Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 7 kwietnia 2026 01:33
  • Data zakończenia: 7 kwietnia 2026 01:43

Egzamin zdany!

Wynik: 38/40 punktów (95,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Na radiogramie stopy uwidocznione jest złamanie trzonu

Ilustracja do pytania
A. III kości śródstopia.
B. II kości śródstopia.
C. paliczka bliższego palca II.
D. paliczka bliższego palca III.
Prawidłowo wskazana została III kość śródstopia – na radiogramie w projekcji grzbietowo‑podeszwowej widać wyraźne przerwanie ciągłości zarysu jej trzonu. Trzon kości śródstopia ma kształt wydłużony, lekko zwężony w części środkowej, z wyraźnie zaznaczonymi nasadami bliższą i dalszą. Na zdjęciu linia złamania przebiega w obrębie tej środkowej części trzeciej kości licząc od strony przyśrodkowej stopy (czyli po palcach: I, II, III…). W standardowej ocenie RTG stopy zawsze zaczyna się od identyfikacji osi – paluch to I promień, dalej II, III, IV i V. W praktyce technika radiologii powinna nawykowo „liczyć” kości od strony przyśrodkowej, bo pomyłki między II a III kością są bardzo częste, szczególnie gdy złamanie jest w trzonie, a kości leżą blisko siebie. Moim zdaniem dobrą praktyką jest porównywanie szerokości przynasad i ustawienia stawów śródstopno‑paliczkowych – to pomaga nie pomylić segmentów. W codziennej pracy, przy opisie zdjęć urazowych, zawsze trzeba podać dokładną lokalizację: numer kości śródstopia, część (głowa, trzon, podstawa) oraz ewentualne przemieszczenie lub odchylenie osi. Ma to znaczenie dla ortopedy przy doborze leczenia – inaczej postępuje się przy złamaniu trzonu III kości śródstopia, a inaczej np. przy złamaniu podstawy V kości śródstopia (typowe złamanie awulsyjne). W dobrych standardach diagnostyki obrazowej, jeśli linia złamania jest wątpliwa, wykonuje się dodatkową projekcję skośną lub porównawczą, ale tutaj obraz trzonu III kości śródstopia jest dosyć jednoznaczny. Warto też pamiętać, że ocena trzonów śródstopia wymaga odpowiedniej ekspozycji – zbyt twarde zdjęcie „gubi” drobne linie złamań, a zbyt miękkie daje zlewanie się struktur. Z mojego doświadczenia takie złamania, jak na tym obrazie, często są efektem urazu skrętnego lub urazu sportowego i dobrze korelują z bólem uciskowym dokładnie nad trzecim promieniem śródstopia.

Pytanie 2

Który załamek odzwierciedla repolaryzację komór w zapisie EKG?

A. T
B. R
C. Q
D. P
Prawidłowa odpowiedź to załamek T, bo właśnie on odzwierciedla repolaryzację komór w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG. Mówiąc prościej: depolaryzacja komór to zespół QRS, a powrót ich błony komórkowej do stanu wyjściowego (czyli repolaryzacja) zapisuje się jako załamek T. W praktyce klinicznej obserwacja kształtu, wysokości i kierunku załamka T jest kluczowa np. w rozpoznawaniu niedokrwienia mięśnia sercowego, zawału, zaburzeń elektrolitowych (zwłaszcza potasu i wapnia) czy działań niepożądanych niektórych leków, np. antyarytmicznych. W dobrych standardach opisu EKG zawsze ocenia się załamki P, zespół QRS, odcinek ST i załamek T – nie można go pomijać, bo często to właśnie subtelna zmiana T jest pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak. Moim zdaniem, jeżeli ktoś chce dobrze ogarniać EKG w praktyce, powinien wyrobić sobie nawyk porównywania załamka T w poszczególnych odprowadzeniach, zwracając uwagę czy jest symetryczny, czy spłaszczony, czy odwrócony. W ratownictwie medycznym czy na oddziale intensywnej terapii szybkie wychwycenie wysokich, ostro zakończonych załamków T może sugerować hiperkaliemię, co jest potencjalnie stanem zagrożenia życia. Z kolei głębokie, ujemne załamki T w odprowadzeniach przedsercowych mogą wskazywać na świeże niedokrwienie lub tzw. zespół Wellensa. W technice diagnostyki elektromedycznej ważne jest też, żeby pamiętać, że artefakty, złe przyleganie elektrod czy napięcie mięśni pacjenta mogą zniekształcać załamek T, dlatego zawsze warto oceniać EKG w kontekście klinicznym i jakości zapisu, zgodnie z obowiązującymi standardami opisów EKG.

Pytanie 3

Kryterium rozpoznawczym dla fali δ (delta) w badaniu EKG jest

A. obniżenie odcinka ST.
B. zażębienie na ramieniu wstępującym załamka R.
C. uniesienie odcinka ST.
D. zażębienie na ramieniu zstępującym załamka R.
Prawidłowo – fala δ (delta) w EKG to właśnie takie charakterystyczne „zażębienie” na ramieniu wstępującym załamka R. Jest to typowy obraz w preekscytacji komór, szczególnie w zespole Wolffa-Parkinsona-White’a (WPW). Od strony technicznej wygląda to tak, że pobudzenie komór nie idzie wyłącznie przez fizjologiczny układ bodźcoprzewodzący (węzeł AV, pęczek Hisa, włókna Purkinjego), tylko częściowo przez dodatkową drogę przewodzenia (np. pęczek Kenta). To powoduje wcześniejsze, wolniejsze i „rozmyte” pobudzenie fragmentu mięśnia komór. Na zapisie EKG przekłada się to na poszerzenie zespołu QRS i właśnie na to łagodne, ale wyraźne zaokrąglone zażębienie na początku załamka R – czyli na jego ramieniu wstępującym. W praktyce, kiedy interpretujesz EKG i widzisz krótkie PQ (poniżej 120 ms), poszerzone QRS oraz falę delta, od razu trzeba myśleć o zespole WPW. To ma znaczenie nie tylko „na papierze”, ale też klinicznie: pacjenci z preekscytacją są bardziej narażeni na częstoskurcze nadkomorowe, a nawet na migotanie przedsionków przewodzone bardzo szybko na komory. Z mojego doświadczenia warto się nauczyć patrzeć specjalnie na początek zespołu QRS w odprowadzeniach V3–V6, bo tam fala delta często jest najlepiej widoczna. W dobrych praktykach diagnostyki EKG zawsze opisuje się obecność lub brak fali delta, bo wpływa to na dalsze decyzje: np. czy pacjent może bezpiecznie dostać niektóre leki antyarytmiczne albo czy kwalifikuje się do ablacji drogi dodatkowej. Takie szczegóły na pierwszy rzut oka wyglądają jak „mała kreska”, a w rzeczywistości decydują o rozpoznaniu groźnego, choć często dobrze leczącego się zaburzenia przewodzenia.

Pytanie 4

W zapisie EKG załamek U występuje bezpośrednio po załamku

A. P, u wszystkich pacjentów.
B. T, tylko u niektórych pacjentów.
C. P, tylko u niektórych pacjentów.
D. T, u wszystkich pacjentów.
Załamek U na zapisie EKG pojawia się, gdy w ogóle jest widoczny, bezpośrednio po załamku T. Poprawna odpowiedź mówi też, że występuje tylko u niektórych pacjentów – i to jest bardzo ważne. W standardowym opisie cyklu pracy serca w EKG mamy: załamek P (depolaryzacja przedsionków), zespół QRS (depolaryzacja komór), załamek T (repolaryzacja komór). Załamek U jest takim „dodatkowym” małym załamkiem, który bywa widoczny po T, ale nie jest obowiązkowym elementem zapisu. Moim zdaniem warto zapamiętać dwie rzeczy: po pierwsze – lokalizacja w czasie: U zawsze po T, nigdy przed nim. Po drugie – jego obecność jest zmienna osobniczo. U części zdrowych osób w ogóle go nie zobaczysz, a u innych będzie delikatny, niski, najlepiej widoczny w odprowadzeniach przedsercowych, zwłaszcza V2–V3. W praktyce technika EKG dobrze jest świadomie oceniać odcinek ST–T–U, bo niekiedy zmiany w obrębie załamka U mogą sugerować zaburzenia elektrolitowe, szczególnie hipokaliemię, albo działanie niektórych leków (np. antyarytmicznych). W hipokaliemii typowo załamek U staje się wyraźniejszy, wysoki w stosunku do T, czasem wręcz dominuje obraz końcowej części zespołu komorowego. W dobrych praktykach opisu EKG w dokumentacji medycznej załamek U opisuje się wtedy, gdy jest wyraźny, nietypowo wysoki, odwrócony lub zlewa się z załamkiem T, co może utrudniać pomiar odstępu QT. Właśnie dlatego rozumienie, że U pojawia się po T i nie zawsze występuje, pomaga uniknąć błędów przy interpretacji QT i QTc – bo nie wolno „na siłę” dopisywać U tam, gdzie go nie ma. Z mojego doświadczenia w nauce EKG dobrze jest po prostu przyzwyczaić oko: najpierw znaleźć T, a potem sprawdzić, czy po nim nie ma małego, dodatkowego załamka – to będzie właśnie U.

Pytanie 5

W leczeniu izotopowym tarczycy należy podać

A. doustnie emiter promieniowania alfa.
B. dożylnie emiter promieniowania beta.
C. doustnie emiter promieniowania beta.
D. dożylnie emiter promieniowania alfa.
W leczeniu izotopowym tarczycy standardem jest podanie doustne radiojodu, czyli emitera promieniowania beta. Najczęściej stosuje się jod-131, który gromadzi się selektywnie w tkance tarczycowej, bo tarczyca fizjologicznie wychwytuje jod z krwi do syntezy hormonów. Dzięki temu mamy coś w rodzaju „celowanej” radioterapii – promieniowanie beta działa głównie w obrębie tarczycy, a otaczające tkanki dostają relatywnie mniejszą dawkę. Emiter beta ma stosunkowo krótki zasięg w tkankach (kilka milimetrów), co ogranicza uszkodzenia narządów sąsiednich. Doustne podanie w kapsułce lub płynie jest wygodne, tanie, dobrze tolerowane przez pacjentów i zgodne z obowiązującymi procedurami medycyny nuklearnej. Podanie dożylne w tym wskazaniu nie jest potrzebne – układ pokarmowy bardzo dobrze wchłania jod, a później krew rozprowadza go do tarczycy. W praktyce klinicznej stosuje się tę metodę m.in. w leczeniu nadczynności tarczycy, wola toksycznego oraz po operacjach raka tarczycy do zniszczenia pozostałej tkanki tarczycowej lub przerzutów wychwytujących jod. Z mojego doświadczenia to jedno z prostszych do zapamiętania skojarzeń: tarczyca = jod-131 doustnie, emiter beta. W dobrych ośrodkach dużą wagę przykłada się do prawidłowego przygotowania pacjenta (dieta uboga w jod, odstawienie niektórych leków, weryfikacja ciąży u kobiet), a także do ochrony radiologicznej po podaniu dawki – pacjent dostaje szczegółowe zalecenia, jak ograniczyć narażenie domowników. Moim zdaniem warto to kojarzyć nie tylko jako „pytanie testowe”, ale jako klasyczny przykład praktycznego wykorzystania fizyki promieniowania w medycynie nuklearnej.

