Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 8 czerwca 2026 07:52
  • Data zakończenia: 8 czerwca 2026 08:09

Egzamin zdany!

Wynik: 40/40 punktów (100,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

W ułożeniu do rentgenografii AP stawu kolanowego promień główny pada

A. pod kątem 30° na wierzchołek rzepki.
B. pod kątem 30° na podstawę rzepki.
C. prostopadle na wierzchołek rzepki.
D. prostopadle na podstawę rzepki.
Prawidłowe ułożenie do projekcji AP stawu kolanowego zakłada, że promień główny pada prostopadle na wierzchołek rzepki. Chodzi o to, żeby centralna wiązka przechodziła przez oś stawu kolanowego, mniej więcej na poziomie szpary stawowej, a punktem orientacyjnym na skórze jest właśnie wierzchołek rzepki. Przy takim ustawieniu unikamy sztucznego wydłużenia lub skrócenia struktur kostnych, a odwzorowanie szpary stawowej jest możliwie najbardziej zbliżone do rzeczywistości anatomicznej. W standardach opisów projekcji AP kolana podkreśla się, że promień powinien być prostopadły do kasety i do płaszczyzny stawu, bez dodatkowej angulacji, chyba że mamy szczególne wskazania (np. ocena określonych powierzchni stawowych lub pacjent z deformacją osi kończyny). W praktyce technik ustawia pacjenta w pozycji leżącej na plecach lub stojącej, kończyna dolna wyprostowana, rzepka skierowana do przodu, a kaseta pod kolanem. Centralny promień kieruje dokładnie na wierzchołek rzepki – to jest wygodny, łatwy do znalezienia punkt orientacyjny, który dobrze pokrywa się z osią stawu. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć: AP kolana – prostopadle – wierzchołek rzepki. Dzięki temu uzyskujemy poprawną ocenę przynasad kości udowej i piszczeli, szerokości szpary stawowej, ewentualnych zwężeń w chorobie zwyrodnieniowej, ustawienia rzepki względem bloczka kości udowej. To ma bezpośrednie przełożenie na jakość diagnostyki, bo ortopeda czy radiolog od razu widzi, czy obraz jest wykonany zgodnie z zasadami, czy coś jest zniekształcone przez złe pozycjonowanie.

Pytanie 2

Czas repetycji w obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego to

A. czas kąta przeskoku.
B. czas między dwoma impulsami częstotliwości radiowej.
C. czas mierzony od impulsu odwracającego 180° do impulsu 90°.
D. czas mierzony od impulsu 90° do szczytu amplitudy sygnału odebranego w cewce.
Poprawnie – czas repetycji (TR, od ang. repetition time) w obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego to odstęp czasu między dwoma kolejnymi impulsami częstotliwości radiowej 90° pobudzającymi ten sam wycinek. Mówiąc prościej: mierzysz od jednego „strzału” RF przygotowującego magnetyzację pod sekwencję do następnego takiego samego „strzału”. Ten parametr jest kluczowy, bo decyduje, ile czasu mają protony na relaksację podłużną (T1) przed kolejnym pobudzeniem. Im krótszy TR, tym silniejsze jest ważenie T1, a im dłuższy TR, tym bardziej obraz zbliża się do ważenia T2 lub PD, bo różnice w T1 się częściowo „wyrównują”. W praktyce technik MR dobiera TR w zależności od celu badania i zaleceń protokołu: dla obrazów T1-zależnych stosuje się z reguły krótkie czasy repetycji (rzędu kilkuset ms), a dla T2-zależnych – zdecydowanie dłuższe (kilka tysięcy ms). Ma to bezpośredni wpływ nie tylko na kontrast tkanek, ale też na czas trwania całej sekwencji i komfort pacjenta w gantrze. Moim zdaniem, dobrze jest od razu łączyć w głowie TR z pojęciem „odpoczynku” magnetyzacji po impulsie RF – za krótki odpoczynek zmienia kontrast, ale skraca badanie, za długi – poprawia pewne aspekty diagnostyczne, ale wydłuża czas skanowania. W nowoczesnych protokołach klinicznych parametry TR są ściśle zdefiniowane w wytycznych producentów i rekomendacjach towarzystw radiologicznych, więc w praktyce zawodowej bardzo często operuje się gotowymi zestawami sekwencji, ale zrozumienie, że TR to właśnie czas między impulsami RF, pozwala świadomie modyfikować badanie, np. przy artefaktach czy u pacjentów, którzy nie wytrzymują długiego skanowania.

Pytanie 3

Jaki jest cel stosowania bolusa w radioterapii?

A. Ochronić skórę przed poparzeniem.
B. "Wyciągnąć" dawkę dalej od skóry.
C. "Wyciągnąć" dawkę bliżej skóry.
D. Ochronić narządy krytyczne.
Prawidłowo – bolus w radioterapii stosuje się po to, żeby „wyciągnąć” dawkę bliżej skóry, czyli podnieść dawkę w warstwach powierzchownych. Promieniowanie fotonowe ma tzw. zjawisko build‑up: maksymalna dawka nie pojawia się na samej powierzchni, tylko kilka–kilkanaście milimetrów pod skórą. To jest fajne przy klasycznych napromienianiach głębiej położonych guzów, bo naturalnie trochę oszczędza się naskórek. Ale jeśli celem leczenia jest zmiana bardzo powierzchowna, np. rak skóry, blizna pooperacyjna, zajęta skóra klatki piersiowej po mastektomii, to ta „dziura dawki” przy skórze staje się problemem. Wtedy właśnie zakłada się bolus – materiał o gęstości zbliżonej do tkanek miękkich (najczęściej 0,5–1 cm, czasem więcej), który symuluje dodatkową warstwę tkanki. Dla wiązki fotonów linak widzi bolus jak ciało pacjenta: maksimum dawki przesuwa się w głąb bolusa, a nie w głąb faktycznej skóry. Efekt praktyczny jest taki, że na powierzchni skóry pacjenta dawka rośnie, bo dla wiązki to już nie jest „początek”, tylko strefa bliżej dawki maksymalnej. Moim zdaniem kluczowe jest, żeby kojarzyć bolus nie z ochroną skóry, ale właśnie z jej dodatkowym „dobiciem” dawką. W planowaniu leczenia w TPS zawsze zaznacza się obecność bolusa (z odpowiednią grubością i materiałem), bo wpływa to na rozkład izodoz i na wyliczenie dawki w punktach kontrolnych. W dobrych praktykach klinicznych pilnuje się też, żeby bolus dobrze przylegał do skóry (bez pęcherzyków powietrza), bo każda szczelina może powodować nierównomierny rozkład dawki na powierzchni, co widać potem w rozkładach i, niestety, na odczynach skórnych.

Pytanie 4

Na obrazie radiologicznym uwidoczniono złamanie kości

Ilustracja do pytania
A. skokowej.
B. sześciennej.
C. strzałkowej.
D. piszczelowej.
Na przedstawionym zdjęciu RTG w projekcji bocznej widoczny jest staw skokowy lewy („L” przy obrazie) oraz dalsze odcinki kości podudzia i kości stępu. Linia złamania przebiega w obrębie kości strzałkowej – dokładniej w części dalszej, w okolicy kostki bocznej. Widać wyraźne przerwanie ciągłości warstwy korowej kości i zarys odłamu kostnego, co jest typowym obrazem złamania strzałki. Kość piszczelowa ma zachowaną, gładką korę, bez szczeliny złamania, a kość skokowa i sześcienna zachowują prawidłowy zarys i strukturę beleczkową.
W praktyce technika radiologiczna zawsze ocenia takie zdjęcie pod kątem trzech rzeczy: ciągłości korowej, ustawienia odłamów oraz szerokości szpar stawowych. W złamaniach kostki bocznej (kości strzałkowej) zwraca się też uwagę na ewentualne poszerzenie szpary stawu skokowo-goleniowego i podwichnięcie kości skokowej, bo to ma wpływ na dalsze leczenie ortopedyczne. Moim zdaniem warto od razu wyrabiać sobie nawyk „skanowania” RTG od góry do dołu: najpierw trzon piszczeli, potem strzałka, dalej kości stępu i śródstopia, dzięki czemu dużo trudniej przeoczyć takie złamanie.
W standardach opisu badań RTG (również wg zaleceń towarzystw ortopedyczno–radiologicznych) podkreśla się konieczność jednoznacznego nazwania złamanej kości, określenia lokalizacji (np. dalsza metaepifiza strzałki) oraz oceny ewentualnego przemieszczenia. Ten obraz dokładnie spełnia kryteria złamania kości strzałkowej, bez cech typowego uszkodzenia kości skokowej, sześciennej czy piszczelowej, dlatego wskazanie odpowiedzi „strzałkowej” jest zgodne z prawidłową interpretacją radiologiczną i z dobrą praktyką kliniczną.

Pytanie 5

Standardowo do wykonania których zdjęć należy zastosować kratkę przeciwrozproszeniową?

A. Czaszki i jamy brzusznej.
B. Czaszki i stawu skokowego.
C. Klatki piersiowej i nadgarstka.
D. Jamy brzusznej i stawu łokciowego.
Prawidłowa odpowiedź wskazuje na czaszkę i jamę brzuszną, co bardzo dobrze oddaje standardowe zasady stosowania kratki przeciwrozproszeniowej w klasycznej radiografii. Kratka (grid) jest potrzebna tam, gdzie mamy stosunkowo grubą część ciała i dużo tkanek miękkich, które generują silne promieniowanie rozproszone na skutek zjawiska Comptona. To rozproszenie psuje kontrast obrazu, powoduje „zamglenie” i utratę szczegółów. Moim zdaniem najłatwiej to zapamiętać tak: im grubsza i bardziej „miękka” anatomicznie okolica, tym większa szansa, że trzeba użyć kratki. W badaniach czaszki najczęściej używa się napięć rzędu 70–80 kV, a grubość struktur kostnych i części miękkich głowy jest na tyle duża, że ilość promieniowania rozproszonego jest istotna. Z mojego doświadczenia, bez kratki obraz byłby wyraźnie bardziej „płaski”, szczególnie przy ocenie struktur podstawy czaszki czy zatok. Podobnie w jamie brzusznej: mamy tam głównie tkanki miękkie, narządy miąższowe, gaz w jelitach, a ekspozycje są wykonywane na dość wysokich wartościach kV. To wszystko sprzyja powstawaniu rozproszenia, więc kratka przeciwrozproszeniowa jest tu praktycznie standardem w prawidłowo prowadzonej pracowni RTG. W dobrych praktykach zaleca się stosowanie kratki dla obszarów o grubości powyżej ok. 10–12 cm, co klasycznie dotyczy właśnie czaszki (w wielu projekcjach) i jamy brzusznej. Warto też pamiętać, że użycie kratki wymaga odpowiedniej centracji wiązki, właściwej odległości ognisko–kratka i dostosowania parametrów ekspozycji (zwykle trzeba podnieść mAs), żeby skompensować pochłanianie promieniowania przez kratkę. W nowoczesnych systemach cyfrowych część ośrodków próbuje ograniczać stosowanie kratki przy mniejszych pacjentach, ale w typowych, dorosłych badaniach czaszki i brzucha kratka nadal pozostaje złotym standardem poprawy jakości obrazu.

