Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Protetyk słuchu
  • Kwalifikacja: MED.05 - Świadczenie usług medycznych w zakresie badania i protezowania słuchu
  • Data rozpoczęcia: 12 maja 2026 13:23
  • Data zakończenia: 12 maja 2026 13:30

Egzamin zdany!

Wynik: 40/40 punktów (100,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Wyznaczenie progu słyszenia osoba badająca powinna rozpocząć od

A. przeprowadzenia próby pomiarowej.
B. wyznaczenia progu UCL.
C. określenia poziomu szumu maskującego.
D. określenia poziomu komfortowego dla częstotliwości 1000 Hz.
Prawidłowym pierwszym krokiem przy wyznaczaniu progu słyszenia w audiometrii tonalnej jest przeprowadzenie próby pomiarowej (tzw. próby wstępnej). Chodzi o to, żeby najpierw w ogóle zorientować się, w jakim mniej więcej zakresie natężeń pacjent reaguje na dźwięk przy częstotliwości 1000 Hz, a dopiero potem precyzyjnie „dopieszczać” próg. W standardowych procedurach (np. wytyczne ISO 8253-1 czy zalecenia PTA w protokołach klinicznych) zaczyna się właśnie od tonu 1000 Hz, prezentowanego na poziomie dobrze słyszalnym dla badanego, a następnie w tzw. procedurze „down 10, up 5” stopniowo zbliża się do właściwego progu. Ta początkowa próba pomiarowa nie jest jeszcze dokładnym wyznaczaniem progu, tylko sprawdzeniem reakcji pacjenta, jego współpracy, sposobu zgłaszania odpowiedzi i ogólnej orientacji, jak przebiega badanie. W praktyce klinicznej dzięki takiej próbie łatwiej wychwycić np. zbyt wolne reakcje, niepewność badanego, czy konieczność dodatkowego wytłumaczenia instrukcji. Moim zdaniem to jest kluczowe, bo bez dobrze wykonanej próby wstępnej późniejsze wyniki mogą być mało wiarygodne albo rozstrzelone. Dopiero po tej fazie można systematycznie schodzić z natężeniem i z dużą dokładnością wyznaczyć próg słyszenia na 1000 Hz, a następnie na pozostałych częstotliwościach. W dobrych praktykach zawsze podkreśla się: najpierw spokojna próba pomiarowa, a dopiero potem precyzyjny pomiar progu, bez pośpiechu i z dbałością o komfort pacjenta.

Pytanie 2

Próby stroikowe należy zawsze rozpocząć od przeprowadzenia próby

A. Schwabacha.
B. Lewisa.
C. Rinnego.
D. Webera.
Prawidłowo, klasyczny zestaw prób stroikowych zawsze zaczyna się od próby Webera. Ma to bardzo konkretny, praktyczny sens. Próba Webera pozwala w kilka sekund zorientować się, czy mamy do czynienia raczej z przewodzeniowym, czy z odbiorczym typem niedosłuchu, i po której stronie jest problem. Stroik (najczęściej 512 Hz) przykładamy do linii pośrodkowej czaszki – zwykle na czubku głowy lub na środku czoła – i pytamy pacjenta, gdzie słyszy dźwięk: w środku głowy, bardziej w prawym, czy bardziej w lewym uchu. Jeśli dźwięk lateralizuje do ucha „gorszego”, sugeruje to niedosłuch przewodzeniowy po tej stronie (np. wysięk w uchu środkowym, woskowina, otoskleroza). Jeśli lateralizuje do ucha „lepszego”, bardziej podejrzewamy niedosłuch odbiorczy w uchu przeciwnym. Z mojego doświadczenia to właśnie ten pierwszy, szybki obraz sytuacji słuchowej decyduje, jak później interpretujemy wyniki próby Rinnego czy nawet późniejszej audiometrii tonalnej. Dlatego dobrą praktyką kliniczną i szkoleniową jest stała kolejność: najpierw Weber, potem Rinne, a dopiero w razie potrzeby sięganie po próby Lewisa czy Schwabacha, które są bardziej „doprecyzowujące” niż wstępne. Taki schemat ułatwia naukę, zmniejsza ryzyko pomyłek w interpretacji i odpowiada standardom badania narządu słuchu stosowanym w otolaryngologii i protetyce słuchu.

Pytanie 3

Dla niedosłuchu odbiorczego o lokalizacji ślimakowej z dodatnim objawem wyrównania głośności charakterystyczne jest, że w wynikach

A. audiometrii tonalnej próg przewodnictwa kostnego jest w granicach normy, a próg przewodnictwa powietrznego jest podwyższony.
B. audiometrii mowy występuje nieproporcjonalnie duży ubytek dyskryminacji dźwięków mowy w stosunku do uzyskanego progu słyszenia w audiometrii tonalnej.
C. audiometrii nadprogowej dla próby SISI rejestrowane jest mniej niż 50% modulacji dźwięku.
D. audiometrii impedancyjnej występuje różnica pomiędzy progiem odruchu z mięśnia strzemiączkowego względem progu słyszenia określonego w audiometrii tonalnej dla tonów niskich i średnich mniejsza od 60 dB.
W niedosłuchu odbiorczym ślimakowym z dodatnim objawem wyrównania głośności kluczowe jest właśnie to, co opisuje odpowiedź z audiometrii impedancyjnej: próg odruchu z mięśnia strzemiączkowego leży stosunkowo blisko progu słyszenia z audiometrii tonalnej – różnica jest mniejsza niż 60 dB dla tonów niskich i średnich. Mówimy wtedy o tzw. rekrutacji głośności i o obniżeniu progu odruchu strzemiączkowego. Ucho wewnętrzne jest uszkodzone, ale struktury odruchowe nadal reagują dość „agresywnie” na wzrost natężenia dźwięku. W praktyce klinicznej, jeśli widzisz podwyższone progi tonalne dla przewodnictwa kostnego i powietrznego, a jednocześnie odruch strzemiączkowy pojawia się przy poziomach tylko 30–50 dB powyżej progu słyszenia, to bardzo mocno sugeruje to niedosłuch ślimakowy z rekrutacją. Jest to zgodne z klasycznymi opisami w audiologii klinicznej i standardowymi procedurami interpretacji tympanometrii z badaniem odruchów (np. zalecenia towarzystw audiologicznych i otologicznych). Moim zdaniem to jedno z fajniejszych, praktycznych narzędzi: patrzysz nie tylko na sam próg odruchu, ale właśnie na różnicę między progiem słyszenia a progiem odruchu. Jeśli ta różnica jest mała, a jednocześnie nie ma cech uszkodzenia przewodzeniowego, myślisz: uszkodzenie ślimakowe, dodatni objaw wyrównania głośności. W gabinecie protetyka słuchu taka informacja pomaga przewidzieć, że pacjent może mieć problem z tolerancją głośnych dźwięków i trzeba ostrożnie ustawiać MPO oraz kompresję w aparacie słuchowym. To też tłumaczy, czemu pacjent mówi: „ciche nie słyszę, głośne są za głośne” – dokładnie to oddaje dodatni objaw wyrównania głośności.

Pytanie 4

Za pomocą badania słuchu przeprowadzonego przy użyciu audiometru skriningowego uzyskuje się informację o

A. wystąpieniu niedosłuchu.
B. wystąpieniu problemu ze zrozumieniem mowy.
C. niedrożności trąbki słuchowej.
D. nieprawidłowej podatności błony bębenkowej.
Audiometr skriningowy służy do szybkiego przesiewowego sprawdzenia, czy u danej osoby występuje niedosłuch, czy nie. Badanie polega najczęściej na podawaniu czystych tonów o wybranych częstotliwościach (np. 500, 1000, 2000, 4000 Hz) na ustalonym poziomie ciśnienia akustycznego, zgodnie z przyjętym protokołem. Jeśli badany nie reaguje na sygnały, traktujemy to jako dodatni wynik skriningu, czyli podejrzenie niedosłuchu i wskazanie do pełnej diagnostyki audiometrycznej. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć: skrining = tak/nie, jest problem czy nie, a nie dokładne parametry ubytku. Audiometr skriningowy nie służy do określania progu słyszenia z dokładnością co do 5 dB HL, tylko do wyłapywania osób zagrożonych. W praktyce używa się go np. w badaniach okresowych pracowników narażonych na hałas, w przedszkolach i szkołach, w szybkich badaniach przesiewowych w gabinecie lekarza rodzinnego czy u protetyka słuchu w galerii handlowej. Zgodnie z dobrymi praktykami, po dodatnim wyniku skriningu zawsze powinno się skierować pacjenta na pełną audiometrię tonalną, ewentualnie też impedancyjną i badanie mowy. Warto też pamiętać, że audiometr skriningowy bada głównie przewodnictwo powietrzne i informuje nas tylko o tym, że występuje niedosłuch (albo silne podejrzenie), ale nie rozróżnia od razu, czy to jest niedosłuch przewodzeniowy, odbiorczy czy mieszany. Takie różnicowanie wymaga już szerszej diagnostyki zgodnej z obowiązującymi standardami w audiologii i protetyce słuchu.

Pytanie 5

Protetyk słuchu, wykonując badanie, uzyskał krzywą progową namiotową. Wynik ten może świadczyć o

A. guzie nerwu VIII.
B. presbyacusis.
C. ototoksycznym uszkodzeniu słuchu.
D. zaawansowanej chorobie Ménière’a.
Krzywa progowa namiotowa (czasem mówi się też „tent-shaped”) to dość charakterystyczny obraz w audiometrii tonalnej: progi słuchu są lepsze w częstotliwościach średnich (np. 1–2 kHz), a gorsze w niskich i wysokich, co daje kształt przypominający namiot. W zaawansowanej chorobie Ménière’a, gdy proces w uchu wewnętrznym trwa już długo, typowy początkowo niedosłuch niskoczęstotliwościowy często przekształca się właśnie w taką krzywą namiotową. Wynika to z przewlekłego wodniaka błędnika i uszkodzenia komórek rzęsatych zarówno w części podstawnej, jak i szczytowej ślimaka. W praktyce protetyka słuchu, jeśli widzisz taką krzywą przy jednoczesnych objawach typu napadowe zawroty głowy, szumy uszne, uczucie pełności w uchu, to moim zdaniem zawsze zapala się „lampka ostrzegawcza” w kierunku zaawansowanej choroby Ménière’a i konieczności ścisłej współpracy z laryngologiem. Dobre praktyki mówią, żeby w takim przypadku: dokładnie udokumentować przebieg krzywej, porównać z poprzednimi badaniami (czy jest progresja), zrobić audiometrię nadprogową i impedancyjną, a także nie spieszyć się z agresywnym wzmocnieniem aparatów słuchowych w niskich częstotliwościach, bo słuch w Ménièrze bywa zmienny z dnia na dzień. W wielu podręcznikach z audiometrii i standardach klinicznych właśnie zaawansowana postać choroby Ménière’a jest klasycznym przykładem krzywej namiotowej, więc rozpoznanie tego kształtu na audiogramie to po prostu dobra praktyka zawodowa i ważna umiejętność w codziennej pracy protetyka słuchu.

Pytanie 6

Czym objawia się neuropatia słuchowa?