Pytanie 6

Podczas wykonywania zdjęć wewnątrzustnych zębów górnych linia Campera powinna przebiegać w stosunku do płaszczyzny podłogi

A. pod kątem 30°.
B. prostopadle.
C. równolegle.
D. pod kątem 50°.
Prawidłowo – przy wykonywaniu zdjęć wewnątrzustnych zębów górnych linia Campera powinna przebiegać równolegle do płaszczyzny podłogi. Linia Campera to odcinek łączący skrzydełko nosa z górnym brzegiem małżowiny usznej (tragusem). W stomatologii i technice zdjęć wewnątrzustnych traktuje się ją jako orientacyjną płaszczyznę poziomą twarzy. Ustawienie jej równolegle do podłogi stabilizuje pozycję głowy pacjenta i zapewnia powtarzalne warunki ekspozycji. Z mojego doświadczenia, jeśli głowa jest dobrze ustawiona względem linii Campera, łatwiej uniknąć zniekształceń geometrycznych, skróceń czy wydłużeń zębów na obrazie. W praktyce wygląda to tak, że prosisz pacjenta, żeby usiadł prosto, patrzył mniej więcej na wprost, a potem delikatnie korygujesz pochylenie głowy tak, aby linia od skrzydełka nosa do tragusa była możliwie pozioma. To jest szczególnie istotne przy zdjęciach zębów górnych, gdzie łatwo o nachylenie głowy do tyłu lub do przodu, co od razu psuje projekcję. W dobrych praktykach radiologii stomatologicznej zawsze podkreśla się, że pozycjonowanie pacjenta jest tak samo ważne jak dobór parametrów ekspozycji. Właściwe ustawienie głowy względem linii Campera pomaga też zachować prawidłową relację łuku zębowego do wiązki promieniowania, co poprawia czytelność przestrzeni międzykorzeniowych, wierzchołków korzeni i okolicy przywierzchołkowej. W nowoczesnych pracowniach robi się to często „na oko”, ale mimo wszystko opierając się właśnie na tej prostej zasadzie – linia Campera równoległa do podłogi.

Pytanie 7

Jaki kolor ma warstwa korowa kości w badaniu MR na obrazie T1- zależnym?

A. Jasnoszary.
B. Biały.
C. Czarny.
D. Ciemnoszary.
Prawidłowo – w klasycznym badaniu MR, w sekwencji T1-zależnej, warstwa korowa kości (czyli zbita kość korowa) jest praktycznie zawsze czarna. Wynika to z jej budowy: kość zbita zawiera bardzo mało wolnych protonów wodoru (prawie brak wody i tłuszczu), a to właśnie protony wodoru odpowiadają za sygnał w rezonansie. Jeśli nie ma protonów zdolnych do wzbudzenia, to nie ma też sygnału – dlatego korowa kość daje tzw. sygnał zerowy i na obrazie T1 wygląda jak czarna obwódka wokół kości gąbczastej. W praktyce klinicznej jest to fajny punkt orientacyjny: na T1 można łatwo odróżnić czarną, cienką warstwę korową od jaśniejszego szpiku żółtego w środku kości, który zawiera tłuszcz i przez to jest jasny. W opisach badań MR przyjmuje się, że prawidłowa korowa kość jest hipointensywna (bardzo niskiego sygnału) we wszystkich standardowych sekwencjach, zarówno T1, jak i T2, STIR czy PD. Jeśli gdzieś widzimy, że „kość korowa” nagle nie jest czarna, tylko robi się szarawa lub pojawia się w niej sygnał, to jest to sygnał alarmowy – może świadczyć o złamaniu, nacieczeniu nowotworowym, obrzęku lub artefakcie. Z mojego doświadczenia, dobrą praktyką jest zawsze porównywanie grubości i ciągłości tej czarnej obwódki na sąsiednich przekrojach. W nauce MR warto też pamiętać, że czarne są nie tylko kości korowe, ale też powietrze i niektóre struktury z przepływem szybkiego krwi (tzw. flow void), więc interpretacja zawsze musi uwzględniać anatomię i kontekst kliniczny.

Pytanie 8

Podczas badania EEG otwarcie oczu powoduje

A. reakcję paradoksalną.
B. zjawisko habituacji.
C. spontaniczną hiperwentylację.
D. zaniknięcie rytmu alfa.
Prawidłowo – podczas badania EEG otwarcie oczu powoduje zanik, czyli blokowanie rytmu alfa w okolicach potylicznych. U zdrowej, zrelaksowanej osoby, leżącej spokojnie z zamkniętymi oczami, dominuje właśnie rytm alfa: fale o częstotliwości około 8–13 Hz, najlepiej widoczne w odprowadzeniach potylicznych (O1, O2). Jest to taki „fizjologiczny podpis” stanu czuwania w spoczynku z zamkniętymi oczami. W momencie, kiedy badany otwiera oczy, do kory wzrokowej dociera strumień bodźców wzrokowych i aktywność bioelektryczna ulega desynchronizacji – zamiast ładnego, regularnego rytmu alfa pojawia się bardziej niskonapięciowa, szybka czynność beta lub mieszanina różnych częstotliwości. Ten efekt nazywa się blokowaniem albo wygaszeniem rytmu alfa (ang. alpha blocking). Dla technika EEG to jest bardzo praktyczna sprawa: reakcja na otwarcie oczu jest jednym z podstawowych testów jakości zapisu i stanu pacjenta. Jeśli rytm alfa się nie pojawia przy zamkniętych oczach albo nie znika po ich otwarciu, to od razu zapala się lampka ostrzegawcza – można podejrzewać np. uszkodzenie kory potylicznej, głębokie zaburzenia świadomości, działanie leków, czasem artefakty. W standardach wykonywania EEG (np. zalecenia IFCN, krajowe wytyczne pracowni EEG) zawsze podkreśla się konieczność rejestrowania fragmentów z oczami zamkniętymi i otwartymi oraz dokładnego opisywania reaktywności rytmu alfa. W praktyce klinicznej ocena tego zjawiska pomaga różnicować stany śpiączki, encefalopatie metaboliczne czy efekty działania leków sedacyjnych. Z mojego doświadczenia warto sobie to dobrze zapamiętać: oczy zamknięte – alfa się pojawia, oczy otwarte – alfa znika. To jest jeden z najbardziej klasycznych i powtarzalnych elementów zapisu EEG, który bardzo często pojawia się też na egzaminach i w zadaniach testowych.

Pytanie 9

W celu unieruchomienia okolicy badanej podczas wykonywania zdjęcia nadgarstka u osoby dorosłej należy zastosować

A. tubus.
B. bobiks.
C. woreczek z piaskiem.
D. cefalostat.
Prawidłowo – przy wykonywaniu zdjęcia RTG nadgarstka u osoby dorosłej standardowo stosuje się proste, mechaniczne unieruchomienie, czyli właśnie woreczek z piaskiem. Taki woreczek jest ciężki, dobrze dopasowuje się do kształtu kończyny i stabilizuje dłoń oraz przedramię na stole, nie powodując dodatkowego dyskomfortu. W praktyce technik układa rękę na detektorze lub kasecie, ustawia odpowiednią projekcję (np. PA, skośną, boczną), a następnie dociska okolicę badaną jednym lub dwoma woreczkami z piaskiem. Dzięki temu ogranicza ruchy mimowolne i napinanie mięśni, które są częstą przyczyną poruszenia obrazu i konieczności powtarzania ekspozycji. To jest bardzo zgodne z zasadą ALARA – im mniej powtórek, tym mniejsze narażenie pacjenta na promieniowanie jonizujące. Moim zdaniem to jest taki podstawowy, a trochę niedoceniany element poprawnego pozycjonowania. W wytycznych pracowni radiologicznych i w podręcznikach techniki radiologicznej zawsze podkreśla się, że przy badaniach kości kończyn górnych, szczególnie drobnych stawów, stosuje się proste pomoce pozycjonujące: kliny, gąbki, taśmy i właśnie woreczki z piaskiem. W odróżnieniu od bardziej skomplikowanych uchwytów czy ram, woreczek nie daje artefaktów na obrazie, nie zasłania struktur kostnych i pozwala swobodnie modelować ułożenie ręki. W praktyce, przy zdjęciach pourazowych, kiedy pacjent odczuwa ból i ma ograniczoną ruchomość, taki stabilizator jest wręcz niezbędny, żeby uzyskać ostre, diagnostyczne zdjęcie nadgarstka bez drżenia i zmian pozycji w trakcie ekspozycji.

Pytanie 10

Na scyntygramie tarczycy został uwidoczniony guzek

Ilustracja do pytania
A. gorący w płacie lewym.
B. gorący w płacie prawym.
C. zimny w płacie prawym.
D. zimny w płacie lewym.
Prawidłowo wskazany został guzek gorący w płacie prawym. Na scyntygramie tarczycy obszar „gorący” to miejsce, gdzie znacznik radioizotopowy (najczęściej technet-99m lub jod-123) gromadzi się intensywniej niż w otaczającym miąższu. W obrazie widzimy to jako ognisko o wyraźnie wyższym wychwycie – bardziej „jasne” lub o intensywniejszej barwie w skali kolorowej. Guzek gorący zwykle oznacza zmianę autonomiczną, czyli fragment tarczycy, który produkuje hormony niezależnie od kontroli przysadki. W praktyce przy prawidłowo wykonanym badaniu taki guzek bardzo często odpowiada tzw. autonomicznemu gruczolakowi toksycznemu, który może być przyczyną nadczynności tarczycy. Moim zdaniem najważniejsza w interpretacji jest orientacja obrazu: standardowo projekcja AP tarczycy jest prezentowana tak, że prawa strona pacjenta znajduje się po lewej stronie obrazu (czyli jak w typowym RTG klatki piersiowej). Technicy i lekarze medycyny nuklearnej muszą o tym pamiętać, bo pomylenie stron prowadzi do błędnego opisu płata. W dobrych pracowniach zawsze zaznacza się kierunek projekcji (np. AP) oraz stosuje się znaczniki orientacyjne albo opis słowny w protokole badania. Guzek gorący w prawym płacie ma też konkretne konsekwencje kliniczne. Taki pacjent będzie kwalifikowany raczej do leczenia jodem promieniotwórczym lub do zabiegu chirurgicznego, a nie do biopsji cienkoigłowej w pierwszym rzucie, bo ryzyko nowotworu w guzku gorącym jest niewielkie. W codziennej pracy technika elektroradiologii ważne jest poprawne ułożenie pacjenta (pozycja leżąca lub siedząca, szyja lekko odgięta), prawidłowe skalibrowanie gammakamery i dobranie czasu akwizycji, żeby różnice wychwytu między miąższem a guzkiem były wyraźne i nieprzekłamane przez szumy. Z mojego doświadczenia, im lepiej opanuje się zasady orientacji anatomicznej w projekcjach medycyny nuklearnej, tym mniej jest później pomyłek przy opisie takich ognisk jak ten guzek w prawym płacie.