Pytanie 6

Podczas którego badania zostały zarejestrowane przedstawione obrazy?

Ilustracja do pytania
A. Tomografii nerek.
B. Scyntygrafii nerek.
C. Scyntygrafii tarczycy.
D. Ultrasonografii tarczycy.
Prawidłowo wskazana została scyntygrafia nerek. Na przedstawionych obrazach widać typowy, barwny rozkład radioaktywności w obrębie obu nerek, uzyskany gammakamerą po dożylnym podaniu radiofarmaceutyku (najczęściej 99mTc‑DTPA, 99mTc‑MAG3 albo 99mTc‑EC). Charakterystyczne jest to, że obrazy są „plamiste”, kolorowe (skala pseudokolorów: czerwony, żółty, niebieski) i pokazują głównie funkcję narządu – czyli jak szybko znacznik jest wychwytywany i wydalany przez nerki – a nie ich dokładną anatomię. Moim zdaniem to jedna z najważniejszych różnic między scyntygrafią a TK czy USG: tu patrzymy przede wszystkim na czynność, a dopiero w drugiej kolejności na kształt. W praktyce klinicznej scyntygrafia nerek służy do oceny przesączania kłębuszkowego, drenażu z miedniczek nerkowych, udziału każdej nerki w całkowitej funkcji (tzw. funkcja rozdzielcza), diagnostyki zwężeń połączenia miedniczkowo‑moczowodowego, kontroli po przeszczepie nerki czy oceny blizn pozapalnych u dzieci. Standardem jest wykonywanie serii dynamicznych obrazów w kolejnych minutach po podaniu radiofarmaceutyku, co dokładnie pasuje do układu kafelków widocznych na ilustracji. Zgodnie z zasadami medycyny nuklearnej zapis taki uzyskuje się w projekcji tylnej lub przedniej, z pacjentem leżącym, a następnie analizuje się krzywe czas–aktywność. Z mojego doświadczenia w nauce do egzaminów warto zapamiętać, że „kolorowe, ziarniste nerki” w układzie dwóch symetrycznych ognisk po bokach kręgosłupa prawie zawsze oznaczają scyntygrafię nerek, a nie TK czy USG.

Pytanie 7

Rumień skóry pojawiający się podczas radioterapii jest objawem

A. ostrego odczynu miejscowego.
B. późnego odczynu miejscowego.
C. ostrego odczynu ogólnoustrojowego.
D. późnego odczynu ogólnoustrojowego.
Rumień skóry pojawiający się w trakcie radioterapii jest klasycznym przykładem ostrego odczynu miejscowego, czyli takiej reakcji tkanek, która rozwija się w czasie napromieniania lub w ciągu kilku tygodni po jego zakończeniu i jest ograniczona dokładnie do pola napromienianego. Skóra reaguje na promieniowanie podobnie jak na oparzenie słoneczne: pojawia się zaczerwienienie, lekki obrzęk, czasem świąd czy uczucie pieczenia. W praktyce klinicznej określa się to jako wczesny odczyn skórny i klasyfikuje według skal, np. RTOG/EORTC lub CTCAE, co jest standardem w radioterapii. Moim zdaniem warto zapamiętać, że wszystko, co dotyczy rumienia, suchości skóry, łuszczenia, a nawet wilgotnego złuszczania w obrębie pola napromienianego, zaliczamy właśnie do ostrych odczynów miejscowych. Pojawiają się one zwykle po dawkach rzędu kilkunastu–kilkudziesięciu Gy i są ściśle zależne od frakcjonowania, techniki planowania (IMRT, 3D-CRT) oraz pielęgnacji skóry w trakcie leczenia. W dobrych praktykach radioterapii bardzo pilnuje się obserwacji skóry pacjenta w każdym tygodniu napromieniania, edukuje się chorego, żeby nie drażnił skóry (brak gorących kąpieli, unikanie tarcia, odpowiednie kremy), bo to pozwala ograniczyć nasilenie odczynu. Rumień nie jest odczynem ogólnoustrojowym – nie wiąże się z gorączką czy zaburzeniami krążeniowymi, tylko z miejscowym uszkodzeniem komórek naskórka i drobnych naczyń w skórze. Nie jest też odczynem późnym, bo nie ma tu włóknienia, teleangiektazji, zaniku skóry czy martwicy, które mogą się pojawić miesiące lub lata po zakończeniu radioterapii. W praktyce technika radioterapii i prawidłowe rozłożenie dawki w planie leczenia mają ogromne znaczenie, żeby rumień był jak najłagodniejszy i szybko się cofał po terapii.

Pytanie 8

W zapisie EKG załamek U występuje bezpośrednio po załamku

A. P, u wszystkich pacjentów.
B. T, u wszystkich pacjentów.
C. P, tylko u niektórych pacjentów.
D. T, tylko u niektórych pacjentów.
Załamek U na zapisie EKG pojawia się, gdy w ogóle jest widoczny, bezpośrednio po załamku T. Poprawna odpowiedź mówi też, że występuje tylko u niektórych pacjentów – i to jest bardzo ważne. W standardowym opisie cyklu pracy serca w EKG mamy: załamek P (depolaryzacja przedsionków), zespół QRS (depolaryzacja komór), załamek T (repolaryzacja komór). Załamek U jest takim „dodatkowym” małym załamkiem, który bywa widoczny po T, ale nie jest obowiązkowym elementem zapisu.
Moim zdaniem warto zapamiętać dwie rzeczy: po pierwsze – lokalizacja w czasie: U zawsze po T, nigdy przed nim. Po drugie – jego obecność jest zmienna osobniczo. U części zdrowych osób w ogóle go nie zobaczysz, a u innych będzie delikatny, niski, najlepiej widoczny w odprowadzeniach przedsercowych, zwłaszcza V2–V3. W praktyce technika EKG dobrze jest świadomie oceniać odcinek ST–T–U, bo niekiedy zmiany w obrębie załamka U mogą sugerować zaburzenia elektrolitowe, szczególnie hipokaliemię, albo działanie niektórych leków (np. antyarytmicznych). W hipokaliemii typowo załamek U staje się wyraźniejszy, wysoki w stosunku do T, czasem wręcz dominuje obraz końcowej części zespołu komorowego.
W dobrych praktykach opisu EKG w dokumentacji medycznej załamek U opisuje się wtedy, gdy jest wyraźny, nietypowo wysoki, odwrócony lub zlewa się z załamkiem T, co może utrudniać pomiar odstępu QT. Właśnie dlatego rozumienie, że U pojawia się po T i nie zawsze występuje, pomaga uniknąć błędów przy interpretacji QT i QTc – bo nie wolno „na siłę” dopisywać U tam, gdzie go nie ma. Z mojego doświadczenia w nauce EKG dobrze jest po prostu przyzwyczaić oko: najpierw znaleźć T, a potem sprawdzić, czy po nim nie ma małego, dodatkowego załamka – to będzie właśnie U.

Pytanie 9

Które odprowadzenie w badaniu EKG rejestruje różnice potencjałów pomiędzy lewym a prawym przedramieniem?

A. aVL
B. aVR
C. III
D. I
Prawidłowe jest odprowadzenie I, bo właśnie ono rejestruje różnicę potencjałów pomiędzy prawym a lewym przedramieniem. W standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Odprowadzenie I ma elektrodę dodatnią na lewym przedramieniu (lewa ręka – LA) i elektrodę ujemną na prawym przedramieniu (prawa ręka – RA). Czyli zapis pokazuje, jak impuls elektryczny serca „widzi” różnicę napięcia między tymi dwoma kończynami. To jest absolutna podstawa osi elektrycznej serca i ogólnej interpretacji EKG.
W praktyce, jeśli np. elektrodę z prawej ręki założysz w złym miejscu albo odwrotnie podłączysz przewody, odprowadzenie I od razu będzie wyglądało dziwnie: załamki P, zespół QRS czy T mogą się odwrócić. Dlatego technicy EKG i pielęgniarki są uczeni, żeby bardzo pilnować prawidłowego rozmieszczenia elektrod kończynowych – bo odprowadzenia I, II, III są bazą do wyliczania osi serca, a także do tworzenia odprowadzeń aVR, aVL i aVF. Moim zdaniem, jeśli ktoś dobrze rozumie dokładnie to jedno odprowadzenie, to dużo łatwiej ogarnia resztę.
W dobrych praktykach przyjmuje się, że elektrody kończynowe można zakładać nie tylko na nadgarstkach, ale też wyżej na przedramionach czy nawet na ramionach, byle zachować układ RA–LA–LL (prawa ręka, lewa ręka, lewa noga). Niezależnie od tego, czy elektroda jest trochę wyżej czy niżej, odprowadzenie I zawsze opisuje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. To też tłumaczy, dlaczego w odprowadzeniu I przy prawidłowym zapisie QRS jest najczęściej dodatni – fala depolaryzacji komór przebiega ogólnie z prawej strony klatki w lewo, więc wektor elektryczny jest skierowany mniej więcej w stronę elektrody dodatniej na lewej ręce.
Dobrze jest sobie to wyobrazić na tzw. trójkącie Einthovena: wierzchołki to prawa ręka, lewa ręka, lewa noga, a odprowadzenie I to „górna krawędź” między RA i LA. To nie jest sucha teoria – w codziennej pracy przy EKG pomaga szybko wychwycić np. odwrotne podłączenie elektrod kończynowych, bo wtedy odprowadzenie I będzie kompletnie nielogiczne w stosunku do II i III.

Pytanie 10

Którą strukturę anatomiczną zaznaczono na radiogramie stawu kolanowego?

Ilustracja do pytania
A. Nadkłykieć przyśrodkowy.
B. Kłykieć przyśrodkowy.
C. Nadkłykieć boczny.
D. Kłykieć boczny.
Na radiogramie w projekcji AP widoczny jest staw kolanowy, a strzałka wskazuje na wystającą ponad powierzchnię stawową część dalszej kości udowej po stronie przyśrodkowej. To właśnie nadkłykieć przyśrodkowy kości udowej. Nadkłykcie są zlokalizowane powyżej kłykci – są bardziej wyniosłe, służą głównie jako miejsca przyczepu więzadeł i mięśni, a nie jako część bezpośrednio tworząca powierzchnię stawową. Na zdjęciu dobrze widać, że zaznaczona struktura leży ponad przyśrodkowym przedziałem szczeliny stawowej, a jej zarys nie wchodzi w obręb powierzchni stawowej – to typowy obraz nadkłykcia.
W praktyce klinicznej prawidłowe rozróżnienie kłykci i nadkłykci ma znaczenie np. przy opisie złamań (wg standardów AO, przy kwalifikacji do leczenia operacyjnego) czy przy planowaniu dostępu chirurgicznego w endoprotezoplastyce kolana. Nadkłykieć przyśrodkowy jest miejscem przyczepu m.in. więzadła pobocznego piszczelowego, dlatego jego uszkodzenia mogą być związane z niestabilnością przyśrodkową stawu kolanowego. W opisach radiologicznych zgodnych z dobrymi praktykami (np. zalecenia towarzystw radiologicznych) zawsze podaje się, czy zmiana obejmuje kłykieć, czy nadkłykieć, bo od tego zależy zarówno biomechanika stawu, jak i ryzyko wtórnej choroby zwyrodnieniowej. Moim zdaniem warto sobie nawykowo na każdym RTG kolana „od góry do dołu” nazwać: nadkłykcie, kłykcie, powierzchnię stawową, szczelinę stawową i nasadę kości piszczelowej – wtedy takie pytania robią się naprawdę proste i bardzo praktyczne na dyżurze czy w pracowni RTG.

