Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 8 maja 2026 15:27
  • Data zakończenia: 8 maja 2026 15:41

Egzamin zdany!

Wynik: 39/40 punktów (97,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Na przekroju poprzecznym TK mózgu strzałką wskazano obszar

Ilustracja do pytania
A. hyperdensyjny w móżdżku.
B. hypodensyjny w płacie czołowym.
C. hyperdensyjny w płacie czołowym.
D. hypodensyjny w móżdżku.
Na przedstawionym przekroju poprzecznym TK głowy widoczny jest obraz w projekcji osiowej na poziomie tylnego dołu czaszki. Strzałka wyraźnie wskazuje strukturę położoną w obrębie móżdżku, poniżej półkul mózgowych i powyżej otworu wielkiego. Z mojego doświadczenia w opisywaniu takich badań najczęstszy błąd to pomylenie tego poziomu z płatami potylicznymi, ale tutaj widać typowy układ półkul móżdżku i robaka móżdżku. Zaznaczony obszar jest jaśniejszy niż prawidłowa tkanka móżdżku, czyli ma większą gęstość w jednostkach Hounsfielda – mówimy więc, że jest hyperdensyjny. W TK bez kontrastu taka hyperdensyjna zmiana w móżdżku najczęściej sugeruje świeży krwotok śródmózgowy lub krwotok do guza. W praktyce klinicznej rozpoznanie hyperdensyjnego ogniska w móżdżku ma duże znaczenie, bo krwotok w tej lokalizacji może szybko dawać wzrost ciśnienia śródczaszkowego i ucisk pnia mózgu. Standardowo, zgodnie z dobrymi praktykami radiologicznymi, opisując taki obraz, zwraca się uwagę na lokalizację (półkula móżdżku, robak), gęstość zmiany, obecność obrzęku, przemieszczenie struktur pośrodkowych i ewentualne poszerzenie układu komorowego. Warto też pamiętać, że hyperdensyjny obszar w TK może wynikać nie tylko z krwi, ale też z zwapnień, materiału kontrastowego lub ciała obcego, dlatego zawsze ocenia się kontekst kliniczny i porównuje z innymi warstwami oraz z wcześniejszymi badaniami. Moim zdaniem to pytanie dobrze uczy podstawowego odruchu: najpierw lokalizacja anatomiczna (tu móżdżek), dopiero potem charakter densyjny (hyper- czy hypodensyjny).

Pytanie 2

Którą kość oznaczono na obrazie rezonansu magnetycznego?

Ilustracja do pytania
A. Kość łokciową.
B. Kość piszczelową.
C. Kość strzałkową.
D. Kość promieniową.
Na obrazie MR widzimy przekrój strzałkowy stawu kolanowego. Strzałka wskazuje na dużą kość leżącą przyśrodkowo (po stronie „wewnętrznej” kończyny dolnej), stanowiącą główny element nośny podudzia – to właśnie kość piszczelowa. W rezonansie magnetycznym łatwo ją rozpoznać po szerokiej nasadzie bliższej, która tworzy powierzchnię stawową z kością udową oraz po typowym ułożeniu w osi kończyny. Kość strzałkowa w takim przekroju zwykle jest widoczna bardziej bocznie i ma znacznie mniejszą średnicę, czasem nawet wypada poza pole obrazowania, jeśli skan skupia się na przedziale przyśrodkowym stawu. Kość piszczelowa ma charakterystyczny kształt plateau piszczelowego od góry oraz trzonu biegnącego pionowo w dół. W praktyce klinicznej umiejętność szybkiej identyfikacji piszczeli na obrazach MR jest kluczowa przy ocenie złamań, obrzęku szpiku kostnego, zmian pourazowych więzadeł (np. ACL, PCL, więzadła poboczne), a także przy planowaniu zabiegów ortopedycznych, takich jak osteotomie czy alloplastyka stawu kolanowego. W standardach opisu badań MR kolana (np. według zaleceń ESSR – European Society of Musculoskeletal Radiology) zawsze podkreśla się ocenę ciągłości kory kostnej piszczeli, obecność zmian degeneracyjnych w obrębie powierzchni stawowych oraz torbieli podchrzęstnych. Moim zdaniem warto też od razu „w głowie” kojarzyć położenie przyczepów więzadła krzyżowego przedniego i tylnego względem piszczeli – to bardzo ułatwia orientację w kolejnych przekrojach. W pracowni diagnostyki obrazowej dobrą praktyką jest też oglądanie całej serii obrazów w kilku płaszczyznach (strzałkowej, czołowej, poprzecznej), bo dopiero wtedy topografia piszczeli i jej relacja do kości udowej i rzepki staje się naprawdę oczywista i nie budzi wątpliwości.

Pytanie 3

Droga przewodnictwa powietrznego fali akustycznej przebiega przez

A. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i kości czaszki.
B. ucho środkowe, ucho wewnętrzne i kości czaszki.
C. ucho wewnętrzne i kości czaszki.
D. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne.
Prawidłowo wskazana droga przewodnictwa powietrznego to: ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne. Właśnie tak fizjologicznie przebiega fala akustyczna, kiedy słyszymy dźwięk w typowy, „naturalny” sposób. Najpierw fala dźwiękowa wchodzi przez małżowinę uszną i przewód słuchowy zewnętrzny – to jest ucho zewnętrzne. Małżowina działa trochę jak lejek akustyczny, zbiera i kieruje fale do przewodu, a jego kształt wpływa na wzmocnienie niektórych częstotliwości, co ma znaczenie np. w rozpoznawaniu kierunku, skąd dochodzi dźwięk. Następnie fala uderza w błonę bębenkową. To już granica ucha zewnętrznego i środkowego. Błona bębenkowa zaczyna drgać i przekazuje te drgania na kosteczki słuchowe w uchu środkowym: młoteczek, kowadełko i strzemiączko. Ten układ kosteczek działa jak mechaniczny transformator impedancji – dzięki temu energia fali powietrznej może być efektywnie przekazana do środowiska płynowego w uchu wewnętrznym. Z mojego doświadczenia to właśnie to miejsce jest często pomijane w myśleniu: nie doceniamy roli wzmacniania i dopasowania impedancji. Na końcu strzemiączko porusza okienkiem owalnym, które przenosi drgania do ślimaka w uchu wewnętrznym wypełnionego płynem. Tam dochodzi do przetworzenia energii mechanicznej fali na impulsy nerwowe w komórkach rzęsatych narządu Cortiego. W badaniach audiometrycznych zawsze rozróżnia się przewodnictwo powietrzne i kostne właśnie po to, żeby ocenić, czy zaburzenie dotyczy ucha zewnętrznego/środkowego (niedosłuch przewodzeniowy), czy wewnętrznego i nerwu (niedosłuch odbiorczy). Standardem jest, że przy badaniu przewodnictwa powietrznego sygnał podajemy przez słuchawki na małżowinę uszną, a więc wykorzystujemy całą tę drogę: ucho zewnętrzne → ucho środkowe → ucho wewnętrzne. To jest podstawowa, książkowa definicja przewodnictwa powietrznego i warto ją mieć w głowie, bo przewija się w praktycznie każdym opisie audiogramu.

Pytanie 4

Przyczyną zaniku kostnego jest

A. duży i częsty wysiłek.
B. przedawkowanie spożycia wapnia.
C. utrata macierzy kostnej.
D. nadmiar witaminy D3.
Prawidłowo wskazana przyczyna zaniku kostnego to utrata macierzy kostnej. Kość nie jest strukturą „martwą”, tylko żywą tkanką, która stale się przebudowuje. Podstawą tej przebudowy jest właśnie macierz kostna, czyli rusztowanie zbudowane głównie z kolagenu typu I, na którym odkładają się sole mineralne – głównie fosforan wapnia w postaci hydroksyapatytu. Gdy dochodzi do przewagi procesów resorpcji (działanie osteoklastów) nad tworzeniem nowej tkanki kostnej (osteoblasty), macierz jest stopniowo tracona i rozwija się zanik kostny, np. w osteoporozie czy przy długotrwałym unieruchomieniu kończyny. W praktyce klinicznej widać to bardzo wyraźnie w badaniach obrazowych: na zdjęciach RTG obserwuje się obniżenie gęstości kostnej, ścieńczenie beleczek kostnych, poszerzenie jam szpikowych. W densytometrii (DXA) notuje się spadek T-score, co od razu kojarzy się z utratą masy i jakości macierzy kostnej. Moim zdaniem warto zapamiętać, że sama obecność wapnia to za mało – bez prawidłowej macierzy kolagenowej nie ma gdzie tego wapnia „przyczepić”. Dlatego w profilaktyce i leczeniu osteoporozy tak duży nacisk kładzie się nie tylko na suplementację wapnia i witaminy D3, ale też na aktywność fizyczną, prawidłową dietę białkową oraz unikanie leków i stanów, które nasilają resorpcję kości. W standardach postępowania (np. zalecenia towarzystw osteologicznych) wyraźnie podkreśla się rolę równowagi między tworzeniem macierzy a jej degradacją: jeśli ta równowaga jest zaburzona na korzyść utraty, to właśnie wtedy rozwija się zanik kostny, widoczny później w badaniach obrazowych i objawach klinicznych, jak złamania niskoenergetyczne czy obniżenie wzrostu.

Pytanie 5

W badaniu EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między

A. prawym a lewym przedramieniem.
B. prawym a lewym podudziem.
C. prawym podudziem a lewym przedramieniem.
D. prawym przedramieniem a lewym podudziem.
Prawidłowo – w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między prawym a lewym przedramieniem, czyli technicznie między elektrodą na prawym nadgarstku (RA – right arm) a elektrodą na lewym nadgarstku (LA – left arm). To jest tzw. odprowadzenie dwubiegunowe kończynowe wg Einthovena. Mówiąc prościej: aparat porównuje, jaki sygnał elektryczny dociera z prawej ręki, a jaki z lewej ręki i rysuje z tego linię w zapisie EKG. Z mojego doświadczenia to jedno z podstawowych pojęć, które warto mieć „w małym palcu”, bo potem łatwiej ogarnia się całą oś elektryczną serca. W praktyce klinicznej odprowadzenie I pokazuje aktywność elektryczną serca widzianą mniej więcej w płaszczyźnie czołowej, z kierunku lewej strony klatki piersiowej. To odprowadzenie jest szczególnie czułe np. na zmiany zlokalizowane bocznie w lewej komorze. Przy prawidłowym podłączeniu elektrod kompleks QRS w odprowadzeniu I jest zazwyczaj dodatni (większość wychyleń idzie do góry), bo fala depolaryzacji przemieszcza się generalnie w stronę lewej komory. Standardy (np. wytyczne ESC, AHA) bardzo mocno podkreślają prawidłowe rozmieszczenie elektrod: prawa ręka – prawa kończyna górna, lewa ręka – lewa kończyna górna, prawa i lewa noga – kończyny dolne, przy czym elektroda na prawej nodze pełni zwykle funkcję elektrody uziemiającej. W warunkach praktycznych w ambulatorium często nie zakłada się elektrod dokładnie na nadgarstkach, tylko wyżej na przedramionach, ale zasada pozostaje ta sama: odprowadzenie I to zawsze różnica potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. Warto też pamiętać, że na podstawie odprowadzeń I, II i III można konstruować trójkąt Einthovena i analizować oś elektryczną serca – to już wyższy poziom interpretacji, ale bardzo przydatny w codziennej pracy.

