Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 16 czerwca 2026 17:08
  • Data zakończenia: 16 czerwca 2026 17:33

Egzamin zdany!

Wynik: 30/40 punktów (75,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

W badaniu EEG elektrody referencyjne przymocowane do płatka ucha to

A. C3, C4
B. Fp1,Fp2
C. P3, P4
D. A1, A2
Prawidłowo – w klasycznym badaniu EEG elektrody referencyjne umieszczane na płatkach uszu oznaczamy jako A1 (ucho lewe) i A2 (ucho prawe). Litera „A” pochodzi od słowa „auricular”, czyli uszny. W systemie 10–20 to jest standardowe, międzynarodowo przyjęte oznaczenie i praktycznie w każdej pracowni EEG, która trzyma się zaleceń IFCN (International Federation of Clinical Neurophysiology), spotkasz właśnie te symbole. Płatki uszu traktuje się jako miejsca stosunkowo „elektrycznie spokojne”, czyli z mniejszym udziałem aktywności korowej, dlatego dobrze się nadają na elektrody odniesienia w wielu montażach, np. w montażu uszno-mózgowym (ear-linked). W praktyce technik EEG często sprawdza, czy A1 i A2 są poprawnie przymocowane, bo jeśli kontakt z płatkiem ucha jest słaby, to później w zapisie widzimy sztuczne różnice potencjałów i pojawiają się fałszywe asymetrie między półkulami. Co ciekawe, w niektórych pracowniach stosuje się referencję złączoną A1+A2, żeby zminimalizować wpływ jednostronnych zakłóceń. Moim zdaniem warto zapamiętać, że A1/A2 to taki punkt wyjścia – jak zobaczysz w opisie montażu „referencja do A1/A2”, od razu wiesz, że chodzi o płatki uszu, a nie o okolice czaszkowe. Znajomość tych oznaczeń ułatwia potem interpretację zapisu, rozróżnianie artefaktów od rzeczywistej aktywności bioelektrycznej mózgu oraz poprawne porównywanie zapisów między różnymi pracowniami i aparatami EEG. To jest po prostu element podstawowej „mapy” głowy w EEG, bez którego ciężko się poruszać w diagnostyce elektromedycznej.

Pytanie 2

Wskazaniem do wykonania badania spirometrycznego jest

A. zwiększone ciśnienie wewnątrzczaszkowe.
B. stan po operacji jamy brzusznej.
C. świeżo rozpoznany zawał mięśnia sercowego.
D. astma oskrzelowa.
Prawidłowo – astma oskrzelowa jest jednym z klasycznych i najważniejszych wskazań do wykonania spirometrii. To badanie funkcji wentylacyjnej płuc, które pozwala ocenić przepływ powietrza w drogach oddechowych oraz pojemności i objętości płuc. W astmie dochodzi do odwracalnej obturacji dróg oddechowych, czyli zwężenia oskrzeli, które można uchwycić właśnie w badaniu spirometrycznym. Typowym wynikiem jest spadek FEV1 (natężonej objętości wydechowej pierwszosekundowej) oraz wskaźnika FEV1/FVC, a po podaniu leku rozkurczającego oskrzela (test odwracalności) obserwuje się istotną poprawę tych parametrów. W praktyce, moim zdaniem, bez spirometrii trudno dziś mówić o prawidłowej diagnostyce i monitorowaniu astmy, bo sam wywiad i osłuchiwanie to za mało. Według standardów (GINA, krajowe wytyczne pulmonologiczne) spirometria jest badaniem podstawowym przy rozpoznawaniu astmy, przy ocenie stopnia ciężkości choroby oraz przy kontroli efektów leczenia. Technik wykonujący badanie musi zadbać o prawidłowe przygotowanie pacjenta, dobrą instrukcję wykonania manewru wydechu oraz powtarzalność prób. W codziennej pracy spotyka się pacjentów z przewlekłym kaszlem, świstami, dusznością wysiłkową – i właśnie u nich spirometria pomaga odróżnić astmę od POChP czy zmian o charakterze restrykcyjnym. Dodatkowo, u osób z dobrze kontrolowaną astmą spirometria okresowa pozwala ocenić, czy terapia inhalacyjna jest skuteczna i czy nie dochodzi do przewlekłego uszkodzenia dróg oddechowych. W skrócie: przy objawach sugerujących astmę spirometria to po prostu standard dobrej praktyki.

Pytanie 3

Który elektrokardiogram jest poprawny technicznie?

A. Elektrokardiogram 2
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Elektrokardiogram 3
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Elektrokardiogram 1
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Elektrokardiogram 4
Ilustracja do odpowiedzi D
W pozostałych elektrokardiogramach problemem nie jest sama praca serca, tylko jakość techniczna zapisu. To bardzo częsty błąd w praktyce – skupiamy się od razu na załamkach i odstępach, a pomijamy to, czy w ogóle mamy co interpretować. Jeżeli linia podstawowa jest niestabilna, unosi się i opada, albo widoczne są szybkie drżenia, to najczęściej nie jest to żadna arytmia, tylko artefakt. Może wynikać z ruchów pacjenta, słabego odtłuszczenia skóry, źle przyklejonych elektrod, napięcia mięśniowego czy zakłóceń sieciowych 50 Hz. Wtedy łatwo pomylić takie zniekształcenia z migotaniem przedsionków, częstoskurczem czy nawet zmianami odcinka ST. W jednym z pokazanych zapisów linia izoelektryczna jest wyraźnie pofalowana, co sugeruje albo drżenie mięśni, albo słaby kontakt elektrody z powierzchnią skóry. W innym obrazku widać nieregularne „ząbki” na całej długości krzywej, typowe dla zakłóceń elektrycznych, gdy przewody leżą na kablach zasilających albo aparat nie ma właściwego uziemienia. Bywa też tak, że czułość lub prędkość papieru są ustawione inaczej niż standardowo, co sprawia wrażenie nietypowo niskich albo bardzo wysokich amplitud zespołu QRS. To z kolei może wprowadzać w błąd przy ocenie przerostów komór czy odcinka ST. Typowym błędem myślowym jest założenie, że „jak coś widać, to na pewno jest patologiczne”. Tymczasem dobra praktyka mówi jasno: najpierw sprawdź jakość techniczną – czy wszystkie odprowadzenia mają podobny poziom szumów, czy linia podstawowa jest równa, czy zapis wykonano przy prędkości 25 mm/s i czułości 10 mm/mV. Dopiero potem warto analizować rytm i morfologię zespołów. Jeśli EKG jest obarczone takimi zakłóceniami jak w przykładach niepoprawnych, jedynym rozsądnym postępowaniem jest powtórzenie badania po poprawieniu elektrod, uspokojeniu pacjenta i sprawdzeniu ustawień aparatu. W przeciwnym razie łatwo o nadrozpoznawanie chorób serca, niepotrzebne konsultacje i dodatkowe, często kosztowne badania.

Pytanie 4

W zapisie EKG załamki P dodatnie w odprowadzeniu I i II, a ujemne w aVR oraz częstotliwość rytmu mniejsza niż 60/min wskazują na

A. zahamowanie zatokowe.
B. przyspieszony rytm zatokowy.
C. zwolniony rytm zatokowy.
D. niemiarowość zatokową.
Prawidłowo – opis w pytaniu dokładnie pasuje do zwolnionego rytmu zatokowego, czyli bradykardii zatokowej. Załamki P dodatnie w odprowadzeniach I i II oraz ujemne w aVR to klasyczny „podpis” tego, że impuls elektryczny pochodzi z węzła zatokowo–przedsionkowego, czyli z fizjologicznego rozrusznika serca. Mówiąc prościej: morfologia załamka P mówi nam o miejscu powstania pobudzenia, a nie o jego szybkości. Dopiero częstotliwość rytmu, w tym przypadku < 60/min, decyduje, czy mówimy o rytmie zatokowym prawidłowym, przyspieszonym czy zwolnionym. Standardowo przyjmuje się, że: rytm zatokowy prawidłowy ma częstość 60–100/min, przyspieszony rytm zatokowy (tachykardia zatokowa) > 100/min, a zwolniony rytm zatokowy (bradykardia zatokowa) < 60/min. To jest podstawowa rzecz, którą trzeba mieć w głowie przy każdej analizie EKG, niezależnie czy pracujesz w pracowni EKG, na SOR-ze czy w POZ. W praktyce technika EKG wygląda to tak: najpierw oceniamy, czy załamki P są „zatokowe” (czyli dodatnie w I, II, ujemne w aVR, stały kształt), następnie sprawdzamy, czy po każdym P występuje zespół QRS, a potem mierzymy częstość rytmu – np. metodą 300/150/100 (przy zapisie 25 mm/s) albo za pomocą automatycznej analizy aparatu, ale zawsze warto ją zweryfikować „na oko”. U wielu osób, zwłaszcza młodych, wysportowanych, bradykardia zatokowa może być wariantem normy, szczególnie w spoczynku czy we śnie. Z drugiej strony, u pacjentów starszych, z chorobą węzła zatokowego, po lekach beta-adrenolitycznych czy blokerach kanału wapniowego, zwolniony rytm zatokowy może dawać zawroty głowy, osłabienie, omdlenia. Moim zdaniem dobrze jest od razu w głowie łączyć obraz EKG z objawami klinicznymi, bo sama liczba uderzeń na minutę jeszcze nie mówi, czy dany rytm jest dla pacjenta niebezpieczny. Dobre praktyki mówią: zawsze opisz rytm trzema słowami – pochodzenie (zatokowy/pozazatokowy), regularność (miarowy/niemiarowy) i częstość (przyspieszony/prawidłowy/zwolniony). Tutaj mamy wyraźnie: rytm zatokowy, miarowy (z opisu to wynika) i zwolniony.

Pytanie 5

Którym skrótem w badaniu spirometrycznym oznaczana jest pojemność życiowa płuc?

A. FRC
B. VC
C. IC
D. TLC
Poprawna odpowiedź to VC, czyli vital capacity – po polsku pojemność życiowa płuc. W badaniu spirometrycznym VC oznacza maksymalną objętość powietrza, jaką pacjent może spokojnie wydmuchać po wcześniejszym maksymalnym, powolnym wdechu. Innymi słowy: najpierw pacjent nabiera tyle powietrza, ile się da, ale bez gwałtownego szarpania, potem powoli i do końca je wydycha. To właśnie ten zakres objętości między maksymalnym wdechem a maksymalnym wydechem nazywamy pojemnością życiową i w opisie badania jest ona oznaczana skrótem VC. W praktyce technika spirometrii wymaga, żeby przy pomiarze VC pacjent był dobrze poinstruowany: musi wykonać spokojny, ale pełny wdech i równie spokojny, długi wydech aż do osiągnięcia objętości zalegającej. Z mojego doświadczenia, jeżeli pacjent skraca wydech, VC wychodzi zaniżone, co może sugerować restrykcję, której tak naprawdę nie ma. Pojemność życiowa jest ważnym parametrem przy ocenie chorób restrykcyjnych (np. zwłóknienie płuc, kifoza), ale też jako punkt odniesienia przy analizie innych wskaźników, np. FEV1/VC. W wielu zaleceniach (ERS/ATS) podkreśla się, że interpretacja spirometrii powinna uwzględniać zarówno FVC (wymuszoną pojemność życiową), jak i spokojną VC, bo te wartości mogą się różnić u pacjentów z obturacją. W dobrze wykonanym badaniu technik zawsze sprawdza powtarzalność pomiarów VC i porównuje je do wartości należnych, obliczonych na podstawie wieku, wzrostu, płci i rasy pacjenta. W praktyce w pracowni spirometrycznej warto też kojarzyć VC z prostszymi pojęciami dla pacjenta, np. „pełny spokojny oddech od maksimum do minimum”, co ułatwia współpracę i poprawia jakość testu.

