Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 14 sierpnia 2026 10:05
  • Data zakończenia: 14 sierpnia 2026 10:05

Egzamin niezdany

Wynik: 0/40 punktów (0,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Udostępnij swój wynik
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Na podstawie zapisu badania audiometrycznego rozpoznano u pacjenta uszkodzenie słuchu

Ilustracja do pytania
A. odbiorcze ucha prawego.
B. odbiorcze ucha lewego.
C. przewodzeniowe ucha prawego.
D. przewodzeniowe ucha lewego.
Analizując to audiogram, łatwo popełnić kilka typowych błędów interpretacyjnych. Najczęstszy z nich to automatyczne kojarzenie każdego obniżenia progów słuchu z uszkodzeniem odbiorczym, czyli ślimakowym lub nerwowym. Tymczasem kluczową zasadą w audiometrii tonalnej jest porównanie przewodnictwa powietrznego z kostnym. Jeśli oba tory są podwyższone w podobnym stopniu, bez wyraźnej luki między nimi, wtedy rzeczywiście myśli się o niedosłuchu odbiorczym. W tym badaniu sytuacja wygląda inaczej: przewodnictwo kostne dla ucha prawego jest w normie, a przewodnictwo powietrzne wyraźnie gorsze, co jednoznacznie przemawia za niedosłuchem przewodzeniowym, a nie odbiorczym.
Błędne wskazanie uszkodzenia odbiorczego ucha prawego wynika zwykle z nieuwzględnienia tej luki powietrzno–kostnej. Ktoś patrzy tylko na to, że kropki po stronie prawej leżą niżej, więc „na oko” wydaje się, że jest to uszkodzenie ślimaka. Jednak gdyby ślimak lub nerw słuchowy były uszkodzone, podwyższone byłyby również progi przewodnictwa kostnego. W dobrze prowadzonej diagnostyce zawsze sprawdza się, czy linia kostna jest przesunięta w dół. Tu tak nie jest.
Z kolei odpowiedzi sugerujące uszkodzenie ucha lewego ignorują fakt, że audiogram dla tego ucha pokazuje progi zarówno powietrzne, jak i kostne w granicach normy, bez luki i bez istotnego obniżenia czułości. To typowy przykład sytuacji, w której wzrok może mylić, jeśli nie patrzy się na wartości w dB HL i nie porównuje dwóch rodzajów przewodnictwa. W uchu lewym nie ma ani cech niedosłuchu przewodzeniowego (brak luki), ani odbiorczego (brak podwyższonych progów kostnych).
Moim zdaniem warto wyrobić sobie prosty schemat: najpierw określamy, które ucho jest gorsze, potem patrzymy na przewodnictwo kostne. Jeżeli kostne jest prawidłowe, a powietrzne obniżone – mamy niedosłuch przewodzeniowy. Jeżeli oba są obniżone podobnie – niedosłuch odbiorczy. Jeżeli kostne też jest podwyższone, ale lepsze niż powietrzne – niedosłuch mieszany. Trzymanie się tej procedury bardzo ogranicza ryzyko błędnej interpretacji i jest zgodne z dobrymi praktykami w diagnostyce elektromedycznej, szczególnie w audiometrii tonalnej.

Pytanie 2

Co określa M₀ w systemie klasyfikacji nowotworów TNM?

A. Nie można ocenić regionalnych węzłów chłonnych.
B. Nie można ocenić obecności przerzutów odległych.
C. Nie stwierdza się przerzutów w regionalnych węzłach chłonnych.
D. Nie stwierdza się przerzutów odległych.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo – symbol M₀ w klasyfikacji TNM oznacza, że nie stwierdza się przerzutów odległych. W systemie TNM mamy trzy główne składowe: T (tumor) opisuje guz pierwotny, N (nodes) dotyczy zajęcia regionalnych węzłów chłonnych, a M (metastases) odnosi się właśnie do przerzutów odległych, czyli takich, które pojawiają się w narządach odległych od guza pierwotnego, np. w płucach, wątrobie, kościach czy mózgu. M₀ to informacja, że w aktualnej diagnostyce obrazowej i klinicznej nie ma dowodów na obecność takich przerzutów. W praktyce klinicznej oznacza to zwykle wcześniejsze stadium zaawansowania nowotworu i często lepsze rokowanie. Przy planowaniu leczenia onkologicznego, np. radioterapii czy leczenia chirurgicznego, rozróżnienie M₀ i M₁ jest absolutnie kluczowe. Pacjent z M₀ może być kwalifikowany do leczenia radykalnego, czyli z intencją wyleczenia, natomiast przy M₁ najczęściej myślimy o leczeniu paliatywnym lub skojarzonym, bardziej nastawionym na kontrolę choroby i objawów niż na pełne wyleczenie. Z mojego doświadczenia warto zawsze pamiętać, że zapis M₀ nie oznacza, że przerzutów na pewno nie ma, tylko że nie są wykrywalne dostępnymi metodami (TK, MR, PET-CT, scyntygrafia, USG itd.). Dlatego tak ważne są dobrze wykonane badania obrazowe oraz ich prawidłowa interpretacja. W dobrych standardach opisu badań radiologicznych i onkologicznych zawsze jasno podaje się status M, bo od tego zależy nie tylko rodzaj terapii, ale też np. kwalifikacja do badań klinicznych czy decyzje o zakresie napromieniania w radioterapii.

Pytanie 3

Przy ułożeniu do zdjęcia kręgów szyjnych CIII-CVII w projekcji przednio-tylnej lampa może być odchylona o kąt

A. 10-15° dogłowowo.
B. 10-15° doogonowo.
C. 40-45° doogonowo.
D. 40-45° dogłowowo.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowe jest ustawienie lampy na kąt około 10–15° dogłowowo, bo właśnie takie ukierunkowanie promieniowania pozwala „wyjść” wiązką spod żuchwy i potylicy oraz lepiej uwidocznić trzony kręgów szyjnych CIII–CVII w projekcji przednio‑tylnej. W praktyce chodzi o to, żeby promień centralny padł możliwie prostopadle do przestrzeni międzykręgowych, a nie „wcinał się” w nie pod ostrym kątem. Jeśli kąt dogłowowy jest niewielki, rzędu 10–15°, to dochodzi do kompensacji naturalnej lordozy szyjnej i zgrywamy się z geometrią odcinka szyjnego. Dzięki temu na zdjęciu lepiej widać wysokość trzonów, zarysy blaszek granicznych i szerokość szpar międzykręgowych, co ma znaczenie np. przy ocenie zmian zwyrodnieniowych czy pourazowych. W wielu podręcznikach do techniki RTG i w zaleceniach szkoleniowych dla techników elektroradiologii właśnie taki zakres kąta (około 10–15° cranial) jest podawany jako standard dla AP C‑spine C3–C7 u dorosłych. W praktyce klinicznej często dodatkowo dostosowuje się go minimalnie do budowy pacjenta (np. bardziej zaznaczona lordoza, masywna obręcz barkowa), ale punkt wyjścia to właśnie ok. 10–15° dogłowowo. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć: odcinek szyjny – projekcja AP – lekki kąt dogłowowy, a nie doogonowy, bo chcemy „podejść” wiązką spod barków i żuchwy, a nie z góry przez potylicę. Dobra praktyka to też kontrola ustawienia głowy (brak rotacji) i barków (opuszczone), bo nawet idealny kąt lampy nie pomoże, jeśli pacjent jest źle ułożony.

Pytanie 4

Na obrazie TK klatki piersiowej w przekroju poprzecznym strzałką oznaczono

Ilustracja do pytania
A. oskrzele główne prawe.
B. aortę wstępującą.
C. oskrzele główne lewe.
D. aortę zstępującą.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Na przedstawionym przekroju poprzecznym TK klatki piersiowej strzałka wskazuje lewe oskrzele główne. W tomografii pamiętamy, że obrazy standardowo oglądamy w tzw. projekcji radiologicznej: tak jakby pacjent leżał na plecach, a my patrzymy od jego stóp w stronę głowy. Czyli prawa strona pacjenta jest po lewej stronie ekranu (oznaczona literą R), a lewa strona pacjenta – po prawej. To jest pierwszy klucz do poprawnego rozpoznawania struktur anatomicznych na TK. Lewe oskrzele główne odchodzi od tchawicy bardziej poziomo, jest dłuższe i przebiega pod łukiem aorty, kierując się w stronę lewego wnęki płuca. Na obrazie widać je jako strukturę o powietrznej gęstości (ciemną), otoczoną cienką ścianą, zlokalizowaną po stronie przeciwnej do oznaczenia R, tuż przy rozwidleniu tchawicy. Z mojego doświadczenia to jedno z klasycznych miejsc, które każdy technik i lekarz musi umieć „z marszu” zidentyfikować, bo od poprawnej orientacji w okolicy wnęk płucnych zależy m.in. prawidłowe ocenianie węzłów chłonnych śródpiersia, zmian nowotworowych czy ocena szerzenia się procesu zapalnego. W praktyce klinicznej, przy planowaniu bronchoskopii, zabiegów torakochirurgicznych albo przy ocenie naciekania guza płuca na oskrzele, dokładna znajomość przebiegu lewego oskrzela głównego jest absolutnie podstawowa. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią, żeby zawsze zaczynać analizę TK klatki od ustalenia orientacji (R/L, przód/tył), potem identyfikować główne naczynia (aorta wstępująca, łuk, aorta zstępująca, pień płucny) i dopiero na tym tle lokalizować tchawicę i oskrzela. Dzięki temu dużo łatwiej odróżnić lewe oskrzele główne od struktur naczyniowych czy od prawego oskrzela, które jest krótsze, szersze i bardziej pionowe. W praktyce egzaminacyjnej takie zadania bardzo dobrze sprawdzają, czy ktoś naprawdę rozumie anatomię w obrazowaniu, a nie tylko „zgaduje z kształtu”.

Pytanie 5

W jaki sposób należy oprzeć stroik w audiometrycznym badaniu przewodnictwa kostnego?

