Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 8 czerwca 2026 01:52
  • Data zakończenia: 8 czerwca 2026 02:05

Egzamin zdany!

Wynik: 37/40 punktów (92,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

W którym okresie ciąży wykonanie u kobiety zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej jest najbardziej szkodliwe dla płodu?

A. Między 19 a 25 tygodniem ciąży.
B. Między 13 a 18 tygodniem ciąży.
C. Między 26 a 40 tygodniem ciąży.
D. Między 3 a 12 tygodniem ciąży.
Prawidłowo wskazany okres 3–12 tygodnia ciąży to tzw. faza organogenezy, czyli intensywnego kształtowania się narządów płodu. W tym czasie promieniowanie jonizujące, nawet w stosunkowo małych dawkach, może zaburzać procesy podziału i różnicowania komórek. Może to prowadzić do powstania wad wrodzonych, poronień lub ciężkich zaburzeń rozwojowych. Dlatego właśnie ten okres uważa się za najbardziej wrażliwy na działanie promieniowania, co jest mocno podkreślane w wytycznych ochrony radiologicznej kobiet ciężarnych. W praktyce klinicznej, zgodnie z zasadą ALARA (As Low As Reasonably Achievable), u kobiety w I trymestrze unika się badań RTG wszędzie tam, gdzie tylko jest to możliwe, a jeśli badanie jest absolutnie konieczne, musi być bardzo dobrze uzasadnione przez lekarza i odpowiednio udokumentowane. Z mojego doświadczenia w pracy z materiałami szkoleniowymi wynika, że standardem jest w pierwszej kolejności rozważenie metod bezpromiennych, takich jak USG czy MRI bez kontrastu, a dopiero gdy one nie wystarczają – planowanie RTG z maksymalnym ograniczeniem dawki i zastosowaniem osłon (np. fartuch ołowiany na okolice brzucha i miednicy). W obrazowaniu klatki piersiowej u ciężarnej kładzie się nacisk na odpowiednie parametry techniczne aparatu, ograniczenie liczby projekcji do niezbędnego minimum oraz bardzo dokładne kolimowanie wiązki, żeby jak najmniejsza część ciała była napromieniana. W dobrych praktykach radiologicznych zawsze pojawia się też obowiązek pytania pacjentki o możliwość ciąży przed badaniem RTG i – jeśli istnieje ryzyko, że jest to wczesna ciąża – rozważenie przełożenia badania lub zmiany metody diagnostycznej. Ten sposób myślenia, moim zdaniem, jest kluczowy: najpierw bezpieczeństwo płodu, potem wygoda diagnostyczna.

Pytanie 2

Droga przewodnictwa powietrznego fali akustycznej przebiega przez

A. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne.
B. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i kości czaszki.
C. ucho środkowe, ucho wewnętrzne i kości czaszki.
D. ucho wewnętrzne i kości czaszki.
Prawidłowo wskazana droga przewodnictwa powietrznego obejmuje ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne. Tak właśnie fizjologicznie przebiega fala akustyczna, kiedy mówimy o tzw. przewodnictwie powietrznym, które bada się m.in. w klasycznej audiometrii tonalnej. Dźwięk najpierw wchodzi przez małżowinę uszną i przewód słuchowy zewnętrzny, gdzie jest kierowany w stronę błony bębenkowej. To jest rola ucha zewnętrznego – zbieranie i ukierunkowanie fali akustycznej. Następnie drgania przenoszone są na układ kosteczek słuchowych w uchu środkowym (młoteczek, kowadełko, strzemiączko). Ten układ działa jak swoista dźwignia i transformator impedancji – wzmacnia i dopasowuje drgania z powietrza do środowiska płynowego w uchu wewnętrznym. To dopasowanie jest kluczowe, bo bez sprawnego ucha środkowego większość energii dźwięku odbijałaby się na granicy powietrze–płyn. Ostatecznie fala mechaniczna dociera do ślimaka w uchu wewnętrznym, gdzie następuje przetworzenie drgań mechanicznych na impulsy nerwowe w narządzie Cortiego. Z punktu widzenia praktyki medycznej, zwłaszcza w diagnostyce elektromedycznej, rozróżnienie przewodnictwa powietrznego od kostnego jest podstawą interpretacji audiogramu i prób stroikowych (Rinne, Weber). Jeżeli przewodnictwo powietrzne jest gorsze od kostnego, sugeruje to uszkodzenie na poziomie ucha zewnętrznego lub środkowego (tzw. niedosłuch przewodzeniowy). Natomiast gdy upośledzone jest zarówno przewodnictwo powietrzne, jak i kostne, myślimy o uszkodzeniu ucha wewnętrznego lub dalszych odcinków drogi słuchowej (niedosłuch odbiorczy). Moim zdaniem warto kojarzyć to pytanie właśnie z praktyką badania audiometrii: słuchawki na uszach badają przewodnictwo powietrzne, a wibrator kostny za małżowiną – przewodnictwo kostne, które omija ucho zewnętrzne i środkowe.

Pytanie 3

W jakiej pozycji układa się pacjenta do standardowego badania MR kręgosłupa szyjnego?

A. Na plecach, nogami do magnesu.
B. Na brzuchu, głową do magnesu.
C. Na brzuchu, nogami do magnesu.
D. Na plecach, głową do magnesu.
Prawidłowa pozycja do standardowego badania MR kręgosłupa szyjnego to ułożenie pacjenta na plecach (pozycja na wznak), głową wsuwaną jako pierwszą do otworu magnesu. Wynika to z kilku praktycznych i technicznych powodów. Po pierwsze, w typowym skanerze nadgłowowym (tzw. closed bore) najlepsza jednorodność pola magnetycznego i czułość cewek odbiorczych jest właśnie w centralnej części magnesu, gdzie umieszcza się głowę i odcinek szyjny. Dzięki temu uzyskujemy wysoką rozdzielczość przestrzenną i dobrą jakość obrazów T1-, T2-zależnych, STIR czy sekwencji gradientowych, co ma kluczowe znaczenie przy ocenie rdzenia kręgowego, krążków międzykręgowych, otworów międzykręgowych i kanału kręgowego. Po drugie, pozycja na plecach jest po prostu najlepiej tolerowana przez większość pacjentów – łatwiej jest utrzymać bezruch przez kilkanaście minut, co redukuje artefakty ruchowe. Standardowo zakłada się specjalną cewkę do badań głowy i szyi (head & neck coil lub dedykowaną cewkę szyjną), która konstrukcyjnie jest przewidziana właśnie do ułożenia na plecach, z głową w centralnej części magnesu. Z mojego doświadczenia technicy obrazowania bardzo pilnują, żeby głowa była ułożona symetrycznie, z lekkim odgięciem brody do góry, tak aby oś kręgosłupa szyjnego była możliwie prosta i powtarzalna między badaniami. W dobrych pracowniach MR zawsze dba się też o stabilizację – podkładki pod barki, klin pod kolana, gąbkowe stabilizatory po bokach głowy – wszystko po to, żeby pacjent się nie poruszał. W niektórych szczególnych sytuacjach (np. skrajna klaustrofobia, ciężkie urazy) można rozważyć inne ustawienia, ale w rutynowej praktyce diagnostycznej pozycja na plecach, głową do magnesu to złoty standard i tak też opisują to procedury wewnętrzne pracowni i rekomendacje producentów aparatów MR.

Pytanie 4

Pielografia zstępująca umożliwia diagnostykę

A. układu naczyniowego po dożylnym podaniu środka kontrastującego.
B. dróg moczowych po przezskórnym podaniu środka kontrastującego do miedniczki.
C. miąższu nerek po dożylnym podaniu środka kontrastującego.
D. pęcherza moczowego po podaniu środka kontrastującego przez cewnik.
Prawidłowo – pielografia zstępująca (czyli wstępująca z punktu widzenia moczu, ale zstępująca z punktu widzenia lekarza podającego kontrast) polega właśnie na przezskórnym podaniu środka kontrastującego bezpośrednio do miedniczki nerkowej. Najczęściej wykonuje się to w nakłuciu przezskórnym pod kontrolą USG lub RTG (czasem TK), a następnie wykonuje serię zdjęć rentgenowskich, żeby dokładnie uwidocznić układ kielichowo‑miedniczkowy i moczowód. Dzięki temu badaniu można bardzo precyzyjnie ocenić drogi moczowe, szczególnie gdy inne metody, jak urografia dożylna czy TK z kontrastem, są niewystarczające albo przeciwwskazane (np. niewydolność nerek, alergia na kontrast dożylny). W praktyce klinicznej pielografia zstępująca jest wykorzystywana m.in. do oceny zwężeń moczowodu, przeszkód w odpływie moczu, podejrzenia kamicy moczowodowej, zmian pozapalnych, urazów dróg moczowych czy przed planowanymi zabiegami urologicznymi. Moim zdaniem to badanie jest trochę „oldschoolowe”, ale nadal bardzo przydatne w trudnych przypadkach, bo daje obraz układu zbiorczego z bardzo wysoką rozdzielczością. Co ważne, środek kontrastujący jest podawany miejscowo, do światła układu kielichowo‑miedniczkowego, a nie dożylnie, więc obciążenie nerek jest mniejsze niż przy klasycznej urografii. W dobrych praktykach radiologicznych zawsze zwraca się uwagę na prawidłowe ułożenie pacjenta, aseptykę przy nakłuciu, kontrolę dawki promieniowania oraz na dokładne udokumentowanie przebiegu i ewentualnych powikłań, np. wynaczynienia kontrastu czy krwawienia. Pielografia zstępująca jest też często etapem wstępnym przy zakładaniu przezskórnej nefrostomii, więc znajomość tej techniki ma duże znaczenie praktyczne dla personelu technicznego i lekarzy.

Pytanie 5

Które odprowadzenie elektrokardiograficzne przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Odprowadzenie aVL
B. Odprowadzenie aVR
C. Odprowadzenie II
D. Odprowadzenie I
Na rysunku pokazano klasyczne odprowadzenie kończynowe dwubiegunowe I – elektroda ujemna znajduje się na prawym przedramieniu, a elektroda dodatnia na lewym przedramieniu. W układzie Einthovena odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną i patrzy na serce mniej więcej z lewej strony klatki piersiowej, poziomo. To właśnie dlatego w prawidłowym zapisie EKG w odprowadzeniu I zespół QRS i załamek P są najczęściej dodatnie – fala depolaryzacji komór i przedsionków biegnie zasadniczo w kierunku elektrody dodatniej na lewym ramieniu. W praktyce technik EKG powinien kojarzyć: prawa ręka – kolor czerwony (minus), lewa ręka – żółty (plus) w standardzie IEC, bo pomyłka przewodów od razu zmienia obraz odprowadzenia I i może prowadzić do fałszywej interpretacji osi serca. Moim zdaniem to jedno z podstawowych odprowadzeń, na których najlepiej widać zaburzenia przewodzenia przedsionkowo–komorowego czy zmianę osi elektrycznej, zwłaszcza gdy porównamy je z odprowadzeniem II i aVF. Przy analizie EKG dobrze jest pamiętać trójkąt Einthovena: I biegnie od prawej ręki do lewej, II od prawej ręki do lewej nogi, III od lewej ręki do lewej nogi. Dzięki temu łatwiej w głowie odtworzyć kierunek patrzenia każdego odprowadzenia i zrozumieć, skąd biorą się dodatnie lub ujemne załamki. W dobrze wykonanym badaniu, z prawidłowo założonymi elektrodami, odprowadzenie I jest stabilne, ma mało artefaktów z mięśni obręczy barkowej i stanowi bardzo wygodny punkt odniesienia do oceny rytmu zatokowego, szerokości zespołów QRS i obecności drobnych zmian niedokrwiennych w ścianie bocznej lewej komory.

