Przejdź do głównej treści

Wyniki egzaminu

Nowy egzamin

Informacje o egzaminie

  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Rozpoczęcie: 16 października 2026 23:40
  • Zakończenie: 16 października 2026 23:58  Rozwiązano w aplikacji mobilnej

Egzamin zdany!

Wynik: 25/40 punktów (62,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Pewność odpowiedzi

Żadna odpowiedź nie została oznaczona jako strzał.

Przy następnym egzaminie zaznaczaj niepewne odpowiedzi - zobaczysz wtedy, ile wyniku bierze się z wiedzy, a ile ze szczęścia.

Twój wynik na tle innych

Twój wynik jest lepszy niż 20% podejść do kwalifikacji MED.08.

Porównanie z 20041 zakończonymi podejściami do tej kwalifikacji (dane zbiorcze, bez wyników indywidualnych).

Taki sam wynik jak poprzednio (62,5%).

Zachowaj ten wynik na koncie

Załóż darmowe konto albo zaloguj się - ten egzamin przypiszemy do Twojego konta, więc wrócisz do swoich błędów, będziesz śledzić postęp i dostaniesz powtórki dobrane do Twoich odpowiedzi.

Pochwal się swoim wynikiem!

Szczegółowe wyniki

Pytanie 1

Wskaż osłonę radiologiczną, która jest stosowana w pracowniach radiodiagnostyki stomatologicznej.
Osłona 1
Ilustracja do odpowiedzi A
Osłona 2
Poprawna odpowiedźIlustracja do odpowiedzi B
Osłona 3
Ilustracja do odpowiedzi C
Osłona 4
Twoja odpowiedźIlustracja do odpowiedzi D
Niepoprawna odpowiedź. W radiodiagnostyce stomatologicznej wybór właściwej osłony nie jest kwestią dowolną czy wygody, tylko bardzo konkretnych wymogów ochrony radiologicznej. Typowym błędem jest myślenie, że „byle jaka” osłona ołowiowa będzie dobra, skoro przecież wszystkie wyglądają podobnie i zawierają materiał osłonowy. Tymczasem poszczególne konstrukcje fartuchów są projektowane pod konkretne zastosowania: inne do fluoroskopii, inne na salę operacyjną, jeszcze inne do badań przyłóżkowych czy dla personelu pomocniczego. W stomatologii chodzi głównie o ochronę pacjenta, który stoi lub siedzi blisko głowicy aparatu, a wiązka pierwotna jest stosunkowo wąska, ale rozproszenie z czaszki i kręgosłupa szyjnego może docierać do całego tułowia. Dlatego stosuje się fartuchy o odpowiednio dobranej długości i szerokości, często z ochroną przodu i tyłu, a nie np. wąskie osłony segmentowe czy fartuchy jednostronne, które bardziej pasują do specyficznych procedur zabiegowych. Kolejny częsty błąd myślowy polega na sugerowaniu się wyłącznie wygodą lub estetyką – osłona, która wygląda na „lżejszą” czy „poręczną”, nie zawsze zapewni właściwy równoważnik ołowiu tam, gdzie jest on potrzebny. Z punktu widzenia fizyki promieniowania ważne jest, żeby osłona pokrywała możliwie największy obszar wrażliwych tkanek, bez zbędnych przerw i szczelin, bo to właśnie przez takie luki przechodzi promieniowanie rozproszone. W praktyce egzaminacyjnej rodzi to pułapkę: zdający często wybiera osłony, które kojarzą się im z innymi dziedzinami radiologii (np. długie fartuchy zabiegowe lub nietypowe narzutki na ramię), zamiast skojarzyć klasyczny fartuch stomatologiczny używany niemal w każdym gabinecie dentystycznym. Z mojego doświadczenia dobrze jest zapamiętać, że w stomatologii standardem jest stosunkowo prosty, pełny fartuch z równoważnikiem ołowiu dostosowanym do energii wiązki z aparatów stomatologicznych, a konstrukcje bardziej „udziwnione” zazwyczaj służą innym procedurom i nie będą traktowane jako prawidłowa odpowiedź w tego typu pytaniach.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2015 (arkusz Z.21-X-15.05).

Pytanie 2

W ułożeniu do rentgenografii AP stawu kolanowego promień główny pada
A. pod kątem 30° na wierzchołek rzepki.
Twoja odpowiedź
B. pod kątem 30° na podstawę rzepki.
C. prostopadle na wierzchołek rzepki.
Poprawna odpowiedź
D. prostopadle na podstawę rzepki.
Niepoprawna odpowiedź. W obrazowaniu stawu kolanowego w projekcji AP kluczowe jest prawidłowe pozycjonowanie pacjenta i właściwy kierunek promienia głównego. Błędy w tym zakresie prowadzą do zniekształceń obrazu: zmiany wielkości, nałożenia struktur, pozornego zwężenia lub poszerzenia szpary stawowej. Częsty błąd myślowy polega na tym, że ktoś próbuje „celować” w podstawę rzepki, bo wydaje się ona bardziej masywna i wyraźna palpacyjnie. Jednak przy standardowej projekcji AP nie jest to punkt referencyjny. Podstawa rzepki leży wyżej, bliżej trzonu kości udowej, więc jeśli ustawimy centralny promień na ten obszar, może dojść do niewłaściwego przejścia wiązki przez szparę stawową i nierównomiernego odwzorowania kłykci. W efekcie obraz może sugerować patologię, której w rzeczywistości nie ma, albo odwrotnie – maskować drobne zmiany zwyrodnieniowe. Druga grupa pomyłek dotyczy stosowania kąta 30°. Taka wyraźna angulacja promienia w klasycznej projekcji AP stawu kolanowego nie jest standardem. W praktyce radiologicznej stosuje się niewielkie angulacje, rzędu kilku stopni, i to raczej w specyficznych projekcjach lub przy wyrównywaniu deformacji osi kończyny, a nie rutynowo. Ustawienie promienia pod kątem 30° na wierzchołek lub podstawę rzepki spowoduje znaczną zmianę rzutowania struktur: rzepka przemieści się optycznie, szpara stawowa zostanie zniekształcona, może dojść do nałożenia się fragmentów kłykci kości udowej i piszczeli. Z mojego doświadczenia wynika, że takie odpowiedzi biorą się z mieszania różnych projekcji: AP kolana, osiowych projekcji rzepki czy specjalnych projekcji stawu rzepkowo‑udowego, gdzie faktycznie stosuje się większe kąty. Dlatego w typowej projekcji AP stawu kolanowego trzymamy się prostej zasady: promień prostopadły do kasety, skierowany na wierzchołek rzepki, bez dużej angulacji i bez przesuwania punktu celowania na podstawę rzepki. To daje najbardziej wiarygodny, powtarzalny obraz zgodny z zaleceniami opisanymi w podręcznikach radiologii i wytycznych dobrej praktyki.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2015 (arkusz Z.21-X-15.05).

Pytanie 3

W ultrasonografii występuje zależność:
A. im wyższa częstotliwość, tym głębsza penetracja wiązki.
Twoja odpowiedź
B. im wyższa rozdzielczość, tym głębsza penetracja wiązki.
C. im wyższa częstotliwość, tym płytsza penetracja wiązki.
Poprawna odpowiedź
D. im wyższa częstotliwość, tym gorsza rozdzielczość.
Niepoprawna odpowiedź. Zależność między częstotliwością a penetracją w ultrasonografii bywa często mylona, bo intuicyjnie wydaje się, że „więcej” znaczy „lepiej i głębiej”. W fizyce ultradźwięków jest dokładnie odwrotnie: im wyższa częstotliwość, tym silniejsze tłumienie fali w tkankach i tym płytszy zasięg użytecznego sygnału. To tłumienie wynika z absorpcji energii i rozpraszania na granicach ośrodków. W efekcie fala o wysokiej częstotliwości traci energię szybciej niż fala o niskiej częstotliwości, więc nie może wiarygodnie zobrazować struktur położonych głęboko.
Pojawia się też mylące skojarzenie, że wyższa rozdzielczość obrazu automatycznie zapewni głębszą penetrację. W ultrasonografii rozdzielczość osiowa jest ściśle związana właśnie z częstotliwością – im wyższa, tym lepsza zdolność rozróżniania dwóch blisko położonych struktur. Jednak ta poprawa rozdzielczości odbywa się kosztem głębokości. Standardy pracy w USG mówią wprost: do struktur powierzchownych stosujemy wysokie częstotliwości i wysoką rozdzielczość, do struktur głębokich – niższe częstotliwości i gorszą rozdzielczość, ale za to większą penetrację. Przeciwstawne stwierdzenie, że wzrost częstotliwości pogarsza rozdzielczość, jest sprzeczne z podstawową teorią fal akustycznych i z praktyką kliniczną. Głowice wysokoczęstotliwościowe są właśnie projektowane po to, żeby uzyskać obraz o bardzo wysokiej szczegółowości, tylko na mniejszej głębokości. Typowy błąd myślowy polega na mieszaniu pojęć: część osób utożsamia „silniejszą wiązkę” z „większą głębokością”, tymczasem aparaty kompensują mocą tylko do pewnego stopnia, nie są w stanie pokonać fizycznego prawa tłumienia w tkankach. Podobnie mylące jest przekonanie, że rozdzielczość to coś niezależnego od częstotliwości – w USG to jest bezpośrednio ze sobą powiązane. Dobre praktyki mówią jasno: wybór głowicy i częstotliwości zaczyna się od pytania, jak głęboko leży interesująca nas struktura, a dopiero potem szuka się maksimum rozdzielczości w tym zakresie głębokości, a nie odwrotnie.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2015 (arkusz Z.21-X-15.05).

Pytanie 4

Rumień skóry pojawiający się podczas radioterapii jest objawem
A. ostrego odczynu miejscowego.
Poprawna odpowiedź
B. późnego odczynu miejscowego.
Twoja odpowiedź
C. ostrego odczynu ogólnoustrojowego.
D. późnego odczynu ogólnoustrojowego.
Niepoprawna odpowiedź. Rumień skóry związany z radioterapią bywa mylący, bo wielu osobom kojarzy się albo z czymś bardzo groźnym i późnym, albo z reakcją ogólną całego organizmu. W rzeczywistości jest to typowy, wczesny i ściśle miejscowy odczyn popromienny. Podstawowa różnica między odczynem ostrym a późnym polega na czasie pojawienia się i charakterze zmian. Ostry odczyn rozwija się w trakcie napromieniania lub do około 90 dni po zakończeniu leczenia i obejmuje głównie tkanki szybko proliferujące, takie jak naskórek, błony śluzowe czy szpik. Rumień, suchość skóry, delikatne złuszczanie – to wszystko mieści się właśnie w tej grupie. Późne odczyny miejscowe pojawiają się zdecydowanie później, po miesiącach lub nawet latach. Wtedy widzimy raczej włóknienie tkanek, zanik skóry, teleangiektazje, przebarwienia, ewentualnie owrzodzenia czy martwicę. Rumień nie spełnia tych kryteriów – jest odwracalny i zwykle ustępuje po pewnym czasie od zakończenia terapii, o ile dawki i technika były prawidłowe. Częstym błędem myślowym jest też wrzucanie wszystkich skutków napromieniania do worka „odczyn ogólnoustrojowy”. Odczyny ogólnoustrojowe po radioterapii kojarzymy raczej z objawami takimi jak zmęczenie, osłabienie, czasem nudności, spadek masy ciała czy reakcje hematologiczne, i to najczęściej przy napromienianiu dużych objętości ciała lub w skojarzeniu z chemioterapią. Skórny rumień ograniczony do pola naświetlania nie jest reakcją ogólnoustrojową, bo nie obejmuje całego organizmu, tylko konkretny obszar tkanek poddanych dawce promieniowania. W praktyce radioterapii przyjmuje się, że obserwacja skóry w polu napromieniania to podstawowy element monitorowania ostrych odczynów miejscowych i według tego planuje się pielęgnację oraz ewentualne modyfikacje leczenia. Z mojego doświadczenia sporo osób myli też ostre i późne odczyny dlatego, że boją się „późnych powikłań” i automatycznie wszystko, co wygląda groźnie, nazywają późnym odczynem. Tymczasem kluczem jest czas pojawienia się zmian i ich charakter, a nie subiektywne wrażenie, jak bardzo jest to nieprzyjemne dla pacjenta.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2019 (arkusz Z.21-X-19.06).