Pytanie 6

W systemie międzynarodowym ząb pierwszy przedtrzonowy po stronie lewej oznacza się symbolem

A. 14
B. 54
C. 24
D. 84
Poprawna odpowiedź to 24, bo w tzw. systemie międzynarodowym (światowa numeracja FDI – Fédération Dentaire Internationale) ząb pierwszy przedtrzonowy w szczęce po stronie lewej oznacza się właśnie symbolem 24. Ten system opiera się na dwóch cyfrach: pierwsza cyfra oznacza ćwiartkę łuku zębowego, druga – konkretny ząb w tej ćwiartce, liczony od linii pośrodkowej. Dla zębów stałych: 1 – szczęka prawa, 2 – szczęka lewa, 3 – żuchwa lewa, 4 – żuchwa prawa. Pierwszy przedtrzonowiec w szczęce jest zawsze „4” w numeracji wewnątrz ćwiartki. Czyli po stronie lewej szczęki: 2 (ćwiartka) + 4 (pierwszy przedtrzonowiec) = 24. Moim zdaniem ten system jest dużo wygodniejszy niż stare symbole graficzne, bo łatwo go zapisać w dokumentacji, w systemach PACS, w opisach RTG i w komunikacji między lekarzami. W praktyce, kiedy opisujesz zdjęcie pantomograficzne albo skrzydłowo-zgryzowe, lekarz prowadzący oczekuje, że wskażesz ząb właśnie taką numeracją FDI. Przykład: próchnica na powierzchni stycznej zęba 24, planowane leczenie endodontyczne 24, podejrzenie zmian okołowierzchołkowych przy wierzchołku korzenia 24. W diagnostyce obrazowej i w opisach radiologicznych poprawne użycie symbolu 24 jest standardem – minimalizuje pomyłki, szczególnie gdy badania są archiwizowane w systemach informatycznych i oglądane przez różnych specjalistów. Dobrą praktyką jest też zawsze sprawdzać stronę lewą/prawą na obrazie RTG (znacznik L/R), a dopiero potem przypisywać numer zęba, żeby nie odwrócić łuków zębowych w głowie.

Pytanie 7

Obraz stawu kolanowego otrzymano metodą

Ilustracja do pytania
A. rezonansu magnetycznego z kontrastem.
B. tomografii komputerowej z kontrastem.
C. rezonansu magnetycznego.
D. tomografii komputerowej.
Prawidłowo – ten obraz stawu kolanowego pochodzi z rezonansu magnetycznego (MR). Widać typową dla MR wysoką rozdzielczość kontrastową tkanek miękkich: chrząstka stawowa, łąkotki, kość podchrzęstna i tkanka tłuszczowa odróżniają się od siebie dużo wyraźniej niż na typowym TK. Moim zdaniem kluczowe jest tu to, że na takim obrazie bardzo dobrze widać struktury wewnątrzstawowe, a nie tylko zarys kości. W standardach obrazowania narządu ruchu przyjmuje się, że rezonans magnetyczny jest metodą z wyboru do oceny więzadeł, łąkotek, chrząstki, zmian pourazowych i przeciążeniowych w stawie kolanowym. W praktyce klinicznej, gdy ortopeda podejrzewa uszkodzenie łąkotki, więzadła krzyżowego czy wczesne zmiany chrzęstne, najczęściej kieruje właśnie na MR, a nie na TK. Rezonans nie wykorzystuje promieniowania jonizującego, tylko pole magnetyczne i fale radiowe, co jest istotne zwłaszcza u młodych pacjentów i przy kontrolnych badaniach. W dobrych pracowniach stosuje się dedykowane cewki do stawu kolanowego i odpowiednie sekwencje (np. T1, T2, PD z saturacją tłuszczu), żeby jak najlepiej uwidocznić struktury wewnątrz stawu. Kontrast do MR podaje się zwykle tylko przy szczególnych wskazaniach (np. podejrzenie guza, zapalenia, MR-artrografia), natomiast typowe badanie stawu kolanowego wykonuje się bez kontrastu, tak jak właśnie na tym obrazie. Dobrą praktyką jest też porównywanie obrazów w kilku płaszczyznach (czołowa, strzałkowa, poprzeczna), co jeszcze bardziej odróżnia MR od klasycznego TK stosowanego głównie do oceny kości.

Pytanie 8

Do prób aktywacyjnych stosowanych w badaniu EEG zalicza się

A. rytmiczne błyski świetlne.
B. próbę hipowentylacyjną.
C. otwieranie i zamykanie ust.
D. wstrzymanie oddechu.
Prawidłowo wskazana odpowiedź to rytmiczne błyski świetlne, czyli tzw. fotostymulacja. W standardowym badaniu EEG jest to jedna z podstawowych prób aktywacyjnych, obok hiperwentylacji. Polega na podawaniu pacjentowi serii błysków o różnej częstotliwości, zwykle w zakresie kilku–kilkunastu Hz, przy zamkniętych oczach. Celem jest wywołanie reakcji bioelektrycznej mózgu na bodziec wzrokowy i sprawdzenie, czy zapis EEG prawidłowo reaguje na taką stymulację. U osoby zdrowej obserwuje się tzw. odpowiedź fotyczną, zsynchronizowaną z częstotliwością błysków, bez wyładowań napadowych. U pacjentów z padaczką światłoczułą mogą pojawić się wyładowania iglicowo-falowe lub wręcz napad, dlatego badanie wykonuje się ostrożnie, zgodnie z procedurą. W praktyce technik EEG musi zadbać o prawidłowe ustawienie lampy stroboskopowej (odpowiednia odległość od oczu, kąt, natężenie światła), poinformować pacjenta, co będzie się działo, i obserwować jego stan kliniczny w trakcie fotostymulacji. Moim zdaniem ważne jest też, żeby pamiętać, że nie każdy pacjent toleruje błyski tak samo – u osób z migreną czy nadwrażliwością wzrokową trzeba być szczególnie uważnym. Z punktu widzenia standardów pracowni EEG, fotostymulacja jest elementem rutynowego protokołu, bo pozwala wykryć zmiany napadowe, które w spoczynku mogłyby się nie ujawnić. W dokumentacji opisu badania zwykle odnotowuje się, czy reakcja na stymulację świetlną była prawidłowa, czy wystąpiły zmiany napadowe, brak odpowiedzi, albo reakcja paradoksalna. To wszystko ma duże znaczenie diagnostyczne, szczególnie u młodych pacjentów z podejrzeniem padaczki idiopatycznej.

Pytanie 9

Na obrazie ultrasonograficznym jamy brzusznej uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. naczyniaka wątroby.
B. kamicę żółciową.
C. kamicę nerkową.
D. pęknięcie wątroby.
Prawidłowo – na przedstawionym obrazie USG widoczny jest obraz typowy dla kamicy nerkowej. W badaniu ultrasonograficznym złogi w nerce są najczęściej silnie hiperechogeniczne (bardzo jasne), z wyraźnym tylnym cieniem akustycznym, czyli „ciemnym ogonem” za złogiem, gdzie fala ultradźwiękowa już nie przechodzi. Właśnie ten cień jest w praktyce jednym z najważniejszych kryteriów rozpoznania kamienia. Złogi mogą lokalizować się w kielichach, miedniczce nerkowej albo w górnym odcinku moczowodu; ich dokładne położenie ocenia się, przesuwając głowicę w kilku płaszczyznach i modyfikując głębokość oraz wzmocnienie (gain). W codziennej pracy technika/technika elektroradiologii istotne jest, żeby dobrać odpowiednią częstotliwość głowicy – zwykle 3,5–5 MHz dla dorosłych – oraz ustawić ognisko na poziomie nerki, bo inaczej małe złogi mogą umknąć. Moim zdaniem warto też zawsze porównać nerki obustronnie, ocenić poszerzenie układu kielichowo‑miedniczkowego, grubość miąższu i ewentualny zastój moczu, bo kamica często współistnieje z wodonerczem. Standardy dobrej praktyki (np. EFSUMB) zalecają dokumentowanie przynajmniej dwóch przekrojów nerki (podłużny i poprzeczny) z widocznym złogiem oraz opisanie przybliżonej wielkości kamienia. W praktyce klinicznej to ma znaczenie przy kwalifikacji do leczenia zachowawczego, ESWL lub zabiegu endoskopowego. Dodatkowo, na USG jamy brzusznej zawsze przy okazji oglądamy wątrobę, pęcherzyk żółciowy i śledzionę, ale charakterystyczny, punktowy, jasny sygnał z cieniem w obrębie nerki jest tu rozstrzygający dla rozpoznania kamicy nerkowej.

Pytanie 10

Którą patologię uwidoczniono na zamieszczonym rentgenogramie?

Ilustracja do pytania
A. Stłuczenie łopatki.
B. Złamanie obojczyka.
C. Złamanie nasady dalszej kości ramiennej.
D. Zwichnięcie kości ramiennej.
Na tym zdjęciu RTG widoczny jest typowy obraz zwichnięcia kości ramiennej w stawie ramiennym, czyli przemieszczenia głowy kości ramiennej względem panewki łopatki. Kluczowe jest to, że zarys kostny głowy kości ramiennej jest ciągły, bez szczeliny złamania, ale głowa nie znajduje się w prawidłowej relacji do panewki. Zamiast „siedzieć” centralnie w panewce, jest przemieszczona – najczęściej do przodu i ku dołowi w stosunku do łopatki. Na prawidłowym RTG barku oś trzonu kości ramiennej, głowa i panewka tworzą harmonijną, anatomiczną linię, a przestrzeń stawowa ma równomierną szerokość. Tutaj ta relacja jest zaburzona, co według standardów opisowych radiologii jednoznacznie sugeruje zwichnięcie, a nie złamanie. W praktyce technik elektroradiologii powinien zawsze ocenić, czy na zdjęciu AP barku głowa kości ramiennej „nakłada się” na panewkę. Jeśli nie – trzeba podejrzewać zwichnięcie i, zgodnie z dobrymi praktykami, wykonać dodatkową projekcję (np. Y-łopatkową lub osiową), oczywiście po uzgodnieniu z lekarzem i z zachowaniem zasad bezpieczeństwa pacjenta. Takie podejście jest zgodne z zasadami diagnostyki obrazowej narządu ruchu. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, żeby przy każdym barku najpierw szukać: ciągłości obrysów kostnych (czyli złamania), a dopiero później oceniać położenie głowy względem panewki. W zwichnięciu głowa jest przesunięta, ale jej kontur jest wyraźny, bez cech złamania nasady dalszej czy proksymalnej. To pomaga w odróżnieniu czystego zwichnięcia od złamania z przemieszczeniem. W codziennej pracy w pracowni RTG takie rozróżnienie ma duże znaczenie, bo wpływa na dalsze postępowanie ortopedyczne – inne jest nastawianie zwichnięcia, a inaczej leczy się złamania okołostawowe.

