Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 8 czerwca 2026 10:51
  • Data zakończenia: 8 czerwca 2026 10:56

Egzamin zdany!

Wynik: 37/40 punktów (92,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Badanie polegające na wprowadzeniu cewnika przez pęcherz moczowy do moczowodu i miedniczki nerkowej i podaniu środka kontrastującego to

A. urografia.
B. cystografia.
C. pielografia zstępująca.
D. pielografia wstępująca.
Prawidłowa odpowiedź to pielografia wstępująca, bo właśnie tak nazywa się badanie, w którym cewnik wprowadza się przez cewkę moczową do pęcherza, dalej do ujścia moczowodu, a następnie do samego moczowodu i miedniczki nerkowej, i podaje się środek kontrastowy „pod prąd” moczu. Kontrast przemieszcza się z dołu do góry, w kierunku nerki – stąd określenie „wstępująca”. Jest to klasyczne badanie radiologiczne dróg moczowych wykonywane pod kontrolą fluoroskopii, zwykle na sali RTG, często we współpracy z urologiem. W praktyce klinicznej pielografia wstępująca jest stosowana wtedy, gdy urografia dożylna (zwykła urografia) nie daje wystarczających informacji, np. przy podejrzeniu zwężeń moczowodu, zmian nowotworowych, przetok moczowych czy niejasnych poszerzeń układu kielichowo‑miedniczkowego. Dużym plusem tego badania jest możliwość bardzo dokładnego uwidocznienia światła moczowodu na całej jego długości, bo kontrast podajemy bezpośrednio do badanego odcinka, a nie tylko „czekamy”, aż nerka go wydali. Wymaga to jednak bardziej inwazyjnej procedury – cewnikowania, aseptyki, kontroli dawki promieniowania, a także dobrej współpracy z pacjentem. Z mojego doświadczenia typową dobrą praktyką jest wykonywanie serii zdjęć w kilku projekcjach (AP, skośne), przy małej dawce, z dokładnym opisem poziomu ewentualnych zwężeń czy ubytków wypełnienia. W nowoczesnej diagnostyce często porównuje się wynik pielografii wstępującej z TK lub MR, ale sama technika nadal ma swoje miejsce, szczególnie w planowaniu zabiegów urologicznych, np. założenia stentu JJ.

Pytanie 2

HRCT (high-resolution computed tomography) jest metodą obrazowania TK

A. przeciętnej rozdzielczości.
B. wysokiej rozdzielczości.
C. średniej rozdzielczości.
D. niskiej rozdzielczości.
HRCT to skrót od angielskiego „high-resolution computed tomography”, czyli tomografia komputerowa wysokiej rozdzielczości. Sama nazwa już mówi, jaka jest poprawna odpowiedź: jest to metoda TK zaprojektowana właśnie po to, żeby uzyskać jak najwyższą rozdzielczość przestrzenną obrazu, szczególnie w obrębie miąższu płuc. W praktyce oznacza to, że na obrazach HRCT bardzo dobrze widać drobne struktury anatomiczne, jak przegrody międzyzrazikowe, małe oskrzeliki, drobne zmiany śródmiąższowe. Stosuje się cienkie warstwy (zwykle 0,5–1,5 mm), wysokoczęstotliwościowe filtry rekonstrukcyjne (tzw. filtr „kostny” lub „wysokiej rozdzielczości”) i odpowiednio dobrane parametry ekspozycji. Moim zdaniem warto kojarzyć, że HRCT to nie jest inny typ aparatu, tylko specyficzny protokół badania i rekonstrukcji danych w standardowym tomografie. W zaleceniach towarzystw radiologicznych (np. Fleischner Society, ERS/ESTS) HRCT jest metodą z wyboru w diagnostyce chorób śródmiąższowych płuc, rozedmy, rozstrzeni oskrzeli, oceny zmian po COVID‑19 czy pylic. W codziennej pracy technika elektroradiologii bardzo ważne jest prawidłowe dobranie grubości warstwy, kolimacji, sposobu oddychania pacjenta (zwykle wdech, niekiedy też wydech), a także unikanie zbędnych serii, żeby niepotrzebnie nie zwiększać dawki. Standardem jest rekonstrukcja obrazów w płaszczyznach MPR (np. czołowej i strzałkowej), co jeszcze bardziej wykorzystuje wysoką rozdzielczość danych. Dobrą praktyką jest też dokładne opisanie w protokole badania, że wykonano HRCT klatki piersiowej, bo to od razu kieruje lekarza opisującego na właściwą interpretację obrazu, z uwzględnieniem bardzo drobnych zmian strukturalnych.

Pytanie 3

W leczeniu izotopowym tarczycy podaje się

A. dożylnie emiter promieniowania β
B. doustnie emiter promieniowania β
C. dożylnie emiter promieniowania α
D. doustnie emiter promieniowania α
Prawidłowo: w leczeniu izotopowym nadczynności tarczycy stosuje się doustnie preparaty zawierające jod promieniotwórczy, najczęściej jod-131, który jest emiterem promieniowania β. Tarczyca fizjologicznie wychwytuje jod z krwi, więc po połknięciu kapsułki lub płynu radiojod trafia do gruczołu tak jak zwykły jod, a następnie emituje promieniowanie beta bezpośrednio w tkance. Dzięki temu mamy efekt tzw. terapii celowanej: dawka promieniowania jest skoncentrowana głównie w tarczycy, a narządy sąsiednie dostają relatywnie małą dawkę. To jest bardzo zgodne z zasadą ALARA i ze standardami medycyny nuklearnej.
Promieniowanie β (elektrony) ma stosunkowo mały zasięg w tkankach – rzędu kilku milimetrów. To oznacza, że niszczy głównie komórki tarczycy gromadzące jod, bez głębokiego uszkadzania dalszych struktur. W praktyce klinicznej używa się specjalnie przygotowanych radiofarmaceutyków, zwykle w postaci kapsułek, które pacjent połyka jednorazowo pod kontrolą personelu medycyny nuklearnej. Nie ma tutaj żadnej iniekcji dożylnej, bo nie ma takiej potrzeby – fizjologia tarczycy sama „dowiezie” radiojod tam, gdzie trzeba.
W procedurach opisanych w wytycznych (np. EANM, Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej) podkreśla się, że podanie doustne jest standardem, a dawka jest dobierana indywidualnie w zależności od masy tarczycy, stopnia nadczynności, czasem także wieku pacjenta. Moim zdaniem warto zapamiętać taki prosty schemat: leczenie nadczynności tarczycy = doustny jod-131 = emiter β. W praktyce technika jest dość prosta organizacyjnie, ale wymaga ścisłego przestrzegania zasad ochrony radiologicznej, np. odizolowania pacjenta przez pewien czas, ograniczenia kontaktu z dziećmi i kobietami w ciąży oraz dokładnej dokumentacji podanej aktywności. To jest typowy, klasyczny przykład terapeutycznego zastosowania medycyny nuklearnej, odróżniający ją od radioterapii zewnętrznej.

Pytanie 4

Na jakim etapie procesu karcynogenezy dochodzi do inwazji miejscowej nowotworu i tworzenia przerzutów odległych?

A. Inicjacji.
B. Promocji.
C. Progresji.
D. Konwersji.
Prawidłowo wskazany etap to progresja i to jest kluczowy moment w całej karcynogenezie. W fazie progresji nowotwór przestaje być tylko miejscową zmianą ograniczoną do nabłonka czy tkanki wyjściowej, a zaczyna wykazywać pełne cechy złośliwości klinicznej. Komórki nowotworowe nabywają zdolność do inwazji miejscowej – przechodzą przez błonę podstawną, niszczą podścielisko, wnikają do naczyń krwionośnych i limfatycznych. To właśnie wtedy dochodzi do tworzenia przerzutów odległych, czyli zajęcia narządów takich jak płuca, wątroba, kości czy mózg. Z punktu widzenia praktyki medycznej ten etap ma ogromne znaczenie rokownicze: nowotwór w fazie progresji zwykle odpowiada zaawansowanym stopniom TNM (np. T3–T4, N+, M1), co wpływa na wybór leczenia – częściej stosuje się leczenie systemowe (chemioterapia, immunoterapia, terapia celowana), a nie tylko zabieg chirurgiczny. W codziennej diagnostyce radiologicznej i onkologicznej właśnie w tej fazie szukamy cech inwazji: naciekania ścian narządów, przekraczania powięzi, zajęcia węzłów chłonnych, obecności zmian meta w narządach odległych. Moim zdaniem warto pamiętać też, że progresja to efekt nagromadzenia wielu mutacji i niestabilności genetycznej – komórki stają się coraz bardziej agresywne, szybciej rosną, są mniej zależne od sygnałów regulacyjnych organizmu. W standardach onkologicznych uznaje się, że dopiero nowotwór zdolny do inwazji i przerzutowania jest pełnoprawnym rakiem złośliwym, a nie tylko zmianą przedinwazyjną czy dysplastyczną. Dlatego skojarzenie: progresja = inwazja + przerzuty jest bardzo praktyczne i przydatne na egzaminach oraz w realnej pracy z pacjentami.

Pytanie 5

Podczas teleradioterapii piersi lewej narządem krytycznym jest

A. trzustka.
B. wątroba.
C. nerka.
D. serce.
Prawidłowo wskazano serce jako narząd krytyczny podczas teleradioterapii piersi lewej. W planowaniu radioterapii pojęcie „narząd krytyczny” oznacza strukturę, której przekroczenie dawki tolerancji może prowadzić do poważnych, często nieodwracalnych powikłań. W napromienianiu piersi lewej serce znajduje się bardzo blisko objętości tarczowej, szczególnie jego przednie ściany, koniuszek i gałąź międzykomorowa przednia. Dlatego w standardach planowania (np. wytyczne ESTRO, QUANTEC) ustala się konkretne ograniczenia dawki dla serca i tętnic wieńcowych, np. średnia dawka dla serca Dmean < 4–5 Gy, ograniczenie objętości serca otrzymującej 20 Gy (V20), a w nowocześniejszych planach także ograniczenia dla lewej tętnicy zstępującej (LAD). Z mojego doświadczenia to jest jeden z kluczowych tematów na praktykach w radioterapii: fizyk i lekarz bardzo dokładnie oglądają rozkład izodoz w okolicy serca i płuca lewego, bo to właśnie tam najłatwiej „przestrzelić” dopuszczalne wartości. W praktyce klinicznej stosuje się różne techniki, żeby serce jak najbardziej oszczędzić: pozycja na brzuchu (prone), technika DIBH (głębokiego wdechu z zatrzymaniem oddechu), IMRT/VMAT czy odpowiedni dobór kątów pól w klasycznej 3D-CRT. Podczas głębokiego wdechu klatka piersiowa się powiększa, serce oddala się od ściany klatki i dzięki temu dawka na serce spada, co ma realny wpływ na zmniejszenie ryzyka późnej kardiotoksyczności, np. choroby wieńcowej, niewydolności serca, zaburzeń rytmu. W dobrych ośrodkach radioterapii kontrola dawki na serce jest traktowana jako standard jakości planu, a nie tylko „dodatek”, bo pacjentka ma żyć wiele lat po zakończeniu leczenia i nie ma sensu leczyć raka, a jednocześnie powoli uszkadzać serce.

