Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Protetyk słuchu
  • Kwalifikacja: MED.05 - Świadczenie usług medycznych w zakresie badania i protezowania słuchu
  • Data rozpoczęcia: 8 czerwca 2026 16:33
  • Data zakończenia: 8 czerwca 2026 16:45

Egzamin zdany!

Wynik: 33/40 punktów (82,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Na hali produkcyjnej w firmie stolarskiej panuje nadmierny hałas. Jakie rozwiązanie powinien zapewnić pracodawca po uwzględnieniu, że pracownicy w trakcie pracy muszą porozumiewać się ze sobą oraz słyszeć sygnały ostrzegawcze?

A. Ekrany przeciwhałasowe.
B. Indywidualne wkładki przeciwhałasowe.
C. Piankowe zatyczki do uszu.
D. Kabiny dźwiękoizolacyjne.
Wybór indywidualnych wkładek przeciwhałasowych jest tu najbardziej sensownym i zgodnym z praktyką BHP rozwiązaniem. Takie wkładki projektuje się tak, żeby skutecznie obniżały poziom hałasu do wartości poniżej progu szkodliwości, a jednocześnie nie odcinały całkowicie użytkownika od otoczenia akustycznego. Innymi słowy: tłumią głównie hałas tła i szum maszyn, ale pozwalają dalej słyszeć mowę i sygnały ostrzegawcze w istotnym paśmie częstotliwości. W nowoczesnych systemach ochrony słuchu stosuje się często filtry akustyczne o tzw. wyrównanym tłumieniu, które nie zniekształcają tak bardzo widma dźwięku – pracownik ma wrażenie, że słyszy „ciszej”, ale nadal wyraźnie. Moim zdaniem to jest złoty środek między bezpieczeństwem a komunikacją. Z punktu widzenia norm (np. PN-EN dotyczących ochronników słuchu) kluczowe jest, żeby po założeniu ochronnika poziom ekspozycji na hałas spadał do wartości dopuszczalnych, ale nie poniżej takiego poziomu, który uniemożliwia percepcję sygnałów alarmowych. Dlatego przed doborem ochronników robi się pomiary natężenia hałasu, ocenia widmo częstotliwościowe oraz analizuje, jakie sygnały ostrzegawcze występują na hali (dźwięk wózka widłowego, syrena, gong, komunikaty głosowe). Wkładki indywidualne, dobrze dopasowane do ucha pracownika, zapewniają stabilne tłumienie, są wygodne przy długotrwałym noszeniu i zmniejszają ryzyko urazu akustycznego, przewlekłego niedosłuchu zawodowego czy szumów usznych. W praktyce na halach produkcyjnych, w warsztatach stolarskich czy w obróbce metalu takie rozwiązanie jest standardem – szczególnie tam, gdzie zatyczki piankowe za bardzo „odcinają” od otoczenia, a nauszniki są niewygodne lub kolidują z innymi środkami ochrony indywidualnej.

Pytanie 2

Jakie informacje uzyskane od pacjenta nie są istotne dla protetyka słuchu podczas przeprowadzania wywiadu?

A. Wiek pacjenta.
B. Przebyte zabiegi, operacje uszu.
C. Czas, od kiedy istnieje niedosłuch.
D. Przebyte choroby zakaźne.
W tym pytaniu chodzi o wywiad typowo protetyczny, a nie ogólnomedyczny. Dlatego odpowiedź „przebyte choroby zakaźne” jest najmniej istotna dla protetyka słuchu w codziennej praktyce. Protetyk koncentruje się głównie na informacjach, które mają bezpośredni wpływ na rodzaj niedosłuchu, dobór aparatu słuchowego, wkładki usznej oraz sposób rehabilitacji słuchu. Dane o chorobach zakaźnych zwykle nie zmieniają decyzji dotyczących typu aparatu, ustawień wzmocnienia, wyboru wkładki czy planu treningu słuchowego. Oczywiście, w medycynie ogólnej to ważny element historii choroby, ale w protetyce słuchu rutynowo nie ma kluczowego znaczenia diagnostycznego.
Moim zdaniem najważniejsze jest tu rozróżnienie: co jest „fajnie wiedzieć”, a co jest „koniecznie trzeba wiedzieć, żeby dobrze dopasować aparat”. Wiek pacjenta ma bezpośredni wpływ na dobór typu aparatu (np. BTE u małych dzieci ze względu na bezpieczeństwo i rosnące ucho), na strategię rehabilitacji, a także na oczekiwania co do obsługi skomplikowanych funkcji, jak łączność Bluetooth czy aplikacje w telefonie. Przebyte zabiegi i operacje uszu są kluczowe, bo mogą wskazywać na nietypową anatomię przewodu słuchowego, perforacje błony bębenkowej, mastoidektomię czy inne zmiany, które wymuszają np. stosowanie specjalnych wkładek wentylowanych albo innego typu aparatu (czasem nawet systemu BAHA). Z kolei informacja, od kiedy istnieje niedosłuch, pozwala ocenić ryzyko deprywacji słuchowej, poziom przyzwyczajenia do dźwięków, a także realne rokowania co do efektów aparatyzacji. Standardy dobrej praktyki w protetyce słuchu mówią wprost: wywiad ma być ukierunkowany na słuch, komunikację i anatomię ucha, a nie na całą historię chorób pacjenta. Dlatego choroby zakaźne, o ile nie miały bezpośredniego wpływu na narząd słuchu (np. ciężkie zapalenie opon z uszkodzeniem ślimaka), nie są elementem kluczowym. W praktyce protetyk czasem o nie zapyta, ale raczej „przy okazji”, a nie jako podstawowy punkt wywiadu specjalistycznego.

Pytanie 3

Aby uzyskać większe wzmocnienie w zakresie wysokich częstotliwości, przy braku możliwości dalszej regulacji aparatu słuchowego, należy zastosować wkładkę

A. z wierceniem równoległym.
B. o większej średnicy dźwiękowodu.
C. z wierceniem typu Y.
D. z otworem wentylacyjnym typu Vario-Ventil.
To pytanie dość sprytnie miesza różne typy wierceń i rozwiązań wentylacyjnych, które kojarzą się z akustyką wkładki, ale nie wszystkie realnie podnoszą wzmocnienie w zakresie wysokich częstotliwości. Intuicyjnie wiele osób myśli: więcej otworów, więcej „przewiewu”, to pewnie i więcej wysokich tonów. W praktyce jest często odwrotnie – otwory wentylacyjne i dodatkowe wiercenia raczej rozładowują ciśnienie akustyczne w uchu i zmniejszają efektywne wzmocnienie, zwłaszcza w górnym paśmie. Wiercenia typu Y oraz wiercenia równoległe są stosowane głównie po to, żeby poprawić komfort noszenia, zmniejszyć efekt okluzji, czasem trochę wygładzić charakterystykę przenoszenia w niższych częstotliwościach. Nie są to rozwiązania projektowane jako „booster” dla wysokich tonów, tylko jako sposób na kontrolę rezonansów i ciśnienia w przewodzie słuchowym. Jeśli zaczniemy wprowadzać dodatkowe kanały w wkładce, część energii akustycznej – szczególnie w średnim i wysokim paśmie – po prostu ucieka, zamiast być sprawnie doprowadzona do błony bębenkowej. Podobnie z otworem wentylacyjnym typu Vario-Ventil: jego główna rola to regulowana wentylacja ucha, redukcja efektu okluzji oraz poprawa komfortu przy dłuższym noszeniu aparatu. Moim zdaniem to bardzo fajne rozwiązanie dla osób wrażliwych na własny głos czy uczucie zatkania, ale z punktu widzenia wzmocnienia wysokich częstotliwości jest to raczej kompromis niż zysk. Im większa i bardziej „aktywna” wentylacja, tym mniejsze akustyczne uszczelnienie i tym większa utrata wzmocnienia, przede wszystkim w wyższych częstotliwościach. Typowy błąd myślowy polega na utożsamianiu „większego otwarcia” wkładki z lepszym przenoszeniem wysokich tonów, bo kojarzy się to z głośnikami wysokotonowymi w akustyce ogólnej. W uchu jest jednak inaczej: aparat słuchowy pracuje w bardzo małej, zamkniętej objętości i każdy dodatkowy kanał jest jak zawór upustu energii. Dlatego, gdy brakuje wzmocnienia wysokich częstotliwości i nie mamy już pola manewru w ustawieniach aparatu, standardowe dobre praktyki protetyczne sugerują optymalizację geometrii dźwiękowodu – w tym zwiększenie jego średnicy – a nie dokładanie wierceń czy zwiększanie wentylacji. Warto o tym pamiętać przy projektowaniu wkładek, żeby nie wpaść w pułapkę „im więcej otworów, tym lepiej”, bo akustycznie to po prostu nie działa.

Pytanie 4

Do skutków wrodzonego niedosłuchu jednostronnego zalicza się

A. występowanie nosowania w mowie.
B. okresową deprywację słuchową.
C. brak gaworzenia w okresie niemowlęcym.
D. zaburzenie artykulacyjne (seplenienie boczne).
Prawidłowo wskazany skutek wrodzonego niedosłuchu jednostronnego to zaburzenie artykulacyjne, w tym typowe seplenienie boczne. U dziecka, które od urodzenia gorzej słyszy jednym uchem, występują trudności z prawidłową kontrolą słuchową własnej mowy. Słuch działa wtedy trochę asymetrycznie – z jednej strony mózg dostaje pełną informację akustyczną, a z drugiej zubożoną. To zaburza precyzyjne różnicowanie głosek, szczególnie tych o zbliżonym brzmieniu i skomplikowanej artykulacji, jak głoski szczelinowe i boczne. Stąd częste są właśnie boczne realizacje głosek syczących i szumiących, czyli klasyczne seplenienie boczne. W praktyce logopedycznej i audiologicznej przy jednostronnym niedosłuchu zawsze zwraca się uwagę nie tylko na próg słyszenia, ale też na jakość mowy dziecka – zgodnie z dobrą praktyką kliniczną zaleca się wczesną diagnostykę logopedyczną i wprowadzenie ćwiczeń artykulacyjnych. W wytycznych dotyczących postępowania z dziećmi z ubytkiem słuchu (np. zalecenia towarzystw audiologicznych) podkreśla się, że nawet jednostronny niedosłuch może prowadzić do subtelnych, ale istotnych zaburzeń mowy, które potem utrwalają się w nawykowych wzorcach artykulacyjnych. Moim zdaniem ważne jest, żeby w gabinecie nie lekceważyć jednostronnego ubytku – dzieci zwykle „dają sobie radę” komunikacyjnie, ale właśnie na poziomie artykulacji widać, że coś jest nie tak. Dlatego dobrym standardem jest równoległa współpraca audiologa, foniatry i logopedy, a także kontrola postępów w terapii mowy w miarę wyrównywania warunków słuchowych (aparatowanie, systemy wspomagające, ochrona ucha lepiej słyszącego).

