W tym pytaniu bardzo łatwo pomylić różne typy relacji biznesowych, bo wszystkie skróty wyglądają podobnie, a w praktyce zawodowej często używa się ich skrótowo, trochę „z automatu”. Warto to sobie dobrze uporządkować, bo od prawidłowego rozróżnienia zależy poprawne planowanie sprzedaży, reklamy i całej komunikacji z odbiorcą. Relacja B2B, czyli business-to-business, dotyczy kontaktów pomiędzy dwoma przedsiębiorstwami. To będą na przykład: drukarnia współpracująca z agencją reklamową, hurtownia materiałów poligraficznych obsługująca studia DTP, producent opakowań sprzedający je fabryce kosmetyków. Oczywiście w B2B też są transakcje i dokumenty – ale tam dominują faktury VAT, zamówienia, umowy ramowe, długoterminowe kontrakty, często indywidualne warunki handlowe. Odbiorcą nie jest tu konsument końcowy, tylko inna firma, która dalej coś z tym produktem lub usługą robi. Typowym błędem jest założenie, że skoro są dokumenty i transakcja, to „musi być B2B”, bo brzmi poważniej i bardziej „firmowo”. To myślenie jest mylące, bo dokumenty sprzedaży występują w każdym modelu, także B2C. Relacja B2G (business-to-government) obejmuje współpracę przedsiębiorstwa z administracją publiczną: urzędami, ministerstwami, jednostkami samorządu terytorialnego itp. Tu wchodzą w grę przetargi, zamówienia publiczne, oferty zgodne z ustawą Prawo zamówień publicznych, bardzo sformalizowane procedury i specyficzna dokumentacja. Z mojego punktu widzenia to zupełnie inny świat niż codzienna sprzedaż do klientów indywidualnych – inne są cele, inne budżety, inne wymagania formalne. Jeśli w pytaniu pojawia się „klient indywidualny”, to B2G z definicji odpada, bo urząd nie jest konsumentem w rozumieniu prawa konsumenckiego. Z kolei B2E (business-to-employee) dotyczy relacji przedsiębiorstwo–pracownik. To mogą być na przykład wewnętrzne platformy benefitowe, zniżki pracownicze, systemy intranetowe, szkoleniowe, specjalne programy lojalnościowe tylko dla zatrudnionych. Tu też czasem powstają transakcje i dokumenty, ale mają one charakter wewnętrzny, związany z HR i polityką kadrową firmy, a nie z klasyczną sprzedażą na rynku. Typowym błędem myślowym jest wrzucanie B2E do jednego worka z B2C, bo „pracownik też jest osobą fizyczną”. Tyle że w B2E chodzi o specyficzną grupę – osoby zatrudnione – i o relację wynikającą z pracy, a nie o zwykłego klienta z ulicy. Podsumowując, jeżeli mówimy o realizacji transakcji i wystawianiu dokumentów związanych z finalizacją zakupu pomiędzy firmą a osobą prywatną kupującą na własny użytek, to opisujemy klasyczny model B2C. Pozostałe skróty odnoszą się do innych, bardziej wyspecjalizowanych relacji: między firmami, firmą a administracją, albo firmą a jej pracownikami. Dobrze jest te pojęcia rozróżniać, bo w reklamie i marketingu od tego zależy dobór języka komunikacji, kanałów promocji i całej strategii działań.