Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 11 czerwca 2026 22:57
  • Data zakończenia: 11 czerwca 2026 23:04

Egzamin zdany!

Wynik: 39/40 punktów (97,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Wskaż przyczynę powstania artefaktu widocznego na obrazie MR.

Ilustracja do pytania
A. Wymiary obiektu przekroczyły pole widzenia.
B. Nieprawidłowa kalibracja aparatu.
C. Błędny dobór cewki gradientowej.
D. Niejednorodność pola magnetycznego.
Prawidłowo powiązałeś artefakt z przekroczeniem pola widzenia (FOV) przez obrazowany obiekt. Na pokazanym obrazie MR mózgowia widać typowy przykład tzw. wrap-around albo aliasingu: struktury anatomiczne, które „nie mieszczą się” w zadanym polu widzenia, są składane z powrotem na przeciwległą krawędź obrazu. Dzieje się tak, bo system MR próbuje przypisać sygnał z obszaru poza FOV do najbliższej pozycji wynikającej z zakresu próbkowania w przestrzeni k‑przestrzeni. W praktyce wygląda to tak, że np. część tkanek z przodu lub z tyłu głowy pojawia się jakby „nad” mózgiem albo w innym nielogicznym miejscu przekroju. Z mojego doświadczenia, przy głowie ten artefakt widzi się dość często, gdy technik ustawi zbyt małe FOV w kierunku fazowym, bo chce poprawić rozdzielczość albo skrócić czas badania. Standardową dobrą praktyką jest tak dobrać FOV i kierunek kodowania fazy, żeby całe ciało pacjenta w danym przekroju znajdowało się wewnątrz pola widzenia, albo zastosować techniki antyaliasingowe (np. oversampling w kierunku fazowym, no phase wrap, sat bandy). W opisach MR radiolodzy zwracają uwagę, czy artefakt aliasingu nie maskuje istotnych struktur, zwłaszcza w okolicy czaszki, kręgosłupa szyjnego i kończyn. W codziennej pracy technika jest to też kwestia komfortu – jak FOV jest za małe, badanie często trzeba powtarzać, co wydłuża czas i irytuje pacjenta. Dlatego warto odruchowo sprawdzać, czy głowa, brzuch czy inny badany obszar naprawdę mieści się w polu widzenia w obu kierunkach kodowania.

Pytanie 2

Brachyterapia polega na napromieniowaniu pacjenta promieniowaniem

A. ze źródeł umieszczonych tylko na skórze pacjenta.
B. ze źródeł umieszczonych w bezpośrednim sąsiedztwie lub w napromienianych tkankach.
C. cząsteczkowym pochodzącym z akceleratora.
D. fotonowym pochodzącym z akceleratora.
Prawidłowo – istota brachyterapii polega właśnie na tym, że źródła promieniowania jonizującego umieszcza się w bezpośrednim sąsiedztwie guza albo wręcz w samych napromienianych tkankach. Dzięki temu dawka jest bardzo wysoka w objętości nowotworu, a bardzo szybko spada w miarę oddalania się od źródła. To jest kluczowa zaleta tej metody w porównaniu z teleradioterapią, gdzie promieniowanie dociera z zewnątrz, z dużej odległości (z akceleratora liniowego). W praktyce klinicznej stosuje się różne techniki brachyterapii: śródtkankową (np. przy rakach prostaty, języka, piersi – igły lub implanty z izotopem wprowadzane w guz), śródjamową (np. rak szyjki macicy, endometrium – aplikatory w jamie macicy lub pochwie) czy powierzchowną, gdy źródło jest tuż przy skórze. Najczęściej używane są źródła irydu-192 (HDR, PDR) lub jodu-125, cezu-137, palladu-103, w zależności od wskazań. Planowanie brachyterapii odbywa się na podstawie badań obrazowych (TK, MR, czasem USG), a system planowania dawki dokładnie wylicza rozkład izodoz wokół źródeł. Zgodnie ze standardami radioterapii onkologicznej (np. wytyczne ESTRO, ICRU) bardzo ważne jest precyzyjne pozycjonowanie aplikatorów oraz kontrola ich położenia przed napromienianiem, bo nawet niewielkie przesunięcie może zmienić rozkład dawki w krytycznych narządach. Moim zdaniem warto zapamiętać jedno: brachyterapia = źródło promieniowania blisko guza, wysoka dawka lokalnie, oszczędzenie tkanek zdrowych. To właśnie odróżnia ją od „klasycznego” napromieniania z akceleratora.

Pytanie 3

Obrazy MR kręgosłupa szyjnego przedstawiają etap planowania badania warstw

Ilustracja do pytania
A. czołowych.
B. osiowych.
C. skośnych.
D. strzałkowych.
Prawidłowo wskazana została projekcja czołowa, czyli planowanie warstw w płaszczyźnie czołowej (coronal) dla odcinka szyjnego kręgosłupa. Na załączonych obrazach MR widać typową sytuację z konsoli technika: po lewej i w środku obrazy referencyjne w innych płaszczyznach, na których nakładane są linie cięcia, a po prawej – efekt planowania serii czołowej. W rezonansie magnetycznym planowanie zawsze opiera się na trzech podstawowych płaszczyznach anatomicznych: strzałkowej, czołowej i poprzecznej (osiowej). Dla kręgosłupa szyjnego, zgodnie z zaleceniami producentów aparatów MR i wytycznymi towarzystw radiologicznych, standardowy zestaw sekwencji obejmuje co najmniej T1 i T2 w płaszczyźnie strzałkowej oraz sekwencje T2 lub STIR w płaszczyźnie czołowej, często również uzupełnione o warstwy osiowe. W praktyce klinicznej planowanie coronal dla szyi i kręgosłupa szyjnego pozwala ocenić symetrię struktur okołokręgosłupowych, korzenie nerwowe, stawy międzykręgowe, a także położenie kręgosłupa względem tkanek miękkich szyi. Moim zdaniem to właśnie w tej płaszczyźnie najłatwiej wychwycić boczne skrzywienia i asymetrię przestrzeni międzykręgowych. Dobrą praktyką jest ustawienie warstw czołowych równolegle do osi długiej kręgosłupa szyjnego, tak aby objąć od podstawy czaszki do górnego odcinka piersiowego. Widać to na obrazie – linie cięcia są prowadzone równolegle, obejmując cały interesujący nas obszar, co zapewnia równomierne pokrycie anatomii i poprawia jakość diagnostyczną badania.

Pytanie 4

Rytm alfa i beta rejestruje się podczas badania

A. USG
B. EEG
C. HSG
D. EKG
Rytm alfa i beta to pojęcia ściśle związane z elektroencefalografią, czyli badaniem EEG. Są to typy fal mózgowych, które rejestruje się za pomocą elektrod umieszczonych na skórze głowy. Rytm alfa zwykle pojawia się w okolicach potylicznych, gdy pacjent jest w stanie relaksu, z zamkniętymi oczami, ale przy zachowanej świadomości. Jego częstotliwość to mniej więcej 8–13 Hz. Rytm beta ma wyższą częstotliwość, około 13–30 Hz, i wiąże się z aktywnością psychiczną, koncentracją, czasem z niepokojem czy pobudzeniem. W praktyce technika EEG to właśnie te rytmy opisuje w opisie badania, razem z innymi (theta, delta), bo na ich podstawie lekarz ocenia czynność bioelektryczną mózgu. W dobrych pracowniach EEG standardem jest rejestracja w układzie 10–20, z zastosowaniem odpowiedniego filtra, kalibracji i opisu poszczególnych rytmów w spoczynku, podczas hiperwentylacji, fotostymulacji i ewentualnie snu. Moim zdaniem warto kojarzyć, że samo słowo „rytmy” w kontekście alfa/beta prawie zawsze oznacza EEG, a nie żadne inne badanie. W diagnostyce wykorzystuje się to np. w rozpoznawaniu padaczki, ocenie śpiączek, zaburzeń świadomości, a także w monitorowaniu głębokości sedacji. Rytm alfa zanikający przy otwarciu oczu czy rytm beta nasilony przy lekach uspokajających to typowe obserwacje. W praktyce technik medyczny, który dobrze rozumie, czym są te rytmy, łatwiej wychwyci artefakty, błędy elektrod czy nietypowy zapis i przekaże lekarzowi wiarygodny materiał do interpretacji.

Pytanie 5

Na rentgenogramie uwidoczniono badanie

Ilustracja do pytania
A. angiografii nerkowej.
B. urografii.
C. urografii TK.
D. angiografii nerkowej TK.
Na zdjęciu widzimy klasyczną urografię, czyli badanie RTG układu moczowego po dożylnym podaniu środka cieniującego. Świadczy o tym kilka charakterystycznych cech obrazu. Po pierwsze – projekcja jest typowo przeglądowa AP jamy brzusznej i miednicy, bez warstwowania, bez rekonstrukcji 3D, bez typowego „przekrojowego” wyglądu jak w tomografii komputerowej. Widzimy zarys kręgosłupa lędźwiowego, talerzy biodrowych i – co najważniejsze – wyraźnie zakontrastowane kielichy nerkowe, miedniczki nerkowe oraz moczowody schodzące do pęcherza wypełnionego kontrastem. To jest dokładnie obraz fazy wydzielniczej urografii dożylnej. W angiografii nerkowej środek cieniujący wypełniałby tętnice nerkowe i ich gałęzie, byłby widoczny typowy „drzewkowaty” obraz naczyń, a nie układ kielichowo‑miedniczkowy. Dodatkowo angiografia wymagałaby cewnika w tętnicy (zwykle udowej), a obraz skupiałby się na naczyniach, nie na zarysie moczowodów czy pęcherza. W urografii TK natomiast mielibyśmy serię przekrojów poprzecznych (axial), ewentualnie rekonstrukcje MPR, a nie pojedynczą płaską kliszę. Moim zdaniem to jest bardzo typowy przykład, jaki można spotkać w podręcznikach – klasyczny obraz kontrastowego wypełnienia całego górnego i dolnego odcinka dróg moczowych. W praktyce klinicznej taka urografia służy do oceny drożności moczowodów, wykrywania kamieni, wad wrodzonych, poszerzeń układu kielichowo‑miedniczkowego czy oceny pęcherza. Choć dziś częściej używa się urografii TK, to rozpoznawanie klasycznego badania RTG nadal jest ważne, bo takie zdjęcia wciąż pojawiają się w dokumentacji i na egzaminach.