Pytanie 11

Jaki rozmiar kasety należy zastosować, wykonując standardowe zdjęcie stawu kolanowego w projekcji bocznej?

A. 35×43 cm
B. 18×24 cm
C. 35×35 cm
D. 9×13 cm
Prawidłowo – do standardowego zdjęcia stawu kolanowego w projekcji bocznej stosuje się kasetę o rozmiarze 18×24 cm. Ten format jest uznawany za klasyczny dla badań pojedynczych stawów kończyn u dorosłych, zwłaszcza kolana, skokowego czy łokcia. Rozmiar 18×24 cm pozwala objąć cały staw kolanowy w projekcji bocznej: nasadę dalszą kości udowej, bliższą kości piszczelowej, rzepkę oraz okoliczne tkanki miękkie, a jednocześnie nie jest zbyt duży, więc ogranicza niepotrzebne naświetlanie tkanek poza obszarem zainteresowania. Z mojego doświadczenia to jest taki „złoty standard” – łatwo się pozycjonuje pacjenta, kolano dobrze wypełnia pole kasety, a kolimator można ustawić bardzo precyzyjnie. Przy prawidłowym ułożeniu w projekcji bocznej, z lekkim zgięciem stawu (zwykle ok. 20–30°), na obrazie w formacie 18×24 cm mamy czytelne odwzorowanie przestrzeni stawowej, powierzchni stawowych oraz ewentualnych wysięków, zwapnień czy zmian pourazowych. W praktyce technik dobiera kasetę tak, żeby: po pierwsze – nie obcinać struktur anatomicznych istotnych diagnostycznie, po drugie – nie naświetlać pół stołu. Dlatego do kończyn stosuje się mniejsze formaty, a duże kasety zostawia się na klatkę piersiową czy miednicę. W nowoczesnych pracowniach DR czy CR wciąż zachowuje się te same zasady – nawet jeśli fizycznej kasety już nie ma, to pole ekspozycji i kolimację planuje się w odniesieniu do tradycyjnych formatów, właśnie takich jak 18×24 cm dla kolana. To ułatwia trzymanie się standardów opisanych w podręcznikach z techniki radiologicznej i w protokołach pracownianych.

Pytanie 12

Do wykonania stomatologicznego zdjęcia rentgenowskiego techniką kąta prostego promień centralny należy ustawić prostopadle do

A. płaszczyzny zgryzu.
B. dwusiecznej kąta zawartego między filmem a osią zęba.
C. filmu rentgenowskiego i osi długiej zęba.
D. linii Campera.
W stomatologicznej technice kąta prostego chodzi o bardzo konkretną geometrię: film (lub czujnik) powinien być ułożony równolegle do osi długiej zęba, a promień centralny ma padać prostopadle do obu tych elementów jednocześnie. To pozwala uniknąć zniekształceń obrazu. Częsty błąd polega na mieszaniu tej techniki z techniką izometrii, czyli techniką dwusiecznej. W tej drugiej rzeczywiście promień centralny ustawia się prostopadle do dwusiecznej kąta między filmem a osią zęba. Ta metoda kiedyś była szerzej stosowana, zwłaszcza przy trudnościach z prawidłowym umieszczeniem filmu, ale obecnie jest uznawana za mniej dokładną, generującą większe zniekształcenia długości zęba i bardziej wrażliwą na małe błędy ustawienia. Dlatego w nowoczesnej praktyce stomatologicznej preferuje się technikę kąta prostego. Mylenie tej zasady z orientacją względem linii Campera czy płaszczyzny zgryzu to też typowy skrót myślowy. Linia Campera i płaszczyzna zgryzu są ważne w protetyce, przy ustawianiu protez, rejestracji zwarcia czy projektowaniu uzupełnień protetycznych, ale nie służą do codziennego pozycjonowania wiązki promieniowania przy zdjęciach wewnątrzustnych. Odnoszenie promienia centralnego do tych orientacyjnych linii w praktyce dałoby bardzo zmienne wyniki, zależne od indywidualnej anatomii pacjenta i ustawienia głowy, co jest sprzeczne z zasadą powtarzalności i standaryzacji projekcji RTG. Z mojego doświadczenia problem wynika z tego, że uczniowie próbują zapamiętać pojedyncze hasła, zamiast zrozumieć geometrię: mamy ząb, mamy film, chcemy, żeby obraz był bez zniekształceń, więc ustawiamy film równolegle do osi zęba, a promień prostopadle do tej pary. Każde inne odniesienie – do płaszczyzny zgryzu, linii Campera czy jakiejś umownej linii – jest zbyt pośrednie i nie gwarantuje poprawnego odwzorowania długości zębów. W radiologii stomatologicznej ważna jest właśnie ta prostota: prostopadle do filmu i osi długiej zęba, a nie do zewnętrznych orientacyjnych płaszczyzn czaszki.

Pytanie 13

Ultrasonograficzne środki kontrastowe to

A. nietoksyczne mikropęcherzyki gazu podawane dożylnie.
B. nietoksyczne mikropęcherzyki gazu podawane doustnie.
C. toksyczne mikropęcherzyki gazu podawane doustnie.
D. toksyczne mikropęcherzyki gazu podawane dożylnie.
Prawidłowo wskazałeś, że ultrasonograficzne środki kontrastowe to nietoksyczne mikropęcherzyki gazu podawane dożylnie. W praktyce klinicznej są to najczęściej mikropęcherzyki gazu (np. heksafluorku siarki) zamknięte w otoczce fosfolipidowej lub białkowej, o bardzo małej średnicy, zwykle poniżej średnicy krwinki czerwonej. Dzięki temu mogą swobodnie przepływać przez naczynia włosowate i nie blokują mikrokrążenia. Kluczowe jest, że są projektowane jako środki o wysokim profilu bezpieczeństwa, czyli nietoksyczne, szybko eliminowane z organizmu – gaz wydychany przez płuca, otoczka metabolizowana głównie w wątrobie. Moim zdaniem ważne jest też zrozumienie, po co w ogóle się je podaje. W ultrasonografii kontrastowej (CEUS – contrast enhanced ultrasound) wzmacniają one odbicie fal ultradźwiękowych na granicy gaz–płyn, co daje bardzo silny sygnał z krwi w naczyniach. Pozwala to dokładniej ocenić unaczynienie zmian ogniskowych w wątrobie, nerkach, trzustce, a także w guzach tkanek miękkich. W standardach EFSUMB i w zaleceniach europejskich CEUS jest uznawany za ważne narzędzie np. w różnicowaniu zmian ogniskowych w wątrobie, często jako alternatywa dla TK czy MR z kontrastem jodowym lub gadolinowym, zwłaszcza u pacjentów z niewydolnością nerek. W praktyce technik czy lekarz podaje kontrast dożylnie, zwykle do żyły obwodowej, w małej objętości, a następnie przepłukuje roztworem NaCl. Badanie prowadzi się w trybie niskiej mocy akustycznej (niski MI), żeby nie niszczyć mikropęcherzyków. Bardzo istotne jest też, że środek kontrastowy w USG pozostaje wewnątrznaczyniowy, nie przechodzi do przestrzeni pozanaczyniowej, co odróżnia go od części kontrastów w TK czy MR. Dzięki temu obrazowanie faz napływu i wypływu kontrastu jest bardzo precyzyjne i dobrze nadaje się do oceny dynamiki unaczynienia zmian nowotworowych. Z mojego doświadczenia CEUS jest szczególnie przydatny w ocenie guzów wątroby i powikłań pourazowych narządów jamy brzusznej.

Pytanie 14

Do pomiaru dawek indywidualnych u osób narażonych zawodowo na promieniowanie rentgenowskie są stosowane

A. detektory termoluminescencyjne.
B. detektory półprzewodnikowe.
C. liczniki geigera.
D. liczniki scyntylacyjne.
Prawidłowa odpowiedź to detektory termoluminescencyjne i dokładnie takie dozymetry są standardem w ochronie radiologicznej pracowników narażonych na promieniowanie rentgenowskie. Dozymetr termoluminescencyjny (TLD) zawiera kryształ, najczęściej fluorek litu (LiF) albo inne materiały termoluminescencyjne, w których podczas napromieniania gromadzi się energia z promieniowania jonizującego. Później, w pracowni dozymetrycznej, ten kryształ jest podgrzewany w specjalnym czytniku, a zgromadzona energia jest uwalniana w postaci światła. Ilość tego światła jest proporcjonalna do pochłoniętej dawki. To pozwala bardzo dokładnie wyznaczyć dawkę indywidualną, czyli to, co faktycznie „złapał” pracownik na swoim ciele. W praktyce takie dozymetry nosi się zwykle na klatce piersiowej, czasem dodatkowo przy tarczycy lub dłoniach, zależnie od rodzaju pracy. Z mojego doświadczenia w pracowniach RTG i TK właśnie TLD są najczęściej spotykane, bo są małe, tanie, stabilne i dobrze znoszą warunki codziennej pracy. Spełniają wymagania przepisów BHP i zaleceń inspekcji sanitarnej oraz Państwowej Agencji Atomistyki dotyczących monitorowania dawek zawodowych. W wielu ośrodkach stosuje się też tzw. dawkomierze pierścionkowe TLD dla osób pracujących blisko wiązki, np. przy zabiegach hemodynamicznych czy w salach hybrydowych. Warto też pamiętać, że dozymetr indywidualny nie służy do bieżącej kontroli w czasie zabiegu, tylko do oceny skumulowanej dawki w miesięcznych lub kwartalnych okresach rozliczeniowych. To jest typowa i uznana dobra praktyka w ochronie radiologicznej personelu medycznego.

Pytanie 15

Do planowego badania TK klatki piersiowej z użyciem środka cieniującego pacjent powinien zgłosić się

A. po wypróżnieniu.
B. po wypiciu wody.
C. po spożyciu posiłku.
D. na czczo.
Prawidłowo – do planowego badania TK klatki piersiowej z podaniem środka cieniującego pacjent powinien zgłosić się na czczo. Chodzi głównie o bezpieczeństwo, a dopiero potem o komfort badania. Standardowe zalecenia w większości pracowni mówią o minimum 4–6 godzinach przerwy od posiłku przed dożylnym podaniem kontrastu jodowego. Dzięki temu zmniejsza się ryzyko nudności i wymiotów podczas badania, co w skrajnym przypadku mogłoby doprowadzić do zachłyśnięcia treścią pokarmową i aspiracyjnego zapalenia płuc. Jest to szczególnie ważne, bo pacjent leży płasko na plecach, czasami badanie wiąże się z uczuciem gorąca, niepokoju, lekkiego spadku ciśnienia – a to sprzyja reakcjom wegetatywnym. Z mojego doświadczenia, w pracowniach przyjmuje się zasadę podobną jak przed sedacją: lepiej, żeby żołądek był pusty. Nie chodzi natomiast o całkowite odwodnienie – zwykle dopuszcza się picie niewielkich ilości wody do około 1–2 godzin przed badaniem, o ile lekarz lub technik nie zaleci inaczej, zwłaszcza u pacjentów z chorobami nerek, gdzie dobre nawodnienie jest wręcz pożądane dla ochrony nefroprotekcyjnej po kontraście jodowym. Przygotowanie „na czczo” nie ma też nic wspólnego z jelitami, bo w TK klatki piersiowej oceniamy głównie płuca, śródpiersie, serce, duże naczynia, a nie przewód pokarmowy. Dobrą praktyką jest też poinformowanie pacjenta o przyjmowanych lekach – większość stałych leków (np. na nadciśnienie) można przyjąć rano popijając odrobiną wody, mimo że pacjent formalnie jest na czczo. Takie przygotowanie jest zgodne z ogólnymi wytycznymi w diagnostyce obrazowej dotyczącej badań z kontrastem i poprawia zarówno jakość, jak i bezpieczeństwo całej procedury.