Pytanie 6

Zamieszczony elektrokardiogram przedstawia

Ilustracja do pytania
A. migotanie komór.
B. zawał dolnej ściany serca.
C. zawał przedniej ściany serca.
D. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
To zapis bardzo typowy dla migotania komór. Na przedstawionym EKG nie widać żadnych wyraźnych, powtarzalnych zespołów QRS, brak też załamków P i załamków T. Zamiast tego jest nieregularna, chaotyczna, falista linia o zmiennej amplitudzie i częstotliwości. W praktyce mówi się, że zapis wygląda jak „robaczkowanie” albo „drżenie” linii izoelektrycznej. To właśnie klasyczny obraz VF (ventricular fibrillation). W tej arytmii poszczególne włókna mięśnia komór kurczą się nieskoordynowanie, serce mechanicznie nie pompuje krwi, a krążenie w zasadzie ustaje. Z punktu widzenia medycyny ratunkowej to rytm do defibrylacji – zgodnie z wytycznymi ERC/AHA po rozpoznaniu VF natychmiast wykonuje się wyładowanie defibrylatora (u dorosłych najczęściej 150–200 J w defibrylacji dwufazowej), równolegle prowadząc wysokiej jakości uciśnięcia klatki piersiowej. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w migotaniu komór nie próbujemy liczyć tętna ani częstości – tu liczy się szybkie rozpoznanie „chaosu” na EKG i natychmiastowa reakcja. W warunkach szpitalnych VF często widzi się na monitorze jako nagłą utratę zespołów QRS i przejście w właśnie taki nieregularny zapis bez linii izoelektrycznej między „falami”. W diagnostyce elektromedycznej dobrą praktyką jest zawsze sprawdzenie, czy nie jest to artefakt (np. luźne elektrody), ale przy braku tętna i nagłej utracie przytomności zakładamy, że to prawdziwe VF i działamy od razu, bez zwłoki na dodatkową analizę.

Pytanie 7

Na elektrokardiogramie strzałki wskazują załamki

Ilustracja do pytania
A. Q i T
B. Q i P
C. S i T
D. R i P
Na tym fragmencie EKG strzałki wskazują wysoki, ostry załamek dodatni oraz niewielki, zaokrąglony załamek poprzedzający zespół komorowy. To klasyczny układ załamka R i załamka P. Błędne skojarzenia wynikają zwykle z mylenia poszczególnych elementów zespołu QRS i fali T albo z patrzenia tylko na wysokość wychylenia, bez uwzględniania ich położenia w cyklu serca. Załamek Q, jeśli w ogóle występuje, jest pierwszym ujemnym wychyleniem poprzedzającym załamek R. Jest niski i wąski, często ledwo widoczny, i pojawia się tuż przed szczytem R. Na pokazanym zapisie strzałki wyraźnie wskazują dodatni wierzchołek, a nie pierwszy ujemny ząbek, więc nie może to być Q. Podobnie załamek S jest ujemnym wychyleniem po załamku R, schodzącym poniżej linii izoelektrycznej po szczycie R. Tutaj tego elementu strzałki nie zaznaczają, dlatego odpowiedź z kombinacją S i T jest merytorycznie nie do obrony. Załamek T natomiast jest zwykle szerszy, bardziej zaokrąglony i występuje po odcinku ST, czyli wyraźnie po całym zespole QRS. W praktyce wygląda bardziej „miękko”, nie jest tak ostry jak R. Częsty błąd polega na tym, że każdą wyższą górkę traktuje się jako T, szczególnie gdy patrzy się na pojedynczą odprowadzenie bez analizy całego cyklu. Tymczasem na prawidłowym zapisie najpierw musi być P, potem QRS (z głównym zębem R), a dopiero później T. Dobre praktyki w diagnostyce EKG mówią, żeby zawsze oceniać kształt, szerokość i położenie w czasie względem innych elementów, a nie tylko samą wysokość. Jeśli trzymamy się tej zasady, łatwiej uniknąć pomyłek typu Q i T albo Q i P w miejscu, gdzie w rzeczywistości widzimy typowy P oraz dominujący załamek R.

Pytanie 8

Który załamek odzwierciedla repolaryzację komór w zapisie EKG?

A. R
B. T
C. Q
D. P
Prawidłowa odpowiedź to załamek T, bo właśnie on odzwierciedla repolaryzację komór w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG. Mówiąc prościej: depolaryzacja komór to zespół QRS, a powrót ich błony komórkowej do stanu wyjściowego (czyli repolaryzacja) zapisuje się jako załamek T. W praktyce klinicznej obserwacja kształtu, wysokości i kierunku załamka T jest kluczowa np. w rozpoznawaniu niedokrwienia mięśnia sercowego, zawału, zaburzeń elektrolitowych (zwłaszcza potasu i wapnia) czy działań niepożądanych niektórych leków, np. antyarytmicznych. W dobrych standardach opisu EKG zawsze ocenia się załamki P, zespół QRS, odcinek ST i załamek T – nie można go pomijać, bo często to właśnie subtelna zmiana T jest pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak. Moim zdaniem, jeżeli ktoś chce dobrze ogarniać EKG w praktyce, powinien wyrobić sobie nawyk porównywania załamka T w poszczególnych odprowadzeniach, zwracając uwagę czy jest symetryczny, czy spłaszczony, czy odwrócony. W ratownictwie medycznym czy na oddziale intensywnej terapii szybkie wychwycenie wysokich, ostro zakończonych załamków T może sugerować hiperkaliemię, co jest potencjalnie stanem zagrożenia życia. Z kolei głębokie, ujemne załamki T w odprowadzeniach przedsercowych mogą wskazywać na świeże niedokrwienie lub tzw. zespół Wellensa. W technice diagnostyki elektromedycznej ważne jest też, żeby pamiętać, że artefakty, złe przyleganie elektrod czy napięcie mięśni pacjenta mogą zniekształcać załamek T, dlatego zawsze warto oceniać EKG w kontekście klinicznym i jakości zapisu, zgodnie z obowiązującymi standardami opisów EKG.

Pytanie 9

W badaniu EEG w systemie „10-20” elektrody w okolicy skroniowej oznaczone są literą

A. T
B. P
C. F
D. O
W systemie „10–20” stosowanym w badaniach EEG każda litera ma ściśle określone znaczenie anatomiczne, więc pomyłka w oznaczeniu regionu prowadzi potem do błędnej lokalizacji zmian w zapisie. Litera F pochodzi od „frontal” i dotyczy okolicy czołowej. Elektrody z oznaczeniem F (np. Fp1, Fp2, F3, F4, F7, F8) rejestrują czynność z płatów czołowych i przedczołowych, a nie z części skroniowej. Częsty błąd polega na tym, że F7 i F8 leżą dość bocznie i wielu osobom intuicyjnie kojarzą się ze skronią, ale formalnie to nadal region czołowy boczny, nie typowo skroniowy. Odpowiedź z literą P odnosi się do „parietal”, czyli okolicy ciemieniowej. Elektrody P3, P4, Pz, P7, P8 są umieszczone bardziej ku tyłowi czaszki, w rejonie płatów ciemieniowych. To miejsce jest kluczowe np. przy analizie potencjałów wywołanych czy zmian związanych z procesami czucia i integracji bodźców, ale nie odpowiada za klasyczne okolice skroniowe. Z kolei litera O oznacza „occipital”, czyli płat potyliczny. Elektrody O1 i O2 leżą najbardziej z tyłu głowy i są najważniejsze przy ocenie rytmu potylicznego alfa, zaburzeń widzenia pochodzenia korowego czy zmian w tylnych częściach mózgu. Mylenie tej litery z obszarem skroniowym wynika czasem z tego, że nazwy angielskie są do siebie trochę podobne brzmieniowo dla osób, które nie czują języka, ale w EEG obowiązuje bardzo precyzyjna terminologia. Region skroniowy to zawsze litera T – od „temporal” – i to właśnie ona jest poprawnym oznaczeniem elektrod w tej okolicy. Dobra praktyka jest taka, żeby skojarzyć sobie prostą mapę: F – czoło, C – środek, P – tył–góra, O – tył–dół, T – boki (skronie). Dzięki temu unika się typowych pomyłek przy zakładaniu elektrod i przy interpretacji opisów, co w diagnostyce EEG ma naprawdę duże znaczenie kliniczne.

Pytanie 10

Podczas wykonywania badania EKG czarną elektrodę kończynową należy umieścić na kończynie dolnej

A. lewej i po zewnętrznej stronie podudzia.
B. prawej i po wewnętrznej stronie podudzia.
C. lewej i po wewnętrznej stronie podudzia.
D. prawej i po zewnętrznej stronie podudzia.
Właściwe umieszczenie czarnej elektrody kończynowej na prawej kończynie dolnej, po stronie zewnętrznej podudzia, wynika bezpośrednio ze standardu wykonywania 12‑odprowadzeniowego EKG. Ta elektroda jest nazywana elektrodą uziemiającą (masą) i choć nie tworzy bezpośrednio żadnego z odprowadzeń rejestrowanych w zapisie, to stabilizuje układ pomiarowy, zmniejsza zakłócenia i poprawia jakość sygnału. Z mojego doświadczenia to właśnie poprawne podłączenie tej elektrody często decyduje, czy zapis będzie czysty, bez „pływającej” linii izoelektrycznej i zakłóceń sieciowych. Zgodnie z powszechnie przyjętymi zasadami (m.in. wytyczne kardiologiczne i instrukcje producentów aparatów EKG) kończynowe elektrody umieszcza się: czerwona – prawa ręka, żółta – lewa ręka, zielona – lewa noga, czarna – prawa noga. Na kończynach dolnych zaleca się lokalizację na podudziu, po stronie zewnętrznej, na skórze nieowłosionej, odtłuszczonej, bez ran i podrażnień. Dlaczego po zewnętrznej stronie? Bo tam jest zwykle mniej ruchu mięśniowego, łatwiej przykleić elektrodę i pacjentowi jest wygodniej leżeć, nie zahacza o kable. Ma to znaczenie praktyczne zwłaszcza przy dłuższym monitorowaniu, np. w telemetrii. Dodatkowo, zachowanie stałego schematu rozmieszczenia elektrod (w tym masy na prawej nodze) ułatwia porównywanie zapisów EKG w czasie – jeśli każdy technik robi to „po swojemu”, to rośnie ryzyko błędnej interpretacji zmian amplitudy załamków. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: prawa noga, bok podudzia, skóra dobrze przygotowana – wtedy badanie idzie szybko i bez nerwów, a opisujący lekarz dostaje wiarygodny materiał do oceny.