Pytanie 11

W scyntygrafii wykorzystywane są głównie radioizotopy emitujące promieniowanie

A. gamma.
B. beta.
C. alfa.
D. neutronowe.
W scyntygrafii kluczowe jest to, żeby rejestrować promieniowanie wychodzące z wnętrza ciała pacjenta za pomocą gammakamery. Z tego powodu wykorzystuje się przede wszystkim radioizotopy emitujące promieniowanie gamma. Foton gamma ma dużą przenikliwość, przechodzi przez tkanki i może zostać zarejestrowany na zewnątrz organizmu przez detektor z kryształem scyntylacyjnym (np. NaI(Tl)). Dzięki temu aparat może zbudować obraz rozkładu radiofarmaceutyku w narządach – np. w kościach, nerkach, tarczycy czy mięśniu sercowym. Moim zdaniem to jest właśnie najważniejsza rzecz do zapamiętania: scyntygrafia = gamma + gammakamera. W praktyce klinicznej używa się typowo izotopów takich jak technet-99m (99mTc), jod-123, tal-201, a w PET – emiterów pozytonów, ale i tak końcowo rejestrowane jest promieniowanie gamma powstałe przy anihilacji. Standardy medycyny nuklearnej kładą nacisk na dobór takich radionuklidów, które emitują fotony gamma o odpowiedniej energii (zwykle ok. 100–200 keV), bo wtedy kompromis między dawką dla pacjenta a jakością obrazu jest najlepszy. Za duża energia – gorsza czułość detektora i większe problemy z osłonami; za mała – fotony są zbyt łatwo pochłaniane w tkankach. Dodatkowo emisja gamma nie wymaga, żeby cząstki opuszczały ciało i oddziaływały bezpośrednio z tkanką w miejscu detektora, jak to jest w radioterapii, tylko ma służyć wyłącznie do obrazowania. W dobrze prowadzonych pracowniach medycyny nuklearnej cała aparatura, osłony, kolimatory są właśnie zoptymalizowane pod promieniowanie gamma, co jest zgodne z obowiązującymi wytycznymi i normami ochrony radiologicznej.

Pytanie 12

Diagnozowanie metodą PET oparte jest na zjawisku

A. Comptona.
B. rozproszenia klasycznego.
C. fotoelektrycznym.
D. anihilacji pozytonu i elektronu.
Prawidłowa odpowiedź opiera się na kluczowym zjawisku fizycznym w medycynie nuklearnej: anihilacji pozytonu i elektronu. W badaniu PET (Pozytonowa Tomografia Emisyjna) do organizmu podaje się radiofarmaceutyk, który emituje pozytony, najczęściej jest to 18F-FDG, czyli fluorodeoksyglukoza znakowana fluorem-18. Pozyton, czyli dodatnio naładowany odpowiednik elektronu, po bardzo krótkiej drodze w tkance zderza się z elektronem. W momencie ich spotkania dochodzi do anihilacji – masa obu cząstek zamienia się w energię w postaci dwóch kwantów promieniowania gamma o energii 511 keV, wysyłanych prawie dokładnie w przeciwne strony (pod kątem około 180°). I właśnie to rejestruje skaner PET. Detektory ustawione w pierścieniu wokół pacjenta wychwytują te dwa fotony w tzw. koincydencji. System elektroniki i oprogramowanie rekonstruują na tej podstawie, wzdłuż której linii w ciele pacjenta doszło do anihilacji. Z mojego doświadczenia to jest główny moment „olśnienia” u uczniów: PET nie rejestruje bezpośrednio pozytonów, tylko fotony powstałe po ich anihilacji. W praktyce klinicznej pozwala to bardzo dokładnie oceniać metabolizm tkanek, np. w onkologii do wykrywania przerzutów, w kardiologii do oceny żywotności mięśnia sercowego, a w neurologii do analizy metabolizmu mózgu. Standardem jest też łączenie PET z TK (PET/CT), dzięki czemu oprócz informacji czynnościowej (metabolizm, perfuzja) mamy dokładne odniesienie anatomiczne. Dobre praktyki wymagają poprawnego przygotowania pacjenta (np. głodówka, kontrola glikemii przy FDG), bo to wpływa na wychwyt radiofarmaceutyku i jakość obrazów. Moim zdaniem zrozumienie anihilacji to podstawa, żeby nie mylić PET z klasycznym RTG czy TK, które bazują na zupełnie innych zjawiskach fizycznych.

Pytanie 13

W celu wykonania badania scyntygraficznego układu kostnego radiofarmaceutyk należy podać pacjentowi

A. domięśniowo.
B. doustnie.
C. podskórnie.
D. dożylnie.
W scyntygrafii układu kostnego standardem jest podanie radiofarmaceutyku wyłącznie dożylnie. Wynika to z mechanizmu działania tych preparatów: typowo stosuje się fosfoniany znakowane technetem-99m (np. 99mTc-MDP, 99mTc-HDP), które muszą szybko trafić do krwiobiegu, a następnie zostać wychwycone przez tkankę kostną, głównie w miejscach wzmożonego metabolizmu kostnego. Podanie dożylne gwarantuje przewidywalną kinetykę, równomierne rozprowadzenie w organizmie i możliwość prawidłowego zaplanowania czasu obrazowania (zwykle 2–4 godziny po iniekcji). Z mojego doświadczenia, jeśli dawka jest podana do żyły prawidłowo, obraz w gammakamerze jest czytelny, a stosunek sygnału z kości do tła miękkotkankowego jest optymalny. W medycynie nuklearnej trzyma się zasady, że radiofarmaceutyk podajemy w taki sposób, aby szybko i kontrolowanie uzyskać odpowiednie stężenie w narządzie docelowym, przy jak najmniejszej dawce całkowitej dla pacjenta. Dlatego drogi podania, które powodują opóźnione, nieprzewidywalne wchłanianie (jak doustna czy podskórna), są tutaj po prostu nieakceptowalne. Dożylne podanie umożliwia też natychmiastową reakcję, jeśli dojdzie do wynaczynienia – można ocenić miejsce wkłucia, przepłukać dostęp, odpowiednio opisać badanie. W wytycznych pracowni medycyny nuklearnej i w standardach EANM (European Association of Nuclear Medicine) wyraźnie podkreśla się, że scyntygrafia kości jest badaniem wymagającym prawidłowego dostępu żylnego, bo od tego zależy jakość diagnostyczna obrazów, a w konsekwencji trafność rozpoznania zmian przerzutowych, zapalnych czy pourazowych.

Pytanie 14

DSA to cyfrowa

A. limfografia subtrakcyjna.
B. arteriografia subtrakcyjna.
C. angiografia subtrakcyjna.
D. flebografia subtrakcyjna.
Prawidłowa odpowiedź to cyfrowa angiografia subtrakcyjna, czyli Digital Subtraction Angiography (DSA). Rozszyfrowanie skrótu jest tu kluczowe: „A” pochodzi od angiography, czyli obrazowania naczyń krwionośnych. W DSA chodzi dokładnie o to, żeby jak najczyściej uwidocznić tętnice i żyły po podaniu kontrastu jodowego, a jednocześnie „odjąć” (subtrakcyjnie) obraz kości i tkanek miękkich. Technicznie wygląda to tak, że najpierw rejestruje się obraz „maskę” bez kontrastu, a potem serię obrazów po jego podaniu. Komputer piksel po pikselu odejmuje maskę od kolejnych klatek, dzięki czemu zostaje głównie to, co się zmieniło, czyli kontrast w naczyniach. W praktyce klinicznej DSA jest standardem w diagnostyce zwężeń tętnic szyjnych, tętniaków mózgowych, malformacji naczyniowych, zmian w tętnicach wieńcowych, kończyn dolnych czy tętnic nerkowych. Często wykorzystuje się ją także jako badanie łączone z zabiegiem – tzw. procedury endowaskularne: angioplastyka balonowa, implantacja stentów, embolizacja. Z mojego doświadczenia, w pracowniach hemodynamiki i angiografii pacjent z istotnym zwężeniem tętnicy zwykle w tym samym „wejściu” ma robioną i diagnostykę (DSA), i leczenie. DSA wymaga dobrej jakości aparatu angiograficznego, stabilnego ułożenia pacjenta, odpowiedniej dawki kontrastu oraz synchronizacji ekspozycji z podaniem kontrastu. Z punktu widzenia dobrych praktyk ważne jest ograniczanie dawki promieniowania (ALARA), monitorowanie ilości kontrastu i kontrola ryzyka nefropatii pokontrastowej. Cyfrowa arteriografia, flebografia czy limfografia mogą być wykonywane, ale jako techniki szczegółowe – DSA dotyczy ogólnie angiografii, a nie tylko jednego typu naczynia.

Pytanie 15

Promieniowanie rentgenowskie jest

A. falą ultradźwiękową.
B. falą elektromagnetyczną.
C. strumieniem elektronów.
D. strumieniem protonów.
Promieniowanie rentgenowskie należy do fal elektromagnetycznych, tak samo jak światło widzialne, ultrafiolet, podczerwień czy promieniowanie gamma. Różni się od nich głównie długością fali i energią kwantów. Promieniowanie X ma bardzo krótką długość fali i wysoką energię, dzięki czemu ma właściwości jonizujące – potrafi wybijać elektrony z atomów. To właśnie ta cecha pozwala na tworzenie obrazów w radiologii, ale jednocześnie wymaga ścisłego przestrzegania zasad ochrony radiologicznej. W aparacie RTG elektrony są rozpędzane i gwałtownie hamowane na anodzie lampy – w tym procesie powstaje promieniowanie hamowania oraz charakterystyczne, ale końcowy efekt i tak jest taki, że wychodzi z lampy wiązka fali elektromagnetycznej o określonym widmie energii. W praktyce medycznej to promieniowanie przechodzi przez ciało pacjenta i jest różnie pochłaniane przez tkanki: kości absorbują więcej, płuca mniej, dlatego na detektorze lub kliszy powstaje kontrastowy obraz. W tomografii komputerowej, mammografii czy radiografii cyfrowej zasada fizyczna jest ta sama – zawsze pracujemy z falą elektromagnetyczną z zakresu promieniowania X, tylko zmieniają się parametry ekspozycji, geometria wiązki i rodzaj detektora. Warto też pamiętać, że zgodnie z podstawami fizyki medycznej i normami opisującymi pracę z promieniowaniem jonizującym (np. zalecenia ICRP), wszystkie procedury z użyciem RTG traktowane są jako praca z promieniowaniem elektromagnetycznym, a nie z wiązką cząstek materialnych. Moim zdaniem dobrze jest to sobie jasno poukładać, bo potem łatwiej zrozumieć takie pojęcia jak energia fotonu, twardość wiązki, filtracja czy warstwa półchłonna.

Pytanie 16

W którym okresie ciąży wykonanie u kobiety zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej jest najbardziej szkodliwe dla płodu?

