Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 18 kwietnia 2026 15:02
  • Data zakończenia: 18 kwietnia 2026 15:10

Egzamin zdany!

Wynik: 39/40 punktów (97,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Na którym obrazie rentgenowskim sutka uwidoczniono zmianę patologiczną w obrębie węzłów chłonnych?

A. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazano obraz 2, ponieważ to właśnie na nim widać patologiczną zmianę w obrębie węzłów chłonnych pachowych. W górnej części projekcji bocznej sutka widoczna jest dobrze odgraniczona, silnie zacieniona struktura o charakterze powiększonego węzła chłonnego z cechami patologii. W mammografii węzły chłonne pachowe zwykle mają kształt fasolki, z widocznym przejaśnieniem odpowiadającym wnęce tłuszczowej. W przypadku zajęcia nowotworowego (np. przerzut raka piersi) dochodzi do powiększenia węzła, zatarcia wnęki tłuszczowej, nieregularnych zarysów, a czasem do zwapnień. Na obrazie 2 właśnie taki patologiczny węzeł jest widoczny – poza zasadniczym gruczołem sutkowym, w typowej lokalizacji pachowej. Z mojego doświadczenia to jeden z częstszych elementów, które mniej wprawne oko łatwo ignoruje, bo skupia się tylko na samym gruczole piersiowym, a nie na „obrzeżach” obrazu. Standardem opisu mammografii (zgodnie z BI-RADS) jest jednak systematyczne ocenianie nie tylko tkanki gruczołowej i skóry, ale również dołu pachowego i obecnych tam węzłów. W praktyce technika obrazowania też ma znaczenie: prawidłowo wykonana projekcja MLO (skośna przyśrodkowo‑boczna) powinna obejmować szczyt pachy, tak aby radiolog mógł ocenić węzły chłonne. Dlatego u technika elektroradiologii bardzo ważne jest nawykowe „dopilnowanie” głębokiego ujęcia pachy – dokładnie tak, jak na tym przykładzie. W codziennej pracy przekłada się to bezpośrednio na lepsze wykrywanie zaawansowania choroby nowotworowej i precyzyjniejsze planowanie leczenia chirurgicznego czy onkologicznego.

Pytanie 2

Hiperfrakcjonowanie dawki w radioterapii oznacza napromieniowywanie pacjenta

A. codziennie.
B. pięć razy w tygodniu.
C. kilka razy dziennie.
D. raz w tygodniu.
Prawidłowo – hiperfrakcjonowanie w radioterapii oznacza podawanie dawki promieniowania kilka razy dziennie, w postaci wielu małych frakcji, a nie jednej większej. Chodzi o to, że całkowita dawka napromieniania jest podzielona na mniejsze porcje, zwykle 2 (czasem nawet 3) frakcje na dobę, z odpowiednim odstępem czasowym między nimi, najczęściej minimum 6 godzin. Z punktu widzenia radiobiologii wykorzystuje się tu różnice w zdolności naprawy uszkodzeń DNA między komórkami nowotworowymi a zdrowymi. Komórki prawidłowe lepiej regenerują się między kolejnymi frakcjami, więc mniejsze, częściej podawane dawki mogą ograniczać późne powikłania w tkankach zdrowych, a jednocześnie zwiększać szansę na kontrolę guza. W praktyce klinicznej takie schematy stosuje się np. w niektórych nowotworach głowy i szyi czy w wybranych guzach pediatrycznych, gdzie istotne jest zmniejszenie ryzyka późnych uszkodzeń narządów krytycznych. Hiperfrakcjonowanie wymaga bardzo dobrej organizacji pracy ośrodka: precyzyjnego planowania leczenia, rzetelnej weryfikacji pozycjonowania pacjenta przy każdym naświetlaniu oraz ścisłego trzymania się harmonogramu frakcji w ciągu dnia. W wytycznych z zakresu radioterapii onkologicznej podkreśla się też, że ten sposób frakcjonowania powinien być stosowany głównie w ośrodkach, które mają odpowiednie doświadczenie i zaplecze kadrowo‑techniczne, bo obciążenie dla zespołu i pacjenta jest po prostu większe niż przy standardowym schemacie raz dziennie.

Pytanie 3

Pozytywny środek cieniujący najczęściej stosowany w rentgenodiagnostyce powinien charakteryzować się

A. wysoką lipofilnością.
B. wysoką lepkością.
C. niską hydrofilnością.
D. niską osmolalnością.
Prawidłowa odpowiedź to niska osmolalność, bo właśnie ten parametr w praktyce najbardziej decyduje o bezpieczeństwie pozytywnych środków cieniujących stosowanych w rentgenodiagnostyce (np. w TK, urografii, angiografii). Środki kontrastowe o wysokiej osmolalności mocno „ściągają” wodę z komórek i przestrzeni śródmiąższowej do światła naczyń. To powoduje nagłe zwiększenie objętości osocza, obciążenie układu krążenia, ryzyko nudności, wymiotów, bólów głowy, a nawet zaburzeń hemodynamicznych. Dlatego we współczesnych standardach radiologicznych preferuje się środki niskoosmolalne lub izoosmolalne względem osocza. Z mojego doświadczenia to jest jedna z pierwszych rzeczy, na które zwraca się uwagę przy doborze kontrastu u pacjentów z niewydolnością nerek, niewydolnością krążenia czy u osób starszych. Niższa osmolalność oznacza mniejsze ryzyko nefrotoksyczności kontrastowej (CIN), mniejsze ryzyko bólu przy podaniu dotętniczym oraz ogólnie lepszą tolerancję. W praktyce w pracowniach TK czy angiografii używa się głównie nowoczesnych jodowych środków niskoosmolalnych, niejonowych, które są dobrze rozpuszczalne w wodzie (wysoka hydrofilność), łatwo wydalane przez nerki i mają dobry profil bezpieczeństwa. Wysoka lepkość jest raczej niepożądana, bo utrudnia przepływ środka przez cienkie cewniki i może powodować większy opór przy wstrzykiwaniu. Z kolei wysoka lipofilność nie jest cechą pożądaną dla kontrastów dożyl­nych – środek powinien być hydrofilny, żeby swobodnie krążyć w osoczu i być szybko wydalony. Tak więc w praktyce klinicznej niska osmolalność to absolutna podstawa przy wyborze dobrego, nowoczesnego środka cieniującego.

Pytanie 4

Które badanie, zgodnie z zakresem kompetencji, może samodzielnie wykonać technik elektroradiolog?

A. Bronchoskopię.
B. Rentgenowskie klatki piersiowej z kontrastem.
C. Pielografię.
D. Rentgenowskie jednokontrastowe żołądka.
Prawidłowa odpowiedź wynika bezpośrednio z zakresu kompetencji technika elektroradiologii określonego w programach kształcenia i w praktyce szpitalnej. Technik może samodzielnie wykonywać klasyczne badania rentgenowskie, w tym projekcje klatki piersiowej, również z użyciem środka kontrastowego, o ile procedura nie wymaga ingerencji typowo lekarskiej, jak np. endoskopia czy zabieg chirurgiczny. RTG klatki piersiowej z kontrastem mieści się w standardowej diagnostyce obrazowej, gdzie technik odpowiada za prawidłowe pozycjonowanie pacjenta, dobór parametrów ekspozycji (kV, mAs, ognisko, filtracja), zastosowanie osłon ochronnych oraz za komunikację z pacjentem i obserwację jego stanu w trakcie badania. W praktyce może to być np. badanie przełyku z kontrastem, gdzie kluczowe jest dobranie odpowiednich projekcji, tempo wykonywania zdjęć i współpraca z pacjentem, który połyka środek cieniujący. Moim zdaniem ważne jest, żebyś kojarzył, że technik nie decyduje o wskazaniach klinicznych ani nie stawia rozpoznania – to rola lekarza radiologa – ale odpowiada za jakość techniczną obrazów i bezpieczeństwo radiologiczne. Dobre praktyki mówią jasno: technik musi znać zasady stosowania kontrastów jodowych i barytowych, rozumieć ryzyko reakcji niepożądanych, znać procedury postępowania w razie nagłego pogorszenia stanu pacjenta. W RTG klatki piersiowej z kontrastem technik zwykle współpracuje z lekarzem przy podaniu kontrastu, ale samo wykonanie ekspozycji, ustawienie aparatu, dobór projekcji (PA, boczna, skośne) oraz kontrola artefaktów leży już w jego kompetencjach. To jest takie typowe, codzienne badanie z obszaru klasycznej radiologii, idealnie wpasowane w profil zawodowy technika elektroradiologii.

Pytanie 5

Radiofarmaceutyki stosowane w medycynie nuklearnej powstają dzięki połączeniu radioizotopu

A. z helem.
B. z wodorem.
C. z berylem.
D. z ligandem.
Prawidłowo – kluczowym elementem radiofarmaceutyku jest połączenie radioizotopu z ligandem. Ligand to cząsteczka chemiczna, która „prowadzi” radioizotop do konkretnego narządu, receptora albo procesu metabolicznego w organizmie. Sam radioizotop emituje promieniowanie (np. gamma w scyntygrafii czy pozytony w PET), ale bez ligandu byłby po prostu niespecyficznym źródłem promieniowania, które rozkłada się w organizmie dość chaotycznie. Dopiero dobranie odpowiedniego ligandu pozwala uzyskać tzw. swoistość narządową lub receptorową. W praktyce klinicznej klasycznym przykładem jest 99mTc-MDP używany w scyntygrafii kości – technet-99m to radioizotop, a MDP jest ligandem wiążącym się z tkanką kostną, szczególnie tam, gdzie jest wzmożony metabolizm kostny (np. przerzuty nowotworowe). Podobnie w PET mamy 18F-FDG, gdzie 18F to radioizotop fluoru, a FDG (fluorodeoksyglukoza) jest analogiem glukozy, który gromadzi się w komórkach o wysokim metabolizmie glukozy, np. komórkach nowotworowych lub w aktywnym zapaleniu. Z mojego doświadczenia nauki medycyny nuklearnej wynika, że zrozumienie roli ligandu bardzo ułatwia potem ogarnięcie, dlaczego różne radiofarmaceutyki mają inne wskazania: bo różne ligandy „celują” w inne struktury biologiczne. Standardem postępowania jest projektowanie radiofarmaceutyków właśnie w oparciu o właściwości farmakokinetyczne ligandu (droga podania, czas dystrybucji, metabolizm, wydalanie), a radioizotop dobiera się tak, żeby jego okres półtrwania i rodzaj promieniowania pasowały do planowanego badania lub terapii. W nowoczesnej medycynie nuklearnej coraz większy nacisk kładzie się na tzw. radiofarmaceutyki receptorowe, np. znakowane analogi somatostatyny w guzach neuroendokrynnych czy ligandy dla PSMA w diagnostyce raka prostaty. We wszystkich tych przypadkach fundamentem jest to samo: radioizotop + odpowiednio dobrany ligand tworzą razem skuteczny i bezpieczny radiofarmaceutyk.

Pytanie 6

Wskaż przyczynę powstania artefaktu widocznego na obrazie MR.

