustowego szeregowo, co też często widać w symbolice: kilka nałożonych krzywych, jak w odpowiedziach 3 i 4. W dokumentacji producentów układów (np. TI, Analog Devices) oraz w normach dotyczących systemów radiowych charakterystyki pasmowe są rysowane bardzo podobnie: pasmo w środku, wycięcie po bokach. Dlatego patrząc na schemat, szukasz „górki” w środku wykresu – to prawie zawsze filtr pasmowy.

Pytanie 35

Na schemacie przedstawiono instalację telewizyjną typu

Ilustracja do pytania
A. przelotowego.
B. pierścieniowego.
C. gwiazdy.
D. rozgałęźnego.
Na schemacie pokazano instalację telewizyjną, w której sygnał z anteny przechodzi kolejno przez gniazda abonenckie – właśnie taki sposób prowadzenia przewodu koncentrycznego nazywa się instalacją przelotową. Kluczowy jest tu jeden wspólny kabel „przelatujący” od pierwszego gniazda do ostatniego, a gniazda pośrednie mają wejście i wyjście oraz odpowiednie tłumienie przelotowe i końcowe. W praktyce używa się tu gniazd typu przelotowego (np. oznaczanych właśnie jak na rysunku SSD 2-10), a na końcu linii montuje się gniazdo końcowe (np. SSD 2-00) lub osobny rezystor zakończeniowy 75 Ω. Takie rozwiązanie jest zgodne z typowymi wytycznymi dla małych instalacji RTV w mieszkaniach i domach jednorodzinnych, gdzie liczba gniazd jest niewielka, a długości przewodów umiarkowane. Z mojego doświadczenia w małych blokach i pensjonatach takie instalacje przelotowe są często spotykane, bo są tańsze w wykonaniu niż pełna gwiazda i przy 2–4 gniazdach zapewniają jeszcze wystarczająco równomierny poziom sygnału. Ważne, żeby dobrać gniazda o odpowiednich wartościach tłumienia, tak aby sygnał na pierwszym i ostatnim odbiorniku nie różnił się zbyt mocno – zgodnie z dobrymi praktykami poziom sygnału w gniazdach nie powinien spadać poniżej zalecanych wartości podawanych w dokumentacjach producentów sprzętu RTV i normach branżowych (np. w zakresie około 60–80 dBµV dla DVB-T). W odróżnieniu od instalacji gwiazdowej, tutaj nie ma rozdzielacza w jednym centralnym punkcie, tylko sygnał „idzie po kolei” przez wszystkie punkty. Dzięki temu łatwo rozpoznać, że na rysunku chodzi właśnie o instalację przelotową, a nie rozgałęźną czy pierścieniową.

Pytanie 36

Aby za pomocą kabla koncentrycznego 75 Ω doprowadzić sygnał z anteny dipolowej o impedancji 300 Ω do odbiornika TV, należy wykorzystać