Pytanie 5

Wykorzystanie do produkcji aparatów wewnątrzusznych metody SLA pozwala na

A. rezygnację z pobierania wycisku ucha.
B. wykonanie negatywu wycisku ucha.
C. rezygnację ze skanowania wycisku.
D. wykonanie jak najmniejszej obudowy.
Metoda SLA (stereolitografia) w otoplastyce i przy produkcji aparatów wewnątrzusznych jest wykorzystywana głównie po to, żeby maksymalnie zoptymalizować kształt i wielkość obudowy. Dzięki cyfrowemu modelowaniu 3D kanału słuchowego i małżowiny można tak „ułożyć” elektronikę w przestrzeni, żeby obudowa była jak najmniejsza, a jednocześnie zachowała odpowiednią grubość ścianek, wytrzymałość mechaniczną i szczelność akustyczną. W praktyce oznacza to, że technik ma możliwość bardzo precyzyjnej korekty kształtu w programie CAD, np. spłaszczenia niektórych fragmentów, odsunięcia obudowy od chrząstki czy lepszego uformowania części wchodzącej w cieśń kanału. Przy aparatach typu CIC czy IIC to jest wręcz kluczowe – im mniejsza i lepiej dopasowana obudowa, tym wyższy komfort użytkownika, mniejsze ryzyko podrażnień skóry i lepsza akceptacja estetyczna. Moim zdaniem to właśnie podejście cyfrowe, typowe dla technologii SLA, pozwala trzymać się dobrych praktyk branżowych: standaryzowane grubości ścianek, powtarzalność, możliwość łatwej modyfikacji przy kolejnych aparatach dla tego samego pacjenta. Wykonanie jak najmniejszej obudowy nie oznacza tu „na siłę najmniejszej”, tylko optymalnej – takiej, która zostawia miejsce na wentylację (otwór wentylacyjny), odpowiednie ułożenie mikrofonu, słuchawki i elementów zasilania, a jednocześnie dobrze uszczelnia kanał, żeby ograniczyć sprzężenie zwrotne. W dobrze prowadzonym laboratorium otoplastycznym technologia SLA jest po prostu standardem przy nowoczesnych aparatach ITE/ITC/CIC, bo daje dużą kontrolę nad geometrią i pozwala zachować spójność z procedurami jakości ISO oraz zaleceniami producentów systemów CAD/CAM dla protetyki słuchu.

Pytanie 6

U dziecka powyżej 4. roku życia z jednostronną głuchotą odbiorczą powinno się zastosować

A. implant hybrydowy.
B. aparat na przewodnictwo powietrzne.
C. aparat na przewodnictwo kostne w opasce.
D. system CROS.
W jednostronnej głuchocie odbiorczej kluczowe jest zrozumienie, że problem nie polega na „za słabym” dźwięku, tylko na braku użytecznego przetwarzania sygnału w uchu głuchym. To jest najczęstsze źródło błędnego myślenia: skoro dziecko nie słyszy z jednej strony, to wystarczy „mocniejszy aparat” na tym uchu. Niestety, jeśli ślimak lub nerw słuchowy są niesprawne, samo wzmacnianie bodźca nic nie da. Aparat na przewodnictwo powietrzne zakładany na głuche ucho w takiej sytuacji nie poprawi rozumienia mowy, bo nie ma struktury, która ten dźwięk prawidłowo przetworzy. Podobnie wygląda sprawa z aparatem na przewodnictwo kostne w opasce, jeśli chcielibyśmy go użyć jako „leczenia” głuchego ucha. Ten typ rozwiązań ma sens głównie w niedosłuchach przewodzeniowych lub mieszanych, kiedy ucho wewnętrzne jest sprawne, ale przewodzenie przez ucho zewnętrzne i środkowe jest zablokowane lub znacznie ograniczone. W jednostronnej głuchocie odbiorczej chcemy przenieść informację z „głuchej” strony na stronę słyszącą, a nie stymulować niesprawne ucho. Implant hybrydowy to z kolei rozwiązanie dedykowane zupełnie innemu profilowi pacjentów – zwykle dorosłym z resztkowym słuchem w niskich częstotliwościach i głębokim niedosłuchem w wysokich. Łączy on klasyczne wzmocnienie akustyczne z elektryczną stymulacją ślimaka, ale wymaga zachowanej częściowej funkcji ucha wewnętrznego w tym uchu, które implantujemy. U dziecka z całkowitą jednostronną głuchotą odbiorczą koncept implantu hybrydowego po prostu nie pasuje do obrazu klinicznego. Typowym błędem jest też mylenie jednostronnej głuchoty z jednostronnym niedosłuchem: przy częściowo zachowanym słuchu w jednym uchu rzeczywiście można rozważać klasyczne aparatowanie czy rozwiązania kostne, natomiast przy głuchocie odbiorczej podstawową strategią jest przeniesienie sygnału z jednej strony na drugą, co realizuje system CROS lub – w innych konfiguracjach – systemy typu BAHA na przewodnictwo kostne sprzęgane z uchem słyszącym. W dobrych praktykach audioprotetycznych podkreśla się, że dobór systemu musi wynikać z mechanizmu niedosłuchu, a nie tylko z jego „siły” w decybelach.

Pytanie 7

Implant ślimakowy to rodzaj elektronicznej pomocy słuchowej zastępujący czynność

A. ucha środkowego.
B. ucha wewnętrznego.
C. nerwu słuchowego.
D. pnia mózgu.
Prawidłowo wskazane ucho wewnętrzne to klucz do zrozumienia, czym w ogóle jest implant ślimakowy. Ten system nie „wzmacnia” dźwięku jak klasyczny aparat słuchowy, tylko omija niesprawny narząd Cortiego w ślimaku i bezpośrednio pobudza włókna nerwu słuchowego za pomocą impulsów elektrycznych. Mówiąc prościej: implant przejmuje funkcję receptorową ucha wewnętrznego – zamienia bodźce akustyczne na stymulację elektryczną, którą mózg może dalej zinterpretować jako dźwięk. Z mojego doświadczenia to jedna z najważniejszych różnic, jaką trzeba umieć wytłumaczyć pacjentowi i jego rodzinie.
Proces wygląda tak: mikrofon i procesor mowy (część zewnętrzna) analizują sygnał akustyczny, kodują go według określonej strategii (np. ACE, CIS) i przekazują drogą przezskórną do części wszczepionej. Zespół elektrod umieszczonych w ślimaku pobudza odpowiednie obszary ucha wewnętrznego zgodnie z tonotopową organizacją ślimaka – wysokie częstotliwości bardziej u podstawy, niskie bliżej wierzchołka. W dobrych praktykach audiologicznych zawsze podkreśla się, że implant ślimakowy jest przeznaczony dla osób z ciężkim lub głębokim niedosłuchem odbiorczym, u których funkcja ucha wewnętrznego jest poważnie uszkodzona, ale nerw słuchowy nadal przewodzi impulsy. Dlatego tak ważne są badania przedoperacyjne (ABR, otoemisje, badania obrazowe) i kwalifikacja w ośrodku referencyjnym zgodnie z aktualnymi wytycznymi krajowymi i międzynarodowymi. W praktyce klinicznej dzięki temu rozwiązaniu można uzyskać bardzo dobre rozumienie mowy nawet przy braku użytecznego słuchu resztkowego, zwłaszcza przy wczesnej implantacji u dzieci i systematycznej rehabilitacji słuchowo–językowej.

Pytanie 8

Słyszenie rozszczepienne (schisacusis) charakterystyczne jest dla niedosłuchu

A. odbiorczego o lokalizacji pozaślimakowej.
B. przewodzeniowego.
C. mieszanego z dużą komponentą odbiorczą.
D. odbiorczego o lokalizacji ślimakowej.
Schisacusis, czyli słyszenie rozszczepienne, bywa mylone z różnymi innymi zjawiskami w audiologii, zwłaszcza przez to, że wielu osobom miesza się sam fakt niedosłuchu z lokalizacją uszkodzenia. Klucz jest taki: rozszczep dotyczy różnicy między wynikiem w audiometrii tonalnej a wynikiem w audiometrii słownej. Tony wyglądają jeszcze w miarę dobrze, a rozumienie mowy jest wyraźnie za słabe. To nie pasuje ani do typowego niedosłuchu przewodzeniowego, ani do typowego ślimakowego. W niedosłuchu przewodzeniowym problem leży w uchu zewnętrznym lub środkowym. Przewodzenie mechaniczne jest uszkodzone, ale narząd Cortiego i nerw słuchowy działają zwykle prawidłowo. W efekcie po odpowiednim wzmocnieniu (aparat, słuchawki w audiometrii) pacjent rozumie mowę bardzo dobrze, często blisko 100% przy odpowiednio wysokim poziomie dźwięku. Nie ma tu charakterystycznego rozszczepienia tonu i mowy, więc łączenie schisacusis z niedosłuchem przewodzeniowym to typowy błąd wynikający z myślenia: „skoro jest niedosłuch, to na pewno będzie też problem z mową”. W niedosłuchu odbiorczym o lokalizacji ślimakowej progi tonalne i rozumienie mowy zazwyczaj są ze sobą dość spójne: im gorsze progi, tym gorsza maksymalna rozumianość, ale bez takiego dramatycznego oderwania. Oczywiście bywa zniekształcenie dźwięku, rekrutacja głośności, wysokoczęstotliwościowe ubytki, ale wzorzec jest raczej „ślimakowy”, a nie pozaślimakowy. Mieszany niedosłuch z dużą komponentą odbiorczą także nie tworzy typowego obrazu schisacusis – tu mamy jednocześnie element przewodzeniowy i ślimakowy, ale uszkodzenie nerwu słuchowego czy struktur centralnych nie jest warunkiem koniecznym, więc rozumienie mowy zwykle da się przewidzieć z przebiegu audiogramu. Moim zdaniem główny błąd, który prowadzi do złej odpowiedzi, polega na utożsamianiu „gorszego rozumienia mowy” z „każdym cięższym niedosłuchem odbiorczym”. W schisacusis chodzi nie o sam stopień ubytku, ale o nielogiczną, nieproporcjonalnie słabą rozumianość mowy w stosunku do progów tonalnych. To jest typowe właśnie dla niedosłuchów odbiorczych pozaślimakowych, gdzie uszkodzone są włókna nerwowe albo dalsza droga słuchowa, a nie sam narząd Cortiego.

Pytanie 9

Do prawidłowego wykonania obudowy aparatu ITE istotne jest pełne odzwierciedlenie części anatomicznych małżowiny usznej:

A. czółenka, grobelki, całego obrąbka, jamy muszli.
B. grobelki, łódki muszli, skrawka, odnogi obrąbka.
C. grobelki, przeciwskrawka, łódki muszli, odnogi grobelki.
D. czółenka, łódki muszli, obrąbka, skrawka.
W tym typie pytania bardzo łatwo skupić się na znanych z nazwy częściach małżowiny i zaznaczyć to, co brzmi „anatomicznie”. Problem w tym, że przy projektowaniu obudowy ITE nie chodzi tylko o to, żeby nazwy były poprawne, ale żeby dobrać te elementy, które realnie stabilizują aparat. Częstym błędem jest na przykład przecenianie znaczenia całego obrąbka lub jamy muszli. Owszem, są to ważne struktury anatomiczne, ale w codziennej otoplastyce nie modeluje się obudowy w oparciu o „cały obrąbek”, tylko o jego konkretne fragmenty, takie jak odnoga obrąbka, która daje bardzo precyzyjny punkt podparcia. Podobnie z jamą muszli – to raczej głęboka część muszli, bliżej przewodu słuchowego, a dla klasycznych ITE kluczowa jest łódka muszli, czyli część bardziej powierzchowna, w której faktycznie leży korpus obudowy. Jeżeli ktoś zamiast łódki wybiera jamę muszli, to zazwyczaj wynika to z pomieszania pojęć lub zbyt ogólnego kojarzenia rysunku anatomicznego z praktyką protetyczną. Zdarza się też, że do zestawu wybierane są elementy takie jak przeciwskrawek czy „czółenko”, bo wydają się dobrze brzmieć i pojawiają się w opisach małżowiny. Tymczasem przeciwskrawek ma mniejsze znaczenie dla stabilizacji obudowy ITE niż grobelka i odnoga obrąbka, a „czółenko” nie jest tym strategicznym miejscem, na którym opiera się konstrukcja aparatu. W efekcie taka błędna selekcja prowadzi do obudów, które mają słabsze zakotwiczenie, częściej się obracają lub wysuwają przy ruchach żuchwy. Z mojego doświadczenia to typowy błąd: myślenie „im więcej ogólnych elementów małżowiny, tym lepiej”, zamiast skupienia się na tych kilku kluczowych, które w realu zapewniają retencję, komfort i prawidłowe ułożenie aparatu w uchu zgodnie z dobrą praktyką otoplastyczną.