Pytanie 11

W zapisie EKG linia izoelektryczna obrazuje

A. depolaryzację komór.
B. depolaryzację przedsionków.
C. repolaryzację przedsionków.
D. polaryzację.
Lina izoelektryczna w zapisie EKG to odcinek, w którym nie rejestruje się żadnej aktywności elektrycznej przekraczającej próg czułości aparatu – serce jest wtedy w stanie spoczynkowej polaryzacji błon komórkowych. Mówiąc prościej: wszystkie włókna mięśnia sercowego są mniej więcej w tym samym, „wyjściowym” stanie elektrycznym, więc na papierze widzimy prostą linię. Nie zachodzi ani depolaryzacja, ani repolaryzacja, tylko utrzymywanie potencjału spoczynkowego. To właśnie jest polaryzacja. W praktyce dobrze to widać np. w odcinku TP między zespołami QRS – ten fragment przyjmuje się często jako linię izoelektryczną odniesienia do oceny uniesień lub obniżeń odcinka ST. W diagnostyce klinicznej linia izoelektryczna jest kluczowym punktem odniesienia: porównuje się do niej wysokość załamków, ocenia się obniżenia i uniesienia ST, czy odcinek PQ jest izoelektryczny. Z mojego doświadczenia, przy interpretacji EKG zawsze warto najpierw „złapać” sobie tę linię, np. w odprowadzeniach kończynowych, i dopiero na tym tle analizować resztę. W wytycznych kardiologicznych, w tym ESC, przy ocenie zawału z uniesieniem ST (STEMI) wyraźnie podkreśla się, że uniesienie ST ocenia się względem prawidłowej linii izoelektrycznej. Dlatego zrozumienie, że jest to obraz polaryzacji, a nie jakiegoś ukrytego załamka, jest bardzo praktyczne: pomaga uniknąć nadinterpretacji drobnych odchyleń i lepiej ustawić bazową linię w głowie podczas każdej analizy EKG.

Pytanie 12

Pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego dokonuje się podczas badania

A. otoemisji akustycznych.
B. audiometrii impedancyjnej.
C. tympanometrycznego.
D. potencjałów wywołanych.
Pomieszanie pojęć przy tym pytaniu jest dość typowe, bo wszystkie wymienione badania dotyczą narządu słuchu, ale tylko jedno służy do bezpośredniego pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego. Tympanometria jest częścią audiometrii impedancyjnej i to właśnie w tym badaniu mierzymy, jak układ ucha środkowego reaguje na zmiany ciśnienia i dźwięk testowy. Pozostałe metody badają coś zupełnie innego, chociaż czasem w praktyce klinicznej są wykonywane w tym samym cyklu badań, co może wprowadzać w błąd. Otoemisje akustyczne oceniają funkcję ślimaka, a dokładniej komórek rzęsatych zewnętrznych. Mierzymy bardzo ciche dźwięki generowane przez ucho wewnętrzne w odpowiedzi na bodziec akustyczny. To świetne narzędzie do przesiewowych badań słuchu u noworodków i do oceny uszkodzeń ślimakowych, ale nie daje informacji o impedancji ucha środkowego. Co więcej, nieprawidłowości w uchu środkowym mogą wręcz „maskować” otoemisje, dlatego przed interpretacją wyniku dobrze jest znać stan ucha środkowego z tympanometrii. Potencjały wywołane (słuchowe potencjały wywołane pnia mózgu – ABR/BERA) badają przewodzenie bodźca akustycznego wzdłuż drogi słuchowej do pnia mózgu. Analizujemy zapis elektrycznej aktywności nerwu słuchowego i struktur ośrodkowego układu nerwowego w odpowiedzi na dźwięk. To badanie jest bardziej neurologiczne niż „mechaniczne” i w żaden sposób nie służy do wyznaczania impedancji akustycznej. Kolejne źródło nieporozumień to określenie „audiometria impedancyjna”. W teorii obejmuje ono właśnie tympanometrię i pomiar odruchów z mięśnia strzemiączkowego, ale w praktyce, gdy mówimy o samym pomiarze impedancji ucha środkowego, kluczowy jest termin „badanie tympanometryczne”. Jeśli w pytaniu pojawia się sformułowanie o pomiarze impedancji akustycznej, chodzi konkretnie o procedurę tympanometrii, a nie o inne testy słuchowe czy ogólne nazwy grup badań. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro wszystkie te badania są „od uszu”, to każde może mierzyć wszystko – a tak niestety nie jest. Każda metoda ma swój zakres: tympanometria – ucho środkowe i impedancja, otoemisje – ślimak, potencjały wywołane – droga nerwowa.

Pytanie 13

Które zaburzenie rytmu serca zarejestrowano na elektrokardiogramie?

Ilustracja do pytania
A. Blok przedsionkowo-komorowy.
B. Częstoskurcz komorowy.
C. Migotanie przedsionków.
D. Blok prawej odnogi pęczka Hisa.
Na przedstawionym zapisie EKG widzimy szybki, regularny rytm z wyraźnie poszerzonymi i zniekształconymi zespołami QRS, bez czytelnych załamków P poprzedzających każdy kompleks. To jest kluczowe, bo wiele osób, patrząc tylko na częstość, myśli od razu o migotaniu przedsionków. Migotanie przedsionków ma jednak zupełnie inny charakter: rytm jest wyraźnie niemiarowy („nieregularny, całkowicie niemiarowy”), zespoły QRS są zazwyczaj wąskie, a linia izoelektryczna między nimi jest poszarpana przez drobne fale f. Tutaj tego nie ma – rytm jest miarowy, a zespoły QRS są szerokie, co od razu odsuwa nas od rozpoznania AF. Częsty błąd to także mylenie takiego zapisu z blokiem przedsionkowo‑komorowym. W blokach AV dominuje zwolnienie przewodzenia bodźców z przedsionków do komór, co na EKG daje albo wydłużony odstęp PQ (blok I stopnia), albo wypadanie zespołów QRS przy zachowanych załamkach P (blok II stopnia), albo całkowite rozkojarzenie P i QRS, ale zwykle z wolną, a nie szybką akcją komór (blok III stopnia). Tutaj nie widać ani klasycznego odstępu PQ, ani typowego zwolnienia rytmu, więc obraz nie pasuje. Z kolei blok prawej odnogi pęczka Hisa daje poszerzenie QRS, ale przy względnie prawidłowej częstości rytmu i zachowanej relacji P–QRS. Charakterystyczne są zespoły rsR’ w V1 i poszerzony, ząbkowany S w odprowadzeniach bocznych (I, aVL, V5–V6). W naszym zapisie mamy natomiast seryjne, bardzo szybkie, szerokie zespoły, bez czytelnych załamków P, co wskazuje na rytm wywodzący się z komór, a nie na zaburzenie przewodzenia w jednej z odnóg. Typowy schemat błędnego rozumowania polega na tym, że ktoś widzi „dziwne QRS-y” i automatycznie przypisuje je blokowi odnóg, zamiast najpierw ocenić częstość i regularność rytmu. Dobra praktyka w diagnostyce elektromedycznej to najpierw odpowiedzieć sobie na trzy pytania: czy rytm jest miarowy, jaka jest szerokość QRS oraz czy widać prawidłowe załamki P związane z każdym kompleksem. Dopiero wtedy rozstrzygamy, czy mamy do czynienia z arytmią nadkomorową, komorową, czy zaburzeniem przewodzenia. W tym przypadku wszystkie te elementy układają się w klasyczny obraz częstoskurczu komorowego, a nie migotania przedsionków, bloku przedsionkowo‑komorowego ani bloku prawej odnogi.

Pytanie 14

Na schemacie oznaczono

Ilustracja do pytania
A. zespół QRS
B. odstęp PP
C. odstęp RR
D. zespół QS
Na schemacie strzałka obejmuje odległość między wierzchołkami dwóch kolejnych załamków R, czyli właśnie odstęp RR. W zapisie EKG to podstawowy parametr służący do oceny częstości i regularności rytmu serca. Mierzymy go od szczytu jednego załamka R do szczytu następnego załamka R w tym samym odprowadzeniu. Na standardowym papierze EKG (prędkość 25 mm/s) 1 mała kratka to 0,04 s, a 1 duża kratka 0,20 s. Dzięki temu z odstępu RR można bardzo szybko wyliczyć częstość pracy serca: 300 podzielone przez liczbę dużych kratek między załamkami R daje orientacyjną wartość tętna w uderzeniach na minutę. W praktyce, w pracowni diagnostyki elektromedycznej, technik bardzo często patrzy właśnie na regularność odstępów RR, żeby odróżnić rytm zatokowy od arytmii, np. migotania przedsionków, gdzie odstępy RR są wyraźnie nieregularne. Moim zdaniem to jedna z pierwszych rzeczy, które warto sobie „wyrobić w oku” przy oglądaniu EKG – równiutkie, powtarzalne odstępy RR zwykle sugerują uporządkowany rytm. W monitorach kardiologicznych, holterach czy defibrylatorach automatycznych algorytmy komputerowe też bazują w dużej mierze na analizie kolejnych odstępów RR, żeby wykrywać tachykardię, bradykardię czy pauzy. Dobre nawyki: zawsze mierz RR na kilku cyklach, w różnych fragmentach zapisu, bo lokalne artefakty albo pojedyncze pobudzenia dodatkowe mogą łatwo zafałszować ocenę, jeśli spojrzy się tylko na jedno miejsce.

Pytanie 15

W badaniu EKG różnice potencjałów pomiędzy lewym podudziem a lewym przedramieniem rejestruje odprowadzenie

A. I
B. aVL
C. III
D. aVR
Prawidłowo wskazane odprowadzenie III rejestruje różnicę potencjałów między lewym podudziem (elektroda na nodze lewej – LL) a lewym przedramieniem (elektroda na ręce lewej – LA). W klasycznym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Zgodnie ze standardem Einthovena: odprowadzenie I zapisuje różnicę potencjałów między prawym przedramieniem (RA) a lewym przedramieniem (LA), odprowadzenie II – między RA a lewym podudziem (LL), a właśnie odprowadzenie III – między LA a LL. Czyli w uproszczeniu: III = LL – LA. To dokładnie odpowiada treści pytania. W praktyce klinicznej znajomość tej konfiguracji jest bardzo ważna, bo ułatwia rozumienie tzw. trójkąta Einthovena i zależności między odprowadzeniami. Można np. korzystać z zależności I + III = II do kontroli jakości zapisu – jeśli suma wektorowa się „nie zgadza”, to często oznacza źle założone elektrody albo artefakty. Moim zdaniem technik, który automatycznie kojarzy, z których elektrod składa się każde odprowadzenie, ma dużo łatwiej przy rozwiązywaniu problemów typu: „dziwnie odwrócone załamki P” czy „nagle ujemny QRS w I”. Wtedy można podejrzewać zamianę elektrod RA/LA albo LA/LL. W codziennej pracy, gdy zakładasz elektrody, warto sobie w głowie odtwarzać, że LL zawsze „wchodzi” w II i III, LA w I i III, a RA w I i II. To naprawdę pomaga w świadomym wykonywaniu badania, a nie tylko „podpinaniu kabelków”.

