Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 12 sierpnia 2026 09:03
  • Data zakończenia: 12 sierpnia 2026 09:17

Egzamin zdany!

Wynik: 37/40 punktów (92,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Wskaż osłonę radiologiczną, która jest stosowana w pracowniach radiodiagnostyki stomatologicznej.

A. Osłona 4
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Osłona 3
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Osłona 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Osłona 1
Ilustracja do odpowiedzi D
W radiodiagnostyce stomatologicznej wybór właściwej osłony nie jest kwestią dowolną czy wygody, tylko bardzo konkretnych wymogów ochrony radiologicznej. Typowym błędem jest myślenie, że „byle jaka” osłona ołowiowa będzie dobra, skoro przecież wszystkie wyglądają podobnie i zawierają materiał osłonowy. Tymczasem poszczególne konstrukcje fartuchów są projektowane pod konkretne zastosowania: inne do fluoroskopii, inne na salę operacyjną, jeszcze inne do badań przyłóżkowych czy dla personelu pomocniczego. W stomatologii chodzi głównie o ochronę pacjenta, który stoi lub siedzi blisko głowicy aparatu, a wiązka pierwotna jest stosunkowo wąska, ale rozproszenie z czaszki i kręgosłupa szyjnego może docierać do całego tułowia. Dlatego stosuje się fartuchy o odpowiednio dobranej długości i szerokości, często z ochroną przodu i tyłu, a nie np. wąskie osłony segmentowe czy fartuchy jednostronne, które bardziej pasują do specyficznych procedur zabiegowych. Kolejny częsty błąd myślowy polega na sugerowaniu się wyłącznie wygodą lub estetyką – osłona, która wygląda na „lżejszą” czy „poręczną”, nie zawsze zapewni właściwy równoważnik ołowiu tam, gdzie jest on potrzebny. Z punktu widzenia fizyki promieniowania ważne jest, żeby osłona pokrywała możliwie największy obszar wrażliwych tkanek, bez zbędnych przerw i szczelin, bo to właśnie przez takie luki przechodzi promieniowanie rozproszone. W praktyce egzaminacyjnej rodzi to pułapkę: zdający często wybiera osłony, które kojarzą się im z innymi dziedzinami radiologii (np. długie fartuchy zabiegowe lub nietypowe narzutki na ramię), zamiast skojarzyć klasyczny fartuch stomatologiczny używany niemal w każdym gabinecie dentystycznym. Z mojego doświadczenia dobrze jest zapamiętać, że w stomatologii standardem jest stosunkowo prosty, pełny fartuch z równoważnikiem ołowiu dostosowanym do energii wiązki z aparatów stomatologicznych, a konstrukcje bardziej „udziwnione” zazwyczaj służą innym procedurom i nie będą traktowane jako prawidłowa odpowiedź w tego typu pytaniach.

Pytanie 2

Pracownia radioterapii z przyspieszaczem liniowym jest obszarem

A. kontrolowanym.
B. izolowanym.
C. ograniczonym.
D. nadzorowanym.
W radioterapii z użyciem przyspieszacza liniowego łatwo pomylić pojęcia związane z klasyfikacją stref pracy z promieniowaniem, bo nazwy brzmią podobnie, a w praktyce klinicznej używa się ich czasem trochę „na skróty”. Warto to sobie dobrze poukładać, bo od tego zależy poprawne projektowanie osłon, organizacja pracy i bezpieczeństwo personelu oraz pacjentów. Określenie „obszar izolowany” nie jest standardowym terminem w ochronie radiologicznej. Kojarzy się raczej z izolacją epidemiologiczną, pomieszczeniami sterylnymi czy strefami o kontrolowanej czystości mikrobiologicznej. W pracowni z przyspieszaczem liniowym najważniejsze jest nie odizolowanie kogokolwiek „od świata”, ale takie zaprojektowanie osłon betonowych, ołowianych, drzwi i przepustów technicznych, żeby promieniowanie rozproszone i przenikliwe nie wychodziło poza dopuszczalne poziomy dawek. Z mojego doświadczenia używanie pojęcia „izolowany” w kontekście promieniowania tylko zaciemnia obraz i nie pomaga w zrozumieniu wymogów prawnych. Pojęcie „obszar ograniczony” też bywa mylące. Każda pracownia radioterapii ma w pewnym sensie ograniczony dostęp, bo nie wpuszcza się tam osób z ulicy, ale w przepisach ochrony radiologicznej kluczowe są pojęcia „nadzorowany” i „kontrolowany”. Sam fakt, że trzeba zapukać do drzwi albo mieć przepustkę, nie definiuje jeszcze kategorii radiologicznej. Liczy się poziom możliwego narażenia, wyniki obliczeń osłonnych, częstość przebywania osób w danym miejscu i wyniki pomiarów dozymetrycznych. Częsty błąd polega też na automatycznym zakładaniu, że skoro w danym miejscu stoi przyspieszacz liniowy, to musi to być obszar kontrolowany. Tymczasem obszar kontrolowany zarezerwowany jest zwykle dla stref, gdzie potencjalne dawki mogą być wyższe i wymagają zaostrzonego reżimu: ścisłej kontroli wejść, obowiązkowego stosowania indywidualnych środków ochrony, rygorystycznej ewidencji dawek, szczególnych procedur pracy. Dobrze zaprojektowany bunkier akceleratora, z prawidłowo dobraną grubością osłon i odpowiednim układem pomieszczeń, bardzo często kwalifikuje się jako obszar nadzorowany, bo dawki poza polem napromieniania i za ścianami są już stosunkowo niskie. Typowym błędem myślowym jest skupianie się na samym fakcie obecności źródła promieniowania, a nie na realnych poziomach narażenia, które wynika z mocy dawki, czasu pracy urządzenia, odległości i skuteczności osłon. Dlatego w radioterapii mówi się, że kluczowe jest nie tylko urządzenie, ale cały system ochrony radiologicznej: projekt, pomiary odbiorcze, okresowa kontrola, aktualizacja oceny ryzyka. Właściwa klasyfikacja jako obszar nadzorowany pomaga dobrać adekwatne procedury i nie przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę – ani nie bagatelizować zagrożenia, ani nie wprowadzać nieuzasadnionych ograniczeń, które utrudniają normalną pracę zespołu.

Pytanie 3

Na schemacie oznaczono

Ilustracja do pytania
A. odstęp RR
B. zespół QRS
C. odstęp PP
D. zespół QS
Na schemacie strzałka obejmuje odległość między wierzchołkami dwóch kolejnych załamków R, czyli właśnie odstęp RR. W zapisie EKG to podstawowy parametr służący do oceny częstości i regularności rytmu serca. Mierzymy go od szczytu jednego załamka R do szczytu następnego załamka R w tym samym odprowadzeniu. Na standardowym papierze EKG (prędkość 25 mm/s) 1 mała kratka to 0,04 s, a 1 duża kratka 0,20 s. Dzięki temu z odstępu RR można bardzo szybko wyliczyć częstość pracy serca: 300 podzielone przez liczbę dużych kratek między załamkami R daje orientacyjną wartość tętna w uderzeniach na minutę. W praktyce, w pracowni diagnostyki elektromedycznej, technik bardzo często patrzy właśnie na regularność odstępów RR, żeby odróżnić rytm zatokowy od arytmii, np. migotania przedsionków, gdzie odstępy RR są wyraźnie nieregularne. Moim zdaniem to jedna z pierwszych rzeczy, które warto sobie „wyrobić w oku” przy oglądaniu EKG – równiutkie, powtarzalne odstępy RR zwykle sugerują uporządkowany rytm. W monitorach kardiologicznych, holterach czy defibrylatorach automatycznych algorytmy komputerowe też bazują w dużej mierze na analizie kolejnych odstępów RR, żeby wykrywać tachykardię, bradykardię czy pauzy. Dobre nawyki: zawsze mierz RR na kilku cyklach, w różnych fragmentach zapisu, bo lokalne artefakty albo pojedyncze pobudzenia dodatkowe mogą łatwo zafałszować ocenę, jeśli spojrzy się tylko na jedno miejsce.

Pytanie 4

W systemie międzynarodowym czwarty górny ząb mleczny po stronie prawej oznacza się symbolem

A. 54
B. 24
C. 14
D. 84
Prawidłowa odpowiedź 54 wynika z zasad międzynarodowego systemu oznaczania zębów mlecznych (system FDI/ISO 3950). W uzębieniu mlecznym pierwszy numer oznacza ćwiartkę łuku zębowego, a drugi konkretny ząb w tej ćwiartce, liczony od linii pośrodkowej. Dla zębów mlecznych ćwiartki oznaczamy cyframi 5–8: 5 – górny prawy, 6 – górny lewy, 7 – dolny lewy, 8 – dolny prawy. Skoro pytanie dotyczy czwartego górnego zęba mlecznego po stronie prawej, to: górny prawy łuk mleczny to ćwiartka „5”, a czwarty ząb mleczny w tej ćwiartce ma numer „4”. Razem daje to symbol 54. W praktyce jest to drugi trzonowiec mleczny w szczęce po stronie prawej. W gabinecie stomatologicznym takie oznaczenie stosuje się w kartach pacjenta, opisach zdjęć RTG, przy planowaniu leczenia zachowawczego czy protetycznego. Moim zdaniem warto od razu kojarzyć: 51–52–53–54–55 to komplet mlecznych zębów w górnej prawej ćwiartce, od siekacza przyśrodkowego do drugiego trzonowca. W diagnostyce radiologicznej poprawne oznaczenie ma duże znaczenie, bo pozwala uniknąć pomyłek, np. przy opisie próchnicy, zawiązków zębów stałych czy przy kwalifikacji do ekstrakcji. W standardach FDI przyjmuje się, że ten system jest uniwersalny, dlatego dobrze go mieć „w ręku”, bo jest stosowany w dokumentacji międzynarodowej, w programach komputerowych (PACS, systemy stomatologiczne) i w wymianie danych między placówkami.

Pytanie 5

Zgodnie ze standardami do wykonania zdjęcia bocznego czaszki, należy zastosować kasetę o wymiarze

A. 18 × 24 cm i ułożyć poprzecznie.
B. 18 × 24 cm i ułożyć podłużnie.
C. 24 × 30 cm i ułożyć podłużnie.
D. 24 × 30 cm i ułożyć poprzecznie.
Prawidłowo – w projekcji bocznej czaszki standardowo stosuje się kasetę 24 × 30 cm ułożoną poprzecznie. Wynika to z bardzo prostego, ale ważnego powodu: trzeba objąć cały obrys czaszki w projekcji bocznej, razem z kością potyliczną, czołową i częściowo twarzoczaszką, a jednocześnie zachować odpowiedni margines bezpieczeństwa, żeby nic nie „uciekło” poza pole obrazowania. Format 24 × 30 cm daje po prostu wygodny zapas pola na długość czaszki i na ewentualne lekkie błędy w pozycjonowaniu pacjenta. Ułożenie poprzeczne (czyli dłuższy bok w osi przednio–tylnej stołu lub statywu) lepiej dopasowuje się do kształtu głowy w pozycji bocznej. Dzięki temu nie trzeba kombinować z odległością ognisko–film ani z przesadnym zbliżaniem głowy do krawędzi kasety. W praktyce technik ma wtedy większy komfort ustawienia pacjenta, łatwiej jest też zachować prostopadłość promienia centralnego do płaszczyzny strzałkowej i uniknąć obcięcia kości potylicznej. W większości pracowni radiologicznych przyjmuje się właśnie taki standard: czaszka boczna – kaseta 24 × 30 cm, układ poprzeczny, głowa możliwie blisko kasety, linia między otworem słuchowym a kątem oczodołu w poziomie. Moim zdaniem, jak się to raz zapamięta i powiąże z anatomią (długość czaszki w projekcji bocznej), to potem praktycznie nie ma pomyłek przy doborze formatu. Dodatkowo ten format dobrze współgra z typową odległością ognisko–detektor (około 100–115 cm) i pozwala uzyskać czytelne, diagnostyczne odwzorowanie struktur kostnych podstawy czaszki, siodła tureckiego, piramid kości skroniowych i zatok, bez zbędnego powiększenia geometrycznego.