Pytanie 6

Do środków kontrastujących negatywnych należą

A. związki jodu i siarczan baru.
B. powietrze i podtlenek azotu.
C. siarczan baru i dwutlenek węgla.
D. podtlenek azotu i siarczan baru.
Prawidłowo wskazane zostały środki kontrastujące negatywne: powietrze i podtlenek azotu. W radiologii przyjęło się dzielić kontrasty na pozytywne i negatywne. Pozytywne to takie, które mają większą gęstość i większą liczbę atomową niż otaczające tkanki, więc na obrazie RTG, TK wychodzą jako jaśniejsze (radiopakowe) – typowy przykład to związki jodu czy siarczan baru. Natomiast środki kontrastujące negatywne mają mniejszą gęstość niż tkanki i zawierają pierwiastki o niskiej liczbie atomowej, głównie gazy, przez co pochłaniają mało promieniowania i na obrazie są ciemniejsze (radiolucentne). Do klasycznych negatywnych kontrastów zalicza się właśnie powietrze, dwutlenek węgla, czasem tlen, a w starszych technikach także podtlenek azotu. W praktyce klinicznej powietrze jako kontrast negatywny stosowano np. w podwójnym kontrastowaniu przewodu pokarmowego (baryt + powietrze) przy badaniu żołądka czy jelita grubego, żeby lepiej uwidocznić fałdy śluzówki, drobne nadżerki, polipy. Podtlenek azotu historycznie używano podobnie jak inne gazy, choć obecnie częściej korzysta się z powietrza lub CO2, bo są łatwiej dostępne i bezpieczniejsze przy odpowiednich procedurach. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: jeśli kontrast to gaz, zwykle mówimy o kontraście negatywnym; jeśli sól baru lub związek jodu – to kontrast pozytywny. W wytycznych i dobrych praktykach radiologicznych podkreśla się, że dobór typu kontrastu (pozytywny/negatywny lub kombinacja) zależy od tego, jaką strukturę chcemy uwidocznić i jakiej techniki obrazowania używamy. Kombinacja barytu z powietrzem w tzw. badaniu z podwójnym kontrastem do dziś jest wzorcowym przykładem wykorzystania kontrastu negatywnego do zwiększenia szczegółowości obrazu.

Pytanie 7

Które informacje należy zamieścić na strzykawce z radiofarmaceutykiem przygotowanym przez technika elektroradiologa?

A. Czas okresu inkubacji, radioaktywność, inicjały technika.
B. Typ radiofarmaceutyku, radioaktywność, godzina przygotowania.
C. Czas okresu inkubacji, stężenie, inicjały technika.
D. Typ radiofarmaceutyku, stężenie, godzina przygotowania.
W medycynie nuklearnej oznakowanie strzykawki z radiofarmaceutykiem nie jest kwestią kosmetyczną, tylko elementem bezpieczeństwa i jakości całego badania. Typowy błąd polega na przenoszeniu logiki z innych działów diagnostyki obrazowej albo z ogólnej farmakoterapii, gdzie bardziej zwraca się uwagę na stężenie, czas inkubacji czy inicjały osoby przygotowującej. W przypadku radiofarmaceutyków kluczowe są jednak inne parametry. Informacja o czasie okresu inkubacji ma znaczenie np. przy znakowaniu krwinek czy niektórych procedurach laboratoryjnych, ale nie jest podstawową daną, którą musi widzieć osoba podająca preparat pacjentowi. Na strzykawce znacznie ważniejsze jest to, ile aktualnie mamy aktywności promieniotwórczej, a nie jak długo coś się inkubowało. Podobnie ze stężeniem – może ono być istotne w dokumentacji roboczej lub przy obliczeniach w pracowni, ale osoba wykonująca podanie musi przede wszystkim znać aktywność w MBq przypadającą na daną objętość, a nie samo stężenie opisane w sposób ogólny. Rozróżnienie między stężeniem a radioaktywnością bywa mylone: stężenie mówi, ile substancji chemicznej jest w jednostce objętości, natomiast radioaktywność określa tempo rozpadu jąder i realną „moc” dawki promieniowania. To radioaktywność, a nie samo stężenie, ma zasadnicze znaczenie dla dawki pochłoniętej przez pacjenta i zgodności z protokołami. Inicjały technika mogą być przydatne z punktu widzenia wewnętrznej kontroli jakości czy odpowiedzialności, ale nie stanowią podstawowego elementu opisu strzykawki. Dużo ważniejsze jest, aby na etykiecie pojawiła się godzina przygotowania (lub godzina kalibracji aktywności), bo bez niej nie da się poprawnie przeliczyć rozpadu w czasie i sprawdzić, czy dawka w momencie podania jest prawidłowa. Typ radiofarmaceutyku jest z kolei absolutnie niezbędny – bez jednoznacznej nazwy preparatu łatwo o pomyłkę między różnymi związkami technetu czy innymi izotopami. Właśnie pomijanie typu preparatu i radioaktywności, a skupianie się na parametrach bardziej „farmaceutycznych” jak stężenie czy sama osoba przygotowująca, jest typowym błędem myślowym wynikającym z niedostatecznego uwzględnienia specyfiki medycyny nuklearnej. Dobre praktyki i procedury pracowni jasno podkreślają: musi być nazwa radiofarmaceutyku, aktualna aktywność oraz czas odniesienia, bo to trzy filary bezpiecznego podania i prawidłowej interpretacji badania.

Pytanie 8

Na radiogramie uwidoczniono złamanie

Ilustracja do pytania
A. I, V kości śródręcza.
B. paliczków palców II, III, IV.
C. paliczków palców I, V.
D. II, III, IV kości śródręcza.
Na tym radiogramie kluczowa trudność polega na prawidłowym odróżnieniu kości śródręcza od paliczków oraz poprawnym „policzeniu” promieni dłoni od strony promieniowej do łokciowej. Wiele osób intuicyjnie skupia się na najbardziej zdeformowanych palcach i automatycznie przypisuje złamanie do paliczków, bo to one wizualnie kojarzą się z palcami. Tymczasem w obrazowaniu stosuje się precyzyjne nazewnictwo: kości śródręcza leżą bliżej nadgarstka, są dłuższe i tworzą swego rodzaju „trzon ręki”, natomiast paliczki to dalsze segmenty palców, oddzielone wyraźnymi szparami stawowymi od kości śródręcza. Błąd w interpretacji często wynika z pominięcia tych szpar stawowych – jeśli nie śledzimy uważnie przejścia przez staw śródręczno‑paliczkowy, łatwo przypisać linię złamania do niewłaściwej kości, np. do paliczka zamiast do śródręcza. Podobnie mylące bywa liczenie kości: I kość śródręcza należy do kciuka i ma inną budowę, jest krótsza i ustawiona bardziej skośnie, przez co część osób błędnie zakłada, że uszkodzone są I i V promień, gdy w rzeczywistości linie złamań przebiegają przez środkowe kości śródręcza. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej polega na konsekwentnym liczeniu od strony promieniowej (kciuka) do łokciowej oraz na identyfikowaniu kolejno: kości nadgarstka, podstaw śródręcza, trzonów śródręcza, głów śródręcza i dopiero dalej paliczków bliższych, środkowych i dalszych. Z mojego doświadczenia wynika, że pomyłki w tego typu zadaniach biorą się też z patrzenia na „ogólny kształt” zamiast na ciągłość kory kości. Jeżeli przerwana jest ciągłość w obrębie trzonu śródręcza, a staw śródręczno‑paliczkowy pozostaje zachowany, nie ma podstaw, by rozpoznawać złamanie paliczków. Dlatego odpowiedzi wskazujące na paliczki lub na inne promienie śródręcza są merytorycznie nieprawidłowe – ignorują anatomiczny układ struktur widocznych na RTG i podstawowe zasady systematycznej oceny zdjęcia ręki.

Pytanie 9

W jaki sposób należy ustawić promień centralny w stosunku do ramienia i przedramienia, by wykonać zdjęcie rentgenograficzne stawu łokciowego u pacjenta z przykurczem?

A. Prostopadle do kości promieniowej.
B. Prostopadle do kości ramiennej.
C. W dwusiecznej kąta zawartego między ramieniem a przedramieniem.
D. W dwusiecznej kąta zawartego między kasetą a kością ramienną.
Poprawnie – w przypadku przykurczu w stawie łokciowym ustawienie promienia centralnego w dwusiecznej kąta między ramieniem a przedramieniem jest najbardziej logiczne i zgodne z zasadami projekcji RTG. Chodzi o to, że przy przykurczu nie jesteśmy w stanie ustawić klasycznej, „książkowej” projekcji AP czy bocznej, bo kości nie układają się równolegle do kasety. Gdy ramię i przedramię tworzą kąt, to promień centralny powinien być prowadzony dokładnie w dwusiecznej tego kąta, żeby uzyskać możliwie równomierne odwzorowanie przestrzenne stawu i zminimalizować zniekształcenia geometryczne (skrócenie, wydłużenie, nakładanie struktur). Moim zdaniem to jest jedna z tych zasad, które warto mieć „w ręku”, bo pojawia się też w innych sytuacjach, np. przy przykurczach w stawie kolanowym, nadgarstku czy u pacjentów po urazach, kiedy nie da się ich wyprostować. Standardy radiografii kończyn górnych podkreślają, że najważniejsze jest dostosowanie projekcji do stanu klinicznego pacjenta, a nie odwrotnie – nie wolno na siłę prostować kończyny, bo to zwiększa ból i ryzyko uszkodzeń. W praktyce: układasz pacjenta tak, jak pozwala mu ból i przykurcz, stabilizujesz kończynę, ustawiasz kasetę możliwie blisko, a potem „szukasz” kąta między ramieniem a przedramieniem i kierujesz wiązkę dokładnie w jego dwusieczną. Dzięki temu szpara stawowa łokcia będzie lepiej zobrazowana, a główne elementy kostne (kłykcie kości ramiennej, głowa kości promieniowej, wcięcie bloczkowe kości łokciowej) nie będą tak mocno zniekształcone. To jest właśnie dobra praktyka w radiografii: kompromis między idealną geometrią a realnymi możliwościami ułożenia pacjenta.

