Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 12 czerwca 2026 18:17
  • Data zakończenia: 12 czerwca 2026 18:22

Egzamin zdany!

Wynik: 33/40 punktów (82,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Rutynowe badanie koronarografii prawej tętnicy wieńcowej wykonywane jest w rzucie skośnym przednim

A. lewym pod kątem 45°.
B. lewym pod kątem 60°.
C. prawym pod kątem 45°.
D. prawym pod kątem 60°.
W koronarografii bardzo łatwo się pomylić w kwestii kątów i stron, bo LAO/RAO i różne stopnie odchylenia wydają się na początku trochę abstrakcyjne. W tym pytaniu chodzi o rutynowe, standardowe ujęcie dla prawej tętnicy wieńcowej. Kluczowe jest słowo „rutynowe” i „skośne przednie”. W praktyce klinicznej przyjęło się, że do oceny prawej tętnicy wieńcowej podstawą jest projekcja skośna przednia lewa (LAO), a nie prawa. Ujęcia RAO oczywiście też się stosuje, ale raczej jako uzupełniające – do innego spojrzenia na naczynie, na łuk i dystalne odcinki, a nie jako główną projekcję wyjściową. Odpowiedzi, które wskazują na rzut prawoskośny (RAO) pod 45° lub 60°, odzwierciedlają typowy błąd: intuicja podpowiada, że „prawa tętnica” to „prawy rzut”. Niestety anatomia przestrzenna i przebieg naczyń wieńcowych są bardziej złożone. W RAO cień prawej tętnicy wieńcowej często nakłada się niekorzystnie na inne struktury i nie daje tak czytelnego obrazu segmentów proksymalnych jak LAO przy większym kącie. Z kolei wybór zbyt małego kąta w projekcji LAO, na przykład 45°, to też częsty skrót myślowy: „skoro lewe skośne, to pewnie standardowe 30–45°”. Tymczasem dla dobrej ekspozycji RCA preferuje się zwykle większe odkręcenie ramienia C, w okolice 60°, co pozwala lepiej „rozwinąć” przebieg naczynia na ekranie i uniknąć nałożenia segmentów na siebie. W literaturze i w szkoleniach z kardiologii inwazyjnej podkreśla się, że dobór kąta projekcji ma bezpośredni wpływ na jakość diagnostyczną badania: w niewłaściwym rzucie zwężenie może wyglądać na mniejsze albo w ogóle być niewidoczne, bo schowa się w zarysie ściany naczynia lub na tle struktur kostnych. Dlatego przy nauce koronarografii nie wystarczy znać tylko nazw naczyń, trzeba też kojarzyć typowe kombinacje: dla lewej tętnicy wieńcowej inne kąty, dla prawej inne, a do tego różne modyfikacje czaszkowe i ogonowe. Błędne odpowiedzi w tym pytaniu wynikają głównie z mieszania tych schematów i zbyt mechanicznego dopasowywania „prawej tętnicy” do „prawego rzutu”, co po prostu nie odpowiada obowiązującym standardom obrazowania.

Pytanie 2

Który zestaw zdjęć narządów klatki piersiowej należy wykonać u pacjenta z podejrzeniem lewostronnego zapalenia płuc?

A. PA i lewoboczne.
B. AP i lewoboczne.
C. PA i prawoboczne.
D. AP i prawoboczne.
Prawidłowo – przy podejrzeniu lewostronnego zapalenia płuc standardem jest wykonanie zdjęcia PA (projekcja tylno‑przednia) oraz zdjęcia bocznego lewobocznego. Projekcja PA jest podstawową projekcją klatki piersiowej u pacjentów, którzy mogą stać lub siedzieć. Promień wchodzi od tyłu (posterior) i wychodzi z przodu (anterior), co daje dobrą jakość obrazu, właściwe powiększenie struktur serca i prawidłową ocenę pól płucnych. Moim zdaniem to jest taki „złoty standard” w radiografii klatki piersiowej u przytomnych, współpracujących pacjentów. Drugim, kluczowym badaniem jest projekcja boczna – w tym przypadku lewoboczna. Lewy bok pacjenta przylega do detektora, dzięki czemu struktury po lewej stronie klatki piersiowej (m.in. lewa połowa klatki, lewy płat dolny, segmenty języczkowe) są mniej powiększone i wyraźniej widoczne. Właśnie dlatego w podejrzeniu lewostronnego zapalenia płuc wybiera się lewoboczne, a nie prawoboczne zdjęcie. W praktyce klinicznej często na zdjęciu PA zmiany zapalne mogą się „chować” za sercem lub nakładać na inne struktury. Projekcja boczna pomaga wtedy ustalić, czy naciek jest w płacie górnym, dolnym, czy w segmencie języczkowym, oraz czy zmiana jest rzeczywiście w miąższu płuca, czy np. w śródpiersiu. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią też, że komplet PA + boczne daje dużo większą pewność diagnostyczną niż samo PA, szczególnie przy zmianach jednostronnych. W niektórych ośrodkach, gdy pacjent jest wydolny krążeniowo i oddechowo, taki zestaw projekcji jest traktowany jako badanie wyjściowe przy każdej podejrzanej patologii płuc. Z mojego doświadczenia technicznego wynika, że prawidłowy dobór projekcji oszczędza potem dodatkowych badań i skraca czas diagnostyki.

Pytanie 3

Który program wtórnej rekonstrukcji obrazów TK pozwala na odwzorowanie wnętrza jelita grubego, tchawicy i oskrzeli?

A. Rekonstrukcja wielopłaszczyznowa MPR.
B. Wirtualna endoskopia VE.
C. Prezentacja trójwymiarowa 3D.
D. Projekcja maksymalnej intensywności MIP.
Poprawnie wskazana została wirtualna endoskopia (VE). To właśnie ten typ wtórnej rekonstrukcji obrazów TK umożliwia komputerowe „wejście” do światła narządów jamistych, takich jak jelito grube, tchawica czy oskrzela. Algorytm wykorzystuje bardzo cienkie warstwy TK (zwykle 0,5–1,25 mm), a następnie tworzy trójwymiarowy model światła przewodu, po którym można się poruszać jak przy klasycznej endoskopii. Różnica jest taka, że nie wprowadzamy żadnego endoskopu do pacjenta – wszystko dzieje się na konsoli stacji opisowej. W praktyce klinicznej stosuje się to np. w TK kolonografii (tzw. wirtualna kolonoskopia) do wykrywania polipów i guzów jelita grubego, szczególnie u pacjentów, którzy nie mogą mieć wykonanej klasycznej kolonoskopii. Podobnie wirtualna bronchoskopia z TK pozwala ocenić zwężenia, guzy i ucisk z zewnątrz w obrębie tchawicy i oskrzeli, co jest bardzo pomocne przy planowaniu zabiegów torakochirurgicznych czy bronchologicznych. Moim zdaniem ważne jest też to, że VE pozwala zobaczyć zmiany „zza zakrętu”, które na zwykłych obrazach osiowych mogą być łatwe do przeoczenia, a endoskopem czasem trudno tam dotrzeć. Dobre praktyki mówią, żeby VE zawsze interpretować razem z klasycznymi przekrojami TK (MPR), bo sama wirtualna endoskopia może czasem zniekształcać obraz, np. przy obecności zalegającego płynu, stolca czy artefaktów ruchowych. Warto też pamiętać, że VE nie zastępuje całkowicie klasycznej endoskopii – nie pozwala na pobranie wycinków ani wykonanie zabiegów, ale świetnie sprawdza się jako narzędzie przesiewowe i planistyczne. W codziennej pracy technika elektroradiologii kluczowe jest prawidłowe wykonanie badania TK (cienkie warstwy, odpowiednie okna rekonstrukcji), bo od jakości danych wejściowych zależy jakość wirtualnej endoskopii.

Pytanie 4

Czym charakteryzuje się późny odczyn popromienny?

A. Występuje w trakcie lub do 6 miesięcy od zakończenia radioterapii, zwykle jest trwały i może powodować zagrożenie dla życia pacjenta.
B. Występuje po 6 miesiącach od zakończenia radioterapii, ustępuje samoistnie lub po prostym leczeniu farmakologicznym.
C. Występuje po 6 miesiącach od zakończenia radioterapii, pojawia się nagle, zwykle jest trwały i może stanowić zagrożenie dla życia pacjenta.
D. Występuje w trakcie lub do 6 miesięcy od zakończenia radioterapii, ustępuje samoistnie lub po prostym leczeniu farmakologicznym.
W tym zagadnieniu bardzo łatwo pomylić odczyny wczesne z późnymi, głównie przez nie do końca świadome kojarzenie objawów z czasem ich wystąpienia. Podstawowa zasada w radioterapii jest taka: odczyny wczesne pojawiają się w trakcie napromieniania lub do około 6 miesięcy po jego zakończeniu, a odczyny późne – po upływie co najmniej 6 miesięcy, często po wielu miesiącach albo nawet latach. To rozróżnienie nie jest sztuczne, ono wynika z biologii tkanek: szybko dzielące się (np. skóra, błony śluzowe, szpik) reagują wcześnie, a wolno dzielące (np. tkanka łączna, naczynia, nerwy, narządy miąższowe) dają objawy późno.
Błędne odpowiedzi mieszają te pojęcia na dwa sposoby. Z jednej strony sugerują, że odczyny pojawiające się w trakcie lub do 6 miesięcy po radioterapii mogą być typowymi późnymi odczynami – to jest niezgodne z klasycznym podziałem używanym w onkologii i radioterapii. Objawy występujące w tym okresie to typowe odczyny ostre lub podostre, jak rumień skóry, złuszczanie naskórka, zapalenie błon śluzowych, biegunka popromienna, przejściowe nasilenie bólu. One zazwyczaj ustępują samoistnie lub po prostym leczeniu farmakologicznym i mają charakter odwracalny.
Z drugiej strony, mylące jest łączenie późnego wystąpienia objawów (po 6 miesiącach) z ich łagodnym, łatwo odwracalnym przebiegiem. To raczej wyjątek niż reguła. Późne odczyny są na ogół konsekwencją trwałego uszkodzenia struktur, takich jak ściany naczyń, zrąb narządów, włókna nerwowe. Mówimy wtedy o zwłóknieniu płuc, popromiennej nefropatii, mielopatii, kardiotoksyczności popromiennej, przewlekłych owrzodzeniach skóry czy jelit. Te powikłania rzadko cofają się całkowicie, a często wymagają długotrwałego leczenia objawowego, rehabilitacji, czasem leczenia operacyjnego. W skrajnych przypadkach mogą zagrażać życiu.
Typowy błąd myślowy polega na założeniu, że skoro odczyn popromienny kojarzy się z „podrażnieniem” tkanek, to musi być przejściowy i poddawać się prostemu leczeniu. W nowoczesnej radioterapii cała sztuka planowania dawki i objętości napromienianych polega właśnie na minimalizowaniu ryzyka ciężkich, późnych powikłań, a nie tylko na kontrolowaniu zaczerwienienia skóry w trakcie leczenia. Dlatego w wytycznych planowania, takich jak QUANTEC, bardzo precyzyjnie określa się dopuszczalne dawki całkowite i objętościowe dla narządów krytycznych, żeby uniknąć sytuacji, w których po kilku latach od zakończenia leczenia u pacjenta pojawi się np. nieodwracalne uszkodzenie rdzenia kręgowego czy ciężkie zwłóknienie płuc. Prawidłowe rozumienie różnicy między odczynem wczesnym a późnym jest więc absolutnie kluczowe dla bezpieczeństwa radioterapii i dla świadomego monitorowania pacjentów w obserwacji po leczeniu.

Pytanie 5

W której projekcji należy wykonać badanie radiologiczne kręgosłupa lędźwiowego, by na otrzymanym zdjęciu wyrostki kręgów lędźwiowych układały się w charakterystyczny kształt piesków (teriera szkockiego)?

