Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 29 lipca 2026 22:14
  • Data zakończenia: 29 lipca 2026 22:28

Egzamin zdany!

Wynik: 26/40 punktów (65,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Na radiogramie uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. prawidłowy obraz stawu ramiennego w projekcji barkowo-pachowej.
B. zwichnięcie stawu ramiennego w projekcji przednio-tylnej.
C. zwichnięcie stawu ramiennego w projekcji barkowo-pachowej.
D. prawidłowy obraz stawu ramiennego w projekcji przednio-tylnej.
Na przedstawionym radiogramie widoczny jest prawidłowy obraz stawu ramiennego w projekcji przednio-tylnej (AP). Główka kości ramiennej jest prawidłowo dosymetryzowana w panewce łopatki: jej środek pokrywa się mniej więcej z środkiem panewki, nie ma cech przemieszczenia ku przodowi ani ku tyłowi. Kontur kostny jest ciągły, bez przerwania linii korowej, co przemawia przeciwko złamaniu. Przestrzeń stawowa ma równomierną szerokość, bez wyraźnego zwężenia czy poszerzenia, które mogłoby sugerować podwichnięcie. Typowym punktem orientacyjnym w projekcji AP jest tzw. łuk przedni (arch of Shenton dla barku) – gładka, półkolista linia biegnąca od brzegu panewki po kontur głowy kości ramiennej; tutaj ta linia jest zachowana. Dodatkowo widoczne jest prawidłowe ustawienie obojczyka względem wyrostka barkowego łopatki, bez cech zwichnięcia stawu barkowo-obojczykowego. W praktyce klinicznej taka projekcja jest pierwszym, podstawowym zdjęciem wykonywanym przy urazach barku, bólach stawu ramiennego czy podejrzeniu zmian zwyrodnieniowych. Standardowe zalecenia (np. według European Society of Musculoskeletal Radiology) mówią, że do pełnej oceny stawu ramiennego warto łączyć tę projekcję z osiągową (barkowo-pachową) lub projekcją Y łopatki, ale poprawne rozpoznanie podstawowego ustawienia w AP jest kluczowe. Moim zdaniem warto sobie wyrobić nawyk patrzenia najpierw na relację głowa–panewka, potem na ciągłość brzegów kostnych i dopiero na resztę szczegółów – to bardzo pomaga w szybkim wychwytywaniu zwichnięć w codziennej pracy.

Pytanie 2

Który narząd widoczny jest na wydruku badania ultrasonograficznego?

Ilustracja do pytania
A. Nerka.
B. Pęcherzyk żółciowy.
C. Śledziona.
D. Tarczyca.
Na obrazie z badania USG widoczna jest nerka, co można rozpoznać po bardzo charakterystycznym układzie warstw echogeniczności. W prawidłowym badaniu nerka ma kształt zbliżony do fasolki, z wyraźnie odgraniczoną korą i rdzeniem. Kora nerkowa jest zazwyczaj umiarkowanie hypoechogeniczna w stosunku do wątroby, natomiast wnęka i zatoka nerkowa dają silnie echogeniczny obraz z powodu obecności tkanki tłuszczowej, naczyń i układu kielichowo‑miedniczkowego. W przekroju podłużnym, tak jak na typowym wydruku, dobrze widać podział na biegun górny, biegun dolny i ciągłość miąższu. Moim zdaniem to jest jeden z łatwiejszych do zapamiętania obrazów, bo ta „fasolka” z jasnym środkiem naprawdę się wyróżnia. W praktyce klinicznej ultrasonografia nerek jest podstawowym, nieinwazyjnym badaniem pierwszego rzutu przy bólach w okolicy lędźwiowej, podejrzeniu kamicy, wad wrodzonych układu moczowego czy monitorowaniu przewlekłej choroby nerek. Standardy opisowe zalecają ocenę wielkości nerek, grubości kory, zarysu torebki, echostruktury miąższu oraz obecności poszerzenia układu kielichowo‑miedniczkowego (np. wodonercze). Dodatkowo, w trybie dopplerowskim ocenia się przepływy w tętnicach nerkowych, co ma znaczenie w nadciśnieniu naczyniowo‑nerkowym. Dobra praktyka w pracowni USG to skanowanie nerki w co najmniej dwóch płaszczyznach: podłużnej i poprzecznej, z porównaniem obu stron. W technikum i w pracy warto wyrobić sobie nawyk: jak widzę strukturę fasolowatą, z jasną zatoką w środku i ciemniejszą korą dookoła – najpierw myślę o nerce, a dopiero potem rozważam inne narządy.

Pytanie 3

Scyntygrafia kości „whole body” jest wskazana podczas diagnostyki

A. osteoporozy.
B. podejrzenia zmian przerzutów nowotworowych do układu kostnego.
C. podejrzenia choroby reumatycznej.
D. wad wrodzonych.
Prawidłowo wskazana sytuacja kliniczna bardzo dobrze oddaje główne zastosowanie scyntygrafii kości typu „whole body”. Jest to badanie medycyny nuklearnej, w którym dożylnie podaje się radioznacznik wiążący się z tkanką kostną, najczęściej fosfoniany znakowane technetem-99m (np. MDP, HDP), a następnie gammakamera rejestruje jego rozmieszczenie w całym układzie kostnym. Z punktu widzenia praktyki klinicznej, jednym z podstawowych wskazań jest właśnie poszukiwanie przerzutów nowotworowych do kości, np. w raku piersi, raku prostaty, raku płuca czy raku nerki. Przerzuty osteoblastyczne (pobudzające tworzenie kości) dają charakterystyczne ogniska wzmożonego gromadzenia znacznika, często wieloogniskowe, rozsiane po szkielecie. Właśnie dlatego wykonuje się badanie „whole body”, czyli obejmujące cały szkielet, a nie tylko jedną okolicę – bo przerzuty potrafią być odległe od guza pierwotnego i zupełnie bezobjawowe. W standardach onkologicznych scyntygrafia kości jest często badaniem z wyboru przy podejrzeniu zajęcia kośćca, szczególnie gdy rośnie poziom markerów nowotworowych, występują bóle kostne o niejasnej etiologii albo planowana jest duża operacja ortopedyczna i trzeba ocenić stabilność kości. Moim zdaniem ważne jest też zapamiętanie, że scyntygrafia jest bardzo czuła, ale mniej swoista – wykrywa wcześnie zmiany czynnościowe, zanim będą widoczne w RTG, dlatego świetnie nadaje się do „przesiewowego” przeglądu całego układu kostnego w poszukiwaniu przerzutów. W praktyce technika „whole body” to standardowa procedura opisana w wytycznych medycyny nuklearnej i stosowana rutynowo w dużych ośrodkach onkologicznych.

Pytanie 4

Zamieszczone badanie elektrokardiograficzne wykazało u pacjenta

Ilustracja do pytania
A. ekstrasystolię nadkomorową.
B. migotanie komór.
C. migotanie przedsionków.
D. niemiaro­wość zatokową.
Na tym zapisie EKG łatwo pomylić migotanie przedsionków z innymi zaburzeniami rytmu, szczególnie jeśli patrzy się tylko na pojedyncze fragmenty, a nie na cały obraz. Jednym z częstych błędów jest uznanie, że widoczna jest ekstrasystolia nadkomorowa. W przypadku pojedynczych pobudzeń nadkomorowych mamy jednak wyraźnie dominujący rytm podstawowy (najczęściej zatokowy), z prawidłowymi załamkami P i w miarę równymi odstępami RR, a co jakiś czas pojawia się „wcześniejszy” zespół QRS, często z nieco zmienionym załamkiem P lub bez niego. Na pokazanym EKG nie ma takiego dominującego, uporządkowanego rytmu – wszystkie odstępy RR są nieregularne, a to już wyklucza prostą ekstrasystolię. Drugi typowy trop to niemiarowość zatokowa. W rytmie zatokowym zawsze widzimy wyraźne, dodatnie załamki P przed każdym zespołem QRS, o podobnym kształcie, z zachowaną kolejnością P–QRS–T. Niemiarowość polega wtedy na stopniowych zmianach odstępów RR, najczęściej związanych z fazą oddechu, ale struktura załamków pozostaje zachowana. Tutaj brakuje klasycznych załamków P – zamiast nich w linii izoelektrycznej są drobne, nieregularne fale, a zmiany RR są chaotyczne, nie „płynne”. To już nie pasuje do prostego rytmu zatokowego z oddechową niemiarowością. Trzecie błędne skojarzenie to migotanie komór. W migotaniu komór zapis wygląda dramatycznie inaczej: nie ma w ogóle rozpoznawalnych zespołów QRS, tylko nieregularne, szerokie, zmienne co do amplitudy i częstotliwości fale – zapis jest zupełnie „bezkształtny” i odpowiada nagłemu zatrzymaniu krążenia. Na naszym EKG zespoły QRS są wyraźne, stosunkowo wąskie i powtarzalne, co jednoznacznie wyklucza VF. Typowym błędem myślowym jest skupianie się tylko na samej niemiarowości i automatyczne przypisanie jej do „niemiaro­wości zatokowej”, bez sprawdzenia, czy załamki P w ogóle występują i czy zachowana jest prawidłowa sekwencja przewodzenia. Dobra praktyka w diagnostyce EKG to zawsze systematyczne przejście: obecność i kształt załamków P, zależność P–QRS, szerokość QRS, regularność RR. Jeśli tego się trzymamy, dużo łatwiej uniknąć takich pomyłek.

Pytanie 5

Na obrazie radiologicznym nadgarstka uwidoczniono złamanie nasady

Ilustracja do pytania
A. bliższej kości promieniowej.
B. dalszej kości promieniowej.
C. dalszej kości łokciowej.
D. bliższej kości łokciowej.
Prawidłowo wskazana została dalsza nasada kości promieniowej. Na typowym zdjęciu RTG nadgarstka w projekcji AP lub PA kość promieniowa leży bocznie (od strony kciuka), a jej dalsza nasada tworzy główną powierzchnię stawową dla kości nadgarstka. W przedstawionym obrazie linia złamania przebiega właśnie w obrębie tej dalszej części kości promieniowej, tuż powyżej powierzchni stawowej, co jest klasycznym obrazem złamania nasady dalszej. W praktyce klinicznej bardzo często mamy do czynienia ze złamaniami dalszej nasady kości promieniowej typu Collesa lub Smitha – różnią się one głównie kierunkiem przemieszczenia odłamów, ale lokalizacja pozostaje ta sama: dystalna część kości promieniowej. Moim zdaniem warto od razu wyrabiać sobie nawyk orientowania się na zdjęciu: po pierwsze określamy, gdzie jest promień (strona kciuka), gdzie łokieć (strona palca małego), a dopiero potem analizujemy nasady – bliższą (od strony stawu łokciowego) i dalszą (od strony nadgarstka). W standardach opisów radiologicznych zaleca się zawsze podanie, której kości dotyczy złamanie, w jakim jej segmencie (nasada bliższa, trzon, nasada dalsza) oraz czy dochodzi do zajęcia powierzchni stawowej. W tym przypadku zmiana lokalizuje się w dalszej nasadzie kości promieniowej, w bezpośrednim sąsiedztwie powierzchni stawowej, co ma znaczenie dla dalszego leczenia – unieruchomienia, ewentualnej repozycji czy kwalifikacji do leczenia operacyjnego. W praktyce technika RTG nadgarstka wymaga prawidłowego ułożenia kończyny: dłoń płasko na detektorze, palce wyprostowane, oś trzeciego palca w przedłużeniu przedramienia. Dopiero przy takim ułożeniu anatomia jest czytelna, a identyfikacja nasady dalszej kości promieniowej – jednoznaczna. To jest taka podstawowa, ale bardzo ważna umiejętność w diagnostyce obrazowej kończyny górnej.