Pytanie 6

Jak oznacza się w radioterapii obszar tkanek zawierający GTV i mikrorozsiewy w fazie niewykrywalnej klinicznie?

A. TV
B. CTV
C. PTV
D. IV
Prawidłowo wskazany CTV (Clinical Target Volume) to w radioterapii absolutna podstawa poprawnego planowania leczenia. CTV oznacza objętość tkanek, która obejmuje GTV (Gross Tumor Volume – czyli makroskopowo widoczną masę guza w badaniach obrazowych lub klinicznie) oraz obszar mikrorozsiewu nowotworu, który jest jeszcze niewidoczny w TK, MR czy PET, ale wiemy z badań i wytycznych, że statystycznie tam bywa. Czyli mówiąc po ludzku: CTV = guz + to, co już najpewniej „rozpełzło się” mikroskopowo wokół niego. W praktyce lekarz radioterapeuta, często razem z fizykiem medycznym i radiologiem, najpierw wyznacza GTV na obrazie TK/MR, a potem na podstawie zaleceń (np. wytyczne ESTRO, ICRU, lokalne protokoły) dodaje margines na mikrorozsiewy i otrzymuje właśnie CTV. Ten margines nie jest przypadkowy – zależy od typu nowotworu, stopnia złośliwości, lokalizacji anatomicznej, a także sposobu szerzenia się choroby. Na przykład w raku głowy i szyi CTV obejmuje nie tylko sam guz, ale też całe grupy węzłów chłonnych, które z dużym prawdopodobieństwem mogą być zajęte mikroskopowo. W raku prostaty CTV może obejmować samą prostatę i pęcherzyki nasienne w zależności od zaawansowania. Warto też pamiętać, że dopiero z CTV tworzy się PTV (Planning Target Volume), czyli objętość planistyczną uwzględniającą dodatkowy margines na błędy ustawienia pacjenta, ruchy narządów, niepewności układu napromieniającego. Moim zdaniem dobrze jest to sobie ułożyć w głowie jako logiczny ciąg: GTV – to, co widzę; CTV – to, co widzę + to, czego nie widzę, ale rozsądnie zakładam; PTV – CTV + margines bezpieczeństwa technicznego. Dzięki temu łatwiej potem rozumieć, skąd się biorą różnice między konturami na planie leczenia i dlaczego nie można tak po prostu „przyciąć” objętości, żeby oszczędzić zdrowe tkanki, bo ryzykowalibyśmy niedoleczenie mikrorozsiewu właśnie w CTV.

Pytanie 7

Która składowa prawidłowej krzywej EKG odpowiada powolnej repolaryzacji komór mięśnia sercowego?

A. Odcinek ST
B. Załamek P
C. Odcinek TP
D. Załamek Q
Prawidłowo wskazany odcinek ST odpowiada fazie powolnej repolaryzacji komór, czyli tzw. fazie plateau potencjału czynnościowego kardiomiocytów. W klasycznej fizjologii błony komórkowej serca jest to głównie faza 2 potencjału czynnościowego komórek roboczych mięśnia komór. W tym czasie do wnętrza komór napływają wolne kanały wapniowe typu L (Ca2+), a jednocześnie część jonów potasu (K+) wypływa na zewnątrz. Bilans tych prądów powoduje, że napięcie błonowe utrzymuje się przez pewien czas na w miarę stałym poziomie – właśnie to plateau odzwierciedla się na EKG jako odcinek ST, który w warunkach prawidłowych jest izoelektryczny, czyli leży na linii izoelektrycznej.
W praktyce technika EKG bardzo mocno opiera się na ocenie odcinka ST. W standardach interpretacji (np. zalecenia ESC/ACC) analiza uniesienia lub obniżenia ST jest kluczowa w rozpoznawaniu ostrego zespołu wieńcowego z uniesieniem odcinka ST (STEMI) albo niedokrwienia podwsierdziowego. Dla technika wykonującego badanie to oznacza, że trzeba bardzo pilnować jakości zapisu: dobra przyczepność elektrod, minimalizacja artefaktów mięśniowych, właściwa filtracja. Z mojego doświadczenia, jeśli odcinek ST „pływa” przez złe uziemienie czy ruch pacjenta, lekarz może mieć realny problem z oceną, czy to prawdziwe uniesienie, czy tylko artefakt.
Warto też pamiętać, że odcinek ST analizujemy zawsze w kontekście całej krzywej – końcówki zespołu QRS i początku załamka T. Wzorzec jest taki: QRS odpowiada depolaryzacji komór, potem odcinek ST – faza powolnej repolaryzacji, a załamek T – szybsza, końcowa repolaryzacja komór. Umiejętność świadomego powiązania tych elementów z fizjologią błony komórkowej bardzo pomaga w praktycznej interpretacji zapisu i w szybkim wychwytywaniu patologii, szczególnie w dyżurach SOR czy w pracowniach diagnostyki nieinwazyjnej.

Pytanie 8

Na rentgenogramie uwidoczniono badanie

Ilustracja do pytania
A. angiografii nerkowej.
B. urografii TK.
C. angiografii nerkowej TK.
D. urografii.
Na zdjęciu widzimy klasyczną urografię, czyli badanie RTG układu moczowego po dożylnym podaniu środka cieniującego. Świadczy o tym kilka charakterystycznych cech obrazu. Po pierwsze – projekcja jest typowo przeglądowa AP jamy brzusznej i miednicy, bez warstwowania, bez rekonstrukcji 3D, bez typowego „przekrojowego” wyglądu jak w tomografii komputerowej. Widzimy zarys kręgosłupa lędźwiowego, talerzy biodrowych i – co najważniejsze – wyraźnie zakontrastowane kielichy nerkowe, miedniczki nerkowe oraz moczowody schodzące do pęcherza wypełnionego kontrastem. To jest dokładnie obraz fazy wydzielniczej urografii dożylnej. W angiografii nerkowej środek cieniujący wypełniałby tętnice nerkowe i ich gałęzie, byłby widoczny typowy „drzewkowaty” obraz naczyń, a nie układ kielichowo‑miedniczkowy. Dodatkowo angiografia wymagałaby cewnika w tętnicy (zwykle udowej), a obraz skupiałby się na naczyniach, nie na zarysie moczowodów czy pęcherza. W urografii TK natomiast mielibyśmy serię przekrojów poprzecznych (axial), ewentualnie rekonstrukcje MPR, a nie pojedynczą płaską kliszę. Moim zdaniem to jest bardzo typowy przykład, jaki można spotkać w podręcznikach – klasyczny obraz kontrastowego wypełnienia całego górnego i dolnego odcinka dróg moczowych. W praktyce klinicznej taka urografia służy do oceny drożności moczowodów, wykrywania kamieni, wad wrodzonych, poszerzeń układu kielichowo‑miedniczkowego czy oceny pęcherza. Choć dziś częściej używa się urografii TK, to rozpoznawanie klasycznego badania RTG nadal jest ważne, bo takie zdjęcia wciąż pojawiają się w dokumentacji i na egzaminach.

Pytanie 9

Na zamieszczonym obrazie TK strzałką zaznaczono zatokę

Ilustracja do pytania
A. czołową w przekroju strzałkowym.
B. szczękową w przekroju strzałkowym.
C. czołową w przekroju czołowym.
D. szczękową w przekroju czołowym.
Na obrazie TK widzisz klasyczny przekrój czołowy (koronalny) przez okolice zatok przynosowych. Świadczy o tym układ struktur: symetrycznie położone oczodoły po obu stronach, przegroda nosa biegnąca pionowo pośrodku oraz charakterystyczny kształt małżowin nosowych. Strzałka wskazuje dużą, powietrzną jamę położoną bocznie i nieco poniżej jamy nosowej – to właśnie zatoka szczękowa. Zatoki czołowe leżałyby znacznie wyżej, nad oczodołami, w obrębie kości czołowej, a tutaj ich po prostu nie widać. W praktyce technik i lekarz radiolog muszą bardzo dobrze rozpoznawać takie przekroje, bo od poprawnej identyfikacji zależy opis zmian zapalnych, torbieli, polipów czy poziomów płynu. W badaniach TK zatok standardem jest wykonywanie serii przekrojów koronalnych, bo najlepiej pokazują drożność kompleksu ujściowo-przewodowego i relacje między zatoką szczękową a jamą nosową. Moim zdaniem warto się „oswoić” z obrazem tej zatoki: położenie bocznie od jamy nosowej, cienka kostna ściana dolna sąsiadująca z korzeniami zębów trzonowych i przedtrzonowych, przyśrodkowa ściana granicząca z małżowinami nosowymi. W praktyce laryngologicznej i stomatologicznej to ma duże znaczenie – np. przy planowaniu podniesienia dna zatoki, implantów czy ocenie powikłań zapaleń okołowierzchołkowych. Dobre rozpoznanie, że jest to zatoka szczękowa w przekroju czołowym, jest więc zgodne z typowym standardem interpretacji badań TK zatok i pokazuje, że prawidłowo orientujesz się w anatomii w obrazowaniu.

Pytanie 10

W scyntygrafii perfuzyjnej płuc pacjentowi podawany jest radioizotop

A. ⁹⁹ᵐTc wziewnie.
B. ¹²³I wziewnie.
C. ¹²³I dożylnie.
D. ⁹⁹ᵐTc dożylnie.
W scyntygrafii perfuzyjnej płuc standardowo podaje się pacjentowi radiofarmaceutyk z technetem-99m (99mTc) dożylnie. Jest to zwykle makroagregat albuminy ludzkiej znakowany 99mTc (tzw. 99mTc-MAA). Po podaniu do żyły preparat wraz z krwią dociera do krążenia płucnego i zatrzymuje się w małych naczyniach włosowatych płuc, proporcjonalnie do przepływu krwi. Dzięki temu uzyskujemy obraz perfuzji, czyli ukrwienia poszczególnych obszarów płuc. To właśnie ten mechanizm jest kluczowy przy podejrzeniu zatorowości płucnej – widzimy ubytki perfuzji w segmentach, do których nie dopływa krew z powodu zatoru. 99mTc jest izotopem idealnym do takich badań, bo ma krótki okres półtrwania (ok. 6 godzin), emituje głównie promieniowanie gamma o energii odpowiedniej dla gammakamery i daje stosunkowo niską dawkę dla pacjenta. Podanie dożylne jest też technicznie proste i dobrze powtarzalne, co ma znaczenie w codziennej pracy w medycynie nuklearnej. W praktyce klinicznej często łączy się scyntygrafię perfuzyjną z wentylacyjną (badanie V/Q), gdzie perfuzję oceniamy właśnie po dożylnym 99mTc-MAA, a wentylację po podaniu wziewnym innego preparatu (np. aerozolu 99mTc lub gazu szlachetnego). Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: perfuzja = droga naczyniowa = podanie dożylne. To bardzo pomaga w szybkim kojarzeniu protokołów badań przy pracy na pracowni medycyny nuklearnej i w komunikacji z lekarzem kierującym na badanie.

