Prawidłowo wybrana czynność dotyczy oględzin, czyli podstawowego, wstępnego etapu sprawdzania instalacji elektrycznej. Oględziny zgodnie z dobrą praktyką i normami (np. PN-HD 60364) polegają właśnie na wizualnym sprawdzeniu osprzętu, zabezpieczeń oraz środków ochrony przeciwporażeniowej, bez wykonywania jeszcze jakichkolwiek prac montażowych czy pomiarowych. Chodzi o to, żeby najpierw „rzucić okiem” na całość: czy gniazda, łączniki, obudowy rozdzielnic, przewody, listwy zaciskowe, wyłączniki nadprądowe i różnicowoprądowe są dobrze zamontowane, nieuszkodzone mechanicznie, bez śladów przegrzania, nadpaleń, pęknięć, luzów, prowizorek itp. Moim zdaniem to jest taki etap, na którym doświadczony elektryk już bardzo dużo widzi, zanim w ogóle podłączy miernik. Podczas oględzin sprawdza się też, czy zostały zastosowane właściwe środki ochrony przeciwporażeniowej: czy są odpowiednie przekroje przewodów ochronnych, czy przewody PE i PEN są prawidłowo oznaczone kolorystycznie, czy zaciski ochronne są dokręcone i dostępne, czy obudowy urządzeń klasy I są połączone z przewodem ochronnym, czy zastosowane wyłączniki RCD odpowiadają wymaganiom danej instalacji (prąd znamionowy, prąd różnicowy, typ AC/A/B). Patrzy się również, czy osprzęt ma odpowiedni stopień ochrony IP do miejsca montażu, np. w łazienkach, na zewnątrz, w pomieszczeniach wilgotnych, bo to jest bardzo ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa. W praktyce oględziny wykonuje się zawsze przed pomiarami, bo jeżeli coś jest ewidentnie źle zamontowane, uszkodzone albo niezgodne z dokumentacją, to nie ma sensu od razu mierzyć – najpierw trzeba usunąć widoczne usterki. Dobrą praktyką jest też porównanie stanu faktycznego z dokumentacją techniczną i schematami: czy zabezpieczenia są takie, jak wpisano w projekcie, czy obwody są prawidłowo opisane w rozdzielnicy, czy nie ma „samowolek” i dziwnych przeróbek. Takie sumienne oględziny bardzo często pozwalają uniknąć późniejszych problemów eksploatacyjnych, a przede wszystkim zwiększają bezpieczeństwo użytkowników instalacji.