Pytanie 16

Szczytowy przepływ wydechowy zarejestrowany w trakcie badania maksymalnie natężonego wydechu jest oznaczany skrótem

A. FRC
B. FVC
C. PEF
D. PIF
Prawidłowy skrót dla szczytowego przepływu wydechowego to PEF (Peak Expiratory Flow). To jest maksymalna szybkość przepływu powietrza, jaką pacjent osiąga w trakcie maksymalnie natężonego wydechu, zwykle po głębokim, pełnym wdechu. W spirometrii i w pomiarach za pomocą pikflometru PEF jest jednym z podstawowych parametrów, szczególnie w monitorowaniu astmy i obturacji dróg oddechowych. W praktyce wygląda to tak: pacjent nabiera jak najwięcej powietrza do płuc, potem jak najszybciej i jak najmocniej wydmuchuje powietrze – urządzenie rejestruje właśnie ten maksymalny, szczytowy przepływ, czyli PEF. Moim zdaniem warto zapamiętać, że litera „E” w nazwie oznacza „expiratory”, czyli wydechowy, co od razu odróżnia ten parametr od PIF, który jest wdechowy. W codziennej pracy technika medycznego PEF używa się do oceny drożności dużych dróg oddechowych, kontroli leczenia u chorych na astmę (np. porównywanie PEF rano i wieczorem), a także do wychwytywania zaostrzeń zanim pacjent sam poczuje wyraźne pogorszenie. Zgodnie z dobrymi praktykami pomiar PEF powinien być wykonany co najmniej trzykrotnie, a do oceny przyjmuje się najwyższą prawidłowo wykonaną wartość, przy zachowaniu poprawnej techniki wydechu i szczelnego objęcia ustnika. W spirometrii komputerowej PEF pojawia się na wykresie przepływ–objętość jako najwyższy punkt krzywej. Ten parametr jest prosty do oznaczenia, ale daje naprawdę dużo informacji o stanie układu oddechowego, szczególnie gdy śledzi się go w czasie.

Pytanie 17

Kryterium rozpoznawczym dla fali δ (delta) w badaniu EKG jest

A. obniżenie odcinka ST.
B. zażębienie na ramieniu zstępującym załamka R.
C. zażębienie na ramieniu wstępującym załamka R.
D. uniesienie odcinka ST.
Fala δ (delta) w EKG jest jednym z tych elementów, które łatwo pomylić z innymi zmianami w obrębie zespołu QRS albo odcinka ST, szczególnie jeśli ktoś dopiero zaczyna przygodę z interpretacją zapisów. Kluczowe jest zrozumienie, że fala delta dotyczy samego początku pobudzenia komór, a nie fazy repolaryzacji czy końcowej części załamka R. Dlatego łączenie jej z uniesieniami lub obniżeniami odcinka ST jest merytorycznie błędne. Odcinek ST odzwierciedla fazę plateau potencjału czynnościowego komórek mięśnia sercowego, czyli głównie procesy związane z repolaryzacją. Zmiany w ST kojarzymy przede wszystkim z niedokrwieniem, ostrym zawałem, czasem z przerostami czy zaburzeniami elektrolitowymi. Fala delta natomiast powstaje przez przedwczesne, wolniejsze pobudzenie części komory przez dodatkową drogę przewodzenia. To jest zupełnie inny etap cyklu sercowego, więc technicznie nie może być rozpoznawana na podstawie samego ST. Podobny problem pojawia się przy skojarzeniu fali delta z zażębieniem na ramieniu zstępującym załamka R. Ta część zespołu QRS odzwierciedla już późniejsze etapy depolaryzacji komór. Różne „ząbki” w tej części mogą wynikać np. z bloku prawej lub lewej odnogi pęczka Hisa, z zaburzeń przewodzenia śródkomorowego, czasem z przerostów komór. To są inne mechanizmy niż preekscytacja. Typowym błędem myślowym jest patrzenie tylko na kształt „jakiegokolwiek załamania” w obrębie QRS, bez zwracania uwagi, w którym dokładnie miejscu ono się pojawia. Dobra praktyka jest taka: kiedy szukasz fali delta, skupiasz się na samym początku zespołu QRS i pytasz siebie, czy początek załamka R jest łagodnie zaokrąglony, jakby „rozmyty”, czy raczej stromy i ostry. Jeśli jest to jakby małe, powolne narastanie na ramieniu wstępującym R, wtedy myślisz o fali delta. Jeżeli widzisz ząbki później albo zmiany dopiero w ST, to już nie jest delta, tylko zupełnie inne zjawiska, które trzeba interpretować w innym kontekście klinicznym. Moim zdaniem najważniejsze jest nauczyć się porządnie rozdzielać w głowie: początek QRS = przewodzenie i ewentualna preekscytacja, odcinek ST i załamek T = niedokrwienie, elektrolity, leki, przerosty. Taka struktura myślenia bardzo ogranicza liczbę pomyłek przy analizie EKG.

Pytanie 18

W której próbie stroikowej przystawia się stroik do czoła (u podstawy nosa) lub na szczycie głowy i porównuje się przewodnictwo kostne ucha prawego i lewego?

A. W próbie Schwabacha.
B. W próbie Webera.
C. W próbie Binga.
D. W próbie Rinnego.
W próbie Webera rzeczywiście przykładamy drgający stroik kamertonowy do linii pośrodkowej czaszki – najczęściej na szczycie głowy, na czole u podstawy nosa albo na siekacze górne – i porównujemy przewodnictwo kostne między prawym a lewym uchem. To badanie jest klasycznym testem stroikowym do oceny lateralizacji dźwięku. W praktyce klinicznej chodzi o to, żeby sprawdzić, czy dźwięk jest słyszany symetrycznie w obu uszach, czy „ucieka” bardziej na jedną stronę. U osoby z prawidłowym słuchem lub z symetrycznym ubytkiem słuchu dźwięk z próby Webera jest odczuwany w linii środkowej, jakby „w głowie”. Przy niedosłuchu przewodzeniowym (np. korek woskowinowy, wysięk w jamie bębenkowej) dźwięk lateralizuje do ucha chorego, natomiast przy niedosłuchu odbiorczym (uszkodzenie ślimaka, nerwu VIII) – do ucha lepiej słyszącego. Moim zdaniem warto zapamiętać prosty schemat: Weber do środka czaszki, ocena gdzie „ucieka” dźwięk. W standardzie badania laryngologicznego próba Webera jest zawsze łączona z próbą Rinnego, bo dopiero zestawienie wyników pozwala w miarę sensownie odróżnić uszkodzenie przewodzeniowe od odbiorczego. W gabinecie protetyka słuchu czy w podstawowej opiece zdrowotnej te dwie próby są taką szybką, „łóżkową” metodą orientacyjnej oceny słuchu zanim pacjent trafi na audiometrię tonalną. Warto też pamiętać, żeby w trakcie badania poprosić pacjenta o zamknięcie oczu i nie sugerować mu odpowiedzi, bo subiektywne wrażenie lateralizacji jest kluczowe dla interpretacji.

Pytanie 19

Który załamek w zapisie EKG odpowiada zjawisku depolaryzacji przedsionków mięśnia sercowego?

A. R
B. Q
C. T
D. P
Załamek P w zapisie EKG odpowiada depolaryzacji przedsionków, czyli momentowi, kiedy bodziec elektryczny rozchodzi się przez mięsień przedsionków i przygotowuje je do skurczu. To jest tak naprawdę pierwszy element całego cyklu sercowego widocznego w standardowym zapisie 12-odprowadzeniowego EKG. W fizjologicznych warunkach załamek P jest dodatni w większości odprowadzeń kończynowych, szczególnie w II odprowadzeniu, które zwykle analizuje się jako wzorcowe. Moim zdaniem warto „nauczyć się na pamięć”, że P = przedsionki, bo to potem bardzo ułatwia interpretację różnych zaburzeń rytmu, np. migotania czy trzepotania przedsionków. W praktyce technika EKG i personel medyczny, zgodnie z wytycznymi kardiologicznymi, zawsze ocenia obecność, kształt i częstość załamków P. Brak prawidłowych załamków P albo ich nietypowy kształt może sugerować np. rytm z węzła AV, ektopowe pobudzenie przedsionkowe albo przerost przedsionków. W badaniach wysiłkowych czy holterowskich ciągłe śledzenie załamków P pomaga odróżnić tachykardię zatokową od nadkomorowych zaburzeń rytmu. Warto też pamiętać, że załamek P kończy się przed zespołem QRS – to czas, kiedy impuls po przejściu przez przedsionki dociera do węzła przedsionkowo‑komorowego. W dobrych praktykach diagnostyki elektromedycznej zawsze analizuje się P w kontekście całego odstępu PQ (PR), bo to daje informację nie tylko o depolaryzacji przedsionków, ale też o przewodzeniu przedsionkowo‑komorowym. Z mojego doświadczenia, jak ktoś dobrze rozumie załamek P, to dużo szybciej ogarnia resztę zapisu EKG, bo ma solidny punkt odniesienia do oceny rytmu i przewodnictwa.

Pytanie 20

Audiometria impedancyjna polega na pomiarze

A. przewodnictwa kostnego.
B. oporu akustycznego i ciśnienia w uchu środkowym.
C. oporu akustycznego i ciśnienia w uchu zewnętrznym.
D. przewodnictwa powietrznego.
Audiometria impedancyjna, nazywana też tympanometrią, to badanie, które z definicji ocenia opór akustyczny (czyli impedancję) i warunki ciśnieniowe w uchu środkowym, a nie w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Kluczowe jest to, że aparat zmienia ciśnienie w przewodzie zewnętrznym tylko po to, żeby „przetestować”, jak błona bębenkowa i układ kosteczek reagują w różnych warunkach ciśnienia. W praktyce mierzymy więc, jak dobrze układ przewodzący ucha środkowego przenosi drgania akustyczne przy różnych wartościach ciśnienia po stronie ucha środkowego.
Moim zdaniem warto to sobie wyobrazić tak: urządzenie wysyła do ucha ton testowy (zwykle 226 Hz) i jednocześnie zmienia ciśnienie w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Na podstawie odbitego dźwięku i zmian w sztywności układu ocenia impedancję błony bębenkowej i kosteczek słuchowych. Na wydruku dostajemy wykres tympanogramu, który pokazuje, przy jakim ciśnieniu w uchu środkowym przewodzenie jest najlepsze. Jeżeli szczyt krzywej wypada przy ciśnieniu około 0 daPa, to sugeruje prawidłowe wyrównanie ciśnień przez trąbkę słuchową.
W codziennej pracy badanie to wykorzystuje się do wykrywania wysiękowego zapalenia ucha środkowego, niedrożności trąbki słuchowej, usztywnienia łańcucha kosteczek (otoskleroza) czy perforacji błony bębenkowej. Dobrą praktyką jest łączenie audiometrii impedancyjnej z klasyczną audiometrią tonalną, bo razem dają pełniejszy obraz – wiemy, czy niedosłuch ma charakter przewodzeniowy, odbiorczy czy mieszany oraz czy problem leży po stronie ucha środkowego. Standardowo w protokołach opisuje się typ tympanogramu (A, B, C), wartości ciśnienia szczytowego i podatności (compliance). To są parametry, które wprost odnoszą się do oporu akustycznego i ciśnienia w uchu środkowym, dokładnie tak jak podano w prawidłowej odpowiedzi.