Pytanie 11

Który program wtórnej rekonstrukcji obrazów TK pozwala na odwzorowanie wnętrza jelita grubego, tchawicy i oskrzeli?

A. Prezentacja trójwymiarowa 3D.
B. Wirtualna endoskopia VE.
C. Rekonstrukcja wielopłaszczyznowa MPR.
D. Projekcja maksymalnej intensywności MIP.
Poprawnie wskazana została wirtualna endoskopia (VE). To właśnie ten typ wtórnej rekonstrukcji obrazów TK umożliwia komputerowe „wejście” do światła narządów jamistych, takich jak jelito grube, tchawica czy oskrzela. Algorytm wykorzystuje bardzo cienkie warstwy TK (zwykle 0,5–1,25 mm), a następnie tworzy trójwymiarowy model światła przewodu, po którym można się poruszać jak przy klasycznej endoskopii. Różnica jest taka, że nie wprowadzamy żadnego endoskopu do pacjenta – wszystko dzieje się na konsoli stacji opisowej. W praktyce klinicznej stosuje się to np. w TK kolonografii (tzw. wirtualna kolonoskopia) do wykrywania polipów i guzów jelita grubego, szczególnie u pacjentów, którzy nie mogą mieć wykonanej klasycznej kolonoskopii. Podobnie wirtualna bronchoskopia z TK pozwala ocenić zwężenia, guzy i ucisk z zewnątrz w obrębie tchawicy i oskrzeli, co jest bardzo pomocne przy planowaniu zabiegów torakochirurgicznych czy bronchologicznych. Moim zdaniem ważne jest też to, że VE pozwala zobaczyć zmiany „zza zakrętu”, które na zwykłych obrazach osiowych mogą być łatwe do przeoczenia, a endoskopem czasem trudno tam dotrzeć. Dobre praktyki mówią, żeby VE zawsze interpretować razem z klasycznymi przekrojami TK (MPR), bo sama wirtualna endoskopia może czasem zniekształcać obraz, np. przy obecności zalegającego płynu, stolca czy artefaktów ruchowych. Warto też pamiętać, że VE nie zastępuje całkowicie klasycznej endoskopii – nie pozwala na pobranie wycinków ani wykonanie zabiegów, ale świetnie sprawdza się jako narzędzie przesiewowe i planistyczne. W codziennej pracy technika elektroradiologii kluczowe jest prawidłowe wykonanie badania TK (cienkie warstwy, odpowiednie okna rekonstrukcji), bo od jakości danych wejściowych zależy jakość wirtualnej endoskopii.

Pytanie 12

Jak oznacza się w systemie międzynarodowym czwarty górny ząb mleczny po stronie prawej?

A. 84
B. 14
C. 24
D. 54
Prawidłowe oznaczenie czwartgo górnego zęba mlecznego po stronie prawej w systemie międzynarodowym (FDI) to 54. Ten system, nazywany też systemem dwucyfrowym, jest standardem przyjętym przez FDI World Dental Federation i stosowany praktycznie wszędzie w nowoczesnej stomatologii, także w opisach radiogramów. Pierwsza cyfra oznacza ćwiartkę łuku zębowego, a druga – pozycję zęba liczoną od linii pośrodkowej. Dla uzębienia mlecznego używa się cyfr 5–8 dla ćwiartek: 5 – górna prawa, 6 – górna lewa, 7 – dolna lewa, 8 – dolna prawa. W tej logice ząb 54 to: „5” – kwadrant górny prawy w uzębieniu mlecznym oraz „4” – czwarty ząb od środka, czyli czwarty ząb mleczny w tym kwadrancie. W praktyce, gdy opisujesz zdjęcie pantomograficzne albo skrzydłowo-zgryzowe u dziecka, wpisujesz właśnie takie oznaczenia: np. próchnica na powierzchni żującej 54, brak zawiązka 15, resorpcja korzenia 54 widoczna w RTG – i każdy stomatolog na świecie wie o jaki ząb chodzi. Moim zdaniem warto od razu wyrobić sobie nawyk rozróżniania: cyfry 1–4 w pierwszej pozycji to zawsze zęby stałe, a 5–8 – mleczne. To bardzo ułatwia czytanie dokumentacji, kart pacjenta i opisów badań obrazowych. W diagnostyce radiologicznej bez poprawnego oznaczenia zębów łatwo pomylić stronę lub ząb, co później może skutkować np. leczeniem niewłaściwego zęba, dlatego standard FDI jest traktowany jako dobra praktyka i wręcz obowiązkowy element profesjonalnego opisu.

Pytanie 13

Rak drobnokomórkowy i rak niedrobnokomórkowy to postacie organiczne nowotworów złośliwych

A. płuc.
B. tarczycy.
C. piersi.
D. prostaty.
Rak drobnokomórkowy i rak niedrobnokomórkowy to klasyczny, wręcz podręcznikowy podział raka płuca. W praktyce klinicznej, w opisie histopatologicznym i w dokumentacji onkologicznej bardzo często zobaczysz właśnie takie sformułowanie: „rak płuca drobnokomórkowy (SCLC)” lub „rak płuca niedrobnokomórkowy (NSCLC)”. Ten podział jest kluczowy, bo obie grupy różnią się przebiegiem choroby, rokowaniem, a przede wszystkim wyborem leczenia. Rak drobnokomórkowy rośnie szybko, wcześnie daje przerzuty i zwykle jest bardzo wrażliwy na chemioterapię i radioterapię, ale niestety też często szybko nawraca. Rak niedrobnokomórkowy to cała grupa nowotworów: gruczołowy, płaskonabłonkowy, wielkokomórkowy. Dla nich podstawową metodą leczenia we wczesnych stadiach jest chirurgia (resekcja płuca lub płata), a radioterapia i chemioterapia są stosowane jako leczenie uzupełniające lub paliatywne.
W diagnostyce obrazowej, szczególnie w RTG i TK klatki piersiowej, technik i lekarz muszą mieć z tyłu głowy, że każdy podejrzany guzek lub naciek w płucu może być jednym z tych typów raka. Moim zdaniem warto od razu kojarzyć: guz płuca + opis hist-pat = myślimy, czy to SCLC czy NSCLC, bo od tego zależy np. planowanie pola napromieniania, dobór protokołu TK z kontrastem, kwalifikacja do PET-CT. W dobrych praktykach klinicznych zawsze dąży się do potwierdzenia rozpoznania biopsją (bronchoskopia, biopsja przezskórna pod kontrolą TK), a dopiero potem planuje leczenie onkologiczne. Ten podział nie dotyczy piersi, prostaty ani tarczycy – tam obowiązują zupełnie inne klasyfikacje histologiczne, więc prawidłowe skojarzenie go wyłącznie z rakiem płuca jest bardzo ważne w codziennej pracy z opisami badań obrazowych i dokumentacją onkologiczną.

Pytanie 14

Warstwa półchłonna (WP) jest wyrażona w mm Cu dla

A. diagnostyki radiologicznej.
B. medycyny nuklearnej.
C. terapii megawoltowej.
D. terapii ortowoltowej.
Prawidłowo – warstwa półchłonna (WP, HVL – half value layer) wyrażona w milimetrach miedzi jest klasycznym parametrem opisu jakości wiązki w terapii ortowoltowej, czyli dla promieniowania X w zakresie mniej więcej 100–300 kV. W tym przedziale energii miedź jest standardowym materiałem filtracyjnym i referencyjnym, bo jej liczba atomowa i gęstość dobrze „pasują” do charakteru wiązki ortowoltowej. Dzięki temu łatwo porównać twardość (penetracyjność) różnych aparatów i ustawień napięcia. W praktyce wygląda to tak, że do wiązki terapeutycznej stopniowo wsuwa się kolejne płytki Cu i mierzy spadek dawki lub mocy dawki. Grubość miedzi, przy której dawka spada do 50% wartości początkowej, to właśnie WP w mm Cu. Im większa WP, tym wiązka jest twardsza, bardziej przenikliwa i mniej pochłaniana w tkankach powierzchownych. W ortowolcie używa się tego do kontroli jakości aparatu, do doboru filtracji dodatkowej i do klasyfikacji wiązek zgodnie z rekomendacjami towarzystw fizyki medycznej oraz normami producentów. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w ortowolcie „myśli się” w mm Cu, natomiast w diagnostyce klasycznej raczej w mm Al, a w megawolcie operuje się już innymi parametrami (np. PDD, TPR, TMR). W codziennej pracy technika czy fizyka medycznego znajomość WP w mm Cu pomaga szybko ocenić, czy wiązka ma odpowiednie własności do leczenia zmian powierzchownych, np. guzów skóry, bliznowców, zmian w obrębie jamy ustnej.

Pytanie 15

Na obrazie RM nadgarstka lewego strzałką oznaczono kość

Ilustracja do pytania
A. łódeczkowatą.
B. główkowatą.
C. księżycowatą.
D. haczykowatą.
Na obrazie MR w projekcji czołowej strzałka faktycznie wskazuje kość księżycowatą. W typowym ułożeniu anatomicznym kość księżycowata leży w szeregu bliższym nadgarstka, pomiędzy kością łódeczkowatą (bocznie, czyli od strony promieniowej) a trójgraniastą (przyśrodkowo, od strony łokciowej). Na MRI dobrze widać jej charakterystyczny kształt – trochę jak wycinek owalu – oraz położenie centralnie nad panewką stawu promieniowo–nadgarstkowego. To właśnie ta centralna pozycja jest, moim zdaniem, kluczowa przy szybkim rozpoznawaniu jej na przekrojach czołowych i strzałkowych. W praktyce klinicznej prawidłowa identyfikacja kości księżycowatej ma duże znaczenie, bo jest to kość szczególnie narażona na martwicę jałową (choroba Kienböcka) oraz na niestabilności nadgarstka związane z uszkodzeniem więzadła łódeczkowo‑księżycowatego. W standardowej ocenie MR nadgarstka radiolog zawsze opisuje kształt, sygnał szpiku i ciągłość warstwy podchrzęstnej tej kości oraz relacje do kości łódeczkowatej i trójgraniastej. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią, żeby oceniać kości nadgarstka „po kolei w pierścieniu”, a nie skakać wzrokiem po obrazie – wtedy łatwiej uniknąć pomyłek między kością łódeczkowatą a księżycowatą. W sekwencjach T1 kość księżycowata ma jednorodny sygnał szpiku tłuszczowego, natomiast w STIR lub T2 z saturacją tłuszczu jej obrzęk od razu rzuca się w oczy jako jasny obszar w centrum nadgarstka. Na sali zabiegowej, przy planowaniu artroskopii czy zabiegów rekonstrukcyjnych, ortopedzi opierają się właśnie na takim dokładnym, opisowym rozpoznaniu topografii kości księżycowatej w MRI.

