Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 7 maja 2026 09:20
  • Data zakończenia: 7 maja 2026 09:24

Egzamin zdany!

Wynik: 36/40 punktów (90,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Kiedy w procesie terapii wykonuje się badanie CBCT (cone beam computed tomography)?

A. W środku leczenia.
B. Przed rozpoczęciem leczenia.
C. Przy końcu leczenia.
D. Po ukończeniu leczenia.
Wszystkie odpowiedzi inne niż „przed rozpoczęciem leczenia” wynikają najczęściej z myślenia, że CBCT to coś w rodzaju zwykłego zdjęcia kontrolnego, które można zrobić w dowolnym momencie, żeby tylko „sprawdzić jak idzie”. To jest dość typowy błąd: pomieszanie badań diagnostycznych pierwszego rzutu z badaniami wysokospecjalistycznymi, które niosą większą dawkę promieniowania i muszą być dobrze uzasadnione klinicznie. Badanie CBCT jest projektowane głównie jako narzędzie do planowania terapii. W implantologii bez prawidłowo wykonanego CBCT przed zabiegiem trudno mówić o bezpiecznym określeniu położenia implantu względem struktur anatomicznych. Gdyby wykonać je dopiero po ukończeniu leczenia, to cała najważniejsza funkcja – planistyczna – zostaje zmarnowana. Po leczeniu można ewentualnie ocenić efekt, ale zwykle wystarcza klasyczne RTG, a CBCT rezerwuje się na sytuacje problemowe, np. podejrzenie nieprawidłowej integracji implantu czy powikłań. Podobnie idea „przy końcu leczenia” brzmi logicznie tylko pozornie. Wydaje się, że fajnie jest zobaczyć, czy wszystko się dobrze zagoiło, ale z punktu widzenia ochrony radiologicznej to kiepski pomysł, jeśli nie ma konkretnych wskazań. Standardy dobrej praktyki radiologicznej mówią wyraźnie: każde badanie z użyciem promieniowania jonizującego musi mieć jasno określony cel diagnostyczny, który realnie wpływa na decyzje terapeutyczne. Przy końcu leczenia decyzje są już zwykle podjęte, więc takie badanie byłoby nadmiarowe. Wykonywanie CBCT „w środku leczenia” też nie jest standardem. To się zdarza, ale raczej wyjątkowo – np. gdy w trakcie terapii pojawi się nieprzewidziane powikłanie, podejrzenie perforacji, złamania narzędzia, przemieszczenia implantu do zatoki itp. Robienie CBCT rutynowo w połowie terapii tylko po to, żeby „kontrolnie obejrzeć” sytuację, jest sprzeczne z zasadą ALARA i z aktualnymi wytycznymi wielu towarzystw naukowych. Z mojego doświadczenia problem bierze się stąd, że część osób traktuje CBCT jak trochę lepsze pantomogramy, a to jednak inna liga pod względem dawki i przeznaczenia. Prawidłowe podejście to: najpierw dokładna diagnostyka 3D i plan, potem leczenie, a badania kontrolne tylko wtedy, gdy rzeczywiście zmieniają sposób postępowania.

Pytanie 2

Która przyczyna spowodowała powstanie artefaktu widocznego na zamieszczonym obrazie MR?

Ilustracja do pytania
A. Niejednorodność pola magnetycznego.
B. Zły dobór cewki gradientowej.
C. Wymiary obiektu przekroczyły pole widzenia.
D. Nieprawidłowa kalibracja aparatu.
Prawidłowo – na tym obrazie mamy klasyczny przykład artefaktu typu „cut off”, czyli sytuacji, gdy wymiary obiektu przekraczają pole widzenia (FOV – field of view). W badaniu MR, gdy FOV jest ustawione zbyt małe w stosunku do rzeczywistych rozmiarów badanego obszaru, część sygnału z tkanek leżących poza polem widzenia zostaje „przefazowana” i odwzorowuje się w niewłaściwym miejscu obrazu. Moim zdaniem to jeden z bardziej podchwytliwych artefaktów, bo wynika wyłącznie z parametrów akwizycji, a nie z awarii sprzętu. W praktyce technik powinien zawsze sprawdzić, czy dobrane FOV obejmuje całą głowę pacjenta w danej płaszczyźnie, szczególnie w sekwencjach T2-zależnych w projekcji strzałkowej i osiowej. Standardem dobrej praktyki jest kontrola tzw. prescan lub scout view i korekta FOV jeszcze przed właściwą serią. Jeśli FOV jest za małe, pojawiają się charakterystyczne „obcięcia” lub powtórzenia struktur anatomicznych przy krawędziach obrazu, widoczne nieraz jako dziwne przesunięcia lub brak fragmentów czaszki czy tkanek miękkich. W protokołach MR mózgu zwykle stosuje się FOV rzędu 220–260 mm, ale zawsze trzeba to dostosować do budowy pacjenta – u osób z dużą czaszką albo przy badaniach z maską unieruchamiającą lepiej od razu dać trochę większe FOV. W codziennej pracy ważne jest też, żeby nie próbować „ratować” jakości obrazu innymi parametrami (np. macierzą czy zoomem), jeśli pierwotnie FOV jest źle ustawione. Podsumowując: artefakt, który tu widzisz, nie wynika z uszkodzenia aparatu, tylko z czysto geometrycznego ograniczenia pola widzenia – i to właśnie tłumaczy, dlaczego poprawną odpowiedzią jest przekroczenie FOV przez badany obiekt.

Pytanie 3

W zapisie EKG linia izoelektryczna obrazuje

A. depolaryzację komór.
B. repolaryzację przedsionków.
C. depolaryzację przedsionków.
D. polaryzację.
Lina izoelektryczna w zapisie EKG to odcinek, w którym nie rejestruje się żadnej aktywności elektrycznej przekraczającej próg czułości aparatu – serce jest wtedy w stanie spoczynkowej polaryzacji błon komórkowych. Mówiąc prościej: wszystkie włókna mięśnia sercowego są mniej więcej w tym samym, „wyjściowym” stanie elektrycznym, więc na papierze widzimy prostą linię. Nie zachodzi ani depolaryzacja, ani repolaryzacja, tylko utrzymywanie potencjału spoczynkowego. To właśnie jest polaryzacja. W praktyce dobrze to widać np. w odcinku TP między zespołami QRS – ten fragment przyjmuje się często jako linię izoelektryczną odniesienia do oceny uniesień lub obniżeń odcinka ST. W diagnostyce klinicznej linia izoelektryczna jest kluczowym punktem odniesienia: porównuje się do niej wysokość załamków, ocenia się obniżenia i uniesienia ST, czy odcinek PQ jest izoelektryczny. Z mojego doświadczenia, przy interpretacji EKG zawsze warto najpierw „złapać” sobie tę linię, np. w odprowadzeniach kończynowych, i dopiero na tym tle analizować resztę. W wytycznych kardiologicznych, w tym ESC, przy ocenie zawału z uniesieniem ST (STEMI) wyraźnie podkreśla się, że uniesienie ST ocenia się względem prawidłowej linii izoelektrycznej. Dlatego zrozumienie, że jest to obraz polaryzacji, a nie jakiegoś ukrytego załamka, jest bardzo praktyczne: pomaga uniknąć nadinterpretacji drobnych odchyleń i lepiej ustawić bazową linię w głowie podczas każdej analizy EKG.

Pytanie 4

Który radioizotop jest stosowany w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu?

A. ¹³¹I
B. ¹²³I
C. ⁹⁴ᵐTc
D. ⁹⁹ᵐTc
Prawidłowa odpowiedź to 99mTc, bo jest to podstawowy radioizotop stosowany w medycynie nuklearnej do badań scyntygraficznych, w tym do scyntygrafii perfuzyjnej mózgu. Technet-99m ma kilka bardzo wygodnych cech fizycznych: emituje promieniowanie gamma o energii ok. 140 keV, które jest idealne dla gammakamery, ma krótki okres półtrwania (ok. 6 godzin), dzięki czemu dawka pochłonięta przez pacjenta jest relatywnie niska, a jednocześnie jest czas na wykonanie badania. Z mojego doświadczenia to jest taki „koń roboczy” medycyny nuklearnej – używa się go w sercu, kościach, tarczycy, nerkach i właśnie w mózgu. W scyntygrafii perfuzyjnej mózgu 99mTc podaje się w postaci odpowiedniego radiofarmaceutyku, najczęściej związków takich jak HMPAO czy ECD. Są to lipofilne kompleksy, które przechodzą przez barierę krew–mózg i zatrzymują się w tkance mózgowej proporcjonalnie do przepływu krwi. Dzięki temu na obrazie z gammakamery widzimy rozkład perfuzji, czyli w praktyce które obszary mózgu są dobrze ukrwione, a które słabiej. Ma to ogromne znaczenie np. w diagnostyce padaczki ogniskowej, zmian niedokrwiennych, otępień, a także w ocenie skutków urazów czaszkowo–mózgowych. W nowoczesnych pracowniach badania te wykonuje się zwykle w technice SPECT, często łączonej z CT (SPECT/CT), co pozwala na lepszą lokalizację ognisk patologicznych. Standardem dobrej praktyki jest dobór jak najmniejszej aktywności 99mTc, która nadal zapewnia dobrą jakość obrazu, oraz dokładne przygotowanie radiofarmaceutyku zgodnie z procedurami jakościowymi (GMP, kontrola radiochemicznej czystości). Warto też pamiętać, że dzięki właściwościom 99mTc możliwe jest stosunkowo bezpieczne wykonywanie badań nawet u pacjentów wymagających powtórnych ocen perfuzji. Moim zdaniem znajomość roli technetu-99m w perfuzji mózgu to absolutna podstawa dla każdego technika medycyny nuklearnej.

Pytanie 5

Do pomiaru dawek indywidualnych u osób narażonych zawodowo na promieniowanie rentgenowskie są stosowane

A. liczniki scyntylacyjne.
B. detektory półprzewodnikowe.
C. liczniki geigera.
D. detektory termoluminescencyjne.
W ochronie radiologicznej łatwo pomylić urządzenia służące do pomiarów w pracowni z tymi, które są przeznaczone do monitorowania dawki indywidualnej pracownika. To dwa różne światy. Licznik Geigera kojarzy się większości osób z promieniowaniem, bo „tyka” i reaguje na obecność promieniowania jonizującego. W praktyce jednak jest to przyrząd do pomiaru mocy dawki lub do wykrywania skażeń, a nie do precyzyjnego, długookresowego monitorowania dawek osobistych. Nie nosi się go stale przy sobie w kieszeni przez miesiąc, tylko używa doraźnie, np. do sprawdzania szczelności osłon, kontroli pomieszczeń czy badania obecności źródeł. Podobnie liczniki scyntylacyjne, choć bardzo czułe i świetne do pomiarów w medycynie nuklearnej czy przy kontroli źródeł, są głównie stacjonarne lub ręczne. Służą do pomiaru aktywności, mocy dawki, lokalizowania ognisk promieniowania, ale nie do tego, żeby technik RTG nosił je przez cały miesiąc przypięte do fartucha ołowianego. To po prostu byłoby kompletnie niepraktyczne i kosztowne, a do tego pomiar byłby mało powtarzalny. Detektory półprzewodnikowe też brzmią nowocześnie i faktycznie są szeroko stosowane w aparatach rentgenowskich, tomografach komputerowych czy w dozymetrii referencyjnej jako bardzo precyzyjne sondy pomiarowe. Jednak ich konstrukcja i cena powodują, że używa się ich raczej do krótkotrwałych pomiarów kontrolnych, testów akceptacyjnych czy kontroli jakości, a nie jako masowe dozymetry osobiste dla całego personelu. Typowym błędem myślowym jest założenie, że „skoro coś mierzy promieniowanie, to nadaje się do wszystkiego”. W dozymetrii indywidualnej liczy się możliwość długiego noszenia, odporność na warunki pracy, powtarzalność odczytu i niski koszt wymiany. Dlatego standardem stały się detektory termoluminescencyjne, ewentualnie dawkomierze OSL, a nie liczniki Geigera, scyntylatory czy detektory półprzewodnikowe. Właśnie rozróżnianie tych zastosowań to kluczowy element praktycznej ochrony radiologicznej.