A. filtr.
B. sumator.
C. symetryzator.
D. wzmacniacz.
W tym zadaniu łatwo pomylić różne elementy toru antenowego, bo w praktycznych instalacjach RTV występują i filtry, i wzmacniacze, i sumatory, ale każdy z nich pełni zupełnie inną funkcję niż rozwiązanie problemu dopasowania 300 Ω anteny do 75 Ω kabla koncentrycznego. Kluczowy błąd myślowy polega na tym, że użytkownik próbuje „naprawić” niedopasowanie impedancji elementem, który w ogóle nie służy do transformacji impedancji ani do przejścia z układu symetrycznego na niesymetryczny. Filtr w instalacjach antenowych używa się głównie do kształtowania pasma: wycinania niechcianych częstotliwości (np. LTE, 5G, sygnały poza pasmem TV) albo przepuszczania tylko określonych kanałów. Filtr nie zamienia jednak 300 Ω na 75 Ω i nie rozwiązuje problemu, że dipol jest elementem symetrycznym, a kabel koncentryczny niesymetrycznym. Można oczywiście spotkać specjalizowane układy filtrujące z jakimś dopasowaniem, ale w typowych antenach TV naziemnej to nie jest właściwe narzędzie. Sumator (czasem nazywany zwrotnicą albo combinerem, zależnie od konstrukcji) służy do łączenia sygnałów z kilku anten albo z kilku pasm do jednego kabla. Na przykład łączy się antenę UHF i antenę VHF, albo sygnał z anteny naziemnej z sygnałem z instalacji satelitarnej. Taki element musi mieć odpowiednią izolację między wejściami i dopasowanie do 75 Ω, ale on nie robi z dipola 300 Ω dobrze dopasowanego źródła do kabla koncentrycznego. To trochę tak, jakby chcieć śrubokrętem wbijać gwoździe – niby coś się da zrobić, ale nie o to chodzi. Wzmacniacz z kolei często kusi jako „rozwiązanie na wszystko”: słaby sygnał? to dajemy wzmacniacz. Jednak wzmacniacz nie koryguje błędów dopasowania impedancji między anteną a kablem. Jeżeli na wejściu wzmacniacza jest niedopasowanie, pojawiają się odbicia, fale stojące i dodatkowe straty. W efekcie można nawet pogorszyć jakość odbioru, szczególnie przy wyższych częstotliwościach. Dobre praktyki branżowe mówią wyraźnie: najpierw poprawne dopasowanie i przejście symetryczne–niesymetryczne (czyli symetryzator/balun), dopiero potem ewentualny wzmacniacz o dopasowanej impedancji 75 Ω. Dlatego w typowych schematach instalacji antenowej w technikum, jak i w katalogach producentów, między dipolem a kablem koncentrycznym zawsze pojawia się symetryzator 300/75 Ω, a dopiero dalej można myśleć o filtrach, sumatorach i wzmacniaczach. Ignorowanie tego prowadzi właśnie do takich błędnych wyborów odpowiedzi.

Pytanie 37

Ze względu na problemy z odbiorem sygnału instalator zamierza zmienić lokalizację anteny i zainstalować ją na wysokim maszcie, przez co zwiększy się odległość pomiędzy anteną a odbiornikiem. Aby nie pogorszyć jakości sygnału telewizyjnego, instalator powinien zastosować kabel o

A. większej impedancji falowej.
B. większym tłumieniu.
C. mniejszej impedancji falowej.
D. mniejszym tłumieniu.
Prawidłowo – przy wydłużeniu przewodu między anteną a odbiornikiem kluczowe jest zastosowanie kabla o mniejszym tłumieniu. Chodzi o to, że każdy kabel koncentryczny wprowadza pewne straty sygnału, wyrażane w decybelach na 100 m (dB/100 m) przy określonej częstotliwości. Im dłuższa trasa i im wyższa częstotliwość (pasmo TV, DVB-T/T2, sygnały satelitarne), tym te straty rosną. Dlatego przy wysokim maszcie, gdzie dochodzi kilka–kilkanaście metrów przewodu więcej, warto wybrać kabel o jak najniższym tłumieniu, np. dobrej jakości RG-6 lub nawet lepszy typ klasy A/A+ zamiast taniego, cienkiego przewodu z marketu. Moim zdaniem to jedna z podstawowych dobrych praktyk w instalacjach TV: minimalizujemy straty po drodze, a nie próbujemy później ratować sytuację wzmacniaczami, które wprowadzają szumy i mogą przesterować odbiornik. W praktyce patrzy się na parametry typu: tłumienie przy 800 MHz czy 2150 MHz (dla SAT), ekranowanie powyżej 90 dB i zgodność z normami, np. EN 50117. Im mniejsze wartości tłumienia w dB, tym lepiej dla jakości obrazu i stabilności odbioru, zwłaszcza przy słabszym sygnale z nadajnika. Dodatkowo kabel o mniejszym tłumieniu zazwyczaj ma lepszą konstrukcję: grubszy przewodnik wewnętrzny, porządny dielektryk, podwójny ekran (folia + oplot), co ogranicza też zakłócenia zewnętrzne. W instalacjach zbiorczych czy w nowym budownictwie praktycznie standardem jest stosowanie kabli o niskim tłumieniu, właśnie po to, żeby móc prowadzić dłuższe odcinki bez widocznego pogorszenia jakości sygnału. W skrócie: zwiększasz odległość – musisz zmniejszyć tłumienie jednostkowe przewodu, żeby całkowita strata sygnału nie przekroczyła dopuszczalnych wartości.