A. Między 13 a 18 tygodniem ciąży.
B. Między 19 a 25 tygodniem ciąży.
C. Między 3 a 12 tygodniem ciąży.
D. Między 26 a 40 tygodniem ciąży.
Prawidłowo wskazany okres 3–12 tygodnia ciąży to tzw. faza organogenezy, czyli intensywnego kształtowania się narządów płodu. W tym czasie promieniowanie jonizujące, nawet w stosunkowo małych dawkach, może zaburzać procesy podziału i różnicowania komórek. Może to prowadzić do powstania wad wrodzonych, poronień lub ciężkich zaburzeń rozwojowych. Dlatego właśnie ten okres uważa się za najbardziej wrażliwy na działanie promieniowania, co jest mocno podkreślane w wytycznych ochrony radiologicznej kobiet ciężarnych. W praktyce klinicznej, zgodnie z zasadą ALARA (As Low As Reasonably Achievable), u kobiety w I trymestrze unika się badań RTG wszędzie tam, gdzie tylko jest to możliwe, a jeśli badanie jest absolutnie konieczne, musi być bardzo dobrze uzasadnione przez lekarza i odpowiednio udokumentowane. Z mojego doświadczenia w pracy z materiałami szkoleniowymi wynika, że standardem jest w pierwszej kolejności rozważenie metod bezpromiennych, takich jak USG czy MRI bez kontrastu, a dopiero gdy one nie wystarczają – planowanie RTG z maksymalnym ograniczeniem dawki i zastosowaniem osłon (np. fartuch ołowiany na okolice brzucha i miednicy). W obrazowaniu klatki piersiowej u ciężarnej kładzie się nacisk na odpowiednie parametry techniczne aparatu, ograniczenie liczby projekcji do niezbędnego minimum oraz bardzo dokładne kolimowanie wiązki, żeby jak najmniejsza część ciała była napromieniana. W dobrych praktykach radiologicznych zawsze pojawia się też obowiązek pytania pacjentki o możliwość ciąży przed badaniem RTG i – jeśli istnieje ryzyko, że jest to wczesna ciąża – rozważenie przełożenia badania lub zmiany metody diagnostycznej. Ten sposób myślenia, moim zdaniem, jest kluczowy: najpierw bezpieczeństwo płodu, potem wygoda diagnostyczna.

Pytanie 17

Przyczyną zaniku kostnego jest

A. nadmiar witaminy D3.
B. utrata macierzy kostnej.
C. duży i częsty wysiłek.
D. przedawkowanie spożycia wapnia.
Prawidłowo wskazana przyczyna zaniku kostnego to utrata macierzy kostnej. Kość nie jest strukturą „martwą”, tylko żywą tkanką, która stale się przebudowuje. Podstawą tej przebudowy jest właśnie macierz kostna, czyli rusztowanie zbudowane głównie z kolagenu typu I, na którym odkładają się sole mineralne – głównie fosforan wapnia w postaci hydroksyapatytu. Gdy dochodzi do przewagi procesów resorpcji (działanie osteoklastów) nad tworzeniem nowej tkanki kostnej (osteoblasty), macierz jest stopniowo tracona i rozwija się zanik kostny, np. w osteoporozie czy przy długotrwałym unieruchomieniu kończyny. W praktyce klinicznej widać to bardzo wyraźnie w badaniach obrazowych: na zdjęciach RTG obserwuje się obniżenie gęstości kostnej, ścieńczenie beleczek kostnych, poszerzenie jam szpikowych. W densytometrii (DXA) notuje się spadek T-score, co od razu kojarzy się z utratą masy i jakości macierzy kostnej. Moim zdaniem warto zapamiętać, że sama obecność wapnia to za mało – bez prawidłowej macierzy kolagenowej nie ma gdzie tego wapnia „przyczepić”. Dlatego w profilaktyce i leczeniu osteoporozy tak duży nacisk kładzie się nie tylko na suplementację wapnia i witaminy D3, ale też na aktywność fizyczną, prawidłową dietę białkową oraz unikanie leków i stanów, które nasilają resorpcję kości. W standardach postępowania (np. zalecenia towarzystw osteologicznych) wyraźnie podkreśla się rolę równowagi między tworzeniem macierzy a jej degradacją: jeśli ta równowaga jest zaburzona na korzyść utraty, to właśnie wtedy rozwija się zanik kostny, widoczny później w badaniach obrazowych i objawach klinicznych, jak złamania niskoenergetyczne czy obniżenie wzrostu.

Pytanie 18

Zadaniem technika elektroradiologa w pracowni naczyniowej jest

A. przygotowanie niezbędnych narzędzi.
B. przygotowanie cewników.
C. wprowadzenie cewnika w światło naczyń.
D. nadzorowanie sprawnego działania aparatury rentgenowskiej.
Prawidłowo wskazana rola technika elektroradiologa w pracowni naczyniowej to nadzorowanie sprawnego działania aparatury rentgenowskiej. W pracowni angiograficznej technik jest odpowiedzialny przede wszystkim za stronę techniczną badania, a nie za wykonywanie czynności inwazyjnych w obrębie naczyń. To lekarz – najczęściej radiolog interwencyjny, kardiolog lub chirurg naczyniowy – wprowadza cewnik do światła naczynia, prowadzi go, podaje kontrast i wykonuje właściwy zabieg. Technik natomiast musi zadbać o to, żeby cały system obrazowania działał stabilnie, bezpiecznie i dawał obrazy o jak najlepszej jakości przy możliwie najmniejszej dawce promieniowania. W praktyce oznacza to m.in. prawidłowe ustawienie parametrów ekspozycji, kontrolę pracy lampy rentgenowskiej, generatora, stołu angiograficznego, systemu akwizycji obrazu oraz monitorów. Technik sprawdza przed badaniem poprawność działania układów sterowania, kolimatorów, systemów automatycznej kontroli ekspozycji, a także współpracuje z lekarzem przy doborze protokołów obrazowania, np. częstości serii, czasu akwizycji, projekcji, synchronizacji z podaniem kontrastu. Moim zdaniem bardzo ważne jest też to, że technik pilnuje bezpieczeństwa radiologicznego całego zespołu i pacjenta: dobiera osłony, kontroluje dawkę, dba o prawidłowe ustawienie ramienia C, żeby ograniczyć niepotrzebne ekspozycje. W dobrze działającej pracowni naczyniowej technik jest takim „operatorem systemu”, który musi szybko reagować, gdy pojawiają się komunikaty błędów, spadek jakości obrazu, przegrzewanie lampy czy problemy z archiwizacją w systemie PACS. To wszystko bezpośrednio przekłada się na bezpieczeństwo zabiegu, komfort pracy lekarza i skuteczność diagnostyki oraz terapii.

Pytanie 19

Badanie polegające na wprowadzeniu cewnika przez pęcherz moczowy do moczowodu i miedniczki nerkowej i podaniu środka kontrastującego to

A. pielografia zstępująca.
B. cystografia.
C. urografia.
D. pielografia wstępująca.
W tym pytaniu kluczowe jest zrozumienie kierunku podawania kontrastu i miejsca jego wprowadzenia. W opisie mowa jest wyraźnie o wprowadzeniu cewnika przez pęcherz moczowy do moczowodu i miedniczki nerkowej, a następnie podaniu kontrastu. To oznacza, że kontrast podajemy „od dołu do góry”, czyli wbrew naturalnemu spływowi moczu. W terminologii radiologicznej takie badanie nazywamy pielografią wstępującą. Częsty błąd polega na automatycznym kojarzeniu wszystkich badań z kontrastem w drogach moczowych z urografią. Urografia to badanie, w którym środek kontrastowy podaje się dożylnie, a nerki wydalają go do układu kielichowo‑miedniczkowego, moczowodów i pęcherza. Nie ma tam cewnikowania moczowodu ani bezpośredniego podania kontrastu do miedniczki. To badanie bardziej „ogląda” cały układ moczowy w sposób fizjologiczny, w czasie wydalania kontrastu. Cystografia natomiast dotyczy wyłącznie pęcherza moczowego. Kontrast podaje się przez cewnik do pęcherza i ocenia się jego kształt, szczelność ścian, ewentualny refluks pęcherzowo‑moczowodowy. Nie wchodzi się wtedy cewnikiem do moczowodu ani do miedniczki, więc opis z pytania do cystografii w ogóle nie pasuje. Pielografia zstępująca to określenie używane dla badań, w których kontrast spływa z góry w dół, najczęściej po podaniu go do układu kielichowo‑miedniczkowego od strony nerki, np. przez przetokę nerkową lub w trakcie urografii, gdy kontrast jest już w miedniczce i „schodzi” do moczowodu. W pytaniu jednak mamy wyraźnie drogę odwrotną – wejście przez pęcherz i podanie kontrastu w kierunku nerki. Moim zdaniem najważniejsze, żeby zapamiętać prostą zasadę: jeśli kontrast idzie pod prąd, z pęcherza w stronę nerki – mówimy o pielografii wstępującej; jeśli spływa z nerki w stronę pęcherza – mamy obraz zstępujący. To pomaga uniknąć mylenia nazw, które na pierwszy rzut oka brzmią bardzo podobnie.

Pytanie 20

Który narząd widoczny jest na wydruku badania ultrasonograficznego?

Ilustracja do pytania
A. Śledziona.
B. Tarczyca.
C. Pęcherzyk żółciowy.
D. Nerka.
Na obrazie z badania USG widoczna jest nerka, co można rozpoznać po bardzo charakterystycznym układzie warstw echogeniczności. W prawidłowym badaniu nerka ma kształt zbliżony do fasolki, z wyraźnie odgraniczoną korą i rdzeniem. Kora nerkowa jest zazwyczaj umiarkowanie hypoechogeniczna w stosunku do wątroby, natomiast wnęka i zatoka nerkowa dają silnie echogeniczny obraz z powodu obecności tkanki tłuszczowej, naczyń i układu kielichowo‑miedniczkowego. W przekroju podłużnym, tak jak na typowym wydruku, dobrze widać podział na biegun górny, biegun dolny i ciągłość miąższu. Moim zdaniem to jest jeden z łatwiejszych do zapamiętania obrazów, bo ta „fasolka” z jasnym środkiem naprawdę się wyróżnia. W praktyce klinicznej ultrasonografia nerek jest podstawowym, nieinwazyjnym badaniem pierwszego rzutu przy bólach w okolicy lędźwiowej, podejrzeniu kamicy, wad wrodzonych układu moczowego czy monitorowaniu przewlekłej choroby nerek. Standardy opisowe zalecają ocenę wielkości nerek, grubości kory, zarysu torebki, echostruktury miąższu oraz obecności poszerzenia układu kielichowo‑miedniczkowego (np. wodonercze). Dodatkowo, w trybie dopplerowskim ocenia się przepływy w tętnicach nerkowych, co ma znaczenie w nadciśnieniu naczyniowo‑nerkowym. Dobra praktyka w pracowni USG to skanowanie nerki w co najmniej dwóch płaszczyznach: podłużnej i poprzecznej, z porównaniem obu stron. W technikum i w pracy warto wyrobić sobie nawyk: jak widzę strukturę fasolowatą, z jasną zatoką w środku i ciemniejszą korą dookoła – najpierw myślę o nerce, a dopiero potem rozważam inne narządy.