Pytanie 6

Który element żołądka zaznaczono strzałką na zdjęciu rentgenowskim?

Ilustracja do pytania
A. Trzon.
B. Dno.
C. Wpust.
D. Odźwiernik.
Na tym rodzaju zdjęcia kontrastowego żołądka bardzo łatwo pomylić poszczególne części narządu, zwłaszcza gdy patrzy się tylko na kształt przewodu i nie bierze się pod uwagę położenia w stosunku do osi ciała i grawitacji. Strzałka wskazuje najwyżej położony, kopulasty fragment żołądka, a to jest typowa lokalizacja dna, a nie trzonu, wpustu ani odźwiernika. Trzon żołądka przebiega bardziej w dół i w prawo, ma wydłużony, rurkowaty kształt i to właśnie w nim zwykle najlepiej widać fałdy błony śluzowej w badaniu barytowym. Na obrazie trzon nie będzie więc tym „bańkowatym” najwyższym obszarem, tylko raczej środkowym odcinkiem, prowadzącym dalej do części odźwiernikowej. Wpust to z kolei stosunkowo krótki odcinek w okolicy połączenia przełyku z żołądkiem. Na klasycznym RTG przewodu pokarmowego wpust rozpoznaje się po przejściu cienia przełyku w cień żołądka i położeniu w sąsiedztwie przepony. Nie ma on tak szerokiego, zaokrąglonego światła jak dno, zwykle jest bardziej wąski i skierowany ku dołowi. Odźwiernik natomiast leży najniżej i bardziej po prawej stronie, przechodzi dalej w opuszka dwunastnicy. Na obrazach kontrastowych często widać tam zwężenie światła i niekiedy intensywniejsze skurcze perystaltyczne. Typowym błędem jest patrzenie wyłącznie na kształt „bańki” i automatyczne przypisywanie jej do trzonu, bo wydaje się największa, albo kojarzenie najwyższego fragmentu z wpustem, bo „tam wchodzi przełyk”. W dobrej praktyce diagnostyki obrazowej zawsze analizuje się położenie struktur względem przepony, osi kręgosłupa, stron ciała oraz kierunku spływu kontrastu. Jeśli fragment żołądka jest najwyżej, powyżej linii wpustu i tworzy kopułę z pęcherzykiem gazowym, zgodnie z opisami anatomicznymi i radiologicznymi będzie to dno, a nie inne elementy wymienione w odpowiedziach.

Pytanie 7

Zgodnie z procedurą wzorcową w badaniu MR należy ułożyć pacjenta na brzuchu do diagnostyki

A. gruczołu piersiowego.
B. kręgosłupa szyjnego.
C. stawu barkowego.
D. jamy brzusznej.
Prawidłowo – w standardowej procedurze rezonansu magnetycznego gruczołu piersiowego pacjentkę układa się w pozycji na brzuchu (pozycja pronacyjna). To nie jest przypadek ani wygoda pracowni, tylko wymóg poprawnego pozycjonowania piersi w specjalnej cewce dedykowanej do badania sutka. Cewka piersiowa ma otwory, w które swobodnie „wpadają” piersi, dzięki czemu są odseparowane od klatki piersiowej, mniej się poruszają i można uzyskać wysoką rozdzielczość przestrzenną oraz dobre warunki do podania kontrastu. Moim zdaniem to jedno z badań, gdzie pozycjonowanie robi połowę jakości badania. W pozycji na brzuchu zmniejsza się artefakty od ruchu oddechowego, serca i ściany klatki piersiowej. Piersi zwisają swobodnie, są mniej uciśnięte, a przez to lepiej widoczne są zmiany ogniskowe, architektonika gruczołu, naczynia oraz węzły chłonne w okolicy pachowej. W badaniu MR piersi zgodnie z dobrymi praktykami (ESR, EUSOBI) stosuje się sekwencje dynamiczne po dożylnym podaniu środka kontrastowego, ocenę kinetyki wzmocnienia oraz dokładną analizę tkanek miękkich. Bez prawidłowego ułożenia na brzuchu i użycia odpowiedniej cewki te parametry byłyby dużo gorsze, a samo badanie mogłoby być praktycznie bezużyteczne diagnostycznie, szczególnie przy planowaniu biopsji celowanej czy ocenie odpowiedzi na chemioterapię neoadjuwantową. W praktyce technik zawsze powinien zwrócić uwagę, czy piersi są równo ułożone w otworach cewki, czy nie są skręcone, czy nie ma ucisku kabli, biustonosza, plastrów itp., bo każdy taki drobiazg potem psuje obraz. Dlatego właśnie w procedurach wzorcowych MR piersi pozycja na brzuchu jest standardem, a nie wyjątkiem.

Pytanie 8

W których projekcjach wykonuje się standardowe badanie mammograficzne?

A. Kaudokranialnej i zrotowanej.
B. Kraniokaudalnej i skośnej przyśrodkowo-bocznej.
C. Kaudokranialnej i skośnej przyśrodkowo-bocznej.
D. Kraniokaudalnej i zrotowanej.
Prawidłowo wskazana projekcja kraniokaudalna (CC) oraz skośna przyśrodkowo-boczna, czyli mediolateral oblique (MLO), to standardowy zestaw w rutynowym badaniu mammograficznym. W praktyce technik wykonuje dla każdej piersi przynajmniej te dwie projekcje, bo one się wzajemnie uzupełniają i dają możliwie pełny obraz gruczołu piersiowego.

Projekcja kraniokaudalna polega na uciśnięciu piersi między detektorem a kompresorem z góry na dół. Dzięki temu dobrze oceniamy centralne i przyśrodkowe części piersi, a także struktury położone bardziej powierzchownie. Widzimy wtedy rozkład tkanki gruczołowej, mikrozwapnienia, zarysy ewentualnych guzków. Z mojego doświadczenia, jeśli CC jest dobrze wykonana, to brodawka jest widoczna w profilu, a pierś jest równomiernie spłaszczona, bez zagięć skóry, co ma ogromne znaczenie dla jakości obrazu.

Z kolei projekcja skośna przyśrodkowo-boczna (MLO) jest kluczowa, bo obejmuje nie tylko pierś, ale też ogon pachowy, czyli fragment tkanki gruczołowej wchodzący w dół pachy. Właśnie tam często lokalizują się zmiany, które mogą umknąć w projekcji CC. W dobrych praktykach przyjmuje się, że na MLO powinna być widoczna fałda podpiersiowa, mięsień piersiowy większy i jak największa objętość tkanki piersi. To jest taki wyznacznik poprawnego pozycjonowania pacjentki.

Standardy programów przesiewowych (np. europejskich EUREF) jasno wskazują zestaw CC + MLO jako podstawę badania screeningowego. Dodatkowe projekcje, jak np. powiększeniowe czy celowane, wykonuje się dopiero przy podejrzeniu zmiany. W praktyce technika najważniejsze jest prawidłowe ułożenie pacjentki, odpowiedni ucisk piersi (żeby zmniejszyć dawkę i poprawić kontrast) oraz unikanie artefaktów. Moim zdaniem im lepiej rozumiesz, po co robisz te dwie konkretne projekcje, tym łatwiej potem zauważyć, że czegoś na obrazie brakuje i trzeba np. powtórzyć ujęcie albo dodać kolejne.

Pytanie 9

Którą strukturę anatomiczną oznaczono strzałką na obrazie rezonansu magnetycznego?

Ilustracja do pytania
A. Móżdżek.
B. Zbiornik mostowy.
C. Rdzeń przedłużony.
D. Most.
Na obrazie widoczny jest klasyczny strzałowy skan MR głowy (rezonans magnetyczny w projekcji strzałkowej), a strzałka wskazuje na móżdżek. Widzisz położenie tej struktury: znajduje się ku tyłowi od pnia mózgu (mostu i rdzenia przedłużonego) oraz powyżej części szyjnej rdzenia kręgowego, w tylnym dole czaszki. Charakterystyczny jest zarys tzw. drzewka życia – drobne, listewkowate zakręty móżdżku oddzielone bruzdami, co w MR T1/T2 daje taki „pierzasty” obraz. To właśnie ten układ fałdów najłatwiej zapamiętać w praktyce. Móżdżek składa się z dwóch półkul i robaka móżdżku pośrodku; na obrazie strzałkowym zwykle dobrze widać robaka jako strukturę leżącą w linii pośrodkowej, za komorą IV. W codziennej praktyce technika obrazowania móżdżku jest istotna np. w diagnostyce udarów w tylnym dole czaszki, guzów kąta mostowo-móżdżkowego, zmian demielinizacyjnych czy malformacji Arnolda–Chiariego. Dobre ułożenie pacjenta, cienkie warstwy i brak artefaktów ruchowych są kluczowe, bo struktury są małe i łatwo coś przeoczyć. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk „odhaczania” kolejno: półkule mózgu, pień mózgu, móżdżek, komory – zawsze w tej samej kolejności. Taka rutyna bardzo pomaga przy szybkiej ocenie MR zgodnie z zaleceniami opisowymi stosowanymi w radiologii. Rozpoznawanie anatomicznych struktur móżdżku na MR to podstawa, żeby potem móc świadomie ocenić patologie, a nie tylko „patrzeć na szarości”.

Pytanie 10

Na zamieszczonym obrazie radiologicznym nadgarstka strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. łódeczkowatą.
B. grochowatą.
C. haczykowatą.
D. księżycowatą.
Na obrazie strzałka wskazuje kość księżycowatą, a nie grochowatą, haczykowatą czy łódeczkowatą. Różnice między tymi kośćmi są dość charakterystyczne, tylko trzeba je sobie dobrze poukładać w głowie. Kość grochowata jest mała, owalna i leży po stronie łokciowej, nad kością trójgraniastą, bardziej od dłoniowej strony. Na klasycznej projekcji PA nadgarstka często częściowo nakłada się na cień innych kości i jest przesunięta przyśrodkowo, bliżej podstawy V kości śródręcza. Strzałka w tym zadaniu pokazuje strukturę położoną centralnie w rzędzie bliższym, więc nie pasuje to do grochowatej. Kość haczykowata należy do rzędu dalszego nadgarstka i znajduje się bardziej dystalnie, bliżej podstaw IV i V kości śródręcza. Ma charakterystyczny wyrostek haczykowaty, który najlepiej uwidacznia się w projekcjach skośnych lub specjalnych (np. projekcja kanału Guyona), a nie w zwykłej projekcji PA. Na pokazanym zdjęciu strzałka nie wskazuje tak dystalnie położonej kości, więc ta odpowiedź też się nie broni. Kość łódeczkowata z kolei leży bocznie, od strony kciuka, w rzędzie bliższym. Ma podłużny, łódkowaty kształt i sięga aż do promieniowej krawędzi nadgarstka. Typowy błąd polega na tym, że każdą kość w rzędzie bliższym, bardziej po stronie promieniowej, myli się z łódeczkowatą. Tutaj jednak strzałka wskazuje kość położoną wyraźnie centralnie, na przedłużeniu osi kości promieniowej, pomiędzy łódeczkowatą a trójgraniastą – to klasyczna pozycja kości księżycowatej. Dobra praktyka przy analizie RTG nadgarstka to „czytanie” kości nadgarstka w ustalonej kolejności, z zachowaniem topografii: najpierw rząd bliższy od strony promieniowej do łokciowej, potem rząd dalszy. Taki schemat pomaga uniknąć pochopnego dopasowywania nazwy kości tylko na podstawie kształtu, bez uwzględnienia jej położenia względem kości promieniowej, łokciowej i śródręcza, co jest chyba najczęstszą przyczyną pomyłek w tego typu pytaniach.