Pytanie 16

Na obrazie rezonansu magnetycznego głowy strzałką wskazano zatokę

Ilustracja do pytania
A. strzałkową.
B. czołową.
C. szczękową.
D. klinową.
Prawidłowo rozpoznałeś zatokę czołową. Na strzałkowym (sagittalnym) obrazie MR głowy zatoka czołowa leży najbardziej do przodu, nad nasadą nosa, w obrębie kości czołowej. W badaniu T1-zależnym, takim jak na tym obrazku, jej światło jest zwykle ciemne (hipointensywne), bo wypełnia je powietrze, a ściany zatoki mają sygnał zbliżony do kości i tkanek miękkich. Charakterystyczne jest to, że zatoka czołowa „siedzi” nad oczodołami i ma kształt mniej więcej trójkątny lub nieregularny, z przegrodą pośrodku. Moim zdaniem znajomość topografii zatok przynosowych na MR jest bardzo praktyczna, bo w codziennej pracy technika czy lekarza opisującego badania łatwo wychwycić np. zapalenie zatok, torbiel śluzową, poziom płynu albo masę guzowatą. W typowym opisie zgodnie z dobrymi praktykami (np. wytyczne neuroradiologiczne ESNR) zawsze warto krótko odnieść się do zatok przynosowych, nawet jeśli badanie było zlecane z innego powodu, bo zmiany zapalne są częste i nierzadko przypadkowo wykrywane. Na MR zatoka czołowa będzie leżeć powyżej jamy nosowej i zatok szczękowych, przed przednim dołem czaszki. W projekcjach czołowych i osiowych dobrze widać, że jest ona parzysta, ale bywa asymetryczna – to jest normalny wariant anatomiczny. W praktyce klinicznej lokalizacja tej zatoki ma znaczenie np. przy planowaniu zabiegów endoskopowych laryngologicznych, dostępu chirurgicznego do przedniego dołu czaszki czy ocenie pourazowych złamań kości czołowej. Na MR, w porównaniu z TK, lepiej oceniamy tkanki miękkie wokół zatoki i ewentualne szerzenie się procesu zapalnego lub nowotworowego wewnątrzczaszkowo. Dlatego taka, wydawałoby się prosta identyfikacja na obrazie, jest fundamentem dalszej, bardziej zaawansowanej diagnostyki obrazowej.

Pytanie 17

Technikę bramkowania oddechowego stosuje się w badaniu MR

A. kręgosłupa L-S.
B. klatki piersiowej.
C. miednicy małej.
D. gruczołu piersi.
Prawidłowo – technika bramkowania oddechowego w badaniu MR jest typowo kojarzona właśnie z badaniami klatki piersiowej i struktur, które silnie poruszają się w rytmie oddechu. Chodzi o to, że w rezonansie magnetycznym obrazy powstają przez kilka–kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt sekund zbierania danych. W tym czasie pacjent oddycha, przepona się przemieszcza, serce i płuca cały czas są w ruchu. Jeśli nic z tym nie zrobimy, na obrazach pojawiają się artefakty ruchowe: rozmycie krawędzi, podwójne kontury, „poszarpane” granice narządów, utrata szczegółów. Bramkowanie oddechowe (respiratory gating) polega na synchronizacji zbierania danych MR z fazą cyklu oddechowego. Najczęściej wykorzystuje się sygnał z paska oddechowego (belt) na klatce piersiowej albo sygnał z samego obrazu (tzw. navigatory) i aparat „wie”, kiedy pacjent jest w określonej fazie oddechu, np. w spokojnym wydechu. Dane są akwizycjonowane tylko wtedy, a w pozostałych fazach oddechu system czeka. Dzięki temu uzyskujemy ostre, powtarzalne ujęcia serca, dużych naczyń, miąższu płucnego czy struktur śródpiersia. W praktyce klinicznej stosuje się to np. w kardiologii (MR serca, ocena czynności skurczowej, perfuzja, blizny pozawałowe), w onkologii (dokładne obrazowanie guzów śródpiersia, zmian przyprzeponowych) czy przy planowaniu zabiegów kardiochirurgicznych. W dobrych pracowniach pilnuje się, żeby u pacjentów z niestabilnym oddechem (np. duszność, POChP) dobrać takie sekwencje i parametry bramkowania, które minimalizują czas badania, bo inaczej wydłużenie skanu może być dla chorego męczące. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: im bliżej przepony i płuc, tym częściej rozważamy bramkowanie oddechowe, bo tam ruch oddechowy najbardziej psuje jakość obrazu.

Pytanie 18

Wyniosłość międzykłykciowa znajduje się na nasadzie

A. bliższej kości piszczelowej.
B. dalszej kości udowej.
C. dalszej kości ramiennej.
D. bliższej kości łokciowej.
Wyniosłość międzykłykciowa leży na nasadzie bliższej kości piszczelowej, dokładnie pomiędzy kłykciem przyśrodkowym i bocznym. To taki charakterystyczny „grzbiecik” kostny widoczny szczególnie dobrze na zdjęciu RTG kolana w projekcji AP. Anatomicznie tworzą ją guzki międzykłykciowe oraz pole międzykłykciowe przednie i tylne. To miejsce przyczepu bardzo ważnych struktur: więzadła krzyżowego przedniego (ACL) i tylnego (PCL), a także części włókien łąkotek. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś dobrze kojarzy tę wyniosłość, dużo łatwiej mu później ogarniać patologie więzadeł na obrazach. W praktyce radiologicznej i ortopedycznej wyniosłość międzykłykciowa jest punktem orientacyjnym przy ocenie ustawienia kości piszczelowej względem kości udowej, szczególnie w urazach kolana. Na TK czy MR kolana często opisuje się przemieszczenia fragmentów tej wyniosłości przy awulsyjnych uszkodzeniach ACL, tzw. złamanie eminencji międzykłykciowej. Dobra znajomość tej struktury jest też kluczowa przy planowaniu rekonstrukcji więzadeł krzyżowych, bo tunele kostne w kości piszczelowej lokalizuje się właśnie w okolicy tej wyniosłości. W standardach opisu badań obrazowych kolana (RTG, MR) zaleca się zwracanie uwagi na ciągłość zarysu wyniosłości międzykłykciowej, jej wysokość, obecność odłamów i ewentualne zwapnienia. Moim zdaniem warto też zapamiętać, że na zdjęciu RTG kolana wyniosłość międzykłykciowa powinna „wpasowywać się” mniej więcej w dół międzykłykciowy kości udowej – zaburzenie tej relacji może sugerować podwichnięcie albo inne nieprawidłowości ustawienia stawu.

Pytanie 19

W radiografii mianem SID określa się

A. odległość między obiektem badanym a detektorem obrazu.
B. system automatycznej kontroli ekspozycji.
C. odległość między źródłem promieniowania a detektorem obrazu.
D. system automatycznej regulacji jasności.
Prawidłowo, w radiografii SID (Source to Image Distance) oznacza odległość między źródłem promieniowania rentgenowskiego a detektorem obrazu, czyli kasetą, przetwornikiem cyfrowym, płytą DR itp. To jest podstawowy parametr geometryczny badania RTG. Moim zdaniem warto go traktować tak samo poważnie, jak kV czy mAs, bo wpływa bezpośrednio na jakość obrazu i dawkę. Im większy SID, tym promieniowanie jest bardziej równoległe, co zmniejsza powiększenie i zniekształcenia obrazu, a poprawia odwzorowanie wymiarów anatomicznych. Standardowo przy zdjęciach klatki piersiowej stosuje się duży SID (np. ok. 180 cm), żeby ograniczyć powiększenie sylwetki serca i uzyskać lepszą ocenę pól płucnych. Przy zdjęciach kończyn często używa się krótszych odległości, np. 100–115 cm, bo łatwiej wtedy uzyskać odpowiednią ekspozycję przy mniejszej dawce. Z mojego doświadczenia w pracowni radiologicznej jednym z typowych błędów jest przypadkowa zmiana SID, np. przy przesuwaniu statywu, bez korekty parametrów ekspozycji. Prowadzi to do prześwietlonych lub niedoświetlonych zdjęć, a czasem do konieczności powtórzenia badania, czyli niepotrzebnego zwiększenia dawki dla pacjenta. Dobre praktyki mówią jasno: dla danej projekcji należy stosować stały, powtarzalny SID, zgodny z protokołem pracowni, a każda zmiana odległości wymaga przeliczenia ekspozycji zgodnie z prawem odwrotności kwadratu odległości. W nowoczesnych aparatach RTG SID jest zwykle wyświetlany na konsoli i warto na to zerkać rutynowo, bo to naprawdę ułatwia utrzymanie stałej jakości badań.

Pytanie 20

Którą metodę badania zastosowano w obrazowaniu stawu kolanowego?

Ilustracja do pytania
A. MR, obraz T1- zależny.
B. MR, obraz T2- zależny.
C. TK z kontrastem.
D. TK.
Na obrazie widzisz typowe badanie MR stawu kolanowego w sekwencji T1‑zależnej, w projekcji strzałkowej. Świadczy o tym kilka charakterystycznych cech: tkanka tłuszczowa (szpik kostny w nasadach kości, tkanka podskórna) jest bardzo jasna, jednorodna, natomiast płyn stawowy i chrząstka są relatywnie ciemne. W obrazach T1‑zależnych kontrast pomiędzy tłuszczem a innymi tkankami jest wyraźny, co ułatwia ocenę budowy anatomicznej: kształtu nasad kości, ciągłości więzadeł, struktur łąkotek, relacji mięśni i ścięgien. Moim zdaniem to jest właśnie główny powód, dla którego T1 traktuje się często jako obraz „anatomiczny” – bardzo czytelny do nauki i do planowania dalszej diagnostyki. W praktyce klinicznej sekwencje T1‑zależne stosuje się do oceny szpiku kostnego (np. nacieki nowotworowe, pourazowe ogniska krwotoczne), do wstępnej oceny zarysów łąkotek i więzadeł, a także po podaniu kontrastu gadolinowego, gdzie obszary patologicznego wzmocnienia wyróżniają się na tle jasnego tłuszczu. W standardowych protokołach MR stawu kolanowego (np. wg zaleceń ESSR – European Society of Musculoskeletal Radiology) zawsze znajdują się obrazy T1, właśnie ze względu na dobrą wizualizację anatomii i szpiku. Warto kojarzyć: TK i TK z kontrastem dają zupełnie inną teksturę obrazu (szarości kości, brak tak mocno świecącego tłuszczu), a w typowym T2 płyn jest bardzo jasny. Tutaj jest odwrotnie – płyn nie „świeci”, co jednoznacznie kieruje na MR, obraz T1‑zależny. Rozpoznanie typu sekwencji po wyglądzie tkanek to praktyczna umiejętność w pracowni diagnostyki obrazowej – pomaga od razu zorientować się, co dokładnie oglądamy i jakie informacje można z tego obrazu wyciągnąć.