A. Bocznej.
B. PA
C. AP
D. Skośnej.
Prawidłowa jest projekcja skośna, bo właśnie w tym ułożeniu pacjenta wyrostki stawowe kręgów lędźwiowych ustawiają się względem siebie tak, że na obrazie RTG przypominają charakterystyczne „pieski”, często w literaturze nazywane „Scottie dog sign”. W projekcji skośnej najlepiej uwidaczniają się stawy międzywyrostkowe (stawy międzykręgowe tylne), czyli tzw. stawy międzykręgowe lędźwiowe. To one, razem z łukami kręgów, tworzą tę specyficzną sylwetkę psa: wyrostek kolczysty to ogon, wyrostek poprzeczny to pysk, nasada łuku to szyja, wyrostek stawowy górny to ucho, a wyrostek stawowy dolny to przednia łapa. W praktyce technik RTG układa pacjenta w pozycji AP skośnej pod kątem około 45° (czasem trochę mniej lub więcej, zależnie od budowy pacjenta), tak żeby promień centralny przechodził przez stawy międzywyrostkowe. Standardy wykonywania zdjęć kręgosłupa lędźwiowego zakładają, że projekcje skośne wykonuje się właśnie wtedy, gdy chcemy ocenić stawy międzywyrostkowe, podejrzewamy spondylolizę, spondylolistezę lub inne zmiany w łukach kręgów. Z mojego doświadczenia to pytanie często się pojawia na egzaminach, bo ten „piesek” to taki klasyczny obrazkowy sposób zapamiętania anatomii czynnościowej łuku kręgowego. Warto też pamiętać, że w typowym zestawie badań RTG L-S wykonuje się projekcję AP, boczną oraz – w razie wskazań – właśnie skośne, żeby „dostrzyc” to, czego nie widać dobrze na zdjęciu czołowym czy bocznym. To jest po prostu dobra praktyka w radiologii konwencjonalnej.

Pytanie 6

Na rentgenogramie strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. rozszczep łuku.
B. przerwanie ciągłości łuku.
C. kręgozmyk kręgu L₅ względem S₁.
D. dyskopatię L₅– S₁.
Na strzałkowym zdjęciu bocznym kręgosłupa lędźwiowo‑krzyżowego strzałka wyraźnie wskazuje na przestrzeń międzytrzonową L5–S1. Jest ona zwężona i o zmienionej strukturze, co jest typowym obrazem dyskopatii L5–S1 w klasycznym RTG. W badaniu rentgenowskim samego jądra miażdżystego nie widać, ale oceniamy pośrednie cechy – zmniejszenie wysokości szpary międzykręgowej, sklerotyzację blaszek granicznych, czasem osteofity na krawędziach trzonów. Właśnie taki zestaw objawów radiologicznych jest interpretowany jako zmiany zwyrodnieniowo‑dyskopatyczne. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć: zwężona szpara między L5 a S1 + brak wyraźnego przemieszczenia trzonu = myślimy najpierw o dyskopatii, a nie o kręgozmyku. W praktyce technika RTG wg standardów (projekcja boczna lędźwiowo‑krzyżowa, odpowiednie ogniskowanie na L4–L5, unikanie rotacji) ma ogromne znaczenie, bo każde przekoszenie może udawać „przesunięcie” trzonu. RTG jest badaniem pierwszego rzutu, ale przy objawach korzeniowych, niedowładach czy podejrzeniu dużej przepukliny dysku zgodnie z aktualnymi zaleceniami kieruje się pacjenta na rezonans magnetyczny, który najlepiej pokazuje strukturę krążka międzykręgowego i ucisk na worek oponowy. W codziennej pracy technika dobrze jest od razu ocenić, czy szpara L5–S1 jest w pełni zobrazowana (częsty problem przy zbyt dużej otyłości albo złym ustawieniu). Jeśli nie, powtarza się projekcję z lekką modyfikacją kąta promienia. Takie „dopieszczenie” badania bardzo ułatwia późniejszą, prawidłową interpretację lekarzowi radiologowi i zmniejsza ryzyko przeoczenia istotnej dyskopatii.

Pytanie 7

Gadolin jako dożylny środek kontrastowy stosowany w MR powoduje

A. wydłużenie czasu relaksacji T₂ i brak zmian w czasie relaksacji T₁
B. skrócenie czasu relaksacji T₁ i brak zmian w czasie relaksacji T₂
C. skrócenie czasów relaksacji T₁ i T₂
D. wydłużenie czasów relaksacji T₁ i T₂
Prawidłowa odpowiedź opiera się na podstawowej właściwości gadolinu jako paramagnetycznego środka kontrastowego: powoduje on skrócenie zarówno czasu relaksacji T1, jak i T2 w tkankach, w których się gromadzi. W praktyce klinicznej najważniejszy jest efekt T1‑skracający, bo na sekwencjach T1‑zależnych takie miejsca stają się wyraźnie jaśniejsze (hiperintensywne). Dzięki temu lepiej widzimy zmiany z zaburzoną barierą krew–mózg, unaczynione guzy, ogniska zapalne czy nieszczelne naczynia. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć tak: gadolin „przyspiesza” relaksację protonów, więc sygnał szybciej wraca do stanu równowagi.
Od strony fizycznej jony gadolinu (w postaci chelatów, np. Gd-DTPA) mają niesparowane elektrony, które silnie oddziałują z momentem magnetycznym jąder wodoru. To zwiększa efektywność wymiany energii i skraca czasy relaksacji. W dawkach diagnostycznych efekt T1 jest dominujący i pożądany – dlatego badania kontrastowe MR planuje się głównie w sekwencjach T1‑zależnych (np. spin-echo T1, 3D T1 z saturacją tłuszczu). W sekwencjach silnie T2‑zależnych skrócenie T2 może prowadzić wręcz do pewnego spadku sygnału, ale klinicznie zwykle mniej nas to interesuje.
W dobrych praktykach pracowni MR zawsze dobiera się odpowiednie sekwencje przed i po kontraście, tak żeby w pełni wykorzystać efekt T1‑skracający gadolinu. Standardowe protokoły (np. w badaniu OUN, wątroby, trzustki, kręgosłupa) zakładają ocenę wzmacniania kontrastowego właśnie na obrazach T1. Warto też pamiętać o kwestiach bezpieczeństwa: środki gadolinowe są generalnie bezpieczne, ale przy ciężkiej niewydolności nerek istnieje ryzyko nefrogennego układowego zwłóknienia, więc zawsze trzeba sprawdzać eGFR i trzymać się aktualnych zaleceń producenta i wytycznych towarzystw radiologicznych.

Pytanie 8

W zapisie EKG zespół QRS odzwierciedla

A. depolaryzację mięśnia przedsionków i mięśnia komór.
B. repolaryzację mięśnia przedsionków i mięśnia komór.
C. wyłącznie depolaryzację mięśnia komór.
D. wyłącznie repolaryzację mięśnia komór.
Zespół QRS w zapisie EKG odzwierciedla wyłącznie depolaryzację mięśnia komór – i to jest dokładnie to, co trzeba tutaj zapamiętać. W praktyce klinicznej przyjmuje się, że załamek P to depolaryzacja przedsionków, zespół QRS – depolaryzacja komór, a odcinek ST i załamek T – procesy repolaryzacji komór. Repolaryzacja przedsionków co prawda też istnieje, ale nakłada się czasowo na zespół QRS i przez to jest „schowana”, niewidoczna w typowym zapisie EKG. Z mojego doświadczenia to jedno z częstszych miejsc, gdzie ludzie mylą pojęcia: widzą duże wychylenie QRS i myślą, że tam „musi” być wszystko naraz – i depolaryzacja, i repolaryzacja. A jednak nie.

Depolaryzacja komór to bardzo szybkie przewodzenie impulsu przez układ bodźcoprzewodzący: pęczek Hisa, jego odnogi i włókna Purkinjego. Ponieważ masa mięśnia komór jest duża, sygnał elektryczny ma dużą amplitudę, dlatego QRS jest wysoki i stosunkowo wąski czasowo (prawidłowo < 120 ms). W diagnostyce elektromedycznej, szczególnie w interpretacji EKG, ocena szerokości, kształtu i osi zespołu QRS jest podstawowym elementem rozpoznawania zaburzeń przewodzenia, bloków odnóg pęczka Hisa, przerostów komór czy rytmów komorowych. Na przykład szeroki QRS sugeruje pobudzenia wychodzące z komór lub blok przewodzenia w drogach komorowych. W badaniach wysiłkowych zwraca się uwagę, czy pod wpływem obciążenia nie pojawia się patologiczne poszerzenie QRS lub zmiana jego morfologii, co może świadczyć o niedokrwieniu.

W dobrych praktykach technika EKG zawsze kładzie się nacisk na prawidłowe ułożenie elektrod, bo błędne rozmieszczenie może sztucznie zmieniać wygląd QRS (np. odwrócenie, pseudo-zawałowe załamki Q). Moim zdaniem warto też kojarzyć, że QRS jest kluczowy do oceny rytmu: liczymy częstość na podstawie odstępów R–R, analizujemy regularność, sprawdzamy czy każdy zespół QRS jest poprzedzony załamkiem P. To są elementarne zasady interpretacji według standardów kardiologicznych. Im lepiej rozumiesz, że QRS to czysta depolaryzacja komór, tym łatwiej będzie Ci potem ogarniać bloki, częstoskurcze komorowe, migotanie komór czy zmiany w przebiegu zawału.

Pytanie 9

Powierzchnia gabinetu rentgenowskiego, w którym zainstalowany jest aparat rentgenowski wyposażony w oddzielną lampę, nie może być mniejsza niż

A. 20 m²
B. 15 m²
C. 18 m²
D. 10 m²
W pytaniu chodzi o minimalną dopuszczalną powierzchnię gabinetu rentgenowskiego z aparatem wyposażonym w oddzielną lampę. To jest kwestia bardzo mocno związana z ochroną radiologiczną i projektowaniem pracowni, a nie tylko z wygodą użytkowania. Częsty błąd polega na tym, że ktoś myśli: „byleby aparat się zmieścił i był stół, to wystarczy”, więc wybiera wartości typu 10 m², bo wydaje się, że to już całkiem sporo jak na pokój. Niestety w radiologii to za mało. Przy 10 m² trudno zapewnić odpowiedni układ geometryczny wiązki promieniowania, bezpieczne odległości od ścian, drzwi i stanowiska operatora, a także odpowiednie rozłożenie stref kontrolowanych i nadzorowanych. Zbyt mała powierzchnia utrudnia też racjonalne rozmieszczenie osłon stałych i może prowadzić do przekroczenia dopuszczalnych dawek w pomieszczeniach sąsiednich. Z drugiej strony pojawia się czasem myślenie „im więcej tym lepiej”, więc padają odpowiedzi typu 18 m² czy 20 m², bo brzmią bardziej profesjonalnie i „bezpiecznie”. Oczywiście większa powierzchnia w praktyce zwykle jest wygodniejsza, ale pytanie dotyczy wartości minimalnej określonej w przepisach. Normy nie są ustalane na zasadzie widzimisię, tylko na podstawie obliczeń osłonności, typowych konfiguracji aparatury i standardowych procedur zdjęciowych. Jeśli w akcie prawnym lub w wytycznych ochrony radiologicznej podano 15 m², to właśnie ta wartość stanowi granicę, poniżej której gabinet nie spełnia wymagań formalnych. Odpowiedzi większe niż 15 m² nie są więc „bardziej poprawne” – one po prostu nie odpowiadają treści pytania, które pyta o dolną granicę, a nie o powierzchnię optymalną czy komfortową. Kluczowe jest zrozumienie, że w ochronie radiologicznej pracujemy na konkretnych parametrach: minimalnych wymiarach, grubościach osłon, odległościach, a nie na ogólnych odczuciach, co wydaje się wystarczające lub wygodne.

