Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 8 czerwca 2026 09:30
  • Data zakończenia: 8 czerwca 2026 09:36

Egzamin zdany!

Wynik: 31/40 punktów (77,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

W metodzie RM (rezonansu magnetycznego) po umieszczeniu pacjenta w silnym, stałym polu magnetycznym dochodzi do oddziaływania

A. fal radiowych o ściśle określonej częstotliwości z jądrami atomów wodoru i tlenu.
B. fal radiowych o ściśle określonej częstotliwości z jądrami atomów wodoru.
C. wiązki protonów z jądrami atomów wodoru i tlenu.
D. wiązki protonów z jądrami atomów wodoru.
W rezonansie magnetycznym łatwo pomylić kilka pojęć, szczególnie jeśli kojarzy się badania obrazowe głównie z promieniowaniem jonizującym. W MR nie wykorzystuje się wiązki protonów wysyłanej w stronę pacjenta, więc mówienie o oddziaływaniu „wiązki protonów” z jądrami wodoru lub wodoru i tlenu jest po prostu fizycznie niepoprawne. Protony, o których mówimy w MR, to jądra atomów wodoru obecne w tkankach pacjenta, a nie żadna zewnętrzna wiązka cząstek, jak w akceleratorze czy w niektórych typach terapii protonowej. Cały układ polega na tym, że te wewnętrzne protony ustawiają się w silnym, stałym polu magnetycznym, a następnie są pobudzane przez zewnętrzne fale radiowe. Drugi częsty błąd to włączanie tlenu do opisu zjawiska podstawowego. Tlen oczywiście występuje w organizmie i jest ważny biologicznie, ale z punktu widzenia klasycznego obrazowania MR standardowo wykorzystuje się rezonans jąder wodoru, bo to one są najliczniejsze (woda, tłuszcz) i dają silny sygnał. Jądra tlenu nie są w rutynowej pracy klinicznej celem obrazowania w konwencjonalnym MRI, więc mówienie o oddziaływaniu fal radiowych z jądrami wodoru i tlenu jest mylące i sugeruje technikę, której się po prostu na co dzień nie stosuje. Typowym schematem błędnego rozumowania jest przenoszenie intuicji z radiografii czy tomografii komputerowej na MR: tam rzeczywiście mamy wiązkę promieniowania (fotony X), która „pada” na ciało. W MR nic takiego nie ma – jest stałe pole magnetyczne i impulsy RF o konkretnej częstotliwości rezonansowej. Z mojego doświadczenia wynika, że dopiero jasne oddzielenie: w TK – promieniowanie jonizujące, w MR – pole magnetyczne i fale radiowe, pozwala uniknąć takich pomyłek na egzaminach i w praktyce. W dobrych praktykach opisuje się MRI właśnie jako metodę opartą na rezonansie jąder wodoru w polu magnetycznym, bez udziału wiązek cząstek czy obrazowania rutynowego innych jąder, jak tlen.

Pytanie 2

Który środek kontrastujący stosuje się w badaniu metodą rezonansu magnetycznego?

A. Siarczan baru.
B. Na bazie jodu.
C. Na bazie gadolinu.
D. Lipiodol ultra fluid.
Prawidłowo wskazany został środek kontrastowy na bazie gadolinu, czyli standard w badaniach metodą rezonansu magnetycznego. W MR nie wykorzystujemy promieniowania jonizującego, tylko zjawiska związane z polem magnetycznym i falami radiowymi, dlatego potrzebny jest inny typ kontrastu niż w klasycznym RTG czy TK. Związki gadolinu (np. gadobutrol, gadoterat, gadopentetat) są paramagnetyczne i wpływają na czasy relaksacji protonów w tkankach, głównie skracają czas T1, przez co struktury, które gromadzą kontrast, świecą jaśniej na obrazach T1-zależnych. W praktyce klinicznej kontrast gadolinowy stosuje się m.in. w obrazowaniu mózgowia (guzy, przerzuty, stwardnienie rozsiane, ropnie), kręgosłupa, w angiografii MR (MRA) do uwidaczniania naczyń, w badaniach wątroby, nerek, piersi, stawów. Pozwala to dokładniej ocenić unaczynienie zmian, barierę krew–mózg, stan zapalny, blizny czy aktywność choroby. W dobrych praktykach pracowni MR zawsze przed podaniem gadolinu ocenia się czynność nerek (eGFR), bo u pacjentów z ciężką niewydolnością nerek istnieje ryzyko nefrogennego układowego zwłóknienia. Obecnie zaleca się stosowanie głównie makrocyklicznych związków gadolinu, które są stabilniejsze chemicznie i bezpieczniejsze. Moim zdaniem warto też zapamiętać, że dawki są niewielkie, ale bardzo precyzyjnie dobierane do masy ciała, a podanie kontrastu wymaga pewnego reżimu: dostęp do żyły, obserwacja pacjenta po iniekcji, gotowość na ewentualną reakcję alergiczną, chociaż te po gadolinie są zdecydowanie rzadsze niż po kontrastach jodowych.

Pytanie 3

Radiofarmaceutyki stosowane w medycynie nuklearnej powstają dzięki połączeniu radioizotopu

A. z ligandem.
B. z wodorem.
C. z helem.
D. z berylem.
Prawidłowo – kluczowym elementem radiofarmaceutyku jest połączenie radioizotopu z ligandem. Ligand to cząsteczka chemiczna, która „prowadzi” radioizotop do konkretnego narządu, receptora albo procesu metabolicznego w organizmie. Sam radioizotop emituje promieniowanie (np. gamma w scyntygrafii czy pozytony w PET), ale bez ligandu byłby po prostu niespecyficznym źródłem promieniowania, które rozkłada się w organizmie dość chaotycznie. Dopiero dobranie odpowiedniego ligandu pozwala uzyskać tzw. swoistość narządową lub receptorową. W praktyce klinicznej klasycznym przykładem jest 99mTc-MDP używany w scyntygrafii kości – technet-99m to radioizotop, a MDP jest ligandem wiążącym się z tkanką kostną, szczególnie tam, gdzie jest wzmożony metabolizm kostny (np. przerzuty nowotworowe). Podobnie w PET mamy 18F-FDG, gdzie 18F to radioizotop fluoru, a FDG (fluorodeoksyglukoza) jest analogiem glukozy, który gromadzi się w komórkach o wysokim metabolizmie glukozy, np. komórkach nowotworowych lub w aktywnym zapaleniu. Z mojego doświadczenia nauki medycyny nuklearnej wynika, że zrozumienie roli ligandu bardzo ułatwia potem ogarnięcie, dlaczego różne radiofarmaceutyki mają inne wskazania: bo różne ligandy „celują” w inne struktury biologiczne. Standardem postępowania jest projektowanie radiofarmaceutyków właśnie w oparciu o właściwości farmakokinetyczne ligandu (droga podania, czas dystrybucji, metabolizm, wydalanie), a radioizotop dobiera się tak, żeby jego okres półtrwania i rodzaj promieniowania pasowały do planowanego badania lub terapii. W nowoczesnej medycynie nuklearnej coraz większy nacisk kładzie się na tzw. radiofarmaceutyki receptorowe, np. znakowane analogi somatostatyny w guzach neuroendokrynnych czy ligandy dla PSMA w diagnostyce raka prostaty. We wszystkich tych przypadkach fundamentem jest to samo: radioizotop + odpowiednio dobrany ligand tworzą razem skuteczny i bezpieczny radiofarmaceutyk.

Pytanie 4

W diagnostyce mammograficznej punktowy ucisk sutka stosuje się w projekcji

A. stycznej.
B. bocznej.
C. dolinowej.
D. celowanej.
Punktowy ucisk sutka w mammografii jest klasycznym elementem tzw. projekcji celowanej, więc wybór odpowiedzi „celowana” jest jak najbardziej prawidłowy. Projekcja celowana polega na tym, że technik radiolog lub elektroradiolog wybiera niewielki fragment piersi, który na standardowych zdjęciach (CC, MLO) jest podejrzany albo po prostu nie do końca czytelny, i wykonuje dodatkowe zdjęcie z zastosowaniem małego, twardego kompresora. Ten „punktowy” ucisk zwiększa lokalną kompresję tylko w obszarze zmiany, co poprawia rozdzielczość przestrzenną, zmniejsza nałożenie się tkanek i redukuje nieostrość ruchową. Dzięki temu lepiej widać np. mikrozwapnienia, małe guzki, zniekształcenia architektoniki. W praktyce technik ustawia pierś tak, aby interesujący fragment znalazł się dokładnie pod małym kompresorem, dociąga go zdecydowanie (ale kontrolując komfort pacjentki) i wykonuje zdjęcie z nieco zmodyfikowanymi parametrami ekspozycji. W wytycznych dotyczących mammografii skriningowej i diagnostycznej (różne programy krajowe i europejskie) właśnie projekcje celowane z kompresją punktową są zalecane jako standardowy krok przy doprecyzowaniu niejasnych zmian widocznych w badaniu podstawowym. Moim zdaniem to jedna z ważniejszych umiejętności praktycznych w pracowni: dobrze „złapać” zmianę pod kompresorem, bo od jakości tego obrazu często zależy, czy radiolog zdecyduje o biopsji, kontroli za 6 miesięcy czy o zakończeniu diagnostyki. Warto też pamiętać, że punktowy ucisk może pomóc odróżnić zmianę rzeczywistą od nałożenia tkanek – jeśli po mocnej kompresji „zmiana” znika lub wyraźnie zmienia kształt, to często mamy do czynienia z artefaktem z sumacji, a nie prawdziwą patologią.

Pytanie 5

Który wynik badania tympanometrycznego potwierdza, że słuch badanego pacjenta jest w granicach normy?

A. Wynik badania 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Wynik badania 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Wynik badania 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Wynik badania 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłową krzywą tympanometryczną w kontekście prawidłowego słuchu pokazuje wynik badania 3, czyli klasyczny wykres typu A. W tym typie tympanogramu szczyt krzywej znajduje się w okolicy 0 daPa (zwykle między -100 a +50 daPa), co oznacza, że ciśnienie w uchu środkowym jest wyrównane z ciśnieniem atmosferycznym, a trąbka słuchowa działa prawidłowo. Dodatkowo wysokość szczytu (tzw. podatność, compliance) mieści się w normie – błona bębenkowa i łańcuch kosteczek są wystarczająco ruchome, ale nie nadmiernie wiotkie. W praktyce klinicznej właśnie taki tympanogram łączy się najczęściej z prawidłowymi progami w audiometrii tonalnej i brakiem przewodzeniowego ubytku słuchu. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: szczyt w okolicy zera = zdrowe ucho środkowe (oczywiście przy braku innych patologii). W gabinecie laryngologicznym taki wynik widzimy np. u dzieci po skutecznym leczeniu wysiękowego zapalenia ucha, kiedy płyn już się wchłonął, a wentylacja jamy bębenkowej wróciła do normy. Z mojego doświadczenia, przy ocenie tympanogramu zawsze trzeba popatrzeć jednocześnie na typ krzywej, jej wysokość oraz szerokość przy połowie amplitudy – zbyt szeroka krzywa albo bardzo niska podatność mogą już sugerować początki dysfunkcji ucha środkowego, nawet jeśli szczyt jest blisko 0 daPa. Jednak w typowych testach egzaminacyjnych za wzorzec prawidłowego ucha przyjmuje się właśnie taki kształt jak na wyniku 3: pojedynczy, wyraźny, wąski szczyt w okolicy ciśnienia atmosferycznego, bez spłaszczenia, bez przesunięcia w stronę ciśnień ujemnych czy dodatnich. To jest zgodne z podręcznikowymi kryteriami tympanogramu typu A.