Pytanie 6

Które zdjęcie RTG stawu łokciowego zostało wykonane w projekcji skośnej w rotacji zewnętrznej?

A. Zdjęcie 3.
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zdjęcie 1.
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zdjęcie 4.
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zdjęcie 2.
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo – zdjęcie 1 przedstawia projekcję skośną stawu łokciowego w rotacji zewnętrznej. W tej projekcji ramię i przedramię są zazwyczaj w lekkim wyproście, a kończynę obraca się na zewnątrz (rotacja zewnętrzna) o ok. 35–45°. Efekt na obrazie jest taki, że kłykcie kości ramiennej nie nakładają się osiowo jak w projekcji AP, tylko widoczna jest wyraźna separacja struktur po stronie promieniowej. Głowa kości promieniowej i wcięcie promieniowe kości łokciowej są lepiej uwidocznione, a przestrzeń stawowa między głową kości promieniowej a bloczkiem i główką kości ramiennej jest bardziej czytelna. Moim zdaniem to właśnie ten charakterystyczny układ promieniowej strony stawu pomaga najszybciej rozpoznać tę projekcję. W praktyce klinicznej projekcja skośna w rotacji zewnętrznej jest bardzo przydatna przy podejrzeniu złamań głowy kości promieniowej, szyjki promieniowej, uszkodzeń wyrostka dziobiastego czy drobnych złamań awulsyjnych po stronie bocznej. W standardach wykonywania RTG stawu łokciowego (np. wg typowych protokołów radiologicznych) obok projekcji AP i bocznej zaleca się właśnie dodatkowe skośne projekcje, żeby uniknąć nakładania się struktur i nie przeoczyć subtelnych linii złamania. Warto pamiętać, że poprawne pozycjonowanie – stabilne ułożenie pacjenta, właściwa rotacja i kontrola osi kończyny – ma bezpośredni wpływ na jakość diagnostyczną takiego zdjęcia. Dobrą praktyką jest zawsze ocena, czy obraz odpowiada spodziewanemu wyglądowi anatomicznemu dla danej projekcji, zanim opisze się badanie.

Pytanie 7

Pielografia zstępująca umożliwia diagnostykę

A. pęcherza moczowego po podaniu środka kontrastującego przez cewnik.
B. układu naczyniowego po dożylnym podaniu środka kontrastującego.
C. dróg moczowych po przezskórnym podaniu środka kontrastującego do miedniczki.
D. miąższu nerek po dożylnym podaniu środka kontrastującego.
W tym zadaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie odpowiedzi brzmią jak jakieś badanie z kontrastem, ale klucz tkwi w nazwie i drodze podania środka cieniującego. Pielografia zstępująca nie służy do oceny miąższu nerek po dożylnym podaniu kontrastu – to opis bardziej pasujący do urografii dożylnej albo tomografii komputerowej nerek z kontrastem. W tych badaniach interesuje nas wydzielanie kontrastu przez nerki i obraz miąższu, czyli parenchymy, a nie tylko światło dróg moczowych. W pielografii natomiast środek kontrastujący ma wypełnić wnętrze układu kielichowo‑miedniczkowego i moczowodu, żeby było widać ich kształt, zwężenia, zastoje czy uszkodzenia. Kolejne skojarzenie bywa z układem naczyniowym, bo tam też często podaje się kontrast dożylnie. Jednak badania naczyń to już angiografia, flebografia czy angio‑TK, a nie pielografia. W diagnostyce naczyń zupełnie inne są wskazania, technika, a także sposób obrazowania, mimo że też używa się promieniowania jonizującego i kontrastów jodowych. Pomylenie tych pojęć wynika zwykle z tego, że każdy kontrast kojarzy się automatycznie z „żyłą”, co nie jest prawdą – tu kontrast idzie bezpośrednio do układu moczowego. Pojawia się też odpowiedź dotycząca pęcherza moczowego po podaniu kontrastu przez cewnik. To opis cystografii, czyli badania pęcherza moczowego (czasem z oceną cewki). W cystografii wypełnia się pęcherz kontrastem przez cewnik i ocenia jego kształt, ściany, ewentualny refluks pęcherzowo‑moczowodowy. To inne badanie niż pielografia, chociaż też dotyczy układu moczowego. Pielografia zstępująca skupia się na drogach moczowych powyżej pęcherza, głównie na układzie kielichowo‑miedniczkowym i moczowodach, i wymaga przezskórnego dojścia do miedniczki nerkowej. Typowym błędem myślowym jest sprowadzenie wszystkich badań z kontrastem do jednego worka i patrzenie tylko na narząd, a nie na sposób podania środka cieniującego i na dokładną nazwę procedury. W praktyce zawodowej warto zawsze kojarzyć: pielografia – drogi moczowe, cystografia – pęcherz, angiografia – naczynia, a dożylne badania miąższu nerek to już zupełnie inna technika i inne wskazania.

Pytanie 8

Brachyterapia polegająca na wielokrotnym wsuwaniu i wysuwaniu źródła promieniowania do tego samego aplikatora nosi nazwę

A. LDR
B. PDR
C. MDR
D. HDR
Prawidłowa odpowiedź to PDR – czyli Pulsed Dose Rate brachyterapia. W praktyce oznacza to technikę, w której wysokoaktywny radionuklid (najczęściej Ir-192) jest wielokrotnie wsuwany i wysuwany do tego samego aplikatora w krótkich, powtarzających się „pulsach” dawki. Z zewnątrz wygląda to jak seria krótkich frakcji HDR, ale rozkład dawki w czasie ma naśladować efekt biologiczny klasycznej LDR (ciągłego, niskiego tempo dawki). Moim zdaniem to jest fajny przykład, jak fizyka medyczna i radiobiologia łączą się z techniką – mamy źródło HDR, ale sposób jego użycia sprawia, że tkanki widzą coś bardziej zbliżonego do LDR. W PDR źródło jest automatycznie przesuwane przez afterloader do poszczególnych pozycji w aplikatorze, zatrzymuje się tam na określony czas (tzw. dwell time), a potem jest wycofywane do bezpiecznego położenia. Cały cykl powtarza się co określony interwał, np. co godzinę, przez kilkanaście–kilkadziesiąt godzin. W wytycznych wielu ośrodków radioterapii podkreśla się, że PDR jest szczególnie użyteczna tam, gdzie chcemy mieć lepszą kontrolę nad rozkładem dawki niż w LDR, ale jednocześnie zachować korzystny profil powikłań późnych. Stosuje się ją m.in. w guzach ginekologicznych, nowotworach głowy i szyi czy w niektórych nawrotach nowotworów, gdzie precyzyjna rekonstrukcja pozycji aplikatora w TK lub MR i planowanie 3D pozwalają dokładnie zoptymalizować dawkę. W codziennej pracy technika PDR wymaga dobrej koordynacji zespołu: prawidłowego założenia aplikatorów, weryfikacji ich położenia obrazowaniem, rzetelnego planowania w systemie TPS oraz ścisłego przestrzegania procedur ochrony radiologicznej, bo mimo że źródło jest schowane w afterloaderze, jego aktywność jest wysoka i każda ekspozycja musi być pod pełną kontrolą.

Pytanie 9

Zdjęcie zatok przynosowych wykonuje się w pozycji

A. leżącej przy zamkniętych ustach.
B. leżącej przy otwartych ustach.
C. siedzącej przy zamkniętych ustach.
D. siedzącej przy otwartych ustach.
Prawidłowa odpowiedź „siedzącej przy otwartych ustach” wynika z techniki klasycznego badania RTG zatok przynosowych, zwłaszcza zatok szczękowych, w tzw. projekcji Watersa (occipito–mentalnej) lub jej odmianach. Pozycja siedząca jest standardem w praktyce radiologicznej, bo pozwala na względnie komfortowe ułożenie pacjenta, stabilne oparcie głowy o kasetę lub detektor oraz łatwe skorygowanie ustawienia w trakcie badania. Co ważne, w pozycji siedzącej łatwiej też utrzymać prawidłowe oddychanie i współpracę pacjenta, co bezpośrednio przekłada się na mniejszą liczbę poruszonych, nieczytelnych zdjęć. Otworzenie ust ma znaczenie czysto anatomiczno–obrazowe: przy szeroko otwartej jamie ustnej opuszcza się żuchwa, a cień kości żuchwowej nie nakłada się tak mocno na obraz zatok, szczególnie zatok szczękowych i częściowo klinowych. Dzięki temu struktury powietrzne zatok są lepiej uwidocznione, łatwiej ocenić poziomy płynu, zgrubienia błony śluzowej, polipy czy inne zmiany zapalne. Z mojego doświadczenia, w pracowniach diagnostyki obrazowej bardzo pilnuje się właśnie tego detalu – technik często prosi: „proszę usiąść prosto, pochylić głowę i szeroko otworzyć usta”. Jest to zgodne z podręcznikowym opisem pozycjonowania pacjenta do RTG zatok i z wytycznymi, które kładą nacisk na maksymalne odsłonięcie zatok przy jednoczesnym ograniczeniu dawki i liczby powtórzeń zdjęć. W praktyce klinicznej, gdy pacjent nie jest w stanie stać (np. po urazie), pozycja siedząca jest najbardziej uniwersalnym kompromisem, łączącym bezpieczeństwo, wygodę i jakość obrazu, dlatego uważa się ją za podstawową dla klasycznego zdjęcia zatok przynosowych.