Pytanie 6

Zgodnie z procedurą wzorcową w badaniu MR należy ułożyć pacjenta na brzuchu do diagnostyki

A. jamy brzusznej.
B. stawu barkowego.
C. kręgosłupa szyjnego.
D. gruczołu piersiowego.
Prawidłowo – w standardowych procedurach obrazowania MR gruczołu piersiowego pacjentkę układa się na brzuchu, czyli w pozycji pronacyjnej. To jest tzw. pozycja na brzuchu z piersiami swobodnie zwisającymi w specjalnych otworach cewki piersiowej. Dzięki temu gruczoł piersiowy nie jest spłaszczony przez ciężar własnego ciała, lepiej się układa i można uzyskać jednorodne wypełnienie kontrastem oraz równomierne pole magnetyczne. Dodatkowo taka pozycja poprawia separację tkanek i zmniejsza artefakty ruchowe związane z oddychaniem. W praktyce technik MR stosuje dedykowaną cewkę piersiową (breast coil), w której piersi są „zawieszone” w polu widzenia, a klatka piersiowa i klatka kostna są podparte. Moim zdaniem to jedno z badań, gdzie pozycjonowanie ma kluczowe znaczenie dla jakości diagnostycznej – źle ułożona pacjentka to potem problem z oceną zmian ogniskowych, naciekania ściany klatki piersiowej czy węzłów chłonnych. W wytycznych dotyczących badań MR piersi (np. EUSOBI, ACR) wyraźnie podkreśla się konieczność stosowania pozycji na brzuchu i wysokopolowego skanera z odpowiednią sekwencją dynamiczną po kontraście. W badaniach kontrolnych po leczeniu oszczędzającym pierś, w ocenie wieloogniskowości raka, a także u pacjentek z implantami silikonowymi, ta pozycja pozwala na lepsze odróżnienie zmienionego nowotworowo miąższu od blizn, zmian zapalnych czy pofałdowanych implantów. Warto też pamiętać, że ułożenie na brzuchu poprawia komfort psychiczny wielu pacjentek, daje poczucie większej intymności i zmniejsza lęk, co przekłada się na mniejszą liczbę ruchów i lepszą jakość obrazów. W diagnostyce jamy brzusznej, barku czy odcinka szyjnego kręgosłupa pozycja standardowa jest inna, dlatego właśnie odpowiedź dotycząca gruczołu piersiowego najlepiej odzwierciedla procedurę wzorcową.

Pytanie 7

W jakiej pozycji układa się pacjenta do standardowego badania MR kręgosłupa szyjnego?

A. Na plecach, nogami do magnesu.
B. Na plecach, głową do magnesu.
C. Na brzuchu, nogami do magnesu.
D. Na brzuchu, głową do magnesu.
Prawidłowa pozycja do standardowego badania MR kręgosłupa szyjnego to ułożenie pacjenta na plecach (pozycja na wznak), głową wsuwaną jako pierwszą do otworu magnesu. Wynika to z budowy aparatu MRI i charakterystyki cewek nadawczo‑odbiorczych przeznaczonych do badania odcinka szyjnego. Dedykowana cewka szyjna, tzw. cewka „neck” lub „head & neck”, jest projektowana właśnie do pozycji leżącej na plecach, z głową stabilnie podpartą i unieruchomioną w jej wnętrzu. Taka konfiguracja zapewnia optymalny sygnał, równomierne pole magnetyczne oraz wysoką rozdzielczość przestrzenną obrazów. W praktyce technik najpierw układa pacjenta na stole, wyrównuje oś długą kręgosłupa z osią stołu, zakłada cewkę, stabilizuje głowę wałkami i podkładkami, a dopiero potem wsuwa stół do gantry, tak aby odcinek szyjny znalazł się dokładnie w centrum izocentrum magnesu. Standardy pracowni MR oraz dobre praktyki mówią też o komforcie pacjenta: pozycja na plecach jest dla większości osób najbardziej neutralna i możliwa do utrzymania przez kilkanaście–kilkadziesiąt minut bez nadmiernego bólu czy napięcia mięśni. Dodatkowo w tej pozycji łatwiej jest utrzymać głowę nieruchomo, co ma ogromne znaczenie, bo nawet niewielkie ruchy powodują artefakty ruchowe i pogorszenie jakości obrazów T1‑ i T2‑zależnych, sekwencji STIR czy 3D. Moim zdaniem warto też pamiętać o drobiazgach: przed badaniem zawsze prosimy pacjenta, żeby wygodnie ułożył barki i ręce, bo jeśli ramiona są nienaturalnie ułożone, to po kilku minutach zaczyna się wiercić i cała jakość sekwencji szyjnej leci w dół. W typowym protokole MR szyi i kręgosłupa szyjnego nie stosuje się pozycji na brzuchu, bo utrudnia ona oddychanie, komunikację z pacjentem i utrzymanie stabilnej pozycji głowy. Dlatego właśnie odpowiedź z pozycją na plecach i głową do magnesu odzwierciedla zarówno standardy producentów aparatów, jak i codzienną praktykę w pracowniach rezonansu magnetycznego.

Pytanie 8

Na skanie rezonansu magnetycznego serca oznaczono

Ilustracja do pytania
A. komorę prawą.
B. przedsionek lewy.
C. komorę lewą.
D. przedsionek prawy.
Na obrazie rezonansu magnetycznego serca strzałka wskazuje prawą komorę. W projekcji poprzecznej (osiowej) warto pamiętać o zasadzie, że na obrazach MR i TK prawa strona pacjenta znajduje się po lewej stronie ekranu. To jest pierwszy krok, żeby się nie pogubić. Prawa komora leży bardziej do przodu (czyli bliżej mostka) i ma zwykle cieńszą ścianę niż lewa komora, a jej kształt jest bardziej nieregularny, trochę jak półksiężyc otaczający część lewej komory. Lewa komora z kolei jest położona bardziej ku tyłowi i ma grubszy, masywny mięsień, przez co wygląda na bardziej okrągłą i „mięsistą”. Na standardowych sekwencjach cine MR w projekcjach osiowych i krótkiej osi to właśnie te cechy morfologiczne są podstawą identyfikacji jam serca. W praktyce klinicznej poprawne rozpoznanie prawej komory ma duże znaczenie przy ocenie kardiomiopatii prawej komory, nadciśnienia płucnego, wad wrodzonych czy dysfunkcji prawej komory po zatorowości płucnej. Radiolog i technik powinni umieć szybko odróżnić prawą komorę od przedsionków, bo pomylenie jam może prowadzić do błędnej oceny frakcji wyrzutowej, objętości końcoworozkurczowej i końcowoskurczowej. Moim zdaniem warto zawsze „zakotwiczyć się” na kilku punktach orientacyjnych: mostek z przodu, kręgosłup z tyłu, aorta zwykle bardziej centralnie i nieco po lewej, lewa komora najgłębiej ku tyłowi, a prawa komora – z przodu i bardziej przy mostku. Taka rutynowa check‑lista bardzo ułatwia interpretację badań MR serca zgodnie z dobrymi praktykami opisanymi w wytycznych ESC i standardach obrazowania kardiologicznego SCMR.

Pytanie 9

Za wyrównanie ciśnienia między uchem środkowym a otoczeniem odpowiada

A. trąbka słuchowa.
B. błona bębenkowa.
C. przewód słuchowy.
D. narząd Cortiego.
Prawidłowo wskazana została trąbka słuchowa, nazywana też trąbką Eustachiusza. To właśnie ten przewód łączy jamę bębenkową ucha środkowego z nosową częścią gardła i odpowiada za wyrównywanie ciśnienia między uchem a otoczeniem. W normalnych warunkach trąbka słuchowa jest częściowo zamknięta i otwiera się przy przełykaniu, ziewaniu, żuciu – wtedy do jamy bębenkowej dostaje się powietrze i ciśnienie po obu stronach błony bębenkowej się wyrównuje. Dzięki temu błona bębenkowa może swobodnie drgać, a przewodzenie dźwięku jest prawidłowe. W praktyce bardzo dobrze to widać przy zmianach wysokości, np. w windzie, samolocie czy w górach – uczucie „zatkanego ucha” mija, gdy kilka razy przełkniemy ślinę, napijemy się wody albo ziewniemy. To właśnie aktywacja trąbki słuchowej. W otolaryngologii i audiometrii zwraca się dużą uwagę na drożność trąbki słuchowej, bo jej zaburzenia prowadzą do podciśnienia w jamie bębenkowej, wysięku, nawracających zapaleń ucha środkowego i przewodzeniowego ubytku słuchu. W testach impedancyjnych (tympanometria) nieprawidłowe ciśnienie w uchu środkowym jest jednym z podstawowych parametrów oceny. Moim zdaniem warto też kojarzyć, że przy niedrożności trąbki słuchowej stosuje się proste manewry, jak próba Valsalvy czy manewr Toynbee, a w poważniejszych przypadkach leczenie laryngologiczne, czasem nawet drenaż jamy bębenkowej. To są takie bardzo praktyczne sytuacje, które potem wracają w pracy z pacjentem i w interpretacji badań audiometrycznych.

Pytanie 10

Przy podejrzeniu ciała obcego w oczodole należy wykonać

A. dwa zdjęcia PA i jedno boczne oczodołów.
B. dwa zdjęcia AP i dwa boczne oczodołów.
C. jedno zdjęcie AP i dwa boczne oczodołów.
D. jedno zdjęcie PA i jedno boczne oczodołów.
Prawidłowa odpowiedź „dwa zdjęcia PA i jedno boczne oczodołów” wynika z bardzo konkretnej zasady w diagnostyce radiologicznej ciał obcych w okolicy oczodołu. Chodzi o to, żeby możliwie precyzyjnie określić lokalizację ciała obcego w trzech wymiarach, a jednocześnie ograniczyć dawkę promieniowania i nie robić zbędnych projekcji. Dwie projekcje PA (postero–anterior, promień pada z tyłu na przód) wykonywane są zazwyczaj w dwóch nieco zmienionych ustawieniach głowy lub przy różnym spojrzeniu gałek ocznych. Dzięki temu ciało obce „przesuwa się” względem struktur kostnych i można ocenić, czy leży ono w gałce ocznej, w tkankach miękkich oczodołu, czy może już poza nim. Jedno zdjęcie boczne pozwala natomiast ocenić głębokość położenia – czyli czy ciało obce jest bardziej ku przodowi, czy w tylnej części oczodołu, blisko szczytu, nerwu wzrokowego itp. W praktyce klinicznej, szczególnie przy podejrzeniu metalicznego ciała obcego (np. po szlifowaniu metalu, urazie warsztatowym), taki zestaw projekcji jest klasycznym, podręcznikowym postępowaniem przed np. planowanym badaniem TK czy MR. Co ważne, wybór projekcji PA, a nie AP, jest związany także z ochroną radiologiczną – mózg i soczewki są mniej obciążane dawką, a jakość obrazu struktur kostnych oczodołu jest bardzo dobra. Moim zdaniem warto też zapamiętać, że przy podejrzeniu ciała obcego przed badaniem MR często właśnie zwykłe RTG oczodołów w tych projekcjach jest pierwszym, szybkim i tanim „filtrem bezpieczeństwa”. To jest po prostu standard dobra praktyka w radiologii urazowej okolicy oka.