A. Brakiem odpowiedzi z pnia mózgu (ABR) przy prawidłowej otoemisji.
B. Brakiem otoemisji przy prawidłowej rejestracji ABR.
C. Brakiem odruchu z mięśnia strzemiączkowego i brakiem otoemisji.
D. Dobrym zrozumieniem mowy dla niedosłuchu w stopniu znacznym.
W neuropatii słuchowej kluczowy jest właśnie ten paradoks: ucho wewnętrzne, a dokładniej zewnętrzne komórki rzęsate w ślimaku, działają prawidłowo, co widzimy jako obecne, ładne otoemisje akustyczne, natomiast przewodzenie impulsów nerwowych wzdłuż nerwu słuchowego i dalej do pnia mózgu jest zaburzone. Dlatego w badaniu ABR (słuchowe potencjały wywołane z pnia mózgu) nie uzyskujemy typowych, wyraźnych fal – odpowiedzi są nieobecne albo mocno zdezorganizowane. To klasyczny obraz neuropatii słuchowej w literaturze i w wytycznych diagnostycznych (m.in. w standardach audiologicznych dla noworodków i małych dzieci). Z praktycznego punktu widzenia oznacza to, że sama audiometria tonalna czy badanie otoemisji nie wystarczy – konieczne jest rutynowe łączenie OAE i ABR, szczególnie w przesiewach noworodkowych i przy podejrzeniu zaburzeń przetwarzania słuchowego. W gabinecie protetyka słuchu taka wiedza jest bardzo ważna, bo pacjent z neuropatią może mieć stosunkowo dobre progi tonalne, ale dramatycznie słabe rozumienie mowy, zwłaszcza w hałasie. Moim zdaniem to jedno z bardziej podchwytliwych zaburzeń, bo łatwo przeoczyć je, jeśli patrzymy tylko na jedno badanie. W dobrych praktykach klinicznych przy obecnych otoemisjach i jednocześnie braku odpowiedzi ABR zawsze myśli się najpierw o neuropatii słuchowej i planuje dalszą diagnostykę (np. badania słuchu w wolnym polu, testy rozumienia mowy, konsultację neurologiczną). To też ma duże znaczenie przy kwalifikacji do aparatów słuchowych czy implantów ślimakowych – bo poprawa samej głośności dźwięku nie rozwiązuje problemu, gdy uszkodzony jest mechanizm kodowania i synchronizacji impulsów nerwowych.

Pytanie 7

Pomieszczenie, w którym jest planowane wykonywanie badań słuchu, powinno

A. zapewniać swobodę ruchów osobie wykonującej badanie i pacjentowi.
B. być wyciszone tak, aby nie dochodził hałas z zewnątrz.
C. być odpowiednio nasłonecznione.
D. mieć klimatyzację.
W badaniach słuchu kluczowym parametrem nie jest ani temperatura, ani nasłonecznienie, tylko tło akustyczne, czyli poziom hałasu w pomieszczeniu. Odpowiedź o wyciszeniu jest prawidłowa, bo żeby audiometria tonalna czy mowy była wiarygodna, pacjent musi słyszeć wyłącznie bodźce testowe, a nie dźwięki z korytarza, ulicy czy sąsiedniego gabinetu. W praktyce dąży się do spełnienia norm poziomu szumów tła (np. wytyczne ISO dotyczące pomieszczeń do badań audiometrycznych), co często oznacza stosowanie kabin audiometrycznych, paneli akustycznych, podwójnych drzwi, uszczelek, a czasem nawet „pływającej” podłogi. Moim zdaniem to jest trochę niedoceniany temat – nawet najlepszy audiometr i świetne słuchawki nie uratują badania, jeśli przez ścianę słychać wiertarkę czy głośne rozmowy. Hałas zewnętrzny może maskować ciche tony testowe, szczególnie w niskich częstotliwościach, i sztucznie zawyżać progi słyszenia, przez co wynik wygląda gorzej, niż jest w rzeczywistości. Dlatego w dobrych pracowniach audiologicznych regularnie mierzy się poziom szumów tła sonometrem i sprawdza, czy mieści się on w dopuszczalnych granicach. W gabinecie protetyka słuchu też warto zadbać o grube drzwi, brak szczelin, miękkie materiały na ścianach i sufitach, ograniczenie pogłosu. Dobrą praktyką jest planowanie badań w godzinach, gdy w otoczeniu jest najmniejszy ruch i hałas. Tak zorganizowane środowisko akustyczne pozwala uzyskać powtarzalne, rzetelne wyniki, na podstawie których można bezpiecznie dobierać aparaty słuchowe i planować dalszą diagnostykę.

Pytanie 8

Zdrowa błona bębenkowa oglądana w czasie otoskopowania charakteryzuje się

A. perłowoszarym, połyskiwym zabarwieniem.
B. przezroczystym, matowym zabarwieniem.
C. żółtym, matowym zabarwieniem.
D. białym, połyskiwym zabarwieniem.
Zdrowa błona bębenkowa w otoskopii powinna mieć właśnie perłowoszare, lekko połyskujące zabarwienie i być delikatnie półprzezroczysta. Ten wygląd wynika z prawidłowej grubości, elastyczności i napięcia błony, a także z prawidłowego napowietrzenia jamy bębenkowej. W standardach otoskopii przyjmuje się, że oprócz koloru ważny jest też widoczny stożek świetlny (odbłysk świetlny) w kwadrancie przednio‑dolnym oraz wyraźne zarysy młoteczka. Jeśli błona jest perłowoszara i błyszcząca, to zwykle znaczy, że w jamie bębenkowej nie ma płynu zapalnego ani wysięku, a ciśnienie w uchu środkowym jest wyrównane z ciśnieniem w przewodzie słuchowym zewnętrznym. W praktyce klinicznej, przy badaniu pacjentów z podejrzeniem niedosłuchu przewodzeniowego, zawsze zaczyna się od otoskopii i właśnie ten typowy obraz jest punktem odniesienia. Moim zdaniem warto sobie „wdrukować” ten obraz w głowę: perłowoszara, błyszcząca, lekko napinająca się przy próbie Valsalvy lub przy zmianach ciśnienia. Każde odejście od tego – matowienie, zaczerwienienie, zażółcenie, kredowobiałe blizny – może sugerować patologię, np. wysiękowe zapalenie ucha środkowego, perforację, tympanosklerozę albo przewlekłe zapalenie. W pracy protetyka słuchu czy technika audiologa takie podstawowe rozpoznanie wyglądu błony bębenkowej pomaga zdecydować, czy pacjenta można bezpiecznie kierować na dopasowanie aparatu, czy raczej najpierw do laryngologa na diagnostykę i leczenie.

Pytanie 9

Metody doboru aparatów słuchowych opierające się na przebiegu progu słyszalności to

A. DSL[i/o], A-life, HGJ
B. Keller, DSL, Nal-NL1
C. Berger, NAL, POGO
D. Libby, WHS, NSLE
Wybrana odpowiedź jest trafna, bo Berger, NAL i POGO to klasyczne, tzw. audiogram‑based fitting methods, czyli metody doboru aparatów słuchowych oparte bezpośrednio na przebiegu progu słyszalności z audiogramu tonalnego. W praktyce wygląda to tak, że na podstawie progów w dB HL dla poszczególnych częstotliwości (0,25–8 kHz) oblicza się zalecane wzmocnienie i charakterystykę częstotliwościową aparatu. Metoda Bergera to jedna z pierwszych formuł preskrypcyjnych – dość prosta, zakłada określony procent kompensacji ubytku słuchu, różny dla niskich, średnich i wysokich częstotliwości. NAL (National Acoustic Laboratories) – w wersjach NAL-R, NAL-RP, a potem NL1, NL2 – dąży do maksymalizacji zrozumiałości mowy przy akceptowalnym poziomie głośności. To jest bardzo ważne w codziennej pracy, bo nie chodzi tylko o „pogłośnienie wszystkiego”, ale o optymalny kompromis między klarownością mowy a komfortem słuchowym. POGO (Prescription of Gain and Output) to kolejna klasyczna formuła, która również startuje od przebiegu audiogramu i wprowadza korekty, m.in. zmniejszając wzmocnienie w niskich częstotliwościach, żeby ograniczyć efekt dudnienia i zbyt mocnego basu. W realnym dopasowaniu, w gabinecie, te metody są punktem wyjścia do ustawień w programie dopasowującym producenta, a potem weryfikuje się je pomiarem w uchu rzeczywistym (REM/REIG) i subiektywną oceną pacjenta. Moim zdaniem warto te nazwy kojarzyć właśnie z tym, że opierają się na kształcie audiogramu, a nie na jakichś ogólnych szacunkach czy samej dynamice słuchu. To jest fundament nowoczesnego, standaryzowanego doboru aparatów słuchowych zgodnie z dobrymi praktykami klinicznymi.

Pytanie 10

Które z wymienionych badań słuchu wykonuje się u noworodków jako przesiewowe?

A. TEOAE
B. Audiometrię zabawową.
C. ABR
D. Audiometrię tonalną.
Badanie TEOAE, czyli przeznaczeniowe otoemisje akustyczne wywołane bodźcem krótkim (transient evoked otoacoustic emissions), to właśnie standardowe badanie przesiewowe słuchu u noworodków w Polsce i na świecie. Polega ono na rejestracji odpowiedzi komórek rzęsatych zewnętrznych w ślimaku na krótki bodziec dźwiękowy podawany przez małą sondę w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Jeśli ślimak działa prawidłowo, pojawia się charakterystyczna otoemisja, którą aparat wychwytuje i analizuje. Z mojego doświadczenia to badanie jest szybkie, nieinwazyjne, zupełnie bezbolesne i bardzo dobrze tolerowane nawet przez śpiące dziecko – często robi się je dosłownie na oddziale noworodkowym, gdy maluch smacznie śpi po karmieniu. W programach powszechnych badań przesiewowych słuchu u noworodków (np. zgodnie z zaleceniami WHO, JCIH czy krajowymi rekomendacjami audiologicznymi) TEOAE jest metodą pierwszego wyboru, bo jest tania, szybka, automatyczna i nadaje się do zbadania setek dzieci dziennie. W praktyce klinicznej wygląda to tak, że: dziecko dostaje maleńką sondę do ucha, aparat podaje serię klików, a po kilkunastu–kilkudziesięciu sekundach mamy wynik PASS/REFER. Jeśli wynik jest nieprawidłowy lub wątpliwy, zaleca się powtórzenie badania lub rozszerzenie diagnostyki, najczęściej o ABR (automatyczne lub klasyczne). Ważne jest też to, że TEOAE najlepiej wykrywa niedosłuchy typu ślimakowego powyżej ok. 30 dB HL, więc świetnie nadaje się do wychwytywania większości istotnych klinicznie ubytków słuchu u małych dzieci. W nowoczesnej praktyce audiofonologicznej przyjmuje się zasadę: TEOAE jako przesiew, ABR jako metoda potwierdzająca i różnicująca, a klasyczne badania audiometryczne zostawia się na późniejszy wiek, gdy dziecko współpracuje.

Pytanie 11

Co jest przeciwwskazaniem do pobrania wycisku (odlewu) ucha?