Pytanie 16

W zapisie EKG linia izoelektryczna obrazuje

A. polaryzację.
B. repolaryzację przedsionków.
C. depolaryzację komór.
D. depolaryzację przedsionków.
Lina izoelektryczna w zapisie EKG to odcinek, w którym nie rejestruje się żadnej aktywności elektrycznej przekraczającej próg czułości aparatu – serce jest wtedy w stanie spoczynkowej polaryzacji błon komórkowych. Mówiąc prościej: wszystkie włókna mięśnia sercowego są mniej więcej w tym samym, „wyjściowym” stanie elektrycznym, więc na papierze widzimy prostą linię. Nie zachodzi ani depolaryzacja, ani repolaryzacja, tylko utrzymywanie potencjału spoczynkowego. To właśnie jest polaryzacja. W praktyce dobrze to widać np. w odcinku TP między zespołami QRS – ten fragment przyjmuje się często jako linię izoelektryczną odniesienia do oceny uniesień lub obniżeń odcinka ST. W diagnostyce klinicznej linia izoelektryczna jest kluczowym punktem odniesienia: porównuje się do niej wysokość załamków, ocenia się obniżenia i uniesienia ST, czy odcinek PQ jest izoelektryczny. Z mojego doświadczenia, przy interpretacji EKG zawsze warto najpierw „złapać” sobie tę linię, np. w odprowadzeniach kończynowych, i dopiero na tym tle analizować resztę. W wytycznych kardiologicznych, w tym ESC, przy ocenie zawału z uniesieniem ST (STEMI) wyraźnie podkreśla się, że uniesienie ST ocenia się względem prawidłowej linii izoelektrycznej. Dlatego zrozumienie, że jest to obraz polaryzacji, a nie jakiegoś ukrytego załamka, jest bardzo praktyczne: pomaga uniknąć nadinterpretacji drobnych odchyleń i lepiej ustawić bazową linię w głowie podczas każdej analizy EKG.

Pytanie 17

Kto jest odpowiedzialny za wykonywanie testów podstawowych kontroli jakości gammakamery w Zakładzie Medycyny Nuklearnej?

A. Technik elektroradiolog z inspektorem ochrony radiologicznej.
B. Lekarz radiolog z inspektorem ochrony radiologicznej.
C. Technik elektroradiolog z inżynierem medycznym.
D. Lekarz radiolog z technikiem elektroradiologiem.
Prawidłowo wskazano, że za wykonywanie testów podstawowych kontroli jakości gammakamery odpowiada duet: technik elektroradiolog oraz inżynier medyczny (często jest to również fizyk medyczny, ale organizacyjnie zwykle podchodzi to pod inżynierię medyczną). Wynika to z podziału kompetencji w Zakładzie Medycyny Nuklearnej i z obowiązujących wytycznych dotyczących zapewnienia jakości w diagnostyce izotopowej. Technik elektroradiolog zna procedury kliniczne, obsługę gammakamery, zasady przygotowania pacjenta i wykonywania badań scyntygraficznych. To on w praktyce uruchamia aparat, wykonuje codzienne testy podstawowe, np. jednorodności pola, sprawdzenie energii fotopiku, prostoliniowości, rozdzielczości przestrzennej przy użyciu odpowiednich fantomów. Inżynier medyczny odpowiada natomiast za stronę techniczną i fizyczną systemu: konfigurację detektorów, parametry pracy kolimatorów, oprogramowanie rekonstrukcyjne, serwisowanie aparatu, analizę wyników testów i ich dokumentację. W dobrych zakładach, z mojego doświadczenia, inżynier bardzo pilnuje trendów wyników testów, bo pozwala to wychwycić wczesne pogorszenie parametrów pracy gammakamery, zanim pacjentowe obrazy zaczną być zauważalnie gorsze. Standardy jakości, zarówno krajowe jak i międzynarodowe (np. zalecenia IAEA czy wytyczne EANM), podkreślają, że kontrola jakości w medycynie nuklearnej musi być prowadzona systematycznie, według ustalonych protokołów, z podziałem zadań pomiędzy personel medyczny i techniczny. To nie jest tylko formalność – poprawnie wykonywane testy podstawowe zmniejszają ryzyko błędnej diagnozy, niepotrzebnych powtórek badań, a także ograniczają narażenie pacjentów na zbędną dawkę promieniowania, bo badania są wykonywane prawidłowo już za pierwszym razem. W praktyce oznacza to, że technik i inżynier działają razem: technik robi pomiary, inżynier je ocenia, interpretuje i w razie potrzeby inicjuje serwis lub korektę parametrów urządzenia.

Pytanie 18

Przemiana promieniotwórcza radu w ren opisana wzorem \( {}_{88}^{226}\text{Ra} \to {}_{86}^{222}\text{Rn} + {}_{2}^{4}\text{He} \) jest rozpadem

A. beta plus.
B. gamma.
C. beta minus.
D. alfa.
Rozpad opisany równaniem \( {}_{88}^{226}\text{Ra} \to {}_{86}^{222}\text{Rn} + {}_{2}^{4}\text{He} \) to klasyczny przykład przemiany alfa. Widać to po tym, że z jądra radu „odrywa się” cząstka o liczbie masowej 4 i liczbie atomowej 2, czyli dokładnie jądro helu – to jest właśnie cząstka alfa. Liczba masowa zmniejsza się z 226 do 222 (spadek o 4), a liczba atomowa z 88 do 86 (spadek o 2), co jest typowym wzorcem dla rozpadu alfa. Z fizycznego punktu widzenia jądro ciężkiego pierwiastka, jak rad, pozbywa się nadmiaru energii i „zbyt dużej” liczby nukleonów właśnie przez emisję takiej cząstki.
W medycynie, szczególnie w medycynie nuklearnej i w ochronie radiologicznej, rozumienie tego typu przemian jest bardzo praktyczne. Cząstki alfa mają bardzo mały zasięg w tkankach (rzędu dziesiątek mikrometrów), ale jednocześnie bardzo duże liniowe przekazywanie energii (wysoki LET). To oznacza, że jeśli źródło alfa znajdzie się wewnątrz organizmu, może silnie uszkadzać komórki w bardzo małym obszarze. Dlatego w procedurach, które opisują dobre praktyki ochrony radiologicznej, tak mocno podkreśla się, żeby nie spożywać, nie wdychać i nie zanieczyszczać skóry materiałami emitującymi alfa. Z zewnątrz skóra praktycznie zatrzymuje to promieniowanie, ale wewnętrznie jest ono bardzo niebezpieczne.
Moim zdaniem znajomość rozpadu alfa przydaje się też przy rozumieniu łańcuchów promieniotwórczych, np. szeregu uranowo-radowego. W takich szeregach wielokrotnie pojawiają się kolejne rozpady alfa prowadzące do powstania gazowego radu i radu–222, który z kolei ma znaczenie w ocenie narażenia na radon w budynkach. W standardach oceny ryzyka radiacyjnego i w dokumentacji ochrony radiologicznej zawsze uwzględnia się, czy mamy do czynienia z promieniowaniem alfa, beta czy gamma, bo od tego zależy zarówno sposób ekranowania, jak i metody monitorowania skażeń. W praktyce technika medycznego znajomość tego typu reakcji pomaga lepiej rozumieć opisy źródeł, charakterystyki radioizotopów w kartach katalogowych oraz zalecenia BHP przy pracy z materiałami promieniotwórczymi.

Pytanie 19

Które znaczniki są wykorzystywane w scyntygrafii tarczycy?

A. Mikrosfery albuminowe i jod 131
B. Mikrosfery albuminowe i technet 99m
C. Jod 131 i technet 99m
D. Mikrosfery albuminowe i jod 132
Prawidłowo wskazane znaczniki – jod 131 i technet 99m – to klasyczne i w zasadzie podręcznikowe radioizotopy stosowane w scyntygrafii tarczycy. W praktyce medycyny nuklearnej oba wykorzystuje się do oceny funkcji i budowy gruczołu, ale w trochę innych sytuacjach. Technet 99m (a dokładniej nadtechnecjan Tc‑99m) jest pobierany przez komórki tarczycy podobnie jak jod, ale nie jest przez nie wbudowywany w hormony. Dzięki temu daje szybki, czysty obraz rozmieszczenia czynnego miąższu – świetnie nadaje się do rutynowych badań scyntygraficznych, oceny guzków „zimnych” i „gorących”, kontroli po leczeniu zachowawczym nadczynności. W standardach pracowni medycyny nuklearnej Tc‑99m jest izotopem pierwszego wyboru do typowej scyntygrafii, bo ma krótki okres półtrwania i emituje głównie promieniowanie gamma o energii idealnej dla gammakamery. Jod 131 ma inne zastosowanie: służy głównie do badań jodochwytności, planowania terapii jodem promieniotwórczym oraz do terapii nadczynności i raka tarczycy. Emituje promieniowanie beta (terapeutyczne) i gamma (diagnostyczne), ale z racji wyższej dawki i gorszej jakości obrazowania w nowoczesnych standardach rzadziej używa się go do klasycznej scyntygrafii obrazowej, a bardziej do procedur terapeutyczno‑diagnostycznych. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć: tarczyca = izotopy jodu + Tc‑99m, a nie mikrosfery czy inne radiofarmaceutyki narządowo‑nieswoiste. W praktyce technik medycyny nuklearnej musi wiedzieć, że do scyntygrafii tarczycy przygotowuje się właśnie preparaty jodu promieniotwórczego albo nadtechnecjanu, zgodnie z procedurami, kontrolą jakości radiofarmaceutyku i zasadami ochrony radiologicznej.

Pytanie 20

Ligand stosuje się

A. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący negatywny.
B. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący pozytywny.
C. w medycynie nuklearnej jako nośnik radiofarmaceutyku.
D. w rezonansie magnetycznym jako środek kontrastujący pozytywny.
Prawidłowo – ligand w tym kontekście to związek chemiczny, który wiąże się selektywnie z określonym celem biologicznym, np. receptorem, enzymem czy transporterem, i właśnie w medycynie nuklearnej pełni rolę nośnika radiofarmaceutyku. Mówiąc prościej: ligand „prowadzi za rękę” izotop promieniotwórczy dokładnie tam, gdzie chcemy zobaczyć czynność narządu albo ognisko chorobowe. Radioizotop sam z siebie nie jest wybiórczy, dopiero połączenie go z odpowiednim ligandem tworzy radiofarmaceutyk o określonej tropowości, np. do kości, mięśnia sercowego, guzów neuroendokrynnych czy receptorów dopaminergicznych. W scyntygrafii kości używa się ligandów fosfonianowych znakowanych technetem-99m, które gromadzą się w miejscach wzmożonego metabolizmu kostnego. W scyntygrafii perfuzyjnej serca mamy ligandy lipofilne, które wnikają do kardiomiocytów proporcjonalnie do przepływu krwi. W PET z kolei typowym przykładem jest 18F-FDG, gdzie ligandem jest analog glukozy, a izotopem fluor-18. Z mojego doświadczenia to właśnie zrozumienie roli liganda tłumaczy, czemu dwa różne radiofarmaceutyki z tym samym izotopem mogą mieć zupełnie inne wskazania. Dobre praktyki w medycynie nuklearnej wymagają bardzo świadomego doboru liganda do konkretnego badania: bierzemy pod uwagę farmakokinetykę, specyficzność wiązania, szybkość eliminacji, a także bezpieczeństwo dla pacjenta. W wytycznych EANM czy IAEA wyraźnie podkreśla się, że to właściwości liganda decydują o jakości obrazowania funkcjonalnego, a nie tylko sam izotop. Dlatego poprawne skojarzenie pojęcia „ligand” z nośnikiem radiofarmaceutyku w medycynie nuklearnej jest bardzo istotne i praktycznie przydatne w pracy z gammakamerą czy PET.