Pytanie 11

Na obrazie MR kręgosłupa lędźwiowego strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. osteofit na poziomie L4-L5
B. osteofit na poziomie L2-L3
C. przepuklinę na poziomie L2-L3
D. przepuklinę na poziomie L4-L5
Na zaznaczonym obrazie MR w projekcji strzałkowej widać typowy obraz przepukliny krążka międzykręgowego na poziomie L4–L5. Strzałka pokazuje ogniskowe uwypuklenie materiału jądra miażdżystego poza granice prawidłowego zarysu krążka, w kierunku kanału kręgowego. W MR wygląda to jak ognisko o sygnale zbliżonym do krążka, ciągłe z dyskiem, które wchodzi do kanału i modeluje worek oponowy lub korzenie ogona końskiego. To właśnie odróżnia przepuklinę od osteofitu – osteofit jest zbudowany z tkanki kostnej, ma ostry, twardy zarys, wychodzi z krawędzi trzonu, a nie z obwodu krążka. Na tym zdjęciu kształt zmiany jest „miękki”, półkolisty, typowo dyskowy. Poziom L4–L5 rozpoznajemy po liczeniu trzonów od góry (L1 nad stożkiem rdzeniowym) i po położeniu względem kości krzyżowej – segment nad L5–S1. W praktyce klinicznej taka przepuklina L4–L5 bardzo często odpowiada za bóle krzyża z promieniowaniem do kończyny dolnej w przebiegu ucisku korzenia L5. Standardem jest opisanie w badaniu MR: poziomu, typu przepukliny (protruzja, ekstruzja, sekwestr), stopnia zwężenia kanału i otworów międzykręgowych. Moim zdaniem warto od razu w głowie kojarzyć obraz z objawami pacjenta, bo to potem ułatwia rozmowę z lekarzem prowadzącym i udział w planowaniu leczenia – od fizjoterapii, przez blokady, aż po ewentualny zabieg neurochirurgiczny. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej kręgosłupa to zawsze: poprawne zidentyfikowanie poziomu, ocena wysokości i sygnału krążków, kształtu tylnej krawędzi dysku oraz relacji do worka oponowego i korzeni nerwowych – tutaj wszystkie te elementy wskazują jednoznacznie na przepuklinę krążka na poziomie L4–L5.

Pytanie 12

Które zdjęcie RTG stawu łokciowego zostało wykonane w projekcji skośnej w rotacji zewnętrznej?

A. Zdjęcie 4.
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zdjęcie 3.
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zdjęcie 1.
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zdjęcie 2.
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo – zdjęcie 1 przedstawia projekcję skośną stawu łokciowego w rotacji zewnętrznej. W tej projekcji ramię i przedramię są zazwyczaj w lekkim wyproście, a kończynę obraca się na zewnątrz (rotacja zewnętrzna) o ok. 35–45°. Efekt na obrazie jest taki, że kłykcie kości ramiennej nie nakładają się osiowo jak w projekcji AP, tylko widoczna jest wyraźna separacja struktur po stronie promieniowej. Głowa kości promieniowej i wcięcie promieniowe kości łokciowej są lepiej uwidocznione, a przestrzeń stawowa między głową kości promieniowej a bloczkiem i główką kości ramiennej jest bardziej czytelna. Moim zdaniem to właśnie ten charakterystyczny układ promieniowej strony stawu pomaga najszybciej rozpoznać tę projekcję. W praktyce klinicznej projekcja skośna w rotacji zewnętrznej jest bardzo przydatna przy podejrzeniu złamań głowy kości promieniowej, szyjki promieniowej, uszkodzeń wyrostka dziobiastego czy drobnych złamań awulsyjnych po stronie bocznej. W standardach wykonywania RTG stawu łokciowego (np. wg typowych protokołów radiologicznych) obok projekcji AP i bocznej zaleca się właśnie dodatkowe skośne projekcje, żeby uniknąć nakładania się struktur i nie przeoczyć subtelnych linii złamania. Warto pamiętać, że poprawne pozycjonowanie – stabilne ułożenie pacjenta, właściwa rotacja i kontrola osi kończyny – ma bezpośredni wpływ na jakość diagnostyczną takiego zdjęcia. Dobrą praktyką jest zawsze ocena, czy obraz odpowiada spodziewanemu wyglądowi anatomicznemu dla danej projekcji, zanim opisze się badanie.

Pytanie 13

Obrazy DDR są tworzone w trakcie

A. napromieniowania na aparacie terapeutycznym.
B. wykonywania przekrojów w tomografii komputerowej.
C. planowania radioterapii w komputerowym systemie planowania leczenia.
D. weryfikacji geometrii pól terapeutycznych na symulatorze rentgenowskim.
Prawidłowo – obrazy DDR (Digital DRR, czyli cyfrowe Digitally Reconstructed Radiographs) powstają właśnie na etapie planowania radioterapii w komputerowym systemie planowania leczenia. System bierze trójwymiarowe dane z tomografii komputerowej pacjenta i na ich podstawie „symuluje” projekcje podobne do klasycznego zdjęcia RTG. W efekcie dostajemy obraz, który wygląda jak zdjęcie rentgenowskie, ale jest całkowicie wyliczony matematycznie z danych TK, a nie wykonany na aparacie terapeutycznym czy symulatorze. Taki DDR pokazuje, jak powinno wyglądać ustawienie pacjenta i pól terapeutycznych przy prawidłowym napromienianiu. W praktyce klinicznej używa się go do weryfikacji geometrii napromieniania: technik porównuje obraz DDR z obrazami weryfikacyjnymi wykonanymi już na aparacie (np. portal imaging, EPID) i sprawdza, czy kości, narządy krytyczne i obszar PTV są w tym samym położeniu. Moim zdaniem to jest jedno z kluczowych narzędzi bezpieczeństwa w radioterapii – dzięki DDR można wcześnie wychwycić błędne ustawienie pacjenta, przesunięcie stołu, złą rotację czy pomyłkę w doborze projekcji. Dobre praktyki mówią jasno: poprawnie przygotowany plan musi mieć wygenerowane DRR dla każdej wiązki, z czytelnie zaznaczonym konturem guza, narządów krytycznych i osiami referencyjnymi. W nowoczesnych systemach planowania (np. Eclipse, Monaco, RayStation) generacja DDR to standardowy krok workflow, praktycznie nie da się zakończyć planu bez tych obrazów. Warto też pamiętać, że jakość DDR zależy od jakości badania TK (grubość warstw, artefakty), więc już na etapie skanowania pacjenta trzeba myśleć o tym, że te dane posłużą później do rekonstrukcji obrazów referencyjnych dla całej radioterapii.

Pytanie 14

W radiografii mianem SID określa się

A. odległość między obiektem badanym a detektorem obrazu.
B. system automatycznej kontroli ekspozycji.
C. system automatycznej regulacji jasności.
D. odległość między źródłem promieniowania a detektorem obrazu.
Prawidłowo – SID (Source to Image Distance) w radiografii to odległość między źródłem promieniowania rentgenowskiego a detektorem obrazu (kasetą, przetwornikiem DR, płytą CR). To jest bardzo podstawowy, ale kluczowy parametr geometryczny badania RTG. Od SID zależy powiększenie obrazu, ostrość krawędzi (nieostrość geometryczna), a także rozkład dawki i ekspozycja detektora. W praktyce w klasycznej radiografii przyjmuje się standardowe wartości, np. 100–115 cm dla większości projekcji przyłóżkowych i stołowych, 150–180 cm dla zdjęć klatki piersiowej przy stojaku. Dzięki stałemu, znanemu SID można porównywać badania w czasie i utrzymywać powtarzalność jakości obrazu – to jest jedna z podstaw dobrych praktyk w radiologii. Moim zdaniem wielu uczniów trochę lekceważy geometrię, a to właśnie ona często decyduje, czy lekarz będzie mógł dobrze ocenić zmianę na zdjęciu. Zwiększenie SID zmniejsza powiększenie i nieostrość geometryczną, ale jednocześnie promieniowanie bardziej się rozprasza w przestrzeni, więc do uzyskania tej samej ekspozycji na detektorze trzeba zwykle podnieść mAs. W protokołach pracowni RTG bardzo często jest wpisane: projekcja AP, SID 100 cm; projekcja PA klatki, SID 180 cm itd. Technik powinien SID znać, ustawiać i kontrolować, bo zmiana SID bez korekty parametrów ekspozycji może prowadzić albo do prześwietlenia, albo do niedoświetlenia obrazu. W radiologii zabiegowej i fluoroskopii też operuje się pojęciem odległości źródło–detektor, choć czasem bardziej zwraca się uwagę na odległość źródło–pacjent, ale zasada geometryczna jest ta sama. Utrzymywanie odpowiedniego SID jest też elementem optymalizacji dawki zgodnie z zasadą ALARA, bo pozwala uzyskać dobrą jakość przy rozsądnym obciążeniu pacjenta promieniowaniem.

Pytanie 15

W którym okresie ciąży wykonanie u kobiety zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej jest najbardziej szkodliwe dla płodu?

A. Między 3 a 12 tygodniem ciąży.
B. Między 13 a 18 tygodniem ciąży.
C. Między 19 a 25 tygodniem ciąży.
D. Między 26 a 40 tygodniem ciąży.
Prawidłowo wskazany okres 3–12 tygodnia ciąży to tzw. faza organogenezy, czyli intensywnego kształtowania się narządów płodu. W tym czasie promieniowanie jonizujące, nawet w stosunkowo małych dawkach, może zaburzać procesy podziału i różnicowania komórek. Może to prowadzić do powstania wad wrodzonych, poronień lub ciężkich zaburzeń rozwojowych. Dlatego właśnie ten okres uważa się za najbardziej wrażliwy na działanie promieniowania, co jest mocno podkreślane w wytycznych ochrony radiologicznej kobiet ciężarnych. W praktyce klinicznej, zgodnie z zasadą ALARA (As Low As Reasonably Achievable), u kobiety w I trymestrze unika się badań RTG wszędzie tam, gdzie tylko jest to możliwe, a jeśli badanie jest absolutnie konieczne, musi być bardzo dobrze uzasadnione przez lekarza i odpowiednio udokumentowane. Z mojego doświadczenia w pracy z materiałami szkoleniowymi wynika, że standardem jest w pierwszej kolejności rozważenie metod bezpromiennych, takich jak USG czy MRI bez kontrastu, a dopiero gdy one nie wystarczają – planowanie RTG z maksymalnym ograniczeniem dawki i zastosowaniem osłon (np. fartuch ołowiany na okolice brzucha i miednicy). W obrazowaniu klatki piersiowej u ciężarnej kładzie się nacisk na odpowiednie parametry techniczne aparatu, ograniczenie liczby projekcji do niezbędnego minimum oraz bardzo dokładne kolimowanie wiązki, żeby jak najmniejsza część ciała była napromieniana. W dobrych praktykach radiologicznych zawsze pojawia się też obowiązek pytania pacjentki o możliwość ciąży przed badaniem RTG i – jeśli istnieje ryzyko, że jest to wczesna ciąża – rozważenie przełożenia badania lub zmiany metody diagnostycznej. Ten sposób myślenia, moim zdaniem, jest kluczowy: najpierw bezpieczeństwo płodu, potem wygoda diagnostyczna.