Pytanie 11

W standardowym badaniu EEG elektrody P3, P4 i Pz umieszcza się na skórze głowy pacjenta nad płatami

A. skroniowymi.
B. potylicznymi.
C. ciemieniowymi.
D. czołowymi.
W tym pytaniu bardzo łatwo pomylić lokalizację, bo na pierwszy rzut oka wszystkie oznaczenia elektrod EEG wyglądają podobnie. Klucz tkwi jednak w literze, od której zaczyna się symbol. W standardowym, międzynarodowym systemie 10–20 każda litera odpowiada konkretnemu płatowi mózgu: F to frontalny, czyli czołowy, T to temporalny, czyli skroniowy, O to occipitalny, czyli potyliczny, a P to parietalny, czyli ciemieniowy. Jeśli ktoś kojarzy P3, P4, Pz z płatami czołowymi, to najpewniej myli je z elektrodami F3, F4, Fz, które rzeczywiście leżą nad okolicami czołowymi i są używane do oceny czynności płatów czołowych, np. w zaburzeniach funkcji wykonawczych czy w padaczce czołowej.
Podobnie skojarzenie z płatami potylicznymi bierze się z tego, że obszary P i O leżą stosunkowo blisko siebie w tylnej części głowy. Jednak elektrody potyliczne to O1, O2, Oz, i to one są kluczowe przy ocenie rytmu alfa z okolic potylicznych czy przy analizie zmian w zaburzeniach widzenia. P3, P4 i Pz są położone nieco bardziej do przodu, nad płatami ciemieniowymi, które odpowiadają za integrację bodźców czuciowych i orientację przestrzenną. Z kolei przypisanie P3, P4, Pz do płatów skroniowych wynika często z mylenia ich z elektrodami T3, T4, T5, T6 (w nowszej nomenklaturze T7, T8, P7, P8), które rzeczywiście obejmują rejony skroniowe i tylno-skroniowo-ciemieniowe.
Z mojego doświadczenia typowym błędem jest zapamiętywanie układu EEG „na pamięć” bez zrozumienia logiki oznaczeń. W efekcie ktoś wie, że gdzieś z boku są elektrody skroniowe, z tyłu potyliczne, ale już dokładne przypisanie P3, P4, Pz do płata ciemieniowego zaczyna się mieszać. Tymczasem standardy mówią jasno: litera = płat, liczba nieparzysta = lewa półkula, parzysta = prawa, a „z” = linia środkowa. Jeśli trzyma się tej zasady, łatwo uniknąć pomyłek przy zakładaniu elektrod i późniejszej interpretacji zapisu EEG, co ma duże znaczenie przy lokalizowaniu ognisk padaczkowych czy ocenianiu rozległości zmian korowych.

Pytanie 12

Którą strukturę anatomiczną oznaczono na obrazie rezonansu magnetycznego?

Ilustracja do pytania
A. Trzon kości ramiennej.
B. Guzek większy kości ramiennej.
C. Guzek mniejszy kości ramiennej.
D. Głowę kości ramiennej.
Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałka wskazuje guzek większy kości ramiennej, czyli bocznie położone wyniosłe zakończenie bliższego odcinka kości. W obrazowaniu MR barku guzki kości ramiennej są kluczowymi punktami orientacyjnymi: guzka większego szukamy bardziej bocznie i nieco ku tyłowi względem głowy kości ramiennej, a jego zarys jest wyraźnie odgraniczony od przylegającej głowy. Na typowych sekwencjach T1 o dobrej rozdzielczości przestrzennej widzimy kształtną, korową warstwę kostną o niskim sygnale, a w jej obrębie beleczkowaną strukturę istoty gąbczastej. Guzek większy jest miejscem przyczepu ścięgien stożka rotatorów (m.in. mięśnia nadgrzebieniowego i podgrzebieniowego), dlatego w praktyce klinicznej radiolog i technik powinni umieć go bardzo pewnie identyfikować – to tu najczęściej oceniamy entezopatie, zwapnienia, uszkodzenia ścięgien czy cechy konfliktu podbarkowego. Moim zdaniem w codziennej pracy z barkiem dobrze jest „czytać” MR właśnie od zlokalizowania guzka większego: pomaga to prawidłowo prześledzić przebieg ścięgien, ustawić rekonstrukcje w płaszczyznach skośnych i uniknąć pomyłek przy opisie. W standardach dobrej praktyki diagnostyki obrazowej barku (np. wytyczne ESSR, zalecenia radiologiczne) podkreśla się, że ocena stożka rotatorów zawsze musi być powiązana z dokładnym oglądem przyczepów na guzku większym. Im lepiej kojarzysz jego położenie na różnych sekwencjach i płaszczyznach (T1, T2, PD FS, w projekcjach czołowych, osiowych, strzałkowych), tym szybciej wychwycisz subtelne patologie i tym sprawniej będziesz planować kolejne badania czy kontrolne MR u pacjentów po urazach i zabiegach operacyjnych barku.

Pytanie 13

W standardowym badaniu elektrokardiograficznym elektrodę C4 należy umieścić

A. w IV międzyżebrzu przy lewym brzegu mostka.
B. w IV międzyżebrzu przy prawym brzegu mostka.
C. w V międzyżebrzu w linii środkowo-obojczykowej lewej.
D. w V międzyżebrzu w linii przedniej pachowej.
Prawidłowe umiejscowienie elektrody C4 (czyli przedsercowej elektrody V4) to V międzyżebrze w linii środkowo-obojczykowej lewej. Jest to standardowy, książkowy punkt przyłożenia w 12‑odprowadzeniowym EKG, zgodny z zaleceniami towarzystw kardiologicznych (np. ESC, AHA). V4 leży mniej więcej nad koniuszkiem serca, dlatego jej prawidłowa lokalizacja ma duże znaczenie przy ocenie odprowadzeń przedsercowych, zwłaszcza w diagnostyce zawału ściany przedniej i przednio‑bocznej. W praktyce klinicznej zawsze najpierw lokalizuje się prawidłowo IV międzyżebrze przy prawym brzegu mostka (miejsce dla V1), potem V2, a dopiero na tej podstawie wyznacza się V4 w V międzyżebrzu w linii środkowo‑obojczykowej lewej. Dopiero później dokłada się V3 pomiędzy V2 i V4 oraz V5 i V6 bardziej bocznie. Dzięki temu unika się typowego błędu „na oko”, który potrafi przesunąć elektrodę o całe jedno międzyżebrze. Z mojego doświadczenia, jeśli V4 jest za wysoko (np. w IV międzyżebrzu), zapis może sugerować fałszywe zmiany odcinka ST albo załamanek T, co wprowadza lekarza w błąd diagnostyczny. W ratownictwie medycznym i pracowniach diagnostycznych przyjmuje się zasadę: lepiej poświęcić 20–30 sekund na dokładne znalezienie linii środkowo‑obojczykowej i policzenie żeber, niż później mieć wątpliwy zapis. Warto też pamiętać, że u osób otyłych lub kobiet z dużym biustem lokalizacja bywa trudniejsza – wtedy jeszcze ważniejsze jest trzymanie się anatomicznych punktów orientacyjnych, a nie tylko wizualnego „przyzwyczajenia”. Poprawne ułożenie V4/C4 to fundament wiarygodnego badania EKG.

Pytanie 14

Na obrazie MR jamy brzusznej strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. nerkę.
B. trzustkę.
C. śledzionę.
D. wątrobę.
Na obrazie MR jamy brzusznej strzałka wskazuje wątrobę, czyli największy narząd miąższowy w górnej części jamy brzusznej, po prawej stronie. Na przekroju czołowym, takim jak na tym zdjęciu, wątroba zajmuje prawą górną część obrazu, tuż pod przeponą, przylega do prawej ściany klatki piersiowej i zwykle częściowo przykrywa prawą nerkę. W rezonansie magnetycznym jej sygnał jest stosunkowo jednorodny, a granica z płucem i przeponą jest wyraźna. Moim zdaniem to jedno z podstawowych ćwiczeń w radiologii: najpierw lokalizacja wątroby, potem dopiero szukanie zmian patologicznych. W praktyce klinicznej prawidłowe rozpoznanie wątroby na MR jest kluczowe przy ocenie ogniskowych zmian, takich jak naczyniaki, przerzuty, HCC czy torbiele. Standardem jest porównywanie położenia narządu względem kręgosłupa, żeber i innych narządów – to bardzo pomaga, gdy obraz nie jest idealny albo pacjent był słabo ułożony. Dobre praktyki mówią, żeby zawsze „czytać” badanie systematycznie: najpierw orientacja w płaszczyźnie i stronach ciała (oznaczenia L/R), potem narządy miąższowe (wątroba, śledziona, nerki, trzustka), a dopiero na końcu drobne szczegóły. Dzięki temu łatwiej uniknąć pomylenia wątroby np. ze śledzioną w nietypowych wariantach anatomicznych czy przy dużych guzach. W codziennej pracy technika lub młodego radiologa poprawna identyfikacja wątroby na MR to absolutna podstawa do dalszej, bardziej zaawansowanej interpretacji badania.

Pytanie 15

Na zamieszczonej ilustracji przedstawiono ułożenie pacjenta do wykonania zdjęcia rentgenowskiego

Ilustracja do pytania
A. palców stopy.
B. kości piętowej.
C. stopy.
D. śródstopia.
Na zdjęciu widać pozycję typową dla badania całej stopy, ale bardzo łatwo pomylić ją z ułożeniem do zdjęcia palców, śródstopia czy nawet kości piętowej. To dość częsty błąd wśród osób zaczynających naukę technik obrazowania, bo skupiają się na jednym fragmencie anatomicznym, a nie na całości projekcji i przebiegu promienia centralnego. Przy badaniu kości piętowej stosuje się zwykle projekcje boczne lub osiowe (plantarno–dorsalne albo dorso–plantarne), gdzie pięta jest wyraźnie wyizolowana, a stopa ustawiona w zgięciu grzbietowym lub specjalnie podparta. Na prezentowanej ilustracji nie ma takiego ustawienia – nie ma silnego zgięcia grzbietowego, nie ma też wyraźnego celowania wyłącznie w piętę, tylko w centralną część podeszwy, co od razu sugeruje szerszy zakres badania. Jeśli ktoś zaznaczył palce stopy, to zwykle wynika to z myślenia: "na zdjęciu widać głównie palce, więc pewnie chodzi o palce". Tymczasem przy celowanych zdjęciach palców stosuje się inne, bardziej precyzyjne ustawienia – np. osobne ułożenie dla palucha, często z lekką rotacją, innym kątem promienia i mniejszym zakresem kolimacji, tak żeby szczegółowo pokazać stawy międzypaliczkowe. Podobnie ze śródstopiem: zdjęcia celowane na śródstopie wykonuje się tak, aby najlepiej uwidocznić kości śródstopia i stawy Lisfranca, najczęściej z odpowiednim kątem nachylenia promienia centralnego i dokładnym ograniczeniem pola. Na ilustracji pole obrazowania obejmuje całą stopę, a nie tylko część dystalną czy środkową, co jest typowe dla standardowego RTG stopy. Moim zdaniem główny błąd myślowy polega tutaj na utożsamianiu widocznego fragmentu anatomicznego z celem badania, zamiast analizować całą technikę: ułożenie, przebieg promienia, zakres kolimacji i to, co docelowo ma oceniać lekarz. W praktyce technika radiologiczna zakłada, że jeżeli celem jest jeden segment (np. pięta, palce), to pozycjonowanie jest wyraźnie bardziej specyficzne i lokalne, a nie tak ogólne jak w projekcji całej stopy.