Pytanie 6

Jaki czas należy ustawić do wykonania zdjęcia rentgenowskiego dwójki górnej lewej?

Tabela ekspozycji
wartościczasu (s)napięcia (kV)natężenia (mA)
zęby przedtrzonowe i kły0,160608
siekacze0,120608
zęby trzonowe0,200608
ekspozycja zgryzowo-skrzydełkowa0,180666
A. 0,180 s
B. 0,120 s
C. 0,200 s
D. 0,160 s
Poprawnie wybrałeś czas 0,120 s, bo dwójka górna lewa (siekacz boczny szczęki) należy do grupy zębów „siekacze” i dokładnie ta grupa ma w tabeli ekspozycji przypisany czas 0,120 s przy napięciu 60 kV i natężeniu 8 mA. Czyli klucz do zadania to nie tyle numer zęba, co umiejętność prawidłowego przyporządkowania go do odpowiedniej grupy anatomiczno-funkcjonalnej w tabeli: siekacze, kły i przedtrzonowce, trzonowce, ekspozycje zgryzowo‑skrzydełkowe. Dwójka górna jest siekaczem, więc korzystamy z wiersza „siekacze”.
Moim zdaniem w praktyce bardzo ważne jest, żebyś nie ustawiać czasu „na oko”, tylko zawsze odnosił się do tabeli ekspozycji producenta aparatu lub do procedur wewnętrznych pracowni. Dzięki temu dawka promieniowania jest możliwie mała, a obraz ma wystarczającą gęstość optyczną i kontrast, żeby lekarz mógł coś sensownego ocenić. Zbyt długi czas ekspozycji to prześwietlenie zdjęcia, utrata detali, a przy okazji niepotrzebne zwiększenie dawki pacjenta. Zbyt krótki – niedoświetlenie, szum, brak czytelności struktur okołowierzchołkowych, co w stomatologii jest bardzo krytyczne.
W dobrych praktykach stomatologicznych przyjęte jest, że dla siekaczy ustawia się zwykle krótszy czas niż dla zębów trzonowych, bo tkanki w tym rejonie są cieńsze, a masa kostna mniejsza. To dokładnie widać w tabeli: 0,120 s dla siekaczy vs 0,200 s dla trzonowców. W pracy z aparatem RTG warto też pamiętać, że tabelę traktujemy jako punkt wyjścia – u osób o bardzo masywnej budowie, przy dużej ilości tkanek miękkich, czas można minimalnie korygować, ale zawsze świadomie i w granicach protokołu. Z mojego doświadczenia, im lepiej ktoś rozumie powiązanie: rodzaj zęba → grubość tkanek → parametry ekspozycji, tym szybciej i pewniej pracuje przy aparacie RTG i rzadziej musi powtarzać zdjęcia, co jest kluczowe z punktu widzenia ochrony radiologicznej.

Pytanie 7

Kolimator wielolistkowy w akceleratorze liniowym jest stosowany do

A. wyznaczania pozycji pola napromienianego.
B. formowania kształtu pola napromienianego.
C. generowania czasu napromieniania.
D. modulacji mocy wiązki.
Prawidłowo – kolimator wielolistkowy (MLC, z ang. multileaf collimator) w akceleratorze liniowym służy właśnie do formowania kształtu pola napromieniania. To jest jego podstawowa i najważniejsza rola w radioterapii z wykorzystaniem fotonów megawoltowych. Zamiast prostego, prostokątnego pola ustawianego tylko kolimatorami szczękowymi, MLC pozwala „wyciąć” pole dokładnie pod zarys guza widoczny na planie leczenia. Każdy listek MLC jest wykonany z materiału silnie pochłaniającego promieniowanie (najczęściej wolfram), a ich niezależny ruch powoduje, że można kształtować wiązkę bardzo precyzyjnie, praktycznie jak nożyczkami. W nowoczesnych technikach, takich jak 3D-CRT, IMRT czy VMAT, formowanie pola przez MLC jest standardem i podstawą dobrej praktyki klinicznej. Dzięki temu można lepiej oszczędzać narządy krytyczne (OAR), na przykład rdzeń kręgowy, nerki czy ślinianki, a jednocześnie dostarczać wysoką dawkę do objętości PTV. Moim zdaniem, bez sprawnego MLC trudno dziś mówić o zaawansowanej radioterapii – to jest element kluczowy w każdym nowoczesnym akceleratorze. W technikach dynamicznych listki mogą się poruszać w trakcie napromieniania, ale nadal ich główną funkcją jest zmiana kształtu i rozkładu dawki w polu, a nie samo odmierzanie czasu czy ustawianie środka pola. W praktyce technik radioterapii widzi na panelu sterowania właśnie kontur pola utworzony przez MLC, dopasowany do obrysu guza z obrazu planistycznego CT, co jest zgodne z zaleceniami międzynarodowych towarzystw, takich jak ICRU czy ESTRO.

Pytanie 8

Podczas wykonywania badania EKG czarną elektrodę kończynową należy umieścić na kończynie dolnej

A. lewej i po zewnętrznej stronie podudzia.
B. lewej i po wewnętrznej stronie podudzia.
C. prawej i po zewnętrznej stronie podudzia.
D. prawej i po wewnętrznej stronie podudzia.
Właściwe umieszczenie czarnej elektrody kończynowej na prawej kończynie dolnej, po stronie zewnętrznej podudzia, wynika bezpośrednio ze standardu wykonywania 12‑odprowadzeniowego EKG. Ta elektroda jest nazywana elektrodą uziemiającą (masą) i choć nie tworzy bezpośrednio żadnego z odprowadzeń rejestrowanych w zapisie, to stabilizuje układ pomiarowy, zmniejsza zakłócenia i poprawia jakość sygnału. Z mojego doświadczenia to właśnie poprawne podłączenie tej elektrody często decyduje, czy zapis będzie czysty, bez „pływającej” linii izoelektrycznej i zakłóceń sieciowych. Zgodnie z powszechnie przyjętymi zasadami (m.in. wytyczne kardiologiczne i instrukcje producentów aparatów EKG) kończynowe elektrody umieszcza się: czerwona – prawa ręka, żółta – lewa ręka, zielona – lewa noga, czarna – prawa noga. Na kończynach dolnych zaleca się lokalizację na podudziu, po stronie zewnętrznej, na skórze nieowłosionej, odtłuszczonej, bez ran i podrażnień. Dlaczego po zewnętrznej stronie? Bo tam jest zwykle mniej ruchu mięśniowego, łatwiej przykleić elektrodę i pacjentowi jest wygodniej leżeć, nie zahacza o kable. Ma to znaczenie praktyczne zwłaszcza przy dłuższym monitorowaniu, np. w telemetrii. Dodatkowo, zachowanie stałego schematu rozmieszczenia elektrod (w tym masy na prawej nodze) ułatwia porównywanie zapisów EKG w czasie – jeśli każdy technik robi to „po swojemu”, to rośnie ryzyko błędnej interpretacji zmian amplitudy załamków. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: prawa noga, bok podudzia, skóra dobrze przygotowana – wtedy badanie idzie szybko i bez nerwów, a opisujący lekarz dostaje wiarygodny materiał do oceny.

Pytanie 9

Na obrazie TK nadgarstka uwidocznione jest złamanie kości

Ilustracja do pytania
A. główkowatej.
B. haczykowatej.
C. księżycowatej.
D. łódeczkowatej.
Prawidłowo wskazana została kość łódeczkowata. Na obrazie TK nadgarstka widoczna jest projekcja w płaszczyźnie czołowej, a kość łódeczkowata leży w szeregu bliższym kości nadgarstka, po stronie promieniowej, między wyrostkiem rylcowatym kości promieniowej a kością główkowatą i czworoboczną większą. W TK (tak samo jak w dobrych projekcjach RTG – PA, skośnych, czasem tzw. projekcji Stechera) zwraca się uwagę na ciągłość warstwy korowej i jednorodność struktury beleczkowej. W złamaniu kości łódeczkowatej widzimy szczelinę złamania przechodzącą przez trzon, często z niewielkim przemieszczeniem odłamów lub tylko z zatarciem zarysu korowego. Moim zdaniem to jest jedno z kluczowych złamań, które technik i lekarz radiolog powinni umieć „wyłapać”, bo kość łódeczkowata ma słabsze unaczynienie (zwłaszcza biegun bliższy) i łatwo dochodzi do jałowej martwicy, jeśli uraz zostanie przeoczony. W praktyce klinicznej TK wykonuje się najczęściej wtedy, gdy klasyczne RTG jest niejednoznaczne, a pacjent ma typowe objawy: ból w tabakierce anatomicznej, ból przy osiowym obciążeniu kciuka, ograniczenie ruchu. Dobrą praktyką jest przeglądanie obrazów w kilku płaszczyznach rekonstrukcyjnych (coronal, sagittal, axial) z cienką warstwą cięcia, bo szczelina złamania czasem jest widoczna tylko w jednej z nich. W standardach opisowych zaleca się dokładne określenie lokalizacji (biegun dalszy, trzon, biegun bliższy), stopnia przemieszczenia, ewentualnych fragmentów kostnych oraz oceny powierzchni stawowych pod kątem uszkodzeń chrzęstnych. W codziennej pracy bardzo pomaga znajomość topografii: najbardziej promieniowo i nieco dłoniowo – właśnie łódeczkowata, obok niej księżycowata, a dalej w stronę łokciową – trójgraniasta i grochowata. Im lepiej kojarzysz ten układ, tym szybciej i pewniej rozpoznajesz złamania na TK i RTG.

Pytanie 10

Pielografia zstępująca umożliwia diagnostykę

A. miąższu nerek po dożylnym podaniu środka kontrastującego.
B. układu naczyniowego po dożylnym podaniu środka kontrastującego.
C. pęcherza moczowego po podaniu środka kontrastującego przez cewnik.
D. dróg moczowych po przezskórnym podaniu środka kontrastującego do miedniczki.
W tym zadaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie odpowiedzi brzmią jak jakieś badanie z kontrastem, ale klucz tkwi w nazwie i drodze podania środka cieniującego. Pielografia zstępująca nie służy do oceny miąższu nerek po dożylnym podaniu kontrastu – to opis bardziej pasujący do urografii dożylnej albo tomografii komputerowej nerek z kontrastem. W tych badaniach interesuje nas wydzielanie kontrastu przez nerki i obraz miąższu, czyli parenchymy, a nie tylko światło dróg moczowych. W pielografii natomiast środek kontrastujący ma wypełnić wnętrze układu kielichowo‑miedniczkowego i moczowodu, żeby było widać ich kształt, zwężenia, zastoje czy uszkodzenia. Kolejne skojarzenie bywa z układem naczyniowym, bo tam też często podaje się kontrast dożylnie. Jednak badania naczyń to już angiografia, flebografia czy angio‑TK, a nie pielografia. W diagnostyce naczyń zupełnie inne są wskazania, technika, a także sposób obrazowania, mimo że też używa się promieniowania jonizującego i kontrastów jodowych. Pomylenie tych pojęć wynika zwykle z tego, że każdy kontrast kojarzy się automatycznie z „żyłą”, co nie jest prawdą – tu kontrast idzie bezpośrednio do układu moczowego. Pojawia się też odpowiedź dotycząca pęcherza moczowego po podaniu kontrastu przez cewnik. To opis cystografii, czyli badania pęcherza moczowego (czasem z oceną cewki). W cystografii wypełnia się pęcherz kontrastem przez cewnik i ocenia jego kształt, ściany, ewentualny refluks pęcherzowo‑moczowodowy. To inne badanie niż pielografia, chociaż też dotyczy układu moczowego. Pielografia zstępująca skupia się na drogach moczowych powyżej pęcherza, głównie na układzie kielichowo‑miedniczkowym i moczowodach, i wymaga przezskórnego dojścia do miedniczki nerkowej. Typowym błędem myślowym jest sprowadzenie wszystkich badań z kontrastem do jednego worka i patrzenie tylko na narząd, a nie na sposób podania środka cieniującego i na dokładną nazwę procedury. W praktyce zawodowej warto zawsze kojarzyć: pielografia – drogi moczowe, cystografia – pęcherz, angiografia – naczynia, a dożylne badania miąższu nerek to już zupełnie inna technika i inne wskazania.

