Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 6 sierpnia 2026 06:09
  • Data zakończenia: 6 sierpnia 2026 06:21

Egzamin zdany!

Wynik: 37/40 punktów (92,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Które badanie zostało zarejestrowane na przedstawionym radiogramie?

Ilustracja do pytania
A. Jamy brzusznej wykonane poziomą wiązką promieniowania.
B. Płuc wykonane metodą Przybylskiego.
C. Dróg żółciowych metodą cholangiografii śródoperacyjnej.
D. Układu moczowego z użyciem środka kontrastującego.
Prawidłowo rozpoznano, że na radiogramie przedstawiono badanie jamy brzusznej wykonane poziomą wiązką promieniowania, w pozycji leżącej na boku (projekcja pozioma – tzw. boczna z poziomą wiązką). Świadczy o tym charakterystyczny układ pętli jelitowych i obecność poziomów powietrze–płyn, które bardzo dobrze uwidaczniają się właśnie przy poziomej (horyzontalnej) wiązce promieniowania. W takiej technice promień centralny biegnie równolegle do podłoża, dzięki czemu różnice gęstości pomiędzy gazem a płynem układają się w wyraźne poziomy, co jest kluczowe np. przy podejrzeniu niedrożności jelit czy perforacji przewodu pokarmowego.
Moim zdaniem to jedno z bardziej praktycznych badań w stanach ostrych brzucha. W standardach radiologii doraźnej (tzw. „acute abdomen series”) zaleca się wykonanie zdjęcia jamy brzusznej na stojąco, a jeśli pacjent nie może wstać – właśnie w projekcji bocznej z poziomą wiązką. Dzięki temu można ocenić obecność wolnego powietrza pod przeponą, ilość gazu w przewodzie pokarmowym, rozdęcie pętli jelitowych czy poziomy płynów w jelitach. W codziennej pracy technika RTG musi umieć prawidłowo ułożyć pacjenta (najczęściej leżenie na lewym boku, LLD – left lateral decubitus), dobrać odpowiednie parametry ekspozycji oraz zadbać, żeby wiązka była rzeczywiście pozioma względem podłoża, bo od tego zależy jakość diagnostyczna obrazu.
W praktyce klinicznej takie zdjęcie często wykonuje się u pacjentów z silnymi bólami brzucha, wzdęciem, zatrzymaniem gazów i stolca, podejrzeniem niedrożności mechanicznej albo po zabiegach operacyjnych w obrębie jamy brzusznej. Dobre rozpoznanie projekcji i techniki jest tu bardzo ważne, bo pozwala odróżnić klasyczne zdjęcie przeglądowe od bardziej ukierunkowanego badania na wykrycie powietrza wolnego lub poziomów płynowych. To jest dokładnie ten przypadek.

Pytanie 2

Która składowa prawidłowej krzywej EKG odpowiada powolnej repolaryzacji komór mięśnia sercowego?

A. Załamek P
B. Odcinek ST
C. Załamek Q
D. Odcinek TP
Prawidłowo wskazany odcinek ST odpowiada fazie powolnej repolaryzacji komór, czyli tzw. fazie plateau potencjału czynnościowego kardiomiocytów. W klasycznej fizjologii błony komórkowej serca jest to głównie faza 2 potencjału czynnościowego komórek roboczych mięśnia komór. W tym czasie do wnętrza komór napływają wolne kanały wapniowe typu L (Ca2+), a jednocześnie część jonów potasu (K+) wypływa na zewnątrz. Bilans tych prądów powoduje, że napięcie błonowe utrzymuje się przez pewien czas na w miarę stałym poziomie – właśnie to plateau odzwierciedla się na EKG jako odcinek ST, który w warunkach prawidłowych jest izoelektryczny, czyli leży na linii izoelektrycznej.
W praktyce technika EKG bardzo mocno opiera się na ocenie odcinka ST. W standardach interpretacji (np. zalecenia ESC/ACC) analiza uniesienia lub obniżenia ST jest kluczowa w rozpoznawaniu ostrego zespołu wieńcowego z uniesieniem odcinka ST (STEMI) albo niedokrwienia podwsierdziowego. Dla technika wykonującego badanie to oznacza, że trzeba bardzo pilnować jakości zapisu: dobra przyczepność elektrod, minimalizacja artefaktów mięśniowych, właściwa filtracja. Z mojego doświadczenia, jeśli odcinek ST „pływa” przez złe uziemienie czy ruch pacjenta, lekarz może mieć realny problem z oceną, czy to prawdziwe uniesienie, czy tylko artefakt.
Warto też pamiętać, że odcinek ST analizujemy zawsze w kontekście całej krzywej – końcówki zespołu QRS i początku załamka T. Wzorzec jest taki: QRS odpowiada depolaryzacji komór, potem odcinek ST – faza powolnej repolaryzacji, a załamek T – szybsza, końcowa repolaryzacja komór. Umiejętność świadomego powiązania tych elementów z fizjologią błony komórkowej bardzo pomaga w praktycznej interpretacji zapisu i w szybkim wychwytywaniu patologii, szczególnie w dyżurach SOR czy w pracowniach diagnostyki nieinwazyjnej.

Pytanie 3

Pozytywny środek cieniujący najczęściej stosowany w rentgenodiagnostyce powinien charakteryzować się

A. niską hydrofilnością.
B. wysoką lipofilnością.
C. niską osmolalnością.
D. wysoką lepkością.
Prawidłowa odpowiedź to niska osmolalność, bo właśnie ten parametr w praktyce najbardziej decyduje o bezpieczeństwie pozytywnych środków cieniujących stosowanych w rentgenodiagnostyce (np. w TK, urografii, angiografii). Środki kontrastowe o wysokiej osmolalności mocno „ściągają” wodę z komórek i przestrzeni śródmiąższowej do światła naczyń. To powoduje nagłe zwiększenie objętości osocza, obciążenie układu krążenia, ryzyko nudności, wymiotów, bólów głowy, a nawet zaburzeń hemodynamicznych. Dlatego we współczesnych standardach radiologicznych preferuje się środki niskoosmolalne lub izoosmolalne względem osocza. Z mojego doświadczenia to jest jedna z pierwszych rzeczy, na które zwraca się uwagę przy doborze kontrastu u pacjentów z niewydolnością nerek, niewydolnością krążenia czy u osób starszych. Niższa osmolalność oznacza mniejsze ryzyko nefrotoksyczności kontrastowej (CIN), mniejsze ryzyko bólu przy podaniu dotętniczym oraz ogólnie lepszą tolerancję. W praktyce w pracowniach TK czy angiografii używa się głównie nowoczesnych jodowych środków niskoosmolalnych, niejonowych, które są dobrze rozpuszczalne w wodzie (wysoka hydrofilność), łatwo wydalane przez nerki i mają dobry profil bezpieczeństwa. Wysoka lepkość jest raczej niepożądana, bo utrudnia przepływ środka przez cienkie cewniki i może powodować większy opór przy wstrzykiwaniu. Z kolei wysoka lipofilność nie jest cechą pożądaną dla kontrastów dożyl­nych – środek powinien być hydrofilny, żeby swobodnie krążyć w osoczu i być szybko wydalony. Tak więc w praktyce klinicznej niska osmolalność to absolutna podstawa przy wyborze dobrego, nowoczesnego środka cieniującego.

Pytanie 4

Którą patologię uwidoczniono w badaniu angiograficznym?

Ilustracja do pytania
A. Stenozę naczyń mózgowych.
B. Guza mózgu.
C. Cystę mózgu.
D. Tętniaka naczyń mózgowych.
Na przedstawionej angiografii widoczna jest typowa dla tętniaka naczyń mózgowych, dobrze odgraniczona, okrągła struktura wypełniona kontrastem, która uchodzi z jednej z tętnic mózgowych. Ma ona charakter tzw. workowatego poszerzenia światła naczynia, z wyraźną szyją tętniaka i zachowanym przepływem w tętnicy macierzystej. W badaniu DSA (digital subtraction angiography) takie ognisko kontrastowania, zlokalizowane na przebiegu tętnicy, jest klasycznym obrazem tętniaka, a nie guza czy torbieli. W praktyce klinicznej właśnie angiografia jest złotym standardem w ocenie tętniaków – pozwala dokładnie ocenić wielkość, szyję, kształt, relacje do sąsiednich naczyń i drobnych gałązek. Od tej oceny zależy później dobór metody leczenia: klipsowanie neurochirurgiczne albo leczenie wewnątrznaczyniowe (np. coilowanie, stent‑assisted coiling, flow diverter). Moim zdaniem warto zapamiętać, że na angiografii szukamy zmian w obrębie światła naczynia, a nie masy uciskającej z zewnątrz. Guzy mózgu i cysty lepiej widać w TK lub MR, natomiast tętniaki i stenozy najlepiej ocenia się właśnie w badaniu naczyniowym z kontrastem. W codziennej pracy technika radiologii kluczowe jest prawidłowe przygotowanie pacjenta, dobór projekcji (często kilka rzutów tej samej tętnicy) i odpowiednio szybkie podanie kontrastu, żeby nie przeoczyć wypełniania tętniaka ani fazy żylnej. Dobra jakość obrazów ma realny wpływ na bezpieczeństwo chorego, bo od dokładnej angiografii zależy, czy neurochirurg lub radiolog interwencyjny będzie mógł bezpiecznie zaplanować zabieg.

Pytanie 5

Podczas badania EEG w systemie „10-20” literą A oznacza się elektrody

A. pośrodkowe.
B. skroniowe.
C. uszne.
D. móżdżkowe.
W systemie „10–20” stosowanym w EEG litera A pochodzi od angielskiego słowa „auricular”, czyli uszny, odnoszący się do wyrostka sutkowatego i okolicy małżowiny usznej. Elektrody oznaczone jako A1 i A2 umieszcza się odpowiednio przy lewym i prawym uchu. W praktyce klinicznej często nazywa się je także elektrodami referencyjnymi usznymi, bo bardzo często służą jako elektrody odniesienia w klasycznym montażu EEG. Moim zdaniem warto to mieć „w głowie”, bo w opisach zapisów EEG ciągle się pojawiają skróty typu A1–T3, A2–T4 itp. System 10–20 polega na rozmieszczeniu elektrod na powierzchni czaszki w ściśle określonych odległościach procentowych między punktami anatomicznymi (nasion, inion, wyrostki sutkowate). Litery opisują region mózgu: F – czołowe (frontal), T – skroniowe (temporal), C – centralne (central), P – ciemieniowe (parietal), O – potyliczne (occipital), Fp – bieguny czołowe (frontopolar), a A – właśnie uszne. Dodatkowo liczby nieparzyste oznaczają stronę lewą, parzyste – prawą, a litera Z elektrody pośrodkowe (midline). W praktyce technika EEG poprawne rozpoznanie tych oznaczeń jest kluczowe przy zakładaniu czepka, ustawianiu montażu i potem przy interpretacji, np. lokalizacji napadów padaczkowych czy ognisk zwolnienia czynności bioelektrycznej. Prawidłowe rozumienie, że A to uszy, ułatwia od razu zorientowanie się, gdzie przebiega linia odniesienia i jak może wpływać na wygląd zapisu w różnych montażach odniesieniowych i bipolarach, co jest standardem w pracowniach EEG.

Pytanie 6

Które środki kontrastujące wykorzystywane są w diagnostyce rezonansem magnetycznym?