Pytanie 16

Na radiogramie uwidoczniono złamanie

Ilustracja do pytania
A. obojczyka.
B. wyrostka barkowego.
C. kości ramiennej.
D. wyrostka kruczego.
Na tym zdjęciu łatwo pomylić uszkodzone struktury, bo w obręczy barkowej obojczyk, łopatka i bliższy koniec kości ramiennej nakładają się częściowo na siebie. To dość typowy błąd: oko od razu „leci” na obojczyk, bo jest cienki, dobrze odgraniczony i leży wysoko. Jednak w tym radiogramie zarys obojczyka jest ciągły, korowa kość nie ma żadnego załamania ani poszerzenia szpary, nie ma też zagięcia osi, które sugerowałoby złamanie. Staw barkowo-obojczykowy jest czytelny, bez poszerzenia i bez przemieszczenia końca barkowego obojczyka, co również przemawia za jego prawidłowością. Podobna pułapka dotyczy wyrostka barkowego łopatki. Wyrostek barkowy tworzy łuk nad głową kości ramiennej i bywa mylony ze złamaniem, gdy zmienia się kontrast lub gdy widoczne są nakładające się cienie żeber. Tutaj jednak kontur wyrostka barkowego jest łagodnie wygięty, ciągły, bez ostrej przerwy czy schodka kostnego. Nie ma też lokalnego pogrubienia kości ani odczynu okostnowego, które mogłyby sugerować stare, przebudowane złamanie. Wyrostek kruczy, choć częściowo przykryty przez inne struktury, również nie wykazuje typowych cech urazu – jego cień jest krótki, haczykowaty, ale bez nagłego przerwania. Z mojego doświadczenia sporo osób „widzi” tam złamanie tylko dlatego, że nie do końca rozumie trójwymiarowy przebieg łopatki w projekcji AP. Kluczem jest prześledzenie linii korowej i szukanie realnej nieciągłości, a nie jedynie zmiany gęstości. Właściwą praktyką jest zawsze zaczynać analizę od identyfikacji głowy kości ramiennej i jej szyjki, bo to tam najczęściej lokalizują się złamania po upadku na bark. W tym obrazie właśnie w tym rejonie widać przerwanie ciągłości kostnej, a pozostałe elementy obręczy barkowej pozostają nieuszkodzone. Błędne rozpoznanie złamania obojczyka czy wyrostków łopatki może skutkować niewłaściwym unieruchomieniem i pominięciem realnego problemu, czyli złamania bliższego końca kości ramiennej, które ma inne rokowanie i inne standardy leczenia zachowawczego lub operacyjnego.

Pytanie 17

Jaki kolor ma warstwa korowa kości w badaniu MR na obrazie T1- zależnym?

A. Jasnoszary.
B. Ciemnoszary.
C. Czarny.
D. Biały.
W obrazowaniu MR łatwo pomylić się przy ocenie kości, bo jesteśmy przyzwyczajeni do RTG czy TK, gdzie kość jest jasna. W rezonansie magnetycznym mechanizm powstawania obrazu jest zupełnie inny – nie chodzi o pochłanianie promieniowania jonizującego, tylko o rejestrację sygnału od protonów wodoru. Warstwa korowa kości ma bardzo mało wolnych protonów, dlatego praktycznie nie generuje sygnału i na obrazach, zarówno T1-, jak i T2-zależnych, pozostaje czarna. To, co bywa mylące, to fakt, że na niektórych monitorach albo przy kiepskim oknie i poziomie (window/level) czerń może wydawać się jakby „ciemnoszara”, ale w standardowym opisie mówimy: sygnał jest zerowy, czyli struktura jest czarna i hipointensywna. Błędne wyobrażenie, że kość powinna być biała, bierze się głównie z przenoszenia nawyków z RTG i TK na MR. W tych badaniach gęsta kość silnie pochłania promieniowanie i przez to jest bardzo jasna. W MR zasada jest odwrotna: im mniej ruchomych protonów, tym mniej sygnału i ciemniejszy obraz. Podobnie mylące bywa kojarzenie jaśniejszych odcieni szarości z „twardszą” tkanką. W T1 to nie gęstość fizyczna decyduje o jasności, tylko czasy relaksacji i zawartość tłuszczu oraz wody. Jasnoszary czy ciemnoszary sygnał w obrębie kości bardziej pasuje do szpiku kostnego (tłuszczowego lub obrzękowego), a nie do samej warstwy korowej. Częstym błędem jest też wrzucanie do jednego worka wszystkich „szarych” struktur i kierowanie się jedynie odcieniem, bez patrzenia na anatomię i typ sekwencji. Dobra praktyka w MR to zawsze: po pierwsze, rozpoznać sekwencję (T1, T2, STIR itd.), po drugie, znać typowe wzorce sygnału tkanek. Kość korowa – czarna, szpik tłuszczowy – jasny na T1, płyn – ciemny na T1 i jasny na T2. Jeśli trzymamy się tych prostych zasad, dużo łatwiej uniknąć pomyłek przy interpretacji badań.

Pytanie 18

Zarejestrowane na elektrokardiogramie miarowe fale f w kształcie „zębów piły” poprzedzielane prawidłowymi zespołami QRS są charakterystyczne dla

A. trzepotania przedsionków.
B. napadowego częstoskurczu nadkomorowego.
C. migotania komór.
D. wielokształtnego częstoskurczu przedsionkowego.
Opis miarowych fal f w kształcie „zębów piły”, poprzedzielanych prawidłowymi, wąskimi zespołami QRS, jest bardzo specyficzny i dotyczy głównie trzepotania przedsionków. Błędne skojarzenia pojawiają się zwykle wtedy, gdy ktoś ogólnie pamięta, że „coś z przedsionkami, coś z częstoskurczem”, ale nie odróżnia dokładnie obrazu EKG poszczególnych arytmii. W migotaniu komór zapis EKG jest zupełnie inny: chaotyczny, bez wyraźnych zespołów QRS, bez linii izoelektrycznej, przypomina raczej drobnofaliste lub grubofaliste drgania o różnej amplitudzie i częstotliwości. To jest stan bez tętna, wymagający natychmiastowej defibrylacji, a nie miarowy rytm z wyraźnymi zespołami QRS. Jeżeli na EKG widzimy regularne, wąskie QRS-y poprzedzielane charakterystyczną falą tła, to zdecydowanie nie jest to migotanie komór. Napadowy częstoskurcz nadkomorowy (SVT) zwykle objawia się jako bardzo szybki, ale regularny rytm z wąskimi zespołami QRS, natomiast załamki P mogą być niewidoczne, zlane z QRS lub z załamkiem T. Tło między zespołami QRS jest zazwyczaj „płaskie”, bez typowych „zębów piły”. To częsty błąd – każdą szybką tachykardię nadkomorową nazywać SVT, bez wpatrzenia się w morfologię fali podstawowej. Wielokształtny częstoskurcz przedsionkowy też nie pasuje do opisu. W zapisie widzimy wtedy różne morfologie załamków P, nieregularne odstępy PP i RR, brak tej powtarzalnej fali przypominającej grzebień. Sama nazwa „wielokształtny” podpowiada, że załamki przedsionkowe nie są jednakowe, a tutaj w trzepotaniu mamy właśnie bardzo jednorodne, rytmiczne fale f. Typowym błędem myślowym jest skupianie się wyłącznie na szybkości rytmu, zamiast na kształcie załamków i tła między zespołami QRS. Dobre praktyki w diagnostyce EKG mówią jasno: zanim nazwiesz arytmię, oceń regularność rytmu, szerokość QRS, obecność i wygląd załamków P (lub fal f/F) oraz linię izoelektryczną. Dopiero po połączeniu tych elementów można poprawnie rozróżnić trzepotanie przedsionków od innych tachyarytmii.

Pytanie 19

Na obrazie ultrasonograficznym jamy brzusznej uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. naczyniaka wątroby.
B. kamicę nerkową.
C. kamicę żółciową.
D. pęknięcie wątroby.
Prawidłowo – na przedstawionym obrazie USG widoczny jest obraz typowy dla kamicy nerkowej. W badaniu ultrasonograficznym złogi w nerce są najczęściej silnie hiperechogeniczne (bardzo jasne), z wyraźnym tylnym cieniem akustycznym, czyli „ciemnym ogonem” za złogiem, gdzie fala ultradźwiękowa już nie przechodzi. Właśnie ten cień jest w praktyce jednym z najważniejszych kryteriów rozpoznania kamienia. Złogi mogą lokalizować się w kielichach, miedniczce nerkowej albo w górnym odcinku moczowodu; ich dokładne położenie ocenia się, przesuwając głowicę w kilku płaszczyznach i modyfikując głębokość oraz wzmocnienie (gain). W codziennej pracy technika/technika elektroradiologii istotne jest, żeby dobrać odpowiednią częstotliwość głowicy – zwykle 3,5–5 MHz dla dorosłych – oraz ustawić ognisko na poziomie nerki, bo inaczej małe złogi mogą umknąć. Moim zdaniem warto też zawsze porównać nerki obustronnie, ocenić poszerzenie układu kielichowo‑miedniczkowego, grubość miąższu i ewentualny zastój moczu, bo kamica często współistnieje z wodonerczem. Standardy dobrej praktyki (np. EFSUMB) zalecają dokumentowanie przynajmniej dwóch przekrojów nerki (podłużny i poprzeczny) z widocznym złogiem oraz opisanie przybliżonej wielkości kamienia. W praktyce klinicznej to ma znaczenie przy kwalifikacji do leczenia zachowawczego, ESWL lub zabiegu endoskopowego. Dodatkowo, na USG jamy brzusznej zawsze przy okazji oglądamy wątrobę, pęcherzyk żółciowy i śledzionę, ale charakterystyczny, punktowy, jasny sygnał z cieniem w obrębie nerki jest tu rozstrzygający dla rozpoznania kamicy nerkowej.

Pytanie 20

Którą patologię uwidoczniono na zamieszczonym rentgenogramie?

Ilustracja do pytania
A. Zwichnięcie kości ramiennej.
B. Złamanie nasady dalszej kości ramiennej.
C. Stłuczenie łopatki.
D. Złamanie obojczyka.
Na tym rentgenogramie większość problemów interpretacyjnych bierze się z mylenia pojęć: złamanie a zwichnięcie oraz zbyt „automatycznego” patrzenia na obojczyk i łopatkę. W złamaniu nasady dalszej kości ramiennej, czyli okolicy przynasady bliższej przy łokciu, oczekiwalibyśmy patologii widocznej w okolicy stawu łokciowego, a nie w barku. Tutaj obraz obejmuje obręcz barkową – łopatkę, obojczyk i bliższy odcinek kości ramiennej. Sama nazwa odpowiedzi sugeruje więc inną lokalizację anatomiczną niż ta, którą realnie widzimy na projekcji. To jest częsty błąd: ktoś widzi przemieszczenie i automatycznie kojarzy to ze „złamaniem nasady”, nie sprawdzając, czy chodzi o bliższą czy dalszą część kości.
Druga myląca odpowiedź to złamanie obojczyka. W złamaniu obojczyka spodziewamy się wyraźnej szczeliny złamania, załamania ciągłości zarysu kości, często z przemieszczeniem odłamów i zmianą osi obojczyka. Na tym zdjęciu obojczyk ma dość gładki, ciągły zarys, bez ostrego kąta, bez typowego „stopnia” kostnego. Można dać się nabrać, bo okolica barku jest nieco zniekształcona przez przemieszczenie głowy kości ramiennej, ale to właśnie jest istota zwichnięcia – zmiana relacji w stawie, a nie przerwanie ciągłości kości.
Stłuczenie łopatki z kolei jest rozpoznaniem klinicznym, a nie radiologicznym. W klasycznym RTG stłuczenie tkanek miękkich czy samej kości bez złamania zazwyczaj nie daje jednoznacznego obrazu. Łopatka na tym badaniu ma zachowany zarys, bez szczelin złamania. Przy samym stłuczeniu nie widzielibyśmy tak wyraźnego przemieszczenia głowy kości ramiennej poza panewkę. Typowym błędem jest tu szukanie jakiejkolwiek „dziury” czy cienia i dorabianie do tego teorii o stłuczeniu, zamiast najpierw ocenić ustawienie elementów stawu.
Z mojego doświadczenia największa pułapka polega na tym, że oko skupia się na jednym fragmencie, np. obojczyku, i ignoruje globalną geometrię stawu. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej mówi: najpierw orientacja – gdzie jest głowa kości, gdzie panewka, czy oś kości jest zachowana – dopiero potem szukanie szczelin złamania. Wtedy łatwiej uniknąć pochopnego rozpoznawania złamań czy „stłuczeń” tam, gdzie w rzeczywistości mamy klasyczne zwichnięcie barku.