Pytanie 11

Zgodnie ze standardami do wykonania zdjęcia bocznego czaszki, należy zastosować kasetę o wymiarze

A. 18 × 24 cm i ułożyć podłużnie.
B. 18 × 24 cm i ułożyć poprzecznie.
C. 24 × 30 cm i ułożyć podłużnie.
D. 24 × 30 cm i ułożyć poprzecznie.
Prawidłowo – w projekcji bocznej czaszki standardowo stosuje się kasetę 24 × 30 cm ułożoną poprzecznie. Wynika to z bardzo prostego, ale ważnego powodu: trzeba objąć cały obrys czaszki w projekcji bocznej, razem z kością potyliczną, czołową i częściowo twarzoczaszką, a jednocześnie zachować odpowiedni margines bezpieczeństwa, żeby nic nie „uciekło” poza pole obrazowania. Format 24 × 30 cm daje po prostu wygodny zapas pola na długość czaszki i na ewentualne lekkie błędy w pozycjonowaniu pacjenta. Ułożenie poprzeczne (czyli dłuższy bok w osi przednio–tylnej stołu lub statywu) lepiej dopasowuje się do kształtu głowy w pozycji bocznej. Dzięki temu nie trzeba kombinować z odległością ognisko–film ani z przesadnym zbliżaniem głowy do krawędzi kasety. W praktyce technik ma wtedy większy komfort ustawienia pacjenta, łatwiej jest też zachować prostopadłość promienia centralnego do płaszczyzny strzałkowej i uniknąć obcięcia kości potylicznej. W większości pracowni radiologicznych przyjmuje się właśnie taki standard: czaszka boczna – kaseta 24 × 30 cm, układ poprzeczny, głowa możliwie blisko kasety, linia między otworem słuchowym a kątem oczodołu w poziomie. Moim zdaniem, jak się to raz zapamięta i powiąże z anatomią (długość czaszki w projekcji bocznej), to potem praktycznie nie ma pomyłek przy doborze formatu. Dodatkowo ten format dobrze współgra z typową odległością ognisko–detektor (około 100–115 cm) i pozwala uzyskać czytelne, diagnostyczne odwzorowanie struktur kostnych podstawy czaszki, siodła tureckiego, piramid kości skroniowych i zatok, bez zbędnego powiększenia geometrycznego.

Pytanie 12

Jakie wiązki promieniowania emituje medyczny akcelerator liniowy?

A. Fotonowe i protonowe.
B. Fotonowe i elektronowe.
C. Protonowe i neutronowe.
D. Elektronowe i neutronowe.
Poprawnie – medyczny akcelerator liniowy stosowany w radioterapii emituje przede wszystkim wiązki fotonowe (promieniowanie X o wysokiej energii) oraz wiązki elektronowe. W praktyce klinicznej wygląda to tak, że w głowicy akceleratora powstaje wiązka elektronów przyspieszonych do energii rzędu kilku–kilkunastu MeV. Jeśli ten strumień elektronów uderza w tzw. tarczę hamującą (zwykle z wolframu), to w wyniku hamowania powstaje promieniowanie hamowania, czyli fotony o wysokiej energii. To jest właśnie typowa wiązka fotonowa używana w teleterapii do napromieniania guzów położonych głęboko w ciele, np. raka płuca, raka prostaty czy guzów w obrębie miednicy. Natomiast gdy tarcza jest odsunięta, a w torze wiązki wstawia się odpowiednie kolimatory rozpraszające, akcelerator może dostarczyć terapeutyczną wiązkę elektronową. Takie elektrony wykorzystuje się głównie do leczenia zmian powierzchownych lub leżących płytko, np. skóry, węzłów chłonnych nadobojczykowych czy blizn pooperacyjnych. Z mojego doświadczenia w planowaniu radioterapii, wybór między fotonami a elektronami zależy głównie od głębokości celu i ochrony tkanek zdrowych. W nowoczesnych ośrodkach onkologicznych jest to standard postępowania, zgodny z wytycznymi ESTRO i IAEA: dla głębokich guzów – fotony megawoltowe z akceleratora, dla zmian powierzchownych – elektrony o dobranej energii. Warto też pamiętać, że klasyczny medyczny akcelerator liniowy nie generuje wiązek protonowych ani neutronowych – do protonów służą osobne, znacznie bardziej rozbudowane systemy (protonoterapie).

Pytanie 13

Do czego służy do symulator rentgenowski wykorzystywany w procesie radioterapii?

A. Do weryfikacji dawki podanej pacjentowi w obszarze PTV.
B. Do generowania trójwymiarowych informacji o lokalizacji obszaru guza.
C. Do określania odległości od wirtualnego źródła promieniowania do skóry pacjenta.
D. Do weryfikacji i odwzorowania geometrii pól poszczególnych wiązek terapeutycznych.
Prawidłowo – symulator rentgenowski w radioterapii służy przede wszystkim do weryfikacji i odwzorowania geometrii pól poszczególnych wiązek terapeutycznych. W praktyce oznacza to, że na symulatorze „na sucho” sprawdza się, czy zaplanowane pola napromieniania, kąty obrotu głowicy, kolimatora, ustawienie stołu i pozycja pacjenta rzeczywiście pokrywają się z obszarem, który ma być napromieniony. Moim zdaniem to jest taki etap próbny przed właściwym leczeniem – bez ryzyka podania dawki terapeutycznej. Symulator ma podobną geometrię jak akcelerator (odległość źródło–skóra, zakres ruchów ramienia, kolimatory), ale zamiast wiązki megawoltowej używa promieniowania diagnostycznego, więc można uzyskać obraz rentgenowski i sprawdzić ułożenie pól względem anatomii pacjenta. W standardach radioterapii podkreśla się, że prawidłowe odwzorowanie geometrii pól jest kluczowe dla bezpieczeństwa: dzięki symulacji można wykryć błędy w pozycjonowaniu, złe kąty projekcji, niewłaściwy margines wokół PTV czy niepotrzebne obciążenie narządów krytycznych (OAR). W codziennej pracy używa się symulatora do zaznaczenia na skórze pacjenta linii referencyjnych, punktów laserowych, czasem znaczników tuszem lub tatuaży, które później są używane przy każdym seansie na akceleratorze. Dobre praktyki mówią, że przed pierwszym napromienianiem plan powinien być zweryfikowany geometrycznie – kiedyś głównie na klasycznym symulatorze RTG, dziś coraz częściej na wirtualnym symulatorze opartym na TK, ale zasada jest ta sama: chodzi o kontrolę geometrii pól, a nie o dokładne mierzenie dawki czy tworzenie nowego obrazu 3D. Dzięki temu cały zespół ma większą pewność, że wiązka trafia dokładnie tam, gdzie zaplanował fizyk i lekarz.

Pytanie 14

Na obrazie TK nadgarstka uwidocznione jest złamanie kości

Ilustracja do pytania
A. główkowatej.
B. haczykowatej.
C. księżycowatej.
D. łódeczkowatej.
Prawidłowo wskazana została kość łódeczkowata. Na obrazie TK nadgarstka widoczna jest projekcja w płaszczyźnie czołowej, a kość łódeczkowata leży w szeregu bliższym kości nadgarstka, po stronie promieniowej, między wyrostkiem rylcowatym kości promieniowej a kością główkowatą i czworoboczną większą. W TK (tak samo jak w dobrych projekcjach RTG – PA, skośnych, czasem tzw. projekcji Stechera) zwraca się uwagę na ciągłość warstwy korowej i jednorodność struktury beleczkowej. W złamaniu kości łódeczkowatej widzimy szczelinę złamania przechodzącą przez trzon, często z niewielkim przemieszczeniem odłamów lub tylko z zatarciem zarysu korowego. Moim zdaniem to jest jedno z kluczowych złamań, które technik i lekarz radiolog powinni umieć „wyłapać”, bo kość łódeczkowata ma słabsze unaczynienie (zwłaszcza biegun bliższy) i łatwo dochodzi do jałowej martwicy, jeśli uraz zostanie przeoczony. W praktyce klinicznej TK wykonuje się najczęściej wtedy, gdy klasyczne RTG jest niejednoznaczne, a pacjent ma typowe objawy: ból w tabakierce anatomicznej, ból przy osiowym obciążeniu kciuka, ograniczenie ruchu. Dobrą praktyką jest przeglądanie obrazów w kilku płaszczyznach rekonstrukcyjnych (coronal, sagittal, axial) z cienką warstwą cięcia, bo szczelina złamania czasem jest widoczna tylko w jednej z nich. W standardach opisowych zaleca się dokładne określenie lokalizacji (biegun dalszy, trzon, biegun bliższy), stopnia przemieszczenia, ewentualnych fragmentów kostnych oraz oceny powierzchni stawowych pod kątem uszkodzeń chrzęstnych. W codziennej pracy bardzo pomaga znajomość topografii: najbardziej promieniowo i nieco dłoniowo – właśnie łódeczkowata, obok niej księżycowata, a dalej w stronę łokciową – trójgraniasta i grochowata. Im lepiej kojarzysz ten układ, tym szybciej i pewniej rozpoznajesz złamania na TK i RTG.