Pytanie 21

Testy podstawowe z zakresu geometrii pola rentgenowskiego, przeznaczone do sprawdzenia zgodności pola wiązki promieniowania rentgenowskiego z symulacją świetlną, są wykonywane raz

A. w tygodniu.
B. w roku.
C. w kwartale.
D. w miesiącu.
Prawidłowa odpowiedź „w miesiącu” wynika z przyjętych w radiologii standardów kontroli jakości dla aparatów rentgenowskich. Testy podstawowe z zakresu geometrii pola rentgenowskiego mają za zadanie sprawdzić, czy pole wiązki promieniowania rzeczywiście pokrywa się z tym, co pokazuje lampa z kolimatorem i symulacja świetlna. Innymi słowy, czy to, co widzisz w polu świetlnym na stole, faktycznie jest naświetlane promieniowaniem X. Moim zdaniem to jest absolutny fundament bezpiecznej pracy w pracowni RTG, bo każdy błąd w geometrii pola od razu odbija się na jakości obrazu i na narażeniu pacjenta. Zgodnie z dobrymi praktykami (różne wytyczne krajowe i europejskie dotyczące kontroli jakości w diagnostyce obrazowej) testy geometrii pola zalicza się do tzw. testów podstawowych, wykonywanych cyklicznie, zwykle właśnie raz w miesiącu. Chodzi o sprawdzenie zgodności wielkości pola, jego centrowania względem kasety/detektora, zbieżności osi wiązki z osią stołu i lampy, oraz zgodności wskaźników odległości ognisko–detektor. W praktyce taki test może polegać na ułożeniu specjalnego fantomu do testów geometrii pola, z naniesionymi znacznikami, i wykonaniu ekspozycji przy różnych ustawieniach pola świetlnego. Potem ocenia się, czy krawędzie obszaru naświetlonego zgadzają się z zaznaczonym obszarem w polu świetlnym, zwykle dopuszczalne odchylenia są rzędu kilku procent wymiaru pola (np. 2% SID). Regularność comiesięcznego testu ma sens, bo geometria pola może się stopniowo rozjeżdżać: poluzowane mechanizmy kolimatora, uszkodzenie lustra, zmiana położenia żarówki, drobne uderzenia lampą o stół – to wszystko w praktyce się zdarza. Miesięczny interwał jest takim rozsądnym kompromisem: na tyle często, żeby szybko wychwycić nieprawidłowości, a jednocześnie nie paraliżować pracy pracowni nadmiarem testów. W wielu pracowniach, z mojego doświadczenia, łączy się ten test z innymi prostymi kontrolami okresowymi, np. sprawdzeniem działania wskaźników odległości, poprawności blokad mechanicznych czy stabilności nastaw ekspozycji. To wszystko wpisuje się w system zapewnienia jakości i ochrony radiologicznej, gdzie jednym z kluczowych celów jest unikanie zbędnych powtórzeń badań i ograniczanie dawek dla pacjenta i personelu.

Pytanie 22

Który artefakt uwidoczniono na skanie RM głowy?

Ilustracja do pytania
A. Przesunięcie chemiczne.
B. Poruszenie pacjenta.
C. Efekt uśrednienia.
D. Zawijanie obrazu.
Prawidłowo rozpoznano artefakt zawijania obrazu (aliasing). Na tym skanie RM głowy widać struktury anatomiczne „przeniesione” spoza pola widzenia (FOV) do wnętrza obrazu – wyglądają jakby fragment czaszki lub tkanek miękkich nagle pojawiał się w nienaturalnym miejscu, przy brzegu kadru. To właśnie typowy obraz zawijania: sygnał z obszaru poza FOV zostaje „zmapowany” po przeciwnej stronie obrazu w kierunku fazowym. W praktyce klinicznej ten artefakt występuje najczęściej przy zbyt małym polu obrazowania w osi przednio–tylnej lub lewo–prawo, szczególnie w badaniach głowy, kręgosłupa szyjnego i jamy brzusznej. Dobre praktyki według standardów producentów aparatów MR i wytycznych to m.in.: zwiększenie FOV w kierunku fazowym, zastosowanie oversamplingu (phase oversampling, no phase wrap), zmianę kierunku kodowania fazy, a w razie potrzeby użycie cewek powierzchniowych o mniejszym zasięgu. Moim zdaniem bardzo ważne jest, żeby w technikum od razu kojarzyć: obraz „przełożony” przez krawędź kadru = zawijanie, a nie poruszenie czy efekt uśrednienia. W realnej pracy technika zawijanie potrafi całkowicie uniemożliwić ocenę np. tylnej jamy czaszki, jeśli sygnał z nosa lub twarzy wchodzi w pole móżdżku, dlatego rutynowo kontroluje się FOV i parametry fazy jeszcze przed rozpoczęciem sekwencji. Warto też pamiętać, że w sekwencjach szybkich, np. FSE, aliasing może być bardziej widoczny, więc tym bardziej trzeba pilnować ustawień.

Pytanie 23

Które odprowadzenie w badaniu EKG rejestruje różnice potencjałów pomiędzy lewym a prawym przedramieniem?

A. I
B. aVR
C. aVL
D. III
Prawidłowe jest odprowadzenie I, bo właśnie ono rejestruje różnicę potencjałów pomiędzy prawym a lewym przedramieniem. W standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Odprowadzenie I ma elektrodę dodatnią na lewym przedramieniu (lewa ręka – LA) i elektrodę ujemną na prawym przedramieniu (prawa ręka – RA). Czyli zapis pokazuje, jak impuls elektryczny serca „widzi” różnicę napięcia między tymi dwoma kończynami. To jest absolutna podstawa osi elektrycznej serca i ogólnej interpretacji EKG. W praktyce, jeśli np. elektrodę z prawej ręki założysz w złym miejscu albo odwrotnie podłączysz przewody, odprowadzenie I od razu będzie wyglądało dziwnie: załamki P, zespół QRS czy T mogą się odwrócić. Dlatego technicy EKG i pielęgniarki są uczeni, żeby bardzo pilnować prawidłowego rozmieszczenia elektrod kończynowych – bo odprowadzenia I, II, III są bazą do wyliczania osi serca, a także do tworzenia odprowadzeń aVR, aVL i aVF. Moim zdaniem, jeśli ktoś dobrze rozumie dokładnie to jedno odprowadzenie, to dużo łatwiej ogarnia resztę. W dobrych praktykach przyjmuje się, że elektrody kończynowe można zakładać nie tylko na nadgarstkach, ale też wyżej na przedramionach czy nawet na ramionach, byle zachować układ RA–LA–LL (prawa ręka, lewa ręka, lewa noga). Niezależnie od tego, czy elektroda jest trochę wyżej czy niżej, odprowadzenie I zawsze opisuje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. To też tłumaczy, dlaczego w odprowadzeniu I przy prawidłowym zapisie QRS jest najczęściej dodatni – fala depolaryzacji komór przebiega ogólnie z prawej strony klatki w lewo, więc wektor elektryczny jest skierowany mniej więcej w stronę elektrody dodatniej na lewej ręce. Dobrze jest sobie to wyobrazić na tzw. trójkącie Einthovena: wierzchołki to prawa ręka, lewa ręka, lewa noga, a odprowadzenie I to „górna krawędź” między RA i LA. To nie jest sucha teoria – w codziennej pracy przy EKG pomaga szybko wychwycić np. odwrotne podłączenie elektrod kończynowych, bo wtedy odprowadzenie I będzie kompletnie nielogiczne w stosunku do II i III.

Pytanie 24

Wskazaniem do wykonania scyntygrafii perfuzyjnej jest

A. zatorowość płucna.
B. ciężkie nadciśnienie płucne.
C. ropień płuca.
D. zapalenie płuc.
Prawidłowo wskazana zatorowość płucna jako główne wskazanie do scyntygrafii perfuzyjnej bardzo dobrze pokazuje zrozumienie roli medycyny nuklearnej w diagnostyce chorób układu oddechowego. Scyntygrafia perfuzyjna polega na dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej makroagregatów albuminy znakowanych technetem-99m), które zatrzymują się w naczyniach włosowatych płuc proporcjonalnie do przepływu krwi. Gammakamera rejestruje rozkład perfuzji w miąższu płucnym. W zatorowości płucnej typowym obrazem są ogniskowe ubytki gromadzenia znacznika w obszarach, gdzie doszło do zamknięcia tętnicy płucnej lub jej odgałęzień, przy jednocześnie zachowanej wentylacji (w badaniu V/Q – ventilation/perfusion). W praktyce klinicznej scyntygrafię perfuzyjną wykonuje się, gdy podejrzewa się zatorowość, a np. angio-TK klatki piersiowej jest przeciwwskazana (ciężka niewydolność nerek, alergia na jodowy środek cieniujący, ciąża) lub daje niejednoznaczny wynik. W wytycznych (np. europejskich ESC/ERS) scyntygrafia V/Q jest uznawana za równorzędną metodę obrazowania w PE, szczególnie u młodych pacjentów i kobiet w ciąży, bo wiąże się z mniejszą dawką promieniowania dla gruczołów sutkowych. Moim zdaniem w praktyce warto też pamiętać o interpretacji w kontekście obrazu klinicznego i D-dimerów, bo sama scyntygrafia nie rozwiązuje wszystkiego, ale bardzo pomaga odróżnić zator od zmian zapalnych czy przewlekłej choroby płuc. Dobrą praktyką jest łączenie perfuzji z oceną wentylacji, bo dopiero niezgodność tych dwóch map jest naprawdę charakterystyczna dla ostrej zatorowości płucnej.

Pytanie 25

Na obrazie radiologicznym uwidoczniono złamanie kości

Ilustracja do pytania
A. strzałkowej.
B. skokowej.
C. sześciennej.
D. piszczelowej.
Na przedstawionym zdjęciu RTG w projekcji bocznej widoczny jest staw skokowy lewy („L” przy obrazie) oraz dalsze odcinki kości podudzia i kości stępu. Linia złamania przebiega w obrębie kości strzałkowej – dokładniej w części dalszej, w okolicy kostki bocznej. Widać wyraźne przerwanie ciągłości warstwy korowej kości i zarys odłamu kostnego, co jest typowym obrazem złamania strzałki. Kość piszczelowa ma zachowaną, gładką korę, bez szczeliny złamania, a kość skokowa i sześcienna zachowują prawidłowy zarys i strukturę beleczkową. W praktyce technika radiologiczna zawsze ocenia takie zdjęcie pod kątem trzech rzeczy: ciągłości korowej, ustawienia odłamów oraz szerokości szpar stawowych. W złamaniach kostki bocznej (kości strzałkowej) zwraca się też uwagę na ewentualne poszerzenie szpary stawu skokowo-goleniowego i podwichnięcie kości skokowej, bo to ma wpływ na dalsze leczenie ortopedyczne. Moim zdaniem warto od razu wyrabiać sobie nawyk „skanowania” RTG od góry do dołu: najpierw trzon piszczeli, potem strzałka, dalej kości stępu i śródstopia, dzięki czemu dużo trudniej przeoczyć takie złamanie. W standardach opisu badań RTG (również wg zaleceń towarzystw ortopedyczno–radiologicznych) podkreśla się konieczność jednoznacznego nazwania złamanej kości, określenia lokalizacji (np. dalsza metaepifiza strzałki) oraz oceny ewentualnego przemieszczenia. Ten obraz dokładnie spełnia kryteria złamania kości strzałkowej, bez cech typowego uszkodzenia kości skokowej, sześciennej czy piszczelowej, dlatego wskazanie odpowiedzi „strzałkowej” jest zgodne z prawidłową interpretacją radiologiczną i z dobrą praktyką kliniczną.

