Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 24 lipca 2026 21:12
  • Data zakończenia: 24 lipca 2026 21:49

Egzamin niezdany

Wynik: 16/40 punktów (40,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Udostępnij swój wynik
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Wskazaniem do wykonania przesiewowego badania densytometrycznego jest

A. nadczynność przytarczyc.
B. niedoczynność przysadki.
C. nadczynność przysadki.
D. niedoczynność przytarczyc.
Nadczynność przytarczyc to rzeczywiście jedno z głównych wskazań do wykonania przesiewowego badania densytometrycznego, czyli popularnego badania DXA, które ocenia gęstość mineralną kości. W praktyce lekarskiej to właśnie hiperkalcemia, wynikająca z nadmiaru parathormonu, prowadzi do wzmożonej resorpcji kości i w efekcie zwiększonego ryzyka osteoporozy oraz złamań. Z mojego doświadczenia wynika, że pacjenci z nadczynnością przytarczyc mogą nawet nie zdawać sobie sprawy z postępującej utraty masy kostnej, bo objawy są często mało charakterystyczne. Standardy postępowania, chociażby zalecenia Polskiego Towarzystwa Osteoartrologii czy międzynarodowe wytyczne, jednoznacznie wskazują na takie przewlekłe choroby endokrynologiczne jako bezwzględne wskazania do przesiewowej oceny stanu kości. W praktyce, wykrycie obniżonej gęstości kości u tych chorych pozwala zawczasu rozpocząć leczenie i zapobiec groźnym powikłaniom. Warto pamiętać, że densytometria w tej grupie pacjentów to nie tylko narzędzie diagnostyczne, ale też element monitorowania efektów terapii – moim zdaniem nie można tego bagatelizować. W codziennej pracy, jeśli widzę pacjenta z rozpoznaną nadczynnością przytarczyc, badanie DXA jest dla mnie rutyną, podobnie jak u kobiet po 65. roku życia czy pacjentów po złamaniach osteoporotycznych. Pamiętaj też, że taką diagnostykę można potem powtarzać, żeby sprawdzać, jak leczenie wpływa na gęstość kości. To naprawdę konkretne i praktyczne narzędzie w leczeniu chorób układu kostnego.

Pytanie 2

Na scyntygramie tarczycy uwidoczniono guzek

Ilustracja do pytania
A. zimny w płacie prawym.
B. zimny w płacie lewym.
C. gorący w płacie lewym.
D. gorący w płacie prawym.
W scyntygrafii tarczycy podstawą prawidłowej interpretacji jest rozumienie, czym różni się guzek „zimny” od „gorącego” oraz gdzie dokładnie w projekcji AP znajdują się poszczególne części gruczołu. Guzek zimny to obszar obniżonego lub całkowicie braku wychwytu radioznacznika, czyli miejsce, które na obrazie wygląda na „dziurę” albo wyraźnie ciemniejszą strefę na tle prawidłowo gromadzącego miąższu. W przedstawionym badaniu widać raczej ognisko wzmożonej aktywności – intensywne, centralne, jaśniejsze – a nie ubytek, więc interpretowanie go jako guzka zimnego jest merytorycznie błędne. Często spotykanym schematem myślowym jest założenie, że „zimny” to po prostu mniej kolorowy, a „gorący” bardziej kolorowy, bez odniesienia do reszty tarczycy. Tymczasem zawsze porównujemy dany obszar z tłem narządu, a nie z tłem całego obrazu. Kolejna pułapka to pomylenie strony. W projekcji AP (przednio–tylnej) standardowo prawa strona pacjenta znajduje się po lewej stronie obrazu, ale w medycynie nuklearnej często stosuje się oznaczenia lub markery, które to ułatwiają. Brak uwagi na opis projekcji i oznaczenia anatomiczne powoduje błędne lokalizowanie guzka do lewego zamiast prawego płata. W dobrych praktykach interpretacji scyntygramów zawsze zwraca się uwagę na: położenie tchawicy jako punktu odniesienia, kształt typowej „motylkowatej” tarczycy i symetrię intensywności obu płatów. Jeśli któryś płat jest wyraźnie jaśniejszy, a w nim znajduje się jeszcze bardziej intensywne ognisko, mówimy o guzku gorącym w tym właśnie płacie. Uparte trzymanie się wyobrażenia, że każdy wyraźny guzek to od razu zmiana zimna albo że prawa i lewa strona na ekranie pokrywają się z prawą i lewą stroną ciała, prowadzi do systematycznych pomyłek. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: najpierw lokalizacja (prawy/lewy płat w kontekście projekcji), potem charakter wychwytu (gorący/zimny), dopiero na końcu wnioski kliniczne.

Pytanie 3

W której próbie stroikowej przystawia się stroik do czoła (u podstawy nosa) lub na szczycie głowy i porównuje się przewodnictwo kostne ucha prawego i lewego?

A. W próbie Webera.
B. W próbie Schwabacha.
C. W próbie Binga.
D. W próbie Rinnego.
W testach stroikowych bardzo łatwo się pomylić, bo nazwy brzmią podobnie, a różnice w technice wykonania są dość subtelne. W tym pytaniu kluczowy jest sposób przykładania stroika i to, co porównujemy. Próba, w której oceniamy przewodnictwo kostne między prawym a lewym uchem z przyłożeniem stroika w linii pośrodkowej czaszki (czoło, szczyt głowy, czasem zęby), to klasyczna próba Webera. Jeśli ktoś kojarzy „próba przewodnictwa kostnego”, to często odruchowo myśli o Schwabachu, bo tam też chodzi o kość. Jednak w próbie Schwabacha porównuje się czas trwania przewodnictwa kostnego u pacjenta z czasem przewodnictwa kostnego badającego. Stroik przykłada się zazwyczaj do wyrostka sutkowatego, a nie do czoła czy szczytu głowy, i nie porównuje się prawego z lewym uchem, tylko pacjenta z normą słuchową osoby badającej. Z mojego doświadczenia to jest dość archaiczna próba, dzisiaj rzadziej stosowana, właśnie m.in. dlatego, że zależy od słuchu badającego. Próba Rinnego to kolejna pułapka. Tu rzeczywiście badamy przewodnictwo powietrzne i kostne, ale dla jednego ucha osobno. Stroik przykładamy najpierw do wyrostka sutkowatego (przewodnictwo kostne), a potem przed małżowinę uszną (przewodnictwo powietrzne). Na tej podstawie oceniamy, czy Rinne jest dodatni czy ujemny. Nie ma tu porównywania prawego i lewego ucha jednocześnie, tylko relacja: powietrzne vs kostne w jednym uchu. Zupełnie inną koncepcją jest próba Binga, która też bywa mylona z Weberem, bo dotyczy przewodnictwa kostnego, ale technika jest inna. Stroik kładzie się na wyrostku sutkowatym, a badający na przemian zamyka i otwiera przewód słuchowy zewnętrzny palcem. Oceniamy tzw. efekt okluzji. W prawidłowych warunkach zamknięcie przewodu zwiększa głośność, a w niedosłuchu przewodzeniowym ten efekt zanika. W żadnej z tych prób nie ma jednak tego charakterystycznego ustawienia stroika w linii środkowej czaszki z oceną lateralizacji dźwięku między uszami, co jest właśnie istotą próby Webera. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro gdzieś jest mowa o kości, to student od razu „strzela” w Schwabacha albo Rinnego, zamiast zwrócić uwagę na dokładne miejsce przyłożenia stroika i pytanie, czy badamy jedno ucho, czy porównujemy obie strony. Dlatego tak ważne jest, żeby łączyć nazwę testu z konkretnym obrazem techniki badania w głowie, a nie tylko z ogólnym hasłem „przewodnictwo kostne”.

Pytanie 4

Które odprowadzenie elektrokardiograficzne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Odprowadzenie aVL
B. Odprowadzenie I
C. Odprowadzenie aVR
D. Odprowadzenie II
Na ilustracji widzimy klasyczne rozmieszczenie elektrod charakterystyczne dla odprowadzenia I: prawa kończyna górna jest oznaczona jako biegun ujemny, lewa kończyna górna jako biegun dodatni. Błędem, który często się pojawia, jest mylenie tego układu z odprowadzeniem II. W odprowadzeniu II elektroda ujemna znajduje się na prawym przedramieniu, ale dodatnia już nie na lewym przedramieniu, tylko na lewej nodze. To sprawia, że wektor patrzenia serca jest bardziej z prawa-góry w lewo-dół, co daje bardzo wyraźne, wysokie zespoły QRS i załamki P i z tego powodu odprowadzenie II jest ulubionym odprowadzeniem do monitorowania rytmu. Na rysunku nie ma jednak elektrody na nodze jako bieguna dodatniego, więc nie spełnia to definicji odprowadzenia II.
Kolejne często mylone pojęcie to odprowadzenia wzmocnione: aVR i aVL. Są to odprowadzenia jednobiegunowe, w których elektrodę aktywną stanowi jedna kończyna, a elektrodę odniesienia tzw. elektroda Wilsona (połączenie pozostałych kończyn). W aVR elektrodą dodatnią jest prawa ręka, a „wspólną elektrodą ujemną” jest średnia potencjałów lewej ręki i lewej nogi. W praktyce oznacza to, że aVR patrzy na serce z prawej, górnej strony klatki piersiowej, a załamki P, QRS i T są zwykle ujemne. Na rysunku wyraźnie zaznaczono układ dwubiegunowy między dwiema elektrodami, bez udziału trzeciej kończyny jako elektrody referencyjnej, więc nie może to być aVR.
Bardzo podobnie jest z aVL – tutaj elektrodą dodatnią jest lewa ręka, a odniesieniem jest uśredniony potencjał prawej ręki i lewej nogi. aVL patrzy na serce z lewej, górno-bocznej strony. Zapis w aVL ma zwykle mniejszą amplitudę, a sama konfiguracja elektrod jest inna niż na ilustracji. Na rysunku widzimy prosty układ dwóch biegunów: minus na prawej kończynie górnej, plus na lewej kończynie górnej. Brakuje typowego „układu trójkąta Einthovena” z elektroda odniesienia, który jest warunkiem powstania odprowadzeń wzmocnionych.
Moim zdaniem główny błąd myślowy polega na tym, że wiele osób zapamiętuje tylko nazwy odprowadzeń, ale nie kojarzy ich z konkretną geometrią rozmieszczenia elektrod wokół serca. W praktyce warto zawsze wyobrazić sobie trójkąt Einthovena: prawa ręka, lewa ręka, lewa noga. Odprowadzenia I, II i III to wektory pomiędzy tymi punktami. Odprowadzenia aVR, aVL i aVF powstają z pojedynczej kończyny jako bieguna dodatniego i sumy pozostałych jako bieguna ujemnego. Jeśli na schemacie widzimy tylko dwie kończyny połączone bezpośrednio i opisane jako minus oraz plus, to zawsze sugeruje to odprowadzenie dwubiegunowe, a nie wzmocnione jednobiegunowe. Świadome rozróżnianie tych konfiguracji bardzo ułatwia później interpretację EKG i wychwytywanie błędów ułożenia elektrod.

Pytanie 5

Którą tętnicę zaznaczono strzałką na obrazie MR?

Ilustracja do pytania
A. Śledzionową.
B. Krezkową górną.
C. Nerkową lewą.
D. Krezkową dolną.
Prawidłowo wskazana tętnica krezkowa górna jest głównym naczyniem zaopatrującym środkowy odcinek przewodu pokarmowego, czyli mniej więcej od części zstępującej dwunastnicy do 2/3 poprzecznicy. Na obrazie MR-angiografii, takim jak w pytaniu, wychodzi ona z przedniej ściany aorty brzusznej, tuż poniżej pnia trzewnego, a wyraźnie powyżej odejścia tętnic nerkowych. Na tym konkretnym obrazie widać obie tętnice nerkowe odchodzące bocznie, mniej więcej na poziomie wnęk nerek, natomiast strzałka pokazuje naczynie biegnące lekko w dół i do przodu z przedniej powierzchni aorty – to typowy obraz tętnicy krezkowej górnej na MR. Z mojego doświadczenia w opisach badań studenci najczęściej mylą ją właśnie z tętnicą nerkową lub śledzionową, bo patrzą bardziej na „okołośrodkowe” położenie niż na kierunek i poziom odejścia. W praktyce klinicznej rozpoznanie tętnicy krezkowej górnej na obrazach MR czy CT jest bardzo ważne np. przy podejrzeniu niedokrwienia jelit, w planowaniu zabiegów wewnątrznaczyniowych (stenty, angioplastyka) czy przed operacjami resekcyjnymi jelita cienkiego. Standardem dobrej praktyki w diagnostyce obrazowej jamy brzusznej jest zawsze ocena osi aorty i kolejno odchodzących z niej pni: pień trzewny, tętnica krezkowa górna, tętnice nerkowe, a niżej tętnica krezkowa dolna. W MR-angiografii, przy prawidłowym pozycjonowaniu pacjenta i odpowiednio dobranym oknie, tętnica krezkowa górna tworzy charakterystyczny łuk skierowany w dół, którego nie da się pomylić z bocznie odchodzącą tętnicą nerkową czy dużo wyżej położoną gałęzią śledzionową pnia trzewnego. Warto sobie to utrwalać, porównując różne projekcje i badania CT/MR, bo potem w praktyce radiologicznej naprawdę przyspiesza to opis i zmniejsza ryzyko pomyłek.