Ilustracja do pytania
A. Niejednorodność pola magnetycznego.
B. Błędny dobór cewki gradientowej.
C. Nieprawidłowa kalibracja aparatu.
D. Wymiary obiektu przekroczyły pole widzenia.
Prawidłowo powiązałeś artefakt z przekroczeniem pola widzenia (FOV) przez obrazowany obiekt. Na pokazanym obrazie MR mózgowia widać typowy przykład tzw. wrap-around albo aliasingu: struktury anatomiczne, które „nie mieszczą się” w zadanym polu widzenia, są składane z powrotem na przeciwległą krawędź obrazu. Dzieje się tak, bo system MR próbuje przypisać sygnał z obszaru poza FOV do najbliższej pozycji wynikającej z zakresu próbkowania w przestrzeni k‑przestrzeni. W praktyce wygląda to tak, że np. część tkanek z przodu lub z tyłu głowy pojawia się jakby „nad” mózgiem albo w innym nielogicznym miejscu przekroju. Z mojego doświadczenia, przy głowie ten artefakt widzi się dość często, gdy technik ustawi zbyt małe FOV w kierunku fazowym, bo chce poprawić rozdzielczość albo skrócić czas badania. Standardową dobrą praktyką jest tak dobrać FOV i kierunek kodowania fazy, żeby całe ciało pacjenta w danym przekroju znajdowało się wewnątrz pola widzenia, albo zastosować techniki antyaliasingowe (np. oversampling w kierunku fazowym, no phase wrap, sat bandy). W opisach MR radiolodzy zwracają uwagę, czy artefakt aliasingu nie maskuje istotnych struktur, zwłaszcza w okolicy czaszki, kręgosłupa szyjnego i kończyn. W codziennej pracy technika jest to też kwestia komfortu – jak FOV jest za małe, badanie często trzeba powtarzać, co wydłuża czas i irytuje pacjenta. Dlatego warto odruchowo sprawdzać, czy głowa, brzuch czy inny badany obszar naprawdę mieści się w polu widzenia w obu kierunkach kodowania.

Pytanie 7

W badaniu cystografii wstępującej środek kontrastowy należy podać

A. bezpośrednio do pęcherza moczowego.
B. przez powłoki skórne do miedniczki nerkowej.
C. bezpośrednio do układu kielichowo-miedniczkowego.
D. wstecznie do moczowodu.
Prawidłowo – w cystografii wstępującej środek kontrastowy zawsze podajemy bezpośrednio do pęcherza moczowego, najczęściej przez cewnik założony przez cewkę moczową. Jest to badanie „dolnych dróg moczowych”, więc interesuje nas obraz pęcherza, czasem także odpływy wsteczne do moczowodów, a nie układ kielichowo‑miedniczkowy nerki. Technicznie wygląda to tak, że pacjent ma założony jałowy cewnik, pęcherz opróżnia się z moczu, a następnie powoli wypełnia rozcieńczonym środkiem cieniującym. W trakcie wypełniania wykonuje się zdjęcia RTG w różnych projekcjach, a potem też w fazie mikcji (cystografia mikcyjna), żeby ocenić ewentualny odpływ pęcherzowo‑moczowodowy, uchyłki, przetoki czy pęknięcie ściany pęcherza. Z mojego doświadczenia w pracowni radiologicznej bardzo ważne jest, żeby nie przepełnić pęcherza – zwykle trzymamy się objętości około fizjologicznej pojemności pęcherza, a u dzieci nawet mniej, zgodnie z masą ciała i zaleceniami lekarza. Standardy dobrej praktyki mówią też o zachowaniu pełnej aseptyki przy zakładaniu cewnika, kontroli ewentualnych przeciwwskazań (zakażenie układu moczowego, świeże krwawienie), stosowaniu odpowiedniego kontrastu jodowego rozpuszczalnego w wodzie oraz dokładnym poinformowaniu pacjenta o przebiegu badania. Warto kojarzyć, że każda nazwa badania coś sugeruje: „cysto‑” odnosi się do pęcherza moczowego, tak jak „pielo‑” do miedniczki nerkowej. Dzięki temu łatwiej odróżnić cystografię (kontrast w pęcherzu) od urografii czy pielografii (kontrast w górnych drogach moczowych).

Pytanie 8

Jaka jest moc dawki pochłoniętej w brachyterapii HDR?

A. Mniej niż 2 Gy/h
B. W zakresie 3-5 Gy/h
C. Więcej niż 12 Gy/h
D. W zakresie 6-11 Gy/h
Prawidłowo – brachyterapia HDR (High Dose Rate) to technika, w której moc dawki pochłoniętej wynosi powyżej 12 Gy/h. W praktyce klinicznej stosuje się jeszcze wyższe wartości, rzędu kilkudziesięciu, a nawet kilkuset Gy/h w miejscu źródła, ale definicyjnie HDR to właśnie zakres >12 Gy/h. Jest to zgodne z klasycznym podziałem brachyterapii na LDR (low dose rate, zwykle ok. 0,4–2 Gy/h), MDR (medium dose rate), PDR (pulsed dose rate) oraz HDR. Moim zdaniem warto to sobie po prostu skojarzyć: HDR = bardzo krótki czas zabiegu, ale bardzo duża moc dawki w trakcie ekspozycji. W brachyterapii HDR stosuje się najczęściej źródło 192Ir, które jest automatycznie wysuwane z afterloadera do aplikatorów umieszczonych w guzie albo w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Dzięki wysokiej mocy dawki można podać zaplanowaną dawkę całkowitą w kilku-kilkunastu frakcjach trwających po kilka minut, zamiast wielu godzin czy dni jak w LDR. Z punktu widzenia organizacji pracy oddziału onkologii to ogromny plus: łatwiej zaplanować harmonogram, skraca się czas zajęcia sali i aparatury, a pacjent często może być leczony ambulatoryjnie. Jednocześnie, przy tak dużej mocy dawki, bardzo ważne jest precyzyjne planowanie leczenia w systemie TPS, dokładne obrazowanie (TK, MR) do wyznaczenia objętości tarczowych i narządów krytycznych oraz rygorystyczne przestrzeganie zasad ochrony radiologicznej. W HDR każdy błąd w pozycjonowaniu aplikatora czy czasie ekspozycji od razu przekłada się na duże odchylenie dawki. Dlatego w dobrych ośrodkach tak duży nacisk kładzie się na procedury QA, weryfikację czasu przebywania źródła w poszczególnych pozycjach (tzw. dwell time) oraz kontrolę geometrii układu. W praktyce technika HDR jest szeroko stosowana np. w nowotworach ginekologicznych, raka prostaty, raka płuca czy przełyku, właśnie dzięki możliwościom konformnego podania wysokiej dawki w krótkim czasie przy stosunkowo szybkim spadku dawki w tkankach otaczających.

Pytanie 9

W badaniu mammograficznym jedną z podstawowych projekcji jest projekcja

A. styczna.
B. <i>zrotowana.</i>
C. <i>dolinowa.</i>
D. kraniokaudalna.
Prawidłowo – w standardowej mammografii jedną z dwóch podstawowych, obowiązkowych projekcji jest projekcja kraniokaudalna (CC). W tej projekcji pierś jest spłaszczana i obrazowana z góry na dół: promień centralny pada z kierunku czaszki (cranio) w stronę dołu (caudal). Dzięki temu dobrze oceniamy struktury położone bardziej przyśrodkowo, okolice brodawki, a także możemy porównywać symetrię piersi prawej i lewej. W praktyce klinicznej, zgodnie z zaleceniami programów przesiewowych (np. standardy europejskie EUREF), badanie przesiewowe piersi u kobiet wykonuje się rutynowo w dwóch projekcjach: kraniokaudalnej (CC) i skośnej przyśrodkowo-bocznej, tzw. MLO (mediolateral oblique). Dopiero zestawienie tych dwóch obrazów daje pełniejszą informację o lokalizacji zmiany w trzech wymiarach. Moim zdaniem dobrze jest od razu kojarzyć, że CC = widok „z góry”, a MLO = widok „skośny z boku”. W technice wykonania CC bardzo ważne jest prawidłowe ułożenie pacjentki: pierś musi być maksymalnie wyciągnięta na detektor, fałdy skóry wygładzone, a brodawka skierowana możliwie prostopadle do detektora. W praktyce technik często musi delikatnie „dociągnąć” tkankę z okolicy przyśrodkowej i bocznej, żeby nie zgubić żadnego fragmentu gruczołu. Dobra kompresja w projekcji kraniokaudalnej zmniejsza dawkę promieniowania, poprawia kontrast i ostrość obrazu oraz ogranicza nakładanie się struktur, co ma kluczowe znaczenie przy wykrywaniu drobnych mikrozwapnień czy małych guzków. W skrócie: jeśli myślimy o podstawowych projekcjach w mammografii, to kraniokaudalna zawsze będzie w tym zestawie.

Pytanie 10

W obrazowaniu MR do uwidocznienia naczyń krwionośnych jest stosowana sekwencja

A. STIR
B. DWI
C. TOF
D. EPI
Prawidłowa odpowiedź to TOF, czyli technika Time of Flight. Jest to specjalny rodzaj angiografii MR (MRA), który wykorzystuje zjawisko napływu świeżej, niespoczynkowej krwi do warstwy obrazowania. Krew płynąca w naczyniach ma inny stan namagnesowania niż otaczające ją tkanki stacjonarne, dzięki czemu w odpowiednio zaprojektowanej sekwencji gradientowo-echo (GRE) naczynia wychodzą bardzo jasno na tle przytłumionych tkanek. Moim zdaniem to jedna z fajniejszych sztuczek fizycznych w MR, bo pozwala zobaczyć naczynia bez podawania kontrastu. W praktyce klinicznej TOF stosuje się głównie do oceny tętnic wewnątrzczaszkowych, tętnic szyjnych, czasem tętnic kręgowych i koła Willisa. Standardem jest 3D TOF w badaniach neuroangiograficznych – daje wysoką rozdzielczość przestrzenną, możliwość rekonstrukcji MIP (maximum intensity projection) oraz dobre uwidocznienie zwężeń, tętniaków czy malformacji naczyniowych. W badaniach wydolności tętnic szyjnych często łączy się TOF z sekwencjami T1 i T2, żeby jednocześnie ocenić zarówno światło naczynia, jak i blaszkę miażdżycową. Warto też kojarzyć, że TOF jest techniką niekontrastową, w przeciwieństwie do klasycznej angiografii kontrastowej czy MRA z gadolinem – szczególnie ważne u pacjentów z niewydolnością nerek, gdzie unikamy kontrastu. Dobrą praktyką jest odpowiednie ustawienie kierunku przepływu względem płaszczyzny skanowania, bo TOF najlepiej działa, gdy krew napływa prostopadle do warstwy. Jeśli przepływ jest bardzo wolny albo bardzo turbulentny, kontrast naczyń może się pogarszać, więc technik musi świadomie dobrać parametry TR, flip angle i grubość warstw. W diagnostyce radiologicznej TOF jest po prostu podstawowym narzędziem do nieinwazyjnej oceny naczyń w MR bez kontrastu.