A. Ramionami na guzowatości potylicznej zewnętrznej.
B. Podstawą na powierzchni wyrostka sutkowatego.
C. Podstawą na guzowatości potylicznej zewnętrznej.
D. Ramionami na powierzchni wyrostka sutkowatego.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo – w badaniu przewodnictwa kostnego stroik audiometryczny powinien być oparty **podstawą na powierzchni wyrostka sutkowatego** kości skroniowej, tuż za małżowiną uszną. To miejsce jest standardem, bo wyrostek sutkowaty leży bardzo blisko ucha środkowego i ślimaka, a jednocześnie ma dość równą, twardą powierzchnię kostną, która dobrze przewodzi drgania. Jeśli przyłożysz stroik podstawą, a nie ramionami, energia drgań jest przekazywana bardziej bezpośrednio do kości czaszki, bez zbędnych strat. W praktyce klinicznej to ma ogromne znaczenie, bo badanie przewodnictwa kostnego służy do różnicowania niedosłuchu przewodzeniowego i odbiorczego – np. przy klasycznej próbie Rinnego czy Webera. Moim zdaniem warto zapamiętać to trochę „manualnie”: stroik trzymasz za ramiona, a część, która drży (podstawa), ląduje dokładnie na wyrostku sutkowatym. Dobrą praktyką jest też, żeby nie dotykać ręką główki stroika po przyłożeniu go do wyrostka, bo wtedy tłumisz drgania i zafałszowujesz wynik. W gabinetach laryngologicznych i w pracowniach audiometrii przyjmuje się, że miejsce na wyrostku sutkowatym musi być suche, bez włosów, bez opatrunków – inaczej przewodnictwo kostne będzie zaburzone. Warto też zwrócić uwagę, żeby nie uciskać zbyt mocno, ale też nie za lekko – stroik ma stabilnie przylegać, bez chybotania. Z czasem wyrabia się taka „pamięć ręki” i wtedy badania są powtarzalne i zgodne z zasadami nowoczesnej audiometrii tonalnej.

Pytanie 6

W pozytonowej emisyjnej tomografii komputerowej PET radioznacznik podawany jest pacjentowi najczęściej

A. domięśniowo.
B. doodbytniczo.
C. doustnie.
D. dożylnie.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
W pozytonowej tomografii emisyjnej (PET) standardem klinicznym jest dożylne podanie radioznacznika, najczęściej w postaci radiofarmaceutyku 18F-FDG rozpuszczonego w roztworze fizjologicznym. Podanie dożylne zapewnia bardzo szybkie i przewidywalne dotarcie substancji do krwiobiegu, a następnie jej dystrybucję do tkanek zgodnie z ich metabolizmem glukozy czy innymi cechami biologicznymi. Dzięki temu personel może precyzyjnie kontrolować czas od podania do rozpoczęcia skanowania, co jest kluczowe dla jakości obrazów i porównywalności badań. W praktyce wygląda to podobnie jak zwykły wenflon na oddziale – zakłada się wkłucie obwodowe, podaje dawkę radiofarmaceutyku, a potem pacjent odpoczywa w wyciszonym pomieszczeniu, żeby dystrybucja była stabilna i bez zbędnej aktywności mięśniowej. Moim zdaniem ważne jest zapamiętanie, że PET to badanie funkcjonalne, a nie klasyczne obrazowanie anatomiczne, dlatego farmakokinetyka radioznacznika ma ogromne znaczenie. Drogę dożylną wybiera się też dlatego, że pozwala na dokładne obliczenie podanej aktywności w MBq na kilogram masy ciała, co jest wymagane przez wytyczne EANM i IAEA. Umożliwia to później prawidłową rekonstrukcję obrazu, obliczanie SUV (standardized uptake value) oraz porównywanie wyników między różnymi badaniami i ośrodkami. Dodatkowo podanie dożylne zmniejsza zmienność związaną z wchłanianiem z przewodu pokarmowego czy z mięśnia, co byłoby dużym problemem w tak czułej metodzie, jak PET. W wielu procedurach hybrydowych, np. PET/CT onkologiczne, ten schemat jest absolutnie dominujący i traktowany jako złoty standard postępowania.

Pytanie 7

Do badania mammograficznego w projekcji skośnej przyśrodkowo-bocznej kąt lampy powinien być ustawiony w zakresie

A. 10° ÷ 15°
B. 20° ÷ 35°
C. 40° ÷ 60°
D. 65° ÷ 70°

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowy zakres kąta 40° ÷ 60° dla projekcji skośnej przyśrodkowo‑bocznej (MLO – mediolateral oblique) w mammografii wynika bezpośrednio z anatomii piersi oraz przebiegu mięśnia piersiowego większego i fałdu pachowego. W tej projekcji zależy nam na możliwie pełnym odwzorowaniu tkanki od górnego kwadrantu piersi aż po część zamostkową, razem z jak największą częścią ogona pachowego. Ustawienie lampy pod kątem około 45–60° względem stołu detektora pozwala zgrać przebieg wiązki z osią mięśnia piersiowego, dzięki czemu pierś jest równomiernie spłaszczona, a gruczoł dobrze rozciągnięty. W praktyce technik dobiera kąt indywidualnie: u pacjentek niskich i z krótką klatką piersiową często stosuje się kąt bliżej 40–45°, a u wysokich, szczupłych kobiet – nawet około 55–60°. Moim zdaniem to jest jedna z tych rzeczy, które trzeba trochę „wyczuć” w praktyce, ale zawsze w granicach zalecanego przedziału. Standardy jakości w mammografii (np. programy przesiewowe) podkreślają, że projekcja MLO musi pokazywać ciągły zarys mięśnia piersiowego od brzegu górnego obrazu aż przynajmniej do poziomu brodawki. Osiągnięcie tego praktycznie nie jest możliwe przy zbyt małym lub zbyt dużym kącie. Dobrze ustawiony kąt 40–60° ułatwia też uzyskanie porównywalnych zdjęć w badaniach kontrolnych, co ma znaczenie przy ocenie progresji lub stabilności zmian. W codziennej pracy warto patrzeć na obraz kontrolny i, jeśli mięsień piersiowy jest słabo widoczny lub pierś „ucieka” w dół, skorygować kąt właśnie w ramach tego zakresu.

Pytanie 8

Do wczesnych odczynów popromiennych po radioterapii zalicza się

A. świąd skóry.
B. retinopatię.
C. blizny.
D. martwicę nerwów.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo wskazana świąd skóry jako wczesny odczyn popromienny bardzo dobrze pokazuje zrozumienie podstaw radiobiologii klinicznej. W radioterapii wczesne odczyny popromienne to takie, które pojawiają się w trakcie napromieniania albo w ciągu kilku tygodni po jego zakończeniu. Dotyczą one tkanek szybko dzielących się, głównie nabłonka skóry i błon śluzowych. Typowe objawy to rumień, suchość skóry, złuszczanie, uczucie pieczenia, kłucia, no i właśnie świąd. Ten świąd wynika z uszkodzenia komórek naskórka i reakcji zapalnej w skórze, a także z przesuszenia – bariera naskórkowa jest naruszona, więc skóra reaguje podrażnieniem. W praktyce, na oddziale radioterapii, pacjenci bardzo często zgłaszają swędzenie w polu napromieniania już po kilkunastu–kilkudziesięciu Gy, zwłaszcza przy napromienianiu piersi, głowy i szyi czy okolic miednicy. Standardem postępowania jest edukacja pacjenta: delikatna higiena, unikanie drażniących kosmetyków, luźna odzież, zakaz drapania skóry oraz stosowanie zaleconych emolientów czy kremów łagodzących zgodnych z procedurami ośrodka. Dobre praktyki mówią też o regularnej ocenie skóry według skal toksyczności (np. RTOG, CTCAE) i dokumentowaniu nasilenia objawów. Moim zdaniem kluczowe jest, żeby kojarzyć świąd i rumień bardziej z wczesną, odwracalną reakcją, a nie od razu z powikłaniami trwałymi. Wczesne odczyny zazwyczaj ustępują w ciągu kilku tygodni po zakończeniu leczenia, jeśli odpowiednio się o skórę dba i nie przerywa się niepotrzebnie radioterapii. To pozwala utrzymać ciągłość terapii, co ma ogromne znaczenie dla skuteczności onkologicznej.

Pytanie 9

Jaka jest standardowa odległość OF do wykonania rentgenowskich zdjęć kości i stawów kończyny górnej?

A. 135-150 cm
B. 120-130 cm
C. 70-90 cm
D. 100-115 cm

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowy zakres 100–115 cm to standardowa odległość ognisko–film (OF, dziś częściej mówi się FFD lub SID) stosowana przy klasycznych zdjęciach kości i stawów kończyny górnej. Taka odległość jest pewnym kompromisem między geometrią wiązki promieniowania a praktycznymi możliwościami aparatu i pracowni. Przy około 100 cm uzyskujemy akceptowalne powiększenie obrazu, stosunkowo małe zniekształcenia geometryczne i dobrą ostrość krawędzi, a jednocześnie nie trzeba dramatycznie podnosić mAs, żeby skompensować spadek natężenia promieniowania. W praktyce technik ustawia statyw tak, żeby odległość od ogniska lampy do kasety z detektorem była stabilnie w tym przedziale; to pozwala też przewidywalnie dobierać ekspozycję według tabel technicznych. Moim zdaniem to jest jedna z tych „wartości do zapamiętania”, które naprawdę przydają się w codziennej pracy, bo większość protokołów RTG kończyny górnej (nadgarstek, łokieć, bark, dłoń, paliczki) jest na tym oparta. Warto też pamiętać, że większe odległości, typu 150–180 cm, zarezerwowane są raczej dla klatki piersiowej, gdzie zależy nam na minimalizacji powiększenia serca i lepszej jednorodności dawki. Z kolei zbyt mała OF powodowałaby wyraźne powiększenie i rozmycie struktur, co utrudnia ocenę np. szczelin stawowych czy drobnych odłamów kostnych. Dobrą praktyką jest zawsze sprawdzenie, czy rzeczywista OF zgadza się z protokołem pracowni, bo błędne ustawienie może później dawać pozorne różnice w wielkości zmian na kolejnych badaniach kontrolnych. W diagnostyce pourazowej kończyny górnej, gdzie liczy się dokładna ocena ustawienia odłamów, taka powtarzalność geometrii zdjęcia ma ogromne znaczenie.

Pytanie 10

Na przekroju poprzecznym TK kręgosłupa szyjnego strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. ząb kręgu obrotowego.
B. otwór kręgu szczytowego.
C. guzek tylny kręgu szczytowego.
D. rdzeń kręgowy.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Na przedstawionym przekroju poprzecznym TK szyi strzałka wskazuje typową, owalną, kostną strukturę położoną centralnie, nieco ku przodowi w kanale kręgowym – to ząb kręgu obrotowego (dens axis, C2). W tomografii komputerowej w okolicy połączenia czaszkowo‑szyjnego zawsze warto sobie „ułożyć w głowie” układ: z przodu łuk przedni kręgu szczytowego (C1), za nim właśnie ząb kręgu obrotowego, a dopiero dalej ku tyłowi przestrzeń z rdzeniem kręgowym. Ząb ma wysoką gęstość w TK (typowa dla kości zbitej), wyraźne korowe obrysy i jest zrośnięty z trzonem C2. Moim zdaniem, jak się raz dobrze zapamięta ten charakterystyczny obraz „palika” wystającego do góry w obrębie C1, to później rozpoznawanie jest już dużo prostsze. W praktyce klinicznej prawidłowa identyfikacja zęba kręgu obrotowego jest kluczowa przy ocenie urazów odcinka szyjnego, zwłaszcza u pacjentów po wypadkach komunikacyjnych czy upadkach z wysokości. Standardy diagnostyczne (np. zalecenia towarzystw radiologicznych) podkreślają konieczność oceny ciągłości zęba, linii złamania, przemieszczenia względem łuku przedniego C1 oraz szerokości przestrzeni przedzębowej. Właśnie w oparciu o prawidłowe rozpoznanie tej struktury planuje się dalsze postępowanie: od zaopatrzenia ortopedycznego, przez stabilizację operacyjną, aż po ścisłą kontrolę w badaniach kontrolnych TK. Dodatkowo znajomość anatomii dens axis pomaga też przy planowaniu badań czynnościowych (RTG w projekcjach otwartych ust) i przy interpretacji rezonansu magnetycznego, gdzie oceniamy nie tylko samą kość, ale też więzadła stabilizujące ząb oraz ewentualne uciski na rdzeń kręgowy.