Pytanie 6

Wysoką rozdzielczość przestrzenną obrazowania MR uzyskuje się przez

A. zmniejszenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
B. zwiększenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
C. zwiększenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
D. zmniejszenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
Klucz do zrozumienia tego pytania to pojęcie rozdzielczości przestrzennej i wielkości piksela w obrazowaniu MR. Rozdzielczość przestrzenna określa, jak małe szczegóły jesteśmy w stanie odróżnić na obrazie. Matematycznie w prostym ujęciu jest to bezpośrednio związane z rozmiarem piksela: im mniejszy piksel, tym więcej szczegółów można zobaczyć. Rozmiar piksela wynika z podzielenia pola widzenia (FoV – field of view) przez liczbę elementów matrycy w danym kierunku. Jeżeli zwiększamy FoV przy tej samej lub mniejszej matrycy, każdy piksel obejmuje większy fragment ciała, więc drobne struktury „zlewają się” w jednym pikselu. To typowy błąd myślowy: ktoś myśli, że większy FoV to „więcej informacji”, bo widać większy obszar. Faktycznie widzimy większą część anatomii, ale kosztem szczegółowości. To tak jakby zrobić zdjęcie całego boiska zamiast zbliżenia na jednego zawodnika – widać więcej tła, ale mniej detalu. Z kolei zmniejszenie matrycy przy dużym FoV jeszcze bardziej pogarsza rozdzielczość, bo mamy mniej pikseli na ten sam obszar. W praktyce takie ustawienie stosuje się, gdy zależy nam na szybszym badaniu przeglądowym, a nie na dokładnej analizie małych struktur. Zmniejszenie jednocześnie FoV i matrycy też nie jest korzystne dla rozdzielczości, bo choć obejmujemy mniejszy obszar, to dzielimy go na mało elementów. Taki obraz może być szybki do uzyskania, ale mało szczegółowy. Dodatkowo warto mieć w głowie kompromisy: zwiększanie matrycy poprawia rozdzielczość, ale zwykle wydłuża czas akwizycji i obniża SNR, a bardzo małe FoV może prowadzić do aliasingu. Dobre praktyki w pracowniach rezonansu polegają na świadomym balansowaniu tymi parametrami: dla badań wymagających wysokiej szczegółowości (stawy, drobne struktury mózgu, nerwy) stosuje się mniejsze FoV i możliwie dużą matrycę, natomiast dla badań przeglądowych dopuszcza się większe FoV i mniej „agresywne” ustawienia matrycy. Błędne odpowiedzi wynikają więc głównie z pomieszania pojęcia „więcej widać” z „widać dokładniej”, a to w obrazowaniu to nie jest to samo.

Pytanie 7

Który obraz MR mózgu został wykonany w sekwencji DWI?

A. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany został Obraz 2, ponieważ ma on typowe cechy sekwencji DWI (Diffusion Weighted Imaging). W DWI tło mózgowia jest stosunkowo jednorodne i dość ciemne, natomiast ogniska z ograniczoną dyfuzją wody (np. świeży udar niedokrwienny, ropień, niektóre guzy o dużej komórkowości) są bardzo jasne, wręcz „świecące”. Charakterystyczny jest też nieco gorszy kontrast anatomiczny niż w klasycznych sekwencjach T1- czy T2-zależnych oraz częste zniekształcenia geometryczne obrazu wynikające z użycia sekwencji echo-planar (EPI). Moim zdaniem, to właśnie to ziarniste tło, wysoki sygnał w patologii i specyficzny wygląd kory i jąder podstawy najbardziej „zdradzają”, że patrzymy na DWI. W praktyce klinicznej DWI jest złotym standardem w diagnostyce ostrego udaru – zgodnie z aktualnymi wytycznymi neurologicznymi i neuroradiologicznymi to ta sekwencja pozwala najwcześniej wychwycić niedokrwienie, często już po kilkunastu minutach od początku objawów, kiedy TK bywa jeszcze prawidłowa. Dodatkowo stosuje się ją do różnicowania zmian naczyniopochodnych z przewlekłymi leukopatiami, do oceny ropni (ograniczona dyfuzja w ropnym materiale) oraz w onkologii, gdzie współczynnik dyfuzji (ADC) pomaga ocenić złośliwość guza i odpowiedź na leczenie. W dobrze wykonanym badaniu MR mózgu w trybie ostrego dyżuru DWI jest zawsze w pakiecie podstawowym, obok sekwencji T2, FLAIR i często angiografii MR. Z mojego doświadczenia technicy, którzy szybko „łapią” charakterystyczny wygląd DWI, znacznie sprawniej wstępnie oceniają badanie jeszcze na konsoli, co w udarze realnie skraca czas do decyzji terapeutycznej.

Pytanie 8

Nieostrość geometryczna obrazu rentgenowskiego zależy od

A. wielkości ziarna luminoforu folii wzmacniającej.
B. grubości emulsji błony rentgenowskiej.
C. ilości promieniowania rozproszonego.
D. wielkości ogniska optycznego.
Prawidłowo wskazana została wielkość ogniska optycznego, czyli w praktyce rozmiar ogniska lampy rentgenowskiej. To właśnie od niego w dużym stopniu zależy nieostrość geometryczna, nazywana też nieostrością ogniskową. Im większe ognisko, tym bardziej krawędzie struktur na obrazie stają się rozmyte, bo promienie wychodzą z większego obszaru, a nie z jednego „punktu”. Z mojego doświadczenia dobrze to widać np. w radiogramach kości dłoni: przy dużym ognisku beleczki kostne i zarysy drobnych stawów są mniej wyraźne, przy małym ognisku – ostre jak żyleta. Dlatego w standardach pracowni RTG zaleca się używanie małego ogniska do badań wymagających wysokiej rozdzielczości przestrzennej: zdjęcia kostne, mammografia, drobne struktury stomatologiczne. Przy badaniach dużych części ciała, np. klatki piersiowej u dorosłego, częściej stosuje się większe ognisko, bo trzeba wytrzymać większe obciążenie cieplne lampy. W praktyce technik zawsze musi znaleźć kompromis między ostrością a możliwościami technicznymi aparatu i dawką dla pacjenta. Warto też pamiętać, że na nieostrość geometryczną wpływa dodatkowo odległość ognisko–błona oraz odległość obiekt–błona, ale „startem” całego problemu jest właśnie fizyczna wielkość ogniska. Gdy opanujesz tę zależność, łatwiej rozumiesz, dlaczego w protokołach badań RTG tak mocno podkreśla się dobór ogniska w zależności od badanej okolicy i masy ciała pacjenta.

Pytanie 9

Wskazaniem do wykonania scyntygrafii perfuzyjnej jest

A. zapalenie płuc.
B. zatorowość płucna.
C. ciężkie nadciśnienie płucne.
D. ropień płuca.
Prawidłowo wskazana zatorowość płucna jako główne wskazanie do scyntygrafii perfuzyjnej bardzo dobrze pokazuje zrozumienie roli medycyny nuklearnej w diagnostyce chorób układu oddechowego. Scyntygrafia perfuzyjna polega na dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej makroagregatów albuminy znakowanych technetem-99m), które zatrzymują się w naczyniach włosowatych płuc proporcjonalnie do przepływu krwi. Gammakamera rejestruje rozkład perfuzji w miąższu płucnym. W zatorowości płucnej typowym obrazem są ogniskowe ubytki gromadzenia znacznika w obszarach, gdzie doszło do zamknięcia tętnicy płucnej lub jej odgałęzień, przy jednocześnie zachowanej wentylacji (w badaniu V/Q – ventilation/perfusion). W praktyce klinicznej scyntygrafię perfuzyjną wykonuje się, gdy podejrzewa się zatorowość, a np. angio-TK klatki piersiowej jest przeciwwskazana (ciężka niewydolność nerek, alergia na jodowy środek cieniujący, ciąża) lub daje niejednoznaczny wynik. W wytycznych (np. europejskich ESC/ERS) scyntygrafia V/Q jest uznawana za równorzędną metodę obrazowania w PE, szczególnie u młodych pacjentów i kobiet w ciąży, bo wiąże się z mniejszą dawką promieniowania dla gruczołów sutkowych. Moim zdaniem w praktyce warto też pamiętać o interpretacji w kontekście obrazu klinicznego i D-dimerów, bo sama scyntygrafia nie rozwiązuje wszystkiego, ale bardzo pomaga odróżnić zator od zmian zapalnych czy przewlekłej choroby płuc. Dobrą praktyką jest łączenie perfuzji z oceną wentylacji, bo dopiero niezgodność tych dwóch map jest naprawdę charakterystyczna dla ostrej zatorowości płucnej.

Pytanie 10

Zestaw rentgenogramów przedstawia

Ilustracja do pytania
A. obraz osteopenii.
B. proces gojenia się złamania.
C. proces rozwoju kośćca dziecka.
D. patologiczny obraz nadgarstków.
Prawidłowa odpowiedź odnosi się do fizjologicznego procesu rozwoju kośćca dziecka, widocznego na typowych zdjęciach RTG dłoni i nadgarstka. Na takim obrazie, jak w tym zadaniu, widać wyraźnie trzonki kości długich oraz liczne jąderka kostnienia w obrębie nadgarstka i nasad paliczków, oddzielone od trzonów szerokimi, przejaśnionymi strefami chrząstki wzrostowej. Te ciemniejsze pasy to chrząstka nasadowa, w której zachodzi intensywna kostnienie śródchrzęstne. U małych dzieci jądra kostnienia w kościach nadgarstka pojawiają się stopniowo, w określonej kolejności i w ściśle określonym wieku kostnym – i właśnie to wykorzystuje się w praktyce, np. przy ocenie wieku szkieletowego metodą Greulicha i Pyle’a lub Tanner-Whitehouse. W standardach radiologicznych przyjmuje się, że prawidłowy rozwój kośćca oceniamy na zdjęciach dłoni i nadgarstka w projekcji AP, porównując liczbę, wielkość i kształt jąder kostnienia z atlasami referencyjnymi. Moim zdaniem jest to jedno z bardziej praktycznych badań u dzieci, bo pozwala szybko wychwycić opóźnienie wzrastania, zaburzenia endokrynologiczne (np. niedoczynność tarczycy, niedobór hormonu wzrostu) czy przedwczesne dojrzewanie. W przeciwieństwie do zmian patologicznych, tutaj zarysy trzonów są gładkie, warstwa korowa prawidłowej grubości, brak cech złamań, zniekształceń czy ubytków osteolitycznych. To, że kości „wydają się krótsze” i jest dużo przejaśnień, nie oznacza osteopenii – jest to po prostu obraz niedojrzałego, rosnącego szkieletu. W praktyce technik i lekarz radiolog powinni zawsze brać pod uwagę wiek metrykalny dziecka i spodziewany obraz dla danego etapu rozwoju, aby nie nadrozpoznawać patologii tam, gdzie mamy fizjologię.

Pytanie 11

W badaniu EEG w systemie „10-20” elektrody w okolicy skroniowej oznaczone są literą

A. P
B. T
C. O
D. F
Prawidłowo – w klasycznym systemie „10–20” do opisu elektrod w okolicy skroniowej używa się litery T, od angielskiego „temporal”. Jest to standard międzynarodowy, stosowany w pracowniach EEG na całym świecie, więc warto go mieć w małym palcu. Elektrody skroniowe to m.in. T3, T4, T5, T6 w starszej nomenklaturze, a w nowszej – odpowiednio T7, T8, P7, P8, ale litera T cały czas oznacza region skroniowy. Cyfra parzysta zawsze odnosi się do półkuli prawej, a nieparzysta do lewej, a litera określa płat mózgu: F – czołowy (frontal), C – centralny, P – ciemieniowy (parietal), O – potyliczny (occipital), a właśnie T – skroniowy (temporal). Z mojego doświadczenia w pracowni EEG, szybkie i pewne kojarzenie tych oznaczeń bardzo ułatwia zarówno prawidłowe rozmieszczenie elektrod na głowie, jak i późniejszą interpretację zapisu, szczególnie w diagnostyce padaczek skroniowych, napadów częściowych czy zmian pourazowych. W praktyce, jeżeli w opisie badania EEG pojawia się np. „zmiany napadowe w okolicy T3–T5”, od razu wiadomo, że chodzi o lewą okolicę skroniową, często z zajęciem tylnych rejonów tego płata. Dobra znajomość systemu 10–20 jest też wymagana w standardach szkoleniowych techników EEG i neurofizjologii klinicznej, bo od poprawnego rozmieszczenia elektrod zależy wiarygodność badania. Moim zdaniem to jest taki absolutny fundament – jak alfabet w czytaniu – bez tego każda dalsza interpretacja EEG robi się mocno niepewna.