Pytanie 6

Na obrazie TK kręgosłupa strzałką wskazano wyrostek

Ilustracja do pytania
A. żebrowy.
B. kolczysty.
C. poprzeczny.
D. stawowy.
Prawidłowo rozpoznano, że strzałka na rekonstrukcji 3D TK kręgosłupa wskazuje wyrostek kolczysty. Na takim obrazie wyrostki kolczyste widzimy jako wydłużone, dość masywne wypustki kostne ustawione niemal w linii pośrodkowej tylnej części kręgosłupa. Tworzą one coś w rodzaju „grzebienia” biegnącego wzdłuż całej osi kręgosłupa. To właśnie te struktury wyczuwamy palpacyjnie przez skórę na plecach u pacjenta – od karku aż do okolicy lędźwiowo-krzyżowej.
Moim zdaniem w praktyce technika obrazowania to jedno z kluczowych miejsc, gdzie trzeba dobrze ogarniać anatomię wyrostków. Przy ustawianiu pacjenta do TK czy MR kręgosłupa często kontrolnie patrzy się na przebieg wyrostków kolczystych, żeby ocenić, czy kręgosłup nie jest skręcony (rotacja), czy nie ma znacznej skoliozy, czy oś jest prosta. W standardowych opisach radiologicznych zmiany zwyrodnieniowe, pourazowe czy pooperacyjne bardzo często lokalizuje się właśnie w odniesieniu do wyrostków kolczystych (np. złamanie wyrostka kolczystego C7, resekcja wyrostków przy stabilizacji).
Wyrostek kolczysty jest tylnym wypustkiem łuku kręgu, miejscem przyczepu więzadeł (więzadło nadkolcowe, międzykolcowe) i mięśni prostowników grzbietu. Na obrazach TK w oknach kostnych będzie on miał wysoką gęstość (biel), wyraźnie odgraniczoną od otaczających tkanek miękkich. W badaniach z rekonstrukcjami 3D, tak jak na tym przykładzie, wyrostki kolczyste szczególnie dobrze widać i łatwo je odróżnić od wyrostków poprzecznych, które są bardziej boczne, oraz od wyrostków stawowych, które tworzą stawy międzykręgowe. Z mojego doświadczenia, jeśli na obrazach bocznych widzisz pojedynczy, pośrodkowy, do tyłu skierowany „kolec”, to niemal na pewno jest to wyrostek kolczysty. W codziennej pracy z TK i MR kręgosłupa prawidłowa identyfikacja tych struktur bardzo ułatwia orientację w poziomach kręgów i ocenę patologii, np. urazów, przerzutów czy zmian zapalnych.

Pytanie 7

Na obrazie radiologicznym nadgarstka uwidoczniono złamanie nasady

Ilustracja do pytania
A. dalszej kości promieniowej.
B. bliższej kości promieniowej.
C. dalszej kości łokciowej.
D. bliższej kości łokciowej.
Prawidłowo wskazana została dalsza nasada kości promieniowej. Na typowym zdjęciu RTG nadgarstka w projekcji AP lub PA kość promieniowa leży bocznie (od strony kciuka), a jej dalsza nasada tworzy główną powierzchnię stawową dla kości nadgarstka. W przedstawionym obrazie linia złamania przebiega właśnie w obrębie tej dalszej części kości promieniowej, tuż powyżej powierzchni stawowej, co jest klasycznym obrazem złamania nasady dalszej. W praktyce klinicznej bardzo często mamy do czynienia ze złamaniami dalszej nasady kości promieniowej typu Collesa lub Smitha – różnią się one głównie kierunkiem przemieszczenia odłamów, ale lokalizacja pozostaje ta sama: dystalna część kości promieniowej. Moim zdaniem warto od razu wyrabiać sobie nawyk orientowania się na zdjęciu: po pierwsze określamy, gdzie jest promień (strona kciuka), gdzie łokieć (strona palca małego), a dopiero potem analizujemy nasady – bliższą (od strony stawu łokciowego) i dalszą (od strony nadgarstka). W standardach opisów radiologicznych zaleca się zawsze podanie, której kości dotyczy złamanie, w jakim jej segmencie (nasada bliższa, trzon, nasada dalsza) oraz czy dochodzi do zajęcia powierzchni stawowej. W tym przypadku zmiana lokalizuje się w dalszej nasadzie kości promieniowej, w bezpośrednim sąsiedztwie powierzchni stawowej, co ma znaczenie dla dalszego leczenia – unieruchomienia, ewentualnej repozycji czy kwalifikacji do leczenia operacyjnego. W praktyce technika RTG nadgarstka wymaga prawidłowego ułożenia kończyny: dłoń płasko na detektorze, palce wyprostowane, oś trzeciego palca w przedłużeniu przedramienia. Dopiero przy takim ułożeniu anatomia jest czytelna, a identyfikacja nasady dalszej kości promieniowej – jednoznaczna. To jest taka podstawowa, ale bardzo ważna umiejętność w diagnostyce obrazowej kończyny górnej.

Pytanie 8

Skrótem HRCT (High Resolution Computed Tomography) określa się tomografię komputerową

A. wielorzędową.
B. wiązki stożkowej 3D.
C. wysokiej rozdzielczości.
D. spiralną.
Skrót HRCT rozwija się jako High Resolution Computed Tomography, czyli tomografia komputerowa wysokiej rozdzielczości. Chodzi tu przede wszystkim o specjalny sposób doboru parametrów badania (cienkie warstwy, małe pole obrazowania, wysokiej jakości rekonstrukcje przestrzenne), a nie o inny typ aparatu. Moim zdaniem warto to sobie dobrze poukładać: HRCT to nie jest osobny „rodzaj tomografu”, tylko specjalny protokół badania TK, najczęściej stosowany do oceny miąższu płuc. W praktyce klinicznej HRCT klatki piersiowej wykonuje się z bardzo cienkimi warstwami (np. 0,5–1,25 mm), przy użyciu algorytmu rekonstrukcji wysokiej rozdzielczości (tzw. filtr kostny lub filtr wysokiej częstotliwości), co pozwala zobaczyć drobne struktury, jak przegrody międzyzrazikowe, drobne oskrzeliki czy wczesne włóknienie. W standardach opisowych radiologii przy chorobach śródmiąższowych płuc (np. wytyczne Fleischner Society) właśnie HRCT jest badaniem referencyjnym, bo umożliwia ocenę charakteru zmian typu „matowa szyba”, siateczkowania, rozstrzeni oskrzeli czy obrazów typu plaster miodu. W codziennej pracy technika elektroradiologii oznacza to konieczność prawidłowego ustawienia cienkich warstw, odpowiedniego zakresu skanowania oraz dobrania rekonstrukcji w płaszczyznach dodatkowych (MPR), często w oknach płucnych i śródpiersia. Dobrą praktyką jest też ograniczanie dawki przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej rozdzielczości przestrzennej, co realizuje się przez odpowiedni dobór mAs, kV oraz nowoczesne algorytmy rekonstrukcji iteracyjnej. Warto zapamiętać: HRCT = wysoka rozdzielczość przestrzenna obrazu, a nie konkretny kształt wiązki czy tryb pracy gantry.

Pytanie 9

Na radiogramie stawu barkowego strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. wyrostek kruczy łopatki.
B. wyrostek barkowy łopatki.
C. guzek większy kości ramiennej.
D. guzek mniejszy kości ramiennej.
Na zdjęciu RTG barku strzałka wskazuje wyrostek barkowy łopatki (acromion), czyli bocznie położoną część łopatki, która wysuwa się nad głowę kości ramiennej i współtworzy staw barkowo‑obojczykowy (AC). Na standardowej projekcji AP barku acromion widoczny jest jako gęsta, łukowata struktura kostna przebiegająca poziomo nad panewką stawu ramiennego i nad głową kości ramiennej. To właśnie nad nim oceniamy zwężenie przestrzeni podbarkowej, konflikt podbarkowy, osteofity w chorobie zwyrodnieniowej stawu AC czy następstwa przewlekłych przeciążeń stożka rotatorów. Moim zdaniem rozpoznawanie acromionu „na pierwszy rzut oka” to jedna z kluczowych umiejętności przy podstawowej analizie radiogramów barku, bo od jego ustawienia i kształtu zależy prawidłowa interpretacja wielu patologii. W praktyce technika radiologii musi umieć odróżnić wyrostek barkowy od wyrostka kruczego – ten drugi leży bardziej ku przodowi i zwykle jest nieco niżej, ma kształt haczykowaty. W dobrzej wykonanej projekcji AP oraz w projekcji Y‑łopatki acromion tworzy górne ramię litery „Y”. W standardach opisowych zawsze zwraca się uwagę na: ciągłość zarysu acromionu (pęknięcia, złamania), obecność zniekształceń pourazowych, obecność zwapnień przyczepów więzadeł oraz relację acromionu do głowy kości ramiennej (wysokość stawu, ewentualne podwichnięcia). W badaniach MRI i USG to właśnie pod wyrostkiem barkowym ocenia się kaletkę podbarkowo‑podnaramienną i ścięgna stożka rotatorów, więc dobra orientacja anatomiczna na RTG bardzo ułatwia dalszą diagnostykę obrazową i komunikację w zespole z lekarzem ortopedą czy radiologiem.

Pytanie 10

DSA to cyfrowa

A. flebografia subtrakcyjna.
B. angiografia subtrakcyjna.
C. limfografia subtrakcyjna.
D. arteriografia subtrakcyjna.
Skrót DSA bywa mylący, bo w praktyce klinicznej funkcjonuje sporo podobnie brzmiących nazw badań naczyniowych. Kluczowe jest jednak to, że „A” w DSA oznacza angiografię, czyli ogólne obrazowanie naczyń krwionośnych, a nie konkretny typ naczynia. Angiografia jako pojęcie obejmuje zarówno arteriografię (tętnice), flebografię (żyły), jak i badania bardziej wyspecjalizowane. Dlatego mówimy o cyfrowej angiografii subtrakcyjnej, a nie np. wyłącznie o cyfrowej arteriografii subtrakcyjnej. Arteriografia to badanie skoncentrowane na tętnicach – technicznie często wykorzystuje się do niej właśnie DSA, ale sama nazwa DSA nie ogranicza się tylko do tętnic. Z punktu widzenia terminologii byłoby więc nieprecyzyjne utożsamianie DSA z arteriografią, bo w jednej pracowni na tym samym aparacie wykonuje się w tej samej technice również obrazowanie żylne czy tętniczo-żylne malformacje. Podobnie jest z flebografią. Flebografia to kontrastowe badanie żył, np. żył kończyn dolnych czy żyły głównej górnej. Można zastosować technikę subtrakcji cyfrowej do uwidocznienia żył, ale nazwa badania systemowo pozostaje angiografią wykonywaną metodą DSA, a flebografia jest określeniem opisującym zakres anatomiczny, a nie typ technologii. Mylenie tych pojęć wynika zwykle z tego, że ktoś łączy nazwę techniki z nazwą konkretnej procedury klinicznej. Jeszcze mniej trafne jest kojarzenie DSA z limfografią. Limfografia dotyczy obrazowania naczyń chłonnych i węzłów chłonnych, tradycyjnie z użyciem specyficznych środków kontrastowych i zupełnie innych protokołów. W praktyce współczesnej limfografia klasyczna jest rzadziej wykonywana, częściej zastępują ją MR czy CT z odpowiednimi sekwencjami lub technikami, ale nadal nie używa się dla niej terminu DSA. Sedno sprawy jest takie: DSA to nazwa technologii i metody obróbki obrazu (cyfrowa subtrakcja), stosowanej przede wszystkim w angiografii. Arteriografia, flebografia i limfografia to natomiast nazwy opisujące, jakie naczynia są badane. Dobra praktyka w radiologii wymaga, żeby tych pojęć nie mieszać, bo ma to znaczenie zarówno dla dokumentacji, jak i dla planowania zabiegu oraz oceny ryzyka dla pacjenta.