Pytanie 10

Na ilustracji przedstawiono zjawisko

Ilustracja do pytania
A. tworzenia par.
B. fotoelektryczne.
C. emisji fotonu.
D. anihilacji.
Poprawnie rozpoznano zjawisko fotoelektryczne. Na ilustracji widać kwant promieniowania (γ lub ogólnie foton), który pada na elektron związany w atomie, a następnie wybija go, tworząc elektron swobodny. Dokładnie to opisuje wzór Eₑ = hν − E_w, gdzie hν to energia fotonu, a E_w to energia wiązania elektronu w atomie. Różnica tych energii jest przekazywana elektronowi jako energia kinetyczna. W praktyce medycznej to zjawisko jest absolutnie kluczowe dla diagnostyki obrazowej w zakresie promieniowania X: w detektorach cyfrowych, w błonach rentgenowskich, w komorach jonizacyjnych, dozymetrach – wszędzie tam konwersja promieniowania na ładunek elektryczny opiera się właśnie na efekcie fotoelektrycznym. Moim zdaniem warto pamiętać, że efekt fotoelektryczny dominuje przy niższych energiach fotonów (kilkadziesiąt keV), czyli typowych dla klasycznej radiografii i mammografii. Z tego wynika silna zależność pochłaniania od liczby atomowej Z – kości (wapń, wysoka Z) pochłaniają dużo bardziej niż tkanki miękkie, dzięki czemu na zdjęciu RTG mamy wyraźny kontrast. Właśnie dlatego dobór napięcia na lampie rentgenowskiej (kV) jest tak ważny: zbyt wysokie kV zwiększa udział zjawiska Comptona kosztem fotoelektrycznego i obraz staje się bardziej „płaski”, z gorszym kontrastem tkankowym. Efekt fotoelektryczny ma też duże znaczenie w ochronie radiologicznej – materiały osłonowe o dużej liczbie atomowej (np. ołów) bardzo skutecznie pochłaniają promieniowanie właśnie przez ten mechanizm. W podręcznikach z fizyki medycznej podkreśla się, że zrozumienie tego zjawiska jest podstawą świadomego ustawiania parametrów ekspozycji i oceny jakości obrazu, a nie tylko „klikania” domyślnych protokołów.

Pytanie 11

Na obrazie uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. radiogram czynnościowy kręgosłupa piersiowego.
B. radiogram czynnościowy kręgosłupa lędźwiowego.
C. radiogram z wadą postawy.
D. scyntygram kośćca.
Na obrazie widzisz typowy scyntygram kośćca – tzw. scyntygrafię kości całego ciała. Charakterystyczny jest „negatywowy” wygląd: brak klasycznych zarysów tkanek miękkich, brak typowych struktur jak płuca czy cienie narządów jamy brzusznej, za to równomierne, dość rozmyte uwidocznienie całego szkieletu w projekcji przedniej i tylnej. W scyntygrafii kości używa się radiofarmaceutyku znakowanego technetem-99m (najczęściej 99mTc-MDP lub 99mTc-HDP), który gromadzi się w miejscach aktywnego metabolizmu kostnego – czyli tam, gdzie kość się przebudowuje. Moim zdaniem to jedno z badań, które najszybciej uczą odróżniać medycynę nuklearną od klasycznego RTG: obraz jest bardziej „plamisty”, bez ostrych konturów, a intensywność sygnału zależy od wychwytu radioznacznika, a nie od pochłaniania promieniowania przez tkanki. W praktyce klinicznej scyntygram kośćca stosuje się do wykrywania przerzutów nowotworowych do kości, ognisk zapalnych (np. osteomyelitis), złamań przeciążeniowych, martwicy aseptycznej, a także do oceny rozległości zmian pourazowych. Badanie wykonuje się gammakamerą, a pacjent musi odczekać zwykle 2–3 godziny po podaniu radiofarmaceutyku, żeby znacznik związał się z tkanką kostną i wypłukał z tkanek miękkich. Dobre praktyki mówią, żeby przed badaniem pacjent był dobrze nawodniony i po podaniu radiofarmaceutyku dużo pił, co poprawia jakość obrazów i zmniejsza dawkę dla pęcherza moczowego. W odróżnieniu od radiogramu, tutaj nie interesują nas klasyczne projekcje kostne typu AP/PA/boczne, tylko całościowy zapis rozkładu radioaktywności w ciele. To właśnie ten układ – cały szkielet, projekcja przód–tył, rozmyte, izotopowe cieniowanie – jednoznacznie wskazuje na scyntygram kośćca.

Pytanie 12

Jaka jest moc dawki pochłoniętej w brachyterapii HDR?

A. W zakresie 3-5 Gy/h
B. W zakresie 6-11 Gy/h
C. Więcej niż 12 Gy/h
D. Mniej niż 2 Gy/h
Prawidłowo – brachyterapia HDR (High Dose Rate) to technika, w której moc dawki pochłoniętej wynosi powyżej 12 Gy/h. W praktyce klinicznej stosuje się jeszcze wyższe wartości, rzędu kilkudziesięciu, a nawet kilkuset Gy/h w miejscu źródła, ale definicyjnie HDR to właśnie zakres >12 Gy/h. Jest to zgodne z klasycznym podziałem brachyterapii na LDR (low dose rate, zwykle ok. 0,4–2 Gy/h), MDR (medium dose rate), PDR (pulsed dose rate) oraz HDR. Moim zdaniem warto to sobie po prostu skojarzyć: HDR = bardzo krótki czas zabiegu, ale bardzo duża moc dawki w trakcie ekspozycji. W brachyterapii HDR stosuje się najczęściej źródło 192Ir, które jest automatycznie wysuwane z afterloadera do aplikatorów umieszczonych w guzie albo w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Dzięki wysokiej mocy dawki można podać zaplanowaną dawkę całkowitą w kilku-kilkunastu frakcjach trwających po kilka minut, zamiast wielu godzin czy dni jak w LDR. Z punktu widzenia organizacji pracy oddziału onkologii to ogromny plus: łatwiej zaplanować harmonogram, skraca się czas zajęcia sali i aparatury, a pacjent często może być leczony ambulatoryjnie. Jednocześnie, przy tak dużej mocy dawki, bardzo ważne jest precyzyjne planowanie leczenia w systemie TPS, dokładne obrazowanie (TK, MR) do wyznaczenia objętości tarczowych i narządów krytycznych oraz rygorystyczne przestrzeganie zasad ochrony radiologicznej. W HDR każdy błąd w pozycjonowaniu aplikatora czy czasie ekspozycji od razu przekłada się na duże odchylenie dawki. Dlatego w dobrych ośrodkach tak duży nacisk kładzie się na procedury QA, weryfikację czasu przebywania źródła w poszczególnych pozycjach (tzw. dwell time) oraz kontrolę geometrii układu. W praktyce technika HDR jest szeroko stosowana np. w nowotworach ginekologicznych, raka prostaty, raka płuca czy przełyku, właśnie dzięki możliwościom konformnego podania wysokiej dawki w krótkim czasie przy stosunkowo szybkim spadku dawki w tkankach otaczających.

Pytanie 13

Na obrazie radiologicznym uwidoczniono złamanie kości

Ilustracja do pytania
A. skokowej.
B. strzałkowej.
C. sześciennej.
D. piszczelowej.
Na przedstawionym zdjęciu RTG w projekcji bocznej widoczny jest staw skokowy lewy („L” przy obrazie) oraz dalsze odcinki kości podudzia i kości stępu. Linia złamania przebiega w obrębie kości strzałkowej – dokładniej w części dalszej, w okolicy kostki bocznej. Widać wyraźne przerwanie ciągłości warstwy korowej kości i zarys odłamu kostnego, co jest typowym obrazem złamania strzałki. Kość piszczelowa ma zachowaną, gładką korę, bez szczeliny złamania, a kość skokowa i sześcienna zachowują prawidłowy zarys i strukturę beleczkową. W praktyce technika radiologiczna zawsze ocenia takie zdjęcie pod kątem trzech rzeczy: ciągłości korowej, ustawienia odłamów oraz szerokości szpar stawowych. W złamaniach kostki bocznej (kości strzałkowej) zwraca się też uwagę na ewentualne poszerzenie szpary stawu skokowo-goleniowego i podwichnięcie kości skokowej, bo to ma wpływ na dalsze leczenie ortopedyczne. Moim zdaniem warto od razu wyrabiać sobie nawyk „skanowania” RTG od góry do dołu: najpierw trzon piszczeli, potem strzałka, dalej kości stępu i śródstopia, dzięki czemu dużo trudniej przeoczyć takie złamanie. W standardach opisu badań RTG (również wg zaleceń towarzystw ortopedyczno–radiologicznych) podkreśla się konieczność jednoznacznego nazwania złamanej kości, określenia lokalizacji (np. dalsza metaepifiza strzałki) oraz oceny ewentualnego przemieszczenia. Ten obraz dokładnie spełnia kryteria złamania kości strzałkowej, bez cech typowego uszkodzenia kości skokowej, sześciennej czy piszczelowej, dlatego wskazanie odpowiedzi „strzałkowej” jest zgodne z prawidłową interpretacją radiologiczną i z dobrą praktyką kliniczną.

Pytanie 14

Przedstawiony obraz został zarejestrowany podczas wykonania

Ilustracja do pytania
A. pozytonowej tomografii emisyjnej.
B. badania radioizotopowego.
C. rezonansu magnetycznego.
D. tomografii komputerowej.
Przedstawiony obraz to klasyczna scyntygrafia kośćca – czyli wynik badania radioizotopowego układu kostnego. Widać całe ciało w projekcji przedniej i tylnej, z równomiernym, dość „ziarnistym” rozkładem znacznika w kościach, bez typowych dla TK czy MR przekrojów poprzecznych. W medycynie nuklearnej nie oglądamy samej anatomii jak w RTG czy TK, tylko rozkład radiofarmaceutyku, który pokazuje metabolizm i aktywność biologiczną tkanek. Tutaj najczęściej stosuje się 99mTc-MDP lub inny fosfonian znakowany technetem, który gromadzi się w kościach proporcjonalnie do ich ukrwienia i przebudowy. Dzięki temu takie badanie jest bardzo czułe w wykrywaniu przerzutów do kości, świeżych złamań, zmian zapalnych czy jałowej martwicy. W praktyce klinicznej scyntygrafia całego szkieletu jest standardem np. w onkologii (rak piersi, prostata, nerki), ortopedii i reumatologii. Obraz z gammakamery ma niską rozdzielczość anatomiczną, ale wysoką czułość funkcjonalną. Z mojego doświadczenia dobrą praktyką jest zawsze kojarzyć: widok „szkieletu w całości”, obraz dwuwymiarowy, bez warstw, o charakterystycznej „szarej” skali i opis typu „przód/tył” – to najczęściej właśnie scyntygrafia. W odróżnieniu od TK czy MR, pacjent dostaje dożylnie radiofarmaceutyk, czeka się zwykle 2–3 godziny na wychwyt w kościach, a potem wykonuje się powolny skan całego ciała gammakamerą. W nowocześniejszych pracowniach łączy się to potem z TK (tzw. SPECT/CT), ale sam obraz szkieletu, jak na tym przykładzie, pochodzi z klasycznej gammakamery, czyli z badania radioizotopowego.

Pytanie 15

Podczas którego badania zostały zarejestrowane przedstawione obrazy?