Pytanie 10

Pokazany na rysunku audiogram słowny pacjenta wskazuje na uszkodzenie słuchu typu

Ilustracja do pytania
A. odbiorczego pozaślimakowego.
B. odbiorczego ślimakowego.
C. mieszanego.
D. przewodzeniowego.
Audiogram słowny przedstawiony na rysunku pokazuje typową krzywą dla niedosłuchu odbiorczego ślimakowego. Widać wyraźne przesunięcie progu rozumienia mowy w prawo – pacjent zaczyna rozumieć słowa dopiero przy wyższych poziomach dźwięku niż osoba z prawidłowym słuchem, ale po osiągnięciu odpowiedniego natężenia zrozumiałość szybko rośnie i zbliża się do wartości wysokich, bez wyraźnego spadku przy jeszcze głośniejszych bodźcach. To właśnie charakterystyczne dla uszkodzenia komórek rzęsatych w ślimaku: potrzebne jest większe natężenie, ale mechanizm kodowania mowy nadal działa dość stabilnie. W niedosłuchu ślimakowym nie obserwujemy silnego zjawiska rekrutacji w audiometrii mowy w postaci „odwróconej” krzywej, raczej mamy przesunięcie krzywej w stronę wyższych dB HL i lekkie spłaszczenie. Z mojego doświadczenia w gabinecie protetyki słuchu taki wynik często widzimy u pacjentów z presbyacusis albo z uszkodzeniem po hałasie – rozumienie mowy jest znacznie lepsze po dopasowaniu odpowiedniego wzmocnienia w aparacie słuchowym. W praktyce klinicznej, zgodnie z zaleceniami ISO i standardami audiologicznymi, interpretując audiometrię mowy zawsze patrzy się na: poziom progu rozumienia mowy (SRT), maksymalny procent rozumienia (WRS) oraz kształt krzywej. W niedosłuchu przewodzeniowym krzywa rozumienia mowy jest zwykle przesunięta, ale osiąga prawie 100% przy odpowiednim wzmocnieniu. W niedosłuchach pozaślimakowych natomiast krzywa jest znacznie bardziej zniekształcona, z niskim maksymalnym poziomem zrozumiałości i często spadkiem przy wyższych natężeniach. Tutaj tego nie ma, dlatego rozpoznanie typu odbiorczego ślimakowego jest jak najbardziej trafne i zgodne z dobrą praktyką audiologiczną.

Pytanie 11

Przeprowadzenie badania audiometrii tonalnej nie jest zasadne, jeżeli protetyk słuchu w badaniu otoskopowym stwierdzi

A. perforację błony bębenkowej.
B. perlak w przewodzie słuchowym zewnętrznym.
C. stan zapalny ucha środkowego.
D. korek woszczynowy.
Wskazanie korka woszczynowego jako sytuacji, w której nie ma sensu wykonywać audiometrii tonalnej, jest jak najbardziej zgodne z praktyką kliniczną. Jeżeli przewód słuchowy zewnętrzny jest całkowicie lub prawie całkowicie zatkany woszczyną, to wynik badania progów słyszenia będzie sztucznie zaniżony, czyli pokaże przewodzeniowy ubytek słuchu, który tak naprawdę wynika tylko z mechanicznej przeszkody. W takiej sytuacji najpierw zgodnie z dobrą praktyką usuwa się korek (irygacja, mikrosukcja, kiretaż – zależnie od standardów gabinetu i stanu ucha), a dopiero potem wykonuje się audiometrię tonalną, żeby ocenić rzeczywistą funkcję narządu słuchu. Moim zdaniem warto to zapamiętać: audiometria ma sens wtedy, gdy droga dźwięku do błony bębenkowej jest drożna i nie ma odwracalnych przeszkód w przewodzie słuchowym. W wytycznych wielu poradni laryngologicznych i protetycznych jest wręcz zapis, że przed badaniem audiometrycznym obowiązkowo wykonuje się otoskopię i w razie potrzeby oczyszczenie przewodu słuchowego. W praktyce protetyka słuchu wygląda to tak, że pacjent z pełnym korkiem woszczynowym jest najpierw kierowany na usunięcie woszczyny (np. do laryngologa lub pielęgniarki uprawnionej do płukania uszu), a dopiero na czyste ucho robi się audiometrię tonalną, impedancyjną czy dalszą diagnostykę. Dzięki temu wynik badania jest wiarygodny i można na jego podstawie bezpiecznie dobierać aparat słuchowy, zamiast opierać się na zafałszowanych progach.

Pytanie 12

Na podstawie wyniku tympanometrii można stwierdzić

A. uszkodzenie ślimaka.
B. uszkodzenie pozaslimakowe.
C. niedrożność trąbki słuchowej.
D. neuropatię słuchową.
Poprawnie wskazana niedrożność trąbki słuchowej bardzo dobrze łączy się z tym, co realnie mierzymy w tympanometrii. Tympanometr bada przede wszystkim podatność (compliance) układu ucha środkowego w funkcji ciśnienia w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Interpretujemy kształt krzywej tympanometrycznej (typ A, As, Ad, B, C) oraz położenie szczytu, czyli ciśnienie w jamie bębenkowej. Przy niedrożności trąbki słuchowej powietrze nie może się swobodnie wyrównywać między jamą bębenkową a nosogardłem. Powstaje podciśnienie w uchu środkowym, co na wykresie daje typ C – szczyt przesunięty w stronę ujemnych ciśnień. W praktyce, gdy widzimy ujemne ciśnienie w jamie bębenkowej (np. −150 daPa albo jeszcze bardziej), od razu myślimy o dysfunkcji lub niedrożności trąbki Eustachiusza, często w przebiegu przerostu migdałka gardłowego, infekcji górnych dróg oddechowych czy alergicznego nieżytu nosa. Moim zdaniem, to jedno z najważniejszych zastosowań tympanometrii w gabinecie protetyka słuchu: szybkie odróżnienie problemu przewodzeniowego związanego z uchem środkowym od zmian ślimakowych. Dobre praktyki mówią, żeby wynik tympanometrii zawsze łączyć z otoskopią i audiometrią tonalną. Jeżeli mamy typ C i przewodzeniowy charakter niedosłuchu, to zanim zaczniemy w ogóle myśleć o aparacie słuchowym, trzeba pacjenta wysłać do laryngologa na ocenę trąbki słuchowej i ewentualne leczenie zachowawcze lub zabiegowe. Tympanometria sama w sobie nie pokaże nam neuropatii czy uszkodzeń ślimaka, ale świetnie obrazuje stan ucha środkowego i właśnie funkcję trąbki słuchowej, co w codziennej pracy jest absolutnie kluczowe.

Pytanie 13

Urządzeniem elektroakustycznym służącym do diagnostyki zaburzeń organicznych narządu słuchu jest

A. videootoskop.
B. stroik.
C. audiometr.
D. otoskop.
Prawidłowa odpowiedź to audiometr, bo jest to specjalistyczne urządzenie elektroakustyczne zaprojektowane właśnie do diagnostyki zaburzeń słuchu, w tym zmian organicznych w narządzie słuchu. Audiometr generuje bodźce akustyczne o ściśle kontrolowanym natężeniu i częstotliwości, dzięki czemu można precyzyjnie określić próg słyszenia dla przewodnictwa powietrznego i kostnego, ocenić rodzaj niedosłuchu (przewodzeniowy, odbiorczy, mieszany) oraz jego głębokość. W praktyce klinicznej podstawą jest audiometria tonalna progowa, wykonywana w kabinie ciszy z użyciem słuchawek i wibratora kostnego, zgodnie z normami ISO i zaleceniami producentów sprzętu. Na podstawie uzyskanego audiogramu lekarz laryngolog albo protetyk słuchu może powiązać kształt ubytku z konkretną patologią organiczną, np. otosklerozą, uszkodzeniem komórek rzęsatych w ślimaku czy zmianami w nerwie słuchowym. Bardziej rozbudowane audiometry umożliwiają też audiometrię mowy, badania nadprogowe, pomiar rekrutacji, co dodatkowo pomaga odróżnić uszkodzenia ślimakowe od pozaślimakowych. Moim zdaniem w realnej pracy to jest absolutne „narzędzie podstawowe” – bez audiometru nie da się ani dobrze zdiagnozować rodzaju niedosłuchu, ani poprawnie dobrać aparatu słuchowego czy zaplanować dalszej diagnostyki obiektywnej (otoemisje, ABR). W dobrych gabinetach regularnie kalibruje się audiometry, żeby wyniki były wiarygodne i porównywalne w czasie, co też jest elementem standardów jakości w diagnostyce słuchu.

Pytanie 14

Wykorzystanie technologii stereolitografii podczas wykonania indywidualnej wkładki usznej umożliwia

A. rezygnację z pobierania formy z ucha.
B. precyzyjne przygotowanie negatywu.
C. precyzyjne zaprojektowanie kształtu wkładki.
D. rezygnację z uzupełniania ubytków na powierzchni wycisku.
Prawidłowe wskazanie dotyczy sedna wykorzystania technologii stereolitografii (SLA) w otoplastyce: jej największą zaletą jest właśnie bardzo precyzyjne zaprojektowanie kształtu wkładki usznej w środowisku cyfrowym. W praktyce wygląda to tak, że po pobraniu wycisku z ucha zewnętrznego wykonuje się skan 3D i dopiero na tym etapie, w specjalistycznym oprogramowaniu CAD, protetyk słuchu lub technik otoplastyk modeluje wkładkę. Można wtedy dokładnie ustalić grubość ścianek, przebieg kanałów wentylacyjnych, kształt dociśnięć, miejsce wyjścia dźwiękowodu, a nawet wzmocnienia w newralgicznych miejscach. Moim zdaniem to jest ogromna przewaga nad klasyczną, całkowicie ręczną obróbką, bo pozwala powtarzalnie uzyskać ten sam, dobrze sprawdzony projekt, zgodny z dobrymi praktykami branżowymi i zaleceniami producentów aparatów słuchowych. Stereolitografia sama w sobie jest tylko metodą wytwarzania z fotopolimeru na podstawie cyfrowego modelu, ale to, co daje realny „skok jakościowy”, to etap projektowania: możliwość korekty kształtu bez ponownego pobierania wycisku, szybkie dopasowanie geometrii do konkretnego typu aparatu (np. RIC, BTE) i do indywidualnych wymagań pacjenta, np. mniejsza okluzja, lepsze uszczelnienie przy dużym niedosłuchu. W wielu pracowniach przyjętym standardem jest, że finalny kształt wkładki optymalizuje się właśnie cyfrowo, a SLA służy jako dokładne, powtarzalne narzędzie do przeniesienia tego projektu do rzeczywistości. Dzięki temu zmniejsza się liczba korekt po wydaniu wkładki, a komfort użytkowania i stabilność akustyczna są po prostu wyraźnie lepsze.