Pytanie 10

Na rentgenogramie strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. rozszczep łuku.
B. kręgozmyk kręgu L₅ względem S₁.
C. dyskopatię L₅– S₁.
D. przerwanie ciągłości łuku.
Na strzałkowym zdjęciu bocznym kręgosłupa lędźwiowo‑krzyżowego strzałka wyraźnie wskazuje na przestrzeń międzytrzonową L5–S1. Jest ona zwężona i o zmienionej strukturze, co jest typowym obrazem dyskopatii L5–S1 w klasycznym RTG. W badaniu rentgenowskim samego jądra miażdżystego nie widać, ale oceniamy pośrednie cechy – zmniejszenie wysokości szpary międzykręgowej, sklerotyzację blaszek granicznych, czasem osteofity na krawędziach trzonów. Właśnie taki zestaw objawów radiologicznych jest interpretowany jako zmiany zwyrodnieniowo‑dyskopatyczne. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć: zwężona szpara między L5 a S1 + brak wyraźnego przemieszczenia trzonu = myślimy najpierw o dyskopatii, a nie o kręgozmyku. W praktyce technika RTG wg standardów (projekcja boczna lędźwiowo‑krzyżowa, odpowiednie ogniskowanie na L4–L5, unikanie rotacji) ma ogromne znaczenie, bo każde przekoszenie może udawać „przesunięcie” trzonu. RTG jest badaniem pierwszego rzutu, ale przy objawach korzeniowych, niedowładach czy podejrzeniu dużej przepukliny dysku zgodnie z aktualnymi zaleceniami kieruje się pacjenta na rezonans magnetyczny, który najlepiej pokazuje strukturę krążka międzykręgowego i ucisk na worek oponowy. W codziennej pracy technika dobrze jest od razu ocenić, czy szpara L5–S1 jest w pełni zobrazowana (częsty problem przy zbyt dużej otyłości albo złym ustawieniu). Jeśli nie, powtarza się projekcję z lekką modyfikacją kąta promienia. Takie „dopieszczenie” badania bardzo ułatwia późniejszą, prawidłową interpretację lekarzowi radiologowi i zmniejsza ryzyko przeoczenia istotnej dyskopatii.

Pytanie 11

Na obrazie rentgenowskim strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. tętnik aorty brzusznej.
B. tętnik aorty piersiowej.
C. rozwarstwienie aorty brzusznej.
D. rozwarstwienie aorty piersiowej.
Na przedstawionym obrazie kontrastowej angiografii widoczny jest odcinek aorty przebiegający w jamie brzusznej, czyli aorta brzuszna – i to właśnie ją zaznaczono strzałką. Świadczy o tym kilka elementów: położenie struktur mniej więcej na wysokości trzonów kręgów lędźwiowych, przebieg naczynia w linii pośrodkowej ciała oraz obecność rozdętego workowatego poszerzenia typowego dla tętniaka aorty brzusznej poniżej odejścia tętnic trzewnych. W badaniach obrazowych, zwłaszcza przy klasycznej angiografii czy angio-TK, kluczowe jest zawsze odniesienie się do orientacji anatomicznej: od przepony w dół mówimy o aorcie brzusznej, a powyżej – o piersiowej. W praktyce technika radiologiczna powinna zwracać uwagę na prawidłowe wypełnienie światła naczynia kontrastem, odpowiedni czas ekspozycji i projekcję (najczęściej AP), tak aby wyraźnie uwidocznić aortę i ewentualne patologie, jak tętniaki czy zwężenia. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk „czytania” obrazu od góry do dołu: najpierw łuk aorty, potem zstępująca piersiowa, przejście przez rozwór aortowy przepony i dalej aorta brzuszna aż do jej rozdwojenia na tętnice biodrowe wspólne. W codziennej pracy technika i lekarza radiologa poprawne rozpoznanie odcinka aorty ma ogromne znaczenie, bo od tego zależy np. kwalifikacja do zabiegu endowaskularnego (EVAR), dobór długości stent-graftu czy planowanie zakresu skanowania w angio-TK. Dobre praktyki mówią też, żeby zawsze oceniać nie tylko sam tętniak, ale cały przebieg aorty brzusznej – od tętnic nerkowych aż do rozwidlenia – bo zmiany często są wielopoziomowe.

Pytanie 12

Wyniosłość międzykłykciowa znajduje się na nasadzie

A. dalszej kości ramiennej.
B. bliższej kości piszczelowej.
C. bliższej kości łokciowej.
D. dalszej kości udowej.
Wyniosłość międzykłykciowa leży na nasadzie bliższej kości piszczelowej, dokładnie pomiędzy kłykciem przyśrodkowym i bocznym. To taki charakterystyczny „grzbiecik” kostny widoczny szczególnie dobrze na zdjęciu RTG kolana w projekcji AP. Anatomicznie tworzą ją guzki międzykłykciowe oraz pole międzykłykciowe przednie i tylne. To miejsce przyczepu bardzo ważnych struktur: więzadła krzyżowego przedniego (ACL) i tylnego (PCL), a także części włókien łąkotek. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś dobrze kojarzy tę wyniosłość, dużo łatwiej mu później ogarniać patologie więzadeł na obrazach. W praktyce radiologicznej i ortopedycznej wyniosłość międzykłykciowa jest punktem orientacyjnym przy ocenie ustawienia kości piszczelowej względem kości udowej, szczególnie w urazach kolana. Na TK czy MR kolana często opisuje się przemieszczenia fragmentów tej wyniosłości przy awulsyjnych uszkodzeniach ACL, tzw. złamanie eminencji międzykłykciowej. Dobra znajomość tej struktury jest też kluczowa przy planowaniu rekonstrukcji więzadeł krzyżowych, bo tunele kostne w kości piszczelowej lokalizuje się właśnie w okolicy tej wyniosłości. W standardach opisu badań obrazowych kolana (RTG, MR) zaleca się zwracanie uwagi na ciągłość zarysu wyniosłości międzykłykciowej, jej wysokość, obecność odłamów i ewentualne zwapnienia. Moim zdaniem warto też zapamiętać, że na zdjęciu RTG kolana wyniosłość międzykłykciowa powinna „wpasowywać się” mniej więcej w dół międzykłykciowy kości udowej – zaburzenie tej relacji może sugerować podwichnięcie albo inne nieprawidłowości ustawienia stawu.

Pytanie 13

Na rycinie rentgenogramu w projekcji AP symbolem X oznaczono

Ilustracja do pytania
A. brzeg panewki.
B. głowę kości udowej.
C. szyjkę kości udowej.
D. dołek głowy kości udowej.
Na rycinie w projekcji AP miednicy symbol X rzeczywiście wskazuje na głowę kości udowej. W obrazie rentgenowskim głowa kości udowej ma charakterystyczny, prawie kulisty kształt o jednolitej, stosunkowo wysokiej gęstości kostnej i jest położona centralnie w panewce stawu biodrowego. Od szyjki oddziela ją wyraźna zmiana zarysu – szyjka jest bardziej wydłużona, zwężona i nachylona skośnie względem trzonu kości udowej. Brzeg panewki natomiast tworzy łukowatą linię po stronie miednicy, a nie po stronie kości udowej. W praktyce opisowej radiologii, zgodnie z typowymi schematami oceny stawu biodrowego (np. standardy ESOR, zalecenia PTChR), zawsze zaczyna się analizę od położenia i kształtu głowy kości udowej: czy jest kulista, dobrze pokryta przez panewkę, czy nie ma cech spłaszczenia, osteofitów, podwichnięcia. To pozwala szybko wychwycić dysplazję, chorobę zwyrodnieniową, jałową martwicę czy świeże zwichnięcie. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, że na zdjęciu AP miednicy najpierw „lokalizujesz kulę” – czyli głowę kości udowej – a dopiero potem identyfikujesz szyjkę, krętarze i zarysy panewki. W codziennej pracy technika elektroradiologii ta umiejętność jest potrzebna nie tylko do interpretacji, ale też do prawidłowego pozycjonowania: ustawiając pacjenta, starasz się tak ułożyć kończynę, żeby głowa była w centrum panewki i żeby szyjka nie nakładała się nadmiernie na panewkę, co jest standardem dobrej jakości projekcji AP biodra i miednicy.

Pytanie 14

Technik elektroadiolog do badania MR kręgosłupa lędźwiowego powinien ułożyć pacjenta

A. na plecach, głową do magnesu, ręce za głową.
B. na brzuchu, nogami do magnesu, ręce za głową.
C. na brzuchu, nogami do magnesu, ręce wzdłuż tułowia.
D. na plecach, głową do magnesu, ręce wzdłuż tułowia.
Prawidłowe ułożenie pacjenta do badania MR kręgosłupa lędźwiowego to pozycja na plecach (supinacyjna), głową do magnesu, z rękami ułożonymi wzdłuż tułowia. Taka konfiguracja jest zgodna z rutynowymi protokołami pracowni rezonansu i zapewnia kilka kluczowych rzeczy naraz: stabilność, komfort pacjenta oraz optymalne pozycjonowanie odcinka lędźwiowego w centrum cewki i pola jednorodności magnesu. Przy ułożeniu na plecach kręgosłup jest w najbardziej naturalnej, zrelaksowanej pozycji, co zmniejsza napięcie mięśni przykręgosłupowych i ogranicza artefakty ruchowe. Głowa do magnesu jest standardem przy większości badań kręgosłupa – łatwiej wtedy dobrać właściwą cewkę kręgosłupową, wypozycjonować pacjenta względem lampy laserowej i środkowej linii stołu, a także kontrolować jego stan przez okno i interkom. Ręce ułożone wzdłuż tułowia są ważne z dwóch powodów: po pierwsze, minimalizują ryzyko powstawania zamkniętych pętli przewodzących (np. gdy ręce są splecione za głową), co jest istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa w polu RF; po drugie, zmniejszają napięcie w obrębie obręczy barkowej i ułatwiają pacjentowi wytrzymanie długiego badania bez poruszania się. W praktyce technik często dodatkowo podkłada wałek pod kolana, żeby odciążyć odcinek lędźwiowy i zmniejszyć dolegliwości bólowe – to drobiazg, ale bardzo poprawia jakość obrazów, bo pacjent mniej się wierci. Moim zdaniem warto też zawsze sprawdzić, czy barki i miednica są symetryczne, a linia kręgosłupa pokrywa się z osią stołu. To ułatwia późniejszą rekonstrukcję obrazów w płaszczyznach prostopadłych do osi kręgosłupa i poprawia czytelność badania dla lekarza radiologa.

Pytanie 15

Na obrazie cyfrowej angiografii subtrakcyjnej strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. żyłę płucną górną prawą.
B. tętnicę szyjną wspólną prawą.
C. pień płucny.
D. pień ramienno-głowowy.
Na obrazie cyfrowej angiografii subtrakcyjnej (DSA) strzałka rzeczywiście wskazuje pień ramienno‑głowowy, czyli pierwszą dużą gałąź łuku aorty wychodzącą po prawej stronie pacjenta. W klasycznej anatomii naczyniowej łuku aorty kolejność odejścia naczyń jest dość stała: najpierw pień ramienno‑głowowy, potem tętnica szyjna wspólna lewa, a następnie tętnica podobojczykowa lewa. Na obrazie DSA w projekcji AP pień ramienno‑głowowy jest widoczny jako stosunkowo krótki, szeroki pień, który następnie dzieli się na tętnicę szyjną wspólną prawą i tętnicę podobojczykową prawą. To rozwidlenie, takie jakby „Y”, jest bardzo charakterystyczne i właśnie w jego okolicy zwykle kieruje się wzrok przy ocenie tego typu badań.
Moim zdaniem, w praktyce technika obrazowania ma tu ogromne znaczenie. Przy dobrze wykonanej angiografii z podaniem kontrastu do aorty wstępującej łuk aorty i jego główne odgałęzienia wypełniają się jednocześnie, co pozwala łatwo rozpoznać pień ramienno‑głowowy po jego położeniu najbardziej po prawej stronie oraz po tym, że dalej dzieli się na dwa duże naczynia. Z kolei tętnica szyjna wspólna prawa będzie już gałęzią wtórną, bardziej dogłowowo i przyśrodkowo, o przebiegu prawie pionowym ku górze.
W dobrych praktykach radiologicznych podkreśla się, że przy interpretacji DSA nie wystarczy patrzeć na sam fragment wskazany strzałką, tylko trzeba „czytać” cały układ naczyń: skąd naczynie wychodzi, w jakiej kolejności, pod jakim kątem, jakie ma dalsze rozgałęzienia. To bardzo pomaga odróżnić np. pień ramienno‑głowowy od tętnicy szyjnej wspólnej prawej. W codziennej pracy (np. przy planowaniu zabiegów wewnątrznaczyniowych, implantacji stentów w łuku aorty, czy przy kwalifikacji do zabiegów na tętnicach szyjnych) prawidłowa identyfikacja pnia ramienno‑głowowego jest kluczowa, bo od niej zależy wybór odpowiedniego dostępu naczyniowego, rodzaju cewnika oraz bezpieczeństwo całej procedury. Dobrze, że kojarzysz ten obraz z anatomią łuku aorty, bo to jest dokładnie to, czego oczekują od personelu pracowni hemodynamicznej i radiologii zabiegowej.