Pytanie 11

W badaniu cystografii wstępującej środek kontrastowy należy podać

A. bezpośrednio do układu kielichowo-miedniczkowego.
B. wstecznie do moczowodu.
C. bezpośrednio do pęcherza moczowego.
D. przez powłoki skórne do miedniczki nerkowej.
W cystografii wstępującej środek kontrastowy zawsze podajemy bezpośrednio do pęcherza moczowego, przez cewnik założony przez cewkę moczową. To jest sedno tej metody. Badanie ma ocenić kształt, pojemność, zarys ścian pęcherza, ewentualne uchyłki, przetoki, a także – przy cystografii mikcyjnej – obecność refluksu pęcherzowo‑moczowodowego. Żeby to było możliwe, kontrast musi wypełnić pęcherz od środka, w sposób kontrolowany, pod niewielkim ciśnieniem, zazwyczaj grawitacyjnie z butli zawieszonej na odpowiedniej wysokości. W standardach radiologicznych podkreśla się, że stosuje się wodnorozpuszczalne środki cieniujące, podawane właśnie drogą przezcewkową, a nie przez nakłucie nerki czy moczowodu. Z mojego doświadczenia to badanie jest dość rutynowe, ale wymaga dokładnego przestrzegania zasad aseptyki przy zakładaniu cewnika, bo wprowadzamy kontrast bezpośrednio do układu moczowego. W praktyce technik radiologii współpracuje z lekarzem przy przygotowaniu zestawu do cewnikowania, odpowiednio odpowietrza zestaw z kontrastem, kontroluje tempo wypełniania pęcherza i pozycję pacjenta podczas zdjęć. Ważne jest też, żeby pamiętać o projekcjach – zwykle wykonuje się zdjęcia w projekcji AP, czasem skośne, a przy podejrzeniu refluksu dodatkowo w trakcie mikcji. Dobrą praktyką jest również poinformowanie pacjenta, że może odczuwać parcie na mocz podczas wypełniania pęcherza, co jest całkowicie normalne, byle nie było bólu. Ta świadomość całego schematu postępowania bardzo pomaga potem w pracy na pracowni.

Pytanie 12

Jak oznacza się w systemie międzynarodowym czwarty górny ząb mleczny po stronie prawej?

A. 54
B. 24
C. 14
D. 84
Prawidłowe oznaczenie czwartgo górnego zęba mlecznego po stronie prawej w systemie międzynarodowym (FDI) to 54. Ten system, nazywany też systemem dwucyfrowym, jest standardem przyjętym przez FDI World Dental Federation i stosowany praktycznie wszędzie w nowoczesnej stomatologii, także w opisach radiogramów. Pierwsza cyfra oznacza ćwiartkę łuku zębowego, a druga – pozycję zęba liczoną od linii pośrodkowej. Dla uzębienia mlecznego używa się cyfr 5–8 dla ćwiartek: 5 – górna prawa, 6 – górna lewa, 7 – dolna lewa, 8 – dolna prawa. W tej logice ząb 54 to: „5” – kwadrant górny prawy w uzębieniu mlecznym oraz „4” – czwarty ząb od środka, czyli czwarty ząb mleczny w tym kwadrancie. W praktyce, gdy opisujesz zdjęcie pantomograficzne albo skrzydłowo-zgryzowe u dziecka, wpisujesz właśnie takie oznaczenia: np. próchnica na powierzchni żującej 54, brak zawiązka 15, resorpcja korzenia 54 widoczna w RTG – i każdy stomatolog na świecie wie o jaki ząb chodzi. Moim zdaniem warto od razu wyrobić sobie nawyk rozróżniania: cyfry 1–4 w pierwszej pozycji to zawsze zęby stałe, a 5–8 – mleczne. To bardzo ułatwia czytanie dokumentacji, kart pacjenta i opisów badań obrazowych. W diagnostyce radiologicznej bez poprawnego oznaczenia zębów łatwo pomylić stronę lub ząb, co później może skutkować np. leczeniem niewłaściwego zęba, dlatego standard FDI jest traktowany jako dobra praktyka i wręcz obowiązkowy element profesjonalnego opisu.

Pytanie 13

Na ilustracji przedstawiono pozycjonowanie pacjentki do badania mammograficznego w projekcji

Ilustracja do pytania
A. stycznej.
B. kleopatry.
C. dolinowej.
D. skośnej.
Prawidłowo rozpoznana została projekcja skośna (MLO – mediolateral oblique), która jest jedną z dwóch podstawowych projekcji w mammografii skriningowej i klinicznej. Na ilustracji widać charakterystyczne ustawienie: głowica i płyta dociskowa są ustawione pod kątem, a pierś wraz z fałdem pachowym jest „wyciągnięta” na detektor. Technicznie chodzi o to, żeby w tej projekcji uwidocznić jak najdłuższy odcinek tkanki gruczołowej, w tym ogon Spence’a, czyli fragment piersi wchodzący w dół pachowy. To właśnie w tej okolicy często lokalizują się zmiany nowotworowe, dlatego poprawne pozycjonowanie ma kluczowe znaczenie. W praktyce technik ustawia wysokość aparatu tak, aby kąt nachylenia płyty kompresyjnej był zbliżony do kąta nachylenia mięśnia piersiowego większego. Następnie dąży do tego, by na obrazie mięsień piersiowy był widoczny aż do poziomu brodawki lub niżej, a brodawka była możliwie w projekcji bocznej (bez rotacji). Z mojego doświadczenia to właśnie projekcja skośna jest najtrudniejsza technicznie, ale jednocześnie najbardziej diagnostyczna, bo obejmuje największą objętość gruczołu. Standardy jakości, m.in. EUREF i wytyczne Polskiego Towarzystwa Radiologicznego, mocno podkreślają, że prawidłowo wykonane MLO musi pokazywać dobrze ujęty fałd pachowy, brak zagięć skóry i odpowiednią kompresję piersi. Dzięki temu radiolog może wiarygodnie ocenić mikrozwapnienia, zgrubienia, architekturę miąższu oraz porównać symetrię obu piersi. W codziennej pracy warto wyrobić sobie nawyk kontroli kilku punktów: widoczność mięśnia piersiowego, położenie brodawki, równomierną kompresję i brak „ścięcia” górnych części piersi – to praktyczne kryteria dobrej projekcji skośnej.

Pytanie 14

Miejscem wykonania pomiaru densytometrycznego z kości przedramienia jest

A. środek trzonu kości promieniowej strony dominującej.
B. koniec dalszy kości promieniowej strony dominującej.
C. środek trzonu kości promieniowej strony niedominującej.
D. koniec dalszy kości promieniowej strony niedominującej.
Prawidłowo wskazanym miejscem densytometrii obwodowej w obrębie przedramienia jest koniec dalszy kości promieniowej strony niedominującej. W praktyce oznacza to nadgarstek ręki, którą na co dzień mniej pracujesz – zwykle lewej u osoby praworęcznej. Ten wybór nie jest przypadkowy. Dystalna część kości promieniowej zawiera dużo kości beleczkowej (gąbczastej), która szybciej reaguje na utratę masy kostnej i zmiany metaboliczne, więc jest bardzo czułym wskaźnikiem osteopenii i osteoporozy. Z kolei użycie strony niedominującej jest standardem, bo ta ręka jest zwykle mniej obciążana mechanicznie, mniej narażona na mikrourazy i przeciążenia. Dzięki temu wynik badania jest bardziej reprezentatywny dla ogólnego stanu układu kostnego, a nie tylko dla „wyćwiczonej” ręki. W wytycznych producentów densytometrów obwodowych oraz w zaleceniach klinicznych dotyczących densytometrii przedramienia konsekwentnie podkreśla się właśnie: strona niedominująca, koniec dalszy kości promieniowej, odpowiednio ustalony dystans od wyrostka rylcowatego (zwykle kilka centymetrów, zależnie od aparatu). W pracowni wygląda to tak, że pacjent kładzie przedramię na specjalnym stoliku, nadgarstek jest stabilizowany, a technik pozycjonuje kończynę zgodnie z protokołem aparatu, żeby za każdym razem mierzyć dokładnie ten sam obszar. Moim zdaniem kluczowe jest zapamiętanie dwóch rzeczy: dystalnie (przy nadgarstku) i niedominująca strona – to jest złoty standard dla densytometrii przedramienia, szczególnie w kontekście oceny ryzyka złamań osteoporotycznych w okolicy dalszego końca kości promieniowej.

Pytanie 15

W przypadku migotania komór w zapisie EKG występuje

A. nieregularna fala w kształcie sinusoidy.
B. głęboki załamek Q.
C. regularna fala sinusoidalna.
D. wysoki załamek T.
W migotaniu komór zapis EKG traci zupełnie swoją prawidłową strukturę: nie widać ani załamków P, ani zespołów QRS, ani wyraźnych załamków T. Zamiast tego pojawia się nieregularna, chaotyczna fala o kształcie zbliżonym do sinusoidy, ale bez jakiejkolwiek powtarzalności. I to jest właśnie klucz – fala jest nieregularna, zarówno pod względem amplitudy, jak i częstotliwości. Moim zdaniem najlepiej to zapamiętać tak: VF (migotanie komór) = „elektryczny chaos”, bez rytmu i bez wyraźnych kompleksów. W praktyce medycznej ta wiedza ma ogromne znaczenie, bo migotanie komór to stan bezpośredniego zagrożenia życia, który wymaga natychmiastowej defibrylacji. W standardach postępowania ALS i BLS (ERC, AHA) migotanie komór jest jednym z dwóch rytmów defibrylacyjnych i rozpoznanie go na monitorze EKG musi być szybkie i pewne. W zapisie można zobaczyć dwie odmiany: tzw. coarse VF (gruboziarniste, o dużej amplitudzie) i fine VF (drobnoziarniste, o małej amplitudzie), ale w obu przypadkach wspólną cechą jest właśnie nieregularna, falista linia bez zorganizowanych zespołów QRS. W warunkach szpitalnych, np. na OIT czy w pracowni hemodynamiki, prawidłowe rozpoznanie VF pozwala odróżnić je od częstoskurczu komorowego czy artefaktów ruchowych, co przekłada się bezpośrednio na decyzję: defibrylować czy nie. W diagnostyce elektromedycznej uczymy się, że każdy rytm, który wygląda „za ładnie” i regularnie, raczej nie jest migotaniem komór. Dlatego odpowiedź o nieregularnej fali w kształcie sinusoidy najlepiej oddaje obraz VF na EKG i jest zgodna z opisami w podręcznikach do EKG i wytycznych resuscytacji.

Pytanie 16

Który wynik badania tympanometrycznego potwierdza, że słuch badanego pacjenta jest w granicach normy?