Pytanie 21

W celu maksymalnego ograniczenia dawki promieniowania badanie rentgenowskie u dzieci należy wykonać

A. bez kratki przeciwrozproszeniowej i przy zwiększonej filtracji.
B. bez kratki przeciwrozproszeniowej i przy zmniejszonej filtracji.
C. z kratką przeciwrozproszeniową i przy zwiększonej filtracji.
D. z kratką przeciwrozproszeniową i przy zmniejszonej filtracji.
Prawidłowa odpowiedź dobrze odzwierciedla podstawową zasadę ochrony radiologicznej u dzieci: dawka ma być jak najmniejsza, ale przy zachowaniu akceptowalnej jakości obrazu. U pacjentów pediatrycznych zazwyczaj rezygnuje się z kratki przeciwrozproszeniowej, ponieważ dziecko ma małą grubość anatomiczną, więc udział promieniowania rozproszonego jest mniejszy niż u dorosłych. Kratka poprawia co prawda kontrast obrazu, ale „pożera” sporą część promieniowania pierwotnego, przez co aparat musi podać wyższą dawkę (większe mAs), żeby na detektorze było wystarczająco dużo fotonów. U dziecka to jest kompletnie nieopłacalne – zysk w jakości jest niewielki, a dawka rośnie zauważalnie. Dlatego w dobrych praktykach pediatrycznej radiologii klasycznej kratki używa się wyjątkowo rzadko i tylko przy naprawdę grubych obszarach, np. u starszych dzieci z otyłością. Drugim elementem jest zwiększona filtracja wiązki. Dodatkowa filtracja (np. filtracja własna + filtracja dodatkowa z aluminium lub miedzi) usuwa z wiązki niskoenergetyczne fotony, które u dziecka praktycznie nie biorą udziału w tworzeniu obrazu, tylko są pochłaniane w tkankach i zwiększają dawkę powierzchniową skóry. Po „utwardzeniu” wiązki rośnie średnia energia promieniowania, dzięki czemu więcej fotonów przechodzi przez ciało i efektywnie dociera do detektora. W praktyce na aparatach pediatrycznych stosuje się dedykowane programy z podwyższoną filtracją i odpowiednio dobranym kV, zgodnie z zasadą ALARA oraz rekomendacjami kampanii typu Image Gently. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą regułę: u dzieci bez kratki, z twardą, dobrze przefiltrowaną wiązką, plus ścisła kolimacja i ewentualne osłony – to jest standard bezpiecznego badania RTG.

Pytanie 22

Na zamieszczonym obrazie RM nadgarstka lewego strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. haczykowatą.
B. księżycowatą.
C. główkowatą.
D. łódeczkowatą.
Na obrazie MR w projekcji czołowej strzałka wskazuje typową lokalizację kości księżycowatej (os lunatum) w szeregu bliższym nadgarstka. Kość księżycowata leży pośrodku między kością łódeczkowatą od strony promieniowej a kością trójgraniastą od strony łokciowej, bezpośrednio przylega do powierzchni stawowej dalszej nasady kości promieniowej. Na obrazach MR ma charakterystyczny, mniej więcej półksiężycowaty kształt, z wyraźnie widoczną warstwą podchrzęstną i gąbczastą strukturą w środku. W prawidłowym badaniu, takim jak na tym zdjęciu, widzimy równomierny sygnał ze szpiku kostnego i gładkie obrysy powierzchni stawowych. Z mojego doświadczenia w praktyce technika obrazowania nadgarstka bardzo ważne jest prawidłowe pozycjonowanie ręki i zastosowanie cienkich warstw w sekwencjach T1 i T2 z saturacją tłuszczu, bo dopiero wtedy szczegóły anatomii szeregu bliższego są naprawdę czytelne. Kość księżycowata ma duże znaczenie kliniczne: to właśnie ona jest najczęściej zajęta w chorobie Kienböcka (martwica jałowa), gdzie na MR obserwuje się obniżenie sygnału w T1 i obrzęk szpiku w sekwencjach T2-zależnych. Radiolog, opisując MR nadgarstka zgodnie z dobrymi praktykami, zawsze ocenia położenie i kształt lunatum pod kątem ewentualnej niestabilności nadgarstka, podwichnięcia czy konfliktu z kością promieniową. W standardach opisowych zwraca się też uwagę na szerokość szpar stawowych między łódeczkowatą, księżycowatą i główkowatą, bo ich zaburzenie może świadczyć o uszkodzeniu więzadeł międzykostnych. Umiejętność pewnego rozpoznawania kości księżycowatej na MR bardzo ułatwia dalszą orientację w złożonej anatomii nadgarstka, a później dokładne lokalizowanie zmian pourazowych i zwyrodnieniowych.

Pytanie 23

Który narząd na obrazie scyntygrafii znakowanej erytrocytami zaznaczono cyfrą 2?

Ilustracja do pytania
A. Serce.
B. Wątrobę.
C. Nerkę.
D. Śledzionę.
Prawidłowo – na scyntygrafii z użyciem znakowanych erytrocytów struktura oznaczona cyfrą 2 to śledziona. W tego typu badaniu podaje się dożylnie erytrocyty znakowane najczęściej technetem-99m (99mTc). Znacznik pozostaje we krwi, dlatego najbardziej uwidaczniają się narządy silnie ukrwione i uczestniczące w filtracji oraz niszczeniu krwinek: serce, wątroba i właśnie śledziona. Śledziona leży anatomicznie w lewym górnym kwadrancie jamy brzusznej, pod przeponą, bocznie i nieco ku tyłowi w stosunku do żołądka. Na obrazie projekcji przedniej wygląda zwykle jak intensywny, owalny obszar gromadzenia znacznika po lewej stronie, poniżej poziomu serca i nieco bocznie od wątroby. Moim zdaniem ważne jest, żeby w praktyce zawsze łączyć położenie narządu z charakterem radiofarmaceutyku: w badaniu RBC nie zobaczymy typowego wydzielania do dróg moczowych jak w scyntygrafii nerek, tylko rozkład w obrębie układu krążenia i narządów krwiotwórczych. W diagnostyce klinicznej tę technikę wykorzystuje się m.in. do oceny ektopowej śledziony, tzw. „splenosis”, do różnicowania ognisk w obrębie jamy brzusznej oraz do oceny funkcji śledziony po urazach czy w chorobach hematologicznych. Dobrą praktyką jest zawsze porównywanie intensywności wychwytu w śledzionie z wątrobą – śledziona w tym badaniu powinna być co najmniej tak samo, a często nawet bardziej intensywna. W pracowni medycyny nuklearnej przy ocenie takich obrazów technik musi zwracać uwagę na poprawne ułożenie pacjenta, centralizację pola widzenia gammakamery i prawidłowe oznaczenie stron ciała, bo pomylenie lewej z prawą od razu prowadziłoby do błędnej identyfikacji śledziony i innych narządów.

Pytanie 24

Wynik badania słuchu metodą audiometrii tonalnej wskazuje na

Ilustracja do pytania
A. starzenie się narządu słuchu.
B. niedosłuch uwarunkowany genetycznie.
C. słuch w granicach normy.
D. uraz akustyczny.
Na przedstawionym audiogramie tonalnym widać bardzo charakterystyczny obraz: słuch w niskich i średnich częstotliwościach jest w zasadzie prawidłowy lub tylko lekko obniżony, natomiast w okolicy 4–6 kHz pojawia się wyraźny, głęboki dołek progów słyszenia. Ten tzw. „notch” w wysokich częstotliwościach jest klasycznym obrazem urazu akustycznego, czyli uszkodzenia narządu Cortiego spowodowanego hałasem o dużym natężeniu. Moim zdaniem, jak się raz to zobaczy na wykresie, to później już trudno pomylić z czymś innym. W praktyce zawodowej, szczególnie w medycynie pracy i w diagnostyce laryngologicznej, taki kształt audiogramu kojarzy się przede wszystkim z narażeniem na hałas impulsowy (wystrzał, petarda, prasa mimośrodowa) albo przewlekły hałas przemysłowy bez odpowiedniej ochrony słuchu. Standardy audiologiczne (zarówno krajowe, jak i np. zalecenia WHO czy OSHA) podkreślają, że pierwsze uszkodzenie od hałasu ujawnia się właśnie w zakresie 3–6 kHz, najczęściej z maksimum około 4 kHz, przy zachowanej w miarę dobrej słyszalności w częstotliwościach mowy (0,5–2 kHz). Dlatego pacjent może jeszcze całkiem nieźle rozumieć mowę w cichym otoczeniu, ale zaczyna mieć problemy w hałasie, skarży się na szumy uszne, dyskomfort przy głośnych dźwiękach. W dobrze prowadzonej praktyce diagnostycznej taki wynik zawsze trzeba połączyć z dokładnym wywiadem: praca w hałasie, strzelectwo, koncerty, słuchawki na uszach, brak stosowania ochronników słuchu. W badaniach okresowych pracowników wynik z typowym dołkiem 4 kHz jest sygnałem, że trzeba pilnie zweryfikować warunki akustyczne stanowiska, stosowanie ochronników i ewentualnie zmodyfikować narażenie. Dobrą praktyką jest też kontrolne powtórzenie audiometrii po okresie unikania hałasu, ale prawdziwy uraz akustyczny niestety jest zmianą trwałą, co warto mieć w głowie przy omawianiu wyniku z pacjentem.