Pytanie 11

Który z nowotworów jest hormonozależny?

A. Rak żołądka.
B. Rak macicy.
C. Rak krtani.
D. Rak skóry.
Prawidłowo wskazany został rak macicy, który klasycznie zalicza się do nowotworów hormonozależnych, szczególnie w kontekście działania estrogenów. W praktyce klinicznej często mówi się o tzw. nowotworach estrogenozależnych, gdzie nadmierna lub długotrwała stymulacja hormonalna sprzyja rozwojowi zmian nowotworowych. W przypadku raka trzonu macicy istotne znaczenie ma przewaga estrogenów przy braku równoważącego działania progesteronu, co prowadzi do rozrostu endometrium i zwiększa ryzyko transformacji nowotworowej. W standardach onkologicznych podkreśla się znaczenie oceny profilu hormonalnego, a także czynników ryzyka, takich jak otyłość, cykle bezowulacyjne, wczesna menarche czy późna menopauza. Moim zdaniem, z punktu widzenia osoby pracującej w medycynie, kluczowe jest rozumienie, że hormonozależność wpływa nie tylko na etiologię, ale też na diagnostykę i leczenie. W terapii mogą być stosowane leki modulujące gospodarkę hormonalną, np. progestageny w wybranych sytuacjach, a u pacjentek zawsze zwraca się uwagę na wywiad ginekologiczno-endokrynologiczny. W obrazowaniu (USG przezpochwowe, TK, MR) często ocenia się nie tylko sam guz, ale też cechy przerostu endometrium i ogólny stan narządu rodnego, co jest spójne z wiedzą o jego zależności od hormonów. W praktyce profilaktycznej ważne jest też monitorowanie kobiet z grup ryzyka, u których występują zaburzenia hormonalne, bo w tej grupie częściej dochodzi do rozwoju raka macicy. Dobrą praktyką jest łączenie danych klinicznych, endokrynologicznych i obrazowych, żeby jak najwcześniej wychwycić zmiany podejrzane o charakter nowotworowy, co realnie poprawia rokowanie.

Pytanie 12

Na zamieszczonej rycinie przedstawiono

Ilustracja do pytania
A. zjawisko fotoelektryczne.
B. zjawisko anihilacji.
C. efekt Comptona.
D. zjawisko tworzenia par.
Na rycinie widać klasyczny schemat zjawiska fotoelektrycznego: kwant promieniowania γ (lub X) pada na elektron związany w atomie, przekazuje mu energię i wybija go poza atom jako elektron swobodny. Opis matematyczny Ee = hν − Ew pokazuje, że energia kinetyczna elektronu wybitego (Ee) jest równa energii fotonu (hν) pomniejszonej o energię wiązania elektronu w atomie (Ew). To jest dokładnie definicja efektu fotoelektrycznego, tak jak uczą w fizyce medycznej i w podstawach radiologii. W diagnostyce obrazowej to zjawisko ma ogromne znaczenie przy niższych energiach promieniowania, typowych np. dla mammografii czy zdjęć kostnych – tam dominująca absorpcja w tkankach to właśnie fotoefekt. Moim zdaniem warto zapamiętać, że fotoefekt jest mocno zależny od liczby atomowej Z materiału (z grubsza rośnie jak Z³) – dlatego kości, zawierające dużo wapnia, pochłaniają więcej promieniowania niż tkanki miękkie i wychodzą na zdjęciu jaśniej. W praktyce technika radiologiczna wykorzystuje to przy doborze napięcia kV: niższe kV wzmacnia udział zjawiska fotoelektrycznego, poprawia kontrast tkankowy, ale zwiększa dawkę pochłoniętą. Standardy ochrony radiologicznej i dobre praktyki (np. zasada ALARA) wymagają takiego doboru parametrów, żeby uzyskać wystarczającą jakość obrazu przy jak najmniejszej dawce, czyli rozsądnego kompromisu między udziałem fotoefektu a rozpraszaniem Comptona. Warto też pamiętać, że po wybiciu elektronu w atomie powstaje luka w powłoce, co prowadzi do emisji promieniowania charakterystycznego lub elektronów Augera – to z kolei leży u podstaw działania kontrastów zawierających jod czy gadolin w niektórych technikach obrazowania.

Pytanie 13

Podczas którego badania zostały zarejestrowane przedstawione obrazy?

Ilustracja do pytania
A. Tomografii nerek.
B. Scyntygrafii nerek.
C. Ultrasonografii tarczycy.
D. Scyntygrafii tarczycy.
Prawidłowo wskazana została scyntygrafia nerek. Na przedstawionych obrazach widać typowy, barwny rozkład radioaktywności w obrębie obu nerek, uzyskany gammakamerą po dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej 99mTc‑DTPA, 99mTc‑MAG3 albo 99mTc‑EC). Charakterystyczne jest to, że obrazy są „plamiste”, kolorowe (skala pseudokolorów: czerwony, żółty, niebieski) i pokazują głównie funkcję narządu – czyli jak szybko znacznik jest wychwytywany i wydalany przez nerki – a nie ich dokładną anatomię. Moim zdaniem to jedna z najważniejszych różnic między scyntygrafią a TK czy USG: tu patrzymy przede wszystkim na czynność, a dopiero w drugiej kolejności na kształt. W praktyce klinicznej scyntygrafia nerek służy do oceny przesączania kłębuszkowego, drenażu z miedniczek nerkowych, udziału każdej nerki w całkowitej funkcji (tzw. funkcja rozdzielcza), diagnostyki zwężeń połączenia miedniczkowo‑moczowodowego, kontroli po przeszczepie nerki czy oceny blizn pozapalnych u dzieci. Standardem jest wykonywanie serii dynamicznych obrazów w kolejnych minutach po podaniu radiofarmaceutyku, co dokładnie pasuje do układu kafelków widocznych na ilustracji. Zgodnie z zasadami medycyny nuklearnej zapis taki uzyskuje się w projekcji tylnej lub przedniej, z pacjentem leżącym, a następnie analizuje się krzywe czas–aktywność. Z mojego doświadczenia w nauce do egzaminów warto zapamiętać, że „kolorowe, ziarniste nerki” w układzie dwóch symetrycznych ognisk po bokach kręgosłupa prawie zawsze oznaczają scyntygrafię nerek, a nie TK czy USG.

Pytanie 14

Technika stereotaktyczna polega na napromienianiu nowotworu

A. wieloma wiązkami zbiegającymi się w jednym punkcie.
B. jednym dużym polem.
C. wieloma wiązkami wychodzącymi z jednego punktu.
D. wieloma wiązkami z jednej strony.
Technika stereotaktyczna polega właśnie na tym, co jest w treści poprawnej odpowiedzi: wiele wąskich, precyzyjnie zaplanowanych wiązek promieniowania z różnych kierunków zbiera się w jednym, dokładnie wyznaczonym punkcie w ciele pacjenta. Ten punkt to cel – najczęściej guz lub malformacja naczyniowa. Poza tym punktem dawka w każdej pojedynczej wiązce jest stosunkowo mała, ale w miejscu ich zbiegu sumuje się do bardzo wysokiej dawki terapeutycznej. To jest cała „magia” stereotaksji. W praktyce klinicznej mówimy o radiochirurgii stereotaktycznej (SRS) dla mózgu, stereotaktycznej radioterapii frakcjonowanej (FSRT) albo stereotaktycznej radioterapii ciała (SBRT/SABR) dla zmian pozaczaszkowych, np. w płucu czy wątrobie. Moim zdaniem kluczowe jest tu skojarzenie: stereotaksja = precyzyjne unieruchomienie + dokładne obrazowanie (TK, MR, czasem PET) + planowanie 3D/4D + wiele wiązek zbieżnych w jeden punkt. Dzięki temu można podać bardzo dużą dawkę na małą objętość przy jednoczesnej ochronie tkanek zdrowych, zgodnie z zasadami ALARA i wytycznymi ICRU oraz ESTRO. W dobrych ośrodkach dba się o dokładność pozycjonowania rzędu milimetrów, stosuje się maski termoplastyczne, ramy stereotaktyczne, systemy IGRT (obrazowanie w trakcie napromieniania), żeby ten punkt zbiegu wiązek pokrywał się idealnie z położeniem guza. To jest standard dobrej praktyki w nowoczesnej radioterapii: wysoka precyzja geometryczna, małe marginesy bezpieczeństwa i bardzo strome gradienty dawki wokół celu. Stereotaksja jest szczególnie przydatna przy małych guzach, dobrze widocznych w obrazowaniu, gdzie zależy nam na maksymalnej oszczędności otaczających struktur krytycznych, na przykład nerwu wzrokowego, pnia mózgu czy rdzenia kręgowego.

Pytanie 15

Na zamieszczonym rentgenogramie strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. dyskopatię L₅ – S₁.
B. przerwanie ciągłości łuku.
C. rozszczep łuku.
D. kręgozmyk kręgu L₅ względem S₁.
Na zaznaczonym zdjęciu bocznym odcinka lędźwiowo‑krzyżowego strzałka wskazuje na przestrzeń międzytrzonową L5–S1, która jest wyraźnie zwężona i ma nieregularne zarysy. To właśnie typowy obraz dyskopatii L5–S1 w radiogramie: zmniejszona wysokość szpary międzykręgowej, czasem z lekką sklerotyzacją blaszek granicznych i początkiem tworzenia osteofitów. W RTG nie widzimy samego krążka międzykręgowego (bo to tkanka miękka), tylko jego „cień pośredni” – czyli szerokość szpary międzytrzonowej. Jeśli krążek degeneruje, odwodni się i „siada”, to szpara się zwęża. Moim zdaniem to jedno z ważniejszych pojęć w praktycznej ocenie bocznych zdjęć kręgosłupa: zawsze patrzymy porównawczo na wysokość sąsiednich przestrzeni, ciągłość zarysu płytek granicznych, obecność osteofitów i ewentualne niestabilności. W codziennej pracy technika elektroradiologii dobrze jest od razu podczas wykonywania projekcji bocznej L‑S ocenić, czy przestrzeń L5–S1 jest prawidłowo uwidoczniona – często wymaga to lekkiej korekty ustawienia pacjenta (np. uniesienia kończyny dolnej, zmiany kąta lampy), bo inaczej przestrzeń może być „nakryta” strukturami kości krzyżowej. Standardy opisowe (wg typowych schematów radiologicznych) zalecają, żeby w opisie jasno ocenić: wysokość przestrzeni L5–S1, zarysy blaszek granicznych, ewentualne osteofity i podejrzenie konfliktu korzeniowego, który później dokładniej weryfikuje się w TK lub MR. W praktyce, jeśli na RTG widoczna jest taka dyskopatia L5–S1, pacjent często kierowany jest dalej na rezonans magnetyczny w celu oceny przepukliny jądra miażdżystego i ucisku na worek oponowy. Warto też zapamiętać, że dyskopatia na poziomie L5–S1 jest jedną z najczęstszych lokalizacji zmian zwyrodnieniowo‑dyskopatycznych, co też dobrze widać statystycznie w pracowniach obrazowych.

Pytanie 16

Czym charakteryzuje się późny odczyn popromienny?