Pytanie 5

Kryterium rozpoznawczym dla fali δ (delta) w badaniu EKG jest
A. zażębienie na ramieniu wstępującym załamka R.
Twoja odpowiedź
B. zażębienie na ramieniu zstępującym załamka R.
C. uniesienie odcinka ST.
D. obniżenie odcinka ST.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – fala δ (delta) w EKG to właśnie takie charakterystyczne „zażębienie” na ramieniu wstępującym załamka R. Jest to typowy obraz w preekscytacji komór, szczególnie w zespole Wolffa-Parkinsona-White’a (WPW). Od strony technicznej wygląda to tak, że pobudzenie komór nie idzie wyłącznie przez fizjologiczny układ bodźcoprzewodzący (węzeł AV, pęczek Hisa, włókna Purkinjego), tylko częściowo przez dodatkową drogę przewodzenia (np. pęczek Kenta). To powoduje wcześniejsze, wolniejsze i „rozmyte” pobudzenie fragmentu mięśnia komór. Na zapisie EKG przekłada się to na poszerzenie zespołu QRS i właśnie na to łagodne, ale wyraźne zaokrąglone zażębienie na początku załamka R – czyli na jego ramieniu wstępującym. W praktyce, kiedy interpretujesz EKG i widzisz krótkie PQ (poniżej 120 ms), poszerzone QRS oraz falę delta, od razu trzeba myśleć o zespole WPW. To ma znaczenie nie tylko „na papierze”, ale też klinicznie: pacjenci z preekscytacją są bardziej narażeni na częstoskurcze nadkomorowe, a nawet na migotanie przedsionków przewodzone bardzo szybko na komory. Z mojego doświadczenia warto się nauczyć patrzeć specjalnie na początek zespołu QRS w odprowadzeniach V3–V6, bo tam fala delta często jest najlepiej widoczna. W dobrych praktykach diagnostyki EKG zawsze opisuje się obecność lub brak fali delta, bo wpływa to na dalsze decyzje: np. czy pacjent może bezpiecznie dostać niektóre leki antyarytmiczne albo czy kwalifikuje się do ablacji drogi dodatkowej. Takie szczegóły na pierwszy rzut oka wyglądają jak „mała kreska”, a w rzeczywistości decydują o rozpoznaniu groźnego, choć często dobrze leczącego się zaburzenia przewodzenia.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2019 (arkusz Z.21-X-19.06).

Pytanie 6

Który stan patologiczny został zarejestrowany podczas wykonywania badania EKG?
Ilustracja do pytania
A. Dodatkowe pobudzenia komorowe.
Poprawna odpowiedź
B. Trzepotanie przedsionków.
C. Migotanie przedsionków.
D. Migotanie komór.
Twoja odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. Na przedstawionym zapisie EKG rytm podstawowy jest zatokowy, z wyraźnymi załamkami P przed większością zespołów QRS i stosunkowo równymi odstępami R–R, a pomiędzy nimi pojawiają się pojedyncze, wcześniejsze, szerokie zespoły QRS o odmiennej morfologii. To typowe dodatkowe pobudzenia komorowe, a nie trzepotanie czy migotanie. Trzepotanie przedsionków charakteryzuje się bardzo szybką, ale dość uporządkowaną aktywnością przedsionków – w odprowadzeniu II widzi się tzw. zęby piły, czyli powtarzające się fale trzepotania F, bez wyraźnych załamków P. Zespoły QRS są zwykle wąskie i pojawiają się w pewnych stałych przewodzeniach (np. 2:1, 3:1), przez co rytm komór może być regularny lub prawie regularny, ale tło nigdy nie jest izoelektryczne. Na pokazanym EKG nie ma ciągłej linii fal F, tylko pojedyncze ektopowe pobudzenia, więc obraz w ogóle nie pasuje do trzepotania. Migotanie przedsionków wygląda jeszcze inaczej: tło jest nieregularne, z drobnymi, chaotycznymi falami f zamiast załamków P, a odstępy R–R są wyraźnie niemiarowe (tzw. niemiarowość zupełna). W migotaniu nie widzimy naprzemiennie prawidłowych i przedwczesnych pobudzeń, tylko kompletnie rozchwiany rytm komór. Tu rytm zatokowy jest zachowany, co praktycznie wyklucza migotanie przedsionków. Migotanie komór to już stan bezpośredniego zagrożenia życia – zapis przypomina zupełnie chaotyczne, nieregularne drgania o zmiennej amplitudzie, bez rozpoznawalnych zespołów QRS, bez linii izoelektrycznej, klinicznie odpowiada zatrzymaniu krążenia. Na tym EKG zespoły QRS są czytelne, więc o migotaniu komór w ogóle nie ma mowy. Typowy błąd w takich zadaniach polega na tym, że każdą arytmię z nieprawidłowymi zespołami QRS utożsamia się z migotaniem lub trzepotaniem, zamiast najpierw ocenić: czy jest zachowany rytm podstawowy, czy widzę załamki P, czy odstępy R–R są miarowe i czy patologiczne pobudzenia pojawiają się pojedynczo, czy całkowicie dominują zapis. Systematyczne podejście do analizy EKG – rytm, częstość, załamki P, QRS, odcinek ST, T – pomaga uniknąć takich pomyłek i jest zgodne z zaleceniami towarzystw kardiologicznych.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2019 (arkusz Z.21-X-19.06).

Pytanie 7

Do czego służy symulator rentgenowski wykorzystywany w procesie radioterapii?
A. Do weryfikacji dawki podanej pacjentowi w obszarze PTV.
B. Do generowania trójwymiarowych informacji o lokalizacji obszaru guza.
C. Do określania odległości od wirtualnego źródła promieniowania do skóry pacjenta.
D. Do weryfikacji i odwzorowania geometrii pól poszczególnych wiązek terapeutycznych.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – symulator rentgenowski w radioterapii służy przede wszystkim do weryfikacji i odwzorowania geometrii pól poszczególnych wiązek terapeutycznych. W praktyce oznacza to, że na symulatorze „na sucho” sprawdza się, czy zaplanowane pola napromieniania, kąty obrotu głowicy, kolimatora, ustawienie stołu i pozycja pacjenta rzeczywiście pokrywają się z obszarem, który ma być napromieniony. Moim zdaniem to jest taki etap próbny przed właściwym leczeniem – bez ryzyka podania dawki terapeutycznej. Symulator ma podobną geometrię jak akcelerator (odległość źródło–skóra, zakres ruchów ramienia, kolimatory), ale zamiast wiązki megawoltowej używa promieniowania diagnostycznego, więc można uzyskać obraz rentgenowski i sprawdzić ułożenie pól względem anatomii pacjenta. W standardach radioterapii podkreśla się, że prawidłowe odwzorowanie geometrii pól jest kluczowe dla bezpieczeństwa: dzięki symulacji można wykryć błędy w pozycjonowaniu, złe kąty projekcji, niewłaściwy margines wokół PTV czy niepotrzebne obciążenie narządów krytycznych (OAR). W codziennej pracy używa się symulatora do zaznaczenia na skórze pacjenta linii referencyjnych, punktów laserowych, czasem znaczników tuszem lub tatuaży, które później są używane przy każdym seansie na akceleratorze. Dobre praktyki mówią, że przed pierwszym napromienianiem plan powinien być zweryfikowany geometrycznie – kiedyś głównie na klasycznym symulatorze RTG, dziś coraz częściej na wirtualnym symulatorze opartym na TK, ale zasada jest ta sama: chodzi o kontrolę geometrii pól, a nie o dokładne mierzenie dawki czy tworzenie nowego obrazu 3D. Dzięki temu cały zespół ma większą pewność, że wiązka trafia dokładnie tam, gdzie zaplanował fizyk i lekarz.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2015 (arkusz Z.21-X-15.01).

Pytanie 8

Audiogram przedstawia próbę
Ilustracja do pytania
A. Lüschera-Zwisłockiego.
B. Langenbecka.
Twoja odpowiedź
C. Fowlera.
Poprawna odpowiedź
D. SISI.
Niepoprawna odpowiedź. Na ilustracji pokazano audiogram z wynikiem próby Fowlera, czyli badania wyrównywania głośności między uszami, a nie inne testy psychoakustyczne. Wiele osób myli te nazwy, bo wszystkie dotyczą audiometrii, ale ich cel i sposób zapisu są zupełnie inne. Próba Lüschera-Zwisłockiego dotyczy obiektywnego określania progu słyszenia metodą maskowania szumem i ma inny sposób prezentacji wyniku – nie rysuje się tam typowych, wielokrotnych linii łączących poziomy głośności między uszami w funkcji częstotliwości. Audiogram z pytania pokazuje właśnie takie powtarzane pomiary wyrównania głośności, opisane literami A, B, C, co pasuje do klasycznego schematu Fowlera. Nazwisko Langenbecka pojawia się w kontekście otologii i chirurgii, ale nie jest związane ze standardowym testem audiometrycznym oznaczanym na audiogramie w taki sposób. To dość typowy błąd, że jak pojawia się nazwisko niemieckie przy uchu i słuchu, to automatycznie kojarzy się z jakąś „próbą” audiometryczną – a tutaj tak po prostu nie jest. Z kolei SISI (Short Increment Sensitivity Index) to test czułości na małe przyrosty natężenia, wykonywany zazwyczaj przy jednej częstotliwości, a wynik podaje się w procentach poprawnych rozpoznań 1 dB przyrostu. Nie powstaje przy nim złożony wykres z wieloma krzywymi dla różnych poziomów, tylko raczej prosty zapis liczbowy. Typowym błędem myślowym jest utożsamianie każdego skomplikowanego audiogramu z testem SISI, bo studenci pamiętają, że on „wykrywa rekrutację”. Tymczasem w praktyce klinicznej rekrutację ocenia się zarówno testem SISI, jak i właśnie próbą Fowlera, ale ich zapis graficzny jest inny. W próbie Fowlera patrzymy na to, jak szybko ucho chore wyrównuje głośność z uchem zdrowym przy wzroście natężenia, co idealnie ilustruje ten wykres. Dlatego poprawne skojarzenie tutaj to próba Fowlera, a nie pozostałe wymienione testy.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2015 (arkusz Z.21-X-15.01).

Pytanie 9

W radiografii mianem SID określa się
A. system automatycznej regulacji jasności.
B. system automatycznej kontroli ekspozycji.
Twoja odpowiedź
C. odległość między obiektem badanym a detektorem obrazu.
D. odległość między źródłem promieniowania a detektorem obrazu.
Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. W radiografii bardzo łatwo pomylić różne skróty i funkcje aparatu, bo jest ich po prostu sporo. SID to jednak pojęcie czysto geometryczne, a nie elektroniczny system automatyki. Nie oznacza ani systemu automatycznej regulacji jasności, ani systemu automatycznej kontroli ekspozycji. Tego typu rozwiązania techniczne w aparatach RTG czy fluoroskopii opisuje się raczej jako AEC (Automatic Exposure Control) lub ABC (Automatic Brightness Control) w torze fluoroskopowym. Ich zadaniem jest dobór parametrów ekspozycji tak, żeby obraz miał odpowiednią gęstość optyczną czy jasność, niezależnie od grubości pacjenta. SID nie ma z tym bezpośredniego związku, choć oczywiście pośrednio wpływa na ekspozycję, bo zmienia się natężenie wiązki na detektorze zgodnie z prawem odwrotności kwadratu odległości. Kolejne częste nieporozumienie dotyczy odległości mierzonych w układzie pacjent–detektor. Odległość między badanym obiektem (np. klatką piersiową) a detektorem dotyczy raczej OID (Object to Image Distance) lub czasem mówi się po prostu o odległości obiekt–detektor. Ten parametr jest również istotny, bo im większa odległość obiektu od detektora, tym większe powiększenie i rozmycie krawędzi na obrazie. Jednak to nie jest SID. SID zawsze odnosi się do drogi od ogniska lampy rentgenowskiej (czyli źródła promieniowania) do powierzchni detektora obrazu. Mylenie SID z OID prowadzi do błędnego myślenia o geometrii projekcji, a w konsekwencji do złego pozycjonowania pacjenta i niestabilnych warunków ekspozycji. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią o konieczności utrzymywania stałego, zadeklarowanego SID dla danej projekcji oraz świadomego kontrolowania OID, np. dociśnięcia pacjenta do detektora wszędzie tam, gdzie chcemy ograniczyć powiększenie. Warto więc rozdzielić w głowie: SID – źródło do detektora, OID – obiekt do detektora, a systemy automatycznej ekspozycji to zupełnie inna kategoria zagadnień, związana z elektroniką i automatyką aparatu, a nie z geometrią wiązki.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2019 (arkusz Z.21-X-19.01).