A. Jodowe, rozpuszczalne w wodzie.
B. Środki na bazie gadolinu.
C. Środki na bazie siarczanu baru.
D. Jodowe, nierozpuszczalne w wodzie.
Prawidłowo – w diagnostyce rezonansem magnetycznym standardowo stosuje się paramagnetyczne środki kontrastujące na bazie gadolinu. Gadolinium samo w sobie jest silnie toksycznym metalem ciężkim, ale w kontrastach MR występuje w postaci chelatów, czyli związków kompleksowych, które wiążą jon gadolinu i dzięki temu znacznie zmniejszają jego toksyczność i poprawiają bezpieczeństwo kliniczne. Mechanizm działania takiego kontrastu jest inny niż w klasycznej radiologii: gadolin nie pochłania promieniowania rentgenowskiego, tylko skraca czasy relaksacji T1 (głównie) i T2 protonów wody w tkankach. W praktyce oznacza to, że struktury, które gromadzą gadolin, stają się jaśniejsze (hiperintensywne) na obrazach T1-zależnych. W codziennej pracy używa się go np. w diagnostyce guzów mózgu, zmian demielinizacyjnych w SM, ocenie zapalenia opon, w badaniach serca (blizna pozawałowa, kardiomiopatie) czy przy ocenie unaczynienia guzów wątroby i nerek. Moim zdaniem warto zapamiętać, że kontrast MR to przede wszystkim gadolin, a nie jod czy bar. Dobre praktyki mówią o konieczności oceny czynności nerek (eGFR) przed podaniem gadolinu, szczególnie u pacjentów z niewydolnością nerek, ze względu na ryzyko nefrogennego układowego zwłóknienia (NSF) przy starszych preparatach. Obecnie preferuje się tzw. środki makrocykliczne, które są bardziej stabilne chemicznie i uznawane za bezpieczniejsze. W MR stosuje się też specjalne protokoły dynamiczne po kontraście (np. badania wątroby, piersi), gdzie obserwuje się fazy wzmocnienia w czasie, co pomaga różnicować zmiany łagodne i złośliwe. W praktyce technika i lekarz opisujący zawsze powinni dobrać odpowiednią dawkę, sekwencje T1-zależne i czas podania, żeby wzmocnienie kontrastowe było maksymalnie diagnostyczne.

Pytanie 7

Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałką oznaczono wyrostek kolczysty kręgu

Ilustracja do pytania
A. piersiowego w płaszczyźnie czołowej.
B. piersiowego w płaszczyźnie strzałkowej.
C. szyjnego w płaszczyźnie strzałkowej.
D. szyjnego w płaszczyźnie czołowej.
Na przedstawionym obrazie MR widzimy odcinek szyjny kręgosłupa w projekcji bocznej, czyli w płaszczyźnie strzałkowej. Strzałka wskazuje na tylną, ostro zakończoną strukturę kostną wychodzącą ku tyłowi od łuku kręgu – to właśnie wyrostek kolczysty kręgu szyjnego. W rezonansie magnetycznym, szczególnie w sekwencjach T1-zależnych, trzon kręgu i łuk mają jednorodny, dość jasny sygnał, a wyrostki kolczyste układają się w charakterystyczny „łańcuszek” za tylną ścianą kanału kręgowego. W odcinku szyjnym łatwo rozpoznać sąsiednie struktury: z przodu tchawicę i przełyk, powyżej podstawę czaszki, a w kanale kręgowym rdzeń kręgowy o bardziej jednorodnym sygnale niż otaczające go krążki międzykręgowe. Moim zdaniem kluczowe jest tu kojarzenie kształtu i położenia: wyrostek kolczysty zawsze leży po stronie tylnej, w linii pośrodkowej, za łukiem kręgu, a w obrazie strzałkowym widzimy go jak „kolce” ustawione jeden za drugim. W praktyce klinicznej taka orientacja w anatomii obrazowej jest bardzo ważna przy ocenie urazów kręgosłupa szyjnego, np. złamań wyrostków kolczystych, zmian zwyrodnieniowych czy ocenie ustawienia kręgów po urazie komunikacyjnym. Dobre rozpoznawanie płaszczyzn obrazowania (strzałkowa vs czołowa vs poprzeczna) jest standardem w diagnostyce MR – technik i lekarz muszą sprawnie kojarzyć przekrój z anatomią 3D pacjenta. W odcinku szyjnym dodatkowo pomaga charakterystyczne wygięcie lordotyczne oraz obecność czaszki nad kręgami szyjnymi, co tutaj też ładnie widać. Poprawne rozpoznanie wyrostka kolczystego świadczy o tym, że potrafisz „czytać” obraz w sposób przestrzenny, a to w radiologii jest, z mojego doświadczenia, absolutna podstawa dobrej praktyki.

Pytanie 8

W scyntygrafii dynamiczne badanie najczęściej rozpoczyna się

A. w momencie uzyskania stałego poziomu aktywności radiofarmaceutyku.
B. po godzinie od chwili podania radiofarmaceutyku.
C. w momencie lub tuż po iniekcji radiofarmaceutyku.
D. po dwóch godzinach od chwili podania radiofarmaceutyku.
Prawidłowa odpowiedź wynika z samej istoty scyntygrafii dynamicznej. W tego typu badaniu interesuje nas przede wszystkim przebieg w czasie: jak radiofarmaceutyk napływa do narządu, jak jest wychwytywany przez tkanki i jak potem jest z nich usuwany. Żeby zarejestrować pełną krzywą czas–aktywność, trzeba zacząć akwizycję obrazów dokładnie w momencie lub dosłownie tuż po iniekcji radiofarmaceutyku. Wtedy gammakamera „widzi” zarówno bardzo wczesną fazę naczyniową (przepływ krwi), jak i kolejne etapy dystrybucji i eliminacji. W badaniach takich jak scyntygrafia nerek (renoscyntygrafia), scyntygrafia perfuzyjna serca w trybie first-pass czy badania przepływu mózgowego, rozpoczęcie akwizycji już w chwili podania preparatu jest standardem i znajduje się w zaleceniach towarzystw medycyny nuklearnej. Z mojego doświadczenia, nawet kilkudziesięciosekundowe opóźnienie potrafi zniekształcić kształt krzywej i utrudnić interpretację: np. gorzej widać fazę napływu, trudniej ocenić perfuzję czy funkcję wydalniczą. Technicznie wygląda to tak, że pacjent jest już ułożony na stole, gammakamera jest ustawiona, parametry akwizycji wprowadzone, a operator podaje radiofarmaceutyk dożylnie dokładnie w chwili startu rejestracji. To pozwala potem analizować pik aktywności, czasy półzaniku, wskaźniki przepływu i filtracji. Dobra praktyka jest taka, żeby wszystko było wcześniej przygotowane: wenflon założony, pacjent poinformowany, brak zbędnych ruchów w trakcie pierwszych minut. Dzięki temu uzyskujemy wiarygodne dane dynamiczne, a nie tylko „statyczny obraz” po czasie, który w ogóle nie oddaje charakteru badania dynamicznego.

Pytanie 9

Zdjęcie którego zęba górnego zlecił na skierowaniu lekarz stomatolog?

Ilustracja do pytania
A. Lewego przedtrzonowego drugiego.
B. Prawego przedtrzonowego drugiego.
C. Lewego trzonowego pierwszego.
D. Prawego trzonowego pierwszego.
Na skierowaniu widnieje symbol „6” umieszczony w górnym kwadrancie schematu zębowego, co zgodnie z międzynarodowym systemem FDI oraz powszechnie stosowanymi schematami w stomatologii oznacza pierwszy ząb trzonowy w danym łuku. Położenie cyfry nad linią poziomą wskazuje szczękę (łuk górny), a po jej lewej stronie – lewą stronę pacjenta. Czyli patrzymy zawsze z perspektywy pacjenta, a nie osoby opisującej zdjęcie. W efekcie zapis odpowiada lewemu pierwszemu trzonowcowi w szczęce, czyli odpowiedzi: lewego trzonowego pierwszego. Moim zdaniem to jedno z podstawowych oznaczeń, które trzeba mieć „w ręku”, bo w praktyce pracowni RTG takie symbole pojawiają się na skierowaniach bardzo często, zwłaszcza od stomatologów, którzy używają uproszczonych schematów zębowych. W codziennej pracy technika elektroradiologii poprawne rozpoznanie oznaczenia zęba ma znaczenie praktyczne: ustawiamy pacjenta tak, aby interesujący ząb znalazł się w optymalnym polu promieniowania, dobieramy odpowiednią kasetę lub sensor, sprawdzamy kolimację wiązki oraz projekcję (np. zdjęcie zębowe, skrzydłowo‑zębowe czy pantomogram). Dodatkowo prawidłowe odczytanie strony (prawej/lewej) jest elementem dobrej praktyki i bezpieczeństwa pacjenta, dokładnie tak jak przy oznaczaniu projekcji w zdjęciach kości czy klatki piersiowej. Błąd strony przy zębach może skutkować powtórnym naświetlaniem, a więc niepotrzebnym zwiększeniem dawki. Dlatego w standardach jakości i procedurach pracownianych kładzie się nacisk na dokładne sprawdzenie skierowania, schematu zębowego i porównanie z jamą ustną pacjenta przed ekspozycją.

Pytanie 10

Gadolin jako dożylny środek kontrastowy stosowany w MR powoduje

A. skrócenie czasów relaksacji T₁ i T₂
B. skrócenie czasu relaksacji T₁ i brak zmian w czasie relaksacji T₂
C. wydłużenie czasu relaksacji T₂ i brak zmian w czasie relaksacji T₁
D. wydłużenie czasów relaksacji T₁ i T₂
Prawidłowa odpowiedź opiera się na podstawowej właściwości gadolinu jako paramagnetycznego środka kontrastowego: powoduje on skrócenie zarówno czasu relaksacji T1, jak i T2 w tkankach, w których się gromadzi. W praktyce klinicznej najważniejszy jest efekt T1‑skracający, bo na sekwencjach T1‑zależnych takie miejsca stają się wyraźnie jaśniejsze (hiperintensywne). Dzięki temu lepiej widzimy zmiany z zaburzoną barierą krew–mózg, unaczynione guzy, ogniska zapalne czy nieszczelne naczynia. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć tak: gadolin „przyspiesza” relaksację protonów, więc sygnał szybciej wraca do stanu równowagi.
Od strony fizycznej jony gadolinu (w postaci chelatów, np. Gd-DTPA) mają niesparowane elektrony, które silnie oddziałują z momentem magnetycznym jąder wodoru. To zwiększa efektywność wymiany energii i skraca czasy relaksacji. W dawkach diagnostycznych efekt T1 jest dominujący i pożądany – dlatego badania kontrastowe MR planuje się głównie w sekwencjach T1‑zależnych (np. spin-echo T1, 3D T1 z saturacją tłuszczu). W sekwencjach silnie T2‑zależnych skrócenie T2 może prowadzić wręcz do pewnego spadku sygnału, ale klinicznie zwykle mniej nas to interesuje.
W dobrych praktykach pracowni MR zawsze dobiera się odpowiednie sekwencje przed i po kontraście, tak żeby w pełni wykorzystać efekt T1‑skracający gadolinu. Standardowe protokoły (np. w badaniu OUN, wątroby, trzustki, kręgosłupa) zakładają ocenę wzmacniania kontrastowego właśnie na obrazach T1. Warto też pamiętać o kwestiach bezpieczeństwa: środki gadolinowe są generalnie bezpieczne, ale przy ciężkiej niewydolności nerek istnieje ryzyko nefrogennego układowego zwłóknienia, więc zawsze trzeba sprawdzać eGFR i trzymać się aktualnych zaleceń producenta i wytycznych towarzystw radiologicznych.