A. Znaczny niedosłuch odbiorczy w zakresie niskich częstotliwości.
B. Ciało obce w przewodzie słuchowym zewnętrznym.
C. Szum uszny występujący okresowo.
D. Uszkodzenie zewnętrznych komórek słuchowych.
Prawidłowe wskazanie ciała obcego w przewodzie słuchowym zewnętrznym jako przeciwwskazania do pobrania wycisku jest bardzo istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjenta. Podczas pobierania odlewu masa wyciskowa jest wprowadzana do przewodu słuchowego zewnętrznego pod pewnym ciśnieniem. Jeśli w kanale znajduje się ciało obce (np. kulka z waty, fragment zatyczki, owad, stara wkładka przeciwhałasowa), to masa może je dodatkowo wepchnąć w głąb przewodu, a nawet w kierunku błony bębenkowej. Z mojego doświadczenia to prosta droga do powikłań: uraz mechaniczny, ból, krwawienie, a w skrajnych przypadkach perforacja błony bębenkowej. Standardem postępowania, zgodnie z dobrą praktyką otoplastyczną, jest zawsze wcześniejsza otoskopia – najpierw dokładnie oglądamy przewód słuchowy, oceniamy obecność ciała obcego, korka woskowinowego, stan skóry i błony bębenkowej. Jeżeli widzimy ciało obce, nie pobieramy wycisku, tylko kierujemy pacjenta do laryngologa lub innego lekarza, który ma uprawnienia i narzędzia do bezpiecznego usunięcia przeszkody. Dopiero po udrożnieniu przewodu i ponownej ocenie można rozważyć pobranie odlewu. W praktyce protetyki słuchu przyjmuje się zasadę: najpierw bezpieczeństwo, potem dopiero technika. Okresowy szum uszny czy nawet znaczny niedosłuch odbiorczy same w sobie nie uniemożliwiają pobrania wycisku – wymagają raczej odpowiedniego doboru aparatu i wkładki. Kluczowe jest to, co fizycznie dzieje się w przewodzie słuchowym zewnętrznym i czy mamy tam miejsce na bezpieczne wprowadzenie masy wyciskowej oraz bloczka ochronnego (otobloku).

Pytanie 12

Które z wymienionych schorzeń charakteryzuje się w swojej początkowej fazie niskoczęstotliwościowym ubytkiem słuchu, występowaniem rezerwy ślimakowej oraz tzw. załamkiem Carharta w obrazie wyniku badania audiometrycznego?

A. Otoskleroza.
B. Choroba Meniera.
C. Neuropatia słuchowa.
D. Zapalenie trąbek słuchowych.
Prawidłowa odpowiedź to otoskleroza, bo właśnie dla tego schorzenia typowy jest tzw. załamek Carharta, rezerwa ślimakowa i charakterystyczny obraz audiogramu. Otoskleroza to choroba kosteczek słuchowych, głównie strzemiączka, w obrębie okienka owalnego. Dochodzi do unieruchomienia strzemiączka, czyli do niedosłuchu przewodzeniowego, przy prawidłowej funkcji ślimaka w początkowym etapie. Na audiometrii tonalnej widzimy wtedy rezerwę ślimakową – różnicę między przewodnictwem kostnym a powietrznym, bo przewodnictwo kostne jest relatywnie lepsze, a powietrzne wyraźnie gorsze. Dodatkowo pojawia się załamek Carharta – pozorne pogorszenie przewodnictwa kostnego w okolicy 2 kHz. To nie jest prawdziwy ubytek ślimakowy, tylko efekt zmian mechanicznych w łańcuchu kosteczek. W praktyce klinicznej, jeśli na audiogramie pacjenta, zwłaszcza młodej kobiety, widzisz typowy niedosłuch przewodzeniowy z wyraźną luką powietrzno–kostną i załamkiem Carharta przy 2 kHz, to otoskleroza powinna być wysoko na liście podejrzeń. Standardem jest wtedy dalsza diagnostyka – tympanometria (często wynik typu As, czyli zmniejszona podatność), badania nadprogowe i konsultacja otolaryngologiczna. Z mojego doświadczenia bardzo ważne jest odróżnienie otosklerozy od np. wysiękowego zapalenia ucha środkowego, bo w otosklerozie błona bębenkowa zwykle wygląda prawidłowo, a do leczenia często wchodzi zabieg stapedotomii lub aparaty słuchowe. Dobra praktyka w gabinecie protetyka słuchu to zwracanie uwagi właśnie na kształt audiogramu, obecność rezerwy ślimakowej i tego charakterystycznego załamania przy 2 kHz – to są takie „czerwone lampki”, że mamy do czynienia raczej z otosklerozą niż z inną przyczyną niedosłuchu przewodzeniowego.

Pytanie 13

Który audiogram jest charakterystyczny dla urazu akustycznego?

A. Audiogram 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Audiogram 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Audiogram 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Audiogram 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Audiogram 3 pokazuje bardzo typowy obraz urazu akustycznego: wyraźny, głęboki dołek progów słyszenia w okolicy 3–6 kHz, najczęściej z maksimum około 4 kHz, przy stosunkowo lepszym słuchu w niższych częstotliwościach. Właśnie ta tzw. „wada zębata” albo „notch 4 kHz” jest klasycznym objawem przewlekłego narażenia na hałas lub jednorazowego urazu impulsowego (wybuch, strzał). W praktyce klinicznej i protetycznej uznaje się taki wykres za najbardziej charakterystyczny dla uszkodzenia komórek rzęsatych zewnętrznych w ślimaku, opisany m.in. w wytycznych ISO 1999 i zaleceniach dotyczących ochrony słuchu w środowisku pracy. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w początkowej fazie niedosłuch hałasowy zwykle nie jest całkowicie „opadający”, tylko właśnie ma ostre zagłębienie w wysokich częstotliwościach, przy prawie prawidłowym słuchu w mowie potocznej. W badaniach profilaktycznych BHP, u pracowników narażonych na hałas przemysłowy czy muzyków estradowych, taki audiogram jest sygnałem ostrzegawczym, że ochrona słuchu (nauszniki, zatyczki, przerwy od hałasu) musi być stosowana konsekwentnie. W doborze aparatów słuchowych przy urazie akustycznym szczególnie uważa się na wzmocnienie w okolicy 4 kHz, żeby z jednej strony poprawić rozumienie mowy w szumie, a z drugiej nie dokładać kolejnego „stresu akustycznego” dla ślimaka. W codziennej pracy protetyka lub technika ważne jest też, aby przy takim obrazie audiometrycznym zawsze dopytać o historię narażenia na hałas: praca w fabryce, strzelectwo, koncerty, słuchawki, bo to pomaga potwierdzić rozpoznanie urazu akustycznego i zaplanować dalszą profilaktykę.

Pytanie 14

Pomieszczenie do wykonywania badań audiometrycznych według PN-EN ISO 8253-1 powinno spełniać następujące minimalne warunki:

A. czas pogłosu mniejszy lub równy 0,1 s, pochłanianie większe lub równe 0,8, poziom zakłóceń nie może przekraczać 20÷30 dB SPL.
B. czas pogłosu mniejszy lub równy 0,2 s, pochłanianie większe lub równe 0,8, poziom zakłóceń nie może przekraczać 40 dB SPL.
C. czas pogłosu mniejszy lub równy 0,3 s, pochłanianie większe lub równe 0,8, poziom zakłóceń nie może przekraczać 10 dB SPL.
D. czas pogłosu mniejszy lub równy 0,1 s, pochłanianie większe lub równe 1, poziom zakłóceń nie może przekraczać 20÷30 dB SPL.
Wybrany wariant dobrze odzwierciedla minimalne wymagania normy PN-EN ISO 8253-1 dla pomieszczeń do badań audiometrycznych. Kluczowe są tu trzy parametry: czas pogłosu, współczynnik pochłaniania oraz dopuszczalny poziom zakłóceń tła. Czas pogłosu ≤ 0,1 s oznacza, że pomieszczenie jest akustycznie „suche”, dźwięk szybko wygasa i nie ma wyraźnych odbić, które mogłyby maskować sygnały testowe z audiometru. Przy badaniach progowych, gdzie pracujemy często na poziomach 0–20 dB HL, nawet niewielkie odbicia potrafią zafałszować odczuwalny poziom bodźca. Pochłanianie ≥ 0,8 wskazuje na bardzo dobrze wytłumione ściany, sufit i podłogę – w praktyce oznacza to zastosowanie materiałów dźwiękochłonnych o wysokim współczynniku absorpcji w paśmie mowy i tonów audiometrycznych (ok. 250–4000 Hz). Z mojego doświadczenia, dobrze zrobiona kabina audiometryczna ma właśnie takie parametry, inaczej pacjent słyszy „pudełkowy” pogłos, a wyniki audiogramu są mniej powtarzalne. Poziom zakłóceń tła 20–30 dB SPL to kompromis między realnymi warunkami a wymaganiami normy – przy takim tle można rzetelnie wyznaczać progi słyszenia nawet u osób z bardzo dobrym słuchem, bo szum z zewnątrz nie maskuje sygnału testowego. Norma PN-EN ISO 8253-1 podaje dokładne krzywe dopuszczalnych szumów w funkcji częstotliwości, ale w praktyce dąży się właśnie do wartości rzędu 20–30 dB SPL w krytycznym paśmie. W codziennej pracy oznacza to konieczność stosowania kabin audiometrycznych, odpowiedniej izolacji drzwi, brak głośnych urządzeń w pobliżu (drukarki, wentylatory, sprężarki), a także regularne pomiary hałasu tła sonometrem. Dotrzymanie tych parametrów to nie jest „fanaberia normy”, tylko warunek, żeby wyniki audiometrii tonalnej, mowy czy badań nadprogowych były porównywalne między gabinetami i wiarygodne diagnostycznie.

Pytanie 15

Zgodnie z wytycznymi w zakresie doboru aparatów słuchowych u dzieci w wieku 0÷4 lat minimalna powierzchnia pomieszczenia do badania słuchu wynosi

A. 10 m<sup>2</sup>
B. 12 m<sup>2</sup>
C. 15 m<sup>2</sup>
D. 8 m<sup>2</sup>
Minimalna powierzchnia 12 m² dla pomieszczenia do badania słuchu u dzieci w wieku 0–4 lat wynika z bardzo konkretnych wymogów organizacyjnych i akustycznych. W tak małym dziecku nie zrobisz badania „na szybko” w kącie gabinetu – potrzebne jest miejsce na kabinę lub odpowiednio wyciszone pomieszczenie, stanowisko badającego, rodzica, a często także dodatkowe wyposażenie, np. głośniki wolnego pola, zabawki do warunkowego badania słuchu (VRA, COR), stolik, fotelik, maty. Powierzchnia 12 m² to taki rozsądny kompromis: z jednej strony jeszcze realny do uzyskania w przychodni, z drugiej – wystarczający, żeby poprawnie ustawić sprzęt i zapewnić prawidłową geometrię pola akustycznego. W praktyce klinicznej przy badaniach małych dzieci kluczowe jest ustawienie głośników w odpowiedniej odległości i pod odpowiednimi kątami, zachowanie wolnej przestrzeni, żeby dziecko mogło się swobodnie obrócić, a opiekun czuł się bezpiecznie. Zbyt małe pomieszczenie utrudnia zachowanie jednorodnego pola dźwiękowego, wzmaga odbicia i rezonanse, a to może zaburzać realny poziom ciśnienia akustycznego na uchu dziecka. Standardy doboru aparatów słuchowych u dzieci (np. wytyczne opierające się na koncepcji wczesnej interwencji słuchowej, programach typu DSL dla pediatrii) podkreślają, że badanie musi być powtarzalne, wiarygodne i prowadzone w kontrolowanych warunkach akustycznych. Moim zdaniem warto to zapamiętać praktycznie: jeśli planujesz pracownię pediatryczną, 12 m² to absolutne minimum, a każda dodatkowa przestrzeń zwykle poprawia komfort pracy i jakość obserwacji zachowania dziecka podczas testów audiometrycznych i dopasowania aparatów.