Pytanie 16

Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałką oznaczono wyrostek kolczysty kręgu

Ilustracja do pytania
A. piersiowego w płaszczyźnie czołowej.
B. szyjnego w płaszczyźnie czołowej.
C. szyjnego w płaszczyźnie strzałkowej.
D. piersiowego w płaszczyźnie strzałkowej.
Na przedstawionym obrazie MR widzimy odcinek szyjny kręgosłupa w projekcji bocznej, czyli w płaszczyźnie strzałkowej. Strzałka wskazuje na tylną, ostro zakończoną strukturę kostną wychodzącą ku tyłowi od łuku kręgu – to właśnie wyrostek kolczysty kręgu szyjnego. W rezonansie magnetycznym, szczególnie w sekwencjach T1-zależnych, trzon kręgu i łuk mają jednorodny, dość jasny sygnał, a wyrostki kolczyste układają się w charakterystyczny „łańcuszek” za tylną ścianą kanału kręgowego. W odcinku szyjnym łatwo rozpoznać sąsiednie struktury: z przodu tchawicę i przełyk, powyżej podstawę czaszki, a w kanale kręgowym rdzeń kręgowy o bardziej jednorodnym sygnale niż otaczające go krążki międzykręgowe. Moim zdaniem kluczowe jest tu kojarzenie kształtu i położenia: wyrostek kolczysty zawsze leży po stronie tylnej, w linii pośrodkowej, za łukiem kręgu, a w obrazie strzałkowym widzimy go jak „kolce” ustawione jeden za drugim. W praktyce klinicznej taka orientacja w anatomii obrazowej jest bardzo ważna przy ocenie urazów kręgosłupa szyjnego, np. złamań wyrostków kolczystych, zmian zwyrodnieniowych czy ocenie ustawienia kręgów po urazie komunikacyjnym. Dobre rozpoznawanie płaszczyzn obrazowania (strzałkowa vs czołowa vs poprzeczna) jest standardem w diagnostyce MR – technik i lekarz muszą sprawnie kojarzyć przekrój z anatomią 3D pacjenta. W odcinku szyjnym dodatkowo pomaga charakterystyczne wygięcie lordotyczne oraz obecność czaszki nad kręgami szyjnymi, co tutaj też ładnie widać. Poprawne rozpoznanie wyrostka kolczystego świadczy o tym, że potrafisz „czytać” obraz w sposób przestrzenny, a to w radiologii jest, z mojego doświadczenia, absolutna podstawa dobrej praktyki.

Pytanie 17

Na obrazie TK zaznaczono zatokę

Ilustracja do pytania
A. szczękową w przekroju czołowym.
B. czołową w przekroju czołowym.
C. czołową w przekroju strzałkowym.
D. szczękową w przekroju strzałkowym.
Na przedstawionym obrazie TK widoczny jest przekrój czołowy (koronalny) przez zatoki przynosowe, a strzałka wskazuje zatokę szczękową. Świadczy o tym kilka charakterystycznych elementów. Po pierwsze, widzimy obie połowy twarzy jednocześnie – lewą i prawą – z wyraźną przegrodą nosa pośrodku, co jest typowe właśnie dla projekcji czołowej, a nie strzałkowej. Po drugie, po bokach jamy nosowej znajdują się duże, symetryczne, powietrzne przestrzenie o niskiej gęstości (ciemne na obrazie), zlokalizowane nad wyrostkiem zębodołowym szczęki – to klasyczna lokalizacja zatok szczękowych. Zatoka czołowa leżałaby znacznie wyżej, nad oczodołami i nasadą nosa, a tutaj zaznaczona struktura jest położona niżej, w typowej pozycji zatoki szczękowej. W praktyce klinicznej umiejętność odróżnienia zatoki szczękowej od czołowej w różnych płaszczyznach TK jest bardzo ważna przy ocenie zapaleń zatok, zmian polipowatych, torbieli czy urazów twarzoczaszki. Technik elektroradiolog, który prawidłowo rozpoznaje płaszczyznę obrazu (czołowa, strzałkowa, poprzeczna), łatwiej oceni, czy rekonstrukcje zostały wykonane zgodnie z zaleceniami lekarza i czy zakres badania obejmuje wszystkie kluczowe struktury. Moim zdaniem taka „orientacja w przestrzeni” na TK to jedna z podstawowych praktycznych umiejętności – przydaje się nie tylko w zatokach, ale też np. przy ocenie podstawy czaszki czy oczodołów. W standardach opisowych radiologii laryngologicznej wyraźnie podkreśla się konieczność oceny wszystkich zatok przynosowych w co najmniej dwóch płaszczyznach, więc rozpoznanie: zatoka szczękowa w przekroju czołowym – jest tutaj jak najbardziej zgodne z dobrą praktyką.

Pytanie 18

Na ilustracji przedstawiono ułożenie pacjenta do wykonania zdjęcia rentgenowskiego

Ilustracja do pytania
A. kości piętowej.
B. stopy.
C. śródstopia.
D. palców stopy.
Na zdjęciu widać klasyczne ułożenie pacjenta do wykonania projekcji AP stopy – stopa leży podeszwą na detektorze (kaseta / płyta obrazująca), palce są wyprostowane, a wiązka promieniowania będzie padała z góry, prostopadle lub lekko skośnie, na całą stopę. Strzałka wskazuje mniej więcej środek pola ekspozycji, czyli okolice środka stopy, co jest typowe dla standardowego badania RTG stopy, a nie tylko pojedynczego odcinka, jak kość piętowa czy palce. W praktyce technik elektroradiolog ustawia centralną wiązkę tak, aby objąć jednocześnie paliczki, śródstopie i tyłostopie, bo celem jest ocena całej architektury stopy: łuku podłużnego, ustawienia kości śródstopia, stawów śródstopno‑paliczkowych i stępu. Dla kości piętowej stosuje się zupełnie inne pozycjonowanie – pięta jest wtedy najczęściej odsunięta i wykonywana jest projekcja boczna lub osiowa, z wyraźnym ukierunkowaniem na kość piętową i staw skokowo‑piętowy. Z kolei zdjęcia palców wymagają bardziej precyzyjnego ogniskowania na konkretny promień (np. paluch) oraz użycia mniejszego pola ekspozycji, często też innego ułożenia, żeby uniknąć nakładania się sąsiednich struktur. Moim zdaniem warto zapamiętać, że przy „zdjęciu stopy” standardem jest objęcie wszystkich kości od paliczków aż po tyłostopie w jednym polu, co dokładnie sugeruje ta ilustracja. W praktyce klinicznej takie badanie wykonuje się bardzo często przy urazach, deformacjach (np. płaskostopie, hallux valgus) czy bólach przeciążeniowych, dlatego poprawne pozycjonowanie całej stopy jest kluczowe dla jakości diagnostycznej obrazu i zgodne z zasadami dobrej praktyki radiologicznej.

Pytanie 19

Które badanie zostało zarejestrowane na przedstawionym radiogramie?

Ilustracja do pytania
A. Jamy brzusznej wykonane poziomą wiązką promieniowania.
B. Płuc wykonane metodą Przybylskiego.
C. Układu moczowego z użyciem środka kontrastującego.
D. Dróg żółciowych metodą cholangiografii śródoperacyjnej.
Prawidłowo rozpoznano, że na radiogramie przedstawiono badanie jamy brzusznej wykonane poziomą wiązką promieniowania, w pozycji leżącej na boku (projekcja pozioma – tzw. boczna z poziomą wiązką). Świadczy o tym charakterystyczny układ pętli jelitowych i obecność poziomów powietrze–płyn, które bardzo dobrze uwidaczniają się właśnie przy poziomej (horyzontalnej) wiązce promieniowania. W takiej technice promień centralny biegnie równolegle do podłoża, dzięki czemu różnice gęstości pomiędzy gazem a płynem układają się w wyraźne poziomy, co jest kluczowe np. przy podejrzeniu niedrożności jelit czy perforacji przewodu pokarmowego.
Moim zdaniem to jedno z bardziej praktycznych badań w stanach ostrych brzucha. W standardach radiologii doraźnej (tzw. „acute abdomen series”) zaleca się wykonanie zdjęcia jamy brzusznej na stojąco, a jeśli pacjent nie może wstać – właśnie w projekcji bocznej z poziomą wiązką. Dzięki temu można ocenić obecność wolnego powietrza pod przeponą, ilość gazu w przewodzie pokarmowym, rozdęcie pętli jelitowych czy poziomy płynów w jelitach. W codziennej pracy technika RTG musi umieć prawidłowo ułożyć pacjenta (najczęściej leżenie na lewym boku, LLD – left lateral decubitus), dobrać odpowiednie parametry ekspozycji oraz zadbać, żeby wiązka była rzeczywiście pozioma względem podłoża, bo od tego zależy jakość diagnostyczna obrazu.
W praktyce klinicznej takie zdjęcie często wykonuje się u pacjentów z silnymi bólami brzucha, wzdęciem, zatrzymaniem gazów i stolca, podejrzeniem niedrożności mechanicznej albo po zabiegach operacyjnych w obrębie jamy brzusznej. Dobre rozpoznanie projekcji i techniki jest tu bardzo ważne, bo pozwala odróżnić klasyczne zdjęcie przeglądowe od bardziej ukierunkowanego badania na wykrycie powietrza wolnego lub poziomów płynowych. To jest dokładnie ten przypadek.