A. Występuje po 6 miesiącach od zakończenia radioterapii, ustępuje samoistnie lub po prostym leczeniu farmakologicznym.
B. Występuje w trakcie lub do 6 miesięcy od zakończenia radioterapii, ustępuje samoistnie lub po prostym leczeniu farmakologicznym.
C. Występuje po 6 miesiącach od zakończenia radioterapii, pojawia się nagle, zwykle jest trwały i może stanowić zagrożenie dla życia pacjenta.
D. Występuje w trakcie lub do 6 miesięcy od zakończenia radioterapii, zwykle jest trwały i może powodować zagrożenie dla życia pacjenta.
Późny odczyn popromienny to klasyczny temat w radioterapii i warto go mieć naprawdę dobrze poukładany w głowie. Kluczowe są tu trzy elementy: czas, dynamika pojawienia się objawów i ich trwałość. Za późne odczyny uznaje się te, które występują po upływie co najmniej 6 miesięcy od zakończenia napromieniania. W praktyce klinicznej często mówimy wręcz o miesiącach–latach po terapii. To odróżnia je od odczynów wczesnych, które pojawiają się w trakcie lub do 6 miesięcy po radioterapii.
Wybrana odpowiedź dobrze podkreśla, że późny odczyn pojawia się nagle – pacjent często przez dłuższy czas czuje się w porządku, a po jakimś czasie dochodzi do gwałtownego ujawnienia się zmian. Moim zdaniem to jest jedna z pułapek radioterapii: pacjent kończy leczenie, wydaje się, że wszystko jest dobrze, a jednak ryzyko uszkodzeń tkanek późno reagujących (np. rdzeń kręgowy, nerki, płuca, serce) nadal istnieje.
Co ważne, późne odczyny są zwykle trwałe, bo wiążą się z nieodwracalnym uszkodzeniem struktur o powolnej regeneracji: zwłóknieniem, martwicą, teleangiektazjami, przewlekłym owrzodzeniem. W skrajnych sytuacjach mogą stanowić realne zagrożenie życia – przykłady to popromienne zwłóknienie płuc z niewydolnością oddechową, mielopatia popromienna z porażeniem, ciężkie uszkodzenie serca po napromienianiu śródpiersia czy perforacja jelita po radioterapii miednicy.
W dobrych praktykach planowania radioterapii (wg wytycznych np. ESTRO, QUANTEC) bardzo mocno pilnuje się dawek tolerancji dla narządów krytycznych właśnie z powodu ryzyka późnych powikłań. Dlatego tak ważne jest precyzyjne wyznaczanie OAR (organs at risk), stosowanie technik IMRT/VMAT, odpowiednie frakcjonowanie dawki i dokładne unieruchomienie pacjenta. Z mojego doświadczenia patrząc na opisy planów, cała filozofia ograniczania dawki do tkanek zdrowych kręci się głównie wokół zapobiegania późnym odczynom, bo jak już się pojawią, to najczęściej nie da się ich cofnąć, można tylko łagodzić objawy.

Pytanie 17

Zadaniem technika elektroradiologa w pracowni naczyniowej jest

A. przygotowanie cewników.
B. przygotowanie niezbędnych narzędzi.
C. wprowadzenie cewnika w światło naczyń.
D. nadzorowanie sprawnego działania aparatury rentgenowskiej.
Prawidłowo wskazana rola technika elektroradiologa w pracowni naczyniowej to nadzorowanie sprawnego działania aparatury rentgenowskiej. W pracowni angiograficznej technik jest odpowiedzialny przede wszystkim za stronę techniczną badania, a nie za wykonywanie czynności inwazyjnych w obrębie naczyń. To lekarz – najczęściej radiolog interwencyjny, kardiolog lub chirurg naczyniowy – wprowadza cewnik do światła naczynia, prowadzi go, podaje kontrast i wykonuje właściwy zabieg. Technik natomiast musi zadbać o to, żeby cały system obrazowania działał stabilnie, bezpiecznie i dawał obrazy o jak najlepszej jakości przy możliwie najmniejszej dawce promieniowania. W praktyce oznacza to m.in. prawidłowe ustawienie parametrów ekspozycji, kontrolę pracy lampy rentgenowskiej, generatora, stołu angiograficznego, systemu akwizycji obrazu oraz monitorów. Technik sprawdza przed badaniem poprawność działania układów sterowania, kolimatorów, systemów automatycznej kontroli ekspozycji, a także współpracuje z lekarzem przy doborze protokołów obrazowania, np. częstości serii, czasu akwizycji, projekcji, synchronizacji z podaniem kontrastu. Moim zdaniem bardzo ważne jest też to, że technik pilnuje bezpieczeństwa radiologicznego całego zespołu i pacjenta: dobiera osłony, kontroluje dawkę, dba o prawidłowe ustawienie ramienia C, żeby ograniczyć niepotrzebne ekspozycje. W dobrze działającej pracowni naczyniowej technik jest takim „operatorem systemu”, który musi szybko reagować, gdy pojawiają się komunikaty błędów, spadek jakości obrazu, przegrzewanie lampy czy problemy z archiwizacją w systemie PACS. To wszystko bezpośrednio przekłada się na bezpieczeństwo zabiegu, komfort pracy lekarza i skuteczność diagnostyki oraz terapii.

Pytanie 18

Na zamieszczonym obrazie RM nadgarstka lewego strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. łódeczkowatą.
B. księżycowatą.
C. główkowatą.
D. haczykowatą.
Na obrazie MR w projekcji czołowej strzałka wskazuje typową lokalizację kości księżycowatej (os lunatum) w szeregu bliższym nadgarstka. Kość księżycowata leży pośrodku między kością łódeczkowatą od strony promieniowej a kością trójgraniastą od strony łokciowej, bezpośrednio przylega do powierzchni stawowej dalszej nasady kości promieniowej. Na obrazach MR ma charakterystyczny, mniej więcej półksiężycowaty kształt, z wyraźnie widoczną warstwą podchrzęstną i gąbczastą strukturą w środku. W prawidłowym badaniu, takim jak na tym zdjęciu, widzimy równomierny sygnał ze szpiku kostnego i gładkie obrysy powierzchni stawowych. Z mojego doświadczenia w praktyce technika obrazowania nadgarstka bardzo ważne jest prawidłowe pozycjonowanie ręki i zastosowanie cienkich warstw w sekwencjach T1 i T2 z saturacją tłuszczu, bo dopiero wtedy szczegóły anatomii szeregu bliższego są naprawdę czytelne. Kość księżycowata ma duże znaczenie kliniczne: to właśnie ona jest najczęściej zajęta w chorobie Kienböcka (martwica jałowa), gdzie na MR obserwuje się obniżenie sygnału w T1 i obrzęk szpiku w sekwencjach T2-zależnych. Radiolog, opisując MR nadgarstka zgodnie z dobrymi praktykami, zawsze ocenia położenie i kształt lunatum pod kątem ewentualnej niestabilności nadgarstka, podwichnięcia czy konfliktu z kością promieniową. W standardach opisowych zwraca się też uwagę na szerokość szpar stawowych między łódeczkowatą, księżycowatą i główkowatą, bo ich zaburzenie może świadczyć o uszkodzeniu więzadeł międzykostnych. Umiejętność pewnego rozpoznawania kości księżycowatej na MR bardzo ułatwia dalszą orientację w złożonej anatomii nadgarstka, a później dokładne lokalizowanie zmian pourazowych i zwyrodnieniowych.

Pytanie 19

Na ilustracji przedstawiono przygotowanie pacjenta do badania

Ilustracja do pytania
A. ERG
B. KTG
C. EMG
D. EEG
Na zdjęciu widać bardzo typowe przygotowanie do badania EMG – dokładniej do elektroneurografii, czyli stymulacyjnej części badania przewodnictwa nerwowego. Mamy tutaj kończynę z założonym mankietem uziemiającym/odprowadzającym (zielony element) oraz dwie elektrody powierzchowne przyklejone nad mięśniem, do którego dochodzi badany nerw. Dodatkowo z boku widoczna jest elektroda stymulująca (igłowa lub pierścieniowa), którą podaje się krótkie impulsy prądowe. To klasyczny układ: elektroda aktywna i referencyjna nad brzuścem mięśnia oraz elektroda stymulująca w przebiegu nerwu. W EMG rejestruje się potencjały czynnościowe mięśni wywołane pobudzeniem nerwów obwodowych albo spontaniczną aktywność mięśnia. W praktyce technik musi zadbać o kilka rzeczy: dokładne odtłuszczenie skóry, prawidłowe rozmieszczenie elektrod w osi mięśnia, dobrą przyczepność żelowych elektrod i stabilne ułożenie kończyny, żeby artefakty ruchowe nie zniszczyły zapisu. Z mojego doświadczenia wiele problemów z jakością sygnału w EMG wynika z pośpiechu przy przygotowaniu skóry. W badaniach przewodnictwa nerwowego mierzy się latencję, amplitudę i prędkość przewodzenia, co jest kluczowe np. w diagnostyce zespołu cieśni nadgarstka, neuropatii cukrzycowych, uszkodzeń korzeni nerwowych czy urazów nerwów po złamaniach. Standardy pracowni neurofizjologii klinicznej zalecają też kontrolę temperatury kończyny, bo zbyt zimna ręka spowalnia przewodzenie i fałszuje wyniki. Właśnie ten układ elektrod na kończynie, bez udziału głowy, brzucha czy aparatury kardiotokograficznej, jednoznacznie wskazuje na EMG, a nie na EEG, ERG czy KTG.

Pytanie 20

Przy ułożeniu do zdjęcia kręgów szyjnych CIII-CVII w projekcji przednio-tylnej lampa może być odchylona o kąt

A. 10°-15° dogłowowo.
B. 40°-45° doogonowo.
C. 10°-15° doogonowo.
D. 40°-45° dogłowowo.
Prawidłowa odpowiedź 10°–15° dogłowowo wynika z geometrii promienia centralnego i ułożenia kręgosłupa szyjnego w projekcji przednio-tylnej. Szyja ma naturalną lordozę, a wyrostki kolczyste i trzony kręgów CIII–CVII nie leżą idealnie prostopadle do kasety. Gdybyśmy ustawili lampę bez kąta, promień padałby bardziej na wyrostki kolczyste i barki, a trzony kręgów byłyby częściowo zasłonięte i zniekształcone. Odchylenie lampy dogłowowo o 10°–15° pozwala „wycelować” promień centralny w przestrzenie międzykręgowe i lepiej uwidocznić trzony kręgów szyjnych, minimalizując nakładanie się struktur i skrócenie rzutowe. W praktyce technik celuje zwykle na poziom C4–C5, przy ustabilizowanej głowie, barkach opuszczonych możliwie nisko i brodzie lekko uniesionej, tak aby podnieść żuchwę z pola obrazowania. Moim zdaniem warto zapamiętać tę wartość kąta jako standard dla AP kręgosłupa szyjnego w pozycji stojącej lub siedzącej, szczególnie gdy barki są masywne. W wielu podręcznikach do techniki RTG podkreśla się, że kąt powyżej 15° może już powodować nienaturalne rozciągnięcie obrazowanych struktur, a zbyt mały kąt pogarsza widoczność przestrzeni międzykręgowych. W codziennej pracy dobrze jest porównać zdjęcie z opisem technicznym: czy widoczne są wszystkie trzony CIII–CVII, czy linia krawędzi trzonów jest gładka, bez dużych deformacji perspektywicznych. Jeżeli obraz jest „spłaszczony” lub przestrzenie międzykręgowe się zlewają, to jednym z pierwszych podejrzeń jest właśnie niewłaściwy kąt odchylenia lampy. Dlatego stosowanie 10°–15° dogłowowo uważa się za dobrą praktykę i standardowe ustawienie w klasycznej projekcji AP kręgów szyjnych.

Pytanie 21

Którą kość oznaczono na obrazie rezonansu magnetycznego?