Pytanie 16

Istniejące testy słowne stosowane u dzieci wykorzystywane są obecnie jedynie w celu

A. określenia wielkości ubytku słuchu.
B. obiektywnego określenia progu dyskryminacji.
C. sprawdzenia zysku z dopasowanych protez słuchowych.
D. diagnozowania rodzaju uszkodzenia słuchu.
Prawidłowa odpowiedź dobrze oddaje aktualne zastosowanie testów słownych u dzieci. Istniejące, klasyczne testy mowy w języku polskim (listy wyrazowe, zdaniowe) były historycznie tworzone głównie z myślą o dorosłych, a u dzieci wykorzystuje się je przede wszystkim do oceny funkcjonalnego zysku z dopasowanych protez słuchowych, czyli aparatów lub implantów. W praktyce wygląda to tak, że wykonuje się badanie rozumienia mowy bez aparatu (stan referencyjny), a następnie w tych samych warunkach akustycznych mierzy się rozumienie mowy z aparatem słuchowym albo procesorem implantu ślimakowego. Różnica w procentach poprawnie powtórzonych słów lub zdań jest właśnie zyskiem z protezowania. W dobrych gabinetach audiologicznych i protetycznych łączy się wyniki testów słownych z pomiarami obiektywnymi, np. audiometrią tonalną, pomiarami w uchu rzeczywistym (REM/REAR, REIG) oraz kwestionariuszami funkcjonalnymi, żeby mieć pełniejszy obraz korzyści komunikacyjnych dziecka. Moim zdaniem szczególnie ważne jest, że testy mowy pokazują nie tylko „cyferki z audiogramu”, ale to, czy dziecko realnie lepiej rozumie nauczyciela w klasie, rodziców w domu, rówieśników na przerwie. Z tego powodu w rehabilitacji słuchu i mowy u dzieci zaleca się, zgodnie z dobrymi praktykami, okresowe powtarzanie testów słownych po dopasowaniu i modyfikacji ustawień aparatów, żeby na bieżąco weryfikować, czy konfiguracja urządzeń wspomagających rzeczywiście przekłada się na poprawę rozumienia mowy w warunkach zbliżonych do codziennego życia.

Pytanie 17

Kiedy jest wymagane maskowanie ucha niebadanego podczas wyznaczania progu przewodnictwa powietrznego?

A. Gdy różnica między wartościami progów przewodnictwa powietrznego ucha badanego i niebadanego jest równa lub większa od wartości tłumienia międzyusznego.
B. Gdy różnica między wartościami progów przewodnictwa powietrznego i kostnego w uchu niebadanym jest większa od wartości tłumienia międzyusznego.
C. Gdy różnica między wartościami progów przewodnictwa powietrznego i kostnego w uchu badanym jest większa od 10 dB.
D. Gdy różnica między wartościami progów przewodnictwa powietrznego i kostnego w uchu badanym jest większa od wartości tłumienia międzyusznego.
Wybrana odpowiedź dobrze oddaje zasadę kliniczną: maskowanie ucha niebadanego przy wyznaczaniu progu przewodnictwa powietrznego jest wymagane wtedy, gdy różnica między progami przewodnictwa powietrznego ucha badanego i niebadanego jest równa lub większa od wartości tłumienia międzyusznego (interaural attenuation, IA) dla danego rodzaju słuchawek. W praktyce przy słuchawkach nagłownych przyjmuje się zwykle IA ≈ 40 dB, przy słuchawkach dokanałowych trochę więcej, a przy przewodnictwie kostnym praktycznie 0 dB. Chodzi o to, że jeśli bodziec podawany do ucha badanego jest na tyle głośny, że może „przeciekać” przez czaszkę i być słyszany przez ucho przeciwne, to wynik nie będzie już reprezentował rzeczywistego progu badanego ucha, tylko mieszaną odpowiedź, głównie z ucha lepszego. Wtedy właśnie włącza się maskowanie – czyli do ucha niebadanego podaje się kontrolowany szum (najczęściej biały lub wąskopasmowy), żeby je „zająć” i uniemożliwić przejęcie bodźca testowego. W audiometrii tonalnej to jest absolutny standard postępowania, opisany w normach, np. ISO 8253, oraz w klasycznych procedurach typu Hughson–Westlake z maskowaniem. W praktyce gabinetowej, gdy widzisz w audiogramie duże różnice między uszami, np. prawe ucho 10 dB HL, lewe 60 dB HL na tej samej częstotliwości, od razu powinna zapalić się lampka: próg dla lewego ucha trzeba sprawdzić z maskowaniem prawego, bo przy prezentacji tonu na 60–70 dB przez słuchawkę po lewej stronie prawe ucho spokojnie może ten dźwięk usłyszeć drogą kostną. Maskowanie zapewnia więc wiarygodność diagnozy, pozwala prawidłowo rozróżnić typ niedosłuchu (przewodzeniowy, odbiorczy, mieszany) i jest kluczowe przy kwalifikacji do aparatów słuchowych czy zabiegów operacyjnych. Moim zdaniem to jedno z tych zagadnień, które warto mieć „w małym palcu”, bo potem na co dzień oszczędza masę pomyłek diagnostycznych.

Pytanie 18

Jakie zjawisko bada się podczas przeprowadzania próby Fowlera?

A. Rezerwę ślimakową.
B. Próg dyskomfortu słyszenia.
C. Efekt okluzji.
D. Objaw wyrównania głośności.
W próbie Fowlera bada się tzw. objaw wyrównania głośności (loudness recruitment), czyli nienormalnie szybki przyrost subiektywnej głośności dźwięku w uchu z uszkodzeniem ślimakowym. W niedosłuchu odbiorczym ślimakowym pacjent przy cichych bodźcach słyszy słabiej lub wcale, ale gdy podnosimy poziom dźwięku, bardzo szybko zgłasza, że dźwięk jest już „wystarczająco głośny”, a potem wręcz za głośny – prawie tak jak osoba z prawidłowym słuchem. Właśnie to zjawisko wykorzystuje się w teście Fowlera: jedno ucho (z lepszym słuchem) traktujemy jako ucho referencyjne, a do drugiego podajemy dźwięk o zmiennym natężeniu i prosimy pacjenta o sygnalizowanie, kiedy głośność w obu uszach jest „taka sama”. Jeżeli mamy rekrutację głośności, to przy stosunkowo niewielkim podniesieniu poziomu w uchu chorym pacjent zgłasza wyrównanie głośności z uchem zdrowym. W praktyce test jest klasycznym badaniem nadprogowym, używanym w diagnostyce różnicowej między niedosłuchem ślimakowym a pozaślimakowym. W standardach audiologicznych (np. EAA, zalecenia ISHAA) wskazuje się, że badania nadprogowe, w tym próba Fowlera, są uzupełnieniem audiometrii tonalnej i pomagają przy kwalifikacji do aparatowania oraz przy interpretacji krzywych progowych. Moim zdaniem warto to badanie kojarzyć właśnie z rekrutacją i z tym, że mówi ono nie o samym progu słyszenia, ale o tym, jak pacjent odczuwa głośność przy poziomach wyższych niż próg – to ma potem duże znaczenie przy ustawianiu MPO i kompresji w aparatach słuchowych.

Pytanie 19

Objawami charakterystycznymi dla niedosłuchu odbiorczego są:

A. brak rezerwy ślimakowej, zrozumienie mowy osiąga 100%, w próbie Webera - lateralizacja dźwięku do ucha gorzej słyszącego.
B. wartości rezerwy ślimakowej powyżej 15 dB, dodatni wynik próby wyrównania głośności, pogorszenie rozumienia mowy.
C. brak rezerwy ślimakowej, dodatni wynik próby Rinnego, pogorszenie rozumienia mowy.
D. wartości progów słyszenia dla przewodnictwa kostnego w normie, ujemny wynik próby Rinnego, pogorszenie rozumienia mowy.
W niedosłuchu odbiorczym (czyli czuciowo‑nerwowym) uszkodzony jest narząd Cortiego, włókna nerwu słuchowego albo wyższe piętra drogi słuchowej. Dlatego właśnie charakterystyczny jest brak rezerwy ślimakowej w audiometrii tonalnej – progi przewodnictwa kostnego i powietrznego praktycznie się pokrywają, nie ma typowej przerwy powietrzno‑kostnej jak w niedosłuchu przewodzeniowym. Dodatni wynik próby Rinnego (powietrze lepsze niż kość) też jest typowy, bo mechanizm przewodzenia w uchu zewnętrznym i środkowym działa w miarę prawidłowo, a problem leży „za strzemiączkiem”. Jednocześnie bardzo ważne i praktycznie kluczowe jest pogorszone rozumienie mowy – pacjent słyszy, że ktoś mówi, ale „nie rozumie słów”, szczególnie w hałasie. W badaniach standardowych, zgodnie z dobrą praktyką (audiometria tonalna + audiometria mowy + próby stroikowe), taki zestaw: brak rezerwy ślimakowej, dodatni Rinne, obniżone rozumienie mowy, bardzo mocno sugeruje niedosłuch odbiorczy. W pracy protetyka słuchu oznacza to, że przy doborze aparatu trzeba zwracać uwagę nie tylko na podniesienie progu słyszenia, ale też na komfort i zrozumiałość mowy – stosuje się odpowiednie algorytmy kompresji, redukcję szumu, kierunkowość mikrofonów. Moim zdaniem warto od razu kojarzyć: brak rezerwy ślimakowej + dodatni Rinne = brak problemu w przewodzeniu, uszkodzenie w ślimaku lub dalej, czyli klasyczny obraz niedosłuchu odbiorczego.

Pytanie 20

Błona bębenkowa o prawidłowym stanie charakteryzuje się

A. perłowoszarym połyskiwym zabarwieniem oraz występowaniem refleksu w tylno-dolnym kwadrancie.
B. białym połyskiwym zabarwieniem oraz występowaniem refleksu świetlnego w przednio-górnym kwadrancie.
C. perłowoszarym połyskiwym zabarwieniem oraz występowaniem refleksu świetlnego w przednio-dolnym kwadrancie.
D. białym połyskiwym zabarwieniem oraz występowaniem refleksu świetlnego w tylno-górnym kwadrancie.
Prawidłowo opisana błona bębenkowa w otoskopii ma typowe, podręcznikowe cechy: jest cienka, półprzezroczysta, o perłowoszarym, lekko połyskującym zabarwieniu i z wyraźnym stożkiem świetlnym (refleksem świetlnym) w przednio‑dolnym kwadrancie. Ten refleks to nie jest „ozdoba”, tylko bardzo praktyczny wskaźnik prawidłowego napięcia i ustawienia błony bębenkowej. Jeśli błona jest wciągnięta, pogrubiała, zbliznowaciała albo w uchu środkowym jest płyn, ten stożek świetlny zwykle zanika, deformuje się lub przemieszcza. W standardzie badania otoskopowego dzielimy błonę bębenkową na cztery kwadranty względem rękojeści młoteczka i wyrostka bocznego. Właśnie w przednio‑dolnym kwadrancie ucha prawego prawidłowo widzimy stożek świetlny skierowany ku dołowi i do przodu. Moim zdaniem warto to sobie wizualnie utrwalić, bo w praktyce protetyka słuchu czy laryngologii szybkie rozpoznanie nieprawidłowego wyglądu błony bębenkowej często decyduje, czy w ogóle można bezpiecznie myśleć o dopasowaniu aparatu słuchowego lub wkładki usznej. Jeżeli podczas rutynowej otoskopii widzisz matowe, mleczne zabarwienie zamiast perłowoszarego połysku, brak refleksu świetlnego albo poziom płynu za błoną, to jest to sygnał do skierowania pacjenta na dalszą diagnostykę laryngologiczną, audiometrię czy tympanometrię. W dobrych praktykach klinicznych, opis wyglądu błony bębenkowej (kolor, przejrzystość, położenie, obecność stożka świetlnego, widoczność kosteczek słuchowych) jest standardowym elementem dokumentacji z otoskopii, bo daje szybki obraz stanu ucha środkowego i ryzyka wystąpienia przewodzeniowego ubytku słuchu.