Pytanie 20

Brachyterapia polegająca na wielokrotnym wsuwaniu i wysuwaniu źródła promieniowania do tego samego aplikatora nosi nazwę

A. LDR
B. HDR
C. MDR
D. PDR
Prawidłowa odpowiedź to PDR, czyli Pulsed Dose Rate brachyterapia. Chodzi dokładnie o taką technikę, gdzie wysokoaktywny izotop (najczęściej Ir-192) jest wielokrotnie wsuwany i wysuwany do tego samego aplikatora w krótkich, powtarzających się impulsach dawki. Mechanicznie wygląda to bardzo podobnie do HDR, bo też używa się afterloadera krokowego, który przemieszcza źródło po kolejnych pozycjach w aplikatorze, ale kluczowa różnica jest w sposobie podawania dawki w czasie: w PDR podaje się wiele krótkich impulsów, np. co godzinę, tak żeby biologicznie przypominało to napromienianie ciągłe jak w klasycznej LDR. W praktyce klinicznej PDR jest często stosowana tam, gdzie chcemy mieć precyzję i elastyczność HDR (dokładne pozycjonowanie źródła, możliwość modyfikacji planu), ale jednocześnie zależy nam na ochronie tkanek zdrowych dzięki efektowi repopulacji i naprawy uszkodzeń DNA pomiędzy impulsami. Moim zdaniem fajne w PDR jest to, że łączy trochę dwa światy: technologię wysokiej mocy dawki z radiobiologią dawki niskiej. W zaleceniach międzynarodowych (np. ESTRO, ICRU) podkreśla się, że planowanie PDR wymaga bardzo dokładnego określenia czasu trwania impulsu, przerw między impulsami oraz całkowitej dawki, bo z punktu widzenia tkanek liczy się nie tylko suma Gy, ale też rozkład w czasie. W codziennej pracy technika czy fizyka medycznego ważne jest rozumienie, że „pulsed” w nazwie to właśnie te wielokrotne wjazdy i wyjazdy źródła do tego samego aplikatora według zaprogramowanego harmonogramu, a nie jednorazowa ekspozycja jak w HDR. Dzięki temu łatwiej odróżnić PDR od pozostałych skrótów, które mówią głównie o mocy dawki, a nie o tym specyficznym, impulsowym sposobie jej podawania.

Pytanie 21

Wskazaniem do wykonania przesiewowego badania densytometrycznego jest

A. nadczynność przysadki.
B. nadczynność przytarczyc.
C. niedoczynność przysadki.
D. niedoczynność przytarczyc.
Nadczynność przytarczyc to rzeczywiście jedno z głównych wskazań do wykonania przesiewowego badania densytometrycznego, czyli popularnego badania DXA, które ocenia gęstość mineralną kości. W praktyce lekarskiej to właśnie hiperkalcemia, wynikająca z nadmiaru parathormonu, prowadzi do wzmożonej resorpcji kości i w efekcie zwiększonego ryzyka osteoporozy oraz złamań. Z mojego doświadczenia wynika, że pacjenci z nadczynnością przytarczyc mogą nawet nie zdawać sobie sprawy z postępującej utraty masy kostnej, bo objawy są często mało charakterystyczne. Standardy postępowania, chociażby zalecenia Polskiego Towarzystwa Osteoartrologii czy międzynarodowe wytyczne, jednoznacznie wskazują na takie przewlekłe choroby endokrynologiczne jako bezwzględne wskazania do przesiewowej oceny stanu kości. W praktyce, wykrycie obniżonej gęstości kości u tych chorych pozwala zawczasu rozpocząć leczenie i zapobiec groźnym powikłaniom. Warto pamiętać, że densytometria w tej grupie pacjentów to nie tylko narzędzie diagnostyczne, ale też element monitorowania efektów terapii – moim zdaniem nie można tego bagatelizować. W codziennej pracy, jeśli widzę pacjenta z rozpoznaną nadczynnością przytarczyc, badanie DXA jest dla mnie rutyną, podobnie jak u kobiet po 65. roku życia czy pacjentów po złamaniach osteoporotycznych. Pamiętaj też, że taką diagnostykę można potem powtarzać, żeby sprawdzać, jak leczenie wpływa na gęstość kości. To naprawdę konkretne i praktyczne narzędzie w leczeniu chorób układu kostnego.

Pytanie 22

Zgodnie z obowiązującą procedurą radiologiczną zdjęcie jamy brzusznej przy podejrzeniu zapalenia nerek zostanie wykonane w projekcji

A. PA na leżąco.
B. AP na leżąco.
C. AP na stojąco.
D. PA na stojąco.
Prawidłowa jest projekcja AP na leżąco, bo przy podejrzeniu zapalenia nerek (odmiedniczkowe zapalenie nerek, kolka nerkowa, inne ostre stany w obrębie jamy brzusznej i przestrzeni zaotrzewnowej) standardowo wykonuje się klasyczne zdjęcie przeglądowe jamy brzusznej w pozycji leżącej na plecach. W projekcji AP promień główny przechodzi od strony przedniej do tylnej części ciała, a detektor leży pod plecami pacjenta. W praktyce oddziałowej to jest najbardziej powtarzalna, stabilna i bezpieczna pozycja, szczególnie dla pacjentów z bólem, gorączką, odwodnieniem, którzy często w ogóle nie są w stanie ustać prosto przy statywie. Zdjęcie AP na leżąco pozwala dobrze ocenić zarys nerek, rozmieszczenie gazu w jelitach, obecność zwapnień (np. złogi w drogach moczowych), czasem cienie tkanek miękkich w okolicy lędźwiowej. Moim zdaniem ważne jest też to, że ta projekcja minimalizuje ruchy pacjenta – leżący chory mniej się wierci, więc ostrość obrazu jest po prostu lepsza. W wielu pracowniach jest to pozycja domyślna do przeglądowego RTG brzucha, zgodna z typowymi procedurami radiologicznymi i zaleceniami opisanymi w podręcznikach techniki obrazowania. Dodatkowo, jeśli lekarz podejrzewa inny problem (np. perforację przewodu pokarmowego czy wolny gaz pod kopułami przepony), dopiero wtedy dokładamy projekcję stojącą lub boczną na leżąco, ale bazą nadal pozostaje AP na leżąco. W praktyce technik często zaczyna właśnie od tego ułożenia, a dopiero potem, na zlecenie lekarza, rozszerza badanie o kolejne projekcje lub inne metody, np. USG czy TK, bo RTG jamy brzusznej przy zapaleniu nerek jest badaniem raczej uzupełniającym niż rozstrzygającym.

Pytanie 23

Jakie symbole mają odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe w badaniu EKG?

A. V1, V2, V3
B. V4, V5, V6
C. aVR, aVL, aVF
D. I, II, III
Prawidłowo – odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mają symbole I, II, III. Nazywają się „dwubiegunowe”, bo rejestrują różnicę potencjałów pomiędzy dwiema elektrodami czynnościowymi założonymi na kończyny. W odprowadzeniu I aparat porównuje lewą rękę z prawą ręką (LA–RA), w odprowadzeniu II – lewą nogę z prawą ręką (LL–RA), a w odprowadzeniu III – lewą nogę z lewą ręką (LL–LA. W praktyce klinicznej właśnie te trzy odprowadzenia są podstawą tzw. trójkąta Einthovena, który opisuje elektryczną oś serca w płaszczyźnie czołowej. Z mojego doświadczenia, jeżeli ktoś dobrze ogarnia I, II, III, to dużo łatwiej rozumie potem interpretację osi serca, zmian niedokrwiennych czy przerostów komór. W zapisie monitorującym (np. na OIT czy w ratownictwie) najczęściej używa się właśnie odprowadzenia II, bo zwykle daje ono najwyższe, najbardziej czytelne załamki P i zespoły QRS. To jest taki „roboczy standard” w wielu oddziałach. Warto też pamiętać, że technik zakładający EKG musi poprawnie rozmieścić elektrody kończynowe (czerwony, żółty, zielony, czarny) – nawet jeśli w praktyce klinicznej często daje się je na przedramiona i podudzia, a nie na nadgarstki i kostki. Dla jakości zapisu i poprawnej interpretacji odprowadzeń I, II, III ważne jest jeszcze ograniczenie artefaktów ruchowych, dobra przyczepność elektrod i powtarzalny schemat podłączenia, zgodny z wytycznymi producenta aparatu i standardami pracowni EKG.

Pytanie 24

Który typ głowicy ultrasonograficznej przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Sektorową.
B. Konweksową.
C. Endokawitarną.
D. Liniową.
Na ilustracji pokazano klasyczną głowicę liniową, co widać po jej prostym, wydłużonym, prostokątnym froncie roboczym. Powierzchnia kontaktu z ciałem jest płaska, a krawędź aktywna ma kształt linii – stąd właśnie nazwa „liniowa”. W takiej głowicy elementy piezoelektryczne są ułożone w jednej linii, a wiązka ultradźwiękowa jest wysyłana równolegle, co daje obraz o przekroju prostokątnym, z równą szerokością od powierzchni skóry aż w głąb. Moim zdaniem to jedna z najbardziej charakterystycznych sond i warto ją rozpoznawać „na pierwszy rzut oka”.
W praktyce klinicznej głowice liniowe wykorzystuje się głównie do badań struktur położonych płytko: tarczycy, naczyń (USG dopplerowskie tętnic szyjnych, żył kończyn dolnych), narządu ruchu (ścięgna, mięśnie, stawy), piersi, moszny czy badania tkanek podskórnych. Zwykle pracują na wyższych częstotliwościach, np. 7–15 MHz, co zapewnia bardzo dobrą rozdzielczość przestrzenną kosztem mniejszej głębokości penetracji. To zgodne z dobrymi praktykami – do tkanek powierzchownych wybieramy wysoką częstotliwość i właśnie sondę liniową. W wielu zaleceniach, np. w standardach badań naczyniowych, wyraźnie podkreśla się, że do oceny tętnic szyjnych i żył kończyn należy stosować głowice liniowe wysokoczęstotliwościowe, bo tylko one dają wystarczająco szczegółowy obraz ściany naczynia i zmian miażdżycowych. Z mojego doświadczenia w pracowniach USG to jest taka „sonda pierwszego wyboru” przy każdym badaniu, gdzie interesuje nas drobny detal anatomiczny tuż pod skórą, np. nerwy obwodowe, drobne guzy podskórne czy kontrole po zabiegach chirurgicznych. Rozpoznanie jej kształtu jest więc podstawową, ale bardzo praktyczną umiejętnością w diagnostyce ultrasonograficznej.

Pytanie 25

W badaniu PETCT radioizotop ulega

A. rozpadowi γ, emitując foton promieniowania.
B. rozpadowi β -, emitując elektron.
C. rozpadowi β +, emitując pozyton.
D. rozpadowi γ, emitując pozyton.
W badaniu PET/CT kluczowe jest właśnie to, że stosowany radioizotop ulega rozpadowi β+, czyli emituje pozyton. To nie jest tylko detal z fizyki jądrowej, ale absolutna podstawa działania całej aparatury PET. Pozyton, który wylatuje z jądra, bardzo szybko zderza się z elektronem w tkankach pacjenta. Dochodzi wtedy do anihilacji – masa pary elektron–pozyton zamienia się w energię w postaci dwóch fotonów γ o energii 511 keV, wysyłanych prawie dokładnie w przeciwnych kierunkach (pod kątem ok. 180°). Detektory w gantrze PET rejestrują jednocześnie te dwa fotony, tzw. koincydencję, i na tej podstawie system rekonstruuje linię, na której zaszła anihilacja. Tak powstaje obraz rozkładu radioznacznika w organizmie.
W praktyce klinicznej w PET/CT najczęściej używa się 18F-FDG, czyli glukozy znakowanej fluorem-18, który właśnie jest emiterem β+. Dzięki temu można oceniać metabolizm glukozy w nowotworach, zapaleniach, zmianach infekcyjnych. Podobnie inne znaczniki PET, jak 11C, 13N czy 68Ga, też są emiterami pozytonów i wykorzystują dokładnie ten sam mechanizm fizyczny. Z mojego doświadczenia warto zapamiętać prostą zależność: PET = pozytony = rozpad β+. CT w tym hybrydowym badaniu dostarcza już klasycznego obrazu anatomicznego w oparciu o promieniowanie rentgenowskie, ale sama część PET zawsze opiera się na emisji pozytonów i anihilacji, a nie na zwykłej emisji fotonów γ jak w klasycznej scyntygrafii. To potem przekłada się na wysoką czułość w onkologii, planowaniu radioterapii, ocenie odpowiedzi na leczenie i w wielu protokołach zgodnych z aktualnymi wytycznymi medycyny nuklearnej.