Ilustracja do pytania
A. Kość strzałkową.
B. Kość promieniową.
C. Kość łokciową.
D. Kość piszczelową.
Na obrazie MR widzimy przekrój strzałkowy stawu kolanowego. Strzałka wskazuje na dużą kość leżącą przyśrodkowo (po stronie „wewnętrznej” kończyny dolnej), stanowiącą główny element nośny podudzia – to właśnie kość piszczelowa. W rezonansie magnetycznym łatwo ją rozpoznać po szerokiej nasadzie bliższej, która tworzy powierzchnię stawową z kością udową oraz po typowym ułożeniu w osi kończyny. Kość strzałkowa w takim przekroju zwykle jest widoczna bardziej bocznie i ma znacznie mniejszą średnicę, czasem nawet wypada poza pole obrazowania, jeśli skan skupia się na przedziale przyśrodkowym stawu. Kość piszczelowa ma charakterystyczny kształt plateau piszczelowego od góry oraz trzonu biegnącego pionowo w dół. W praktyce klinicznej umiejętność szybkiej identyfikacji piszczeli na obrazach MR jest kluczowa przy ocenie złamań, obrzęku szpiku kostnego, zmian pourazowych więzadeł (np. ACL, PCL, więzadła poboczne), a także przy planowaniu zabiegów ortopedycznych, takich jak osteotomie czy alloplastyka stawu kolanowego. W standardach opisu badań MR kolana (np. według zaleceń ESSR – European Society of Musculoskeletal Radiology) zawsze podkreśla się ocenę ciągłości kory kostnej piszczeli, obecność zmian degeneracyjnych w obrębie powierzchni stawowych oraz torbieli podchrzęstnych. Moim zdaniem warto też od razu „w głowie” kojarzyć położenie przyczepów więzadła krzyżowego przedniego i tylnego względem piszczeli – to bardzo ułatwia orientację w kolejnych przekrojach. W pracowni diagnostyki obrazowej dobrą praktyką jest też oglądanie całej serii obrazów w kilku płaszczyznach (strzałkowej, czołowej, poprzecznej), bo dopiero wtedy topografia piszczeli i jej relacja do kości udowej i rzepki staje się naprawdę oczywista i nie budzi wątpliwości.

Pytanie 22

Wysoką rozdzielczość przestrzenną obrazowania MR uzyskuje się przez

A. zmniejszenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
B. zmniejszenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
C. zwiększenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
D. zwiększenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
Prawidłowo: wysoka rozdzielczość przestrzenna w MR zależy głównie od wielkości piksela, a ten wynika z relacji pole widzenia (FoV) / matryca obrazująca. Im mniejszy FoV i im większa matryca, tym mniejszy piksel i tym wyraźniej widoczne drobne struktury. Matematycznie można to zapisać bardzo prosto: rozmiar piksela = FoV / liczba punktów w danym kierunku. Czyli jeśli zmniejszamy FoV, a jednocześnie zwiększamy liczbę próbek (większa matryca, np. z 256×256 na 512×512), to piksele robią się „gęstsze”, a obraz bardziej szczegółowy. Tak właśnie robi się np. badania stawów, przysadki, oczodołów – małe FoV, wysoka matryca, wysokie wymagania co do geometrii i ostrości. W praktyce technik zawsze musi szukać kompromisu: mniejszy FoV i większa matryca oznaczają dłuższy czas skanowania i mniejszy sygnał na piksel (SNR spada, bo ten sam sygnał z większego obszaru dzielimy na więcej elementów). Dlatego w standardach protokołów MR (np. neuroradiologicznych) ustala się minimalnie akceptowalny SNR i na tej podstawie dobiera FoV i matrycę. Moim zdaniem warto na to patrzeć praktycznie: jeśli lekarz prosi o „wysoką rozdzielczość”, to technik od razu myśli o zmniejszeniu FoV w stosunku do interesującej okolicy anatomicznej i zwiększeniu matrycy, o ile czas badania i współpraca pacjenta na to pozwalają. To jest klasyczna dobra praktyka w MR, stosowana praktycznie w każdym nowoczesnym protokole wysokorozdzielczym, np. w badaniach 3D T1 mózgu czy drobnych struktur kostno‑chrzęstnych.

Pytanie 23

W scyntygrafii serca metoda bramkowanej akwizycji SPECT umożliwia między innymi ocenę frakcji wyrzutowej

A. lewej komory.
B. prawej komory.
C. prawego przedsionka.
D. lewego przedsionka.
Prawidłowo wskazana została lewa komora serca. W bramkowanej akwizycji SPECT (tzw. gated SPECT) standardem klinicznym jest właśnie ocena czynności skurczowej lewej komory, w tym pomiar frakcji wyrzutowej (LVEF), objętości końcoworozkurczowej i końcowoskurczowej oraz analizy kurczliwości segmentarnej. Gating polega na zsynchronizowaniu rejestracji obrazów z cyklem pracy serca, zwykle na podstawie zapisu EKG. Cykl serca dzielony jest na określoną liczbę faz, np. 8 lub 16, i dla każdej z nich rekonstruuje się obraz 3D. Dzięki temu oprogramowanie może automatycznie obrysować kontur lewej komory i wyliczyć zmianę objętości w czasie, a z tego bezpośrednio obliczyć frakcję wyrzutową. W praktyce klinicznej gated SPECT stosuje się szeroko w ocenie chorych z chorobą wieńcową, po zawale serca, przed wszczepieniem kardiowertera-defibrylatora lub CRT, a także do monitorowania kardiotoksyczności chemioterapii. Moim zdaniem ważne jest zapamiętanie, że to badanie jest przede wszystkim narzędziem do funkcjonalnej oceny lewej komory, a nie przedsionków. W wytycznych medycyny nuklearnej i kardiologii nuklearnej (np. EANM, ASNC) właśnie LVEF z gated SPECT jest traktowana jako istotny, dobrze zwalidowany parametr rokowniczy. W codziennej pracy technika medycyny nuklearnej kluczowe jest poprawne podłączenie EKG, stabilny rytm zatokowy i unikanie artefaktów ruchowych, bo to bezpośrednio wpływa na wiarygodność wyliczonej frakcji wyrzutowej lewej komory.

Pytanie 24

W jaki sposób należy oprzeć stroik w audiometrycznym badaniu przewodnictwa kostnego?

A. Ramionami na guzowatości potylicznej zewnętrznej.
B. Podstawą na powierzchni wyrostka sutkowatego.
C. Podstawą na guzowatości potylicznej zewnętrznej.
D. Ramionami na powierzchni wyrostka sutkowatego.
W audiometrycznym badaniu przewodnictwa kostnego kluczowe są dwie rzeczy: **miejsce przyłożenia** stroika i **sposób, w jaki część drgająca styka się z kością**. Wszystkie odpowiedzi oparte na guzowatości potylicznej zewnętrznej albo na ramionach stroika wynikają zwykle z intuicji, ale niestety są sprzeczne z przyjętymi standardami badań słuchu. Guzowatość potyliczna zewnętrzna leży z tyłu czaszki, dość daleko od struktur ucha wewnętrznego. Owszem, kość też przewodzi dźwięk, ale droga przewodzenia jest dłuższa i mniej specyficzna dla drogi do ślimaka. Może dochodzić do silniejszego pobudzenia obu uszu jednocześnie, co utrudnia ocenę, które ucho realnie słyszy bodziec. W konsekwencji wyniki prób takich jak Rinne czy Weber stają się mniej wiarygodne, a różnicowanie niedosłuchu przewodzeniowego i odbiorczego jest po prostu gorszej jakości. Drugi typ błędu to przykładanie **ramion** stroika zamiast jego podstawy. Ramiona służą do trzymania i pobudzania stroika, natomiast to podstawa jest elementem zaprojektowanym do przekazywania drgań na kość. Ramiona mają inną geometrię, często są cieńsze, mogą tłumić i rozpraszać drgania, więc część energii akustycznej po prostu się gubi. Z mojego doświadczenia to częsty błąd u osób zaczynających pracę z próbami stroikowymi – chwytają stroik „jak leci” i dociskają tym, co akurat dotknie skóry. Efekt jest taki, że pacjent słyszy dźwięk krócej lub słabiej, niż by wynikało z jego rzeczywistego stanu słuchu. Dobre praktyki w audiometrii i otolaryngologii mówią jasno: stroik przykładamy **podstawą do wyrostka sutkowatego**, czyli tej kostnej wyniosłości za małżowiną uszną. To miejsce jest optymalne, bo blisko ucha wewnętrznego i jednocześnie łatwo dostępne. Dzięki temu przewodnictwo kostne jest oceniane w sposób powtarzalny, porównywalny między pacjentami oraz zgodny z procedurami opisanymi w podręcznikach diagnostyki słuchu. Warto więc świadomie unikać zarówno guzowatości potylicznej, jak i przykładania ramion stroika, bo oba te nawyki prowadzą do systematycznych błędów pomiaru.

Pytanie 25

Droga przewodnictwa powietrznego fali akustycznej przebiega przez

A. ucho wewnętrzne i kości czaszki.
B. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne.
C. ucho zewnętrzne, ucho środkowe i kości czaszki.
D. ucho środkowe, ucho wewnętrzne i kości czaszki.
Prawidłowo wskazana droga przewodnictwa powietrznego to: ucho zewnętrzne, ucho środkowe i ucho wewnętrzne. Właśnie tak fizjologicznie przebiega fala akustyczna, kiedy słyszymy dźwięk w typowy, „naturalny” sposób. Najpierw fala dźwiękowa wchodzi przez małżowinę uszną i przewód słuchowy zewnętrzny – to jest ucho zewnętrzne. Małżowina działa trochę jak lejek akustyczny, zbiera i kieruje fale do przewodu, a jego kształt wpływa na wzmocnienie niektórych częstotliwości, co ma znaczenie np. w rozpoznawaniu kierunku, skąd dochodzi dźwięk. Następnie fala uderza w błonę bębenkową. To już granica ucha zewnętrznego i środkowego. Błona bębenkowa zaczyna drgać i przekazuje te drgania na kosteczki słuchowe w uchu środkowym: młoteczek, kowadełko i strzemiączko. Ten układ kosteczek działa jak mechaniczny transformator impedancji – dzięki temu energia fali powietrznej może być efektywnie przekazana do środowiska płynowego w uchu wewnętrznym. Z mojego doświadczenia to właśnie to miejsce jest często pomijane w myśleniu: nie doceniamy roli wzmacniania i dopasowania impedancji. Na końcu strzemiączko porusza okienkiem owalnym, które przenosi drgania do ślimaka w uchu wewnętrznym wypełnionego płynem. Tam dochodzi do przetworzenia energii mechanicznej fali na impulsy nerwowe w komórkach rzęsatych narządu Cortiego. W badaniach audiometrycznych zawsze rozróżnia się przewodnictwo powietrzne i kostne właśnie po to, żeby ocenić, czy zaburzenie dotyczy ucha zewnętrznego/środkowego (niedosłuch przewodzeniowy), czy wewnętrznego i nerwu (niedosłuch odbiorczy). Standardem jest, że przy badaniu przewodnictwa powietrznego sygnał podajemy przez słuchawki na małżowinę uszną, a więc wykorzystujemy całą tę drogę: ucho zewnętrzne → ucho środkowe → ucho wewnętrzne. To jest podstawowa, książkowa definicja przewodnictwa powietrznego i warto ją mieć w głowie, bo przewija się w praktycznie każdym opisie audiogramu.

Pytanie 26

Które informacje należy zamieścić na strzykawce z radiofarmaceutykiem przygotowanym przez technika elektroradiologa?