Pytanie 11

W badaniu MR nadgarstka w ułożeniu na supermana pacjent leży na

A. plecach, głową do magnesu, a badana kończyna jest wyciągnięta wzdłuż tułowia.
B. brzuchu, głową do magnesu, a badana kończyna jest wyciągnięta wzdłuż tułowia.
C. plecach, głową do magnesu, a badana kończyna jest wyciągnięta za głową.
D. brzuchu, głową do magnesu, a badana kończyna jest wyciągnięta za głową.
W ułożeniu „na supermana” w badaniu MR nadgarstka pacjent leży na brzuchu (pozycja pronacyjna), głową do magnesu, a badana kończyna górna jest wyciągnięta nad głową, w osi długiej stołu. Ta konfiguracja dokładnie odpowiada odpowiedzi: „brzuchu, głową do magnesu, a badana kończyna jest wyciągnięta za głową”. Taki sposób pozycjonowania nie jest przypadkowy – pozwala wprowadzić dłoń i nadgarstek głęboko do cewki nadgarstkowej lub małej cewki odbiorczej, możliwie blisko izocentrum magnesu, gdzie pole magnetyczne jest najbardziej jednorodne. Dzięki temu uzyskujemy wysoką rozdzielczość przestrzenną i lepszy stosunek sygnału do szumu (SNR), co ma ogromne znaczenie przy obrazowaniu drobnych struktur stawowych, więzadeł czy chrząstki. Moim zdaniem to jedna z tych pozycji, które na początku wydają się trochę niewygodne i „udziwnione”, ale w praktyce technika MR nadgarstka bardzo na niej zyskuje. Pozycja na brzuchu dodatkowo stabilizuje tułów, zmniejsza ruchomość klatki piersiowej w stosunku do badanej ręki i ułatwia unieruchomienie kończyny za pomocą klinów, gąbek czy taśm. W standardach pracowni rezonansu, zwłaszcza przy badaniach kończyn górnych, często zaleca się właśnie układ „superman” szczególnie u pacjentów, którzy gorzej tolerują długie badania w tunelu, bo reszta ciała może znajdować się bliżej wlotu gantry, a do środka wchodzi głównie ręka. Jest to też dobra praktyka przy planowaniu sekwencji o dużej czułości na ruch (np. T2 z saturacją tłuszczu), gdzie każdy artefakt ruchowy nadgarstka czy palców może zepsuć całe badanie. Warto zapamiętać, że kluczowe elementy tego ułożenia to: pozycja na brzuchu, głowa do magnesu i kończyna wyciągnięta nad głową – dopiero komplet tych trzech warunków daje typowe ułożenie „na supermana” opisane w literaturze i procedurach działowych.

Pytanie 12

W badaniu MR czas repetycji TR jest parametrem określającym odstęp czasu między

A. dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF90ᵒ
B. dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF180ᵒ
C. impulsem inwersji 90ᵒ a czasem powstania sygnału (echa).
D. impulsem inwersji 180ᵒ a czasem powstania sygnału (echa).
Prawidłowo – czas repetycji TR w badaniu rezonansu magnetycznego to odstęp czasu między dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF o kącie 90°. To jest taki podstawowy „rytmem serca” sekwencji spin-echo i większości klasycznych sekwencji. Po pierwszym impulsie 90° następuje wzbudzenie magnetyzacji poprzecznej, potem relaksacja T1 i T2, pojawia się echo, a dopiero po zadanym czasie TR podajemy kolejny impuls 90° i zaczyna się następny cykl pomiaru dla tej samej warstwy. W praktyce dobór TR decyduje o tym, jak bardzo obraz będzie zależny od relaksacji T1. Krótkie TR (np. 300–700 ms) silnie eksponuje różnice T1, czyli daje typowe obrazy T1-zależne. Długie TR (np. 2000 ms i więcej) zmniejsza wpływ T1 i pozwala bardziej „wybrzmieć” kontrastowi T2 lub gęstości protonowej. Moim zdaniem warto to sobie kojarzyć tak: technik ustawiając TR de facto ustawia, ile czasu da tkankom na odtworzenie magnetyzacji podłużnej po impulsie 90°. Jeśli czasu jest mało, tkanki o krótkim T1 będą jaśniejsze, bo szybciej się regenerują; jeśli dużo, różnice T1 się spłaszczają. W codziennej pracy przy planowaniu protokołów MR TR jest jednym z kluczowych parametrów razem z TE i ewentualnie TI. W standardowych sekwencjach spin-echo zawsze myślimy o TR jako o czasie pomiędzy kolejnymi impulsami 90°, a nie 180° czy impulsami inwersyjnymi. To pomaga też szybko odróżnić, czym jest TR, a czym TI, które definiuje się zupełnie inaczej. Dobrą praktyką jest zawsze patrzeć na TR i od razu kojarzyć, jaki rodzaj kontrastu uzyskamy oraz jak wpłynie to na czas trwania całej sekwencji i komfort pacjenta.

Pytanie 13

Jednym z kryteriów poprawnie wykonanego badania spirometrycznego jest czas trwania natężonego wydechu, który powinien wynosić u osób powyżej 10 roku życia co najmniej

A. 6 sekund.
B. 4 sekundy.
C. 3 sekundy.
D. 2 sekundy.
Prawidłowo: jednym z kluczowych kryteriów poprawnie wykonanego badania spirometrycznego u osób powyżej 10. roku życia jest minimalny czas trwania natężonego wydechu (tzw. FVC manewr), który powinien wynosić co najmniej 6 sekund. Ten wymóg wynika z międzynarodowych standardów, m.in. wytycznych ATS/ERS, które określają warunki akceptowalności i powtarzalności spirometrii. Chodzi o to, żeby pacjent zdążył faktycznie „opróżnić” płuca, a krzywa wydechu osiągnęła wyraźny plateau, czyli wypłaszczenie przepływu, świadczące o zakończeniu wydechu. Jeśli wydech trwa zbyt krótko, to objętość wymuszona (FVC) jest zaniżona, a wtedy wskaźniki takie jak FEV1/FVC czy interpretacja obturacji i restrykcji robią się po prostu niewiarygodne. W codziennej praktyce, przy badaniu osób dorosłych i młodzieży, technik powinien pilnować nie tylko samego czasu 6 sekund, ale też kształtu krzywej i zachowania pacjenta. Często trzeba mocno dopingować: „jeszcze, jeszcze, nie przerywać”, bo pacjenci mają tendencję do kończenia wydechu za wcześnie, jak tylko poczują dyskomfort. Moim zdaniem dobra kontrola tego parametru to połowa sukcesu w spirometrii, bo bez pełnego wydechu możemy przeoczyć np. obturację w małych oskrzelach. Warto też pamiętać, że u niektórych osób, np. z ciężką obturacją, wydech spontanicznie trwa nawet dłużej niż 6 sekund i to też jest cenna informacja kliniczna. W pracowni spirometrycznej dobrą praktyką jest dokumentowanie, czy kryterium 6 sekund i plateau zostało spełnione, bo ma to wpływ na to, czy opis badania będzie uznany za wiarygodny przez lekarza pulmonologa.

Pytanie 14

Przedstawiony obraz radiologiczny został zarejestrowany podczas badania jelita

Ilustracja do pytania
A. cienkiego po doodbytniczym podaniu środka kontrastującego.
B. grubego po doodbytniczym podaniu środka kontrastującego.
C. cienkiego po doustnym podaniu środka kontrastującego.
D. grubego po doustnym podaniu środka kontrastującego.
Na obrazie widać klasyczną wlewkę doodbytniczą jelita grubego (tzw. badanie kontrastowe jelita grubego z barytem). Środek cieniujący został podany od strony odbytnicy, dlatego kontrast bardzo dokładnie wypełnia światło okrężnicy, odwzorowując jej zarys, haustracje i przebieg. Jelito grube ma charakterystyczny obraz: szerokie światło, wyraźne haustry układające się w takie jakby segmenty, brak typowych dla jelita cienkiego fałdów okrężnych przechodzących przez całe światło. Na zdjęciu widoczny jest zarys okrężnicy wstępującej, poprzecznej, zstępującej i esicy, co jednoznacznie przemawia za jelitem grubym. Po doodbytniczym podaniu kontrastu uzyskujemy tzw. badanie wlewu kontrastowego, które w standardowej praktyce radiologicznej stosuje się głównie do oceny zmian strukturalnych jelita grubego: zwężeń, uchyłków, guzów, nieprawidłowego poszerzenia, zaburzeń zarysów fałdów śluzówki. W technikach zgodnych z dobrymi praktykami (np. zalecenia towarzystw radiologicznych) pacjent jest odpowiednio przygotowany – oczyszczenie jelita, często dieta płynna dzień wcześniej – tak żeby kontrast równomiernie wypełniał światło i nie było artefaktów z zalegających mas kałowych. Moim zdaniem to jedno z badań, na których bardzo dobrze widać różnicę między jelitem cienkim a grubym, co przydaje się potem przy interpretacji tomografii czy badań z podwójnym kontrastem. Warto zapamiętać: jelito grube + baryt podany od dołu = wlew doodbytniczy, taki jak na tym zdjęciu.

Pytanie 15

Folia wzmacniająca umieszczona w kasecie rentgenowskiej emituje pod wpływem promieniowania X światło

A. widzialne, wymagające zwiększenia dawki promieniowania do wykonania badania.
B. widzialne, umożliwiające zmniejszenie dawki promieniowania do wykonania badania.
C. ultrafioletowe, wymagające zwiększenia dawki promieniowania do wykonania badania.
D. ultrafioletowe, umożliwiające zmniejszenie dawki promieniowania do wykonania badania.
Prawidłowo – folia wzmacniająca (ekran wzmacniający) w kasecie rentgenowskiej emituje światło widzialne, a jej głównym zadaniem jest właśnie umożliwienie zmniejszenia dawki promieniowania X potrzebnej do wykonania zdjęcia. Promieniowanie rentgenowskie pada na folię, a kryształy luminoforu (np. wolframian wapnia w starszych kasetach albo związki ziem rzadkich – gadolinu, lantanu – w nowoczesnych) pochłaniają fotony X i zamieniają ich energię na błysk światła widzialnego. To światło naświetla film dużo efektywniej niż same fotony X, dlatego do uzyskania odpowiedniej czerni na filmie wystarczy znacznie mniejsza dawka promieniowania. W praktyce klinicznej oznacza to realne obniżenie narażenia pacjenta – w klasycznych systemach analogowych nawet kilkukrotne. Moim zdaniem to jeden z podstawowych przykładów, jak fizyka medyczna przekłada się na ochronę radiologiczną w codziennej pracy. W nowoczesnych kasetach CR/DR idea jest podobna: mamy warstwę fosforową lub detektor półprzewodnikowy, który też ma za zadanie jak najlepiej „wyłapać” fotony X i przekształcić je w sygnał (świetlny lub elektryczny), żeby nie trzeba było sztucznie podkręcać dawki. Ważna dobra praktyka: zawsze dobiera się kasetę i rodzaj folii do typu badania (np. folie o większej czułości do badań pediatrycznych), właśnie po to, żeby zgodnie ze standardem ALARA (As Low As Reasonably Achievable) trzymać dawki jak najniższe przy zachowaniu diagnostycznej jakości obrazu. Widać to choćby przy zdjęciach klatki piersiowej – odpowiednio dobrany ekran wzmacniający pozwala skrócić czas ekspozycji, zmniejszyć dawkę i jednocześnie ograniczyć poruszenie obrazu.