Pytanie 11

Na radiogramie stopy strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. skokową.
B. sześcienną.
C. łódkowatą.
D. piętową.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Strzałka na radiogramie wskazuje kość sześcienną – jedną z kości stępu, położoną po stronie bocznej stopy, pomiędzy kością piętową a podstawami kości śródstopia IV i V. Na projekcji AP/DP stopy, tak jak na tym zdjęciu, kość sześcienna leży mniej więcej na poziomie stawu Lisfranca, bocznie w stosunku do kości łódkowatej i klinowatych. Ma dość charakterystyczny, nieco kostkowaty kształt i tworzy wyraźne stawy z kością piętową (staw piętowo‑sześcienny) oraz z kośćmi śródstopia. Moim zdaniem, jak się raz „oswoi” jej położenie względem kości piętowej i IV–V śródstopia, to później rozpoznanie jej na RTG jest już dość intuicyjne. W praktyce radiologicznej poprawna identyfikacja kości sześciennej jest ważna np. przy urazach bocznego filaru stopy, w ocenie zwichnięć w obrębie stawu Choparta i Lisfranca, a także przy zmianach przeciążeniowych u biegaczy. Standardem jest ocena stopy w co najmniej dwóch prostopadłych projekcjach (AP/DP i boczna), ale w projekcji AP to właśnie takie orientowanie się w anatomii warstwowej stępu pozwala szybko wychwycić złamania, podwichnięcia czy deformacje. W dobrych praktykach opisowych radiolog zwykle opisuje osobno kości skokową, piętową, łódkowatą, sześcienną i klinowate, więc warto mieć je w głowie jako stały „zestaw kontrolny”. Dobrze też pamiętać, że na zdjęciach pourazowych okolicy bocznej stopy zawsze dokładnie oglądamy kość sześcienną pod kątem złamań kompresyjnych, które czasem są bardzo subtelne i łatwo je przeoczyć, jeśli ktoś myli ją np. z podstawami śródstopia.

Pytanie 12

Obraz stawu kolanowego otrzymano metodą

Ilustracja do pytania
A. rezonansu magnetycznego.
B. tomografii komputerowej.
C. rezonansu magnetycznego z kontrastem.
D. tomografii komputerowej z kontrastem.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo – ten obraz stawu kolanowego pochodzi z rezonansu magnetycznego (MR). Widać typową dla MR wysoką rozdzielczość kontrastową tkanek miękkich: chrząstka stawowa, łąkotki, kość podchrzęstna i tkanka tłuszczowa odróżniają się od siebie dużo wyraźniej niż na typowym TK. Moim zdaniem kluczowe jest tu to, że na takim obrazie bardzo dobrze widać struktury wewnątrzstawowe, a nie tylko zarys kości. W standardach obrazowania narządu ruchu przyjmuje się, że rezonans magnetyczny jest metodą z wyboru do oceny więzadeł, łąkotek, chrząstki, zmian pourazowych i przeciążeniowych w stawie kolanowym. W praktyce klinicznej, gdy ortopeda podejrzewa uszkodzenie łąkotki, więzadła krzyżowego czy wczesne zmiany chrzęstne, najczęściej kieruje właśnie na MR, a nie na TK. Rezonans nie wykorzystuje promieniowania jonizującego, tylko pole magnetyczne i fale radiowe, co jest istotne zwłaszcza u młodych pacjentów i przy kontrolnych badaniach. W dobrych pracowniach stosuje się dedykowane cewki do stawu kolanowego i odpowiednie sekwencje (np. T1, T2, PD z saturacją tłuszczu), żeby jak najlepiej uwidocznić struktury wewnątrz stawu. Kontrast do MR podaje się zwykle tylko przy szczególnych wskazaniach (np. podejrzenie guza, zapalenia, MR-artrografia), natomiast typowe badanie stawu kolanowego wykonuje się bez kontrastu, tak jak właśnie na tym obrazie. Dobrą praktyką jest też porównywanie obrazów w kilku płaszczyznach (czołowa, strzałkowa, poprzeczna), co jeszcze bardziej odróżnia MR od klasycznego TK stosowanego głównie do oceny kości.

Pytanie 13

Wskaż osłonę radiologiczną, która jest stosowana w pracowniach radiodiagnostyki stomatologicznej.

A. Osłona 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Osłona 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Osłona 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Osłona 4
Ilustracja do odpowiedzi D

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo wskazana „Osłona 2” odpowiada typowemu fartuchowi ochronnemu stosowanemu rutynowo w pracowniach radiodiagnostyki stomatologicznej. Jest to fartuch z materiału ołowiowego (lub równoważnego, np. kompozyty bez ołowiu) o określonym współczynniku równoważnika ołowiu, najczęściej 0,25–0,35 mm Pb dla badań stomatologicznych. Tego typu osłony są projektowane tak, żeby zabezpieczać tułów, narządy szczególnie wrażliwe (szpik kostny, gonady, część jamy brzusznej) oraz tarczycę, przy jednoczesnym zachowaniu wygody i swobody ruchów pacjenta. W gabinecie stomatologicznym, zgodnie z zasadami ochrony radiologicznej i wymaganiami wynikającymi z prawa atomowego oraz zaleceń Państwowej Agencji Atomistyki, pacjent podczas wykonywania zdjęć wewnątrzustnych, pantomograficznych czy cefalometrycznych powinien być osłonięty właśnie takim fartuchem lub jego odmianą (czasem połączoną z kołnierzem na tarczycę). Moim zdaniem kluczowe jest tutaj połączenie dwóch rzeczy: odpowiedniej grubości równoważnika ołowiu i właściwego dopasowania do sylwetki. Jeżeli fartuch jest za krótki, źle zapięty albo zsuwa się z barków, realna skuteczność ochrony spada, nawet jeśli teoretycznie spełnia normy. W praktyce technik elektroradiologii zawsze powinien sprawdzić, czy fartuch dobrze przylega, czy nie ma ubytków w materiale osłonowym i czy nie jest mechanicznie uszkodzony (pęknięcia, załamania). Dobrą praktyką jest też regularna kontrola fartuchów w badaniu rentgenowskim serwisowym, żeby wykryć ewentualne nieszczelności. W radiologii stomatologicznej stosuje się jeszcze dodatkowe osłony lokalne – np. kołnierze na tarczycę u dzieci – ale podstawowym elementem, który większość osób kojarzy z gabinetem RTG u dentysty, jest właśnie taki fartuch jak na ilustracji oznaczonej jako Osłona 2.

Pytanie 14

W diagnostyce metodą rezonansu magnetycznego biorą udział

A. elektrony wapnia.
B. protony wodoru.
C. elektrony wodoru.
D. jądra wapnia.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
W rezonansie magnetycznym kluczową rolę odgrywają protony wodoru, czyli po prostu jądra atomów wodoru obecne głównie w wodzie i tłuszczu. Moim zdaniem to jedna z tych rzeczy, które warto mieć „wryte” w pamięć, bo przewija się praktycznie wszędzie, gdzie mowa o MR. W organizmie człowieka woda stanowi większość masy, a każdy atom wodoru ma pojedynczy proton z własnym momentem magnetycznym (tzw. spinem). W silnym polu magnetycznym tomografu MR te protony ustawiają się częściowo równolegle do kierunku pola. Następnie urządzenie wysyła fale radiowe (impuls RF) o częstotliwości rezonansowej Larmora, które wytrącają te protony z równowagi. Gdy impuls się kończy, protony wracają do stanu wyjściowego, emitując sygnał, który jest rejestrowany przez cewki odbiorcze. Na podstawie różnic w czasie relaksacji T1 i T2 oraz gęstości protonów w różnych tkankach komputer rekonstruuje obraz przekrojowy ciała. Dlatego w praktyce im więcej protonów wodoru w danej tkance, tym silniejszy sygnał MR, choć ważne są też właściwości środowiska chemicznego, np. różnice między tkanką tłuszczową a mięśniową. W standardach opisów badań MR często odnosi się do sekwencji zależnych od T1, T2, PD (proton density), co bezpośrednio pokazuje, że to właśnie protony wodoru są głównym „źródłem informacji” w tym badaniu. W codziennej pracy technika czy elektroradiologa przekłada się to na dobór odpowiednich sekwencji, parametrów TR, TE i typów obrazowania, aby jak najlepiej wykorzystać sygnał od protonów wodoru do uwidocznienia zmian patologicznych, np. obrzęku, martwicy, zmian demielinizacyjnych czy guzów. Bez obecności protonów wodoru obraz MR praktycznie by nie powstał, co widać chociażby w obrębie struktur zawierających mało wody (np. kość korowa), które dają bardzo słaby sygnał.

Pytanie 15

Fala głosowa rozchodzi się

A. w gazach i próżni.
B. w cieczach i próżni.
C. w gazach i cieczach.
D. w gazach, cieczach i próżni.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Poprawnie – fala głosowa, czyli fala akustyczna, w fizyce jest falą mechaniczną. To znaczy, że do swojego rozchodzenia się potrzebuje ośrodka materialnego, w którym cząsteczki mogą drgać i przekazywać energię dalej. Takim ośrodkiem mogą być gazy (np. powietrze), ciecze (np. woda) albo ciała stałe. W próżni nie ma cząsteczek, więc nie ma co drgać i klasyczna fala dźwiękowa po prostu nie może się tam rozchodzić. Dlatego odpowiedź „w gazach i cieczach” jest merytorycznie poprawna, chociaż warto pamiętać, że w rzeczywistości dźwięk rozchodzi się też w ciałach stałych. W praktyce medycznej i okołomedycznej ma to spore znaczenie. W audiometrii, badaniach słuchu czy przy kalibracji sprzętu do pomiaru hałasu zakłada się, że fala dźwiękowa biegnie głównie w powietrzu, czyli w gazie. Z kolei w ultrasonografii medycznej wykorzystujemy rozchodzenie się fal mechanicznych w tkankach, które fizycznie zachowują się jak różne ciecze i ciała stałe – stąd żel USG, żeby poprawić sprzężenie między głowicą a skórą, bo powietrze bardzo słabo przewodzi ultradźwięki. Moim zdaniem to jedno z tych prostych pytań, które później ułatwia zrozumienie, czemu np. badanie USG nie działa w powietrzu i czemu w kosmosie, w próżni, nie „słychać” eksplozji mimo że mogą emitować promieniowanie elektromagnetyczne. W dobrych praktykach technicznych zawsze rozróżniamy fale mechaniczne (wymagające ośrodka, jak dźwięk) od fal elektromagnetycznych (np. promieniowanie RTG, radiowe), które mogą iść w próżni.