Pytanie 11

Na elektrokardiogramie zarejestrowano

Ilustracja do pytania
A. zawał mięśnia sercowego.
B. migotanie przedsionków.
C. migotanie komór.
D. blok odnogi pęczka Hisa.
Na przedstawionym zapisie EKG widać zmiany typowe dla zawału mięśnia sercowego, dlatego odpowiedź „zawał mięśnia sercowego” jest prawidłowa. Kluczowe jest tu zwrócenie uwagi na kształt zespołów QRS i odcinka ST. W świeżym zawale, szczególnie STEMI, widzimy uniesienie odcinka ST ponad linię izoelektryczną w sąsiadujących ze sobą odprowadzeniach, często z towarzyszącą patologicznie głęboką falą Q lub jej tworzeniem się. Na takim schematycznym zapisie, jak w pytaniu testowym, zwykle pokazuje się wyraźne „kopułkowate” lub „prostokątne” uniesienie ST – właśnie coś takiego można tutaj dostrzec. Moim zdaniem to jest klasyczny rysunek z podręczników do EKG, który ma nauczyć kojarzenia obrazu z ostrym niedokrwieniem. W praktyce technika EKG powinna zawsze oceniać, czy zapis nie sugeruje ostrego zespołu wieńcowego. Jeśli widzimy typowe uniesienia ST, szczególnie w odprowadzeniach przedsercowych V1–V6 lub w odprowadzeniach kończynowych, zgodnie z zaleceniami ESC i PTK trzeba jak najszybciej zgłosić to lekarzowi, bo liczy się czas do reperfuzji (PCI lub fibrynoliza). W odróżnieniu od zaburzeń rytmu, w zawale rytm może być zupełnie regularny, z zachowanymi załamkami P, natomiast zmienia się właśnie morfologia ST i QRS. Warto też pamiętać, że w późniejszych fazach zawału odcinek ST może wracać do linii izoelektrycznej, a pojawia się głęboka, poszerzona fala Q oraz odwrócenie załamka T – to tzw. zmiany ewolucyjne. W testach często pokazuje się różne etapy, ale tutaj chodziło o skojarzenie: charakterystyczne uniesienie ST = świeży zawał. Dobrą praktyką jest zawsze analizowanie EKG według schematu: częstość, rytm, załamki P, odstęp PQ, QRS, odcinek ST, załamek T – wtedy łatwiej wychwycić takie ostre zmiany.

Pytanie 12

Podczas którego badania zostały zarejestrowane przedstawione obrazy?

Ilustracja do pytania
A. Tomografii nerek.
B. Scyntygrafii tarczycy.
C. Scyntygrafii nerek.
D. Ultrasonografii tarczycy.
Prawidłowo wskazana została scyntygrafia nerek. Na przedstawionych obrazach widać typowy, barwny rozkład radioaktywności w obrębie obu nerek, uzyskany gammakamerą po dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej 99mTc‑DTPA, 99mTc‑MAG3 albo 99mTc‑EC). Charakterystyczne jest to, że obrazy są „plamiste”, kolorowe (skala pseudokolorów: czerwony, żółty, niebieski) i pokazują głównie funkcję narządu – czyli jak szybko znacznik jest wychwytywany i wydalany przez nerki – a nie ich dokładną anatomię. Moim zdaniem to jedna z najważniejszych różnic między scyntygrafią a TK czy USG: tu patrzymy przede wszystkim na czynność, a dopiero w drugiej kolejności na kształt. W praktyce klinicznej scyntygrafia nerek służy do oceny przesączania kłębuszkowego, drenażu z miedniczek nerkowych, udziału każdej nerki w całkowitej funkcji (tzw. funkcja rozdzielcza), diagnostyki zwężeń połączenia miedniczkowo‑moczowodowego, kontroli po przeszczepie nerki czy oceny blizn pozapalnych u dzieci. Standardem jest wykonywanie serii dynamicznych obrazów w kolejnych minutach po podaniu radiofarmaceutyku, co dokładnie pasuje do układu kafelków widocznych na ilustracji. Zgodnie z zasadami medycyny nuklearnej zapis taki uzyskuje się w projekcji tylnej lub przedniej, z pacjentem leżącym, a następnie analizuje się krzywe czas–aktywność. Z mojego doświadczenia w nauce do egzaminów warto zapamiętać, że „kolorowe, ziarniste nerki” w układzie dwóch symetrycznych ognisk po bokach kręgosłupa prawie zawsze oznaczają scyntygrafię nerek, a nie TK czy USG.

Pytanie 13

Na radiogramie uwidoczniono złamanie nasady

Ilustracja do pytania
A. bliższej kości łokciowej.
B. dalszej kości łokciowej.
C. bliższej kości promieniowej.
D. dalszej kości promieniowej.
Prawidłowo wskazana została nasada dalsza kości promieniowej. Na zdjęciu AP nadgarstka wyraźnie widać, że linia złamania przebiega w obrębie przynasady/nasady dystalnej kości promieniowej, tuż powyżej powierzchni stawowej promieniowo-nadgarstkowej. To typowa lokalizacja urazu w okolicy nadgarstka – w praktyce często nazywana złamaniem dalszej nasady kości promieniowej (np. złamanie Collesa lub Smitha, zależnie od przemieszczenia). Kość promieniowa leży po stronie kciuka, ma szerszą, rozbudowaną nasadę dalszą, która tworzy główną część panewki dla kości nadgarstka. Na standardowych projekcjach RTG (AP i bocznej) ocenia się ciągłość warstwy korowej, zarys beleczkowania, kąt nachylenia powierzchni stawowej oraz ewentualne przemieszczenia odłamów. Z mojego doświadczenia, w diagnostyce takich złamań ważne jest zwrócenie uwagi na linię stawu promieniowo-łokciowego dalszego oraz wysokość kości promieniowej względem łokciowej (tzw. ulnar variance). W codziennej pracy technika i lekarza radiologa trzymamy się zasady: zawsze najpierw identyfikujemy orientację zdjęcia (strona promieniowa/łokciowa), potem porównujemy szeroką, bloczkowatą nasadę dalszą promieniowej z dużo mniejszą nasadą dalszą łokciowej. Dzięki temu łatwiej uniknąć pomyłek. W dobrych praktykach przy podejrzeniu złamania dalszej nasady kości promieniowej wykonuje się co najmniej dwie prostopadłe projekcje, a przy wątpliwościach dokładniejsze badanie (np. TK) – zwłaszcza jeśli złamanie wchodzi do powierzchni stawowej. Warto też pamiętać, że takie złamania są bardzo częste po upadku na wyprostowaną rękę, szczególnie u osób starszych z osteoporozą, więc umiejętność ich szybkiej i pewnej identyfikacji na RTG jest kluczowa w praktyce.

Pytanie 14

Jednym z kryteriów poprawnie wykonanego badania spirometrycznego jest czas trwania natężonego wydechu, który powinien wynosić u osób powyżej 10 roku życia co najmniej

A. 6 sekund.
B. 4 sekundy.
C. 2 sekundy.
D. 3 sekundy.
Prawidłowo: jednym z kluczowych kryteriów poprawnie wykonanego badania spirometrycznego u osób powyżej 10. roku życia jest minimalny czas trwania natężonego wydechu (tzw. FVC manewr), który powinien wynosić co najmniej 6 sekund. Ten wymóg wynika z międzynarodowych standardów, m.in. wytycznych ATS/ERS, które określają warunki akceptowalności i powtarzalności spirometrii. Chodzi o to, żeby pacjent zdążył faktycznie „opróżnić” płuca, a krzywa wydechu osiągnęła wyraźny plateau, czyli wypłaszczenie przepływu, świadczące o zakończeniu wydechu. Jeśli wydech trwa zbyt krótko, to objętość wymuszona (FVC) jest zaniżona, a wtedy wskaźniki takie jak FEV1/FVC czy interpretacja obturacji i restrykcji robią się po prostu niewiarygodne. W codziennej praktyce, przy badaniu osób dorosłych i młodzieży, technik powinien pilnować nie tylko samego czasu 6 sekund, ale też kształtu krzywej i zachowania pacjenta. Często trzeba mocno dopingować: „jeszcze, jeszcze, nie przerywać”, bo pacjenci mają tendencję do kończenia wydechu za wcześnie, jak tylko poczują dyskomfort. Moim zdaniem dobra kontrola tego parametru to połowa sukcesu w spirometrii, bo bez pełnego wydechu możemy przeoczyć np. obturację w małych oskrzelach. Warto też pamiętać, że u niektórych osób, np. z ciężką obturacją, wydech spontanicznie trwa nawet dłużej niż 6 sekund i to też jest cenna informacja kliniczna. W pracowni spirometrycznej dobrą praktyką jest dokumentowanie, czy kryterium 6 sekund i plateau zostało spełnione, bo ma to wpływ na to, czy opis badania będzie uznany za wiarygodny przez lekarza pulmonologa.

Pytanie 15

Na którym obrazie TK uwidoczniony jest artefakt spowodowany ruchami oddechowymi pacjenta?

A. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany jest obraz 1. Na tym przekroju TK widać bardzo charakterystyczne, „pofalowane”, zygzakowate zniekształcenie konturów tkanek miękkich i ścian jamy brzusznej, jakby ktoś przesunął fragment obrazu w bok. Struktury anatomiczne nie są ostro odcięte, tylko rozciągnięte i nieregularne w kierunku osi Z i częściowo w płaszczyźnie obrazu. To typowy artefakt ruchowy wynikający z oddychania pacjenta w trakcie akwizycji danych. W TK brzucha i klatki piersiowej ruch oddechowy przepony oraz przesuwanie się narządów (wątroba, śledziona, jelita) powoduje, że kolejne projekcje są zbierane z narządami w nieco innym położeniu. Rekonstrukcja takiego „mieszanego” zestawu danych skutkuje właśnie takim falowaniem, rozmyciem, czasem podwójnymi konturami. W praktyce, zgodnie z dobrymi standardami (ESR, wytyczne producentów skanerów), badając jamę brzuszną prosimy pacjenta o wstrzymanie oddechu na czas skanu, stosujemy krótkie czasy rotacji lampy, odpowiednio dobraną kolimację i pitch, żeby skrócić czas zbierania danych. U pacjentów, którzy mają problem ze współpracą (np. dzieci, osoby z dusznością), często warto rozważyć techniki niskodawkowe z bardzo szybkim skanem, a czasem nawet sedację. Moim zdaniem kluczowe jest też dokładne wytłumaczenie pacjentowi przed badaniem, jak ma oddychać i kiedy przestać, bo to w prosty sposób zmniejsza ryzyko takich artefaktów i poprawia jakość diagnostyczną obrazów.