Pytanie 21

Które odprowadzenie elektrokardiograficzne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Odprowadzenie aVR
B. Odprowadzenie I
C. Odprowadzenie aVL
D. Odprowadzenie II
Na rysunku pokazano klasyczne odprowadzenie dwubiegunowe kończynowe I. Elektroda ujemna znajduje się na prawym przedramieniu, a dodatnia na lewym przedramieniu – dokładnie tak, jak definiuje to standard Einthovena. To odprowadzenie rejestruje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną i patrzy na serce mniej więcej z lewej strony klatki piersiowej, co w praktyce daje dobrą ocenę depolaryzacji przedsionków i lewej części komór. W prawidłowym zapisie EKG w odprowadzeniu I załamek P, zespół QRS oraz załamek T są zwykle dodatnie, bo wektor pobudzenia biegnie z prawej strony klatki piersiowej ku lewej, czyli w stronę elektrody dodatniej. To jest bardzo charakterystyczne i często używane jako punkt odniesienia przy ocenie osi elektrycznej serca.
Z mojego doświadczenia to odprowadzenie jest jednym z najczęściej wykorzystywanych w praktyce – chociażby w monitorach przyłóżkowych, telemetrii czy prostych kardiomonitorach transportowych. W wielu urządzeniach, gdy podłączamy tylko dwie elektrody na kończyny górne, tak naprawdę monitorujemy właśnie coś bardzo zbliżonego do odprowadzenia I. W dobrze wykonanym badaniu EKG ważne jest poprawne rozmieszczenie elektrod kończynowych: na nadgarstkach lub w ich pobliżu na przedramionach, przy zachowaniu symetrii i dobrego kontaktu ze skórą. Błędne założenie elektrod (np. zamiana prawej z lewą) może całkowicie odwrócić obraz w odprowadzeniu I i prowadzić do fałszywego podejrzenia patologii, np. odwróconych załamków P czy zmian osi serca. Dlatego znajomość dokładnego przebiegu odprowadzenia I i jego biegunowości jest, moim zdaniem, absolutną podstawą poprawnej interpretacji zapisu EKG i kontroli jakości badania.

Pytanie 22

Chorobą układu oddechowego typu obturacyjnego jest

A. pylica płuc.
B. sarkoidoza.
C. gruźlica płuc.
D. mukowiscydoza.
Prawidłowo wskazana została mukowiscydoza, bo jest to klasyczny przykład przewlekłej choroby obturacyjnej układu oddechowego. W mukowiscydozie dochodzi do zaburzenia transportu jonów chlorkowych w nabłonku, co powoduje bardzo gęsty, lepki śluz w drogach oddechowych. Taki śluz zatyka małe i większe oskrzela, co w praktyce daje obturację, czyli utrudnienie przepływu powietrza, zwłaszcza przy wydechu. W badaniu spirometrycznym widzimy typowy obraz choroby obturacyjnej: obniżone FEV1, obniżony wskaźnik FEV1/FVC, często też wydłużony czas wydechu. W praktyce klinicznej i fizjoterapeutycznej takie rozpoznanie ma konkretne konsekwencje: stosuje się techniki drenażu ułożeniowego, oklepywanie klatki piersiowej, ćwiczenia oddechowe ukierunkowane na poprawę ewakuacji wydzieliny i wentylacji płuc. Standardy postępowania (również polskie i europejskie zalecenia dla mukowiscydozy) mocno podkreślają regularną ocenę czynności płuc właśnie spirometrią, co pozwala wcześnie wychwycić pogorszenie obturacji. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś raz dobrze zrozumie różnicę między obturacją a restrykcją, dużo łatwiej mu później klasyfikować choroby płuc. Obturacja to problem głównie z przepływem powietrza przez zwężone drogi oddechowe, jak w astmie, POChP czy właśnie mukowiscydozie. Warto też pamiętać, że na zdjęciu RTG czy w TK w zaawansowanej mukowiscydozie widoczne są zmiany odpowiadające przewlekłej obturacji, np. rozstrzenie oskrzeli, pułapka powietrzna, co ładnie koreluje z wynikiem spirometrii i objawami pacjenta w badaniu przedmiotowym.

Pytanie 23

W badaniu EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między

A. prawym a lewym przedramieniem.
B. prawym a lewym podudziem.
C. prawym podudziem a lewym przedramieniem.
D. prawym przedramieniem a lewym podudziem.
Prawidłowo – w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między prawym a lewym przedramieniem, czyli technicznie między elektrodą na prawym nadgarstku (RA – right arm) a elektrodą na lewym nadgarstku (LA – left arm). To jest tzw. odprowadzenie dwubiegunowe kończynowe wg Einthovena. Mówiąc prościej: aparat porównuje, jaki sygnał elektryczny dociera z prawej ręki, a jaki z lewej ręki i rysuje z tego linię w zapisie EKG. Z mojego doświadczenia to jedno z podstawowych pojęć, które warto mieć „w małym palcu”, bo potem łatwiej ogarnia się całą oś elektryczną serca. W praktyce klinicznej odprowadzenie I pokazuje aktywność elektryczną serca widzianą mniej więcej w płaszczyźnie czołowej, z kierunku lewej strony klatki piersiowej. To odprowadzenie jest szczególnie czułe np. na zmiany zlokalizowane bocznie w lewej komorze. Przy prawidłowym podłączeniu elektrod kompleks QRS w odprowadzeniu I jest zazwyczaj dodatni (większość wychyleń idzie do góry), bo fala depolaryzacji przemieszcza się generalnie w stronę lewej komory. Standardy (np. wytyczne ESC, AHA) bardzo mocno podkreślają prawidłowe rozmieszczenie elektrod: prawa ręka – prawa kończyna górna, lewa ręka – lewa kończyna górna, prawa i lewa noga – kończyny dolne, przy czym elektroda na prawej nodze pełni zwykle funkcję elektrody uziemiającej. W warunkach praktycznych w ambulatorium często nie zakłada się elektrod dokładnie na nadgarstkach, tylko wyżej na przedramionach, ale zasada pozostaje ta sama: odprowadzenie I to zawsze różnica potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. Warto też pamiętać, że na podstawie odprowadzeń I, II i III można konstruować trójkąt Einthovena i analizować oś elektryczną serca – to już wyższy poziom interpretacji, ale bardzo przydatny w codziennej pracy.

Pytanie 24

W którym miejscu, zgodnie z zasadami wykonywania badania EKG, należy umocować żółtą elektrodę przedsercową V2?

A. W IV przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
B. W V przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowej środkowej.
C. W V przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowej przedniej.
D. W IV przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
Prawidłowe umocowanie żółtej elektrody przedsercowej V2 to IV przestrzeń międzyżebrowa przy lewym brzegu mostka. Tak opisują to klasyczne standardy wykonywania 12‑odprowadzeniowego EKG (np. wytyczne kardiologiczne AHA/ESC). Odprowadzenia przedsercowe mają bardzo precyzyjnie określone miejsca, bo ich przesunięcie choćby o jedno żebro w górę lub w dół potrafi całkowicie zmienić obraz zapisu. V2 razem z V1 tworzą tzw. odprowadzenia przy mostku (parasternalne) i są kluczowe do oceny przegrody międzykomorowej. V1 zakładamy w IV przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka, a V2 – lustrzanie, po lewej stronie mostka, też w IV przestrzeni. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk liczenia żeber od góry: najpierw lokalizujemy obojczyk, potem rękojeść mostka, następnie II żebro i dopiero potem schodzimy do IV przestrzeni międzyżebrowej. W praktyce klinicznej poprawne położenie V2 jest ważne np. przy rozpoznawaniu zawału ściany przedniej i przegrodowej, zaburzeń przewodzenia w obrębie pęczka Hisa czy przy ocenie przerostu komór. Gdy V2 jest za wysoko, może sztucznie nasilać załamki R lub zmieniać obraz odcinka ST, co wprowadza lekarza w błąd. Dlatego dobrą praktyką jest: najpierw dokładne oznaczenie wszystkich przestrzeni międzyżebrowych, potem dopiero przyklejanie elektrod zgodnie z kolejnością V1–V6, bez „na oko”. W wielu pracowniach i na oddziałach ratunkowych przywiązuje się do tego sporą wagę, bo jakość EKG zaczyna się właśnie od poprawnego pozycjonowania elektrod, nie od aparatu.

Pytanie 25

Która składowa prawidłowej krzywej EKG odpowiada powolnej repolaryzacji komór mięśnia sercowego?

A. Załamek Q
B. Załamek P
C. Odcinek ST
D. Odcinek TP
Prawidłowo wskazany odcinek ST odpowiada fazie powolnej repolaryzacji komór, czyli tzw. fazie plateau potencjału czynnościowego kardiomiocytów. W klasycznej fizjologii błony komórkowej serca jest to głównie faza 2 potencjału czynnościowego komórek roboczych mięśnia komór. W tym czasie do wnętrza komór napływają wolne kanały wapniowe typu L (Ca2+), a jednocześnie część jonów potasu (K+) wypływa na zewnątrz. Bilans tych prądów powoduje, że napięcie błonowe utrzymuje się przez pewien czas na w miarę stałym poziomie – właśnie to plateau odzwierciedla się na EKG jako odcinek ST, który w warunkach prawidłowych jest izoelektryczny, czyli leży na linii izoelektrycznej.
W praktyce technika EKG bardzo mocno opiera się na ocenie odcinka ST. W standardach interpretacji (np. zalecenia ESC/ACC) analiza uniesienia lub obniżenia ST jest kluczowa w rozpoznawaniu ostrego zespołu wieńcowego z uniesieniem odcinka ST (STEMI) albo niedokrwienia podwsierdziowego. Dla technika wykonującego badanie to oznacza, że trzeba bardzo pilnować jakości zapisu: dobra przyczepność elektrod, minimalizacja artefaktów mięśniowych, właściwa filtracja. Z mojego doświadczenia, jeśli odcinek ST „pływa” przez złe uziemienie czy ruch pacjenta, lekarz może mieć realny problem z oceną, czy to prawdziwe uniesienie, czy tylko artefakt.
Warto też pamiętać, że odcinek ST analizujemy zawsze w kontekście całej krzywej – końcówki zespołu QRS i początku załamka T. Wzorzec jest taki: QRS odpowiada depolaryzacji komór, potem odcinek ST – faza powolnej repolaryzacji, a załamek T – szybsza, końcowa repolaryzacja komór. Umiejętność świadomego powiązania tych elementów z fizjologią błony komórkowej bardzo pomaga w praktycznej interpretacji zapisu i w szybkim wychwytywaniu patologii, szczególnie w dyżurach SOR czy w pracowniach diagnostyki nieinwazyjnej.