Pytanie 12

Które kolejne sekwencje badania kręgosłupa lędźwiowego uwidoczniono na przedstawionych obrazach?

Ilustracja do pytania
A. Sag T2, Sag STIR, Sag T1
B. Sag T2, Sag T1, Sag STIR
C. Sag STIR, Sag T2, Sag T1
D. Sag T1, Sag STIR, Sag T2
W tym zadaniu pułapka polega głównie na podobieństwie obrazu T2 i STIR oraz na automatycznym założeniu, że najjaśniejszy obraz to zawsze T2. W rzeczywistości o rozpoznaniu sekwencji decyduje nie tylko jasność płynu mózgowo‑rdzeniowego, ale przede wszystkim zachowanie sygnału tłuszczu w szpiku kostnym i tkance podskórnej. W sekwencji STIR stosuje się tłumienie sygnału z tłuszczu, dlatego trzon kręgu, w którym dominuje szpik tłuszczowy, staje się wyraźnie ciemniejszy, a wszelkie obszary obrzęku, zapalenia czy nacieczenia nowotworowego robią się bardzo jasne. Jeżeli ktoś patrzy tylko na jasny kanał kręgowy i uznaje, że to na pewno T2, łatwo pomyli STIR z T2 lub odwrócić ich kolejność.
Częsty błąd polega też na tym, że sekwencje układa się „w głowie” według prostego schematu: T1 – T2 – STIR, bo tak bywa w opisach protokołów. Tymczasem w praktyce klinicznej kolejność wyświetlania obrazów w PACS bywa różna i trzeba polegać na ocenie charakterystyki sygnału, a nie na przyzwyczajeniu. Na T2 płyn mózgowo‑rdzeniowy jest jasny, ale tłuszcz również pozostaje jasny, więc szpik w trzonach kręgów nie jest wygaszony. Gdy widzimy obraz, gdzie kanał kręgowy jest jasny, a jednocześnie tkanka tłuszczowa podskórna też ma wysoki sygnał, to jest typowy T2. Jeżeli natomiast płyn jest jasny, a tłuszcz wyraźnie przyciemniony – to wskazuje na STIR.
Z kolei T1 łatwo rozpoznać po tym, że płyn mózgowo‑rdzeniowy jest ciemny, a tłuszcz bardzo jasny. Jeżeli ktoś ustawia T1 jako pierwszy obraz tylko dlatego, że „tak zwykle zaczyna się badanie”, pomija realne cechy obrazu. To prowadzi do błędnego porządkowania: np. Sag T2, Sag STIR, Sag T1 lub Sag T1, Sag STIR, Sag T2. Z mojego doświadczenia najczęstsze nieporozumienie wynika z niedocenienia roli tłumienia tłuszczu – STIR nie jest po prostu „jeszcze jednym T2”, ale specjalną sekwencją o czułości na zmiany zapalne i obrzękowe. W dobrej praktyce diagnostycznej zawsze patrzy się więc: jak świeci tłuszcz, jak wygląda płyn, jaki jest kontrast między trzonami a dyskami. Dopiero z tej kombinacji wyciągamy wniosek, która sekwencja jest która, niezależnie od tego, w jakiej kolejności program wyświetlił obrazy. Uporządkowanie tej logiki bardzo pomaga przy samodzielnym przeglądaniu badań MR, nie tylko kręgosłupa, ale też np. stawów czy miednicy.

Pytanie 13

W standardowym badaniu EEG elektrody P3, P4 i Pz umieszcza się na skórze głowy pacjenta nad płatami

A. czołowymi.
B. potylicznymi.
C. skroniowymi.
D. ciemieniowymi.
W tym pytaniu bardzo łatwo pomylić lokalizację, bo na pierwszy rzut oka wszystkie oznaczenia elektrod EEG wyglądają podobnie. Klucz tkwi jednak w literze, od której zaczyna się symbol. W standardowym, międzynarodowym systemie 10–20 każda litera odpowiada konkretnemu płatowi mózgu: F to frontalny, czyli czołowy, T to temporalny, czyli skroniowy, O to occipitalny, czyli potyliczny, a P to parietalny, czyli ciemieniowy. Jeśli ktoś kojarzy P3, P4, Pz z płatami czołowymi, to najpewniej myli je z elektrodami F3, F4, Fz, które rzeczywiście leżą nad okolicami czołowymi i są używane do oceny czynności płatów czołowych, np. w zaburzeniach funkcji wykonawczych czy w padaczce czołowej.
Podobnie skojarzenie z płatami potylicznymi bierze się z tego, że obszary P i O leżą stosunkowo blisko siebie w tylnej części głowy. Jednak elektrody potyliczne to O1, O2, Oz, i to one są kluczowe przy ocenie rytmu alfa z okolic potylicznych czy przy analizie zmian w zaburzeniach widzenia. P3, P4 i Pz są położone nieco bardziej do przodu, nad płatami ciemieniowymi, które odpowiadają za integrację bodźców czuciowych i orientację przestrzenną. Z kolei przypisanie P3, P4, Pz do płatów skroniowych wynika często z mylenia ich z elektrodami T3, T4, T5, T6 (w nowszej nomenklaturze T7, T8, P7, P8), które rzeczywiście obejmują rejony skroniowe i tylno-skroniowo-ciemieniowe.
Z mojego doświadczenia typowym błędem jest zapamiętywanie układu EEG „na pamięć” bez zrozumienia logiki oznaczeń. W efekcie ktoś wie, że gdzieś z boku są elektrody skroniowe, z tyłu potyliczne, ale już dokładne przypisanie P3, P4, Pz do płata ciemieniowego zaczyna się mieszać. Tymczasem standardy mówią jasno: litera = płat, liczba nieparzysta = lewa półkula, parzysta = prawa, a „z” = linia środkowa. Jeśli trzyma się tej zasady, łatwo uniknąć pomyłek przy zakładaniu elektrod i późniejszej interpretacji zapisu EEG, co ma duże znaczenie przy lokalizowaniu ognisk padaczkowych czy ocenianiu rozległości zmian korowych.

Pytanie 14

Które odprowadzenie elektrokardiograficzne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Odprowadzenie I
B. Odprowadzenie aVL
C. Odprowadzenie II
D. Odprowadzenie aVR
Na schemacie widać wyraźnie, że jedna elektroda jest umieszczona na prawym przedramieniu, a druga na lewym przedramieniu, co odpowiada klasycznemu odprowadzeniu I w trójkącie Einthovena. Błędem jest utożsamianie takiego układu z odprowadzeniem II, ponieważ w odprowadzeniu II różnica potencjałów mierzona jest między prawą ręką (elektroda ujemna) a lewą nogą (elektroda dodatnia). Innymi słowy, odprowadzenie II patrzy na serce z prawej góry w dół, w kierunku lewej kończyny dolnej, a nie poziomo przez obręcz barkową. To powoduje, że obraz EKG w odprowadzeniu II jest zwykle jeszcze bardziej dodatni i często używa się go jako głównego kanału monitorującego rytm na sali operacyjnej czy OIT, ale konfiguracja elektrod jest zupełnie inna niż na rysunku. Często spotykany błąd myślowy polega na tym, że każdą konfigurację z prawą ręką jako „minusem” i jakąś inną kończyną jako „plusem” utożsamia się odruchowo z odprowadzeniem II, bo kojarzy się je z podstawowym kanałem zapisu. To niestety prowadzi do mylenia osi patrzenia odprowadzeń. Z kolei odprowadzenia aVR i aVL są odprowadzeniami jednobiegunowymi wzmocnionymi, gdzie elektroda aktywna znajduje się odpowiednio na prawej lub lewej ręce, a elektroda odniesienia jest wirtualna – to kombinacja pozostałych kończyn. Na rysunku widać wyraźnie dwie elektrody tworzące prostą linię między kończynami górnymi, bez udziału kończyny dolnej jako części elektrody odniesienia, więc nie może to być ani aVR, ani aVL. Mylenie tych odprowadzeń wynika zwykle z tego, że nazwy wydają się podobne, a różnice w konfiguracji wyglądają „kosmetycznie”. W praktyce EKG każda zmiana położenia elektrody zmienia kierunek wektora patrzenia na serce, a więc i kształt zespołów QRS oraz załamków P i T. Dlatego tak istotne jest, żeby kojarzyć dokładnie, które kończyny łączy dane odprowadzenie i czy jest ono dwubiegunowe (jak I, II, III), czy jednobiegunowe (jak aVR, aVL, aVF). Dopiero wtedy interpretacja osi elektrycznej serca, przerostów komór czy niedokrwienia ma sens i nie prowadzi do błędnych wniosków diagnostycznych.

Pytanie 15

Który środek ochrony radiologicznej pacjenta należy zastosować podczas wykonywania zdjęcia bocznego kręgosłupa szyjnego?

A. Półfartuch ołowiowy.
B. Osłony na gonady.
C. Osłonę na tarczycę.
D. Fartuch ołowiowy.
W tym zadaniu łatwo się złapać na skojarzeniach typu: im więcej ołowiu, tym lepiej, albo że każda osłona ołowiowa jest zawsze dobra. W radiologii tak to niestety nie działa. Kluczowa zasada brzmi: chronimy narządy krytyczne, ale nie kosztem jakości diagnostycznej zdjęcia. Osłony na gonady są bardzo ważne, ale głównie przy badaniach miednicy, stawów biodrowych, kręgosłupa lędźwiowego czy okolicy brzucha, kiedy wiązka promieniowania realnie przechodzi przez okolice narządów rozrodczych. Podczas zdjęcia bocznego kręgosłupa szyjnego pole napromieniania jest wysoko, a gonady znajdują się daleko poza główną wiązką, więc klasyczna osłona na gonady nie jest tu najbardziej optymalnym, priorytetowym wyborem. Jeszcze częściej pojawia się odruch, żeby od razu sięgać po pełny fartuch ołowiowy. Tyle że pełny fartuch, zwłaszcza źle ułożony, może częściowo zachodzić na obszar szyi, barku czy górnej części klatki piersiowej, co prowadzi do zasłonięcia struktur anatomicznych i konieczności powtarzania ekspozycji. Z mojego doświadczenia to bardzo typowy błąd: chęć „nadmiernej” ochrony kończy się paradoksalnie wyższą dawką, bo badanie trzeba robić jeszcze raz. Osobnym problemem jest osłona na tarczycę. Intuicyjnie wydaje się, że skoro badamy szyję, to tarczycę trzeba koniecznie osłonić. W projekcji bocznej kręgosłupa szyjnego tarczyca leży dokładnie w obszarze zainteresowania, a kołnierz ołowiowy zakryłby istotną część struktur szyjnych, w tym zarysy kręgów, łuków i przestrzeni międzykręgowych. W efekcie zdjęcie stałoby się niediagnostyczne. Dlatego w wytycznych ochrony radiologicznej wyraźnie podkreśla się, że osłona tarczycy nie powinna być stosowana, jeśli zasłania badany obszar. Typowy błąd myślowy polega na traktowaniu wszystkich osłon jednakowo, bez analizy geometrii wiązki i położenia narządów. Właściwe postępowanie polega na takim doborze ochrony, by osłonić narządy położone poniżej pola ekspozycji – i tu najlepiej sprawdza się półfartuch ołowiowy, który chroni jamę brzuszną i miednicę, pozostawiając odcinek szyjny w pełni widoczny.