Pytanie 10

Do prób aktywacyjnych stosowanych w badaniu EEG zalicza się

A. otwieranie i zamykanie ust.
B. wstrzymanie oddechu.
C. rytmiczne błyski świetlne.
D. próbę hipowentylacyjną.
Prawidłowo wskazana odpowiedź to rytmiczne błyski świetlne, czyli tzw. fotostymulacja. W standardowym badaniu EEG jest to jedna z podstawowych prób aktywacyjnych, obok hiperwentylacji. Polega na podawaniu pacjentowi serii błysków o różnej częstotliwości, zwykle w zakresie kilku–kilkunastu Hz, przy zamkniętych oczach. Celem jest wywołanie reakcji bioelektrycznej mózgu na bodziec wzrokowy i sprawdzenie, czy zapis EEG prawidłowo reaguje na taką stymulację. U osoby zdrowej obserwuje się tzw. odpowiedź fotyczną, zsynchronizowaną z częstotliwością błysków, bez wyładowań napadowych. U pacjentów z padaczką światłoczułą mogą pojawić się wyładowania iglicowo-falowe lub wręcz napad, dlatego badanie wykonuje się ostrożnie, zgodnie z procedurą. W praktyce technik EEG musi zadbać o prawidłowe ustawienie lampy stroboskopowej (odpowiednia odległość od oczu, kąt, natężenie światła), poinformować pacjenta, co będzie się działo, i obserwować jego stan kliniczny w trakcie fotostymulacji. Moim zdaniem ważne jest też, żeby pamiętać, że nie każdy pacjent toleruje błyski tak samo – u osób z migreną czy nadwrażliwością wzrokową trzeba być szczególnie uważnym. Z punktu widzenia standardów pracowni EEG, fotostymulacja jest elementem rutynowego protokołu, bo pozwala wykryć zmiany napadowe, które w spoczynku mogłyby się nie ujawnić. W dokumentacji opisu badania zwykle odnotowuje się, czy reakcja na stymulację świetlną była prawidłowa, czy wystąpiły zmiany napadowe, brak odpowiedzi, albo reakcja paradoksalna. To wszystko ma duże znaczenie diagnostyczne, szczególnie u młodych pacjentów z podejrzeniem padaczki idiopatycznej.

Pytanie 11

Które odprowadzenie elektrokardiograficzne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Odprowadzenie II
B. Odprowadzenie aVR
C. Odprowadzenie I
D. Odprowadzenie aVL
Na rysunku pokazano klasyczne odprowadzenie kończynowe dwubiegunowe I – elektroda ujemna znajduje się na prawym przedramieniu, a elektroda dodatnia na lewym przedramieniu. W układzie Einthovena odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną i patrzy na serce mniej więcej z lewej strony klatki piersiowej, poziomo. To właśnie dlatego w prawidłowym zapisie EKG w odprowadzeniu I zespół QRS i załamek P są najczęściej dodatnie – fala depolaryzacji komór i przedsionków biegnie zasadniczo w kierunku elektrody dodatniej na lewym ramieniu. W praktyce technik EKG powinien kojarzyć: prawa ręka – kolor czerwony (minus), lewa ręka – żółty (plus) w standardzie IEC, bo pomyłka przewodów od razu zmienia obraz odprowadzenia I i może prowadzić do fałszywej interpretacji osi serca. Moim zdaniem to jedno z podstawowych odprowadzeń, na których najlepiej widać zaburzenia przewodzenia przedsionkowo–komorowego czy zmianę osi elektrycznej, zwłaszcza gdy porównamy je z odprowadzeniem II i aVF. Przy analizie EKG dobrze jest pamiętać trójkąt Einthovena: I biegnie od prawej ręki do lewej, II od prawej ręki do lewej nogi, III od lewej ręki do lewej nogi. Dzięki temu łatwiej w głowie odtworzyć kierunek patrzenia każdego odprowadzenia i zrozumieć, skąd biorą się dodatnie lub ujemne załamki. W dobrze wykonanym badaniu, z prawidłowo założonymi elektrodami, odprowadzenie I jest stabilne, ma mało artefaktów z mięśni obręczy barkowej i stanowi bardzo wygodny punkt odniesienia do oceny rytmu zatokowego, szerokości zespołów QRS i obecności drobnych zmian niedokrwiennych w ścianie bocznej lewej komory.

Pytanie 12

Na przekroju poprzecznym TK kręgosłupa szyjnego strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. otwór kręgu szczytowego.
B. ząb kręgu obrotowego.
C. guzek tylny kręgu szczytowego.
D. rdzeń kręgowy.
Na przedstawionym przekroju poprzecznym TK szyi strzałka wskazuje typową, owalną, kostną strukturę położoną centralnie, nieco ku przodowi w kanale kręgowym – to ząb kręgu obrotowego (dens axis, C2). W tomografii komputerowej w okolicy połączenia czaszkowo‑szyjnego zawsze warto sobie „ułożyć w głowie” układ: z przodu łuk przedni kręgu szczytowego (C1), za nim właśnie ząb kręgu obrotowego, a dopiero dalej ku tyłowi przestrzeń z rdzeniem kręgowym. Ząb ma wysoką gęstość w TK (typowa dla kości zbitej), wyraźne korowe obrysy i jest zrośnięty z trzonem C2. Moim zdaniem, jak się raz dobrze zapamięta ten charakterystyczny obraz „palika” wystającego do góry w obrębie C1, to później rozpoznawanie jest już dużo prostsze. W praktyce klinicznej prawidłowa identyfikacja zęba kręgu obrotowego jest kluczowa przy ocenie urazów odcinka szyjnego, zwłaszcza u pacjentów po wypadkach komunikacyjnych czy upadkach z wysokości. Standardy diagnostyczne (np. zalecenia towarzystw radiologicznych) podkreślają konieczność oceny ciągłości zęba, linii złamania, przemieszczenia względem łuku przedniego C1 oraz szerokości przestrzeni przedzębowej. Właśnie w oparciu o prawidłowe rozpoznanie tej struktury planuje się dalsze postępowanie: od zaopatrzenia ortopedycznego, przez stabilizację operacyjną, aż po ścisłą kontrolę w badaniach kontrolnych TK. Dodatkowo znajomość anatomii dens axis pomaga też przy planowaniu badań czynnościowych (RTG w projekcjach otwartych ust) i przy interpretacji rezonansu magnetycznego, gdzie oceniamy nie tylko samą kość, ale też więzadła stabilizujące ząb oraz ewentualne uciski na rdzeń kręgowy.

Pytanie 13

Radiogram przedstawia

Ilustracja do pytania
A. złamanie w obrębie szyjki kości udowej z przemieszczeniem linii Shentona.
B. prawidłową miednicę 10-letniego chłopca w ocenie panewki.
C. prawidłową miednicę u osoby starszej w ocenie panewki.
D. ciężki uraz miednicy w mechanizmie stycznym.
Prawidłowo rozpoznano złamanie szyjki kości udowej z przerwaniem i przemieszczeniem linii Shentona. Na standardowym zdjęciu AP miednicy linia Shentona to gładki, ciągły łuk biegnący wzdłuż dolnego brzegu gałęzi górnej kości łonowej i przyśrodkowego obrysu szyjki kości udowej. W zdrowym stawie biodrowym tworzy ona elegancki, równy łuk bez załamań. Każde jego przerwanie, uskoku czy „schodek” to klasyczny radiologiczny sygnał złamania szyjki lub zwichnięcia stawu biodrowego. Na tym radiogramie dokładnie to widać – łuk nie jest ciągły, a fragment bliższego końca kości udowej jest przemieszczony względem panewki. Moim zdaniem to jedno z tych badań, gdzie naprawdę warto przyzwyczaić oko do oceny linii Shentona, bo w praktyce SOR-owej czy na ortopedii często dostajemy zdjęcia słabej jakości, z rotacją, otyłością itd. i ten prosty znak bardzo pomaga. W dobrych praktykach radiologii układu kostno‑stawowego zaleca się rutynową ocenę kilku „linii kontrolnych”: właśnie linii Shentona, linii iliofemoralnej, ciągłości sklepienia panewki. U dorosłych, zwłaszcza u osób starszych, złamania szyjki kości udowej bywają trudne do zauważenia, szczególnie gdy przemieszczenie jest niewielkie. Dlatego standardem jest: jeśli klinika (ból biodra, brak obciążania kończyny, skrócenie i rotacja zewnętrzna) nie zgadza się z „prawidłowym” RTG, to robi się dodatkowe projekcje lub TK. W praktyce technika radiologii powinna też zadbać o prawidłowe ułożenie pacjenta – kończyny lekko do wewnątrz – żeby szyjka nie nakładała się na panewkę. To bardzo ułatwia ocenę linii Shentona i wczesne wychwycenie nawet dyskretnych złamań.

Pytanie 14

Czas połowicznego zaniku jest wykorzystywany

A. w tomografii komputerowej.
B. w teleradioterapii.
C. w medycynie nuklearnej.
D. w rentgenografii.
Prawidłowo – czas połowicznego zaniku (okres półtrwania) to pojęcie absolutnie kluczowe właśnie w medycynie nuklearnej. Opisuje on, w jakim czasie aktywność promieniotwórcza danego radionuklidu spada o połowę. W praktyce oznacza to, że po jednym czasie połowicznego zaniku mamy 50% wyjściowej aktywności, po dwóch – 25%, po trzech – 12,5% itd. W medycynie nuklearnej trzeba brać pod uwagę zarówno fizyczny czas połowicznego zaniku (rozpad jądra atomowego), jak i biologiczny czas półtrwania (eliminacja radiofarmaceutyku z organizmu), a w planowaniu badań często korzysta się z tzw. efektywnego czasu połowicznego zaniku, który łączy oba te procesy. Dzięki temu można prawidłowo dobrać dawkę radiofarmaceutyku do scyntygrafii, PET czy terapii izotopowej (np. jodem-131 w leczeniu nadczynności tarczycy lub raka tarczycy), tak żeby uzyskać wystarczająco dobrą jakość obrazu, a jednocześnie nie narażać pacjenta na niepotrzebnie dużą dawkę promieniowania. W standardach medycyny nuklearnej ogromny nacisk kładzie się na świadome dobieranie izotopu o odpowiednim okresie półtrwania: do diagnostyki preferuje się radionuklidy o krótkim czasie połowicznego zaniku (np. technet-99m, fluor-18), które szybko się rozpadają i zmniejszają narażenie po badaniu, natomiast w terapii można stosować izotopy o dłuższym okresie, żeby efekt terapeutyczny utrzymywał się wystarczająco długo w tkance nowotworowej. Z mojego doświadczenia uczenia się do egzaminów, zrozumienie tego pojęcia bardzo ułatwia ogarniecie, dlaczego konkretne radioizotopy wybiera się do konkretnych procedur i czemu w opisach badań zawsze pojawia się informacja o aktywności w MBq i momencie jej podania. To nie jest sucha teoria, tylko realny fundament bezpiecznego i sensownego planowania badań i terapii radioizotopowych.

Pytanie 15

Która sekwencja obrazowania MR wykorzystuje impulsy RF o częstotliwości rezonansowej tłuszczu do tłumienia sygnału pochodzącego z tkanki tłuszczowej?