Pytanie 15

W procesie produkcji wkładek metodą p-n-p protetyk słuchu najpierw przygotowuje odlew z ucha, a następnie aby przygotować negatyw tego odlewu, musi go

A. przyciąć.
B. polakierować.
C. zeskanować.
D. pokryć pastą polerską.
W technologii wykonywania wkładek usznych metodą p‑n‑p poszczególne etapy mają bardzo konkretny cel i kolejność. Po pobraniu odlewu z ucha z masy wyciskowej najważniejsze jest jego odpowiednie przygotowanie mechaniczne, żeby z tego odlewu można było zrobić prawidłowy negatyw, czyli formę. Tym przygotowaniem jest przycięcie i lekkie opracowanie odlewu, a nie czynności typu skanowanie, lakierowanie czy polerowanie. Częsty błąd myślowy polega na przenoszeniu skojarzeń z nowoczesnych technologii CAD/CAM albo druku 3D. Skanowanie odlewu jest charakterystyczne dla cyfrowej otoplastyki – tam odlew trafia do skanera 3D, a potem model wkładki powstaje w programie komputerowym i jest drukowany w technologii SLA lub frezowany. W klasycznej metodzie p‑n‑p negatyw to po prostu fizyczna forma, wykonana z gipsu lub silikonu, więc żaden skaner nie jest na tym etapie potrzebny. Inne mylne skojarzenie dotyczy lakierowania. Lakier nakłada się zwykle na gotową wkładkę akrylową albo silikonową, po obróbce mechanicznej, żeby wygładzić powierzchnię, poprawić komfort noszenia i higienę oraz uszczelnić porowatą strukturę materiału. Lakierowanie odlewu przed wykonaniem negatywu nie ma uzasadnienia technologicznego, a wręcz mogłoby zafałszować wymiar i kształt, bo każda dodatkowa warstwa zmienia geometrię. Podobnie jest z pastą polerską – używa się jej na końcu, przy wykańczaniu powierzchni gotowej wkładki, po frezowaniu i szlifowaniu, żeby nadać jej gładkość i połysk. Stosowanie pasty na odlew przed zrobieniem formy byłoby bez sensu, bo poleruje się wyrób końcowy, a nie model wyciskowy. Z mojego doświadczenia wynika, że zbyt wczesne „upiększanie” odlewów zamiast ich rzeczowego przygotowania (przycięcie, usunięcie nadmiarów, sprawdzenie pełności) prowadzi potem do problemów z dopasowaniem: powstają nieszczelności, punkty ucisku, niewłaściwa długość części kanałowej. Dlatego w dobrych praktykach otoplastycznych jasno rozdziela się etapy: najpierw mechaniczne przycięcie i korekta odlewu, potem wykonanie negatywu, a dopiero na samym końcu – obróbka, lakierowanie i polerowanie gotowej wkładki.

Pytanie 16

Który typ tympanogramu może wskazywać na występowanie otosklerozy?

A. Typ 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Typ 3
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Typ 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Typ 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany tympanogram to typ 4, czyli w klasycznej nomenklaturze Jergera – typ As. Ten zapis charakteryzuje się szczytem położonym w okolicy ciśnienia 0 daPa (czyli prawidłowego ciśnienia w jamie bębenkowej), ale o wyraźnie obniżonej podatności (compliance). Krzywa jest „spłaszczona” i niska. W praktyce oznacza to sztywność układu przewodzącego dźwięk: błony bębenkowej, łańcucha kosteczek, więzadeł i stawów. W otosklerozie dochodzi do unieruchomienia strzemiączka w okienku owalnym, co mechanicznie usztywnia cały układ, więc impedancja rośnie, a wychylenie błony bębenkowej na zmianę ciśnienia w przewodzie słuchowym zewnętrznym jest małe. Dlatego zgodnie z dobrymi praktykami audiologicznymi (m.in. zalecenia AAA, BSA) obraz typu As uznaje się za typowy dla podejrzenia otosklerozy, zwłaszcza gdy występuje razem z niedosłuchem przewodzeniowym oraz obecnością zjawiska Carharta w audiometrii tonalnej. W gabinecie protetyka słuchu taki wynik powinien zapalić lampkę ostrzegawczą: zanim zaproponuje się aparat słuchowy, pacjent powinien być skierowany do otolaryngologa w celu dalszej diagnostyki (np. CT skroni, pełna audiometria, rozważenie leczenia operacyjnego – stapedotomii). Moim zdaniem warto też zapamiętać, że typ As można zaobserwować również w innych stanach przebiegających ze sztywnością, np. po wygojonych zapaleniach z bliznowaceniem, ale klasyczne pytania testowe niemal zawsze łączą As właśnie z otosklerozą.

Pytanie 17

Przedstawiony audiogram wskazuje na niedosłuch

Ilustracja do pytania
A. typu odbiorczego w uchu lewym.
B. typu przewodzeniowego w uchu prawym.
C. typu przewodzeniowego w uchu lewym.
D. typu mieszanego w uchu prawym.
Na tym audiogramie łatwo dać się zmylić, jeśli patrzy się tylko na jedną krzywą albo myli symbole dla prawego i lewego ucha. Kluczowe jest rozróżnienie między niedosłuchem przewodzeniowym, odbiorczym i mieszanym. W niedosłuchu przewodzeniowym progi przewodnictwa kostnego pozostają w normie lub blisko normy, natomiast przewodnictwo powietrzne jest wyraźnie gorsze i tworzy się wyraźna luka powietrzno–kostna. W niedosłuchu odbiorczym obie krzywe – powietrzna i kostna – praktycznie się pokrywają, bez istotnej luki, bo uszkodzony jest sam narząd odbiorczy (ślimak, nerw słuchowy). Z kolei niedosłuch mieszany to połączenie obu obrazów: zarówno kostne, jak i powietrzne są podwyższone, a luka powietrzno–kostna jest obecna, ale progi kostne nie są już w normie. Typowym błędem jest uznanie, że skoro próg jest podwyższony, to musi chodzić o ubytek odbiorczy, bez porównania obu sposobów przewodzenia. Innym częstym potknięciem jest zamiana stron – niektórzy patrzą na audiogram jak na lustrzane odbicie i mylą prawe ucho z lewym. W praktyce diagnostycznej zawsze trzeba sprawdzać legendę symboli (kółko, krzyżyk, nawiasy itp.), stronę badanego ucha i obecność luki powietrzno–kostnej. Jeżeli oba przewodnictwa są podwyższone w tym samym stopniu, to nie jest to niedosłuch przewodzeniowy. Jeśli progi kostne też są wyraźnie uszkodzone, nie można mówić o czystym przewodzeniowym, tylko myśleć o mieszanym lub odbiorczym. Takie systematyczne podejście bardzo ogranicza ryzyko błędnej interpretacji i późniejszych złych decyzji np. co do leczenia laryngologicznego czy doboru aparatów słuchowych.

Pytanie 18

Uszkodzenie kosteczek słuchowych powoduje wystąpienie niedosłuchu typu

A. odbiorczego ślimakowego.
B. przewodzeniowego.
C. mieszanego.
D. odbiorczego pozaślimakowego.
Uszkodzenie kosteczek słuchowych (młoteczka, kowadełka, strzemiączka) zaburza mechaniczne przewodzenie dźwięku z ucha zewnętrznego przez ucho środkowe do okienka owalnego, czyli do płynów ucha wewnętrznego. To jest klasyczna definicja niedosłuchu przewodzeniowego: dźwięk nie jest prawidłowo „doprowadzony” do ślimaka, ale sam narząd Cortiego i nerw słuchowy mogą być całkowicie sprawne. W audiometrii tonalnej w takim przypadku widzimy typowy ubytek przewodzeniowy: progi przewodnictwa powietrznego są podwyższone, a przewodnictwo kostne jest w normie lub zdecydowanie lepsze niż powietrzne, powstaje charakterystyczna rezerwa ślimakowa (air–bone gap). W praktyce, uszkodzenie lub zesztywnienie kosteczek występuje np. w otosklerozie strzemiączka, pourazowym przerwaniu łańcucha kosteczek czy po stanach zapalnych ucha środkowego. W takich sytuacjach zgodnie ze standardami diagnostycznymi (np. zaleceniach audiologicznych i otologicznych) zawsze myślimy w pierwszej kolejności o niedosłuchu przewodzeniowym i kierujemy pacjenta na otoskopię, tympanometrię oraz audiometrię tonalną. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zależność: wszystko co dotyczy przewodu słuchowego zewnętrznego, błony bębenkowej i kosteczek, będzie dawało niedosłuch przewodzeniowy, który często dobrze rokuje – można go skorygować chirurgicznie (ossikuloplastyka, stapedotomia) lub aparatem słuchowym typu BTE/ITE z umiarkowanym wzmocnieniem, bo ślimak nadal pracuje całkiem nieźle.

Pytanie 19

Implant kostny BAHA zaleca się pacjentom

A. z niedosłuchem typu przewodzeniowego.
B. z niedosłuchem typu odbiorczego pochodzenia pozaślimakowego.
C. z głębokim niedosłuchem niezależnie od jego rodzaju.
D. z niedosłuchem typu odbiorczego pochodzenia ślimakowego.
Implant kostny BAHA zaleca się właśnie pacjentom z niedosłuchem typu przewodzeniowego, bo jego działanie całkowicie omija ucho zewnętrzne i środkowe. W praktyce oznacza to, że dźwięk nie przechodzi przez przewód słuchowy, błonę bębenkową i kosteczki, tylko jest przekazywany bezpośrednio przez kość czaszki do ślimaka. To dokładnie to, czego potrzebujemy, gdy przewodzenie powietrzne jest uszkodzone, a część odbiorcza (ślimak) funkcjonuje jeszcze w miarę dobrze. Typowe wskazania to np. przewlekłe zapalenia ucha środkowego z wyciekiem, perforacje błony bębenkowej, wrodzone wady zewnętrznego przewodu słuchowego (atresia, mikrocja) albo zesztywnienie łańcucha kosteczek. U takich osób klasyczny aparat zauszny z wkładką uszną często się nie sprawdza, bo przewód słuchowy jest zamknięty, zainfekowany, bolesny albo w ogóle go nie ma. Wtedy BAHA jest z mojego doświadczenia bardzo praktycznym rozwiązaniem: nie zamyka przewodu słuchowego, zmniejsza ryzyko zaostrzeń stanów zapalnych i daje stabilny zysk słuchowy. Działa w oparciu o przewodnictwo kostne, więc wymaga zachowanej funkcji ślimaka – to jest kluczowy warunek kwalifikacji. W standardach postępowania przy kwalifikacji do BAHA zawsze robi się audiometrię tonalną (powietrzne i kostne progi słyszenia), często też badania typu ABR lub otoemisje, żeby potwierdzić rezerwę ślimakową. W dobrych praktykach klinicznych podkreśla się też znaczenie próbnego dopasowania na opasce lub softbangu przed implantacją, żeby pacjent mógł realnie ocenić efekt. Warto pamiętać, że BAHA można stosować także w asymetrycznym niedosłuchu przewodzeniowym, a nawet w pewnych konfiguracjach w systemach typu CROS przy jednostronnej głuchocie, ale zawsze fundamentem jest sprawny narząd odbiorczy po stronie, do której przekazujemy dźwięk.

Pytanie 20

Jaki rodzaj wycisku (odlewu) ucha należy pobrać pacjentowi, aby wykonać dla niego obudowę do aparatu słuchowego wewnątrzusznego CIC?

A. Duwarstwowy.
B. Statyczny.
C. Zatrzymany.
D. Dynamiczny.
Poprawna jest odpowiedź: dynamiczny wycisk ucha. Przy aparatach słuchowych typu CIC (completely-in-the-canal), czyli tych najmniejszych, schowanych głęboko w przewodzie słuchowym, kluczowe jest bardzo dokładne odwzorowanie warunków anatomicznych ucha w ruchu. Wycisk dynamiczny pobiera się tak, żeby pacjent w trakcie tężenia masy wykonywał określone ruchy żuchwą: mówienie, ziewanie, żucie, lekkie otwieranie i zamykanie ust. Dzięki temu masa otoplastyczna rejestruje zmiany kształtu przewodu słuchowego wywołane pracą stawu skroniowo‑żuchwowego. W aparatach CIC obudowa leży bardzo blisko tego obszaru, więc jeśli zrobimy tylko wycisk „na sztywno”, to w życiu codziennym obudowa może ocierać, powodować ból, podrażnienia skóry, a czasem nawet się wysuwać lub powodować niestabilne uszczelnienie akustyczne. Z mojego doświadczenia to właśnie przy CIC najczęściej widać różnicę komfortu między wyciskiem statycznym a dynamicznym – pacjenci z dobrze wykonanym wyciskiem dynamicznym rzadziej wracają z reklamacjami typu „coś mnie uwiera” albo „aparat wyskakuje przy jedzeniu”. W dobrych praktykach otoplastycznych przyjmuje się, że dla wszystkich indywidualnych obudów głębokich (CIC, głębokie kanałowe, czasem IIC) wycisk dynamiczny jest standardem. Wpływa to nie tylko na komfort, ale też na stabilność akustyczną – mniejsze ryzyko sprzężenia zwrotnego, lepsza szczelność, możliwość uzyskania większego wzmocnienia bez piszczenia. W technologiach CAD/CAM i SLA też obowiązuje ta sama zasada: jeśli model wyjściowy (wycisk) dobrze odwzorowuje ruchomość tkanek, to gotowa obudowa będzie lepiej współpracować z uchem pacjenta w codziennym użytkowaniu.