A. Wynik badania 4
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Wynik badania 1
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Wynik badania 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Wynik badania 2
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłową krzywą tympanometryczną w kontekście prawidłowego słuchu pokazuje wynik badania 3, czyli klasyczny wykres typu A. W tym typie tympanogramu szczyt krzywej znajduje się w okolicy 0 daPa (zwykle między -100 a +50 daPa), co oznacza, że ciśnienie w uchu środkowym jest wyrównane z ciśnieniem atmosferycznym, a trąbka słuchowa działa prawidłowo. Dodatkowo wysokość szczytu (tzw. podatność, compliance) mieści się w normie – błona bębenkowa i łańcuch kosteczek są wystarczająco ruchome, ale nie nadmiernie wiotkie. W praktyce klinicznej właśnie taki tympanogram łączy się najczęściej z prawidłowymi progami w audiometrii tonalnej i brakiem przewodzeniowego ubytku słuchu. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: szczyt w okolicy zera = zdrowe ucho środkowe (oczywiście przy braku innych patologii). W gabinecie laryngologicznym taki wynik widzimy np. u dzieci po skutecznym leczeniu wysiękowego zapalenia ucha, kiedy płyn już się wchłonął, a wentylacja jamy bębenkowej wróciła do normy. Z mojego doświadczenia, przy ocenie tympanogramu zawsze trzeba popatrzeć jednocześnie na typ krzywej, jej wysokość oraz szerokość przy połowie amplitudy – zbyt szeroka krzywa albo bardzo niska podatność mogą już sugerować początki dysfunkcji ucha środkowego, nawet jeśli szczyt jest blisko 0 daPa. Jednak w typowych testach egzaminacyjnych za wzorzec prawidłowego ucha przyjmuje się właśnie taki kształt jak na wyniku 3: pojedynczy, wyraźny, wąski szczyt w okolicy ciśnienia atmosferycznego, bez spłaszczenia, bez przesunięcia w stronę ciśnień ujemnych czy dodatnich. To jest zgodne z podręcznikowymi kryteriami tympanogramu typu A.

Pytanie 17

Która składowa prawidłowej krzywej EKG odpowiada powolnej repolaryzacji komór mięśnia sercowego?

A. Odcinek ST
B. Załamek Q
C. Odcinek TP
D. Załamek P
Prawidłowo wskazany odcinek ST odpowiada fazie powolnej repolaryzacji komór, czyli tzw. fazie plateau potencjału czynnościowego kardiomiocytów. W klasycznej fizjologii błony komórkowej serca jest to głównie faza 2 potencjału czynnościowego komórek roboczych mięśnia komór. W tym czasie do wnętrza komór napływają wolne kanały wapniowe typu L (Ca2+), a jednocześnie część jonów potasu (K+) wypływa na zewnątrz. Bilans tych prądów powoduje, że napięcie błonowe utrzymuje się przez pewien czas na w miarę stałym poziomie – właśnie to plateau odzwierciedla się na EKG jako odcinek ST, który w warunkach prawidłowych jest izoelektryczny, czyli leży na linii izoelektrycznej. W praktyce technika EKG bardzo mocno opiera się na ocenie odcinka ST. W standardach interpretacji (np. zalecenia ESC/ACC) analiza uniesienia lub obniżenia ST jest kluczowa w rozpoznawaniu ostrego zespołu wieńcowego z uniesieniem odcinka ST (STEMI) albo niedokrwienia podwsierdziowego. Dla technika wykonującego badanie to oznacza, że trzeba bardzo pilnować jakości zapisu: dobra przyczepność elektrod, minimalizacja artefaktów mięśniowych, właściwa filtracja. Z mojego doświadczenia, jeśli odcinek ST „pływa” przez złe uziemienie czy ruch pacjenta, lekarz może mieć realny problem z oceną, czy to prawdziwe uniesienie, czy tylko artefakt. Warto też pamiętać, że odcinek ST analizujemy zawsze w kontekście całej krzywej – końcówki zespołu QRS i początku załamka T. Wzorzec jest taki: QRS odpowiada depolaryzacji komór, potem odcinek ST – faza powolnej repolaryzacji, a załamek T – szybsza, końcowa repolaryzacja komór. Umiejętność świadomego powiązania tych elementów z fizjologią błony komórkowej bardzo pomaga w praktycznej interpretacji zapisu i w szybkim wychwytywaniu patologii, szczególnie w dyżurach SOR czy w pracowniach diagnostyki nieinwazyjnej.

Pytanie 18

Które urządzenie zostało przedstawione na fotografii i w jakiej pracowni znajduje zastosowanie?

Ilustracja do pytania
A. Kamera scyntygraficzna w pracowni medycyny nuklearnej.
B. Densytometr rentgenowski w pracowni medycyny nuklearnej.
C. Gammakamera w pracowni radioterapii.
D. Rentgenograf w pracowni rentgenowskiej.
Na fotografii wiele osób na pierwszy rzut oka widzi po prostu „duży aparat z tunelem i stołem”, co łatwo skojarzyć z tomografem, rentgenem albo nawet sprzętem do radioterapii. To dość typowy błąd: ocenianie urządzenia tylko po tym, że ma pierścień i ruchomy stół. W diagnostyce obrazowej trzeba jednak zwracać uwagę na szczegóły konstrukcyjne i przede wszystkim na to, jakie zjawisko fizyczne jest wykorzystywane. Rentgenograf w pracowni RTG emituje promieniowanie z lampy rentgenowskiej na zewnątrz, przez pacjenta, na detektor po przeciwnej stronie. Zazwyczaj ma jedną głowicę z lampą i płaski detektor, a nie symetryczny pierścień z masywnymi głowicami po obu stronach stołu. Do tego w klasycznej pracowni RTG nie podajemy pacjentowi radiofarmaceutyków, tylko regulujemy parametry ekspozycji (kV, mAs, ognisko, projekcje). Radioterapia z kolei wykorzystuje akcelerator liniowy lub aparaty kobaltowe do leczenia, nie do obrazowania funkcjonalnego. Głowica akceleratora jest zawieszona na ramieniu gantry, obraca się wokół pacjenta i ma zupełnie inną geometrię, a w opisie klinicznym mówimy o frakcjach dawki, planie napromieniania, obszarach PTV, CTV, a nie o obrazach scyntygraficznych. Pomyłka z densytometrem rentgenowskim bierze się z tego, że też kojarzy się z kośćmi i promieniowaniem jonizującym. Densytometr jednak jest kompaktowy, dużo mniejszy, służy głównie do badania gęstości mineralnej kości (BMD) i pracuje w pracowni densytometrii lub RTG, a nie w medycynie nuklearnej. W medycynie nuklearnej kluczowe jest podanie radiofarmaceutyku i rejestracja promieniowania emitowanego z wnętrza organizmu za pomocą kamery scyntygraficznej (gammakamery). To właśnie takie urządzenie pokazano na zdjęciu: duże głowice detekcyjne, kolimatory, możliwość wykonywania badań planarnych i SPECT. Z mojego doświadczenia, jeśli zapamiętasz, że w medycynie nuklearnej obraz „pochodzi z pacjenta”, a w RTG czy radioterapii „pada na pacjenta z zewnątrz”, dużo łatwiej będzie Ci odróżniać te aparaty i unikać takich pomyłek w przyszłości.

Pytanie 19

Które zdjęcie RTG stawu łokciowego zostało wykonane w projekcji skośnej w rotacji zewnętrznej?

A. Zdjęcie 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zdjęcie 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zdjęcie 1
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zdjęcie 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazane zostało zdjęcie 1, ponieważ najbardziej odpowiada ono projekcji skośnej stawu łokciowego w rotacji zewnętrznej. W tej projekcji ramię i przedramię są zwykle ustawione mniej więcej wyprostowane, a kończynę rotuje się na zewnątrz tak, aby promień był lepiej odseparowany od kości łokciowej, a kłykcie kości ramiennej przyjmują charakterystyczne, lekko „przekręcone” ustawienie. Na zdjęciu 1 widać wyraźne różnice w zarysie nadkłykcia bocznego i przyśrodkowego, a kształt bloczka i główki kości ramiennej jest częściowo nałożony, ale już nie tak symetryczny jak w typowej projekcji AP. Moim zdaniem to właśnie ten brak pełnej symetrii, a jednocześnie brak klasycznego profilu, jest kluczowym znakiem, że patrzymy na skośną projekcję. W praktyce technik rtg wykorzystuje tę projekcję m.in. do lepszej oceny główki kości promieniowej, szczeliny stawowej promieniowo-ramiennej oraz ewentualnych drobnych złamań w obrębie kłykcia bocznego. Standardy opisujące badanie stawu łokciowego (np. w podręcznikach radiologii narządu ruchu) zalecają wykonywanie oprócz projekcji AP i bocznej również projekcji skośnych, szczególnie przy podejrzeniu złamań głowy kości promieniowej czy awulsji przyczepów więzadłowych. Dobrą praktyką jest, żeby przy takim ułożeniu kontrolować, czy staw jest możliwie stabilny, bark rozluźniony, a pacjent rozumie, dlaczego prosimy go o dość nienaturalne przekręcenie kończyny. W codziennej pracy taka umiejętność rozpoznania projekcji „na oko” bardzo ułatwia ocenę, czy badanie zostało wykonane zgodnie z założeniami i czy ewentualnie trzeba je powtórzyć w lepszym ułożeniu, zanim pacjent opuści pracownię.

Pytanie 20

Podczas teleradioterapii piersi lewej narządem krytycznym jest

A. serce.
B. wątroba.
C. trzustka.
D. nerka.
Prawidłowo wskazano serce jako narząd krytyczny podczas teleradioterapii piersi lewej. W planowaniu radioterapii pojęcie „narząd krytyczny” oznacza strukturę, której przekroczenie dawki tolerancji może prowadzić do poważnych, często nieodwracalnych powikłań. W napromienianiu piersi lewej serce znajduje się bardzo blisko objętości tarczowej, szczególnie jego przednie ściany, koniuszek i gałąź międzykomorowa przednia. Dlatego w standardach planowania (np. wytyczne ESTRO, QUANTEC) ustala się konkretne ograniczenia dawki dla serca i tętnic wieńcowych, np. średnia dawka dla serca Dmean < 4–5 Gy, ograniczenie objętości serca otrzymującej 20 Gy (V20), a w nowocześniejszych planach także ograniczenia dla lewej tętnicy zstępującej (LAD). Z mojego doświadczenia to jest jeden z kluczowych tematów na praktykach w radioterapii: fizyk i lekarz bardzo dokładnie oglądają rozkład izodoz w okolicy serca i płuca lewego, bo to właśnie tam najłatwiej „przestrzelić” dopuszczalne wartości. W praktyce klinicznej stosuje się różne techniki, żeby serce jak najbardziej oszczędzić: pozycja na brzuchu (prone), technika DIBH (głębokiego wdechu z zatrzymaniem oddechu), IMRT/VMAT czy odpowiedni dobór kątów pól w klasycznej 3D-CRT. Podczas głębokiego wdechu klatka piersiowa się powiększa, serce oddala się od ściany klatki i dzięki temu dawka na serce spada, co ma realny wpływ na zmniejszenie ryzyka późnej kardiotoksyczności, np. choroby wieńcowej, niewydolności serca, zaburzeń rytmu. W dobrych ośrodkach radioterapii kontrola dawki na serce jest traktowana jako standard jakości planu, a nie tylko „dodatek”, bo pacjentka ma żyć wiele lat po zakończeniu leczenia i nie ma sensu leczyć raka, a jednocześnie powoli uszkadzać serce.

Pytanie 21

Na którym radiogramie uwidoczniona jest kamica nerkowa?

