Pomylenie przeznaczenia urządzenia BHE-5 często wynika z tego, że wiele osób kojarzy je ogólnie jako „tester układów w samochodzie”, bez wchodzenia w szczegóły. W rzeczywistości jest to przyrząd zaprojektowany typowo pod układ hamulcowy, szczególnie do pomiaru ciśnień w obwodzie hydraulicznym oraz oceny sprawności elementów odpowiedzialnych za przekazywanie siły hamowania. Nie ma on nic wspólnego z klasyczną diagnostyką układu kierowniczego, gdzie bada się luzy na przegubach, stan maglownicy, przekładni kierowniczej, zbieżność kół czy stan amortyzatorów i elementów zawieszenia. Do tych zadań używa się zupełnie innych narzędzi: płyty szarpakowe, przyrządy do geometrii kół, czujniki zegarowe, klucze dynamometryczne. Podobnie w przypadku układu zapłonowego – tam mówimy o cewkach, świecach, przewodach wysokiego napięcia, sterowniku silnika, a diagnostyka opiera się na analizie sygnałów elektrycznych, odczycie błędów OBD, oscyloskopie, mierniku uniwersalnym, ewentualnie testerze iskry. BHE-5 nie mierzy ani napięcia zapłonowego, ani energii iskry, ani kątów wyprzedzenia zapłonu, więc używanie go w tym obszarze byłoby kompletnie bez sensu. Układ napędowy to z kolei skrzynia biegów, sprzęgło, półosie, przeguby, mechanizm różnicowy; tam diagnozuje się hałasy, drgania, luzy, szczelność i stan oleju, stosuje się inne metody, np. jazdę próbną pod obciążeniem, endoskop, czasem stanowiska do badania skrzyń. Typowym błędem myślowym jest założenie, że jeśli urządzenie ma oznaczenie i wygląda „profesjonalnie”, to nada się do wszystkiego. W praktyce każdy przyrząd ma swoją wąską specjalizację i warto kojarzyć nazwy z konkretnym układem pojazdu. BHE-5 wiążemy z hamulcami i diagnostyką ciśnień w tym układzie, a nie z kierowaniem, napędem czy zapłonem, bo tylko wtedy diagnoza będzie rzetelna i zgodna z dobrymi standardami serwisowymi.