Pytanie 25

Podczas teleradioterapii piersi lewej narządem krytycznym jest

A. trzustka.
B. nerka.
C. serce.
D. wątroba.
Prawidłowo wskazano serce jako narząd krytyczny podczas teleradioterapii piersi lewej. W planowaniu radioterapii pojęcie „narząd krytyczny” oznacza strukturę, której przekroczenie dawki tolerancji może prowadzić do poważnych, często nieodwracalnych powikłań. W napromienianiu piersi lewej serce znajduje się bardzo blisko objętości tarczowej, szczególnie jego przednie ściany, koniuszek i gałąź międzykomorowa przednia. Dlatego w standardach planowania (np. wytyczne ESTRO, QUANTEC) ustala się konkretne ograniczenia dawki dla serca i tętnic wieńcowych, np. średnia dawka dla serca Dmean < 4–5 Gy, ograniczenie objętości serca otrzymującej 20 Gy (V20), a w nowocześniejszych planach także ograniczenia dla lewej tętnicy zstępującej (LAD). Z mojego doświadczenia to jest jeden z kluczowych tematów na praktykach w radioterapii: fizyk i lekarz bardzo dokładnie oglądają rozkład izodoz w okolicy serca i płuca lewego, bo to właśnie tam najłatwiej „przestrzelić” dopuszczalne wartości. W praktyce klinicznej stosuje się różne techniki, żeby serce jak najbardziej oszczędzić: pozycja na brzuchu (prone), technika DIBH (głębokiego wdechu z zatrzymaniem oddechu), IMRT/VMAT czy odpowiedni dobór kątów pól w klasycznej 3D-CRT. Podczas głębokiego wdechu klatka piersiowa się powiększa, serce oddala się od ściany klatki i dzięki temu dawka na serce spada, co ma realny wpływ na zmniejszenie ryzyka późnej kardiotoksyczności, np. choroby wieńcowej, niewydolności serca, zaburzeń rytmu. W dobrych ośrodkach radioterapii kontrola dawki na serce jest traktowana jako standard jakości planu, a nie tylko „dodatek”, bo pacjentka ma żyć wiele lat po zakończeniu leczenia i nie ma sensu leczyć raka, a jednocześnie powoli uszkadzać serce.

Pytanie 26

Zgodnie z obowiązującymi przepisami powierzchnia gabinetu rentgenowskiego, w którym jest zainstalowany zestaw rentgenowski do badań naczyniowych, powinna wynosić

A. 8 m²
B. 20 m²
C. 25 m²
D. 15 m²
Prawidłowo – dla gabinetu rentgenowskiego z zestawem do badań naczyniowych obowiązujące przepisy wymagają powierzchni co najmniej 25 m². Wynika to z charakteru badań naczyniowych: mamy tu duży stół angiograficzny, ruchome ramię C lub inny tor obrazowania, zasilacze, pompy kontrastu, często dodatkowe monitory, a do tego cały zespół: lekarz, technik, pielęgniarka, czasem anestezjolog. W pomieszczeniu musi być realna przestrzeń na bezpieczne przemieszczanie się personelu, manewrowanie aparatem, ustawianie pacjenta, wjazd łóżka czy wózka, a także swobodny dostęp do pacjenta w razie nagłego zdarzenia, np. reakcji na kontrast czy zatrzymania krążenia. Zbyt małe pomieszczenie ogranicza możliwości prawidłowego pozycjonowania pacjenta i ustawiania ramienia C, utrudnia zachowanie właściwych odległości od źródła promieniowania oraz właściwe rozmieszczenie osłon stałych i ruchomych. Moim zdaniem ważne jest też to, że w praktyce w takich gabinetach instaluje się dodatkowe systemy, np. iniekcji automatycznej, monitoring hemodynamiczny, czasem aparat USG – to wszystko zabiera miejsce. Normy powierzchni są tak dobrane, żeby oprócz samego aparatu i stołu dało się zapewnić ergonomię pracy i spełnić wymagania ochrony radiologicznej: odpowiednią odległość od źródła promieniowania, możliwość ustawienia ścian osłonowych, drzwi, okienka podglądowego, a często też zaplanowanie osobnej sterowni. W dobrych praktykach projektowania pracowni RTG zawsze przy badaniach naczyniowych przyjmuje się te większe metraże właśnie po to, żeby nie „dusić” stanowiska pracy i nie ryzykować kompromisów bezpieczeństwa.

Pytanie 27

Zgodnie z procedurą wzorcową w badaniu MR należy ułożyć pacjenta na brzuchu do diagnostyki

A. jamy brzusznej.
B. kręgosłupa szyjnego.
C. stawu barkowego.
D. gruczołu piersiowego.
Prawidłowo – w standardowej procedurze rezonansu magnetycznego gruczołu piersiowego pacjentkę układa się w pozycji na brzuchu (pozycja pronacyjna). To nie jest przypadek ani wygoda pracowni, tylko wymóg poprawnego pozycjonowania piersi w specjalnej cewce dedykowanej do badania sutka. Cewka piersiowa ma otwory, w które swobodnie „wpadają” piersi, dzięki czemu są odseparowane od klatki piersiowej, mniej się poruszają i można uzyskać wysoką rozdzielczość przestrzenną oraz dobre warunki do podania kontrastu. Moim zdaniem to jedno z badań, gdzie pozycjonowanie robi połowę jakości badania. W pozycji na brzuchu zmniejsza się artefakty od ruchu oddechowego, serca i ściany klatki piersiowej. Piersi zwisają swobodnie, są mniej uciśnięte, a przez to lepiej widoczne są zmiany ogniskowe, architektonika gruczołu, naczynia oraz węzły chłonne w okolicy pachowej. W badaniu MR piersi zgodnie z dobrymi praktykami (ESR, EUSOBI) stosuje się sekwencje dynamiczne po dożylnym podaniu środka kontrastowego, ocenę kinetyki wzmocnienia oraz dokładną analizę tkanek miękkich. Bez prawidłowego ułożenia na brzuchu i użycia odpowiedniej cewki te parametry byłyby dużo gorsze, a samo badanie mogłoby być praktycznie bezużyteczne diagnostycznie, szczególnie przy planowaniu biopsji celowanej czy ocenie odpowiedzi na chemioterapię neoadjuwantową. W praktyce technik zawsze powinien zwrócić uwagę, czy piersi są równo ułożone w otworach cewki, czy nie są skręcone, czy nie ma ucisku kabli, biustonosza, plastrów itp., bo każdy taki drobiazg potem psuje obraz. Dlatego właśnie w procedurach wzorcowych MR piersi pozycja na brzuchu jest standardem, a nie wyjątkiem.

Pytanie 28

Wysoką rozdzielczość przestrzenną obrazowania MR uzyskuje się przez

A. zmniejszenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
B. zmniejszenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
C. zwiększenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
D. zwiększenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
Prawidłowo: wysoka rozdzielczość przestrzenna w MR zależy głównie od wielkości piksela, a ten wynika z relacji pole widzenia (FoV) / matryca obrazująca. Im mniejszy FoV i im większa matryca, tym mniejszy piksel i tym wyraźniej widoczne drobne struktury. Matematycznie można to zapisać bardzo prosto: rozmiar piksela = FoV / liczba punktów w danym kierunku. Czyli jeśli zmniejszamy FoV, a jednocześnie zwiększamy liczbę próbek (większa matryca, np. z 256×256 na 512×512), to piksele robią się „gęstsze”, a obraz bardziej szczegółowy. Tak właśnie robi się np. badania stawów, przysadki, oczodołów – małe FoV, wysoka matryca, wysokie wymagania co do geometrii i ostrości. W praktyce technik zawsze musi szukać kompromisu: mniejszy FoV i większa matryca oznaczają dłuższy czas skanowania i mniejszy sygnał na piksel (SNR spada, bo ten sam sygnał z większego obszaru dzielimy na więcej elementów). Dlatego w standardach protokołów MR (np. neuroradiologicznych) ustala się minimalnie akceptowalny SNR i na tej podstawie dobiera FoV i matrycę. Moim zdaniem warto na to patrzeć praktycznie: jeśli lekarz prosi o „wysoką rozdzielczość”, to technik od razu myśli o zmniejszeniu FoV w stosunku do interesującej okolicy anatomicznej i zwiększeniu matrycy, o ile czas badania i współpraca pacjenta na to pozwalają. To jest klasyczna dobra praktyka w MR, stosowana praktycznie w każdym nowoczesnym protokole wysokorozdzielczym, np. w badaniach 3D T1 mózgu czy drobnych struktur kostno‑chrzęstnych.

Pytanie 29

Rytm alfa i beta rejestruje się podczas badania

A. EKG
B. HSG
C. EEG
D. USG
Prawidłowo – rytm alfa i beta to pojęcia typowe dla elektroencefalografii, czyli badania EEG. W EEG rejestrujemy bioelektryczną aktywność mózgu za pomocą elektrod umieszczonych na skórze głowy, zwykle według międzynarodowego systemu 10–20. Rytm alfa to fale o częstotliwości ok. 8–13 Hz, najlepiej widoczne u osoby zrelaksowanej, z zamkniętymi oczami, najczęściej w okolicach potylicznych. Rytm beta ma wyższą częstotliwość, około 13–30 Hz, częściej pojawia się przy stanie czuwania, koncentracji, czasem pod wpływem leków, np. benzodiazepin. W praktyce technik EEG powinien umieć odróżnić fizjologiczne rytmy (alfa, beta, theta, delta) od zmian patologicznych, takich jak wyładowania napadowe czy fale ostre. To jest podstawa prawidłowego opisu zapisu EEG i współpracy z lekarzem. Badanie EEG wykonuje się m.in. w diagnostyce padaczki, zaburzeń świadomości, encefalopatii metabolicznych, a także w ocenie mózgowej aktywności po urazach. Z mojego doświadczenia, im lepiej rozumiesz, co oznaczają poszczególne rytmy, tym łatwiej wychwytujesz subtelne nieprawidłowości w zapisie, np. asymetrię rytmu alfa między półkulami czy nadmierną obecność rytmu beta. W standardach pracowni neurofizjologicznej podkreśla się też znaczenie aktywacji (hiperwentylacja, fotostymulacja) – wtedy zmiany w rytmach mogą się nasilać lub zmieniać, co bywa bardzo przydatne w diagnostyce napadów.

Pytanie 30

W radioterapii hadronowej leczenie odbywa się przy użyciu

A. cyklotronu.
B. mobetronu.
C. aparatu rentgenowskiego.
D. aparatu kobaltowego.
Prawidłowo – w radioterapii hadronowej kluczowe jest użycie akceleratora cząstek, najczęściej cyklotronu. Hadrony (np. protony, jony węgla) to naładowane cząstki cięższe od elektronów, które mają zupełnie inny rozkład dawki w tkankach niż klasyczne promieniowanie fotonowe z liniowego akceleratora. Najważniejsze zjawisko, o którym warto pamiętać, to tzw. pik Bragga: dawka rośnie w miarę penetracji i maksimum osiąga na określonej głębokości, po czym gwałtownie spada praktycznie do zera. Dzięki temu można bardzo precyzyjnie „położyć” wysoką dawkę w guzie, jednocześnie oszczędzając tkanki położone za nim. W praktyce klinicznej oznacza to np. możliwość skutecznego leczenia guzów mózgu u dzieci, nowotworów gałki ocznej, guzów przy kręgosłupie czy w okolicy podstawy czaszki, gdzie ochrona struktur krytycznych (rdzeń kręgowy, pień mózgu, nerwy wzrokowe) jest absolutnym priorytetem. Cyklotron przyspiesza protony do energii rzędu 70–250 MeV, a następnie wiązka jest formowana, skanowana i kształtowana w systemie terapeutycznym (skanowanie ołówkową wiązką, systemy kolimacji, modulatory energii). Z mojego doświadczenia, w planowaniu leczenia hadronowego bardzo mocno podkreśla się precyzyjne obrazowanie (TK, MR) oraz dokładne wyznaczenie objętości tarczowych i narządów krytycznych, bo cała przewaga protonoterapii polega na tej doskonałej konformności dawki. Standardy ośrodków referencyjnych i wytyczne międzynarodowe (np. ESTRO, PTCOG) podkreślają, że radioterapia hadronowa wymaga ścisłej kontroli jakości wiązki z cyklotronu, codziennych testów parametrów fizycznych oraz bardzo dokładnego unieruchomienia pacjenta. Takie leczenie nie jest realizowane aparatem rentgenowskim, kobaltem czy mobetronem – to już inna liga technologiczna i fizyczna.