Pytanie 15

Pielografia zstępująca umożliwia diagnostykę

A. miąższu nerek po dożylnym podaniu środka kontrastującego.
B. układu naczyniowego po dożylnym podaniu środka kontrastującego.
C. pęcherza moczowego po podaniu środka kontrastującego przez cewnik.
D. dróg moczowych po przezskórnym podaniu środka kontrastującego do miedniczki.
Prawidłowo – pielografia zstępująca (czyli wstępująca z punktu widzenia moczu, ale zstępująca z punktu widzenia lekarza podającego kontrast) polega właśnie na przezskórnym podaniu środka kontrastującego bezpośrednio do miedniczki nerkowej. Najczęściej wykonuje się to w nakłuciu przezskórnym pod kontrolą USG lub RTG (czasem TK), a następnie wykonuje serię zdjęć rentgenowskich, żeby dokładnie uwidocznić układ kielichowo‑miedniczkowy i moczowód. Dzięki temu badaniu można bardzo precyzyjnie ocenić drogi moczowe, szczególnie gdy inne metody, jak urografia dożylna czy TK z kontrastem, są niewystarczające albo przeciwwskazane (np. niewydolność nerek, alergia na kontrast dożylny). W praktyce klinicznej pielografia zstępująca jest wykorzystywana m.in. do oceny zwężeń moczowodu, przeszkód w odpływie moczu, podejrzenia kamicy moczowodowej, zmian pozapalnych, urazów dróg moczowych czy przed planowanymi zabiegami urologicznymi. Moim zdaniem to badanie jest trochę „oldschoolowe”, ale nadal bardzo przydatne w trudnych przypadkach, bo daje obraz układu zbiorczego z bardzo wysoką rozdzielczością. Co ważne, środek kontrastujący jest podawany miejscowo, do światła układu kielichowo‑miedniczkowego, a nie dożylnie, więc obciążenie nerek jest mniejsze niż przy klasycznej urografii. W dobrych praktykach radiologicznych zawsze zwraca się uwagę na prawidłowe ułożenie pacjenta, aseptykę przy nakłuciu, kontrolę dawki promieniowania oraz na dokładne udokumentowanie przebiegu i ewentualnych powikłań, np. wynaczynienia kontrastu czy krwawienia. Pielografia zstępująca jest też często etapem wstępnym przy zakładaniu przezskórnej nefrostomii, więc znajomość tej techniki ma duże znaczenie praktyczne dla personelu technicznego i lekarzy.

Pytanie 16

Jak oznacza się w systemie międzynarodowym czwarty górny ząb mleczny po stronie prawej?

A. 14
B. 24
C. 54
D. 84
Prawidłowe oznaczenie czwartgo górnego zęba mlecznego po stronie prawej w systemie międzynarodowym (FDI) to 54. Ten system, nazywany też systemem dwucyfrowym, jest standardem przyjętym przez FDI World Dental Federation i stosowany praktycznie wszędzie w nowoczesnej stomatologii, także w opisach radiogramów. Pierwsza cyfra oznacza ćwiartkę łuku zębowego, a druga – pozycję zęba liczoną od linii pośrodkowej. Dla uzębienia mlecznego używa się cyfr 5–8 dla ćwiartek: 5 – górna prawa, 6 – górna lewa, 7 – dolna lewa, 8 – dolna prawa. W tej logice ząb 54 to: „5” – kwadrant górny prawy w uzębieniu mlecznym oraz „4” – czwarty ząb od środka, czyli czwarty ząb mleczny w tym kwadrancie. W praktyce, gdy opisujesz zdjęcie pantomograficzne albo skrzydłowo-zgryzowe u dziecka, wpisujesz właśnie takie oznaczenia: np. próchnica na powierzchni żującej 54, brak zawiązka 15, resorpcja korzenia 54 widoczna w RTG – i każdy stomatolog na świecie wie o jaki ząb chodzi. Moim zdaniem warto od razu wyrobić sobie nawyk rozróżniania: cyfry 1–4 w pierwszej pozycji to zawsze zęby stałe, a 5–8 – mleczne. To bardzo ułatwia czytanie dokumentacji, kart pacjenta i opisów badań obrazowych. W diagnostyce radiologicznej bez poprawnego oznaczenia zębów łatwo pomylić stronę lub ząb, co później może skutkować np. leczeniem niewłaściwego zęba, dlatego standard FDI jest traktowany jako dobra praktyka i wręcz obowiązkowy element profesjonalnego opisu.

Pytanie 17

W badaniu MR czas repetycji TR jest parametrem określającym odstęp czasu między

A. dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF90ᵒ
B. dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF180ᵒ
C. impulsem inwersji 90ᵒ a czasem powstania sygnału (echa).
D. impulsem inwersji 180ᵒ a czasem powstania sygnału (echa).
Prawidłowo – czas repetycji TR w badaniu rezonansu magnetycznego to odstęp czasu między dwoma kolejnymi impulsami pobudzającymi RF o kącie 90°. To jest taki podstawowy „rytmem serca” sekwencji spin-echo i większości klasycznych sekwencji. Po pierwszym impulsie 90° następuje wzbudzenie magnetyzacji poprzecznej, potem relaksacja T1 i T2, pojawia się echo, a dopiero po zadanym czasie TR podajemy kolejny impuls 90° i zaczyna się następny cykl pomiaru dla tej samej warstwy. W praktyce dobór TR decyduje o tym, jak bardzo obraz będzie zależny od relaksacji T1. Krótkie TR (np. 300–700 ms) silnie eksponuje różnice T1, czyli daje typowe obrazy T1-zależne. Długie TR (np. 2000 ms i więcej) zmniejsza wpływ T1 i pozwala bardziej „wybrzmieć” kontrastowi T2 lub gęstości protonowej. Moim zdaniem warto to sobie kojarzyć tak: technik ustawiając TR de facto ustawia, ile czasu da tkankom na odtworzenie magnetyzacji podłużnej po impulsie 90°. Jeśli czasu jest mało, tkanki o krótkim T1 będą jaśniejsze, bo szybciej się regenerują; jeśli dużo, różnice T1 się spłaszczają. W codziennej pracy przy planowaniu protokołów MR TR jest jednym z kluczowych parametrów razem z TE i ewentualnie TI. W standardowych sekwencjach spin-echo zawsze myślimy o TR jako o czasie pomiędzy kolejnymi impulsami 90°, a nie 180° czy impulsami inwersyjnymi. To pomaga też szybko odróżnić, czym jest TR, a czym TI, które definiuje się zupełnie inaczej. Dobrą praktyką jest zawsze patrzeć na TR i od razu kojarzyć, jaki rodzaj kontrastu uzyskamy oraz jak wpłynie to na czas trwania całej sekwencji i komfort pacjenta.

Pytanie 18

Największa wartość energii promieniowania stosowanego w radioterapii jest generowana przy użyciu

A. aparatu kobaltowego.
B. aparatu rentgenowskiego.
C. przyspieszacza liniowego.
D. radioaktywnego cezu-137.
Prawidłowo wskazany został przyspieszacz liniowy, bo to właśnie linac jest podstawowym źródłem najwyższych energii promieniowania stosowanych we współczesnej teleradioterapii. Typowy aparat kobaltowy (Co‑60) emituje promieniowanie gamma o stałej energii około 1,17–1,33 MeV, natomiast przyspieszacz liniowy generuje wiązki fotonowe o energiach nominalnych 4, 6, 10, 15, a nawet 18 MV, a także wiązki elektronowe o różnych energiach do leczenia zmian powierzchownych. Dzięki temu można dobrać energię do głębokości guza, uzyskać odpowiedni rozkład dawki i lepiej oszczędzić tkanki zdrowe. W praktyce klinicznej, zgodnie ze standardami nowoczesnej radioterapii, większość planów leczenia nowotworów głęboko położonych (np. rak płuca, rak prostaty, guzy głowy i szyi) wykonuje się właśnie na linacach, często w technikach IMRT, VMAT czy stereotaksji. Moim zdaniem kluczowe jest zrozumienie, że wysoka energia wiązki z przyspieszacza liniowego pozwala na tzw. efekt build‑up – maksymalna dawka pojawia się pod powierzchnią skóry, co zmniejsza jej uszkodzenie. Aparat rentgenowski do klasycznych zdjęć RTG pracuje na znacznie niższych napięciach (rzędu 30–150 kV), więc jego promieniowanie ma dużo mniejszą energię fotonów i nie nadaje się do głębokiego leczenia onkologicznego. Cez‑137 i kobalt‑60 są używane głównie w starszych typach teleterapii lub w brachyterapii, ale także nie osiągają tak szerokiego zakresu energii jak linac. W dobrze wyposażonych ośrodkach onkologicznych przyspieszacz liniowy jest dziś złotym standardem, właśnie ze względu na możliwość generowania najwyższych energii promieniowania terapeutycznego oraz precyzyjną modulację dawki w przestrzeni i czasie.

Pytanie 19

W badaniu EKG punktem przyłożenia odprowadzenia przedsercowego C2 jest

A. rzut koniuszka serca.
B. okolica wyrostka mieczykowatego.
C. IV międzyżebrze przy lewym brzegu mostka.
D. IV międzyżebrze przy prawym brzegu mostka.
Prawidłowo – odprowadzenie przedsercowe C2 (oznaczane też jako V2) zgodnie ze standardem zapisu EKG umieszcza się w IV międzyżebrzu przy lewym brzegu mostka. To jest klasyczna lokalizacja wg międzynarodowego systemu 12‑odprowadzeniowego. W praktyce technik najpierw lokalizuje ręką wcięcie szyjne mostka, schodzi na rękojeść, a potem na trzon mostka i liczy przestrzenie międzyżebrowe od góry. Druga przestrzeń międzyżebrowa jest tuż pod rękojeścią, dalej trzecia i czwarta – właśnie w tej czwartej, przy lewym brzegu mostka, przyklejamy elektrodę C2/V2. Moim zdaniem warto to sobie parę razy „przećwiczyć palcami” na realnym pacjencie, bo później robi się to już automatycznie. Standardowa kolejność zakładania przedsercowych to zwykle: najpierw C1/V1 w IV międzyżebrzu przy prawym brzegu mostka, potem C2/V2 w IV międzyżebrzu przy lewym brzegu mostka, a dopiero później C4/V4 w rzucie koniuszka serca (V międzyżebrze w linii środkowo-obojczykowej lewej), a następnie C3/V3 między C2 i C4 oraz C5, C6 bardziej bocznie. Poprawne położenie C2 jest bardzo istotne, bo ten punkt „patrzy” na przegrodę międzykomorową i część ściany przedniej. Błędne ustawienie, np. za wysoko albo za nisko, może zafałszować obraz załamków R i S, czasem też odcinka ST, co potem utrudnia wykrycie zawału ściany przedniej lub zmian przerostowych. W dobrych praktykach EKG podkreśla się, żeby zawsze liczyć międzyżebrza, a nie „na oko” przyklejać elektrody. W warunkach klinicznych, np. na SOR czy intensywnej terapii, precyzja bywa trudniejsza, ale tym bardziej warto trzymać się tego schematu, bo od jakości zapisu często zależy decyzja lekarska o trombolizie czy pilnej koronarografii.