Pytanie 16

Na obrazie rezonansu magnetycznego głowy strzałką wskazano zatokę

Ilustracja do pytania
A. klinową.
B. czołową.
C. strzałkową.
D. szczękową.
Prawidłowo rozpoznałeś zatokę czołową. Na strzałkowym (sagittalnym) obrazie MR głowy zatoka czołowa leży najbardziej do przodu, nad nasadą nosa, w obrębie kości czołowej. W badaniu T1-zależnym, takim jak na tym obrazku, jej światło jest zwykle ciemne (hipointensywne), bo wypełnia je powietrze, a ściany zatoki mają sygnał zbliżony do kości i tkanek miękkich. Charakterystyczne jest to, że zatoka czołowa „siedzi” nad oczodołami i ma kształt mniej więcej trójkątny lub nieregularny, z przegrodą pośrodku.
Moim zdaniem znajomość topografii zatok przynosowych na MR jest bardzo praktyczna, bo w codziennej pracy technika czy lekarza opisującego badania łatwo wychwycić np. zapalenie zatok, torbiel śluzową, poziom płynu albo masę guzowatą. W typowym opisie zgodnie z dobrymi praktykami (np. wytyczne neuroradiologiczne ESNR) zawsze warto krótko odnieść się do zatok przynosowych, nawet jeśli badanie było zlecane z innego powodu, bo zmiany zapalne są częste i nierzadko przypadkowo wykrywane.
Na MR zatoka czołowa będzie leżeć powyżej jamy nosowej i zatok szczękowych, przed przednim dołem czaszki. W projekcjach czołowych i osiowych dobrze widać, że jest ona parzysta, ale bywa asymetryczna – to jest normalny wariant anatomiczny. W praktyce klinicznej lokalizacja tej zatoki ma znaczenie np. przy planowaniu zabiegów endoskopowych laryngologicznych, dostępu chirurgicznego do przedniego dołu czaszki czy ocenie pourazowych złamań kości czołowej. Na MR, w porównaniu z TK, lepiej oceniamy tkanki miękkie wokół zatoki i ewentualne szerzenie się procesu zapalnego lub nowotworowego wewnątrzczaszkowo. Dlatego taka, wydawałoby się prosta identyfikacja na obrazie, jest fundamentem dalszej, bardziej zaawansowanej diagnostyki obrazowej.

Pytanie 17

Podczas badania gammakamerą źródłem promieniowania jest

A. pacjent.
B. detektor.
C. kolimator.
D. fotopowielacz.
Poprawnie – w klasycznym badaniu gammakamerą to pacjent jest faktycznym źródłem promieniowania. Do organizmu podaje się radiofarmaceutyk, czyli związek chemiczny połączony z radioizotopem (np. technet-99m). Ten izotop emituje promieniowanie gamma z wnętrza ciała. Gammakamera nic sama nie „wysyła” w stronę pacjenta, ona tylko rejestruje to, co wychodzi z organizmu. To jest podstawowa różnica między medycyną nuklearną a np. RTG – w RTG źródłem promieniowania jest lampa rentgenowska, a w scyntygrafii źródłem staje się sam pacjent po podaniu radiofarmaceutyku. W praktyce klinicznej pozwala to ocenić funkcję narządów, a nie tylko ich anatomię. Przykład: w scyntygrafii kości radiofarmaceutyk gromadzi się tam, gdzie jest zwiększony metabolizm kostny, więc na obrazie widzimy „gorące ogniska” np. przerzutów. W scyntygrafii perfuzyjnej płuc oceniamy przepływ krwi przez miąższ płucny na podstawie rozmieszczenia znacznika. Wszystko to jest możliwe właśnie dlatego, że promieniowanie wychodzi z wnętrza ciała, a nie z zewnątrz. Z mojego doświadczenia wielu uczniów myli to z RTG i myśli, że gammakamera świeci jak lampa, a pacjent tylko „pochłania”. A jest dokładnie odwrotnie: pacjent świeci (w sensie emituje kwanty gamma), a kamera je łapie. Z punktu widzenia ochrony radiologicznej też się tak go traktuje – po podaniu radioizotopu pacjent jest traktowany jak źródło promieniowania i obowiązują określone zasady postępowania, ograniczanie czasu przebywania personelu blisko pacjenta, zalecenia wypisowe dla chorego itp. To jest standard w medycynie nuklearnej, opisany w wytycznych IAEA, EANM i krajowych rekomendacjach.

Pytanie 18

Przedstawiony obraz został zarejestrowany podczas wykonywania

Ilustracja do pytania
A. tomografii komputerowej.
B. badania radioizotopowego.
C. rezonansu magnetycznego.
D. pozytonowej tomografii emisyjnej.
Na obrazie widzisz typowy wynik badania radioizotopowego kośćca, czyli scyntygrafię kości wykonaną gammakamerą po dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej znaczonego technetem-99m fosfonianu). Charakterystyczny jest tu tzw. obraz „szkieletu z rozmytymi konturami” – widoczne są głównie struktury kostne, bez dokładnego zarysu tkanek miękkich, a intensywność zabarwienia zależy od wychwytu znacznika metabolicznie aktywnego w kościach. To właśnie odróżnia obraz scyntygraficzny od klasycznego RTG czy TK, gdzie widzimy anatomiczne szczegóły, krawędzie, zróżnicowaną gęstość tkanek. W medycynie nuklearnej nie pokazujemy bezpośrednio anatomii, tylko rozkład radioaktywności – czyli funkcję narządu lub metabolizm tkanki.
Moim zdaniem warto zapamiętać prostą rzecz: w badaniach radioizotopowych obraz jest zwykle bardziej „rozmyty”, kontrast jest funkcjonalny, a nie czysto anatomiczny. W scyntygrafii kości oceniamy m.in. ogniska wzmożonego metabolizmu kostnego – przerzuty nowotworowe, złamania przeciążeniowe, zmiany zapalne, martwicze. W praktyce klinicznej takie badanie jest standardem np. w onkologii przy podejrzeniu przerzutów do kości (rak piersi, prostaty), w ortopedii przy niejasnym bólu kostnym, w reumatologii przy rozsianych zmianach zapalnych.
Zgodnie z dobrą praktyką medycyny nuklearnej ważne jest odpowiednie przygotowanie pacjenta (nawodnienie, opróżnienie pęcherza przed badaniem, zdjęcie metalowych przedmiotów) oraz właściwy dobór radiofarmaceutyku i aktywności dawki. Personel musi też zadbać o czas między podaniem znacznika a rejestracją obrazu (dla scyntygrafii kości najczęściej ok. 2–3 godziny), bo to wpływa na jakość i interpretowalność wyniku. Warto kojarzyć, że takie całociałowe, symetryczne „szkieletowe” obrazy to klasyka badań radioizotopowych w medycynie nuklearnej, a nie TK, MR czy PET, chociaż PET też należy do metod medycyny nuklearnej, ale wygląda już trochę inaczej i zwykle jest łączony z CT (PET/CT).

Pytanie 19

W celu wykonania badania scyntygraficznego układu kostnego radiofarmaceutyk należy podać pacjentowi

A. doustnie.
B. dożylnie.
C. podskórnie.
D. domięśniowo.
W scyntygrafii układu kostnego standardem jest podanie radiofarmaceutyku wyłącznie dożylnie. Wynika to z mechanizmu działania tych preparatów: typowo stosuje się fosfoniany znakowane technetem-99m (np. 99mTc-MDP, 99mTc-HDP), które muszą szybko trafić do krwiobiegu, a następnie zostać wychwycone przez tkankę kostną, głównie w miejscach wzmożonego metabolizmu kostnego. Podanie dożylne gwarantuje przewidywalną kinetykę, równomierne rozprowadzenie w organizmie i możliwość prawidłowego zaplanowania czasu obrazowania (zwykle 2–4 godziny po iniekcji). Z mojego doświadczenia, jeśli dawka jest podana do żyły prawidłowo, obraz w gammakamerze jest czytelny, a stosunek sygnału z kości do tła miękkotkankowego jest optymalny. W medycynie nuklearnej trzyma się zasady, że radiofarmaceutyk podajemy w taki sposób, aby szybko i kontrolowanie uzyskać odpowiednie stężenie w narządzie docelowym, przy jak najmniejszej dawce całkowitej dla pacjenta. Dlatego drogi podania, które powodują opóźnione, nieprzewidywalne wchłanianie (jak doustna czy podskórna), są tutaj po prostu nieakceptowalne. Dożylne podanie umożliwia też natychmiastową reakcję, jeśli dojdzie do wynaczynienia – można ocenić miejsce wkłucia, przepłukać dostęp, odpowiednio opisać badanie. W wytycznych pracowni medycyny nuklearnej i w standardach EANM (European Association of Nuclear Medicine) wyraźnie podkreśla się, że scyntygrafia kości jest badaniem wymagającym prawidłowego dostępu żylnego, bo od tego zależy jakość diagnostyczna obrazów, a w konsekwencji trafność rozpoznania zmian przerzutowych, zapalnych czy pourazowych.

Pytanie 20

Na rentgenogramie strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. kręgozmyk kręgu L₅ względem S₁.
B. przerwanie ciągłości łuku.
C. dyskopatię L₅– S₁.
D. rozszczep łuku.
Na strzałkowym zdjęciu bocznym kręgosłupa lędźwiowo‑krzyżowego strzałka wyraźnie wskazuje na przestrzeń międzytrzonową L5–S1. Jest ona zwężona i o zmienionej strukturze, co jest typowym obrazem dyskopatii L5–S1 w klasycznym RTG. W badaniu rentgenowskim samego jądra miażdżystego nie widać, ale oceniamy pośrednie cechy – zmniejszenie wysokości szpary międzykręgowej, sklerotyzację blaszek granicznych, czasem osteofity na krawędziach trzonów. Właśnie taki zestaw objawów radiologicznych jest interpretowany jako zmiany zwyrodnieniowo‑dyskopatyczne. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć: zwężona szpara między L5 a S1 + brak wyraźnego przemieszczenia trzonu = myślimy najpierw o dyskopatii, a nie o kręgozmyku. W praktyce technika RTG wg standardów (projekcja boczna lędźwiowo‑krzyżowa, odpowiednie ogniskowanie na L4–L5, unikanie rotacji) ma ogromne znaczenie, bo każde przekoszenie może udawać „przesunięcie” trzonu. RTG jest badaniem pierwszego rzutu, ale przy objawach korzeniowych, niedowładach czy podejrzeniu dużej przepukliny dysku zgodnie z aktualnymi zaleceniami kieruje się pacjenta na rezonans magnetyczny, który najlepiej pokazuje strukturę krążka międzykręgowego i ucisk na worek oponowy. W codziennej pracy technika dobrze jest od razu ocenić, czy szpara L5–S1 jest w pełni zobrazowana (częsty problem przy zbyt dużej otyłości albo złym ustawieniu). Jeśli nie, powtarza się projekcję z lekką modyfikacją kąta promienia. Takie „dopieszczenie” badania bardzo ułatwia późniejszą, prawidłową interpretację lekarzowi radiologowi i zmniejsza ryzyko przeoczenia istotnej dyskopatii.