Pytanie 21

Przy jakiej minimalnej wartości różnicy pomiędzy progami słyszenia dla przewodnictwa powietrznego i przewodnictwa kostnego dla poszczególnych częstotliwości wynik badania audiometrii tonalnej może być interpretowany jako niedosłuch przewodzeniowy?

A. 25 dB
B. 10 dB
C. 20 dB
D. 15 dB
Minimalna różnica 15 dB pomiędzy progiem przewodnictwa powietrznego (AC – air conduction) a kostnego (BC – bone conduction) dla danej częstotliwości jest w audiometrii tonalnej przyjmowana jako klinicznie istotna szczelina powietrzno–kostna, czyli tzw. air–bone gap. W praktyce oznacza to, że jeżeli próg słyszenia dla AC jest co najmniej o 15 dB gorszy niż dla BC, a próg BC jest w granicach normy lub tylko minimalnie podwyższony, można interpretować wynik jako niedosłuch przewodzeniowy. Moim zdaniem to jeden z kluczowych parametrów, który trzeba mieć „w małym palcu”, bo na nim opiera się podstawowa różnicowa diagnostyka między niedosłuchem przewodzeniowym a odbiorczym. W codziennej pracy wygląda to tak: pacjent wchodzi do kabiny, wykonujemy audiometrię tonalną, dostajemy wykres – jeżeli widzimy np. dla 1 kHz próg BC 10 dB HL, a próg AC 30 dB HL, to różnica 20 dB jasno wskazuje na komponent przewodzeniowy. Gdyby ta różnica wynosiła tylko 5–10 dB, traktowalibyśmy ją raczej jako błąd pomiaru, zmienność odpowiedzi pacjenta albo wpływ warunków badania, a nie jako realny niedosłuch przewodzeniowy. Standardy audiologiczne i dobre praktyki (zarówno w poradniach laryngologicznych, jak i w gabinetach protetyki słuchu) przyjmują właśnie wartość 15 dB jako próg graniczny, od którego mówimy o istotnej szczelinie powietrzno–kostnej. To jest ważne również przy kwalifikacji do aparatów słuchowych – przy czystym niedosłuchu przewodzeniowym z wyraźną szczeliną powietrzno–kostną często rozważa się najpierw leczenie laryngologiczne (np. usunięcie czopu woskowinowego, drenaż, leczenie wysiękowego zapalenia ucha), a dopiero potem ewentualne protezowanie. W audiometrii interpretacja tego 15 dB progu pomaga też odróżnić np. otosklerozę od typowego starczego niedosłuchu odbiorczego, gdzie szczelina powietrzno–kostna zazwyczaj nie występuje lub jest minimalna. W skrócie: jeśli widzisz na audiogramie stabilną różnicę ≥15 dB między AC a BC na kilku częstotliwościach, myślisz: przewodzenie – coś blokuje lub upośledza przenoszenie dźwięku w uchu zewnętrznym albo środkowym.

Pytanie 22

Badanie słuchu audiometrią mowy nie znajduje zastosowania podczas

A. badania małych dzieci.
B. rehabilitacji słuchowej.
C. diagnostyki uszkodzeń słuchu.
D. protezo­wania narządu słuchu u dorosłych.
W audiometrii mowy badamy rozumienie mowy – czyli to, jak pacjent rozpoznaje i powtarza słowa podawane z określonym natężeniem dźwięku. Żeby taki test miał sens, badany musi współpracować: rozumieć polecenia, powtarzać bodźce słowne, utrzymać uwagę. Dlatego u małych dzieci, szczególnie w wieku przedprzedszkolnym, audiometria mowy praktycznie nie znajduje zastosowania jako podstawowe badanie. Dziecko często nie zna słów z list testowych, gubi się w zadaniu, szybko się męczy. Wynik jest wtedy niewiarygodny i nie spełnia standardów diagnostycznych zalecanych w audiologii klinicznej. W dobrych praktykach u małych dzieci stosuje się głównie audiometrię obiektywną i zabawową: otoemisje (OAE), ABR, ASSR, audiometrię wzmocnioną wizualnie (VRA) czy audiometrię zabawową (play audiometry). Testy rozumienia mowy w klasycznej formie zostawia się na później, kiedy dziecko jest w stanie świadomie współpracować. Natomiast u dorosłych i starszych dzieci audiometria mowy ma bardzo szerokie zastosowanie: w diagnostyce rodzaju i stopnia niedosłuchu, w kwalifikacji do aparatów słuchowych i implantów, w rehabilitacji słuchowej i w ocenie efektywności protezowania. Pozwala np. porównać procent rozumienia mowy w ciszy i w szumie przed dopasowaniem aparatu i po kilku tygodniach użytkowania, co jest zgodne z nowoczesnymi standardami oceny funkcjonalnego słyszenia.

Pytanie 23

Maskowanie ucha niebadanego przy wyznaczaniu progu przewodnictwa powietrznego jest wymagane, jeżeli różnica w progach przewodnictwa powietrznego między uchem badanym i niebadanym

A. wskazuje na wysokie ryzyko wystąpienia przesłuchu w obu uszach jednocześnie.
B. wskazuje na wysokie ryzyko wystąpienia przesłuchu w uchu niebadanym.
C. jest równa lub większa od wartości tłumienia międzyusznego.
D. jest mniejsza od wartości tłumienia międzyusznego.
Maskowanie ucha niebadanego przy wyznaczaniu progu przewodnictwa powietrznego opiera się na bardzo konkretnym, technicznym kryterium: patrzymy na różnicę progów przewodnictwa powietrznego między uszami i porównujemy ją z wartością tłumienia międzyusznego (interaural attenuation, IA) dla danego rodzaju słuchawek. Jeśli ta różnica jest równa lub większa od IA, to zgodnie z zasadą kliniczną zakładamy wysokie ryzyko przesłuchu (cross-hearing) i musimy włączyć maskowanie ucha niebadanego. W praktyce, przy słuchawkach nausznych (supraaural) przyjmuje się IA ok. 40 dB, przy słuchawkach dokanałowych (insert) ok. 55–60 dB. Czyli jeżeli np. próg przewodnictwa powietrznego w uchu prawym wynosi 20 dB HL, a w lewym 70 dB HL, to różnica 50 dB przekracza IA dla słuchawek nausznych – i wtedy lewego ucha nie można badać „na czysto”, trzeba je maskować szumem w uchu prawym. Moim zdaniem warto sobie to układać w głowie jako prostą regułę: ΔAC ≥ IA = maskujemy. To nie jest tylko teoria z podręcznika, ale standardowa procedura w audiometrii tonalnej zgodna z wytycznymi (np. ISO 8253-1) i dobrą praktyką kliniczną. Jeśli zignorujemy tę zasadę, możemy uzyskać zafałszowany audiogram, gdzie próg po stronie teoretycznie gorszej tak naprawdę odzwierciedla czułość lepszego ucha przez przewodnictwo kostne czaszki. W codziennej pracy protetyka słuchu czy audiologa ma to ogromne znaczenie przy różnicowaniu niedosłuchu jednostronnego, asymetrycznego i przy kwalifikacji do aparatów słuchowych lub implantów. Dobrze też pamiętać, że ta sama logika dotyczy później progów przewodnictwa kostnego, ale tam wartości IA są inne i próg maskowania liczymy bardziej ostrożnie.

Pytanie 24

Metoda wstępująca i zstępująca jest wykorzystywana między innymi do

A. modulacji głosu w czasie badania akumetrycznego.
B. zaszumiania ucha niebadanego w maskowaniu efektywnym.
C. wyznaczenia krzywej artykulacyjnej.
D. wykazania rzekomego niedosłuchu.
Metoda wstępująca i zstępująca (czasem mówi się też: „up–down” albo „ascending–descending”) to klasyczna procedura stosowana w badaniach nadprogowych i w testach wykrywających rzekomy niedosłuch, czyli symulowanie lub wyolbrzymianie ubytku słuchu. Idea jest prosta: bodziec (np. ton, mowa) jest stopniowo podgłaśniany, aż badany zgłosi usłyszenie, a potem stopniowo ściszany, aż przestanie reagować. Obserwuje się, jak zmieniają się progi odpowiedzi przy ruchu „w górę” i „w dół”. U osoby współpracującej, bez symulowania, te wartości są dość stabilne i powtarzalne. Natomiast przy rzekomym niedosłuchu odpowiedzi są niespójne, progi „pływają”, różnice między serią wstępującą i zstępującą są podejrzanie duże. Z mojego doświadczenia w gabinecie takie testy, prowadzone zgodnie z dobrą praktyką audiologiczną (np. powtarzalne serie, stały krok natężenia, spokojne tempo), pozwalają bardzo elegancko odróżnić prawdziwy ubytek od udawanego. W audiometrii nadprogowej i w specjalistycznych procedurach do wykrywania niedosłuchu rzekomego ta metoda jest jednym z ważniejszych narzędzi, bo daje obiektywny wzorzec odpowiedzi, który trudno „zagrać” w sposób konsekwentny przez dłuższy czas. W praktyce klinicznej łączy się ją często z innymi badaniami obiektywnymi (np. otoemisje, ABR), ale sam schemat wstępująco–zstępujący jest typowo opisywany właśnie przy wykazywaniu rzekomego niedosłuchu i ocenie wiarygodności odpowiedzi pacjenta.

Pytanie 25

Jaki niedosłuch wywołują choroby ucha wewnętrznego?

A. Niedosłuch mieszany.
B. Niedosłuch przewodzeniowy i mieszany.
C. Niedosłuch przewodzeniowy i odbiorczy.
D. Niedosłuch odbiorczy.
Choroby ucha wewnętrznego uszkadzają przede wszystkim struktury odpowiedzialne za odbiór i przetwarzanie dźwięku, czyli narząd Cortiego, komórki rzęsate, włókna nerwu słuchowego oraz dalszą drogę słuchową. Z tego powodu mówimy o niedosłuchu odbiorczym (czuciowo‑nerwowym, sensorioneuronalnym). Dźwięk jest prawidłowo doprowadzany przez ucho zewnętrzne i środkowe, ale mózg „dostaje” już sygnał zniekształcony albo zbyt słaby. W audiometrii tonalnej widzimy wtedy podwyższone progi przewodnictwa powietrznego i kostnego na bardzo zbliżonym poziomie, bez istotnej rezerwy ślimakowej. Moim zdaniem to jedno z kluczowych rozróżnień w całej audiologii, bo od tego zależy dalsza diagnostyka i dobór leczenia. W praktyce do chorób ucha wewnętrznego zaliczamy m.in. presbyacusis (starcze pogorszenie słuchu), uszkodzenia po hałasie, ototoksyczne działanie leków (np. aminoglikozydy, cisplatyna), chorobę Ménière’a, nagły niedosłuch czuciowo‑nerwowy czy wrodzone wady ślimaka. We wszystkich tych sytuacjach nie ma sensu szukać problemu w kosteczkach słuchowych czy błonie bębenkowej, bo one mogą być całkiem prawidłowe. Standardem dobrej praktyki jest potwierdzenie charakteru niedosłuchu badaniami obiektywnymi: otoemisje akustyczne (OAE) często zanikają, ABR pokazuje zmiany w zapisie fal, a w tympanometrii wynik bywa zupełnie prawidłowy. W doborze aparatów słuchowych przy niedosłuchu odbiorczym stosuje się algorytmy typu NAL-NL2 czy DSL, z naciskiem na odpowiednie wzmocnienie wysokich częstotliwości i dobrą zrozumiałość mowy, bo to jest największy problem takich pacjentów. Warto też pamiętać o ochronie przed hałasem, bo każde dodatkowe uszkodzenie komórek rzęsatych jest praktycznie nieodwracalne.