Pytanie 16

Strzykawka automatyczna do podawania kontrastu jest stosowana przy wykonywaniu

A. wlewu doodbytniczego.
B. cystografii mikcyjnej.
C. histerosalpingografii.
D. koronarografii.
Prawidłowo – strzykawka automatyczna do podawania środka cieniującego jest standardowo stosowana przy koronarografii. W badaniach naczyń wieńcowych serca bardzo ważne jest, żeby kontrast był podany szybko, pod odpowiednim ciśnieniem i w ściśle kontrolowanej objętości. Ręką po prostu nie da się tego zrobić tak powtarzalnie i precyzyjnie. Injektor automatyczny pozwala ustawić prędkość przepływu (np. kilka ml/s), całkowitą dawkę kontrastu na serię zdjęć, opóźnienie czasowe względem ekspozycji promieniowania oraz ewentualne tryby dwufazowe. Dzięki temu radiolog interwencyjny może skupić się na prowadzeniu cewnika w tętnicy wieńcowej, a nie na samym wstrzykiwaniu.
W koronarografii używa się jodowych środków cieniujących podawanych dotętniczo, często u pacjentów z licznymi obciążeniami kardiologicznymi. Automatyczna strzykawka pozwala ograniczać ryzyko nagłych zmian hemodynamicznych – np. zbyt szybkiego, niekontrolowanego bolusa. Z mojego doświadczenia to też kwestia bezpieczeństwa dla personelu: system jest zamknięty, łatwiej utrzymać aseptykę, a ekspozycja rąk na promieniowanie jest mniejsza, bo operator nie musi trzymać zwykłej strzykawki przy stole angiograficznym.
W pracowniach hemodynamicznych jest to w zasadzie złoty standard – aparatura angiograficzna jest fabrycznie przygotowana do współpracy z injektorem, a protokoły zabiegowe opisują dokładne parametry iniekcji dla różnych projekcji i gałęzi tętnic wieńcowych. W innych procedurach radiologicznych kontrast też bywa podawany automatycznie (np. w TK), ale w histerosalpingografii, cystografii mikcyjnej czy wlewie doodbytniczym stosuje się raczej ręczne, grawitacyjne lub bardzo łagodne podanie, bez typowego injektora wysokociśnieniowego, jak w koronarografii.

Pytanie 17

Badanie polegające na wprowadzeniu cewnika przez pęcherz moczowy do moczowodu i miedniczki nerkowej i podaniu środka kontrastującego to

A. pielografia wstępująca.
B. urografia.
C. pielografia zstępująca.
D. cystografia.
Prawidłowa odpowiedź to pielografia wstępująca, bo właśnie tak nazywa się badanie, w którym cewnik wprowadza się przez cewkę moczową do pęcherza, dalej do ujścia moczowodu, a następnie do samego moczowodu i miedniczki nerkowej, i podaje się środek kontrastowy „pod prąd” moczu. Kontrast przemieszcza się z dołu do góry, w kierunku nerki – stąd określenie „wstępująca”. Jest to klasyczne badanie radiologiczne dróg moczowych wykonywane pod kontrolą fluoroskopii, zwykle na sali RTG, często we współpracy z urologiem. W praktyce klinicznej pielografia wstępująca jest stosowana wtedy, gdy urografia dożylna (zwykła urografia) nie daje wystarczających informacji, np. przy podejrzeniu zwężeń moczowodu, zmian nowotworowych, przetok moczowych czy niejasnych poszerzeń układu kielichowo‑miedniczkowego. Dużym plusem tego badania jest możliwość bardzo dokładnego uwidocznienia światła moczowodu na całej jego długości, bo kontrast podajemy bezpośrednio do badanego odcinka, a nie tylko „czekamy”, aż nerka go wydali. Wymaga to jednak bardziej inwazyjnej procedury – cewnikowania, aseptyki, kontroli dawki promieniowania, a także dobrej współpracy z pacjentem. Z mojego doświadczenia typową dobrą praktyką jest wykonywanie serii zdjęć w kilku projekcjach (AP, skośne), przy małej dawce, z dokładnym opisem poziomu ewentualnych zwężeń czy ubytków wypełnienia. W nowoczesnej diagnostyce często porównuje się wynik pielografii wstępującej z TK lub MR, ale sama technika nadal ma swoje miejsce, szczególnie w planowaniu zabiegów urologicznych, np. założenia stentu JJ.

Pytanie 18

Które zdjęcie RTG stawu łokciowego zostało wykonane w projekcji skośnej w rotacji zewnętrznej?

A. Zdjęcie 2.
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zdjęcie 3.
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zdjęcie 1.
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zdjęcie 4.
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo – zdjęcie 1 przedstawia projekcję skośną stawu łokciowego w rotacji zewnętrznej. W tej projekcji ramię i przedramię są zazwyczaj w lekkim wyproście, a kończynę obraca się na zewnątrz (rotacja zewnętrzna) o ok. 35–45°. Efekt na obrazie jest taki, że kłykcie kości ramiennej nie nakładają się osiowo jak w projekcji AP, tylko widoczna jest wyraźna separacja struktur po stronie promieniowej. Głowa kości promieniowej i wcięcie promieniowe kości łokciowej są lepiej uwidocznione, a przestrzeń stawowa między głową kości promieniowej a bloczkiem i główką kości ramiennej jest bardziej czytelna. Moim zdaniem to właśnie ten charakterystyczny układ promieniowej strony stawu pomaga najszybciej rozpoznać tę projekcję. W praktyce klinicznej projekcja skośna w rotacji zewnętrznej jest bardzo przydatna przy podejrzeniu złamań głowy kości promieniowej, szyjki promieniowej, uszkodzeń wyrostka dziobiastego czy drobnych złamań awulsyjnych po stronie bocznej. W standardach wykonywania RTG stawu łokciowego (np. wg typowych protokołów radiologicznych) obok projekcji AP i bocznej zaleca się właśnie dodatkowe skośne projekcje, żeby uniknąć nakładania się struktur i nie przeoczyć subtelnych linii złamania. Warto pamiętać, że poprawne pozycjonowanie – stabilne ułożenie pacjenta, właściwa rotacja i kontrola osi kończyny – ma bezpośredni wpływ na jakość diagnostyczną takiego zdjęcia. Dobrą praktyką jest zawsze ocena, czy obraz odpowiada spodziewanemu wyglądowi anatomicznemu dla danej projekcji, zanim opisze się badanie.

Pytanie 19

Zamieszczone badanie elektrokardiograficzne wykazało u pacjenta

Ilustracja do pytania
A. migotanie komór.
B. niemiaro­wość zatokową.
C. migotanie przedsionków.
D. ekstrasystolię nadkomorową.
Rozpoznanie migotania przedsionków na tym zapisie EKG jest jak najbardziej trafne. Kluczowe cechy, które to potwierdzają, to brak wyraźnych, powtarzalnych załamków P przed zespołami QRS oraz nieregularne odstępy RR – czyli tzw. rytm „zupełnie niemiarowy”. Zamiast załamków P w linii izoelektrycznej widać drobne, nieregularne falowania, czyli fale f, odpowiadające chaotycznej, bardzo szybkiej aktywności przedsionków. Z mojego doświadczenia, jeśli patrząc na EKG masz wrażenie „bałaganu” między QRS-ami i brak jakiegokolwiek porządku w odstępach RR, to w praktyce klinicznej prawie zawsze jest to właśnie migotanie przedsionków. W standardach interpretacji EKG (zarówno w podręcznikach, jak i wytycznych kardiologicznych) podkreśla się trzy rzeczy: brak załamków P, obecność fal f i całkowitą niemiarowość odstępów RR przy wąskich zespołach QRS. Właśnie to widzimy na zamieszczonym badaniu. Migotanie przedsionków ma ogromne znaczenie praktyczne – zwiększa ryzyko udaru niedokrwiennego mózgu, dlatego u takiego pacjenta w codziennej pracy trzeba od razu myśleć o ocenie ryzyka (np. skala CHA2DS2-VASc) i ewentualnym włączeniu leczenia przeciwkrzepliwego. Poza tym ważne jest też podejście do kontroli częstości komór (beta-blokery, blokery kanału wapniowego) albo, w określonych sytuacjach, próba przywrócenia rytmu zatokowego. Technicznie, przy opisie EKG dobrze jest zawsze zacząć od oceny rytmu: czy jest miarowy, czy są załamki P przed każdym QRS, jaki jest odstęp PQ. W tym przypadku takie systematyczne podejście szybko prowadzi do rozpoznania AF, bo załamków P po prostu nie ma, a rytm komór jest wybitnie niemiarowy. Moim zdaniem opanowanie rozpoznawania migotania przedsionków na EKG to absolutna podstawa pracy z diagnostyką elektromedyczną.

Pytanie 20

Który z nowotworów jest hormonozależny?

A. Rak macicy.
B. Rak skóry.
C. Rak żołądka.
D. Rak krtani.
Prawidłowo wskazany został rak macicy, który klasycznie zalicza się do nowotworów hormonozależnych, szczególnie w kontekście działania estrogenów. W praktyce klinicznej często mówi się o tzw. nowotworach estrogenozależnych, gdzie nadmierna lub długotrwała stymulacja hormonalna sprzyja rozwojowi zmian nowotworowych. W przypadku raka trzonu macicy istotne znaczenie ma przewaga estrogenów przy braku równoważącego działania progesteronu, co prowadzi do rozrostu endometrium i zwiększa ryzyko transformacji nowotworowej. W standardach onkologicznych podkreśla się znaczenie oceny profilu hormonalnego, a także czynników ryzyka, takich jak otyłość, cykle bezowulacyjne, wczesna menarche czy późna menopauza. Moim zdaniem, z punktu widzenia osoby pracującej w medycynie, kluczowe jest rozumienie, że hormonozależność wpływa nie tylko na etiologię, ale też na diagnostykę i leczenie. W terapii mogą być stosowane leki modulujące gospodarkę hormonalną, np. progestageny w wybranych sytuacjach, a u pacjentek zawsze zwraca się uwagę na wywiad ginekologiczno-endokrynologiczny. W obrazowaniu (USG przezpochwowe, TK, MR) często ocenia się nie tylko sam guz, ale też cechy przerostu endometrium i ogólny stan narządu rodnego, co jest spójne z wiedzą o jego zależności od hormonów. W praktyce profilaktycznej ważne jest też monitorowanie kobiet z grup ryzyka, u których występują zaburzenia hormonalne, bo w tej grupie częściej dochodzi do rozwoju raka macicy. Dobrą praktyką jest łączenie danych klinicznych, endokrynologicznych i obrazowych, żeby jak najwcześniej wychwycić zmiany podejrzane o charakter nowotworowy, co realnie poprawia rokowanie.

Pytanie 21

Elementem systemu rejestracji obrazu, w którym fotony promieniowania X są bezpośrednio konwertowane na sygnał elektryczny, jest

A. błona halogenosrebrowa.
B. płyta luminoforowa.
C. detektor z amorficznym selenem.
D. detektor z jodkiem cezu.
Prawidłowo wybrany detektor z amorficznym selenem to klasyczny przykład tzw. bezpośredniej detekcji promieniowania X. W takim układzie fotony promieniowania rentgenowskiego są pochłaniane bez udziału pośredniego świecenia (bez etapu emisji światła widzialnego), a ich energia jest od razu zamieniana na ładunek elektryczny w warstwie półprzewodnika, właśnie amorficznego selenu (a-Se). Pod wpływem promieniowania w a-Se powstają pary elektron–dziura, które następnie są zbierane dzięki przyłożonemu polu elektrycznemu i rejestrowane przez matrycę cienkowarstwowych tranzystorów (TFT). Daje to bardzo dobrą rozdzielczość przestrzenną, co w praktyce świetnie sprawdza się np. w mammografii cyfrowej, gdzie liczy się widoczność drobnych mikrozwapnień i bardzo delikatnych struktur.
W systemach bezpośrednich unika się rozmycia związanego z rozpraszaniem światła w luminoforze, dlatego krawędzie struktur są ostrzejsze, a obraz bardziej „czysty”. Z mojego doświadczenia to właśnie na detektorach z a-Se najłatwiej dostrzec subtelne różnice gęstości tkanek. W wielu zaleceniach producentów i wytycznych dotyczących jakości obrazów (np. w mammografii) podkreśla się znaczenie wysokiej rozdzielczości i niskiego szumu, co systemy z bezpośrednią konwersją bardzo dobrze zapewniają.
W praktyce klinicznej technik zwykle nie widzi „gołego” selenu, tylko cały panel detektora, ale warto kojarzyć, że jeśli w opisie sprzętu jest mowa o direct conversion, direct digital radiography z a-Se, to właśnie chodzi o taki mechanizm: promieniowanie X → ładunek elektryczny, bez etapu świecenia. To jest podstawowa różnica wobec detektorów scyntylacyjnych z jodkiem cezu, które pracują w trybie pośrednim.