Pytanie 16

Który narząd został uwidoczniony na przedstawionym obrazie scyntygraficznym?

Ilustracja do pytania
A. Wątroba.
B. Trzustka.
C. Serce.
D. Płuca.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Na obrazie scyntygraficznym widoczna jest wątroba – charakterystyczne, nieregularne ognisko gromadzenia znacznika położone w prawej górnej części jamy brzusznej, przesunięte nieco ku górze pod prawym łukiem żebrowym. W badaniach medycyny nuklearnej, szczególnie w klasycznej scyntygrafii wątroby i śledziony z użyciem koloidów znakowanych technetem-99m, fizjologicznie największą aktywność obserwujemy właśnie w miąższu wątrobowym. Kolorowe mapowanie (czerwony/żółty – najwyższe wychwyty, zielony/niebieski – niższe) dobrze pokazuje rozkład perfuzji i czynności fagocytarnej komórek układu siateczkowo‑śródbłonkowego. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w prawidłowym badaniu wątroba ma dość jednorodną intensywność, o wyraźnych granicach, bez ubytków wychwytu. W praktyce klinicznej scyntygrafię wątroby wykorzystuje się rzadziej niż kiedyś, ale nadal bywa przydatna przy ocenie rozległości uszkodzenia miąższu, funkcji resztkowej po resekcjach czy w kwalifikacji do zabiegów radioembolizacji. W standardach medycyny nuklearnej podkreśla się konieczność prawidłowego pozycjonowania pacjenta (najczęściej pozycja leżąca na plecach, detektor nad jamą brzuszną) oraz stosowania odpowiednich okien energetycznych dla Tc-99m, żeby uzyskać czytelny obraz narządu. Dobra praktyka to zawsze korelacja scyntygrafii z badaniami anatomicznymi, np. USG lub TK, ale pierwszym krokiem jest właśnie poprawne rozpoznanie, że oglądamy wątrobę, a nie płuca czy serce. Takie „czytanie z mapy izotopowej” to typowa umiejętność technika pracowni medycyny nuklearnej.

Pytanie 17

Jak konwencjonalnie frakcjonuje się dawkę w teleradioterapii?

A. Dwa razy dziennie, przez pięć dni w tygodniu.
B. Jeden raz dziennie, przez pięć dni w tygodniu.
C. Dwa razy dziennie, przez siedem dni w tygodniu.
D. Jeden raz dziennie, przez siedem dni w tygodniu.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo wskazana odpowiedź opisuje tzw. konwencjonalny schemat frakcjonowania w teleradioterapii: jedna frakcja na dobę, pięć dni w tygodniu (zwykle poniedziałek–piątek), z przerwą weekendową. To jest klasyczny standard w większości ośrodków onkologicznych i wynika zarówno z radiobiologii, jak i z organizacji pracy zakładu radioterapii. Komórki nowotworowe i zdrowe tkanki reagują inaczej na napromienianie, a podział dawki całkowitej na wiele małych frakcji (np. 1,8–2,0 Gy dziennie) pozwala zwiększyć szansę zniszczenia guza przy akceptowalnym uszkodzeniu tkanek prawidłowych. Kluczowe są tu zasady tzw. 4R radiobiologii: naprawa, repopulacja, redystrybucja i reoksygenacja. Przerwy między kolejnymi frakcjami, czyli te około 24 godziny, dają czas zdrowym tkankom na naprawę subletalnych uszkodzeń DNA, a jednocześnie nie są na tyle długie, żeby guz zdążył istotnie odrosnąć. Z mojego doświadczenia, w planowaniu leczenia bardzo pilnuje się, żeby pacjent dostawał frakcje regularnie, dzień po dniu, bo przerwy w terapii pogarszają wyniki leczenia. Weekendowa przerwa ma znaczenie praktyczne (organizacja pracy, serwis akceleratora), ale też kliniczne – zmniejsza zmęczenie pacjenta i trochę łagodzi ostre odczyny popromienne, np. rumień skóry czy zapalenie błon śluzowych. Warto pamiętać, że istnieją inne schematy, jak frakcjonowanie przyspieszone, hiperfrakcjonowanie czy hipofrakcjonowanie (np. w radioterapii stereotaktycznej), ale one są modyfikacją standardu i stosuje się je w ściśle określonych wskazaniach. W typowym, „zwykłym” leczeniu radykalnym raka np. głowy i szyi, piersi, prostaty czy płuca, podstawą jest właśnie jedna frakcja dziennie przez pięć dni w tygodniu, aż do osiągnięcia zaplanowanej dawki całkowitej.

Pytanie 18

W audiometrii badanie polegające na maskowaniu (zagłuszaniu) tonów szumem białym to próba

A. Rinnego.
B. Langenbecka.
C. Webera.
D. Fowlera.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowa odpowiedź to próba Langenbecka, bo właśnie z nią wiąże się maskowanie tonów szumem białym w badaniach słuchu. W audiometrii maskowanie polega na tym, że do ucha „niemierzonego” podaje się szum (najczęściej biały albo wąskopasmowy), żeby odciąć jego udział w teście i uzyskać wiarygodny próg słyszenia ucha badanego. Próba Langenbecka to klasyczny test, w którym ocenia się zachowanie progu słyszenia przy jednoczesnym podawaniu szumu maskującego. W praktyce klinicznej jest to szczególnie ważne u pacjentów z asymetrycznym ubytkiem słuchu, jednostronnym niedosłuchem przewodzeniowym albo gdy podejrzewamy tzw. cross-hearing, czyli przewodzenie dźwięku na drugą stronę przez kości czaszki. Bez poprawnego maskowania wyniki audiogramu mogą być całkowicie mylące – np. wydaje się, że lepsze ucho słyszy gorzej, a w rzeczywistości przejmuje bodziec przeznaczony dla ucha gorszego. Standardy audiometrii tonalnej (zarówno w laryngologii, jak i w protetyce słuchu) zakładają obowiązkowe stosowanie maskowania w określonych sytuacjach, według ustalonych schematów (np. maskowanie przy różnicy przewodnictwa powietrznego powyżej 40 dB między uszami). Z mojego doświadczenia, kto raz dobrze zrozumie ideę próby Langenbecka i ogólnie maskowania, temu dużo łatwiej później interpretować skomplikowane audiogramy mieszane, szukać tzw. rezerwy ślimakowej i planować dobór aparatów słuchowych czy wskazania do leczenia operacyjnego (np. otoskleroza).

Pytanie 19

W badaniu audiometrycznym rezerwa ślimakowa to odległość między krzywą

A. szumu a powietrzną.
B. kostną względną a bezwzględną.
C. kostną a krzywą szumu.
D. kostną a powietrzną.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo – rezerwa ślimakowa w klasycznym badaniu audiometrycznym to właśnie odległość (w dB) między krzywą przewodnictwa kostnego a krzywą przewodnictwa powietrznego. Innymi słowy: patrzymy na audiogram i mierzymy różnicę między progiem słyszenia dla tego samego ucha, ale badanym dwiema drogami – przez kość skroniową (kostnie) i przez słuchawki (powietrznie). Jeżeli przewodnictwo kostne jest lepsze (niższe progi, krzywa wyżej na wykresie) niż powietrzne, a między nimi jest odstęp, to właśnie ten odstęp nazywamy rezerwą ślimakową, często też po prostu luką powietrzno–kostną. Z praktycznego punktu widzenia ta różnica mówi nam, że ślimak i nerw słuchowy jeszcze działają przyzwoicie, a problem jest głównie w przewodzeniu dźwięku przez ucho zewnętrzne lub środkowe (np. wysięk w jamie bębenkowej, otoskleroza, perforacja błony bębenkowej). W badaniach audiometrycznych dobre praktyki mówią, żeby zawsze oceniać osobno: kształt krzywej powietrznej, kształt krzywej kostnej oraz wielkość rezerwy ślimakowej – bo to pozwala odróżnić niedosłuch przewodzeniowy od odbiorczego i mieszanego. Moim zdaniem to jedno z podstawowych pojęć, które technik audiologii musi mieć „w małym palcu”, bo od właściwej interpretacji tej różnicy zależy dalsze postępowanie: czy wystarczy leczenie laryngologiczne (np. drenaż, operacja kosteczek), czy trzeba od razu myśleć o aparacie słuchowym. W codziennej pracy, gdy widzimy rezerwę ślimakową rzędu 20–30 dB przy względnie dobrym przewodnictwie kostnym, od razu zapala się lampka, że ślimak jest jeszcze w miarę zachowany i rokowanie po leczeniu przewodzeniowym bywa całkiem dobre.

Pytanie 20

Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałką oznaczono wyrostek kolczysty kręgu

Ilustracja do pytania
A. piersiowego w płaszczyźnie czołowej.
B. piersiowego w płaszczyźnie strzałkowej.
C. szyjnego w płaszczyźnie czołowej.
D. szyjnego w płaszczyźnie strzałkowej.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Na przedstawionym obrazie MR widzimy odcinek szyjny kręgosłupa w projekcji bocznej, czyli w płaszczyźnie strzałkowej. Strzałka wskazuje na tylną, ostro zakończoną strukturę kostną wychodzącą ku tyłowi od łuku kręgu – to właśnie wyrostek kolczysty kręgu szyjnego. W rezonansie magnetycznym, szczególnie w sekwencjach T1-zależnych, trzon kręgu i łuk mają jednorodny, dość jasny sygnał, a wyrostki kolczyste układają się w charakterystyczny „łańcuszek” za tylną ścianą kanału kręgowego. W odcinku szyjnym łatwo rozpoznać sąsiednie struktury: z przodu tchawicę i przełyk, powyżej podstawę czaszki, a w kanale kręgowym rdzeń kręgowy o bardziej jednorodnym sygnale niż otaczające go krążki międzykręgowe. Moim zdaniem kluczowe jest tu kojarzenie kształtu i położenia: wyrostek kolczysty zawsze leży po stronie tylnej, w linii pośrodkowej, za łukiem kręgu, a w obrazie strzałkowym widzimy go jak „kolce” ustawione jeden za drugim. W praktyce klinicznej taka orientacja w anatomii obrazowej jest bardzo ważna przy ocenie urazów kręgosłupa szyjnego, np. złamań wyrostków kolczystych, zmian zwyrodnieniowych czy ocenie ustawienia kręgów po urazie komunikacyjnym. Dobre rozpoznawanie płaszczyzn obrazowania (strzałkowa vs czołowa vs poprzeczna) jest standardem w diagnostyce MR – technik i lekarz muszą sprawnie kojarzyć przekrój z anatomią 3D pacjenta. W odcinku szyjnym dodatkowo pomaga charakterystyczne wygięcie lordotyczne oraz obecność czaszki nad kręgami szyjnymi, co tutaj też ładnie widać. Poprawne rozpoznanie wyrostka kolczystego świadczy o tym, że potrafisz „czytać” obraz w sposób przestrzenny, a to w radiologii jest, z mojego doświadczenia, absolutna podstawa dobrej praktyki.