A. FAT SAT
B. PCA
C. TOF
D. MTC
Prawidłowa odpowiedź to FAT SAT, czyli tzw. fat saturation albo fat suppression. W tej technice wykorzystuje się impulsy RF o częstotliwości dokładnie dopasowanej do rezonansu protonów w tłuszczu. Najpierw aparat MR podaje selektywny impuls nasycający dla tłuszczu, a dopiero potem właściwą sekwencję obrazowania. Protony tłuszczu zostają „wybite” ze stanu równowagi i nie zdążą się zrelaksować przed pomiarem, więc ich sygnał jest mocno osłabiony albo praktycznie znika. W efekcie na obrazach tkanka tłuszczowa staje się ciemna, a struktury o wysokiej zawartości wody (np. obrzęk, zapalenie, guzy) są lepiej widoczne. Moim zdaniem to jedna z najbardziej praktycznych sztuczek w MR, bo bardzo poprawia kontrast obrazu.
W praktyce klinicznej FAT SAT jest standardem przy badaniach stawów (kolano, bark, skokowy), kręgosłupa, tkanek miękkich oraz w onkologii. Klasyczny przykład: sekwencja T2-zależna z saturacją tłuszczu – idealna do uwidaczniania płynu, obrzęku szpiku, zmian zapalnych. Podobnie w badaniach po kontraście gadolinowym używa się T1 FAT SAT, żeby wzmocnienie kontrastowe na tle wyciszonego tłuszczu było wyraźne i czytelne. Dobre praktyki mówią, żeby zawsze sprawdzać jednorodność pola B0, bo FAT SAT jest wrażliwy na niejednorodności – szczególnie w okolicach metalowych implantów czy przy dużym polu widzenia. Dlatego technicy często korygują shim, dobierają odpowiednie parametry i pilnują pozycji pacjenta. W nowoczesnych protokołach MR często łączy się FAT SAT z innymi modyfikacjami sekwencji (np. FSE, 3D, Dixon), ale zasada pozostaje ta sama: selektywne nasycenie sygnału tłuszczu przy użyciu impulsów RF o jego częstotliwości rezonansowej, żeby uzyskać lepszą diagnostykę i czytelniejszy obraz patologii.

Pytanie 16

Badanie polegające na wprowadzeniu cewnika przez pęcherz moczowy do moczowodu i miedniczki nerkowej i podaniu środka kontrastującego to

A. pielografia zstępująca.
B. urografia.
C. pielografia wstępująca.
D. cystografia.
W tym pytaniu kluczowe jest zrozumienie kierunku podawania kontrastu i miejsca jego wprowadzenia. W opisie mowa jest wyraźnie o wprowadzeniu cewnika przez pęcherz moczowy do moczowodu i miedniczki nerkowej, a następnie podaniu kontrastu. To oznacza, że kontrast podajemy „od dołu do góry”, czyli wbrew naturalnemu spływowi moczu. W terminologii radiologicznej takie badanie nazywamy pielografią wstępującą. Częsty błąd polega na automatycznym kojarzeniu wszystkich badań z kontrastem w drogach moczowych z urografią. Urografia to badanie, w którym środek kontrastowy podaje się dożylnie, a nerki wydalają go do układu kielichowo‑miedniczkowego, moczowodów i pęcherza. Nie ma tam cewnikowania moczowodu ani bezpośredniego podania kontrastu do miedniczki. To badanie bardziej „ogląda” cały układ moczowy w sposób fizjologiczny, w czasie wydalania kontrastu. Cystografia natomiast dotyczy wyłącznie pęcherza moczowego. Kontrast podaje się przez cewnik do pęcherza i ocenia się jego kształt, szczelność ścian, ewentualny refluks pęcherzowo‑moczowodowy. Nie wchodzi się wtedy cewnikiem do moczowodu ani do miedniczki, więc opis z pytania do cystografii w ogóle nie pasuje. Pielografia zstępująca to określenie używane dla badań, w których kontrast spływa z góry w dół, najczęściej po podaniu go do układu kielichowo‑miedniczkowego od strony nerki, np. przez przetokę nerkową lub w trakcie urografii, gdy kontrast jest już w miedniczce i „schodzi” do moczowodu. W pytaniu jednak mamy wyraźnie drogę odwrotną – wejście przez pęcherz i podanie kontrastu w kierunku nerki. Moim zdaniem najważniejsze, żeby zapamiętać prostą zasadę: jeśli kontrast idzie pod prąd, z pęcherza w stronę nerki – mówimy o pielografii wstępującej; jeśli spływa z nerki w stronę pęcherza – mamy obraz zstępujący. To pomaga uniknąć mylenia nazw, które na pierwszy rzut oka brzmią bardzo podobnie.

Pytanie 17

Którą patologię uwidoczniono na zamieszczonym rentgenogramie?

Ilustracja do pytania
A. Stłuczenie łopatki.
B. Złamanie nasady dalszej kości ramiennej.
C. Zwichnięcie kości ramiennej.
D. Złamanie obojczyka.
Na tym zdjęciu RTG widoczny jest typowy obraz zwichnięcia kości ramiennej w stawie ramiennym, czyli przemieszczenia głowy kości ramiennej względem panewki łopatki. Kluczowe jest to, że zarys kostny głowy kości ramiennej jest ciągły, bez szczeliny złamania, ale głowa nie znajduje się w prawidłowej relacji do panewki. Zamiast „siedzieć” centralnie w panewce, jest przemieszczona – najczęściej do przodu i ku dołowi w stosunku do łopatki. Na prawidłowym RTG barku oś trzonu kości ramiennej, głowa i panewka tworzą harmonijną, anatomiczną linię, a przestrzeń stawowa ma równomierną szerokość. Tutaj ta relacja jest zaburzona, co według standardów opisowych radiologii jednoznacznie sugeruje zwichnięcie, a nie złamanie. W praktyce technik elektroradiologii powinien zawsze ocenić, czy na zdjęciu AP barku głowa kości ramiennej „nakłada się” na panewkę. Jeśli nie – trzeba podejrzewać zwichnięcie i, zgodnie z dobrymi praktykami, wykonać dodatkową projekcję (np. Y-łopatkową lub osiową), oczywiście po uzgodnieniu z lekarzem i z zachowaniem zasad bezpieczeństwa pacjenta. Takie podejście jest zgodne z zasadami diagnostyki obrazowej narządu ruchu. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, żeby przy każdym barku najpierw szukać: ciągłości obrysów kostnych (czyli złamania), a dopiero później oceniać położenie głowy względem panewki. W zwichnięciu głowa jest przesunięta, ale jej kontur jest wyraźny, bez cech złamania nasady dalszej czy proksymalnej. To pomaga w odróżnieniu czystego zwichnięcia od złamania z przemieszczeniem. W codziennej pracy w pracowni RTG takie rozróżnienie ma duże znaczenie, bo wpływa na dalsze postępowanie ortopedyczne – inne jest nastawianie zwichnięcia, a inaczej leczy się złamania okołostawowe.

Pytanie 18

Przy ułożeniu do zdjęcia kręgów szyjnych CIII-CVII w projekcji przednio-tylnej lampa może być odchylona o kąt

A. 10-15° doogonowo.
B. 40-45° dogłowowo.
C. 40-45° doogonowo.
D. 10-15° dogłowowo.
W tym typie pytania łatwo się pomylić, bo wszędzie pojawiają się stopnie i kierunki odchylenia, a w głowie robi się mały bałagan. Kluczowe jest zrozumienie, po co w ogóle odchylamy lampę przy projekcji przednio‑tylnej kręgów szyjnych CIII–CVII. Odcinek szyjny ma fizjologiczną lordozę, do tego dochodzą barki, żuchwa i potylica, które częściowo zasłaniają obraz. Delikatny kąt dogłowowy pozwala „wycelować” promień centralny tak, żeby lepiej przejść przez przestrzenie międzykręgowe i uniknąć nakładania się struktur. Zbyt duży kąt, rzędu 40–45°, powodowałby znaczną deformację obrazu: trzony kręgów byłyby wydłużone lub skrócone, przestrzenie międzykręgowe sztucznie poszerzone albo wręcz niewidoczne, a ocena geometrii kręgosłupa stałaby się mało wiarygodna. Taki zakres kątów stosuje się raczej w specjalnych projekcjach, np. stawów mostkowo‑obojczykowych czy niektórych projekcjach czaszki, a nie w rutynowym RTG szyi. Równie mylący bywa kierunek – doogonowo zamiast dogłowowo. Intuicyjnie ktoś może pomyśleć: „skoro głowa jest wyżej, to skieruję promień w dół”. W odcinku szyjnym chodzi jednak o obejście przeszkód anatomicznych, czyli barków i żuchwy, dlatego promień prowadzimy ku górze (cranial), a nie ku dołowi. Ustawienie doogonowe mogłoby zwiększyć nakładanie się cieni barków na dolne kręgi szyjne i utrudnić ocenę C6–C7, co w kontekście urazów jest szczególnie niebezpieczne diagnostycznie. Z mojego doświadczenia częsty błąd to przenoszenie nawyków z innych projekcji: ktoś pamięta duże kąty z badań czaszki czy mostka i automatycznie je stosuje przy szyi. W dobrych praktykach techniki radiologicznej dla kręgosłupa szyjnego CIII–CVII w projekcji AP podaje się wyraźnie: niewielkie odchylenie lampy, około 10–15° dogłowowo, dostosowane do lordozy, bez przesady w żadną stronę. Dlatego wszystkie odpowiedzi z dużym kątem lub z kierunkiem doogonowym są po prostu niezgodne z obowiązującymi standardami pozycjonowania.

Pytanie 19

Do badania MR nadgarstka pacjenta należy ułożyć

A. na brzuchu, badana ręka wyciągnięta ponad głowę.
B. na plecach, badana ręka ułożona wzdłuż ciała.
C. na plecach, badana ręka wyciągnięta ponad głowę.
D. na brzuchu, badana ręka ułożona wzdłuż ciała.
Poprawna odpowiedź wskazuje klasyczne, zalecane ułożenie pacjenta do badania MR nadgarstka: na brzuchu (pozycja pronacyjna), z badaną ręką wyciągniętą ponad głowę, tak żeby nadgarstek znalazł się w centrum cewki nadgarstkowej i w izocentrum magnesu. Taka pozycja wynika z praktyki pracowni rezonansu i z zaleceń producentów cewek oraz systemów MR – chodzi o uzyskanie jak najwyższego SNR (stosunku sygnału do szumu) i minimalizację artefaktów ruchowych. Gdy ręka jest wyciągnięta do góry, łatwiej jest precyzyjnie ułożyć nadgarstek w cewce powierzchniowej, ograniczyć ruchy palców i przedramienia oraz ustabilizować staw za pomocą klinów, gąbek i pasów mocujących. Z mojego doświadczenia technicy często podkreślają, że w tej pozycji łatwiej też „odsunąć” bark i tułów od pola obrazowania, co zmniejsza ryzyko artefaktów od oddechu i pracy mięśni obręczy barkowej. W praktyce klinicznej taka pozycja dobrze sprawdza się zwłaszcza przy badaniach wysokopolowych (1,5 T i 3 T), gdzie bardzo ważne jest dokładne pozycjonowanie w izocentrum i właściwe dopasowanie cewki nadgarstkowej. Dodatkowo, pozycja na brzuchu z ręką nad głową umożliwia wygodne podłączenie cewek dedykowanych, prowadzenie cewek kablowych tak, żeby nie tworzyły pętli oraz bezpieczne ułożenie przewodów, co jest zgodne z zasadami bezpieczeństwa MR. W dobrych praktykach przyjmuje się też, że przed rozpoczęciem sekwencji warto sprawdzić, czy pacjent jest w stanie utrzymać tę pozycję przez cały czas badania – jeśli tak, zwykle uzyskujemy bardzo dobre, ostre obrazy stawu nadgarstkowego, ścięgien, więzadeł i kości nadgarstka, co ma kluczowe znaczenie np. przy urazach sportowych, podejrzeniu jałowej martwicy, zmian przeciążeniowych czy ocenie więzadła scapholunate.