Pytanie 16

W standardowym badaniu elektrokardiologicznym elektrodę C4 należy umocować

A. w IV międzyżebrzu przy prawym brzegu mostka.
B. w V międzyżebrzu w linii środkowo-obojczykowej lewej.
C. w IV międzyżebrzu przy lewym brzegu mostka.
D. w połowie odległości między punktem C2 i C4.
W rozmieszczeniu elektrod przedsercowych w EKG łatwo pomylić się, bo punkty anatomiczne są do siebie relatywnie blisko, a oznaczenia V1–V6 lub C1–C6 bywają mylące. Podstawą jest jednak trzymanie się ściśle opisanych w wytycznych lokalizacji, bo każde przesunięcie zmienia obraz elektryczny serca rejestrowany przez aparat. Wiele osób intuicyjnie próbuje „uśredniać” położenie elektrod, na przykład umieszczając je w połowie drogi między dwiema innymi. To podejście kusi, zwłaszcza kiedy ktoś myśli kategoriami geometrii na klatce piersiowej, ale w EKG tak się nie robi. Punkt dla elektrody V3 rzeczywiście znajduje się pomiędzy V2 i V4, natomiast C4/V4 to konkretny, samodzielny punkt – nie umieszcza się go w połowie odległości między jakimikolwiek innymi elektrodami. To jest typowy błąd: pomylenie roli V3 z lokalizacją V4. Kolejna pułapka to mylenie poziomu żeber. IV międzyżebrze przy lewym brzegu mostka to klasyczne miejsce dla V2, a nie dla V4. Jeżeli elektrodę C4/V4 przykleimy tam, gdzie powinna być V2, uzyskamy obraz przesunięty bardziej ku przegrodzie i podstawie serca, przez co koniuszek i ściana przednia będą reprezentowane nieprawidłowo. To może dawać mylące wrażenie innej osi serca lub maskować wczesne zmiany niedokrwienne. Podobnie IV międzyżebrze przy prawym brzegu mostka to lokalizacja V1. Ta elektroda „patrzy” na prawą komorę i przegrodę, więc zamiana jej miejsca z V4/C4 kompletnie wypacza układ przedsercowy. W praktyce klinicznej takie przesunięcia prowadzą czasem do kuriozalnych opisów: np. „nietypowe uniesienie ST w V1–V2”, które tak naprawdę wynika tylko z błędnego położenia elektrod. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś uważa: „skoro wszystkie elektrody są na klatce piersiowej, to centymetr w tę czy w tamtą nie zrobi różnicy”. Niestety w EKG robi i to sporą. Dlatego w dobrych praktykach diagnostyki elektromedycznej zawsze podkreśla się: najpierw dokładna identyfikacja żeber i linii anatomicznych (mostek, linia środkowo‑obojczykowa, linie pachowe), dopiero potem przyklejanie elektrod. Utrzymywanie standaryzacji pozycji jest kluczowe, żeby zapis z dzisiaj dało się wiarygodnie porównać z zapisem sprzed tygodnia czy roku, a także z normami populacyjnymi.

Pytanie 17

W jakich jednostkach mierzy się natężenie dźwięku?

A. W hercach (Hz).
B. W grejach (Gy).
C. W decybelach (dB).
D. W amperach (A).
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo miesza się tutaj różne działy fizyki i medycyny. Natężenie dźwięku, czyli to jak głośny jest dźwięk, opisujemy w decybelach (dB), a nie w jednostkach z radiologii, elektrotechniki czy opisu częstotliwości. W praktyce klinicznej, szczególnie w diagnostyce elektromedycznej, interesuje nas zarówno częstotliwość dźwięku, jak i jego poziom. Częstotliwość wyrażamy w hercach (Hz) i mówi ona, jak wysoki jest ton – czy jest to bas, czy piskliwy dźwięk. Natężenie, czyli głośność, podajemy w decybelach i to ono ma kluczowe znaczenie dla uszkodzenia słuchu, komfortu pacjenta czy norm BHP. Jednostka grej (Gy) pochodzi z radioterapii i ochrony radiologicznej, służy do opisu pochłoniętej dawki promieniowania jonizującego w tkance. To jest zupełnie inna dziedzina: energia promieniowania na jednostkę masy, nic wspólnego z akustyką. Czasem uczniowie mylą Gy z różnymi innymi skrótami, bo wszystko brzmi „medycznie”, ale to po prostu inny obszar fizyki medycznej. Amper (A) z kolei to podstawowa jednostka natężenia prądu elektrycznego. Używa się go przy opisie obwodów, zasilaczy, aparatów medycznych, ale nie do opisu dźwięku. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś kojarzy słowo „natężenie” i automatycznie łączy je z natężeniem prądu w amperach, zapominając, że w fizyce mamy różne rodzaje natężeń (natężenie pola, natężenie promieniowania, natężenie dźwięku) i każda wielkość ma swoją jednostkę. Kolejna częsta pułapka to mylenie częstotliwości z natężeniem – herce opisują, ile drgań na sekundę ma fala dźwiękowa, czyli jej wysokość, natomiast wrażenie „głośniej–ciszej” jest związane z decybelami. Z mojego doświadczenia dobrze jest zawsze zadać sobie w głowie dwa pytania: czy mówimy o tym, jak wysoki jest ton (wtedy Hz), czy jak głośny jest dźwięk (wtedy dB). Takie porządkowanie pojęć bardzo pomaga, szczególnie gdy przechodzimy między zagadnieniami z radiologii, fizyki medycznej i diagnostyki słuchu, gdzie jednostek i skrótów jest naprawdę sporo.

Pytanie 18

Jak określa się rekonstrukcję obrazów TK, której wynikiem są obrazy dwuwymiarowe tworzone w dowolnej płaszczyźnie przez wtórną obróbkę zestawionych ze sobą wielu przekrojów poprzecznych?

A. Odwzorowania objętości VTR.
B. Maksymalnej intensywności MIP.
C. Wielopłaszczyznowa MPR.
D. Cieniowanych powierzchni SSD.
W tym pytaniu chodzi o technikę, która z zestawu wielu cienkich przekrojów poprzecznych TK tworzy dwuwymiarowe obrazy w dowolnie wybranej płaszczyźnie. To jest właśnie istota wielopłaszczyznowej rekonstrukcji MPR. Częsty błąd polega na wrzucaniu do jednego worka wszystkich metod „rekonstrukcji 3D”, podczas gdy one się dość mocno różnią matematycznie i pod względem tego, co finalnie widzimy na monitorze. Odwzorowania objętości, określane jako VTR lub częściej VR (volume rendering), to technika stricte objętościowa. Komputer tworzy trójwymiarowy model, w którym każdemu wokselowi przypisuje się przezroczystość i kolor, a potem symuluje się oświetlenie. Efektem jest obraz 3D, którym można obracać, a nie klasyczna, płaska przekrojowa projekcja. To świetne narzędzie np. w planowaniu zabiegów naczyniowych czy chirurgii ortopedycznej, ale nie spełnia definicji z pytania, bo nie tworzy po prostu 2D przekroju w dowolnej płaszczyźnie, tylko wizualizację całej objętości. Podobnie rekonstrukcja cieniowanych powierzchni SSD (shaded surface display) koncentruje się na powierzchniach – wybiera określony próg gęstości (np. dla kości) i wyświetla tylko struktury powyżej tego progu, nadając im efekt światłocienia. To daje ładny model kości czy naczyń, ale jest to też metoda 3D, uproszczona względem VR, i z definicji nie jest klasycznym obrazem przekrojowym 2D w wybranej płaszczyźnie. Maksymalna intensywność MIP (maximum intensity projection) z kolei polega na tym, że dla każdego piksela na obrazie wybierana jest maksymalna wartość z całej grubości objętości w danym kierunku. Świetnie uwidacznia to naczynia w angiografii TK czy ogniska o wysokiej gęstości, ale znowu – to projekcja przez objętość, a nie zwykły przekrój. Typowym błędem myślowym jest utożsamianie „dowolnej płaszczyzny” z „dowolną wizualizacją 3D”. W diagnostyce obrazowej przyjmuje się raczej jasny podział: MPR = rekonstrukcje przekrojowe 2D w różnych płaszczyznach, a VR/SSD/MIP = zaawansowane techniki wizualizacji objętościowej lub projekcyjnej. Z praktycznego punktu widzenia do dokładnego pomiaru, oceny ciągłości struktur i analizy anatomii wciąż podstawą są MPR, a pozostałe metody traktuje się jako uzupełnienie, a nie zamiennik.

Pytanie 19

Który artefakt uwidoczniono na skanie RM głowy?

Ilustracja do pytania
A. Przesunięcie chemiczne.
B. Zawijanie obrazu.
C. Efekt uśrednienia.
D. Poruszenie pacjenta.
Na przedstawionym obrazie RM głowy mamy klasyczny przykład artefaktu zawijania obrazu, a nie efekt uśrednienia, poruszenia pacjenta ani przesunięcia chemicznego. W diagnostyce obrazowej MR bardzo łatwo pomylić te zjawiska, bo każde z nich pogarsza jakość obrazu, ale ich mechanizm fizyczny i wygląd są zupełnie inne. Poruszenie pacjenta powoduje najczęściej rozmycie konturów, podwójne krawędzie, smugi wzdłuż kierunku kodowania fazy, czasem takie „cienie duchy” od naczyń pulsujących. Cały obraz wygląda jakby był lekko rozmazany, szczególnie tam, gdzie granica tkanek jest ostra, np. między istotą szarą a białą. Tutaj struktury są ostre, tylko pewne elementy anatomiczne pojawiają się w nienaturalnym miejscu, co bardziej pasuje do aliasingu niż ruchu. Efekt uśrednienia (partial volume effect) to z kolei zjawisko związane z grubymi warstwami i dużym voxel’em: sygnał z różnych tkanek mieszanych w jednym voxelu uśrednia się, przez co zanika kontrast między strukturami. Na obrazie nie widzielibyśmy dodatkowych nałożonych fragmentów, tylko np. słabiej widoczne granice kory, wygładzenie zakrętów, zlewanie się małych struktur. Tego tutaj nie ma. Przesunięcie chemiczne dotyczy głównie granicy tłuszcz–woda, np. w okolicy oczodołów lub tkanki podskórnej, i objawia się cienkim pasemek jasnym i ciemnym po dwóch stronach granicy, przesuniętym w kierunku fazowym. Jest to subtelny, liniowy artefakt na styku tkanek o różnym przesunięciu częstotliwości, a nie całe „przerzucone” fragmenty głowy. Typowym błędem jest patrzenie tylko na to, że obraz jest „dziwny” i odruchowe obwinianie ruchu pacjenta. Z mojego doświadczenia w pracowni MR dużo osób nie zwraca uwagi na kierunek kodowania fazy i wielkość FOV, a to właśnie one decydują o powstawaniu zawijania. Dlatego warto przy każdym takim pytaniu przeanalizować: czy widzę rozmycie i smugi (ruch), liniowe pasma na granicy tłuszcz–woda (przesunięcie chemiczne), czy raczej powtórzone, przesunięte fragmenty anatomii po przeciwnej stronie obrazu – czyli aliasing. Taka analiza bardzo pomaga później w realnej pracy przy optymalizacji sekwencji i szybkim korygowaniu błędów.

Pytanie 20

Który zapis EKG przedstawia falę Pardee'go?

A. Zapis 4
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zapis 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zapis 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zapis 1
Ilustracja do odpowiedzi D
W tym zadaniu łatwo dać się złapać na sam kształt zespołu QRS albo wysokość załamka R, a to nie jest najważniejsze. Fala Pardee’go nie polega na „dziwnie wyglądającym QRS”, tylko na charakterystycznym uniesieniu odcinka ST. Kryterium jest położenie odcinka ST względem linii izoelektrycznej i jego kształt. W trzech pozostałych zapisach odcinek ST albo jest prawidłowy, albo ma tylko niewielkie odchylenia, które częściej wiążą się z innymi stanami niż ostry zawał z uniesieniem ST. Typowym błędem jest skupianie się na tym, że jakiś załamek jest głęboki, QRS jest wąski lub szeroki, albo że załamek T jest „dziwny”. To oczywiście są ważne obserwacje, ale dla fali Pardee’go podstawą jest wyraźne, kopulaste uniesienie ST, które praktycznie zlewa się z załamkiem T. W zapisach, które nie są poprawną odpowiedzią, punkt J znajduje się blisko linii izoelektrycznej, a ST albo jest poziomy, albo tylko lekko odchylony – takie zmiany można widzieć np. przy przeciążeniu komór, zaburzeniach elektrolitowych czy zmianach nieswoistych. Z mojego doświadczenia największy problem mają osoby uczące się EKG z rozróżnieniem: „wysoki R i normalny ST” kontra „wysoki R i uniesiony ST”. W codziennej praktyce technik powinien zawsze ocenić: gdzie jest linia izoelektryczna (najlepiej w odcinku TP lub PR), gdzie zaczyna się punkt J i ile kratek w pionie dzieli ST od tej linii. Dopiero na tej podstawie można mówić o fali Pardee’go. Pamiętanie o tej sekwencji oceny pozwala uniknąć zarówno nadrozpoznawania zawału, jak i groźnego przeoczenia prawdziwego STEMI, co jest absolutnie kluczowe w pracy z EKG.