Pytanie 16

Ilustracja przedstawia pozycjonowanie pacjentki do badania mammograficznego w projekcji

Ilustracja do pytania
A. stycznej.
B. kleopatry.
C. bocznej.
D. dolinowej.
Prawidłowo – ilustracja pokazuje klasyczne pozycjonowanie do mammografii stycznej, czyli tzw. projekcji spot-compression / tangencjalnej. W tej projekcji ucisk i wiązka promieniowania są skierowane dokładnie na wybrany, ograniczony fragment piersi, zwykle na zmianę wyczuwalną palpacyjnie lub podejrzaną w standardowych projekcjach CC i MLO. Na rysunku widać, że pierś nie jest ułożona jak przy typowej projekcji czołowej czy skośnej, tylko jej mały wycinek został „wyciągnięty” i dociśnięty między detektor a specjalną małą płytkę uciskową. Strzałka wskazuje miejsce zainteresowania – to typowe właśnie dla zdjęcia stycznego, gdzie zależy nam na jak najdokładniejszym odwzorowaniu jednej zmiany, a nie całej piersi. W praktyce technik robi takie zdjęcie, gdy radiolog chce ocenić, czy podejrzany cień leży rzeczywiście w piersi, czy np. w skórze, albo czy mikrozwapnienia są rzeczywiste, czy to tylko nałożenie struktur. Moim zdaniem warto zapamiętać, że projekcje styczne są dodatkowymi, celowanymi zdjęciami – nie zastępują standardowego zestawu CC i MLO, tylko go uzupełniają. W wytycznych jakościowych EUREF i w dobrych podręcznikach z mammografii podkreśla się, że prawidłowe, precyzyjne pozycjonowanie i odpowiednio silny, ale akceptowalny dla pacjentki ucisk w projekcji stycznej znacząco poprawiają rozdzielczość i kontrast podejrzanej zmiany, co potem ułatwia decyzję: kontrola, biopsja, czy spokój. W codziennej pracy w pracowni mammograficznej takie celowane zdjęcia robi się naprawdę często – to nie jest żadna egzotyka, tylko standardowa dobra praktyka.

Pytanie 17

Po podaniu kontrastu obraz zmian nowotworowych w badaniu MR najlepiej uwidacznia się w sekwencji

A. DWI
B. DIXON
C. T2
D. T1
Prawidłowa odpowiedź to sekwencja T1 po podaniu środka kontrastowego. W badaniach MR z kontrastem (najczęściej gadolinowym) to właśnie obrazy T1‑zależne są standardem do oceny wzmocnienia patologicznych zmian, w tym nowotworowych. Środek kontrastowy skraca czas relaksacji T1 tkanek, w których się gromadzi, przez co te struktury stają się jaśniejsze (hiperintensywne) na obrazach T1. Dzięki temu dużo łatwiej odróżnić aktywną zmianę nowotworową od tkanek prawidłowych, blizny czy zmian martwiczych. W codziennej praktyce radiologicznej praktycznie każdy protokół onkologiczny MR zawiera sekwencje T1 przed i po kontraście, często w kilku płaszczyznach, czasem z subtrakcją (odejmowaniem obrazu przed kontrastem od obrazu po kontraście), żeby jeszcze wyraźniej pokazać samo wzmocnienie. Moim zdaniem to jest absolutna podstawa, coś jak alfabet w MR. Przykład praktyczny: w MR mózgu z podejrzeniem guza oceniamy wzmocnienie guza, obszary nacieku, obecność pierścieniowego wzmocnienia – wszystko na obrazach T1 po kontraście. Podobnie w MR kręgosłupa oceniamy przerzuty do trzonów kręgów czy naciek kanału kręgowego, właśnie w T1 po kontraście. W MR piersi, prostaty, wątroby – wszędzie kluczowa informacja o unaczynieniu guza i jego aktywności biologicznej pochodzi z dynamiki i stopnia wzmocnienia w sekwencjach T1‑zależnych. Dobre praktyki mówią też, żeby zawsze interpretować obrazy T1 po kontraście razem z innymi sekwencjami (T2, DWI), ale jeśli chodzi o „pokazanie” wzmocnienia nowotworu po podaniu kontrastu, to złotym standardem jest właśnie T1.

Pytanie 18

Folia wzmacniająca umieszczona w kasecie rentgenowskiej emituje pod wpływem promieniowania X światło

A. ultrafioletowe, wymagające zwiększenia dawki promieniowania do wykonania badania.
B. widzialne, wymagające zwiększenia dawki promieniowania do wykonania badania.
C. widzialne, umożliwiające zmniejszenie dawki promieniowania do wykonania badania.
D. ultrafioletowe, umożliwiające zmniejszenie dawki promieniowania do wykonania badania.
Prawidłowo – folia wzmacniająca (ekran wzmacniający) w kasecie rentgenowskiej emituje światło widzialne, a jej głównym zadaniem jest właśnie umożliwienie zmniejszenia dawki promieniowania X potrzebnej do wykonania zdjęcia. Promieniowanie rentgenowskie pada na folię, a kryształy luminoforu (np. wolframian wapnia w starszych kasetach albo związki ziem rzadkich – gadolinu, lantanu – w nowoczesnych) pochłaniają fotony X i zamieniają ich energię na błysk światła widzialnego. To światło naświetla film dużo efektywniej niż same fotony X, dlatego do uzyskania odpowiedniej czerni na filmie wystarczy znacznie mniejsza dawka promieniowania. W praktyce klinicznej oznacza to realne obniżenie narażenia pacjenta – w klasycznych systemach analogowych nawet kilkukrotne. Moim zdaniem to jeden z podstawowych przykładów, jak fizyka medyczna przekłada się na ochronę radiologiczną w codziennej pracy. W nowoczesnych kasetach CR/DR idea jest podobna: mamy warstwę fosforową lub detektor półprzewodnikowy, który też ma za zadanie jak najlepiej „wyłapać” fotony X i przekształcić je w sygnał (świetlny lub elektryczny), żeby nie trzeba było sztucznie podkręcać dawki. Ważna dobra praktyka: zawsze dobiera się kasetę i rodzaj folii do typu badania (np. folie o większej czułości do badań pediatrycznych), właśnie po to, żeby zgodnie ze standardem ALARA (As Low As Reasonably Achievable) trzymać dawki jak najniższe przy zachowaniu diagnostycznej jakości obrazu. Widać to choćby przy zdjęciach klatki piersiowej – odpowiednio dobrany ekran wzmacniający pozwala skrócić czas ekspozycji, zmniejszyć dawkę i jednocześnie ograniczyć poruszenie obrazu.

Pytanie 19

Parametr SNR w obrazowaniu MR oznacza

A. stosunek sygnału do szumu.
B. rozmiar matrycy.
C. grubość obrazowanej warstwy.
D. wielkość pola widzenia.
Parametr SNR w obrazowaniu MR to stosunek sygnału do szumu (Signal to Noise Ratio) i jest jednym z absolutnie kluczowych pojęć przy ocenie jakości obrazów rezonansu. Mówiąc po ludzku: patrzymy, jak silny jest użyteczny sygnał pochodzący z tkanek pacjenta w porównaniu do przypadkowych zakłóceń, czyli szumu. Im wyższy SNR, tym obraz jest bardziej „czysty”, gładszy, z wyraźniejszym zarysem struktur anatomicznych i mniejszym ziarnem. Przy niskim SNR obraz robi się „ziarnisty”, poszarpany, trudniej odróżnić szczegóły, a diagnostyka staje się mniej pewna. W praktyce technik MR ciągle balansuje parametrami, które wpływają na SNR: zwiększenie grubości warstwy, liczby akwizycji (NEX/NSA), pola widzenia (FOV), czy zastosowanie odpowiednich cewek odbiorczych poprawia SNR, ale często kosztem rozdzielczości lub czasu badania. Z kolei zwiększenie rozdzielczości (większa matryca, mniejszy voxel) zwykle SNR obniża. Moim zdaniem ważne jest, żeby nie traktować SNR jako abstrakcyjnej liczby, tylko jako realne narzędzie do oceny, czy dana sekwencja nadaje się do wiarygodnej interpretacji. W wielu ośrodkach przyjmuje się minimalne wartości SNR dla konkretnych protokołów, tak żeby radiolog miał wystarczająco „czysty” obraz do opisu. W zaawansowanych systemach kontroli jakości MR SNR mierzy się regularnie na fantomach, żeby sprawdzać stabilność aparatu i wychwycić spadek jakości zanim zauważy go lekarz. W codziennej pracy, jeśli radiolog mówi, że „za dużo szumu na obrazach”, to w praktyce właśnie ma zastrzeżenia do zbyt niskiego SNR i trzeba tak dobrać parametry, żeby ten stosunek sygnału do szumu poprawić, nie tracąc przy tym istotnych informacji diagnostycznych.

Pytanie 20

Jak konwencjonalnie frakcjonuje się dawkę w teleradioterapii?

A. Dwa razy dziennie, przez siedem dni w tygodniu.
B. Dwa razy dziennie, przez pięć dni w tygodniu.
C. Jeden raz dziennie, przez pięć dni w tygodniu.
D. Jeden raz dziennie, przez siedem dni w tygodniu.
Prawidłowo wskazana odpowiedź opisuje tzw. konwencjonalny schemat frakcjonowania w teleradioterapii: jedna frakcja na dobę, pięć dni w tygodniu (zwykle poniedziałek–piątek), z przerwą weekendową. To jest klasyczny standard w większości ośrodków onkologicznych i wynika zarówno z radiobiologii, jak i z organizacji pracy zakładu radioterapii. Komórki nowotworowe i zdrowe tkanki reagują inaczej na napromienianie, a podział dawki całkowitej na wiele małych frakcji (np. 1,8–2,0 Gy dziennie) pozwala zwiększyć szansę zniszczenia guza przy akceptowalnym uszkodzeniu tkanek prawidłowych. Kluczowe są tu zasady tzw. 4R radiobiologii: naprawa, repopulacja, redystrybucja i reoksygenacja. Przerwy między kolejnymi frakcjami, czyli te około 24 godziny, dają czas zdrowym tkankom na naprawę subletalnych uszkodzeń DNA, a jednocześnie nie są na tyle długie, żeby guz zdążył istotnie odrosnąć. Z mojego doświadczenia, w planowaniu leczenia bardzo pilnuje się, żeby pacjent dostawał frakcje regularnie, dzień po dniu, bo przerwy w terapii pogarszają wyniki leczenia. Weekendowa przerwa ma znaczenie praktyczne (organizacja pracy, serwis akceleratora), ale też kliniczne – zmniejsza zmęczenie pacjenta i trochę łagodzi ostre odczyny popromienne, np. rumień skóry czy zapalenie błon śluzowych. Warto pamiętać, że istnieją inne schematy, jak frakcjonowanie przyspieszone, hiperfrakcjonowanie czy hipofrakcjonowanie (np. w radioterapii stereotaktycznej), ale one są modyfikacją standardu i stosuje się je w ściśle określonych wskazaniach. W typowym, „zwykłym” leczeniu radykalnym raka np. głowy i szyi, piersi, prostaty czy płuca, podstawą jest właśnie jedna frakcja dziennie przez pięć dni w tygodniu, aż do osiągnięcia zaplanowanej dawki całkowitej.