Pytanie 20

W zapisie EKG załamki P dodatnie w odprowadzeniu I i II, a ujemne w aVR oraz częstotliwość rytmu mniejsza niż 60/min wskazują na

A. zahamowanie zatokowe.
B. niemiarowość zatokową.
C. zwolniony rytm zatokowy.
D. przyspieszony rytm zatokowy.
Prawidłowo – opis w pytaniu dokładnie pasuje do zwolnionego rytmu zatokowego, czyli bradykardii zatokowej. Załamki P dodatnie w odprowadzeniach I i II oraz ujemne w aVR to klasyczny „podpis” tego, że impuls elektryczny pochodzi z węzła zatokowo–przedsionkowego, czyli z fizjologicznego rozrusznika serca. Mówiąc prościej: morfologia załamka P mówi nam o miejscu powstania pobudzenia, a nie o jego szybkości. Dopiero częstotliwość rytmu, w tym przypadku < 60/min, decyduje, czy mówimy o rytmie zatokowym prawidłowym, przyspieszonym czy zwolnionym. Standardowo przyjmuje się, że: rytm zatokowy prawidłowy ma częstość 60–100/min, przyspieszony rytm zatokowy (tachykardia zatokowa) > 100/min, a zwolniony rytm zatokowy (bradykardia zatokowa) < 60/min. To jest podstawowa rzecz, którą trzeba mieć w głowie przy każdej analizie EKG, niezależnie czy pracujesz w pracowni EKG, na SOR-ze czy w POZ. W praktyce technika EKG wygląda to tak: najpierw oceniamy, czy załamki P są „zatokowe” (czyli dodatnie w I, II, ujemne w aVR, stały kształt), następnie sprawdzamy, czy po każdym P występuje zespół QRS, a potem mierzymy częstość rytmu – np. metodą 300/150/100 (przy zapisie 25 mm/s) albo za pomocą automatycznej analizy aparatu, ale zawsze warto ją zweryfikować „na oko”. U wielu osób, zwłaszcza młodych, wysportowanych, bradykardia zatokowa może być wariantem normy, szczególnie w spoczynku czy we śnie. Z drugiej strony, u pacjentów starszych, z chorobą węzła zatokowego, po lekach beta-adrenolitycznych czy blokerach kanału wapniowego, zwolniony rytm zatokowy może dawać zawroty głowy, osłabienie, omdlenia. Moim zdaniem dobrze jest od razu w głowie łączyć obraz EKG z objawami klinicznymi, bo sama liczba uderzeń na minutę jeszcze nie mówi, czy dany rytm jest dla pacjenta niebezpieczny. Dobre praktyki mówią: zawsze opisz rytm trzema słowami – pochodzenie (zatokowy/pozazatokowy), regularność (miarowy/niemiarowy) i częstość (przyspieszony/prawidłowy/zwolniony). Tutaj mamy wyraźnie: rytm zatokowy, miarowy (z opisu to wynika) i zwolniony.

Pytanie 21

Który obszar napromieniania wskazano na ilustracji strzałką?

Ilustracja do pytania
A. Obszar napromieniany.
B. Obszar leczony.
C. Kliniczny obszar napromieniania.
D. Zaplanowany obszar napromieniania.
Prawidłowo wskazany „kliniczny obszar napromieniania” (CTV – Clinical Target Volume) to w radioterapii pojęcie bardzo konkretne i dobrze zdefiniowane w wytycznych ICRU oraz zaleceń PTRO. Na schemacie żółty środek zwykle odpowiada GTV (Gross Tumor Volume), czyli makroskopowo widoczny guz lub loża po guzie. Niebieski pierścień, na który wskazuje strzałka, obejmuje ten guz razem z mikroskopowym szerzeniem się nowotworu i dlatego nazywamy go właśnie CTV. Moim zdaniem to jedno z kluczowych pojęć w planowaniu radioterapii, bo kliniczny obszar napromieniania definiuje, gdzie musimy dostarczyć skuteczną dawkę, aby leczyć nie tylko to, co widzimy w TK/MR, ale też to, czego jeszcze nie widać, a realnie tam jest.
W praktyce planowania: najpierw lekarz na obrazach TK/MR/PET zaznacza GTV, potem zgodnie z wiedzą o biologii guza, drodze szerzenia się, marginesach chirurgicznych i danych z literatury onkologicznej rozszerza ten obszar o kilka, czasem kilkanaście milimetrów, tworząc CTV. Na przykład w raku głowy i szyi CTV obejmuje nie tylko sam guz, ale też okoliczne przestrzenie, gdzie komórki nowotworowe mogą się szerzyć wzdłuż nerwów czy naczyń. W raku prostaty CTV może obejmować samą prostatę, czasem pęcherzyki nasienne czy nawet regionalne węzły chłonne, jeśli ryzyko zajęcia jest wysokie.
Dopiero z CTV tworzy się PTV (Planned Target Volume) przez dodanie marginesu na błędy ustawienia pacjenta i ruchy narządów. Stąd bardzo ważne jest, żeby w głowie rozróżniać: GTV = guz makro, CTV = guz + możliwe szerzenie mikro, PTV = CTV + margines techniczny. Dobra praktyka kliniczna wymaga, żeby każda z tych objętości była osobno opisana w dokumentacji i prawidłowo oznaczona w systemie planowania. To pozwala na bezpieczne eskalowanie dawki tam, gdzie trzeba, i jednocześnie ochronę narządów krytycznych (OAR).

Pytanie 22

Który typ głowicy ultrasonograficznej przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Endokawitarną.
B. Konweksową.
C. Sektorową.
D. Liniową.
Na ilustracji widać głowicę liniową – charakterystyczną po prostokątnym, równym czołie emitera, które tworzy długi, płaski pasek kryształów piezoelektrycznych. W przekroju wiązka ma kształt prostokąta, a obraz powstaje jako równoległe linie skanowania, bez zwężania się w „wachlarz” jak w głowicach sektorowych czy konweksowych. Taka konstrukcja daje szerokie okno akustyczne tuż pod powierzchnią skóry i bardzo dobrą rozdzielczość przestrzenną w badaniu struktur położonych płytko. W praktyce klinicznej głowice liniowe stosuje się głównie do badania tkanek powierzchownych: tarczycy, sutka, moszny, naczyń (USG dopplerowskie tętnic szyjnych, żył kończyn dolnych), narządu ruchu (ścięgna, więzadła, mięśnie) oraz w ultrasonografii przyłóżkowej do oceny ściany brzucha, punkcji naczyniowych czy blokad nerwów. Z mojego doświadczenia w pracowniach diagnostycznych przyjmuje się jako dobrą praktykę, że do struktur powierzchownych wybiera się właśnie głowicę liniową o wysokiej częstotliwości, najczęściej 7,5–15 MHz, bo wyższa częstotliwość oznacza lepszą rozdzielczość kosztem głębokości penetracji, co w tym przypadku jest korzystne. W wytycznych i kursach z ultrasonografii podkreśla się, żeby przy USG naczyniowym zawsze zaczynać od głowicy liniowej, a dopiero przy bardzo głębokim położeniu naczyń rozważać inne typy. Warto też pamiętać, że płaski kształt czoła ułatwia dokładne dociśnięcie do skóry i stabilne prowadzenie głowicy wzdłuż naczyń czy ścięgien, co przekłada się na powtarzalność badania i lepszą jakość dokumentacji obrazowej.

Pytanie 23

Odprowadzenie II rejestruje różnicę potencjałów między

A. lewą i prawą ręką.
B. prawą ręką i prawą nogą.
C. prawą ręką i lewą nogą.
D. lewą ręką i lewą nogą.
Prawidłowo – odprowadzenie II w standardowym 12-odprowadzeniowym EKG rejestruje różnicę potencjałów między prawą ręką (elektroda ujemna) a lewą nogą (elektroda dodatnia). Tak jest zdefiniowane w klasycznej trójkątnej konfiguracji Einthovena i obowiązuje w praktycznie wszystkich aparatach EKG, zgodnie z normami opisanymi w podręcznikach kardiologii i zaleceniach towarzystw naukowych. Moim zdaniem warto to mieć „w palcu”, bo odprowadzenie II jest jednym z najczęściej oglądanych – to właśnie w nim zwykle oceniamy rytm zatokowy, załamki P, odstęp PQ i ogólne przewodzenie przedsionkowo–komorowe. W praktyce technika wygląda tak, że elektrody kończynowe zakładamy najczęściej na przeguby: prawa ręka – elektroda prawa, lewa ręka – elektroda lewa, lewa noga – elektroda referencyjna dodatnia, prawa noga – elektroda uziemiająca (neutralna, nie bierze udziału w tworzeniu odprowadzeń I, II, III). Aparat następnie „matematycznie” zestawia między sobą potencjały z tych punktów i tworzy trzy odprowadzenia kończynowe: I (lewa ręka – prawa ręka), II (lewa noga – prawa ręka) oraz III (lewa noga – lewa ręka). W odprowadzeniu II oś elektryczna serca często wypada najbardziej fizjologicznie, dlatego zapis jest „czytelny”: wysokie dodatnie załamki P i R, łatwo ocenić regularność rytmu i obecność zaburzeń przewodzenia. W wielu systemach monitorowania kardiologicznego (oddziały intensywnej terapii, sale pooperacyjne) jako monitoring ciągły wybiera się właśnie odprowadzenie II, bo najlepiej pokazuje depolaryzację przedsionków i pozwala szybko wychwycić np. migotanie przedsionków czy częstoskurcze nadkomorowe. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś dobrze rozumie, jak jest zbudowany trójkąt Einthovena i które kończyny tworzą dane odprowadzenie, dużo łatwiej mu potem ogarnąć bardziej złożone układy jak odprowadzenia wzmocnione (aVR, aVL, aVF) czy analizę osi elektrycznej serca. To jest taka podstawa, na której buduje się całą dalszą interpretację EKG.

Pytanie 24

Który system informatyczny służy do archiwizacji i transmisji obrazów radiologicznych?

A. DICOM
B. IHE
C. PACS
D. HL7
PACS (Picture Archiving and Communication System) to dokładnie ten system, który w nowoczesnej radiologii „trzyma w ryzach” wszystkie obrazy – od RTG, przez TK i MR, aż po USG czy mammografię. Jego podstawowa rola to archiwizacja i transmisja obrazów radiologicznych w formie cyfrowej. Z mojego doświadczenia, bez PACS-u praca pracowni obrazowej szybko zamienia się w chaos: płyty CD, pendrive’y, wydruki na kliszach, gubiące się opisy. W dobrze działającym szpitalu obrazy z aparatu (np. tomografu komputerowego) są automatycznie wysyłane do PACS, gdzie są bezpiecznie przechowywane, opisywane przez radiologa i udostępniane lekarzom klinicznym na oddziałach. Technicznie PACS opiera się na standardzie DICOM – to w tym formacie obrazy są zapisywane i przesyłane. Sam DICOM to jednak tylko język i zasady komunikacji, a PACS jest całym systemem: serwery archiwizujące, stacje opisowe, przeglądarki obrazów, mechanizmy backupu i kontroli dostępu. W praktyce PACS współpracuje z RIS (Radiology Information System) i systemem szpitalnym HIS, dzięki czemu lekarz na oddziale może jednym kliknięciem otworzyć badanie pacjenta wraz z opisem, bez biegania po klisze. Dobre praktyki mówią też o redundancji (kopie zapasowe), szyfrowaniu transmisji oraz nadawaniu uprawnień użytkownikom, bo to są dane wrażliwe. Moim zdaniem znajomość roli PACS jest absolutnie podstawowa dla każdego, kto pracuje przy diagnostyce obrazowej – to takie „kręgosłup informatyczny” radiologii.

Pytanie 25

Która właściwość promieniowania X pozwala na skierowanie promienia centralnego na wybrany punkt topograficzny podczas wykonywania badania radiologicznego?