Pytanie 21

Na ilustracji przedstawiono pozycjonowanie pacjentki do badania mammograficznego w projekcji

Ilustracja do pytania
A. dolinowej.
B. stycznej.
C. skośnej.
D. kleopatry.
Prawidłowo rozpoznana została projekcja skośna (MLO – mediolateral oblique), która jest jedną z dwóch podstawowych projekcji w mammografii skriningowej i klinicznej. Na ilustracji widać charakterystyczne ustawienie: głowica i płyta dociskowa są ustawione pod kątem, a pierś wraz z fałdem pachowym jest „wyciągnięta” na detektor. Technicznie chodzi o to, żeby w tej projekcji uwidocznić jak najdłuższy odcinek tkanki gruczołowej, w tym ogon Spence’a, czyli fragment piersi wchodzący w dół pachowy. To właśnie w tej okolicy często lokalizują się zmiany nowotworowe, dlatego poprawne pozycjonowanie ma kluczowe znaczenie. W praktyce technik ustawia wysokość aparatu tak, aby kąt nachylenia płyty kompresyjnej był zbliżony do kąta nachylenia mięśnia piersiowego większego. Następnie dąży do tego, by na obrazie mięsień piersiowy był widoczny aż do poziomu brodawki lub niżej, a brodawka była możliwie w projekcji bocznej (bez rotacji). Z mojego doświadczenia to właśnie projekcja skośna jest najtrudniejsza technicznie, ale jednocześnie najbardziej diagnostyczna, bo obejmuje największą objętość gruczołu. Standardy jakości, m.in. EUREF i wytyczne Polskiego Towarzystwa Radiologicznego, mocno podkreślają, że prawidłowo wykonane MLO musi pokazywać dobrze ujęty fałd pachowy, brak zagięć skóry i odpowiednią kompresję piersi. Dzięki temu radiolog może wiarygodnie ocenić mikrozwapnienia, zgrubienia, architekturę miąższu oraz porównać symetrię obu piersi. W codziennej pracy warto wyrobić sobie nawyk kontroli kilku punktów: widoczność mięśnia piersiowego, położenie brodawki, równomierną kompresję i brak „ścięcia” górnych części piersi – to praktyczne kryteria dobrej projekcji skośnej.

Pytanie 22

Na obrazie MR kręgosłupa lędźwiowego strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. osteofit na poziomie L4-L5
B. przepuklinę na poziomie L2-L3
C. osteofit na poziomie L2-L3
D. przepuklinę na poziomie L4-L5
Na zaznaczonym obrazie MR w projekcji strzałkowej widać typowy obraz przepukliny krążka międzykręgowego na poziomie L4–L5. Strzałka pokazuje ogniskowe uwypuklenie materiału jądra miażdżystego poza granice prawidłowego zarysu krążka, w kierunku kanału kręgowego. W MR wygląda to jak ognisko o sygnale zbliżonym do krążka, ciągłe z dyskiem, które wchodzi do kanału i modeluje worek oponowy lub korzenie ogona końskiego. To właśnie odróżnia przepuklinę od osteofitu – osteofit jest zbudowany z tkanki kostnej, ma ostry, twardy zarys, wychodzi z krawędzi trzonu, a nie z obwodu krążka. Na tym zdjęciu kształt zmiany jest „miękki”, półkolisty, typowo dyskowy. Poziom L4–L5 rozpoznajemy po liczeniu trzonów od góry (L1 nad stożkiem rdzeniowym) i po położeniu względem kości krzyżowej – segment nad L5–S1. W praktyce klinicznej taka przepuklina L4–L5 bardzo często odpowiada za bóle krzyża z promieniowaniem do kończyny dolnej w przebiegu ucisku korzenia L5. Standardem jest opisanie w badaniu MR: poziomu, typu przepukliny (protruzja, ekstruzja, sekwestr), stopnia zwężenia kanału i otworów międzykręgowych. Moim zdaniem warto od razu w głowie kojarzyć obraz z objawami pacjenta, bo to potem ułatwia rozmowę z lekarzem prowadzącym i udział w planowaniu leczenia – od fizjoterapii, przez blokady, aż po ewentualny zabieg neurochirurgiczny. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej kręgosłupa to zawsze: poprawne zidentyfikowanie poziomu, ocena wysokości i sygnału krążków, kształtu tylnej krawędzi dysku oraz relacji do worka oponowego i korzeni nerwowych – tutaj wszystkie te elementy wskazują jednoznacznie na przepuklinę krążka na poziomie L4–L5.

Pytanie 23

Zestaw rentgenogramów przedstawia

Ilustracja do pytania
A. proces rozwoju kośćca dziecka.
B. obraz osteopenii.
C. proces gojenia się złamania.
D. patologiczny obraz nadgarstków.
Prawidłowa odpowiedź odnosi się do fizjologicznego procesu rozwoju kośćca dziecka, widocznego na typowych zdjęciach RTG dłoni i nadgarstka. Na takim obrazie, jak w tym zadaniu, widać wyraźnie trzonki kości długich oraz liczne jąderka kostnienia w obrębie nadgarstka i nasad paliczków, oddzielone od trzonów szerokimi, przejaśnionymi strefami chrząstki wzrostowej. Te ciemniejsze pasy to chrząstka nasadowa, w której zachodzi intensywna kostnienie śródchrzęstne. U małych dzieci jądra kostnienia w kościach nadgarstka pojawiają się stopniowo, w określonej kolejności i w ściśle określonym wieku kostnym – i właśnie to wykorzystuje się w praktyce, np. przy ocenie wieku szkieletowego metodą Greulicha i Pyle’a lub Tanner-Whitehouse. W standardach radiologicznych przyjmuje się, że prawidłowy rozwój kośćca oceniamy na zdjęciach dłoni i nadgarstka w projekcji AP, porównując liczbę, wielkość i kształt jąder kostnienia z atlasami referencyjnymi. Moim zdaniem jest to jedno z bardziej praktycznych badań u dzieci, bo pozwala szybko wychwycić opóźnienie wzrastania, zaburzenia endokrynologiczne (np. niedoczynność tarczycy, niedobór hormonu wzrostu) czy przedwczesne dojrzewanie. W przeciwieństwie do zmian patologicznych, tutaj zarysy trzonów są gładkie, warstwa korowa prawidłowej grubości, brak cech złamań, zniekształceń czy ubytków osteolitycznych. To, że kości „wydają się krótsze” i jest dużo przejaśnień, nie oznacza osteopenii – jest to po prostu obraz niedojrzałego, rosnącego szkieletu. W praktyce technik i lekarz radiolog powinni zawsze brać pod uwagę wiek metrykalny dziecka i spodziewany obraz dla danego etapu rozwoju, aby nie nadrozpoznawać patologii tam, gdzie mamy fizjologię.

Pytanie 24

W badaniu EEG w systemie „10-20” elektrody w okolicy skroniowej oznaczone są literą

A. T
B. F
C. O
D. P
Prawidłowo – w klasycznym systemie „10–20” do opisu elektrod w okolicy skroniowej używa się litery T, od angielskiego „temporal”. Jest to standard międzynarodowy, stosowany w pracowniach EEG na całym świecie, więc warto go mieć w małym palcu. Elektrody skroniowe to m.in. T3, T4, T5, T6 w starszej nomenklaturze, a w nowszej – odpowiednio T7, T8, P7, P8, ale litera T cały czas oznacza region skroniowy. Cyfra parzysta zawsze odnosi się do półkuli prawej, a nieparzysta do lewej, a litera określa płat mózgu: F – czołowy (frontal), C – centralny, P – ciemieniowy (parietal), O – potyliczny (occipital), a właśnie T – skroniowy (temporal). Z mojego doświadczenia w pracowni EEG, szybkie i pewne kojarzenie tych oznaczeń bardzo ułatwia zarówno prawidłowe rozmieszczenie elektrod na głowie, jak i późniejszą interpretację zapisu, szczególnie w diagnostyce padaczek skroniowych, napadów częściowych czy zmian pourazowych. W praktyce, jeżeli w opisie badania EEG pojawia się np. „zmiany napadowe w okolicy T3–T5”, od razu wiadomo, że chodzi o lewą okolicę skroniową, często z zajęciem tylnych rejonów tego płata. Dobra znajomość systemu 10–20 jest też wymagana w standardach szkoleniowych techników EEG i neurofizjologii klinicznej, bo od poprawnego rozmieszczenia elektrod zależy wiarygodność badania. Moim zdaniem to jest taki absolutny fundament – jak alfabet w czytaniu – bez tego każda dalsza interpretacja EEG robi się mocno niepewna.

Pytanie 25

Na radiogramie uwidoczniono złamanie

Ilustracja do pytania
A. paliczków palców I, V.
B. II, III, IV kości śródręcza.
C. paliczków palców II, III, IV.
D. I, V kości śródręcza.
Prawidłowo rozpoznałeś złamanie dotyczące II, III i IV kości śródręcza. Na radiogramie widoczne są nieciągłości zarysu trzonów właśnie tych kości, z przemieszczeniem odłamów i zaburzeniem osi długiej. Kości śródręcza leżą proksymalnie w stosunku do paliczków, między nadgarstkiem a paliczkami, i na standardowej projekcji AP dłoni biegną od szeregu kości nadgarstka do podstaw paliczków bliższych. W diagnostyce urazów ręki kluczowe jest właśnie odróżnienie, czy linia złamania przebiega w obrębie śródręcza, czy dotyczy paliczków. Na tym zdjęciu widać wyraźnie, że stawy śródręczno‑paliczkowe są zachowane, natomiast trzon kości śródręcza jest przerwany, co potwierdza wybór odpowiedzi z kośćmi śródręcza, a nie paliczkami. W praktyce radiologicznej przy opisie takich badań stosuje się systematyczne „przeskanowanie” obrazu: od promienia (I kości śródręcza) do łokciowej strony ręki, oceniając po kolei zarysy kor kortykalnych, szerokość szpar stawowych i ustawienie osi kości. Moim zdaniem warto też wyrabiać nawyk porównywania symetrii – jeśli II, III i IV kość śródręcza tworzą „wachlarz” o zaburzonej geometrii, jest to mocny sygnał złamania bądź przemieszczenia. Dobre praktyki mówią, żeby przy urazach dłoni zawsze wykonywać co najmniej dwie projekcje (AP i boczną lub skośną), ale nawet na pojedynczym obrazie, takim jak tutaj, da się poprawnie wskazać lokalizację złamania, jeśli zna się anatomię radiologiczną ręki i umie się liczyć kości od strony promieniowej do łokciowej. To jest dokładnie ten przypadek.