Pytanie 21

Którą strukturę anatomiczną uwidoczniono na zamieszczonym obrazie USG?

Ilustracja do pytania
A. Pęcherzyk żółciowy z kamieniami.
B. Ciężarną macicę z czterema płodami.
C. Nerkę lewą ze złogami.
D. Pęcherz moczowy z kamieniami.
Na obrazie USG widoczny jest typowy pęcherzyk żółciowy z kamieniami (cholecystolithiasis). Charakterystyczny jest wydłużony, gruszkowaty kształt bezechowej (czarnej) struktury, otoczonej cienką, wyraźną ścianą. W świetle pęcherzyka widoczne są silnie hiperechogeniczne ogniska z wyraźnym cieniem akustycznym za nimi – to klasyczny obraz złogów żółciowych. Zgodnie z zasadami opisu USG jamy brzusznej, zawsze zwracamy uwagę na: kształt pęcherzyka, grubość ściany, zawartość światła oraz obecność cienia akustycznego. Kamienie są jasne, dobrze odgraniczone i „rzucają cień” w głąb obrazu, co jest jednym z najważniejszych kryteriów różnicujących je od np. polipów. W praktyce klinicznej taki obraz, szczególnie przy dolegliwościach bólowych w prawym podżebrzu, jest podstawą do rozpoznania kamicy pęcherzyka żółciowego i dalszego postępowania – zwykle obserwacja albo kwalifikacja do cholecystektomii laparoskopowej, zgodnie z aktualnymi zaleceniami. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, żeby przy każdym badaniu USG jamy brzusznej bardzo dokładnie oceniać pęcherzyk w pozycji leżącej i w razie wątpliwości także w pozycji stojącej lub na lewym boku – kamienie często zmieniają położenie pod wpływem grawitacji, co dodatkowo potwierdza rozpoznanie. Dobra praktyka to też dokumentowanie przynajmniej dwóch przekrojów (podłużny i poprzeczny) oraz opisywanie wielkości największego złogu, bo ma to znaczenie przy planowaniu zabiegu i dalszej obserwacji pacjenta.

Pytanie 22

W badaniu EKG punktem przyłożenia odprowadzenia przedsercowego C2 jest

A. okolica wyrostka mieczykowatego.
B. rzut koniuszka serca.
C. IV międzyżebrze przy prawym brzegu mostka.
D. IV międzyżebrze przy lewym brzegu mostka.
Prawidłowo – odprowadzenie przedsercowe C2 (oznaczane też jako V2) zgodnie ze standardem zapisu EKG umieszcza się w IV międzyżebrzu przy lewym brzegu mostka. To jest klasyczna lokalizacja wg międzynarodowego systemu 12‑odprowadzeniowego. W praktyce technik najpierw lokalizuje ręką wcięcie szyjne mostka, schodzi na rękojeść, a potem na trzon mostka i liczy przestrzenie międzyżebrowe od góry. Druga przestrzeń międzyżebrowa jest tuż pod rękojeścią, dalej trzecia i czwarta – właśnie w tej czwartej, przy lewym brzegu mostka, przyklejamy elektrodę C2/V2. Moim zdaniem warto to sobie parę razy „przećwiczyć palcami” na realnym pacjencie, bo później robi się to już automatycznie. Standardowa kolejność zakładania przedsercowych to zwykle: najpierw C1/V1 w IV międzyżebrzu przy prawym brzegu mostka, potem C2/V2 w IV międzyżebrzu przy lewym brzegu mostka, a dopiero później C4/V4 w rzucie koniuszka serca (V międzyżebrze w linii środkowo-obojczykowej lewej), a następnie C3/V3 między C2 i C4 oraz C5, C6 bardziej bocznie. Poprawne położenie C2 jest bardzo istotne, bo ten punkt „patrzy” na przegrodę międzykomorową i część ściany przedniej. Błędne ustawienie, np. za wysoko albo za nisko, może zafałszować obraz załamków R i S, czasem też odcinka ST, co potem utrudnia wykrycie zawału ściany przedniej lub zmian przerostowych. W dobrych praktykach EKG podkreśla się, żeby zawsze liczyć międzyżebrza, a nie „na oko” przyklejać elektrody. W warunkach klinicznych, np. na SOR czy intensywnej terapii, precyzja bywa trudniejsza, ale tym bardziej warto trzymać się tego schematu, bo od jakości zapisu często zależy decyzja lekarska o trombolizie czy pilnej koronarografii.

Pytanie 23

W badaniu EKG elektrodę przedsercową V4 należy umocować

A. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowo-przedniej lewej.
B. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
C. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
D. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii środkowo-obojczykowej lewej.
Prawidłowe umiejscowienie elektrody przedsercowej V4 to 5-ta przestrzeń międzyżebrowa w linii środkowo-obojczykowej lewej. To jest dokładnie punkt odniesienia przyjęty w standardzie 12-odprowadzeniowego EKG, opisanym m.in. w wytycznych European Society of Cardiology oraz American Heart Association. Linia środkowo-obojczykowa to wyobrażona pionowa linia biegnąca przez środek obojczyka, a 5-ta przestrzeń międzyżebrowa to odstęp między 5. a 6. żebrem. W praktyce klinicznej najpierw lokalizuje się mostek, liczy żebra i odlicza przestrzenie międzyżebrowe, a dopiero potem przesuwa palce w bok do linii środkowo-obojczykowej. Dobrze jest skojarzyć, że V4 zwykle leży mniej więcej nad koniuszkiem serca. Z mojego doświadczenia pomaga najpierw prawidłowo założyć V1 i V2 przy mostku, potem V4, a dopiero na końcu dopasować V3 między V2 i V4 oraz V5 i V6 bardziej bocznie. Dzięki temu unika się przesuwania V4 za bardzo w bok, co jest częstym błędem. Takie dokładne pozycjonowanie ma duże znaczenie: przesunięcie elektrody nawet o jedno żebro może zmienić amplitudę załamków R i T, co może prowadzić do fałszywego podejrzenia zawału, przerostu czy niedokrwienia. W codziennej pracy technika EKG to jest trochę jak odruch – zawsze ta sama sekwencja: V1 w 4-tej przestrzeni przy prawym brzegu mostka, V2 przy lewym, potem V4 w 5-tej przestrzeni w linii środkowo-obojczykowej, a reszta względem tego. Właśnie dzięki temu zapis EKG jest powtarzalny i można go porównywać w czasie i między różnymi pracowniami.

Pytanie 24

Ilustracja przedstawia pozycjonowanie pacjentki do badania mammograficznego w projekcji

Ilustracja do pytania
A. dolinowej.
B. kranio-kaudalnej.
C. kleopatry.
D. skośnej.
Na ilustracji widać klasyczne ułożenie pacjentki do mammografii w projekcji skośnej, czyli mediolateral oblique (MLO). Głowica z detektorem jest ustawiona pod kątem, zwykle około 40–60°, tak żeby objąć jak największą część tkanki gruczołowej, zwłaszcza ogon Spence’a, czyli fragment piersi sięgający w stronę dołu pachowego. Właśnie w tej projekcji technik stara się „wyciągnąć” pierś do przodu, dociągnąć tkankę z okolicy pachy i równomiernie ją spłaszczyć między płytką dociskową a detektorem. Moim zdaniem to jest najważniejsza projekcja w mammografii skriningowej, bo najlepiej pokazuje górno‑zewnętrzny kwadrant piersi i węzły chłonne pachowe przednie. W praktyce, zgodnie z zaleceniami EUREF i Polskiego Towarzystwa Radiologicznego, standardowy zestaw obejmuje właśnie dwie podstawowe projekcje: kranio‑kaudalną (CC) oraz skośną MLO. Bez poprawnie wykonanej projekcji skośnej badanie jest uznawane za niepełne. Technik musi zwrócić uwagę na kilka detali: widoczny mięsień piersiowy większy sięgający co najmniej do wysokości brodawki, brak zagięć skóry, brak „ściśnięcia” tylko brodawki bez głębszej tkanki, odpowiednie ustawienie brodawki w profilu. W realnej pracy, gdy pacjentka ma ograniczoną ruchomość barku lub jest po operacji, poprawne ułożenie do projekcji skośnej bywa trudne, ale tym bardziej trzeba się starać, bo to właśnie w tej projekcji najczęściej wychwytuje się niewielkie mikrozwapnienia i zmiany w górnych partiach piersi. Dobra znajomość tej pozycji ułatwia też późniejszą korelację zmian pomiędzy USG, mammografią i ewentualnie tomosyntezą.

Pytanie 25

Przyczyną zaniku kostnego jest

A. przedawkowanie spożycia wapnia.
B. duży i częsty wysiłek.
C. nadmiar witaminy D3.
D. utrata macierzy kostnej.
Prawidłowo wskazana przyczyna zaniku kostnego to utrata macierzy kostnej. Kość nie jest strukturą „martwą”, tylko żywą tkanką, która stale się przebudowuje. Podstawą tej przebudowy jest właśnie macierz kostna, czyli rusztowanie zbudowane głównie z kolagenu typu I, na którym odkładają się sole mineralne – głównie fosforan wapnia w postaci hydroksyapatytu. Gdy dochodzi do przewagi procesów resorpcji (działanie osteoklastów) nad tworzeniem nowej tkanki kostnej (osteoblasty), macierz jest stopniowo tracona i rozwija się zanik kostny, np. w osteoporozie czy przy długotrwałym unieruchomieniu kończyny. W praktyce klinicznej widać to bardzo wyraźnie w badaniach obrazowych: na zdjęciach RTG obserwuje się obniżenie gęstości kostnej, ścieńczenie beleczek kostnych, poszerzenie jam szpikowych. W densytometrii (DXA) notuje się spadek T-score, co od razu kojarzy się z utratą masy i jakości macierzy kostnej. Moim zdaniem warto zapamiętać, że sama obecność wapnia to za mało – bez prawidłowej macierzy kolagenowej nie ma gdzie tego wapnia „przyczepić”. Dlatego w profilaktyce i leczeniu osteoporozy tak duży nacisk kładzie się nie tylko na suplementację wapnia i witaminy D3, ale też na aktywność fizyczną, prawidłową dietę białkową oraz unikanie leków i stanów, które nasilają resorpcję kości. W standardach postępowania (np. zalecenia towarzystw osteologicznych) wyraźnie podkreśla się rolę równowagi między tworzeniem macierzy a jej degradacją: jeśli ta równowaga jest zaburzona na korzyść utraty, to właśnie wtedy rozwija się zanik kostny, widoczny później w badaniach obrazowych i objawach klinicznych, jak złamania niskoenergetyczne czy obniżenie wzrostu.

Pytanie 26

W którym miejscu, zgodnie z zasadami wykonywania badania EKG, należy umocować żółtą elektrodę przedsercową V2?