Pytanie 21

Który radioizotop jest emiterem promieniowania alfa?

A. 18F
B. 131I
C. 99mTc
D. 223Ra

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo wskazany radioizotop to 223Ra, czyli rad-223. Jest to klasyczny emiter promieniowania alfa, wykorzystywany w medycynie nuklearnej głównie w leczeniu przerzutów do kości u chorych na raka prostaty opornego na kastrację. Cząstki alfa to jądra helu (2 protony i 2 neutrony), mają bardzo mały zasięg w tkankach – rzędu kilku dziesiątych milimetra – ale bardzo wysoką liniową gęstość jonizacji (wysoki LET). To oznacza, że oddają energię na bardzo krótkim dystansie, silnie uszkadzając DNA komórek nowotworowych, a jednocześnie relatywnie oszczędzając bardziej odległe, zdrowe tkanki. Właśnie dlatego 223Ra jest tak ceniony w tzw. terapii ukierunkowanej na kości: jako radionuklid emituje głównie promieniowanie alfa, wiąże się z tkanką kostną w miejscach wzmożonego metabolizmu kostnego (czyli tam, gdzie są przerzuty osteoblastyczne) i dostarcza bardzo skoncentrowaną dawkę w ognisku nowotworu. Z praktycznego punktu widzenia ważne jest, że alfa-emiter wymaga szczególnej ostrożności w zakresie ochrony radiologicznej personelu przy przygotowaniu i podawaniu radiofarmaceutyku, ale jednocześnie dawka narażenia dla otoczenia pacjenta jest zwykle mniejsza niż przy silnych emiterach gamma, bo cząstki alfa są łatwo pochłaniane. Moim zdaniem, jeśli ktoś pracuje w medycynie nuklearnej, to kojarzenie 223Ra z terapią paliatywną przerzutów do kości to absolutna podstawa. W wytycznych i standardach (różne towarzystwa onkologiczne i medycyny nuklearnej) podkreśla się, że wybór alfa-emiterów, takich jak 223Ra, jest szczególnie korzystny tam, gdzie zależy nam na wysokiej skuteczności biologicznej przy ograniczonym zasięgu promieniowania. To bardzo dobry przykład praktycznego zastosowania fizyki promieniowania w nowoczesnej terapii celowanej.

Pytanie 22

Obrazowanie portalowe w radioterapii służy do

A. pozycjonowania pacjenta.
B. przekazywania danych o pacjencie.
C. zniekształcenia wiązki promieniowania.
D. weryfikacji pola napromienianego.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo – obrazowanie portalowe w radioterapii służy przede wszystkim do weryfikacji pola napromienianego, czyli sprawdzenia, czy wiązka promieniowania pada dokładnie tam, gdzie została zaplanowana w systemie planowania leczenia. W praktyce wygląda to tak, że przed lub na początku frakcji wykonuje się obraz portalowy (EPID, portal imaging) przy użyciu tej samej głowicy akceleratora, którą napromienia się pacjenta. Ten obraz porównuje się potem z obrazem referencyjnym z systemu planowania (DRR – digitally reconstructed radiograph) albo z wcześniejszymi obrazami kontrolnymi. Dzięki temu można ocenić, czy pole terapeutyczne pokrywa obszar tarczowy (CTV/PTV), czy nie ma przemieszczenia kości, narządów krytycznych albo rotacji pacjenta. W nowoczesnych ośrodkach stosuje się różne techniki: klasyczne zdjęcia portalowe 2D, kV imaging, a także CBCT (tomografia stożkowa) wykonywana na akceleratorze. Wszystkie one mają ten sam główny cel – kontrola geometrii napromieniania. Z dobrych praktyk wynika, że przed pierwszą frakcją wykonuje się bardzo dokładną weryfikację pola, a potem okresowe kontrole (np. co kilka frakcji) albo nawet codzienne, zwłaszcza przy technikach IMRT/VMAT, gdzie marginesy bezpieczeństwa są mniejsze. Moim zdaniem kluczowe jest zrozumienie, że obrazowanie portalowe nie jest „dla ciekawości”, tylko realnie zmniejsza ryzyko napromienienia zdrowych tkanek i poprawia trafienie w guz. Właśnie dlatego w wytycznych radioterapeutycznych (IGRT – image guided radiotherapy) podkreśla się obowiązkową weryfikację ustawienia pola napromienianego przed podaniem dawki terapeutycznej.

Pytanie 23

Urografia polega na

A. doustnym podaniu środka kontrastującego i wykonaniu jednego zdjęcia.
B. dożylnym podaniu środka kontrastującego i wykonaniu jednego zdjęcia.
C. dożylnym podaniu środka kontrastującego i wykonaniu serii zdjęć.
D. doustnym podaniu środka kontrastującego i wykonaniu serii zdjęć.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo – urografia to badanie, w którym środek kontrastujący podaje się dożylnie, a następnie wykonuje się serię zdjęć RTG w określonych odstępach czasu. Dzięki temu kontrast, który jest wydalany przez nerki, kolejno wypełnia kielichy, miedniczki nerkowe, moczowody i pęcherz moczowy. Na zdjęciach widzimy więc dynamiczny obraz całego układu moczowego, a nie tylko pojedynczą „migawkę”. W praktyce klinicznej najczęściej robi się zdjęcie przeglądowe jamy brzusznej przed podaniem kontrastu, a potem kolejne ujęcia po kilku, kilkunastu i kilkudziesięciu minutach. Pozwala to ocenić zarówno budowę anatomiczną, jak i czynność wydalniczą nerek (czy kontrast pojawia się symetrycznie, z jakim opóźnieniem, czy nie ma zastoju). Moim zdaniem ważne jest zapamiętanie, że urografia to badanie czynnościowo-anatomiczne, a do tego potrzebna jest seria zdjęć, a nie jedno. Zgodnie z dobrymi praktykami pacjent powinien być odpowiednio nawodniony, mieć ocenioną kreatyninę i eGFR, bo kontrast jodowy może obciążać nerki. W radiologii przyjęte jest też dokładne informowanie pacjenta o możliwym uczuciu ciepła po podaniu kontrastu. Warto też kojarzyć, że doustne podanie kontrastu służy raczej do uwidaczniania przewodu pokarmowego, a nie układu moczowego. Urografia dożylna jest więc typowym przykładem badania z użyciem kontrastu jodowego w diagnostyce układu moczowego, wykonywanego w serii projekcji czasowych, co pozwala wykrywać kamicę, wady wrodzone, zwężenia czy guzy uciskające drogi moczowe.

Pytanie 24

Które czynności wykonuje technik elektroradiolog w pracowni „gorącej”?

A. Przygotowuje radiofarmaceutyk.
B. Przeprowadza badanie gammakamerą.
C. Sporządza dokumentację medyczną.
D. Układa pacjenta do badania.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo wskazana czynność „przygotowuje radiofarmaceutyk” jest typowym, wręcz kluczowym zadaniem technika elektroradiologii w tzw. pracowni „gorącej” medycyny nuklearnej. W tej części zakładu nie wykonuje się jeszcze obrazowania gammakamerą, tylko właśnie przygotowuje i porcjuje substancje promieniotwórcze – radiofarmaceutyki – które później są podawane pacjentom. Pracownia „gorąca” to miejsce, gdzie dochodzi do znakowania nośnika (np. związku chemicznego, koloidu, peptydu) odpowiednim radioizotopem, kontroluje się aktywność, czas rozpadu, przygotowuje dawki indywidualne i prowadzi dokumentację radioaktywności. Wszystko odbywa się zgodnie z zasadami GMP, przepisami PAA i wewnętrznymi procedurami BHP oraz ochrony radiologicznej. Technik korzysta tu z osłon ołowianych, dozowników, dygestoriów, kalibratora dawki, a także przestrzega ścisłych procedur dotyczących dekontaminacji i postępowania z odpadami promieniotwórczymi. W praktyce wygląda to tak, że rano przychodzi fiolka z radionuklidem (np. technet-99m), technik w pracowni „gorącej” przygotowuje z niej konkretne radiofarmaceutyki do badań różnych narządów, mierzy aktywność w kalibratorze dawki, rozdziela do strzykawek w osłonach ołowianych i opisuje je. Moim zdaniem to jedno z bardziej odpowiedzialnych zadań, bo od prawidłowego przygotowania radiofarmaceutyku zależy zarówno bezpieczeństwo pacjenta, jak i jakość późniejszego obrazu scyntygraficznego. Dobre praktyki wymagają też ciągłego monitorowania zanieczyszczeń powierzchni, kontroli skażeń osobistych i prowadzenia szczegółowej ewidencji źródeł, co również jest elementem codziennej pracy w „gorącej” pracowni.

Pytanie 25

Który stan patologiczny został zarejestrowany podczas wykonywania badania EKG?

Ilustracja do pytania
A. Migotanie przedsionków.
B. Trzepotanie przedsionków.
C. Migotanie komór.
D. Dodatkowe pobudzenia komorowe.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Na zapisanym na rycinie EKG widać wyraźnie miarowy rytm zatokowy, a pomiędzy prawidłowymi zespołami QRS pojawiają się pojedyncze, wcześniejsze, szerokie i zniekształcone zespoły QRS bez poprzedzającej ich fali P. To jest klasyczny obraz dodatkowych pobudzeń komorowych (PVC – premature ventricular complexes). Komorowe pobudzenie przedwczesne powstaje w ektopowym ognisku w mięśniu komór, dlatego przewodzenie nie odbywa się typową drogą przez układ bodźcoprzewodzący, tylko rozchodzi się wolniej przez mięsień – stąd poszerzony, dziwnie wyglądający QRS i zwykle przeciwstawne wychylenie załamka T. Po takim pobudzeniu często obserwuje się tzw. przerwę wyrównawczą. W praktyce, gdy technik opisuje zapis EKG z PVC, powinien zwrócić uwagę na ich częstość (pojedyncze, pary, salwy), morfologię (jednokształtne, wielokształtne) i kontekst kliniczny pacjenta. Pojedyncze PVC u młodej osoby bez objawów zwykle nie są groźne, ale liczne lub w salwach u chorego kardiologicznego mogą wymagać pilnej konsultacji lekarskiej. Z mojego doświadczenia warto od razu zaznaczyć na wydruku fragment z dodatkowymi pobudzeniami, opisać je w protokole i zadbać o poprawną kalibrację (10 mm/mV, 25 mm/s), bo bez tego kardiolog nie będzie miał pełnej informacji do oceny ryzyka arytmii. Dobra praktyka jest też porównanie aktualnego zapisu z wcześniejszym, jeśli jest dostępny – czasem narastanie liczby PVC jest pierwszym sygnałem pogarszającej się funkcji lewej komory lub zaburzeń elektrolitowych.