Pytanie 21

Do zdjęcia prawych otworów międzykręgowych kręgosłupa szyjnego pacjent stoi w skosie

A. lewym tylnym.
B. prawym tylnym.
C. lewym przednim.
D. prawym przednim.
Prawidłowo – żeby uwidocznić prawe otwory międzykręgowe kręgosłupa szyjnego, pacjenta ustawiamy w skosie lewym tylnym (LPO – left posterior oblique). Chodzi o to, że w projekcjach skośnych szyi otwory międzykręgowe są najlepiej widoczne po stronie bliższej detektorowi, a strona dalsza jest bardziej zniekształcona i nakładają się na nią struktury kostne. Dlatego, jeśli chcemy zobaczyć PRAWE otwory, prawa strona pacjenta musi być bliżej detektora, a promień centralny wchodzi z tyłu od strony lewej – i to właśnie jest skos lewy tylny. W praktyce wygląda to tak, że pacjent stoi bokiem do detektora, lekko obrócony (zwykle około 45°), bark prawy bliżej kasety, bark lewy odsunięty, a promień pada od strony lewej tylnej. Z mojego doświadczenia najwięcej problemów jest z zapamiętaniem, że w kręgosłupie szyjnym skośna projekcja otworów działa „odwrotnie” niż np. stawy międzywyrostkowe w odcinku lędźwiowym, dlatego warto powiązać to z prostą regułą: chcę zobaczyć prawe otwory – prawa strona przy detektorze, więc ustawiam LPO; chcę zobaczyć lewe otwory – lewa strona przy detektorze, więc RPO. W standardach radiologicznych i opisach technicznych (np. w typowych podręcznikach do RTG) takie projekcje są wyraźnie rozpisane, bo właściwe pozycjonowanie decyduje o jakości diagnostycznej badania. Dobrą praktyką jest też sprawdzenie, czy barki są maksymalnie opuszczone, żeby łopatki i obojczyki nie zasłaniały górnych segmentów szyjnych, oraz lekkie uniesienie brody, aby ząb kręgu C2 i górne kręgi nie nakładały się na żuchwę. W badaniach urazowych, przy podejrzeniu zmian zwyrodnieniowych lub ucisku korzeni nerwowych, prawidłowe wykonanie tej projekcji naprawdę robi różnicę – albo widać zwężenie otworu, albo nie.

Pytanie 22

Na zamieszczonym radiogramie strzałką oznaczono kość

Ilustracja do pytania
A. sześcienną.
B. łódkowatą.
C. grochowatą.
D. łódeczkowatą.
Na radiogramie w projekcji bocznej stawu skokowego strzałka wskazuje kość łódkowatą (ossa naviculare pedis). W tej projekcji kość łódkowata leży pomiędzy bloczkiem kości skokowej a trzema kośćmi klinowatymi, trochę jak „łącznik” w przedniej części stępu. Charakterystyczne jest to, że na zdjęciu bocznym widzimy ją jako owalną, dość zwartą strukturę kostną położoną przed głową kości skokowej. W praktyce technika radiologiczna zakłada, że przy ocenie bocznego RTG stawu skokowego zawsze „przesuwamy wzrok” od kości piszczelowej, przez skokową i piętową, aż do właśnie kości łódkowatej i dalszych kości śródstopia. Dobrą praktyką jest świadome identyfikowanie poszczególnych kości stępu, bo urazy w tej okolicy, szczególnie zmęczeniowe, bywają łatwo przeoczone. Moim zdaniem warto zapamiętać, że kość łódkowata stopy na bocznym RTG leży dokładnie przed głową kości skokowej – jakby ją „obejmuje” od przodu. To pomaga w szybkim rozpoznawaniu jej na każdym badaniu. W diagnostyce obrazowej typowe wskazania do oceny kości łódkowatej to urazy sportowe, bóle przodostopia, podejrzenie jałowej martwicy (choroba Köhlera), a także ocena łuku podłużnego stopy przy płaskostopiu. Standardy opisów radiologicznych zalecają systematyczną analizę wszystkich elementów stawu skokowego i stępu, właśnie po to, żeby nie skupić się tylko na kostkach i kości piętowej, a pominąć subtelne zmiany w obrębie kości łódkowatej. Im częściej będziesz na takich zdjęciach świadomie wyszukiwać tę kość, tym szybciej zaczniesz ją rozpoznawać niemal automatycznie.

Pytanie 23

Zamieszczony rentgenogram został zarejestrowany podczas wykonania

Ilustracja do pytania
A. angiografii nerkowej TK.
B. angiografii nerkowej.
C. urografii TK.
D. urografii.
Na obrazie widać klasyczny wynik urografii – czyli badania RTG z dożylnym podaniem jodowego środka cieniującego, który jest wydalany przez nerki i wypełnia układ kielichowo‑miedniczkowy, moczowody oraz pęcherz. Charakterystyczne jest to, że widoczne są obustronnie miedniczki nerkowe i kielichy, zarys moczowodów oraz dobrze wypełniony pęcherz moczowy w projekcji AP. Nie ma tu żadnych przekrojów warstwowych ani typowych artefaktów rekonstrukcji znanych z tomografii komputerowej, tylko pojedynczy obraz płaski, jak klasyczne zdjęcie rentgenowskie. To dokładnie odpowiada urografii dożylnej (IVU, IVP). Moim zdaniem warto zapamiętać, że w urografii obraz jest „konturowy”: widzimy kontrast w drogach moczowych na tle kośćca, bez możliwości oceny przekrojowej miąższu nerki. W praktyce technik radiologii musi pamiętać o sekwencji zdjęć: przeglądowe jamy brzusznej, a następnie zdjęcia po określonym czasie od podania kontrastu (np. 5, 10, 15 minut), czasem dodatkowe projekcje skośne albo zdjęcia późne. Standardy pracowni radiologicznych zalecają też odpowiednie przygotowanie pacjenta – opróżnienie przewodu pokarmowego, nawodnienie, wykluczenie przeciwwskazań do jodowego kontrastu. W odróżnieniu od badań TK tutaj pracujemy z niższą dawką i prostszą aparaturą, ale za to z większym znaczeniem prawidłowego pozycjonowania i kontroli czasu ekspozycji, żeby uchwycić właściwą fazę wydzielniczą nerek. W codziennej praktyce urografia klasyczna jest dziś rzadsza, wypierana przez TK, ale nadal bywa wykonywana, zwłaszcza tam, gdzie dostęp do tomografii jest ograniczony lub gdy chcemy prostą ocenę drożności moczowodów.

Pytanie 24

Skrótem HRCT (High Resolution Computed Tomography) określa się tomografię komputerową

A. wiązki stożkowej 3D.
B. wysokiej rozdzielczości.
C. wielorzędową.
D. spiralną.
Skrót HRCT rozwija się jako High Resolution Computed Tomography, czyli tomografia komputerowa wysokiej rozdzielczości. Chodzi tu przede wszystkim o specjalny sposób doboru parametrów badania (cienkie warstwy, małe pole obrazowania, wysokiej jakości rekonstrukcje przestrzenne), a nie o inny typ aparatu. Moim zdaniem warto to sobie dobrze poukładać: HRCT to nie jest osobny „rodzaj tomografu”, tylko specjalny protokół badania TK, najczęściej stosowany do oceny miąższu płuc. W praktyce klinicznej HRCT klatki piersiowej wykonuje się z bardzo cienkimi warstwami (np. 0,5–1,25 mm), przy użyciu algorytmu rekonstrukcji wysokiej rozdzielczości (tzw. filtr kostny lub filtr wysokiej częstotliwości), co pozwala zobaczyć drobne struktury, jak przegrody międzyzrazikowe, drobne oskrzeliki czy wczesne włóknienie. W standardach opisowych radiologii przy chorobach śródmiąższowych płuc (np. wytyczne Fleischner Society) właśnie HRCT jest badaniem referencyjnym, bo umożliwia ocenę charakteru zmian typu „matowa szyba”, siateczkowania, rozstrzeni oskrzeli czy obrazów typu plaster miodu. W codziennej pracy technika elektroradiologii oznacza to konieczność prawidłowego ustawienia cienkich warstw, odpowiedniego zakresu skanowania oraz dobrania rekonstrukcji w płaszczyznach dodatkowych (MPR), często w oknach płucnych i śródpiersia. Dobrą praktyką jest też ograniczanie dawki przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej rozdzielczości przestrzennej, co realizuje się przez odpowiedni dobór mAs, kV oraz nowoczesne algorytmy rekonstrukcji iteracyjnej. Warto zapamiętać: HRCT = wysoka rozdzielczość przestrzenna obrazu, a nie konkretny kształt wiązki czy tryb pracy gantry.

Pytanie 25

Który narząd na obrazie scyntygrafii znakowanej erytrocytami zaznaczono cyfrą 2?

Ilustracja do pytania
A. Serce.
B. Nerkę.
C. Wątrobę.
D. Śledzionę.
Prawidłowo – na scyntygrafii z użyciem znakowanych erytrocytów struktura oznaczona cyfrą 2 to śledziona. W tego typu badaniu podaje się dożylnie erytrocyty znakowane najczęściej technetem-99m (99mTc). Znacznik pozostaje we krwi, dlatego najbardziej uwidaczniają się narządy silnie ukrwione i uczestniczące w filtracji oraz niszczeniu krwinek: serce, wątroba i właśnie śledziona. Śledziona leży anatomicznie w lewym górnym kwadrancie jamy brzusznej, pod przeponą, bocznie i nieco ku tyłowi w stosunku do żołądka. Na obrazie projekcji przedniej wygląda zwykle jak intensywny, owalny obszar gromadzenia znacznika po lewej stronie, poniżej poziomu serca i nieco bocznie od wątroby. Moim zdaniem ważne jest, żeby w praktyce zawsze łączyć położenie narządu z charakterem radiofarmaceutyku: w badaniu RBC nie zobaczymy typowego wydzielania do dróg moczowych jak w scyntygrafii nerek, tylko rozkład w obrębie układu krążenia i narządów krwiotwórczych. W diagnostyce klinicznej tę technikę wykorzystuje się m.in. do oceny ektopowej śledziony, tzw. „splenosis”, do różnicowania ognisk w obrębie jamy brzusznej oraz do oceny funkcji śledziony po urazach czy w chorobach hematologicznych. Dobrą praktyką jest zawsze porównywanie intensywności wychwytu w śledzionie z wątrobą – śledziona w tym badaniu powinna być co najmniej tak samo, a często nawet bardziej intensywna. W pracowni medycyny nuklearnej przy ocenie takich obrazów technik musi zwracać uwagę na poprawne ułożenie pacjenta, centralizację pola widzenia gammakamery i prawidłowe oznaczenie stron ciała, bo pomylenie lewej z prawą od razu prowadziłoby do błędnej identyfikacji śledziony i innych narządów.