Pytanie 26

W porównaniu z metodami dopasowania aparatów słuchowych opartymi na audiometrii tonalnej, metody oparte na skalowaniu głośności charakteryzują się

A. większą dokładnością w wyznaczaniu dynamiki uszkodzonego słuchu.
B. większą przydatnością w diagnozowaniu ubytków typu przewodzeniowego.
C. krótszym czasem przeprowadzenia badania.
D. większą dokładnością w zakresie wyznaczania progów słyszenia dla tonów prostych.
Wybranie odpowiedzi o większej dokładności w wyznaczaniu dynamiki uszkodzonego słuchu bardzo dobrze trafia w sens metod opartych na skalowaniu głośności. Klasyczna audiometria tonalna mówi nam głównie, od jakiego poziomu pacjent zaczyna słyszeć ton prosty – czyli wyznacza próg słyszenia. Natomiast nie pokazuje dokładnie, jak szybko rośnie odczuwana głośność wraz ze wzrostem natężenia dźwięku, ani gdzie leży próg dyskomfortu i jak szeroka jest realna „użyteczna” dynamika słuchu. Metody oparte na skalowaniu głośności (np. skale kategorii głośności, ocena komfortu, „za głośno”, „za cicho”, MCL, UCL) pozwalają zmierzyć cały przebieg wrażenia głośności od progu słyszenia aż do poziomu nieprzyjemnego, czasem wręcz bólowego. W praktyce dopasowania aparatów słuchowych jest to kluczowe, bo właśnie na tej podstawie ustawiamy wzmocnienie, kompresję, kształt krzywej wzmocnienia i MPO tak, żeby pacjent miał mowę wyraźną, ale nie za głośną, i żeby nie przekraczać jego indywidualnego progu dyskomfortu. Moim zdaniem bez oceny dynamiki słuchu łatwo jest „przeholować” z wzmocnieniem albo odwrotnie – ustawić aparat zbyt zachowawczo. W dobrych praktykach klinicznych łączy się audiometrię tonalną z badaniami nadprogowymi, w tym skalowaniem głośności, bo razem dają pełniejszy obraz uszkodzenia: zarówno próg, jak i sposób odczuwania głośności przy wyższych poziomach. To właśnie dlatego te metody są cenione szczególnie przy dopasowaniu aparatów u osób z rekrutacją głośności i w skomplikowanych ubytkach czuciowo-nerwowych.

Pytanie 27

Jeżeli uszkodzeniu ulega układ przewodzeniowy, to wartości progu przewodnictwa

A. kostnego ulegają obniżeniu.
B. powietrznego ulegają obniżeniu.
C. kostnego ulegają podwyższeniu.
D. powietrznego ulegają podwyższeniu.
Prawidłowa odpowiedź odnosi się do typowego obrazu tzw. niedosłuchu przewodzeniowego. Uszkodzenie układu przewodzeniowego dotyczy głównie ucha zewnętrznego i środkowego: przewodu słuchowego zewnętrznego, błony bębenkowej, kosteczek słuchowych, ewentualnie trąbki słuchowej. W takiej sytuacji fala dźwiękowa gorzej przechodzi drogą powietrzną, czyli przez przewód słuchowy i układ kosteczek, dlatego progi przewodnictwa powietrznego się podwyższają – potrzeba większego natężenia dźwięku, żeby pacjent usłyszał ton. Jednocześnie przewodnictwo kostne zwykle pozostaje prawidłowe, bo ucho wewnętrzne i nerw słuchowy funkcjonują normalnie, a drgania przekazywane są bezpośrednio do ślimaka. Na audiogramie według dobrych praktyk diagnostycznych (normy ISO, procedury w audiometrii tonalnej) widać wtedy wyraźną lukę powietrzno‑kostną – progi kostne w normie, a progi powietrzne podwyższone. W praktyce klinicznej spotykamy to np. przy czopie woskowinowym, perforacji błony bębenkowej, otosklerozie w fazie przewodzeniowej czy wysiękowym zapaleniu ucha środkowego. Moim zdaniem kluczowe jest, żeby od razu kojarzyć: uszkodzony „mechanizm przewodzący” = gorsze przewodnictwo powietrzne, a nie kostne. To ma duże znaczenie przy doborze aparatu słuchowego – przy czystym niedosłuchu przewodzeniowym często wystarczy umiarkowane wzmocnienie i dobre dopasowanie wkładki, bo ślimak jest „wydolny”. W protokołach badania zawsze porównuje się oba rodzaje przewodnictwa, żeby odróżnić niedosłuch przewodzeniowy od odbiorczego i mieszanego, co jest podstawowym standardem w audiologii i protetyce słuchu.

Pytanie 28

Przed wykonaniem odlewu z ucha protetyk powinien dokonać oceny stanu ucha zewnętrznego, zwracając szczególną uwagę na

A. stan skóry na małżowinie usznej oraz refleks świetlny na błonie bębenkowej.
B. zmiany skórne w przewodzie słuchowym zewnętrznym i małżowinie usznej.
C. zmiany skórne w przewodzie słuchowym zewnętrznym i wyrostku sutkowatym.
D. perforację błony bębenkowej i łańcuch kosteczek.
Prawidłowo wskazany nacisk na zmiany skórne w przewodzie słuchowym zewnętrznym i na małżowinie usznej to dokładnie to, czym w praktyce powinien się zająć protetyk przed pobraniem odlewu. Z mojego doświadczenia to jest trochę jak „przegląd techniczny” ucha: zanim wprowadzisz masę wyciskową, musisz ocenić, czy skóra jest zdrowa, czy nie ma stanów zapalnych, otarć, wyprysku, grzybicy, ran po drapaniu albo zmian pourazowych. Masa do wycisku działa mechanicznie, lekko rozpycha ściany przewodu słuchowego zewnętrznego, może też mieć kontakt z miejscami podrażnionymi – jeśli skóra jest już zmieniona chorobowo, bardzo łatwo pogorszyć sytuację, spowodować ból, krwawienie, a nawet doprowadzić do nadkażenia. Dobre standardy pracy w otoplastyce mówią jasno: przed pobraniem odlewu zawsze dokładna otoskopia, ocena skóry w całym przebiegu przewodu i oględziny małżowiny usznej. W praktyce oznacza to, że zwracasz uwagę na zaczerwienienie, obrzęk, obecność wysięku, łuszczenie, zgrubienia, blizny po wcześniejszych zabiegach czy piercingu, a także na deformacje małżowiny, które mogą utrudnić prawidłowe ułożenie wkładki. Jeśli coś budzi wątpliwości – protetyk nie robi odlewu „na siłę”, tylko odsyła pacjenta do laryngologa. To nie jest przesadna ostrożność, tylko normalny, bezpieczny standard postępowania. Co więcej, dobra ocena skóry pozwala też lepiej dobrać materiał wkładki (np. bardziej miękki silikon przy skórze wrażliwej, skłonnej do podrażnień) i zdecydować o kształcie kanału wkładki, żeby nie uciskała newralgicznych miejsc. Takie podejście bardzo zmniejsza ryzyko odleżyn, otarć i późniejszych reklamacji ze strony użytkownika.

Pytanie 29

Który z przedstawionych audiogramów jest przykładem niedosłuchu typu mieszanego?

A. Audiogram 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Audiogram 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Audiogram 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Audiogram 2
Ilustracja do odpowiedzi D
Audiogram 3 pokazuje typowy obraz niedosłuchu mieszanego, bo występują tu jednocześnie dwa elementy: podwyższone progi przewodnictwa powietrznego oraz podwyższone progi przewodnictwa kostnego, a między nimi wyraźna przerwa powietrzno–kostna (air–bone gap), zwykle ≥10 dB na kilku częstotliwościach. To właśnie ta kombinacja – uszkodzenie części przewodzeniowej (ucho zewnętrzne/środkowe) i odbiorczej (ślimak/nerw słuchowy) – definiuje niedosłuch mieszany zgodnie z klasyczną interpretacją audiogramu w audiometrii tonalnej według standardów ISO i zaleceń klinicznych (m.in. IHS, AAA). W praktyce technika protetyki słuchu taki audiogram powinien od razu kojarzyć z sytuacjami typu: przewlekłe zapalenie ucha środkowego ze zmianami w ślimaku, otoskleroza z towarzyszącą presbyacusis, następstwa urazu akustycznego u pacjenta po przebytych stanach zapalnych ucha. Moim zdaniem bardzo ważne jest, żeby patrzeć nie tylko na głębokość niedosłuchu, ale właśnie na relację pomiędzy krzywą powietrzną i kostną – czy biegną razem (niedosłuch odbiorczy), czy są rozdzielone (składowa przewodzeniowa). W niedosłuchu mieszanym planowanie protezowania jest trudniejsze: zwykle potrzebne jest większe wzmocnienie w aparacie słuchowym, dokładniejsza kontrola MPO i kompresji, a czasem wcześniej interwencja laryngologiczna (np. operacja ucha środkowego) i dopiero potem dobór aparatu. W dobrze prowadzonej praktyce zawsze opisuje się osobno komponent przewodzeniowy i odbiorczy oraz monitoruje ich zmianę w kolejnych badaniach kontrolnych, bo przy niedosłuchu mieszanym sytuacja może się dynamicznie zmieniać.

Pytanie 30

W badaniu osoby z niedosłuchem odbiorczym o lokalizacji ślimakowej stwierdza się

A. krzywe typu III i IV w audiometrii Békésy’ego.
B. dodatni objaw wyrównania głośności.
C. złą lokalizację dźwięku.
D. wartości poniżej 60 % w próbie SISI.
W niedosłuchu odbiorczym o lokalizacji ślimakowej kluczowe jest właśnie zjawisko rekrutacji głośności, które w badaniach nadprogowych objawia się jako dodatni objaw wyrównania głośności. Oznacza to, że przy niewielkim zwiększaniu natężenia dźwięku pacjent odczuwa bardzo szybki wzrost głośności, aż do poziomu zbliżonego do ucha zdrowego. Moim zdaniem to jedno z bardziej charakterystycznych i praktycznych klinicznie zjawisk w audiologii – jak już raz się je dobrze zrozumie, to potem wiele wyników badań zaczyna „się składać w całość”. W uchu ślimakowym uszkodzone są zwykle komórki rzęsate zewnętrzne, które odpowiadają za precyzyjne wzmocnienie i regulację czułości ślimaka. Skutkiem jest podwyższenie progu słyszenia dla cichych dźwięków, ale przy wyższych natężeniach odpowiedź rośnie gwałtownie. W badaniu wyrównania głośności (test Fowler’a, test nadprogowy) porównuje się odczuwaną głośność między uchem chorym a zdrowym. W niedosłuchu ślimakowym już po kilku decybelach zwiększenia natężenia po stronie chorej pacjent zgłasza, że głośność jest taka sama jak po stronie zdrowej – to właśnie dodatni objaw wyrównania głośności, typowy dla lokalizacji ślimakowej. W praktyce protetyki słuchu taka wiedza jest bardzo ważna przy doborze ustawień aparatu słuchowego: pacjent z rekrutacją nie toleruje dużego wzmocnienia dla głośnych dźwięków, trzeba więc starannie ustawić MPO i kompresję wieloprogową, żeby nie doprowadzić do dyskomfortu i przesterowania percepcyjnego. W wytycznych do dopasowania (np. NAL-NL2, DSL) kładzie się nacisk na ograniczanie wzmocnienia dla poziomów wysokich właśnie z powodu rekrutacji. W badaniach nadprogowych, takich jak SISI, czy audiometria Békésy’ego, obecność rekrutacji jest jednym z kryteriów różnicowania niedosłuchu ślimakowego od pozaślimakowego. Dlatego rozpoznanie dodatniego objawu wyrównania głośności jest klasycznym i podręcznikowym wskaźnikiem uszkodzenia ślimakowego i bardzo pomaga w codziennej praktyce diagnostycznej i protetycznej.