Pytanie 26

Na radiogramie uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. złamanie guzowatości V kości śródstopia.
B. paluch koślawy (hallux valgus) stopy prawej.
C. złamanie podstawy I kości śródstopia.
D. paluch szpotawy(hallux varus) stopy prawej.
Na radiogramie w projekcji AP widoczna jest stopa prawa z wyraźnym zniekształceniem w obrębie pierwszego promienia – palucha i I kości śródstopia. Trzon I kości śródstopia jest odchylony przyśrodkowo, natomiast paliczek bliższy palucha ustawiony jest bocznie, co daje obraz typowego palucha koślawego (hallux valgus). W standardach opisu radiologicznego ocenia się przede wszystkim kąt między I a II kością śródstopia oraz kąt palucha względem I kości śródstopia – tutaj widać ich wyraźne poszerzenie. Dodatkowo przyśrodkowo na głowie I kości śródstopia zaznacza się poszerzenie obrysu, odpowiadające klinicznie tzw. „bunionowi”, czyli zgrubieniu w okolicy stawu śródstopno‑paliczkowego. Moim zdaniem to bardzo klasyczny obraz, często spotykany u pacjentów z dolegliwościami bólowymi przodostopia i problemem z doborem obuwia. W praktyce technika RTG stopy w obciążeniu („na stojąco”) jest tu kluczowa – dzięki temu widać rzeczywiste ustawienie palucha pod wpływem siły ciężkości, co jest zgodne z zaleceniami dobrych praktyk w diagnostyce ortopedycznej. Taki obraz jest podstawą do kwalifikacji do leczenia zachowawczego (wkładki, fizjoterapia, modyfikacja obuwia) albo operacyjnego (różne typy osteotomii korekcyjnych I kości śródstopia i paliczka). Warto też pamiętać, że przy ocenie radiogramu szuka się jednocześnie współistniejących zmian, jak np. artroza stawu śródstopno‑paliczkowego I, zwapnienia przyczepów więzadeł czy deformacje sąsiednich palców – tutaj nie ma cech ostrego złamania, ciągłość beleczkowania kostnego jest zachowana, a linie korowe nie są przerwane.

Pytanie 27

Koronarografia jest radiologicznym zabiegiem diagnostycznym pozwalającym ocenić drożność

A. tętnic obwodowych.
B. żył wieńcowych.
C. tętnic wieńcowych.
D. żył obwodowych.
Prawidłowo – koronarografia służy do oceny drożności tętnic wieńcowych, czyli naczyń doprowadzających krew do mięśnia sercowego. W trakcie badania lekarz wprowadza cewnik do układu tętniczego (najczęściej przez tętnicę promieniową w nadgarstku albo udową w pachwinie) i pod kontrolą fluoroskopii kieruje go do ujść tętnic wieńcowych w aorcie. Następnie podaje środek cieniujący (kontrast jodowy), który wypełnia tętnice wieńcowe i pozwala zobaczyć ich światło na monitorze RTG w czasie rzeczywistym. Dzięki temu można dokładnie ocenić zwężenia, zamknięcia, nieregularności ściany naczynia, obecność blaszek miażdżycowych. W praktyce klinicznej koronarografia jest złotym standardem w diagnostyce choroby wieńcowej, szczególnie przy ostrych zespołach wieńcowych, niestabilnej dławicy piersiowej czy w kwalifikacji do angioplastyki wieńcowej (PCI) albo pomostowania aortalno-wieńcowego (by-passy). Co ważne, badanie ma charakter inwazyjny, ale od razu w trakcie tego samego zabiegu można wykonać leczenie – np. poszerzenie zwężonego miejsca balonikiem i wszczepienie stentu. Z mojego doświadczenia, w technice ważne jest dobre przygotowanie pacjenta (nawodnienie, ocena funkcji nerek, alergii na kontrast) oraz ścisłe przestrzeganie zasad ochrony radiologicznej, bo używa się promieniowania jonizującego i kontrastu jodowego. W pracowni hemodynamicznej standardem jest też archiwizacja obrazów w systemie PACS i dokładna dokumentacja wszystkich projekcji, żeby kardiolog mógł później porównać wyniki z kolejnymi badaniami.

Pytanie 28

W badaniu EKG elektrodę przedsercową V4 należy umocować

A. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
B. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowo-przedniej lewej.
C. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
D. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii środkowo-obojczykowej lewej.
W tym pytaniu wszystkie nieprawidłowe odpowiedzi kręcą się wokół jednego problemu: złego rozpoznania przestrzeni międzyżebrowych i linii anatomicznych na klatce piersiowej. W badaniu EKG pozycje elektrod przedsercowych są ściśle zdefiniowane i nie ma tu dużej dowolności, bo każda zmiana miejsca przekłada się na inny obraz pracy serca w zapisie. Umieszczenie elektrody w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka odpowiada tak naprawdę pozycji odprowadzenia V2, a nie V4. To miejsce jest bardziej ku górze i bliżej mostka, rejestruje głównie aktywność przegrody międzykomorowej. Jeśli ktoś tam założy V4, to w praktyce zamienia role odprowadzeń i później lekarz patrzy na zapis, który niby jest „przednio-koniuszkowy”, a w rzeczywistości pokazuje przegrodę. Z kolei 4-ta przestrzeń międzyżebrowa przy prawym brzegu mostka to pozycja typowa dla V1. To odprowadzenie rejestruje głównie prawą część serca i okolice prawej komory. Ustawienie tam V4 jest więc zupełnie sprzeczne ze standardem i może generować obraz sugerujący np. przerost prawej komory albo zaburzenia przewodzenia, których tak naprawdę nie ma. Trzecia nieprawidłowa koncepcja to przesunięcie V4 z linii środkowo-obojczykowej do linii pachowo-przedniej w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej. Ten punkt jest w praktyce zarezerwowany dla elektrody V5. V5 leży bocznie względem V4 i bardziej odzwierciedla ścianę boczną lewej komory, podczas gdy V4 jest typowo koniuszkowe. Typowy błąd myślowy polega tu na tym, że ktoś zapamiętuje tylko „5-ta przestrzeń międzyżebrowa po lewej” i nie zwraca uwagi na dokładną linię pionową. W efekcie elektrody są przesuwane za bardzo w bok, wszystkie niemal lądują w okolicy pachy i zapis wygląda nietypowo: zmienia się wysokość załamków R, inaczej układa się odcinek ST, łatwiej o fałszywe rozpoznanie niedokrwienia ściany bocznej. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, żeby zawsze szukać najpierw linii środkowo-obojczykowej, a dopiero potem linii pachowych. Dobre praktyki w diagnostyce elektromedycznej mówią jasno: powtarzalność ustawienia elektrod jest kluczowa, dlatego trzymamy się ściśle standardów, a nie „na oko” przybliżonych miejsc.

Pytanie 29

Zaznaczona strzałką struktura anatomiczna na obrazie rezonansu magnetycznego to

Ilustracja do pytania
A. szyszynka.
B. sierp mózgu.
C. komora.
D. móżdżek.
Na tym obrazie rezonansu magnetycznego mózgowia w projekcji strzałkowej łatwo wpaść w pułapkę i pomylić zaznaczoną strukturę z innymi elementami linii środkowej. Strzałka nie wskazuje jednak ani sierpa mózgu, ani szyszynki, ani móżdżku, tylko światło komory wypełnione płynem mózgowo‑rdzeniowym. Sierp mózgu jest wypustką opony twardej, biegnie wzdłuż szczeliny podłużnej mózgu i na MR ma charakterystyczny, cienki, sierpowaty kształt przylegający do wewnętrznej powierzchni kości czaszki, między półkulami. Leży wyraźnie bardziej obwodowo, przy sklepistości, a nie centralnie w obrębie miąższu mózgowia. Typowym błędem jest utożsamianie każdej „linii pośrodku” z sierpem, bez analizy położenia względem kości i kory mózgu. Szyszynka natomiast to mały gruczoł dokrewny, położony nad pokrywą śródmózgowia, za komorą III. Na obrazach MR ma raczej punktowy, owalny kształt i często zawiera zwapnienia lepiej widoczne w TK niż w MR. Nie zajmuje tak rozległego obszaru jak komory i nie ma postaci podłużnej jamy z płynem. Z kolei móżdżek lokalizuje się w dole tylnym czaszki, pod płatem potylicznym, za pniem mózgu. Na przekroju strzałkowym widać jego charakterystyczną, pofałdowaną strukturę i robaka móżdżku, ale zdecydowanie nie w tej okolicy, gdzie znajduje się układ komorowy. Częstym schematem myślowym jest patrzenie tylko na „kształt” bez uwzględnienia topografii – a w diagnostyce obrazowej, zgodnie ze standardami, zawsze analizujemy położenie względem kości, pnia mózgu, ciała modzelowatego oraz osi czaszki. Komora jest jamą z płynem, położoną centralnie, wzdłuż linii środkowej i to właśnie ten zestaw cech pozwala ją pewnie odróżnić od opon, gruczołów czy struktur tylnego dołu czaszki.

Pytanie 30

Na jakim etapie procesu karcynogenezy dochodzi do inwazji miejscowej nowotworu i tworzenia przerzutów odległych?

A. Konwersji.
B. Promocji.
C. Inicjacji.
D. Progresji.
W karcynogenezie wyróżnia się kilka następujących po sobie etapów i łatwo się w nich pogubić, bo nazwy są dość podobne i brzmią trochę abstrakcyjnie. Wiele osób intuicyjnie przypisuje inwazję i przerzuty już do wcześniejszych faz, takich jak inicjacja czy promocja, bo kojarzy nowotwór złośliwy od razu z przerzutami. Tymczasem proces jest bardziej stopniowy. Inicjacja to najwcześniejszy moment, kiedy w komórce pojawia się trwałe uszkodzenie materiału genetycznego – mutacja, która nie zostaje naprawiona. Komórka może wyglądać zupełnie normalnie pod mikroskopem, nie nacieka, nie tworzy przerzutów, po prostu ma „zapisany” błąd w DNA. To jest bardziej poziom zmian molekularnych niż klinicznych. Promocja to faza, w której te zainicjowane komórki zaczynają się nadmiernie dzielić pod wpływem różnych czynników promujących, np. hormonów, przewlekłego stanu zapalnego czy niektórych chemikaliów. Rozrasta się wtedy klon komórek z mutacją, ale wciąż mówimy o zmianie raczej łagodnej lub przedinwazyjnej – bez przekraczania błony podstawnej i bez przerzutów. Tu typowym błędem myślowym jest założenie, że skoro guz rośnie, to już musi naciekać i dawać przerzuty. W rzeczywistości wiele zmian w fazie promocji ma jeszcze charakter ograniczony, przypomina np. dysplazję wysokiego stopnia czy raka in situ. Konwersja bywa różnie definiowana w literaturze, ale zwykle odnosi się do przejścia ze stanu przednowotworowego w nowotwór złośliwy na poziomie histologicznym. Nadal jednak sama nazwa nie oznacza automatycznie, że guz jest już w pełni zdolny do tworzenia przerzutów odległych. Kluczowe dla pytania jest rozróżnienie: inwazja miejscowa i przerzutowanie to cechy fazy progresji. W progresji dochodzi do dalszego nagromadzenia mutacji, niestabilności genetycznej i selekcji najbardziej agresywnych klonów komórek. To wtedy guz zaczyna naciekać otaczające tkanki, wnika do naczyń i może kolonizować odległe narządy. Moim zdaniem warto zapamiętać prosty schemat: inicjacja – pierwsza mutacja, promocja – rozrost klonu, konwersja – przejście w nowotwór złośliwy, progresja – pełna agresja kliniczna z inwazją i przerzutami. Takie uporządkowanie pomaga uniknąć mylenia etapów i lepiej rozumieć, dlaczego rozpoznanie na wczesnych fazach daje dużo lepsze rokowanie.