A. W V przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowej środkowej.
B. W IV przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
C. W V przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowej przedniej.
D. W IV przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
Prawidłowe umocowanie żółtej elektrody przedsercowej V2 to IV przestrzeń międzyżebrowa przy lewym brzegu mostka. Tak opisują to klasyczne standardy wykonywania 12‑odprowadzeniowego EKG (np. wytyczne kardiologiczne AHA/ESC). Odprowadzenia przedsercowe mają bardzo precyzyjnie określone miejsca, bo ich przesunięcie choćby o jedno żebro w górę lub w dół potrafi całkowicie zmienić obraz zapisu. V2 razem z V1 tworzą tzw. odprowadzenia przy mostku (parasternalne) i są kluczowe do oceny przegrody międzykomorowej. V1 zakładamy w IV przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka, a V2 – lustrzanie, po lewej stronie mostka, też w IV przestrzeni. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk liczenia żeber od góry: najpierw lokalizujemy obojczyk, potem rękojeść mostka, następnie II żebro i dopiero potem schodzimy do IV przestrzeni międzyżebrowej. W praktyce klinicznej poprawne położenie V2 jest ważne np. przy rozpoznawaniu zawału ściany przedniej i przegrodowej, zaburzeń przewodzenia w obrębie pęczka Hisa czy przy ocenie przerostu komór. Gdy V2 jest za wysoko, może sztucznie nasilać załamki R lub zmieniać obraz odcinka ST, co wprowadza lekarza w błąd. Dlatego dobrą praktyką jest: najpierw dokładne oznaczenie wszystkich przestrzeni międzyżebrowych, potem dopiero przyklejanie elektrod zgodnie z kolejnością V1–V6, bez „na oko”. W wielu pracowniach i na oddziałach ratunkowych przywiązuje się do tego sporą wagę, bo jakość EKG zaczyna się właśnie od poprawnego pozycjonowania elektrod, nie od aparatu.

Pytanie 27

Obrazowanie portalowe w radioterapii służy do

A. weryfikacji pola napromienianego.
B. zniekształcenia wiązki promieniowania.
C. pozycjonowania pacjenta.
D. przekazywania danych o pacjencie.
Prawidłowo – obrazowanie portalowe w radioterapii służy przede wszystkim do weryfikacji pola napromienianego, czyli sprawdzenia, czy wiązka promieniowania pada dokładnie tam, gdzie została zaplanowana w systemie planowania leczenia. W praktyce wygląda to tak, że przed lub na początku frakcji wykonuje się obraz portalowy (EPID, portal imaging) przy użyciu tej samej głowicy akceleratora, którą napromienia się pacjenta. Ten obraz porównuje się potem z obrazem referencyjnym z systemu planowania (DRR – digitally reconstructed radiograph) albo z wcześniejszymi obrazami kontrolnymi. Dzięki temu można ocenić, czy pole terapeutyczne pokrywa obszar tarczowy (CTV/PTV), czy nie ma przemieszczenia kości, narządów krytycznych albo rotacji pacjenta. W nowoczesnych ośrodkach stosuje się różne techniki: klasyczne zdjęcia portalowe 2D, kV imaging, a także CBCT (tomografia stożkowa) wykonywana na akceleratorze. Wszystkie one mają ten sam główny cel – kontrola geometrii napromieniania. Z dobrych praktyk wynika, że przed pierwszą frakcją wykonuje się bardzo dokładną weryfikację pola, a potem okresowe kontrole (np. co kilka frakcji) albo nawet codzienne, zwłaszcza przy technikach IMRT/VMAT, gdzie marginesy bezpieczeństwa są mniejsze. Moim zdaniem kluczowe jest zrozumienie, że obrazowanie portalowe nie jest „dla ciekawości”, tylko realnie zmniejsza ryzyko napromienienia zdrowych tkanek i poprawia trafienie w guz. Właśnie dlatego w wytycznych radioterapeutycznych (IGRT – image guided radiotherapy) podkreśla się obowiązkową weryfikację ustawienia pola napromienianego przed podaniem dawki terapeutycznej.

Pytanie 28

Hiperfrakcjonowanie dawki w teleradioterapii polega na napromienianiu 2 do 3 razy dziennie dawką frakcyjną

A. mniejszą niż 2 Gy i wydłużeniu całkowitego czasu leczenia.
B. większą niż 2 Gy i wydłużeniu całkowitego czasu leczenia.
C. mniejszą niż 2 Gy bez zmiany całkowitego czasu leczenia.
D. większą niż 2 Gy bez zmiany całkowitego czasu leczenia.
Poprawnie – w hiperfrakcjonowaniu w teleradioterapii kluczowe są dwie rzeczy: dawka frakcyjna jest mniejsza niż standardowe 2 Gy oraz całkowity czas leczenia zasadniczo się nie wydłuża. Czyli zamiast np. 1 × 2 Gy dziennie, pacjent dostaje 2–3 frakcje po ok. 1,1–1,2 Gy każda, ale cały plan (np. 6–7 tygodni) trwa podobnie jak w klasycznym schemacie. Z punktu widzenia radiobiologii chodzi o wykorzystanie różnic w zdolności do naprawy uszkodzeń DNA między guzem a zdrowymi tkankami. Mniejsza dawka na frakcję lepiej chroni tkanki późno reagujące (np. rdzeń kręgowy, nerki), a jednocześnie większa liczba frakcji pozwala podnieść całkowitą dawkę biologicznie skuteczną dla guza. Moim zdaniem to jest jeden z fajniejszych przykładów, jak teoria frakcji i model liniowo-kwadratowy (parametry α/β) przekładają się na praktykę. Nowotwory o wysokim współczynniku α/β (np. rak głowy i szyi, część guzów dziecięcych) szczególnie korzystają z takiego schematu, bo są wrażliwe na sumaryczną dawkę, a mniej na wielkość pojedynczej frakcji. W praktyce klinicznej wymaga to dobrej organizacji pracy ośrodka: dokładnego planowania czasów między frakcjami (minimum 6 godzin przerwy), pilnowania harmonogramu i bardzo precyzyjnej kontroli jakości ustawienia pacjenta przy każdym naświetlaniu. W wytycznych wielu towarzystw onkologicznych podkreśla się, że przy hiperfrakcjonowaniu nie chodzi o „wydłużanie leczenia”, tylko o modyfikację podziału dawki przy zachowaniu podobnego czasu całkowitego, tak żeby zwiększyć szansę wyleczenia przy akceptowalnej toksyczności późnej.

Pytanie 29

Podczas wykonywania zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej w celu ochrony radiologicznej pacjenta należy zastosować

A. fartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta.
B. półfartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta.
C. fartuch ołowiowy założony z przodu pacjenta.
D. półfartuch ołowiowy założony z przodu pacjenta.
W pytaniu o ochronę radiologiczną przy zdjęciu RTG klatki piersiowej kluczowe jest zrozumienie przebiegu wiązki promieniowania i ustawienia pacjenta. W projekcji PA pacjent stoi przodem do detektora, a lampa rentgenowska znajduje się za jego plecami. Promieniowanie jonizujące wchodzi więc od tyłu, przechodzi przez klatkę piersiową i dociera do detektora z przodu. Typowym błędem myślowym jest założenie, że skoro badamy klatkę piersiową „z przodu”, to ołowianą osłonę również zakłada się z przodu. To niestety działa odwrotnie, bo promieniowanie już przeszło przez organizm, zanim dotrze do fartucha założonego z przodu. Taka osłona przednia bardziej chroniłaby detektor niż pacjenta, a dodatkowo mogłaby wejść w pole obrazowania i zasłonić fragment płuc lub śródpiersia, co jest niezgodne z zasadami prawidłowego pozycjonowania. Podobnie pełny fartuch ołowiowy z przodu, stosowany rutynowo, jest sprzeczny z dobrymi praktykami – ochrona nie może pogarszać jakości diagnostycznej badania. Ołów w polu wiązki pierwotnej daje bardzo silne pochłanianie, twarde krawędzie i artefakty, które utrudniają ocenę zdjęcia. Z kolei założenie pełnego fartucha z tyłu też nie jest optymalne, bo przy badaniu klatki piersiowej chodzi głównie o osłonięcie dolnych partii ciała, miednicy i części jamy brzusznej przed niepotrzebnym napromienieniem, a do tego lepiej sprawdza się półfartuch – krótszy, wygodniejszy, łatwiejszy do ustawienia tak, żeby nie nachodził na pole badania. Z mojego doświadczenia w pracowni to właśnie złe intuicyjne rozumienie kierunku wiązki i brak nawyku myślenia „skąd świeci lampa” prowadzi do takich błędnych wyborów. Prawidłowa ochrona polega na osłanianiu tych okolic, które nie są przedmiotem badania, od strony źródła promieniowania, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej czytelności obrazu klatki piersiowej. Dlatego odpowiedzi z fartuchami z przodu lub niewłaściwym typem osłony nie spełniają zasad ochrony radiologicznej i nie są zgodne z nowoczesnymi standardami pracy w radiologii.

Pytanie 30

Kasety do pośredniej radiografii cyfrowej CR są wyposażone

A. w płyty ołowiowe.
B. w folie wzmacniające.
C. w filmy rentgenowskie.
D. w płyty fosforowe.
Prawidłowo – w systemie pośredniej radiografii cyfrowej CR kasety są wyposażone w płyty fosforowe, nazywane też płytami obrazowymi (IP – imaging plate). To nie są klasyczne filmy, tylko specjalne płyty z fosforem luminescencyjnym, najczęściej fosforem halogenkowym z domieszką europu. Pod wpływem promieniowania rentgenowskiego w krysztale fosforu gromadzi się energia w postaci tzw. obrazu utajonego. Ten obraz nie jest widoczny gołym okiem, dopiero skaner CR odczytuje go laserem, powodując zjawisko fotostymulowanej luminescencji. Wtedy emisja światła jest zamieniana przez fotopowielacz i przetwornik A/C na sygnał cyfrowy, który trafia do systemu PACS. W praktyce, podczas pracy w pracowni RTG, płyta fosforowa zachowuje się podobnie jak dawny film: wkładasz ją do kasety, po ekspozycji przenosisz do czytnika CR, a po odczycie płyta jest kasowana i może być użyta ponownie dziesiątki, a nawet setki razy, o ile nie zostanie mechanicznie uszkodzona. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć CR właśnie z płytą fosforową, a DR z detektorem płaskopanelowym – to dwa różne systemy cyfrowe. Standardem dobrej praktyki jest delikatne obchodzenie się z kasetami CR, unikanie zarysowań i zginania, bo wszelkie uszkodzenia płyty fosforowej potem wychodzą jako artefakty na obrazie (pasy, plamki, „zadrapania”). W wielu szpitalach CR nadal jest używany w pracowniach ogólnych, na SOR czy w weterynarii, bo jest tańszy i bardziej elastyczny niż pełne DR, a kluczowe jest właśnie to, że sercem kasety jest płyta fosforowa, a nie film rentgenowski czy płyta ołowiowa.

Pytanie 31

Które urządzenia pomocnicze służą do unieruchomienia pacjenta do zabiegu radioterapii?