A. Radiogram 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Radiogram 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Radiogram 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Radiogram 1
Ilustracja do odpowiedzi D
Na radiogramie 2 widoczne są typowe dla kamicy nerkowej zwapniałe złogi w rzucie dróg moczowych. Mają one postać drobnych, dobrze odgraniczonych, silnie wysyconych (bardzo jasnych) cieni, zlokalizowanych w obrębie typowych pięter: w rzucie nerek, wzdłuż przebiegu moczowodów oraz w okolicy miednicy małej. To właśnie ich gęstość radiologiczna, kształt oraz położenie względem kręgosłupa i talerzy biodrowych pozwalają odróżnić złogi od innych struktur, np. zwapnień naczyniowych czy cieni kałowych. Moim zdaniem kluczowe jest tu świadome „przeskanowanie” wzrokiem całej projekcji od górnych biegunów nerek aż do pęcherza, krok po kroku. W standardach opisowych radiogramu jamy brzusznej (KUB – kidneys, ureters, bladder) przy podejrzeniu kamicy zawsze ocenia się: liczbę złogów, ich wielkość, kształt, lokalizację, a także ewentualne przemieszczenie struktur kostnych lub cechy zastoju. W praktyce technika często wykonuje się takie zdjęcie w projekcji AP na stojąco lub leżąco, z odpowiednio twardą wiązką promieniowania, żeby dobrze uwidocznić struktury kostne i zwapnienia. Z mojego doświadczenia pomocne jest też porównanie symetrii po obu stronach kręgosłupa – obecność jednostronnych, punktowych zacienień w typowej lokalizacji powinna od razu zapalać lampkę, że może to być złóg. W badaniach kontrolnych, zgodnie z dobrą praktyką, porównuje się kolejne radiogramy, aby ocenić migrację kamienia, jego rozpad lub wydalenie, co ma znaczenie przy kwalifikacji do ESWL, zabiegów endoskopowych albo tylko obserwacji zachowawczej.

Pytanie 22

Do czego służy do symulator rentgenowski wykorzystywany w procesie radioterapii?

A. Do generowania trójwymiarowych informacji o lokalizacji obszaru guza.
B. Do weryfikacji dawki podanej pacjentowi w obszarze PTV.
C. Do weryfikacji i odwzorowania geometrii pól poszczególnych wiązek terapeutycznych.
D. Do określania odległości od wirtualnego źródła promieniowania do skóry pacjenta.
Prawidłowo – symulator rentgenowski w radioterapii służy przede wszystkim do weryfikacji i odwzorowania geometrii pól poszczególnych wiązek terapeutycznych. W praktyce oznacza to, że na symulatorze „na sucho” sprawdza się, czy zaplanowane pola napromieniania, kąty obrotu głowicy, kolimatora, ustawienie stołu i pozycja pacjenta rzeczywiście pokrywają się z obszarem, który ma być napromieniony. Moim zdaniem to jest taki etap próbny przed właściwym leczeniem – bez ryzyka podania dawki terapeutycznej. Symulator ma podobną geometrię jak akcelerator (odległość źródło–skóra, zakres ruchów ramienia, kolimatory), ale zamiast wiązki megawoltowej używa promieniowania diagnostycznego, więc można uzyskać obraz rentgenowski i sprawdzić ułożenie pól względem anatomii pacjenta. W standardach radioterapii podkreśla się, że prawidłowe odwzorowanie geometrii pól jest kluczowe dla bezpieczeństwa: dzięki symulacji można wykryć błędy w pozycjonowaniu, złe kąty projekcji, niewłaściwy margines wokół PTV czy niepotrzebne obciążenie narządów krytycznych (OAR). W codziennej pracy używa się symulatora do zaznaczenia na skórze pacjenta linii referencyjnych, punktów laserowych, czasem znaczników tuszem lub tatuaży, które później są używane przy każdym seansie na akceleratorze. Dobre praktyki mówią, że przed pierwszym napromienianiem plan powinien być zweryfikowany geometrycznie – kiedyś głównie na klasycznym symulatorze RTG, dziś coraz częściej na wirtualnym symulatorze opartym na TK, ale zasada jest ta sama: chodzi o kontrolę geometrii pól, a nie o dokładne mierzenie dawki czy tworzenie nowego obrazu 3D. Dzięki temu cały zespół ma większą pewność, że wiązka trafia dokładnie tam, gdzie zaplanował fizyk i lekarz.

Pytanie 23

Jaki rozmiar kasety należy zastosować, wykonując standardowe zdjęcie stawu kolanowego w projekcji bocznej?

A. 18×24 cm
B. 35×35 cm
C. 9×13 cm
D. 35×43 cm
Prawidłowo – do standardowego zdjęcia stawu kolanowego w projekcji bocznej stosuje się kasetę o rozmiarze 18×24 cm. Ten format jest uznawany za klasyczny dla badań pojedynczych stawów kończyn u dorosłych, zwłaszcza kolana, skokowego czy łokcia. Rozmiar 18×24 cm pozwala objąć cały staw kolanowy w projekcji bocznej: nasadę dalszą kości udowej, bliższą kości piszczelowej, rzepkę oraz okoliczne tkanki miękkie, a jednocześnie nie jest zbyt duży, więc ogranicza niepotrzebne naświetlanie tkanek poza obszarem zainteresowania. Z mojego doświadczenia to jest taki „złoty standard” – łatwo się pozycjonuje pacjenta, kolano dobrze wypełnia pole kasety, a kolimator można ustawić bardzo precyzyjnie. Przy prawidłowym ułożeniu w projekcji bocznej, z lekkim zgięciem stawu (zwykle ok. 20–30°), na obrazie w formacie 18×24 cm mamy czytelne odwzorowanie przestrzeni stawowej, powierzchni stawowych oraz ewentualnych wysięków, zwapnień czy zmian pourazowych. W praktyce technik dobiera kasetę tak, żeby: po pierwsze – nie obcinać struktur anatomicznych istotnych diagnostycznie, po drugie – nie naświetlać pół stołu. Dlatego do kończyn stosuje się mniejsze formaty, a duże kasety zostawia się na klatkę piersiową czy miednicę. W nowoczesnych pracowniach DR czy CR wciąż zachowuje się te same zasady – nawet jeśli fizycznej kasety już nie ma, to pole ekspozycji i kolimację planuje się w odniesieniu do tradycyjnych formatów, właśnie takich jak 18×24 cm dla kolana. To ułatwia trzymanie się standardów opisanych w podręcznikach z techniki radiologicznej i w protokołach pracownianych.

Pytanie 24

Czym charakteryzuje się późny odczyn popromienny?

A. Występuje w trakcie lub do 6 miesięcy od zakończenia radioterapii, zwykle jest trwały i może powodować zagrożenie dla życia pacjenta.
B. Występuje po 6 miesiącach od zakończenia radioterapii, ustępuje samoistnie lub po prostym leczeniu farmakologicznym.
C. Występuje po 6 miesiącach od zakończenia radioterapii, pojawia się nagle, zwykle jest trwały i może stanowić zagrożenie dla życia pacjenta.
D. Występuje w trakcie lub do 6 miesięcy od zakończenia radioterapii, ustępuje samoistnie lub po prostym leczeniu farmakologicznym.
Późny odczyn popromienny to klasyczny temat w radioterapii i warto go mieć naprawdę dobrze poukładany w głowie. Kluczowe są tu trzy elementy: czas, dynamika pojawienia się objawów i ich trwałość. Za późne odczyny uznaje się te, które występują po upływie co najmniej 6 miesięcy od zakończenia napromieniania. W praktyce klinicznej często mówimy wręcz o miesiącach–latach po terapii. To odróżnia je od odczynów wczesnych, które pojawiają się w trakcie lub do 6 miesięcy po radioterapii. Wybrana odpowiedź dobrze podkreśla, że późny odczyn pojawia się nagle – pacjent często przez dłuższy czas czuje się w porządku, a po jakimś czasie dochodzi do gwałtownego ujawnienia się zmian. Moim zdaniem to jest jedna z pułapek radioterapii: pacjent kończy leczenie, wydaje się, że wszystko jest dobrze, a jednak ryzyko uszkodzeń tkanek późno reagujących (np. rdzeń kręgowy, nerki, płuca, serce) nadal istnieje. Co ważne, późne odczyny są zwykle trwałe, bo wiążą się z nieodwracalnym uszkodzeniem struktur o powolnej regeneracji: zwłóknieniem, martwicą, teleangiektazjami, przewlekłym owrzodzeniem. W skrajnych sytuacjach mogą stanowić realne zagrożenie życia – przykłady to popromienne zwłóknienie płuc z niewydolnością oddechową, mielopatia popromienna z porażeniem, ciężkie uszkodzenie serca po napromienianiu śródpiersia czy perforacja jelita po radioterapii miednicy. W dobrych praktykach planowania radioterapii (wg wytycznych np. ESTRO, QUANTEC) bardzo mocno pilnuje się dawek tolerancji dla narządów krytycznych właśnie z powodu ryzyka późnych powikłań. Dlatego tak ważne jest precyzyjne wyznaczanie OAR (organs at risk), stosowanie technik IMRT/VMAT, odpowiednie frakcjonowanie dawki i dokładne unieruchomienie pacjenta. Z mojego doświadczenia patrząc na opisy planów, cała filozofia ograniczania dawki do tkanek zdrowych kręci się głównie wokół zapobiegania późnym odczynom, bo jak już się pojawią, to najczęściej nie da się ich cofnąć, można tylko łagodzić objawy.

Pytanie 25

Do planowego badania TK klatki piersiowej z użyciem środka cieniującego pacjent powinien zgłosić się

A. po spożyciu posiłku.
B. po wypróżnieniu.
C. po wypiciu wody.
D. na czczo.
Prawidłowo – do planowego badania TK klatki piersiowej z podaniem środka cieniującego pacjent powinien zgłosić się na czczo. Chodzi głównie o bezpieczeństwo, a dopiero potem o komfort badania. Standardowe zalecenia w większości pracowni mówią o minimum 4–6 godzinach przerwy od posiłku przed dożylnym podaniem kontrastu jodowego. Dzięki temu zmniejsza się ryzyko nudności i wymiotów podczas badania, co w skrajnym przypadku mogłoby doprowadzić do zachłyśnięcia treścią pokarmową i aspiracyjnego zapalenia płuc. Jest to szczególnie ważne, bo pacjent leży płasko na plecach, czasami badanie wiąże się z uczuciem gorąca, niepokoju, lekkiego spadku ciśnienia – a to sprzyja reakcjom wegetatywnym. Z mojego doświadczenia, w pracowniach przyjmuje się zasadę podobną jak przed sedacją: lepiej, żeby żołądek był pusty. Nie chodzi natomiast o całkowite odwodnienie – zwykle dopuszcza się picie niewielkich ilości wody do około 1–2 godzin przed badaniem, o ile lekarz lub technik nie zaleci inaczej, zwłaszcza u pacjentów z chorobami nerek, gdzie dobre nawodnienie jest wręcz pożądane dla ochrony nefroprotekcyjnej po kontraście jodowym. Przygotowanie „na czczo” nie ma też nic wspólnego z jelitami, bo w TK klatki piersiowej oceniamy głównie płuca, śródpiersie, serce, duże naczynia, a nie przewód pokarmowy. Dobrą praktyką jest też poinformowanie pacjenta o przyjmowanych lekach – większość stałych leków (np. na nadciśnienie) można przyjąć rano popijając odrobiną wody, mimo że pacjent formalnie jest na czczo. Takie przygotowanie jest zgodne z ogólnymi wytycznymi w diagnostyce obrazowej dotyczącej badań z kontrastem i poprawia zarówno jakość, jak i bezpieczeństwo całej procedury.