Pytanie 26

W diagnostyce mammograficznej punktowy ucisk sutka stosuje się w projekcji

A. dolinowej.
B. bocznej.
C. celowanej.
D. stycznej.
Punktowy ucisk sutka w mammografii jest klasycznym elementem tzw. projekcji celowanej, więc wybór odpowiedzi „celowana” jest jak najbardziej prawidłowy. Projekcja celowana polega na tym, że technik radiolog lub elektroradiolog wybiera niewielki fragment piersi, który na standardowych zdjęciach (CC, MLO) jest podejrzany albo po prostu nie do końca czytelny, i wykonuje dodatkowe zdjęcie z zastosowaniem małego, twardego kompresora. Ten „punktowy” ucisk zwiększa lokalną kompresję tylko w obszarze zmiany, co poprawia rozdzielczość przestrzenną, zmniejsza nałożenie się tkanek i redukuje nieostrość ruchową. Dzięki temu lepiej widać np. mikrozwapnienia, małe guzki, zniekształcenia architektoniki. W praktyce technik ustawia pierś tak, aby interesujący fragment znalazł się dokładnie pod małym kompresorem, dociąga go zdecydowanie (ale kontrolując komfort pacjentki) i wykonuje zdjęcie z nieco zmodyfikowanymi parametrami ekspozycji. W wytycznych dotyczących mammografii skriningowej i diagnostycznej (różne programy krajowe i europejskie) właśnie projekcje celowane z kompresją punktową są zalecane jako standardowy krok przy doprecyzowaniu niejasnych zmian widocznych w badaniu podstawowym. Moim zdaniem to jedna z ważniejszych umiejętności praktycznych w pracowni: dobrze „złapać” zmianę pod kompresorem, bo od jakości tego obrazu często zależy, czy radiolog zdecyduje o biopsji, kontroli za 6 miesięcy czy o zakończeniu diagnostyki. Warto też pamiętać, że punktowy ucisk może pomóc odróżnić zmianę rzeczywistą od nałożenia tkanek – jeśli po mocnej kompresji „zmiana” znika lub wyraźnie zmienia kształt, to często mamy do czynienia z artefaktem z sumacji, a nie prawdziwą patologią.

Pytanie 27

Droga przewodnictwa powietrznego fali akustycznej przebiega przez

A. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i kości czaszki.
B. ucho wewnętrzne i kości czaszki.
C. ucho środkowe, ucho wewnętrzne i kości czaszki.
D. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne.
Prawidłowo wskazana droga przewodnictwa powietrznego obejmuje ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne. Tak właśnie fizjologicznie przebiega fala akustyczna, kiedy mówimy o tzw. przewodnictwie powietrznym, które bada się m.in. w klasycznej audiometrii tonalnej. Dźwięk najpierw wchodzi przez małżowinę uszną i przewód słuchowy zewnętrzny, gdzie jest kierowany w stronę błony bębenkowej. To jest rola ucha zewnętrznego – zbieranie i ukierunkowanie fali akustycznej. Następnie drgania przenoszone są na układ kosteczek słuchowych w uchu środkowym (młoteczek, kowadełko, strzemiączko). Ten układ działa jak swoista dźwignia i transformator impedancji – wzmacnia i dopasowuje drgania z powietrza do środowiska płynowego w uchu wewnętrznym. To dopasowanie jest kluczowe, bo bez sprawnego ucha środkowego większość energii dźwięku odbijałaby się na granicy powietrze–płyn. Ostatecznie fala mechaniczna dociera do ślimaka w uchu wewnętrznym, gdzie następuje przetworzenie drgań mechanicznych na impulsy nerwowe w narządzie Cortiego. Z punktu widzenia praktyki medycznej, zwłaszcza w diagnostyce elektromedycznej, rozróżnienie przewodnictwa powietrznego od kostnego jest podstawą interpretacji audiogramu i prób stroikowych (Rinne, Weber). Jeżeli przewodnictwo powietrzne jest gorsze od kostnego, sugeruje to uszkodzenie na poziomie ucha zewnętrznego lub środkowego (tzw. niedosłuch przewodzeniowy). Natomiast gdy upośledzone jest zarówno przewodnictwo powietrzne, jak i kostne, myślimy o uszkodzeniu ucha wewnętrznego lub dalszych odcinków drogi słuchowej (niedosłuch odbiorczy). Moim zdaniem warto kojarzyć to pytanie właśnie z praktyką badania audiometrii: słuchawki na uszach badają przewodnictwo powietrzne, a wibrator kostny za małżowiną – przewodnictwo kostne, które omija ucho zewnętrzne i środkowe.

Pytanie 28

Na którym obrazie TK uwidoczniony jest artefakt spowodowany ruchami oddechowymi pacjenta?

A. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany jest obraz 1. Na tym przekroju TK widać bardzo charakterystyczne, „pofalowane”, zygzakowate zniekształcenie konturów tkanek miękkich i ścian jamy brzusznej, jakby ktoś przesunął fragment obrazu w bok. Struktury anatomiczne nie są ostro odcięte, tylko rozciągnięte i nieregularne w kierunku osi Z i częściowo w płaszczyźnie obrazu. To typowy artefakt ruchowy wynikający z oddychania pacjenta w trakcie akwizycji danych. W TK brzucha i klatki piersiowej ruch oddechowy przepony oraz przesuwanie się narządów (wątroba, śledziona, jelita) powoduje, że kolejne projekcje są zbierane z narządami w nieco innym położeniu. Rekonstrukcja takiego „mieszanego” zestawu danych skutkuje właśnie takim falowaniem, rozmyciem, czasem podwójnymi konturami. W praktyce, zgodnie z dobrymi standardami (ESR, wytyczne producentów skanerów), badając jamę brzuszną prosimy pacjenta o wstrzymanie oddechu na czas skanu, stosujemy krótkie czasy rotacji lampy, odpowiednio dobraną kolimację i pitch, żeby skrócić czas zbierania danych. U pacjentów, którzy mają problem ze współpracą (np. dzieci, osoby z dusznością), często warto rozważyć techniki niskodawkowe z bardzo szybkim skanem, a czasem nawet sedację. Moim zdaniem kluczowe jest też dokładne wytłumaczenie pacjentowi przed badaniem, jak ma oddychać i kiedy przestać, bo to w prosty sposób zmniejsza ryzyko takich artefaktów i poprawia jakość diagnostyczną obrazów.

Pytanie 29

Parametr spirometryczny czynnościowa pojemność zalegająca oznaczany jest skrótem

A. TV
B. RV
C. TLC
D. FRC
Prawidłowy skrót dla czynnościowej pojemności zalegającej to FRC, czyli z angielskiego functional residual capacity. Ten parametr opisuje objętość powietrza, która pozostaje w płucach po spokojnym, biernym wydechu – ani wymuszonym, ani maksymalnym, po prostu po zwykłym oddechu. Z technicznego punktu widzenia FRC = RV + ERV, czyli suma objętości zalegającej (residual volume) oraz zapasowej objętości wydechowej (expiratory reserve volume). W spirometrii klasycznej FRC nie jest mierzona bezpośrednio, bo spirometr nie „widzi” powietrza, którego nie można wydmuchać. Do oceny FRC stosuje się więc metody takie jak pletyzmografia całego ciała, metoda rozcieńczenia helu czy metoda wypłukiwania azotu. W praktyce FRC ma duże znaczenie kliniczne – w chorobach obturacyjnych (np. POChP, ciężka astma) FRC zwykle wzrasta z powodu pułapkowania powietrza, a w chorobach restrykcyjnych (np. zwłóknienie płuc, kifoza) spada, bo cała objętość płuc jest zmniejszona. W anestezjologii FRC jest ważna przy planowaniu wentylacji mechanicznej i w pozycjonowaniu pacjenta – np. u osób otyłych FRC mocno maleje w pozycji leżącej, co zwiększa ryzyko niedodmy. Moim zdaniem warto ten skrót naprawdę dobrze zapamiętać, bo FRC często pojawia się w opisach badań spirometrycznych, w interpretacji pletyzmografii i w standardach takich jak zalecenia ATS/ERS dotyczące badań czynnościowych układu oddechowego. Jeżeli rozumiesz, że FRC to „powietrze po zwykłym wydechu”, łatwiej jest później logicznie ogarnąć wszystkie pozostałe objętości i pojemności płucne.

Pytanie 30

W ułożeniu do rentgenografii AP stawu kolanowego promień główny pada

A. pod kątem 30° na wierzchołek rzepki.
B. prostopadle na wierzchołek rzepki.
C. prostopadle na podstawę rzepki.
D. pod kątem 30° na podstawę rzepki.
Prawidłowe ułożenie do projekcji AP stawu kolanowego zakłada, że promień główny pada prostopadle na wierzchołek rzepki. Chodzi o to, żeby centralna wiązka przechodziła przez oś stawu kolanowego, mniej więcej na poziomie szpary stawowej, a punktem orientacyjnym na skórze jest właśnie wierzchołek rzepki. Przy takim ustawieniu unikamy sztucznego wydłużenia lub skrócenia struktur kostnych, a odwzorowanie szpary stawowej jest możliwie najbardziej zbliżone do rzeczywistości anatomicznej. W standardach opisów projekcji AP kolana podkreśla się, że promień powinien być prostopadły do kasety i do płaszczyzny stawu, bez dodatkowej angulacji, chyba że mamy szczególne wskazania (np. ocena określonych powierzchni stawowych lub pacjent z deformacją osi kończyny). W praktyce technik ustawia pacjenta w pozycji leżącej na plecach lub stojącej, kończyna dolna wyprostowana, rzepka skierowana do przodu, a kaseta pod kolanem. Centralny promień kieruje dokładnie na wierzchołek rzepki – to jest wygodny, łatwy do znalezienia punkt orientacyjny, który dobrze pokrywa się z osią stawu. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć: AP kolana – prostopadle – wierzchołek rzepki. Dzięki temu uzyskujemy poprawną ocenę przynasad kości udowej i piszczeli, szerokości szpary stawowej, ewentualnych zwężeń w chorobie zwyrodnieniowej, ustawienia rzepki względem bloczka kości udowej. To ma bezpośrednie przełożenie na jakość diagnostyki, bo ortopeda czy radiolog od razu widzi, czy obraz jest wykonany zgodnie z zasadami, czy coś jest zniekształcone przez złe pozycjonowanie.