A. Filtry klinowe i bolusy.
B. Maski i podpórki.
C. Kliny mechaniczne i maski.
D. Maski i filtry klinowe.
Prawidłowo – w radioterapii do unieruchomienia pacjenta stosuje się przede wszystkim maski i różnego rodzaju podpórki. Maski (najczęściej z termoplastycznego tworzywa) są formowane indywidualnie do kształtu twarzy i czaszki pacjenta, zwłaszcza przy napromienianiu głowy i szyi. Po podgrzaniu materiał staje się plastyczny, nakłada się go na twarz, dopasowuje, a po ostygnięciu tworzy sztywną „skorupę”, która potem jest wielokrotnie używana w trakcie całej serii frakcji. Dzięki temu przy każdym zabiegu pacjent znajduje się praktycznie w tej samej pozycji, co zmniejsza ryzyko przemieszczenia wiązki i poprawia powtarzalność ustawień. Podpórki to cała grupa akcesoriów: podkładki pod głowę, klinowe podpory pod kolana, podnóżki, materace próżniowe, uchwyty na ręce, a także specjalne stoły z oznaczeniami. One nie modelują tak dokładnie kształtu jak maska, ale stabilizują ciało, odciążają mięśnie i redukują niekontrolowane ruchy, np. wynikające z niewygodnej pozycji. W praktyce klinicznej, zgodnie z zasadami planowania radioterapii, pozycja pacjenta musi być nie tylko wygodna, ale przede wszystkim powtarzalna i możliwa do odtworzenia przy każdym frakcjonowaniu. Moim zdaniem to właśnie temat unieruchomienia jest często trochę niedoceniany, a ma ogromny wpływ na dokładność dostarczanej dawki, ochronę narządów krytycznych i bezpieczeństwo całego leczenia. Dobrze dobrana maska i system podpórek to podstawa nowoczesnej teleterapii, szczególnie w radioterapii konformalnej i IMRT/VMAT, gdzie milimetr robi dużą różnicę.

Pytanie 32

Zgodnie ze standardami do wykonania zdjęcia bocznego czaszki, należy zastosować kasetę o wymiarze

A. 24 × 30 cm i ułożyć poprzecznie.
B. 18 × 24 cm i ułożyć poprzecznie.
C. 18 × 24 cm i ułożyć podłużnie.
D. 24 × 30 cm i ułożyć podłużnie.
Prawidłowo – w projekcji bocznej czaszki standardowo stosuje się kasetę 24 × 30 cm ułożoną poprzecznie. Wynika to z bardzo prostego, ale ważnego powodu: trzeba objąć cały obrys czaszki w projekcji bocznej, razem z kością potyliczną, czołową i częściowo twarzoczaszką, a jednocześnie zachować odpowiedni margines bezpieczeństwa, żeby nic nie „uciekło” poza pole obrazowania. Format 24 × 30 cm daje po prostu wygodny zapas pola na długość czaszki i na ewentualne lekkie błędy w pozycjonowaniu pacjenta. Ułożenie poprzeczne (czyli dłuższy bok w osi przednio–tylnej stołu lub statywu) lepiej dopasowuje się do kształtu głowy w pozycji bocznej. Dzięki temu nie trzeba kombinować z odległością ognisko–film ani z przesadnym zbliżaniem głowy do krawędzi kasety. W praktyce technik ma wtedy większy komfort ustawienia pacjenta, łatwiej jest też zachować prostopadłość promienia centralnego do płaszczyzny strzałkowej i uniknąć obcięcia kości potylicznej. W większości pracowni radiologicznych przyjmuje się właśnie taki standard: czaszka boczna – kaseta 24 × 30 cm, układ poprzeczny, głowa możliwie blisko kasety, linia między otworem słuchowym a kątem oczodołu w poziomie. Moim zdaniem, jak się to raz zapamięta i powiąże z anatomią (długość czaszki w projekcji bocznej), to potem praktycznie nie ma pomyłek przy doborze formatu. Dodatkowo ten format dobrze współgra z typową odległością ognisko–detektor (około 100–115 cm) i pozwala uzyskać czytelne, diagnostyczne odwzorowanie struktur kostnych podstawy czaszki, siodła tureckiego, piramid kości skroniowych i zatok, bez zbędnego powiększenia geometrycznego.

Pytanie 33

W radiografii mianem SID określa się

A. system automatycznej kontroli ekspozycji.
B. system automatycznej regulacji jasności.
C. odległość między źródłem promieniowania a detektorem obrazu.
D. odległość między obiektem badanym a detektorem obrazu.
Prawidłowo, w radiografii SID (Source to Image Distance) oznacza odległość między źródłem promieniowania rentgenowskiego a detektorem obrazu, czyli kasetą, przetwornikiem cyfrowym, płytą DR itp. To jest podstawowy parametr geometryczny badania RTG. Moim zdaniem warto go traktować tak samo poważnie, jak kV czy mAs, bo wpływa bezpośrednio na jakość obrazu i dawkę. Im większy SID, tym promieniowanie jest bardziej równoległe, co zmniejsza powiększenie i zniekształcenia obrazu, a poprawia odwzorowanie wymiarów anatomicznych. Standardowo przy zdjęciach klatki piersiowej stosuje się duży SID (np. ok. 180 cm), żeby ograniczyć powiększenie sylwetki serca i uzyskać lepszą ocenę pól płucnych. Przy zdjęciach kończyn często używa się krótszych odległości, np. 100–115 cm, bo łatwiej wtedy uzyskać odpowiednią ekspozycję przy mniejszej dawce. Z mojego doświadczenia w pracowni radiologicznej jednym z typowych błędów jest przypadkowa zmiana SID, np. przy przesuwaniu statywu, bez korekty parametrów ekspozycji. Prowadzi to do prześwietlonych lub niedoświetlonych zdjęć, a czasem do konieczności powtórzenia badania, czyli niepotrzebnego zwiększenia dawki dla pacjenta. Dobre praktyki mówią jasno: dla danej projekcji należy stosować stały, powtarzalny SID, zgodny z protokołem pracowni, a każda zmiana odległości wymaga przeliczenia ekspozycji zgodnie z prawem odwrotności kwadratu odległości. W nowoczesnych aparatach RTG SID jest zwykle wyświetlany na konsoli i warto na to zerkać rutynowo, bo to naprawdę ułatwia utrzymanie stałej jakości badań.

Pytanie 34

Na obrazie TK klatki piersiowej w przekroju poprzecznym strzałką oznaczono

Ilustracja do pytania
A. oskrzele główne prawe.
B. aortę wstępującą.
C. oskrzele główne lewe.
D. aortę zstępującą.
Na przedstawionym przekroju poprzecznym TK klatki piersiowej strzałka wskazuje lewe oskrzele główne. W tomografii pamiętamy, że obrazy standardowo oglądamy w tzw. projekcji radiologicznej: tak jakby pacjent leżał na plecach, a my patrzymy od jego stóp w stronę głowy. Czyli prawa strona pacjenta jest po lewej stronie ekranu (oznaczona literą R), a lewa strona pacjenta – po prawej. To jest pierwszy klucz do poprawnego rozpoznawania struktur anatomicznych na TK. Lewe oskrzele główne odchodzi od tchawicy bardziej poziomo, jest dłuższe i przebiega pod łukiem aorty, kierując się w stronę lewego wnęki płuca. Na obrazie widać je jako strukturę o powietrznej gęstości (ciemną), otoczoną cienką ścianą, zlokalizowaną po stronie przeciwnej do oznaczenia R, tuż przy rozwidleniu tchawicy. Z mojego doświadczenia to jedno z klasycznych miejsc, które każdy technik i lekarz musi umieć „z marszu” zidentyfikować, bo od poprawnej orientacji w okolicy wnęk płucnych zależy m.in. prawidłowe ocenianie węzłów chłonnych śródpiersia, zmian nowotworowych czy ocena szerzenia się procesu zapalnego. W praktyce klinicznej, przy planowaniu bronchoskopii, zabiegów torakochirurgicznych albo przy ocenie naciekania guza płuca na oskrzele, dokładna znajomość przebiegu lewego oskrzela głównego jest absolutnie podstawowa. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią, żeby zawsze zaczynać analizę TK klatki od ustalenia orientacji (R/L, przód/tył), potem identyfikować główne naczynia (aorta wstępująca, łuk, aorta zstępująca, pień płucny) i dopiero na tym tle lokalizować tchawicę i oskrzela. Dzięki temu dużo łatwiej odróżnić lewe oskrzele główne od struktur naczyniowych czy od prawego oskrzela, które jest krótsze, szersze i bardziej pionowe. W praktyce egzaminacyjnej takie zadania bardzo dobrze sprawdzają, czy ktoś naprawdę rozumie anatomię w obrazowaniu, a nie tylko „zgaduje z kształtu”.

Pytanie 35

Który parametr ekspozycji ma decydujący wpływ na kontrast obrazu rentgenowskiego?

A. Filtracja [mm Al].
B. Napięcie na lampie [kV].
C. Odległość źródła promieniowania od detektora [cm].
D. Iloczyn natężenia promieniowania i czasu [mAs].
Prawidłowo wskazany parametr to napięcie na lampie [kV], bo to ono w praktyce najbardziej „rządzi” kontrastem obrazu rentgenowskiego. Z fizycznego punktu widzenia kV decyduje o energii fotonów promieniowania X. Im wyższe napięcie, tym bardziej przenikliwe promieniowanie, tym mniejsza różnica w pochłanianiu między tkankami o różnej gęstości i liczbie atomowej. Efekt jest taki, że kontrast maleje – obraz staje się bardziej „szary”, z mniejszym odróżnieniem struktur. Przy niższym kV fotony mają mniejszą energię, silniej ujawniają się różnice pochłaniania między np. kością a tkanką miękką, więc kontrast rośnie. W praktyce, w dobrych pracowniach RTG, dobór kV jest kluczowym elementem protokołu badania: do zdjęć klatki piersiowej u dorosłych stosuje się zwykle wyższe kV (np. 100–130 kV), żeby uzyskać niski kontrast, ale dobrą wizualizację całej objętości klatki i zmniejszyć dawkę. Natomiast do zdjęć kości, np. ręki czy stopy, używa się niższych napięć (55–65 kV), żeby podkreślić różnice między korą kostną, jamą szpikową i otaczającymi tkankami miękkimi. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: kV to przede wszystkim kontrast, a mAs to głównie jasność/zaszumienie (czyli ekspozycja). Oczywiście w praktyce wszystko się trochę przenika, ale w standardach radiologicznych i w podręcznikach fizyki medycznej właśnie tak to się uczy. Dobrą praktyką jest też to, że technik nie zmienia kV „na oko”, tylko trzyma się ustalonych protokołów dla danej projekcji i typu pacjenta, modyfikując kV świadomie, np. przy pacjencie otyłym albo u dziecka, pamiętając o wpływie na kontrast i dawkę.