Pytanie 21

W radiografii mianem SID określa się

A. system automatycznej regulacji jasności.
B. odległość między obiektem badanym a detektorem obrazu.
C. odległość między źródłem promieniowania a detektorem obrazu.
D. system automatycznej kontroli ekspozycji.
W radiografii bardzo łatwo pomylić różne skróty i funkcje aparatu, bo jest ich po prostu sporo. SID to jednak pojęcie czysto geometryczne, a nie elektroniczny system automatyki. Nie oznacza ani systemu automatycznej regulacji jasności, ani systemu automatycznej kontroli ekspozycji. Tego typu rozwiązania techniczne w aparatach RTG czy fluoroskopii opisuje się raczej jako AEC (Automatic Exposure Control) lub ABC (Automatic Brightness Control) w torze fluoroskopowym. Ich zadaniem jest dobór parametrów ekspozycji tak, żeby obraz miał odpowiednią gęstość optyczną czy jasność, niezależnie od grubości pacjenta. SID nie ma z tym bezpośredniego związku, choć oczywiście pośrednio wpływa na ekspozycję, bo zmienia się natężenie wiązki na detektorze zgodnie z prawem odwrotności kwadratu odległości. Kolejne częste nieporozumienie dotyczy odległości mierzonych w układzie pacjent–detektor. Odległość między badanym obiektem (np. klatką piersiową) a detektorem dotyczy raczej OID (Object to Image Distance) lub czasem mówi się po prostu o odległości obiekt–detektor. Ten parametr jest również istotny, bo im większa odległość obiektu od detektora, tym większe powiększenie i rozmycie krawędzi na obrazie. Jednak to nie jest SID. SID zawsze odnosi się do drogi od ogniska lampy rentgenowskiej (czyli źródła promieniowania) do powierzchni detektora obrazu. Mylenie SID z OID prowadzi do błędnego myślenia o geometrii projekcji, a w konsekwencji do złego pozycjonowania pacjenta i niestabilnych warunków ekspozycji. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią o konieczności utrzymywania stałego, zadeklarowanego SID dla danej projekcji oraz świadomego kontrolowania OID, np. dociśnięcia pacjenta do detektora wszędzie tam, gdzie chcemy ograniczyć powiększenie. Warto więc rozdzielić w głowie: SID – źródło do detektora, OID – obiekt do detektora, a systemy automatycznej ekspozycji to zupełnie inna kategoria zagadnień, związana z elektroniką i automatyką aparatu, a nie z geometrią wiązki.

Pytanie 22

Którą metodą i w której płaszczyźnie zostało wykonane badanie stawu kolanowego zobrazowane na zdjęciach?

Ilustracja do pytania
A. TK, w płaszczyźnie czołowej.
B. TK, w płaszczyźnie strzałkowej.
C. MR, w płaszczyźnie strzałkowej.
D. MR, w płaszczyźnie czołowej.
Prawidłowo rozpoznano, że na obrazach widoczny jest staw kolanowy w badaniu MR wykonanym w płaszczyźnie czołowej. Świadczą o tym typowe cechy rezonansu magnetycznego: wysoki kontrast tkanek miękkich, bardzo dobra widoczność chrząstki, łąkotek, więzadeł oraz istoty gąbczastej kości, a także charakterystyczny wygląd warstwic obrazów i opisów w nagłówkach. W tomografii komputerowej tkanki miękkie są zdecydowanie słabiej różnicowane, natomiast kość korowa daje bardzo mocny, jasny sygnał. Tutaj wyraźnie widać, że to obraz MR – kość jest bardziej „szara”, a znakomicie podkreślone są łąkotki w obrębie szpary stawowej. Płaszczyzna czołowa (frontalna) oznacza, że obraz przecina ciało z przodu na tył – widzimy jednocześnie przyśrodkową i boczną część stawu, kłykcie kości udowej i piszczeli obok siebie, a nie „z boku” jak w płaszczyźnie strzałkowej. W praktyce klinicznej badanie MR kolana w płaszczyźnie czołowej jest standardowym elementem protokołu – obok sekwencji w płaszczyźnie strzałkowej i poprzecznej. Dzięki temu radiolog może precyzyjnie ocenić łąkotki (szczególnie rogi i trzon), chrząstkę stawową, szparę stawową, obrzęk szpiku oraz ustawienie osi kończyny. Moim zdaniem, w pracy technika bardzo ważne jest, żeby już na pierwszy rzut oka kojarzyć, jak wygląda typowy obraz MR kolana w każdej z płaszczyzn, bo to pozwala od razu wychwycić błędne pozycjonowanie pacjenta albo niewłaściwie dobrany zakres skanowania. W dobrych pracowniach dba się o to, aby zawsze uzyskać komplet projekcji (czołowa, strzałkowa, poprzeczna) w co najmniej jednej sekwencji T1- lub PD-zależnej oraz jednej T2-zależnej, często z fat-sat, właśnie po to, żeby ortopeda miał pełny obraz uszkodzeń więzadeł i łąkotek.

Pytanie 23

Na przekroju poprzecznym TK mózgu strzałką wskazano obszar

Ilustracja do pytania
A. hypodensyjny w móżdżku.
B. hyperdensyjny w płacie czołowym.
C. hyperdensyjny w móżdżku.
D. hypodensyjny w płacie czołowym.
Na tym obrazie TK głowy główną pułapką jest jednoczesne rozpoznanie lokalizacji i charakteru densyjnego zmiany. Strzałka wskazuje strukturę położoną w tylnym dole czaszki, poniżej półkul mózgowych i powyżej otworu wielkiego. To typowa projekcja na móżdżek, z widocznymi półkulami móżdżku i robakiem. Mylenie tego poziomu z płatem czołowym wynika najczęściej z braku nawyku orientowania się w osi czaszka–podstawa–tylny dół; płaty czołowe leżą znacznie wyżej i ku przodowi, nad oczodołami, w zupełnie innym przekroju anatomicznym. Dlatego odpowiedzi, które mówią o płacie czołowym, ignorują podstawową zasadę interpretacji obrazów: najpierw identyfikujemy poziom i region anatomiczny, dopiero później opisujemy charakter zmiany.
Drugie źródło błędu to ocena gęstości. W tomografii komputerowej tkanka bardziej jasna (biała) ma wyższą gęstość – nazywamy ją hyperdensyjną. Tkanka ciemniejsza (bliżej czerni) jest hypodensyjna. Wskazany obszar jest wyraźnie jaśniejszy niż otaczająca tkanka móżdżku, więc nie można go nazwać hypodensyjnym. Pomyłka w tym miejscu często wynika z niedostatecznego porównania z sąsiednimi strukturami oraz z kością czaszki, która jest najbardziej hyperdensyjna. Dobrą praktyką jest zawsze zestawienie badanego ogniska z prawidłową istotą szarą i białą – jeśli coś jest porównywalne z kością lub świeżą krwią, będzie jasne, czyli hyperdensyjne.
Z perspektywy pracy technika i lekarza radiologa kluczowe jest, aby nie opierać się na intuicyjnym wrażeniu „ciemniejsze–jaśniejsze”, tylko świadomie używać pojęć hypodensyjny i hyperdensyjny, odnosząc je do skali Hounsfielda i wyglądu prawidłowych struktur. Moim zdaniem warto wyrobić sobie prosty nawyk: najpierw orientacja w anatomii (czy to na pewno móżdżek, a nie płat czołowy), potem ocena densyjności na tle otoczenia, a na końcu dopiero próba klinicznej interpretacji (np. krwotok, guz, zwapnienie). Taka sekwencja myślenia minimalizuje ryzyko właśnie takich pomyłek, jakie sugerują niepoprawne odpowiedzi w tym zadaniu.

Pytanie 24

Którą patologię uwidoczniono w badaniu angiograficznym?

Ilustracja do pytania
A. Cystę mózgu.
B. Tętniaka naczyń mózgowych.
C. Stenozę naczyń mózgowych.
D. Guza mózgu.
Na przedstawionej angiografii mózgowia widzimy obraz typowego badania naczyniowego, a więc rejestrujemy wyłącznie struktury wypełnione kontrastem: tętnice, ewentualnie żyły, czasem patologiczne malformacje. To jest podstawowy punkt wyjścia, który często bywa pomijany i prowadzi do mylenia zmian miąższowych z naczyniowymi. Guz mózgu w klasycznym znaczeniu to zmiana miąższowa, zbudowana z tkanki nowotworowej, nie z samej krwi. W angiografii może on co najwyżej pośrednio dawać objawy: przemieszczenie naczyń, patologiczne unaczynienie, poszerzone naczynia odżywiające. Nie pojawi się jednak jako pojedyncza, równomiernie wypełniona kontrastem kulista struktura w świetle naczynia, jak na tym zdjęciu. Dlatego rozpoznanie guza na podstawie samej sylwetki naczynia jest merytorycznie błędne – do oceny guzów służą głównie TK i MR z kontrastem, a angiografia pełni co najwyżej rolę uzupełniającą. Podobnie jest z cystą mózgu. Torbiel to zbiornik płynu (najczęściej płyn o zbliżonych parametrach do płynu mózgowo‑rdzeniowego), otoczony cienką ścianą. W angiografii DSA taka zmiana praktycznie nie kontrastuje się, widoczna jest co najwyżej jako „ubytek” w tle po odjęciu kości, czyli obszar, w który naczynia są odgarnięte na boki. Kulisty obszar intensywnego kontrastowania nie pasuje więc do torbieli, tylko do patologii typowo naczyniowej. Częsty błąd polega na tym, że każdą kulistą zmianę traktuje się jako torbiel lub guz, bez zastanowienia się, jaką metodą obrazowania wykonano badanie i co ta metoda w ogóle pokazuje. Stenoza naczyń mózgowych, czyli zwężenie światła tętnicy, również wygląda zupełnie inaczej. Oczekujemy przewężenia, nitkowatego odcinka naczynia, czasem z poszerzeniem poststenotycznym, nie zaś workowatego uwypuklenia na boku tętnicy. W diagnostyce zwężeń ocenia się długość i procent zwężenia, symetrię przepływu, krążenie oboczne – tutaj natomiast widać raczej ogniskowe poszerzenie z zachowanym przepływem przed i za zmianą. Z mojego doświadczenia najważniejsze jest, żeby przy każdym obrazie naczyniowym zadać sobie dwa pytania: czy zmiana jest w świetle naczynia, i czy jest to zwężenie, poszerzenie czy nieprawidłowe połączenie naczyń. Takie uporządkowanie myślenia bardzo pomaga odróżnić tętniaka od guza, torbieli czy klasycznej stenozy i unikać pochopnych, intuicyjnych skojarzeń.

Pytanie 25

Przy ułożeniu do zdjęcia AP czaszki płaszczyzna

A. oczodołowo-uszna środkowa jest prostopadła do kasety.
B. oczodołowo-uszna dolna jest równoległa do kasety.
C. czołowa jest prostopadła do kasety.
D. strzałkowa jest równoległa do kasety.
W pozycjonowaniu do projekcji AP czaszki bardzo łatwo się pomylić między różnymi płaszczyznami, bo ich nazwy są do siebie podobne, a w praktyce liczy się dosłownie kilka stopni różnicy. W tym pytaniu pułapka polega na tym, że część osób automatycznie myśli o płaszczyźnie czołowej i strzałkowej, bo są bardziej znane z anatomii, a w radiografii czaszki kluczowe są jednak linie oczodołowo-uszne. Płaszczyzna czołowa rzeczywiście ustawiona jest mniej więcej równolegle do kasety przy AP czaszki, ale pytanie dotyczy konkretnej płaszczyzny używanej jako punkt odniesienia do pozycjonowania. W standardach radiologicznych to właśnie linia oczodołowo-uszna środkowa (OML) jest kontrolowana względem kasety, a nie ogólna płaszczyzna czołowa. Z kolei płaszczyzna strzałkowa pośrodkowa powinna być prostopadła do kasety, a nie równoległa. Jeżeli ktoś zakłada, że powinna być równoległa, to zwykle wynika to z pomieszania z projekcją boczną czaszki, gdzie głowa faktycznie jest ustawiona bokiem i płaszczyzna strzałkowa biegnie równolegle do kasety. To typowy błąd: przenoszenie ustawień z innej projekcji. Linie oczodołowo-uszne dolna (IOML) i środkowa (OML) też często się mylą. Dolna bywa wykorzystywana w innych projekcjach (np. niektóre zdjęcia zatok, projekcje skośne), ale w klasycznej projekcji AP czaszki to OML ma być prostopadła do kasety. Ustawianie dolnej równolegle do kasety spowodowałoby, że głowa byłaby odchylona, a obraz czaszki nie byłby prawidłowo odwzorowany – pojawią się skróty, przemieszczenie struktur, gorsza ocena symetrii. Z mojego doświadczenia najlepiej zapamiętać prostą zasadę: w projekcjach AP/PA czaszki patrzymy na OML prostopadłą do kasety i na płaszczyznę strzałkową pośrodkową bez rotacji. Każde inne ustawienie tych linii prowadzi do zniekształceń i jest sprzeczne z dobrymi praktykami radiograficznymi opisanymi w podręcznikach do techniki RTG.