Pytanie 31

Promieniowanie rentgenowskie jest

A. falą elektromagnetyczną.
B. falą ultradźwiękową.
C. strumieniem elektronów.
D. strumieniem protonów.
Promieniowanie rentgenowskie należy do fal elektromagnetycznych, tak samo jak światło widzialne, ultrafiolet, podczerwień czy promieniowanie gamma. Różni się od nich głównie długością fali i energią kwantów. Promieniowanie X ma bardzo krótką długość fali i wysoką energię, dzięki czemu ma właściwości jonizujące – potrafi wybijać elektrony z atomów. To właśnie ta cecha pozwala na tworzenie obrazów w radiologii, ale jednocześnie wymaga ścisłego przestrzegania zasad ochrony radiologicznej. W aparacie RTG elektrony są rozpędzane i gwałtownie hamowane na anodzie lampy – w tym procesie powstaje promieniowanie hamowania oraz charakterystyczne, ale końcowy efekt i tak jest taki, że wychodzi z lampy wiązka fali elektromagnetycznej o określonym widmie energii. W praktyce medycznej to promieniowanie przechodzi przez ciało pacjenta i jest różnie pochłaniane przez tkanki: kości absorbują więcej, płuca mniej, dlatego na detektorze lub kliszy powstaje kontrastowy obraz. W tomografii komputerowej, mammografii czy radiografii cyfrowej zasada fizyczna jest ta sama – zawsze pracujemy z falą elektromagnetyczną z zakresu promieniowania X, tylko zmieniają się parametry ekspozycji, geometria wiązki i rodzaj detektora. Warto też pamiętać, że zgodnie z podstawami fizyki medycznej i normami opisującymi pracę z promieniowaniem jonizującym (np. zalecenia ICRP), wszystkie procedury z użyciem RTG traktowane są jako praca z promieniowaniem elektromagnetycznym, a nie z wiązką cząstek materialnych. Moim zdaniem dobrze jest to sobie jasno poukładać, bo potem łatwiej zrozumieć takie pojęcia jak energia fotonu, twardość wiązki, filtracja czy warstwa półchłonna.

Pytanie 32

W leczeniu izotopowym tarczycy należy podać

A. doustnie emiter promieniowania alfa.
B. dożylnie emiter promieniowania alfa.
C. doustnie emiter promieniowania beta.
D. dożylnie emiter promieniowania beta.
W leczeniu izotopowym tarczycy standardem jest podanie doustne radiojodu, czyli emitera promieniowania beta. Najczęściej stosuje się jod-131, który gromadzi się selektywnie w tkance tarczycowej, bo tarczyca fizjologicznie wychwytuje jod z krwi do syntezy hormonów. Dzięki temu mamy coś w rodzaju „celowanej” radioterapii – promieniowanie beta działa głównie w obrębie tarczycy, a otaczające tkanki dostają relatywnie mniejszą dawkę. Emiter beta ma stosunkowo krótki zasięg w tkankach (kilka milimetrów), co ogranicza uszkodzenia narządów sąsiednich. Doustne podanie w kapsułce lub płynie jest wygodne, tanie, dobrze tolerowane przez pacjentów i zgodne z obowiązującymi procedurami medycyny nuklearnej. Podanie dożylne w tym wskazaniu nie jest potrzebne – układ pokarmowy bardzo dobrze wchłania jod, a później krew rozprowadza go do tarczycy. W praktyce klinicznej stosuje się tę metodę m.in. w leczeniu nadczynności tarczycy, wola toksycznego oraz po operacjach raka tarczycy do zniszczenia pozostałej tkanki tarczycowej lub przerzutów wychwytujących jod. Z mojego doświadczenia to jedno z prostszych do zapamiętania skojarzeń: tarczyca = jod-131 doustnie, emiter beta. W dobrych ośrodkach dużą wagę przykłada się do prawidłowego przygotowania pacjenta (dieta uboga w jod, odstawienie niektórych leków, weryfikacja ciąży u kobiet), a także do ochrony radiologicznej po podaniu dawki – pacjent dostaje szczegółowe zalecenia, jak ograniczyć narażenie domowników. Moim zdaniem warto to kojarzyć nie tylko jako „pytanie testowe”, ale jako klasyczny przykład praktycznego wykorzystania fizyki promieniowania w medycynie nuklearnej.

Pytanie 33

Przedstawiony obraz został zarejestrowany podczas wykonania

Ilustracja do pytania
A. badania radioizotopowego.
B. pozytonowej tomografii emisyjnej.
C. tomografii komputerowej.
D. rezonansu magnetycznego.
Przedstawiony obraz to klasyczna scyntygrafia kośćca – czyli wynik badania radioizotopowego układu kostnego. Widać całe ciało w projekcji przedniej i tylnej, z równomiernym, dość „ziarnistym” rozkładem znacznika w kościach, bez typowych dla TK czy MR przekrojów poprzecznych. W medycynie nuklearnej nie oglądamy samej anatomii jak w RTG czy TK, tylko rozkład radiofarmaceutyku, który pokazuje metabolizm i aktywność biologiczną tkanek. Tutaj najczęściej stosuje się 99mTc-MDP lub inny fosfonian znakowany technetem, który gromadzi się w kościach proporcjonalnie do ich ukrwienia i przebudowy. Dzięki temu takie badanie jest bardzo czułe w wykrywaniu przerzutów do kości, świeżych złamań, zmian zapalnych czy jałowej martwicy. W praktyce klinicznej scyntygrafia całego szkieletu jest standardem np. w onkologii (rak piersi, prostata, nerki), ortopedii i reumatologii. Obraz z gammakamery ma niską rozdzielczość anatomiczną, ale wysoką czułość funkcjonalną. Z mojego doświadczenia dobrą praktyką jest zawsze kojarzyć: widok „szkieletu w całości”, obraz dwuwymiarowy, bez warstw, o charakterystycznej „szarej” skali i opis typu „przód/tył” – to najczęściej właśnie scyntygrafia. W odróżnieniu od TK czy MR, pacjent dostaje dożylnie radiofarmaceutyk, czeka się zwykle 2–3 godziny na wychwyt w kościach, a potem wykonuje się powolny skan całego ciała gammakamerą. W nowocześniejszych pracowniach łączy się to potem z TK (tzw. SPECT/CT), ale sam obraz szkieletu, jak na tym przykładzie, pochodzi z klasycznej gammakamery, czyli z badania radioizotopowego.

Pytanie 34

Którą strukturę anatomiczną zaznaczono na radiogramie stawu kolanowego?

Ilustracja do pytania
A. Kłykieć przyśrodkowy.
B. Kłykieć boczny.
C. Nadkłykieć przyśrodkowy.
D. Nadkłykieć boczny.
Na radiogramie w projekcji AP widoczny jest staw kolanowy, a strzałka wskazuje na wystającą ponad powierzchnię stawową część dalszej kości udowej po stronie przyśrodkowej. To właśnie nadkłykieć przyśrodkowy kości udowej. Nadkłykcie są zlokalizowane powyżej kłykci – są bardziej wyniosłe, służą głównie jako miejsca przyczepu więzadeł i mięśni, a nie jako część bezpośrednio tworząca powierzchnię stawową. Na zdjęciu dobrze widać, że zaznaczona struktura leży ponad przyśrodkowym przedziałem szczeliny stawowej, a jej zarys nie wchodzi w obręb powierzchni stawowej – to typowy obraz nadkłykcia. W praktyce klinicznej prawidłowe rozróżnienie kłykci i nadkłykci ma znaczenie np. przy opisie złamań (wg standardów AO, przy kwalifikacji do leczenia operacyjnego) czy przy planowaniu dostępu chirurgicznego w endoprotezoplastyce kolana. Nadkłykieć przyśrodkowy jest miejscem przyczepu m.in. więzadła pobocznego piszczelowego, dlatego jego uszkodzenia mogą być związane z niestabilnością przyśrodkową stawu kolanowego. W opisach radiologicznych zgodnych z dobrymi praktykami (np. zalecenia towarzystw radiologicznych) zawsze podaje się, czy zmiana obejmuje kłykieć, czy nadkłykieć, bo od tego zależy zarówno biomechanika stawu, jak i ryzyko wtórnej choroby zwyrodnieniowej. Moim zdaniem warto sobie nawykowo na każdym RTG kolana „od góry do dołu” nazwać: nadkłykcie, kłykcie, powierzchnię stawową, szczelinę stawową i nasadę kości piszczelowej – wtedy takie pytania robią się naprawdę proste i bardzo praktyczne na dyżurze czy w pracowni RTG.

Pytanie 35

Pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego dokonuje się podczas badania

A. tympanometrycznego.
B. potencjałów wywołanych.
C. audiometrii impedancyjnej.
D. otoemisji akustycznych.
Prawidłowo – pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego dokonuje się podczas badania tympanometrycznego, które jest kluczowym elementem audiometrii impedancyjnej. Tympanometria polega na zmianie ciśnienia w przewodzie słuchowym zewnętrznym przy jednoczesnym podawaniu tonu testowego (zwykle 226 Hz u dorosłych) i mierzeniu, ile energii akustycznej jest odbijane, a ile przechodzi przez układ: błona bębenkowa – kosteczki słuchowe – ucho środkowe. Z tego właśnie wynika pojęcie impedancji akustycznej, czyli „oporu”, jaki ucho środkowe stawia falom dźwiękowym. W praktyce klinicznej wynik widzimy jako wykres – tympanogram – który pokazuje zależność podatności (compliance) układu od ciśnienia w przewodzie słuchowym. Na podstawie kształtu tympanogramu (typ A, As, Ad, B, C) można wnioskować o obecności wysięku w jamie bębenkowej, dysfunkcji trąbki słuchowej, otosklerozie czy wiotkości łańcucha kosteczek. Moim zdaniem to jedno z bardziej „wdzięcznych” badań – szybkie, niebolesne, a daje masę informacji. W dobrych standardach praktyki laryngologicznej tympanometria jest stosowana rutynowo u dzieci z nawracającymi zapaleniami ucha, u pacjentów z niedosłuchem przewodzeniowym, przed zabiegami na uchu środkowym oraz do kontroli efektów leczenia (np. po założeniu drenów wentylacyjnych). Warto też pamiętać, że nowoczesne tympanometry automatycznie mierzą nie tylko samą impedancję, ale też objętość przewodu słuchowego, ciśnienie w jamie bębenkowej i odruchy z mięśnia strzemiączkowego, co jeszcze poszerza diagnostykę. Z mojego doświadczenia w pracowni audiologicznej dobra interpretacja tympanogramu często wyjaśnia więcej niż samo badanie tonalne słuchu.