Pytanie 26

„Ognisko zimne” w obrazie scyntygraficznym oznacza

A. obszar gromadzący znacznik.
B. obszar niegromadzący radioznacznika.
C. zmianę najczęściej o charakterze łagodnym.
D. zmianę o większej aktywności hormonalnej.
Prawidłowo – w scyntygrafii „ognisko zimne” oznacza obszar, który nie gromadzi radioznacznika, czyli praktycznie brak rejestracji promieniowania w tym miejscu na obrazie gammakamery. W badaniach medycyny nuklearnej, takich jak scyntygrafia kości, tarczycy czy wątroby, zakładamy, że prawidłowa tkanka wychwytuje podany radiofarmaceutyk w pewnym typowym, dość równomiernym stopniu. Jeśli w tym tle pojawia się „dziura”, miejsce o znacznie mniejszej aktywności niż otoczenie albo wręcz czarne pole na kolorowej mapie, to właśnie mówimy o ognisku zimnym. Moim zdaniem dobrze jest to kojarzyć z „brakiem funkcji”, a nie z konkretnym rozpoznaniem. Przykład praktyczny: w scyntygrafii tarczycy po podaniu jodu promieniotwórczego wole guzkowe może dać obraz guzków „zimnych” – guz nie gromadzi jodu, bo nie produkuje hormonów. Ale taki guzek może być zarówno łagodny, jak i złośliwy, więc sam fakt „zimna” nie rozstrzyga. W scyntygrafii kości zimne ognisko może oznaczać np. rozległą martwicę, torbiel, niektóre przerzuty lityczne, albo też artefakt techniczny (np. metaliczna proteza dająca zacienienie). Według dobrych praktyk medycyny nuklearnej każde ognisko zimne trzeba zawsze interpretować w kontekście: rodzaju radiofarmaceutyku, obrazu klinicznego, innych badań obrazowych (RTG, TK, MR). I jeszcze jedna rzecz: ognisko gorące to nadmierne gromadzenie znacznika, a ognisko zimne – niedobór lub brak, co jest podstawową parą pojęć, którą naprawdę warto mieć „w małym palcu” podczas nauki scyntygrafii.

Pytanie 27

Na ilustracji przedstawiono ułożenie pacjenta do zdjęcia rentgenowskiego

Ilustracja do pytania
A. bocznego kciuka.
B. bocznego kości śródręcza.
C. dłoniowo-grzbietowego kciuka.
D. grzbietowo-dłoniowego kości śródręcza.
Prawidłowo rozpoznano ułożenie do projekcji dłoniowo‑grzbietowej kciuka. Na zdjęciu widać, że pacjent ma dłoń ułożoną na detektorze (kaseta / płyta obrazowa) powierzchnią dłoniową do dołu, czyli w stronę lampy rentgenowskiej, a promień centralny pada z kierunku dłoniowego na grzbiet ręki. To właśnie jest klasyczna projekcja dłoniowo‑grzbietowa (PA) dla kciuka. W standardach radiologicznych (również w opisach projekcji wg praktyki szpitalnej i podręczników techniki obrazowania kończyn) przy badaniu kciuka najczęściej wykonuje się dwie podstawowe projekcje: dłoniowo‑grzbietową oraz boczną. Projekcja dłoniowo‑grzbietowa pozwala dobrze ocenić stawy międzypaliczkowe, śródręczno‑paliczkowy, trzeszczki oraz ustawienie kości kciuka względem I kości śródręcza i nadgarstka. Moim zdaniem to jest taka „projekcja wyjściowa” – daje ogólny przegląd osi kciuka i porównywalność badań w czasie. W praktyce technik musi zwrócić uwagę na prawidłową rotację: paznokieć kciuka powinien być w przybliżeniu w płaszczyźnie kasety, bez nadmiernej pronacji czy supinacji, tak żeby nie nakładały się struktury. Częstym patentem jest lekkie odwiedzenie kciuka od pozostałych palców, co też widać na zdjęciu – chodzi o to, żeby wyizolować kości kciuka i uniknąć nałożenia cieni II promienia dłoni. Takie pozycjonowanie stosuje się rutynowo przy urazach (podejrzenie złamania podstawy kciuka, np. Bennetta), przy zmianach zwyrodnieniowych stawu CMC I, a także przy kontroli zrostu po zaopatrzeniu operacyjnym. W dobrze wykonanej projekcji dłoniowo‑grzbietowej możliwa jest też ocena osi obciążenia, co ma znaczenie np. u osób pracujących fizycznie lub sportowców, gdzie biomechanika kciuka jest kluczowa.

Pytanie 28

Szczytowy przepływ wydechowy zarejestrowany w trakcie badania maksymalnie natężonego wydechu jest oznaczany skrótem

A. PIF
B. PEF
C. FVC
D. FRC
Prawidłowy skrót dla szczytowego przepływu wydechowego to PEF (Peak Expiratory Flow). To jest maksymalna szybkość przepływu powietrza, jaką pacjent osiąga w trakcie maksymalnie natężonego wydechu, zwykle po głębokim, pełnym wdechu. W spirometrii i w pomiarach za pomocą pikflometru PEF jest jednym z podstawowych parametrów, szczególnie w monitorowaniu astmy i obturacji dróg oddechowych. W praktyce wygląda to tak: pacjent nabiera jak najwięcej powietrza do płuc, potem jak najszybciej i jak najmocniej wydmuchuje powietrze – urządzenie rejestruje właśnie ten maksymalny, szczytowy przepływ, czyli PEF. Moim zdaniem warto zapamiętać, że litera „E” w nazwie oznacza „expiratory”, czyli wydechowy, co od razu odróżnia ten parametr od PIF, który jest wdechowy. W codziennej pracy technika medycznego PEF używa się do oceny drożności dużych dróg oddechowych, kontroli leczenia u chorych na astmę (np. porównywanie PEF rano i wieczorem), a także do wychwytywania zaostrzeń zanim pacjent sam poczuje wyraźne pogorszenie. Zgodnie z dobrymi praktykami pomiar PEF powinien być wykonany co najmniej trzykrotnie, a do oceny przyjmuje się najwyższą prawidłowo wykonaną wartość, przy zachowaniu poprawnej techniki wydechu i szczelnego objęcia ustnika. W spirometrii komputerowej PEF pojawia się na wykresie przepływ–objętość jako najwyższy punkt krzywej. Ten parametr jest prosty do oznaczenia, ale daje naprawdę dużo informacji o stanie układu oddechowego, szczególnie gdy śledzi się go w czasie.

Pytanie 29

Którą strukturę anatomiczną oznaczono strzałką na radiogramie stawu kolanowego?

Ilustracja do pytania
A. Kłykieć boczny.
B. Kłykieć przyśrodkowy.
C. Guzek międzykłykciowy boczny.
D. Guzek międzykłykciowy przyśrodkowy.
Na tym typie radiogramu stawu kolanowego bardzo łatwo pomylić podstawowe struktury anatomiczne, zwłaszcza gdy patrzy się tylko na jasne kontury kości, a nie na ich kształt i wzajemne położenie. Strzałka nie wskazuje na kłykcie kości udowej, lecz na wyniosłość położoną pomiędzy kłykciami kości piszczelowej. Kłykcie boczny i przyśrodkowy kości udowej widzimy wyżej, jako duże, zaokrąglone powierzchnie stawowe, które tworzą „daszek” nad szparą stawową. One są gładkie, półkuliste, a ich kontur jest dość regularny. Guzki międzykłykciowe są natomiast po stronie piszczeli, bardziej centralnie, i mają charakterystyczny, trójkątny, nieco „kolczasty” kształt. Typowym błędem jest utożsamianie każdej wyniosłości w okolicy szpary stawowej z kłykciem, bo słowo „kłykieć” kojarzy się intuicyjnie z czymś wypukłym. W interpretacji RTG trzeba jednak pilnować, z której kości pochodzi dana struktura. Drugi częsty problem to zamiana stron: bocznej z przyśrodkową. Bez analizy całej kości piszczelowej i udowej, szerokości szpary stawowej i ustawienia trzonów łatwo „odwrócić” sobie obraz w głowie. Z mojego doświadczenia pomaga patrzenie na charakterystyczny kształt kłykcia bocznego piszczeli – zwykle jest on trochę mniejszy i bardziej wklęsły niż przyśrodkowy, co pozwala określić, po której stronie leży guzek międzykłykciowy boczny. Guzek międzykłykciowy przyśrodkowy jest położony bardziej do środka ciała, bliżej osi mechanicznej kończyny, i na takim zdjęciu będzie po przeciwnej stronie niż wskazywana strzałką. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią, żeby przed nazwaniem struktury zawsze zlokalizować: najpierw kość (udowa czy piszczelowa), potem segment (nasada, przynasada), dopiero na końcu konkretny guzek czy kłykieć. Pominięcie tych kroków prowadzi właśnie do takich mylących skojarzeń, jak nazwanie guzka międzykłykciowego kłykciem lub pomylenie strony bocznej z przyśrodkową.

Pytanie 30

Więzka promieniowania X to

A. cząstki dodatnio naładowane uginające się w polu elektromagnetycznym.
B. cząstki ujemnie naładowane uginające się w polu elektromagnetycznym.
C. kwanty energii nieuginające się w polu elektromagnetycznym.
D. kwanty energii uginające się w polu elektromagnetycznym.
Prawidłowo, promieniowanie X to wiązka fotonów, czyli kwantów energii elektromagnetycznej, a nie strumień cząstek naładowanych. Foton nie ma ładunku elektrycznego ani masy spoczynkowej, dlatego nie ugina się w polu elektrycznym ani magnetycznym w taki sposób, jak robią to elektrony czy protony. To jest kluczowa cecha, która odróżnia promieniowanie X od wiązek cząstek stosowanych np. w niektórych technikach radioterapii (protonoterapia, wiązki elektronowe). W diagnostyce obrazowej, w klasycznym RTG, TK czy mammografii zawsze pracujemy z promieniowaniem elektromagnetycznym – dokładnie takimi właśnie kwantami energii. W praktyce oznacza to, że do kształtowania wiązki promieniowania X używamy kolimatorów, filtrów i geometrii lampy rentgenowskiej, a nie cewek magnetycznych jak w akceleratorach cząstek. Z mojego doświadczenia to rozróżnienie pomaga też zrozumieć, dlaczego osłony z ołowiu są skuteczne: nie „zaginają” promieniowania, tylko je pochłaniają lub silnie osłabiają przez zjawiska fotoelektryczne i Comptona. W standardach ochrony radiologicznej i dobrej praktyce technika elektroradiologii zakłada się, że wiązka X rozchodzi się liniowo, dlatego tak ważne jest prawidłowe pozycjonowanie pacjenta, dobór odległości ognisko–detektor i stosowanie przesłon, żeby ograniczyć niepotrzebne naświetlenie tkanek sąsiednich. W tomografii komputerowej to samo zjawisko wykorzystuje się do rekonstrukcji obrazu na podstawie osłabienia fotonów w różnych kierunkach. Moim zdaniem, jak raz się zapamięta, że promieniowanie X to „światło o bardzo dużej energii”, tylko o krótszej długości fali, to od razu łatwiej ogarnąć całą fizykę radiologii i sens parametrów ekspozycji, takich jak kV i mAs.