Pytanie 26

W przypadku migotania komór w zapisie EKG występuje

A. regularna fala sinusoidalna.
B. wysoki załamek T.
C. nieregularna fala w kształcie sinusoidy.
D. głęboki załamek Q.
W migotaniu komór zapis EKG traci zupełnie swoją prawidłową strukturę: nie widać ani załamków P, ani zespołów QRS, ani wyraźnych załamków T. Zamiast tego pojawia się nieregularna, chaotyczna fala o kształcie zbliżonym do sinusoidy, ale bez jakiejkolwiek powtarzalności. I to jest właśnie klucz – fala jest nieregularna, zarówno pod względem amplitudy, jak i częstotliwości. Moim zdaniem najlepiej to zapamiętać tak: VF (migotanie komór) = „elektryczny chaos”, bez rytmu i bez wyraźnych kompleksów. W praktyce medycznej ta wiedza ma ogromne znaczenie, bo migotanie komór to stan bezpośredniego zagrożenia życia, który wymaga natychmiastowej defibrylacji. W standardach postępowania ALS i BLS (ERC, AHA) migotanie komór jest jednym z dwóch rytmów defibrylacyjnych i rozpoznanie go na monitorze EKG musi być szybkie i pewne. W zapisie można zobaczyć dwie odmiany: tzw. coarse VF (gruboziarniste, o dużej amplitudzie) i fine VF (drobnoziarniste, o małej amplitudzie), ale w obu przypadkach wspólną cechą jest właśnie nieregularna, falista linia bez zorganizowanych zespołów QRS. W warunkach szpitalnych, np. na OIT czy w pracowni hemodynamiki, prawidłowe rozpoznanie VF pozwala odróżnić je od częstoskurczu komorowego czy artefaktów ruchowych, co przekłada się bezpośrednio na decyzję: defibrylować czy nie. W diagnostyce elektromedycznej uczymy się, że każdy rytm, który wygląda „za ładnie” i regularnie, raczej nie jest migotaniem komór. Dlatego odpowiedź o nieregularnej fali w kształcie sinusoidy najlepiej oddaje obraz VF na EKG i jest zgodna z opisami w podręcznikach do EKG i wytycznych resuscytacji.

Pytanie 27

W standardowym badaniu EEG elektrody P3, P4 i Pz umieszcza się na skórze głowy pacjenta nad płatami

A. ciemieniowymi.
B. skroniowymi.
C. potylicznymi.
D. czołowymi.
Prawidłowo – elektrody P3, P4 i Pz w standardowym badaniu EEG leżą nad płatami ciemieniowymi. Wynika to bezpośrednio z międzynarodowego systemu 10–20, który opisuje rozmieszczenie elektrod na skórze głowy. Litera „P” w nazwie elektrody oznacza właśnie obszar parietalny (ciemieniowy), cyfry 3 i 4 – odpowiednio lewą i prawą półkulę, a „z” – elektrodę położoną w linii pośrodkowej (zero line). W praktyce klinicznej takie oznaczenia są standardem, więc dobrze jest je mieć „w małym palcu”.
Moim zdaniem znajomość tego schematu to absolutna podstawa przy pracy z EEG – zarówno przy zakładaniu elektrod, jak i późniejszej interpretacji zapisu. Prawidłowe położenie P3, P4 i Pz pozwala ocenić czynność bioelektryczną kory ciemieniowej, która odpowiada m.in. za czucie somatyczne, integrację bodźców, orientację przestrzenną. W napadach padaczkowych pochodzenia ciemieniowego zmiany napadowe mogą się właśnie tam najlepiej ujawniać, dlatego dokładne umiejscowienie tych elektrod ma realne znaczenie diagnostyczne.
W dobrych pracowniach technik zawsze mierzy głowę (od glabeli do inionu oraz między wyrostkami sutkowatymi) i wyznacza punkty 10% i 20%, zamiast „na oko” kłaść elektrody. Dzięki temu P3, P4, Pz trafiają dokładnie tam, gdzie przewiduje standard międzynarodowy. W nowoczesnych systemach EEG często korzysta się też z czapek z zaznaczonymi pozycjami, ale zasada jest ta sama – P = płat ciemieniowy. Znajomość tej logiki pomaga też szybko skojarzyć inne elektrody: F – czołowe, T – skroniowe, O – potyliczne, C – centralne, co bardzo ułatwia analizę zapisu i komunikację z lekarzem opisującym badanie.

Pytanie 28

Podczas badania EEG otwarcie oczu powoduje

A. reakcję paradoksalną.
B. zjawisko habituacji.
C. zaniknięcie rytmu alfa.
D. spontaniczną hiperwentylację.
Prawidłowo – podczas badania EEG otwarcie oczu powoduje zanik, czyli blokowanie rytmu alfa w okolicach potylicznych. U zdrowej, zrelaksowanej osoby, leżącej spokojnie z zamkniętymi oczami, dominuje właśnie rytm alfa: fale o częstotliwości około 8–13 Hz, najlepiej widoczne w odprowadzeniach potylicznych (O1, O2). Jest to taki „fizjologiczny podpis” stanu czuwania w spoczynku z zamkniętymi oczami. W momencie, kiedy badany otwiera oczy, do kory wzrokowej dociera strumień bodźców wzrokowych i aktywność bioelektryczna ulega desynchronizacji – zamiast ładnego, regularnego rytmu alfa pojawia się bardziej niskonapięciowa, szybka czynność beta lub mieszanina różnych częstotliwości. Ten efekt nazywa się blokowaniem albo wygaszeniem rytmu alfa (ang. alpha blocking). Dla technika EEG to jest bardzo praktyczna sprawa: reakcja na otwarcie oczu jest jednym z podstawowych testów jakości zapisu i stanu pacjenta. Jeśli rytm alfa się nie pojawia przy zamkniętych oczach albo nie znika po ich otwarciu, to od razu zapala się lampka ostrzegawcza – można podejrzewać np. uszkodzenie kory potylicznej, głębokie zaburzenia świadomości, działanie leków, czasem artefakty. W standardach wykonywania EEG (np. zalecenia IFCN, krajowe wytyczne pracowni EEG) zawsze podkreśla się konieczność rejestrowania fragmentów z oczami zamkniętymi i otwartymi oraz dokładnego opisywania reaktywności rytmu alfa. W praktyce klinicznej ocena tego zjawiska pomaga różnicować stany śpiączki, encefalopatie metaboliczne czy efekty działania leków sedacyjnych. Z mojego doświadczenia warto sobie to dobrze zapamiętać: oczy zamknięte – alfa się pojawia, oczy otwarte – alfa znika. To jest jeden z najbardziej klasycznych i powtarzalnych elementów zapisu EEG, który bardzo często pojawia się też na egzaminach i w zadaniach testowych.

Pytanie 29

Droga przewodnictwa powietrznego fali akustycznej przebiega przez

A. ucho środkowe, ucho wewnętrzne i kości czaszki.
B. ucho wewnętrzne i kości czaszki.
C. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i kości czaszki.
D. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne.
Prawidłowo wskazana droga przewodnictwa powietrznego obejmuje ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne. Tak właśnie fizjologicznie przebiega fala akustyczna, kiedy mówimy o tzw. przewodnictwie powietrznym, które bada się m.in. w klasycznej audiometrii tonalnej. Dźwięk najpierw wchodzi przez małżowinę uszną i przewód słuchowy zewnętrzny, gdzie jest kierowany w stronę błony bębenkowej. To jest rola ucha zewnętrznego – zbieranie i ukierunkowanie fali akustycznej. Następnie drgania przenoszone są na układ kosteczek słuchowych w uchu środkowym (młoteczek, kowadełko, strzemiączko). Ten układ działa jak swoista dźwignia i transformator impedancji – wzmacnia i dopasowuje drgania z powietrza do środowiska płynowego w uchu wewnętrznym. To dopasowanie jest kluczowe, bo bez sprawnego ucha środkowego większość energii dźwięku odbijałaby się na granicy powietrze–płyn. Ostatecznie fala mechaniczna dociera do ślimaka w uchu wewnętrznym, gdzie następuje przetworzenie drgań mechanicznych na impulsy nerwowe w narządzie Cortiego. Z punktu widzenia praktyki medycznej, zwłaszcza w diagnostyce elektromedycznej, rozróżnienie przewodnictwa powietrznego od kostnego jest podstawą interpretacji audiogramu i prób stroikowych (Rinne, Weber). Jeżeli przewodnictwo powietrzne jest gorsze od kostnego, sugeruje to uszkodzenie na poziomie ucha zewnętrznego lub środkowego (tzw. niedosłuch przewodzeniowy). Natomiast gdy upośledzone jest zarówno przewodnictwo powietrzne, jak i kostne, myślimy o uszkodzeniu ucha wewnętrznego lub dalszych odcinków drogi słuchowej (niedosłuch odbiorczy). Moim zdaniem warto kojarzyć to pytanie właśnie z praktyką badania audiometrii: słuchawki na uszach badają przewodnictwo powietrzne, a wibrator kostny za małżowiną – przewodnictwo kostne, które omija ucho zewnętrzne i środkowe.

Pytanie 30

Na elektrokardiogramie zarejestrowano

Ilustracja do pytania
A. zawał mięśnia sercowego.
B. migotanie przedsionków.
C. migotanie komór.
D. blok odnogi pęczka Hisa.
W tym zadaniu łatwo pomylić różne patologie, bo wszystkie odpowiedzi odnoszą się do ciężkich zaburzeń kardiologicznych, ale ich obraz w EKG jest zasadniczo inny. Migotanie komór to stan skrajnie groźny, zapis wygląda wtedy jak całkowity chaos: brak jest wyraźnych zespołów QRS, brak linii izoelektrycznej, brak rozpoznawalnych załamków P. Krzywa ma postać nieregularnych, drobnych lub grubych fal o zmiennej amplitudzie i częstotliwości. Pacjent z takim zapisem jest klinicznie w zatrzymaniu krążenia, więc w praktyce zamiast spokojnego oglądania EKG wykonuje się natychmiast defibrylację. Obraz z pytania zdecydowanie nie wygląda w ten sposób, zespoły QRS są wyraźne i powtarzalne. Migotanie przedsionków z kolei charakteryzuje się brakiem prawidłowych załamków P i całkowicie niemiarową (tzw. niemiarowość zupełna) odległością między zespołami QRS. Widzimy drobne „pofalowanie” linii izoelektrycznej, ale zespoły komorowe są zwykle wąskie. Tutaj rytm na schemacie jest raczej miarowy, więc nie pasuje to do klasycznego AF. Blok odnogi pęczka Hisa objawia się poszerzeniem zespołu QRS i charakterystyczną morfologią, np. obrazem „M” lub „króliczych uszu” w odprowadzeniach V1–V2 (RBBB) albo zmianami w V5–V6 (LBBB). Kluczowe są jednak poszerzone, zniekształcone zespoły komorowe, a nie wyraźne uniesienie odcinka ST. Typowym błędem w takich pytaniach jest skupianie się tylko na ogólnym wrażeniu „dziwnego” zapisu i losowe wybieranie jakiejś ciężkiej choroby serca, zamiast przeanalizować kształt ST, obecność załamków P i regularność rytmu. Dobra praktyka w interpretacji EKG polega na systematycznym podejściu: najpierw ocena rytmu i częstości, potem analiza QRS, a dopiero dalej ST i T. Kiedy rytm jest miarowy, QRS nie są skrajnie poszerzone, a zmiany dotyczą głównie odcinka ST, powinniśmy myśleć przede wszystkim o niedokrwieniu lub zawale, a nie o migotaniu czy bloku przewodzenia. W testach egzaminacyjnych to rozróżnienie jest bardzo często sprawdzane, dlatego warto kojarzyć typowe „chaotyczne” EKG z migotaniem komór, „nieregularnie nieregularny” rytm z migotaniem przedsionków i poszerzone QRS z blokami odnóg.