Pytanie 31

Na przedstawionym scyntygramie ukazano duży obszar

Ilustracja do pytania
A. zmniejszonego wychwytu znacznika w lewym stawie kolanowym.
B. wzmożonego wychwytu znacznika w lewym stawie kolanowym.
C. wzmożonego wychwytu znacznika w prawym stawie kolanowym.
D. zmniejszonego wychwytu znacznika w prawym stawie kolanowym.
Na tym scyntygramie prawidłowo rozpoznałeś obszar wzmożonego wychwytu znacznika w lewym stawie kolanowym. W badaniach medycyny nuklearnej trzeba pamiętać, że ogniska o większej aktywności radioznacznika (tzw. „hot spoty”) są na obrazie ciemniejsze lub intensywniej wysycone, bo rejestrujemy tam większą liczbę zliczeń z gammakamery. W scyntygrafii kości z użyciem 99mTc-MDP lub podobnych fosfonianów taki wzmożony wychwyt zwykle świadczy o zwiększonym metabolizmie kostnym: procesie zapalnym, przeciążeniu, złamaniu przeciążeniowym, zmianie nowotworowej czy aktywnych zmianach zwyrodnieniowych. Kluczowe jest też prawidłowe rozpoznanie strony – lewy/prawy – na podstawie oznaczeń projekcji (AP, PA) oraz standardowego ułożenia pacjenta. W dobrych praktykach opisowych zawsze weryfikuje się markery strony, podpisy projekcji i porównuje symetryczne struktury, żeby uniknąć pomylenia kolan. Moim zdaniem to jedno z częstszych potknięć na początku nauki. W codziennej pracy technika i lekarza medycyny nuklearnej ważne jest też, by oceniać nie tylko samo ognisko, ale i tło, czyli aktywność w sąsiednich kościach i tkankach miękkich, bo to pomaga odróżnić zmiany ogniskowe od artefaktów (np. ruch pacjenta, zanieczyszczenie znacznikiem). W tym przypadku wyraźne, dobrze ograniczone, asymetryczne zwiększenie gromadzenia znacznika w obrębie lewego stawu kolanowego bardzo jednoznacznie wskazuje na lokalny patologiczny proces kostny lub okołokostny po tej właśnie stronie. Takie obrazy w praktyce często kojarzą się z aktywną gonartrozą, zmianami pourazowymi albo ogniskiem przerzutowym – dalsza diagnostyka zależy już od obrazu klinicznego i innych badań obrazowych.

Pytanie 32

Na obrazie TK klatki piersiowej w przekroju poprzecznym strzałką oznaczono

Ilustracja do pytania
A. aortę wstępującą.
B. oskrzele główne prawe.
C. oskrzele główne lewe.
D. aortę zstępującą.
Na przedstawionym przekroju poprzecznym TK klatki piersiowej strzałka wskazuje lewe oskrzele główne. W tomografii pamiętamy, że obrazy standardowo oglądamy w tzw. projekcji radiologicznej: tak jakby pacjent leżał na plecach, a my patrzymy od jego stóp w stronę głowy. Czyli prawa strona pacjenta jest po lewej stronie ekranu (oznaczona literą R), a lewa strona pacjenta – po prawej. To jest pierwszy klucz do poprawnego rozpoznawania struktur anatomicznych na TK. Lewe oskrzele główne odchodzi od tchawicy bardziej poziomo, jest dłuższe i przebiega pod łukiem aorty, kierując się w stronę lewego wnęki płuca. Na obrazie widać je jako strukturę o powietrznej gęstości (ciemną), otoczoną cienką ścianą, zlokalizowaną po stronie przeciwnej do oznaczenia R, tuż przy rozwidleniu tchawicy. Z mojego doświadczenia to jedno z klasycznych miejsc, które każdy technik i lekarz musi umieć „z marszu” zidentyfikować, bo od poprawnej orientacji w okolicy wnęk płucnych zależy m.in. prawidłowe ocenianie węzłów chłonnych śródpiersia, zmian nowotworowych czy ocena szerzenia się procesu zapalnego. W praktyce klinicznej, przy planowaniu bronchoskopii, zabiegów torakochirurgicznych albo przy ocenie naciekania guza płuca na oskrzele, dokładna znajomość przebiegu lewego oskrzela głównego jest absolutnie podstawowa. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią, żeby zawsze zaczynać analizę TK klatki od ustalenia orientacji (R/L, przód/tył), potem identyfikować główne naczynia (aorta wstępująca, łuk, aorta zstępująca, pień płucny) i dopiero na tym tle lokalizować tchawicę i oskrzela. Dzięki temu dużo łatwiej odróżnić lewe oskrzele główne od struktur naczyniowych czy od prawego oskrzela, które jest krótsze, szersze i bardziej pionowe. W praktyce egzaminacyjnej takie zadania bardzo dobrze sprawdzają, czy ktoś naprawdę rozumie anatomię w obrazowaniu, a nie tylko „zgaduje z kształtu”.

Pytanie 33

Na radiogramie uwidoczniono złamanie

Ilustracja do pytania
A. bliższego końca kości ramiennej.
B. wyrostka barkowego łopatki.
C. wyrostka kruczego.
D. dalszego końca kości ramiennej.
Na radiogramie widać typowe złamanie bliższego końca kości ramiennej – linia złamania przebiega w okolicy szyjki chirurgicznej, tuż poniżej głowy kości ramiennej. Głowa kości nadal tworzy staw ramienny z panewką łopatki, natomiast dalsza część trzonu jest wyraźnie odłamana i nieco przemieszcza się ku dołowi. To właśnie takie położenie i kształt odłamów jest klasyczną cechą złamania bliższego końca kości ramiennej, a nie wyrostków łopatki czy dalszego odcinka ramienia. W standardach opisu RTG barku zwraca się uwagę na cztery główne fragmenty wg Neera: głowę kości ramiennej, guzek większy, guzek mniejszy i trzon w okolicy szyjki chirurgicznej. Tutaj uszkodzony jest segment przy szyjce, co kwalifikuje się jako złamanie bliższego końca. W praktyce klinicznej takie złamania często leczy się zachowawczo – temblak, orteza, wczesna rehabilitacja bierna – chyba że przemieszczenie fragmentów przekracza przyjęte kryteria (np. >1 cm lub >45° ustawienia, wg klasycznych zaleceń ortopedycznych). Z mojego doświadczenia, przy ocenie tego typu zdjęć warto zawsze prześledzić ciągłość kory kości od głowy aż po trzon – każda przerwa w zarysie korowej, załamanie linii czy nagła zmiana osi kości sugeruje złamanie. Dodatkowo, na zdjęciu barku trzeba świadomie identyfikować anatomiczne punkty orientacyjne: głowę kości ramiennej, szyjkę anatomiczną i chirurgiczną, guzki, wyrostek barkowy oraz obojczyk. Dzięki temu łatwiej odróżnić, czy uszkodzony jest element łopatki, czy jednak kości ramiennej. W dobrych praktykach obrazowania barku, zwłaszcza przy urazach, zaleca się wykonanie co najmniej dwóch projekcji (AP i osiowej lub Y łopatki), ale już w tej projekcji AP uszkodzenie bliższego końca ramienia jest bardzo dobrze widoczne.

Pytanie 34

Jednym z kryteriów poprawnie wykonanego badania spirometrycznego jest czas trwania natężonego wydechu, który powinien wynosić u osób powyżej 10 roku życia co najmniej

A. 4 sekundy.
B. 3 sekundy.
C. 6 sekund.
D. 2 sekundy.
Prawidłowo: jednym z kluczowych kryteriów poprawnie wykonanego badania spirometrycznego u osób powyżej 10. roku życia jest minimalny czas trwania natężonego wydechu (tzw. FVC manewr), który powinien wynosić co najmniej 6 sekund. Ten wymóg wynika z międzynarodowych standardów, m.in. wytycznych ATS/ERS, które określają warunki akceptowalności i powtarzalności spirometrii. Chodzi o to, żeby pacjent zdążył faktycznie „opróżnić” płuca, a krzywa wydechu osiągnęła wyraźny plateau, czyli wypłaszczenie przepływu, świadczące o zakończeniu wydechu. Jeśli wydech trwa zbyt krótko, to objętość wymuszona (FVC) jest zaniżona, a wtedy wskaźniki takie jak FEV1/FVC czy interpretacja obturacji i restrykcji robią się po prostu niewiarygodne. W codziennej praktyce, przy badaniu osób dorosłych i młodzieży, technik powinien pilnować nie tylko samego czasu 6 sekund, ale też kształtu krzywej i zachowania pacjenta. Często trzeba mocno dopingować: „jeszcze, jeszcze, nie przerywać”, bo pacjenci mają tendencję do kończenia wydechu za wcześnie, jak tylko poczują dyskomfort. Moim zdaniem dobra kontrola tego parametru to połowa sukcesu w spirometrii, bo bez pełnego wydechu możemy przeoczyć np. obturację w małych oskrzelach. Warto też pamiętać, że u niektórych osób, np. z ciężką obturacją, wydech spontanicznie trwa nawet dłużej niż 6 sekund i to też jest cenna informacja kliniczna. W pracowni spirometrycznej dobrą praktyką jest dokumentowanie, czy kryterium 6 sekund i plateau zostało spełnione, bo ma to wpływ na to, czy opis badania będzie uznany za wiarygodny przez lekarza pulmonologa.

Pytanie 35

Podczas teleradioterapii piersi lewej narządem krytycznym jest

A. wątroba.
B. serce.
C. trzustka.
D. nerka.
Prawidłowo wskazano serce jako narząd krytyczny podczas teleradioterapii piersi lewej. W planowaniu radioterapii pojęcie „narząd krytyczny” oznacza strukturę, której przekroczenie dawki tolerancji może prowadzić do poważnych, często nieodwracalnych powikłań. W napromienianiu piersi lewej serce znajduje się bardzo blisko objętości tarczowej, szczególnie jego przednie ściany, koniuszek i gałąź międzykomorowa przednia. Dlatego w standardach planowania (np. wytyczne ESTRO, QUANTEC) ustala się konkretne ograniczenia dawki dla serca i tętnic wieńcowych, np. średnia dawka dla serca Dmean < 4–5 Gy, ograniczenie objętości serca otrzymującej 20 Gy (V20), a w nowocześniejszych planach także ograniczenia dla lewej tętnicy zstępującej (LAD). Z mojego doświadczenia to jest jeden z kluczowych tematów na praktykach w radioterapii: fizyk i lekarz bardzo dokładnie oglądają rozkład izodoz w okolicy serca i płuca lewego, bo to właśnie tam najłatwiej „przestrzelić” dopuszczalne wartości. W praktyce klinicznej stosuje się różne techniki, żeby serce jak najbardziej oszczędzić: pozycja na brzuchu (prone), technika DIBH (głębokiego wdechu z zatrzymaniem oddechu), IMRT/VMAT czy odpowiedni dobór kątów pól w klasycznej 3D-CRT. Podczas głębokiego wdechu klatka piersiowa się powiększa, serce oddala się od ściany klatki i dzięki temu dawka na serce spada, co ma realny wpływ na zmniejszenie ryzyka późnej kardiotoksyczności, np. choroby wieńcowej, niewydolności serca, zaburzeń rytmu. W dobrych ośrodkach radioterapii kontrola dawki na serce jest traktowana jako standard jakości planu, a nie tylko „dodatek”, bo pacjentka ma żyć wiele lat po zakończeniu leczenia i nie ma sensu leczyć raka, a jednocześnie powoli uszkadzać serce.