Pytanie 38

Pomiar poziomu sygnału podczas sprawdzania prawidłowości działania regulowanego wzmacniacza dystrybucyjnego w celu wyeliminowania wpływu urządzeń podłączonych do instalacji antenowej dokonywany jest

A. na wyjściu testowym wzmacniacza.
B. bezpośrednio na wyjściu liniowym wzmacniacza.
C. na wejściu wzmacniacza.
D. na wyjściu liniowym wzmacniacza przez tłumik 20 dB.
Prawidłowy wybór wyjścia testowego wzmacniacza to dokładnie to, co się stosuje w praktyce serwisowej instalacji RTV/SAT. Wyjście testowe jest specjalnie zaprojektowane po to, żeby mierzyć poziom sygnału bez istotnego wpływu na pracę całej instalacji i bez zakłócania urządzeń końcowych. Zazwyczaj ma ono stałe, określone tłumienie, np. 20 dB w stosunku do wyjścia liniowego, co jest opisane w dokumentacji producenta albo na tabliczce znamionowej. Dzięki temu technik, znając wartość tego tłumienia, może łatwo przeliczyć wynik z miernika na faktyczny poziom sygnału na wyjściu głównym wzmacniacza. W praktyce wygląda to tak: podłączasz miernik poziomu sygnału (miernik poziomu DVB-T/T2, DVB-C, czasem analizator widma) do wyjścia testowego, odczytujesz wartość w dBµV, dodajesz wartość tłumienia wyjścia testowego (np. +20 dB) i wiesz, jaki poziom masz realnie na wyjściu liniowym. To jest zgodne z dobrymi praktykami opisanymi w materiałach producentów sprzętu i ogólnymi wytycznymi dla instalacji zbiorczych RTV/SAT – chodzi o to, żeby nie rozłączać niepotrzebnie instalacji i nie obciążać dodatkowo wyjścia głównego wzmacniacza. Co ważne, pomiar na wyjściu testowym pozwala wyeliminować wpływ odbiorników podłączonych do sieci (telewizorów, tunerów, modemów kablowych). One mogą wprowadzać swoje obciążenie, a czasem nawet zakłócenia zwrotne. Na wyjściu testowym tego po prostu nie „widzimy”, mierzymy czysty sygnał wzmacniacza. Moim zdaniem to jedno z podstawowych narzędzi w rękach instalatora – kto raz zaczął korzystać z wyjść testowych, ten bardzo rzadko bawi się w pomiary bezpośrednio na torze głównym. W regulowanych wzmacniaczach dystrybucyjnych taki sposób pomiaru jest po prostu standardem: najpierw ustawiasz poziom i nachylenie charakterystyki na wyjściu testowym, potem ewentualnie korygujesz na podstawie pomiarów w gniazdach abonenckich, ale punkt odniesienia zawsze bierzesz właśnie z testowego.

Pytanie 39

Instalacja telewizyjna, której głównym przeznaczeniem jest dostarczenie sygnału telewizji DVB-T nadawanych na MUX-8 powinna umożliwiać przede wszystkim pracę w paśmie

A. VHF
B. FM
C. CB
D. UHF
Prawidłowa odpowiedź to VHF, bo multipleks MUX-8 w naziemnej telewizji cyfrowej DVB-T/DVB-T2 w Polsce jest nadawany właśnie w paśmie VHF, a nie w typowym dla pozostałych multipleksów paśmie UHF. VHF to zakres mniej więcej od 30 do 300 MHz, a dla telewizji w praktyce interesuje nas podzakres 174–230 MHz (tzw. VHF III). MUX-8 pracuje dokładnie w tym wycinku widma, więc instalacja telewizyjna projektowana „pod MUX-8” musi przede wszystkim zapewniać poprawną pracę anteny, wzmacniaczy i okablowania właśnie w tym paśmie. W praktyce oznacza to zastosowanie anteny VHF, często osobnej, innej niż typowa „siatka” czy Yagi na UHF. Często w instalacjach zbiorczych (SMATV, RTV-SAT) stosuje się dwie anteny: jedną na UHF (MUX-1,2,3 itd.) i drugą kierunkową na VHF dla MUX-8, a następnie sygnały łączy się zwrotnicą pasmową. Z mojego doświadczenia wiele problemów z odbiorem MUX-8 wynika z tego, że ktoś ma świetną antenę UHF, ale kompletnie ignoruje VHF – i wtedy MUX-8 po prostu „ginie”. Dobrą praktyką jest też dobranie wzmacniaczy i rozgałęźników o płaskiej charakterystyce w paśmie VHF lub z lekką korekcją nachylenia, żeby nie przesterować sygnału z bliskiego nadajnika. Warto pamiętać, że długość elementów anteny VHF jest większa niż dla UHF, bo długość fali jest większa, więc mechanicznie taka antena jest trochę „większy kobył”. Moim zdaniem, przy nowych instalacjach najlepiej od razu przewidzieć obsługę VHF, nawet jeśli dziś ktoś nie ogląda kanałów z MUX-8 – potem jest mniej prucia ścian i kombinowania z dokładaniem anteny.