A. Różnica w pochłanianiu przez różne substancje.
B. Wywoływanie zjawiska fotoelektrycznego.
C. Przenikliwość różnego stopnia.
D. Prostoliniowe rozchodzenie się.
Prawidłowo wskazana właściwość to prostoliniowe rozchodzenie się promieniowania X. W praktyce oznacza to, że fotony promieniowania rentgenowskiego poruszają się po możliwie prostych liniach, dopóki nie zostaną pochłonięte, rozproszone albo zatrzymane przez przegrodę, kolimator, filtr czy tkanki pacjenta. Dzięki temu radiolog albo technik elektroradiologii może bardzo precyzyjnie „wycelować” promień centralny w konkretny punkt topograficzny, np. w środek stawu kolanowego, wyrostek barkowy łopatki czy przegrodę międzykręgową. Całe ustawianie lampy RTG, dobór projekcji i pozycjonowanie pacjenta opiera się właśnie na założeniu, że promień centralny biegnie prostoliniowo od ogniska lampy do detektora. Moim zdaniem to jest jedna z absolutnie kluczowych rzeczy w praktyce: jeśli rozumiesz prostoliniowe rozchodzenie się promieniowania, dużo łatwiej ogarnąć geometrie projekcji, zniekształcenia, powiększenie obrazu czy cieniowanie struktur. Standardy wykonywania zdjęć RTG (np. klasyczne projekcje AP, PA, boczne, skośne) bardzo mocno podkreślają konieczność prawidłowego ustawienia promienia centralnego względem osi długiej badanej kości czy danego narządu. Dzięki temu unika się zniekształceń, nakładania struktur i powtarzania ekspozycji, co jest też elementem dobrej praktyki ochrony radiologicznej – mniejsza liczba powtórzeń to mniejsze narażenie pacjenta i personelu. W codziennej pracy w pracowni RTG używa się wskaźników świetlnych i kolimatora, które pokazują pole promieniowania i właśnie kierunek promienia centralnego. Cała ta optyka działa sensownie tylko dlatego, że zakładamy prostoliniową trajektorię fotonów X, analogicznie jak w klasycznej geometrii świetlnej.

Pytanie 26

Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałką oznaczono patologiczny kręg

Ilustracja do pytania
A. L3
B. TH8
C. TH10
D. L1
Na obrazie widoczny jest rezonans magnetyczny odcinka piersiowo‑lędźwiowego kręgosłupa w projekcji strzałkowej. Strzałka wskazuje na pierwszy kręg lędźwiowy – L1. Identyfikacja poziomu opiera się na kilku prostych, ale ważnych zasadach. Najpierw lokalizujemy przejście piersiowo‑lędźwiowe: ostatni kręg z wyraźnie zaznaczonymi żebrami to TH12, a tuż poniżej zaczyna się odcinek lędźwiowy. Pierwszy kręg bez przyczepionych żeber, położony zaraz pod TH12, to właśnie L1. Na typowych sekwencjach MR w płaszczyźnie strzałkowej dobrze widać różnicę w kształcie trzonów oraz zmianę krzywizny – przejście z kifozy piersiowej w lordozę lędźwiową. L1 leży dokładnie w tym „punkcie przełamania”. Moim zdaniem w praktyce technika obrazowania warto sobie to zawsze „odhaczyć”: liczymy od góry (od TH12) w dół i świadomie zaznaczamy poziom L1, bo od tego zależy poprawne opisanie patologii – np. złamania kompresyjnego, naczyniaka trzonu, przerzutu czy zmian zapalnych. W standardach opisu badań MR kręgosłupa (zarówno w radiologii, jak i w ortopedii) podkreśla się konieczność jednoznacznej identyfikacji poziomu, żeby chirurg, neurolog czy rehabilitant wiedzieli dokładnie, na którym segmencie pracują. W codziennej pracy w pracowni MR przydaje się też porównanie z przeglądowym RTG lub sekwencją lokalizacyjną, ale sama znajomość anatomii w obrazowaniu – tak jak tutaj przy rozpoznaniu L1 – to absolutna podstawa i dobra praktyka zawodowa.

Pytanie 27

Chorobą układu oddechowego typu obturacyjnego jest

A. gruźlica płuc.
B. mukowiscydoza.
C. pylica płuc.
D. sarkoidoza.
Prawidłowo wskazana została mukowiscydoza, bo jest to klasyczny przykład przewlekłej choroby obturacyjnej układu oddechowego. W mukowiscydozie dochodzi do zaburzenia transportu jonów chlorkowych w nabłonku, co powoduje bardzo gęsty, lepki śluz w drogach oddechowych. Taki śluz zatyka małe i większe oskrzela, co w praktyce daje obturację, czyli utrudnienie przepływu powietrza, zwłaszcza przy wydechu. W badaniu spirometrycznym widzimy typowy obraz choroby obturacyjnej: obniżone FEV1, obniżony wskaźnik FEV1/FVC, często też wydłużony czas wydechu. W praktyce klinicznej i fizjoterapeutycznej takie rozpoznanie ma konkretne konsekwencje: stosuje się techniki drenażu ułożeniowego, oklepywanie klatki piersiowej, ćwiczenia oddechowe ukierunkowane na poprawę ewakuacji wydzieliny i wentylacji płuc. Standardy postępowania (również polskie i europejskie zalecenia dla mukowiscydozy) mocno podkreślają regularną ocenę czynności płuc właśnie spirometrią, co pozwala wcześnie wychwycić pogorszenie obturacji. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś raz dobrze zrozumie różnicę między obturacją a restrykcją, dużo łatwiej mu później klasyfikować choroby płuc. Obturacja to problem głównie z przepływem powietrza przez zwężone drogi oddechowe, jak w astmie, POChP czy właśnie mukowiscydozie. Warto też pamiętać, że na zdjęciu RTG czy w TK w zaawansowanej mukowiscydozie widoczne są zmiany odpowiadające przewlekłej obturacji, np. rozstrzenie oskrzeli, pułapka powietrzna, co ładnie koreluje z wynikiem spirometrii i objawami pacjenta w badaniu przedmiotowym.

Pytanie 28

W jaki sposób należy ustawić promień centralny w stosunku do ramienia i przedramienia, by wykonać zdjęcie rentgenograficzne stawu łokciowego u pacjenta z przykurczem?

A. W dwusiecznej kąta zawartego między ramieniem a przedramieniem.
B. Prostopadle do kości promieniowej.
C. Prostopadle do kości ramiennej.
D. W dwusiecznej kąta zawartego między kasetą a kością ramienną.
Prawidłowa odpowiedź opiera się na klasycznej zasadzie projekcji w sytuacji, gdy staw nie może być wyprostowany ani zgięty do pozycji standardowej. U pacjenta z przykurczem stawu łokciowego ramię i przedramię tworzą pewien kąt, którego nie jesteśmy w stanie „naprawić” przez ustawienie, więc dostosowujemy do tego promień centralny. Ustawienie w dwusiecznej kąta między ramieniem a przedramieniem pozwala zminimalizować zniekształcenia geometryczne, skrócenie obrazu i nakładanie się struktur. Mówiąc prościej: jeżeli nie możesz ustawić kości prosto do kasety, ustawiasz promień tak, żeby „oszukać geometrię” i podzielić ten kąt na pół.
W praktyce technik patrzy, jaki jest kąt zgięcia w łokciu (np. 30°, 45°, 60°) i orientacyjnie ustawia lampę tak, żeby promień centralny przechodził przez połowę tego kąta. Dzięki temu odwzorowanie przynasadowych części kości ramiennej, łokciowej i promieniowej jest możliwie równomierne, a szpara stawowa nie jest skrajnie zwężona ani z jednej strony nadmiernie poszerzona. To ustawienie jest zgodne z ogólną zasadą stosowaną też w innych projekcjach u pacjentów z przykurczami, np. w stawie kolanowym czy nadgarstku.
Z mojego doświadczenia w pracowni, jeśli ktoś o tym zapomina i ustawia promień „na oko” bardziej do ramienia albo bardziej do przedramienia, to potem ortopeda narzeka, że staw jest zdeformowany na zdjęciu i trudno ocenić powierzchnie stawowe. Dlatego dobrą praktyką jest zawsze myślenie w kategoriach: mam dwa segmenty pod kątem – więc promień prowadzę w ich dwusiecznej. Taka technika poprawia jakość diagnostyczną badania, zmniejsza potrzebę powtarzania ekspozycji (co ma znaczenie dla ochrony radiologicznej) i jest po prostu zgodna z zasadami geometrii projekcyjnej w radiografii.

Pytanie 29

Jakie symbole mają odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe w badaniu EKG?

A. aVR, aVL, aVF
B. V4, V5, V6
C. V1, V2, V3
D. I, II, III
Prawidłowo – odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mają symbole I, II, III. Nazywają się „dwubiegunowe”, bo rejestrują różnicę potencjałów pomiędzy dwiema elektrodami czynnościowymi założonymi na kończyny. W odprowadzeniu I aparat porównuje lewą rękę z prawą ręką (LA–RA), w odprowadzeniu II – lewą nogę z prawą ręką (LL–RA), a w odprowadzeniu III – lewą nogę z lewą ręką (LL–LA. W praktyce klinicznej właśnie te trzy odprowadzenia są podstawą tzw. trójkąta Einthovena, który opisuje elektryczną oś serca w płaszczyźnie czołowej. Z mojego doświadczenia, jeżeli ktoś dobrze ogarnia I, II, III, to dużo łatwiej rozumie potem interpretację osi serca, zmian niedokrwiennych czy przerostów komór. W zapisie monitorującym (np. na OIT czy w ratownictwie) najczęściej używa się właśnie odprowadzenia II, bo zwykle daje ono najwyższe, najbardziej czytelne załamki P i zespoły QRS. To jest taki „roboczy standard” w wielu oddziałach. Warto też pamiętać, że technik zakładający EKG musi poprawnie rozmieścić elektrody kończynowe (czerwony, żółty, zielony, czarny) – nawet jeśli w praktyce klinicznej często daje się je na przedramiona i podudzia, a nie na nadgarstki i kostki. Dla jakości zapisu i poprawnej interpretacji odprowadzeń I, II, III ważne jest jeszcze ograniczenie artefaktów ruchowych, dobra przyczepność elektrod i powtarzalny schemat podłączenia, zgodny z wytycznymi producenta aparatu i standardami pracowni EKG.

Pytanie 30

Jakie struktury anatomiczne uwidoczniono na obrazie USG?

Ilustracja do pytania
A. Pęcherz moczowy z kamieniami.
B. Nerka lewa ze złogami.
C. Ciężarna macica z czterema płodami.
D. Pęcherzyk żółciowy z kamieniami.
Na obrazie USG widoczny jest typowy obraz pęcherzyka żółciowego z kamieniami – jest to podłużna, bezechowa struktura (czarna, wypełniona żółcią) z wyraźnie hiperechogenicznymi ogniskami przy jego ścianie. Te jasne „kulki” dają za sobą cienioowanie akustyczne, czyli ciemny cień w głąb obrazu, bo fala ultradźwiękowa nie przechodzi przez złogi. To właśnie ten akustyczny cień jest jednym z najważniejszych kryteriów rozpoznania kamicy pęcherzyka w standardach ultrasonograficznych (m.in. zalecenia PTU i EFSUMB). W praktyce klinicznej, jeśli widzimy: bezechowy pęcherzyk, ruchome lub zalegające przy ścianie hiperechogeniczne złogi z cieniem, do tego dodatni objaw zmiany położenia przy zmianie pozycji pacjenta – myślimy w pierwszej kolejności o kamicy. Z mojego doświadczenia, w opisie badania warto zawsze zaznaczyć: liczbę złogów (pojedyncze vs mnogie), ich wielkość, obecność zgrubienia ściany pęcherzyka, płynu okołopęcherzykowego oraz ewentualny dodatni objaw Murphy’ego w USG (ból przy uciśnięciu głowicą w rzucie pęcherzyka). To pomaga lekarzowi prowadzącemu ocenić, czy mamy tylko niepowikłaną kamicę, czy już ostre zapalenie pęcherzyka. W dobrych praktykach technik wykonujący badanie zawsze optymalizuje głębokość, wzmocnienie (gain) i ognisko tak, żeby ściana pęcherzyka i cień za złogami były jak najbardziej czytelne. Dobrze jest też pamiętać o projekcjach: badamy pęcherzyk w przekrojach podłużnych i poprzecznych, zwykle w pozycji na wznak, czasem dodatkowo w leżeniu na lewym boku, żeby ocenić ruchomość kamieni. Taka systematyka bardzo ułatwia pewne rozpoznanie i odróżnienie kamieni od np. polipów czy zagęszczeń żółci.