Pytanie 22

W diagnostyce metodą rezonansu magnetycznego biorą udział

A. elektrony wapnia.
B. jądra wapnia.
C. elektrony wodoru.
D. protony wodoru.
W rezonansie magnetycznym bardzo łatwo pomylić, które cząstki rzeczywiście biorą udział w tworzeniu obrazu, bo w organizmie mamy jądra, elektrony, różne pierwiastki i to wszystko na pierwszy rzut oka wydaje się mieć znaczenie. Tymczasem fizyka MR opiera się głównie na jądrze wodoru, czyli pojedynczym protonie, a nie na elektronach ani na jądrach cięższych pierwiastków, takich jak wapń. Jądra wapnia są obecne w kościach, ale mają zupełnie inne właściwości magnetyczne i w dodatku dużo mniejszą „przydatność” w typowych klinicznych aparatach MR. Kość korowa zawierająca dużo wapnia praktycznie nie daje sygnału w standardowych sekwencjach, dlatego na obrazach MR wygląda zwykle bardzo ciemno. Gdyby to jądra wapnia były podstawą obrazowania, widzielibyśmy kości świetnie, a tkanki miękkie dużo gorzej, a jest dokładnie odwrotnie. Elektrony, zarówno w wapniu, jak i w wodorze, mają co prawda własny moment magnetyczny, ale rezonans elektronowy (EPR/ESR) to zupełnie inna technika, używana raczej w badaniach fizycznych i chemicznych, a nie w rutynowej diagnostyce medycznej. Aparaty kliniczne MR są projektowane pod częstotliwości rezonansowe jąder wodoru, a nie elektronów. To jest podstawowy błąd myślowy: założenie, że skoro elektrony też „reagują” na pole magnetyczne, to one muszą być obrazowane. W praktyce w medycynie używamy jądrowego rezonansu magnetycznego jąder o spinie niezerowym, głównie 1H, bo wodór jest w każdej tkance w ogromnej ilości. Elektrony są dla nas bardziej tłem fizycznym niż użytecznym sygnałem. Kolejne nieporozumienie dotyczy samego wapnia: kości są świetnie widoczne w RTG i TK, więc ktoś może intuicyjnie przenosić to skojarzenie na MR. Jednak RTG i TK bazują na osłabianiu promieniowania jonizującego, a nie na właściwościach magnetycznych jąder. W MR liczy się gęstość protonów wodoru i czasy relaksacji w środowisku wodnym, dlatego to tkanki miękkie, mózg, mięśnie, narządy miąższowe wyglądają tak dobrze, a struktury silnie zmineralizowane są ciemne. Z mojego doświadczenia warto sobie to poukładać: MR = protony wodoru w polu magnetycznym + fale radiowe; RTG/TK = promieniowanie jonizujące i pochłanianie przez różne tkanki. Takie rozdzielenie pomaga unikać mylenia roli elektronów czy jąder wapnia z faktycznym mechanizmem działania rezonansu magnetycznego.

Pytanie 23

Kasety do pośredniej radiografii cyfrowej CR są wyposażone

A. w płyty fosforowe.
B. w folie wzmacniające.
C. w płyty ołowiowe.
D. w filmy rentgenowskie.
To pytanie bardzo dobrze pokazuje różnicę między klasyczną radiografią analogową a pośrednią radiografią cyfrową CR. Wiele osób automatycznie kojarzy kasetę RTG z filmem rentgenowskim, bo przez lata tak to wyglądało w pracowniach. W systemach analogowych rzeczywiście w kasecie znajdował się film światłoczuły, zwykle w połączeniu z foliami wzmacniającymi, które zamieniały promieniowanie X na światło, aby zmniejszyć dawkę dla pacjenta i skrócić ekspozycję. W CR filozofia jest inna: zamiast filmu mamy płytę fosforową, która sama pełni rolę nośnika informacji, a jednocześnie nie wymaga chemicznej obróbki w ciemni. Dlatego odpowiedź odwołująca się do filmów rentgenowskich jest typowym myleniem technologii analogowej z cyfrową pośrednią. Podobnie jest z foliami wzmacniającymi. One były kluczowym elementem kaset do filmów: konwersja promieniowania rentgenowskiego na światło błyskowe, które naświetlało film. W kasetach CR taka folia nie jest już potrzebna, bo płyta fosforowa bezpośrednio rejestruje energię promieniowania. W praktyce, jeżeli ktoś myśli, że w kasecie CR są folie wzmacniające, to zwykle wynika to z przyzwyczajenia do dawnych rozwiązań i braku rozróżnienia między konstrukcją kasety analogowej i cyfrowej. Płyty ołowiowe to z kolei zupełnie inny temat – ołów w radiologii kojarzymy z ochroną radiologiczną (fartuchy, parawany, osłony gonad, wkładki ochronne w kasetach od strony lampy lub stołu). Ołów może stanowić element ekranujący lub warstwę przeciwrozproszeniową, ale nie jest nośnikiem obrazu. W kasecie CR rolę „serca” systemu pełni płyta fosforowa, a nie ołów. Typowym błędem myślowym jest założenie, że skoro kaseta z zewnątrz wygląda podobnie w różnych systemach, to jej wnętrze też jest takie samo. W rzeczywistości rozwój radiografii cyfrowej całkowicie zmienił materiał rejestrujący: od filmu, przez fosfor w CR, po detektory półprzewodnikowe w DR. Z punktu widzenia dobrej praktyki zawodowej ważne jest, żeby umieć nazwać te elementy po imieniu i rozumieć, jak wpływają one na jakość obrazu, dawkę oraz sposób obsługi sprzętu.

Pytanie 24

Fistulografia to badanie kontrastowe

A. przetok.
B. żylaków.
C. naczyń włosowatych.
D. naczyń tętniczych.
Fistulografia to klasyczne badanie kontrastowe wykonywane właśnie w przypadku przetok, czyli nieprawidłowych połączeń między narządami, jamami ciała albo skórą. Kluczowe jest tu to, że kontrast podaje się bezpośrednio do światła przetoki – przez zewnętrzny otwór skórny albo przez dren – a nie do naczynia krwionośnego. Dzięki temu na zdjęciach RTG dokładnie widać przebieg kanału przetoki, jego długość, szerokość, ewentualne rozgałęzienia i połączenia z sąsiednimi strukturami. W praktyce klinicznej fistulografia jest szczególnie ważna np. przy przetokach okołoodbytniczych, pooperacyjnych, jelitowo-skórnych czy przetokach w obrębie układu moczowego. Umożliwia chirurgowi zaplanowanie zabiegu – gdzie ciąć, czego się spodziewać, które odcinki przetoki są martwicze, a które jeszcze drożne. Z mojego doświadczenia nauki w pracowni RTG największym plusem jest to, że badanie jest relatywnie proste technicznie: potrzebny jest środek cieniujący (zwykle jodowy, czasem wodnorozpuszczalny, żeby nie podrażniał tkanek) i aparat RTG z możliwością fluoroskopii. Ważne są też zasady dobrej praktyki: delikatne wprowadzenie kaniuli do przetoki, powolne podawanie kontrastu, unikanie nadmiernego ciśnienia, żeby nie rozerwać ścian kanału. Zwraca się też uwagę na pozycjonowanie pacjenta – tak, aby cały przebieg przetoki był w polu obrazowania. W nowocześniejszych ośrodkach stosuje się czasem połączenie fistulografii z TK (tzw. CT-fistulografia), co daje jeszcze dokładniejszą ocenę relacji przetoki do narządów sąsiadujących. Mimo rozwoju USG i TK, klasyczna fistulografia nadal jest uznawana za wartościowe, tanie i dość łatwo dostępne badanie obrazowe w diagnostyce przetok.

Pytanie 25

Na podstawie zapisu badania audiometrycznego rozpoznano u pacjenta uszkodzenie słuchu

Ilustracja do pytania
A. przewodzeniowe ucha prawego.
B. odbiorcze ucha prawego.
C. odbiorcze ucha lewego.
D. przewodzeniowe ucha lewego.
Rozpoznanie „przewodzeniowe uszkodzenie słuchu ucha prawego” idealnie pasuje do przedstawionego audiogramu. Na wykresie widać, że progi przewodnictwa kostnego dla ucha prawego (linia przerywana) mieszczą się w normie, w okolicy 0–10 dB HL w całym badanym zakresie częstotliwości, natomiast progi przewodnictwa powietrznego (linia ciągła z kropkami) są wyraźnie podwyższone – około 30–40 dB HL. Taka sytuacja, czyli prawidłowe przewodnictwo kostne przy pogorszonym przewodnictwie powietrznym, tworzy tzw. lukę powietrzno–kostną (air–bone gap). W audiometrii przyjmuje się, że luka ≥ 15 dB, obecna w kilku częstotliwościach, jest typowa dla niedosłuchu przewodzeniowego. Z mojego doświadczenia to właśnie ta luka jest najbardziej charakterystycznym, podręcznikowym objawem. W uchu lewym natomiast zarówno przewodnictwo powietrzne, jak i kostne są w granicach normy, więc nie ma podstaw, by mówić o niedosłuchu.
W praktyce technika medycznego interpretacja takiego badania ma konkretne konsekwencje. Niedosłuch przewodzeniowy sugeruje problem w uchu zewnętrznym lub środkowym: zalegająca woskowina, płyn w jamie bębenkowej, perforacja błony bębenkowej, otoskleroza, dysfunkcja kosteczek słuchowych itp. W dobrych standardach postępowania po takim wyniku zaleca się dokładne badanie otoskopowe, ewentualnie tympanometrię oraz konsultację laryngologiczną. Często po usunięciu przeszkody przewodzeniowej (np. woskowiny, wysięku) progi słuchu wracają do normy, co widać potem w kontrolnym audiogramie. Warto też pamiętać o prawidłowym maskowaniu ucha przeciwnego podczas badania przewodnictwa kostnego, żeby wynik rzeczywiście dotyczył badanego ucha. W tym zapisie nie ma cech niedosłuchu odbiorczego (brak podwyższonych progów kostnych), ani mieszanych, więc klasyfikacja jest dość jednoznaczna i zgodna z zasadami diagnostyki audiometrycznej.
Moim zdaniem to jedno z tych badań, gdzie schemat interpretacji jest bardzo klarowny: kostne dobre – powietrzne złe – myślimy przewodzeniowo, zawsze po stronie, gdzie jest luka.