Ilustracja do pytania
A. Scyntygrafii tarczycy.
B. Scyntygrafii nerek.
C. Tomografii nerek.
D. Ultrasonografii tarczycy.
Prawidłowo wskazana została scyntygrafia nerek. Na przedstawionych obrazach widać typowy, barwny rozkład radioaktywności w obrębie obu nerek, uzyskany gammakamerą po dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej 99mTc‑DTPA, 99mTc‑MAG3 albo 99mTc‑EC). Charakterystyczne jest to, że obrazy są „plamiste”, kolorowe (skala pseudokolorów: czerwony, żółty, niebieski) i pokazują głównie funkcję narządu – czyli jak szybko znacznik jest wychwytywany i wydalany przez nerki – a nie ich dokładną anatomię. Moim zdaniem to jedna z najważniejszych różnic między scyntygrafią a TK czy USG: tu patrzymy przede wszystkim na czynność, a dopiero w drugiej kolejności na kształt. W praktyce klinicznej scyntygrafia nerek służy do oceny przesączania kłębuszkowego, drenażu z miedniczek nerkowych, udziału każdej nerki w całkowitej funkcji (tzw. funkcja rozdzielcza), diagnostyki zwężeń połączenia miedniczkowo‑moczowodowego, kontroli po przeszczepie nerki czy oceny blizn pozapalnych u dzieci. Standardem jest wykonywanie serii dynamicznych obrazów w kolejnych minutach po podaniu radiofarmaceutyku, co dokładnie pasuje do układu kafelków widocznych na ilustracji. Zgodnie z zasadami medycyny nuklearnej zapis taki uzyskuje się w projekcji tylnej lub przedniej, z pacjentem leżącym, a następnie analizuje się krzywe czas–aktywność. Z mojego doświadczenia w nauce do egzaminów warto zapamiętać, że „kolorowe, ziarniste nerki” w układzie dwóch symetrycznych ognisk po bokach kręgosłupa prawie zawsze oznaczają scyntygrafię nerek, a nie TK czy USG.

Pytanie 16

DSA to cyfrowa

A. angiografia subtrakcyjna.
B. limfografia subtrakcyjna.
C. flebografia subtrakcyjna.
D. arteriografia subtrakcyjna.
Prawidłowa odpowiedź to cyfrowa angiografia subtrakcyjna, czyli Digital Subtraction Angiography (DSA). Rozszyfrowanie skrótu jest tu kluczowe: „A” pochodzi od angiography, czyli obrazowania naczyń krwionośnych. W DSA chodzi dokładnie o to, żeby jak najczyściej uwidocznić tętnice i żyły po podaniu kontrastu jodowego, a jednocześnie „odjąć” (subtrakcyjnie) obraz kości i tkanek miękkich. Technicznie wygląda to tak, że najpierw rejestruje się obraz „maskę” bez kontrastu, a potem serię obrazów po jego podaniu. Komputer piksel po pikselu odejmuje maskę od kolejnych klatek, dzięki czemu zostaje głównie to, co się zmieniło, czyli kontrast w naczyniach. W praktyce klinicznej DSA jest standardem w diagnostyce zwężeń tętnic szyjnych, tętniaków mózgowych, malformacji naczyniowych, zmian w tętnicach wieńcowych, kończyn dolnych czy tętnic nerkowych. Często wykorzystuje się ją także jako badanie łączone z zabiegiem – tzw. procedury endowaskularne: angioplastyka balonowa, implantacja stentów, embolizacja. Z mojego doświadczenia, w pracowniach hemodynamiki i angiografii pacjent z istotnym zwężeniem tętnicy zwykle w tym samym „wejściu” ma robioną i diagnostykę (DSA), i leczenie. DSA wymaga dobrej jakości aparatu angiograficznego, stabilnego ułożenia pacjenta, odpowiedniej dawki kontrastu oraz synchronizacji ekspozycji z podaniem kontrastu. Z punktu widzenia dobrych praktyk ważne jest ograniczanie dawki promieniowania (ALARA), monitorowanie ilości kontrastu i kontrola ryzyka nefropatii pokontrastowej. Cyfrowa arteriografia, flebografia czy limfografia mogą być wykonywane, ale jako techniki szczegółowe – DSA dotyczy ogólnie angiografii, a nie tylko jednego typu naczynia.

Pytanie 17

Na wykresie EKG zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. odcinek ST
B. odcinek PQ
C. odstęp QT
D. odstęp PQ
Na zaznaczonym fragmencie EKG widoczny jest klasyczny odstęp QT – czyli czas od początku zespołu QRS (pierwsze wychylenie zespołu komorowego, zwykle załamek Q lub R) do końca załamka T. Ten odcinek obejmuje pełny czas depolaryzacji i repolaryzacji komór serca. W praktyce mówi się, że QT to „elektryczne życie komór”, bo opisuje, jak długo komory są pobudzone i jak się potem wyciszają. To właśnie ten zakres jest oznaczony na schemacie: start na początku ostrego, wysokiego wychylenia (zespół QRS) i koniec na opadającym ramieniu załamka T. Moim zdaniem to jeden z kluczowych parametrów w EKG, który technik czy ratownik musi rozpoznawać niemal odruchowo. W codziennej pracy odstęp QT zawsze oceniamy z korekcją do częstości rytmu serca (QTc, np. wg wzoru Bazzetta). Normy QTc to orientacyjnie do ok. 440 ms u mężczyzn i 460 ms u kobiet, ale trzeba też patrzeć na zalecenia aktualnych wytycznych ESC i Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Wydłużony QT może świadczyć o ryzyku groźnych komorowych zaburzeń rytmu, np. torsade de pointes, i często jest związany z lekami (neuroleptyki, niektóre antyarytmiki, antybiotyki makrolidowe), zaburzeniami elektrolitowymi (hipokaliemia, hipomagnezemia), wrodzonym zespołem długiego QT. Skrócony QT może pojawiać się np. w hiperkalcemii. W pracowni EKG dobrą praktyką jest mierzenie QT w kilku odprowadzeniach (najczęściej II, V5, V6) i wybór najlepiej widocznego końca załamka T, unikając odprowadzeń z wyraźną załamkowością U. Z mojego doświadczenia warto zawsze powiększyć zapis na ekranie aparatu, żeby dokładnie uchwycić koniec T, bo to tam najczęściej popełnia się błędy pomiarowe. Prawidłowe rozpoznanie odstępu QT, tak jak w tym pytaniu, to podstawa bezpiecznej interpretacji EKG.

Pytanie 18

Na przedstawionym radiogramie TK głowy strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. zatokę sitową.
B. zatokę klinową.
C. przegrodę nosową.
D. zbiornik wielki.
Na obrazie TK głowy strzałka wskazuje zatokę klinową, czyli pneumatyczną jamę kostną położoną w trzonie kości klinowej, w linii pośrodkowej, głęboko za jamą nosową. W projekcjach poprzecznych (axialnych), takich jak ta, zatoka klinowa widoczna jest jako symetryczna, powietrzna przestrzeń o niskiej gęstości (ciemna), położona centralnie, tuż przed trzonem kości klinowej i poniżej siodła tureckiego. To charakterystyczne położenie w środku podstawy czaszki jest kluczowe do jej rozpoznawania w praktyce. Moim zdaniem warto sobie to mocno skojarzyć: "ciemna, centralna bańka" z tyłu jamy nosowej to zwykle właśnie zatoka klinowa. W pracy technika elektroradiologii umiejętność szybkiego rozpoznania zatoki klinowej jest ważna np. przy planowaniu cięć TK zatok przynosowych, ocenie szerzenia się zmian zapalnych, polipów lub guzów podstawy czaszki, a także przy kwalifikacji do zabiegów endoskopowych przez zatokę klinową (dostęp do przysadki). Standardy opisów radiologicznych zalecają zawsze ocenę wszystkich zatok przynosowych: czołowych, sitowych, szczękowych i właśnie klinowej, bo zapalenie lub guz tej zatoki może dawać mało specyficzne objawy, np. bóle głowy, zaburzenia widzenia. Na TK zwracamy uwagę na stopień upowietrznienia, obecność poziomów płyn-powietrze, pogrubienie błony śluzowej lub masy tkanek miękkich. W dobrych praktykach diagnostyki obrazowej głowy i zatok zawsze porównuje się symetrię struktur, ciągłość ścian kostnych oraz relacje zatoki klinowej do tętnic szyjnych wewnętrznych, nerwów wzrokowych i przysadki – to ma znaczenie np. przy planowaniu zabiegów laryngologicznych i neurochirurgicznych.

Pytanie 19

Na elektrokardiogramie zarejestrowano

Ilustracja do pytania
A. migotanie przedsionków.
B. blok odnogi pęczka Hisa.
C. migotanie komór.
D. zawał mięśnia sercowego.
Na przedstawionym zapisie EKG widać zmiany typowe dla zawału mięśnia sercowego, dlatego odpowiedź „zawał mięśnia sercowego” jest prawidłowa. Kluczowe jest tu zwrócenie uwagi na kształt zespołów QRS i odcinka ST. W świeżym zawale, szczególnie STEMI, widzimy uniesienie odcinka ST ponad linię izoelektryczną w sąsiadujących ze sobą odprowadzeniach, często z towarzyszącą patologicznie głęboką falą Q lub jej tworzeniem się. Na takim schematycznym zapisie, jak w pytaniu testowym, zwykle pokazuje się wyraźne „kopułkowate” lub „prostokątne” uniesienie ST – właśnie coś takiego można tutaj dostrzec. Moim zdaniem to jest klasyczny rysunek z podręczników do EKG, który ma nauczyć kojarzenia obrazu z ostrym niedokrwieniem. W praktyce technika EKG powinna zawsze oceniać, czy zapis nie sugeruje ostrego zespołu wieńcowego. Jeśli widzimy typowe uniesienia ST, szczególnie w odprowadzeniach przedsercowych V1–V6 lub w odprowadzeniach kończynowych, zgodnie z zaleceniami ESC i PTK trzeba jak najszybciej zgłosić to lekarzowi, bo liczy się czas do reperfuzji (PCI lub fibrynoliza). W odróżnieniu od zaburzeń rytmu, w zawale rytm może być zupełnie regularny, z zachowanymi załamkami P, natomiast zmienia się właśnie morfologia ST i QRS. Warto też pamiętać, że w późniejszych fazach zawału odcinek ST może wracać do linii izoelektrycznej, a pojawia się głęboka, poszerzona fala Q oraz odwrócenie załamka T – to tzw. zmiany ewolucyjne. W testach często pokazuje się różne etapy, ale tutaj chodziło o skojarzenie: charakterystyczne uniesienie ST = świeży zawał. Dobrą praktyką jest zawsze analizowanie EKG według schematu: częstość, rytm, załamki P, odstęp PQ, QRS, odcinek ST, załamek T – wtedy łatwiej wychwycić takie ostre zmiany.

Pytanie 20

W obrazowaniu MR wykorzystuje się moment magnetyczny

A. neutronów.
B. protonów.
C. elektronów.
D. pozytonów.
W obrazowaniu rezonansu magnetycznego kluczową rolę odgrywa moment magnetyczny protonów, głównie protonów wodoru obecnych w cząsteczkach wody i tłuszczu w organizmie. Każdy proton zachowuje się trochę jak miniaturowy magnes – ma swój spin i związany z nim moment magnetyczny. W silnym polu magnetycznym skanera MR te „magnesiki” ustawiają się wzdłuż linii pola, a następnie są wytrącane z równowagi impulsami fal radiowych (RF). Po wyłączeniu impulsu RF protony wracają do stanu równowagi i oddają energię, co rejestruje system odbiorczy. Właśnie ta sygnałowa odpowiedź protonów (sygnał MR) jest przeliczana komputerowo na obraz. Moim zdaniem najważniejsze praktyczne skojarzenie dla technika jest takie: im więcej protonów wodoru w tkance, tym silniejszy sygnał, dlatego np. tkanka tłuszczowa czy mięśniowa wygląda inaczej niż kość korowa, a płyn mózgowo-rdzeniowy inaczej niż istota biała w mózgu. Różnice w czasie relaksacji T1 i T2 protonów w różnych tkankach pozwalają na dobranie odpowiednich sekwencji (T1-zależnych, T2-zależnych, PD, FLAIR, STIR itd.), co jest standardem w protokołach badań MR zgodnie z zaleceniami producentów i wytycznymi towarzystw radiologicznych. W praktyce klinicznej technik, planując badanie, świadomie wykorzystuje fizykę protonów: dobiera parametry takie jak TR, TE, flip angle, żeby podkreślić różnice w zachowaniu momentów magnetycznych protonów w danych strukturach. Bez momentu magnetycznego protonów nie byłoby ani kontrastu tkanek, ani samego sygnału w MR – cała metoda po prostu by nie działała. Dlatego właśnie poprawna odpowiedź to protony, a nie inne cząstki.