Pytanie 40

W których warunkach powinny zostać wykonane pomiary poziomu sygnału telewizyjnego w gnieździe abonenckim, mające na celu znalezienie najlepszego kierunku ustawienia anteny wyposażonej we wzmacniacz?

A. Odłączonej anteny.
B. Odłączonego napięcia zasilania wzmacniacza.
C. Podłączonego napięcia zasilania wzmacniacza.
D. Połączonej żyły sygnałowej z ekranem.
W tym zadaniu łatwo wpaść w kilka typowych pułapek myślowych związanych z praktyką pomiarów w instalacjach antenowych. Niektórzy intuicyjnie zakładają, że skoro chcą „czystego” pomiaru poziomu sygnału z anteny, to najlepiej byłoby mierzyć przy odłączonej antenie czy przy zwartych żyłach kabla. Tyle że z punktu widzenia techniki i norm branżowych taki pomiar nie ma żadnej wartości użytkowej. Odłączona antena oznacza po prostu brak sygnału, miernik pokaże wtedy tylko szumy własne, ewentualnie zakłócenia z otoczenia, ale nie realny poziom sygnału telewizyjnego. Nie da się na tej podstawie ustalić najlepszego kierunku ustawienia anteny, bo fizycznie nie mierzysz tego, co antena odbiera.
Podobnie z łączeniem żyły sygnałowej z ekranem w gnieździe lub kablu. To jest w praktyce zwarcie, stosowane czasem w celach serwisowych, np. do sprawdzania ciągłości przewodu albo ochrony wejścia przy niektórych pomiarach, ale absolutnie nie do oceny poziomu sygnału TV. Zwarcie powoduje, że tor sygnałowy jest całkowicie zablokowany, a wzmacniacz (jeśli nawet jest zasilony) pracuje w nienormalnych warunkach. Miernik w takim układzie nie pokaże prawidłowych parametrów, bo po prostu nie ma prawidłowego dopasowania impedancyjnego 75 Ω, o którym mówią wszystkie normy dla instalacji RTV.
Dość często pojawia się też pomysł, żeby ustawiać antenę przy odłączonym napięciu zasilania wzmacniacza. Wydaje się to logiczne: „najpierw złapię kierunek na czysto, potem włączę wzmacniacz”. Problem w tym, że wzmacniacz bez zasilania nie jest przezroczysty – zazwyczaj wprowadza spore tłumienie, czasem kilkanaście dB. To oznacza, że poziomy sygnału widziane przez miernik są zupełnie inne niż w docelowym trybie pracy. Moim zdaniem to jedna z częstszych przyczyn, że instalacja „działała na mierniku”, a po podłączeniu telewizora zaczynają się zaniki, pikselizacja, zrywanie obrazu. Dobre praktyki mówią jasno: pomiary i ustawianie anteny robi się w konfiguracji jak najbardziej zbliżonej do docelowej, czyli ze wszystkimi aktywnymi elementami zasilonymi i włączonymi. Wzmacniacz ma pracować przy nominalnym napięciu, zasilacz ma być podłączony, a pomiar dokonany w gnieździe abonenckim, gdzie normalnie będzie podłączony odbiornik. Tylko wtedy masz wiarygodny obraz tego, jak instalacja będzie się zachowywać w codziennym użytkowaniu.