Pytanie 26

Na zamieszczonej rycinie przedstawiono

Ilustracja do pytania
A. efekt Comptona.
B. zjawisko tworzenia par.
C. zjawisko anihilacji.
D. zjawisko fotoelektryczne.
Na rycinie widać klasyczny schemat zjawiska fotoelektrycznego: kwant promieniowania γ (lub X) pada na elektron związany w atomie, przekazuje mu energię i wybija go poza atom jako elektron swobodny. Opis matematyczny Ee = hν − Ew pokazuje, że energia kinetyczna elektronu wybitego (Ee) jest równa energii fotonu (hν) pomniejszonej o energię wiązania elektronu w atomie (Ew). To jest dokładnie definicja efektu fotoelektrycznego, tak jak uczą w fizyce medycznej i w podstawach radiologii. W diagnostyce obrazowej to zjawisko ma ogromne znaczenie przy niższych energiach promieniowania, typowych np. dla mammografii czy zdjęć kostnych – tam dominująca absorpcja w tkankach to właśnie fotoefekt. Moim zdaniem warto zapamiętać, że fotoefekt jest mocno zależny od liczby atomowej Z materiału (z grubsza rośnie jak Z³) – dlatego kości, zawierające dużo wapnia, pochłaniają więcej promieniowania niż tkanki miękkie i wychodzą na zdjęciu jaśniej. W praktyce technika radiologiczna wykorzystuje to przy doborze napięcia kV: niższe kV wzmacnia udział zjawiska fotoelektrycznego, poprawia kontrast tkankowy, ale zwiększa dawkę pochłoniętą. Standardy ochrony radiologicznej i dobre praktyki (np. zasada ALARA) wymagają takiego doboru parametrów, żeby uzyskać wystarczającą jakość obrazu przy jak najmniejszej dawce, czyli rozsądnego kompromisu między udziałem fotoefektu a rozpraszaniem Comptona. Warto też pamiętać, że po wybiciu elektronu w atomie powstaje luka w powłoce, co prowadzi do emisji promieniowania charakterystycznego lub elektronów Augera – to z kolei leży u podstaw działania kontrastów zawierających jod czy gadolin w niektórych technikach obrazowania.

Pytanie 27

Radiogram jamy brzusznej uwidacznia

Ilustracja do pytania
A. złogi w nerkach.
B. perforację przewodu pokarmowego.
C. połknięte ciało obce.
D. złogi w pęcherzyku żółciowym.
Prawidłowo wskazana perforacja przewodu pokarmowego odnosi się do jednej z najważniejszych, wręcz klasycznych wskazań do wykonania przeglądowego radiogramu jamy brzusznej w projekcji stojącej. Na takim zdjęciu szukamy przede wszystkim wolnego powietrza w jamie otrzewnej – tzw. odmy otrzewnowej. Typowy obraz to pas powietrza pod kopułami przepony, oddzielony wyraźną linią od cienia wątroby lub śledziony. W standardach opisowych przyjmuje się, że nawet niewielka ilość gazu, jeżeli jest dobrze uwidoczniona pod przeponą, jest bardzo silnym argumentem za perforacją żołądka, dwunastnicy albo jelit. W praktyce ostrych dyżurów chirurgicznych takie RTG w projekcji stojącej albo bocznej leżącej jest szybkim, tanim i ciągle stosowanym badaniem przesiewowym, zanim pacjent trafi na TK. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w sytuacji ostrego brzucha, nagłego bólu, twardego „deskowatego” brzucha – zlecenie RTG jamy brzusznej i klatki piersiowej w pozycji stojącej to standardowa dobra praktyka. Radiolog opisując obraz zwraca uwagę na obecność wolnego powietrza, poziomy płyn–powietrze, rozdęcie pętli jelitowych, ale to właśnie odma podprzeponowa jest najbardziej charakterystycznym i jednoznacznym wskaźnikiem perforacji. W przeciwieństwie do złogów czy ciał obcych, które mogą być widoczne albo nie (zależnie od ich wysycenia), wolne powietrze ma bardzo typową, kontrastową prezentację. Współczesne wytyczne sugerują, że TK jamy brzusznej jest dokładniejsza, ale zwykłe RTG nadal pozostaje ważnym, szybkim narzędziem wstępnej diagnostyki i triage’u pacjentów z podejrzeniem pęknięcia przewodu pokarmowego.

Pytanie 28

Do czego służy do symulator rentgenowski wykorzystywany w procesie radioterapii?

A. Do generowania trójwymiarowych informacji o lokalizacji obszaru guza.
B. Do weryfikacji dawki podanej pacjentowi w obszarze PTV.
C. Do weryfikacji i odwzorowania geometrii pól poszczególnych wiązek terapeutycznych.
D. Do określania odległości od wirtualnego źródła promieniowania do skóry pacjenta.
Prawidłowo – symulator rentgenowski w radioterapii służy przede wszystkim do weryfikacji i odwzorowania geometrii pól poszczególnych wiązek terapeutycznych. W praktyce oznacza to, że na symulatorze „na sucho” sprawdza się, czy zaplanowane pola napromieniania, kąty obrotu głowicy, kolimatora, ustawienie stołu i pozycja pacjenta rzeczywiście pokrywają się z obszarem, który ma być napromieniony. Moim zdaniem to jest taki etap próbny przed właściwym leczeniem – bez ryzyka podania dawki terapeutycznej. Symulator ma podobną geometrię jak akcelerator (odległość źródło–skóra, zakres ruchów ramienia, kolimatory), ale zamiast wiązki megawoltowej używa promieniowania diagnostycznego, więc można uzyskać obraz rentgenowski i sprawdzić ułożenie pól względem anatomii pacjenta. W standardach radioterapii podkreśla się, że prawidłowe odwzorowanie geometrii pól jest kluczowe dla bezpieczeństwa: dzięki symulacji można wykryć błędy w pozycjonowaniu, złe kąty projekcji, niewłaściwy margines wokół PTV czy niepotrzebne obciążenie narządów krytycznych (OAR). W codziennej pracy używa się symulatora do zaznaczenia na skórze pacjenta linii referencyjnych, punktów laserowych, czasem znaczników tuszem lub tatuaży, które później są używane przy każdym seansie na akceleratorze. Dobre praktyki mówią, że przed pierwszym napromienianiem plan powinien być zweryfikowany geometrycznie – kiedyś głównie na klasycznym symulatorze RTG, dziś coraz częściej na wirtualnym symulatorze opartym na TK, ale zasada jest ta sama: chodzi o kontrolę geometrii pól, a nie o dokładne mierzenie dawki czy tworzenie nowego obrazu 3D. Dzięki temu cały zespół ma większą pewność, że wiązka trafia dokładnie tam, gdzie zaplanował fizyk i lekarz.

Pytanie 29

W zapisie EKG załamki P dodatnie w odprowadzeniu I i II, a ujemne w aVR oraz częstotliwość rytmu mniejsza niż 60/min wskazują na

A. zahamowanie zatokowe.
B. przyspieszony rytm zatokowy.
C. zwolniony rytm zatokowy.
D. niemiarowość zatokową.
Prawidłowo – opis w pytaniu dokładnie pasuje do zwolnionego rytmu zatokowego, czyli bradykardii zatokowej. Załamki P dodatnie w odprowadzeniach I i II oraz ujemne w aVR to klasyczny „podpis” tego, że impuls elektryczny pochodzi z węzła zatokowo–przedsionkowego, czyli z fizjologicznego rozrusznika serca. Mówiąc prościej: morfologia załamka P mówi nam o miejscu powstania pobudzenia, a nie o jego szybkości. Dopiero częstotliwość rytmu, w tym przypadku < 60/min, decyduje, czy mówimy o rytmie zatokowym prawidłowym, przyspieszonym czy zwolnionym. Standardowo przyjmuje się, że: rytm zatokowy prawidłowy ma częstość 60–100/min, przyspieszony rytm zatokowy (tachykardia zatokowa) > 100/min, a zwolniony rytm zatokowy (bradykardia zatokowa) < 60/min. To jest podstawowa rzecz, którą trzeba mieć w głowie przy każdej analizie EKG, niezależnie czy pracujesz w pracowni EKG, na SOR-ze czy w POZ. W praktyce technika EKG wygląda to tak: najpierw oceniamy, czy załamki P są „zatokowe” (czyli dodatnie w I, II, ujemne w aVR, stały kształt), następnie sprawdzamy, czy po każdym P występuje zespół QRS, a potem mierzymy częstość rytmu – np. metodą 300/150/100 (przy zapisie 25 mm/s) albo za pomocą automatycznej analizy aparatu, ale zawsze warto ją zweryfikować „na oko”. U wielu osób, zwłaszcza młodych, wysportowanych, bradykardia zatokowa może być wariantem normy, szczególnie w spoczynku czy we śnie. Z drugiej strony, u pacjentów starszych, z chorobą węzła zatokowego, po lekach beta-adrenolitycznych czy blokerach kanału wapniowego, zwolniony rytm zatokowy może dawać zawroty głowy, osłabienie, omdlenia. Moim zdaniem dobrze jest od razu w głowie łączyć obraz EKG z objawami klinicznymi, bo sama liczba uderzeń na minutę jeszcze nie mówi, czy dany rytm jest dla pacjenta niebezpieczny. Dobre praktyki mówią: zawsze opisz rytm trzema słowami – pochodzenie (zatokowy/pozazatokowy), regularność (miarowy/niemiarowy) i częstość (przyspieszony/prawidłowy/zwolniony). Tutaj mamy wyraźnie: rytm zatokowy, miarowy (z opisu to wynika) i zwolniony.

Pytanie 30

Wysoką rozdzielczość przestrzenną obrazowania MR uzyskuje się przez

A. zmniejszenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
B. zwiększenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
C. zwiększenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
D. zmniejszenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
Prawidłowo – wysoka rozdzielczość przestrzenna w MR zależy głównie od wielkości piksela, a ten wynika z relacji: rozmiar piksela = FoV / matryca obrazująca (osobno w kierunku X i Y). Jeśli zmniejszamy FoV i jednocześnie zwiększamy matrycę, to dzielimy mniejszy obszar na większą liczbę elementów, więc każdy piksel reprezentuje mniejszy fragment ciała. To właśnie daje lepszą zdolność do rozróżniania drobnych struktur, czyli wyższą rozdzielczość przestrzenną. W praktyce technik MR, planując badanie, bardzo często świadomie zmniejsza FoV dla małych struktur, np. nadgarstka, kolana, przysadki mózgowej czy drobnych zmian w kręgosłupie, i ustawia możliwie dużą matrycę (np. 320×320, 512×512), oczywiście w granicach czasu badania i dostępnego SNR. Standardy pracy w pracowniach rezonansu, zalecane przez producentów skanerów i towarzystwa radiologiczne, mówią wprost: jeśli chcesz poprawić szczegółowość obrazu, manipuluj FoV i rozdzielczością matrycy, pamiętając o kompromisie z SNR i czasem akwizycji. Moim zdaniem to jedno z kluczowych ustawień, które odróżnia „byle jakie” badanie od naprawdę diagnostycznego. Warto też pamiętać, że przy bardzo małym FoV trzeba uważać na aliasing (zawijanie obrazu), dlatego często stosuje się techniki antyaliasingowe lub oversampling. Zwiększenie matrycy zwykle wydłuża czas sekwencji, więc w praktyce szuka się złotego środka: tak dobra rozdzielczość, żeby lekarz widział szczegóły, ale jednocześnie akceptowalny czas badania i poziom szumów. Dobrą praktyką jest też różnicowanie parametrów: inne FoV i matryca dla sekwencji przeglądowych, a inne – bardziej „wyżyłowane” – dla sekwencji celowanych na konkretną zmianę.