Pytanie 21

Przemiana promieniotwórcza radu w ren opisana wzorem \( {}_{88}^{226}\text{Ra} \to {}_{86}^{222}\text{Rn} + {}_{2}^{4}\text{He} \) jest rozpadem

A. gamma.
B. beta plus.
C. beta minus.
D. alfa.
Rozpad opisany równaniem \( {}_{88}^{226}\text{Ra} \to {}_{86}^{222}\text{Rn} + {}_{2}^{4}\text{He} \) to klasyczny przykład przemiany alfa. Widać to po tym, że z jądra radu „odrywa się” cząstka o liczbie masowej 4 i liczbie atomowej 2, czyli dokładnie jądro helu – to jest właśnie cząstka alfa. Liczba masowa zmniejsza się z 226 do 222 (spadek o 4), a liczba atomowa z 88 do 86 (spadek o 2), co jest typowym wzorcem dla rozpadu alfa. Z fizycznego punktu widzenia jądro ciężkiego pierwiastka, jak rad, pozbywa się nadmiaru energii i „zbyt dużej” liczby nukleonów właśnie przez emisję takiej cząstki. W medycynie, szczególnie w medycynie nuklearnej i w ochronie radiologicznej, rozumienie tego typu przemian jest bardzo praktyczne. Cząstki alfa mają bardzo mały zasięg w tkankach (rzędu dziesiątek mikrometrów), ale jednocześnie bardzo duże liniowe przekazywanie energii (wysoki LET). To oznacza, że jeśli źródło alfa znajdzie się wewnątrz organizmu, może silnie uszkadzać komórki w bardzo małym obszarze. Dlatego w procedurach, które opisują dobre praktyki ochrony radiologicznej, tak mocno podkreśla się, żeby nie spożywać, nie wdychać i nie zanieczyszczać skóry materiałami emitującymi alfa. Z zewnątrz skóra praktycznie zatrzymuje to promieniowanie, ale wewnętrznie jest ono bardzo niebezpieczne. Moim zdaniem znajomość rozpadu alfa przydaje się też przy rozumieniu łańcuchów promieniotwórczych, np. szeregu uranowo-radowego. W takich szeregach wielokrotnie pojawiają się kolejne rozpady alfa prowadzące do powstania gazowego radu i radu–222, który z kolei ma znaczenie w ocenie narażenia na radon w budynkach. W standardach oceny ryzyka radiacyjnego i w dokumentacji ochrony radiologicznej zawsze uwzględnia się, czy mamy do czynienia z promieniowaniem alfa, beta czy gamma, bo od tego zależy zarówno sposób ekranowania, jak i metody monitorowania skażeń. W praktyce technika medycznego znajomość tego typu reakcji pomaga lepiej rozumieć opisy źródeł, charakterystyki radioizotopów w kartach katalogowych oraz zalecenia BHP przy pracy z materiałami promieniotwórczymi.

Pytanie 22

Glukoza podawana pacjentowi w badaniu PET jest znakowana radioaktywnym

A. fosforem.
B. technetem.
C. torem.
D. fluorem.
W badaniu PET standardowym radiofarmaceutykiem jest 18F-FDG, czyli deoksyglukoza znakowana izotopem fluoru-18. To właśnie fluor jest tutaj kluczowy. Jest to emiter pozytonów, który po podaniu dożylnym ulega rozpadowi, a powstające pozytony anihilują z elektronami w tkankach pacjenta. W wyniku anihilacji powstają dwie kwanty promieniowania gamma o energii 511 keV, lecące w przeciwnych kierunkach. Detektory w skanerze PET rejestrują te dwa fotony w koincydencji i na tej podstawie system rekonstruuje trójwymiarowy rozkład aktywności radiofarmaceutyku w organizmie. Dzięki temu można ocenić metabolizm glukozy w różnych narządach, głównie w mózgu, mięśniu sercowym oraz w tkance nowotworowej. W praktyce klinicznej 18F-FDG jest złotym standardem w onkologii, np. przy ocenie zaawansowania chłoniaków, raka płuca czy monitorowaniu odpowiedzi na chemioterapię. Moim zdaniem warto zapamiętać, że fluor-18 ma stosunkowo krótki czas połowicznego zaniku (ok. 110 minut), co z jednej strony wymaga dobrej logistyki (cyklotron, pracownia radiofarmacji, szybki transport), ale z drugiej ogranicza dawkę skuteczną dla pacjenta. Z punktu widzenia technika medycyny nuklearnej ważne jest też to, że FDG zachowuje się bardzo podobnie do naturalnej glukozy: wnika do komórek poprzez transportery GLUT, jest fosforylowana, ale dalej nie bierze udziału w glikolizie, więc „zatrzymuje się” w komórkach o wysokim metabolizmie. To właśnie pozwala obrazować ogniska nowotworowe, procesy zapalne czy żywotność mięśnia sercowego zgodnie z obowiązującymi protokołami i standardami EANM czy SNMMI.

Pytanie 23

W scyntygrafii perfuzyjnej płuc pacjentowi podawany jest radioizotop

A. ¹²³I dożylnie.
B. ⁹⁹ᵐTc dożylnie.
C. ⁹⁹ᵐTc wziewnie.
D. ¹²³I wziewnie.
W scyntygrafii perfuzyjnej płuc standardowo podaje się pacjentowi radiofarmaceutyk z technetem-99m (99mTc) dożylnie. Jest to zwykle makroagregat albuminy ludzkiej znakowany 99mTc (tzw. 99mTc-MAA). Po podaniu do żyły preparat wraz z krwią dociera do krążenia płucnego i zatrzymuje się w małych naczyniach włosowatych płuc, proporcjonalnie do przepływu krwi. Dzięki temu uzyskujemy obraz perfuzji, czyli ukrwienia poszczególnych obszarów płuc. To właśnie ten mechanizm jest kluczowy przy podejrzeniu zatorowości płucnej – widzimy ubytki perfuzji w segmentach, do których nie dopływa krew z powodu zatoru. 99mTc jest izotopem idealnym do takich badań, bo ma krótki okres półtrwania (ok. 6 godzin), emituje głównie promieniowanie gamma o energii odpowiedniej dla gammakamery i daje stosunkowo niską dawkę dla pacjenta. Podanie dożylne jest też technicznie proste i dobrze powtarzalne, co ma znaczenie w codziennej pracy w medycynie nuklearnej. W praktyce klinicznej często łączy się scyntygrafię perfuzyjną z wentylacyjną (badanie V/Q), gdzie perfuzję oceniamy właśnie po dożylnym 99mTc-MAA, a wentylację po podaniu wziewnym innego preparatu (np. aerozolu 99mTc lub gazu szlachetnego). Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: perfuzja = droga naczyniowa = podanie dożylne. To bardzo pomaga w szybkim kojarzeniu protokołów badań przy pracy na pracowni medycyny nuklearnej i w komunikacji z lekarzem kierującym na badanie.

Pytanie 24

Kryterium rozpoznawczym dla fali δ (delta) w badaniu EKG jest

A. zażębienie na ramieniu zstępującym załamka R.
B. obniżenie odcinka ST.
C. uniesienie odcinka ST.
D. zażębienie na ramieniu wstępującym załamka R.
Prawidłowo – fala δ (delta) w EKG to właśnie takie charakterystyczne „zażębienie” na ramieniu wstępującym załamka R. Jest to typowy obraz w preekscytacji komór, szczególnie w zespole Wolffa-Parkinsona-White’a (WPW). Od strony technicznej wygląda to tak, że pobudzenie komór nie idzie wyłącznie przez fizjologiczny układ bodźcoprzewodzący (węzeł AV, pęczek Hisa, włókna Purkinjego), tylko częściowo przez dodatkową drogę przewodzenia (np. pęczek Kenta). To powoduje wcześniejsze, wolniejsze i „rozmyte” pobudzenie fragmentu mięśnia komór. Na zapisie EKG przekłada się to na poszerzenie zespołu QRS i właśnie na to łagodne, ale wyraźne zaokrąglone zażębienie na początku załamka R – czyli na jego ramieniu wstępującym. W praktyce, kiedy interpretujesz EKG i widzisz krótkie PQ (poniżej 120 ms), poszerzone QRS oraz falę delta, od razu trzeba myśleć o zespole WPW. To ma znaczenie nie tylko „na papierze”, ale też klinicznie: pacjenci z preekscytacją są bardziej narażeni na częstoskurcze nadkomorowe, a nawet na migotanie przedsionków przewodzone bardzo szybko na komory. Z mojego doświadczenia warto się nauczyć patrzeć specjalnie na początek zespołu QRS w odprowadzeniach V3–V6, bo tam fala delta często jest najlepiej widoczna. W dobrych praktykach diagnostyki EKG zawsze opisuje się obecność lub brak fali delta, bo wpływa to na dalsze decyzje: np. czy pacjent może bezpiecznie dostać niektóre leki antyarytmiczne albo czy kwalifikuje się do ablacji drogi dodatkowej. Takie szczegóły na pierwszy rzut oka wyglądają jak „mała kreska”, a w rzeczywistości decydują o rozpoznaniu groźnego, choć często dobrze leczącego się zaburzenia przewodzenia.

Pytanie 25

Który radioizotop jest stosowany w diagnostyce i terapii raka tarczycy?

A. ¹³¹I
B. ²²³Ra
C. ¹³³Xe
D. ¹⁸⁶Re
Prawidłowo wskazany radioizotop to 131I, czyli jod-131. To jest klasyk w medycynie nuklearnej, szczególnie w diagnostyce i leczeniu chorób tarczycy. Tarczyca fizjologicznie wychwytuje jod z krwi, bo używa go do produkcji hormonów T3 i T4. Dzięki temu, jeśli podamy pacjentowi radioaktywny jod w formie radiofarmaceutyku, gruczoł tarczowy „sam” go zbierze. To bardzo wygodne i jednocześnie dość selektywne narzędzie. W diagnostyce stosuje się mniejsze dawki 131I do scyntygrafii tarczycy – gammakamera rejestruje promieniowanie gamma emitowane przez izotop, co pozwala ocenić rozmieszczenie czynnej tkanki tarczycowej, obecność guzków, pozostałości po tyreoidektomii. W terapii raka zróżnicowanego tarczycy (np. rak brodawkowaty, pęcherzykowy) wykorzystuje się znacznie wyższe dawki, zgodnie z wytycznymi medycyny nuklearnej i onkologii, żeby zniszczyć komórki nowotworowe wychwytujące jod. To tzw. ablacja resztek tarczycy lub leczenie ognisk przerzutowych. Moim zdaniem to bardzo elegancki przykład terapii celowanej: promieniowanie beta z 131I działa lokalnie, uszkadzając DNA komórek tarczycowych, a promieniowanie gamma umożliwia jednocześnie kontrolę rozkładu dawki na obrazach scyntygraficznych. W praktyce technik medycyny nuklearnej musi pamiętać o przygotowaniu pacjenta (dieta ubogojodowa, odstawienie tyreostatyków, czasem rekombinowane TSH), o zasadach ochrony radiologicznej po podaniu izotopu oraz o poprawnej kalibracji dawkomierza i gammakamery. W większości ośrodków jest to procedura bardzo dobrze wystandaryzowana, oparta na rekomendacjach towarzystw medycyny nuklearnej i onkologii endokrynologicznej.