Pytanie 31

Przeprowadzenie badania audiometrii tonalnej nie jest zasadne, jeżeli protetyk słuchu w badaniu otoskopowym stwierdzi

A. stan zapalny ucha środkowego.
B. perforację błony bębenkowej.
C. perlak w przewodzie słuchowym zewnętrznym.
D. korek woszczynowy.
Wskazanie korka woszczynowego jako sytuacji, w której przeprowadzanie audiometrii tonalnej nie ma sensu, jest jak najbardziej zgodne z praktyką kliniczną i zdrowym rozsądkiem. Jeżeli przewód słuchowy zewnętrzny jest zatkany czopem woszczynowym, to mamy do czynienia z mechaniczną przeszkodą dla fali dźwiękowej. Powstaje sztuczny niedosłuch przewodzeniowy, który całkowicie zaburza wynik testu – audiogram nie odzwierciedla wtedy realnej sprawności układu słuchowego, tylko stopień zatkania ucha. Z mojego doświadczenia to jest klasyczny przykład sytuacji, gdy najpierw trzeba usunąć przyczynę przewodowej blokady (płukanie ucha, mikrosukcja, preparaty zmiękczające), a dopiero potem robić badanie progowe. Tak uczą też dobre standardy praktyki protetycznej: najpierw prawidłowe otoskopiczne oczyszczenie i ocena stanu przewodu, potem dopiero audiometria. W przeciwnym razie ryzykujemy błędną kwalifikację pacjenta do aparatowania albo niepotrzebne straszenie go „poważnym” niedosłuchem. Warto pamiętać, że korek woszczynowy jest patologią łatwo odwracalną, więc nie diagnozuje się na jego podstawie trwałej utraty słuchu. Co ciekawe, po usunięciu czopu często obserwuje się natychmiastową poprawę słyszenia i pacjent sam mówi, że „nagle zrobiło się głośniej”, co potwierdza, że to była tylko przeszkoda przewodzeniowa, a nie uszkodzenie ślimaka czy nerwu słuchowego. Dlatego audiometria tonalna przed oczyszczeniem ucha z korka jest po prostu merytorycznie bez sensu i niezgodna z dobrą praktyką.

Pytanie 32

Otoemisja akustyczna służy do badania

A. objawu wyrównania głośności.
B. komórek słuchowych wewnętrznych.
C. komórek słuchowych zewnętrznych.
D. nerwu ślimakowego.
Otoemisje akustyczne (OAE) to w praktyce „podpis” komórek słuchowych zewnętrznych w ślimaku. To właśnie one, dzięki swoim właściwościom biomechanicznym i zdolności do aktywnego wzmacniania drgań błony podstawnej, generują bardzo ciche sygnały dźwiękowe, które można zarejestrować w przewodzie słuchowym zewnętrznym czułym mikrofonem. Jeżeli OAE są obecne, to zgodnie z przyjętymi standardami audiologicznymi (np. w przesiewach słuchu noworodków) przyjmuje się, że komórki słuchowe zewnętrzne funkcjonują prawidłowo lub przynajmniej na tyle dobrze, że pozwalają na skuteczne przewodzenie i wzmacnianie bodźców akustycznych. W codziennej pracy protetyka słuchu i audiologa badanie otoemisji jest szczególnie ważne u niemowląt, małych dzieci oraz u osób symulujących niedosłuch, bo nie wymaga współpracy pacjenta – jest obiektywne. Moim zdaniem to jedno z najfajniejszych badań, bo w kilka minut można wstępnie ocenić stan ślimaka. W dobrych praktykach klinicznych wykorzystuje się głównie TEOAE (wywołane bodźcem klikowym) i DPOAE (produkty zniekształceń nieliniowych dla dwóch tonów f1 i f2). Brak otoemisji, przy prawidłowej drodze przewodzenia w uchu zewnętrznym i środkowym, sugeruje uszkodzenie komórek słuchowych zewnętrznych i zwykle koreluje z niedosłuchem odbiorczym powyżej około 30 dB HL. Z kolei obecne, wyraźne OAE przy złym wyniku audiometrii tonalnej mogą nas naprowadzić na podejrzenie neuropatii słuchowej lub problemu na poziomie nerwu VIII, a nie samego ślimaka. Dlatego tak ważne jest, żeby kojarzyć wynik otoemisji właśnie z funkcją komórek słuchowych zewnętrznych, a nie z nerwem czy ośrodkową częścią drogi słuchowej.

Pytanie 33

Próba Gellego służy ocenie

A. odruchu mięśnia strzemiączkowego.
B. drożności trąbki słuchowej.
C. działania balonu Politzera.
D. ruchomości strzemiączka w okienku owalnym.
Próba Gellego to klasyczna, trochę już „oldschoolowa”, ale dalej ważna metoda oceny ruchomości strzemiączka w okienku owalnym. Polega na tym, że badający zasłania przewód słuchowy zewnętrzny palcem i wytwarza w nim zmienne ciśnienie, jednocześnie obserwując lub badając słuchem, jak zmienia się przewodzenie dźwięku przez łańcuch kosteczek słuchowych, a konkretnie przez strzemiączko. Jeśli strzemiączko jest prawidłowo ruchome w okienku owalnym, to przy zmianach ciśnienia w przewodzie słuchowym zmienia się też jego położenie i elastyczność całego układu, co daje charakterystyczny efekt w badaniu. W typowych warunkach próba Gellego jest dodatnia przy prawidłowej ruchomości i ujemna np. w otosklerozie, gdzie dochodzi do unieruchomienia strzemiączka w okienku owalnym. W praktyce klinicznej, szczególnie w laryngologii i audiologii, próba Gellego bywa traktowana jako proste badanie orientacyjne, trochę analogiczne w idei do tympanometrii, ale wykonane bez specjalistycznego sprzętu, tylko z użyciem palca i często stroika. Moim zdaniem jest fajna jako szybki test przyłóżkowy, choć oczywiście według współczesnych standardów (np. wytyczne audiologiczne i otologiczne) za podstawę oceny ruchomości układu przewodzeniowego uchodzi tympanometria oraz pełna audiometria impedancyjna. Mimo to warto ją znać, bo dobrze obrazuje zależność między ciśnieniem w przewodzie słuchowym, sprężystością błony bębenkowej, łańcuchem kosteczek i właśnie ruchomością strzemiączka w okienku owalnym, co potem bardzo pomaga w rozumieniu wyników bardziej zaawansowanych badań.

Pytanie 34

Jaki wpływ na percepcję pacjenta i wynik badania słuchu audiometrią tonalną mają maskery wąskopasmowe prezentowane ipsilateralnie w stosunku do sygnału tonalnego generowanego przez audiometr?

A. Obniżają całą krzywą słyszenia.
B. Obniżają próg słyszenia dźwięku tonalnego, który uległ zamaskowaniu.
C. Podwyższają całą krzywą słyszenia.
D. Podwyższają próg słyszenia dźwięku tonalnego, który uległ zamaskowaniu.
Prawidłowo wychwycony jest kluczowy mechanizm: wąskopasmowy masker prezentowany ipsilateralnie do tonu badawczego podwyższa próg słyszenia tego tonu, czyli trzeba go podać głośniej, żeby pacjent go usłyszał. Maskowanie to nic innego jak dodanie kontrolowanego szumu w tym samym uchu, w wąskim paśmie częstotliwości wokół badanego tonu. Ten szum „przykrywa” dźwięk tonalny na poziomach bliskich progu, więc subiektywnie pacjent przestaje go słyszeć przy dotychczasowym natężeniu. W efekcie, podczas audiometrii tonalnej, próg odczytany na audiogramie przesuwa się w górę (w dB HL), czyli jest WYŻSZY. To jest dokładnie oczekiwany efekt, zgodny z zasadą maskowania w badaniach klinicznych. Maskowanie ipsilateralne stosuje się m.in. przy audiometrii nadprogowej, testach rekrutacji czy w specyficznych protokołach, gdy chcemy kontrolować percepcję w jednym uchu bez wpływu drugiego. Ważne jest, że nie zmieniamy „całej krzywej słyszenia” globalnie, tylko próg dla danego tonu w obecności maskera. W praktyce, jeżeli przy 1 kHz pacjent słyszał ton przy 10 dB HL, a po włączeniu maskera wąskopasmowego w tym samym uchu zaczyna reagować dopiero przy 30 dB HL, to mówimy, że próg został podwyższony o 20 dB przez maskowanie. Moim zdaniem warto to kojarzyć z pojęciem zjawiska „zagłuszania” – ale w kontrolowanych, standaryzowanych warunkach, zgodnie z procedurami opisanymi w normach dotyczących audiometrii tonalnej (np. ISO, PN). Dobrą praktyką jest też pamiętanie, że to podwyższenie progu jest zjawiskiem fizjologicznym, a nie „pogorszeniem słuchu”, i służy nam do lepszej diagnostyki, a nie do utrudniania życia pacjentowi.

Pytanie 35

Która metoda badania słuchu przeprowadzana u dzieci do 4 miesiąca życia opiera się na obserwacji reakcji dziecka na proste bodźce dźwiękowe?

A. VRA
B. CPA
C. ARC
D. BOA
Prawidłowo wskazana metoda BOA (Behavioral Observation Audiometry) to podstawowe badanie słuchu u najmłodszych niemowląt, zwykle do około 4 miesiąca życia. Kluczowe jest tu słowo „obserwacja” – w tej metodzie nie oczekujemy od dziecka żadnej świadomej reakcji na polecenie, tylko patrzymy, jak spontanicznie reaguje na bodźce akustyczne. Zwraca się uwagę na takie zachowania jak: nagłe zastygnięcie, mrugnięcie powiekami, odruch Moro, zmianę rytmu ssania, poruszenie kończynami, odwrócenie głowy w stronę dźwięku (choć ten ostatni odruch jest typowy trochę później). Bodźce są zwykle proste: grzechotka, dzwoneczek, klaskanie, sygnały z audiometru przez głośniki. W praktyce klinicznej BOA stosuje się jako badanie przesiewowe i orientacyjne, zwłaszcza u dzieci, które są jeszcze za małe na VRA czy inne metody wymagające warunkowania. Z mojego doświadczenia dobrze jest łączyć BOA z obiektywnymi testami, jak otoemisje akustyczne (OAE) czy słuchowe potencjały wywołane pnia mózgu (ABR), bo sama obserwacja zachowania jest dość subiektywna i podatna na błąd. Standardy dobrej praktyki w audiologii dziecięcej mówią, że BOA nie powinna być jedyną podstawą do doboru aparatu słuchowego, ale za to świetnie sprawdza się jako pierwszy krok w diagnostyce, szczególnie w poradniach neonatologicznych i na oddziałach noworodkowych. Warto też pamiętać o odpowiednich warunkach: ciche pomieszczenie, dziecko w stanie czuwania, rodzic uspokojony, bo każdy dodatkowy bodziec może zakłócić reakcję na dźwięk. Im więcej takich szczegółów ogarniasz, tym bardziej wiarygodne stają się wyniki BOA.

Pytanie 36

Jak wygląda krzywa artykulacyjna w niedosłuchu przewodzeniowym?