Pytanie 21

Jeżeli w próbie Rinnego czas słyszenia wzbudzonym stroikiem dla przewodnictwa powietrznego jest krótszy niż dla przewodnictwa kostnego, to protetyk słuchu stwierdza niedosłuch

A. przewodzeniowy.
B. mieszany z dużą komponentą odbiorczą.
C. odbiorczy o lokalizacji ślimakowej.
D. odbiorczy o lokalizacji pozaślimakowej.
W opisywanej sytuacji mamy klasyczny obraz tzw. próby Rinnego ujemnej: pacjent dłużej słyszy stroik przyłożony do wyrostka sutkowatego (przewodnictwo kostne) niż przy przewodnictwie powietrznym przy małżowinie. To jest właśnie typowy wynik dla niedosłuchu przewodzeniowego. W zdrowym uchu oraz w niedosłuchu odbiorczym przewodnictwo powietrzne powinno być lepsze (dłuższe) niż kostne – mówimy wtedy o Rinnem dodatnim. Jeśli jest odwrotnie, to znaczy, że coś blokuje lub znacząco osłabia przewodzenie dźwięku w uchu zewnętrznym lub środkowym: woskowina, perforacja błony bębenkowej, wysięk w jamie bębenkowej, otoskleroza, uszkodzenie łańcucha kosteczek itp. Z praktycznego punktu widzenia protetyk słuchu, widząc ujemną próbę Rinnego, powinien od razu pomyśleć: „to wygląda na problem przewodzeniowy, pacjent wymaga pełnej diagnostyki laryngologicznej, często z szansą leczenia zachowawczego lub chirurgicznego”. W dobrych standardach postępowania najpierw potwierdza się taki wynik audiometrią tonalną – w niedosłuchu przewodzeniowym występuje tzw. rezerwa ślimakowa, czyli różnica między przewodnictwem powietrznym a kostnym (air–bone gap). Co ważne, przy czystym niedosłuchu przewodzeniowym próg kostny jest prawidłowy lub prawie prawidłowy, a podniesiony jest jedynie próg powietrzny. Moim zdaniem próby stroikowe są nadal bardzo przydatne w gabinecie protetyka – pozwalają szybko odróżnić niedosłuch przewodzeniowy od odbiorczego, zanim jeszcze pacjent trafi do kabiny audiometrycznej. Dobrą praktyką jest też zawsze łączenie próby Rinnego z próbą Webera, bo razem dają dużo pełniejszy obraz lokalizacji uszkodzenia.

Pytanie 22

Który audiogram dotyczy pohałasowego ubytku słuchu?

A. Audiogram 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Audiogram 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Audiogram 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Audiogram 2
Ilustracja do odpowiedzi D
Poprawnie wskazany został audiogram 1, bo właśnie on pokazuje typowy, podręcznikowy obraz pohałasowego ubytku słuchu. Charakterystyczna jest tzw. „hałasowa zatoka” – wyraźne obniżenie progu słyszenia w okolicy 3–6 kHz, najczęściej z maksimum ubytku przy 4 kHz, przy stosunkowo lepszym słuchu w niskich i bardzo wysokich częstotliwościach. Na audiogramie 1 widzisz prawie płaskie progi w zakresie 250–2000 Hz, a potem gwałtowny spadek właśnie przy 4000 Hz i ponowne lekkie „podniesienie” przy 6000–8000 Hz – to jest klasyka poekspozycyjnego uszkodzenia ślimaka. Z punktu widzenia patofizjologii uszkadzane są głównie komórki rzęsate zewnętrzne w zakręcie podstawowym ślimaka, najbardziej wrażliwe na przewlekłe działanie hałasu. W praktyce zawodowej taki kształt audiogramu obserwuje się u pracowników narażonych latami na hałas przemysłowy (hale produkcyjne, kopalnie, budowy), ale też u muzyków czy operatorów maszyn. Standardy BHP i medycyny pracy (np. PN-EN 458, wytyczne WHO i NIOSH) podkreślają, że właśnie zmiana progu w okolicy 3–6 kHz jest pierwszym wczesnym sygnałem uszkodzenia słuchu od hałasu. Dlatego w profilaktycznych badaniach audiometrycznych szczególnie ocenia się tę część krzywej. Moim zdaniem warto zapamiętać, że jeśli na audiogramie widzisz wyraźne „V” przy 4 kHz, przy w miarę zachowanym słuchu dla 500–1000 Hz, to zawsze trzeba myśleć o pohałasowym ubytku słuchu, nawet jeśli pacjent jeszcze subiektywnie „słyszy całkiem dobrze”.

Pytanie 23

Zaburzenia naczyniowe w obrębie OUN dotyczące obszaru unaczynienia tętnicy błędnikowej mogą prowadzić do

A. zwapnienia kosteczek słuchowych.
B. zatkania trąbki słuchowej.
C. nagłej głuchoty.
D. niedosłuchu przewodzeniowego.
Prawidłowe skojarzenie tętnicy błędnikowej z nagłą głuchotą pokazuje, że dobrze rozumiesz anatomię ucha wewnętrznego. Tętnica błędnikowa (labiryntowa) jest głównym naczyniem zaopatrującym ślimak i narząd Cortiego, czyli kluczowe struktury odpowiedzialne za słyszenie odbierane czuciowo‑nerwowo. Gdy dochodzi do zaburzeń naczyniowych w jej obrębie – skurczu naczynia, zakrzepu, zatoru albo ogólnego niedokrwienia – komórki rzęsate wewnętrzne i zewnętrzne bardzo szybko ulegają uszkodzeniu, bo są ekstremalnie wrażliwe na brak tlenu. Klinicznie może się to objawiać jako nagła jednostronna głuchota lub nagły niedosłuch czuciowo‑nerwowy, często z towarzyszącymi szumami usznymi i zawrotami głowy. W praktyce audiologicznej i laryngologicznej traktuje się takie sytuacje jako stan nagły – obowiązują zalecenia szybkiej diagnostyki (audiometria tonalna, badanie otoemisji, ABR) i natychmiastowego włączenia leczenia, najczęściej steroidoterapii ogólnej lub miejscowej, czasem z leczeniem poprawiającym mikrokrążenie. Moim zdaniem warto pamiętać, że wszystkie przyczyny naczyniowe będą dawały niedosłuch odbiorczy, a nie przewodzeniowy, bo uszkodzenie dotyczy struktur ucha wewnętrznego, a nie mechanicznego przewodzenia drgań przez błonę bębenkową i kosteczki słuchowe. Dobre praktyki kliniczne mówią też, żeby przy nagłej głuchocie zawsze brać pod uwagę tło naczyniowe, zwłaszcza u pacjentów z nadciśnieniem, cukrzycą, migreną czy zaburzeniami krzepnięcia, bo od szybkości rozpoznania zależy szansa na odzyskanie słuchu.

Pytanie 24

Długotrwała ekspozycja na hałas powoduje

A. niedosłuch typu centralnego.
B. niedosłuch przewodzeniowy.
C. trwałe przesunięcie progu słyszenia.
D. czasowe przesunięcie progu słyszenia.
Trwałe przesunięcie progu słyszenia to klasyczny, dobrze opisany skutek długotrwałej ekspozycji na hałas. Chodzi o to, że komórki rzęsate w ślimaku ulegają nieodwracalnemu uszkodzeniu, głównie w części odpowiadającej za wysokie częstotliwości. Audiometrycznie widzimy to jako stałe podwyższenie progów słyszenia w audiometrii tonalnej czystych tonów, zwykle zaczynające się w okolicy 3–6 kHz. W praktyce oznacza to, że nawet po odpoczynku w ciszy próg nie wraca do wartości wyjściowych – niedosłuch ma charakter trwały i odbiorczy. W normach BHP i ochrony słuchu (np. europejskie wytyczne dotyczące hałasu w środowisku pracy) podkreśla się konieczność stosowania ochronników słuchu, przerw w pracy, monitorowania audiometrycznego właśnie po to, żeby nie dopuścić do tego trwałego uszkodzenia. W gabinecie protetyki słuchu taka historia narażenia na hałas jest typowa u pracowników hal produkcyjnych, budowlańców, muzyków, DJ-ów. Moim zdaniem warto pamiętać, że pacjent często zgłasza najpierw problemy z rozumieniem mowy w szumie, a dopiero potem zauważa ogólne pogorszenie słuchu. Dobra praktyka to zawsze dopytać o ekspozycję na hałas, stosowanie ochronników, a także wyjaśnić, że jak już dojdzie do trwałego przesunięcia progu słyszenia, to aparat słuchowy może tylko kompensować ubytek, ale nie cofnie uszkodzenia komórek rzęsatych. To jest właśnie ta różnica między przemijającym zmęczeniem narządu słuchu a trwałą, nieodwracalną neuropatią sensoryczną ślimaka.

Pytanie 25

Dobrze wykonany odlew z ucha musi mieć prawidłowo uwidocznione następujące elementy anatomiczne:

A. antihelix, cymba conchae, crus helicis, tragus.
B. crus helices, antihelix, tragus, meatus acusticus externus.
C. concha, antihelix, helix, membrana tympani.
D. helix, tragus, meatus acusticus externus, antihelix.
W opisach struktur anatomicznych małżowiny usznej łatwo się pomylić, szczególnie gdy nazwy łacińskie są do siebie podobne. Przy ocenie odlewu z ucha zewnętrznego trzeba pamiętać, że interesuje nas głównie małżowina i przewód słuchowy zewnętrzny, a nie elementy ucha środkowego. Dlatego pojawienie się w odpowiedzi membrana tympani, czyli błony bębenkowej, jest od razu sygnałem, że coś jest nie tak. Odlew wkładki nie ma prawa obejmować błony bębenkowej, bo masy wyciskowej nie wprowadza się tak głęboko. W praktyce klinicznej wręcz pilnuje się, aby przed końcem odcinka kostnego przewodu słuchowego założyć odpowiedni tampon ochronny, który zabezpiecza błonę bębenkową. Częstym błędem jest też skupienie się tylko na helix i meatus acusticus externus, czyli obrąbku i samym przewodzie słuchowym zewnętrznym. Oczywiście, te struktury są ważne, ale nie wystarczają do uzyskania stabilnej, dobrze trzymającej się wkładki. Brak dokładnie odwzorowanej cymba conchae lub crus helicis powoduje, że wkładka może się obracać, wysuwać przy mówieniu czy żuciu, a dodatkowo zwiększa się ryzyko nieszczelności akustycznej i powstawania sprzężenia zwrotnego. Kolejna pułapka to mylenie crus helicis z ogólnym pojęciem helix. Obrąbek jako całość jest dość łatwy do uchwycenia w odlewie, ale to właśnie odnoga obrąbka daje ten dodatkowy „punkt zaczepienia”, który w dobrych praktykach otoplastycznych jest traktowany jako standardowy element retencyjny. Z mojego doświadczenia wielu początkujących koncentruje się bardziej na tym, żeby masa „po prostu weszła do ucha”, a mniej na świadomym kontrolowaniu, czy antihelix, tragus, cymba conchae i crus helicis są w ogóle obecne i wyraźne. Tymczasem w profesjonalnych pracowniach odlew bez tych struktur traktuje się jako wadliwy i wymaga on powtórzenia, bo inaczej cała dalsza technologia wykonania wkładki będzie oparta na błędnym kształcie anatomicznym.