Pytanie 26

W celu wykonania badania scyntygraficznego układu kostnego radiofarmaceutyk należy podać pacjentowi

A. podskórnie.
B. domięśniowo.
C. doustnie.
D. dożylnie.
W scyntygrafii układu kostnego standardem jest podanie radiofarmaceutyku wyłącznie dożylnie. Wynika to z mechanizmu działania tych preparatów: typowo stosuje się fosfoniany znakowane technetem-99m (np. 99mTc-MDP, 99mTc-HDP), które muszą szybko trafić do krwiobiegu, a następnie zostać wychwycone przez tkankę kostną, głównie w miejscach wzmożonego metabolizmu kostnego. Podanie dożylne gwarantuje przewidywalną kinetykę, równomierne rozprowadzenie w organizmie i możliwość prawidłowego zaplanowania czasu obrazowania (zwykle 2–4 godziny po iniekcji). Z mojego doświadczenia, jeśli dawka jest podana do żyły prawidłowo, obraz w gammakamerze jest czytelny, a stosunek sygnału z kości do tła miękkotkankowego jest optymalny. W medycynie nuklearnej trzyma się zasady, że radiofarmaceutyk podajemy w taki sposób, aby szybko i kontrolowanie uzyskać odpowiednie stężenie w narządzie docelowym, przy jak najmniejszej dawce całkowitej dla pacjenta. Dlatego drogi podania, które powodują opóźnione, nieprzewidywalne wchłanianie (jak doustna czy podskórna), są tutaj po prostu nieakceptowalne. Dożylne podanie umożliwia też natychmiastową reakcję, jeśli dojdzie do wynaczynienia – można ocenić miejsce wkłucia, przepłukać dostęp, odpowiednio opisać badanie. W wytycznych pracowni medycyny nuklearnej i w standardach EANM (European Association of Nuclear Medicine) wyraźnie podkreśla się, że scyntygrafia kości jest badaniem wymagającym prawidłowego dostępu żylnego, bo od tego zależy jakość diagnostyczna obrazów, a w konsekwencji trafność rozpoznania zmian przerzutowych, zapalnych czy pourazowych.

Pytanie 27

Na radiogramie stawu barkowego strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. guzek mniejszy kości ramiennej.
B. wyrostek barkowy łopatki.
C. wyrostek kruczy łopatki.
D. guzek większy kości ramiennej.
Na zdjęciu RTG barku strzałka wskazuje wyrostek barkowy łopatki (acromion), czyli bocznie położoną część łopatki, która wysuwa się nad głowę kości ramiennej i współtworzy staw barkowo‑obojczykowy (AC). Na standardowej projekcji AP barku acromion widoczny jest jako gęsta, łukowata struktura kostna przebiegająca poziomo nad panewką stawu ramiennego i nad głową kości ramiennej. To właśnie nad nim oceniamy zwężenie przestrzeni podbarkowej, konflikt podbarkowy, osteofity w chorobie zwyrodnieniowej stawu AC czy następstwa przewlekłych przeciążeń stożka rotatorów. Moim zdaniem rozpoznawanie acromionu „na pierwszy rzut oka” to jedna z kluczowych umiejętności przy podstawowej analizie radiogramów barku, bo od jego ustawienia i kształtu zależy prawidłowa interpretacja wielu patologii. W praktyce technika radiologii musi umieć odróżnić wyrostek barkowy od wyrostka kruczego – ten drugi leży bardziej ku przodowi i zwykle jest nieco niżej, ma kształt haczykowaty. W dobrzej wykonanej projekcji AP oraz w projekcji Y‑łopatki acromion tworzy górne ramię litery „Y”. W standardach opisowych zawsze zwraca się uwagę na: ciągłość zarysu acromionu (pęknięcia, złamania), obecność zniekształceń pourazowych, obecność zwapnień przyczepów więzadeł oraz relację acromionu do głowy kości ramiennej (wysokość stawu, ewentualne podwichnięcia). W badaniach MRI i USG to właśnie pod wyrostkiem barkowym ocenia się kaletkę podbarkowo‑podnaramienną i ścięgna stożka rotatorów, więc dobra orientacja anatomiczna na RTG bardzo ułatwia dalszą diagnostykę obrazową i komunikację w zespole z lekarzem ortopedą czy radiologiem.

Pytanie 28

W ultrasonografii występuje zależność:

A. im wyższa częstotliwość, tym płytsza penetracja wiązki.
B. im wyższa rozdzielczość, tym głębsza penetracja wiązki.
C. im wyższa częstotliwość, tym głębsza penetracja wiązki.
D. im wyższa częstotliwość, tym gorsza rozdzielczość.
Prawidłowa odpowiedź opiera się na podstawowej zasadzie fizyki ultradźwięków: im wyższa częstotliwość fali USG, tym silniejsze jest jej tłumienie w tkankach, a więc tym płytsza jest efektywna penetracja wiązki. Fala o wysokiej częstotliwości oddaje więcej energii po drodze – jest bardziej pochłaniana i rozpraszana, więc szybciej „gaśnie” w głębszych strukturach. Dlatego głowice 10–15 MHz używane są do badania tkanek powierzchownych, jak tarczyca, piersi, moszna czy naczynia w USG dopplerowskim, a do jamy brzusznej, nerek czy narządów miednicy typowo stosuje się 3–5 MHz, żeby dotrzeć głębiej. Moim zdaniem to jest jedna z kluczowych zależności, które trzeba mieć w głowie przy każdym doborze głowicy i ustawień aparatu. Wyższa częstotliwość daje lepszą rozdzielczość osiową i boczną – można zobaczyć drobniejsze szczegóły, lepiej odróżnić granice między tkankami, dokładniej ocenić ścianę naczynia czy grubość skóry. Ceną za to jest jednak mniejsza głębokość obrazowania. W codziennej praktyce wygląda to tak, że operator balansuje między rozdzielczością a penetracją: jeśli obraz w głębi jest zbyt słaby, obniża częstotliwość; jeśli bada strukturę leżącą płytko, podkręca częstotliwość, żeby zyskać szczegółowość. W większości zaleceń i podręczników do ultrasonografii ta zasada jest podkreślana jako standard dobrej praktyki: dobór częstotliwości powinien być zawsze dopasowany do głębokości badanej struktury i budowy pacjenta (np. u osób otyłych z reguły schodzi się z częstotliwością niżej). Dobrze jest też pamiętać, że sama regulacja „depth” na aparacie nie zastąpi właściwego wyboru częstotliwości – to dwie różne rzeczy technicznie i fizycznie.

Pytanie 29

Na zamieszczonym obrazie RM nadgarstka lewego strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. księżycowatą.
B. łódeczkowatą.
C. główkowatą.
D. haczykowatą.
Na obrazie MR w projekcji czołowej strzałka wskazuje typową lokalizację kości księżycowatej (os lunatum) w szeregu bliższym nadgarstka. Kość księżycowata leży pośrodku między kością łódeczkowatą od strony promieniowej a kością trójgraniastą od strony łokciowej, bezpośrednio przylega do powierzchni stawowej dalszej nasady kości promieniowej. Na obrazach MR ma charakterystyczny, mniej więcej półksiężycowaty kształt, z wyraźnie widoczną warstwą podchrzęstną i gąbczastą strukturą w środku. W prawidłowym badaniu, takim jak na tym zdjęciu, widzimy równomierny sygnał ze szpiku kostnego i gładkie obrysy powierzchni stawowych. Z mojego doświadczenia w praktyce technika obrazowania nadgarstka bardzo ważne jest prawidłowe pozycjonowanie ręki i zastosowanie cienkich warstw w sekwencjach T1 i T2 z saturacją tłuszczu, bo dopiero wtedy szczegóły anatomii szeregu bliższego są naprawdę czytelne. Kość księżycowata ma duże znaczenie kliniczne: to właśnie ona jest najczęściej zajęta w chorobie Kienböcka (martwica jałowa), gdzie na MR obserwuje się obniżenie sygnału w T1 i obrzęk szpiku w sekwencjach T2-zależnych. Radiolog, opisując MR nadgarstka zgodnie z dobrymi praktykami, zawsze ocenia położenie i kształt lunatum pod kątem ewentualnej niestabilności nadgarstka, podwichnięcia czy konfliktu z kością promieniową. W standardach opisowych zwraca się też uwagę na szerokość szpar stawowych między łódeczkowatą, księżycowatą i główkowatą, bo ich zaburzenie może świadczyć o uszkodzeniu więzadeł międzykostnych. Umiejętność pewnego rozpoznawania kości księżycowatej na MR bardzo ułatwia dalszą orientację w złożonej anatomii nadgarstka, a później dokładne lokalizowanie zmian pourazowych i zwyrodnieniowych.

Pytanie 30

W brachyterapii MDR stosowane są dawki promieniowania

A. od 0,5 do 1,0 Gy/h
B. od 0,01 do 0,1 Gy/h
C. od 0,2 do 0,4 Gy/h
D. od 2,0 do 12 Gy/h
Poprawnie – w brachyterapii typu MDR (medium dose rate) przyjmuje się, że tempo dawki mieści się w zakresie od ok. 2 do 12 Gy/h i to właśnie odpowiada zaznaczonej odpowiedzi. Ten przedział jest ustalony w oparciu o klasyczne podziały ICRU/ICRP na LDR, MDR, HDR i PDR. W praktyce klinicznej takie dawki uzyskuje się głównie przy użyciu źródeł o średniej aktywności i systemów afterloading, gdzie aplikator jest już założony w ciele pacjenta, a źródło jest wsuwane automatycznie pod kontrolą aparatu. Moim zdaniem warto zapamiętać proste skojarzenie: LDR to dawki rzędu dziesiątych części Gy na godzinę, HDR to kilkanaście Gy na godzinę i więcej, a MDR leży właśnie pomiędzy, czyli te 2–12 Gy/h. W tym zakresie dawki mamy jeszcze relatywnie długi czas ekspozycji, liczony w dziesiątkach minut, czasem w godzinach, ale już zdecydowanie krótszy niż przy klasycznej brachyterapii LDR, gdzie źródła pozostawały w pacjencie nawet kilka dni. Z punktu widzenia planowania leczenia tempo dawki wpływa na biologiczny efekt promieniowania – przy MDR można uzyskać pewien kompromis między wygodą organizacyjną (krótszy pobyt pacjenta w osłoniętej sali, większa przepustowość) a korzyściami radiobiologicznymi podobnymi do LDR, np. lepszą tolerancją tkanek zdrowych dzięki częściowej możliwości naprawy subletalnych uszkodzeń. W standardach radioterapii podkreśla się, że przy planowaniu brachyterapii MDR trzeba bardzo dokładnie określić geometrię aplikatorów, zweryfikować położenie w obrazowaniu (najczęściej TK) i kontrolować czas przebywania źródła w poszczególnych pozycjach (tzw. dwell time), bo przy 2–12 Gy/h nawet niewielkie przesunięcie aplikatora albo błąd w czasie może skutkować istotnym przedawkowaniem w krytycznych narządach, np. pęcherzu czy odbytnicy. W wielu ośrodkach MDR jest stosowana np. w leczeniu nowotworów ginekologicznych czy guzów głowy i szyi, gdzie ważne jest połączenie precyzji przestrzennej z umiarkowanym tempem dawki.