Pytanie 31

Parametr spirometryczny czynnościowa pojemność zalegająca oznaczany jest skrótem

A. RV
B. TV
C. TLC
D. FRC
Prawidłowy skrót dla czynnościowej pojemności zalegającej to FRC, czyli z angielskiego functional residual capacity. Ten parametr opisuje objętość powietrza, która pozostaje w płucach po spokojnym, biernym wydechu – ani wymuszonym, ani maksymalnym, po prostu po zwykłym oddechu. Z technicznego punktu widzenia FRC = RV + ERV, czyli suma objętości zalegającej (residual volume) oraz zapasowej objętości wydechowej (expiratory reserve volume). W spirometrii klasycznej FRC nie jest mierzona bezpośrednio, bo spirometr nie „widzi” powietrza, którego nie można wydmuchać. Do oceny FRC stosuje się więc metody takie jak pletyzmografia całego ciała, metoda rozcieńczenia helu czy metoda wypłukiwania azotu. W praktyce FRC ma duże znaczenie kliniczne – w chorobach obturacyjnych (np. POChP, ciężka astma) FRC zwykle wzrasta z powodu pułapkowania powietrza, a w chorobach restrykcyjnych (np. zwłóknienie płuc, kifoza) spada, bo cała objętość płuc jest zmniejszona. W anestezjologii FRC jest ważna przy planowaniu wentylacji mechanicznej i w pozycjonowaniu pacjenta – np. u osób otyłych FRC mocno maleje w pozycji leżącej, co zwiększa ryzyko niedodmy. Moim zdaniem warto ten skrót naprawdę dobrze zapamiętać, bo FRC często pojawia się w opisach badań spirometrycznych, w interpretacji pletyzmografii i w standardach takich jak zalecenia ATS/ERS dotyczące badań czynnościowych układu oddechowego. Jeżeli rozumiesz, że FRC to „powietrze po zwykłym wydechu”, łatwiej jest później logicznie ogarnąć wszystkie pozostałe objętości i pojemności płucne.

Pytanie 32

W jakich jednostkach mierzy się natężenie dźwięku?

A. W decybelach (dB).
B. W hercach (Hz).
C. W amperach (A).
D. W grejach (Gy).
Natężenie dźwięku w praktyce medycznej i technicznej opisujemy w decybelach (dB), więc wybrana odpowiedź jest jak najbardziej prawidłowa. Decybel to jednostka logarytmiczna, która porównuje poziom mierzonego sygnału (np. ciśnienia akustycznego) do wartości odniesienia. W akustyce medycznej najczęściej używa się poziomu ciśnienia akustycznego wyrażanego w dB SPL (Sound Pressure Level), gdzie punktem odniesienia jest minimalne słyszalne ciśnienie dla zdrowego ucha. Dzięki skali logarytmicznej możemy w wygodny sposób opisać bardzo duży zakres natężeń – od ledwo słyszalnego szeptu, aż po dźwięki uszkadzające słuch. W audiometrii tonalnej, którą spotkasz w diagnostyce elektromedycznej, wynik badania słuchu zapisuje się właśnie w decybelach HL (Hearing Level). Na audiogramie widzisz progi słyszenia pacjenta w dB HL dla różnych częstotliwości (w Hz), ale samo „jak głośno” jest zawsze w decybelach. Moim zdaniem to jeden z kluczowych nawyków: częstotliwość = herce, głośność / natężenie = decybele. W praktyce BHP i ochrony słuchu też operuje się decybelami, np. dopuszczalne poziomy hałasu na stanowisku pracy (np. 85 dB przez 8 godzin). W gabinecie laryngologicznym czy pracowni audiometrycznej ustawiasz poziom bodźca w dB, a nie w hercach czy amperach. W diagnostyce obrazowej i fizyce medycznej też czasem spotyka się dB, np. przy opisie wzmocnienia/ tłumienia sygnału w ultrasonografii, ale tam chodzi bardziej o poziom sygnału elektrycznego lub ultradźwiękowego. Dobrą praktyką jest zawsze doprecyzowanie, o jaki „rodzaj” dB chodzi (dB SPL, dB HL, dB(A)), ale fundament pozostaje taki sam: natężenie dźwięku opisujemy w decybelach.

Pytanie 33

W audiometrii badanie polegające na maskowaniu (zagłuszaniu) tonów szumem białym to próba

A. Webera.
B. Langenbecka.
C. Fowlera.
D. Rinnego.
Prawidłowa odpowiedź to próba Langenbecka, bo właśnie z nią wiąże się maskowanie tonów szumem białym w badaniach słuchu. W audiometrii maskowanie polega na tym, że do ucha „niemierzonego” podaje się szum (najczęściej biały albo wąskopasmowy), żeby odciąć jego udział w teście i uzyskać wiarygodny próg słyszenia ucha badanego. Próba Langenbecka to klasyczny test, w którym ocenia się zachowanie progu słyszenia przy jednoczesnym podawaniu szumu maskującego. W praktyce klinicznej jest to szczególnie ważne u pacjentów z asymetrycznym ubytkiem słuchu, jednostronnym niedosłuchem przewodzeniowym albo gdy podejrzewamy tzw. cross-hearing, czyli przewodzenie dźwięku na drugą stronę przez kości czaszki. Bez poprawnego maskowania wyniki audiogramu mogą być całkowicie mylące – np. wydaje się, że lepsze ucho słyszy gorzej, a w rzeczywistości przejmuje bodziec przeznaczony dla ucha gorszego. Standardy audiometrii tonalnej (zarówno w laryngologii, jak i w protetyce słuchu) zakładają obowiązkowe stosowanie maskowania w określonych sytuacjach, według ustalonych schematów (np. maskowanie przy różnicy przewodnictwa powietrznego powyżej 40 dB między uszami). Z mojego doświadczenia, kto raz dobrze zrozumie ideę próby Langenbecka i ogólnie maskowania, temu dużo łatwiej później interpretować skomplikowane audiogramy mieszane, szukać tzw. rezerwy ślimakowej i planować dobór aparatów słuchowych czy wskazania do leczenia operacyjnego (np. otoskleroza).

Pytanie 34

Wskazaniem do wykonania badania spirometrycznego jest

A. krwioplucie niejasnego pochodzenia.
B. odma opłucnowa.
C. zapalenie płuc.
D. przewlekła choroba obturacyjna płuc.
Prawidłowo wskazana przewlekła choroba obturacyjna płuc (POChP) to klasyczne i jedno z najważniejszych wskazań do wykonania spirometrii. Spirometria jest podstawowym badaniem czynnościowym układu oddechowego, które pozwala ocenić pojemności i objętości płuc oraz przepływy powietrza w drogach oddechowych. W praktyce klinicznej właśnie dzięki temu badaniu rozpoznaje się obturację, czyli zwężenie dróg oddechowych, typowe dla POChP i astmy. Standardy GOLD oraz wytyczne towarzystw pneumonologicznych bardzo jasno mówią, że rozpoznanie POChP nie powinno być stawiane tylko „na oko”, na podstawie objawów, ale musi być potwierdzone spirometrycznie – typowo przez obniżony wskaźnik FEV1/FVC poniżej wartości granicznej. Z mojego doświadczenia to badanie jest takim „EKG dla płuc” – proste, powtarzalne, a daje masę informacji. U pacjentów z przewlekłym kaszlem, dusznością wysiłkową, nawracającymi infekcjami oskrzelowymi, szczególnie palaczy, spirometria jest absolutnym standardem postępowania. Dzięki niej można nie tylko postawić diagnozę, ale też oceniać stopień zaawansowania choroby, monitorować skuteczność leczenia (np. lekami rozszerzającymi oskrzela) i kontrolować postęp choroby w czasie. W POChP wynik spirometrii ma też znaczenie rokownicze i pomaga ustalić, czy pacjent kwalifikuje się np. do tlenoterapii domowej albo rehabilitacji oddechowej. W dobrej praktyce technik i personel wykonujący spirometrię dba o prawidłowe przygotowanie pacjenta, poprawną technikę dmuchania, powtarzalność prób i interpretację zgodną z normami odniesienia, bo od jakości tego badania zależy cała dalsza diagnostyka i leczenie pacjenta z przewlekłą obturacją.

Pytanie 35

Na podstawie zapisu badania audiometrycznego rozpoznano u pacjenta uszkodzenie słuchu

Ilustracja do pytania
A. odbiorcze ucha lewego.
B. odbiorcze ucha prawego.
C. przewodzeniowe ucha prawego.
D. przewodzeniowe ucha lewego.
Rozpoznanie „przewodzeniowe uszkodzenie słuchu ucha prawego” idealnie pasuje do przedstawionego audiogramu. Na wykresie widać, że progi przewodnictwa kostnego dla ucha prawego (linia przerywana) mieszczą się w normie, w okolicy 0–10 dB HL w całym badanym zakresie częstotliwości, natomiast progi przewodnictwa powietrznego (linia ciągła z kropkami) są wyraźnie podwyższone – około 30–40 dB HL. Taka sytuacja, czyli prawidłowe przewodnictwo kostne przy pogorszonym przewodnictwie powietrznym, tworzy tzw. lukę powietrzno–kostną (air–bone gap). W audiometrii przyjmuje się, że luka ≥ 15 dB, obecna w kilku częstotliwościach, jest typowa dla niedosłuchu przewodzeniowego. Z mojego doświadczenia to właśnie ta luka jest najbardziej charakterystycznym, podręcznikowym objawem. W uchu lewym natomiast zarówno przewodnictwo powietrzne, jak i kostne są w granicach normy, więc nie ma podstaw, by mówić o niedosłuchu.
W praktyce technika medycznego interpretacja takiego badania ma konkretne konsekwencje. Niedosłuch przewodzeniowy sugeruje problem w uchu zewnętrznym lub środkowym: zalegająca woskowina, płyn w jamie bębenkowej, perforacja błony bębenkowej, otoskleroza, dysfunkcja kosteczek słuchowych itp. W dobrych standardach postępowania po takim wyniku zaleca się dokładne badanie otoskopowe, ewentualnie tympanometrię oraz konsultację laryngologiczną. Często po usunięciu przeszkody przewodzeniowej (np. woskowiny, wysięku) progi słuchu wracają do normy, co widać potem w kontrolnym audiogramie. Warto też pamiętać o prawidłowym maskowaniu ucha przeciwnego podczas badania przewodnictwa kostnego, żeby wynik rzeczywiście dotyczył badanego ucha. W tym zapisie nie ma cech niedosłuchu odbiorczego (brak podwyższonych progów kostnych), ani mieszanych, więc klasyfikacja jest dość jednoznaczna i zgodna z zasadami diagnostyki audiometrycznej.
Moim zdaniem to jedno z tych badań, gdzie schemat interpretacji jest bardzo klarowny: kostne dobre – powietrzne złe – myślimy przewodzeniowo, zawsze po stronie, gdzie jest luka.

Pytanie 36

Które odprowadzenie w badaniu EKG rejestruje różnice potencjałów pomiędzy lewym a prawym przedramieniem?