Pytanie 31

Brachyterapia wewnątrzjamowa jest wykorzystywana podczas leczenia nowotworu

A. krtani.
B. szyjki macicy.
C. piersi.
D. gałki ocznej.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo brachyterapia kojarzy się ogólnie z umieszczaniem źródła promieniowania „blisko guza” i wiele nowotworów faktycznie można tak leczyć. Kluczowe jest jednak słowo: wewnątrzjamowa. Oznacza ono, że źródło promieniowania umieszczamy w naturalnej jamie ciała, na przykład w kanale szyjki macicy, w pochwie czy w jamie macicy. To bardzo zawęża liczbę typowych wskazań i w praktyce klinicznej jednym z najbardziej klasycznych jest właśnie rak szyjki macicy. Gałka oczna jest rzeczywiście leczona brachyterapią, ale to jest brachyterapia powierzchniowa lub tzw. płytkowa (plaque therapy), a nie wewnątrzjamowa. Źródło promieniotwórcze, np. z rutenu-106 lub jodu-125, jest mocowane na płytce, którą chirurgicznie doszywa się do twardówki od zewnątrz. Nie wykorzystuje się tu żadnej naturalnej jamy ciała, tylko powierzchnię narządu, więc klasyfikacja jest inna. Podobnie z krtanią – w jej leczeniu można stosować brachyterapię, ale zwykle jest to technika śródtkankowa, z wprowadzaniem aplikatorów bezpośrednio w obręb tkanek, ewentualnie śródluminalna w świetle dróg oddechowych. To znowu nie jest typowa brachyterapia wewnątrzjamowa w rozumieniu ginekologicznym. Jeśli chodzi o pierś, w onkologii piersi stosuje się brachyterapię śródtkankową, np. jako tzw. partial breast irradiation, gdzie do loży po guzie wprowadza się cewniki lub specjalne aplikatory balonowe. Jest to metoda uzupełniająca po operacji oszczędzającej, ale absolutnie nie ma tu naturalnej jamy, tylko wytworzona przestrzeń w tkankach. Typowym błędem myślowym jest wrzucanie wszystkich metod brachyterapii „do jednego worka” i niezwracanie uwagi na różnice między wewnątrzjamową, śródtkankową i powierzchniową. Moim zdaniem warto zawsze zadać sobie pytanie: czy źródło leży w naturalnej jamie ciała, w świetle narządu, czy jednak jest wszyte/zaimplantowane w tkankę? W tym pytaniu chodziło dokładnie o pierwszą sytuację, dlatego jedynie szyjka macicy pasuje wprost do definicji brachyterapii wewnątrzjamowej.

Pytanie 32

Przedstawiony zapis elektrokardiograficzny może wskazywać na

Ilustracja do pytania
A. zawał tylnej ściany serca.
B. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
C. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
D. zawał przedniej ściany serca.
To EKG bardzo łatwo pomylić z zawałem ściany przedniej, bo wysokie zespoły w odprowadzeniach V1–V3 potrafią wyglądać nieco „groźnie”. Jednak w ostrym zawale przedniej ściany spodziewamy się uniesień odcinka ST w przedsercowych odprowadzeniach lewokomorowych (V2–V4), często z pojawieniem się patologicznych załamków Q oraz zmianami zwrotnymi w odprowadzeniach przeciwstawnych. Tutaj natomiast odcinek ST nie ma typowego, kopulastego uniesienia, a główną cechą jest poszerzenie i specyficzna morfologia QRS, co przemawia za zaburzeniem przewodzenia, a nie ostrym niedokrwieniem. Równie kuszące bywa rozpoznanie zawału ściany tylnej, zwłaszcza gdy patrzymy na V1–V2 i widzimy wysokie załamki R. W zawale tylnej ściany klasycznie pojawiają się jednak zmiany lustrzane: wysokie R w V1–V2, obniżenia ST i dodatnie T jako odbicie uniesień ST i patologicznych Q w odprowadzeniach tylnych (V7–V9). Tu morfologia ma jednak charakterystyczny układ rsR’ z wyraźnym poszerzeniem QRS, a nie typowe zmiany odcinka ST, co bardziej pasuje do bloku przewodzenia niż do ostrego zawału. Jeśli chodzi o blok lewej odnogi pęczka Hisa, to obraz EKG byłby zupełnie inny. W LBBB zespoły QRS są szerokie, ale dominują bardzo szerokie, często zniekształcone załamki R w V5–V6 oraz głębokie, szerokie S w V1–V3. Dodatkowo w LBBB depolaryzacja lewej komory jest wyraźnie opóźniona, co całkowicie zmienia wektor QRS i utrudnia ocenę niedokrwienia. Tutaj natomiast w odprowadzeniach lewokomorowych widzimy raczej szerokie S niż olbrzymie R, a „królicze uszy” pojawiają się w V1, co jest typowe dla RBBB. Typowy błąd myślowy przy takich zapisach polega na skupianiu się tylko na amplitudzie załamków R lub T i emocjonalnej reakcji na „dziwnie wyglądające” zespoły, zamiast przeprowadzić spokojną, krok po kroku analizę: rytm, częstość, oś elektryczna, szerokość QRS, morfologia w kluczowych odprowadzeniach. Trzymanie się tej systematyki i znajomość kryteriów bloków odnóg według wytycznych ESC/AHA pozwala uniknąć pochopnego rozpoznawania zawału tam, gdzie mamy do czynienia z przewlekłym zaburzeniem przewodzenia.

Pytanie 33

Którą strukturę anatomiczną zaznaczono na radiogramie stawu kolanowego?

Ilustracja do pytania
A. Nadkłykieć boczny.
B. Kłykieć przyśrodkowy.
C. Nadkłykieć przyśrodkowy.
D. Kłykieć boczny.
Na radiogramie w projekcji AP widoczny jest staw kolanowy, a strzałka wskazuje na wystającą ponad powierzchnię stawową część dalszej kości udowej po stronie przyśrodkowej. To właśnie nadkłykieć przyśrodkowy kości udowej. Nadkłykcie są zlokalizowane powyżej kłykci – są bardziej wyniosłe, służą głównie jako miejsca przyczepu więzadeł i mięśni, a nie jako część bezpośrednio tworząca powierzchnię stawową. Na zdjęciu dobrze widać, że zaznaczona struktura leży ponad przyśrodkowym przedziałem szczeliny stawowej, a jej zarys nie wchodzi w obręb powierzchni stawowej – to typowy obraz nadkłykcia.
W praktyce klinicznej prawidłowe rozróżnienie kłykci i nadkłykci ma znaczenie np. przy opisie złamań (wg standardów AO, przy kwalifikacji do leczenia operacyjnego) czy przy planowaniu dostępu chirurgicznego w endoprotezoplastyce kolana. Nadkłykieć przyśrodkowy jest miejscem przyczepu m.in. więzadła pobocznego piszczelowego, dlatego jego uszkodzenia mogą być związane z niestabilnością przyśrodkową stawu kolanowego. W opisach radiologicznych zgodnych z dobrymi praktykami (np. zalecenia towarzystw radiologicznych) zawsze podaje się, czy zmiana obejmuje kłykieć, czy nadkłykieć, bo od tego zależy zarówno biomechanika stawu, jak i ryzyko wtórnej choroby zwyrodnieniowej. Moim zdaniem warto sobie nawykowo na każdym RTG kolana „od góry do dołu” nazwać: nadkłykcie, kłykcie, powierzchnię stawową, szczelinę stawową i nasadę kości piszczelowej – wtedy takie pytania robią się naprawdę proste i bardzo praktyczne na dyżurze czy w pracowni RTG.

Pytanie 34

Jaki rozmiar kasety należy zastosować, wykonując standardowe zdjęcie stawu kolanowego w projekcji bocznej?

A. 18×24 cm
B. 9×13 cm
C. 35×35 cm
D. 35×43 cm
Prawidłowo – do standardowego zdjęcia stawu kolanowego w projekcji bocznej stosuje się kasetę o rozmiarze 18×24 cm. Ten format jest uznawany za klasyczny dla badań pojedynczych stawów kończyn u dorosłych, zwłaszcza kolana, skokowego czy łokcia. Rozmiar 18×24 cm pozwala objąć cały staw kolanowy w projekcji bocznej: nasadę dalszą kości udowej, bliższą kości piszczelowej, rzepkę oraz okoliczne tkanki miękkie, a jednocześnie nie jest zbyt duży, więc ogranicza niepotrzebne naświetlanie tkanek poza obszarem zainteresowania. Z mojego doświadczenia to jest taki „złoty standard” – łatwo się pozycjonuje pacjenta, kolano dobrze wypełnia pole kasety, a kolimator można ustawić bardzo precyzyjnie. Przy prawidłowym ułożeniu w projekcji bocznej, z lekkim zgięciem stawu (zwykle ok. 20–30°), na obrazie w formacie 18×24 cm mamy czytelne odwzorowanie przestrzeni stawowej, powierzchni stawowych oraz ewentualnych wysięków, zwapnień czy zmian pourazowych. W praktyce technik dobiera kasetę tak, żeby: po pierwsze – nie obcinać struktur anatomicznych istotnych diagnostycznie, po drugie – nie naświetlać pół stołu. Dlatego do kończyn stosuje się mniejsze formaty, a duże kasety zostawia się na klatkę piersiową czy miednicę. W nowoczesnych pracowniach DR czy CR wciąż zachowuje się te same zasady – nawet jeśli fizycznej kasety już nie ma, to pole ekspozycji i kolimację planuje się w odniesieniu do tradycyjnych formatów, właśnie takich jak 18×24 cm dla kolana. To ułatwia trzymanie się standardów opisanych w podręcznikach z techniki radiologicznej i w protokołach pracownianych.

Pytanie 35

W badaniu audiometrycznym do oceny przewodnictwa kostnego wybranego ucha słuchawkę kostną należy przyłożyć do

A. guza czołowego.
B. wyrostka sutkowatego.
C. nasady nosa.
D. guzowatości potylicznej.
Prawidłowe miejsce przyłożenia słuchawki kostnej w badaniu audiometrycznym to wyrostek sutkowaty kości skroniowej, czyli ten twardy guzek kostny tuż za małżowiną uszną. Właśnie tam przewodnictwo kostne najlepiej odzwierciedla próg słyszenia badanego ucha, bo drgania są przekazywane bezpośrednio na struktury ucha wewnętrznego. Z punktu widzenia techniki badania ważne jest, żeby słuchawka była dociśnięta stabilnie, prostopadle do powierzchni skóry, ale bez przesadnego ucisku, bo zbyt duża siła może zmieniać wynik pomiaru. W praktyce klinicznej w audiometrii tonalnej zawsze porównuje się przewodnictwo powietrzne (słuchawki na uszach) z kostnym (słuchawka na wyrostku sutkowatym). Na tej podstawie odróżnia się niedosłuch przewodzeniowy od odbiorczego, co ma ogromne znaczenie przy kwalifikacji do leczenia, np. operacyjnego czy aparatowania. Moim zdaniem warto zapamiętać, że wszystkie inne wymienione miejsca – nasada nosa, guz czołowy, guzowatość potyliczna – są wykorzystywane co najwyżej w testach kamertonowych jako tzw. przewodnictwo kostne ogólne, a nie w standardowej audiometrii do oceny konkretnego ucha. Zgodnie z dobrymi praktykami, przed przyłożeniem słuchawki trzeba zdjąć kolczyki, okulary z grubymi zausznikami, odsunąć włosy, bo każdy taki drobiazg potrafi zaburzyć kontakt słuchawki z wyrostkiem sutkowatym i zafałszować próg słyszenia. W porządnie prowadzonych pracowniach audiologicznych bardzo pilnuje się prawidłowego pozycjonowania słuchawki kostnej, bo nawet kilkumilimetrowe przesunięcie może dać różnice kilku decybeli, a to już ma znaczenie przy dokładnej diagnostyce.