A. Czas okresu inkubacji, radioaktywność, inicjały technika.
B. Typ radiofarmaceutyku, radioaktywność, godzina przygotowania.
C. Typ radiofarmaceutyku, stężenie, godzina przygotowania.
D. Czas okresu inkubacji, stężenie, inicjały technika.
Poprawnie wskazany zestaw informacji na etykiecie strzykawki z radiofarmaceutykiem – typ radiofarmaceutyku, radioaktywność i godzina przygotowania – wynika bezpośrednio z praktyki medycyny nuklearnej i zasad bezpieczeństwa radiologicznego. Typ radiofarmaceutyku (np. 99mTc-MDP, 99mTc-DTPA, 18F-FDG) pozwala jednoznacznie zidentyfikować, co dokładnie podajemy pacjentowi i do jakiego badania jest to przeznaczone. To ważne, bo inne radiofarmaceutyki mają różne wskazania, drogi podania, rozkład w organizmie i dawki. Radioaktywność (najczęściej w MBq) jest kluczowa, bo na jej podstawie technik i lekarz oceniają, czy dawka podawana pacjentowi jest zgodna z protokołem i z zasadą ALARA. Dzięki temu można też przeliczyć dawkę, jeśli podanie następuje po pewnym czasie od przygotowania i trzeba uwzględnić fizyczny czas połowicznego zaniku. Godzina przygotowania jest potrzebna właśnie do tego, żeby skorygować aktywność z uwzględnieniem rozpadu promieniotwórczego i mieć pewność, że w momencie iniekcji aktywność mieści się w założonym zakresie. W praktyce w pracowniach medycyny nuklearnej przyjęte jest, że etykieta na strzykawce zawiera minimum: nazwę radiofarmaceutyku, aktywność przeliczoną na konkretną godzinę odniesienia (czas kalibracji) oraz tę godzinę. Często dodaje się też dane pacjenta lub numer zlecenia, ale to już zależy od procedur wewnętrznych. Moim zdaniem warto od razu wyrabiać sobie nawyk patrzenia na etykietę pod kątem tych trzech rzeczy: co to jest, ile MBq i kiedy przygotowane – bo to realnie wpływa na jakość badania i bezpieczeństwo pacjenta.

Pytanie 27

W audiometrii badanie polegające na maskowaniu (zagłuszaniu) tonów szumem białym to próba

A. Langenbecka.
B. Webera.
C. Fowlera.
D. Rinnego.
W tym pytaniu haczyk polega na tym, że większość znanych prób słuchowych kojarzy się raczej z kamertonami niż z nowoczesną audiometrią i łatwo wrzucić wszystko do jednego worka. Próba Langenbecka odnosi się do audiometrii z użyciem maskowania szumem białym, natomiast Rinnego, Webera i Fowlera to zupełnie inne koncepcje diagnostyczne, oparte głównie na badaniach kamertonowych lub ocenie lateralizacji dźwięku. W praktyce klinicznej próba Rinnego służy do porównania przewodnictwa powietrznego z kostnym, czyli pomaga odróżnić niedosłuch przewodzeniowy od odbiorczego. Wykorzystuje się kamerton przyłożony do wyrostka sutkowatego, a potem przed małżowinę uszną. Nie ma tam żadnego maskowania szumem białym – to bardzo prosta, przyłóż–zabierz, zapytaj pacjenta metoda, dobra do szybkiego badania przyłóżkowego, ale nie do precyzyjnego różnicowania za pomocą szumu. Próba Webera to z kolei ocena lateralizacji dźwięku kamertonu ustawionego na linii pośrodkowej (np. na czole). Służy do sprawdzenia, do którego ucha dźwięk się „przesuwa” i w ten sposób pomaga wstępnie określić typ ubytku. Znowu – zero maskowania szumem białym, żadnych głośników z szumem, tylko przewodnictwo kostne i subiektywne odczucie pacjenta. Próba Fowlera, chociaż już bliższa nowoczesnej audiometrii, dotyczy wyrównania głośności w obu uszach i jest stosowana głównie w diagnostyce tzw. rekrutacji słuchowej przy niedosłuchu odbiorczym. Tam manipuluje się poziomami tonów, ale nie maskuje się ich szumem białym w klasycznym rozumieniu próby Langenbecka. Typowy błąd polega na tym, że jeśli ktoś kojarzy jakiekolwiek badanie słuchu z nazwiskiem, automatycznie zakłada, że musi chodzić o znaną próbę Rinnego albo Webera, bo o nich najczęściej się mówi w szkole. Tymczasem maskowanie szumem białym to domena audiometrii tonalnej i jest ściśle opisane w zaleceniach dotyczących badań słuchu – określa się poziom szumu, rodzaj (biały, wąskopasmowy), ucho maskowane i dokładne kryteria, kiedy należy je stosować. Dobre praktyki w diagnostyce słuchu wymagają, żeby rozumieć różnicę między prostymi próbami kamertonowymi (Rinne, Weber) a bardziej zaawansowanymi procedurami audiometrycznymi, takimi jak próba Langenbecka czy testy nadprogowe. Bez tego łatwo pomylić narzędzia i wyciągnąć błędne wnioski kliniczne.

Pytanie 28

Wskazaniem do wykonania scyntygrafii perfuzyjnej jest

A. zapalenie płuc.
B. ciężkie nadciśnienie płucne.
C. ropień płuca.
D. zatorowość płucna.
Prawidłowo – klasycznym, wręcz podręcznikowym wskazaniem do wykonania scyntygrafii perfuzyjnej płuc jest właśnie podejrzenie zatorowości płucnej. Badanie perfuzyjne ocenia rozkład przepływu krwi w łożysku naczyniowym płuc, czyli mówiąc prościej: sprawdza, czy krew dociera równomiernie do wszystkich obszarów miąższu płucnego. W zatorowości płucnej fragment tętnicy płucnej zostaje zamknięty przez skrzeplinę, więc radiofarmaceutyk podany dożylnie nie dociera do odpowiedniego segmentu płuca i na obrazie scyntygraficznym widzimy ubytki perfuzji. Klasyczne jest porównywanie perfuzji z wentylacją (badanie V/Q – ventilation/perfusion). W zatorowości płucnej pojawiają się tzw. niezgodne ubytki: wentylacja jest zachowana, a perfuzja w danym obszarze jest wyraźnie upośledzona. To właśnie ten wzorzec w praktyce klinicznej bardzo silnie sugeruje zatorowość. Moim zdaniem warto zapamiętać, że scyntygrafia perfuzyjna jest szczególnie przydatna u pacjentów, u których nie można wykonać angio-TK (np. ciężka niewydolność nerek, uczulenie na jodowy środek kontrastowy, ciąża przy ograniczaniu dawki promieniowania). W wielu wytycznych medycyny nuklearnej i pulmonologii podkreśla się, że przy prawidłowym badaniu V/Q prawdopodobieństwo istotnej zatorowości jest bardzo małe. W codziennej pracy technika elektroradiologii ważne jest prawidłowe przygotowanie radiofarmaceutyku (najczęściej makroagregaty albuminy znakowane technetem-99m), odpowiednie ułożenie pacjenta, wykonanie kilku projekcji oraz współpraca z lekarzem w ocenie jakości obrazu. Dobrą praktyką jest też zawsze korelowanie wyniku scyntygrafii z obrazem RTG klatki piersiowej, żeby nie pomylić ubytków perfuzji z rozległymi zmianami strukturalnymi płuc.

Pytanie 29

Który załamek odzwierciedla szybką repolaryzację komór w zapisie EKG?

A. S
B. Q
C. R
D. T
Załamek T jest w zapisie EKG bezpośrednio związany z repolaryzacją komór, a więc z procesem powrotu ich błony komórkowej do potencjału spoczynkowego po zakończonej depolaryzacji i skurczu. Błędne jest więc wiązanie szybkiej repolaryzacji komór z załamkami Q, R czy S, ponieważ te elementy EKG tworzą razem zespół QRS, który opisuje coś zupełnie innego – depolaryzację komór. W sensie elektrofizjologicznym zespół QRS odpowiada głównie fazie 0 i częściowo fazie 1 potencjału czynnościowego komórek komorowych, kiedy dochodzi do gwałtownego napływu jonów sodu do wnętrza kardiomiocytów i szybkiego rozprzestrzeniania się fali pobudzenia w mięśniu komór. To jest moment inicjacji skurczu, a nie jego wygaszania. Załamek Q, jeśli występuje, zwykle reprezentuje początkową depolaryzację przegrody międzykomorowej. Załamek R jest główną składową depolaryzacji masy mięśnia komór, szczególnie lewej komory, natomiast załamek S odzwierciedla końcowy etap depolaryzacji podstawnych części komór. Typowym błędem myślowym jest traktowanie całego zespołu QRS jako „aktywności komór w ogóle”, bez rozróżnienia, czy chodzi o depolaryzację, czy repolaryzację. Stąd łatwo o pomylenie pojęć i przypisanie którejś z liter Q, R lub S roli, której one fizjologicznie nie pełnią. Dobra praktyka w diagnostyce elektromedycznej zakłada jasne kojarzenie: P – depolaryzacja przedsionków, QRS – depolaryzacja komór, T – repolaryzacja komór. Dopiero w takim uporządkowaniu można sensownie analizować odchylenia, np. obniżenia lub uniesienia odcinka ST, odwrócone lub spłaszczone załamki T, czy poszerzenie QRS. Mylenie depolaryzacji z repolaryzacją prowadzi potem do złej interpretacji niedokrwienia, zaburzeń przewodzenia albo działania leków antyarytmicznych. Moim zdaniem warto sobie skojarzyć, że wszystko co „wysokie i wąskie” w środku zespołu to depolaryzacja (QRS), a „łagodny, szerszy garb” po nim to właśnie repolaryzacja komór – załamek T.

Pytanie 30

Który artefakt uwidoczniono na skanie RM głowy?

Ilustracja do pytania
A. Zawijanie obrazu.
B. Poruszenie pacjenta.
C. Efekt uśrednienia.
D. Przesunięcie chemiczne.
Prawidłowo rozpoznano artefakt zawijania obrazu (aliasing). Na tym skanie RM głowy widać struktury anatomiczne „przeniesione” spoza pola widzenia (FOV) do wnętrza obrazu – wyglądają jakby fragment czaszki lub tkanek miękkich nagle pojawiał się w nienaturalnym miejscu, przy brzegu kadru. To właśnie typowy obraz zawijania: sygnał z obszaru poza FOV zostaje „zmapowany” po przeciwnej stronie obrazu w kierunku fazowym. W praktyce klinicznej ten artefakt występuje najczęściej przy zbyt małym polu obrazowania w osi przednio–tylnej lub lewo–prawo, szczególnie w badaniach głowy, kręgosłupa szyjnego i jamy brzusznej. Dobre praktyki według standardów producentów aparatów MR i wytycznych to m.in.: zwiększenie FOV w kierunku fazowym, zastosowanie oversamplingu (phase oversampling, no phase wrap), zmianę kierunku kodowania fazy, a w razie potrzeby użycie cewek powierzchniowych o mniejszym zasięgu. Moim zdaniem bardzo ważne jest, żeby w technikum od razu kojarzyć: obraz „przełożony” przez krawędź kadru = zawijanie, a nie poruszenie czy efekt uśrednienia. W realnej pracy technika zawijanie potrafi całkowicie uniemożliwić ocenę np. tylnej jamy czaszki, jeśli sygnał z nosa lub twarzy wchodzi w pole móżdżku, dlatego rutynowo kontroluje się FOV i parametry fazy jeszcze przed rozpoczęciem sekwencji. Warto też pamiętać, że w sekwencjach szybkich, np. FSE, aliasing może być bardziej widoczny, więc tym bardziej trzeba pilnować ustawień.