Pytanie 26

Jakie struktury anatomiczne uwidoczniono na obrazie USG?

Ilustracja do pytania
A. Pęcherzyk żółciowy z kamieniami.
B. Ciężarna macica z czterema płodami.
C. Pęcherz moczowy z kamieniami.
D. Nerka lewa ze złogami.
Na obrazie USG widoczny jest typowy obraz pęcherzyka żółciowego z kamieniami – jest to podłużna, bezechowa struktura (czarna, wypełniona żółcią) z wyraźnie hiperechogenicznymi ogniskami przy jego ścianie. Te jasne „kulki” dają za sobą cienioowanie akustyczne, czyli ciemny cień w głąb obrazu, bo fala ultradźwiękowa nie przechodzi przez złogi. To właśnie ten akustyczny cień jest jednym z najważniejszych kryteriów rozpoznania kamicy pęcherzyka w standardach ultrasonograficznych (m.in. zalecenia PTU i EFSUMB). W praktyce klinicznej, jeśli widzimy: bezechowy pęcherzyk, ruchome lub zalegające przy ścianie hiperechogeniczne złogi z cieniem, do tego dodatni objaw zmiany położenia przy zmianie pozycji pacjenta – myślimy w pierwszej kolejności o kamicy. Z mojego doświadczenia, w opisie badania warto zawsze zaznaczyć: liczbę złogów (pojedyncze vs mnogie), ich wielkość, obecność zgrubienia ściany pęcherzyka, płynu okołopęcherzykowego oraz ewentualny dodatni objaw Murphy’ego w USG (ból przy uciśnięciu głowicą w rzucie pęcherzyka). To pomaga lekarzowi prowadzącemu ocenić, czy mamy tylko niepowikłaną kamicę, czy już ostre zapalenie pęcherzyka. W dobrych praktykach technik wykonujący badanie zawsze optymalizuje głębokość, wzmocnienie (gain) i ognisko tak, żeby ściana pęcherzyka i cień za złogami były jak najbardziej czytelne. Dobrze jest też pamiętać o projekcjach: badamy pęcherzyk w przekrojach podłużnych i poprzecznych, zwykle w pozycji na wznak, czasem dodatkowo w leżeniu na lewym boku, żeby ocenić ruchomość kamieni. Taka systematyka bardzo ułatwia pewne rozpoznanie i odróżnienie kamieni od np. polipów czy zagęszczeń żółci.

Pytanie 27

Który parametr ekspozycji ma decydujący wpływ na kontrast obrazu rentgenowskiego?

A. Odległość źródła promieniowania od detektora [cm].
B. Napięcie na lampie [kV].
C. Filtracja [mm Al].
D. Iloczyn natężenia promieniowania i czasu [mAs].
Prawidłowo wskazany parametr to napięcie na lampie [kV], bo to ono w praktyce najbardziej „rządzi” kontrastem obrazu rentgenowskiego. Z fizycznego punktu widzenia kV decyduje o energii fotonów promieniowania X. Im wyższe napięcie, tym bardziej przenikliwe promieniowanie, tym mniejsza różnica w pochłanianiu między tkankami o różnej gęstości i liczbie atomowej. Efekt jest taki, że kontrast maleje – obraz staje się bardziej „szary”, z mniejszym odróżnieniem struktur. Przy niższym kV fotony mają mniejszą energię, silniej ujawniają się różnice pochłaniania między np. kością a tkanką miękką, więc kontrast rośnie. W praktyce, w dobrych pracowniach RTG, dobór kV jest kluczowym elementem protokołu badania: do zdjęć klatki piersiowej u dorosłych stosuje się zwykle wyższe kV (np. 100–130 kV), żeby uzyskać niski kontrast, ale dobrą wizualizację całej objętości klatki i zmniejszyć dawkę. Natomiast do zdjęć kości, np. ręki czy stopy, używa się niższych napięć (55–65 kV), żeby podkreślić różnice między korą kostną, jamą szpikową i otaczającymi tkankami miękkimi. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: kV to przede wszystkim kontrast, a mAs to głównie jasność/zaszumienie (czyli ekspozycja). Oczywiście w praktyce wszystko się trochę przenika, ale w standardach radiologicznych i w podręcznikach fizyki medycznej właśnie tak to się uczy. Dobrą praktyką jest też to, że technik nie zmienia kV „na oko”, tylko trzyma się ustalonych protokołów dla danej projekcji i typu pacjenta, modyfikując kV świadomie, np. przy pacjencie otyłym albo u dziecka, pamiętając o wpływie na kontrast i dawkę.

Pytanie 28

Badanie przewodu pokarmowego metodą podwójnego kontrastu wiąże się z podaniem pacjentowi

A. barytu i powietrza.
B. barytu i Magnevistu.
C. podwójnej ilości barytu.
D. podwójnej ilości Magnevistu.
Prawidłowa odpowiedź odnosi się do klasycznej techniki tzw. podwójnego kontrastu w badaniach przewodu pokarmowego, głównie żołądka, dwunastnicy i jelita grubego. W tej metodzie zawsze chodzi o połączenie środka cieniującego na bazie barytu z gazem, najczęściej powietrzem lub dwutlenkiem węgla. Baryt (siarczan baru) działa jako kontrast dodatni – silnie pochłania promieniowanie rentgenowskie i na zdjęciu wychodzi jako struktura biała, wyraźnie odcinająca się od tła. Powietrze natomiast to kontrast ujemny – nie pochłania promieniowania, więc daje obraz ciemny, wypełnia światło przewodu pokarmowego i „rozdmuchuje” ściany. Dzięki temu kombinacja barytu i powietrza pozwala bardzo ładnie uwidocznić fałdy błony śluzowej, drobne nadżerki, polipy, guzki czy nieregularności obrysu. W praktyce radiologicznej, zgodnie z typowymi procedurami, podaje się najpierw baryt, a następnie pacjent połyka tabletki musujące albo otrzymuje powietrze przez zgłębnik, żeby uzyskać równomierne rozdęcie. Moim zdaniem to jedna z bardziej „wdzięcznych” technik, bo dobrze wykonane badanie podwójnym kontrastem daje bardzo szczegółowy obraz i jest świetne diagnostycznie, zwłaszcza tam, gdzie endoskopia jest ograniczona albo pacjent jej nie toleruje. Warto pamiętać, że w odróżnieniu od badań z kontrastem jodowym czy paramagnetycznym, baryt w RTG przewodu pokarmowego nie wchłania się z przewodu i działa czysto miejscowo. Standardy opisów radiologicznych przy tej technice zakładają ocenę zarysu ściany, fałdów, perystaltyki oraz obecności ubytków cienia lub sztywności ściany, co w dużej mierze jest możliwe właśnie dzięki temu, że mamy jednocześnie biały kontrast barytowy i ciemne tło powietrzne.

Pytanie 29

Testy podstawowe z zakresu geometrii pola rentgenowskiego, przeznaczone do sprawdzenia zgodności pola wiązki promieniowania rentgenowskiego z symulacją świetlną, są wykonywane raz

A. w kwartale.
B. w miesiącu.
C. w tygodniu.
D. w roku.
Prawidłowa odpowiedź „w miesiącu” wynika z przyjętych w radiologii standardów kontroli jakości dla aparatów rentgenowskich. Testy podstawowe z zakresu geometrii pola rentgenowskiego mają za zadanie sprawdzić, czy pole wiązki promieniowania rzeczywiście pokrywa się z tym, co pokazuje lampa z kolimatorem i symulacja świetlna. Innymi słowy, czy to, co widzisz w polu świetlnym na stole, faktycznie jest naświetlane promieniowaniem X. Moim zdaniem to jest absolutny fundament bezpiecznej pracy w pracowni RTG, bo każdy błąd w geometrii pola od razu odbija się na jakości obrazu i na narażeniu pacjenta. Zgodnie z dobrymi praktykami (różne wytyczne krajowe i europejskie dotyczące kontroli jakości w diagnostyce obrazowej) testy geometrii pola zalicza się do tzw. testów podstawowych, wykonywanych cyklicznie, zwykle właśnie raz w miesiącu. Chodzi o sprawdzenie zgodności wielkości pola, jego centrowania względem kasety/detektora, zbieżności osi wiązki z osią stołu i lampy, oraz zgodności wskaźników odległości ognisko–detektor. W praktyce taki test może polegać na ułożeniu specjalnego fantomu do testów geometrii pola, z naniesionymi znacznikami, i wykonaniu ekspozycji przy różnych ustawieniach pola świetlnego. Potem ocenia się, czy krawędzie obszaru naświetlonego zgadzają się z zaznaczonym obszarem w polu świetlnym, zwykle dopuszczalne odchylenia są rzędu kilku procent wymiaru pola (np. 2% SID). Regularność comiesięcznego testu ma sens, bo geometria pola może się stopniowo rozjeżdżać: poluzowane mechanizmy kolimatora, uszkodzenie lustra, zmiana położenia żarówki, drobne uderzenia lampą o stół – to wszystko w praktyce się zdarza. Miesięczny interwał jest takim rozsądnym kompromisem: na tyle często, żeby szybko wychwycić nieprawidłowości, a jednocześnie nie paraliżować pracy pracowni nadmiarem testów. W wielu pracowniach, z mojego doświadczenia, łączy się ten test z innymi prostymi kontrolami okresowymi, np. sprawdzeniem działania wskaźników odległości, poprawności blokad mechanicznych czy stabilności nastaw ekspozycji. To wszystko wpisuje się w system zapewnienia jakości i ochrony radiologicznej, gdzie jednym z kluczowych celów jest unikanie zbędnych powtórzeń badań i ograniczanie dawek dla pacjenta i personelu.