Pytanie 36

W brachyterapii MDR stosowane są dawki promieniowania

A. od 0,5 do 1,0 Gy/h
B. od 0,2 do 0,4 Gy/h
C. od 0,01 do 0,1 Gy/h
D. od 2,0 do 12 Gy/h
Poprawnie – w brachyterapii typu MDR (medium dose rate) przyjmuje się, że tempo dawki mieści się w zakresie od ok. 2 do 12 Gy/h i to właśnie odpowiada zaznaczonej odpowiedzi. Ten przedział jest ustalony w oparciu o klasyczne podziały ICRU/ICRP na LDR, MDR, HDR i PDR. W praktyce klinicznej takie dawki uzyskuje się głównie przy użyciu źródeł o średniej aktywności i systemów afterloading, gdzie aplikator jest już założony w ciele pacjenta, a źródło jest wsuwane automatycznie pod kontrolą aparatu. Moim zdaniem warto zapamiętać proste skojarzenie: LDR to dawki rzędu dziesiątych części Gy na godzinę, HDR to kilkanaście Gy na godzinę i więcej, a MDR leży właśnie pomiędzy, czyli te 2–12 Gy/h. W tym zakresie dawki mamy jeszcze relatywnie długi czas ekspozycji, liczony w dziesiątkach minut, czasem w godzinach, ale już zdecydowanie krótszy niż przy klasycznej brachyterapii LDR, gdzie źródła pozostawały w pacjencie nawet kilka dni. Z punktu widzenia planowania leczenia tempo dawki wpływa na biologiczny efekt promieniowania – przy MDR można uzyskać pewien kompromis między wygodą organizacyjną (krótszy pobyt pacjenta w osłoniętej sali, większa przepustowość) a korzyściami radiobiologicznymi podobnymi do LDR, np. lepszą tolerancją tkanek zdrowych dzięki częściowej możliwości naprawy subletalnych uszkodzeń. W standardach radioterapii podkreśla się, że przy planowaniu brachyterapii MDR trzeba bardzo dokładnie określić geometrię aplikatorów, zweryfikować położenie w obrazowaniu (najczęściej TK) i kontrolować czas przebywania źródła w poszczególnych pozycjach (tzw. dwell time), bo przy 2–12 Gy/h nawet niewielkie przesunięcie aplikatora albo błąd w czasie może skutkować istotnym przedawkowaniem w krytycznych narządach, np. pęcherzu czy odbytnicy. W wielu ośrodkach MDR jest stosowana np. w leczeniu nowotworów ginekologicznych czy guzów głowy i szyi, gdzie ważne jest połączenie precyzji przestrzennej z umiarkowanym tempem dawki.

Pytanie 37

Obiektywną metodą badania słuchu jest audiometria

A. wysokoczęstotliwościowa.
B. impedancyjna.
C. tonalna.
D. mowy.
Prawidłowa odpowiedź to audiometria impedancyjna, bo jest to badanie obiektywne, czyli takie, w którym wynik nie zależy od reakcji i współpracy pacjenta, tylko od pomiaru parametrów fizycznych układu słuchowego. W audiometrii impedancyjnej mierzy się impedancję akustyczną ucha środkowego – głównie ruchomość błony bębenkowej i łańcucha kosteczek oraz odruchy mięśnia strzemiączkowego. W praktyce wykonuje się tympanometrię i badanie odruchu z mięśnia strzemiączkowego. Pacjent nie musi naciskać przycisku ani sygnalizować, że coś słyszy – aparat rejestruje zmiany ciśnień i odbitego dźwięku samodzielnie. To jest kluczowe np. u małych dzieci, osób udających niedosłuch albo pacjentów nieprzytomnych. W protokołach otolaryngologicznych i audiologicznych audiometria impedancyjna jest standardem w diagnostyce niedosłuchów przewodzeniowych (np. wysiękowe zapalenie ucha środkowego, otoskleroza), perforacji błony bębenkowej, dysfunkcji trąbki słuchowej. Pozwala szybko ocenić, czy problem jest w uchu środkowym, czy raczej w uchu wewnętrznym. Moim zdaniem to jedno z bardziej „technicznych” badań słuchu, bo operator musi umieć dobrze uszczelnić przewód słuchowy, ustawić ciśnienie i poprawnie zinterpretować krzywą tympanometryczną (typ A, B, C itd.). W pracy technika elektroradiologii bardzo często łączy się audiometrię tonalną z impedancyjną, ale właśnie ta druga daje nam obiektywny obraz funkcji ucha środkowego, zgodnie z dobrymi praktykami i rekomendacjami audiologicznymi.

Pytanie 38

Na ilustracji przedstawiono ułożenie pacjenta do zdjęcia rentgenowskiego

Ilustracja do pytania
A. grzbietowo-dłoniowego kości śródręcza.
B. bocznego kości śródręcza.
C. dłoniowo-grzbietowego kciuka.
D. bocznego kciuka.
Prawidłowo rozpoznano ułożenie do projekcji dłoniowo‑grzbietowej kciuka. Na zdjęciu widać, że pacjent ma dłoń ułożoną na detektorze (kaseta / płyta obrazowa) powierzchnią dłoniową do dołu, czyli w stronę lampy rentgenowskiej, a promień centralny pada z kierunku dłoniowego na grzbiet ręki. To właśnie jest klasyczna projekcja dłoniowo‑grzbietowa (PA) dla kciuka. W standardach radiologicznych (również w opisach projekcji wg praktyki szpitalnej i podręczników techniki obrazowania kończyn) przy badaniu kciuka najczęściej wykonuje się dwie podstawowe projekcje: dłoniowo‑grzbietową oraz boczną. Projekcja dłoniowo‑grzbietowa pozwala dobrze ocenić stawy międzypaliczkowe, śródręczno‑paliczkowy, trzeszczki oraz ustawienie kości kciuka względem I kości śródręcza i nadgarstka. Moim zdaniem to jest taka „projekcja wyjściowa” – daje ogólny przegląd osi kciuka i porównywalność badań w czasie. W praktyce technik musi zwrócić uwagę na prawidłową rotację: paznokieć kciuka powinien być w przybliżeniu w płaszczyźnie kasety, bez nadmiernej pronacji czy supinacji, tak żeby nie nakładały się struktury. Częstym patentem jest lekkie odwiedzenie kciuka od pozostałych palców, co też widać na zdjęciu – chodzi o to, żeby wyizolować kości kciuka i uniknąć nałożenia cieni II promienia dłoni. Takie pozycjonowanie stosuje się rutynowo przy urazach (podejrzenie złamania podstawy kciuka, np. Bennetta), przy zmianach zwyrodnieniowych stawu CMC I, a także przy kontroli zrostu po zaopatrzeniu operacyjnym. W dobrze wykonanej projekcji dłoniowo‑grzbietowej możliwa jest też ocena osi obciążenia, co ma znaczenie np. u osób pracujących fizycznie lub sportowców, gdzie biomechanika kciuka jest kluczowa.

Pytanie 39

W trakcie obrazowania metodą rezonansu magnetycznego wykorzystywane jest zjawisko wysyłania sygnału emitowanego przez

A. protony atomów wodoru.
B. elektrony atomów wodoru.
C. protony atomów tlenu.
D. elektrony atomów tlenu.
Prawidłowo wskazane zostały protony atomów wodoru, czyli dokładnie to, na czym opiera się klasyczna metoda rezonansu magnetycznego wykorzystywana w medycynie. W obrazowaniu MR wykorzystuje się zjawisko jądrowego rezonansu magnetycznego (NMR). W praktyce oznacza to, że w silnym polu magnetycznym jądra wodoru (protony) ustawiają się zgodnie lub przeciwnie do kierunku pola. Następnie aparat wysyła fale radiowe (impuls RF), które wybijają te protony z ich równowagi. Gdy impuls się kończy, protony wracają do stanu wyjściowego i w tym procesie emitują sygnał, który jest rejestrowany przez cewki odbiorcze. To właśnie ten sygnał jest potem przeliczany komputerowo na obraz przekrojowy ciała. W tkankach ludzkiego organizmu jest bardzo dużo wody i tłuszczu, a więc bardzo dużo atomów wodoru – dlatego MR jest tak czuły na różnice w nawodnieniu i składzie tkanek. W praktyce klinicznej wykorzystuje się to np. do oceny zmian w mózgu (udar, stwardnienie rozsiane), stawach, kręgosłupie, narządach jamy brzusznej. Różne sekwencje (T1, T2, PD, FLAIR, DWI itd.) bazują cały czas na tym samym zjawisku: relaksacji protonów wodoru i różnicach w czasach relaksacji T1 i T2 w różnych tkankach. Z mojego doświadczenia, jak raz się zrozumie, że MR „słucha” protonów wodoru w polu magnetycznym, to dużo łatwiej ogarnąć, dlaczego metal w ciele pacjenta jest problemem, czemu ważne jest jednorodne pole magnetyczne i czemu obecność wody w tkankach tak mocno wpływa na kontrast obrazu. To jest absolutna podstawa fizyki rezonansu, którą warto mieć dobrze poukładaną, bo przewija się wszędzie w diagnostyce obrazowej.

Pytanie 40

W których projekcjach wykonuje się standardowe badanie mammograficzne?

A. Kaudokranialnej i skośnej przyśrodkowo-bocznej.
B. Kraniokaudalnej i zrotowanej.
C. Kraniokaudalnej i skośnej przyśrodkowo-bocznej.
D. Kaudokranialnej i zrotowanej.
Prawidłowo wskazana projekcja kraniokaudalna (CC) oraz skośna przyśrodkowo-boczna, czyli mediolateral oblique (MLO), to standardowy zestaw w rutynowym badaniu mammograficznym. W praktyce technik wykonuje dla każdej piersi przynajmniej te dwie projekcje, bo one się wzajemnie uzupełniają i dają możliwie pełny obraz gruczołu piersiowego.

Projekcja kraniokaudalna polega na uciśnięciu piersi między detektorem a kompresorem z góry na dół. Dzięki temu dobrze oceniamy centralne i przyśrodkowe części piersi, a także struktury położone bardziej powierzchownie. Widzimy wtedy rozkład tkanki gruczołowej, mikrozwapnienia, zarysy ewentualnych guzków. Z mojego doświadczenia, jeśli CC jest dobrze wykonana, to brodawka jest widoczna w profilu, a pierś jest równomiernie spłaszczona, bez zagięć skóry, co ma ogromne znaczenie dla jakości obrazu.

Z kolei projekcja skośna przyśrodkowo-boczna (MLO) jest kluczowa, bo obejmuje nie tylko pierś, ale też ogon pachowy, czyli fragment tkanki gruczołowej wchodzący w dół pachy. Właśnie tam często lokalizują się zmiany, które mogą umknąć w projekcji CC. W dobrych praktykach przyjmuje się, że na MLO powinna być widoczna fałda podpiersiowa, mięsień piersiowy większy i jak największa objętość tkanki piersi. To jest taki wyznacznik poprawnego pozycjonowania pacjentki.

Standardy programów przesiewowych (np. europejskich EUREF) jasno wskazują zestaw CC + MLO jako podstawę badania screeningowego. Dodatkowe projekcje, jak np. powiększeniowe czy celowane, wykonuje się dopiero przy podejrzeniu zmiany. W praktyce technika najważniejsze jest prawidłowe ułożenie pacjentki, odpowiedni ucisk piersi (żeby zmniejszyć dawkę i poprawić kontrast) oraz unikanie artefaktów. Moim zdaniem im lepiej rozumiesz, po co robisz te dwie konkretne projekcje, tym łatwiej potem zauważyć, że czegoś na obrazie brakuje i trzeba np. powtórzyć ujęcie albo dodać kolejne.