Pytanie 31

Którą strukturę anatomiczną oznaczono na obrazie rezonansu magnetycznego?

Ilustracja do pytania
A. Guzek mniejszy kości ramiennej.
B. Guzek większy kości ramiennej.
C. Głowę kości ramiennej.
D. Trzon kości ramiennej.
Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałka wskazuje guzek większy kości ramiennej, czyli bocznie położone wyniosłe zakończenie bliższego odcinka kości. W obrazowaniu MR barku guzki kości ramiennej są kluczowymi punktami orientacyjnymi: guzka większego szukamy bardziej bocznie i nieco ku tyłowi względem głowy kości ramiennej, a jego zarys jest wyraźnie odgraniczony od przylegającej głowy. Na typowych sekwencjach T1 o dobrej rozdzielczości przestrzennej widzimy kształtną, korową warstwę kostną o niskim sygnale, a w jej obrębie beleczkowaną strukturę istoty gąbczastej. Guzek większy jest miejscem przyczepu ścięgien stożka rotatorów (m.in. mięśnia nadgrzebieniowego i podgrzebieniowego), dlatego w praktyce klinicznej radiolog i technik powinni umieć go bardzo pewnie identyfikować – to tu najczęściej oceniamy entezopatie, zwapnienia, uszkodzenia ścięgien czy cechy konfliktu podbarkowego. Moim zdaniem w codziennej pracy z barkiem dobrze jest „czytać” MR właśnie od zlokalizowania guzka większego: pomaga to prawidłowo prześledzić przebieg ścięgien, ustawić rekonstrukcje w płaszczyznach skośnych i uniknąć pomyłek przy opisie. W standardach dobrej praktyki diagnostyki obrazowej barku (np. wytyczne ESSR, zalecenia radiologiczne) podkreśla się, że ocena stożka rotatorów zawsze musi być powiązana z dokładnym oglądem przyczepów na guzku większym. Im lepiej kojarzysz jego położenie na różnych sekwencjach i płaszczyznach (T1, T2, PD FS, w projekcjach czołowych, osiowych, strzałkowych), tym szybciej wychwycisz subtelne patologie i tym sprawniej będziesz planować kolejne badania czy kontrolne MR u pacjentów po urazach i zabiegach operacyjnych barku.

Pytanie 32

Na radiogramie stopy strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. piętową.
B. skokową.
C. łódkowatą.
D. sześcienną.
Strzałka na radiogramie wskazuje kość sześcienną – jedną z kości stępu, położoną po stronie bocznej stopy, pomiędzy kością piętową a podstawami kości śródstopia IV i V. Na projekcji AP/DP stopy, tak jak na tym zdjęciu, kość sześcienna leży mniej więcej na poziomie stawu Lisfranca, bocznie w stosunku do kości łódkowatej i klinowatych. Ma dość charakterystyczny, nieco kostkowaty kształt i tworzy wyraźne stawy z kością piętową (staw piętowo‑sześcienny) oraz z kośćmi śródstopia. Moim zdaniem, jak się raz „oswoi” jej położenie względem kości piętowej i IV–V śródstopia, to później rozpoznanie jej na RTG jest już dość intuicyjne. W praktyce radiologicznej poprawna identyfikacja kości sześciennej jest ważna np. przy urazach bocznego filaru stopy, w ocenie zwichnięć w obrębie stawu Choparta i Lisfranca, a także przy zmianach przeciążeniowych u biegaczy. Standardem jest ocena stopy w co najmniej dwóch prostopadłych projekcjach (AP/DP i boczna), ale w projekcji AP to właśnie takie orientowanie się w anatomii warstwowej stępu pozwala szybko wychwycić złamania, podwichnięcia czy deformacje. W dobrych praktykach opisowych radiolog zwykle opisuje osobno kości skokową, piętową, łódkowatą, sześcienną i klinowate, więc warto mieć je w głowie jako stały „zestaw kontrolny”. Dobrze też pamiętać, że na zdjęciach pourazowych okolicy bocznej stopy zawsze dokładnie oglądamy kość sześcienną pod kątem złamań kompresyjnych, które czasem są bardzo subtelne i łatwo je przeoczyć, jeśli ktoś myli ją np. z podstawami śródstopia.

Pytanie 33

Świeżo wynaczyniona krew na obrazach TK głowy bez podania środka kontrastowego ukazuje się jako obszar

A. izodensyjny.
B. hipodensyjny.
C. hiperdensyjny.
D. normodensyjny.
Prawidłowo – świeżo wynaczyniona krew w badaniu TK głowy bez kontrastu ma charakter hiperdensyjny, czyli jest wyraźnie jaśniejsza od prawidłowej tkanki mózgowej. Wynika to głównie z wysokiego stężenia białek i hemoglobiny w skrzepie oraz stosunkowo małej zawartości wody. W praktyce na monitorze widzisz ostro odgraniczony, jasny (białawy) obszar, zwykle o gęstości w granicach ok. 60–80 HU, podczas gdy prawidłowa istota szara ma około 35–45 HU. Moim zdaniem to jest jedna z absolutnie kluczowych rzeczy w TK – szybkie rozpoznanie świeżego krwawienia śródczaszkowego, bo od tego zależy dalsze postępowanie z pacjentem (np. decyzja o trombolizie, zabiegu neurochirurgicznym, obserwacji na OIT). W standardowych protokołach TK głowy w ostrych stanach (udar, uraz) zawsze zaczyna się od badania bez kontrastu właśnie po to, żeby nie zamaskować gęstych ognisk krwi środkiem kontrastowym. Świeże krwiaki nadtwardówkowe, podtwardówkowe czy śródmózgowe typowo są hiperdensyjne względem mózgowia. Dopiero z czasem, gdy dochodzi do rozpadu hemoglobiny i wzrostu zawartości wody, krew robi się izodensyjna, a potem nawet hipodensyjna. Warto też kojarzyć, że podobna zasada dotyczy świeżej krwi w innych lokalizacjach, np. w jamie brzusznej czy w miednicy – świeże krwawienie w TK zazwyczaj „świeci” na jaśniej niż otaczające tkanki. W dobrej praktyce opisowej radiolog nie tylko stwierdza obecność hiperdensyjnego ogniska, ale też opisuje jego lokalizację, wielkość, efekt masy, przemieszczenie struktur pośrodkowych i ewentualne cechy aktywnego krwawienia, co ma duże znaczenie kliniczne.

Pytanie 34

Do badania MR nadgarstka pacjenta należy ułożyć

A. na plecach, badana ręka ułożona wzdłuż ciała.
B. na brzuchu, badana ręka ułożona wzdłuż ciała.
C. na plecach, badana ręka wyciągnięta ponad głowę.
D. na brzuchu, badana ręka wyciągnięta ponad głowę.
Poprawna odpowiedź wskazuje klasyczne, zalecane ułożenie pacjenta do badania MR nadgarstka: na brzuchu (pozycja pronacyjna), z badaną ręką wyciągniętą ponad głowę, tak żeby nadgarstek znalazł się w centrum cewki nadgarstkowej i w izocentrum magnesu. Taka pozycja wynika z praktyki pracowni rezonansu i z zaleceń producentów cewek oraz systemów MR – chodzi o uzyskanie jak najwyższego SNR (stosunku sygnału do szumu) i minimalizację artefaktów ruchowych. Gdy ręka jest wyciągnięta do góry, łatwiej jest precyzyjnie ułożyć nadgarstek w cewce powierzchniowej, ograniczyć ruchy palców i przedramienia oraz ustabilizować staw za pomocą klinów, gąbek i pasów mocujących. Z mojego doświadczenia technicy często podkreślają, że w tej pozycji łatwiej też „odsunąć” bark i tułów od pola obrazowania, co zmniejsza ryzyko artefaktów od oddechu i pracy mięśni obręczy barkowej. W praktyce klinicznej taka pozycja dobrze sprawdza się zwłaszcza przy badaniach wysokopolowych (1,5 T i 3 T), gdzie bardzo ważne jest dokładne pozycjonowanie w izocentrum i właściwe dopasowanie cewki nadgarstkowej. Dodatkowo, pozycja na brzuchu z ręką nad głową umożliwia wygodne podłączenie cewek dedykowanych, prowadzenie cewek kablowych tak, żeby nie tworzyły pętli oraz bezpieczne ułożenie przewodów, co jest zgodne z zasadami bezpieczeństwa MR. W dobrych praktykach przyjmuje się też, że przed rozpoczęciem sekwencji warto sprawdzić, czy pacjent jest w stanie utrzymać tę pozycję przez cały czas badania – jeśli tak, zwykle uzyskujemy bardzo dobre, ostre obrazy stawu nadgarstkowego, ścięgien, więzadeł i kości nadgarstka, co ma kluczowe znaczenie np. przy urazach sportowych, podejrzeniu jałowej martwicy, zmian przeciążeniowych czy ocenie więzadła scapholunate.

Pytanie 35

Obrazowanie w sekwencjach STIR, FLAIR, SE wykonywane jest w badaniu

A. USG
B. PET
C. MR
D. TK
Nazwy STIR, FLAIR i SE są bardzo charakterystyczne i ściśle związane tylko z rezonansem magnetycznym, czyli badaniem MR. Jeśli ktoś kojarzy je z innymi modalnościami, to zwykle wynika to z mieszania pojęć: różne techniki obrazowania też mają swoje „tryby pracy”, ale nazywają się inaczej. W ultrasonografii (USG) mówimy o głowicach liniowych, convex, sektorowych, o obrazowaniu B‑mode, Dopplerze, power Dopplerze, ewentualnie elastografii. Nie ma tam sekwencji typu STIR czy FLAIR, bo USG opiera się na falach ultradźwiękowych, a nie na relaksacji magnetycznej protonów. To zupełnie inny mechanizm fizyczny. W tomografii komputerowej (TK, CT) z kolei operuje się seriami skanów, fazami badania (np. faza tętnicza, żylna, opóźniona), grubością warstw, rekonstrukcjami MPR, 3D, algorytmem rekonstrukcji, dawką promieniowania. Nie używa się terminów STIR czy SE, bo TK bazuje na promieniowaniu rentgenowskim, a nie na zjawiskach rezonansu magnetycznego. W medycynie nuklearnej, w tym w PET, mówimy o radiofarmaceutykach (np. FDG), czasie inkubacji, akwizycji, korekcji osłabienia, czasem o hybrydzie PET/CT czy PET/MR, ale same obrazy PET również nie są opisywane w kategoriach sekwencji STIR czy FLAIR. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro wszystkie te badania dają „obrazy przekrojowe”, to student zakłada, że nazewnictwo jest wspólne. Niestety nie. Każda modalność ma własny zestaw pojęć technicznych, wynikający z fizyki danego badania. STIR, FLAIR i SE należą do świata MR, tak jak „faza tętnicza” do TK, a „znacznik radioizotopowy” do PET. Rozróżnianie tego jest ważne w praktyce, bo w dokumentacji medycznej i opisach badań radiologicznych używa się ściśle tych nazw i pomylenie ich może prowadzić do nieporozumień przy planowaniu diagnostyki czy terapii. Z mojego doświadczenia najlepiej od razu zbudować w głowie proste skojarzenie: sekwencje = MR, fazy kontrastowe = TK, protokoły z radiofarmaceutykami = PET.