Pytanie 30

Strzałką na schemacie oznaczono

Ilustracja do pytania
A. węzeł zatokowo-przedsionkowy.
B. prawą odnogę pęczka Hisa.
C. węzeł przedsionkowo-komorowy.
D. lewą odnogę pęczka Hisa.
Strzałka na schemacie pokazuje strukturę położoną w ścianie prawego przedsionka, przy ujściu żyły głównej górnej – to klasyczna lokalizacja węzła zatokowo‑przedsionkowego (SA). Ten węzeł to fizjologiczny rozrusznik serca: generuje impulsy elektryczne, które następnie szerzą się przez mięsień przedsionków i dalej trafiają do węzła przedsionkowo‑komorowego. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć tak: wszystko „zaczyna się” w prawym przedsionku, wysoko, przy żyle głównej górnej. W praktyce diagnostyki elektromedycznej znajomość położenia SA ma znaczenie np. przy interpretacji EKG – rytm zatokowy oznacza, że bodźce powstają właśnie w tym węźle. Na zapisie widzimy wtedy prawidłowe załamki P dodatnie w odprowadzeniach kończynowych (np. II, aVF), z równym odstępem między kolejnymi załamkami R. W badaniach obrazowych (echo serca, TK, MR) węzła nie widać tak ładnie jak na schemacie, ale orientacja anatomiczna jest ta sama: górna część prawego przedsionka, grzebień graniczny. W praktyce klinicznej zaburzenia funkcji węzła zatokowo‑przedsionkowego prowadzą do tzw. choroby węzła zatokowego, bradykardii zatokowej czy naprzemiennych okresów tachy‑ i bradykardii. Wtedy często konieczne jest wszczepienie stymulatora serca, który przejmuje rolę naturalnego rozrusznika. W technice EKG i przy analizie zabiegów elektroterapii (ablacje, implantacje stymulatorów) rozumienie, skąd fizjologicznie startuje impuls, jest absolutną podstawą i pomaga unikać błędów interpretacyjnych. Dlatego dobrze, że kojarzysz ten mały „guzek” przy żyle głównej górnej właśnie z węzłem zatokowo‑przedsionkowym.

Pytanie 31

W badaniu PET CT wykorzystuje się radioizotopy emitujące promieniowanie

A. alfa.
B. gamma.
C. beta plus.
D. beta minus.
W PET/CT bardzo łatwo pomylić się, bo na pierwszy rzut oka wydaje się, że skoro urządzenie rejestruje promieniowanie gamma, to używa się izotopów gamma. I tu jest ten typowy błąd myślowy: mylimy to, co emituje radioizotop, z tym, co w końcu rejestruje detektor. W PET kluczowy jest emiter beta plus, czyli taki radionuklid, który w swoim rozpadzie wytwarza pozyton. Pozyton to antycząstka elektronu, naładowana dodatnio. Po krótkim torze w tkance pozyton zderza się z elektronem i dopiero wtedy dochodzi do anihilacji i powstają dwa fotony gamma o energii 511 keV. Detektory PET nie rejestrują więc bezpośrednio rozpadu beta, tylko produkty anihilacji. Promieniowanie alfa nie ma tu w ogóle zastosowania – cząstki alfa mają bardzo mały zasięg w tkankach i są silnie jonizujące, przez co kompletnie nie nadają się do obrazowania tomograficznego całego ciała. Stosuje się je czasem w terapii izotopowej, ale nie w PET. Emiter beta minus też nie pasuje, bo w tym rozpadzie powstaje elektron, a nie pozyton. Elektron nie anihiluje z elektronem, tylko traci energię w ośrodku przez jonizację i hamowanie, więc nie generuje tych charakterystycznych dwóch fotonów 511 keV pod kątem 180°. Tego rodzaju izotopy wykorzystuje się głównie w terapii (np. 90Y, 131I), ewentualnie w innych typach badań, ale nie w klasycznym PET. Często zdarza się też, że ktoś odpowiada „gamma”, bo kojarzy, że w medycynie nuklearnej jest gammakamera i scyntygrafia. Tam faktycznie używa się emiterów gamma, ale to jest SPECT, a nie PET. PET opiera się właśnie na fizyce anihilacji pozyton–elektron. Moim zdaniem warto sobie to poukładać tak: do ciała zawsze podajemy emiter beta plus, a urządzenie rejestruje pary fotonów gamma po anihilacji. Jak zapamiętasz ten ciąg zdarzeń, to podobne pytania przestają być problemem.

Pytanie 32

Podczas badania EEG w systemie „10-20” literą A oznacza się elektrody

A. skroniowe.
B. uszne.
C. móżdżkowe.
D. pośrodkowe.
W systemie „10–20” stosowanym w EEG litera A pochodzi od angielskiego słowa „auricular”, czyli uszny, odnoszący się do wyrostka sutkowatego i okolicy małżowiny usznej. Elektrody oznaczone jako A1 i A2 umieszcza się odpowiednio przy lewym i prawym uchu. W praktyce klinicznej często nazywa się je także elektrodami referencyjnymi usznymi, bo bardzo często służą jako elektrody odniesienia w klasycznym montażu EEG. Moim zdaniem warto to mieć „w głowie”, bo w opisach zapisów EEG ciągle się pojawiają skróty typu A1–T3, A2–T4 itp. System 10–20 polega na rozmieszczeniu elektrod na powierzchni czaszki w ściśle określonych odległościach procentowych między punktami anatomicznymi (nasion, inion, wyrostki sutkowate). Litery opisują region mózgu: F – czołowe (frontal), T – skroniowe (temporal), C – centralne (central), P – ciemieniowe (parietal), O – potyliczne (occipital), Fp – bieguny czołowe (frontopolar), a A – właśnie uszne. Dodatkowo liczby nieparzyste oznaczają stronę lewą, parzyste – prawą, a litera Z elektrody pośrodkowe (midline). W praktyce technika EEG poprawne rozpoznanie tych oznaczeń jest kluczowe przy zakładaniu czepka, ustawianiu montażu i potem przy interpretacji, np. lokalizacji napadów padaczkowych czy ognisk zwolnienia czynności bioelektrycznej. Prawidłowe rozumienie, że A to uszy, ułatwia od razu zorientowanie się, gdzie przebiega linia odniesienia i jak może wpływać na wygląd zapisu w różnych montażach odniesieniowych i bipolarach, co jest standardem w pracowniach EEG.

Pytanie 33

W scyntygrafii serca metoda bramkowanej akwizycji SPECT umożliwia między innymi ocenę frakcji wyrzutowej

A. lewej komory.
B. prawej komory.
C. prawego przedsionka.
D. lewego przedsionka.
Prawidłowo wskazana została lewa komora serca. W bramkowanej akwizycji SPECT (tzw. gated SPECT) standardem klinicznym jest właśnie ocena czynności skurczowej lewej komory, w tym pomiar frakcji wyrzutowej (LVEF), objętości końcoworozkurczowej i końcowoskurczowej oraz analizy kurczliwości segmentarnej. Gating polega na zsynchronizowaniu rejestracji obrazów z cyklem pracy serca, zwykle na podstawie zapisu EKG. Cykl serca dzielony jest na określoną liczbę faz, np. 8 lub 16, i dla każdej z nich rekonstruuje się obraz 3D. Dzięki temu oprogramowanie może automatycznie obrysować kontur lewej komory i wyliczyć zmianę objętości w czasie, a z tego bezpośrednio obliczyć frakcję wyrzutową. W praktyce klinicznej gated SPECT stosuje się szeroko w ocenie chorych z chorobą wieńcową, po zawale serca, przed wszczepieniem kardiowertera-defibrylatora lub CRT, a także do monitorowania kardiotoksyczności chemioterapii. Moim zdaniem ważne jest zapamiętanie, że to badanie jest przede wszystkim narzędziem do funkcjonalnej oceny lewej komory, a nie przedsionków. W wytycznych medycyny nuklearnej i kardiologii nuklearnej (np. EANM, ASNC) właśnie LVEF z gated SPECT jest traktowana jako istotny, dobrze zwalidowany parametr rokowniczy. W codziennej pracy technika medycyny nuklearnej kluczowe jest poprawne podłączenie EKG, stabilny rytm zatokowy i unikanie artefaktów ruchowych, bo to bezpośrednio wpływa na wiarygodność wyliczonej frakcji wyrzutowej lewej komory.

Pytanie 34

W obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego T1 oznacza czas

A. inwersji.
B. echa.
C. relaksacji poprzecznej.
D. relaksacji podłużnej.
Prawidłowo: w obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego T1 oznacza czas relaksacji podłużnej (spin–sieć). Chodzi o to, jak szybko namagnesowanie podłużne protonów (w osi głównego pola magnesu) wraca do stanu równowagi po pobudzeniu impulsami RF. W praktyce im krótszy T1, tym dany rodzaj tkanek szybciej „odzyskuje” swoje namagnesowanie podłużne i tym jaśniej świeci na obrazach T1‑zależnych. Dlatego na typowych sekwencjach T1‑zależnych tłuszcz ma krótki T1 i jest jasny, a płyny (np. płyn mózgowo‑rdzeniowy) mają długi T1 i wypadają ciemno. To jest bardzo użyteczne np. w rezonansie głowy: kontrast między istotą białą i szarą mózgu wynika w dużej mierze z różnic w T1. Po podaniu środka kontrastowego gadolinowego też patrzymy głównie na obrazy T1‑zależne, bo skrócenie T1 powoduje wzmocnienie sygnału w miejscach gromadzenia się kontrastu (np. guz, obszar zapalny, zaburzona bariera krew–mózg). Moim zdaniem dobrze jest kojarzyć, że T1 to nie jest żaden „czas echa” ani „czas inwersji”, tylko fizyczny parametr tkanki, który decyduje o kontraście przy odpowiednio dobranych parametrach sekwencji (TR, TE, ewentualnie TI). W codziennej pracy technika czy elektroradiologa rozumienie T1 pomaga świadomie dobierać protokoły, wiedzieć czemu zmiana TR zmienia kontrast i dlaczego w jednych badaniach lekarz chce mocno T1‑zależne obrazy, a w innych bardziej T2‑zależne. To jest taka podstawa fizyki MR, do której ciągle się wraca.

Pytanie 35

W przedstawionym na ilustracji obrazie badania angiograficznego uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. guza mózgu.
B. cystę mózgu.
C. tętniaka naczyń mózgowych.
D. stenożę naczyń mózgowych.
Na przedstawionym obrazie widzisz klasyczną selektywną angiografię naczyń mózgowych z podanym kontrastem do tętnicy szyjnej wewnętrznej. Charakterystyczny jest kształt „balonika” lub workowatego uwypuklenia ściany naczynia – to właśnie tętniak naczyń mózgowych. Kontrast wypełnia jego światło, dlatego na zdjęciu uwidacznia się on jako dobrze odgraniczona, zaokrąglona struktura przylegająca do przebiegu tętnicy, ale wyraźnie od niej odstająca. Moim zdaniem to jedno z bardziej typowych pytań z angiografii: klucz to nauczyć się rozpoznawać regularny przebieg naczyń i każde nienaturalne poszerzenie ściany. W tętniaku nie widzimy masy uciskającej naczynia (jak przy guzie), tylko zmianę samej ściany naczyniowej. W praktyce klinicznej takie obrazy są podstawą do kwalifikacji pacjenta do leczenia wewnątrznaczyniowego, np. założenia sprężynki embolizacyjnej (coilów) albo stentu wspomagającego. Angiografia cyfrowa subtrakcyjna (DSA) jest złotym standardem w ocenie tętniaków – pozwala ocenić szyję tętniaka, jego wielkość, kształt, relacje do gałęzi tętniczych. Dobre praktyki wymagają oceny zmian w kilku projekcjach, bo w jednej płaszczyźnie tętniak może wyglądać mniej charakterystycznie. Warto też pamiętać, że w innych metodach obrazowania, jak TK-angio czy MR-angio, tętniak będzie widoczny podobnie jako ogniskowe poszerzenie światła naczynia, ale bez takiej szczegółowości jak w klasycznej angiografii. Dla technika ważne jest poprawne pozycjonowanie pacjenta, odpowiednie tempo podania kontrastu i ścisła współpraca z lekarzem, bo od jakości obrazów zależy bezpieczeństwo dalszego leczenia.