Pytanie 10

Co jest przyczyną artefaktu widocznego na obrazie MR?
Ilustracja do pytania
A. Zjawisko zawijania fazy.
Twoja odpowiedź
B. Zjawisko zaniku sygnału.
C. Pulsacyjny przepływ krwi.
D. Ruch narządu lub pacjenta.
Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. W rezonansie magnetycznym istnieje kilka typowych artefaktów i łatwo je ze sobą pomylić, szczególnie kiedy patrzymy tylko na pojedynczy przekrój. W tym pytaniu kluczowe jest odróżnienie zjawisk związanych z samą fizyką obrazowania od efektów wynikających z ruchu pacjenta. Zjawisko zawijania fazy, czyli aliasing, powstaje wtedy, gdy pole widzenia (FOV) w kierunku kodowania fazy jest zbyt małe w stosunku do rzeczywistej wielkości obszaru, z którego pochodzi sygnał. Struktury spoza FOV są „przenoszone” na przeciwległą stronę obrazu, jakby nachodziły na badany obszar. Wygląda to jak zdublowane elementy anatomiczne pojawiające się w miejscu, gdzie ich w ogóle nie powinno być. Na obrazie oczodołów w pytaniu nie ma jednak takiego typowego nałożenia struktur spoza pola – jest raczej rozmycie i nieostrość, co sugeruje ruch, a nie aliasing. Zanik sygnału kojarzy się głównie z artefaktami przepływowymi, niejednorodnością pola lub obecnością materiału o silnych właściwościach magnetycznych. Wtedy w obrazie widzimy ciemne strefy, „dziury” w sygnale, czasem z towarzyszącymi zniekształceniami geometrii. Tu sygnał nie znika, tylko jest rozciągnięty i nieostry, więc mechanizm jest inny. Pulsacyjny przepływ krwi faktycznie może dawać artefakty, zwłaszcza w naczyniach podstawy czaszki czy zatokach żylnych, ale najczęściej objawia się to pasmami wysokiego lub niskiego sygnału w przebiegu naczyń, czasem przypominającymi duchy w kierunku kodowania fazy. W oczodołach bardziej widoczne byłyby naczynia oczodołowe lub struktury sąsiadujące, a nie tak uogólnione rozmazanie konturów. Typowy błąd myślowy polega na tym, że każdą nieostrość przypisuje się od razu zanikowi sygnału albo aliasingowi, bo brzmią bardziej „fizycznie”. Tymczasem w codziennej praktyce technika MR najczęstszą przyczyną problemów z jakością obrazu jest zwykły ruch: mruganie, poruszenie głową, przełykanie śliny. Dlatego przy analizie artefaktów zawsze warto najpierw zadać sobie pytanie, czy pacjent mógł się ruszyć, a dopiero później szukać bardziej złożonych wyjaśnień fizycznych.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2019 (arkusz Z.21-X-19.01).

Pytanie 11

Obiektywną metodą badania słuchu jest audiometria
A. wysokoczęstotliwościowa.
B. impedancyjna.
Poprawna odpowiedź
C. tonalna.
Twoja odpowiedź
D. mowy.
Niepoprawna odpowiedź. W diagnostyce słuchu bardzo łatwo pomylić badania subiektywne z obiektywnymi, bo wszystkie wyglądają na „pomiary aparatem”. Różnica jest jednak zasadnicza: w metodach subiektywnych wynik zależy od odpowiedzi pacjenta, czyli od tego, co on zgłosi, natomiast w metodach obiektywnych aparat rejestruje reakcje układu słuchowego niezależnie od jego woli. Audiometria tonalna jest klasycznym przykładem badania subiektywnego. Pacjent siedzi w kabinie, słyszy tony o różnych częstotliwościach i natężeniach i musi sygnalizować, że je słyszy, zwykle przyciskiem lub podniesieniem ręki. Jeżeli pacjent nie współpracuje, symuluje, jest zmęczony albo po prostu nie rozumie poleceń, wynik będzie zafałszowany. Technicznie pomiar wygląda profesjonalnie, ale nadal jest to ocena progów słyszenia na podstawie subiektywnego odczucia. Podobnie jest z audiometrią mowy. Tutaj bada się rozumienie mowy, rozpoznawanie słów przy różnych poziomach głośności, czasem w szumie. To bardzo przydatne klinicznie, bo mówi, jak pacjent funkcjonuje w realnych warunkach komunikacji, ale dalej wymaga aktywnej odpowiedzi – pacjent musi powtarzać słowa lub wskazywać obrazki. Z tego powodu nie można jej traktować jako obiektywnej metody oceny słuchu. Czasem spotyka się jeszcze określenie „audiometria wysokoczęstotliwościowa” – to wciąż audiometria tonalna, tylko w zakresie wyższych częstotliwości, przydatna np. w wczesnym wykrywaniu uszkodzeń po lekach ototoksycznych czy hałasie. Nadal jednak jest to metoda subiektywna, bo opiera się na zgłaszaniu przez pacjenta, że słyszy dźwięk. Typowym błędem myślowym jest założenie, że skoro coś jest mierzone specjalistycznym sprzętem, to od razu jest „obiektywne”. W audiologii tak nie jest – kluczowe jest to, czy aparat mierzy fizyczną reakcję układu słuchowego (jak w audiometrii impedancyjnej, otoemisjach, potencjałach wywołanych), czy tylko rejestruje deklaracje pacjenta. Dlatego w tym pytaniu jedynie audiometria impedancyjna spełnia kryteria obiektywnej metody badania słuchu.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2019 (arkusz Z.21-X-19.01).

Pytanie 12

Na obrazie TK kręgosłupa strzałką wskazano wyrostek
Ilustracja do pytania
A. żebrowy.
B. stawowy.
C. kolczysty.
Twoja odpowiedź
D. poprzeczny.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo rozpoznano, że strzałka na rekonstrukcji 3D TK kręgosłupa wskazuje wyrostek kolczysty. Na takim obrazie wyrostki kolczyste widzimy jako wydłużone, dość masywne wypustki kostne ustawione niemal w linii pośrodkowej tylnej części kręgosłupa. Tworzą one coś w rodzaju „grzebienia” biegnącego wzdłuż całej osi kręgosłupa. To właśnie te struktury wyczuwamy palpacyjnie przez skórę na plecach u pacjenta – od karku aż do okolicy lędźwiowo-krzyżowej.
Moim zdaniem w praktyce technika obrazowania to jedno z kluczowych miejsc, gdzie trzeba dobrze ogarniać anatomię wyrostków. Przy ustawianiu pacjenta do TK czy MR kręgosłupa często kontrolnie patrzy się na przebieg wyrostków kolczystych, żeby ocenić, czy kręgosłup nie jest skręcony (rotacja), czy nie ma znacznej skoliozy, czy oś jest prosta. W standardowych opisach radiologicznych zmiany zwyrodnieniowe, pourazowe czy pooperacyjne bardzo często lokalizuje się właśnie w odniesieniu do wyrostków kolczystych (np. złamanie wyrostka kolczystego C7, resekcja wyrostków przy stabilizacji).
Wyrostek kolczysty jest tylnym wypustkiem łuku kręgu, miejscem przyczepu więzadeł (więzadło nadkolcowe, międzykolcowe) i mięśni prostowników grzbietu. Na obrazach TK w oknach kostnych będzie on miał wysoką gęstość (biel), wyraźnie odgraniczoną od otaczających tkanek miękkich. W badaniach z rekonstrukcjami 3D, tak jak na tym przykładzie, wyrostki kolczyste szczególnie dobrze widać i łatwo je odróżnić od wyrostków poprzecznych, które są bardziej boczne, oraz od wyrostków stawowych, które tworzą stawy międzykręgowe. Z mojego doświadczenia, jeśli na obrazach bocznych widzisz pojedynczy, pośrodkowy, do tyłu skierowany „kolec”, to niemal na pewno jest to wyrostek kolczysty. W codziennej pracy z TK i MR kręgosłupa prawidłowa identyfikacja tych struktur bardzo ułatwia orientację w poziomach kręgów i ocenę patologii, np. urazów, przerzutów czy zmian zapalnych.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).

Pytanie 13

Na obrazie uwidoczniono złamanie kompresyjne kręgu
Ilustracja do pytania
A. L1
B. L2
Twoja odpowiedź
C. Th11
D. Th12
Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. W tym zadaniu łatwo się pomylić, bo przejście piersiowo‑lędźwiowe bywa na obrazach dość mylące, zwłaszcza jeśli ktoś patrzy głównie na kształt kręgu, a nie na jego położenie względem sąsiednich struktur. Błędne odpowiedzi zwykle wynikają z założenia, że każdy bardziej masywny trzon od razu musi być lędźwiowy, albo z mechanicznego liczenia "od góry obrazu w dół", bez odniesienia do kości krzyżowej i typowych punktów orientacyjnych. Kręgi L1 i L2 są rzeczywiście masywne, mają duże trzony i brak przyczepów żeber, ale leżą już poniżej przejścia piersiowo‑lędźwiowego. Jeżeli na obrazie widzimy wyraźne przejście z węższych, bardziej klinowatych kręgów piersiowych na szersze kręgi lędźwiowe, to pierwszy wyraźnie lędźwiowy trzon poniżej tego przejścia to L1, a nie Th12. Błędne oznaczenie złamania Th12 jako L1 lub L2 to dość typowy błąd u osób początkujących, bo skupiają się na samej deformacji trzonu, a nie na jego numeracji. W praktyce opisowej według dobrych standardów radiolog powinien zawsze zacząć od lokalizacji kości krzyżowej, odliczyć kręgi lędźwiowe do góry (L5–L1), i dopiero nad L1 umieścić Th12. Kręgi Th11 i Th12 są ostatnimi kręgami piersiowymi, ale różnią się położeniem: Th11 leży wyżej, nad Th12, i nie jest bezpośrednio sąsiadem z L1. Próba nazwania widocznego złamania Th11 wynika zwykle z mylenia liczby kręgów piersiowych lub nieuwzględniania segmentu przejściowego. Dodatkowo trzeba pamiętać o ewentualnych wariantach anatomicznych (np. przejściowy krąg lędźwiowo‑krzyżowy), ale nawet wtedy zasada systematycznego liczenia od dołu obrazu w górę pozostaje złotym standardem. Moim zdaniem dobra praktyka to zawsze ocena całej sekwencji, porównanie wysokości trzonów, kształtu wyrostków i relacji do żeber, a dopiero potem stawianie ostatecznej etykietki typu Th12, L1 itd. Dzięki temu można uniknąć właśnie takich pomyłek w numeracji poziomu złamania.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).

Pytanie 14

W celu wykonania badania scyntygraficznego układu kostnego radiofarmaceutyk należy podać pacjentowi
A. doustnie.
B. dożylnie.
Twoja odpowiedź
C. podskórnie.
D. domięśniowo.
Poprawna odpowiedź. W scyntygrafii układu kostnego standardem jest podanie radiofarmaceutyku wyłącznie dożylnie. Wynika to z mechanizmu działania tych preparatów: typowo stosuje się fosfoniany znakowane technetem-99m (np. 99mTc-MDP, 99mTc-HDP), które muszą szybko trafić do krwiobiegu, a następnie zostać wychwycone przez tkankę kostną, głównie w miejscach wzmożonego metabolizmu kostnego. Podanie dożylne gwarantuje przewidywalną kinetykę, równomierne rozprowadzenie w organizmie i możliwość prawidłowego zaplanowania czasu obrazowania (zwykle 2–4 godziny po iniekcji). Z mojego doświadczenia, jeśli dawka jest podana do żyły prawidłowo, obraz w gammakamerze jest czytelny, a stosunek sygnału z kości do tła miękkotkankowego jest optymalny. W medycynie nuklearnej trzyma się zasady, że radiofarmaceutyk podajemy w taki sposób, aby szybko i kontrolowanie uzyskać odpowiednie stężenie w narządzie docelowym, przy jak najmniejszej dawce całkowitej dla pacjenta. Dlatego drogi podania, które powodują opóźnione, nieprzewidywalne wchłanianie (jak doustna czy podskórna), są tutaj po prostu nieakceptowalne. Dożylne podanie umożliwia też natychmiastową reakcję, jeśli dojdzie do wynaczynienia – można ocenić miejsce wkłucia, przepłukać dostęp, odpowiednio opisać badanie. W wytycznych pracowni medycyny nuklearnej i w standardach EANM (European Association of Nuclear Medicine) wyraźnie podkreśla się, że scyntygrafia kości jest badaniem wymagającym prawidłowego dostępu żylnego, bo od tego zależy jakość diagnostyczna obrazów, a w konsekwencji trafność rozpoznania zmian przerzutowych, zapalnych czy pourazowych.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).