Pytanie 36

Które odprowadzenie w badaniu EKG rejestruje różnice potencjałów pomiędzy lewym a prawym przedramieniem?

A. I
B. aVR
C. III
D. aVL
Prawidłowe jest odprowadzenie I, bo właśnie ono rejestruje różnicę potencjałów pomiędzy prawym a lewym przedramieniem. W standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Odprowadzenie I ma elektrodę dodatnią na lewym przedramieniu (lewa ręka – LA) i elektrodę ujemną na prawym przedramieniu (prawa ręka – RA). Czyli zapis pokazuje, jak impuls elektryczny serca „widzi” różnicę napięcia między tymi dwoma kończynami. To jest absolutna podstawa osi elektrycznej serca i ogólnej interpretacji EKG.
W praktyce, jeśli np. elektrodę z prawej ręki założysz w złym miejscu albo odwrotnie podłączysz przewody, odprowadzenie I od razu będzie wyglądało dziwnie: załamki P, zespół QRS czy T mogą się odwrócić. Dlatego technicy EKG i pielęgniarki są uczeni, żeby bardzo pilnować prawidłowego rozmieszczenia elektrod kończynowych – bo odprowadzenia I, II, III są bazą do wyliczania osi serca, a także do tworzenia odprowadzeń aVR, aVL i aVF. Moim zdaniem, jeśli ktoś dobrze rozumie dokładnie to jedno odprowadzenie, to dużo łatwiej ogarnia resztę.
W dobrych praktykach przyjmuje się, że elektrody kończynowe można zakładać nie tylko na nadgarstkach, ale też wyżej na przedramionach czy nawet na ramionach, byle zachować układ RA–LA–LL (prawa ręka, lewa ręka, lewa noga). Niezależnie od tego, czy elektroda jest trochę wyżej czy niżej, odprowadzenie I zawsze opisuje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. To też tłumaczy, dlaczego w odprowadzeniu I przy prawidłowym zapisie QRS jest najczęściej dodatni – fala depolaryzacji komór przebiega ogólnie z prawej strony klatki w lewo, więc wektor elektryczny jest skierowany mniej więcej w stronę elektrody dodatniej na lewej ręce.
Dobrze jest sobie to wyobrazić na tzw. trójkącie Einthovena: wierzchołki to prawa ręka, lewa ręka, lewa noga, a odprowadzenie I to „górna krawędź” między RA i LA. To nie jest sucha teoria – w codziennej pracy przy EKG pomaga szybko wychwycić np. odwrotne podłączenie elektrod kończynowych, bo wtedy odprowadzenie I będzie kompletnie nielogiczne w stosunku do II i III.

Pytanie 37

Na którym z zapisów EKG została uwidoczniona fala Pardee'go?

A. Zapis 2
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zapis 1
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zapis 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zapis 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany jest zapis 3, ponieważ właśnie tam widać klasyczną falę Pardee’go, czyli uniesienie odcinka ST z zachowaną, wyraźnie wysmukloną falą T, tworzącą taki jakby jednolity „kopiec” nad linią izoelektryczną. W ostrym zawale STEMI, zgodnie z wytycznymi ESC i PTK, szukamy uniesienia ST ≥1–2 mm w dwóch sąsiednich odprowadzeniach, o charakterystycznym kształcie: odcinek ST przechodzi płynnie z załamka R, bez wyraźnego punktu J, a całość przypomina właśnie falę Pardee’go. Na zapisie 3 dokładnie to widać – segment ST jest wyniesiony, wypukły do góry, a załamek T jest dodatni i niejako „przyklejony” do ST. To jest obraz świeżego, rozległego uszkodzenia mięśnia sercowego w fazie ostrej. W praktyce klinicznej rozpoznanie takiego uniesienia ST wymaga natychmiastowej reakcji: kwalifikacji do pierwotnej angioplastyki wieńcowej (PCI) lub, gdy to niemożliwe, do trombolizy. W pracowni, na SOR-ze czy nawet w ZRM, technik i ratownik powinni automatycznie kojarzyć falę Pardee’go z ostrym zawałem z uniesieniem ST. Moim zdaniem warto sobie wpoić prostą zasadę: jeśli widzisz ładny, gładki „garb” ST-T ponad izolinią w odpowiednich odprowadzeniach, u pacjenta z bólem w klatce, to traktujesz to jak STEMI, dopóki koronarografia nie udowodni czegoś innego. Ten wzorzec trzeba umieć odróżnić od wczesnej repolaryzacji, przerostu komór czy zmian w przebiegu zapalenia osierdzia, gdzie kształt i kontekst kliniczny są inne. Im częściej oglądasz takie EKG, tym szybciej i pewniej rozpoznasz falę Pardee’go w realnej sytuacji na dyżurze.

Pytanie 38

W badaniu EKG różnice potencjałów pomiędzy lewym podudziem a lewym przedramieniem rejestruje odprowadzenie

A. aVR
B. aVL
C. III
D. I
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo nazwy odprowadzeń aVR, aVL i III brzmią dość podobnie, a jeszcze dochodzi odprowadzenie I, które też jest kończynowe. Kluczowa sprawa to odróżnienie odprowadzeń dwubiegunowych (I, II, III) od jednobiegunowych wzmocnionych (aVR, aVL, aVF). Dwubiegunowe rejestrują różnicę potencjałów między dwiema konkretnymi elektrodami kończynowymi, natomiast odprowadzenia aV korzystają z tzw. elektrody wirtualnej (średnia potencjałów z dwóch kończyn) i porównują ją z trzecią kończyną. Dlatego mówienie, że aVL „mierzy” między lewym podudziem a lewym przedramieniem jest po prostu fizjologicznie i technicznie niepoprawne. aVL patrzy na lewą rękę względem średniej z prawej ręki i lewej nogi, więc to zupełnie inna konfiguracja. Podobnie aVR nie może być poprawną odpowiedzią, bo to odprowadzenie „patrzące” z punktu widzenia prawej ręki, z odniesieniem do średniej z lewej ręki i lewej nogi. W praktyce klinicznej aVR używa się do oceny np. odwróconego obrazu ściany bocznej czy w niektórych zaburzeniach przewodzenia, ale nie jest to proste porównanie dwóch kończyn jak w odprowadzeniu III. Odprowadzenie I też bywa mylące, bo część osób kojarzy je ogólnie z kończynami górnymi. Tymczasem w standardzie Einthovena odprowadzenie I to różnica potencjałów między prawą ręką (RA) a lewą ręką (LA), więc noga w ogóle tu „nie wchodzi do gry”. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś patrzy tylko na nazwę (np. „aVL – pewnie lewe coś tam”) i nie analizuje, jak naprawdę są podłączone elektrody i jakie jest odniesienie elektryczne. Dobra praktyka, moim zdaniem, to nauczyć się na pamięć prostego schematu: I = LA – RA, II = LL – RA, III = LL – LA oraz zapamiętać, że aVR, aVL, aVF są jednobiegunowe i zawsze porównują jedną kończynę do średniej z dwóch pozostałych. Dzięki temu łatwiej unika się takich pomyłek i można świadomie interpretować zapis EKG, a nie tylko odczytywać go z automatu aparatu.

Pytanie 39

Obiektywną metodą badania słuchu jest audiometria

A. wysokoczęstotliwościowa.
B. mowy.
C. tonalna.
D. impedancyjna.
Prawidłowa odpowiedź to audiometria impedancyjna, bo jest to badanie obiektywne, czyli takie, w którym wynik nie zależy od reakcji i współpracy pacjenta, tylko od pomiaru parametrów fizycznych układu słuchowego. W audiometrii impedancyjnej mierzy się impedancję akustyczną ucha środkowego – głównie ruchomość błony bębenkowej i łańcucha kosteczek oraz odruchy mięśnia strzemiączkowego. W praktyce wykonuje się tympanometrię i badanie odruchu z mięśnia strzemiączkowego. Pacjent nie musi naciskać przycisku ani sygnalizować, że coś słyszy – aparat rejestruje zmiany ciśnień i odbitego dźwięku samodzielnie. To jest kluczowe np. u małych dzieci, osób udających niedosłuch albo pacjentów nieprzytomnych. W protokołach otolaryngologicznych i audiologicznych audiometria impedancyjna jest standardem w diagnostyce niedosłuchów przewodzeniowych (np. wysiękowe zapalenie ucha środkowego, otoskleroza), perforacji błony bębenkowej, dysfunkcji trąbki słuchowej. Pozwala szybko ocenić, czy problem jest w uchu środkowym, czy raczej w uchu wewnętrznym. Moim zdaniem to jedno z bardziej „technicznych” badań słuchu, bo operator musi umieć dobrze uszczelnić przewód słuchowy, ustawić ciśnienie i poprawnie zinterpretować krzywą tympanometryczną (typ A, B, C itd.). W pracy technika elektroradiologii bardzo często łączy się audiometrię tonalną z impedancyjną, ale właśnie ta druga daje nam obiektywny obraz funkcji ucha środkowego, zgodnie z dobrymi praktykami i rekomendacjami audiologicznymi.

Pytanie 40

Rozpoczęcie badania TK nerek po 20-30 sekundach od początku podania środka kontrastowego umożliwia diagnostykę

A. kory i rdzenia nerek.
B. żył nerkowych.
C. dróg moczowych.
D. tętnic nerkowych.
W tym pytaniu kluczowe jest zrozumienie, że czas po podaniu środka kontrastowego w TK nie jest przypadkowy, tylko odpowiada określonym fazom krążenia kontrastu w organizmie. Około 20–30 sekund po rozpoczęciu iniekcji dożylnej dominuje faza tętnicza, a więc kontrast jest głównie w tętnicach, w tym w tętnicach nerkowych. To nie jest jeszcze moment dobrej oceny żył nerkowych, bo pełniejsza faza żylna pojawia się później, zwykle około 60–70 sekund, kiedy kontrast przepłynie przez łożysko włośniczkowe i zacznie się gromadzić w układzie żylnym. Dlatego oczekiwanie, że po 20–30 sekundach najlepiej zobaczymy żyły nerkowe, jest oparte na myleniu fazy tętniczej z żylną. Podobnie drogi moczowe wymagają czasu, żeby kontrast został przefiltrowany w kłębuszkach nerkowych i pojawił się w miedniczkach nerkowych, moczowodach i pęcherzu. To jest tzw. faza wydalnicza, zwykle kilka minut po podaniu kontrastu, a nie pierwsze dziesiątki sekund. W tej wczesnej fazie kontrast jest jeszcze „w krwi”, a nie w moczu. Kolejne typowe nieporozumienie dotyczy kory i rdzenia nerek. Co prawda już w okolicach 30–40 sekund zaczyna się faza korowo-rdzeniowa, gdzie różnica wysycenia kontrastem między korą a rdzeniem jest dobrze widoczna, ale optymalny moment to zwykle trochę później niż 20 sekund, bardziej w stronę 30–40 sekund, zależnie od protokołu. Wczesna, czysto tętnicza faza służy przede wszystkim ocenie naczyń, a nie szczegółowej analizie struktury miąższu. Z mojego doświadczenia największy błąd myślowy polega na traktowaniu „kontrast jest podany” jako jednego, stałego stanu. Tymczasem w dobrych praktykach radiologicznych planuje się cały protokół wielofazowy: najpierw faza tętnicza do tętnic, później faza żylno-miąższowa do oceny narządów, a na końcu faza wydalnicza do układu moczowego. Jeśli pomylimy te fazy, możemy albo nie zobaczyć patologii, albo wyciągnąć fałszywe wnioski z prawidłowego badania. Dlatego tak ważne jest kojarzenie czasu od podania kontrastu z konkretną strukturą, którą chcemy zdiagnozować.