Pytanie 31

W zapisie EKG zespół QRS odzwierciedla

A. wyłącznie depolaryzację mięśnia komór.
B. depolaryzację mięśnia przedsionków i mięśnia komór.
C. repolaryzację mięśnia przedsionków i mięśnia komór.
D. wyłącznie repolaryzację mięśnia komór.
Zespół QRS w zapisie EKG odzwierciedla wyłącznie depolaryzację mięśnia komór – i to jest dokładnie to, co trzeba tutaj zapamiętać. W praktyce klinicznej przyjmuje się, że załamek P to depolaryzacja przedsionków, zespół QRS – depolaryzacja komór, a odcinek ST i załamek T – procesy repolaryzacji komór. Repolaryzacja przedsionków co prawda też istnieje, ale nakłada się czasowo na zespół QRS i przez to jest „schowana”, niewidoczna w typowym zapisie EKG. Z mojego doświadczenia to jedno z częstszych miejsc, gdzie ludzie mylą pojęcia: widzą duże wychylenie QRS i myślą, że tam „musi” być wszystko naraz – i depolaryzacja, i repolaryzacja. A jednak nie. Depolaryzacja komór to bardzo szybkie przewodzenie impulsu przez układ bodźcoprzewodzący: pęczek Hisa, jego odnogi i włókna Purkinjego. Ponieważ masa mięśnia komór jest duża, sygnał elektryczny ma dużą amplitudę, dlatego QRS jest wysoki i stosunkowo wąski czasowo (prawidłowo < 120 ms). W diagnostyce elektromedycznej, szczególnie w interpretacji EKG, ocena szerokości, kształtu i osi zespołu QRS jest podstawowym elementem rozpoznawania zaburzeń przewodzenia, bloków odnóg pęczka Hisa, przerostów komór czy rytmów komorowych. Na przykład szeroki QRS sugeruje pobudzenia wychodzące z komór lub blok przewodzenia w drogach komorowych. W badaniach wysiłkowych zwraca się uwagę, czy pod wpływem obciążenia nie pojawia się patologiczne poszerzenie QRS lub zmiana jego morfologii, co może świadczyć o niedokrwieniu. W dobrych praktykach technika EKG zawsze kładzie się nacisk na prawidłowe ułożenie elektrod, bo błędne rozmieszczenie może sztucznie zmieniać wygląd QRS (np. odwrócenie, pseudo-zawałowe załamki Q). Moim zdaniem warto też kojarzyć, że QRS jest kluczowy do oceny rytmu: liczymy częstość na podstawie odstępów R–R, analizujemy regularność, sprawdzamy czy każdy zespół QRS jest poprzedzony załamkiem P. To są elementarne zasady interpretacji według standardów kardiologicznych. Im lepiej rozumiesz, że QRS to czysta depolaryzacja komór, tym łatwiej będzie Ci potem ogarniać bloki, częstoskurcze komorowe, migotanie komór czy zmiany w przebiegu zawału.

Pytanie 32

Na skanie rezonansu magnetycznego serca oznaczono

Ilustracja do pytania
A. przedsionek lewy.
B. przedsionek prawy.
C. komorę prawą.
D. komorę lewą.
Na obrazie rezonansu magnetycznego serca strzałka wskazuje prawą komorę. W projekcji poprzecznej (osiowej) warto pamiętać o zasadzie, że na obrazach MR i TK prawa strona pacjenta znajduje się po lewej stronie ekranu. To jest pierwszy krok, żeby się nie pogubić. Prawa komora leży bardziej do przodu (czyli bliżej mostka) i ma zwykle cieńszą ścianę niż lewa komora, a jej kształt jest bardziej nieregularny, trochę jak półksiężyc otaczający część lewej komory. Lewa komora z kolei jest położona bardziej ku tyłowi i ma grubszy, masywny mięsień, przez co wygląda na bardziej okrągłą i „mięsistą”. Na standardowych sekwencjach cine MR w projekcjach osiowych i krótkiej osi to właśnie te cechy morfologiczne są podstawą identyfikacji jam serca. W praktyce klinicznej poprawne rozpoznanie prawej komory ma duże znaczenie przy ocenie kardiomiopatii prawej komory, nadciśnienia płucnego, wad wrodzonych czy dysfunkcji prawej komory po zatorowości płucnej. Radiolog i technik powinni umieć szybko odróżnić prawą komorę od przedsionków, bo pomylenie jam może prowadzić do błędnej oceny frakcji wyrzutowej, objętości końcoworozkurczowej i końcowoskurczowej. Moim zdaniem warto zawsze „zakotwiczyć się” na kilku punktach orientacyjnych: mostek z przodu, kręgosłup z tyłu, aorta zwykle bardziej centralnie i nieco po lewej, lewa komora najgłębiej ku tyłowi, a prawa komora – z przodu i bardziej przy mostku. Taka rutynowa check‑lista bardzo ułatwia interpretację badań MR serca zgodnie z dobrymi praktykami opisanymi w wytycznych ESC i standardach obrazowania kardiologicznego SCMR.

Pytanie 33

Ilustracja przedstawia pozycjonowanie pacjentki do badania mammograficznego w projekcji

Ilustracja do pytania
A. kleopatry.
B. kranio-kaudalnej.
C. dolinowej.
D. skośnej.
Na ilustracji widać klasyczne ułożenie pacjentki do mammografii w projekcji skośnej, czyli mediolateral oblique (MLO). Głowica z detektorem jest ustawiona pod kątem, zwykle około 40–60°, tak żeby objąć jak największą część tkanki gruczołowej, zwłaszcza ogon Spence’a, czyli fragment piersi sięgający w stronę dołu pachowego. Właśnie w tej projekcji technik stara się „wyciągnąć” pierś do przodu, dociągnąć tkankę z okolicy pachy i równomiernie ją spłaszczyć między płytką dociskową a detektorem. Moim zdaniem to jest najważniejsza projekcja w mammografii skriningowej, bo najlepiej pokazuje górno‑zewnętrzny kwadrant piersi i węzły chłonne pachowe przednie. W praktyce, zgodnie z zaleceniami EUREF i Polskiego Towarzystwa Radiologicznego, standardowy zestaw obejmuje właśnie dwie podstawowe projekcje: kranio‑kaudalną (CC) oraz skośną MLO. Bez poprawnie wykonanej projekcji skośnej badanie jest uznawane za niepełne. Technik musi zwrócić uwagę na kilka detali: widoczny mięsień piersiowy większy sięgający co najmniej do wysokości brodawki, brak zagięć skóry, brak „ściśnięcia” tylko brodawki bez głębszej tkanki, odpowiednie ustawienie brodawki w profilu. W realnej pracy, gdy pacjentka ma ograniczoną ruchomość barku lub jest po operacji, poprawne ułożenie do projekcji skośnej bywa trudne, ale tym bardziej trzeba się starać, bo to właśnie w tej projekcji najczęściej wychwytuje się niewielkie mikrozwapnienia i zmiany w górnych partiach piersi. Dobra znajomość tej pozycji ułatwia też późniejszą korelację zmian pomiędzy USG, mammografią i ewentualnie tomosyntezą.

Pytanie 34

Badanie cewki moczowej polegające na wstecznym wprowadzeniu środka kontrastowego to

A. pielografia wstępująca.
B. cystouretrografia mikcyjna.
C. pielografia zstępująca.
D. uretrografia wstępująca.
W tym pytaniu bardzo łatwo dać się złapać na skojarzeniach z innymi badaniami kontrastowymi układu moczowego. Kluczowe słowo to jednak „cewka moczowa”. Pielografia zstępująca i wstępująca dotyczą miedniczek nerkowych i moczowodów, a nie cewki. Wstępująca pielografia polega na podaniu kontrastu przez cewnik założony do moczowodu podczas cystoskopii, czyli kontrast idzie w górę, ale do górnych dróg moczowych. Z kolei zstępująca pielografia (dożylna urografia) opiera się na wydalaniu kontrastu przez nerki i jego spływie w dół drogami moczowymi. Oba te badania służą głównie ocenie nerek i moczowodów, np. w kamicy, guzach, wodonerczu, a nie do oceny zwężeń cewki. Cystouretrografia mikcyjna brzmi bardzo podobnie i to jest typowy błąd myślowy: skoro jest „uretro-”, to może chodzić o cewkę. Rzeczywiście, to badanie też pokazuje cewkę, ale jego założenie jest inne. Kontrast podaje się do pęcherza przez cewnik, następnie wykonuje się zdjęcia podczas mikcji, czyli opróżniania pęcherza. Przepływ kontrastu jest tu zgodny z naturalnym kierunkiem oddawania moczu, a głównym celem jest ocena pęcherza i odpływów pęcherzowo-moczowodowych, często u dzieci. W pytaniu wyraźnie podkreślono „wsteczne wprowadzenie środka kontrastowego do cewki”, czyli nie przez pęcherz, tylko bezpośrednio przez ujście zewnętrzne, pod prąd. I to jest istota uretrografii wstępującej. Z mojego doświadczenia wiele osób myli te nazwy, bo skupia się tylko na słowie „wstępująca”, nie patrząc, którego odcinka układu moczowego dotyczy badanie. Dobrą praktyką jest zawsze kojarzyć: pielografia – miedniczki i moczowody, cystografia – pęcherz, uretrografia – cewka. Dopiero potem dokładamy kierunek podania kontrastu i mamy pełną nazwę badania.

Pytanie 35

Którą kość zaznaczono strzałką na radiogramie stopy?

Ilustracja do pytania
A. Kość łódkowatą.
B. Kość skokową.
C. Kość klinowatą boczną.
D. Kość sześcienną.
Na radiogramie stopy w projekcji AP strzałka wskazuje kość sześcienną, czyli jedną z kości stępu położoną po stronie bocznej. Kość sześcienna leży dystalnie w stosunku do kości piętowej, a proksymalnie do IV i V kości śródstopia, częściowo także sąsiaduje z III kością śródstopia. Od strony przyśrodkowej łączy się z kością klinowatą boczną oraz z kością łódkowatą. Na prawidłowo wykonanym RTG łatwo ją zlokalizować właśnie jako boczną kość stępu, tworzącą jakby „kostkę” pomiędzy piętą a bocznymi kośćmi śródstopia. Moim zdaniem kluczowe jest tu świadome „czytanie” obrazu: zaczynamy od kości piętowej, idziemy dystalnie po stronie bocznej i pierwsza wyraźna kość stępu przed piętą to właśnie kość sześcienna. W praktyce technika radiologii często musi ocenić tę kość pod kątem złamań zmęczeniowych, urazów w obrębie stawu Choparta, a także przy deformacjach stopy, np. w stopie końsko‑szpotawej. W dobrych praktykach opisowych zwraca się uwagę na ciągłość zarysów korowych kości, szerokość szpar stawowych z sąsiednimi kośćmi śródstopia oraz ewentualne odłamy awulsyjne przy przyczepach więzadeł. W badaniach kontrolnych po unieruchomieniu gipsowym technik powinien zadbać o identyczne lub bardzo zbliżone pozycjonowanie, żeby lekarz mógł wiarygodnie porównać zrost w obrębie kości sześciennej. To z pozoru mała kość, ale w biomechanice stopy odgrywa dość istotną rolę, stabilizując boczny filar stopy i przenosząc obciążenia przy chodzeniu i bieganiu.