Pytanie 15

Na obrazie ultrasonograficznym jamy brzusznej strzałką wskazano
Ilustracja do pytania
A. nerkę.
B. wątrobę.
Twoja odpowiedź
C. ogon trzustki.
D. pęcherzyk żółciowy.
Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. Na tym obrazie USG jamy brzusznej łatwo popełnić kilka klasycznych pomyłek, jeśli nie patrzy się świadomie na echogeniczność, kształt i relacje anatomiczne. Nerka w badaniu ultrasonograficznym ma charakterystyczny kształt fasoli, z wyraźnie zróżnicowaną korą i rdzeniem. Jest strukturą bardziej złożoną echogenicznie: kora jest średnioechogeniczna, rdzeń bardziej hipoechogeniczny, a zatoka nerkowa jasna, hiperechogeniczna. Nie jest to jednorodna, czarna przestrzeń jak na obrazie. Poza tym nerka leży głębiej i zwykle nie przylega tak ściśle do przedniej ściany brzucha w standardowej projekcji podżebrowej. Wątroba z kolei ma drobnoziarnistą, jednorodną echogeniczność i wypełnia większość prawego górnego kwadrantu. Na prezentowanym obrazie wątroba jest tłem, a nie strukturą wskazaną strzałką – widać ją jako szarą tkankę miąższową otaczającą bezechowy pęcherzyk. Typowym błędem jest uznanie ciemnej, bezechowej przestrzeni w wątrobie za naczynie żylne lub fragment miąższu narządu, ale naczynia mają cienkie ściany i zwykle łączą się z innymi strukturami rurowymi, a tu widzimy zamkniętą, workowatą jamę. Ogon trzustki jest położony wyżej i bardziej do lewej, blisko śledziony, a sam gruczoł trzustkowy jest narządem litym, o drobnoziarnistej, nieco jaśniejszej echostrukturze, bez dużej bezechowej jamy. Mylenie go z pęcherzykiem żółciowym wynika często z braku orientacji co do projekcji i poziomu skanu. Z mojego doświadczenia typowy schemat błędu wygląda tak: widzę czarną przestrzeń – myślę „nerka” albo „naczynie”. Tymczasem kluczem jest analiza: czy to struktura workowata czy rurowa, czy ma własną ścianę, czy jest w loży pęcherzyka, jak wygląda otoczenie. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią jasno: zawsze trzeba oceniać narząd w co najmniej dwóch płaszczyznach i w kontekście anatomii topograficznej, a nie na podstawie jednego „wrażenia” z pojedynczej klatki.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2020 (arkusz Z.21-SG-20.01).

Pytanie 16

DSA to cyfrowa
A. arteriografia subtrakcyjna.
B. angiografia subtrakcyjna.
Twoja odpowiedź
C. limfografia subtrakcyjna.
D. flebografia subtrakcyjna.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź to cyfrowa angiografia subtrakcyjna, czyli Digital Subtraction Angiography (DSA). Rozszyfrowanie skrótu jest tu kluczowe: „A” pochodzi od angiography, czyli obrazowania naczyń krwionośnych. W DSA chodzi dokładnie o to, żeby jak najczyściej uwidocznić tętnice i żyły po podaniu kontrastu jodowego, a jednocześnie „odjąć” (subtrakcyjnie) obraz kości i tkanek miękkich. Technicznie wygląda to tak, że najpierw rejestruje się obraz „maskę” bez kontrastu, a potem serię obrazów po jego podaniu. Komputer piksel po pikselu odejmuje maskę od kolejnych klatek, dzięki czemu zostaje głównie to, co się zmieniło, czyli kontrast w naczyniach. W praktyce klinicznej DSA jest standardem w diagnostyce zwężeń tętnic szyjnych, tętniaków mózgowych, malformacji naczyniowych, zmian w tętnicach wieńcowych, kończyn dolnych czy tętnic nerkowych. Często wykorzystuje się ją także jako badanie łączone z zabiegiem – tzw. procedury endowaskularne: angioplastyka balonowa, implantacja stentów, embolizacja. Z mojego doświadczenia, w pracowniach hemodynamiki i angiografii pacjent z istotnym zwężeniem tętnicy zwykle w tym samym „wejściu” ma robioną i diagnostykę (DSA), i leczenie. DSA wymaga dobrej jakości aparatu angiograficznego, stabilnego ułożenia pacjenta, odpowiedniej dawki kontrastu oraz synchronizacji ekspozycji z podaniem kontrastu. Z punktu widzenia dobrych praktyk ważne jest ograniczanie dawki promieniowania (ALARA), monitorowanie ilości kontrastu i kontrola ryzyka nefropatii pokontrastowej. Cyfrowa arteriografia, flebografia czy limfografia mogą być wykonywane, ale jako techniki szczegółowe – DSA dotyczy ogólnie angiografii, a nie tylko jednego typu naczynia.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2018 (arkusz Z.21-X-18.01).

Pytanie 17

Do pomiaru dawek indywidualnych u osób narażonych zawodowo na promieniowanie rentgenowskie są stosowane
A. liczniki geigera.
B. liczniki scyntylacyjne.
C. detektory półprzewodnikowe.
D. detektory termoluminescencyjne.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź to detektory termoluminescencyjne i dokładnie takie dozymetry są standardem w ochronie radiologicznej pracowników narażonych na promieniowanie rentgenowskie. Dozymetr termoluminescencyjny (TLD) zawiera kryształ, najczęściej fluorek litu (LiF) albo inne materiały termoluminescencyjne, w których podczas napromieniania gromadzi się energia z promieniowania jonizującego. Później, w pracowni dozymetrycznej, ten kryształ jest podgrzewany w specjalnym czytniku, a zgromadzona energia jest uwalniana w postaci światła. Ilość tego światła jest proporcjonalna do pochłoniętej dawki. To pozwala bardzo dokładnie wyznaczyć dawkę indywidualną, czyli to, co faktycznie „złapał” pracownik na swoim ciele. W praktyce takie dozymetry nosi się zwykle na klatce piersiowej, czasem dodatkowo przy tarczycy lub dłoniach, zależnie od rodzaju pracy. Z mojego doświadczenia w pracowniach RTG i TK właśnie TLD są najczęściej spotykane, bo są małe, tanie, stabilne i dobrze znoszą warunki codziennej pracy. Spełniają wymagania przepisów BHP i zaleceń inspekcji sanitarnej oraz Państwowej Agencji Atomistyki dotyczących monitorowania dawek zawodowych. W wielu ośrodkach stosuje się też tzw. dawkomierze pierścionkowe TLD dla osób pracujących blisko wiązki, np. przy zabiegach hemodynamicznych czy w salach hybrydowych. Warto też pamiętać, że dozymetr indywidualny nie służy do bieżącej kontroli w czasie zabiegu, tylko do oceny skumulowanej dawki w miesięcznych lub kwartalnych okresach rozliczeniowych. To jest typowa i uznana dobra praktyka w ochronie radiologicznej personelu medycznego.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2018 (arkusz Z.21-X-18.01).

Pytanie 18

Przy podejrzeniu ciała obcego w oczodole należy wykonać
A. jedno zdjęcie PA i jedno boczne oczodołów.
B. jedno zdjęcie AP i dwa boczne oczodołów.
C. dwa zdjęcia PA i jedno boczne oczodołów.
Twoja odpowiedź
D. dwa zdjęcia AP i dwa boczne oczodołów.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź „dwa zdjęcia PA i jedno boczne oczodołów” wynika z bardzo konkretnej zasady w diagnostyce radiologicznej ciał obcych w okolicy oczodołu. Chodzi o to, żeby możliwie precyzyjnie określić lokalizację ciała obcego w trzech wymiarach, a jednocześnie ograniczyć dawkę promieniowania i nie robić zbędnych projekcji. Dwie projekcje PA (postero–anterior, promień pada z tyłu na przód) wykonywane są zazwyczaj w dwóch nieco zmienionych ustawieniach głowy lub przy różnym spojrzeniu gałek ocznych. Dzięki temu ciało obce „przesuwa się” względem struktur kostnych i można ocenić, czy leży ono w gałce ocznej, w tkankach miękkich oczodołu, czy może już poza nim. Jedno zdjęcie boczne pozwala natomiast ocenić głębokość położenia – czyli czy ciało obce jest bardziej ku przodowi, czy w tylnej części oczodołu, blisko szczytu, nerwu wzrokowego itp. W praktyce klinicznej, szczególnie przy podejrzeniu metalicznego ciała obcego (np. po szlifowaniu metalu, urazie warsztatowym), taki zestaw projekcji jest klasycznym, podręcznikowym postępowaniem przed np. planowanym badaniem TK czy MR. Co ważne, wybór projekcji PA, a nie AP, jest związany także z ochroną radiologiczną – mózg i soczewki są mniej obciążane dawką, a jakość obrazu struktur kostnych oczodołu jest bardzo dobra. Moim zdaniem warto też zapamiętać, że przy podejrzeniu ciała obcego przed badaniem MR często właśnie zwykłe RTG oczodołów w tych projekcjach jest pierwszym, szybkim i tanim „filtrem bezpieczeństwa”. To jest po prostu standard dobra praktyka w radiologii urazowej okolicy oka.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2018 (arkusz Z.21-X-18.01).

Pytanie 19

Które czynności wykonuje technik elektroradiolog w pracowni „gorącej”?
A. Układa pacjenta do badania.
B. Przygotowuje radiofarmaceutyk.
Twoja odpowiedź
C. Sporządza dokumentację medyczną.
D. Przeprowadza badanie gammakamerą.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana czynność „przygotowuje radiofarmaceutyk” jest typowym, wręcz kluczowym zadaniem technika elektroradiologii w tzw. pracowni „gorącej” medycyny nuklearnej. W tej części zakładu nie wykonuje się jeszcze obrazowania gammakamerą, tylko właśnie przygotowuje i porcjuje substancje promieniotwórcze – radiofarmaceutyki – które później są podawane pacjentom. Pracownia „gorąca” to miejsce, gdzie dochodzi do znakowania nośnika (np. związku chemicznego, koloidu, peptydu) odpowiednim radioizotopem, kontroluje się aktywność, czas rozpadu, przygotowuje dawki indywidualne i prowadzi dokumentację radioaktywności. Wszystko odbywa się zgodnie z zasadami GMP, przepisami PAA i wewnętrznymi procedurami BHP oraz ochrony radiologicznej. Technik korzysta tu z osłon ołowianych, dozowników, dygestoriów, kalibratora dawki, a także przestrzega ścisłych procedur dotyczących dekontaminacji i postępowania z odpadami promieniotwórczymi. W praktyce wygląda to tak, że rano przychodzi fiolka z radionuklidem (np. technet-99m), technik w pracowni „gorącej” przygotowuje z niej konkretne radiofarmaceutyki do badań różnych narządów, mierzy aktywność w kalibratorze dawki, rozdziela do strzykawek w osłonach ołowianych i opisuje je. Moim zdaniem to jedno z bardziej odpowiedzialnych zadań, bo od prawidłowego przygotowania radiofarmaceutyku zależy zarówno bezpieczeństwo pacjenta, jak i jakość późniejszego obrazu scyntygraficznego. Dobre praktyki wymagają też ciągłego monitorowania zanieczyszczeń powierzchni, kontroli skażeń osobistych i prowadzenia szczegółowej ewidencji źródeł, co również jest elementem codziennej pracy w „gorącej” pracowni.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2018 (arkusz Z.21-X-18.01).