Pytanie 20

W celu wykonania badania scyntygraficznego układu kostnego radiofarmaceutyk należy podać pacjentowi

A. doustnie.
B. dożylnie.
C. podskórnie.
D. domięśniowo.
W scyntygrafii układu kostnego standardem jest podanie radiofarmaceutyku wyłącznie dożylnie. Wynika to z mechanizmu działania tych preparatów: typowo stosuje się fosfoniany znakowane technetem-99m (np. 99mTc-MDP, 99mTc-HDP), które muszą szybko trafić do krwiobiegu, a następnie zostać wychwycone przez tkankę kostną, głównie w miejscach wzmożonego metabolizmu kostnego. Podanie dożylne gwarantuje przewidywalną kinetykę, równomierne rozprowadzenie w organizmie i możliwość prawidłowego zaplanowania czasu obrazowania (zwykle 2–4 godziny po iniekcji). Z mojego doświadczenia, jeśli dawka jest podana do żyły prawidłowo, obraz w gammakamerze jest czytelny, a stosunek sygnału z kości do tła miękkotkankowego jest optymalny. W medycynie nuklearnej trzyma się zasady, że radiofarmaceutyk podajemy w taki sposób, aby szybko i kontrolowanie uzyskać odpowiednie stężenie w narządzie docelowym, przy jak najmniejszej dawce całkowitej dla pacjenta. Dlatego drogi podania, które powodują opóźnione, nieprzewidywalne wchłanianie (jak doustna czy podskórna), są tutaj po prostu nieakceptowalne. Dożylne podanie umożliwia też natychmiastową reakcję, jeśli dojdzie do wynaczynienia – można ocenić miejsce wkłucia, przepłukać dostęp, odpowiednio opisać badanie. W wytycznych pracowni medycyny nuklearnej i w standardach EANM (European Association of Nuclear Medicine) wyraźnie podkreśla się, że scyntygrafia kości jest badaniem wymagającym prawidłowego dostępu żylnego, bo od tego zależy jakość diagnostyczna obrazów, a w konsekwencji trafność rozpoznania zmian przerzutowych, zapalnych czy pourazowych.

Pytanie 21

Standardowe badanie USG średniej wielkości piersi wykonuje się głowicą w zakresie częstotliwości

A. 0,5-1 MHz
B. 2-3,5 MHz
C. 4,5-7 MHz
D. 7,5-15 MHz
Prawidłowa odpowiedź 7,5–15 MHz wynika z podstawowej zasady w ultrasonografii: im wyższa częstotliwość fali ultradźwiękowej, tym lepsza rozdzielczość obrazu, ale mniejsza głębokość penetracji. Piersi, szczególnie średniej wielkości, są narządem położonym stosunkowo powierzchownie, więc można bezpiecznie używać głowic o wysokiej częstotliwości, właśnie w zakresie 7,5–15 MHz. Dzięki temu uzyskujemy bardzo dobrą rozdzielczość przestrzenną, wyraźne zarysowanie granic guzków, przewodów mlecznych, torbieli czy zmian litych.
W praktyce klinicznej głowice liniowe 7,5–12 MHz są standardem w badaniu piersi w pracowniach USG i w pracowniach zajmujących się diagnostyką raka piersi. Pozwalają na dokładną ocenę struktury miąższu, obecności mikrozwapnień (w pewnym zakresie), cech złośliwości zmiany (np. nieregularne granice, cień akustyczny za guzem), a także na precyzyjne prowadzenie biopsji gruboigłowej lub cienkoigłowej pod kontrolą USG. Moim zdaniem, kto raz porówna obraz piersi z głowicy 5 MHz i 12 MHz, ten od razu widzi, czemu standardem jest wysoka częstotliwość.
W wytycznych dotyczących diagnostyki piersi (np. BI-RADS, zalecenia towarzystw radiologicznych) podkreśla się konieczność stosowania głowic wysokoczęstotliwościowych, bo tylko wtedy można wiarygodnie ocenić zmiany rzędu kilku milimetrów. Użycie niższej częstotliwości pogarsza rozdzielczość, co w piersi jest nieakceptowalne – łatwo wtedy przeoczyć małe, ale klinicznie istotne ogniska. Dla średniej piersi zakres 7,5–15 MHz stanowi rozsądny kompromis: wystarczająca głębokość, a jednocześnie bardzo dobra jakość obrazu. W praktyce technik lub lekarz często dobiera konkretną częstotliwość w tym przedziale dynamicznie, zależnie od grubości tkanki i lokalizacji ocenianej zmiany, ale cały czas trzyma się właśnie tego wysokiego zakresu.

Pytanie 22

W badaniu cystografii wstępującej środek kontrastowy należy podać

A. bezpośrednio do układu kielichowo-miedniczkowego.
B. przez powłoki skórne do miedniczki nerkowej.
C. bezpośrednio do pęcherza moczowego.
D. wstecznie do moczowodu.
Prawidłowo – w cystografii wstępującej środek kontrastowy zawsze podajemy bezpośrednio do pęcherza moczowego, najczęściej przez cewnik założony przez cewkę moczową. Jest to badanie „dolnych dróg moczowych”, więc interesuje nas obraz pęcherza, czasem także odpływy wsteczne do moczowodów, a nie układ kielichowo‑miedniczkowy nerki. Technicznie wygląda to tak, że pacjent ma założony jałowy cewnik, pęcherz opróżnia się z moczu, a następnie powoli wypełnia rozcieńczonym środkiem cieniującym. W trakcie wypełniania wykonuje się zdjęcia RTG w różnych projekcjach, a potem też w fazie mikcji (cystografia mikcyjna), żeby ocenić ewentualny odpływ pęcherzowo‑moczowodowy, uchyłki, przetoki czy pęknięcie ściany pęcherza. Z mojego doświadczenia w pracowni radiologicznej bardzo ważne jest, żeby nie przepełnić pęcherza – zwykle trzymamy się objętości około fizjologicznej pojemności pęcherza, a u dzieci nawet mniej, zgodnie z masą ciała i zaleceniami lekarza. Standardy dobrej praktyki mówią też o zachowaniu pełnej aseptyki przy zakładaniu cewnika, kontroli ewentualnych przeciwwskazań (zakażenie układu moczowego, świeże krwawienie), stosowaniu odpowiedniego kontrastu jodowego rozpuszczalnego w wodzie oraz dokładnym poinformowaniu pacjenta o przebiegu badania. Warto kojarzyć, że każda nazwa badania coś sugeruje: „cysto‑” odnosi się do pęcherza moczowego, tak jak „pielo‑” do miedniczki nerkowej. Dzięki temu łatwiej odróżnić cystografię (kontrast w pęcherzu) od urografii czy pielografii (kontrast w górnych drogach moczowych).

Pytanie 23

Promieniowanie rentgenowskie jest

A. falą ultradźwiękową.
B. strumieniem protonów.
C. strumieniem elektronów.
D. falą elektromagnetyczną.
Promieniowanie rentgenowskie należy do fal elektromagnetycznych, tak samo jak światło widzialne, ultrafiolet, podczerwień czy promieniowanie gamma. Różni się od nich głównie długością fali i energią kwantów. Promieniowanie X ma bardzo krótką długość fali i wysoką energię, dzięki czemu ma właściwości jonizujące – potrafi wybijać elektrony z atomów. To właśnie ta cecha pozwala na tworzenie obrazów w radiologii, ale jednocześnie wymaga ścisłego przestrzegania zasad ochrony radiologicznej. W aparacie RTG elektrony są rozpędzane i gwałtownie hamowane na anodzie lampy – w tym procesie powstaje promieniowanie hamowania oraz charakterystyczne, ale końcowy efekt i tak jest taki, że wychodzi z lampy wiązka fali elektromagnetycznej o określonym widmie energii. W praktyce medycznej to promieniowanie przechodzi przez ciało pacjenta i jest różnie pochłaniane przez tkanki: kości absorbują więcej, płuca mniej, dlatego na detektorze lub kliszy powstaje kontrastowy obraz. W tomografii komputerowej, mammografii czy radiografii cyfrowej zasada fizyczna jest ta sama – zawsze pracujemy z falą elektromagnetyczną z zakresu promieniowania X, tylko zmieniają się parametry ekspozycji, geometria wiązki i rodzaj detektora. Warto też pamiętać, że zgodnie z podstawami fizyki medycznej i normami opisującymi pracę z promieniowaniem jonizującym (np. zalecenia ICRP), wszystkie procedury z użyciem RTG traktowane są jako praca z promieniowaniem elektromagnetycznym, a nie z wiązką cząstek materialnych. Moim zdaniem dobrze jest to sobie jasno poukładać, bo potem łatwiej zrozumieć takie pojęcia jak energia fotonu, twardość wiązki, filtracja czy warstwa półchłonna.

Pytanie 24

W badaniu EEG elektrody referencyjne przymocowane do płatka ucha to

A. A1, A2
B. C3, C4
C. P3, P4
D. Fp1,Fp2
Prawidłowo – w klasycznym badaniu EEG elektrody referencyjne umieszczane na płatkach uszu oznaczamy jako A1 (ucho lewe) i A2 (ucho prawe). Litera „A” pochodzi od słowa „auricular”, czyli uszny. W systemie 10–20 to jest standardowe, międzynarodowo przyjęte oznaczenie i praktycznie w każdej pracowni EEG, która trzyma się zaleceń IFCN (International Federation of Clinical Neurophysiology), spotkasz właśnie te symbole. Płatki uszu traktuje się jako miejsca stosunkowo „elektrycznie spokojne”, czyli z mniejszym udziałem aktywności korowej, dlatego dobrze się nadają na elektrody odniesienia w wielu montażach, np. w montażu uszno-mózgowym (ear-linked). W praktyce technik EEG często sprawdza, czy A1 i A2 są poprawnie przymocowane, bo jeśli kontakt z płatkiem ucha jest słaby, to później w zapisie widzimy sztuczne różnice potencjałów i pojawiają się fałszywe asymetrie między półkulami. Co ciekawe, w niektórych pracowniach stosuje się referencję złączoną A1+A2, żeby zminimalizować wpływ jednostronnych zakłóceń. Moim zdaniem warto zapamiętać, że A1/A2 to taki punkt wyjścia – jak zobaczysz w opisie montażu „referencja do A1/A2”, od razu wiesz, że chodzi o płatki uszu, a nie o okolice czaszkowe. Znajomość tych oznaczeń ułatwia potem interpretację zapisu, rozróżnianie artefaktów od rzeczywistej aktywności bioelektrycznej mózgu oraz poprawne porównywanie zapisów między różnymi pracowniami i aparatami EEG. To jest po prostu element podstawowej „mapy” głowy w EEG, bez którego ciężko się poruszać w diagnostyce elektromedycznej.