Pytanie 26

Do prób aktywacyjnych stosowanych w badaniu EEG zalicza się

A. próbę hipowentylacyjną.
B. wstrzymanie oddechu.
C. rytmiczne błyski świetlne.
D. otwieranie i zamykanie ust.
Prawidłowo wskazana odpowiedź to rytmiczne błyski świetlne, czyli tzw. fotostymulacja. W standardowym badaniu EEG jest to jedna z podstawowych prób aktywacyjnych, obok hiperwentylacji. Polega na podawaniu pacjentowi serii błysków o różnej częstotliwości, zwykle w zakresie kilku–kilkunastu Hz, przy zamkniętych oczach. Celem jest wywołanie reakcji bioelektrycznej mózgu na bodziec wzrokowy i sprawdzenie, czy zapis EEG prawidłowo reaguje na taką stymulację. U osoby zdrowej obserwuje się tzw. odpowiedź fotyczną, zsynchronizowaną z częstotliwością błysków, bez wyładowań napadowych. U pacjentów z padaczką światłoczułą mogą pojawić się wyładowania iglicowo-falowe lub wręcz napad, dlatego badanie wykonuje się ostrożnie, zgodnie z procedurą. W praktyce technik EEG musi zadbać o prawidłowe ustawienie lampy stroboskopowej (odpowiednia odległość od oczu, kąt, natężenie światła), poinformować pacjenta, co będzie się działo, i obserwować jego stan kliniczny w trakcie fotostymulacji. Moim zdaniem ważne jest też, żeby pamiętać, że nie każdy pacjent toleruje błyski tak samo – u osób z migreną czy nadwrażliwością wzrokową trzeba być szczególnie uważnym. Z punktu widzenia standardów pracowni EEG, fotostymulacja jest elementem rutynowego protokołu, bo pozwala wykryć zmiany napadowe, które w spoczynku mogłyby się nie ujawnić. W dokumentacji opisu badania zwykle odnotowuje się, czy reakcja na stymulację świetlną była prawidłowa, czy wystąpiły zmiany napadowe, brak odpowiedzi, albo reakcja paradoksalna. To wszystko ma duże znaczenie diagnostyczne, szczególnie u młodych pacjentów z podejrzeniem padaczki idiopatycznej.

Pytanie 27

W jakich jednostkach mierzy się natężenie dźwięku?

A. W hercach (Hz).
B. W decybelach (dB).
C. W grejach (Gy).
D. W amperach (A).
Natężenie dźwięku w praktyce medycznej i technicznej opisujemy w decybelach (dB), więc wybrana odpowiedź jest jak najbardziej prawidłowa. Decybel to jednostka logarytmiczna, która porównuje poziom mierzonego sygnału (np. ciśnienia akustycznego) do wartości odniesienia. W akustyce medycznej najczęściej używa się poziomu ciśnienia akustycznego wyrażanego w dB SPL (Sound Pressure Level), gdzie punktem odniesienia jest minimalne słyszalne ciśnienie dla zdrowego ucha. Dzięki skali logarytmicznej możemy w wygodny sposób opisać bardzo duży zakres natężeń – od ledwo słyszalnego szeptu, aż po dźwięki uszkadzające słuch. W audiometrii tonalnej, którą spotkasz w diagnostyce elektromedycznej, wynik badania słuchu zapisuje się właśnie w decybelach HL (Hearing Level). Na audiogramie widzisz progi słyszenia pacjenta w dB HL dla różnych częstotliwości (w Hz), ale samo „jak głośno” jest zawsze w decybelach. Moim zdaniem to jeden z kluczowych nawyków: częstotliwość = herce, głośność / natężenie = decybele. W praktyce BHP i ochrony słuchu też operuje się decybelami, np. dopuszczalne poziomy hałasu na stanowisku pracy (np. 85 dB przez 8 godzin). W gabinecie laryngologicznym czy pracowni audiometrycznej ustawiasz poziom bodźca w dB, a nie w hercach czy amperach. W diagnostyce obrazowej i fizyce medycznej też czasem spotyka się dB, np. przy opisie wzmocnienia/ tłumienia sygnału w ultrasonografii, ale tam chodzi bardziej o poziom sygnału elektrycznego lub ultradźwiękowego. Dobrą praktyką jest zawsze doprecyzowanie, o jaki „rodzaj” dB chodzi (dB SPL, dB HL, dB(A)), ale fundament pozostaje taki sam: natężenie dźwięku opisujemy w decybelach.

Pytanie 28

Które odprowadzenie w badaniu EKG rejestruje różnice potencjałów pomiędzy lewym a prawym przedramieniem?

A. I
B. aVL
C. aVR
D. III
Prawidłowe jest odprowadzenie I, bo właśnie ono rejestruje różnicę potencjałów pomiędzy prawym a lewym przedramieniem. W standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Odprowadzenie I ma elektrodę dodatnią na lewym przedramieniu (lewa ręka – LA) i elektrodę ujemną na prawym przedramieniu (prawa ręka – RA). Czyli zapis pokazuje, jak impuls elektryczny serca „widzi” różnicę napięcia między tymi dwoma kończynami. To jest absolutna podstawa osi elektrycznej serca i ogólnej interpretacji EKG.
W praktyce, jeśli np. elektrodę z prawej ręki założysz w złym miejscu albo odwrotnie podłączysz przewody, odprowadzenie I od razu będzie wyglądało dziwnie: załamki P, zespół QRS czy T mogą się odwrócić. Dlatego technicy EKG i pielęgniarki są uczeni, żeby bardzo pilnować prawidłowego rozmieszczenia elektrod kończynowych – bo odprowadzenia I, II, III są bazą do wyliczania osi serca, a także do tworzenia odprowadzeń aVR, aVL i aVF. Moim zdaniem, jeśli ktoś dobrze rozumie dokładnie to jedno odprowadzenie, to dużo łatwiej ogarnia resztę.
W dobrych praktykach przyjmuje się, że elektrody kończynowe można zakładać nie tylko na nadgarstkach, ale też wyżej na przedramionach czy nawet na ramionach, byle zachować układ RA–LA–LL (prawa ręka, lewa ręka, lewa noga). Niezależnie od tego, czy elektroda jest trochę wyżej czy niżej, odprowadzenie I zawsze opisuje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. To też tłumaczy, dlaczego w odprowadzeniu I przy prawidłowym zapisie QRS jest najczęściej dodatni – fala depolaryzacji komór przebiega ogólnie z prawej strony klatki w lewo, więc wektor elektryczny jest skierowany mniej więcej w stronę elektrody dodatniej na lewej ręce.
Dobrze jest sobie to wyobrazić na tzw. trójkącie Einthovena: wierzchołki to prawa ręka, lewa ręka, lewa noga, a odprowadzenie I to „górna krawędź” między RA i LA. To nie jest sucha teoria – w codziennej pracy przy EKG pomaga szybko wychwycić np. odwrotne podłączenie elektrod kończynowych, bo wtedy odprowadzenie I będzie kompletnie nielogiczne w stosunku do II i III.

Pytanie 29

Glukoza podawana pacjentowi w badaniu PET jest znakowana radioaktywnym

A. torem.
B. technetem.
C. fosforem.
D. fluorem.
W badaniu PET standardowym radiofarmaceutykiem jest 18F-FDG, czyli deoksyglukoza znakowana izotopem fluoru-18. To właśnie fluor jest tutaj kluczowy. Jest to emiter pozytonów, który po podaniu dożylnym ulega rozpadowi, a powstające pozytony anihilują z elektronami w tkankach pacjenta. W wyniku anihilacji powstają dwie kwanty promieniowania gamma o energii 511 keV, lecące w przeciwnych kierunkach. Detektory w skanerze PET rejestrują te dwa fotony w koincydencji i na tej podstawie system rekonstruuje trójwymiarowy rozkład aktywności radiofarmaceutyku w organizmie. Dzięki temu można ocenić metabolizm glukozy w różnych narządach, głównie w mózgu, mięśniu sercowym oraz w tkance nowotworowej. W praktyce klinicznej 18F-FDG jest złotym standardem w onkologii, np. przy ocenie zaawansowania chłoniaków, raka płuca czy monitorowaniu odpowiedzi na chemioterapię. Moim zdaniem warto zapamiętać, że fluor-18 ma stosunkowo krótki czas połowicznego zaniku (ok. 110 minut), co z jednej strony wymaga dobrej logistyki (cyklotron, pracownia radiofarmacji, szybki transport), ale z drugiej ogranicza dawkę skuteczną dla pacjenta. Z punktu widzenia technika medycyny nuklearnej ważne jest też to, że FDG zachowuje się bardzo podobnie do naturalnej glukozy: wnika do komórek poprzez transportery GLUT, jest fosforylowana, ale dalej nie bierze udziału w glikolizie, więc „zatrzymuje się” w komórkach o wysokim metabolizmie. To właśnie pozwala obrazować ogniska nowotworowe, procesy zapalne czy żywotność mięśnia sercowego zgodnie z obowiązującymi protokołami i standardami EANM czy SNMMI.

Pytanie 30

Który załamek odzwierciedla repolaryzację komór w zapisie EKG?

A. R
B. Q
C. T
D. P
Prawidłowa odpowiedź to załamek T, bo właśnie on odzwierciedla repolaryzację komór w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG. Mówiąc prościej: depolaryzacja komór to zespół QRS, a powrót ich błony komórkowej do stanu wyjściowego (czyli repolaryzacja) zapisuje się jako załamek T. W praktyce klinicznej obserwacja kształtu, wysokości i kierunku załamka T jest kluczowa np. w rozpoznawaniu niedokrwienia mięśnia sercowego, zawału, zaburzeń elektrolitowych (zwłaszcza potasu i wapnia) czy działań niepożądanych niektórych leków, np. antyarytmicznych. W dobrych standardach opisu EKG zawsze ocenia się załamki P, zespół QRS, odcinek ST i załamek T – nie można go pomijać, bo często to właśnie subtelna zmiana T jest pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak. Moim zdaniem, jeżeli ktoś chce dobrze ogarniać EKG w praktyce, powinien wyrobić sobie nawyk porównywania załamka T w poszczególnych odprowadzeniach, zwracając uwagę czy jest symetryczny, czy spłaszczony, czy odwrócony. W ratownictwie medycznym czy na oddziale intensywnej terapii szybkie wychwycenie wysokich, ostro zakończonych załamków T może sugerować hiperkaliemię, co jest potencjalnie stanem zagrożenia życia. Z kolei głębokie, ujemne załamki T w odprowadzeniach przedsercowych mogą wskazywać na świeże niedokrwienie lub tzw. zespół Wellensa. W technice diagnostyki elektromedycznej ważne jest też, żeby pamiętać, że artefakty, złe przyleganie elektrod czy napięcie mięśni pacjenta mogą zniekształcać załamek T, dlatego zawsze warto oceniać EKG w kontekście klinicznym i jakości zapisu, zgodnie z obowiązującymi standardami opisów EKG.