Pytanie 26

Którą tętnicę zaznaczono strzałką na obrazie MR?

Ilustracja do pytania
A. Nerkową lewą.
B. Krezkową górną.
C. Śledzionową.
D. Krezkową dolną.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo wskazana tętnica krezkowa górna jest głównym naczyniem zaopatrującym środkowy odcinek przewodu pokarmowego, czyli mniej więcej od części zstępującej dwunastnicy do 2/3 poprzecznicy. Na obrazie MR-angiografii, takim jak w pytaniu, wychodzi ona z przedniej ściany aorty brzusznej, tuż poniżej pnia trzewnego, a wyraźnie powyżej odejścia tętnic nerkowych. Na tym konkretnym obrazie widać obie tętnice nerkowe odchodzące bocznie, mniej więcej na poziomie wnęk nerek, natomiast strzałka pokazuje naczynie biegnące lekko w dół i do przodu z przedniej powierzchni aorty – to typowy obraz tętnicy krezkowej górnej na MR. Z mojego doświadczenia w opisach badań studenci najczęściej mylą ją właśnie z tętnicą nerkową lub śledzionową, bo patrzą bardziej na „okołośrodkowe” położenie niż na kierunek i poziom odejścia. W praktyce klinicznej rozpoznanie tętnicy krezkowej górnej na obrazach MR czy CT jest bardzo ważne np. przy podejrzeniu niedokrwienia jelit, w planowaniu zabiegów wewnątrznaczyniowych (stenty, angioplastyka) czy przed operacjami resekcyjnymi jelita cienkiego. Standardem dobrej praktyki w diagnostyce obrazowej jamy brzusznej jest zawsze ocena osi aorty i kolejno odchodzących z niej pni: pień trzewny, tętnica krezkowa górna, tętnice nerkowe, a niżej tętnica krezkowa dolna. W MR-angiografii, przy prawidłowym pozycjonowaniu pacjenta i odpowiednio dobranym oknie, tętnica krezkowa górna tworzy charakterystyczny łuk skierowany w dół, którego nie da się pomylić z bocznie odchodzącą tętnicą nerkową czy dużo wyżej położoną gałęzią śledzionową pnia trzewnego. Warto sobie to utrwalać, porównując różne projekcje i badania CT/MR, bo potem w praktyce radiologicznej naprawdę przyspiesza to opis i zmniejsza ryzyko pomyłek.

Pytanie 27

W scyntygrafii wykorzystywane są głównie radioizotopy emitujące promieniowanie

A. beta.
B. gamma.
C. neutronowe.
D. alfa.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
W scyntygrafii kluczowe jest to, żeby rejestrować promieniowanie wychodzące z wnętrza ciała pacjenta za pomocą gammakamery. Z tego powodu wykorzystuje się przede wszystkim radioizotopy emitujące promieniowanie gamma. Foton gamma ma dużą przenikliwość, przechodzi przez tkanki i może zostać zarejestrowany na zewnątrz organizmu przez detektor z kryształem scyntylacyjnym (np. NaI(Tl)). Dzięki temu aparat może zbudować obraz rozkładu radiofarmaceutyku w narządach – np. w kościach, nerkach, tarczycy czy mięśniu sercowym. Moim zdaniem to jest właśnie najważniejsza rzecz do zapamiętania: scyntygrafia = gamma + gammakamera. W praktyce klinicznej używa się typowo izotopów takich jak technet-99m (99mTc), jod-123, tal-201, a w PET – emiterów pozytonów, ale i tak końcowo rejestrowane jest promieniowanie gamma powstałe przy anihilacji. Standardy medycyny nuklearnej kładą nacisk na dobór takich radionuklidów, które emitują fotony gamma o odpowiedniej energii (zwykle ok. 100–200 keV), bo wtedy kompromis między dawką dla pacjenta a jakością obrazu jest najlepszy. Za duża energia – gorsza czułość detektora i większe problemy z osłonami; za mała – fotony są zbyt łatwo pochłaniane w tkankach. Dodatkowo emisja gamma nie wymaga, żeby cząstki opuszczały ciało i oddziaływały bezpośrednio z tkanką w miejscu detektora, jak to jest w radioterapii, tylko ma służyć wyłącznie do obrazowania. W dobrze prowadzonych pracowniach medycyny nuklearnej cała aparatura, osłony, kolimatory są właśnie zoptymalizowane pod promieniowanie gamma, co jest zgodne z obowiązującymi wytycznymi i normami ochrony radiologicznej.

Pytanie 28

Którą ochronę radiologiczną należy zastosować podczas wykonywania zdjęcia rentgenowskiego przeglądowego klatki piersiowej u pacjentki w okresie rozrodczym?

A. Osłonę na tarczycę.
B. Fartuch.
C. Półfartuch.
D. Osłonę na gonady.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłową ochroną przy przeglądowym zdjęciu RTG klatki piersiowej u pacjentki w wieku rozrodczym jest półfartuch, czyli osłona zakładana na okolicę miednicy i brzucha, pozostawiająca klatkę piersiową nieosłoniętą. Chodzi o to, żeby skutecznie zabezpieczyć narządy rozrodcze i ewentualnie wczesną, jeszcze nierozpoznaną ciążę, a jednocześnie nie zasłaniać obszaru, który ma być oceniany na zdjęciu. Jeżeli założylibyśmy pełny fartuch ołowiany, istnieje ryzyko, że jego górna krawędź wejdzie w pole obrazowania i zasłoni dolne partie płuc lub śródpiersia, co w praktyce potrafi kompletnie zepsuć badanie. Półfartuch jest tak skonstruowany, żeby chronić gonady i macicę, a jednocześnie kończyć się poniżej przepony, więc nie wpływa na jakość obrazu klatki piersiowej. W aktualnych zaleceniach ochrony radiologicznej (zarówno krajowych, jak i międzynarodowych, np. ICRP) podkreśla się zasadę ALARA – dawka tak niska, jak to racjonalnie osiągalne. U kobiet w wieku rozrodczym oznacza to właśnie konsekwentne stosowanie osłon na okolice miednicy, o ile nie przeszkadzają one w diagnostyce. W praktyce technik przed ekspozycją powinien sprawdzić wiek pacjentki, dopytać o możliwość ciąży i odpowiednio dobrać osłonę – w przypadku RTG klatki piersiowej jest to właśnie półfartuch, starannie ułożony poniżej dolnej krawędzi pola naświetlania. Moim zdaniem to jeden z takich „małych” nawyków, które realnie podnoszą bezpieczeństwo badań bez utraty jakości diagnostycznej.

Pytanie 29

Które środki kontrastujące wykorzystywane są w diagnostyce rezonansem magnetycznym?

A. Jodowe, nierozpuszczalne w wodzie.
B. Środki na bazie siarczanu baru.
C. Środki na bazie gadolinu.
D. Jodowe, rozpuszczalne w wodzie.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo – w diagnostyce rezonansem magnetycznym standardowo stosuje się paramagnetyczne środki kontrastujące na bazie gadolinu. Gadolinium samo w sobie jest silnie toksycznym metalem ciężkim, ale w kontrastach MR występuje w postaci chelatów, czyli związków kompleksowych, które wiążą jon gadolinu i dzięki temu znacznie zmniejszają jego toksyczność i poprawiają bezpieczeństwo kliniczne. Mechanizm działania takiego kontrastu jest inny niż w klasycznej radiologii: gadolin nie pochłania promieniowania rentgenowskiego, tylko skraca czasy relaksacji T1 (głównie) i T2 protonów wody w tkankach. W praktyce oznacza to, że struktury, które gromadzą gadolin, stają się jaśniejsze (hiperintensywne) na obrazach T1-zależnych. W codziennej pracy używa się go np. w diagnostyce guzów mózgu, zmian demielinizacyjnych w SM, ocenie zapalenia opon, w badaniach serca (blizna pozawałowa, kardiomiopatie) czy przy ocenie unaczynienia guzów wątroby i nerek. Moim zdaniem warto zapamiętać, że kontrast MR to przede wszystkim gadolin, a nie jod czy bar. Dobre praktyki mówią o konieczności oceny czynności nerek (eGFR) przed podaniem gadolinu, szczególnie u pacjentów z niewydolnością nerek, ze względu na ryzyko nefrogennego układowego zwłóknienia (NSF) przy starszych preparatach. Obecnie preferuje się tzw. środki makrocykliczne, które są bardziej stabilne chemicznie i uznawane za bezpieczniejsze. W MR stosuje się też specjalne protokoły dynamiczne po kontraście (np. badania wątroby, piersi), gdzie obserwuje się fazy wzmocnienia w czasie, co pomaga różnicować zmiany łagodne i złośliwe. W praktyce technika i lekarz opisujący zawsze powinni dobrać odpowiednią dawkę, sekwencje T1-zależne i czas podania, żeby wzmocnienie kontrastowe było maksymalnie diagnostyczne.

Pytanie 30

Badanie przewodu pokarmowego metodą podwójnego kontrastu wiąże się z podaniem pacjentowi

A. barytu i powietrza.
B. barytu i Magnevistu.
C. podwójnej ilości Magnevistu.
D. podwójnej ilości barytu.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowa odpowiedź odnosi się do klasycznej techniki tzw. podwójnego kontrastu w badaniach przewodu pokarmowego, głównie żołądka, dwunastnicy i jelita grubego. W tej metodzie zawsze chodzi o połączenie środka cieniującego na bazie barytu z gazem, najczęściej powietrzem lub dwutlenkiem węgla. Baryt (siarczan baru) działa jako kontrast dodatni – silnie pochłania promieniowanie rentgenowskie i na zdjęciu wychodzi jako struktura biała, wyraźnie odcinająca się od tła. Powietrze natomiast to kontrast ujemny – nie pochłania promieniowania, więc daje obraz ciemny, wypełnia światło przewodu pokarmowego i „rozdmuchuje” ściany. Dzięki temu kombinacja barytu i powietrza pozwala bardzo ładnie uwidocznić fałdy błony śluzowej, drobne nadżerki, polipy, guzki czy nieregularności obrysu. W praktyce radiologicznej, zgodnie z typowymi procedurami, podaje się najpierw baryt, a następnie pacjent połyka tabletki musujące albo otrzymuje powietrze przez zgłębnik, żeby uzyskać równomierne rozdęcie. Moim zdaniem to jedna z bardziej „wdzięcznych” technik, bo dobrze wykonane badanie podwójnym kontrastem daje bardzo szczegółowy obraz i jest świetne diagnostycznie, zwłaszcza tam, gdzie endoskopia jest ograniczona albo pacjent jej nie toleruje. Warto pamiętać, że w odróżnieniu od badań z kontrastem jodowym czy paramagnetycznym, baryt w RTG przewodu pokarmowego nie wchłania się z przewodu i działa czysto miejscowo. Standardy opisów radiologicznych przy tej technice zakładają ocenę zarysu ściany, fałdów, perystaltyki oraz obecności ubytków cienia lub sztywności ściany, co w dużej mierze jest możliwe właśnie dzięki temu, że mamy jednocześnie biały kontrast barytowy i ciemne tło powietrzne.