Pytanie 26

Podstawowymi objawami przewlekłego zapalenia ucha środkowego są

A. ropny wyciek oraz zerwany łańcuch kosteczek słuchowych.
B. silny pulsujący ból ucha oraz szumy uszne.
C. trwałe uszkodzenie słuchu oraz zaburzenia równowagi.
D. perforacja błony bębenkowej oraz okresowy wyciek.
W przewlekłym zapaleniu ucha środkowego kluczowe są dwa elementy: utrwalona perforacja błony bębenkowej i nawracający, okresowy wyciek z ucha. Właśnie to opisuje wybrana odpowiedź. Przewlekłe zapalenie nie musi dawać silnego bólu – bardzo często pacjent w ogóle nie zgłasza dolegliwości bólowych, tylko „cieknące ucho” i stopniowe pogarszanie słuchu. Perforacja błony bębenkowej oznacza trwały ubytek w jej ciągłości, który umożliwia przewlekłe zakażenie jamy bębenkowej i często również zmianę ciśnienia w uchu środkowym. Z mojego doświadczenia osoby z takim stanem często mówią, że „ucho od lat czasem się odzywa”, szczególnie po przeziębieniu lub dostaniu się wody. Okresowy wyciek, zwykle śluzowo-ropny, pojawia się falami: raz ucho jest suche, innym razem wilgotne, z wydzieliną, czasem o nieprzyjemnym zapachu. W praktyce klinicznej, zgodnie z typowym podejściem laryngologicznym, przy podejrzeniu przewlekłego zapalenia zawsze robi się otoskopię lub mikroskopię ucha, żeby potwierdzić perforację i ocenić jej lokalizację oraz wielkość. To ma ogromne znaczenie dla dalszego leczenia – czy wystarczy leczenie zachowawcze (krople, higiena ucha, unikanie wody), czy trzeba kierować pacjenta na zabieg tympanoplastyki, czyli chirurgiczne zamknięcie perforacji. Warto też pamiętać, że przewlekłe zapalenie ucha środkowego może powodować niedosłuch przewodzeniowy, ale nie jest to zawsze „podstawowy” objaw, tylko raczej skutek długotrwałego procesu. Dlatego w dobrych standardach postępowania wykonuje się audiometrię tonalną i tympanometrię, żeby dokładnie ocenić ubytek słuchu i funkcję ucha środkowego. W skrócie: jeśli widzimy w uchu stałą perforację i pacjent zgłasza nawracające wycieki, myślimy o przewlekłym zapaleniu ucha środkowego w pierwszej kolejności.

Pytanie 27

W urządzenie typu BI-CROS są zaopatrywani pacjenci, u których stwierdzono

A. niedosłuch o charakterze przewodzeniowym.
B. niedosłuch na jednym uchu przy jednoczesnej głuchocie ucha drugiego.
C. obustronne resztki słuchowe.
D. prawidłowe słyszenie na jednym uchu przy jednoczesnej głuchocie ucha drugiego.
W aparatach typu BI-CROS chodzi dokładnie o taką sytuację, jak w poprawnej odpowiedzi: jedno ucho ma niedosłuch (ale jeszcze coś słyszy i można je skutecznie protezować), a drugie jest praktycznie głuche, bez użytecznych resztek słuchowych. BI-CROS łączy więc dwie funkcje: klasyczne dopasowanie aparatu na uchu z niedosłuchem oraz przesyłanie sygnału z całkowicie głuchej strony na stronę lepiej słyszącą. Technicznie wygląda to tak, że po stronie głuchego ucha zakładamy nadajnik z mikrofonem (bez wzmocnienia do tego ucha), a po stronie ucha z niedosłuchem – normalny aparat słuchowy odbierający zarówno dźwięk lokalny, jak i sygnał przesłany drogą bezprzewodową (zwykle 2,4 GHz lub NFMI). Dzięki temu pacjent ma dostęp do informacji akustycznej z obu stron głowy, mimo że jedno ucho jest całkowicie wyłączone z odbioru. W praktyce klinicznej BI-CROS stosuje się u osób z tzw. asymetrycznym niedosłuchem: np. ucho prawe – umiarkowany lub ciężki niedosłuch odbiorczy, ucho lewe – głuchota (brak odpowiedzi w audiometrii tonalnej, brak korzyści z aparatu). Z mojego doświadczenia bardzo ważne jest dobre wyjaśnienie pacjentowi, że BI-CROS nie „przywraca słyszenia” w uchu głuchym, tylko poprawia słyszenie od strony tego ucha poprzez przeniesienie sygnału na stronę lepiej słyszącą. Zgodnie z dobrymi praktykami protetyki słuchu zawsze wykonuje się pełną diagnostykę audiometryczną, ocenia się rozumienie mowy i dopiero wtedy kwalifikuje do systemu CROS lub BI-CROS, a nie na wyczucie. W standardach międzynarodowych (m.in. zalecenia AAA, BSA) podkreśla się, że BI-CROS to opcja dla jednostronnej głuchoty z jednoczesnym ubytkiem słuchu w uchu przeciwległym, a nie dla symetrycznych niedosłuchów czy typowych przewodzeniowych zaburzeń słuchu.

Pytanie 28

Który materiał wykorzystuje się w technologii komputerowego wytwarzania obudów aparatów słuchowych?

A. Akryl.
B. Thermosoft.
C. Silikon.
D. Biopor.
Prawidłowy wybór akrylu wynika z tego, że w nowoczesnej technologii komputerowego wytwarzania obudów aparatów słuchowych (CAD/CAM, druk 3D, frezowanie CNC) potrzebny jest materiał stabilny wymiarowo, dobrze obrabialny i przewidywalny w procesie. Akryl, czyli najczęściej metakrylan metylu (PMMA) lub jego modyfikacje, bardzo dobrze współpracuje ze skanerami i drukarkami SLA/DLP, bo daje gładką powierzchnię, mało się odkształca i zachowuje kształt odlewu ucha przez lata. Z mojego doświadczenia to jest taki „standard branżowy” przy obudowach aparatów wewnątrzusznych i wielu wkładkach twardych – producenci systemów CAD/CAM wręcz projektują swoje biblioteki i profile obróbki właśnie pod akryl. Akryl pozwala na precyzyjne frezowanie cienkich ścianek, wiercenie kanałów wentylacyjnych, wykonywanie mikrootworów pod dźwiękowód czy filtr przeciwcerumenowy bez ryzyka, że materiał się rozmaże albo nagle zapadnie. Dodatkowo jest stosunkowo łatwy do polerowania i barwienia, można go też modyfikować pod kątem biozgodności zgodnie z normami dla wyrobów medycznych, np. ISO 10993. W praktyce protetyk słuchu, który pracuje z laboratorium otoplastycznym, bardzo często zamawia wkładki lub obudowy właśnie w wersji akrylowej, bo łatwo je później korygować na szlifierce, dopasować kanał wentylacyjny czy minimalnie zmienić kształt przy podrażnieniach skóry. W środowisku komputerowym to po prostu najpewniejszy, najbardziej powtarzalny materiał: dobrze się skanuje, dobrze drukuje, dobrze obrabia – i pacjent dostaje estetyczną, sztywną obudowę, która dobrze przenosi dźwięk i nie degraduje się szybko w przewodzie słuchowym.

Pytanie 29

Jeżeli uszkodzeniu ulega układ przewodzeniowy, to wartości progu przewodnictwa

A. powietrznego ulegają podwyższeniu.
B. kostnego ulegają obniżeniu.
C. powietrznego ulegają obniżeniu.
D. kostnego ulegają podwyższeniu.
Prawidłowa odpowiedź odnosi się do typowego obrazu tzw. niedosłuchu przewodzeniowego. Uszkodzenie układu przewodzeniowego dotyczy głównie ucha zewnętrznego i środkowego: przewodu słuchowego zewnętrznego, błony bębenkowej, kosteczek słuchowych, ewentualnie trąbki słuchowej. W takiej sytuacji fala dźwiękowa gorzej przechodzi drogą powietrzną, czyli przez przewód słuchowy i układ kosteczek, dlatego progi przewodnictwa powietrznego się podwyższają – potrzeba większego natężenia dźwięku, żeby pacjent usłyszał ton. Jednocześnie przewodnictwo kostne zwykle pozostaje prawidłowe, bo ucho wewnętrzne i nerw słuchowy funkcjonują normalnie, a drgania przekazywane są bezpośrednio do ślimaka. Na audiogramie według dobrych praktyk diagnostycznych (normy ISO, procedury w audiometrii tonalnej) widać wtedy wyraźną lukę powietrzno‑kostną – progi kostne w normie, a progi powietrzne podwyższone. W praktyce klinicznej spotykamy to np. przy czopie woskowinowym, perforacji błony bębenkowej, otosklerozie w fazie przewodzeniowej czy wysiękowym zapaleniu ucha środkowego. Moim zdaniem kluczowe jest, żeby od razu kojarzyć: uszkodzony „mechanizm przewodzący” = gorsze przewodnictwo powietrzne, a nie kostne. To ma duże znaczenie przy doborze aparatu słuchowego – przy czystym niedosłuchu przewodzeniowym często wystarczy umiarkowane wzmocnienie i dobre dopasowanie wkładki, bo ślimak jest „wydolny”. W protokołach badania zawsze porównuje się oba rodzaje przewodnictwa, żeby odróżnić niedosłuch przewodzeniowy od odbiorczego i mieszanego, co jest podstawowym standardem w audiologii i protetyce słuchu.

Pytanie 30

Gdy do punktu protetycznego zgłosi się pacjent narzekający na nieprzyjemne piszczenie w zausznym aparacie słuchowym, którego używa, protetyk słuchu powinien

A. uszczelnić wkładkę poprzez pokrycie jej specjalnym lakierem.
B. wykonać nową wkładkę o krótszym trzpieniu.
C. wymienić wężyk we wkładce na grubościenny.
D. wykonać we wkładce większy otwór wentylacyjny uprzednio uszczelniając ją.
Prawidłowe podejście w takiej sytuacji polega na uszczelnieniu wkładki poprzez pokrycie jej specjalnym lakierem otoplastycznym. Piszczenie w zausznym aparacie słuchowym to klasyczny objaw sprzężenia zwrotnego akustycznego – dźwięk z głośnika wydostaje się na zewnątrz przez nieszczelności wkładki, wraca do mikrofonu aparatu i jest ponownie wzmacniany. Tworzy się zamknięta pętla, którą użytkownik słyszy jako piszczenie. Z mojego doświadczenia wynika, że najczęściej winne są mikroszczeliny między wkładką a ścianą przewodu słuchowego zewnętrznego, lekko zbyt luźny odlew albo minimalne deformacje materiału po kilku miesiącach użytkowania.
Pokrycie wkładki lakierem uszczelniającym pozwala zwiększyć szczelność bez zmiany jej kształtu i bez ingerencji w parametry akustyczne aparatu. Lakier wypełnia drobne nierówności, poprawia przyleganie do skóry i ogranicza wycieki akustyczne, a jednocześnie nie zmniejsza znacząco światła kanału dźwiękowego. Jest to zgodne z dobrą praktyką protetyczną: zanim zleci się wykonanie nowej wkładki czy zmieni konstrukcję otworu wentylacyjnego, najpierw wykorzystuje się metody najmniej inwazyjne i odwracalne. W wielu gabinetach standardem jest, że przy pierwszych sygnałach piszczenia, jeśli nie ma wyraźnych zniekształceń wkładki, protetyk sprawdza dopasowanie, wykonuje ewentualną delikatną obróbkę mechaniczną krawędzi, a następnie właśnie stosuje lakier uszczelniający.
W praktyce klinicznej po takim zabiegu często przeprowadza się krótką kontrolę w polu swobodnym lub chociaż test subiektywny: pacjent zakłada aparat, protetyk stopniowo zwiększa wzmocnienie, obserwuje próg pojawienia się sprzężenia zwrotnego. Jeśli piszczenie ustępuje przy dotychczasowych ustawieniach, można uznać, że problem był typowo mechaniczny i został rozwiązany. Co ważne, uszczelnienie wkładki lakierem jest działaniem bezpiecznym, tanim i szybkim, zgodnym z zasadą minimalnej ingerencji w już dopasowany układ aparat–wkładka–ucho pacjenta.