Pytanie 20

Na zamieszczonym rentgenogramie strzałką zaznaczono
Ilustracja do pytania
A. kręgozmyk kręgu L₅ względem S₁.
Twoja odpowiedź
B. przerwanie ciągłości łuku.
C. dyskopatię L₅ – S₁.
Poprawna odpowiedź
D. rozszczep łuku.
Niepoprawna odpowiedź. Obraz przedstawia boczne zdjęcie RTG przejścia lędźwiowo‑krzyżowego, a strzałka wskazuje na wyraźnie zwężoną przestrzeń międzytrzonową L5–S1. Typowy błąd przy interpretacji takich radiogramów polega na myleniu zmian dyskopatycznych z patologią łuku kręgu lub z kręgozmykiem. Kręgozmyk L5 względem S1 rozpoznaje się na podstawie przemieszczenia trzonu kręgu do przodu w stosunku do kości krzyżowej, oceniając tzw. linię Fergusona albo podział trzonu S1 na cztery równe części. Na prawidłowo opisanym zdjęciu w kręgozmyku widzimy „ześlizgnięcie” się całego trzonu, a nie tylko zmianę szerokości szpary międzykręgowej. Tutaj tego nie ma – położenie trzonów względem siebie jest zachowane, nie ma typowego „step-off” na krawędziach trzonów. Często też mylone jest przerwanie ciągłości łuku z samą degeneracją krążka. Przerwanie łuku (spondyloliza) lokalizuje się w części międzywyrostkowej łuku, w tzw. pars interarticularis, a najlepiej uwidacznia się je w projekcjach skośnych, gdzie opisowo mówi się o „obroży na psie” w odcinku lędźwiowym. Na zdjęciu bocznym, szczególnie tak jak tutaj, nie ma wyraźnego obrazu przerwania łuku – zamiast tego widoczna jest zmiana w obrębie przestrzeni międzytrzonowej. Rozszczep łuku, czyli swoisty ubytek lub brak zrostu części łuku kręgowego, to wada wrodzona albo efekt przewlekłego uszkodzenia, i radiologicznie lokalizuje się zdecydowanie bardziej ku tyłowi, w okolicy nasad łuku, a nie między trzonami. Typowym błędem myślowym jest patrzenie tylko na strzałkę i szukanie „pęknięcia kości”, zamiast najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie: czy zaznaczona struktura to kość, czy przestrzeń międzykręgowa. W dobrych praktykach oceny RTG kręgosłupa zawsze zaczyna się od identyfikacji poziomów (L4–L5, L5–S1), oceny wysokości wszystkich przestrzeni międzykręgowych, a dopiero później przechodzi do analizy łuków i ewentualnego kręgozmyku. Gdybyśmy stosowali taki uporządkowany schemat, pomyłki typu „przerwanie łuku zamiast dyskopatii” zdarzają się dużo rzadziej.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2022 (arkusz Z.21-SG-22.01).

Pytanie 21

Który radiofarmaceutyk może zostać podany pacjentowi w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu?
A. I-123 NaI
B. I-131 NaI
C. Tc-99m MDP
D. Tc-99m HMPAO
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wybrany został Tc-99m HMPAO, czyli technet-99m heksametylopropylenoamina oksym. To klasyczny radiofarmaceutyk stosowany w scyntygrafii perfuzyjnej mózgu, zarówno w badaniach stacjonarnych SPECT, jak i w niektórych protokołach dynamicznych. Ma on właściwości lipofilne, dzięki czemu łatwo przenika przez barierę krew–mózg i w stosunkowo krótkim czasie ulega utrwaleniu w tkance mózgowej proporcjonalnie do regionalnego przepływu krwi. Dzięki temu rozkład wychwytu Tc-99m HMPAO bardzo dobrze odzwierciedla perfuzję poszczególnych obszarów mózgu w momencie podania. W praktyce klinicznej używa się go m.in. do oceny ognisk niedokrwienia, w diagnostyce padaczki (lokalizacja ogniska padaczkowego), w ocenie otępień, a także w niektórych przypadkach urazów mózgu. Z mojego doświadczenia, przy badaniach padaczkowych bardzo ważny jest moment podania – HMPAO trzeba wstrzyknąć w trakcie napadu lub tuż po, żeby zobaczyć typowy wzrost przepływu w ognisku. Tc-99m jako znacznik ma korzystny okres półtrwania (ok. 6 godzin), emituje promieniowanie gamma o energii idealnej do gammakamery (140 keV) i daje dobrą jakość obrazów przy stosunkowo niskiej dawce dla pacjenta, co jest zgodne z zasadą ALARA w medycynie nuklearnej. W wytycznych i w praktyce większości pracowni perfuzyjna scyntygrafia mózgu kojarzy się głównie właśnie z Tc-99m HMPAO albo jego nowszym odpowiednikiem Tc-99m ECD. To są standardowe, rekomendowane radiofarmaceutyki do tego typu badań.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2022 (arkusz Z.21-SG-22.01).

Pytanie 22

Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałką wskazano patologiczny kręg
Ilustracja do pytania
A. L₁
Twoja odpowiedź
B. L₃
C. Th₈
D. Th₁₀
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazany został kręg L₁. Na strzałkowym obrazie MRI odcinka piersiowo‑lędźwiowego zawsze zaczynamy od orientacji anatomicznej: u dołu widoczna jest kość krzyżowa i ostatnie kręgi lędźwiowe, wyżej – przejście piersiowo‑lędźwiowe i kręgi piersiowe. Standardową dobrą praktyką w opisie takich badań jest liczenie kręgów od dołu: od kości krzyżowej (S1) w górę do L5, L4, L3, L2 i właśnie L1 jako najwyższego kręgu lędźwiowego. Na obrazie widać, że patologicznie zmieniony trzon leży tuż powyżej L2 i poniżej pierwszego wyraźnie piersiowego kręgu z przyczepem żeber, co jednoznacznie odpowiada poziomowi L₁. W codziennej pracy technika czy lekarza radiologa takie liczenie kręgów, najlepiej w korelacji z dodatkowymi sekwencjami obejmującymi kość krzyżową, to absolutna podstawa, bo od poprawnej identyfikacji poziomu zależy dalsze leczenie: planowanie zabiegów ortopedycznych, blokad nasierpowych, vertebroplastyk czy napromieniania. Moim zdaniem warto sobie wyrobić nawyk „kotwiczenia” się na charakterystycznych punktach: przejście L5–S1, zarys żeber przy kręgach piersiowych, kształt trzonów i wysokość krążków międzykręgowych. Na rezonansie często korzysta się też z sekwencji całego kręgosłupa lub przynajmniej odcinka piersiowo‑lędźwiowego, żeby nie pomylić L1 z Th12, co bywa częstą wtopą u początkujących. W nowoczesnych standardach opisu (np. według zaleceń towarzystw radiologicznych) podkreśla się konieczność jednoznacznego oznaczenia poziomu, czasem z użyciem znaczników skórnych lub korelacji z wcześniejszym RTG. Poprawne rozpoznanie L₁ w takim obrazie to właśnie przykład stosowania tych zasad w praktyce obrazowej diagnostyki kręgosłupa.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2022 (arkusz Z.21-SG-22.01).

Pytanie 23

Przyczyną zaniku kostnego jest
A. utrata macierzy kostnej.
Twoja odpowiedź
B. duży i częsty wysiłek.
C. nadmiar witaminy D3.
D. przedawkowanie spożycia wapnia.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana przyczyna zaniku kostnego to utrata macierzy kostnej. Kość nie jest strukturą „martwą”, tylko żywą tkanką, która stale się przebudowuje. Podstawą tej przebudowy jest właśnie macierz kostna, czyli rusztowanie zbudowane głównie z kolagenu typu I, na którym odkładają się sole mineralne – głównie fosforan wapnia w postaci hydroksyapatytu. Gdy dochodzi do przewagi procesów resorpcji (działanie osteoklastów) nad tworzeniem nowej tkanki kostnej (osteoblasty), macierz jest stopniowo tracona i rozwija się zanik kostny, np. w osteoporozie czy przy długotrwałym unieruchomieniu kończyny. W praktyce klinicznej widać to bardzo wyraźnie w badaniach obrazowych: na zdjęciach RTG obserwuje się obniżenie gęstości kostnej, ścieńczenie beleczek kostnych, poszerzenie jam szpikowych. W densytometrii (DXA) notuje się spadek T-score, co od razu kojarzy się z utratą masy i jakości macierzy kostnej. Moim zdaniem warto zapamiętać, że sama obecność wapnia to za mało – bez prawidłowej macierzy kolagenowej nie ma gdzie tego wapnia „przyczepić”. Dlatego w profilaktyce i leczeniu osteoporozy tak duży nacisk kładzie się nie tylko na suplementację wapnia i witaminy D3, ale też na aktywność fizyczną, prawidłową dietę białkową oraz unikanie leków i stanów, które nasilają resorpcję kości. W standardach postępowania (np. zalecenia towarzystw osteologicznych) wyraźnie podkreśla się rolę równowagi między tworzeniem macierzy a jej degradacją: jeśli ta równowaga jest zaburzona na korzyść utraty, to właśnie wtedy rozwija się zanik kostny, widoczny później w badaniach obrazowych i objawach klinicznych, jak złamania niskoenergetyczne czy obniżenie wzrostu.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2021 (arkusz Z.21-SG-21.06).

Pytanie 24

Do podstawowych projekcji stosowanych w diagnostyce mammograficznej należą
A. kraniokaudalna i skośna przyśrodkowo-boczna.
Poprawna odpowiedź
B. kraniokaudalna i skośna boczno-przyśrodkowa.
C. kaudokranialna i boczna przyśrodkowo-boczna.
Twoja odpowiedź
D. kaudokranialna i boczna boczno-przyśrodkowa.
Niepoprawna odpowiedź. W mammografii nazewnictwo projekcji jest mocno ustandaryzowane i warto je mieć dobrze poukładane w głowie, bo od prawidłowego pozycjonowania zależy jakość całego badania. Podstawowy błąd, który często się pojawia, to mylenie kierunku wiązki promieniowania z położeniem piersi na detektorze. Określenie „kraniokaudalna” oznacza, że promieniowanie biegnie z góry do dołu, od strony głowowej do strony stóp, a pierś jest ułożona na detektorze od dołu. Jest to klasyczna projekcja CC. Natomiast odpowiedzi używające terminu „kaudokranialna” sugerują odwrotny kierunek – z dołu do góry – co w standardowej mammografii diagnostycznej nie jest stosowane jako projekcja podstawowa. Czasem spotyka się warianty ułożenia zbliżone do kaudokranialnego w bardzo szczególnych sytuacjach, ale nie w rutynowym screeningu. Kolejny problem pojawia się przy określeniach bocznych. W mammografii oprócz CC drugą podstawową projekcją nie jest „boczna” w sensie prostym, tylko skośna przyśrodkowo-boczna, czyli MLO. Umożliwia ona jednoczesne zobrazowanie górnych partii piersi i ogona pachowego, co jest kluczowe onkologicznie. Określenia typu „boczna przyśrodkowo-boczna” czy „boczna boczno-przyśrodkowa” są nielogiczne z punktu widzenia anatomii i praktyki – sugerują czysto boczne ustawienia, które w mammografii traktuje się raczej jako projekcje dodatkowe (ML – mediolateral, LM – lateromedial), wykonywane przy konkretnych wskazaniach, np. do lepszego określenia położenia zmiany lub korelacji z USG. Typowym błędem myślowym jest tu przenoszenie intuicji z klasycznych zdjęć RTG kości, gdzie projekcja „boczna” jest standardem, na mammografię, gdzie standardem jest właśnie MLO. W praktyce klinicznej, jeśli w opisie badania nie ma pary CC + MLO dla każdej piersi, to badanie uważa się za niepełne. Dlatego tak ważne jest poprawne rozpoznawanie nazw projekcji i świadomość, że wszystkie warianty z „kaudokranialną” czy „boczną” w tym pytaniu nie odpowiadają obowiązującym standardom mammograficznym.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).