Pytanie 36

W trakcie obrazowania metodą rezonansu magnetycznego wykorzystywane jest zjawisko wysyłania sygnału emitowanego przez

A. protony atomów tlenu.
B. protony atomów wodoru.
C. elektrony atomów tlenu.
D. elektrony atomów wodoru.
Prawidłowo wskazane zostały protony atomów wodoru, czyli dokładnie to, na czym opiera się klasyczna metoda rezonansu magnetycznego wykorzystywana w medycynie. W obrazowaniu MR wykorzystuje się zjawisko jądrowego rezonansu magnetycznego (NMR). W praktyce oznacza to, że w silnym polu magnetycznym jądra wodoru (protony) ustawiają się zgodnie lub przeciwnie do kierunku pola. Następnie aparat wysyła fale radiowe (impuls RF), które wybijają te protony z ich równowagi. Gdy impuls się kończy, protony wracają do stanu wyjściowego i w tym procesie emitują sygnał, który jest rejestrowany przez cewki odbiorcze. To właśnie ten sygnał jest potem przeliczany komputerowo na obraz przekrojowy ciała. W tkankach ludzkiego organizmu jest bardzo dużo wody i tłuszczu, a więc bardzo dużo atomów wodoru – dlatego MR jest tak czuły na różnice w nawodnieniu i składzie tkanek. W praktyce klinicznej wykorzystuje się to np. do oceny zmian w mózgu (udar, stwardnienie rozsiane), stawach, kręgosłupie, narządach jamy brzusznej. Różne sekwencje (T1, T2, PD, FLAIR, DWI itd.) bazują cały czas na tym samym zjawisku: relaksacji protonów wodoru i różnicach w czasach relaksacji T1 i T2 w różnych tkankach. Z mojego doświadczenia, jak raz się zrozumie, że MR „słucha” protonów wodoru w polu magnetycznym, to dużo łatwiej ogarnąć, dlaczego metal w ciele pacjenta jest problemem, czemu ważne jest jednorodne pole magnetyczne i czemu obecność wody w tkankach tak mocno wpływa na kontrast obrazu. To jest absolutna podstawa fizyki rezonansu, którą warto mieć dobrze poukładaną, bo przewija się wszędzie w diagnostyce obrazowej.

Pytanie 37

Technika stereotaktyczna polega na napromienianiu nowotworu

A. wieloma wiązkami wychodzącymi z jednego punktu.
B. wieloma wiązkami z jednej strony.
C. wieloma wiązkami zbiegającymi się w jednym punkcie.
D. jednym dużym polem.
Technika stereotaktyczna polega właśnie na tym, co jest w treści poprawnej odpowiedzi: wiele wąskich, precyzyjnie zaplanowanych wiązek promieniowania z różnych kierunków zbiera się w jednym, dokładnie wyznaczonym punkcie w ciele pacjenta. Ten punkt to cel – najczęściej guz lub malformacja naczyniowa. Poza tym punktem dawka w każdej pojedynczej wiązce jest stosunkowo mała, ale w miejscu ich zbiegu sumuje się do bardzo wysokiej dawki terapeutycznej. To jest cała „magia” stereotaksji. W praktyce klinicznej mówimy o radiochirurgii stereotaktycznej (SRS) dla mózgu, stereotaktycznej radioterapii frakcjonowanej (FSRT) albo stereotaktycznej radioterapii ciała (SBRT/SABR) dla zmian pozaczaszkowych, np. w płucu czy wątrobie. Moim zdaniem kluczowe jest tu skojarzenie: stereotaksja = precyzyjne unieruchomienie + dokładne obrazowanie (TK, MR, czasem PET) + planowanie 3D/4D + wiele wiązek zbieżnych w jeden punkt. Dzięki temu można podać bardzo dużą dawkę na małą objętość przy jednoczesnej ochronie tkanek zdrowych, zgodnie z zasadami ALARA i wytycznymi ICRU oraz ESTRO. W dobrych ośrodkach dba się o dokładność pozycjonowania rzędu milimetrów, stosuje się maski termoplastyczne, ramy stereotaktyczne, systemy IGRT (obrazowanie w trakcie napromieniania), żeby ten punkt zbiegu wiązek pokrywał się idealnie z położeniem guza. To jest standard dobrej praktyki w nowoczesnej radioterapii: wysoka precyzja geometryczna, małe marginesy bezpieczeństwa i bardzo strome gradienty dawki wokół celu. Stereotaksja jest szczególnie przydatna przy małych guzach, dobrze widocznych w obrazowaniu, gdzie zależy nam na maksymalnej oszczędności otaczających struktur krytycznych, na przykład nerwu wzrokowego, pnia mózgu czy rdzenia kręgowego.

Pytanie 38

W badaniu EKG punktem przyłożenia odprowadzenia przedsercowego C2 jest

A. IV międzyżebrze przy lewym brzegu mostka.
B. IV międzyżebrze przy prawym brzegu mostka.
C. rzut koniuszka serca.
D. okolica wyrostka mieczykowatego.
Prawidłowo – odprowadzenie przedsercowe C2 (oznaczane też jako V2) zgodnie ze standardem zapisu EKG umieszcza się w IV międzyżebrzu przy lewym brzegu mostka. To jest klasyczna lokalizacja wg międzynarodowego systemu 12‑odprowadzeniowego. W praktyce technik najpierw lokalizuje ręką wcięcie szyjne mostka, schodzi na rękojeść, a potem na trzon mostka i liczy przestrzenie międzyżebrowe od góry. Druga przestrzeń międzyżebrowa jest tuż pod rękojeścią, dalej trzecia i czwarta – właśnie w tej czwartej, przy lewym brzegu mostka, przyklejamy elektrodę C2/V2. Moim zdaniem warto to sobie parę razy „przećwiczyć palcami” na realnym pacjencie, bo później robi się to już automatycznie. Standardowa kolejność zakładania przedsercowych to zwykle: najpierw C1/V1 w IV międzyżebrzu przy prawym brzegu mostka, potem C2/V2 w IV międzyżebrzu przy lewym brzegu mostka, a dopiero później C4/V4 w rzucie koniuszka serca (V międzyżebrze w linii środkowo-obojczykowej lewej), a następnie C3/V3 między C2 i C4 oraz C5, C6 bardziej bocznie. Poprawne położenie C2 jest bardzo istotne, bo ten punkt „patrzy” na przegrodę międzykomorową i część ściany przedniej. Błędne ustawienie, np. za wysoko albo za nisko, może zafałszować obraz załamków R i S, czasem też odcinka ST, co potem utrudnia wykrycie zawału ściany przedniej lub zmian przerostowych. W dobrych praktykach EKG podkreśla się, żeby zawsze liczyć międzyżebrza, a nie „na oko” przyklejać elektrody. W warunkach klinicznych, np. na SOR czy intensywnej terapii, precyzja bywa trudniejsza, ale tym bardziej warto trzymać się tego schematu, bo od jakości zapisu często zależy decyzja lekarska o trombolizie czy pilnej koronarografii.

Pytanie 39

Jakie są wielkości mocy dawki stosowanej w brachyterapii HDR?

A. 7 – 12 Gy/godzinę.
B. 0,4 – 2 Gy/godzinę.
C. ponad 12 Gy/godzinę.
D. 3 – 6 Gy/godzinę.
Poprawna moc dawki dla brachyterapii HDR to wartości powyżej 12 Gy/godzinę i to właśnie odróżnia ten typ brachyterapii od LDR i PDR. W klasycznym podziale przyjmuje się, że brachyterapia niskiej mocy dawki (LDR) to zakres mniej więcej 0,4–2 Gy/godz., brachyterapia pulsacyjna (PDR) imituje LDR, ale podaje dawkę w krótkich impulsach, a HDR (High Dose Rate) to już dawki zdecydowanie wyższe – właśnie >12 Gy/godz. Ten podział nie jest przypadkowy, tylko wynika z radiobiologii tkanek i bezpieczeństwa prowadzenia leczenia. W HDR stosuje się bardzo aktywne źródła, najczęściej Ir-192, które wprowadzane są do aplikatorów na bardzo krótki czas, zwykle kilka–kilkanaście minut na frakcję. Dzięki tak wysokiej mocy dawki można uzyskać duże dawki frakcyjne w guzie przy bardzo precyzyjnym planowaniu, a jednocześnie ograniczyć napromienienie tkanek zdrowych. W praktyce klinicznej HDR wykorzystuje się np. w raku szyjki macicy, raka trzonu macicy, prostaty, nowotworach głowy i szyi czy w leczeniu zmian skórnych. W planowaniu zgodnie z dobrymi praktykami (np. zalecenia ESTRO, ICRU) bardzo ważne jest, żeby rozumieć różnice między mocą dawki a całkowitą dawką i dawką na frakcję – moc dawki >12 Gy/godz. nie oznacza, że pacjent dostaje taką dawkę całkowitą, tylko że tak szybko jest ona podawana. Moim zdaniem to jedno z kluczowych pojęć w brachyterapii: od mocy dawki zależy organizacja leczenia, ochrona radiologiczna, sposób kontroli jakości i wymagania sprzętowe, dlatego warto mieć ten próg 12 Gy/godz. dobrze w głowie.

Pytanie 40

W celu unieruchomienia okolicy badanej podczas wykonywania zdjęcia nadgarstka u osoby dorosłej należy zastosować

A. cefalostat.
B. tubus.
C. woreczek z piaskiem.
D. bobiks.
Prawidłowo – przy wykonywaniu zdjęcia RTG nadgarstka u osoby dorosłej standardowo stosuje się proste, mechaniczne unieruchomienie, czyli właśnie woreczek z piaskiem. Taki woreczek jest ciężki, dobrze dopasowuje się do kształtu kończyny i stabilizuje dłoń oraz przedramię na stole, nie powodując dodatkowego dyskomfortu. W praktyce technik układa rękę na detektorze lub kasecie, ustawia odpowiednią projekcję (np. PA, skośną, boczną), a następnie dociska okolicę badaną jednym lub dwoma woreczkami z piaskiem. Dzięki temu ogranicza ruchy mimowolne i napinanie mięśni, które są częstą przyczyną poruszenia obrazu i konieczności powtarzania ekspozycji. To jest bardzo zgodne z zasadą ALARA – im mniej powtórek, tym mniejsze narażenie pacjenta na promieniowanie jonizujące. Moim zdaniem to jest taki podstawowy, a trochę niedoceniany element poprawnego pozycjonowania. W wytycznych pracowni radiologicznych i w podręcznikach techniki radiologicznej zawsze podkreśla się, że przy badaniach kości kończyn górnych, szczególnie drobnych stawów, stosuje się proste pomoce pozycjonujące: kliny, gąbki, taśmy i właśnie woreczki z piaskiem. W odróżnieniu od bardziej skomplikowanych uchwytów czy ram, woreczek nie daje artefaktów na obrazie, nie zasłania struktur kostnych i pozwala swobodnie modelować ułożenie ręki. W praktyce, przy zdjęciach pourazowych, kiedy pacjent odczuwa ból i ma ograniczoną ruchomość, taki stabilizator jest wręcz niezbędny, żeby uzyskać ostre, diagnostyczne zdjęcie nadgarstka bez drżenia i zmian pozycji w trakcie ekspozycji.