Pytanie 25

W leczeniu izotopowym tarczycy należy podać

A. dożylnie emiter promieniowania beta.
B. doustnie emiter promieniowania beta.
C. dożylnie emiter promieniowania alfa.
D. doustnie emiter promieniowania alfa.
W leczeniu izotopowym tarczycy standardem jest podanie doustne radiojodu, czyli emitera promieniowania beta. Najczęściej stosuje się jod-131, który gromadzi się selektywnie w tkance tarczycowej, bo tarczyca fizjologicznie wychwytuje jod z krwi do syntezy hormonów. Dzięki temu mamy coś w rodzaju „celowanej” radioterapii – promieniowanie beta działa głównie w obrębie tarczycy, a otaczające tkanki dostają relatywnie mniejszą dawkę. Emiter beta ma stosunkowo krótki zasięg w tkankach (kilka milimetrów), co ogranicza uszkodzenia narządów sąsiednich. Doustne podanie w kapsułce lub płynie jest wygodne, tanie, dobrze tolerowane przez pacjentów i zgodne z obowiązującymi procedurami medycyny nuklearnej. Podanie dożylne w tym wskazaniu nie jest potrzebne – układ pokarmowy bardzo dobrze wchłania jod, a później krew rozprowadza go do tarczycy. W praktyce klinicznej stosuje się tę metodę m.in. w leczeniu nadczynności tarczycy, wola toksycznego oraz po operacjach raka tarczycy do zniszczenia pozostałej tkanki tarczycowej lub przerzutów wychwytujących jod. Z mojego doświadczenia to jedno z prostszych do zapamiętania skojarzeń: tarczyca = jod-131 doustnie, emiter beta. W dobrych ośrodkach dużą wagę przykłada się do prawidłowego przygotowania pacjenta (dieta uboga w jod, odstawienie niektórych leków, weryfikacja ciąży u kobiet), a także do ochrony radiologicznej po podaniu dawki – pacjent dostaje szczegółowe zalecenia, jak ograniczyć narażenie domowników. Moim zdaniem warto to kojarzyć nie tylko jako „pytanie testowe”, ale jako klasyczny przykład praktycznego wykorzystania fizyki promieniowania w medycynie nuklearnej.

Pytanie 26

Która metoda diagnostyczna służy do określenia gęstości minerału kostnego w ujęciu objętościowym g/cm³?

A. Ilościowa metoda ultradźwiękowa.
B. Ilościowa tomografia komputerowa.
C. Absorpcjometria podwójnej energii promieniowania rentgenowskiego.
D. Absorpcjometria pojedynczej energii promieniowania rentgenowskiego.
Prawidłową metodą jest ilościowa tomografia komputerowa (QCT – Quantitative Computed Tomography), bo jako jedna z nielicznych technik obrazowych wprost mierzy gęstość mineralną kości w ujęciu objętościowym, czyli w g/cm³. W QCT analizuje się trójwymiarową objętość kości, a nie tylko rzut dwuwymiarowy, jak w klasycznych badaniach densytometrycznych. Aparat TK, pracując w odpowiednim protokole, porównuje gęstość tkanki kostnej do specjalnego fantomu kalibracyjnego o znanych gęstościach. Dzięki temu można przeliczyć wartości Hounsfielda na realne jednostki fizyczne g/cm³, a nie tylko na wskaźniki względne. W praktyce QCT stosuje się głównie do oceny kości beleczkowej kręgosłupa lędźwiowego oraz, rzadziej, bliższej nasady kości udowej. Moim zdaniem to badanie szczególnie przydatne u pacjentów z deformacjami kręgosłupa, zmianami zwyrodnieniowymi czy po zabiegach operacyjnych, gdzie klasyczna DXA daje zafałszowane wyniki. QCT pozwala osobno ocenić gęstość kości korowej i gąbczastej, co ma duże znaczenie w planowaniu leczenia osteoporozy i ocenie ryzyka złamań. Jest też ważne w badaniach naukowych, gdzie potrzeba wartości bezwzględnych gęstości mineralnej, a nie tylko T-score czy Z-score. Z punktu widzenia dobrych praktyk, QCT wykonuje się w ściśle znormalizowanych warunkach: stałe parametry ekspozycji, użycie fantomu kalibracyjnego w każdym badaniu, odpowiednie pozycjonowanie pacjenta oraz analiza w dedykowanym oprogramowaniu. W porównaniu z metodami projekcyjnymi, QCT jest bardziej czuła na wczesne ubytki gęstości w kości beleczkowej, chociaż trzeba pamiętać o wyższej dawce promieniowania i wyższych kosztach. Mimo to, jeśli pytanie dotyczy właśnie gęstości w jednostkach objętościowych g/cm³, to QCT jest tutaj złotym standardem.

Pytanie 27

Który obraz MR mózgu został wykonany w sekwencji DWI?

A. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany został Obraz 2, ponieważ ma on typowe cechy sekwencji DWI (Diffusion Weighted Imaging). W DWI tło mózgowia jest stosunkowo jednorodne i dość ciemne, natomiast ogniska z ograniczoną dyfuzją wody (np. świeży udar niedokrwienny, ropień, niektóre guzy o dużej komórkowości) są bardzo jasne, wręcz „świecące”. Charakterystyczny jest też nieco gorszy kontrast anatomiczny niż w klasycznych sekwencjach T1- czy T2-zależnych oraz częste zniekształcenia geometryczne obrazu wynikające z użycia sekwencji echo-planar (EPI). Moim zdaniem, to właśnie to ziarniste tło, wysoki sygnał w patologii i specyficzny wygląd kory i jąder podstawy najbardziej „zdradzają”, że patrzymy na DWI. W praktyce klinicznej DWI jest złotym standardem w diagnostyce ostrego udaru – zgodnie z aktualnymi wytycznymi neurologicznymi i neuroradiologicznymi to ta sekwencja pozwala najwcześniej wychwycić niedokrwienie, często już po kilkunastu minutach od początku objawów, kiedy TK bywa jeszcze prawidłowa. Dodatkowo stosuje się ją do różnicowania zmian naczyniopochodnych z przewlekłymi leukopatiami, do oceny ropni (ograniczona dyfuzja w ropnym materiale) oraz w onkologii, gdzie współczynnik dyfuzji (ADC) pomaga ocenić złośliwość guza i odpowiedź na leczenie. W dobrze wykonanym badaniu MR mózgu w trybie ostrego dyżuru DWI jest zawsze w pakiecie podstawowym, obok sekwencji T2, FLAIR i często angiografii MR. Z mojego doświadczenia technicy, którzy szybko „łapią” charakterystyczny wygląd DWI, znacznie sprawniej wstępnie oceniają badanie jeszcze na konsoli, co w udarze realnie skraca czas do decyzji terapeutycznej.

Pytanie 28

Która sekwencja w obrazowaniu MR jest stosowana do uwidocznienia naczyń krwionośnych?

A. EPI
B. TOF
C. DWI
D. STIR
Prawidłową odpowiedzią jest TOF, czyli sekwencja Time-of-Flight. To jest klasyczna technika angiografii MR (MRA), używana właśnie do nieinwazyjnego uwidaczniania naczyń krwionośnych bez konieczności podawania kontrastu jodowego czy wykonywania klasycznej angiografii rentgenowskiej. Zasada działania TOF opiera się na tzw. efekcie napływu: krew płynąca do przekroju obrazowania ma niezsaturowane protony, dzięki czemu daje silniejszy sygnał niż otaczające, „zmęczone” impulsem tkanki stacjonarne. W efekcie naczynia wypełnione krwią są bardzo jasne na tle tkanek, co pozwala dobrze ocenić przebieg tętnic, zwłaszcza w obrębie mózgowia, tętnic szyjnych czy koła Willisa. W praktyce klinicznej TOF jest standardem przy podejrzeniu tętniaków, malformacji naczyniowych, zwężeń tętnic, a także przy kontrolach po zabiegach neurochirurgicznych czy naczyniowych. Co ważne, sekwencja TOF jest szczególnie przydatna u pacjentów z przeciwwskazaniami do kontrastu gadolinowego (np. ciężka niewydolność nerek), bo daje użyteczne obrazy samym efektem przepływu. W dobrych praktykach pracowni MR zwraca się uwagę na odpowiednie ustawienie płaszczyzn, grubości warstw, kierunku kodowania fazy i parametrów TR/TE, żeby zminimalizować artefakty przepływowe i ruchowe. Moim zdaniem warto zapamiętać, że jeśli w opisie zlecenia pada hasło „angiografia MR” bez kontrastu, to w większości protokołów domyślnie chodzi właśnie o sekwencję TOF. Pozostałe sekwencje z listy mają inne główne zastosowania i nie są podstawowym narzędziem do wizualizacji naczyń.

Pytanie 29

Po wykonanej radioterapii do dokumentacji pacjenta należy wpisać dawkę promieniowania w jednostce

A. Kiur (Ci)
B. Grej (Gy)
C. Siwert (Sv)
D. Bekerel (Bq)
Prawidłową jednostką dawki pochłoniętej w radioterapii jest grej (Gy). W dokumentacji po napromienianiu zawsze wpisujemy dawkę w Gy, ponieważ ta jednostka opisuje ile energii promieniowania zostało pochłonięte przez tkankę: 1 Gy = 1 dżul na kilogram. To jest dokładnie to, co nas interesuje przy planowaniu i ocenie skuteczności leczenia onkologicznego – ile energii oddaliśmy do guza i tkanek zdrowych. W praktyce klinicznej zapis wygląda np. tak: „Dawka całkowita: 50 Gy w 25 frakcjach po 2 Gy”, albo przy brachyterapii: „HDR 7 Gy na frakcję do punktu referencyjnego”. Moim zdaniem warto od początku przyzwyczajać się do czytania i pisania takich zapisów, bo to jest codzienny chleb w radioterapii. Grej jest jednostką układu SI i jest standardem w wytycznych międzynarodowych (ICRU, ICRP), w planach leczenia, w systemach TPS i w kartach informacyjnych. Oczywiście w radiologii i ochronie radiologicznej pojawiają się też inne jednostki, jak siwert (Sv) dla dawki równoważnej i skutecznej czy bekerel (Bq) dla aktywności źródła, ale to są inne wielkości fizyczne. W radioterapii, przy opisie konkretnego napromieniania pacjenta, wpisujemy właśnie dawkę pochłoniętą w Gy. W dokumentacji dodatkowo często zaznacza się rozkład dawki (DVH), dawki na narządy krytyczne też w Gy, np. „maks. dawka do rdzenia kręgowego 45 Gy”. To wszystko musi być spójne, dlatego użycie greja nie jest kwestią mody, tylko po prostu standardem i wymogiem poprawnej dokumentacji medycznej.

Pytanie 30

W badaniu EKG różnice potencjałów pomiędzy lewym podudziem a lewym przedramieniem rejestruje odprowadzenie

A. aVL
B. aVR
C. III
D. I
Prawidłowo wskazane odprowadzenie III rejestruje różnicę potencjałów między lewym podudziem (elektroda na nodze lewej – LL) a lewym przedramieniem (elektroda na ręce lewej – LA). W klasycznym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Zgodnie ze standardem Einthovena: odprowadzenie I zapisuje różnicę potencjałów między prawym przedramieniem (RA) a lewym przedramieniem (LA), odprowadzenie II – między RA a lewym podudziem (LL), a właśnie odprowadzenie III – między LA a LL. Czyli w uproszczeniu: III = LL – LA. To dokładnie odpowiada treści pytania. W praktyce klinicznej znajomość tej konfiguracji jest bardzo ważna, bo ułatwia rozumienie tzw. trójkąta Einthovena i zależności między odprowadzeniami. Można np. korzystać z zależności I + III = II do kontroli jakości zapisu – jeśli suma wektorowa się „nie zgadza”, to często oznacza źle założone elektrody albo artefakty. Moim zdaniem technik, który automatycznie kojarzy, z których elektrod składa się każde odprowadzenie, ma dużo łatwiej przy rozwiązywaniu problemów typu: „dziwnie odwrócone załamki P” czy „nagle ujemny QRS w I”. Wtedy można podejrzewać zamianę elektrod RA/LA albo LA/LL. W codziennej pracy, gdy zakładasz elektrody, warto sobie w głowie odtwarzać, że LL zawsze „wchodzi” w II i III, LA w I i III, a RA w I i II. To naprawdę pomaga w świadomym wykonywaniu badania, a nie tylko „podpinaniu kabelków”.