Pytanie 31

Podczas wykonywania wycisku z ucha, po założeniu tamponu, protetyk powinien sprawdzić, czy tampon

A. zasłania błonę bębenkową.
B. wypełnia całkowicie przewód słuchowy za pierwszym załamkiem.
C. wypełnia całkowicie przewód słuchowy za drugim załamkiem.
D. zasłania przewód słuchowy po stronie błony bębenkowej.
Prawidłowe ustawienie tamponu za drugim załamkiem przewodu słuchowego to w praktyce jedna z kluczowych zasad bezpiecznego pobierania wycisku ucha. Drugi załamek wyznacza granicę pomiędzy częścią chrzęstną a kostną przewodu słuchowego i właśnie tam chcemy, żeby tampon się zakotwiczył i całkowicie wypełniał światło przewodu. Dzięki temu masa wyciskowa nie ma szansy przedostać się głębiej, w okolice błony bębenkowej, co mogłoby skończyć się podrażnieniem, bólem, a w skrajnych przypadkach nawet uszkodzeniem struktur ucha środkowego. W dobrze prowadzonej praktyce protetycznej zawsze po założeniu tamponu sprawdza się jego położenie otoskopem: czy siedzi stabilnie za drugim załamkiem, czy nie ma luzów bocznych, czy nie „pływa” w przewodzie. Moim zdaniem to jest taki moment, którego nie wolno robić na szybko, bo od tego zależy jakość i bezpieczeństwo całej procedury. Jeżeli tampon jest zbyt płytko, wycisk będzie skrócony i później wkładka uszna nie doszczelni przewodu, pojawi się sprzężenie zwrotne i problemy z akustyką. Jeżeli jest zbyt głęboko, pacjent będzie odczuwał silny dyskomfort, a ryzyko urazu znacznie rośnie. W dobrych standardach otoplastyki uczy się, żeby zawsze dobrać odpowiedni rozmiar tamponu, delikatnie go sprasować przy wprowadzaniu, a potem pozwolić mu się „rozprężyć” właśnie za drugim załamkiem. W codziennej pracy przy wykonywaniu wkładek usznych, ochronników przeciwhałasowych czy indywidualnych monitorów odsłuchowych, ta jedna zasada – pełne wypełnienie przewodu słuchowego za drugim załamkiem – przekłada się na powtarzalne, dokładne wyciski i mniejszą liczbę poprawek w laboratorium.

Pytanie 32

Jeżeli wyniki prób stroikowych pacjenta są identyczne z zapisanymi w tabeli, to badanie audiometrii tonalnej wskaże na występowanie obustronnego niedosłuchu typu

Rodzaj próby stroikowejWynik próby
Próba WeberaLateralizacja centralna
Próba RinnegoObustronnie czas słyszenia dźwięku ze wzbudzonego stroika droga przewodnictwa powietrznego (PP) jest krótszy niż droga przewodnictwa kostnego (PK)
A. przewodzeniowego.
B. odbiorczego o lokalizacji pozaślimakowej.
C. mieszanego – podwyższenie progu PK w całym zakresie.
D. odbiorczego o lokalizacji ślimakowej.
Wynik opisanych prób stroikowych bardzo ładnie wpisuje się w obraz obustronnego niedosłuchu przewodzeniowego. Centralna lateralizacja w próbie Webera oznacza, że dźwięk z wibracyjnego stroika na czubku głowy jest słyszany jednakowo w obu uszach. To typowe, gdy albo słuch jest zupełnie prawidłowy, albo występuje symetryczne zaburzenie przewodzenia dźwięku po obu stronach. Kluczowy jest jednak wynik próby Rinnego: przewodnictwo powietrzne (PP) jest krótsze niż kostne (PK) – czyli Rinne ujemny obustronnie. To klasyczny wzorzec uszkodzenia ucha zewnętrznego lub środkowego, gdzie fala dźwiękowa gorzej przechodzi przez przewód słuchowy, błonę bębenkową, kosteczki, ale przewodnictwo kostne pozostaje stosunkowo zachowane. W audiometrii tonalnej w takim przypadku zobaczysz typową lukę powietrzno–kostną: progi przewodnictwa powietrznego są podwyższone, a progi przewodnictwa kostnego są prawidłowe lub tylko minimalnie podwyższone. Z mojego doświadczenia w gabinecie często odpowiada to np. obustronnemu wysiękowemu zapaleniu ucha środkowego, obustronnym perforacjom błon bębenkowych czy otosklerozie w fazie przewodzeniowej. Dobra praktyka kliniczna mówi, że przy takim wyniku prób stroikowych zawsze warto potwierdzić obraz w audiometrii tonalnej i impedancyjnej (tympanometria, odruchy z mięśnia strzemiączkowego), a także zrobić otoskopię, bo leczenie dotyczy wtedy głównie poprawy przewodzenia (farmakologia, drenaż, zabiegi operacyjne), a nie od razu aparatowania. Ważne też, żeby pamiętać, że przy obustronnym, symetrycznym niedosłuchu przewodzeniowym próba Webera nie lateralizuje – i to dokładnie widzimy w tym pytaniu.

Pytanie 33

Które postępowanie jest zgodne z zasadami pobierania formy z ucha?

A. Przed pobraniem formy z ucha należy zdezynfekować kanał słuchowy zewnętrzny.
B. Formę z ucha należy wyciągać tuż przed pełnym zastygnięciem masy wyciskowej.
C. Przed wyjęciem gotowej formy należy odpowietrzyć ucho.
D. Wypełniając ucho masą wyciskową należy odciągnąć małżowinę uszną.
Prawidłowe postępowanie przy wyjmowaniu formy z ucha polega właśnie na delikatnym odpowietrzeniu ucha przed wyciągnięciem gotowego odlewu. Chodzi o to, żeby najpierw lekko poruszyć formą, wpuścić powietrze między ścianę kanału słuchowego zewnętrznego a masę wyciskową, a dopiero potem spokojnie, jednostajnym ruchem ją wysunąć. Dzięki temu nie powstaje efekt „przyssania” do skóry przewodu słuchowego, który jest nie tylko nieprzyjemny dla pacjenta, ale może też podrażnić naskórek, a w skrajnych sytuacjach nawet uszkodzić cienką skórę w okolicy cieśni przewodu. W praktyce protetyki słuchu uznaje się odpowietrzenie za standardową procedurę – tak szkolą techników protetyków i audio­protetyków wszystkie sensowne kursy z otoplastyki. Moim zdaniem to jest jedna z tych niby drobnych czynności, które bardzo mocno wpływają na komfort pacjenta i na to, czy ktoś będzie chciał wrócić do tego samego specjalisty. Podczas wyjmowania formy dobrze jest dodatkowo kontrolować, czy pacjent nie zgłasza bólu lub silnego ciągnięcia. Jeżeli czuje dyskomfort, warto zatrzymać ruch, jeszcze raz delikatnie poruszyć odlewem, lekko poruszyć małżowiną uszną, żeby ułatwić dostanie się powietrza. W nowoczesnych procedurach pobierania odlewów z ucha (np. do wkładek indywidualnych typu ITE, CIC czy wkładek do aparatów BTE) podkreśla się, że prawidłowe odpowietrzenie zmniejsza ryzyko mikrourazów, ogranicza późniejsze podrażnienia od wkładki i pozwala zachować możliwie wierny kształt przewodu słuchowego, bez odkształceń spowodowanych zbyt gwałtownym wyciągnięciem formy.

Pytanie 34

W przypadku pacjentów z przewlekłym zapaleniem ucha środkowego, aby zaspokoić ich potrzeby związane z komfortem słyszenia, można zastosować

A. implant ślimakowy.
B. system FM.
C. aparat ITE.
D. aparat BAHA.
W przewlekłym zapaleniu ucha środkowego kluczowy problem jest taki, że przewód słuchowy zewnętrzny i błona bębenkowa są często zmienione chorobowo: wyciek, perforacje, ziarnina, czasem po kilku operacjach praktycznie brak możliwości klasycznego dopasowania aparatu zausznego czy wewnątrzusznego. W takiej sytuacji aparat BAHA (Bone Anchored Hearing Aid) jest rozwiązaniem z wyboru, bo całkowicie omija drogę powietrzną i przewód słuchowy, a wykorzystuje przewodnictwo kostne. Dźwięk jest przetwarzany przez procesor mowy i przekazywany bezpośrednio na kość czaszki, a dalej na ślimak, co w przewlekłych zapaleniach ucha środkowego zwykle działa bardzo dobrze, bo ucho wewnętrzne jest często strukturalnie zachowane. W praktyce klinicznej i według aktualnych standardów audiologicznych BAHA jest klasyczną opcją dla pacjentów z trwałym przewodzeniowym lub mieszanym niedosłuchem przy przeciwwskazaniach do klasycznych aparatów powietrznych, szczególnie gdy ucho jest „mokre” i nie nadaje się do zamknięcia wkładką. Moim zdaniem warto zapamiętać taki schemat: przewlekłe zapalenie, perforacje, wycieki, brak szans na stabilną suchą jamę bębenkową – myślimy o implantach na przewodnictwo kostne typu BAHA. Dodatkowo BAHA często poprawia komfort, bo nie drażni skóry przewodu słuchowego, nie powoduje okluzji i pozwala lepiej kontrolować przewlekłe stany zapalne. W wielu wytycznych otologicznych podkreśla się, że jest to rozwiązanie nie tylko poprawiające słyszenie, ale też higieniczne i bezpieczniejsze dla takiego ucha w dłuższej perspektywie.

Pytanie 35

Badaniem słuchu pomocnym w wykryciu głuchoty czynnościowej jest

A. emisja otoakustyczna.
B. audiometria zabawowa.
C. audiometria tonalna.
D. audiometria impedancyjna.
Poprawnie wskazana emisja otoakustyczna to dokładnie to badanie, które pomaga odróżnić prawdziwy niedosłuch od tzw. głuchoty czynnościowej, czyli sytuacji, gdy pacjent „udaje” lub nie współpracuje, a ucho wewnętrzne tak naprawdę działa prawidłowo. Emisje otoakustyczne (OAE) to bardzo delikatne dźwięki generowane przez komórki rzęsate zewnętrzne w ślimaku. Aparat wysyła bodziec akustyczny do ucha, a potem rejestruje odpowiedź z ucha wewnętrznego za pomocą czułego mikrofonu w zatyczce dousznej. Co ważne: wynik tego badania nie zależy od reakcji pacjenta, jego dobrej woli ani zrozumienia polecenia, tylko od obiektywnego działania narządu słuchu na poziomie ślimaka. Dlatego w standardach diagnostycznych OAE są złotym narzędziem do wykrywania symulacji, niedosłuchu czynnościowego oraz do badań przesiewowych noworodków. Jeżeli emisje są obecne, a audiometria tonalna pokazuje rzekomo duży niedosłuch, to od razu zapala się lampka: coś tu nie gra, najpewniej mamy do czynienia z głuchotą czynnościową. W praktyce klinicznej robi się tak, że przy podejrzeniu symulacji albo histerii najpierw wykonuje się badanie obiektywne (OAE, ewentualnie ABR), a dopiero potem interpretuje się subiektywne testy, jak audiometria tonalna czy mowy. Moim zdaniem każdy, kto pracuje z pacjentami „trudnymi”, szybko docenia, jak bardzo emisje ułatwiają rozmowę – bo można spokojnie powiedzieć: ślimak pracuje dobrze, coś innego jest problemem. To jest zgodne z dobrymi praktykami w audiologii: zawsze, przy wątpliwych wynikach, sięgamy po badania obiektywne, a OAE jest jednym z podstawowych narzędzi tego typu.