Pytanie 31

Na skanie rezonansu magnetycznego serca oznaczono

Ilustracja do pytania
A. przedsionek lewy.
B. przedsionek prawy.
C. komorę prawą.
D. komorę lewą.
W tym zadaniu kluczowe jest poprawne zorientowanie się w przekroju poprzecznym klatki piersiowej w badaniu MR. Na ekranie urządzenia prawa strona pacjenta jest po lewej stronie obrazu, a lewa po prawej, co często wprowadza w błąd osoby zaczynające przygodę z diagnostyką obrazową serca. Jeśli tego się nie uwzględni, łatwo pomylić komory z przedsionkami lub zamienić stronami cały obraz. Przedsionki leżą bardziej ku górze i tyłowi w stosunku do komór oraz mają cieńsze ściany i mniejszą objętość w tej płaszczyźnie. Na typowym przekroju poprzecznym serca, takim jak na tym MR, przedsionki nie dominują obrazowo; zwykle widzimy je raczej w wyższych poziomach przekroju, często częściowo zasłonięte przez duże naczynia żylne. Dlatego wskazanie przedsionka prawego lub lewego wynika zazwyczaj z prostego założenia: „jamy po stronie prawej to przedsionki, a po lewej komory”, co jest myśleniem zbyt uproszczonym i po prostu mylnym. Pomyłki pojawiają się też, gdy ktoś kieruje się wyłącznie wielkością jamy – zakładając, że większa i bardziej okrągła przestrzeń to prawa komora, a mniejsza to lewa. W rzeczywistości lewa komora ma grubszy mięsień i częściej wygląda na bardziej zwartą, masywną strukturę położoną bliżej kręgosłupa, natomiast prawa komora jest wysunięta do przodu, ma cieńszą ścianę i kształt półksiężyca otaczającego część lewej komory. W dobrych praktykach interpretacji MR serca podkreśla się konieczność równoczesnej oceny położenia względem mostka i kręgosłupa, grubości ściany, kształtu jamy oraz relacji do dużych naczyń, a nie opierania się na jednym, przypadkowym wrażeniu. Z mojego doświadczenia wynika, że dopiero świadome stosowanie tych zasad pozwala unikać typowych błędów, takich jak zamiana przedsionka z komorą czy pomylenie strony prawej z lewą, co ma realne konsekwencje przy opisie kardiomiopatii, wad zastawkowych czy nadciśnienia płucnego.

Pytanie 32

Ligand stosuje się

A. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący negatywny.
B. w rezonansie magnetycznym jako środek kontrastujący pozytywny.
C. w medycynie nuklearnej jako nośnik radiofarmaceutyku.
D. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący pozytywny.
Prawidłowo – ligand w tym kontekście to związek chemiczny, który wiąże się selektywnie z określonym celem biologicznym, np. receptorem, enzymem czy transporterem, i właśnie w medycynie nuklearnej pełni rolę nośnika radiofarmaceutyku. Mówiąc prościej: ligand „prowadzi za rękę” izotop promieniotwórczy dokładnie tam, gdzie chcemy zobaczyć czynność narządu albo ognisko chorobowe. Radioizotop sam z siebie nie jest wybiórczy, dopiero połączenie go z odpowiednim ligandem tworzy radiofarmaceutyk o określonej tropowości, np. do kości, mięśnia sercowego, guzów neuroendokrynnych czy receptorów dopaminergicznych. W scyntygrafii kości używa się ligandów fosfonianowych znakowanych technetem-99m, które gromadzą się w miejscach wzmożonego metabolizmu kostnego. W scyntygrafii perfuzyjnej serca mamy ligandy lipofilne, które wnikają do kardiomiocytów proporcjonalnie do przepływu krwi. W PET z kolei typowym przykładem jest 18F-FDG, gdzie ligandem jest analog glukozy, a izotopem fluor-18. Z mojego doświadczenia to właśnie zrozumienie roli liganda tłumaczy, czemu dwa różne radiofarmaceutyki z tym samym izotopem mogą mieć zupełnie inne wskazania. Dobre praktyki w medycynie nuklearnej wymagają bardzo świadomego doboru liganda do konkretnego badania: bierzemy pod uwagę farmakokinetykę, specyficzność wiązania, szybkość eliminacji, a także bezpieczeństwo dla pacjenta. W wytycznych EANM czy IAEA wyraźnie podkreśla się, że to właściwości liganda decydują o jakości obrazowania funkcjonalnego, a nie tylko sam izotop. Dlatego poprawne skojarzenie pojęcia „ligand” z nośnikiem radiofarmaceutyku w medycynie nuklearnej jest bardzo istotne i praktycznie przydatne w pracy z gammakamerą czy PET.

Pytanie 33

Który parametr ekspozycji ma decydujący wpływ na kontrast obrazu rentgenowskiego?

A. Filtracja [mm Al].
B. Iloczyn natężenia promieniowania i czasu [mAs].
C. Odległość źródła promieniowania od detektora [cm].
D. Napięcie na lampie [kV].
Prawidłowo wskazany parametr to napięcie na lampie [kV], bo to ono w praktyce najbardziej „rządzi” kontrastem obrazu rentgenowskiego. Z fizycznego punktu widzenia kV decyduje o energii fotonów promieniowania X. Im wyższe napięcie, tym bardziej przenikliwe promieniowanie, tym mniejsza różnica w pochłanianiu między tkankami o różnej gęstości i liczbie atomowej. Efekt jest taki, że kontrast maleje – obraz staje się bardziej „szary”, z mniejszym odróżnieniem struktur. Przy niższym kV fotony mają mniejszą energię, silniej ujawniają się różnice pochłaniania między np. kością a tkanką miękką, więc kontrast rośnie. W praktyce, w dobrych pracowniach RTG, dobór kV jest kluczowym elementem protokołu badania: do zdjęć klatki piersiowej u dorosłych stosuje się zwykle wyższe kV (np. 100–130 kV), żeby uzyskać niski kontrast, ale dobrą wizualizację całej objętości klatki i zmniejszyć dawkę. Natomiast do zdjęć kości, np. ręki czy stopy, używa się niższych napięć (55–65 kV), żeby podkreślić różnice między korą kostną, jamą szpikową i otaczającymi tkankami miękkimi. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: kV to przede wszystkim kontrast, a mAs to głównie jasność/zaszumienie (czyli ekspozycja). Oczywiście w praktyce wszystko się trochę przenika, ale w standardach radiologicznych i w podręcznikach fizyki medycznej właśnie tak to się uczy. Dobrą praktyką jest też to, że technik nie zmienia kV „na oko”, tylko trzyma się ustalonych protokołów dla danej projekcji i typu pacjenta, modyfikując kV świadomie, np. przy pacjencie otyłym albo u dziecka, pamiętając o wpływie na kontrast i dawkę.

Pytanie 34

Fala głosowa rozchodzi się

A. w cieczach i próżni.
B. w gazach i cieczach.
C. w gazach, cieczach i próżni.
D. w gazach i próżni.
Poprawnie – fala głosowa, czyli fala akustyczna, w fizyce jest falą mechaniczną. To znaczy, że do swojego rozchodzenia się potrzebuje ośrodka materialnego, w którym cząsteczki mogą drgać i przekazywać energię dalej. Takim ośrodkiem mogą być gazy (np. powietrze), ciecze (np. woda) albo ciała stałe. W próżni nie ma cząsteczek, więc nie ma co drgać i klasyczna fala dźwiękowa po prostu nie może się tam rozchodzić. Dlatego odpowiedź „w gazach i cieczach” jest merytorycznie poprawna, chociaż warto pamiętać, że w rzeczywistości dźwięk rozchodzi się też w ciałach stałych.
W praktyce medycznej i okołomedycznej ma to spore znaczenie. W audiometrii, badaniach słuchu czy przy kalibracji sprzętu do pomiaru hałasu zakłada się, że fala dźwiękowa biegnie głównie w powietrzu, czyli w gazie. Z kolei w ultrasonografii medycznej wykorzystujemy rozchodzenie się fal mechanicznych w tkankach, które fizycznie zachowują się jak różne ciecze i ciała stałe – stąd żel USG, żeby poprawić sprzężenie między głowicą a skórą, bo powietrze bardzo słabo przewodzi ultradźwięki. Moim zdaniem to jedno z tych prostych pytań, które później ułatwia zrozumienie, czemu np. badanie USG nie działa w powietrzu i czemu w kosmosie, w próżni, nie „słychać” eksplozji mimo że mogą emitować promieniowanie elektromagnetyczne. W dobrych praktykach technicznych zawsze rozróżniamy fale mechaniczne (wymagające ośrodka, jak dźwięk) od fal elektromagnetycznych (np. promieniowanie RTG, radiowe), które mogą iść w próżni.

Pytanie 35

Na elektrokardiogramie uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. migotanie komór.
B. migotanie przedsionków.
C. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
D. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
Na przedstawionym zapisie EKG widać typowy obraz migotania przedsionków. Kluczowa cecha, na którą zawsze warto patrzeć, to brak wyraźnych, regularnych załamków P przed zespołami QRS. Zamiast nich linia izoelektryczna jest lekko „pofalowana” – widoczne są drobne, nieregularne fale przedsionkowe (tzw. fale f). Do tego dochodzi całkowicie niemiarowa, „chaotyczna” częstość zespołów QRS, czyli tzw. rytm całkowicie niemiarowy. W praktyce mówi się często: brak P, nieregularne R–R, obecne drobne fale – myślimy o migotaniu przedsionków.
W codziennej pracy technika czy pielęgniarki EKG ważne jest, żeby przy każdym opisie rytmu świadomie przejść prosty schemat: najpierw ocena regularności odstępów R–R, potem szukanie załamków P, następnie ocena szerokości QRS. W migotaniu przedsionków QRS-y są zwykle wąskie (jeśli nie ma jednocześnie bloku odnóg), co też widać w tym przykładzie. Taki zapis oznacza, że skurcze przedsionków są całkowicie chaotyczne, a węzeł przedsionkowo‑komorowy przepuszcza impulsy w sposób nieregularny.
Z praktycznego punktu widzenia rozpoznanie AF na EKG ma ogromne znaczenie kliniczne: pacjent z takim zapisem wymaga oceny ryzyka zatorowości (skala CHA₂DS₂‑VASc), często wdrożenia leczenia przeciwkrzepliwego i kontroli częstości rytmu komór. W standardach postępowania (m.in. wytyczne ESC) podkreśla się, że pojedynczy 12‑odprowadzeniowy zapis EKG z typowym obrazem, jak tutaj, wystarcza do potwierdzenia rozpoznania. Moim zdaniem warto sobie takie klasyczne przykłady „wdrukować w pamięć”, bo potem na dyżurze, gdy trzeba szybko ocenić monitor czy wydruk z aparatu, decyzja jest znacznie prostsza i pewniejsza. Ten rodzaj zadania dobrze uczy patrzenia na rytm całościowo, a nie tylko na pojedynczy odprowadzenie.