Pytanie 31

Który z nowotworów jest hormonozależny?

A. Rak skóry.
B. Rak krtani.
C. Rak macicy.
D. Rak żołądka.
Prawidłowo wskazany został rak macicy, który klasycznie zalicza się do nowotworów hormonozależnych, szczególnie w kontekście działania estrogenów. W praktyce klinicznej często mówi się o tzw. nowotworach estrogenozależnych, gdzie nadmierna lub długotrwała stymulacja hormonalna sprzyja rozwojowi zmian nowotworowych. W przypadku raka trzonu macicy istotne znaczenie ma przewaga estrogenów przy braku równoważącego działania progesteronu, co prowadzi do rozrostu endometrium i zwiększa ryzyko transformacji nowotworowej. W standardach onkologicznych podkreśla się znaczenie oceny profilu hormonalnego, a także czynników ryzyka, takich jak otyłość, cykle bezowulacyjne, wczesna menarche czy późna menopauza. Moim zdaniem, z punktu widzenia osoby pracującej w medycynie, kluczowe jest rozumienie, że hormonozależność wpływa nie tylko na etiologię, ale też na diagnostykę i leczenie. W terapii mogą być stosowane leki modulujące gospodarkę hormonalną, np. progestageny w wybranych sytuacjach, a u pacjentek zawsze zwraca się uwagę na wywiad ginekologiczno-endokrynologiczny. W obrazowaniu (USG przezpochwowe, TK, MR) często ocenia się nie tylko sam guz, ale też cechy przerostu endometrium i ogólny stan narządu rodnego, co jest spójne z wiedzą o jego zależności od hormonów. W praktyce profilaktycznej ważne jest też monitorowanie kobiet z grup ryzyka, u których występują zaburzenia hormonalne, bo w tej grupie częściej dochodzi do rozwoju raka macicy. Dobrą praktyką jest łączenie danych klinicznych, endokrynologicznych i obrazowych, żeby jak najwcześniej wychwycić zmiany podejrzane o charakter nowotworowy, co realnie poprawia rokowanie.

Pytanie 32

Podczas wykonywania zdjęcia rentgenowskiego lewobocznego czaszki promień centralny powinien przebiegać

A. od lewej do prawej strony czaszki, prostopadle do płaszczyzny czołowej.
B. od prawej do lewej strony czaszki, prostopadle do płaszczyzny czołowej.
C. od lewej do prawej strony czaszki, prostopadle do płaszczyzny strzałkowej.
D. od prawej do lewej strony czaszki, prostopadle do płaszczyzny strzałkowej.
Prawidłowa odpowiedź wynika z geometrii ułożenia pacjenta i definicji płaszczyzn anatomicznych. W projekcji lewobocznej czaszki badana jest lewa strona głowy, czyli to ona powinna przylegać do detektora (kasety). Żeby uzyskać obraz lewej strony możliwie ostry i bez powiększenia, promień centralny musi przechodzić z prawej do lewej strony czaszki – od strony lampy w kierunku detektora. To jest klasyczna zasada w radiografii: część badana bliżej detektora, lampa po stronie przeciwnej. Dodatkowo promień powinien być prostopadły do płaszczyzny strzałkowej, bo ta płaszczyzna dzieli ciało na część prawą i lewą. W lewym bocznym zdjęciu czaszki płaszczyzna strzałkowa pacjenta jest ustawiona równolegle do detektora, więc prostopadły do niej promień daje prawidłową, „czystą” projekcję boczną, bez skośnego nałożenia struktur. Płaszczyzna czołowa (frontalna) w tym ustawieniu jest z kolei prostopadła do detektora, więc promień padający prostopadle do niej dałby projekcję czołową, a nie boczną. W praktyce technik ustawia pacjenta bokiem do detektora, wyrównuje linie anatomiczne (np. linia między kątem oka a przewodem słuchowym zewnętrznym), sprawdza brak rotacji i pochyleń, a potem centralny promień kieruje z prawej na lewą, pod kątem 90° do płaszczyzny strzałkowej. Tak się uzyskuje standardowe boczne RTG czaszki zgodne z atlasami i wytycznymi radiologicznymi. Moim zdaniem warto sobie to zwizualizować na modelu czaszki, bo wtedy łatwiej zapamiętać, że „boczne = promień prostopadły do płaszczyzny strzałkowej, po stronie przeciwnej do badanej”.

Pytanie 33

Obrazowanie w sekwencjach STIR, FLAIR, SE wykonywane jest w badaniu

A. USG
B. PET
C. MR
D. TK
Prawidłowo powiązałeś sekwencje STIR, FLAIR i SE z rezonansem magnetycznym, czyli badaniem MR. To są nazwy konkretnych sekwencji obrazowania stosowanych właśnie w MRI. W uproszczeniu sekwencja to sposób „pobierania” sygnału z tkanek przez aparat, z określonymi czasami TR, TE, sposobem tłumienia sygnału, itp. STIR (Short Tau Inversion Recovery) to sekwencja tłumiąca sygnał tłuszczu. Dzięki temu bardzo dobrze widać obrzęk, naciek zapalny czy zmiany pourazowe, np. w układzie kostno‑stawowym, w kręgosłupie, w badaniach onkologicznych. FLAIR (Fluid Attenuated Inversion Recovery) tłumi sygnał płynu mózgowo‑rdzeniowego, przez co świetnie uwidacznia zmiany w istocie białej mózgu, np. w stwardnieniu rozsianym, niedokrwieniu czy zapaleniach. SE (Spin Echo) to klasyczna, podstawowa sekwencja MR, na której opierają się obrazy T1‑ i T2‑zależne, stosowana praktycznie w każdym badaniu MR, od głowy, przez kręgosłup, po jamę brzuszną. W praktyce klinicznej protokół MR głowy prawie zawsze zawiera kombinację sekwencji SE T1, SE/TSE T2 oraz FLAIR; z kolei w badaniach narządu ruchu bardzo często pojawia się STIR do oceny szpiku kostnego i tkanek miękkich. Moim zdaniem warto zapamiętać to skojarzenie: jeśli słyszysz STIR, FLAIR, SE, T1, T2, DWI – myślisz od razu „MR”, bo to jest standard w opisach badań i w zaleceniach towarzystw radiologicznych. W USG, TK czy PET takich nazw sekwencji po prostu się nie używa, tam operuje się innymi parametrami i protokołami.

Pytanie 34

Które zaburzenie rytmu serca zarejestrowano na elektrokardiogramie?

Ilustracja do pytania
A. Częstoskurcz komorowy.
B. Migotanie przedsionków.
C. Blok przedsionkowo-komorowy.
D. Blok prawej odnogi pęczka Hisa.
Na zapisanym EKG widać typowy obraz częstoskurczu komorowego: szerokie, zniekształcone zespoły QRS (>120 ms), bardzo szybka i regularna akcja serca oraz brak wyraźnych, poprzedzających je załamków P. Kompleksy mają jednolity, „monomorficzny” kształt, co sugeruje ognisko arytmii w jednym, stałym miejscu w mięśniu komór. Moim zdaniem to jest jeden z tych zapisów, które warto mieć „w pamięci wzrokowej” – jak tylko zobaczysz taką serię szerokich, szybkich QRS-ów, od razu powinna zapalić się lampka: VT, stan zagrożenia życia. W praktyce klinicznej częstoskurcz komorowy jest najczęściej związany z chorobą niedokrwienną serca, blizną pozawałową, kardiomiopatiami albo ciężkimi zaburzeniami elektrolitowymi (np. hipokaliemia). Standardy postępowania (np. wytyczne ERC i ESC) podkreślają, że przy niestabilnym hemodynamicznie VT podstawą leczenia jest natychmiastowa kardiowersja elektryczna zsynchronizowana. Jeśli pacjent jest stabilny, stosuje się leki antyarytmiczne, np. amiodaron, czasem lidokainę. W diagnostyce EKG bardzo pomaga zasada: szybki rytm z szerokimi QRS traktujemy jak VT, dopóki nie udowodnimy, że to coś innego – to podejście zwiększa bezpieczeństwo pacjenta. W pracy technika wykonującego EKG ważne jest szybkie rozpoznanie takiego obrazu, natychmiastowe poinformowanie lekarza i zadbanie o poprawną kalibrację zapisu, bo na ostrym dyżurze liczy się każda sekunda. Dobrą praktyką jest też opisanie na wydruku: „podejrzenie VT” – ułatwia to komunikację w zespole.

Pytanie 35

Fotostymulacja wykonywana jest podczas badania

A. EEG
B. KTG
C. ENG
D. EMG
Prawidłowo – fotostymulacja jest elementem badania EEG. W standardowym zapisie elektroencefalograficznym, oprócz spoczynkowego EEG z otwartymi i zamkniętymi oczami, wykonuje się tzw. próby czynnościowe. Jedną z najważniejszych jest właśnie fotostymulacja, czyli naświetlanie pacjenta błyskami światła o zmiennej częstotliwości, zwykle z użyciem specjalnej lampy stroboskopowej ustawionej przed oczami badanego. Celem tej próby jest wywołanie tzw. odpowiedzi zależnej od częstotliwości (photic driving), a także ewentualne prowokowanie napadów padaczkowych lub zmian napadowych w EEG u osób z padaczką fotosensytywną. Z praktycznego punktu widzenia technik EEG powinien znać typowy protokół: zaczyna się od niskich częstotliwości błysków (np. 1–3 Hz), stopniowo zwiększa do kilkunastu, a nawet ponad 20 Hz, a potem znów zmniejsza. Ważne jest też bezpieczeństwo – u pacjentów z wywiadem padaczkowym, zwłaszcza z udokumentowaną fotosensytywnością, trzeba być szczególnie czujnym, zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Neurofizjologii Klinicznej i podobnych wytycznych. Moim zdaniem warto zapamiętać, że fotostymulacja nie ma nic wspólnego z badaniami mięśni czy serca – to typowo „mózgowa” próba funkcjonalna. W dobrych pracowniach EEG zawsze opisuje się, czy fotostymulacja wywołała odpowiedź rytmiczną, czy pojawiły się wyładowania iglicowe lub zespoły iglica-fala. W praktyce klinicznej pomaga to nie tylko w diagnostyce padaczki, ale też w ocenie dojrzałości bioelektrycznej mózgu u dzieci i w różnicowaniu różnych typów zaburzeń napadowych. W technikum medycznym naprawdę opłaca się skojarzyć: EEG = elektrody na głowie + fotostymulacja + hiperwentylacja jako typowe próby obciążeniowe.