Pytanie 31

Rutynowe badanie koronarografii prawej tętnicy wieńcowej wykonywane jest w rzucie skośnym przednim

A. prawym pod kątem 45°.
B. lewym pod kątem 45°.
C. prawym pod kątem 60°.
D. lewym pod kątem 60°.
Prawidłowa odpowiedź „lewym pod kątem 60°” odnosi się do klasycznej, rutynowej projekcji skośnej przedniej stosowanej w koronarografii prawej tętnicy wieńcowej (RCA – right coronary artery). W praktyce zabiegowej przyjęło się, że standardowym ujęciem do oceny przebiegu proksymalnego i środkowego odcinka RCA jest projekcja LAO (Left Anterior Oblique) około 60°, często z niewielkim dogięciem czaszkowym lub ogonowym, zależnie od budowy pacjenta. W tej projekcji prawa tętnica wieńcowa „odwija się” z cienia kręgosłupa i przepony, staje się bardziej wyizolowana i można czytelnie ocenić zwężenia, przebieg i ewentualne anomalie anatomiczne. Moim zdaniem warto zapamiętać to tak: RCA – najlepiej widoczna w skośnej przedniej lewej, dość mocno odkręconej (ok. 60°). W pracowni hemodynamicznej operator dobiera kąt na podstawie obrazu na żywo, ale punkt wyjścia jest właśnie taki. Jest to zgodne z typowymi schematami nauczania kardiologii inwazyjnej i z opisami w podręcznikach do angiografii wieńcowej, gdzie jako projekcję rutynową RCA podaje się LAO 30–60°. Taka standaryzacja ujęć ułatwia porównywanie badań między różnymi pracowniami i operatorami. W praktyce technik / pielęgniarka instrumentariuszka powinna kojarzyć, że przy badaniu prawej tętnicy wieńcowej lekarz najczęściej poprosi właśnie o rzut skośny przedni lewy o większym kącie, a nie o małe odchylenie czy projekcję prawoskośną. Dzięki temu przygotowanie ramienia C-ramienia jest szybsze, a ekspozycja krótsza, co zmniejsza dawkę promieniowania dla pacjenta i personelu. Dodatkowo dobra znajomość standardowych projekcji pomaga potem w interpretacji obrazów – łatwiej rozpoznać, który segment naczynia oglądamy i jak układa się ono w przestrzeni.

Pytanie 32

Zwiększenie napięcia na lampie rentgenowskiej powoduje

A. wydłużenie fali i zmniejszenie przenikliwości promieniowania X
B. skrócenie fali i zmniejszenie przenikliwości promieniowania X
C. skrócenie fali i zwiększenie przenikliwości promieniowania X
D. wydłużenie fali i zwiększenie przenikliwości promieniowania X
Prawidłowo – zwiększenie napięcia na lampie rentgenowskiej skraca długość fali promieniowania X i jednocześnie zwiększa jego przenikliwość. Wynika to bezpośrednio z fizyki zjawiska: wyższe napięcie anodowe (kV) nadaje elektronom większą energię kinetyczną. Te szybsze elektrony uderzają w anodę i wytwarzają fotony promieniowania X o wyższej energii. A im wyższa energia fotonu, tym krótsza długość fali (E = h·c/λ) i większa zdolność przenikania przez tkanki pacjenta czy materiały osłonowe. W praktyce radiologicznej oznacza to, że podnosząc kV, uzyskujemy bardziej „twarde” promieniowanie, które lepiej przechodzi przez gęste struktury, np. kości miednicy czy klatkę piersiową u pacjentów o większej masie ciała. Moim zdaniem kluczowe jest kojarzenie: kV = jakość promieniowania (energia, przenikliwość), a mAs = ilość promieniowania (liczba fotonów). W nowoczesnych aparatach RTG standardy pracy i dobre praktyki (np. wytyczne EFRS, europejskie zalecenia dla ekspozycji) mówią jasno: dobiera się możliwie wysokie kV i możliwie niskie mAs, aby zmniejszyć dawkę dla pacjenta, ale jednocześnie zachować odpowiedni kontrast obrazu. Dla zdjęć klatki piersiowej stosuje się zwykle wyższe napięcia (np. 100–125 kV), właśnie po to, żeby promieniowanie miało wysoką przenikliwość i równomiernie „przeszło” przez cały przekrój klatki. Przy badaniach kończyn, gdzie struktury są cieńsze, używa się niższego napięcia, bo nie potrzebujemy aż tak twardego widma. Warto też pamiętać, że zwiększenie kV zmniejsza kontrast tkankowy obrazu (bo wszystko jest bardziej przepuszczalne), ale za to redukuje pochłoniętą dawkę w skórze. W dobrze prowadzonym pracowni RTG technik świadomie balansuje kV i mAs, aby osiągnąć kompromis między jakością diagnostyczną a ochroną radiologiczną. Z mojego doświadczenia to jedna z podstawowych umiejętności w diagnostyce obrazowej – rozumieć, że zmiana napięcia to nie tylko „jaśniej/ciemniej”, ale przede wszystkim zmiana energii i przenikliwości promieniowania.

Pytanie 33

Który narząd został uwidoczniony na przedstawionym obrazie scyntygraficznym?

Ilustracja do pytania
A. Płuca.
B. Serce.
C. Wątroba.
D. Trzustka.
Na obrazie scyntygraficznym widoczna jest wątroba – charakterystyczne, nieregularne ognisko gromadzenia znacznika położone w prawej górnej części jamy brzusznej, przesunięte nieco ku górze pod prawym łukiem żebrowym. W badaniach medycyny nuklearnej, szczególnie w klasycznej scyntygrafii wątroby i śledziony z użyciem koloidów znakowanych technetem-99m, fizjologicznie największą aktywność obserwujemy właśnie w miąższu wątrobowym. Kolorowe mapowanie (czerwony/żółty – najwyższe wychwyty, zielony/niebieski – niższe) dobrze pokazuje rozkład perfuzji i czynności fagocytarnej komórek układu siateczkowo‑śródbłonkowego. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w prawidłowym badaniu wątroba ma dość jednorodną intensywność, o wyraźnych granicach, bez ubytków wychwytu. W praktyce klinicznej scyntygrafię wątroby wykorzystuje się rzadziej niż kiedyś, ale nadal bywa przydatna przy ocenie rozległości uszkodzenia miąższu, funkcji resztkowej po resekcjach czy w kwalifikacji do zabiegów radioembolizacji. W standardach medycyny nuklearnej podkreśla się konieczność prawidłowego pozycjonowania pacjenta (najczęściej pozycja leżąca na plecach, detektor nad jamą brzuszną) oraz stosowania odpowiednich okien energetycznych dla Tc-99m, żeby uzyskać czytelny obraz narządu. Dobra praktyka to zawsze korelacja scyntygrafii z badaniami anatomicznymi, np. USG lub TK, ale pierwszym krokiem jest właśnie poprawne rozpoznanie, że oglądamy wątrobę, a nie płuca czy serce. Takie „czytanie z mapy izotopowej” to typowa umiejętność technika pracowni medycyny nuklearnej.

Pytanie 34

Kiedy w procesie terapii wykonuje się badanie CBCT (cone beam computed tomography)?

A. W środku leczenia.
B. Przy końcu leczenia.
C. Przed rozpoczęciem leczenia.
D. Po ukończeniu leczenia.
Badanie CBCT wykonuje się standardowo przed rozpoczęciem leczenia, bo jest to badanie typowo diagnostyczne i planistyczne. Na tomografii stożkowej ocenia się dokładnie anatomię: przebieg kanałów korzeniowych, grubość kości, położenie struktur krytycznych (np. kanał nerwu zębodołowego dolnego, zatoka szczękowa), ewentualne zmiany zapalne czy resorpcje. Bez takiego obrazu 3D planowanie zabiegu, np. implantologicznego, endodontycznego czy chirurgicznego, byłoby w dużej mierze „na oko”, co po prostu jest sprzeczne z aktualnymi standardami postępowania. W nowoczesnej stomatologii i radiologii dąży się do tego, żeby dawkę promieniowania podać raz, w dobrze uzasadnionym momencie – czyli właśnie na etapie planowania terapii. Zasada ALARA (as low as reasonably achievable) jasno mówi, że nie powinniśmy powtarzać badań bez wyraźnej potrzeby klinicznej. Dlatego CBCT robi się przed leczeniem, żeby na podstawie jednego badania ustalić możliwie kompletny plan: rodzaj zabiegu, długość i średnicę implantów, potrzebę augmentacji kości, zakres leczenia endodontycznego. W ortodoncji CBCT również wykonuje się przed terapią, jeśli jest wskazanie, np. zęby zatrzymane, podejrzenie resorpcji korzeni, ocena stawów skroniowo‑żuchwowych. Moim zdaniem kluczowe jest myślenie w ten sposób: CBCT to narzędzie do podejmowania decyzji przed wejściem w leczenie, a nie badanie „kontrolne z ciekawości” po wszystkim. Oczywiście czasem wykonuje się kontrolne CBCT, ale tylko w szczególnych sytuacjach klinicznych, a nie rutynowo przy końcu czy w środku terapii.

Pytanie 35

Który stan patologiczny został zarejestrowany podczas wykonywania badania EKG?

Ilustracja do pytania
A. Dodatkowe pobudzenia komorowe.
B. Trzepotanie przedsionków.
C. Migotanie przedsionków.
D. Migotanie komór.
Na zapisanym na rycinie EKG widać wyraźnie miarowy rytm zatokowy, a pomiędzy prawidłowymi zespołami QRS pojawiają się pojedyncze, wcześniejsze, szerokie i zniekształcone zespoły QRS bez poprzedzającej ich fali P. To jest klasyczny obraz dodatkowych pobudzeń komorowych (PVC – premature ventricular complexes). Komorowe pobudzenie przedwczesne powstaje w ektopowym ognisku w mięśniu komór, dlatego przewodzenie nie odbywa się typową drogą przez układ bodźcoprzewodzący, tylko rozchodzi się wolniej przez mięsień – stąd poszerzony, dziwnie wyglądający QRS i zwykle przeciwstawne wychylenie załamka T. Po takim pobudzeniu często obserwuje się tzw. przerwę wyrównawczą. W praktyce, gdy technik opisuje zapis EKG z PVC, powinien zwrócić uwagę na ich częstość (pojedyncze, pary, salwy), morfologię (jednokształtne, wielokształtne) i kontekst kliniczny pacjenta. Pojedyncze PVC u młodej osoby bez objawów zwykle nie są groźne, ale liczne lub w salwach u chorego kardiologicznego mogą wymagać pilnej konsultacji lekarskiej. Z mojego doświadczenia warto od razu zaznaczyć na wydruku fragment z dodatkowymi pobudzeniami, opisać je w protokole i zadbać o poprawną kalibrację (10 mm/mV, 25 mm/s), bo bez tego kardiolog nie będzie miał pełnej informacji do oceny ryzyka arytmii. Dobra praktyka jest też porównanie aktualnego zapisu z wcześniejszym, jeśli jest dostępny – czasem narastanie liczby PVC jest pierwszym sygnałem pogarszającej się funkcji lewej komory lub zaburzeń elektrolitowych.