Pytanie 21

Który radioizotop stosuje się do badania scyntygraficznego kości?

A. ²⁰¹Tl
B. ⁶⁷Ga
C. ¹²³I
D. ⁹⁹ᵐTc
Prawidłowo wskazany radioizotop to 99mTc, czyli technet-99m. To jest podstawowy znacznik stosowany w scyntygrafii kości praktycznie na całym świecie. W badaniu nie podaje się „gołego” technetu, tylko radiofarmaceutyk – najczęściej 99mTc-MDP lub 99mTc-HDP, czyli związki fosfonianowe, które mają duże powinowactwo do tkanki kostnej, szczególnie tam, gdzie jest wzmożony metabolizm i przebudowa kości. Dzięki temu ogniska zwiększonej aktywności, np. przerzuty nowotworowe, świeże złamania, zapalenia kości, bardzo wyraźnie wychwytują znacznik i dobrze się odcinają na obrazie z gammakamery. 99mTc ma kilka cech, które z praktycznego punktu widzenia są idealne: emituje promieniowanie gamma o energii ok. 140 keV – bardzo dobrze rejestrowane przez gammakamerę, a jednocześnie stosunkowo bezpieczne dla pacjenta; ma krótki okres półtrwania (ok. 6 godzin), co ogranicza dawkę pochłoniętą; można go wygodnie pozyskiwać z generatora 99Mo/99mTc w pracowni medycyny nuklearnej. W standardach pracowni medycyny nuklearnej scyntygrafia kości z 99mTc jest jednym z badań „podstawowych” – wykonuje się ją m.in. u pacjentów onkologicznych w poszukiwaniu przerzutów do kości, przy podejrzeniu jałowej martwicy, w ocenie endoprotez, a także przy niewyjaśnionych bólach kostnych. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: „kości = 99mTc z fosfonianem”, bo to pojawia się często i w praktyce klinicznej, i na egzaminach. Inne izotopy z listy mają swoje zastosowania, ale nie są standardem do scyntygrafii kości.

Pytanie 22

HRCT (high-resolution computed tomography) jest metodą obrazowania TK

A. średniej rozdzielczości.
B. wysokiej rozdzielczości.
C. niskiej rozdzielczości.
D. przeciętnej rozdzielczości.
HRCT to skrót od angielskiego „high-resolution computed tomography”, czyli tomografia komputerowa wysokiej rozdzielczości. Sama nazwa już mówi, jaka jest poprawna odpowiedź: jest to metoda TK zaprojektowana właśnie po to, żeby uzyskać jak najwyższą rozdzielczość przestrzenną obrazu, szczególnie w obrębie miąższu płuc. W praktyce oznacza to, że na obrazach HRCT bardzo dobrze widać drobne struktury anatomiczne, jak przegrody międzyzrazikowe, małe oskrzeliki, drobne zmiany śródmiąższowe. Stosuje się cienkie warstwy (zwykle 0,5–1,5 mm), wysokoczęstotliwościowe filtry rekonstrukcyjne (tzw. filtr „kostny” lub „wysokiej rozdzielczości”) i odpowiednio dobrane parametry ekspozycji. Moim zdaniem warto kojarzyć, że HRCT to nie jest inny typ aparatu, tylko specyficzny protokół badania i rekonstrukcji danych w standardowym tomografie. W zaleceniach towarzystw radiologicznych (np. Fleischner Society, ERS/ESTS) HRCT jest metodą z wyboru w diagnostyce chorób śródmiąższowych płuc, rozedmy, rozstrzeni oskrzeli, oceny zmian po COVID‑19 czy pylic. W codziennej pracy technika elektroradiologii bardzo ważne jest prawidłowe dobranie grubości warstwy, kolimacji, sposobu oddychania pacjenta (zwykle wdech, niekiedy też wydech), a także unikanie zbędnych serii, żeby niepotrzebnie nie zwiększać dawki. Standardem jest rekonstrukcja obrazów w płaszczyznach MPR (np. czołowej i strzałkowej), co jeszcze bardziej wykorzystuje wysoką rozdzielczość danych. Dobrą praktyką jest też dokładne opisanie w protokole badania, że wykonano HRCT klatki piersiowej, bo to od razu kieruje lekarza opisującego na właściwą interpretację obrazu, z uwzględnieniem bardzo drobnych zmian strukturalnych.

Pytanie 23

Który radioizotop jest stosowany w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu?

A. ⁹⁴ᵐTc
B. ⁹⁹ᵐTc
C. ¹²³I
D. ¹³¹I
Prawidłowa odpowiedź to 99mTc, bo jest to podstawowy radioizotop stosowany w medycynie nuklearnej do badań scyntygraficznych, w tym do scyntygrafii perfuzyjnej mózgu. Technet-99m ma kilka bardzo wygodnych cech fizycznych: emituje promieniowanie gamma o energii ok. 140 keV, które jest idealne dla gammakamery, ma krótki okres półtrwania (ok. 6 godzin), dzięki czemu dawka pochłonięta przez pacjenta jest relatywnie niska, a jednocześnie jest czas na wykonanie badania. Z mojego doświadczenia to jest taki „koń roboczy” medycyny nuklearnej – używa się go w sercu, kościach, tarczycy, nerkach i właśnie w mózgu.
W scyntygrafii perfuzyjnej mózgu 99mTc podaje się w postaci odpowiedniego radiofarmaceutyku, najczęściej związków takich jak HMPAO czy ECD. Są to lipofilne kompleksy, które przechodzą przez barierę krew–mózg i zatrzymują się w tkance mózgowej proporcjonalnie do przepływu krwi. Dzięki temu na obrazie z gammakamery widzimy rozkład perfuzji, czyli w praktyce które obszary mózgu są dobrze ukrwione, a które słabiej. Ma to ogromne znaczenie np. w diagnostyce padaczki ogniskowej, zmian niedokrwiennych, otępień, a także w ocenie skutków urazów czaszkowo–mózgowych.
W nowoczesnych pracowniach badania te wykonuje się zwykle w technice SPECT, często łączonej z CT (SPECT/CT), co pozwala na lepszą lokalizację ognisk patologicznych. Standardem dobrej praktyki jest dobór jak najmniejszej aktywności 99mTc, która nadal zapewnia dobrą jakość obrazu, oraz dokładne przygotowanie radiofarmaceutyku zgodnie z procedurami jakościowymi (GMP, kontrola radiochemicznej czystości). Warto też pamiętać, że dzięki właściwościom 99mTc możliwe jest stosunkowo bezpieczne wykonywanie badań nawet u pacjentów wymagających powtórnych ocen perfuzji. Moim zdaniem znajomość roli technetu-99m w perfuzji mózgu to absolutna podstawa dla każdego technika medycyny nuklearnej.

Pytanie 24

Parametr spirometryczny czynnościowa pojemność zalegająca oznaczany jest skrótem

A. RV
B. FRC
C. TLC
D. TV
Prawidłowy skrót dla czynnościowej pojemności zalegającej to FRC, czyli z angielskiego functional residual capacity. Ten parametr opisuje objętość powietrza, która pozostaje w płucach po spokojnym, biernym wydechu – ani wymuszonym, ani maksymalnym, po prostu po zwykłym oddechu. Z technicznego punktu widzenia FRC = RV + ERV, czyli suma objętości zalegającej (residual volume) oraz zapasowej objętości wydechowej (expiratory reserve volume). W spirometrii klasycznej FRC nie jest mierzona bezpośrednio, bo spirometr nie „widzi” powietrza, którego nie można wydmuchać. Do oceny FRC stosuje się więc metody takie jak pletyzmografia całego ciała, metoda rozcieńczenia helu czy metoda wypłukiwania azotu. W praktyce FRC ma duże znaczenie kliniczne – w chorobach obturacyjnych (np. POChP, ciężka astma) FRC zwykle wzrasta z powodu pułapkowania powietrza, a w chorobach restrykcyjnych (np. zwłóknienie płuc, kifoza) spada, bo cała objętość płuc jest zmniejszona. W anestezjologii FRC jest ważna przy planowaniu wentylacji mechanicznej i w pozycjonowaniu pacjenta – np. u osób otyłych FRC mocno maleje w pozycji leżącej, co zwiększa ryzyko niedodmy. Moim zdaniem warto ten skrót naprawdę dobrze zapamiętać, bo FRC często pojawia się w opisach badań spirometrycznych, w interpretacji pletyzmografii i w standardach takich jak zalecenia ATS/ERS dotyczące badań czynnościowych układu oddechowego. Jeżeli rozumiesz, że FRC to „powietrze po zwykłym wydechu”, łatwiej jest później logicznie ogarnąć wszystkie pozostałe objętości i pojemności płucne.

Pytanie 25

Przedstawiony obraz radiologiczny został zarejestrowany podczas badania jelita

Ilustracja do pytania
A. cienkiego po doustnym podaniu środka kontrastującego.
B. grubego po doodbytniczym podaniu środka kontrastującego.
C. cienkiego po doodbytniczym podaniu środka kontrastującego.
D. grubego po doustnym podaniu środka kontrastującego.
Na obrazie widać klasyczną wlewkę doodbytniczą jelita grubego (tzw. badanie kontrastowe jelita grubego z barytem). Środek cieniujący został podany od strony odbytnicy, dlatego kontrast bardzo dokładnie wypełnia światło okrężnicy, odwzorowując jej zarys, haustracje i przebieg. Jelito grube ma charakterystyczny obraz: szerokie światło, wyraźne haustry układające się w takie jakby segmenty, brak typowych dla jelita cienkiego fałdów okrężnych przechodzących przez całe światło. Na zdjęciu widoczny jest zarys okrężnicy wstępującej, poprzecznej, zstępującej i esicy, co jednoznacznie przemawia za jelitem grubym. Po doodbytniczym podaniu kontrastu uzyskujemy tzw. badanie wlewu kontrastowego, które w standardowej praktyce radiologicznej stosuje się głównie do oceny zmian strukturalnych jelita grubego: zwężeń, uchyłków, guzów, nieprawidłowego poszerzenia, zaburzeń zarysów fałdów śluzówki. W technikach zgodnych z dobrymi praktykami (np. zalecenia towarzystw radiologicznych) pacjent jest odpowiednio przygotowany – oczyszczenie jelita, często dieta płynna dzień wcześniej – tak żeby kontrast równomiernie wypełniał światło i nie było artefaktów z zalegających mas kałowych. Moim zdaniem to jedno z badań, na których bardzo dobrze widać różnicę między jelitem cienkim a grubym, co przydaje się potem przy interpretacji tomografii czy badań z podwójnym kontrastem. Warto zapamiętać: jelito grube + baryt podany od dołu = wlew doodbytniczy, taki jak na tym zdjęciu.