Pytanie 31

„Ognisko zimne” w obrazie scyntygraficznym oznacza

A. zmianę o większej aktywności hormonalnej.
B. obszar gromadzący znacznik.
C. zmianę najczęściej o charakterze łagodnym.
D. obszar niegromadzący radioznacznika.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo – w scyntygrafii „ognisko zimne” oznacza obszar, który nie gromadzi radioznacznika, czyli praktycznie brak rejestracji promieniowania w tym miejscu na obrazie gammakamery. W badaniach medycyny nuklearnej, takich jak scyntygrafia kości, tarczycy czy wątroby, zakładamy, że prawidłowa tkanka wychwytuje podany radiofarmaceutyk w pewnym typowym, dość równomiernym stopniu. Jeśli w tym tle pojawia się „dziura”, miejsce o znacznie mniejszej aktywności niż otoczenie albo wręcz czarne pole na kolorowej mapie, to właśnie mówimy o ognisku zimnym. Moim zdaniem dobrze jest to kojarzyć z „brakiem funkcji”, a nie z konkretnym rozpoznaniem. Przykład praktyczny: w scyntygrafii tarczycy po podaniu jodu promieniotwórczego wole guzkowe może dać obraz guzków „zimnych” – guz nie gromadzi jodu, bo nie produkuje hormonów. Ale taki guzek może być zarówno łagodny, jak i złośliwy, więc sam fakt „zimna” nie rozstrzyga. W scyntygrafii kości zimne ognisko może oznaczać np. rozległą martwicę, torbiel, niektóre przerzuty lityczne, albo też artefakt techniczny (np. metaliczna proteza dająca zacienienie). Według dobrych praktyk medycyny nuklearnej każde ognisko zimne trzeba zawsze interpretować w kontekście: rodzaju radiofarmaceutyku, obrazu klinicznego, innych badań obrazowych (RTG, TK, MR). I jeszcze jedna rzecz: ognisko gorące to nadmierne gromadzenie znacznika, a ognisko zimne – niedobór lub brak, co jest podstawową parą pojęć, którą naprawdę warto mieć „w małym palcu” podczas nauki scyntygrafii.

Pytanie 32

Zarejestrowany na obrazie TK artefakt jest spowodowany

Ilustracja do pytania
A. metalowym implantem.
B. ruchem mimowolnym.
C. wysokim stężeniem środka cieniującego.
D. nieliniowym osłabieniem wiązki.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo powiązałeś obraz z obecnością metalowego implantu. Na przedstawionym skanie TK widoczny jest bardzo typowy artefakt metaliczny: centralny, ekstremalnie jasny obszar (wysoka gęstość, wartości HU wykraczające poza skalę) oraz promieniste smugi i pasma wychodzące na zewnątrz. To tzw. streak artifacts. Metal bardzo silnie pochłania promieniowanie rentgenowskie, przez co detektory rejestrują skrajne wartości sygnału, a algorytm rekonstrukcji obrazu „gubi się” i tworzy te charakterystyczne smugi. Z mojego doświadczenia, tak wygląda np. endoproteza, śruba kostna, proteza stawu, czasem klips naczyniowy – zawsze coś metalowego o dużej gęstości. W praktyce technik TK powinien od razu kojarzyć taki obraz z metalem w polu badania i wiedzieć, że może to istotnie utrudniać ocenę struktur sąsiednich. Standardem jest wtedy stosowanie technik redukcji artefaktów: odpowiednie ułożenie pacjenta, dobór wyższej kV, włączenie algorytmów MAR (Metal Artifact Reduction) w konsoli, czasem rekonstrukcja iteracyjna lub dual-energy CT. Warto pamiętać, że artefakty od ruchu wyglądają inaczej – dają rozmycie, podwójne kontury, ząbkowanie krawędzi, a nie ostre, promieniste smugi wychodzące z jednego bardzo gęstego punktu. Również wysoki kontrast jodowy zwykle nie powoduje aż tak dramatycznych smug, choć może dawać tzw. blooming. W nowoczesnych protokołach TK zawsze uwzględnia się obecność metalu, bo ma to wpływ na dawkę, jakość obrazu i sposób interpretacji – radiolog musi wiedzieć, że część zmian może być zwyczajnie „ukryta” w artefaktach metalicznych. Moim zdaniem to jedno z ważniejszych rozpoznań artefaktu, bo występuje bardzo często w praktyce szpitalnej, szczególnie na ortopedii i neurochirurgii.

Pytanie 33

Wskazaniem do wykonania scyntygrafii perfuzyjnej jest

A. ropień płuca.
B. ciężkie nadciśnienie płucne.
C. zapalenie płuc.
D. zatorowość płucna.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo wskazana zatorowość płucna jako główne wskazanie do scyntygrafii perfuzyjnej bardzo dobrze pokazuje zrozumienie roli medycyny nuklearnej w diagnostyce chorób układu oddechowego. Scyntygrafia perfuzyjna polega na dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej makroagregatów albuminy znakowanych technetem-99m), które zatrzymują się w naczyniach włosowatych płuc proporcjonalnie do przepływu krwi. Gammakamera rejestruje rozkład perfuzji w miąższu płucnym. W zatorowości płucnej typowym obrazem są ogniskowe ubytki gromadzenia znacznika w obszarach, gdzie doszło do zamknięcia tętnicy płucnej lub jej odgałęzień, przy jednocześnie zachowanej wentylacji (w badaniu V/Q – ventilation/perfusion). W praktyce klinicznej scyntygrafię perfuzyjną wykonuje się, gdy podejrzewa się zatorowość, a np. angio-TK klatki piersiowej jest przeciwwskazana (ciężka niewydolność nerek, alergia na jodowy środek cieniujący, ciąża) lub daje niejednoznaczny wynik. W wytycznych (np. europejskich ESC/ERS) scyntygrafia V/Q jest uznawana za równorzędną metodę obrazowania w PE, szczególnie u młodych pacjentów i kobiet w ciąży, bo wiąże się z mniejszą dawką promieniowania dla gruczołów sutkowych. Moim zdaniem w praktyce warto też pamiętać o interpretacji w kontekście obrazu klinicznego i D-dimerów, bo sama scyntygrafia nie rozwiązuje wszystkiego, ale bardzo pomaga odróżnić zator od zmian zapalnych czy przewlekłej choroby płuc. Dobrą praktyką jest łączenie perfuzji z oceną wentylacji, bo dopiero niezgodność tych dwóch map jest naprawdę charakterystyczna dla ostrej zatorowości płucnej.

Pytanie 34

Czas repetycji w obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego to

A. czas kąta przeskoku.
B. czas mierzony od impulsu 90° do szczytu amplitudy sygnału odebranego w cewce.
C. czas między dwoma impulsami częstotliwości radiowej.
D. czas mierzony od impulsu odwracającego 180° do impulsu 90°.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Poprawnie – czas repetycji (TR, od ang. repetition time) w obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego to odstęp czasu między dwoma kolejnymi impulsami częstotliwości radiowej 90° pobudzającymi ten sam wycinek. Mówiąc prościej: mierzysz od jednego „strzału” RF przygotowującego magnetyzację pod sekwencję do następnego takiego samego „strzału”. Ten parametr jest kluczowy, bo decyduje, ile czasu mają protony na relaksację podłużną (T1) przed kolejnym pobudzeniem. Im krótszy TR, tym silniejsze jest ważenie T1, a im dłuższy TR, tym bardziej obraz zbliża się do ważenia T2 lub PD, bo różnice w T1 się częściowo „wyrównują”. W praktyce technik MR dobiera TR w zależności od celu badania i zaleceń protokołu: dla obrazów T1-zależnych stosuje się z reguły krótkie czasy repetycji (rzędu kilkuset ms), a dla T2-zależnych – zdecydowanie dłuższe (kilka tysięcy ms). Ma to bezpośredni wpływ nie tylko na kontrast tkanek, ale też na czas trwania całej sekwencji i komfort pacjenta w gantrze. Moim zdaniem, dobrze jest od razu łączyć w głowie TR z pojęciem „odpoczynku” magnetyzacji po impulsie RF – za krótki odpoczynek zmienia kontrast, ale skraca badanie, za długi – poprawia pewne aspekty diagnostyczne, ale wydłuża czas skanowania. W nowoczesnych protokołach klinicznych parametry TR są ściśle zdefiniowane w wytycznych producentów i rekomendacjach towarzystw radiologicznych, więc w praktyce zawodowej bardzo często operuje się gotowymi zestawami sekwencji, ale zrozumienie, że TR to właśnie czas między impulsami RF, pozwala świadomie modyfikować badanie, np. przy artefaktach czy u pacjentów, którzy nie wytrzymują długiego skanowania.

Pytanie 35

Który artefakt uwidoczniono na skanie RM głowy?

Ilustracja do pytania
A. Efekt uśrednienia.
B. Zawijanie obrazu.
C. Poruszenie pacjenta.
D. Przesunięcie chemiczne.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo rozpoznano artefakt zawijania obrazu (aliasing). Na tym skanie RM głowy widać struktury anatomiczne „przeniesione” spoza pola widzenia (FOV) do wnętrza obrazu – wyglądają jakby fragment czaszki lub tkanek miękkich nagle pojawiał się w nienaturalnym miejscu, przy brzegu kadru. To właśnie typowy obraz zawijania: sygnał z obszaru poza FOV zostaje „zmapowany” po przeciwnej stronie obrazu w kierunku fazowym. W praktyce klinicznej ten artefakt występuje najczęściej przy zbyt małym polu obrazowania w osi przednio–tylnej lub lewo–prawo, szczególnie w badaniach głowy, kręgosłupa szyjnego i jamy brzusznej. Dobre praktyki według standardów producentów aparatów MR i wytycznych to m.in.: zwiększenie FOV w kierunku fazowym, zastosowanie oversamplingu (phase oversampling, no phase wrap), zmianę kierunku kodowania fazy, a w razie potrzeby użycie cewek powierzchniowych o mniejszym zasięgu. Moim zdaniem bardzo ważne jest, żeby w technikum od razu kojarzyć: obraz „przełożony” przez krawędź kadru = zawijanie, a nie poruszenie czy efekt uśrednienia. W realnej pracy technika zawijanie potrafi całkowicie uniemożliwić ocenę np. tylnej jamy czaszki, jeśli sygnał z nosa lub twarzy wchodzi w pole móżdżku, dlatego rutynowo kontroluje się FOV i parametry fazy jeszcze przed rozpoczęciem sekwencji. Warto też pamiętać, że w sekwencjach szybkich, np. FSE, aliasing może być bardziej widoczny, więc tym bardziej trzeba pilnować ustawień.