Pytanie 36

Zdjęcie którego zęba górnego zlecił na skierowaniu lekarz stomatolog?

Ilustracja do pytania
A. Prawego przedtrzonowego drugiego.
B. Lewego przedtrzonowego drugiego.
C. Prawego trzonowego pierwszego.
D. Lewego trzonowego pierwszego.
Na skierowaniu widnieje symbol „6” umieszczony w górnym kwadrancie schematu zębowego, co zgodnie z międzynarodowym systemem FDI oraz powszechnie stosowanymi schematami w stomatologii oznacza pierwszy ząb trzonowy w danym łuku. Położenie cyfry nad linią poziomą wskazuje szczękę (łuk górny), a po jej lewej stronie – lewą stronę pacjenta. Czyli patrzymy zawsze z perspektywy pacjenta, a nie osoby opisującej zdjęcie. W efekcie zapis odpowiada lewemu pierwszemu trzonowcowi w szczęce, czyli odpowiedzi: lewego trzonowego pierwszego. Moim zdaniem to jedno z podstawowych oznaczeń, które trzeba mieć „w ręku”, bo w praktyce pracowni RTG takie symbole pojawiają się na skierowaniach bardzo często, zwłaszcza od stomatologów, którzy używają uproszczonych schematów zębowych. W codziennej pracy technika elektroradiologii poprawne rozpoznanie oznaczenia zęba ma znaczenie praktyczne: ustawiamy pacjenta tak, aby interesujący ząb znalazł się w optymalnym polu promieniowania, dobieramy odpowiednią kasetę lub sensor, sprawdzamy kolimację wiązki oraz projekcję (np. zdjęcie zębowe, skrzydłowo‑zębowe czy pantomogram). Dodatkowo prawidłowe odczytanie strony (prawej/lewej) jest elementem dobrej praktyki i bezpieczeństwa pacjenta, dokładnie tak jak przy oznaczaniu projekcji w zdjęciach kości czy klatki piersiowej. Błąd strony przy zębach może skutkować powtórnym naświetlaniem, a więc niepotrzebnym zwiększeniem dawki. Dlatego w standardach jakości i procedurach pracownianych kładzie się nacisk na dokładne sprawdzenie skierowania, schematu zębowego i porównanie z jamą ustną pacjenta przed ekspozycją.

Pytanie 37

Na skanie rezonansu magnetycznego serca oznaczono

Ilustracja do pytania
A. przedsionek prawy.
B. przedsionek lewy.
C. komorę prawą.
D. komorę lewą.
Na obrazie rezonansu magnetycznego serca strzałka wskazuje prawą komorę. W projekcji poprzecznej (osiowej) warto pamiętać o zasadzie, że na obrazach MR i TK prawa strona pacjenta znajduje się po lewej stronie ekranu. To jest pierwszy krok, żeby się nie pogubić. Prawa komora leży bardziej do przodu (czyli bliżej mostka) i ma zwykle cieńszą ścianę niż lewa komora, a jej kształt jest bardziej nieregularny, trochę jak półksiężyc otaczający część lewej komory. Lewa komora z kolei jest położona bardziej ku tyłowi i ma grubszy, masywny mięsień, przez co wygląda na bardziej okrągłą i „mięsistą”. Na standardowych sekwencjach cine MR w projekcjach osiowych i krótkiej osi to właśnie te cechy morfologiczne są podstawą identyfikacji jam serca. W praktyce klinicznej poprawne rozpoznanie prawej komory ma duże znaczenie przy ocenie kardiomiopatii prawej komory, nadciśnienia płucnego, wad wrodzonych czy dysfunkcji prawej komory po zatorowości płucnej. Radiolog i technik powinni umieć szybko odróżnić prawą komorę od przedsionków, bo pomylenie jam może prowadzić do błędnej oceny frakcji wyrzutowej, objętości końcoworozkurczowej i końcowoskurczowej. Moim zdaniem warto zawsze „zakotwiczyć się” na kilku punktach orientacyjnych: mostek z przodu, kręgosłup z tyłu, aorta zwykle bardziej centralnie i nieco po lewej, lewa komora najgłębiej ku tyłowi, a prawa komora – z przodu i bardziej przy mostku. Taka rutynowa check‑lista bardzo ułatwia interpretację badań MR serca zgodnie z dobrymi praktykami opisanymi w wytycznych ESC i standardach obrazowania kardiologicznego SCMR.

Pytanie 38

Hałas podczas badania tomografii rezonansu magnetycznego jest efektem ubocznym pracy

A. cewek gradientowych.
B. cewek odbiorczych.
C. magnesu stałego.
D. przesuwu stołu.
Hałas w czasie badania rezonansu magnetycznego rzeczywiście pochodzi głównie od cewek gradientowych i to jest bardzo charakterystyczna cecha pracy aparatu MR. Cewki gradientowe to elementy, które nakładają na stałe pole magnetyczne dodatkowe, szybko zmieniające się pola o określonym kierunku i natężeniu. Dzięki nim aparat może lokalizować sygnał w przestrzeni, czyli „wie”, z którego miejsca w ciele pochodzi emitowany sygnał rezonansowy. Problem w tym, że te cewki są bardzo szybko włączane i wyłączane z dużą częstotliwością i natężeniem prądu. Zgodnie z prawem Ampere’a i siłami Lorentza, w silnym polu magnetycznym działają na nie duże siły mechaniczne. Cewki wtedy dosłownie drgają i uderzają o swoje mocowania, co my słyszymy jako głośne stukanie, pukanie, czasem wręcz „wiercenie” albo „młot pneumatyczny”. W praktyce im szybsze sekwencje i im większa amplituda gradientów (np. sekwencje echo-planarne w badaniach neurologicznych czy fMRI), tym hałas jest większy. Dlatego zgodnie z dobrą praktyką i normami BHP pacjent powinien zawsze otrzymać ochronę słuchu: zatyczki lub słuchawki, czasem z muzyką, żeby poprawić komfort. W nowocześniejszych skanerach producenci stosują tzw. quiet sequences, lepsze mocowanie cewek i dodatkowe wygłuszenia gantry, ale całkowicie hałasu wyeliminować się nie da, bo wynika on z samej fizyki działania gradientów. Warto też pamiętać, że sam magnes (czy to stały, czy nadprzewodzący) pracuje praktycznie bezgłośnie – gdyby wyłączyć gradienty, w tunelu byłoby prawie cicho. Z mojego doświadczenia dobrze jest zawczasu uprzedzić pacjenta, że hałas jest normalny, nie oznacza awarii aparatu, tylko intensywną pracę cewek gradientowych – to zmniejsza stres i poprawia współpracę podczas badania.

Pytanie 39

Na którym obrazie zarejestrowano badanie scyntygraficzne?

A. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany został obraz 4, bo właśnie on przedstawia badanie scyntygraficzne. W scyntygrafii nie oglądamy klasycznej anatomii, tylko rozkład radioaktywnego znacznika w narządzie. Dlatego obraz jest ziarnisty, o niższej rozdzielczości przestrzennej, zwykle w skali szarości lub w pseudokolorach, a struktury anatomiczne są słabo zarysowane. W tym przypadku widać typowy obraz scyntygrafii tarczycy: „motylkowaty” kształt, bez wyraźnych granic tkanek miękkich, ale z wyraźnie zaznaczoną aktywnością radiofarmaceutyku w miąższu gruczołu. W medycynie nuklearnej rejestrujemy promieniowanie gamma emitowane przez podany dożylnie lub doustnie radioizotop (np. 99mTc, 131I), za pomocą gammakamery. Z mojego doświadczenia to właśnie charakterystyczna ziarnistość i brak typowej anatomii są najlepszą podpowiedzią na egzaminach. W praktyce klinicznej scyntygrafia tarczycy służy m.in. do oceny funkcji guzków („zimne”, „gorące”), rozpoznania wola guzowatego toksycznego czy różnicowania przyczyn nadczynności tarczycy. Podobnie wykonuje się scyntygrafię kości, nerek, perfuzji płuc czy mięśnia sercowego – za każdym razem patrzymy bardziej na rozkład funkcji niż na szczegóły budowy. Zgodnie z dobrymi praktykami medycyny nuklearnej kluczowe jest prawidłowe przygotowanie pacjenta, dobranie radiofarmaceutyku, właściwe ustawienie gammakamery oraz późniejsza korelacja obrazu scyntygraficznego z badaniami anatomicznymi (CT, MR, USG). W nowoczesnych pracowniach często łączy się scyntygrafię z CT (SPECT/CT), ale sam charakter obrazu funkcjonalnego pozostaje taki, jak na tym czwartym zdjęciu.

Pytanie 40

Który obszar napromieniania w radioterapii oznacza się skrótem PTV?

A. Obszar guza.
B. Obszar leczony.
C. Kliniczny obszar napromieniania.
D. Zaplanowany obszar napromieniania.
Prawidłowo – PTV to właśnie zaplanowany obszar napromieniania (Planning Target Volume). W radioterapii stosuje się kilka zdefiniowanych objętości: GTV (Gross Tumor Volume – makroskopowy guz), CTV (Clinical Target Volume – kliniczny obszar napromieniania, czyli guz plus strefa możliwego mikroskopowego nacieku) oraz właśnie PTV. PTV powstaje z CTV przez dodanie odpowiednich marginesów bezpieczeństwa, które mają uwzględnić niepewności: ruchy pacjenta, ruchomość narządów (np. oddech, perystaltyka), błędy ustawienia, ograniczenia systemu unieruchomienia czy dokładności aparatu. Moim zdaniem to jedno z kluczowych pojęć w planowaniu, bo decyduje, czy dawka rzeczywiście trafi tam, gdzie trzeba, w każdych typowych warunkach leczenia. W praktyce planowania na systemie TPS (Treatment Planning System) fizyk medyczny i lekarz radioterapeuta wyznaczają najpierw GTV i CTV na obrazach TK (często z fuzją z MR lub PET), a dopiero potem definiują PTV, np. CTV + 5 mm marginesu izotropowego albo bardziej złożone marginesy anisotropowe. W protokołach klinicznych i wytycznych (np. ICRU Report 50/62, nowsze ICRU 83) bardzo mocno podkreśla się, że dawka referencyjna musi pokryć PTV w określonym procencie objętości, np. 95% PTV otrzymuje 95% dawki przepisanej. Dzięki temu można kontrolować, czy napromienianie jest wystarczająco jednorodne i czy nie ma nieakceptowalnych niedowiązań w obrębie celu. W nowoczesnych technikach jak IMRT czy VMAT całe kształtowanie rozkładu dawki, optymalizacja planu, analiza DVH i kontrola jakości są wykonywane właśnie w odniesieniu do PTV. W praktyce klinicznej technik radioterapii, ustawiając pacjenta na aparacie, tak naprawdę pilnuje, aby w każdym dniu leczenia PTV znalazło się w polu wiązek zgodnie z planem, a nie tylko „sam guz”, który i tak jest często niewidoczny w obrazowaniu portalowym lub CBCT.