Pytanie 26

W radiografii mianem SID określa się

A. odległość między źródłem promieniowania a detektorem obrazu.
B. odległość między obiektem badanym a detektorem obrazu.
C. system automatycznej kontroli ekspozycji.
D. system automatycznej regulacji jasności.
Prawidłowo, w radiografii SID (Source to Image Distance) oznacza odległość między źródłem promieniowania rentgenowskiego a detektorem obrazu, czyli kasetą, przetwornikiem cyfrowym, płytą DR itp. To jest podstawowy parametr geometryczny badania RTG. Moim zdaniem warto go traktować tak samo poważnie, jak kV czy mAs, bo wpływa bezpośrednio na jakość obrazu i dawkę. Im większy SID, tym promieniowanie jest bardziej równoległe, co zmniejsza powiększenie i zniekształcenia obrazu, a poprawia odwzorowanie wymiarów anatomicznych. Standardowo przy zdjęciach klatki piersiowej stosuje się duży SID (np. ok. 180 cm), żeby ograniczyć powiększenie sylwetki serca i uzyskać lepszą ocenę pól płucnych. Przy zdjęciach kończyn często używa się krótszych odległości, np. 100–115 cm, bo łatwiej wtedy uzyskać odpowiednią ekspozycję przy mniejszej dawce. Z mojego doświadczenia w pracowni radiologicznej jednym z typowych błędów jest przypadkowa zmiana SID, np. przy przesuwaniu statywu, bez korekty parametrów ekspozycji. Prowadzi to do prześwietlonych lub niedoświetlonych zdjęć, a czasem do konieczności powtórzenia badania, czyli niepotrzebnego zwiększenia dawki dla pacjenta. Dobre praktyki mówią jasno: dla danej projekcji należy stosować stały, powtarzalny SID, zgodny z protokołem pracowni, a każda zmiana odległości wymaga przeliczenia ekspozycji zgodnie z prawem odwrotności kwadratu odległości. W nowoczesnych aparatach RTG SID jest zwykle wyświetlany na konsoli i warto na to zerkać rutynowo, bo to naprawdę ułatwia utrzymanie stałej jakości badań.

Pytanie 27

Wskazaniem do zastosowania brachyterapii w leczeniu radykalnym jest rak

A. szyjki macicy.
B. jajnika.
C. nerki.
D. jamy ustnej.
Prawidłowo – rak szyjki macicy jest klasycznym i jednym z najważniejszych wskazań do radykalnej brachyterapii. W onkologii radiacyjnej przy raku szyjki macicy standardem jest skojarzenie teleradioterapii (napromienianie z pól zewnętrznych) z brachyterapią wewnątrzjamową, najczęściej z wykorzystaniem aplikatorów typu tandem + ovoidy lub tandem + ring. Dzięki temu można podać bardzo wysoką dawkę promieniowania bezpośrednio do guza i okolicy szyjki przy jednoczesnym oszczędzeniu pęcherza, odbytnicy i jelit. Z mojego doświadczenia to jest jeden z tych nowotworów, gdzie w praktyce klinicznej brachyterapia naprawdę robi ogromną różnicę w kontroli miejscowej choroby. W wytycznych (np. ESTRO, ICRU) podkreśla się, że radykalne leczenie raka szyjki macicy w stopniach od IB2 do IIIB praktycznie zawsze powinno obejmować etap brachyterapii, zwykle po wcześniejszej teleterapii miednicy i często jednoczesnej chemioterapii (cisplatyna). W planowaniu używa się obrazowania TK lub, coraz częściej, MRI do dokładnego wyznaczenia objętości HR-CTV i narządów krytycznych. W praktyce technik czy fizyk medyczny musi dobrze rozumieć geometrię aplikatorów, zasady optymalizacji rozkładu dawki oraz ograniczenia dawek dla pęcherza, odbytnicy i esicy. Brachyterapia w tym wskazaniu jest leczeniem z założenia radykalnym, czyli z intencją wyleczenia, a nie tylko paliatywnym. W odróżnieniu od wielu innych nowotworów miednicy, w raku szyjki udział brachyterapii nie jest „opcją dodatkową”, tylko elementem koniecznym prawidłowego postępowania zgodnie z dobrymi praktykami radioterapii.

Pytanie 28

Celiakografia jest badaniem kontrastowym

A. pnia płucnego.
B. pnia trzewnego.
C. układu żylnego.
D. układu tętniczego.
Celiakografia to klasyczne badanie angiograficzne, w którym kontrast podaje się do pnia trzewnego (łac. truncus coeliacus). Jest to główne naczynie tętnicze odchodzące z aorty brzusznej, zaopatrujące w krew m.in. wątrobę, śledzionę i żołądek. Dlatego poprawna odpowiedź to pień trzewny. W praktyce badanie wykonuje się najczęściej w pracowni angiografii: przezskórnie nakłuwa się tętnicę (zwykle udową), wprowadza cewnik i pod kontrolą fluoroskopii kieruje go do ujścia pnia trzewnego. Następnie szybko podaje się środek cieniujący i wykonuje serię zdjęć lub zapis cyfrowy (DSA – cyfrowa angiografia subtrakcyjna). Moim zdaniem warto tu zapamiętać, że nazwy badań angiograficznych zwykle biorą się od tętnicy: celiakografia – pień trzewny, mezenterikografia – tętnice krezkowe itd. Celiakografia ma znaczenie w ocenie unaczynienia wątroby, śledziony, trzustki, wykrywaniu tętniaków, zwężeń, malformacji naczyniowych czy guzów bogato unaczynionych. Dawniej była też ważna przed zabiegami chirurgicznymi w obrębie górnego odcinka jamy brzusznej, obecnie często zastępowana jest przez angio-TK lub angio-MR, ale zasada pozostaje ta sama: kontrast podajemy do tętniczego pnia trzewnego i obrazujemy tętnicze unaczynienie narządów górnej części jamy brzusznej. W dobrych praktykach radiologicznych kładzie się nacisk na odpowiednie przygotowanie pacjenta, kontrolę parametrów hemodynamicznych i ścisłe przestrzeganie zasad aseptyki, bo jest to badanie inwazyjne, mimo że wykonywane stosunkowo rutynowo w wyspecjalizowanych ośrodkach.

Pytanie 29

W badaniu cystografii wstępującej środek kontrastowy należy podać

A. przez powłoki skórne do miedniczki nerkowej.
B. bezpośrednio do układu kielichowo-miedniczkowego.
C. wstecznie do moczowodu.
D. bezpośrednio do pęcherza moczowego.
W cystografii wstępującej środek kontrastowy zawsze podajemy bezpośrednio do pęcherza moczowego, przez cewnik założony przez cewkę moczową. To jest sedno tej metody. Badanie ma ocenić kształt, pojemność, zarys ścian pęcherza, ewentualne uchyłki, przetoki, a także – przy cystografii mikcyjnej – obecność refluksu pęcherzowo‑moczowodowego. Żeby to było możliwe, kontrast musi wypełnić pęcherz od środka, w sposób kontrolowany, pod niewielkim ciśnieniem, zazwyczaj grawitacyjnie z butli zawieszonej na odpowiedniej wysokości. W standardach radiologicznych podkreśla się, że stosuje się wodnorozpuszczalne środki cieniujące, podawane właśnie drogą przezcewkową, a nie przez nakłucie nerki czy moczowodu. Z mojego doświadczenia to badanie jest dość rutynowe, ale wymaga dokładnego przestrzegania zasad aseptyki przy zakładaniu cewnika, bo wprowadzamy kontrast bezpośrednio do układu moczowego. W praktyce technik radiologii współpracuje z lekarzem przy przygotowaniu zestawu do cewnikowania, odpowiednio odpowietrza zestaw z kontrastem, kontroluje tempo wypełniania pęcherza i pozycję pacjenta podczas zdjęć. Ważne jest też, żeby pamiętać o projekcjach – zwykle wykonuje się zdjęcia w projekcji AP, czasem skośne, a przy podejrzeniu refluksu dodatkowo w trakcie mikcji. Dobrą praktyką jest również poinformowanie pacjenta, że może odczuwać parcie na mocz podczas wypełniania pęcherza, co jest całkowicie normalne, byle nie było bólu. Ta świadomość całego schematu postępowania bardzo pomaga potem w pracy na pracowni.

Pytanie 30

Które informacje należy zamieścić na strzykawce z radiofarmaceutykiem przygotowanym przez technika elektroradiologa?

A. Typ radiofarmaceutyku, stężenie, godzina przygotowania.
B. Czas okresu inkubacji, radioaktywność, inicjały technika.
C. Czas okresu inkubacji, stężenie, inicjały technika.
D. Typ radiofarmaceutyku, radioaktywność, godzina przygotowania.
Poprawnie wskazany zestaw informacji na etykiecie strzykawki z radiofarmaceutykiem – typ radiofarmaceutyku, radioaktywność i godzina przygotowania – wynika bezpośrednio z praktyki medycyny nuklearnej i zasad bezpieczeństwa radiologicznego. Typ radiofarmaceutyku (np. 99mTc-MDP, 99mTc-DTPA, 18F-FDG) pozwala jednoznacznie zidentyfikować, co dokładnie podajemy pacjentowi i do jakiego badania jest to przeznaczone. To ważne, bo inne radiofarmaceutyki mają różne wskazania, drogi podania, rozkład w organizmie i dawki. Radioaktywność (najczęściej w MBq) jest kluczowa, bo na jej podstawie technik i lekarz oceniają, czy dawka podawana pacjentowi jest zgodna z protokołem i z zasadą ALARA. Dzięki temu można też przeliczyć dawkę, jeśli podanie następuje po pewnym czasie od przygotowania i trzeba uwzględnić fizyczny czas połowicznego zaniku. Godzina przygotowania jest potrzebna właśnie do tego, żeby skorygować aktywność z uwzględnieniem rozpadu promieniotwórczego i mieć pewność, że w momencie iniekcji aktywność mieści się w założonym zakresie. W praktyce w pracowniach medycyny nuklearnej przyjęte jest, że etykieta na strzykawce zawiera minimum: nazwę radiofarmaceutyku, aktywność przeliczoną na konkretną godzinę odniesienia (czas kalibracji) oraz tę godzinę. Często dodaje się też dane pacjenta lub numer zlecenia, ale to już zależy od procedur wewnętrznych. Moim zdaniem warto od razu wyrabiać sobie nawyk patrzenia na etykietę pod kątem tych trzech rzeczy: co to jest, ile MBq i kiedy przygotowane – bo to realnie wpływa na jakość badania i bezpieczeństwo pacjenta.