Pytanie 36

Który narząd na obrazie scyntygrafii znakowanej erytrocytami zaznaczono cyfrą 2?

Ilustracja do pytania
A. Nerkę.
B. Śledzionę.
C. Wątrobę.
D. Serce.
Prawidłowo – na scyntygrafii z użyciem znakowanych erytrocytów struktura oznaczona cyfrą 2 to śledziona. W tego typu badaniu podaje się dożylnie erytrocyty znakowane najczęściej technetem-99m (99mTc). Znacznik pozostaje we krwi, dlatego najbardziej uwidaczniają się narządy silnie ukrwione i uczestniczące w filtracji oraz niszczeniu krwinek: serce, wątroba i właśnie śledziona. Śledziona leży anatomicznie w lewym górnym kwadrancie jamy brzusznej, pod przeponą, bocznie i nieco ku tyłowi w stosunku do żołądka. Na obrazie projekcji przedniej wygląda zwykle jak intensywny, owalny obszar gromadzenia znacznika po lewej stronie, poniżej poziomu serca i nieco bocznie od wątroby. Moim zdaniem ważne jest, żeby w praktyce zawsze łączyć położenie narządu z charakterem radiofarmaceutyku: w badaniu RBC nie zobaczymy typowego wydzielania do dróg moczowych jak w scyntygrafii nerek, tylko rozkład w obrębie układu krążenia i narządów krwiotwórczych. W diagnostyce klinicznej tę technikę wykorzystuje się m.in. do oceny ektopowej śledziony, tzw. „splenosis”, do różnicowania ognisk w obrębie jamy brzusznej oraz do oceny funkcji śledziony po urazach czy w chorobach hematologicznych. Dobrą praktyką jest zawsze porównywanie intensywności wychwytu w śledzionie z wątrobą – śledziona w tym badaniu powinna być co najmniej tak samo, a często nawet bardziej intensywna. W pracowni medycyny nuklearnej przy ocenie takich obrazów technik musi zwracać uwagę na poprawne ułożenie pacjenta, centralizację pola widzenia gammakamery i prawidłowe oznaczenie stron ciała, bo pomylenie lewej z prawą od razu prowadziłoby do błędnej identyfikacji śledziony i innych narządów.

Pytanie 37

W jakiej projekcji i pod jakim kątem padania promienia centralnego został wykonany radiogram obojczyka?

Ilustracja do pytania
A. W projekcji AP i skośnym dołgłowowo kącie padania promienia centralnego.
B. W projekcji PA i prostopadłym kącie padania promienia centralnego.
C. W projekcji AP i prostopadłym kącie padania promienia centralnego.
D. W projekcji AP i skośnym doogonowo kącie padania promienia centralnego.
Prawidłowo wskazana odpowiedź „w projekcji AP i skośnym dołgłowowo kącie padania promienia centralnego” odpowiada klasycznemu obrazowi tzw. projekcji osiowej (skośnej) obojczyka stosowanej w radiografii. W standardach opisanych m.in. w podręcznikach do technik obrazowania przy badaniu obojczyka wykonuje się zazwyczaj dwie projekcje: AP w prostopadłym padaniu oraz AP z ukośnym dołgłowowym nachyleniem promienia centralnego (zwykle 15–30° w stronę głowy). Celem tej skośnej projekcji jest „wyciągnięcie” obojczyka ponad cień żeber i łopatki, tak aby jego zarys był dobrze odseparowany od tła kostnego klatki piersiowej. Dzięki temu łatwiej ocenić drobne złamania, przemieszczenia i zniekształcenia, zwłaszcza w części środkowej i przyśrodkowej kości. Na przedstawionym radiogramie obojczyk jest wyraźnie uniesiony względem żeber, co jest typowe właśnie dla skośnego dołgłowowego ustawienia wiązki przy projekcji AP. Pacjent jest skierowany przodem do detektora (projekcja AP – promień biegnie z przodu do tyłu), a nachylenie w kierunku dołgłowowym powoduje, że struktury leżące głębiej nakładają się mniej na obojczyk. W praktyce technik często dobiera kąt indywidualnie: u osób szczupłych wystarczy ok. 15°, u osób z masywną budową klatki lepiej sprawdza się 25–30°. Moim zdaniem warto zapamiętać, że jeśli na zdjęciu obojczyk „odrywa się” od żeber i jest jakby bardziej horyzontalny, to prawie na pewno patrzymy na projekcję AP z kątem dołgłowowym. To jest standardowa dobra praktyka przy podejrzeniu złamań pourazowych, przy kontroli zrostu oraz przy ocenie zmian w okolicy stawu barkowo‑obojczykowego i mostkowo‑obojczykowego.

Pytanie 38

Obiektywną metodą badania słuchu jest audiometria

A. mowy.
B. tonalna.
C. impedancyjna.
D. wysokoczęstotliwościowa.
Prawidłowa odpowiedź to audiometria impedancyjna, bo jest to badanie obiektywne, czyli takie, w którym wynik nie zależy od reakcji i współpracy pacjenta, tylko od pomiaru parametrów fizycznych układu słuchowego. W audiometrii impedancyjnej mierzy się impedancję akustyczną ucha środkowego – głównie ruchomość błony bębenkowej i łańcucha kosteczek oraz odruchy mięśnia strzemiączkowego. W praktyce wykonuje się tympanometrię i badanie odruchu z mięśnia strzemiączkowego. Pacjent nie musi naciskać przycisku ani sygnalizować, że coś słyszy – aparat rejestruje zmiany ciśnień i odbitego dźwięku samodzielnie. To jest kluczowe np. u małych dzieci, osób udających niedosłuch albo pacjentów nieprzytomnych. W protokołach otolaryngologicznych i audiologicznych audiometria impedancyjna jest standardem w diagnostyce niedosłuchów przewodzeniowych (np. wysiękowe zapalenie ucha środkowego, otoskleroza), perforacji błony bębenkowej, dysfunkcji trąbki słuchowej. Pozwala szybko ocenić, czy problem jest w uchu środkowym, czy raczej w uchu wewnętrznym. Moim zdaniem to jedno z bardziej „technicznych” badań słuchu, bo operator musi umieć dobrze uszczelnić przewód słuchowy, ustawić ciśnienie i poprawnie zinterpretować krzywą tympanometryczną (typ A, B, C itd.). W pracy technika elektroradiologii bardzo często łączy się audiometrię tonalną z impedancyjną, ale właśnie ta druga daje nam obiektywny obraz funkcji ucha środkowego, zgodnie z dobrymi praktykami i rekomendacjami audiologicznymi.

Pytanie 39

Który środek ochrony radiologicznej należy zastosować podczas badania czaszki 53-letniego pacjenta za pomocą tomografii komputerowej?

A. Osłonę z gumy ołowiowej na gonady.
B. Okulary ze szkłem ołowiowym.
C. Osłonę z gumy ołowiowej na tarczycę.
D. Fartuch z gumy ołowiowej.
Prawidłowo wskazany fartuch z gumy ołowiowej to podstawowy i najbardziej uniwersalny środek ochrony radiologicznej stosowany u pacjentów podczas badań TK, również przy tomografii komputerowej czaszki. W praktyce klinicznej, zgodnie z zasadą ALARA, dążymy do tego, żeby dawka promieniowania była tak niska, jak to rozsądnie możliwe, przy zachowaniu jakości diagnostycznej badania. Fartuch ołowiowy pozwala osłonić duże obszary ciała, które nie są objęte obszarem skanowania: klatkę piersiową, jamę brzuszną, miednicę. W badaniu czaszki wiązka promieniowania jest skupiona głównie na głowie, ale promieniowanie rozproszone rozchodzi się w różnych kierunkach i właśnie przed nim dodatkowo chroni fartuch. Z mojego doświadczenia w pracowni TK, dobrze założony fartuch (często tzw. dwuczęściowy – kamizelka i spódnica albo pełny fartuch 360°) realnie ogranicza niepotrzebne napromienianie narządów szczególnie wrażliwych, jak gonady, szpik kostny w miednicy czy narządy jamy brzusznej. Ważne jest też, żeby fartuch nie wchodził w pole skanowania, bo wtedy może powodować artefakty i pogorszyć jakość obrazu. Dlatego technik musi umieć pogodzić ochronę z prawidłowym pozycjonowaniem pacjenta. W aktualnych wytycznych podkreśla się, że osłony osobiste stosujemy wtedy, gdy nie zaburzają one diagnostyki i gdy rzeczywiście zmniejszają dawkę efektywną. Fartuch spełnia te warunki w badaniu głowy, w przeciwieństwie do bardziej wyspecjalizowanych osłon, które w tym konkretnym przypadku nie wnoszą tak dużo. To jest po prostu standard dobrej praktyki w tomografii – najpierw optymalizacja parametrów ekspozycji, a następnie rozsądne użycie osłon, z fartuchem ołowiowym jako podstawą.

Pytanie 40

Pracownia radioterapii z przyspieszaczem liniowym jest obszarem

A. nadzorowanym.
B. izolowanym.
C. ograniczonym.
D. kontrolowanym.
Prawidłowa odpowiedź „obszar nadzorowany” dobrze oddaje charakter pracowni radioterapii z przyspieszaczem liniowym. Z punktu widzenia ochrony radiologicznej jest to miejsce, gdzie może występować podwyższone narażenie na promieniowanie jonizujące, ale dzięki odpowiednim osłonom stałym, procedurom i kontroli dawek utrzymuje się je poniżej ustalonych limitów dla pracowników i osób postronnych. W polskich przepisach i w zaleceniach międzynarodowych (np. IAEA, ICRP) wyróżnia się właśnie obszary nadzorowane i kontrolowane jako podstawowy podział stref pracy z promieniowaniem. W teleterapii megawoltowej (czyli z użyciem przyspieszacza liniowego) typowo sama bunkrowa sala z akceleratorem oraz przyległe pomieszczenia techniczne, korytarze serwisowe, sterownia – są klasyfikowane jako obszar nadzorowany, o ile plan osłon i pomiary dozymetryczne wykazały, że dawki skuteczne nie przekroczą określonych progów dla tej kategorii. W praktyce oznacza to m.in. czytelne oznakowanie drzwi i ścian znakami ostrzegawczymi, kontrolowany dostęp (ale nie aż tak restrykcyjny jak w obszarze kontrolowanym), obowiązek stosowania procedur BHP, prowadzenie regularnych pomiarów dozymetrycznych, przeglądów osłon oraz szkolenie personelu w zakresie zagrożeń radiacyjnych. Moim zdaniem ważne jest też zrozumienie, że „nadzorowany” nie znaczy „bezpieczny zawsze i wszędzie”, tylko „bezpieczny przy zachowaniu ustalonych zasad”: prawidłowego zamykania drzwi bunkra, sprawdzania sygnalizacji, poprawnego pozycjonowania pacjenta, używania systemów nadzoru wizyjnego i audio. W wielu ośrodkach przyspieszacz liniowy jest wręcz modelowym przykładem obszaru nadzorowanego, gdzie ochrona radiologiczna jest dobrze zaprojektowana, ale wymaga stałego monitorowania i dokumentowania, np. poprzez księgi kontroli, protokoły pomiarowe i systemy rejestracji zdarzeń niepożądanych.