Pytanie 36

Proces chemicznego wywoływania radiogramów polega na

A. redukcji naświetlonych halogenków srebra na srebro metaliczne.
B. usunięciu z filmu naświetlonych halogenków srebra.
C. usunięciu z filmu bromku potasowego.
D. redukcji bromku potasowego na brom.
Prawidłowo wskazana odpowiedź dobrze oddaje istotę procesu chemicznego wywoływania radiogramów. W klasycznym filmie rentgenowskim warstwę światłoczułą stanowią halogenki srebra (najczęściej bromek srebra, czasem z domieszką jodku srebra), równomiernie rozmieszczone w emulsji żelatynowej. Po naświetleniu promieniowaniem X w tych ziarnach, które pochłonęły odpowiednią dawkę promieniowania, powstaje tzw. utajony obraz – zmienia się stan części jonów srebra, ale gołym okiem jeszcze nic nie widać. Dopiero w procesie wywoływania chemicznego dochodzi do kontrolowanej redukcji naświetlonych halogenków srebra do srebra metalicznego. Wywoływacz (najczęściej mieszanina substancji redukujących, np. metolu, hydrochinonu) oddaje elektrony jonom srebra w ziarnach, które zostały „pobudzone” przez promieniowanie. W efekcie tworzą się widoczne czarne ziarna srebra metalicznego, które budują właściwy obraz na radiogramie. Nienaświetlone ziarna pozostają w formie halogenków srebra i powinny zostać usunięte dopiero w kolejnym etapie – utrwalaniu. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć: wywoływanie = redukcja naświetlonych kryształów, utrwalanie = wypłukanie reszty halogenków. W praktyce pracowni RTG poprawne przeprowadzenie procesu wywoływania (temperatura, czas, świeżość odczynników, prawidłowe pH) decyduje o kontraście i gęstości optycznej zdjęcia, a więc o tym, czy lekarz będzie w stanie zobaczyć subtelne złamanie, drobną zmianę zapalną czy początkowe zmiany nowotworowe. Zbyt krótkie wywoływanie da obraz zbyt jasny, zbyt długie – prześwietlony, z utratą szczegółów. Dlatego znajomość mechanizmu redukcji halogenków srebra na srebro metaliczne to nie jest tylko teoria, ale podstawa dobrej praktyki technika elektroradiologii, nawet dziś, gdy wiele pracowni przeszło na systemy cyfrowe, bo zasada obrazowania na filmie nadal bywa stosowana, np. w niektórych pracowniach stomatologicznych czy rezerwowych systemach analogowych.

Pytanie 37

Na obrazie TK nadgarstka uwidocznione jest złamanie kości

Ilustracja do pytania
A. łódeczkowatej.
B. główkowatej.
C. haczykowatej.
D. księżycowatej.
Prawidłowo wskazana została kość łódeczkowata. Na obrazie TK nadgarstka widoczna jest projekcja w płaszczyźnie czołowej, a kość łódeczkowata leży w szeregu bliższym kości nadgarstka, po stronie promieniowej, między wyrostkiem rylcowatym kości promieniowej a kością główkowatą i czworoboczną większą. W TK (tak samo jak w dobrych projekcjach RTG – PA, skośnych, czasem tzw. projekcji Stechera) zwraca się uwagę na ciągłość warstwy korowej i jednorodność struktury beleczkowej. W złamaniu kości łódeczkowatej widzimy szczelinę złamania przechodzącą przez trzon, często z niewielkim przemieszczeniem odłamów lub tylko z zatarciem zarysu korowego. Moim zdaniem to jest jedno z kluczowych złamań, które technik i lekarz radiolog powinni umieć „wyłapać”, bo kość łódeczkowata ma słabsze unaczynienie (zwłaszcza biegun bliższy) i łatwo dochodzi do jałowej martwicy, jeśli uraz zostanie przeoczony. W praktyce klinicznej TK wykonuje się najczęściej wtedy, gdy klasyczne RTG jest niejednoznaczne, a pacjent ma typowe objawy: ból w tabakierce anatomicznej, ból przy osiowym obciążeniu kciuka, ograniczenie ruchu. Dobrą praktyką jest przeglądanie obrazów w kilku płaszczyznach rekonstrukcyjnych (coronal, sagittal, axial) z cienką warstwą cięcia, bo szczelina złamania czasem jest widoczna tylko w jednej z nich. W standardach opisowych zaleca się dokładne określenie lokalizacji (biegun dalszy, trzon, biegun bliższy), stopnia przemieszczenia, ewentualnych fragmentów kostnych oraz oceny powierzchni stawowych pod kątem uszkodzeń chrzęstnych. W codziennej pracy bardzo pomaga znajomość topografii: najbardziej promieniowo i nieco dłoniowo – właśnie łódeczkowata, obok niej księżycowata, a dalej w stronę łokciową – trójgraniasta i grochowata. Im lepiej kojarzysz ten układ, tym szybciej i pewniej rozpoznajesz złamania na TK i RTG.

Pytanie 38

Którą metodą zostało wykonane badanie kręgosłupa zobrazowane na zdjęciu?

Ilustracja do pytania
A. Radiologii klasycznej.
B. Tomografii komputerowej.
C. Rezonansu magnetycznego.
D. Scyntygrafii statycznej.
Na przedstawionym obrazie widzisz typowy przekrój strzałkowy kręgosłupa wykonany w tomografii komputerowej (TK). Świadczy o tym kilka charakterystycznych cech: obraz jest warstwowy, o wysokiej rozdzielczości przestrzennej, z bardzo wyraźnym odwzorowaniem beleczkowej struktury kostnej trzonów kręgów, łuków i wyrostków. W TK kość ma bardzo wysoką gęstość w skali Hounsfielda, dlatego widoczna jest jako intensywnie jasna, a tkanki miękkie i tłuszcz są odróżnialne po odcieniach szarości. Moim zdaniem to taki „podręcznikowy” przykład obrazu z tomografu, gdzie granice między strukturami są ostre, a deformacje, złamania czy zmiany zwyrodnieniowe można ocenić bardzo precyzyjnie. W praktyce klinicznej TK kręgosłupa wykonuje się m.in. przy urazach (podejrzenie złamań kompresyjnych, uszkodzeń łuków, zwichnięć), w diagnostyce zmian nowotworowych, przy podejrzeniu zwężeń kanału kręgowego czy przed zabiegami neurochirurgicznymi. Standardem jest rekonstrukcja wielopłaszczyznowa (MPR) – właśnie dzięki niej powstaje taki obraz w płaszczyźnie strzałkowej, mimo że dane źródłowo zbierane są w płaszczyźnie poprzecznej. W dobrych pracowniach zwraca się uwagę na optymalizację dawki promieniowania zgodnie z zasadą ALARA, dobór odpowiednich parametrów (kV, mAs, grubość warstwy) oraz właściwe pozycjonowanie pacjenta, żeby uniknąć artefaktów i konieczności powtarzania badania. Dodatkowo w TK kręgosłupa zwykle nie stosuje się kontrastu dożylnego, chyba że celem jest ocena naciekania nowotworowego, zmian zapalnych czy struktur naczyniowych. W odróżnieniu od rezonansu magnetycznego, w TK lepiej widać szczegóły kostne, natomiast gorzej struktury wewnątrzkanałowe, jak rdzeń kręgowy czy korzenie nerwowe. Dlatego w praktyce często łączy się TK i MR, ale jeśli chodzi o precyzyjną ocenę kości – tomografia komputerowa jest złotym standardem.

Pytanie 39

Co jest przyczyną artefaktu widocznego na obrazie MR?

Ilustracja do pytania
A. Pulsacyjny przepływ krwi.
B. Zjawisko zaniku sygnału.
C. Zjawisko zawijania fazy.
D. Ruch narządu lub pacjenta.
Prawidłowo wskazany został ruch narządu lub pacjenta jako przyczyna widocznego artefaktu. W badaniach MR oko, gałki oczne, język, żuchwa, a nawet drobne drżenia głowy bardzo łatwo „psują” obraz, bo sekwencje są stosunkowo długie i sygnał z kolejnych linii k‑przestrzeni zbierany jest w czasie. Jeśli w trakcie akwizycji pacjent poruszy głową albo np. mrugnie, informacje z różnych momentów zostają nałożone na siebie i rekonstrukcja obrazu daje charakterystyczne rozmycia, podwójne kontury, przesunięcia czy „smugi” w kierunku kodowania fazy. Na prezentowanym przekroju przez oczodoły widać typowy obraz – struktury nie są ostre, brzegi są jakby „pociągnięte”, co nie wygląda ani na zanik sygnału, ani na klasyczne zawijanie fazy. W praktyce, zgodnie z dobrymi standardami pracowni MR, zawsze dąży się do minimalizacji ruchu: dokładne unieruchomienie głowy (podkładki, maski, pianki), jasne instrukcje dla pacjenta, krótsze sekwencje, techniki motion‑correction, a w badaniach u dzieci czasem sedacja zgodnie z procedurami anestezjologicznymi. Moim zdaniem kluczowe jest też spokojne wytłumaczenie pacjentowi, dlaczego musi leżeć nieruchomo – to naprawdę robi różnicę. W opisie badania warto wspomnieć o obecności artefaktów ruchowych, bo mogą one ograniczać wiarygodność oceny np. nerwów wzrokowych czy struktur tylnego dołu. Z perspektywy technika dobrze jest od razu, na konsoli, krytycznie ocenić jakość obrazów i w razie wyraźnych artefaktów rozważyć powtórzenie wybranych sekwencji, zamiast oddawać badanie z mocno zniekształconym obrazem.

Pytanie 40

Na przekroju poprzecznym rezonansu magnetycznego strzałką oznaczono

Ilustracja do pytania
A. wątrobę.
B. śledzionę.
C. żołądek.
D. trzustkę.
Strzałka na przekroju poprzecznym MR pokazuje wątrobę – duży, jednorodny narząd położony w prawym górnym kwadrancie jamy brzusznej, przylegający do przepony i ściany brzucha. Na typowych obrazach przekroju poprzecznego (axial) wątroba zajmuje znaczną część prawej strony obrazu, otacza żyłę główną dolną, a jej krawędź jest lekko zaokrąglona. W rezonansie magnetycznym rozpoznajemy ją nie tylko po lokalizacji, ale też po charakterystycznym, stosunkowo jednorodnym sygnale miąższu oraz obecności struktur naczyniowych – żyły wrotnej i żył wątrobowych. W praktyce klinicznej poprawne rozpoznawanie wątroby na MR jest kluczowe przy ocenie zmian ogniskowych, takich jak naczyniaki, przerzuty czy ogniska HCC, oraz przy planowaniu biopsji czy zabiegów interwencyjnych. Radiolodzy, zgodnie z dobrymi praktykami (ESR, EASL), zawsze zaczynają opis jamy brzusznej od oceny wątroby: wielkości, jednorodności miąższu, zarysów brzegu, cech marskości, obecności płynu w jamie otrzewnej. Moim zdaniem opanowanie anatomii wątroby w obrazowaniu to podstawa, bo ten narząd jest punktem odniesienia do orientacji w całym badaniu. W technice MR ważne jest też świadome dobranie sekwencji: T1, T2, sekwencje z saturacją tłuszczu oraz fazy po kontraście paramagnetycznym, które pozwalają odróżnić prawidłowy miąższ od zmian patologicznych. W codziennej pracy technika elektroradiologii umiejętność szybkiego rozpoznania wątroby na skanach pomaga prawidłowo zaplanować zakres badania, ustawić odpowiednie pola widzenia (FOV) i ocenić, czy pacjent był dobrze wypozycjonowany.