Pytanie 31

Brachyterapia polegająca na wielokrotnym wsuwaniu i wysuwaniu źródła promieniowania do tego samego aplikatora nosi nazwę

A. LDR
B. MDR
C. HDR
D. PDR
Prawidłowa odpowiedź to PDR, czyli Pulsed Dose Rate brachyterapia. Chodzi dokładnie o taką technikę, gdzie wysokoaktywny izotop (najczęściej Ir-192) jest wielokrotnie wsuwany i wysuwany do tego samego aplikatora w krótkich, powtarzających się impulsach dawki. Mechanicznie wygląda to bardzo podobnie do HDR, bo też używa się afterloadera krokowego, który przemieszcza źródło po kolejnych pozycjach w aplikatorze, ale kluczowa różnica jest w sposobie podawania dawki w czasie: w PDR podaje się wiele krótkich impulsów, np. co godzinę, tak żeby biologicznie przypominało to napromienianie ciągłe jak w klasycznej LDR. W praktyce klinicznej PDR jest często stosowana tam, gdzie chcemy mieć precyzję i elastyczność HDR (dokładne pozycjonowanie źródła, możliwość modyfikacji planu), ale jednocześnie zależy nam na ochronie tkanek zdrowych dzięki efektowi repopulacji i naprawy uszkodzeń DNA pomiędzy impulsami. Moim zdaniem fajne w PDR jest to, że łączy trochę dwa światy: technologię wysokiej mocy dawki z radiobiologią dawki niskiej. W zaleceniach międzynarodowych (np. ESTRO, ICRU) podkreśla się, że planowanie PDR wymaga bardzo dokładnego określenia czasu trwania impulsu, przerw między impulsami oraz całkowitej dawki, bo z punktu widzenia tkanek liczy się nie tylko suma Gy, ale też rozkład w czasie. W codziennej pracy technika czy fizyka medycznego ważne jest rozumienie, że „pulsed” w nazwie to właśnie te wielokrotne wjazdy i wyjazdy źródła do tego samego aplikatora według zaprogramowanego harmonogramu, a nie jednorazowa ekspozycja jak w HDR. Dzięki temu łatwiej odróżnić PDR od pozostałych skrótów, które mówią głównie o mocy dawki, a nie o tym specyficznym, impulsowym sposobie jej podawania.

Pytanie 32

Emisja fali elektromagnetycznej występuje w procesie rozpadu promieniotwórczego

A. beta minus.
B. gamma.
C. beta plus.
D. alfa.
Prawidłowo wskazana została emisja promieniowania gamma. W fizyce jądrowej mówimy, że rozpad gamma to proces, w którym jądro atomowe przechodzi ze stanu wzbudzonego do stanu o niższej energii, nie zmieniając ani liczby protonów, ani neutronów. Czyli skład jądra zostaje ten sam, ale pozbywa się ono nadmiaru energii właśnie w postaci fali elektromagnetycznej o bardzo wysokiej energii – fotonu gamma. To jest klucz: gamma to nie cząstka materialna jak elektron czy alfa, tylko kwant promieniowania elektromagnetycznego. W medycynie nuklearnej ta właściwość jest wykorzystywana non stop. W badaniach scyntygraficznych czy PET dobiera się takie radioizotopy, które emitują głównie promieniowanie gamma (lub w PET: parę fotonów 511 keV po anihilacji), bo fale elektromagnetyczne gamma dobrze przechodzą przez tkanki i można je zarejestrować gammakamerą lub detektorami PET. Standardem jest np. technet-99m, który po przejściu do stanu podstawowego emituje foton gamma, a aparat rejestruje jego tor i tworzy obraz rozmieszczenia radiofarmaceutyku. Z mojego doświadczenia, dobra praktyka w pracowni medycyny nuklearnej to zawsze myślenie o tym, jakie dokładnie promieniowanie emituje dany izotop: czy jest to czyste gamma, beta plus, beta minus, czy mieszane. Ma to znaczenie dla ochrony radiologicznej, jakości obrazu i dawki dla pacjenta. Warto też pamiętać, że po rozpadzie alfa lub beta jądro potomne często jest w stanie wzbudzonym i dopiero potem „dorzuca” rozpad gamma – więc w dokumentacji fizycznej często widzimy kaskadę: najpierw zmiana składu jądra, a potem emisja fali elektromagnetycznej gamma jako etap „dooczyszczający” energię.

Pytanie 33

W celu wyeliminowania zakłóceń obrazu MR przez sygnały pochodzące z tkanki tłuszczowej, stosuje się

A. sekwencje STIR.
B. obrazowanie T1 – zależne.
C. obrazowanie PD – zależne.
D. sekwencje FLAIR.
Prawidłową metodą eliminacji sygnału z tkanki tłuszczowej w badaniach MR są sekwencje STIR (Short Tau Inversion Recovery). Jest to specjalny rodzaj sekwencji inwersyjno–odzyskowych, w których dobiera się czas TI tak, żeby sygnał z tłuszczu został „wyzerowany” – czyli znalazł się w punkcie przejścia przez zero na krzywej relaksacji T1. W praktyce oznacza to, że na obrazach STIR tłuszcz jest ciemny, a struktury o dłuższym T1, np. zmiany obrzękowe, zapalne czy nowotworowe w kościach i tkankach miękkich, są dobrze widoczne. Moim zdaniem to jedna z najbardziej praktycznych sekwencji w codziennej diagnostyce, zwłaszcza w ortopedii i onkologii.
W standardowych protokołach MR kręgosłupa, stawów czy badaniach onkologicznych często zestawia się sekwencje T1, T2 i właśnie STIR, bo STIR bardzo ładnie uwidacznia obrzęk szpiku, uszkodzenia więzadeł, zapalenia czy nacieki nowotworowe, bez „przeszkadzającego” jasnego sygnału z tłuszczu. W przeciwieństwie do klasycznych technik fat-sat opartych na różnicy częstotliwości rezonansowej (spektroskopowych), STIR jest mniej wrażliwy na niejednorodności pola B0 i B1, dlatego dobrze sprawdza się w trudnych obszarach anatomicznych i przy badaniu całego ciała. Zgodnie z dobrymi praktykami w MR, sekwencje STIR stosuje się głównie tam, gdzie kluczowe jest wykrycie obrzęku lub nacieku w tkankach zawierających tłuszcz, natomiast nie używa się ich po kontraście gadolinowym, bo kasują również część wzmocnienia zależnego od T1. Warto zapamiętać: jeśli pytanie dotyczy „tłumienia” sygnału z tłuszczu metodą inwersji – odpowiedzią jest STIR.

Pytanie 34

Na scyntygramie tarczycy uwidoczniono guzek

Ilustracja do pytania
A. zimny w płacie prawym.
B. gorący w płacie prawym.
C. zimny w płacie lewym.
D. gorący w płacie lewym.
W scyntygrafii tarczycy podstawą prawidłowej interpretacji jest rozumienie, czym różni się guzek „zimny” od „gorącego” oraz gdzie dokładnie w projekcji AP znajdują się poszczególne części gruczołu. Guzek zimny to obszar obniżonego lub całkowicie braku wychwytu radioznacznika, czyli miejsce, które na obrazie wygląda na „dziurę” albo wyraźnie ciemniejszą strefę na tle prawidłowo gromadzącego miąższu. W przedstawionym badaniu widać raczej ognisko wzmożonej aktywności – intensywne, centralne, jaśniejsze – a nie ubytek, więc interpretowanie go jako guzka zimnego jest merytorycznie błędne. Często spotykanym schematem myślowym jest założenie, że „zimny” to po prostu mniej kolorowy, a „gorący” bardziej kolorowy, bez odniesienia do reszty tarczycy. Tymczasem zawsze porównujemy dany obszar z tłem narządu, a nie z tłem całego obrazu. Kolejna pułapka to pomylenie strony. W projekcji AP (przednio–tylnej) standardowo prawa strona pacjenta znajduje się po lewej stronie obrazu, ale w medycynie nuklearnej często stosuje się oznaczenia lub markery, które to ułatwiają. Brak uwagi na opis projekcji i oznaczenia anatomiczne powoduje błędne lokalizowanie guzka do lewego zamiast prawego płata. W dobrych praktykach interpretacji scyntygramów zawsze zwraca się uwagę na: położenie tchawicy jako punktu odniesienia, kształt typowej „motylkowatej” tarczycy i symetrię intensywności obu płatów. Jeśli któryś płat jest wyraźnie jaśniejszy, a w nim znajduje się jeszcze bardziej intensywne ognisko, mówimy o guzku gorącym w tym właśnie płacie. Uparte trzymanie się wyobrażenia, że każdy wyraźny guzek to od razu zmiana zimna albo że prawa i lewa strona na ekranie pokrywają się z prawą i lewą stroną ciała, prowadzi do systematycznych pomyłek. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: najpierw lokalizacja (prawy/lewy płat w kontekście projekcji), potem charakter wychwytu (gorący/zimny), dopiero na końcu wnioski kliniczne.

Pytanie 35

Na obrazie cyfrowej angiografii subtrakcyjnej strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. żyłę płucną górną prawą.
B. pień ramienno-głowowy.
C. pień płucny.
D. tętnicę szyjną wspólną prawą.
Na obrazie cyfrowej angiografii subtrakcyjnej (DSA) strzałka rzeczywiście wskazuje pień ramienno‑głowowy, czyli pierwszą dużą gałąź łuku aorty wychodzącą po prawej stronie pacjenta. W klasycznej anatomii naczyniowej łuku aorty kolejność odejścia naczyń jest dość stała: najpierw pień ramienno‑głowowy, potem tętnica szyjna wspólna lewa, a następnie tętnica podobojczykowa lewa. Na obrazie DSA w projekcji AP pień ramienno‑głowowy jest widoczny jako stosunkowo krótki, szeroki pień, który następnie dzieli się na tętnicę szyjną wspólną prawą i tętnicę podobojczykową prawą. To rozwidlenie, takie jakby „Y”, jest bardzo charakterystyczne i właśnie w jego okolicy zwykle kieruje się wzrok przy ocenie tego typu badań.
Moim zdaniem, w praktyce technika obrazowania ma tu ogromne znaczenie. Przy dobrze wykonanej angiografii z podaniem kontrastu do aorty wstępującej łuk aorty i jego główne odgałęzienia wypełniają się jednocześnie, co pozwala łatwo rozpoznać pień ramienno‑głowowy po jego położeniu najbardziej po prawej stronie oraz po tym, że dalej dzieli się na dwa duże naczynia. Z kolei tętnica szyjna wspólna prawa będzie już gałęzią wtórną, bardziej dogłowowo i przyśrodkowo, o przebiegu prawie pionowym ku górze.
W dobrych praktykach radiologicznych podkreśla się, że przy interpretacji DSA nie wystarczy patrzeć na sam fragment wskazany strzałką, tylko trzeba „czytać” cały układ naczyń: skąd naczynie wychodzi, w jakiej kolejności, pod jakim kątem, jakie ma dalsze rozgałęzienia. To bardzo pomaga odróżnić np. pień ramienno‑głowowy od tętnicy szyjnej wspólnej prawej. W codziennej pracy (np. przy planowaniu zabiegów wewnątrznaczyniowych, implantacji stentów w łuku aorty, czy przy kwalifikacji do zabiegów na tętnicach szyjnych) prawidłowa identyfikacja pnia ramienno‑głowowego jest kluczowa, bo od niej zależy wybór odpowiedniego dostępu naczyniowego, rodzaju cewnika oraz bezpieczeństwo całej procedury. Dobrze, że kojarzysz ten obraz z anatomią łuku aorty, bo to jest dokładnie to, czego oczekują od personelu pracowni hemodynamicznej i radiologii zabiegowej.