A. aVL
B. aVR
C. III
D. I
Prawidłowe jest odprowadzenie I, bo właśnie ono rejestruje różnicę potencjałów pomiędzy prawym a lewym przedramieniem. W standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Odprowadzenie I ma elektrodę dodatnią na lewym przedramieniu (lewa ręka – LA) i elektrodę ujemną na prawym przedramieniu (prawa ręka – RA). Czyli zapis pokazuje, jak impuls elektryczny serca „widzi” różnicę napięcia między tymi dwoma kończynami. To jest absolutna podstawa osi elektrycznej serca i ogólnej interpretacji EKG.
W praktyce, jeśli np. elektrodę z prawej ręki założysz w złym miejscu albo odwrotnie podłączysz przewody, odprowadzenie I od razu będzie wyglądało dziwnie: załamki P, zespół QRS czy T mogą się odwrócić. Dlatego technicy EKG i pielęgniarki są uczeni, żeby bardzo pilnować prawidłowego rozmieszczenia elektrod kończynowych – bo odprowadzenia I, II, III są bazą do wyliczania osi serca, a także do tworzenia odprowadzeń aVR, aVL i aVF. Moim zdaniem, jeśli ktoś dobrze rozumie dokładnie to jedno odprowadzenie, to dużo łatwiej ogarnia resztę.
W dobrych praktykach przyjmuje się, że elektrody kończynowe można zakładać nie tylko na nadgarstkach, ale też wyżej na przedramionach czy nawet na ramionach, byle zachować układ RA–LA–LL (prawa ręka, lewa ręka, lewa noga). Niezależnie od tego, czy elektroda jest trochę wyżej czy niżej, odprowadzenie I zawsze opisuje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. To też tłumaczy, dlaczego w odprowadzeniu I przy prawidłowym zapisie QRS jest najczęściej dodatni – fala depolaryzacji komór przebiega ogólnie z prawej strony klatki w lewo, więc wektor elektryczny jest skierowany mniej więcej w stronę elektrody dodatniej na lewej ręce.
Dobrze jest sobie to wyobrazić na tzw. trójkącie Einthovena: wierzchołki to prawa ręka, lewa ręka, lewa noga, a odprowadzenie I to „górna krawędź” między RA i LA. To nie jest sucha teoria – w codziennej pracy przy EKG pomaga szybko wychwycić np. odwrotne podłączenie elektrod kończynowych, bo wtedy odprowadzenie I będzie kompletnie nielogiczne w stosunku do II i III.

Pytanie 37

Podczas wykonywania badania EEG elektrodę P4 umieszcza się w okolicy

A. ciemieniowej po stronie lewej.
B. czołowej po stronie prawej.
C. ciemieniowej po stronie prawej.
D. czołowej po stronie lewej.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo oznaczenia elektrod EEG na pierwszy rzut oka wyglądają dość abstrakcyjnie. W praktyce jednak kryje się za tym bardzo logiczny system. W standardzie 10–20 litera zawsze odnosi się do płata mózgu, nad którym leży elektroda, a cyfra do strony i konkretnej pozycji. Dlatego skojarzenie P4 z okolicą czołową, czy to lewą, czy prawą, wynika najczęściej z automatycznego myślenia „P jak przód (front)”. To jest taki typowy skrót myślowy, który niestety prowadzi do błędu. Litera „P” nie oznacza „przedni”, tylko „parietal”, czyli płat ciemieniowy.
Podobnie pomyłka między stroną lewą a prawą zwykle wynika z zapomnienia zasady parzyste–nieparzyste. W systemie EEG jest bardzo konsekwentnie: nieparzyste liczby (1, 3, 5, 7) oznaczają stronę lewą, parzyste (2, 4, 6, 8) stronę prawą. Jeżeli ktoś wybiera opcję „ciemieniowa po stronie lewej”, to dobrze kojarzy literę P z płatem ciemieniowym, ale myli się w lokalizacji bocznej. To jest pół sukcesu, ale w EEG precyzja ma ogromne znaczenie, bo lokalizacja ogniska padaczkowego czy obszaru zwolnienia czynności bioelektrycznej opiera się właśnie na dokładnym rozmieszczeniu elektrod.
W praktyce technik EEG powinien zawsze opierać się na pomiarze głowy, a nie tylko na pamięciowym „na oko” rozmieszczeniu punktów. Z mojego doświadczenia w pracowniach, gdzie pomiary są wykonywane starannie według zaleceń systemu 10–20, jest dużo mniej nieporozumień diagnostycznych. Błędne umieszczenie P4 np. bardziej w stronę czołową albo na złej półkuli może spowodować mylne wrażenie, że zmiany pochodzą z innego płata mózgu. To potem komplikuje interpretację zapisu przez lekarza i może nawet zaburzyć planowanie dalszej diagnostyki. Dlatego warto na spokojnie zapamiętać: P – ciemieniowy, liczba parzysta – prawa strona, i zawsze potwierdzać to rzeczywistym pomiarem na czaszce pacjenta.

Pytanie 38

W badaniu EKG elektrodę przedsercową V4 należy umocować

A. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowo-przedniej lewej.
B. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii środkowo-obojczykowej lewej.
C. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
D. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
Prawidłowe umieszczenie elektrody V4 to 5-ta przestrzeń międzyżebrowa w linii środkowo-obojczykowej lewej. Tak właśnie opisują to standardy 12‑odprowadzeniowego EKG (np. wytyczne ESC/ACC i typowe procedury szpitalne). V4 jest odprowadzeniem przedsercowym, które ma „patrzeć” mniej więcej na przednią ścianę lewej komory, w okolicy koniuszka serca. Żeby to osiągnąć, trzeba połączyć dwie rzeczy: właściwą przestrzeń międzyżebrową oraz odpowiednią linię pionową na klatce piersiowej. 5-ta przestrzeń międzyżebrowa znajduje się zwykle nieco poniżej brodawki sutkowej (ale nie wolno kierować się tylko brodawką, bo u różnych osób jest w innym miejscu), a linia środkowo-obojczykowa to pionowa linia poprowadzona przez środek obojczyka. W praktyce najpierw lokalizuje się mostek, liczy przestrzenie międzyżebrowe od góry (od drugiej, przy kącie mostka) i schodzi do piątej. Dopiero potem odmierza się linię środkowo-obojczykową i tam przykleja V4. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: najpierw V1 i V2 przy mostku, potem V4 w tym dokładnym punkcie, a dopiero później V3 pomiędzy V2 i V4, oraz V5 i V6 bardziej bocznie. Dobre pozycjonowanie V4 ma duże znaczenie w rozpoznawaniu zawału przedniej i bocznej ściany serca, przerostu lewej komory czy zmian w repolaryzacji. Błędne położenie potrafi całkowicie zniekształcić zapis – na przykład zaniżyć amplitudę załamków R albo stworzyć fałszywy obraz niedokrwienia. W praktyce klinicznej technik EKG jest oceniany m.in. po tym, jak dokładnie potrafi znaleźć te punkty anatomiczne, więc ta wiedza jest mocno praktyczna, nie tylko „testowa”.

Pytanie 39

Odprowadzenie II rejestruje różnicę potencjałów między

A. lewą i prawą ręką.
B. prawą ręką i lewą nogą.
C. prawą ręką i prawą nogą.
D. lewą ręką i lewą nogą.
W odprowadzeniach kończynowych EKG łatwo się pomylić, bo wszystkie nazwy i elektrody mieszają się ze sobą, a na ekranie aparatu widzimy po prostu linie. Merytorycznie jednak każde odprowadzenie ma precyzyjnie zdefiniowany układ biegunów, oparty na klasycznym trójkącie Einthovena. W tym układzie prawa ręka, lewa ręka i lewa noga tworzą trzy wierzchołki, a odprowadzenia I, II i III są liniami między nimi. Odprowadzenie II to różnica potencjałów między prawą ręką (biegun ujemny) a lewą nogą (biegun dodatni), więc wszystkie inne kombinacje kończyn nie pasują do tej definicji. Częsty błąd myślowy polega na automatycznym założeniu, że „II” to po prostu „druga ręka”, czyli lewa, więc niektórzy kojarzą je z różnicą między lewą i prawą ręką. Tymczasem to opisuje odprowadzenie I, które rejestruje różnicę potencjałów między lewą a prawą ręką. Takie skojarzenie jest intuicyjne, ale niestety niezgodne z fizjologią zapisu EKG. Inna pomyłka to łączenie odprowadzenia II z parą lewej ręki i lewej nogi. Taki układ odpowiada odprowadzeniu III, gdzie lewa ręka jest biegunem ujemnym, a lewa noga dodatnim. Jeśli ktoś myśli bardziej „anatomicznie” niż „elektrycznie”, może sobie w głowie ustawiać numerację w dół ciała, co znowu prowadzi do błędów. Pojawia się też czasem przekonanie, że w którymś odprowadzeniu bierze udział prawa noga jako biegun dodatni lub ujemny. Prawa noga w standardowym EKG pełni rolę elektrody uziemiającej, stabilizującej zapis i zmniejszającej zakłócenia, ale nie jest elementem żadnego z trzech podstawowych odprowadzeń kończynowych. Z praktycznego punktu widzenia pomylenie tych konfiguracji może skutkować błędną interpretacją osi serca, nieprawidłowym zrozumieniem, skąd pochodzi dany sygnał i dlaczego załamki P czy QRS wyglądają tak, a nie inaczej. Dlatego w dobrej praktyce diagnostyki elektromedycznej warto po prostu zapamiętać: I – między rękami, II – prawa ręka i lewa noga, III – lewa ręka i lewa noga. To porządkuje całą resztę i ułatwia dalszą naukę EKG.

Pytanie 40

Który zapis EKG przedstawia falę Pardee'go?

A. Zapis 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zapis 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zapis 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zapis 3
Ilustracja do odpowiedzi D
W tym zadaniu łatwo dać się złapać na sam kształt zespołu QRS albo wysokość załamka R, a to nie jest najważniejsze. Fala Pardee’go nie polega na „dziwnie wyglądającym QRS”, tylko na charakterystycznym uniesieniu odcinka ST. Kryterium jest położenie odcinka ST względem linii izoelektrycznej i jego kształt. W trzech pozostałych zapisach odcinek ST albo jest prawidłowy, albo ma tylko niewielkie odchylenia, które częściej wiążą się z innymi stanami niż ostry zawał z uniesieniem ST. Typowym błędem jest skupianie się na tym, że jakiś załamek jest głęboki, QRS jest wąski lub szeroki, albo że załamek T jest „dziwny”. To oczywiście są ważne obserwacje, ale dla fali Pardee’go podstawą jest wyraźne, kopulaste uniesienie ST, które praktycznie zlewa się z załamkiem T. W zapisach, które nie są poprawną odpowiedzią, punkt J znajduje się blisko linii izoelektrycznej, a ST albo jest poziomy, albo tylko lekko odchylony – takie zmiany można widzieć np. przy przeciążeniu komór, zaburzeniach elektrolitowych czy zmianach nieswoistych. Z mojego doświadczenia największy problem mają osoby uczące się EKG z rozróżnieniem: „wysoki R i normalny ST” kontra „wysoki R i uniesiony ST”. W codziennej praktyce technik powinien zawsze ocenić: gdzie jest linia izoelektryczna (najlepiej w odcinku TP lub PR), gdzie zaczyna się punkt J i ile kratek w pionie dzieli ST od tej linii. Dopiero na tej podstawie można mówić o fali Pardee’go. Pamiętanie o tej sekwencji oceny pozwala uniknąć zarówno nadrozpoznawania zawału, jak i groźnego przeoczenia prawdziwego STEMI, co jest absolutnie kluczowe w pracy z EKG.