Pytanie 36

Który artefakt uwidoczniono na skanie RM głowy?

Ilustracja do pytania
A. Zawijanie obrazu.
B. Efekt uśrednienia.
C. Poruszenie pacjenta.
D. Przesunięcie chemiczne.
Prawidłowo rozpoznano artefakt zawijania obrazu (aliasing). Na tym skanie RM głowy widać struktury anatomiczne „przeniesione” spoza pola widzenia (FOV) do wnętrza obrazu – wyglądają jakby fragment czaszki lub tkanek miękkich nagle pojawiał się w nienaturalnym miejscu, przy brzegu kadru. To właśnie typowy obraz zawijania: sygnał z obszaru poza FOV zostaje „zmapowany” po przeciwnej stronie obrazu w kierunku fazowym. W praktyce klinicznej ten artefakt występuje najczęściej przy zbyt małym polu obrazowania w osi przednio–tylnej lub lewo–prawo, szczególnie w badaniach głowy, kręgosłupa szyjnego i jamy brzusznej. Dobre praktyki według standardów producentów aparatów MR i wytycznych to m.in.: zwiększenie FOV w kierunku fazowym, zastosowanie oversamplingu (phase oversampling, no phase wrap), zmianę kierunku kodowania fazy, a w razie potrzeby użycie cewek powierzchniowych o mniejszym zasięgu. Moim zdaniem bardzo ważne jest, żeby w technikum od razu kojarzyć: obraz „przełożony” przez krawędź kadru = zawijanie, a nie poruszenie czy efekt uśrednienia. W realnej pracy technika zawijanie potrafi całkowicie uniemożliwić ocenę np. tylnej jamy czaszki, jeśli sygnał z nosa lub twarzy wchodzi w pole móżdżku, dlatego rutynowo kontroluje się FOV i parametry fazy jeszcze przed rozpoczęciem sekwencji. Warto też pamiętać, że w sekwencjach szybkich, np. FSE, aliasing może być bardziej widoczny, więc tym bardziej trzeba pilnować ustawień.

Pytanie 37

Audiometria impedancyjna polega na pomiarze

A. oporu akustycznego i ciśnienia w uchu zewnętrznym.
B. oporu akustycznego i ciśnienia w uchu środkowym.
C. przewodnictwa powietrznego.
D. przewodnictwa kostnego.
Audiometria impedancyjna, nazywana też tympanometrią, to badanie, które z definicji ocenia opór akustyczny (czyli impedancję) i warunki ciśnieniowe w uchu środkowym, a nie w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Kluczowe jest to, że aparat zmienia ciśnienie w przewodzie zewnętrznym tylko po to, żeby „przetestować”, jak błona bębenkowa i układ kosteczek reagują w różnych warunkach ciśnienia. W praktyce mierzymy więc, jak dobrze układ przewodzący ucha środkowego przenosi drgania akustyczne przy różnych wartościach ciśnienia po stronie ucha środkowego.
Moim zdaniem warto to sobie wyobrazić tak: urządzenie wysyła do ucha ton testowy (zwykle 226 Hz) i jednocześnie zmienia ciśnienie w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Na podstawie odbitego dźwięku i zmian w sztywności układu ocenia impedancję błony bębenkowej i kosteczek słuchowych. Na wydruku dostajemy wykres tympanogramu, który pokazuje, przy jakim ciśnieniu w uchu środkowym przewodzenie jest najlepsze. Jeżeli szczyt krzywej wypada przy ciśnieniu około 0 daPa, to sugeruje prawidłowe wyrównanie ciśnień przez trąbkę słuchową.
W codziennej pracy badanie to wykorzystuje się do wykrywania wysiękowego zapalenia ucha środkowego, niedrożności trąbki słuchowej, usztywnienia łańcucha kosteczek (otoskleroza) czy perforacji błony bębenkowej. Dobrą praktyką jest łączenie audiometrii impedancyjnej z klasyczną audiometrią tonalną, bo razem dają pełniejszy obraz – wiemy, czy niedosłuch ma charakter przewodzeniowy, odbiorczy czy mieszany oraz czy problem leży po stronie ucha środkowego. Standardowo w protokołach opisuje się typ tympanogramu (A, B, C), wartości ciśnienia szczytowego i podatności (compliance). To są parametry, które wprost odnoszą się do oporu akustycznego i ciśnienia w uchu środkowym, dokładnie tak jak podano w prawidłowej odpowiedzi.

Pytanie 38

Fistulografia to badanie kontrastowe

A. przetok.
B. żylaków.
C. naczyń tętniczych.
D. naczyń włosowatych.
Fistulografia to klasyczne badanie kontrastowe wykonywane właśnie w przypadku przetok, czyli nieprawidłowych połączeń między narządami, jamami ciała albo skórą. Kluczowe jest tu to, że kontrast podaje się bezpośrednio do światła przetoki – przez zewnętrzny otwór skórny albo przez dren – a nie do naczynia krwionośnego. Dzięki temu na zdjęciach RTG dokładnie widać przebieg kanału przetoki, jego długość, szerokość, ewentualne rozgałęzienia i połączenia z sąsiednimi strukturami. W praktyce klinicznej fistulografia jest szczególnie ważna np. przy przetokach okołoodbytniczych, pooperacyjnych, jelitowo-skórnych czy przetokach w obrębie układu moczowego. Umożliwia chirurgowi zaplanowanie zabiegu – gdzie ciąć, czego się spodziewać, które odcinki przetoki są martwicze, a które jeszcze drożne. Z mojego doświadczenia nauki w pracowni RTG największym plusem jest to, że badanie jest relatywnie proste technicznie: potrzebny jest środek cieniujący (zwykle jodowy, czasem wodnorozpuszczalny, żeby nie podrażniał tkanek) i aparat RTG z możliwością fluoroskopii. Ważne są też zasady dobrej praktyki: delikatne wprowadzenie kaniuli do przetoki, powolne podawanie kontrastu, unikanie nadmiernego ciśnienia, żeby nie rozerwać ścian kanału. Zwraca się też uwagę na pozycjonowanie pacjenta – tak, aby cały przebieg przetoki był w polu obrazowania. W nowocześniejszych ośrodkach stosuje się czasem połączenie fistulografii z TK (tzw. CT-fistulografia), co daje jeszcze dokładniejszą ocenę relacji przetoki do narządów sąsiadujących. Mimo rozwoju USG i TK, klasyczna fistulografia nadal jest uznawana za wartościowe, tanie i dość łatwo dostępne badanie obrazowe w diagnostyce przetok.

Pytanie 39

Przy ułożeniu do zdjęcia AP czaszki płaszczyzna

A. czołowa jest prostopadła do kasety.
B. strzałkowa jest równoległa do kasety.
C. oczodołowo-uszna dolna jest równoległa do kasety.
D. oczodołowo-uszna środkowa jest prostopadła do kasety.
W projekcji AP czaszki kluczowe jest takie ułożenie głowy, żeby płaszczyzna oczodołowo-uszna środkowa (tzw. OML – orbitomeatal line, linia oczodołowo-uszna środkowa) była prostopadła do kasety/detektora. Właśnie dlatego odpowiedź z tą płaszczyzną jest prawidłowa. Dzięki temu ustawieniu promień centralny pada z przodu na potylicę w sposób symetryczny, a struktury kostne czaszki – szczególnie kości czołowe, sklepienie czaszki, łuki jarzmowe – są odwzorowane bez zniekształceń geometrycznych i skrótów. W praktyce wygląda to tak, że pacjent leży lub stoi przodem do lampy, potylica przylega do kasety, a technik ustawia głowę tak, żeby linia łącząca środek oczodołu z punktem przy przewodzie słuchowym zewnętrznym była dokładnie pod kątem 90° do powierzchni kasety. Moim zdaniem warto sobie wyrobić nawyk patrzenia jednocześnie na położenie oczodołów i małżowin usznych, bo to bardzo pomaga w szybkim ocenieniu, czy OML faktycznie jest prostopadła. Z dobrych praktyk – zawsze kontroluje się też płaszczyznę strzałkową pośrodkową, czyli czy głowa nie jest obrócona w prawo/lewo, bo nawet przy dobrze ustawionej OML rotacja popsuje symetrię zdjęcia. W wielu pracowniach stosuje się też delikatne podłożenie gąbki pod potylicę, żeby pacjentowi było wygodniej utrzymać właściwą pozycję, szczególnie przy dłuższej ekspozycji. Warto pamiętać, że inne projekcje czaszki używają innych płaszczyzn (np. linia IOML), ale w klasycznym AP czaszki to właśnie oczodołowo-uszna środkowa ma być prostopadła do kasety – to jest taki podstawowy standard pozycjonowania w radiografii czaszki.

Pytanie 40

Na skanie rezonansu magnetycznego serca oznaczono

Ilustracja do pytania
A. przedsionek prawy.
B. przedsionek lewy.
C. komorę prawą.
D. komorę lewą.
Na obrazie rezonansu magnetycznego serca strzałka wskazuje prawą komorę. W projekcji poprzecznej (osiowej) warto pamiętać o zasadzie, że na obrazach MR i TK prawa strona pacjenta znajduje się po lewej stronie ekranu. To jest pierwszy krok, żeby się nie pogubić. Prawa komora leży bardziej do przodu (czyli bliżej mostka) i ma zwykle cieńszą ścianę niż lewa komora, a jej kształt jest bardziej nieregularny, trochę jak półksiężyc otaczający część lewej komory. Lewa komora z kolei jest położona bardziej ku tyłowi i ma grubszy, masywny mięsień, przez co wygląda na bardziej okrągłą i „mięsistą”. Na standardowych sekwencjach cine MR w projekcjach osiowych i krótkiej osi to właśnie te cechy morfologiczne są podstawą identyfikacji jam serca. W praktyce klinicznej poprawne rozpoznanie prawej komory ma duże znaczenie przy ocenie kardiomiopatii prawej komory, nadciśnienia płucnego, wad wrodzonych czy dysfunkcji prawej komory po zatorowości płucnej. Radiolog i technik powinni umieć szybko odróżnić prawą komorę od przedsionków, bo pomylenie jam może prowadzić do błędnej oceny frakcji wyrzutowej, objętości końcoworozkurczowej i końcowoskurczowej. Moim zdaniem warto zawsze „zakotwiczyć się” na kilku punktach orientacyjnych: mostek z przodu, kręgosłup z tyłu, aorta zwykle bardziej centralnie i nieco po lewej, lewa komora najgłębiej ku tyłowi, a prawa komora – z przodu i bardziej przy mostku. Taka rutynowa check‑lista bardzo ułatwia interpretację badań MR serca zgodnie z dobrymi praktykami opisanymi w wytycznych ESC i standardach obrazowania kardiologicznego SCMR.