Pytanie 25

Która sekwencja obrazowania MR wykorzystuje impulsy RF o częstotliwości rezonansowej tłuszczu do tłumienia sygnału pochodzącego z tkanki tłuszczowej?
A. TOF
B. MTC
C. PCA
D. FAT SAT
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź to FAT SAT, czyli tzw. fat saturation albo fat suppression. W tej technice wykorzystuje się impulsy RF o częstotliwości dokładnie dopasowanej do rezonansu protonów w tłuszczu. Najpierw aparat MR podaje selektywny impuls nasycający dla tłuszczu, a dopiero potem właściwą sekwencję obrazowania. Protony tłuszczu zostają „wybite” ze stanu równowagi i nie zdążą się zrelaksować przed pomiarem, więc ich sygnał jest mocno osłabiony albo praktycznie znika. W efekcie na obrazach tkanka tłuszczowa staje się ciemna, a struktury o wysokiej zawartości wody (np. obrzęk, zapalenie, guzy) są lepiej widoczne. Moim zdaniem to jedna z najbardziej praktycznych sztuczek w MR, bo bardzo poprawia kontrast obrazu.
W praktyce klinicznej FAT SAT jest standardem przy badaniach stawów (kolano, bark, skokowy), kręgosłupa, tkanek miękkich oraz w onkologii. Klasyczny przykład: sekwencja T2-zależna z saturacją tłuszczu – idealna do uwidaczniania płynu, obrzęku szpiku, zmian zapalnych. Podobnie w badaniach po kontraście gadolinowym używa się T1 FAT SAT, żeby wzmocnienie kontrastowe na tle wyciszonego tłuszczu było wyraźne i czytelne. Dobre praktyki mówią, żeby zawsze sprawdzać jednorodność pola B0, bo FAT SAT jest wrażliwy na niejednorodności – szczególnie w okolicach metalowych implantów czy przy dużym polu widzenia. Dlatego technicy często korygują shim, dobierają odpowiednie parametry i pilnują pozycji pacjenta. W nowoczesnych protokołach MR często łączy się FAT SAT z innymi modyfikacjami sekwencji (np. FSE, 3D, Dixon), ale zasada pozostaje ta sama: selektywne nasycenie sygnału tłuszczu przy użyciu impulsów RF o jego częstotliwości rezonansowej, żeby uzyskać lepszą diagnostykę i czytelniejszy obraz patologii.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).

Pytanie 26

Bezwzględnym przeciwwskazaniem do wykonania badania rezonansem magnetycznym jest
A. proteza tytanowa.
B. stent naczyniowy.
C. pompa insulinowa.
D. opiłek metalu w oku.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź wskazuje na jedno z klasycznych, bezwzględnych przeciwwskazań do badania rezonansem magnetycznym: obecność ferromagnetycznego opiłka metalu w oku. Pole magnetyczne w tomografie MR jest bardzo silne (najczęściej 1,5–3,0 T), a gradienty pola i impulsy RF mogą zadziałać na taki opiłek jak na mały „pocisk”. Może dojść do jego przemieszczenia, przecięcia siatkówki, uszkodzenia nerwu wzrokowego, a nawet perforacji gałki ocznej. Z mojego doświadczenia to jest coś, czego personel boi się najbardziej, bo uszkodzenie jest nagłe i praktycznie nieodwracalne. Dlatego zgodnie z dobrymi praktykami, wytycznymi producentów aparatów MR i standardami bezpieczeństwa (np. zasady strefowania w pracowni MR, procedury ACR czy europejskie rekomendacje) każdy pacjent z wywiadem pracy w warunkach narażenia na opiłki metalu (ślusarze, spawacze, pracownicy hut) powinien mieć dokładnie zebrany wywiad oraz często wykonane RTG oczodołów przed dopuszczeniem do badania. W praktyce technik zawsze powinien podejrzliwie traktować odpowiedzi w ankiecie: jeśli pacjent nie jest pewien, czy miał kiedyś uraz metaliczny oka, lepiej opóźnić MR i wyjaśnić sprawę, niż ryzykować powikłanie. Wiele elementów metalowych w ciele może być oznaczonych jako MRI-safe lub MRI-conditional, ale opiłek w oku traktuje się jak potencjalnie ferromagnetyczny, niekontrolowany i bardzo niebezpieczny. To właśnie odróżnia go od np. nowoczesnych protez czy części stentów. W realnej pracy w pracowni rezonansu jednym z kluczowych zadań technika jest więc selekcja pacjentów pod kątem takich przeciwwskazań i bezwzględne przestrzeganie procedur bezpieczeństwa zanim ktokolwiek wjedzie na stół do gantry.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).

Pytanie 27

Który narząd widoczny jest na wydruku badania ultrasonograficznego?
Ilustracja do pytania
A. Pęcherzyk żółciowy.
Twoja odpowiedź
B. Śledziona.
C. Tarczyca.
D. Nerka.
Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. Na obrazie ultrasonograficznym, takim jak w tym pytaniu, bardzo łatwo jest pomylić narządy, jeśli patrzy się tylko „na kształt”, bez analizy echostruktury i typowego położenia. Pęcherzyk żółciowy w USG ma zwykle postać bezechowej, czarnej struktury o wydłużonym kształcie, z cienką, echogeniczną ścianą. W jego świetle, w warunkach prawidłowych, nie widać żadnych wewnętrznych ech, chyba że występują złogi czy polipy. Na prezentowanym obrazie nie ma takiej wyraźnej, jednolicie czarnej przestrzeni z cienką ścianą, tylko warstwowy układ tkanek i jasna zatoka, co bardziej pasuje do nerki niż do pęcherzyka. Śledziona natomiast jest narządem o jednorodnej, drobnoziarnistej echostrukturze, zwykle nieco bardziej echogenicznej niż wątroba. W USG wygląda jak lity narząd miąższowy, bez wyraźnie odgraniczonej jasnej „zatoki” w środku. Jej kształt jest bardziej owalny lub półksiężycowaty, ale bez typowej, fasolkowatej wnęki jak w nerce. Kto patrzy tylko na ogólny obrys, może się zasugerować, ale brak jest tu tej jednorodności i typowego tła śledziony w lewym nadbrzuszu. Z kolei tarczyca ma zupełnie inny kontekst anatomiczny i wygląd. W badaniu USG szyi widzimy dwa płaty połączone cieśnią, położone powierzchownie, tuż pod skórą, nad tchawicą. Echostruktura tarczycy jest drobnoziarnista, zazwyczaj jednorodna, a w tle widoczna jest chrząstka tchawicy, naczynia szyjne, mięśnie. Na obrazie z pytania brak jest jakichkolwiek typowych punktów orientacyjnych dla szyi; widać głęboko położony narząd o zróżnicowanej echogeniczności, z wyraźną zatoką nerkową. Typowym błędem myślowym jest skupienie się na jednym parametrze – np. tylko na wielkości lub kształcie – bez oceny echogeniczności i anatomii topograficznej. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej wymaga, żeby zawsze analizować: kształt, echostrukturę, granice narządu, stosunek do sąsiednich struktur oraz charakterystyczne elementy, jak wnęka, zatoka, światło narządu jamistego. Wtedy łatwiej uniknąć pomyłek między nerką a pęcherzykiem żółciowym czy śledzioną, co w praktyce klinicznej ma znaczenie dla dalszego postępowania z pacjentem.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2018 (arkusz Z.21-X-18.06).

Pytanie 28

Na przekroju poprzecznym TK mózgu strzałką wskazano obszar
Ilustracja do pytania
A. hypodensyjny w móżdżku.
B. hyperdensyjny w móżdżku.
Twoja odpowiedź
C. hypodensyjny w płacie czołowym.
D. hyperdensyjny w płacie czołowym.
Poprawna odpowiedź. Na przedstawionym przekroju poprzecznym TK głowy widoczny jest obraz w projekcji osiowej na poziomie tylnego dołu czaszki. Strzałka wyraźnie wskazuje strukturę położoną w obrębie móżdżku, poniżej półkul mózgowych i powyżej otworu wielkiego. Z mojego doświadczenia w opisywaniu takich badań najczęstszy błąd to pomylenie tego poziomu z płatami potylicznymi, ale tutaj widać typowy układ półkul móżdżku i robaka móżdżku. Zaznaczony obszar jest jaśniejszy niż prawidłowa tkanka móżdżku, czyli ma większą gęstość w jednostkach Hounsfielda – mówimy więc, że jest hyperdensyjny. W TK bez kontrastu taka hyperdensyjna zmiana w móżdżku najczęściej sugeruje świeży krwotok śródmózgowy lub krwotok do guza. W praktyce klinicznej rozpoznanie hyperdensyjnego ogniska w móżdżku ma duże znaczenie, bo krwotok w tej lokalizacji może szybko dawać wzrost ciśnienia śródczaszkowego i ucisk pnia mózgu. Standardowo, zgodnie z dobrymi praktykami radiologicznymi, opisując taki obraz, zwraca się uwagę na lokalizację (półkula móżdżku, robak), gęstość zmiany, obecność obrzęku, przemieszczenie struktur pośrodkowych i ewentualne poszerzenie układu komorowego. Warto też pamiętać, że hyperdensyjny obszar w TK może wynikać nie tylko z krwi, ale też z zwapnień, materiału kontrastowego lub ciała obcego, dlatego zawsze ocenia się kontekst kliniczny i porównuje z innymi warstwami oraz z wcześniejszymi badaniami. Moim zdaniem to pytanie dobrze uczy podstawowego odruchu: najpierw lokalizacja anatomiczna (tu móżdżek), dopiero potem charakter densyjny (hyper- czy hypodensyjny).

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2021 (arkusz Z.21-SG-21.01).

Pytanie 29

Strzykawka automatyczna do podawania kontrastu jest stosowana przy wykonywaniu
A. koronarografii.
Twoja odpowiedź
B. histerosalpingografii.
C. cystografii mikcyjnej.
D. wlewu doodbytniczego.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – strzykawka automatyczna do podawania środka cieniującego jest standardowo stosowana przy koronarografii. W badaniach naczyń wieńcowych serca bardzo ważne jest, żeby kontrast był podany szybko, pod odpowiednim ciśnieniem i w ściśle kontrolowanej objętości. Ręką po prostu nie da się tego zrobić tak powtarzalnie i precyzyjnie. Injektor automatyczny pozwala ustawić prędkość przepływu (np. kilka ml/s), całkowitą dawkę kontrastu na serię zdjęć, opóźnienie czasowe względem ekspozycji promieniowania oraz ewentualne tryby dwufazowe. Dzięki temu radiolog interwencyjny może skupić się na prowadzeniu cewnika w tętnicy wieńcowej, a nie na samym wstrzykiwaniu.
W koronarografii używa się jodowych środków cieniujących podawanych dotętniczo, często u pacjentów z licznymi obciążeniami kardiologicznymi. Automatyczna strzykawka pozwala ograniczać ryzyko nagłych zmian hemodynamicznych – np. zbyt szybkiego, niekontrolowanego bolusa. Z mojego doświadczenia to też kwestia bezpieczeństwa dla personelu: system jest zamknięty, łatwiej utrzymać aseptykę, a ekspozycja rąk na promieniowanie jest mniejsza, bo operator nie musi trzymać zwykłej strzykawki przy stole angiograficznym.
W pracowniach hemodynamicznych jest to w zasadzie złoty standard – aparatura angiograficzna jest fabrycznie przygotowana do współpracy z injektorem, a protokoły zabiegowe opisują dokładne parametry iniekcji dla różnych projekcji i gałęzi tętnic wieńcowych. W innych procedurach radiologicznych kontrast też bywa podawany automatycznie (np. w TK), ale w histerosalpingografii, cystografii mikcyjnej czy wlewie doodbytniczym stosuje się raczej ręczne, grawitacyjne lub bardzo łagodne podanie, bez typowego injektora wysokociśnieniowego, jak w koronarografii.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2021 (arkusz Z.21-SG-21.01).