Pytanie 31

Celiakografia jest badaniem kontrastowym

A. układu żylnego.
B. pnia płucnego.
C. pnia trzewnego.
D. układu tętniczego.
Celiakografia to klasyczne badanie angiograficzne, w którym kontrast podaje się do pnia trzewnego (łac. truncus coeliacus). Jest to główne naczynie tętnicze odchodzące z aorty brzusznej, zaopatrujące w krew m.in. wątrobę, śledzionę i żołądek. Dlatego poprawna odpowiedź to pień trzewny. W praktyce badanie wykonuje się najczęściej w pracowni angiografii: przezskórnie nakłuwa się tętnicę (zwykle udową), wprowadza cewnik i pod kontrolą fluoroskopii kieruje go do ujścia pnia trzewnego. Następnie szybko podaje się środek cieniujący i wykonuje serię zdjęć lub zapis cyfrowy (DSA – cyfrowa angiografia subtrakcyjna). Moim zdaniem warto tu zapamiętać, że nazwy badań angiograficznych zwykle biorą się od tętnicy: celiakografia – pień trzewny, mezenterikografia – tętnice krezkowe itd. Celiakografia ma znaczenie w ocenie unaczynienia wątroby, śledziony, trzustki, wykrywaniu tętniaków, zwężeń, malformacji naczyniowych czy guzów bogato unaczynionych. Dawniej była też ważna przed zabiegami chirurgicznymi w obrębie górnego odcinka jamy brzusznej, obecnie często zastępowana jest przez angio-TK lub angio-MR, ale zasada pozostaje ta sama: kontrast podajemy do tętniczego pnia trzewnego i obrazujemy tętnicze unaczynienie narządów górnej części jamy brzusznej. W dobrych praktykach radiologicznych kładzie się nacisk na odpowiednie przygotowanie pacjenta, kontrolę parametrów hemodynamicznych i ścisłe przestrzeganie zasad aseptyki, bo jest to badanie inwazyjne, mimo że wykonywane stosunkowo rutynowo w wyspecjalizowanych ośrodkach.

Pytanie 32

Pojawienie się w zapisie EKG patologicznego załamka Q lub QS może wskazywać na

A. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
B. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
C. bliznę po zawale pełnościennym.
D. bliznę po zawale podwsierdziowym.
Patologiczny załamek Q albo kompleks QS wielu osobom kojarzy się ogólnie z poważnym uszkodzeniem mięśnia sercowego, więc łatwo tu o skrót myślowy w stronę „jakiejś poważnej blokady przewodzenia” albo „każdego typu zawału”. To jest dość typowy błąd. W blokach odnóg pęczka Hisa obraz EKG zmienia się przede wszystkim w obrębie zespołu QRS, ale w inny sposób. W bloku lewej odnogi pęczka Hisa QRS jest szeroki, zwykle ≥ 120 ms, z charakterystycznym kształtem „M” lub „RR'” w odprowadzeniach V5–V6, I, aVL. Często obserwujemy brak prawidłowych małych załamków q w odprowadzeniach bocznych, natomiast nie mówimy tu o patologicznych załamkach Q w sensie blizny pozawałowej, tylko o zaburzeniu sekwencji depolaryzacji komór. Sygnał elektryczny idzie najpierw przez prawą komorę, później przez lewą, stąd ten zniekształcony, szeroki zespół. W bloku prawej odnogi z kolei typowy jest obraz rSR' w V1–V2, szeroki QRS, z poszerzoną końcową częścią zespołu w odprowadzeniach prawokomorowych. Znowu, dominuje zaburzona kolejność pobudzenia komór, a nie utrwalona martwica ściany. Załamek Q w tym kontekście nie jest cechą diagnostyczną bloku prawej odnogi. Kolejna częsta pomyłka to wiązanie patologicznych załamków Q z zawałem podwsierdziowym. Zawał podwsierdziowy, czyli niedokrwienie obejmujące głównie warstwę podwsierdziową, ma zwykle charakter „non-Q”, bez typowych, głębokich załamków Q. W EKG dominuje obniżenie odcinka ST, zmiany załamka T, ale nie powstaje klasyczna blizna transmuralna, która odwraca wektor pobudzenia i daje trwały Q lub QS. Z mojego doświadczenia wynika, że uproszczenie „każdy zawał = załamki Q” jest bardzo mylące. Standardy interpretacji EKG i wytyczne kardiologiczne dość mocno to rozróżniają: patologiczny Q lub QS jest typowy dla przebytego zawału pełnościennego, a nie dla bloków odnóg ani dla zawału ograniczonego do warstw podwsierdziowych. Dlatego przy analizie EKG warto zawsze patrzeć na szerokość QRS, morfologię w konkretnych odprowadzeniach i kontekst kliniczny, zamiast automatycznie łączyć każdy nietypowy kształt z tym samym rozpoznaniem.

Pytanie 33

Które ciało obce w obszarze badania nie stanowi przeciwwskazania do wykonania MR?

A. Tytanowa endoproteza stawu biodrowego.
B. Wszczepiony stymulator układu nerwowego.
C. Metalowy opiłek w oku.
D. Wszczepiony rozrusznik serca.
Poprawnie wskazana została tytanowa endoproteza stawu biodrowego jako ciało obce, które co do zasady nie stanowi przeciwwskazania do badania rezonansem magnetycznym. Tytan jest materiałem niemagnetycznym, ma bardzo niską podatność magnetyczną i dlatego nie jest przyciągany przez silne pole magnetyczne skanera MR. W praktyce klinicznej większość współczesnych endoprotez stawowych, śrub kostnych, płytek czy gwoździ śródszpikowych wykonanych z tytanu lub stopów tytanu jest oznaczona jako MR-safe lub MR-conditional zgodnie z zaleceniami producenta i normami (m.in. ASTM). Oznacza to, że badanie MR może być wykonane bezpiecznie, często przy zachowaniu pewnych warunków, np. maksymalne natężenie pola 1,5 T albo 3 T, określone ograniczenia SAR (współczynnik pochłaniania energii), brak określonych sekwencji silnie nagrzewających. W codziennej pracy technika i lekarza radiologa ważne jest, by zawsze sprawdzić dokumentację implantu lub kartę implantu pacjenta, ale sam fakt posiadania tytanowej endoprotezy biodra nie powinien automatycznie dyskwalifikować z badania MR. Trzeba też pamiętać o artefaktach – metal, nawet niemagnetyczny, powoduje zniekształcenia obrazu, szczególnie w sekwencjach gradientowych, więc przy planowaniu badania okolicy miednicy trzeba dobrać parametry tak, aby ograniczyć artefakty (np. sekwencje z mniejszą podatnością na zniekształcenia, zmiana kierunku fazy, szersze pasmo odbioru). Moim zdaniem kluczowe w praktyce jest rozróżnienie między bezpieczeństwem pacjenta a jakością obrazu: tytanowa proteza zwykle jest bezpieczna, ale może pogorszyć czytelność obrazów w jej bezpośrednim sąsiedztwie. Dlatego w standardach dobrej praktyki zawsze łączymy wiedzę o materiale implantu z rozsądnym doborem protokołu MR.

Pytanie 34

W medycznym przyspieszaczu liniowym jest generowana wiązka fotonów o energii w zakresie

A. 100 + 150 MeV
B. 1 + 3 MeV
C. 0,1 + 0,3 MeV
D. 4 + 25 MeV
Poprawna odpowiedź „4–25 MeV” dobrze oddaje typowy zakres energii wiązki fotonowej generowanej w medycznym przyspieszaczu liniowym stosowanym w radioterapii. W praktyce klinicznej większość akceleratorów terapeutycznych pracuje z energiami fotonów około 4, 6, 10, 15, czasem 18 MV (czyli MeV, bo w tym kontekście używa się zamiennie skrótu MV), a górna granica rzędu 20–25 MeV jest już stosowana rzadziej, ale wciąż mieści się w standardach. Takie energie pozwalają na głęboką penetrację w tkankach, co jest kluczowe przy napromienianiu nowotworów położonych kilka–kilkanaście centymetrów pod powierzchnią skóry, np. guzów w miednicy czy w śródpiersiu. Z mojego doświadczenia, w codziennej pracy klinicznej najczęściej używa się wiązek 6 i 10 MV, bo dają dobry kompromis między głębokością dawki a ochroną skóry. Dzięki zjawisku tzw. build-up dawka maksymalna odkłada się na pewnej głębokości, a nie od razu na powierzchni, co jest ważnym elementem dobrej praktyki radioterapeutycznej. Standardy planowania (np. zalecenia ESTRO, IAEA) zakładają stosowanie właśnie takich energii w teleterapii megawoltowej, z użyciem technik IMRT czy VMAT. Przy niższych energiach fotonów nie uzyskano by odpowiedniej głębokości penetracji, a przy dużo wyższych pojawiłyby się dodatkowe problemy, jak nasilona produkcja neutronów i trudniejsza ochrona radiologiczna bunkra. Warto też pamiętać, że inny jest zakres energii w diagnostyce (kilkadziesiąt–kilkaset keV), a inny w terapii megawoltowej, i to pytanie właśnie ładnie to rozgranicza. W praktyce technik radioterapii, wiedza o typowym zakresie 4–25 MeV pomaga lepiej rozumieć krzywe procentowej dawki w głębokości, dobór energii do lokalizacji guza i ograniczeń narządów krytycznych, a więc realnie przekłada się na bezpieczeństwo i skuteczność leczenia.

Pytanie 35

Który narząd na obrazie scyntygrafii znakowanej erytrocytami zaznaczono cyfrą 2?

Ilustracja do pytania
A. Wątrobę.
B. Serce.
C. Śledzionę.
D. Nerkę.
Prawidłowo – na scyntygrafii z użyciem znakowanych erytrocytów struktura oznaczona cyfrą 2 to śledziona. W tego typu badaniu podaje się dożylnie erytrocyty znakowane najczęściej technetem-99m (99mTc). Znacznik pozostaje we krwi, dlatego najbardziej uwidaczniają się narządy silnie ukrwione i uczestniczące w filtracji oraz niszczeniu krwinek: serce, wątroba i właśnie śledziona. Śledziona leży anatomicznie w lewym górnym kwadrancie jamy brzusznej, pod przeponą, bocznie i nieco ku tyłowi w stosunku do żołądka. Na obrazie projekcji przedniej wygląda zwykle jak intensywny, owalny obszar gromadzenia znacznika po lewej stronie, poniżej poziomu serca i nieco bocznie od wątroby. Moim zdaniem ważne jest, żeby w praktyce zawsze łączyć położenie narządu z charakterem radiofarmaceutyku: w badaniu RBC nie zobaczymy typowego wydzielania do dróg moczowych jak w scyntygrafii nerek, tylko rozkład w obrębie układu krążenia i narządów krwiotwórczych. W diagnostyce klinicznej tę technikę wykorzystuje się m.in. do oceny ektopowej śledziony, tzw. „splenosis”, do różnicowania ognisk w obrębie jamy brzusznej oraz do oceny funkcji śledziony po urazach czy w chorobach hematologicznych. Dobrą praktyką jest zawsze porównywanie intensywności wychwytu w śledzionie z wątrobą – śledziona w tym badaniu powinna być co najmniej tak samo, a często nawet bardziej intensywna. W pracowni medycyny nuklearnej przy ocenie takich obrazów technik musi zwracać uwagę na poprawne ułożenie pacjenta, centralizację pola widzenia gammakamery i prawidłowe oznaczenie stron ciała, bo pomylenie lewej z prawą od razu prowadziłoby do błędnej identyfikacji śledziony i innych narządów.