Pytanie 26

W pracowni radioterapii wyświetlenie na ekranie monitora aparatu komunikatu „ROTATION” oznacza prowadzoną terapię

A. radykalną.
B. paliatywną.
C. całego ciała.
D. obrotową.
Prawidłowo, komunikat „ROTATION” na konsoli akceleratora liniowego oznacza, że prowadzona jest terapia obrotowa, czyli napromienianie przy ciągłym obrocie głowicy aparatu wokół pacjenta. Chodzi o to, że wiązka promieniowania nie pada z jednego lub kilku statycznych pól, tylko „okrąża” pacjenta po zadanym łuku lub pełnym obrocie 360°. W praktyce klinicznej stosuje się takie techniki głównie w teleterapii, np. przy napromienianiu guzów mózgu, guzów w obrębie miednicy czy klatki piersiowej, gdy zależy nam na jak najlepszym rozkładzie dawki i ochronie tkanek zdrowych. Dzięki terapii obrotowej dawka w guzie sumuje się z wielu kierunków, a narządy krytyczne dostają mniejsze dawki cząstkowe z każdego pojedynczego przejścia wiązki. Moim zdaniem to jeden z fajniejszych przykładów, jak geometria ruchu aparatu realnie wpływa na bezpieczeństwo pacjenta. Współczesne systemy planowania leczenia wykorzystują różne odmiany terapii obrotowej, np. techniki łukowe (arc therapy), VMAT, czy rotacyjne techniki 3D, gdzie ruch gantry jest ściśle zsynchronizowany z kolimatorem i czasem z ruchem stołu. Operator, widząc na monitorze tryb „ROTATION”, powinien zawsze sprawdzić wcześniej w karcie zabiegowej i w systemie planowania, czy zaplanowany jest łuk, ile stopni ma obejmować, w jakim kierunku obraca się gantry i czy parametry dawki zgadzają się z zatwierdzonym planem. To jest standard dobrej praktyki: przed włączeniem napromieniania potwierdzić tryb pracy aparatu (statyczny, rotacyjny, IMRT, itp.), pozycję pacjenta, ustawienie izocentrum i ewentualne akcesoria unieruchamiające. W pracowni radioterapii takie szczegóły decydują o jakości i powtarzalności leczenia, więc rozpoznawanie komunikatów typu „ROTATION” to podstawa codziennej pracy przy akceleratorze.

Pytanie 27

Teleradioterapia 4D na etapie planowania leczenia wykorzystuje obrazy

A. klasycznej rentgenografii, wykonane przy wstrzymanym oddechu.
B. klasycznej rentgenografii, wykonane w fazie oddechowej.
C. tomografii komputerowej, wykonane przy wstrzymanym oddechu.
D. tomografii komputerowej, wykonane w fazie oddechowej.
Kluczowy problem w tym pytaniu polega na zrozumieniu, czym w ogóle jest teleradioterapia 4D i po co się ją stosuje. Cała koncepcja radioterapii 4D opiera się na uwzględnieniu ruchu guza i narządów krytycznych w czasie, głównie ruchu oddechowego. Jeżeli użyjemy obrazu, który ten ruch „zamraża” albo w ogóle go nie pokazuje, to tracimy podstawową przewagę tej techniki. Dlatego bazowanie na klasycznej rentgenografii jest po prostu niewystarczające. Zdjęcie RTG to dwuwymiarowa projekcja, bez informacji o głębokości, o objętości guza i bez możliwości dokładnego wyznaczenia struktur trójwymiarowych. W planowaniu radioterapii, a tym bardziej 4D, wymagany jest pełny obraz 3D, który zapewnia właśnie tomografia komputerowa. Rentgenografia może być przydatna co najwyżej do weryfikacji położenia pacjenta (np. portal images, kV images), ale nie jako baza do planu 4D. Kolejny częsty błąd to przekonanie, że wstrzymany oddech jest automatycznie „lepszy”, bo wszystko się mniej rusza. Faktycznie stosuje się techniki breath-hold (np. DIBH w leczeniu piersi), ale to jest inny koncept niż radioterapia 4D. Wstrzymany oddech daje nam jedną ustaloną pozycję guza i narządów, więc z założenia nie odwzorowuje pełnego cyklu oddechowego. Radioterapia 4D ma właśnie ten ruch pokazać i opisać, a nie go wyeliminować. Dlatego obraz TK przy wstrzymanym oddechu może być fajny do zmniejszenia marginesów w klasycznym 3D/IMRT/VMAT, ale nie spełnia idei 4D. Typowym błędem myślowym jest też mieszanie pojęć: ktoś wie, że TK jest złotym standardem w planowaniu i że kontrola oddechu jest ważna, więc łączy to w jedną koncepcję, wybierając tomografię przy wstrzymanym oddechu. Tymczasem w 4D potrzebujemy całej serii obrazów w różnych fazach oddechowych, zsynchronizowanych z sygnałem oddechowym pacjenta. Stąd poprawna odpowiedź to tomografia komputerowa wykonana w fazach oddechowych, czyli 4D CT. To jest zgodne z nowoczesnymi wytycznymi radioterapii, gdzie dąży się do jak najlepszego odwzorowania dynamiki ruchu guza, a nie tylko jego pojedynczej pozycji.

Pytanie 28

W leczeniu izotopowym tarczycy podaje się

A. dożylnie emiter promieniowania α
B. dożylnie emiter promieniowania β
C. doustnie emiter promieniowania β
D. doustnie emiter promieniowania α
W leczeniu izotopowym tarczycy kluczowe jest zrozumienie zarówno drogi podania, jak i rodzaju używanego promieniowania. Częsty błąd myślowy polega na automatycznym kojarzeniu wszelkiego „leczenia promieniowaniem” z podaniem dożylnym, bo tak podaje się większość leków w szpitalu, oraz z promieniowaniem alfa, bo brzmi bardziej „mocno” i kojarzy się z silnym działaniem. W medycynie nuklearnej mechanizm jest jednak trochę inny – opiera się na wykorzystaniu fizjologii narządu, w tym przypadku tarczycy, która naturalnie wychwytuje jod z krwi.
Podanie dożylne emisji β w leczeniu nadczynności tarczycy byłoby po prostu nielogiczne, bo i tak zależy nam na tym, żeby radioizotop dotarł do tarczycy drogą fizjologicznego wychwytu jodu. Preparat po podaniu doustnym wchłania się z przewodu pokarmowego do krwi i dalej zachowuje się dokładnie tak samo jak po podaniu dożylnym, tylko w sposób znacznie prostszy, tańszy i bez ryzyka powikłań naczyniowych. Standardy medycyny nuklearnej bardzo jasno opisują, że radiojod w leczeniu tarczycy podaje się doustnie, w postaci kapsułek lub płynu, a nie w iniekcji.
Drugi problem dotyczy promieniowania alfa. Emiterów α używa się obecnie głównie w wyspecjalizowanych terapiach celowanych, np. w leczeniu niektórych nowotworów z przerzutami do kości czy w zaawansowanej onkologii, ale nie w rutynowym leczeniu nadczynności tarczycy. Promieniowanie alfa ma bardzo krótki zasięg w tkance (mikrometry), ale ogromną energię jonizującą, co wymaga ekstremalnie precyzyjnego „dostarczenia” cząsteczek do komórek docelowych. Tarczyca i wychwyt jodu są do tego po prostu zbyt „szerokie” i nieselektywne, więc użycie alfa byłoby niepraktyczne i potencjalnie bardziej toksyczne.
Z mojego doświadczenia osoby uczące się często mieszają medycynę nuklearną z klasyczną radioterapią. Dożylne podanie kojarzy się im z chemioterapią, a „mocne” promieniowanie z radioterapią zewnętrzną. W przypadku leczenia radiojodem mamy jednak typową terapię metaboliczną: wykorzystujemy naturalny metabolizm jodu i promieniowanie β o ograniczonym zasięgu do zniszczenia nadczynnych komórek tarczycy. Dlatego odpowiedzi sugerujące podanie dożylne lub użycie promieniowania alfa stoją w sprzeczności z obowiązującymi wytycznymi medycyny nuklearnej i zasadami racjonalnej ochrony radiologicznej.

Pytanie 29

Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałką wskazano patologiczny kręg

Ilustracja do pytania
A. Th₈
B. L₃
C. Th₁₀
D. L₁
Prawidłowo wskazany został kręg L₁. Na strzałkowym obrazie MRI odcinka piersiowo‑lędźwiowego zawsze zaczynamy od orientacji anatomicznej: u dołu widoczna jest kość krzyżowa i ostatnie kręgi lędźwiowe, wyżej – przejście piersiowo‑lędźwiowe i kręgi piersiowe. Standardową dobrą praktyką w opisie takich badań jest liczenie kręgów od dołu: od kości krzyżowej (S1) w górę do L5, L4, L3, L2 i właśnie L1 jako najwyższego kręgu lędźwiowego. Na obrazie widać, że patologicznie zmieniony trzon leży tuż powyżej L2 i poniżej pierwszego wyraźnie piersiowego kręgu z przyczepem żeber, co jednoznacznie odpowiada poziomowi L₁. W codziennej pracy technika czy lekarza radiologa takie liczenie kręgów, najlepiej w korelacji z dodatkowymi sekwencjami obejmującymi kość krzyżową, to absolutna podstawa, bo od poprawnej identyfikacji poziomu zależy dalsze leczenie: planowanie zabiegów ortopedycznych, blokad nasierpowych, vertebroplastyk czy napromieniania. Moim zdaniem warto sobie wyrobić nawyk „kotwiczenia” się na charakterystycznych punktach: przejście L5–S1, zarys żeber przy kręgach piersiowych, kształt trzonów i wysokość krążków międzykręgowych. Na rezonansie często korzysta się też z sekwencji całego kręgosłupa lub przynajmniej odcinka piersiowo‑lędźwiowego, żeby nie pomylić L1 z Th12, co bywa częstą wtopą u początkujących. W nowoczesnych standardach opisu (np. według zaleceń towarzystw radiologicznych) podkreśla się konieczność jednoznacznego oznaczenia poziomu, czasem z użyciem znaczników skórnych lub korelacji z wcześniejszym RTG. Poprawne rozpoznanie L₁ w takim obrazie to właśnie przykład stosowania tych zasad w praktyce obrazowej diagnostyki kręgosłupa.

Pytanie 30

Co zostało uwidocznione na zamieszczonym radiogramie?

Ilustracja do pytania
A. Złamanie kostki bocznej.
B. Złamanie kości skokowej.
C. Ostroga kości piętowej.
D. Zwichnięcie stawu skokowego.
Na radiogramie widoczna jest typowa ostroga kości piętowej, czyli wyrośl kostna zlokalizowana na dolno-przyśrodkowej powierzchni guza piętowego, w okolicy przyczepu rozcięgna podeszwowego. W obrazie RTG wygląda to jak haczykowate lub dziobowate uwypuklenie kości skierowane ku przodowi stopy. Moim zdaniem to jedno z bardziej charakterystycznych znalezisk radiologicznych – jeśli raz się je dobrze obejrzy, trudno je potem pomylić. W praktyce technika i lekarze radiolodzy zwracają szczególną uwagę na tę okolicę u pacjentów zgłaszających ból pięty, zwłaszcza nasilający się przy pierwszych krokach rano. Standardowo wykonuje się projekcje boczne stopy lub stawu skokowo-piętowego, bo w tej projekcji ostroga jest najlepiej uwidoczniona. W dobrych praktykach opisowych podkreśla się lokalizację (przyczep rozcięgna podeszwowego vs przyczep ścięgna Achillesa), wielkość wyrośli kostnej i ewentualne towarzyszące zmiany zwyrodnieniowe stawu skokowo-piętowego. Trzeba też pamiętać, że sama obecność ostrogi na RTG nie zawsze koreluje z nasileniem dolegliwości bólowych – czasem pacjent ma dużą ostrogę i minimalne objawy, a innym razem odwrotnie. W praktyce klinicznej wynik badania obrazowego łączy się z badaniem fizykalnym i wywiadem. Radiogram pełni tu rolę potwierdzającą i różnicującą – pomaga odróżnić ostrogę od złamań zmęczeniowych guza piętowego, zmian pourazowych czy rzadziej zmian guzowatych. W pracy technika elektroradiologii ważne jest prawidłowe ułożenie stopy, brak rotacji oraz dobranie takich parametrów ekspozycji, żeby struktury gąbczaste kości piętowej nie były ani przepalone, ani zbyt niedoświetlone – wtedy krawędzie ostrogi są wyraźne i łatwe do oceny.