Pytanie 36

Który radiofarmaceutyk może zostać podany pacjentowi w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu?

A. Tc-99m MDP
B. I-131 NaI
C. Tc-99m HMPAO
D. I-123 NaI

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo wybrany został Tc-99m HMPAO, czyli technet-99m heksametylopropylenoamina oksym. To klasyczny radiofarmaceutyk stosowany w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu, zarówno w badaniach stacjonarnych SPECT, jak i w niektórych protokołach dynamicznych. Ma on właściwości lipofilne, dzięki czemu łatwo przenika przez barierę krew–mózg i w stosunkowo krótkim czasie ulega utrwaleniu w tkance mózgowej proporcjonalnie do regionalnego przepływu krwi. Dzięki temu rozkład wychwytu Tc-99m HMPAO bardzo dobrze odzwierciedla perfuzję poszczególnych obszarów mózgu w momencie podania. W praktyce klinicznej używa się go m.in. do oceny ognisk niedokrwienia, w diagnostyce padaczki (lokalizacja ogniska padaczkowego), w ocenie otępień, a także w niektórych przypadkach urazów mózgu. Z mojego doświadczenia, przy badaniach padaczkowych bardzo ważny jest moment podania – HMPAO trzeba wstrzyknąć w trakcie napadu lub tuż po, żeby zobaczyć typowy wzrost przepływu w ognisku. Tc-99m jako znacznik ma korzystny okres półtrwania (ok. 6 godzin), emituje promieniowanie gamma o energii idealnej do gammakamery (140 keV) i daje dobrą jakość obrazów przy stosunkowo niskiej dawce dla pacjenta, co jest zgodne z zasadą ALARA w medycynie nuklearnej. W wytycznych i w praktyce większości pracowni perfuzyjna scyntygrafia mózgu kojarzy się głównie właśnie z Tc-99m HMPAO albo jego nowszym odpowiednikiem Tc-99m ECD. To są standardowe, rekomendowane radiofarmaceutyki do tego typu badań.

Pytanie 37

Na zamieszczonym obrazie TK strzałką zaznaczono zatokę

Ilustracja do pytania
A. szczękową w przekroju czołowym.
B. czołową w przekroju czołowym.
C. szczękową w przekroju strzałkowym.
D. czołową w przekroju strzałkowym.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Na obrazie TK widzisz klasyczny przekrój czołowy (koronalny) przez okolice zatok przynosowych. Świadczy o tym układ struktur: symetrycznie położone oczodoły po obu stronach, przegroda nosa biegnąca pionowo pośrodku oraz charakterystyczny kształt małżowin nosowych. Strzałka wskazuje dużą, powietrzną jamę położoną bocznie i nieco poniżej jamy nosowej – to właśnie zatoka szczękowa. Zatoki czołowe leżałyby znacznie wyżej, nad oczodołami, w obrębie kości czołowej, a tutaj ich po prostu nie widać. W praktyce technik i lekarz radiolog muszą bardzo dobrze rozpoznawać takie przekroje, bo od poprawnej identyfikacji zależy opis zmian zapalnych, torbieli, polipów czy poziomów płynu. W badaniach TK zatok standardem jest wykonywanie serii przekrojów koronalnych, bo najlepiej pokazują drożność kompleksu ujściowo-przewodowego i relacje między zatoką szczękową a jamą nosową. Moim zdaniem warto się „oswoić” z obrazem tej zatoki: położenie bocznie od jamy nosowej, cienka kostna ściana dolna sąsiadująca z korzeniami zębów trzonowych i przedtrzonowych, przyśrodkowa ściana granicząca z małżowinami nosowymi. W praktyce laryngologicznej i stomatologicznej to ma duże znaczenie – np. przy planowaniu podniesienia dna zatoki, implantów czy ocenie powikłań zapaleń okołowierzchołkowych. Dobre rozpoznanie, że jest to zatoka szczękowa w przekroju czołowym, jest więc zgodne z typowym standardem interpretacji badań TK zatok i pokazuje, że prawidłowo orientujesz się w anatomii w obrazowaniu.

Pytanie 38

W medycznym przyspieszaczu liniowym jest generowana wiązka fotonów o energii w zakresie

A. 1 ÷ 3 MeV
B. 100 ÷ 150 MeV
C. 4 ÷ 25 MeV
D. 0,1 ÷ 0,3 MeV

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo: w medycznym przyspieszaczu liniowym (linaku) do radioterapii terapeutyczna wiązka fotonów ma typowo energię w zakresie około 4–25 MeV. To jest standardowy zakres dla nowoczesnych akceleratorów używanych w teleradioterapii. Niższe energie nie dawałyby odpowiedniej penetracji tkanek głębiej położonych, a wyższe byłyby trudniejsze do bezpiecznego zastosowania klinicznego i ochrony radiologicznej. W praktyce klinicznej najczęściej używa się wiązek 6 MV, 10 MV, czasem 15 MV, a w niektórych ośrodkach także 18–20 MV. Ten zapis „MV” w dokumentacji aparatu oznacza właśnie przybliżoną energię fotonów rzędu kilku–kilkunastu MeV. Moim zdaniem warto zapamiętać, że wszystko co jest w okolicach kilku–kilkudziesięciu MeV, to już typowa radioterapia, a nie diagnostyka. Takie energie pozwalają na tzw. efekt oszczędzania skóry – dawka maksymalna przesuwa się na pewną głębokość pod powierzchnią, co jest korzystne przy leczeniu nowotworów położonych głębiej. Dzięki temu można napromieniać guz w miednicy, śródpiersiu czy w obrębie głowy i szyi, jednocześnie w miarę chroniąc skórę i tkanki zdrowe. W planowaniu leczenia w systemach TPS zawsze wybiera się właśnie jedną z dostępnych energii fotonów linaka (np. 6 MV lub 15 MV) w zależności od głębokości guza, budowy pacjenta i techniki (IMRT, VMAT, 3D-CRT). Z mojego doświadczenia z opisów kart technicznych: zakres 4–25 MeV to taki „branżowy standard” dla teleterapii fotonowej, który dobrze równoważy skuteczność kliniczną, możliwości techniczne przyspieszacza i wymagania ochrony radiologicznej.

Pytanie 39

Hiperfrakcjonowanie dawki w radioterapii oznacza napromienienie pacjenta

A. raz dziennie.
B. raz w tygodniu.
C. 2-3 razy dziennie.
D. 2-3 razy w tygodniu.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowa odpowiedź odnosi się do klasycznej definicji hiperfrakcjonowania w radioterapii: dawka całkowita jest podawana w większej liczbie mniejszych frakcji, zazwyczaj 2–3 razy dziennie. Kluczowe są tu dwie rzeczy: mniejsza dawka na jedną frakcję oraz zwiększona częstość napromieniania w ciągu doby. W odróżnieniu od standardowej frakcjonacji (zwykle 1 frakcja dziennie, 5 razy w tygodniu), w hiperfrakcjonowaniu stosuje się np. 2 frakcje dziennie po 1,1–1,2 Gy zamiast jednej frakcji 1,8–2,0 Gy. Dzięki temu można zwiększyć dawkę całkowitą skierowaną do guza, a jednocześnie lepiej chronić tkanki zdrowe, które mają większą zdolność naprawy uszkodzeń między kolejnymi małymi frakcjami. W praktyce klinicznej stosuje się rozdzielenie frakcji o co najmniej 6 godzin, żeby komórki zdrowe zdążyły częściowo zregenerować uszkodzenia subletalne. Jest to zgodne z radiobiologicznymi zasadami tzw. 4R radiobiologii (reperacja, repopulacja, redystrybucja, reoksygenacja). Moim zdaniem warto zapamiętać, że hiperfrakcjonowanie to strategia „więcej razy, mniejsze dawki”, stosowana szczególnie tam, gdzie zależy nam na eskalacji dawki w guzie przy ograniczeniu późnych powikłań w tkankach zdrowych, np. w niektórych nowotworach głowy i szyi. W wytycznych wielu ośrodków onkologicznych podkreśla się, że taki schemat wymaga dobrej organizacji pracy zakładu radioterapii: precyzyjnego planowania, stałego pozycjonowania pacjenta, kontroli jakości dawki oraz ścisłego przestrzegania odstępów czasowych między frakcjami. W praktyce technik musi pamiętać, że jeśli w zleceniu pojawia się schemat hiperfrakcjonowany, pacjent przychodzi dwa lub trzy razy dziennie na napromienianie, a nie tylko raz, jak w klasycznym schemacie.

Pytanie 40

Na obrazie rezonansu magnetycznego głowy strzałką wskazano zatokę

Ilustracja do pytania
A. klinową.
B. szczękową.
C. czołową.
D. strzałkową.

Brak odpowiedzi na to pytanie.

Wyjaśnienie poprawnej odpowiedzi:
Prawidłowo rozpoznałeś zatokę czołową. Na strzałkowym (sagittalnym) obrazie MR głowy zatoka czołowa leży najbardziej do przodu, nad nasadą nosa, w obrębie kości czołowej. W badaniu T1-zależnym, takim jak na tym obrazku, jej światło jest zwykle ciemne (hipointensywne), bo wypełnia je powietrze, a ściany zatoki mają sygnał zbliżony do kości i tkanek miękkich. Charakterystyczne jest to, że zatoka czołowa „siedzi” nad oczodołami i ma kształt mniej więcej trójkątny lub nieregularny, z przegrodą pośrodku. Moim zdaniem znajomość topografii zatok przynosowych na MR jest bardzo praktyczna, bo w codziennej pracy technika czy lekarza opisującego badania łatwo wychwycić np. zapalenie zatok, torbiel śluzową, poziom płynu albo masę guzowatą. W typowym opisie zgodnie z dobrymi praktykami (np. wytyczne neuroradiologiczne ESNR) zawsze warto krótko odnieść się do zatok przynosowych, nawet jeśli badanie było zlecane z innego powodu, bo zmiany zapalne są częste i nierzadko przypadkowo wykrywane. Na MR zatoka czołowa będzie leżeć powyżej jamy nosowej i zatok szczękowych, przed przednim dołem czaszki. W projekcjach czołowych i osiowych dobrze widać, że jest ona parzysta, ale bywa asymetryczna – to jest normalny wariant anatomiczny. W praktyce klinicznej lokalizacja tej zatoki ma znaczenie np. przy planowaniu zabiegów endoskopowych laryngologicznych, dostępu chirurgicznego do przedniego dołu czaszki czy ocenie pourazowych złamań kości czołowej. Na MR, w porównaniu z TK, lepiej oceniamy tkanki miękkie wokół zatoki i ewentualne szerzenie się procesu zapalnego lub nowotworowego wewnątrzczaszkowo. Dlatego taka, wydawałoby się prosta identyfikacja na obrazie, jest fundamentem dalszej, bardziej zaawansowanej diagnostyki obrazowej.