Pytanie 30

Która składowa prawidłowej krzywej EKG odpowiada powolnej repolaryzacji komór mięśnia sercowego?
A. Załamek P
B. Załamek Q
C. Odcinek ST
Twoja odpowiedź
D. Odcinek TP
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazany odcinek ST odpowiada fazie powolnej repolaryzacji komór, czyli tzw. fazie plateau potencjału czynnościowego kardiomiocytów. W klasycznej fizjologii błony komórkowej serca jest to głównie faza 2 potencjału czynnościowego komórek roboczych mięśnia komór. W tym czasie do wnętrza komór napływają wolne kanały wapniowe typu L (Ca2+), a jednocześnie część jonów potasu (K+) wypływa na zewnątrz. Bilans tych prądów powoduje, że napięcie błonowe utrzymuje się przez pewien czas na w miarę stałym poziomie – właśnie to plateau odzwierciedla się na EKG jako odcinek ST, który w warunkach prawidłowych jest izoelektryczny, czyli leży na linii izoelektrycznej.
W praktyce technika EKG bardzo mocno opiera się na ocenie odcinka ST. W standardach interpretacji (np. zalecenia ESC/ACC) analiza uniesienia lub obniżenia ST jest kluczowa w rozpoznawaniu ostrego zespołu wieńcowego z uniesieniem odcinka ST (STEMI) albo niedokrwienia podwsierdziowego. Dla technika wykonującego badanie to oznacza, że trzeba bardzo pilnować jakości zapisu: dobra przyczepność elektrod, minimalizacja artefaktów mięśniowych, właściwa filtracja. Z mojego doświadczenia, jeśli odcinek ST „pływa” przez złe uziemienie czy ruch pacjenta, lekarz może mieć realny problem z oceną, czy to prawdziwe uniesienie, czy tylko artefakt.
Warto też pamiętać, że odcinek ST analizujemy zawsze w kontekście całej krzywej – końcówki zespołu QRS i początku załamka T. Wzorzec jest taki: QRS odpowiada depolaryzacji komór, potem odcinek ST – faza powolnej repolaryzacji, a załamek T – szybsza, końcowa repolaryzacja komór. Umiejętność świadomego powiązania tych elementów z fizjologią błony komórkowej bardzo pomaga w praktycznej interpretacji zapisu i w szybkim wychwytywaniu patologii, szczególnie w dyżurach SOR czy w pracowniach diagnostyki nieinwazyjnej.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2021 (arkusz Z.21-SG-21.01).

Pytanie 31

W badaniu EEG w systemie „10-20” elektrody w okolicy skroniowej oznaczone są literą
A. F
B. P
C. O
D. T
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – w klasycznym systemie „10–20” do opisu elektrod w okolicy skroniowej używa się litery T, od angielskiego „temporal”. Jest to standard międzynarodowy, stosowany w pracowniach EEG na całym świecie, więc warto go mieć w małym palcu. Elektrody skroniowe to m.in. T3, T4, T5, T6 w starszej nomenklaturze, a w nowszej – odpowiednio T7, T8, P7, P8, ale litera T cały czas oznacza region skroniowy. Cyfra parzysta zawsze odnosi się do półkuli prawej, a nieparzysta do lewej, a litera określa płat mózgu: F – czołowy (frontal), C – centralny, P – ciemieniowy (parietal), O – potyliczny (occipital), a właśnie T – skroniowy (temporal). Z mojego doświadczenia w pracowni EEG, szybkie i pewne kojarzenie tych oznaczeń bardzo ułatwia zarówno prawidłowe rozmieszczenie elektrod na głowie, jak i późniejszą interpretację zapisu, szczególnie w diagnostyce padaczek skroniowych, napadów częściowych czy zmian pourazowych. W praktyce, jeżeli w opisie badania EEG pojawia się np. „zmiany napadowe w okolicy T3–T5”, od razu wiadomo, że chodzi o lewą okolicę skroniową, często z zajęciem tylnych rejonów tego płata. Dobra znajomość systemu 10–20 jest też wymagana w standardach szkoleniowych techników EEG i neurofizjologii klinicznej, bo od poprawnego rozmieszczenia elektrod zależy wiarygodność badania. Moim zdaniem to jest taki absolutny fundament – jak alfabet w czytaniu – bez tego każda dalsza interpretacja EEG robi się mocno niepewna.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2021 (arkusz Z.21-SG-21.01).

Pytanie 32

W celu unieruchomienia okolicy badanej podczas wykonywania zdjęcia nadgarstka u osoby dorosłej należy zastosować
A. woreczek z piaskiem.
Twoja odpowiedź
B. cefalostat.
C. bobiks.
D. tubus.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – przy wykonywaniu zdjęcia RTG nadgarstka u osoby dorosłej standardowo stosuje się proste, mechaniczne unieruchomienie, czyli właśnie woreczek z piaskiem. Taki woreczek jest ciężki, dobrze dopasowuje się do kształtu kończyny i stabilizuje dłoń oraz przedramię na stole, nie powodując dodatkowego dyskomfortu. W praktyce technik układa rękę na detektorze lub kasecie, ustawia odpowiednią projekcję (np. PA, skośną, boczną), a następnie dociska okolicę badaną jednym lub dwoma woreczkami z piaskiem. Dzięki temu ogranicza ruchy mimowolne i napinanie mięśni, które są częstą przyczyną poruszenia obrazu i konieczności powtarzania ekspozycji. To jest bardzo zgodne z zasadą ALARA – im mniej powtórek, tym mniejsze narażenie pacjenta na promieniowanie jonizujące. Moim zdaniem to jest taki podstawowy, a trochę niedoceniany element poprawnego pozycjonowania. W wytycznych pracowni radiologicznych i w podręcznikach techniki radiologicznej zawsze podkreśla się, że przy badaniach kości kończyn górnych, szczególnie drobnych stawów, stosuje się proste pomoce pozycjonujące: kliny, gąbki, taśmy i właśnie woreczki z piaskiem. W odróżnieniu od bardziej skomplikowanych uchwytów czy ram, woreczek nie daje artefaktów na obrazie, nie zasłania struktur kostnych i pozwala swobodnie modelować ułożenie ręki. W praktyce, przy zdjęciach pourazowych, kiedy pacjent odczuwa ból i ma ograniczoną ruchomość, taki stabilizator jest wręcz niezbędny, żeby uzyskać ostre, diagnostyczne zdjęcie nadgarstka bez drżenia i zmian pozycji w trakcie ekspozycji.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).

Pytanie 33

W metodzie RM (rezonansu magnetycznego) po umieszczeniu pacjenta w silnym, stałym polu magnetycznym dochodzi do oddziaływania
A. wiązki protonów z jądrami atomów wodoru.
B. wiązki protonów z jądrami atomów wodoru i tlenu.
Twoja odpowiedź
C. fal radiowych o ściśle określonej częstotliwości z jądrami atomów wodoru.
Poprawna odpowiedź
D. fal radiowych o ściśle określonej częstotliwości z jądrami atomów wodoru i tlenu.
Niepoprawna odpowiedź. W rezonansie magnetycznym łatwo pomylić kilka pojęć, szczególnie jeśli kojarzy się badania obrazowe głównie z promieniowaniem jonizującym. W MR nie wykorzystuje się wiązki protonów wysyłanej w stronę pacjenta, więc mówienie o oddziaływaniu „wiązki protonów” z jądrami wodoru lub wodoru i tlenu jest po prostu fizycznie niepoprawne. Protony, o których mówimy w MR, to jądra atomów wodoru obecne w tkankach pacjenta, a nie żadna zewnętrzna wiązka cząstek, jak w akceleratorze czy w niektórych typach terapii protonowej. Cały układ polega na tym, że te wewnętrzne protony ustawiają się w silnym, stałym polu magnetycznym, a następnie są pobudzane przez zewnętrzne fale radiowe. Drugi częsty błąd to włączanie tlenu do opisu zjawiska podstawowego. Tlen oczywiście występuje w organizmie i jest ważny biologicznie, ale z punktu widzenia klasycznego obrazowania MR standardowo wykorzystuje się rezonans jąder wodoru, bo to one są najliczniejsze (woda, tłuszcz) i dają silny sygnał. Jądra tlenu nie są w rutynowej pracy klinicznej celem obrazowania w konwencjonalnym MRI, więc mówienie o oddziaływaniu fal radiowych z jądrami wodoru i tlenu jest mylące i sugeruje technikę, której się po prostu na co dzień nie stosuje. Typowym schematem błędnego rozumowania jest przenoszenie intuicji z radiografii czy tomografii komputerowej na MR: tam rzeczywiście mamy wiązkę promieniowania (fotony X), która „pada” na ciało. W MR nic takiego nie ma – jest stałe pole magnetyczne i impulsy RF o konkretnej częstotliwości rezonansowej. Z mojego doświadczenia wynika, że dopiero jasne oddzielenie: w TK – promieniowanie jonizujące, w MR – pole magnetyczne i fale radiowe, pozwala uniknąć takich pomyłek na egzaminach i w praktyce. W dobrych praktykach opisuje się MRI właśnie jako metodę opartą na rezonansie jąder wodoru w polu magnetycznym, bez udziału wiązek cząstek czy obrazowania rutynowego innych jąder, jak tlen.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).

Pytanie 34

Jakie źródła promieniowania stosowane są w brachyterapii?
A. Otwarte emitujące tylko promieniowanie cząsteczkowe.
B. Zamknięte emitujące tylko promieniowanie cząsteczkowe.
C. Otwarte emitujące promieniowanie cząsteczkowe i fotonowe.
D. Zamknięte emitujące promieniowanie cząsteczkowe i fotonowe.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazano, że w brachyterapii stosuje się głównie źródła promieniowania zamknięte emitujące zarówno promieniowanie cząsteczkowe, jak i fotonowe. „Zamknięte” oznacza, że izotop promieniotwórczy jest szczelnie zamknięty w kapsule (np. stalowej, tytanowej), więc nie ma kontaktu z tkankami pacjenta ani personelem. To jest kluczowe z punktu widzenia ochrony radiologicznej – radioizotop nie może się rozlać, wniknąć do organizmu czy skazić otoczenia, jak w medycynie nuklearnej z radiofarmaceutykami otwartymi. W brachyterapii stosuje się m.in. źródła Ir-192, Co-60, I-125, Cs-137. Emitują one promieniowanie fotonowe (głównie gamma) oraz w części przypadków promieniowanie cząsteczkowe (np. elektrony, beta). W praktyce klinicznej najważniejsze jest to, że dawka jest dostarczana z bardzo małej odległości – aplikatory, igły, druty lub tzw. „seedy” są wprowadzane bezpośrednio do guza lub do jam ciała (np. do kanału szyjki macicy, pochwy, oskrzela). Dzięki temu można uzyskać bardzo strome spadki dawki poza guzem, czyli oszczędzić narządy krytyczne: pęcherz, odbytnicę, jelita, ślinianki itd. Z mojego doświadczenia technicznego brachyterapia HDR z Ir-192 to klasyczny przykład: automatyczny afterloader wysuwa mikroźródło po zaplanowanych pozycjach, a my mamy do czynienia cały czas ze źródłem zamkniętym, które po zabiegu wraca do osłoniętego magazynu. Tego typu źródła są opisane w standardach ICRP oraz krajowych przepisach z zakresu radioterapii, które wymagają ich regularnej kontroli: testów szczelności, weryfikacji aktywności, kontroli geometrycznej położeń. W dobrze prowadzonej pracowni brachyterapii całe planowanie opiera się właśnie na założeniu, że mamy punktowe lub liniowe źródło zamknięte, o znanym widmie promieniowania fotonowego i ewentualnie cząsteczkowego, co umożliwia precyzyjne obliczanie rozkładu dawki w systemach TPS.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2016 (arkusz Z.21-X-16.01).