Pytanie 36

Które środki kontrastujące wykorzystywane są w diagnostyce rezonansem magnetycznym?

A. Środki na bazie siarczanu baru.
B. Jodowe, nierozpuszczalne w wodzie.
C. Środki na bazie gadolinu.
D. Jodowe, rozpuszczalne w wodzie.
Prawidłowo – w diagnostyce rezonansem magnetycznym standardowo stosuje się paramagnetyczne środki kontrastujące na bazie gadolinu. Gadolinium samo w sobie jest silnie toksycznym metalem ciężkim, ale w kontrastach MR występuje w postaci chelatów, czyli związków kompleksowych, które wiążą jon gadolinu i dzięki temu znacznie zmniejszają jego toksyczność i poprawiają bezpieczeństwo kliniczne. Mechanizm działania takiego kontrastu jest inny niż w klasycznej radiologii: gadolin nie pochłania promieniowania rentgenowskiego, tylko skraca czasy relaksacji T1 (głównie) i T2 protonów wody w tkankach. W praktyce oznacza to, że struktury, które gromadzą gadolin, stają się jaśniejsze (hiperintensywne) na obrazach T1-zależnych. W codziennej pracy używa się go np. w diagnostyce guzów mózgu, zmian demielinizacyjnych w SM, ocenie zapalenia opon, w badaniach serca (blizna pozawałowa, kardiomiopatie) czy przy ocenie unaczynienia guzów wątroby i nerek. Moim zdaniem warto zapamiętać, że kontrast MR to przede wszystkim gadolin, a nie jod czy bar. Dobre praktyki mówią o konieczności oceny czynności nerek (eGFR) przed podaniem gadolinu, szczególnie u pacjentów z niewydolnością nerek, ze względu na ryzyko nefrogennego układowego zwłóknienia (NSF) przy starszych preparatach. Obecnie preferuje się tzw. środki makrocykliczne, które są bardziej stabilne chemicznie i uznawane za bezpieczniejsze. W MR stosuje się też specjalne protokoły dynamiczne po kontraście (np. badania wątroby, piersi), gdzie obserwuje się fazy wzmocnienia w czasie, co pomaga różnicować zmiany łagodne i złośliwe. W praktyce technika i lekarz opisujący zawsze powinni dobrać odpowiednią dawkę, sekwencje T1-zależne i czas podania, żeby wzmocnienie kontrastowe było maksymalnie diagnostyczne.

Pytanie 37

Którą metodę badania zastosowano w obrazowaniu stawu kolanowego?

Ilustracja do pytania
A. TK z kontrastem.
B. TK.
C. MR, obraz T1- zależny.
D. MR, obraz T2- zależny.
Na obrazie widzisz typowe badanie MR stawu kolanowego w sekwencji T1‑zależnej, w projekcji strzałkowej. Świadczy o tym kilka charakterystycznych cech: tkanka tłuszczowa (szpik kostny w nasadach kości, tkanka podskórna) jest bardzo jasna, jednorodna, natomiast płyn stawowy i chrząstka są relatywnie ciemne. W obrazach T1‑zależnych kontrast pomiędzy tłuszczem a innymi tkankami jest wyraźny, co ułatwia ocenę budowy anatomicznej: kształtu nasad kości, ciągłości więzadeł, struktur łąkotek, relacji mięśni i ścięgien. Moim zdaniem to jest właśnie główny powód, dla którego T1 traktuje się często jako obraz „anatomiczny” – bardzo czytelny do nauki i do planowania dalszej diagnostyki.
W praktyce klinicznej sekwencje T1‑zależne stosuje się do oceny szpiku kostnego (np. nacieki nowotworowe, pourazowe ogniska krwotoczne), do wstępnej oceny zarysów łąkotek i więzadeł, a także po podaniu kontrastu gadolinowego, gdzie obszary patologicznego wzmocnienia wyróżniają się na tle jasnego tłuszczu. W standardowych protokołach MR stawu kolanowego (np. wg zaleceń ESSR – European Society of Musculoskeletal Radiology) zawsze znajdują się obrazy T1, właśnie ze względu na dobrą wizualizację anatomii i szpiku.
Warto kojarzyć: TK i TK z kontrastem dają zupełnie inną teksturę obrazu (szarości kości, brak tak mocno świecącego tłuszczu), a w typowym T2 płyn jest bardzo jasny. Tutaj jest odwrotnie – płyn nie „świeci”, co jednoznacznie kieruje na MR, obraz T1‑zależny. Rozpoznanie typu sekwencji po wyglądzie tkanek to praktyczna umiejętność w pracowni diagnostyki obrazowej – pomaga od razu zorientować się, co dokładnie oglądamy i jakie informacje można z tego obrazu wyciągnąć.

Pytanie 38

Celem radioterapii paliatywnej nie jest

A. trwałe wyleczenie.
B. zmniejszenie dolegliwości bólowych.
C. zahamowanie procesu nowotworowego.
D. przedłużenie życia.
Prawidłowo wskazana odpowiedź „trwałe wyleczenie” dobrze oddaje sens radioterapii paliatywnej. Napromienianie paliatywne stosuje się u chorych, u których nowotwór jest najczęściej uogólniony, nieoperacyjny albo bardzo zaawansowany miejscowo i szanse na całkowite wyleczenie są znikome. Celem takiego leczenia nie jest więc radykalne usunięcie choroby, tylko poprawa jakości życia pacjenta. W praktyce oznacza to głównie zmniejszenie dolegliwości bólowych, redukcję krwawień z guza, zmniejszenie duszności przy naciekach na płuca czy oskrzela, a także zapobieganie powikłaniom, takim jak złamania patologiczne w przerzutach do kości czy ucisk na rdzeń kręgowy. Typowe są krótsze schematy frakcjonowania (np. 8 Gy jednorazowo, 5×4 Gy, 10×3 Gy), bo liczy się szybki efekt objawowy, a nie maksymalne „dobicie” guza. Standardy i wytyczne (np. ESMO, ESTRO) podkreślają, że w paliacji akceptuje się pewien stopień progresji choroby, o ile pacjent ma mniej objawów i funkcjonuje lepiej w życiu codziennym. Dlatego pozostałe odpowiedzi – przedłużenie życia, łagodzenie bólu i częściowe zahamowanie procesu nowotworowego – jak najbardziej mieszczą się w realnych, praktycznych celach radioterapii paliatywnej. Moim zdaniem ważne jest, żeby zawsze pamiętać o rozmowie z pacjentem: jasno tłumaczymy, że nie „wyleczymy” nowotworu, ale możemy sprawić, że będzie mniej boleć, łatwiej będzie się poruszać i ogólnie komfort życia się poprawi, czasem nawet na dłuższy okres niż wszyscy się spodziewają.

Pytanie 39

Kryterium rozpoznawczym dla fali δ (delta) w badaniu EKG jest

A. obniżenie odcinka ST.
B. zażębienie na ramieniu zstępującym załamka R.
C. uniesienie odcinka ST.
D. zażębienie na ramieniu wstępującym załamka R.
Prawidłowo wskazana fala δ (delta) to właśnie to charakterystyczne „zażębienie” na ramieniu wstępującym załamka R. W praktyce wygląda to tak, że początek zespołu QRS nie jest stromy i ostry, tylko jakby „rozmyty” i lekko zaokrąglony, z takim delikatnym ząbkiem na początku R. Jest to klasyczny obraz preekscytacji komór, najczęściej w zespole Wolffa-Parkinsona-White’a (WPW). Elektrofizjologicznie oznacza to, że część komory jest pobudzana wcześniej przez dodatkową drogę przewodzenia (pęczek Kenta), zanim impuls przejdzie prawidłowo przez węzeł AV i układ Hisa-Purkinjego. Moim zdaniem warto to sobie dobrze „wryć w pamięć”, bo jak raz zobaczysz typową falę delta, to potem łatwo ją rozpoznasz. W standardach interpretacji EKG (np. zalecenia ESC) podkreśla się, że fala δ idzie w pakiecie z poszerzeniem QRS i skróceniem odstępu PQ/PR. W codziennej pracy technika czy pielęgniarki kardiologicznej znajomość tego objawu jest ważna, bo pacjent z WPW ma zwiększone ryzyko groźnych tachyarytmii, zwłaszcza przy współistniejącym migotaniu przedsionków. Warto też zwrócić uwagę, że fala delta jest najlepiej widoczna w odprowadzeniach, gdzie załamek R jest dominujący, często w V3–V6. W praktyce, przy opisie EKG, dobrze jest celowo „przeskanować” początek każdego zespołu QRS i szukać tego subtelnego zaokrąglenia. Jeśli jest wątpliwość, przydatne bywa powiększenie zapisu lub porównanie z wcześniejszym EKG pacjenta, żeby ocenić, czy to cecha stała i czy koreluje ze skróconym PQ. Taka systematyczna analiza zgodna z dobrymi praktykami interpretacji EKG naprawdę zmniejsza ryzyko przeoczenia zespołu preekscytacji.

Pytanie 40

Które środki kontrastujące wykorzystywane są w diagnostyce rezonansem magnetycznym?

A. Środki na bazie gadolinu.
B. Jodowe, nierozpuszczalne w wodzie.
C. Środki na bazie siarczanu baru.
D. Jodowe, rozpuszczalne w wodzie.
Prawidłowo – w diagnostyce rezonansem magnetycznym standardowo wykorzystuje się paramagnetyczne środki kontrastujące na bazie gadolinu. To są związki chelatowe gadolinu (np. gadobutrol, gadopentetat, gadoterat), które skracają czasy relaksacji T1 protonów wody, przez co badane struktury po podaniu kontrastu stają się jaśniejsze na obrazach T1-zależnych. Dzięki temu można lepiej uwidocznić zmiany zapalne, nowotworowe, naczyniowe czy zaburzenia bariery krew–mózg. W praktyce klinicznej gadolin stosuje się np. w badaniach MR mózgu przy podejrzeniu guza, stwardnienia rozsianego, przerzutów, w angio-MR (MRA) tętnic szyjnych czy tętnic kończyn dolnych, a także w badaniach serca i wątroby. Co ważne, środki gadolinowe są z założenia wodnorozpuszczalne i podawane dożylnie w dawkach mierzonych w mmol/kg, zgodnie z zaleceniami producenta i wytycznymi towarzystw radiologicznych. W odróżnieniu od kontrastów jodowych używanych w TK, gadolin nie opiera się na pochłanianiu promieniowania jonizującego, tylko na modyfikowaniu właściwości magnetycznych tkanek, co jest spójne z fizyką MRI. W dobrych praktykach zawsze zwraca się uwagę na ocenę czynności nerek przed podaniem gadolinu (szczególnie eGFR), ponieważ u pacjentów z ciężką niewydolnością nerek istnieje ryzyko nefrogennego układowego włóknienia, chociaż przy nowocześniejszych, makrocyklicznych preparatach jest ono bardzo małe. Moim zdaniem warto też pamiętać, że w MRI nie stosuje się klasycznych kontrastów barytowych ani typowych jodowych kontrastów do przewodu pokarmowego – to częste pytanie na egzaminach i w praktyce bywa mylone przez osoby przyzwyczajone do RTG i TK.