Pytanie 36

Który środek ochrony radiologicznej należy zastosować podczas badania czaszki 53-letniego pacjenta za pomocą tomografii komputerowej?

A. Osłonę z gumy ołowiowej na tarczycę.
B. Osłonę z gumy ołowiowej na gonady.
C. Okulary ze szkłem ołowiowym.
D. Fartuch z gumy ołowiowej.
Prawidłowo wskazany fartuch z gumy ołowiowej to podstawowy i najbardziej uniwersalny środek ochrony radiologicznej stosowany u pacjentów podczas badań TK, również przy tomografii komputerowej czaszki. W praktyce klinicznej, zgodnie z zasadą ALARA, dążymy do tego, żeby dawka promieniowania była tak niska, jak to rozsądnie możliwe, przy zachowaniu jakości diagnostycznej badania. Fartuch ołowiowy pozwala osłonić duże obszary ciała, które nie są objęte obszarem skanowania: klatkę piersiową, jamę brzuszną, miednicę. W badaniu czaszki wiązka promieniowania jest skupiona głównie na głowie, ale promieniowanie rozproszone rozchodzi się w różnych kierunkach i właśnie przed nim dodatkowo chroni fartuch. Z mojego doświadczenia w pracowni TK, dobrze założony fartuch (często tzw. dwuczęściowy – kamizelka i spódnica albo pełny fartuch 360°) realnie ogranicza niepotrzebne napromienianie narządów szczególnie wrażliwych, jak gonady, szpik kostny w miednicy czy narządy jamy brzusznej. Ważne jest też, żeby fartuch nie wchodził w pole skanowania, bo wtedy może powodować artefakty i pogorszyć jakość obrazu. Dlatego technik musi umieć pogodzić ochronę z prawidłowym pozycjonowaniem pacjenta. W aktualnych wytycznych podkreśla się, że osłony osobiste stosujemy wtedy, gdy nie zaburzają one diagnostyki i gdy rzeczywiście zmniejszają dawkę efektywną. Fartuch spełnia te warunki w badaniu głowy, w przeciwieństwie do bardziej wyspecjalizowanych osłon, które w tym konkretnym przypadku nie wnoszą tak dużo. To jest po prostu standard dobrej praktyki w tomografii – najpierw optymalizacja parametrów ekspozycji, a następnie rozsądne użycie osłon, z fartuchem ołowiowym jako podstawą.

Pytanie 37

Które odprowadzenie elektrokardiograficzne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Odprowadzenie aVL
B. Odprowadzenie II
C. Odprowadzenie aVR
D. Odprowadzenie I
Na rysunku pokazano klasyczne odprowadzenie dwubiegunowe kończynowe I. Elektroda ujemna znajduje się na prawym przedramieniu, a dodatnia na lewym przedramieniu – dokładnie tak, jak definiuje to standard Einthovena. To odprowadzenie rejestruje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną i patrzy na serce mniej więcej z lewej strony klatki piersiowej, co w praktyce daje dobrą ocenę depolaryzacji przedsionków i lewej części komór. W prawidłowym zapisie EKG w odprowadzeniu I załamek P, zespół QRS oraz załamek T są zwykle dodatnie, bo wektor pobudzenia biegnie z prawej strony klatki piersiowej ku lewej, czyli w stronę elektrody dodatniej. To jest bardzo charakterystyczne i często używane jako punkt odniesienia przy ocenie osi elektrycznej serca.
Z mojego doświadczenia to odprowadzenie jest jednym z najczęściej wykorzystywanych w praktyce – chociażby w monitorach przyłóżkowych, telemetrii czy prostych kardiomonitorach transportowych. W wielu urządzeniach, gdy podłączamy tylko dwie elektrody na kończyny górne, tak naprawdę monitorujemy właśnie coś bardzo zbliżonego do odprowadzenia I. W dobrze wykonanym badaniu EKG ważne jest poprawne rozmieszczenie elektrod kończynowych: na nadgarstkach lub w ich pobliżu na przedramionach, przy zachowaniu symetrii i dobrego kontaktu ze skórą. Błędne założenie elektrod (np. zamiana prawej z lewą) może całkowicie odwrócić obraz w odprowadzeniu I i prowadzić do fałszywego podejrzenia patologii, np. odwróconych załamków P czy zmian osi serca. Dlatego znajomość dokładnego przebiegu odprowadzenia I i jego biegunowości jest, moim zdaniem, absolutną podstawą poprawnej interpretacji zapisu EKG i kontroli jakości badania.

Pytanie 38

Jak przebiega promień centralny w projekcji AP czaszki?

A. Od przodu ku tyłowi, prostopadle do płaszczyzny czołowej.
B. Od tyłu ku przodowi, prostopadle do płaszczyzny czołowej.
C. Od przodu ku tyłowi, prostopadle do płaszczyzny strzałkowej.
D. Od tyłu ku przodowi, prostopadle do płaszczyzny strzałkowej.
Prawidłowo wskazana odpowiedź odzwierciedla klasyczne ustawienie w projekcji AP czaszki: promień centralny biegnie od przodu ku tyłowi, prostopadle do płaszczyzny czołowej. W praktyce oznacza to, że lampa RTG znajduje się przed twarzą pacjenta, a kaseta / detektor za potylicą, a wiązka pada na czoło i przechodzi w kierunku tyłu głowy. Płaszczyzna czołowa to taka, która dzieli ciało na część przednią i tylną, więc promień prostopadły do niej biegnie dokładnie w osi przednio–tylnej (AP). To jest zgodne z opisami w standardowych atlasach projekcji radiologicznych i wytycznymi stosowanymi w pracowniach RTG. W projekcji AP czaszki zależy nam na możliwie równomiernym odwzorowaniu struktur kości czaszki od strony czołowej aż po potylicę, przy minimalnych zniekształceniach geometrycznych. Ustawienie promienia centralnego prostopadle do płaszczyzny czołowej ogranicza powiększenie i zniekształcenia kształtu kości, co ma znaczenie np. przy ocenie symetrii łuków jarzmowych, zatok czołowych, oczodołów czy sklepienia czaszki. Z mojego doświadczenia w pracowniach RTG jednym z częstszych błędów u uczących się jest mylenie płaszczyzny czołowej i strzałkowej – tu warto zapamiętać prostą rzecz: projekcja AP to wiązka padająca od przodu, a więc jej kierunek jest prostopadły do płaszczyzny czołowej, a równoległy do płaszczyzny strzałkowej. W poprawnie wykonanej projekcji AP czaszki linia środkowa ciała (płaszczyzna strzałkowa pośrodkowa) powinna pokrywać się z osią długą kasety, a promień centralny padać centralnie przez nasadę nosa lub glabelę – zależnie od konkretnego wariantu projekcji i protokołu pracowni. Takie ustawienie pozwala na powtarzalność badania i porównywanie obrazów w czasie, co jest bardzo ważne przy kontroli urazów, zmian pooperacyjnych czy procesów litycznych w kościach czaszki.

Pytanie 39

W sekwencji echa spinowego obraz T2-zależny uzyskuje się przy czasie repetycji TR

A. od 800 ms do 900 ms
B. powyżej 2000 ms
C. od 300 ms do 400 ms
D. od 500 ms do 700 ms
Prawidłowa odpowiedź „powyżej 2000 ms” dobrze oddaje charakter obrazowania T2-zależnego w klasycznej sekwencji echa spinowego (spin echo). Żeby uzyskać kontrast T2, trzeba możliwie mocno zredukować wpływ różnic w T1, a podkreślić różnice w czasie relaksacji poprzecznej T2 między tkankami. Z praktycznego punktu widzenia oznacza to zastosowanie długiego czasu repetycji TR (typowo > 2000 ms) oraz stosunkowo długiego czasu echa TE (zwykle rzędu 80–120 ms). Długi TR sprawia, że magnetyzacja podłużna większości tkanek zdąży się w dużej mierze zregenerować przed kolejnym impulsem RF, przez co kontrast T1 ulega „spłaszczeniu”. Wtedy głównym czynnikiem różnicującym jasność tkanek na obrazie staje się ich T2. W praktyce klinicznej, np. w badaniach mózgowia, sekwencje T2-zależne (SE lub FSE/TSE) z TR powyżej 2000 ms są standardem do uwidaczniania obrzęku, zmian zapalnych, demielinizacyjnych czy ognisk niedokrwiennych. Płyn mózgowo-rdzeniowy przy długim TR i długim TE jest bardzo jasny, a tkanka tłuszczowa mniej dominuje niż w obrazach T1-zależnych. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: długie TR = wyciszamy T1, długie TE = podkreślamy T2. W większości protokołów MR stosowanych w szpitalach i przychodniach właśnie takie parametry (TR > 2000 ms) są wpisane jako domyślne dla sekwencji T2-zależnych spin echo, zgodnie z powszechnie przyjętymi rekomendacjami producentów skanerów i standardami opisów radiologicznych.

Pytanie 40

Zgodnie z procedurą wzorcową w badaniu MR należy ułożyć pacjenta na brzuchu do diagnostyki

A. gruczołu piersiowego.
B. stawu barkowego.
C. jamy brzusznej.
D. kręgosłupa szyjnego.
Prawidłowo – w standardowych procedurach obrazowania MR gruczołu piersiowego pacjentkę układa się na brzuchu, czyli w pozycji pronacyjnej. To jest tzw. pozycja na brzuchu z piersiami swobodnie zwisającymi w specjalnych otworach cewki piersiowej. Dzięki temu gruczoł piersiowy nie jest spłaszczony przez ciężar własnego ciała, lepiej się układa i można uzyskać jednorodne wypełnienie kontrastem oraz równomierne pole magnetyczne. Dodatkowo taka pozycja poprawia separację tkanek i zmniejsza artefakty ruchowe związane z oddychaniem. W praktyce technik MR stosuje dedykowaną cewkę piersiową (breast coil), w której piersi są „zawieszone” w polu widzenia, a klatka piersiowa i klatka kostna są podparte. Moim zdaniem to jedno z badań, gdzie pozycjonowanie ma kluczowe znaczenie dla jakości diagnostycznej – źle ułożona pacjentka to potem problem z oceną zmian ogniskowych, naciekania ściany klatki piersiowej czy węzłów chłonnych. W wytycznych dotyczących badań MR piersi (np. EUSOBI, ACR) wyraźnie podkreśla się konieczność stosowania pozycji na brzuchu i wysokopolowego skanera z odpowiednią sekwencją dynamiczną po kontraście. W badaniach kontrolnych po leczeniu oszczędzającym pierś, w ocenie wieloogniskowości raka, a także u pacjentek z implantami silikonowymi, ta pozycja pozwala na lepsze odróżnienie zmienionego nowotworowo miąższu od blizn, zmian zapalnych czy pofałdowanych implantów. Warto też pamiętać, że ułożenie na brzuchu poprawia komfort psychiczny wielu pacjentek, daje poczucie większej intymności i zmniejsza lęk, co przekłada się na mniejszą liczbę ruchów i lepszą jakość obrazów. W diagnostyce jamy brzusznej, barku czy odcinka szyjnego kręgosłupa pozycja standardowa jest inna, dlatego właśnie odpowiedź dotycząca gruczołu piersiowego najlepiej odzwierciedla procedurę wzorcową.