Pytanie 35

Podczas wykonywania zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej w celu ochrony radiologicznej pacjenta należy zastosować
A. fartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta.
B. fartuch ołowiowy założony z przodu pacjenta.
C. półfartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta.
Twoja odpowiedź
D. półfartuch ołowiowy założony z przodu pacjenta.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazany został półfartuch ołowiowy założony z tyłu pacjenta. W projekcji PA klatki piersiowej pacjent stoi przodem do detektora, a lampa rentgenowska znajduje się z tyłu. To oznacza, że pierwotna wiązka promieniowania wchodzi od strony pleców, przechodzi przez klatkę piersiową i pada na detektor przed pacjentem. Z punktu widzenia ochrony radiologicznej właśnie od strony źródła promieniowania trzeba zabezpieczyć te okolice, które nie są przedmiotem badania, np. narządy rozrodcze, część jamy brzusznej czy tarczycę w pewnych ustawieniach. Półfartuch ołowiowy zakładany z tyłu osłania obszary znajdujące się bezpośrednio „po drodze” wiązki pierwotnej, a jednocześnie nie przysłania pola obrazowania klatki piersiowej, więc nie psuje zdjęcia. W praktyce klinicznej zgodnie z zasadą ALARA i wytycznymi ochrony radiologicznej unika się osłaniania tych części ciała, które mają być dokładnie zobrazowane, bo ołów powoduje artefakty i może zasłonić istotne struktury, np. fragment płuca czy śródpiersia. Dlatego fartuch z przodu w projekcji PA nie ma sensu – promieniowanie już przeszło przez pacjenta, a dodatkowo istnieje ryzyko, że krawędź fartucha wejdzie w pole obrazowania. Moim zdaniem dobrze jest zapamiętać prostą zasadę praktyczną: w standardowym RTG klatki piersiowej PA – osłona od strony lampy, czyli z tyłu; w innych projekcjach zawsze myślimy, skąd idzie wiązka i co chcemy chronić, żeby z jednej strony nie zwiększać niepotrzebnie dawki, a z drugiej nie utrudniać diagnostyki.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2020 (arkusz Z.21-SG-20.06).

Pytanie 36

Który artefakt uwidoczniono na skanie RM głowy?
Ilustracja do pytania
A. Zawijanie obrazu.
Twoja odpowiedź
B. Efekt uśrednienia.
C. Poruszenie pacjenta.
D. Przesunięcie chemiczne.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo rozpoznano artefakt zawijania obrazu (aliasing). Na tym skanie RM głowy widać struktury anatomiczne „przeniesione” spoza pola widzenia (FOV) do wnętrza obrazu – wyglądają jakby fragment czaszki lub tkanek miękkich nagle pojawiał się w nienaturalnym miejscu, przy brzegu kadru. To właśnie typowy obraz zawijania: sygnał z obszaru poza FOV zostaje „zmapowany” po przeciwnej stronie obrazu w kierunku fazowym. W praktyce klinicznej ten artefakt występuje najczęściej przy zbyt małym polu obrazowania w osi przednio–tylnej lub lewo–prawo, szczególnie w badaniach głowy, kręgosłupa szyjnego i jamy brzusznej. Dobre praktyki według standardów producentów aparatów MR i wytycznych to m.in.: zwiększenie FOV w kierunku fazowym, zastosowanie oversamplingu (phase oversampling, no phase wrap), zmianę kierunku kodowania fazy, a w razie potrzeby użycie cewek powierzchniowych o mniejszym zasięgu. Moim zdaniem bardzo ważne jest, żeby w technikum od razu kojarzyć: obraz „przełożony” przez krawędź kadru = zawijanie, a nie poruszenie czy efekt uśrednienia. W realnej pracy technika zawijanie potrafi całkowicie uniemożliwić ocenę np. tylnej jamy czaszki, jeśli sygnał z nosa lub twarzy wchodzi w pole móżdżku, dlatego rutynowo kontroluje się FOV i parametry fazy jeszcze przed rozpoczęciem sekwencji. Warto też pamiętać, że w sekwencjach szybkich, np. FSE, aliasing może być bardziej widoczny, więc tym bardziej trzeba pilnować ustawień.

Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2020 (arkusz Z.21-SG-20.06).

Pytanie 37

Który środek ochrony radiologicznej pacjenta należy zastosować podczas wykonywania zdjęcia bocznego kręgosłupa szyjnego?
A. Osłony na gonady.
B. Fartuch ołowiowy.
C. Osłonę na tarczycę.
D. Półfartuch ołowiowy.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Półfartuch ołowiowy jest w tej sytuacji najbardziej właściwym środkiem ochrony radiologicznej, bo pozwala skutecznie osłonić okolice gonad i jamy brzusznej, a jednocześnie nie wchodzi w pole obrazowania bocznego kręgosłupa szyjnego. W projekcji bocznej szyi wiązka promieniowania przechodzi przez odcinek C kręgosłupa, a pole napromieniania znajduje się stosunkowo wysoko. Moim zdaniem kluczowe jest tu to, żeby nie zasłaniać struktur, które muszą być widoczne na zdjęciu (kręgi szyjne, przestrzenie międzykręgowe, zarys trzonów, łuków, wyrostków kolczystych), a jednocześnie spełnić zasadę ALARA, czyli możliwie najmniejszego narażenia pacjenta. Półfartuch zakładany od dołu, sięgający powyżej miednicy, dobrze chroni narządy szczególnie wrażliwe, takie jak gonady, część przewodu pokarmowego, pęcherz, bez ryzyka, że krawędź osłony wejdzie w kadr. W praktyce technik najpierw ustawia pacjenta w prawidłowej pozycji bocznej, centrowanie na C4–C5, dopasowuje kasetę lub detektor, a dopiero potem sprawdza, czy półfartuch leży równo i nie zachodzi na obszar szyi. W wielu pracowniach przyjęty jest standard, że przy zdjęciach odcinka szyjnego, piersiowego czy barku stosuje się właśnie półfartuch, o ile tylko nie koliduje on z diagnostyką. Jest to zgodne z zasadami ochrony radiologicznej pacjenta opisanymi w wytycznych krajowych i europejskich, gdzie podkreśla się konieczność ochrony gonad i narządów krytycznych, ale bez pogarszania jakości diagnostycznej obrazu. Dodatkowo warto pamiętać, że poprawne kolimowanie pola i odpowiedni dobór parametrów ekspozycji to też element ochrony, ale pytanie dotyczyło konkretnie środka ochrony osobistej, i tu półfartuch sprawdza się najlepiej.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).

Pytanie 38

W badaniu PETCT radioizotop ulega
A. rozpadowi γ, emitując pozyton.
B. rozpadowi β -, emitując elektron.
C. rozpadowi β +, emitując pozyton.
Twoja odpowiedź
D. rozpadowi γ, emitując foton promieniowania.
Poprawna odpowiedź. W badaniu PET/CT kluczowe jest właśnie to, że stosowany radioizotop ulega rozpadowi β+, czyli emituje pozyton. To nie jest tylko detal z fizyki jądrowej, ale absolutna podstawa działania całej aparatury PET. Pozyton, który wylatuje z jądra, bardzo szybko zderza się z elektronem w tkankach pacjenta. Dochodzi wtedy do anihilacji – masa pary elektron–pozyton zamienia się w energię w postaci dwóch fotonów γ o energii 511 keV, wysyłanych prawie dokładnie w przeciwnych kierunkach (pod kątem ok. 180°). Detektory w gantrze PET rejestrują jednocześnie te dwa fotony, tzw. koincydencję, i na tej podstawie system rekonstruuje linię, na której zaszła anihilacja. Tak powstaje obraz rozkładu radioznacznika w organizmie.
W praktyce klinicznej w PET/CT najczęściej używa się 18F-FDG, czyli glukozy znakowanej fluorem-18, który właśnie jest emiterem β+. Dzięki temu można oceniać metabolizm glukozy w nowotworach, zapaleniach, zmianach infekcyjnych. Podobnie inne znaczniki PET, jak 11C, 13N czy 68Ga, też są emiterami pozytonów i wykorzystują dokładnie ten sam mechanizm fizyczny. Z mojego doświadczenia warto zapamiętać prostą zależność: PET = pozytony = rozpad β+. CT w tym hybrydowym badaniu dostarcza już klasycznego obrazu anatomicznego w oparciu o promieniowanie rentgenowskie, ale sama część PET zawsze opiera się na emisji pozytonów i anihilacji, a nie na zwykłej emisji fotonów γ jak w klasycznej scyntygrafii. To potem przekłada się na wysoką czułość w onkologii, planowaniu radioterapii, ocenie odpowiedzi na leczenie i w wielu protokołach zgodnych z aktualnymi wytycznymi medycyny nuklearnej.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).

Pytanie 39

Elementem pomocniczym w radioterapii, zapewniającym powtarzalność ułożenia w pozycji terapeutycznej, a także unieruchomienie pacjenta, jest
A. bolus.
B. osłona.
C. filtr kompensacyjny.
D. maska termoplastyczna.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana maska termoplastyczna to w radioterapii klasyczny przykład systemu unieruchomienia i pozycjonowania pacjenta. Jej główna rola nie jest fizyczna modyfikacja wiązki promieniowania, tylko zapewnienie powtarzalnego, stabilnego ułożenia ciała – najczęściej głowy i szyi, czasem także górnej części klatki piersiowej. Maska jest wykonywana indywidualnie: podgrzany materiał termoplastyczny formuje się na twarzy i głowie pacjenta na etapie planowania (TK planistyczna), a po ostygnięciu zachowuje dokładnie ten kształt. Dzięki temu przy każdym kolejnym frakcyjnym napromienianiu pacjent jest układany praktycznie tak samo, w granicach kilku milimetrów, co jest zgodne z wymaganiami dokładności ICRU i standardów ośrodków radioterapii. Z mojego doświadczenia, bez dobrego unieruchomienia nawet najlepszy plan leczenia na akceleratorze traci sens, bo narządy krytyczne mogą dostać wyższą dawkę niż zakładano, a objętość tarczowa będzie napromieniona nierównomiernie. W praktyce klinicznej maski termoplastyczne są obowiązkowym elementem przy nowotworach głowy i szyi, guzach mózgu, czasem przy napromienianiu oczodołu czy podstawy czaszki. Stosuje się je razem z systemami IGRT (obrazowanie przedzabiegowe – np. CBCT), żeby jeszcze dokładniej zweryfikować pozycję. Maska ogranicza też mimowolne ruchy, np. przełykanie czy lekki skręt szyi. Warto zapamiętać, że bolusy, filtry kompensacyjne czy osłony służą głównie do kształtowania rozkładu dawki w objętości, a nie do stabilizacji pacjenta. W dobrych pracowniach zawsze rozróżnia się systemy unieruchomienia (maski, materace próżniowe, podpórki) od elementów modyfikujących wiązkę.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).

Pytanie 40

Która struktura może być oknem akustycznym w badaniu ultrasonograficznym?
A. Przestrzeń międzyżebrowa.
B. Złóg w pęcherzyku żółciowym.
C. Wypełnione gazami jelito cienkie.
D. Wypełniony płynem pęcherz moczowy.
Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazany wypełniony płynem pęcherz moczowy jest klasycznym przykładem tzw. okna akustycznego w badaniu USG. W praktyce oznacza to, że struktura zawierająca jednorodny płyn bardzo dobrze przewodzi fale ultradźwiękowe, nie rozprasza ich nadmiernie i nie tworzy silnych artefaktów, które zasłaniają głębiej położone narządy. Dzięki temu przez taki pęcherz można „podglądać” struktury leżące za nim, np. macicę, jajniki, prostatę czy fragmenty jelit, z dużo lepszą jakością obrazu. W standardach badań ginekologicznych i urologicznych USG jamy brzusznej zaleca się, żeby pacjent przyszedł z wypełnionym pęcherzem – to nie jest przypadek, tylko właśnie świadome wykorzystanie okna akustycznego. Płyn w pęcherzu jest anechogeniczny, czyli na monitorze widzimy czarny, jednolity obszar, bez wewnętrznych ech. Ułatwia to ocenę ściany pęcherza, polipów, guzów oraz umożliwia lepszą wizualizację narządów miednicy mniejszej. Moim zdaniem to jeden z najbardziej „namacalnych” przykładów, jak fizyka ultradźwięków przekłada się bezpośrednio na praktykę pracy technika elektroradiologii. W codziennej pracy dobrze jest pamiętać, że każde środowisko płynowe w ciele (torbiele, zbiorniki płynu w jamach ciała) może pełnić podobną rolę – często specjalnie wykorzystuje się wysięki lub płyn w jamie otrzewnej czy opłucnej, żeby lepiej zobrazować narządy, które normalnie byłyby częściowo zasłonięte przez gaz lub kości. To jest zgodne z dobrymi praktykami opisywanymi w podręcznikach USG i wytycznych towarzystw radiologicznych: szukamy takich „okien”, które poprawiają jakość obrazu, skracają czas badania i zmniejszają ryzyko błędnej interpretacji.

Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2017 (arkusz Z.21-X-17.01).

Sprawdź się w części praktycznej