Pytanie 36

Kryterium rozpoznawczym dla fali δ (delta) w badaniu EKG jest

A. zażębienie na ramieniu zstępującym załamka R.
B. zażębienie na ramieniu wstępującym załamka R.
C. uniesienie odcinka ST.
D. obniżenie odcinka ST.
Prawidłowo – fala δ (delta) w EKG to właśnie takie charakterystyczne „zażębienie” na ramieniu wstępującym załamka R. Jest to typowy obraz w preekscytacji komór, szczególnie w zespole Wolffa-Parkinsona-White’a (WPW). Od strony technicznej wygląda to tak, że pobudzenie komór nie idzie wyłącznie przez fizjologiczny układ bodźcoprzewodzący (węzeł AV, pęczek Hisa, włókna Purkinjego), tylko częściowo przez dodatkową drogę przewodzenia (np. pęczek Kenta). To powoduje wcześniejsze, wolniejsze i „rozmyte” pobudzenie fragmentu mięśnia komór. Na zapisie EKG przekłada się to na poszerzenie zespołu QRS i właśnie na to łagodne, ale wyraźne zaokrąglone zażębienie na początku załamka R – czyli na jego ramieniu wstępującym. W praktyce, kiedy interpretujesz EKG i widzisz krótkie PQ (poniżej 120 ms), poszerzone QRS oraz falę delta, od razu trzeba myśleć o zespole WPW. To ma znaczenie nie tylko „na papierze”, ale też klinicznie: pacjenci z preekscytacją są bardziej narażeni na częstoskurcze nadkomorowe, a nawet na migotanie przedsionków przewodzone bardzo szybko na komory. Z mojego doświadczenia warto się nauczyć patrzeć specjalnie na początek zespołu QRS w odprowadzeniach V3–V6, bo tam fala delta często jest najlepiej widoczna. W dobrych praktykach diagnostyki EKG zawsze opisuje się obecność lub brak fali delta, bo wpływa to na dalsze decyzje: np. czy pacjent może bezpiecznie dostać niektóre leki antyarytmiczne albo czy kwalifikuje się do ablacji drogi dodatkowej. Takie szczegóły na pierwszy rzut oka wyglądają jak „mała kreska”, a w rzeczywistości decydują o rozpoznaniu groźnego, choć często dobrze leczącego się zaburzenia przewodzenia.

Pytanie 37

W której pozycji wykonuje się zdjęcie jamy brzusznej u pacjenta z podejrzeniem perforacji żołądka?

A. Stojącej bocznej.
B. Stojącej AP lub PA.
C. Leżącej na brzuchu.
D. Leżącej na plecach.
W diagnostyce perforacji żołądka kluczowe jest wykrycie wolnego powietrza w jamie otrzewnej, które naturalnie unosi się ku górze. Cała sztuka pozycjonowania pacjenta polega więc na takim ustawieniu, żeby to powietrze zgromadziło się w miejscu dobrze widocznym na zdjęciu. Typowym błędem jest intuicyjne myślenie: „skoro chcę zobaczyć jamę brzuszną, to wystarczy dowolne zdjęcie brzucha”, bez uwzględnienia fizyki rozkładu gazu. Pozycja stojąca boczna teoretycznie może pokazać wolne powietrze, ale nie jest standardem w ocenie perforacji przewodu pokarmowego. W praktyce bardzo rzadko się ją zleca w tym wskazaniu, bo trudniej jest jednoznacznie ocenić symetryczne zbieranie się gazu pod obiema kopułami przepony. Dodatkowo pacjent z ostrym brzuchem często ma problem z utrzymaniem stabilnej, bocznej pozycji stojącej, co obniża jakość badania i wiarygodność oceny. Pozycja leżąca na brzuchu jest wręcz niekorzystna przy podejrzeniu perforacji. W tej pozycji wolne powietrze przemieszcza się do przedniej części jamy brzusznej i rozkłada się cienką warstwą, przez co na klasycznym zdjęciu przeglądowym staje się praktycznie niewidoczne. Z mojego doświadczenia to jest jeden z takich pomysłów „na logikę”, które niestety kompletnie nie sprawdzają się w realnej radiologii. Leżenie na plecach, czyli klasyczna pozycja supinacyjna, też nie jest dobrym wyborem do poszukiwania niewielkich ilości wolnego powietrza. Gaz zbiera się wtedy pod przednią ścianą jamy brzusznej, a na zdjęciu AP leżącym nakłada się na cienie jelit i innych struktur, co bardzo utrudnia rozpoznanie. Owszem, przy masywnej perforacji można czasem coś zauważyć nawet na takim zdjęciu, ale czułość jest dużo niższa niż w pozycji stojącej z widocznymi kopułami przepony. Typowy błąd myślowy polega na skupieniu się wyłącznie na „jamie brzusznej” bez pamiętania, że przy perforacji bardzo ważne jest też objęcie dolnych partii klatki piersiowej i przepony oraz wykorzystanie grawitacji. Dlatego w dobrych praktykach radiologicznych kładzie się nacisk na pozycję stojącą AP lub PA, a pozycje leżące i boczne traktuje się raczej jako mniej czułe lub awaryjne rozwiązania, gdy pacjent nie może stać.

Pytanie 38

W ultrasonografii występuje zależność:

A. im wyższa częstotliwość, tym płytsza penetracja wiązki.
B. im wyższa częstotliwość, tym głębsza penetracja wiązki.
C. im wyższa rozdzielczość, tym głębsza penetracja wiązki.
D. im wyższa częstotliwość, tym gorsza rozdzielczość.
Zależność między częstotliwością a penetracją w ultrasonografii bywa często mylona, bo intuicyjnie wydaje się, że „więcej” znaczy „lepiej i głębiej”. W fizyce ultradźwięków jest dokładnie odwrotnie: im wyższa częstotliwość, tym silniejsze tłumienie fali w tkankach i tym płytszy zasięg użytecznego sygnału. To tłumienie wynika z absorpcji energii i rozpraszania na granicach ośrodków. W efekcie fala o wysokiej częstotliwości traci energię szybciej niż fala o niskiej częstotliwości, więc nie może wiarygodnie zobrazować struktur położonych głęboko.
Pojawia się też mylące skojarzenie, że wyższa rozdzielczość obrazu automatycznie zapewni głębszą penetrację. W ultrasonografii rozdzielczość osiowa jest ściśle związana właśnie z częstotliwością – im wyższa, tym lepsza zdolność rozróżniania dwóch blisko położonych struktur. Jednak ta poprawa rozdzielczości odbywa się kosztem głębokości. Standardy pracy w USG mówią wprost: do struktur powierzchownych stosujemy wysokie częstotliwości i wysoką rozdzielczość, do struktur głębokich – niższe częstotliwości i gorszą rozdzielczość, ale za to większą penetrację. Przeciwstawne stwierdzenie, że wzrost częstotliwości pogarsza rozdzielczość, jest sprzeczne z podstawową teorią fal akustycznych i z praktyką kliniczną. Głowice wysokoczęstotliwościowe są właśnie projektowane po to, żeby uzyskać obraz o bardzo wysokiej szczegółowości, tylko na mniejszej głębokości. Typowy błąd myślowy polega na mieszaniu pojęć: część osób utożsamia „silniejszą wiązkę” z „większą głębokością”, tymczasem aparaty kompensują mocą tylko do pewnego stopnia, nie są w stanie pokonać fizycznego prawa tłumienia w tkankach. Podobnie mylące jest przekonanie, że rozdzielczość to coś niezależnego od częstotliwości – w USG to jest bezpośrednio ze sobą powiązane. Dobre praktyki mówią jasno: wybór głowicy i częstotliwości zaczyna się od pytania, jak głęboko leży interesująca nas struktura, a dopiero potem szuka się maksimum rozdzielczości w tym zakresie głębokości, a nie odwrotnie.

Pytanie 39

Na obrazie ultrasonograficznym jamy brzusznej strzałką wskazano

Ilustracja do pytania
A. pęcherzyk żółciowy.
B. ogon trzustki.
C. wątrobę.
D. nerkę.
Na tym obrazie USG jamy brzusznej łatwo popełnić kilka klasycznych pomyłek, jeśli nie patrzy się świadomie na echogeniczność, kształt i relacje anatomiczne. Nerka w badaniu ultrasonograficznym ma charakterystyczny kształt fasoli, z wyraźnie zróżnicowaną korą i rdzeniem. Jest strukturą bardziej złożoną echogenicznie: kora jest średnioechogeniczna, rdzeń bardziej hipoechogeniczny, a zatoka nerkowa jasna, hiperechogeniczna. Nie jest to jednorodna, czarna przestrzeń jak na obrazie. Poza tym nerka leży głębiej i zwykle nie przylega tak ściśle do przedniej ściany brzucha w standardowej projekcji podżebrowej. Wątroba z kolei ma drobnoziarnistą, jednorodną echogeniczność i wypełnia większość prawego górnego kwadrantu. Na prezentowanym obrazie wątroba jest tłem, a nie strukturą wskazaną strzałką – widać ją jako szarą tkankę miąższową otaczającą bezechowy pęcherzyk. Typowym błędem jest uznanie ciemnej, bezechowej przestrzeni w wątrobie za naczynie żylne lub fragment miąższu narządu, ale naczynia mają cienkie ściany i zwykle łączą się z innymi strukturami rurowymi, a tu widzimy zamkniętą, workowatą jamę. Ogon trzustki jest położony wyżej i bardziej do lewej, blisko śledziony, a sam gruczoł trzustkowy jest narządem litym, o drobnoziarnistej, nieco jaśniejszej echostrukturze, bez dużej bezechowej jamy. Mylenie go z pęcherzykiem żółciowym wynika często z braku orientacji co do projekcji i poziomu skanu. Z mojego doświadczenia typowy schemat błędu wygląda tak: widzę czarną przestrzeń – myślę „nerka” albo „naczynie”. Tymczasem kluczem jest analiza: czy to struktura workowata czy rurowa, czy ma własną ścianę, czy jest w loży pęcherzyka, jak wygląda otoczenie. Dobre praktyki w diagnostyce obrazowej mówią jasno: zawsze trzeba oceniać narząd w co najmniej dwóch płaszczyznach i w kontekście anatomii topograficznej, a nie na podstawie jednego „wrażenia” z pojedynczej klatki.

Pytanie 40

W badaniu cystografii wstępującej środek kontrastowy należy podać

A. przez powłoki skórne do miedniczki nerkowej.
B. wstecznie do moczowodu.
C. bezpośrednio do pęcherza moczowego.
D. bezpośrednio do układu kielichowo-miedniczkowego.
Prawidłowo – w cystografii wstępującej środek kontrastowy zawsze podajemy bezpośrednio do pęcherza moczowego, najczęściej przez cewnik założony przez cewkę moczową. Jest to badanie „dolnych dróg moczowych”, więc interesuje nas obraz pęcherza, czasem także odpływy wsteczne do moczowodów, a nie układ kielichowo‑miedniczkowy nerki. Technicznie wygląda to tak, że pacjent ma założony jałowy cewnik, pęcherz opróżnia się z moczu, a następnie powoli wypełnia rozcieńczonym środkiem cieniującym. W trakcie wypełniania wykonuje się zdjęcia RTG w różnych projekcjach, a potem też w fazie mikcji (cystografia mikcyjna), żeby ocenić ewentualny odpływ pęcherzowo‑moczowodowy, uchyłki, przetoki czy pęknięcie ściany pęcherza. Z mojego doświadczenia w pracowni radiologicznej bardzo ważne jest, żeby nie przepełnić pęcherza – zwykle trzymamy się objętości około fizjologicznej pojemności pęcherza, a u dzieci nawet mniej, zgodnie z masą ciała i zaleceniami lekarza. Standardy dobrej praktyki mówią też o zachowaniu pełnej aseptyki przy zakładaniu cewnika, kontroli ewentualnych przeciwwskazań (zakażenie układu moczowego, świeże krwawienie), stosowaniu odpowiedniego kontrastu jodowego rozpuszczalnego w wodzie oraz dokładnym poinformowaniu pacjenta o przebiegu badania. Warto kojarzyć, że każda nazwa badania coś sugeruje: „cysto‑” odnosi się do pęcherza moczowego, tak jak „pielo‑” do miedniczki nerkowej. Dzięki temu łatwiej odróżnić cystografię (kontrast w pęcherzu) od urografii czy pielografii (kontrast w górnych drogach moczowych).