Pytanie 36

Na ilustracji przedstawiono pozycjonowanie pacjentki do badania mammograficznego w projekcji

Ilustracja do pytania
A. kleopatry.
B. skośnej.
C. dolinowej.
D. stycznej.
Prawidłowo rozpoznana została projekcja skośna (MLO – mediolateral oblique), która jest jedną z dwóch podstawowych projekcji w mammografii skriningowej i klinicznej. Na ilustracji widać charakterystyczne ustawienie: głowica i płyta dociskowa są ustawione pod kątem, a pierś wraz z fałdem pachowym jest „wyciągnięta” na detektor. Technicznie chodzi o to, żeby w tej projekcji uwidocznić jak najdłuższy odcinek tkanki gruczołowej, w tym ogon Spence’a, czyli fragment piersi wchodzący w dół pachowy. To właśnie w tej okolicy często lokalizują się zmiany nowotworowe, dlatego poprawne pozycjonowanie ma kluczowe znaczenie. W praktyce technik ustawia wysokość aparatu tak, aby kąt nachylenia płyty kompresyjnej był zbliżony do kąta nachylenia mięśnia piersiowego większego. Następnie dąży do tego, by na obrazie mięsień piersiowy był widoczny aż do poziomu brodawki lub niżej, a brodawka była możliwie w projekcji bocznej (bez rotacji). Z mojego doświadczenia to właśnie projekcja skośna jest najtrudniejsza technicznie, ale jednocześnie najbardziej diagnostyczna, bo obejmuje największą objętość gruczołu. Standardy jakości, m.in. EUREF i wytyczne Polskiego Towarzystwa Radiologicznego, mocno podkreślają, że prawidłowo wykonane MLO musi pokazywać dobrze ujęty fałd pachowy, brak zagięć skóry i odpowiednią kompresję piersi. Dzięki temu radiolog może wiarygodnie ocenić mikrozwapnienia, zgrubienia, architekturę miąższu oraz porównać symetrię obu piersi. W codziennej pracy warto wyrobić sobie nawyk kontroli kilku punktów: widoczność mięśnia piersiowego, położenie brodawki, równomierną kompresję i brak „ścięcia” górnych części piersi – to praktyczne kryteria dobrej projekcji skośnej.

Pytanie 37

W radioterapii hadronowej leczenie odbywa się przy użyciu

A. cyklotronu.
B. mobetronu.
C. aparatu rentgenowskiego.
D. aparatu kobaltowego.
Prawidłowo – w radioterapii hadronowej kluczowe jest użycie akceleratora cząstek, najczęściej cyklotronu. Hadrony (np. protony, jony węgla) to naładowane cząstki cięższe od elektronów, które mają zupełnie inny rozkład dawki w tkankach niż klasyczne promieniowanie fotonowe z liniowego akceleratora. Najważniejsze zjawisko, o którym warto pamiętać, to tzw. pik Bragga: dawka rośnie w miarę penetracji i maksimum osiąga na określonej głębokości, po czym gwałtownie spada praktycznie do zera. Dzięki temu można bardzo precyzyjnie „położyć” wysoką dawkę w guzie, jednocześnie oszczędzając tkanki położone za nim. W praktyce klinicznej oznacza to np. możliwość skutecznego leczenia guzów mózgu u dzieci, nowotworów gałki ocznej, guzów przy kręgosłupie czy w okolicy podstawy czaszki, gdzie ochrona struktur krytycznych (rdzeń kręgowy, pień mózgu, nerwy wzrokowe) jest absolutnym priorytetem. Cyklotron przyspiesza protony do energii rzędu 70–250 MeV, a następnie wiązka jest formowana, skanowana i kształtowana w systemie terapeutycznym (skanowanie ołówkową wiązką, systemy kolimacji, modulatory energii). Z mojego doświadczenia, w planowaniu leczenia hadronowego bardzo mocno podkreśla się precyzyjne obrazowanie (TK, MR) oraz dokładne wyznaczenie objętości tarczowych i narządów krytycznych, bo cała przewaga protonoterapii polega na tej doskonałej konformności dawki. Standardy ośrodków referencyjnych i wytyczne międzynarodowe (np. ESTRO, PTCOG) podkreślają, że radioterapia hadronowa wymaga ścisłej kontroli jakości wiązki z cyklotronu, codziennych testów parametrów fizycznych oraz bardzo dokładnego unieruchomienia pacjenta. Takie leczenie nie jest realizowane aparatem rentgenowskim, kobaltem czy mobetronem – to już inna liga technologiczna i fizyczna.

Pytanie 38

W celu unieruchomienia okolicy badanej podczas wykonywania zdjęcia nadgarstka u osoby dorosłej należy zastosować

A. tubus.
B. bobiks.
C. cefalostat.
D. woreczek z piaskiem.
Prawidłowo – przy wykonywaniu zdjęcia RTG nadgarstka u osoby dorosłej standardowo stosuje się proste, mechaniczne unieruchomienie, czyli właśnie woreczek z piaskiem. Taki woreczek jest ciężki, dobrze dopasowuje się do kształtu kończyny i stabilizuje dłoń oraz przedramię na stole, nie powodując dodatkowego dyskomfortu. W praktyce technik układa rękę na detektorze lub kasecie, ustawia odpowiednią projekcję (np. PA, skośną, boczną), a następnie dociska okolicę badaną jednym lub dwoma woreczkami z piaskiem. Dzięki temu ogranicza ruchy mimowolne i napinanie mięśni, które są częstą przyczyną poruszenia obrazu i konieczności powtarzania ekspozycji. To jest bardzo zgodne z zasadą ALARA – im mniej powtórek, tym mniejsze narażenie pacjenta na promieniowanie jonizujące. Moim zdaniem to jest taki podstawowy, a trochę niedoceniany element poprawnego pozycjonowania. W wytycznych pracowni radiologicznych i w podręcznikach techniki radiologicznej zawsze podkreśla się, że przy badaniach kości kończyn górnych, szczególnie drobnych stawów, stosuje się proste pomoce pozycjonujące: kliny, gąbki, taśmy i właśnie woreczki z piaskiem. W odróżnieniu od bardziej skomplikowanych uchwytów czy ram, woreczek nie daje artefaktów na obrazie, nie zasłania struktur kostnych i pozwala swobodnie modelować ułożenie ręki. W praktyce, przy zdjęciach pourazowych, kiedy pacjent odczuwa ból i ma ograniczoną ruchomość, taki stabilizator jest wręcz niezbędny, żeby uzyskać ostre, diagnostyczne zdjęcie nadgarstka bez drżenia i zmian pozycji w trakcie ekspozycji.

Pytanie 39

Które badanie zostało zarejestrowane na przedstawionym radiogramie?

Ilustracja do pytania
A. Układu moczowego z użyciem środka kontrastującego.
B. Jamy brzusznej wykonane poziomą wiązką promieniowania.
C. Dróg żółciowych metodą cholangiografii śródoperacyjnej.
D. Płuc wykonane metodą Przybylskiego.
Prawidłowo rozpoznano, że na radiogramie przedstawiono badanie jamy brzusznej wykonane poziomą wiązką promieniowania, w pozycji leżącej na boku (projekcja pozioma – tzw. boczna z poziomą wiązką). Świadczy o tym charakterystyczny układ pętli jelitowych i obecność poziomów powietrze–płyn, które bardzo dobrze uwidaczniają się właśnie przy poziomej (horyzontalnej) wiązce promieniowania. W takiej technice promień centralny biegnie równolegle do podłoża, dzięki czemu różnice gęstości pomiędzy gazem a płynem układają się w wyraźne poziomy, co jest kluczowe np. przy podejrzeniu niedrożności jelit czy perforacji przewodu pokarmowego.
Moim zdaniem to jedno z bardziej praktycznych badań w stanach ostrych brzucha. W standardach radiologii doraźnej (tzw. „acute abdomen series”) zaleca się wykonanie zdjęcia jamy brzusznej na stojąco, a jeśli pacjent nie może wstać – właśnie w projekcji bocznej z poziomą wiązką. Dzięki temu można ocenić obecność wolnego powietrza pod przeponą, ilość gazu w przewodzie pokarmowym, rozdęcie pętli jelitowych czy poziomy płynów w jelitach. W codziennej pracy technika RTG musi umieć prawidłowo ułożyć pacjenta (najczęściej leżenie na lewym boku, LLD – left lateral decubitus), dobrać odpowiednie parametry ekspozycji oraz zadbać, żeby wiązka była rzeczywiście pozioma względem podłoża, bo od tego zależy jakość diagnostyczna obrazu.
W praktyce klinicznej takie zdjęcie często wykonuje się u pacjentów z silnymi bólami brzucha, wzdęciem, zatrzymaniem gazów i stolca, podejrzeniem niedrożności mechanicznej albo po zabiegach operacyjnych w obrębie jamy brzusznej. Dobre rozpoznanie projekcji i techniki jest tu bardzo ważne, bo pozwala odróżnić klasyczne zdjęcie przeglądowe od bardziej ukierunkowanego badania na wykrycie powietrza wolnego lub poziomów płynowych. To jest dokładnie ten przypadek.

Pytanie 40

Wskazaniem do wykonania scyntygrafii perfuzyjnej jest

A. ropień płuca.
B. ciężkie nadciśnienie płucne.
C. zatorowość płucna.
D. zapalenie płuc.
Prawidłowo wskazana zatorowość płucna jako główne wskazanie do scyntygrafii perfuzyjnej bardzo dobrze pokazuje zrozumienie roli medycyny nuklearnej w diagnostyce chorób układu oddechowego. Scyntygrafia perfuzyjna polega na dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej makroagregatów albuminy znakowanych technetem-99m), które zatrzymują się w naczyniach włosowatych płuc proporcjonalnie do przepływu krwi. Gammakamera rejestruje rozkład perfuzji w miąższu płucnym. W zatorowości płucnej typowym obrazem są ogniskowe ubytki gromadzenia znacznika w obszarach, gdzie doszło do zamknięcia tętnicy płucnej lub jej odgałęzień, przy jednocześnie zachowanej wentylacji (w badaniu V/Q – ventilation/perfusion). W praktyce klinicznej scyntygrafię perfuzyjną wykonuje się, gdy podejrzewa się zatorowość, a np. angio-TK klatki piersiowej jest przeciwwskazana (ciężka niewydolność nerek, alergia na jodowy środek cieniujący, ciąża) lub daje niejednoznaczny wynik. W wytycznych (np. europejskich ESC/ERS) scyntygrafia V/Q jest uznawana za równorzędną metodę obrazowania w PE, szczególnie u młodych pacjentów i kobiet w ciąży, bo wiąże się z mniejszą dawką promieniowania dla gruczołów sutkowych. Moim zdaniem w praktyce warto też pamiętać o interpretacji w kontekście obrazu klinicznego i D-dimerów, bo sama scyntygrafia nie rozwiązuje wszystkiego, ale bardzo pomaga odróżnić zator od zmian zapalnych czy przewlekłej choroby płuc. Dobrą praktyką jest łączenie perfuzji z oceną wentylacji, bo dopiero niezgodność tych dwóch map jest naprawdę charakterystyczna dla ostrej zatorowości płucnej.