Pytanie 36

Przy ułożeniu do zdjęcia kręgów szyjnych CIII-CVII w projekcji przednio-tylnej lampa może być odchylona o kąt

A. 10-15° doogonowo.
B. 10-15° dogłowowo.
C. 40-45° doogonowo.
D. 40-45° dogłowowo.
Prawidłowe jest ustawienie lampy na kąt około 10–15° dogłowowo, bo właśnie takie ukierunkowanie promieniowania pozwala „wyjść” wiązką spod żuchwy i potylicy oraz lepiej uwidocznić trzony kręgów szyjnych CIII–CVII w projekcji przednio‑tylnej. W praktyce chodzi o to, żeby promień centralny padł możliwie prostopadle do przestrzeni międzykręgowych, a nie „wcinał się” w nie pod ostrym kątem. Jeśli kąt dogłowowy jest niewielki, rzędu 10–15°, to dochodzi do kompensacji naturalnej lordozy szyjnej i zgrywamy się z geometrią odcinka szyjnego. Dzięki temu na zdjęciu lepiej widać wysokość trzonów, zarysy blaszek granicznych i szerokość szpar międzykręgowych, co ma znaczenie np. przy ocenie zmian zwyrodnieniowych czy pourazowych. W wielu podręcznikach do techniki RTG i w zaleceniach szkoleniowych dla techników elektroradiologii właśnie taki zakres kąta (około 10–15° cranial) jest podawany jako standard dla AP C‑spine C3–C7 u dorosłych. W praktyce klinicznej często dodatkowo dostosowuje się go minimalnie do budowy pacjenta (np. bardziej zaznaczona lordoza, masywna obręcz barkowa), ale punkt wyjścia to właśnie ok. 10–15° dogłowowo. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć: odcinek szyjny – projekcja AP – lekki kąt dogłowowy, a nie doogonowy, bo chcemy „podejść” wiązką spod barków i żuchwy, a nie z góry przez potylicę. Dobra praktyka to też kontrola ustawienia głowy (brak rotacji) i barków (opuszczone), bo nawet idealny kąt lampy nie pomoże, jeśli pacjent jest źle ułożony.

Pytanie 37

Na elektrokardiogramie uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. migotanie przedsionków.
B. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
C. migotanie komór.
D. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
Na przedstawionym zapisie EKG widać typowy obraz migotania przedsionków. Kluczowa cecha, na którą zawsze warto patrzeć, to brak wyraźnych, regularnych załamków P przed zespołami QRS. Zamiast nich linia izoelektryczna jest lekko „pofalowana” – widoczne są drobne, nieregularne fale przedsionkowe (tzw. fale f). Do tego dochodzi całkowicie niemiarowa, „chaotyczna” częstość zespołów QRS, czyli tzw. rytm całkowicie niemiarowy. W praktyce mówi się często: brak P, nieregularne R–R, obecne drobne fale – myślimy o migotaniu przedsionków. W codziennej pracy technika czy pielęgniarki EKG ważne jest, żeby przy każdym opisie rytmu świadomie przejść prosty schemat: najpierw ocena regularności odstępów R–R, potem szukanie załamków P, następnie ocena szerokości QRS. W migotaniu przedsionków QRS-y są zwykle wąskie (jeśli nie ma jednocześnie bloku odnóg), co też widać w tym przykładzie. Taki zapis oznacza, że skurcze przedsionków są całkowicie chaotyczne, a węzeł przedsionkowo‑komorowy przepuszcza impulsy w sposób nieregularny. Z praktycznego punktu widzenia rozpoznanie AF na EKG ma ogromne znaczenie kliniczne: pacjent z takim zapisem wymaga oceny ryzyka zatorowości (skala CHA₂DS₂‑VASc), często wdrożenia leczenia przeciwkrzepliwego i kontroli częstości rytmu komór. W standardach postępowania (m.in. wytyczne ESC) podkreśla się, że pojedynczy 12‑odprowadzeniowy zapis EKG z typowym obrazem, jak tutaj, wystarcza do potwierdzenia rozpoznania. Moim zdaniem warto sobie takie klasyczne przykłady „wdrukować w pamięć”, bo potem na dyżurze, gdy trzeba szybko ocenić monitor czy wydruk z aparatu, decyzja jest znacznie prostsza i pewniejsza. Ten rodzaj zadania dobrze uczy patrzenia na rytm całościowo, a nie tylko na pojedynczy odprowadzenie.

Pytanie 38

W badaniu MR czas repetycji TR jest parametrem określającym odstęp czasu między

A. dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF180°.
B. impulsem inwersji 90° a czasem powstania sygnału (echa).
C. dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF90°.
D. impulsem inwersji 180° a czasem powstania sygnału (echa).
Czas repetycji TR w badaniu rezonansu magnetycznego definiuje się jako odstęp czasu pomiędzy dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF o kącie 90°. To jest taka podstawowa „miarka czasu” całej sekwencji, zwłaszcza w klasycznych sekwencjach spin-echo. W praktyce wygląda to tak: podajesz impuls RF90°, wzbudzasz magnetyzację poprzeczną, rejestrujesz sygnał echa, a potem czekasz do kolejnego impulsu RF90°. Właśnie ten odstęp to TR. Od TR w ogromnym stopniu zależy kontrast obrazów MR – przede wszystkim nasycenie sygnału, a więc wrażliwość na czasy relaksacji T1. Krótkie TR (np. 300–700 ms) dają silne T1-zależne obrazowanie, natomiast długie TR (np. 2000 ms i więcej) zmniejszają wpływ T1 i sprzyjają kontrastowi T2 lub PD, zależnie od TE. Z mojego doświadczenia w pracowni MR, technik bardzo często manipuluje TR i TE jako pierwszymi parametrami, żeby „dokręcić” kontrast pod konkretną strukturę: inne ustawimy do badania mózgu, inne do stawów, a jeszcze inne do kręgosłupa. W opisach protokołów producenci skanerów zawsze podają typową parę TR/TE dla danej sekwencji i wskazują, czy jest to sekwencja T1-zależna, T2-zależna czy PD. Warto też pamiętać, że TR wpływa na całkowity czas skanowania – im krótszy TR, tym szybciej wykonamy badanie, ale kosztem pewnych parametrów jakości. W dobrze prowadzonych protokołach MR świadome dobranie TR jest kluczowe dla uzyskania powtarzalnych, diagnostycznie wartościowych obrazów, zgodnie z zasadą optymalizacji dawki „czasowej” i komfortu pacjenta.

Pytanie 39

Obrazowanie w sekwencjach STIR, FLAIR, SE wykonywane jest w badaniu

A. TK
B. PET
C. MR
D. USG
Prawidłowo powiązałeś sekwencje STIR, FLAIR i SE z rezonansem magnetycznym, czyli badaniem MR. To są nazwy konkretnych sekwencji obrazowania stosowanych właśnie w MRI. W uproszczeniu sekwencja to sposób „pobierania” sygnału z tkanek przez aparat, z określonymi czasami TR, TE, sposobem tłumienia sygnału, itp. STIR (Short Tau Inversion Recovery) to sekwencja tłumiąca sygnał tłuszczu. Dzięki temu bardzo dobrze widać obrzęk, naciek zapalny czy zmiany pourazowe, np. w układzie kostno‑stawowym, w kręgosłupie, w badaniach onkologicznych. FLAIR (Fluid Attenuated Inversion Recovery) tłumi sygnał płynu mózgowo‑rdzeniowego, przez co świetnie uwidacznia zmiany w istocie białej mózgu, np. w stwardnieniu rozsianym, niedokrwieniu czy zapaleniach. SE (Spin Echo) to klasyczna, podstawowa sekwencja MR, na której opierają się obrazy T1‑ i T2‑zależne, stosowana praktycznie w każdym badaniu MR, od głowy, przez kręgosłup, po jamę brzuszną. W praktyce klinicznej protokół MR głowy prawie zawsze zawiera kombinację sekwencji SE T1, SE/TSE T2 oraz FLAIR; z kolei w badaniach narządu ruchu bardzo często pojawia się STIR do oceny szpiku kostnego i tkanek miękkich. Moim zdaniem warto zapamiętać to skojarzenie: jeśli słyszysz STIR, FLAIR, SE, T1, T2, DWI – myślisz od razu „MR”, bo to jest standard w opisach badań i w zaleceniach towarzystw radiologicznych. W USG, TK czy PET takich nazw sekwencji po prostu się nie używa, tam operuje się innymi parametrami i protokołami.

Pytanie 40

Który radioizotop jest stosowany w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu?

A. ¹²³I
B. ⁹⁹ᵐTc
C. ⁹⁴ᵐTc
D. ¹³¹I
Prawidłowa odpowiedź to 99mTc, bo jest to podstawowy radioizotop stosowany w medycynie nuklearnej do badań scyntygraficznych, w tym do scyntygrafii perfuzyjnej mózgu. Technet-99m ma kilka bardzo wygodnych cech fizycznych: emituje promieniowanie gamma o energii ok. 140 keV, które jest idealne dla gammakamery, ma krótki okres półtrwania (ok. 6 godzin), dzięki czemu dawka pochłonięta przez pacjenta jest relatywnie niska, a jednocześnie jest czas na wykonanie badania. Z mojego doświadczenia to jest taki „koń roboczy” medycyny nuklearnej – używa się go w sercu, kościach, tarczycy, nerkach i właśnie w mózgu. W scyntygrafii perfuzyjnej mózgu 99mTc podaje się w postaci odpowiedniego radiofarmaceutyku, najczęściej związków takich jak HMPAO czy ECD. Są to lipofilne kompleksy, które przechodzą przez barierę krew–mózg i zatrzymują się w tkance mózgowej proporcjonalnie do przepływu krwi. Dzięki temu na obrazie z gammakamery widzimy rozkład perfuzji, czyli w praktyce które obszary mózgu są dobrze ukrwione, a które słabiej. Ma to ogromne znaczenie np. w diagnostyce padaczki ogniskowej, zmian niedokrwiennych, otępień, a także w ocenie skutków urazów czaszkowo–mózgowych. W nowoczesnych pracowniach badania te wykonuje się zwykle w technice SPECT, często łączonej z CT (SPECT/CT), co pozwala na lepszą lokalizację ognisk patologicznych. Standardem dobrej praktyki jest dobór jak najmniejszej aktywności 99mTc, która nadal zapewnia dobrą jakość obrazu, oraz dokładne przygotowanie radiofarmaceutyku zgodnie z procedurami jakościowymi (GMP, kontrola radiochemicznej czystości). Warto też pamiętać, że dzięki właściwościom 99mTc możliwe jest stosunkowo bezpieczne wykonywanie badań nawet u pacjentów wymagających powtórnych ocen perfuzji. Moim zdaniem znajomość roli technetu-99m w perfuzji mózgu to absolutna podstawa dla każdego technika medycyny nuklearnej.