Pytanie 36

Jeżeli w próbie SISI liczba wykrytych przyrostów natężenia prezentowanego sygnału wynosi 80%, to wynik ten wykazuje na uszkodzenie

A. kosteczek ucha środkowego.
B. błony bębenkowej.
C. ślimaka.
D. pozaslimakowe.
Wynik 80% w próbie SISI bardzo jednoznacznie wskazuje na uszkodzenie ślimakowe, czyli tzw. niedosłuch odbiorczy pochodzenia ślimakowego. Próba SISI (Short Increment Sensitivity Index) bada tzw. rekrutację głośności – czyli nienormalnie szybki przyrost wrażenia głośności przy niewielkim zwiększaniu natężenia bodźca. U zdrowej osoby albo przy uszkodzeniach przewodzeniowych (błona bębenkowa, kosteczki ucha środkowego) małe przyrosty natężenia, rzędu 1 dB, są zwykle słabo wykrywalne, więc wynik SISI jest niski, np. 0–20%. Natomiast przy typowym uszkodzeniu ślimaka, szczególnie komórek rzęsatych zewnętrznych, próg słyszenia jest podwyższony, ale dynamika słyszenia jest zawężona i pojawia się właśnie rekrutacja. Pacjent zaczyna wtedy bardzo dobrze wykrywać małe przyrosty natężenia – stąd wartości SISI powyżej 60–70% uznaje się w praktyce klinicznej za typowe dla uszkodzenia ślimakowego. W protokołach audiologicznych i według klasycznych opracowań (np. Jerger, standardowe podręczniki audiologii) przyjmuje się, że wynik powyżej około 70% przemawia za lokalizacją ślimakową, natomiast wartości bardzo niskie sugerują uszkodzenie pozaślimakowe lub przewodzeniowe. W praktyce gabinetu protetyka słuchu taka informacja jest bardzo cenna: jeśli widzimy audiogram z ubytkiem odbiorczym i do tego wysokie SISI, to wzmacnianie w aparacie słuchowym trzeba planować ostrożnie, z uwzględnieniem rekrutacji, stosując dobre reguły kompresji (np. NAL-NL2) i unikając zbyt dużego przyrostu głośności w okolicach progów dyskomfortu. Moim zdaniem warto kojarzyć: wysoki SISI = ślimak, niska SISI = raczej pozaślimak lub przewodzeniowo.

Pytanie 37

Rożek jest elementem aparatów słuchowych typu

A. ITE
B. RIC
C. ITC
D. BTE
Rożek jest typowym elementem aparatów słuchowych zausznych, czyli BTE (Behind The Ear). W klasycznym układzie BTE dźwięk z przetwornika słuchowego przechodzi przez wężyk do rożka, a dopiero potem – przez wkładkę uszną – do przewodu słuchowego zewnętrznego. Rożek pełni więc funkcję swoistego łącznika między wężykiem a uchem pacjenta, stabilizuje aparat na małżowinie i poprawia komfort noszenia. W praktyce protetycznej bardzo często mówi się po prostu „wymiana rożka w BTE”, bo to element eksploatacyjny, który się zużywa, brudzi łojem i cerumenem oraz może twardnieć z czasem. W konstrukcjach RIC, ITE czy ITC nie stosuje się klasycznego rożka: RIC ma słuchawkę w uchu z małą kopułką lub wkładką, a ITE/ITC to obudowy wewnątrzuszne, które same w sobie pełnią rolę części mocującej. Z mojego doświadczenia rożek w BTE ma też znaczenie akustyczne – jego kształt i długość, razem z wężykiem, wpływają na charakterystykę przenoszenia i możliwość wystąpienia sprzężenia zwrotnego. Dlatego w dobrych praktykach serwisowych i dopasowujących zawsze zwraca się uwagę, żeby rożek był właściwie dobrany, szczelny, bez pęknięć i zgodny z typem wkładki usznej. W nowoczesnych systemach BTE wymiana rożka jest standardową czynnością konserwacyjną, opisaną w instrukcjach producentów i wytycznych serwisowych, bo ma bezpośredni wpływ na stabilność wzmocnienia i komfort użytkownika.

Pytanie 38

Odruch strzemiączkowy u otologicznie zdrowego człowieka pojawia się dla wartości poziomu ciśnienia akustycznego leżącego w zakresie

A. 20 ÷ 30 dB
B. 80 ÷ 90 dB
C. 60 ÷ 70 dB
D. 40 ÷ 50 dB
Odruch strzemiączkowy u osoby z prawidłowo funkcjonującym narządem słuchu pojawia się zazwyczaj przy poziomie ciśnienia akustycznego około 80–90 dB HL, dlatego odpowiedź 80 ÷ 90 dB jest prawidłowa. Ten odruch to automatyczne, odruchowe skurcze mięśnia strzemiączkowego w uchu środkowym, które zmniejszają przenoszenie drgań na ucho wewnętrzne. Mówiąc prościej: przy głośniejszym dźwięku układ słuchowy sam się „broni”, żeby chronić ślimak przed zbyt dużym obciążeniem. W badaniu impedancyjnym (tympanometrii z pomiarem odruchu) wykorzystuje się właśnie ten zakres natężeń, najczęściej 80–100 dB HL, zgodnie z typowymi procedurami klinicznymi. U zdrowego pacjenta odruch powinien pojawiać się mniej więcej w tym przedziale, zwykle około 85 dB HL, i jest to traktowane jako norma audiologiczna. Z mojego doświadczenia w gabinetach protetyki słuchu patrzy się nie tylko na sam próg odruchu, ale też na jego obecność przy stymulacji ipsilateralnej i kontralateralnej – to pomaga ocenić nie tylko ucho środkowe, ale i drogę słuchową w pniu mózgu. Znajomość typowego zakresu 80–90 dB jest ważna praktycznie: jeśli odruch pojawia się znacznie wcześniej (np. 60 dB), można podejrzewać rekrutację i niedosłuch ślimakowy; jeśli nie pojawia się nawet przy 100 dB, myśli się o uszkodzeniu ucha środkowego, ciężkim niedosłuchu przewodzeniowym lub uszkodzeniu nerwu słuchowego. W dobrze prowadzonych pracowniach audiologicznych zawsze kalibruje się sprzęt i pilnuje, żeby poziomy podawane w dB HL były zgodne z normami ISO, bo tylko wtedy interpretacja progu odruchu strzemiączkowego ma sens diagnostyczny. Znajomość tej wartości jest więc kluczowa zarówno dla diagnostyki, jak i późniejszego doboru aparatów słuchowych, bo protetyk wie, przy jakich poziomach dźwięku naturalne mechanizmy ochronne zaczynają działać.

Pytanie 39

W przypadku mikrocji lub atrezji u dziecka powyżej 4-roku życia należy zastosować

A. aparaty słuchowe na przewodnictwo powietrzne.
B. aparaty okularowe na przewodnictwo powietrzne.
C. implanty ślimakowe.
D. implanty kostne.
W przypadku mikrocji lub atrezji u dziecka powyżej 4. roku życia kluczowe jest zrozumienie, że przewód słuchowy zewnętrzny jest zwężony albo całkowicie niewykształcony, a małżowina uszna bywa zniekształcona. To oznacza, że klasyczne aparaty na przewodnictwo powietrzne nie mają gdzie „zawiesić” swojej akustyki – fala dźwiękowa po prostu nie dotrze prawidłowo do błony bębenkowej. Dlatego w zaleceniach klinicznych i w praktyce audiologiczno–protetycznej stosuje się systemy na przewodnictwo kostne, czyli implanty kostne (BAHA, BCI i inne rozwiązania tego typu). One omijają ucho zewnętrzne i środkowe i przekazują drgania bezpośrednio do kości czaszki, a dalej do ślimaka. U dziecka powyżej 4 lat kość czaszki jest już na tyle rozwinięta, że takie systemy, czy to na zaczepie, czy na opasce, czy w formie wszczepu, mają stabilną transmisję i dobrą efektywność. W praktyce protetyk słuchu często zaczyna od rozwiązań na opasce lub softband, a potem – zgodnie z zaleceniami lekarza otolaryngologa i chirurga – przechodzi na wszczepiany implant kostny. Moim zdaniem to jedno z bardziej eleganckich rozwiązań: nie próbujemy na siłę dopasować aparatu powietrznego tam, gdzie anatomia fizycznie na to nie pozwala, tylko wykorzystujemy sprawdzoną drogę przewodnictwa kostnego. Standardy postępowania w takich wadach przewodu słuchowego wyraźnie podkreślają, że celem jest jak najwcześniejsze zapewnienie dostępu do bodźców słuchowych, a implant kostny po 4. roku życia jest po prostu złotym standardem w niedosłuchu przewodzeniowym związanym z mikrocją/atrezją przy prawidłowo funkcjonującym ślimaku.

Pytanie 40

Pacjenci, u których stwierdzono umiarkowany niedosłuch w jednym uchu przy jednoczesnej głuchocie ucha drugiego, powinni być zaprotezowani urządzeniem typu

A. UNICROS
B. MULTI-CROS
C. BICROS
D. POWER-CROS
W takiej konfiguracji słuchu – umiarkowany niedosłuch w jednym uchu i praktycznie całkowita głuchota w drugim – klasycznym, zalecanym rozwiązaniem protetycznym jest system BICROS. Logika jest taka: ucho głuche nie ma użytecznego resztkowego słuchu, więc nie ma sensu go „wzmacniać” aparatem. Zamiast tego montuje się mikrofon/aparat po stronie głuchej, który tylko zbiera dźwięk i bezprzewodowo (albo przewodowo w starszych rozwiązaniach) przesyła go do aparatu na uchu lepiej słyszącym. To ucho z umiarkowanym niedosłuchem jest jedynym uchem, które realnie przetwarza dźwięk, więc dostaje pełnoprawny aparat słuchowy z wzmocnieniem dobranym według audiogramu. Jest to dokładnie definicja systemu BICROS: CROS + wzmacniający aparat na uchu lepszym. W praktyce pacjent zyskuje dwie rzeczy: kompensację asymetrii słuchu (słyszy dźwięki dochodzące od strony „głuchej”) oraz korekcję niedosłuchu w uchu lepszym. W codziennej pracy protetycznej takie dopasowania robi się często u osób z długotrwałą głuchotą jednostronną połączoną z postępującym niedosłuchem w drugim uchu. W nowoczesnych systemach BICROS można osobno regulować czułość mikrofonu po stronie głuchej i parametry wzmocnienia po stronie lepiej słyszącej, korzystając z metod dopasowania NAL lub DSL oraz pomiarów in situ. Moim zdaniem ważne jest też, żeby przed dopasowaniem dobrze wytłumaczyć pacjentowi, że nie przywracamy słyszenia binauralnego, tylko poprawiamy dostęp do sygnałów z „gorszej” strony. To bardzo obniża nierealne oczekiwania i poprawia satysfakcję z aparatu, co jest zgodne z dobrymi praktykami w protetyce słuchu.