Pytanie 31

Które odprowadzenie w badaniu EKG rejestruje różnice potencjałów pomiędzy lewym a prawym przedramieniem?

A. aVL
B. aVR
C. III
D. I
W tym pytaniu bardzo łatwo pomylić poszczególne odprowadzenia kończynowe, zwłaszcza jeśli kojarzy się je tylko z nazwy, a nie z tym, jakie dokładnie elektrody są ze sobą porównywane. Podstawą jest zrozumienie różnicy między odprowadzeniami dwubiegunowymi Einthovena (I, II, III), a odprowadzeniami jednobiegunowymi wzmocnionymi Goldbergera (aVR, aVL, aVF). Dwubiegunowe rejestrują różnicę potencjałów między dwiema kończynami, natomiast wzmocnione – potencjał jednej kończyny względem tzw. elektrody odniesienia złożonej z pozostałych.
Odprowadzenie aVL nie mierzy różnicy między prawym i lewym przedramieniem, tylko pokazuje potencjał lewego przedramienia w stosunku do uśrednionego potencjału prawej ręki i lewej nogi. Czyli plus jest na lewej ręce, a minus to połączenie RA + LL. Jeśli ktoś zaznacza aVL jako odpowiedź, to zwykle ma w głowie skojarzenie „L jak left arm” i myśli, że skoro jest lewa ręka, to chodzi o nią. To jest logiczny skrót myślowy, ale niestety nieprecyzyjny, bo w pytaniu wyraźnie jest mowa o różnicy potencjałów między dwoma konkretnymi przedramionami.
Podobnie aVR nie spełnia warunku z pytania. To odprowadzenie pokazuje potencjał prawej ręki w stosunku do połączonych LA + LL. A więc znowu mamy konfigurację jednobiegunową, gdzie prawa ręka jest elektrodą dodatnią, a pozostałe dwie kończyny tworzą elektrodę odniesienia. Częsty błąd polega na tym, że ktoś widzi literę R (right arm) i automatycznie zakłada, że to będzie ta „różnica” między prawym i lewym przedramieniem. W praktyce aVR jest odprowadzeniem, które wielu lekarzy trochę lekceważy przy szybkim oglądaniu EKG, ale diagnostycznie bywa bardzo przydatne, choćby przy podejrzeniu zawału ściany tylnej czy zatruć.
Odprowadzenie III też nie jest poprawne, bo ono łączy lewą rękę z lewą nogą. Mówiąc technicznie, dodatnia elektroda jest na lewej nodze (LL), a ujemna na lewej ręce (LA). Czyli różnica potencjałów dotyczy kończyny górnej i dolnej po lewej stronie, a prawa ręka w ogóle nie wchodzi tu do gry. Często mylenie odprowadzeń II i III wynika z tego, że oba „idą w dół” w trójkącie Einthovena i studentom miesza się, co z czym jest połączone.
Żeby uniknąć tych pomyłek, moim zdaniem warto zapamiętać prosty schemat: I – prawa ręka z lewą ręką, II – prawa ręka z lewą nogą, III – lewa ręka z lewą nogą. Dopiero na tej bazie buduje się odprowadzenia wzmocnione: aVR – patrzy z prawej ręki, aVL – z lewej ręki, aVF – z lewej nogi, ale każde z nich patrzy na serce względem uśrednionego potencjału pozostałych dwóch elektrod. Z punktu widzenia praktyki technika EKG dobra znajomość tej geometrii jest kluczowa, bo pozwala od razu rozpoznać błędne podłączenie przewodów, nielogiczny przebieg zespołów QRS i uniknąć powtarzania badania tylko dlatego, że ktoś pomylił kable.

Pytanie 32

Który załamek w zapisie EKG odpowiada zjawisku depolaryzacji przedsionków mięśnia sercowego?

A. R
B. T
C. Q
D. P
W zapisie EKG bardzo łatwo pomylić poszczególne załamki, zwłaszcza na początku nauki. Typowy błąd polega na kojarzeniu każdego wyraźnego załamka z „jakimś skurczem serca”, bez dokładnego rozróżniania, która część mięśnia sercowego jest pobudzana. Depolaryzacja przedsionków dotyczy wyłącznie załamka P, natomiast pozostałe załamki – T, Q, R – odnoszą się już do zjawisk w obrębie komór. Jeśli ktoś wybiera załamek T, zwykle myli pojęcia depolaryzacji i repolaryzacji. Załamek T odzwierciedla repolaryzację komór, czyli powrót komórek mięśnia komór do stanu spoczynkowego po skurczu. To jest końcowa faza cyklu komorowego, a nie początek pobudzenia. Klinicznie ocena załamka T jest ważna np. w niedokrwieniu, zaburzeniach elektrolitowych czy działaniach niepożądanych leków, ale nie ma związku z depolaryzacją przedsionków. Z kolei załamki Q i R wchodzą w skład zespołu QRS, który jako całość opisuje depolaryzację komór. Załamek Q jest zwykle pierwszym ujemnym wychyleniem przed dodatnim R i odzwierciedla wczesną fazę pobudzenia przegrody międzykomorowej. Załamek R to główny dodatni komponent zespołu QRS, związany z rozprzestrzenianiem się fali depolaryzacji przez masę mięśnia komór. W praktyce diagnostycznej to właśnie kształt i szerokość zespołu QRS, a nie załamek P, wykorzystuje się do oceny bloków odnóg pęczka Hisa czy komorowych zaburzeń rytmu. Błąd myślowy polega często na tym, że skoro załamki Q, R i T są „większe”, to wydają się ważniejsze i automatycznie przypisuje im się rolę w inicjacji pobudzenia. Tymczasem przedsionki mają dużo mniejszą masę mięśniową niż komory, więc ich aktywność elektryczna generuje mniejszy załamek – właśnie P. Standardy opisowe EKG jasno wskazują: P = depolaryzacja przedsionków, QRS = depolaryzacja komór, T = repolaryzacja komór. Jeśli ten schemat się dobrze utrwali, interpretacja EKG staje się dużo prostsza i bardziej logiczna.

Pytanie 33

Pielografia zstępująca umożliwia diagnostykę

A. dróg moczowych po przezskórnym podaniu środka kontrastującego do miedniczki.
B. układu naczyniowego po dożylnym podaniu środka kontrastującego.
C. miąższu nerek po dożylnym podaniu środka kontrastującego.
D. pęcherza moczowego po podaniu środka kontrastującego przez cewnik.
W tym zadaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie odpowiedzi brzmią jak jakieś badanie z kontrastem, ale klucz tkwi w nazwie i drodze podania środka cieniującego. Pielografia zstępująca nie służy do oceny miąższu nerek po dożylnym podaniu kontrastu – to opis bardziej pasujący do urografii dożylnej albo tomografii komputerowej nerek z kontrastem. W tych badaniach interesuje nas wydzielanie kontrastu przez nerki i obraz miąższu, czyli parenchymy, a nie tylko światło dróg moczowych. W pielografii natomiast środek kontrastujący ma wypełnić wnętrze układu kielichowo‑miedniczkowego i moczowodu, żeby było widać ich kształt, zwężenia, zastoje czy uszkodzenia. Kolejne skojarzenie bywa z układem naczyniowym, bo tam też często podaje się kontrast dożylnie. Jednak badania naczyń to już angiografia, flebografia czy angio‑TK, a nie pielografia. W diagnostyce naczyń zupełnie inne są wskazania, technika, a także sposób obrazowania, mimo że też używa się promieniowania jonizującego i kontrastów jodowych. Pomylenie tych pojęć wynika zwykle z tego, że każdy kontrast kojarzy się automatycznie z „żyłą”, co nie jest prawdą – tu kontrast idzie bezpośrednio do układu moczowego. Pojawia się też odpowiedź dotycząca pęcherza moczowego po podaniu kontrastu przez cewnik. To opis cystografii, czyli badania pęcherza moczowego (czasem z oceną cewki). W cystografii wypełnia się pęcherz kontrastem przez cewnik i ocenia jego kształt, ściany, ewentualny refluks pęcherzowo‑moczowodowy. To inne badanie niż pielografia, chociaż też dotyczy układu moczowego. Pielografia zstępująca skupia się na drogach moczowych powyżej pęcherza, głównie na układzie kielichowo‑miedniczkowym i moczowodach, i wymaga przezskórnego dojścia do miedniczki nerkowej. Typowym błędem myślowym jest sprowadzenie wszystkich badań z kontrastem do jednego worka i patrzenie tylko na narząd, a nie na sposób podania środka cieniującego i na dokładną nazwę procedury. W praktyce zawodowej warto zawsze kojarzyć: pielografia – drogi moczowe, cystografia – pęcherz, angiografia – naczynia, a dożylne badania miąższu nerek to już zupełnie inna technika i inne wskazania.

Pytanie 34

Na obrazie MR kręgosłupa lędźwiowego strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. przepuklinę na poziomie L4-L5
B. osteofit na poziomie L4-L5
C. osteofit na poziomie L2-L3
D. przepuklinę na poziomie L2-L3
Na zaznaczonym obrazie MR w projekcji strzałkowej widać typowy obraz przepukliny krążka międzykręgowego na poziomie L4–L5. Strzałka pokazuje ogniskowe uwypuklenie materiału jądra miażdżystego poza granice prawidłowego zarysu krążka, w kierunku kanału kręgowego. W MR wygląda to jak ognisko o sygnale zbliżonym do krążka, ciągłe z dyskiem, które wchodzi do kanału i modeluje worek oponowy lub korzenie ogona końskiego. To właśnie odróżnia przepuklinę od osteofitu – osteofit jest zbudowany z tkanki kostnej, ma ostry, twardy zarys, wychodzi z krawędzi trzonu, a nie z obwodu krążka. Na tym zdjęciu kształt zmiany jest „miękki”, półkolisty, typowo dyskowy. Poziom L4–L5 rozpoznajemy po liczeniu trzonów od góry (L1 nad stożkiem rdzeniowym) i po położeniu względem kości krzyżowej – segment nad L5–S1. W praktyce klinicznej taka przepuklina L4–L5 bardzo często odpowiada za bóle krzyża z promieniowaniem do kończyny dolnej w przebiegu ucisku korzenia L5. Standardem jest opisanie w badaniu MR: poziomu, typu przepukliny (protruzja, ekstruzja, sekwestr), stopnia zwężenia kanału i otworów międzykręgowych. Moim zdaniem warto od razu w głowie kojarzyć obraz z objawami pacjenta, bo to potem ułatwia rozmowę z lekarzem prowadzącym i udział w planowaniu leczenia – od fizjoterapii, przez blokady, aż po ewentualny zabieg neurochirurgiczny. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej kręgosłupa to zawsze: poprawne zidentyfikowanie poziomu, ocena wysokości i sygnału krążków, kształtu tylnej krawędzi dysku oraz relacji do worka oponowego i korzeni nerwowych – tutaj wszystkie te elementy wskazują jednoznacznie na przepuklinę krążka na poziomie L4–L5.