Pytanie 31

Jakie struktury anatomiczne uwidoczniono na obrazie USG?

Ilustracja do pytania
A. Pęcherzyk żółciowy z kamieniami.
B. Nerka lewa ze złogami.
C. Ciężarna macica z czterema płodami.
D. Pęcherz moczowy z kamieniami.
Na obrazie USG widoczny jest typowy obraz pęcherzyka żółciowego z kamieniami – jest to podłużna, bezechowa struktura (czarna, wypełniona żółcią) z wyraźnie hiperechogenicznymi ogniskami przy jego ścianie. Te jasne „kulki” dają za sobą cienioowanie akustyczne, czyli ciemny cień w głąb obrazu, bo fala ultradźwiękowa nie przechodzi przez złogi. To właśnie ten akustyczny cień jest jednym z najważniejszych kryteriów rozpoznania kamicy pęcherzyka w standardach ultrasonograficznych (m.in. zalecenia PTU i EFSUMB). W praktyce klinicznej, jeśli widzimy: bezechowy pęcherzyk, ruchome lub zalegające przy ścianie hiperechogeniczne złogi z cieniem, do tego dodatni objaw zmiany położenia przy zmianie pozycji pacjenta – myślimy w pierwszej kolejności o kamicy. Z mojego doświadczenia, w opisie badania warto zawsze zaznaczyć: liczbę złogów (pojedyncze vs mnogie), ich wielkość, obecność zgrubienia ściany pęcherzyka, płynu okołopęcherzykowego oraz ewentualny dodatni objaw Murphy’ego w USG (ból przy uciśnięciu głowicą w rzucie pęcherzyka). To pomaga lekarzowi prowadzącemu ocenić, czy mamy tylko niepowikłaną kamicę, czy już ostre zapalenie pęcherzyka. W dobrych praktykach technik wykonujący badanie zawsze optymalizuje głębokość, wzmocnienie (gain) i ognisko tak, żeby ściana pęcherzyka i cień za złogami były jak najbardziej czytelne. Dobrze jest też pamiętać o projekcjach: badamy pęcherzyk w przekrojach podłużnych i poprzecznych, zwykle w pozycji na wznak, czasem dodatkowo w leżeniu na lewym boku, żeby ocenić ruchomość kamieni. Taka systematyka bardzo ułatwia pewne rozpoznanie i odróżnienie kamieni od np. polipów czy zagęszczeń żółci.

Pytanie 32

W scyntygrafii perfuzyjnej płuc pacjentowi podawany jest radioizotop

A. ¹²³I dożylnie.
B. ¹²³I wziewnie.
C. ⁹⁹ᵐTc dożylnie.
D. ⁹⁹ᵐTc wziewnie.
W scyntygrafii perfuzyjnej płuc standardowo podaje się pacjentowi radiofarmaceutyk z technetem-99m (99mTc) dożylnie. Jest to zwykle makroagregat albuminy ludzkiej znakowany 99mTc (tzw. 99mTc-MAA). Po podaniu do żyły preparat wraz z krwią dociera do krążenia płucnego i zatrzymuje się w małych naczyniach włosowatych płuc, proporcjonalnie do przepływu krwi. Dzięki temu uzyskujemy obraz perfuzji, czyli ukrwienia poszczególnych obszarów płuc. To właśnie ten mechanizm jest kluczowy przy podejrzeniu zatorowości płucnej – widzimy ubytki perfuzji w segmentach, do których nie dopływa krew z powodu zatoru. 99mTc jest izotopem idealnym do takich badań, bo ma krótki okres półtrwania (ok. 6 godzin), emituje głównie promieniowanie gamma o energii odpowiedniej dla gammakamery i daje stosunkowo niską dawkę dla pacjenta. Podanie dożylne jest też technicznie proste i dobrze powtarzalne, co ma znaczenie w codziennej pracy w medycynie nuklearnej. W praktyce klinicznej często łączy się scyntygrafię perfuzyjną z wentylacyjną (badanie V/Q), gdzie perfuzję oceniamy właśnie po dożylnym 99mTc-MAA, a wentylację po podaniu wziewnym innego preparatu (np. aerozolu 99mTc lub gazu szlachetnego). Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: perfuzja = droga naczyniowa = podanie dożylne. To bardzo pomaga w szybkim kojarzeniu protokołów badań przy pracy na pracowni medycyny nuklearnej i w komunikacji z lekarzem kierującym na badanie.

Pytanie 33

Na obrazie ultrasonograficznym jamy brzusznej strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. pęcherzyk żółciowy.
B. wątrobę.
C. ogon trzustki.
D. nerkę.
Na obrazie USG strzałka wskazuje typowy obraz pęcherzyka żółciowego: wydłużoną, owalną, bezechową (czarną) strukturę z cienką, wyraźnie zarysowaną, hiperechogeniczną ścianą, położoną przy dolnym brzegu wątroby. W badaniu w projekcji podżebrowej prawostronnej pęcherzyk leży w loży pęcherzyka żółciowego, zwykle tuż przy przedniej ścianie jamy brzusznej, co dokładnie widać na tym skanie. Brak wewnętrznych ech, brak pogrubienia ściany i brak cieni akustycznych w świetle narządu odpowiada obrazowi prawidłowemu, który jest punktem odniesienia przy ocenie patologii. W praktyce klinicznej właśnie taki prosty, „książkowy” obraz jest podstawą do rozpoznawania zmian, np. kamicy pęcherzyka (hiperechogeniczne złogi z cieniem akustycznym), zapalenia (pogrubiała ściana >3 mm, płyn okołopęcherzykowy) czy polipów. Moim zdaniem warto zapamiętać, że pęcherzyk żółciowy na USG jest zawsze strukturą bezechową wypełnioną żółcią, a jego ściana jest jasna i cienka. Standardy opisu w ultrasonografii jamy brzusznej (np. zalecenia Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego) wymagają rutynowej oceny kształtu, wymiarów, grubości ściany oraz obecności złogów lub mas w świetle. W codziennej pracy technika elektroradiologii bardzo ważne jest też prawidłowe ułożenie pacjenta (najczęściej na wznak, czasem lewy bok) oraz skanowanie w kilku płaszczyznach, żeby nie pomylić pęcherzyka z poszerzonym przewodem żółciowym lub naczyniem żylnym. Dobrą praktyką jest również ocena pęcherzyka w pozycji stojącej lub siedzącej, gdy podejrzewamy kamicę – złogi wtedy „spadają” grawitacyjnie i zmieniają położenie w świetle narządu, co bardzo ułatwia rozpoznanie.

Pytanie 34

Nieostrość geometryczna obrazu rentgenowskiego zależy od

A. wielkości ziarna luminoforu folii wzmacniającej.
B. wielkości ogniska optycznego.
C. ilości promieniowania rozproszonego.
D. grubości emulsji błony rentgenowskiej.
Prawidłowo wskazana została wielkość ogniska optycznego, czyli w praktyce rozmiar ogniska lampy rentgenowskiej. To właśnie od niego w dużym stopniu zależy nieostrość geometryczna, nazywana też nieostrością ogniskową. Im większe ognisko, tym bardziej krawędzie struktur na obrazie stają się rozmyte, bo promienie wychodzą z większego obszaru, a nie z jednego „punktu”. Z mojego doświadczenia dobrze to widać np. w radiogramach kości dłoni: przy dużym ognisku beleczki kostne i zarysy drobnych stawów są mniej wyraźne, przy małym ognisku – ostre jak żyleta. Dlatego w standardach pracowni RTG zaleca się używanie małego ogniska do badań wymagających wysokiej rozdzielczości przestrzennej: zdjęcia kostne, mammografia, drobne struktury stomatologiczne. Przy badaniach dużych części ciała, np. klatki piersiowej u dorosłego, częściej stosuje się większe ognisko, bo trzeba wytrzymać większe obciążenie cieplne lampy. W praktyce technik zawsze musi znaleźć kompromis między ostrością a możliwościami technicznymi aparatu i dawką dla pacjenta. Warto też pamiętać, że na nieostrość geometryczną wpływa dodatkowo odległość ognisko–błona oraz odległość obiekt–błona, ale „startem” całego problemu jest właśnie fizyczna wielkość ogniska. Gdy opanujesz tę zależność, łatwiej rozumiesz, dlaczego w protokołach badań RTG tak mocno podkreśla się dobór ogniska w zależności od badanej okolicy i masy ciała pacjenta.

Pytanie 35

Które zaburzenie rytmu serca zarejestrowano na elektrokardiogramie?

Ilustracja do pytania
A. Blok prawej odnogi pęczka Hisa.
B. Częstoskurcz komorowy.
C. Migotanie przedsionków.
D. Blok przedsionkowo-komorowy.
Na zapisanym EKG widać typowy obraz częstoskurczu komorowego: szerokie, zniekształcone zespoły QRS (>120 ms), bardzo szybka i regularna akcja serca oraz brak wyraźnych, poprzedzających je załamków P. Kompleksy mają jednolity, „monomorficzny” kształt, co sugeruje ognisko arytmii w jednym, stałym miejscu w mięśniu komór. Moim zdaniem to jest jeden z tych zapisów, które warto mieć „w pamięci wzrokowej” – jak tylko zobaczysz taką serię szerokich, szybkich QRS-ów, od razu powinna zapalić się lampka: VT, stan zagrożenia życia. W praktyce klinicznej częstoskurcz komorowy jest najczęściej związany z chorobą niedokrwienną serca, blizną pozawałową, kardiomiopatiami albo ciężkimi zaburzeniami elektrolitowymi (np. hipokaliemia). Standardy postępowania (np. wytyczne ERC i ESC) podkreślają, że przy niestabilnym hemodynamicznie VT podstawą leczenia jest natychmiastowa kardiowersja elektryczna zsynchronizowana. Jeśli pacjent jest stabilny, stosuje się leki antyarytmiczne, np. amiodaron, czasem lidokainę. W diagnostyce EKG bardzo pomaga zasada: szybki rytm z szerokimi QRS traktujemy jak VT, dopóki nie udowodnimy, że to coś innego – to podejście zwiększa bezpieczeństwo pacjenta. W pracy technika wykonującego EKG ważne jest szybkie rozpoznanie takiego obrazu, natychmiastowe poinformowanie lekarza i zadbanie o poprawną kalibrację zapisu, bo na ostrym dyżurze liczy się każda sekunda. Dobrą praktyką jest też opisanie na wydruku: „podejrzenie VT” – ułatwia to komunikację w zespole.