A. Jest przesunięta w lewo w stosunku do krzywej wzorcowej i osiąga 100% rozumienia słów.
B. Jest przesunięta w lewo w stosunku do krzywej wzorcowej i osiąga 50% rozumienia słów.
C. Jest przesunięta w prawo w stosunku do krzywej wzorcowej i osiąga 50% rozumienia słów.
D. Jest przesunięta w prawo w stosunku do krzywej wzorcowej i osiąga 100% rozumienia słów.
W niedosłuchu przewodzeniowym krzywa artykulacyjna jest klasycznie przesunięta w prawo względem krzywej wzorcowej, ale ostatecznie dochodzi do 100% rozumienia mowy przy wyższych natężeniach. To dokładnie opisuje odpowiedź: „przesunięta w prawo i osiąga 100%”. Przesunięcie w prawo oznacza, że żeby uzyskać ten sam poziom rozumienia słów, trzeba podać głośniejszy bodziec niż u osoby z prawidłowym słuchem. Innymi słowy – próg słyszenia jest podniesiony, ale jakość przetwarzania informacji słuchowej przez ślimak i dalszą drogę słuchową jest zachowana. Moim zdaniem to jest jedna z najważniejszych rzeczy do zapamiętania: w czystym niedosłuchu przewodzeniowym ucho wewnętrzne „działa dobrze”, tylko dźwięk nie dochodzi z odpowiednią energią. W praktyce w audiometrii mowy w takim przypadku obserwujemy, że maksymalne rozumienie (PB max, SDS) wynosi 90–100%, czasem minimalnie mniej, ale generalnie nie ma typowego spadku rozumienia jak przy uszkodzeniu ślimaka lub nerwu. Z punktu widzenia dobrych praktyk diagnostycznych, taki obraz krzywej artykulacyjnej, razem z luką powietrze–kość w audiometrii tonalnej oraz prawidłowym progiem przewodnictwa kostnego, bardzo mocno sugeruje patologię ucha zewnętrznego lub środkowego (np. otoskleroza, wysiękowe zapalenie ucha środkowego, perforacja błony bębenkowej, czop woskowinowy). W pracy protetyka słuchu ma to konkretne przełożenie na dobór aparatu: w niedosłuchu przewodzeniowym planuje się głównie wzmocnienie „nad progiem”, bez konieczności agresywnej kompresji i bez obawy, że wysoki poziom sygnału spowoduje zniekształcenia percepcyjne. Krzywa artykulacyjna przesunięta w prawo, ale pełna, 100‑procentowa, jest więc takim podręcznikowym przykładem, że „jak dasz głośniej, to pacjent rozumie normalnie”.

Pytanie 37

Krzywe progowe określone w próbie Langenbecka oddalone od siebie bardziej niż wzrasta poziom zastosowanego szumu białego świadczą o niedosłuchu

A. pozaślimakowym.
B. ślimakowym.
C. mieszanym.
D. przewodzeniowym.
Prawidłowe rozpoznanie tutaj to niedosłuch pozaślimakowy, czyli uszkodzenie zlokalizowane powyżej ślimaka: w nerwie słuchowym, w pniu mózgu albo dalej w ośrodkowej drodze słuchowej. W próbie Langenbecka analizuje się krzywe progowe wyznaczane przy różnych poziomach szumu białego. Jeżeli krzywe progowe oddalają się od siebie bardziej, niż wynikałoby to z samego wzrostu natężenia maskującego szumu, to znaczy, że układ słuchowy ma zaburzoną zdolność analizy dźwięku w warunkach maskowania. Moim zdaniem to jest klasyczny obraz problemu „centralnego”, czyli pozaślimakowego. U ucha ślimakowego spodziewamy się raczej zjawisk typu rekrutacja, zmiany nachylenia krzywych, ale zależne dość proporcjonalnie od szumu. W uszkodzeniach pozaślimakowych odpowiedzi są niestabilne, krzywe się rozjeżdżają, a próg słuchu w szumie rośnie nielogicznie mocniej niż sam poziom maskera. W praktyce klinicznej takie wyniki każą myśleć o neuropatii słuchowej, guzach kąta mostowo-móżdżkowego, demielinizacji czy innych patologiach nerwu VIII i struktur pnia mózgu. Dobrą praktyką jest wtedy uzupełnienie diagnostyki o ABR (BERA), ewentualnie o MRI kąta mostowo-móżdżkowego, a także porównanie z audiometrią tonalną i słowną. Jeśli audiogram tonalny wygląda stosunkowo nieźle, a rozumienie mowy w szumie jest wyraźnie gorsze niż wynikałoby z progu, i dodatkowo mamy taki obraz w próbie Langenbecka, to bardzo mocno sugeruje to komponent pozaślimakowy. Tego typu wiedza przydaje się przy kwalifikowaniu pacjenta do aparatów słuchowych czy implantów – przy uszkodzeniach pozaślimakowych samo wzmocnienie dźwięku często nie daje oczekiwanego efektu i trzeba myśleć szerzej o rehabilitacji i diagnostyce neurologicznej.

Pytanie 38

Ubytek typu odbiorczego w zakresie niskich częstotliwości jest charakterystyczny w początkowym stadium

A. presbyacusis.
B. guza nerwu VIII.
C. choroby Meniera.
D. urazu akustycznego.
Ubytek typu odbiorczego w zakresie niskich częstotliwości rzeczywiście jest bardzo charakterystyczny dla początkowego stadium choroby Ménière’a. W audiometrii tonalnej widzimy wtedy najczęściej krzywą z obniżonymi progami w okolicach 125–500 Hz, przy stosunkowo lepszym słyszeniu w średnich i wysokich częstotliwościach. To nietypowe, bo większość odbiorczych niedosłuchów zaczyna się właśnie od wysokich częstotliwości. W chorobie Ménière’a przyczyną jest endolimfatyczny wodniak ucha wewnętrznego, który zaburza funkcję narządu Cortiego głównie w części odpowiadającej za przetwarzanie dźwięków niskotonowych. Z mojego doświadczenia to jest taki „audiometryczny sygnał ostrzegawczy”: młodsza lub w średnim wieku osoba, szumi jej w uchu, ma uczucie pełności, czasem zawroty głowy i w audiogramie niskoczęstotliwościowy niedosłuch odbiorczy — od razu trzeba pomyśleć o Ménière’ze. W praktyce protetyki słuchu ważne jest, żeby takiego pacjenta nie traktować jak typowego niedosłuchu starczego, tylko odesłać na dalszą diagnostykę laryngologiczną (audiometria nadprogowa, próby błędnikowe, obrazowanie). Dobre standardy postępowania mówią, że przy fluktuującym niedosłuchu i szumach usznych zawsze sprawdzamy, czy nie ma cech choroby Ménière’a, zanim zaproponujemy stałe dopasowanie aparatu słuchowego. Trzeba też pamiętać, że w tej jednostce chorobowej ubytek może się zmieniać w czasie, więc kontrolne badania audiometryczne są kluczowe, a ustawienia aparatu trzeba czasem korygować częściej niż u typowego pacjenta z presbyacusis. Moim zdaniem umiejętność rozpoznania tego „niskotonowego” wzorca w audiogramie to jedna z ważniejszych praktycznych kompetencji w pracy z pacjentami z zawrotami głowy i szumami usznymi.

Pytanie 39

Procedura wykonania badania otoskopowego u osoby dorosłej wymaga, aby przed wprowadzeniem wziernika usznego do zewnętrznego przewodu słuchowego odciągnąć małżowinę uszną

A. do przodu i w górę.
B. do tyłu i w dół.
C. do przodu i w dół.
D. do tyłu i w górę.
Prawidłowa technika badania otoskopowego u osoby dorosłej polega na odciągnięciu małżowiny usznej do tyłu i w górę przed wprowadzeniem wziernika usznego. Ten ruch prostuje zewnętrzny przewód słuchowy, który naturalnie jest lekko wygięty w kształt litery „S”. Jeśli przewód się nie wyprostuje, obraz błony bębenkowej będzie zniekształcony, a do tego łatwiej jest wtedy podrażnić skórę przewodu albo nawet spowodować ból pacjenta. Moim zdaniem to jest jedna z tych „małych” rzeczy w praktyce, które robią ogromną różnicę w jakości badania. W standardach otoskopii, zarówno laryngologicznych, jak i audiologicznych, podkreśla się: u dorosłych – małżowina do tyłu i ku górze, u małych dzieci – raczej do tyłu i lekko w dół, bo ich przewód słuchowy ma inny przebieg anatomiczny. W praktyce klinicznej, np. w gabinecie protetyka słuchu, taka prawidłowa technika jest kluczowa przed pobraniem wycisku pod wkładkę uszną, przed doborem aparatu słuchowego czy przed oceną, czy nie ma czopu woskowinowego. Dzięki właściwemu odciągnięciu małżowiny łatwiej ocenić przejrzystość błony bębenkowej, położenie stożka świetlnego, obecność perforacji, wysięku czy zmian zapalnych. Dodatkowo zmniejsza się ryzyko uszkodzenia przewodu słuchowego przez wziernik, co jest zgodne z zasadą minimalnej inwazyjności i komfortu pacjenta. W dobrych praktykach zaleca się też, żeby wziernik wprowadzać pod kontrolą wzroku, delikatnie, trzymając otoskop jak „ołówek” i opierając dłoń o głowę pacjenta – ale fundamentem, od którego się zaczyna, jest właśnie ten prawidłowy kierunek odciągnięcia małżowiny: do tyłu i w górę.

Pytanie 40

Przedstawiony audiogram wskazuje na niedosłuch typu

Ilustracja do pytania
A. odbiorczego w uchu prawym.
B. odbiorczego w uchu lewym.
C. przewodzeniowego w uchu lewym.
D. mieszanego w uchu lewym.
Audiogram pokazuje typowy obraz niedosłuchu odbiorczego (czuciowo-nerwowego) w uchu lewym: progi przewodnictwa powietrznego i kostnego praktycznie się pokrywają, a między nimi nie ma istotnej luki powietrzno–kostnej (air–bone gap) większej niż ok. 10 dB. To właśnie brak luki jest kluczowym kryterium różnicowania z niedosłuchem przewodzeniowym i mieszanym zgodnie z przyjętymi standardami interpretacji audiogramów (m.in. wytyczne ISO/ANSI i typowe procedury w pracowniach audiologicznych). Widzimy stopniowo opadającą krzywą w kierunku wysokich częstotliwości – taki „stokowy” kształt bardzo często odpowiada uszkodzeniu ślimaka, najczęściej komórek rzęsatych zewnętrznych, np. w presbyacusis, po hałasie albo przy ototoksyczności. Z mojego doświadczenia to jeden z najczęściej spotykanych profili w gabinecie protetyka słuchu. W praktyce klinicznej taki wynik oznacza, że ucho zewnętrzne i środkowe przewodzą dźwięk prawidłowo, a problem leży w uchu wewnętrznym lub na drodze nerwowej. Dlatego badania dodatkowe – otoemisje, ABR, czasem tympanometria – będą raczej służyć potwierdzeniu lokalizacji uszkodzenia, a nie szukaniu przeszkody mechanicznej w uchu środkowym. Przy takim niedosłuchu dobiera się najczęściej klasyczne aparaty słuchowe (np. BTE, RIC) z odpowiednią charakterystyką wzmocnienia w wysokich częstotliwościach, zgodnie z formułami NAL/DSL. Bardzo ważne jest też monitorowanie postępu ubytku, bo niedosłuch odbiorczy ma często tendencję do powolnego pogarszania się, a wczesne protezowanie ogranicza deprywację słuchową i poprawia wyniki rehabilitacji.