Pytanie 35

Technik elektroradiolog do badania MR kręgosłupa lędźwiowego powinien ułożyć pacjenta:

A. na plecach, głową do magnesu, ręce wzdłuż tułowia.
B. na brzuchu, nogami do magnesu, ręce wzdłuż tułowia.
C. na brzuchu, nogami do magnesu, ręce za głową.
D. na plecach, głową do magnesu, ręce za głową.
W badaniu MR kręgosłupa lędźwiowego kluczowe jest takie ułożenie pacjenta, które zapewnia jednocześnie komfort, stabilność oraz optymalne warunki pracy dla cewek nadawczo‑odbiorczych. Odpowiedzi sugerujące pozycję na brzuchu są w praktyce stosowane bardzo rzadko i tylko w wyjątkowych sytuacjach klinicznych. Pozycja na brzuchu jest dla większości pacjentów znacznie mniej wygodna, szczególnie przy dłuższych badaniach. Utrudnia swobodne oddychanie, może nasilać ból u osób z problemami kręgosłupa i zwiększa ryzyko niewielkich, ale częstych ruchów kompensacyjnych. Z mojego doświadczenia takie mikroruchy potrafią całkowicie zepsuć sekwencje wysokorozdzielcze, zwłaszcza w obrazowaniu drobnych struktur kanału kręgowego. Dodatkowo przy ułożeniu na brzuchu trudniej jest prawidłowo dopasować cewki kręgosłupowe i powierzchowne. Zwiększa to dystans między cewką a strukturą badaną, co obniża stosunek sygnału do szumu i finalnie pogarsza jakość obrazów. Pojawia się też problem z prawidłowym podparciem głowy i dróg oddechowych, szczególnie u osób starszych, otyłych czy z dusznością. Kolejna kwestia to ustawienie rąk. Propozycje, aby ręce były za głową, są w rezonansie zwykle złym pomysłem. Taka pozycja szybko powoduje drętwienie, ból barków i napięcie mięśni obręczy kończyny górnej. Pacjent zaczyna się wiercić, poprawiać, a każda taka korekta w trakcie sekwencji prowadzi do artefaktów ruchowych. W tomografii komputerowej czas ekspozycji jest krótki, więc ręce za głową czasem się stosuje, ale w MR, gdzie jedna sekwencja może trwać kilka minut, jest to po prostu niepraktyczne i sprzeczne z dobrymi praktykami. Częstym błędem myślowym jest przenoszenie schematów z RTG czy TK na rezonans. W RTG lędźwiowego można częściej spotkać inne ustawienia, ale MR rządzi się swoimi prawami: długie czasy akwizycji, wysoka czułość na ruch i specyficzna konstrukcja cewek wymuszają pozycję stabilną, możliwie neutralną anatomicznie. Standardy większości ośrodków oraz wytyczne producentów aparatów jasno preferują pozycję na plecach, głową do magnesu, z rękami wzdłuż tułowia jako ustawienie wyjściowe dla badań kręgosłupa. Wszelkie odstępstwa od tego schematu powinny być uzasadnione konkretnymi wskazaniami klinicznymi, a nie wygodą technika czy przyzwyczajeniem z innych modalności obrazowych.

Pytanie 36

Ligand stosuje się

A. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący negatywny.
B. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący pozytywny.
C. w rezonansie magnetycznym jako środek kontrastujący pozytywny.
D. w medycynie nuklearnej jako nośnik radiofarmaceutyku.
Prawidłowo – ligand w tym kontekście to związek chemiczny, który wiąże się selektywnie z określonym celem biologicznym, np. receptorem, enzymem czy transporterem, i właśnie w medycynie nuklearnej pełni rolę nośnika radiofarmaceutyku. Mówiąc prościej: ligand „prowadzi za rękę” izotop promieniotwórczy dokładnie tam, gdzie chcemy zobaczyć czynność narządu albo ognisko chorobowe. Radioizotop sam z siebie nie jest wybiórczy, dopiero połączenie go z odpowiednim ligandem tworzy radiofarmaceutyk o określonej tropowości, np. do kości, mięśnia sercowego, guzów neuroendokrynnych czy receptorów dopaminergicznych. W scyntygrafii kości używa się ligandów fosfonianowych znakowanych technetem-99m, które gromadzą się w miejscach wzmożonego metabolizmu kostnego. W scyntygrafii perfuzyjnej serca mamy ligandy lipofilne, które wnikają do kardiomiocytów proporcjonalnie do przepływu krwi. W PET z kolei typowym przykładem jest 18F-FDG, gdzie ligandem jest analog glukozy, a izotopem fluor-18. Z mojego doświadczenia to właśnie zrozumienie roli liganda tłumaczy, czemu dwa różne radiofarmaceutyki z tym samym izotopem mogą mieć zupełnie inne wskazania. Dobre praktyki w medycynie nuklearnej wymagają bardzo świadomego doboru liganda do konkretnego badania: bierzemy pod uwagę farmakokinetykę, specyficzność wiązania, szybkość eliminacji, a także bezpieczeństwo dla pacjenta. W wytycznych EANM czy IAEA wyraźnie podkreśla się, że to właściwości liganda decydują o jakości obrazowania funkcjonalnego, a nie tylko sam izotop. Dlatego poprawne skojarzenie pojęcia „ligand” z nośnikiem radiofarmaceutyku w medycynie nuklearnej jest bardzo istotne i praktycznie przydatne w pracy z gammakamerą czy PET.

Pytanie 37

Wynik badania słuchu metodą audiometrii tonalnej wskazuje na

Ilustracja do pytania
A. starzenie się narządu słuchu.
B. słuch w granicach normy.
C. uraz akustyczny.
D. niedosłuch uwarunkowany genetycznie.
Na takim audiogramie bardzo łatwo pójść w złą stronę interpretacji, jeśli patrzy się tylko na ogólny obraz, bez znajomości typowych wzorców. Tutaj widać wyraźny, głęboki spadek czułości słuchu w okolicy 4–6 kHz przy stosunkowo dobrym słuchu w niskich i średnich częstotliwościach. To nie jest obraz słuchu w granicach normy, bo normą w audiometrii tonalnej uważa się progi do około 20 dB HL w całym badanym paśmie. Wysokie wartości progów (40–60 dB HL) w wąskim zakresie częstotliwości jednoznacznie świadczą o niedosłuchu, więc odpowiedź sugerująca prawidłowy słuch wynika raczej z „rzutem oka” niż z analizy liczb na osi pionowej. Częstym błędem jest też przypisywanie takiego wykresu starzeniu się narządu słuchu. Presbyacusis, czyli niedosłuch starczy, daje zwykle stopniowo narastający, dość gładki spadek słuchu w stronę wysokich częstotliwości, bez tak ostrego, wąskiego dołka. Krzywa jest raczej nachylona, a nie „wygryziona” w jednym punkcie. Jeżeli więc widzimy pojedynczy, stromy notch około 4 kHz, to typowy obraz związany z wiekiem raczej odpada. Z kolei niedosłuch uwarunkowany genetycznie ma bardzo zróżnicowane obrazy audiometryczne: może być płaski, może dotyczyć głównie wysokich albo niskich częstotliwości, często jest obustronny i postępujący, ale nie ma jednej, tak charakterystycznej „sygnatury” jak w urazie akustycznym. Sam kształt z ostrym dołkiem w wysokich tonach, przy prawie prawidłowych progach dla mowy, zdecydowanie bardziej pasuje do uszkodzenia od hałasu niż do wrodzonego zaburzenia. Typowy tok rozumowania prowadzący do błędnej odpowiedzi to patrzenie przede wszystkim na fragment wykresu w zakresie 500–2000 Hz, gdzie wyniki są bliskie normy, i ignorowanie tego, co dzieje się powyżej 3 kHz, albo odwrotnie – utożsamianie każdego ubytku w wysokich tonach z wiekiem. W dobrej praktyce diagnostyki elektromedycznej zawsze analizujemy cały przebieg krzywej audiometrycznej, porównujemy ucho prawe i lewe, zestawiamy wynik z wywiadem o hałasie, chorobach rodzinnych i wieku pacjenta. Dopiero taka całość pozwala uniknąć właśnie tych typowych pomyłek interpretacyjnych.

Pytanie 38

Emisja fali elektromagnetycznej występuje w procesie rozpadu promieniotwórczego

A. beta plus.
B. alfa.
C. gamma.
D. beta minus.
Prawidłowo wskazana została emisja promieniowania gamma. W fizyce jądrowej mówimy, że rozpad gamma to proces, w którym jądro atomowe przechodzi ze stanu wzbudzonego do stanu o niższej energii, nie zmieniając ani liczby protonów, ani neutronów. Czyli skład jądra zostaje ten sam, ale pozbywa się ono nadmiaru energii właśnie w postaci fali elektromagnetycznej o bardzo wysokiej energii – fotonu gamma. To jest klucz: gamma to nie cząstka materialna jak elektron czy alfa, tylko kwant promieniowania elektromagnetycznego. W medycynie nuklearnej ta właściwość jest wykorzystywana non stop. W badaniach scyntygraficznych czy PET dobiera się takie radioizotopy, które emitują głównie promieniowanie gamma (lub w PET: parę fotonów 511 keV po anihilacji), bo fale elektromagnetyczne gamma dobrze przechodzą przez tkanki i można je zarejestrować gammakamerą lub detektorami PET. Standardem jest np. technet-99m, który po przejściu do stanu podstawowego emituje foton gamma, a aparat rejestruje jego tor i tworzy obraz rozmieszczenia radiofarmaceutyku. Z mojego doświadczenia, dobra praktyka w pracowni medycyny nuklearnej to zawsze myślenie o tym, jakie dokładnie promieniowanie emituje dany izotop: czy jest to czyste gamma, beta plus, beta minus, czy mieszane. Ma to znaczenie dla ochrony radiologicznej, jakości obrazu i dawki dla pacjenta. Warto też pamiętać, że po rozpadzie alfa lub beta jądro potomne często jest w stanie wzbudzonym i dopiero potem „dorzuca” rozpad gamma – więc w dokumentacji fizycznej często widzimy kaskadę: najpierw zmiana składu jądra, a potem emisja fali elektromagnetycznej gamma jako etap „dooczyszczający” energię.

Pytanie 39

Na radiogramie stopy strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. łódkowatą.
B. skokową.
C. piętową.
D. sześcienną.
Strzałka na radiogramie wskazuje kość sześcienną – jedną z kości stępu, położoną po stronie bocznej stopy, pomiędzy kością piętową a podstawami kości śródstopia IV i V. Na projekcji AP/DP stopy, tak jak na tym zdjęciu, kość sześcienna leży mniej więcej na poziomie stawu Lisfranca, bocznie w stosunku do kości łódkowatej i klinowatych. Ma dość charakterystyczny, nieco kostkowaty kształt i tworzy wyraźne stawy z kością piętową (staw piętowo‑sześcienny) oraz z kośćmi śródstopia. Moim zdaniem, jak się raz „oswoi” jej położenie względem kości piętowej i IV–V śródstopia, to później rozpoznanie jej na RTG jest już dość intuicyjne. W praktyce radiologicznej poprawna identyfikacja kości sześciennej jest ważna np. przy urazach bocznego filaru stopy, w ocenie zwichnięć w obrębie stawu Choparta i Lisfranca, a także przy zmianach przeciążeniowych u biegaczy. Standardem jest ocena stopy w co najmniej dwóch prostopadłych projekcjach (AP/DP i boczna), ale w projekcji AP to właśnie takie orientowanie się w anatomii warstwowej stępu pozwala szybko wychwycić złamania, podwichnięcia czy deformacje. W dobrych praktykach opisowych radiolog zwykle opisuje osobno kości skokową, piętową, łódkowatą, sześcienną i klinowate, więc warto mieć je w głowie jako stały „zestaw kontrolny”. Dobrze też pamiętać, że na zdjęciach pourazowych okolicy bocznej stopy zawsze dokładnie oglądamy kość sześcienną pod kątem złamań kompresyjnych, które czasem są bardzo subtelne i łatwo je przeoczyć, jeśli ktoś myli ją np. z podstawami śródstopia.

Pytanie 40

Zamieszczony elektrokardiogram przedstawia

Ilustracja do pytania
A. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
B. migotanie komór.
C. zawał przedniej ściany serca.
D. zawał dolnej ściany serca.
To zapis bardzo typowy dla migotania komór. Na przedstawionym EKG nie widać żadnych wyraźnych, powtarzalnych zespołów QRS, brak też załamków P i załamków T. Zamiast tego jest nieregularna, chaotyczna, falista linia o zmiennej amplitudzie i częstotliwości. W praktyce mówi się, że zapis wygląda jak „robaczkowanie” albo „drżenie” linii izoelektrycznej. To właśnie klasyczny obraz VF (ventricular fibrillation). W tej arytmii poszczególne włókna mięśnia komór kurczą się nieskoordynowanie, serce mechanicznie nie pompuje krwi, a krążenie w zasadzie ustaje. Z punktu widzenia medycyny ratunkowej to rytm do defibrylacji – zgodnie z wytycznymi ERC/AHA po rozpoznaniu VF natychmiast wykonuje się wyładowanie defibrylatora (u dorosłych najczęściej 150–200 J w defibrylacji dwufazowej), równolegle prowadząc wysokiej jakości uciśnięcia klatki piersiowej. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w migotaniu komór nie próbujemy liczyć tętna ani częstości – tu liczy się szybkie rozpoznanie „chaosu” na EKG i natychmiastowa reakcja. W warunkach szpitalnych VF często widzi się na monitorze jako nagłą utratę zespołów QRS i przejście w właśnie taki nieregularny zapis bez linii izoelektrycznej między „falami”. W diagnostyce elektromedycznej dobrą praktyką jest zawsze sprawdzenie, czy nie jest to artefakt (np. luźne elektrody), ale przy braku tętna i nagłej utracie przytomności zakładamy, że to prawdziwe VF i działamy od razu, bez zwłoki na dodatkową analizę.