Pytanie 36

Szczytowy przepływ wydechowy zarejestrowany w trakcie badania maksymalnie natężonego wydechu jest oznaczany skrótem

A. PEF
B. PIF
C. FRC
D. FVC
Prawidłowy skrót dla szczytowego przepływu wydechowego to PEF (Peak Expiratory Flow). To jest maksymalna szybkość przepływu powietrza, jaką pacjent osiąga w trakcie maksymalnie natężonego wydechu, zwykle po głębokim, pełnym wdechu. W spirometrii i w pomiarach za pomocą pikflometru PEF jest jednym z podstawowych parametrów, szczególnie w monitorowaniu astmy i obturacji dróg oddechowych. W praktyce wygląda to tak: pacjent nabiera jak najwięcej powietrza do płuc, potem jak najszybciej i jak najmocniej wydmuchuje powietrze – urządzenie rejestruje właśnie ten maksymalny, szczytowy przepływ, czyli PEF. Moim zdaniem warto zapamiętać, że litera „E” w nazwie oznacza „expiratory”, czyli wydechowy, co od razu odróżnia ten parametr od PIF, który jest wdechowy. W codziennej pracy technika medycznego PEF używa się do oceny drożności dużych dróg oddechowych, kontroli leczenia u chorych na astmę (np. porównywanie PEF rano i wieczorem), a także do wychwytywania zaostrzeń zanim pacjent sam poczuje wyraźne pogorszenie. Zgodnie z dobrymi praktykami pomiar PEF powinien być wykonany co najmniej trzykrotnie, a do oceny przyjmuje się najwyższą prawidłowo wykonaną wartość, przy zachowaniu poprawnej techniki wydechu i szczelnego objęcia ustnika. W spirometrii komputerowej PEF pojawia się na wykresie przepływ–objętość jako najwyższy punkt krzywej. Ten parametr jest prosty do oznaczenia, ale daje naprawdę dużo informacji o stanie układu oddechowego, szczególnie gdy śledzi się go w czasie.

Pytanie 37

Zarejestrowane na elektrokardiogramie miarowe fale f w kształcie „zębów piły” poprzedzielane prawidłowymi zespołami QRS są charakterystyczne dla

A. trzepotania przedsionków.
B. migotania komór.
C. wielokształtnego częstoskurczu przedsionkowego.
D. napadowego częstoskurczu nadkomorowego.
Opis miarowych fal f w kształcie „zębów piły”, poprzedzielanych prawidłowymi, wąskimi zespołami QRS, jest bardzo specyficzny i dotyczy głównie trzepotania przedsionków. Błędne skojarzenia pojawiają się zwykle wtedy, gdy ktoś ogólnie pamięta, że „coś z przedsionkami, coś z częstoskurczem”, ale nie odróżnia dokładnie obrazu EKG poszczególnych arytmii. W migotaniu komór zapis EKG jest zupełnie inny: chaotyczny, bez wyraźnych zespołów QRS, bez linii izoelektrycznej, przypomina raczej drobnofaliste lub grubofaliste drgania o różnej amplitudzie i częstotliwości. To jest stan bez tętna, wymagający natychmiastowej defibrylacji, a nie miarowy rytm z wyraźnymi zespołami QRS. Jeżeli na EKG widzimy regularne, wąskie QRS-y poprzedzielane charakterystyczną falą tła, to zdecydowanie nie jest to migotanie komór. Napadowy częstoskurcz nadkomorowy (SVT) zwykle objawia się jako bardzo szybki, ale regularny rytm z wąskimi zespołami QRS, natomiast załamki P mogą być niewidoczne, zlane z QRS lub z załamkiem T. Tło między zespołami QRS jest zazwyczaj „płaskie”, bez typowych „zębów piły”. To częsty błąd – każdą szybką tachykardię nadkomorową nazywać SVT, bez wpatrzenia się w morfologię fali podstawowej. Wielokształtny częstoskurcz przedsionkowy też nie pasuje do opisu. W zapisie widzimy wtedy różne morfologie załamków P, nieregularne odstępy PP i RR, brak tej powtarzalnej fali przypominającej grzebień. Sama nazwa „wielokształtny” podpowiada, że załamki przedsionkowe nie są jednakowe, a tutaj w trzepotaniu mamy właśnie bardzo jednorodne, rytmiczne fale f. Typowym błędem myślowym jest skupianie się wyłącznie na szybkości rytmu, zamiast na kształcie załamków i tła między zespołami QRS. Dobre praktyki w diagnostyce EKG mówią jasno: zanim nazwiesz arytmię, oceń regularność rytmu, szerokość QRS, obecność i wygląd załamków P (lub fal f/F) oraz linię izoelektryczną. Dopiero po połączeniu tych elementów można poprawnie rozróżnić trzepotanie przedsionków od innych tachyarytmii.

Pytanie 38

Jak zgodnie ze standardem należy ustawić pacjenta do badania rentgenowskiego w skosie tylnym prawym?

A. Przodem do kasety, prawa strona przylega do kasety, lewa strona odwiedziona od kasety.
B. Przodem do kasety, lewa strona przylega do kasety, prawa strona odwiedziona od kasety.
C. Tyłem do kasety, lewa strona przylega do kasety, prawa strona odwiedziona od kasety.
D. Tyłem do kasety, prawa strona przylega do kasety, lewa strona odwiedziona od kasety.
Prawidłowa odpowiedź wynika bezpośrednio z zasad nazewnictwa projekcji w radiologii. Określenie „skos tylny prawy” (RPO – right posterior oblique) oznacza, że do kasety przylega prawa część tylnej powierzchni ciała pacjenta. Innymi słowy: pacjent stoi tyłem do kasety, jest lekko obrócony, tak żeby prawa strona pleców i tułowia dotykała kasety, a lewa strona była odsunięta – czyli odwiedziona od kasety. Takie ustawienie odpowiada właśnie odpowiedzi: „Tyłem do kasety, prawa strona przylega do kasety, lewa strona odwiedziona od kasety”.
W standardach radiologicznych przyjęło się, że w projekcjach skośnych pierwsze słowo („tylny” albo „przedni”) mówi, czy do detektora bliżej jest powierzchnia tylna (PA/tył do kasety) czy przednia (AP/przodem do kasety), a określenie „prawy/lewy” wskazuje, która strona ciała przylega do kasety. To jest bardzo praktyczne, bo od razu wiadomo, jak ustawić pacjenta, niezależnie czy robisz RTG kręgosłupa lędźwiowego, klatki piersiowej, czy stawu krzyżowo-biodrowego w skośnych projekcjach.
Moim zdaniem warto sobie to utrwalić na schemacie: w projekcjach tylnych skośnych (RPO, LPO) pacjent stoi tyłem do kasety, a w przednich skośnych (RAO, LAO) – przodem. Potem tylko pamiętasz, że „prawy” albo „lewy” to strona bliższa kasety. W praktyce technik radiologii podczas ustawiania pacjenta kontroluje, czy bark, biodro i odpowiednia strona klatki lub tułowia rzeczywiście dotykają kasety, a przeciwna strona jest lekko odsunięta, co zapewnia właściwy kąt skośny, redukcję nakładania się struktur i zgodność ze standardami obrazowania. Takie prawidłowe pozycjonowanie poprawia jakość diagnostyczną zdjęcia i zmniejsza ryzyko konieczności powtarzania ekspozycji, co od razu przekłada się na mniejsze narażenie pacjenta na promieniowanie.

Pytanie 39

Który obszar napromieniania w radioterapii oznacza się skrótem PTV?

A. Obszar leczony.
B. Zaplanowany obszar napromieniania.
C. Kliniczny obszar napromieniania.
D. Obszar guza.
Prawidłowo – PTV to właśnie zaplanowany obszar napromieniania (Planning Target Volume). W radioterapii stosuje się kilka zdefiniowanych objętości: GTV (Gross Tumor Volume – makroskopowy guz), CTV (Clinical Target Volume – kliniczny obszar napromieniania, czyli guz plus strefa możliwego mikroskopowego nacieku) oraz właśnie PTV. PTV powstaje z CTV przez dodanie odpowiednich marginesów bezpieczeństwa, które mają uwzględnić niepewności: ruchy pacjenta, ruchomość narządów (np. oddech, perystaltyka), błędy ustawienia, ograniczenia systemu unieruchomienia czy dokładności aparatu. Moim zdaniem to jedno z kluczowych pojęć w planowaniu, bo decyduje, czy dawka rzeczywiście trafi tam, gdzie trzeba, w każdych typowych warunkach leczenia. W praktyce planowania na systemie TPS (Treatment Planning System) fizyk medyczny i lekarz radioterapeuta wyznaczają najpierw GTV i CTV na obrazach TK (często z fuzją z MR lub PET), a dopiero potem definiują PTV, np. CTV + 5 mm marginesu izotropowego albo bardziej złożone marginesy anisotropowe. W protokołach klinicznych i wytycznych (np. ICRU Report 50/62, nowsze ICRU 83) bardzo mocno podkreśla się, że dawka referencyjna musi pokryć PTV w określonym procencie objętości, np. 95% PTV otrzymuje 95% dawki przepisanej. Dzięki temu można kontrolować, czy napromienianie jest wystarczająco jednorodne i czy nie ma nieakceptowalnych niedowiązań w obrębie celu. W nowoczesnych technikach jak IMRT czy VMAT całe kształtowanie rozkładu dawki, optymalizacja planu, analiza DVH i kontrola jakości są wykonywane właśnie w odniesieniu do PTV. W praktyce klinicznej technik radioterapii, ustawiając pacjenta na aparacie, tak naprawdę pilnuje, aby w każdym dniu leczenia PTV znalazło się w polu wiązek zgodnie z planem, a nie tylko „sam guz”, który i tak jest często niewidoczny w obrazowaniu portalowym lub CBCT.

Pytanie 40

Jak oznacza się w radioterapii obszar tkanek zawierający GTV i mikrorozsiewy w fazie niewykrywalnej klinicznie?

A. PTV
B. TV
C. CTV
D. IV
Prawidłowo wskazany CTV (Clinical Target Volume) to w radioterapii absolutna podstawa poprawnego planowania leczenia. CTV oznacza objętość tkanek, która obejmuje GTV (Gross Tumor Volume – czyli makroskopowo widoczną masę guza w badaniach obrazowych lub klinicznie) oraz obszar mikrorozsiewu nowotworu, który jest jeszcze niewidoczny w TK, MR czy PET, ale wiemy z badań i wytycznych, że statystycznie tam bywa. Czyli mówiąc po ludzku: CTV = guz + to, co już najpewniej „rozpełzło się” mikroskopowo wokół niego. W praktyce lekarz radioterapeuta, często razem z fizykiem medycznym i radiologiem, najpierw wyznacza GTV na obrazie TK/MR, a potem na podstawie zaleceń (np. wytyczne ESTRO, ICRU, lokalne protokoły) dodaje margines na mikrorozsiewy i otrzymuje właśnie CTV. Ten margines nie jest przypadkowy – zależy od typu nowotworu, stopnia złośliwości, lokalizacji anatomicznej, a także sposobu szerzenia się choroby. Na przykład w raku głowy i szyi CTV obejmuje nie tylko sam guz, ale też całe grupy węzłów chłonnych, które z dużym prawdopodobieństwem mogą być zajęte mikroskopowo. W raku prostaty CTV może obejmować samą prostatę i pęcherzyki nasienne w zależności od zaawansowania. Warto też pamiętać, że dopiero z CTV tworzy się PTV (Planning Target Volume), czyli objętość planistyczną uwzględniającą dodatkowy margines na błędy ustawienia pacjenta, ruchy narządów, niepewności układu napromieniającego. Moim zdaniem dobrze jest to sobie ułożyć w głowie jako logiczny ciąg: GTV – to, co widzę; CTV – to, co widzę + to, czego nie widzę, ale rozsądnie zakładam; PTV – CTV + margines bezpieczeństwa technicznego. Dzięki temu łatwiej potem rozumieć, skąd się biorą różnice między konturami na planie leczenia i dlaczego nie można tak po prostu „przyciąć” objętości, żeby oszczędzić zdrowe tkanki, bo ryzykowalibyśmy niedoleczenie mikrorozsiewu właśnie w CTV.