Przejdź do głównej treści
  1. Strona główna
  2. Wyniki egzaminu

Wyniki egzaminu

Nowy egzamin

Informacje o egzaminie

  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Rozpoczęcie: 17 września 2026 19:34
  • Zakończenie: 17 września 2026 19:37  Rozwiązano w aplikacji mobilnej

Egzamin zdany!

Wynik: 9/10 punktów (90,0%)

Wymagane minimum: 5 punktów (50%)

Zachowaj ten wynik na koncie

Załóż darmowe konto albo zaloguj się - ten egzamin przypiszemy do Twojego konta, więc wrócisz do swoich błędów, będziesz śledzić postęp i dostaniesz powtórki dobrane do Twoich odpowiedzi.

Pochwal się swoim wynikiem!

Szczegółowe wyniki

Pytanie 1

Czas repetycji w obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego to

A. czas kąta przeskoku.
B. czas między dwoma impulsami częstotliwości radiowej.Twoja odpowiedź
C. czas mierzony od impulsu odwracającego 180° do impulsu 90°.
D. czas mierzony od impulsu 90° do szczytu amplitudy sygnału odebranego w cewce.
Poprawna odpowiedź. Poprawnie – czas repetycji (TR, od ang. repetition time) w obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego to odstęp czasu między dwoma kolejnymi impulsami częstotliwości radiowej 90° pobudzającymi ten sam wycinek. Mówiąc prościej: mierzysz od jednego „strzału” RF przygotowującego magnetyzację pod sekwencję do następnego takiego samego „strzału”. Ten parametr jest kluczowy, bo decyduje, ile czasu mają protony na relaksację podłużną (T1) przed kolejnym pobudzeniem. Im krótszy TR, tym silniejsze jest ważenie T1, a im dłuższy TR, tym bardziej obraz zbliża się do ważenia T2 lub PD, bo różnice w T1 się częściowo „wyrównują”. W praktyce technik MR dobiera TR w zależności od celu badania i zaleceń protokołu: dla obrazów T1-zależnych stosuje się z reguły krótkie czasy repetycji (rzędu kilkuset ms), a dla T2-zależnych – zdecydowanie dłuższe (kilka tysięcy ms). Ma to bezpośredni wpływ nie tylko na kontrast tkanek, ale też na czas trwania całej sekwencji i komfort pacjenta w gantrze. Moim zdaniem, dobrze jest od razu łączyć w głowie TR z pojęciem „odpoczynku” magnetyzacji po impulsie RF – za krótki odpoczynek zmienia kontrast, ale skraca badanie, za długi – poprawia pewne aspekty diagnostyczne, ale wydłuża czas skanowania. W nowoczesnych protokołach klinicznych parametry TR są ściśle zdefiniowane w wytycznych producentów i rekomendacjach towarzystw radiologicznych, więc w praktyce zawodowej bardzo często operuje się gotowymi zestawami sekwencji, ale zrozumienie, że TR to właśnie czas między impulsami RF, pozwala świadomie modyfikować badanie, np. przy artefaktach czy u pacjentów, którzy nie wytrzymują długiego skanowania.

Pytanie 2

Podczas wykonywania zdjęć wewnątrzustnych zębów górnych linia Campera powinna przebiegać w stosunku do płaszczyzny podłogi

A. równolegle.Twoja odpowiedź
B. prostopadle.
C. pod kątem 30°.
D. pod kątem 50°.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – przy wykonywaniu zdjęć wewnątrzustnych zębów górnych linia Campera powinna przebiegać równolegle do płaszczyzny podłogi. Linia Campera to odcinek łączący skrzydełko nosa z górnym brzegiem małżowiny usznej (tragusem). W stomatologii i technice zdjęć wewnątrzustnych traktuje się ją jako orientacyjną płaszczyznę poziomą twarzy. Ustawienie jej równolegle do podłogi stabilizuje pozycję głowy pacjenta i zapewnia powtarzalne warunki ekspozycji. Z mojego doświadczenia, jeśli głowa jest dobrze ustawiona względem linii Campera, łatwiej uniknąć zniekształceń geometrycznych, skróceń czy wydłużeń zębów na obrazie. W praktyce wygląda to tak, że prosisz pacjenta, żeby usiadł prosto, patrzył mniej więcej na wprost, a potem delikatnie korygujesz pochylenie głowy tak, aby linia od skrzydełka nosa do tragusa była możliwie pozioma. To jest szczególnie istotne przy zdjęciach zębów górnych, gdzie łatwo o nachylenie głowy do tyłu lub do przodu, co od razu psuje projekcję. W dobrych praktykach radiologii stomatologicznej zawsze podkreśla się, że pozycjonowanie pacjenta jest tak samo ważne jak dobór parametrów ekspozycji. Właściwe ustawienie głowy względem linii Campera pomaga też zachować prawidłową relację łuku zębowego do wiązki promieniowania, co poprawia czytelność przestrzeni międzykorzeniowych, wierzchołków korzeni i okolicy przywierzchołkowej. W nowoczesnych pracowniach robi się to często „na oko”, ale mimo wszystko opierając się właśnie na tej prostej zasadzie – linia Campera równoległa do podłogi.

Pytanie 3

Wysoką rozdzielczość przestrzenną obrazowania MR uzyskuje się przez

A. zwiększenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.
B. zmniejszenie wielkości FoV i zwiększenie matrycy obrazującej.Poprawna odpowiedź
C. zwiększenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.Twoja odpowiedź
D. zmniejszenie wielkości FoV i zmniejszenie matrycy obrazującej.
Niepoprawna odpowiedź. Wszystkie niepoprawne odpowiedzi wynikają z jednego, bardzo typowego nieporozumienia: mylenia „dużego obrazu” z „dokładnym obrazem”. W MR nie chodzi o to, żeby zobaczyć jak największy obszar ciała, tylko żeby na jednostkę długości przypadało jak najwięcej pikseli. Rozdzielczość przestrzenna to w uproszczeniu rozmiar pojedynczego piksela, czyli FoV podzielone przez liczbę elementów matrycy. Jeśli zwiększamy FoV przy tej samej lub mniejszej matrycy, to każdy piksel obejmuje większy fragment tkanki. Obraz może wyglądać „większy” na monitorze, ale szczegóły anatomiczne są bardziej rozmyte, krawędzie struktur mniej ostre, a małe zmiany patologiczne mogą się zlać z tłem. To jest klasyczny błąd myślowy: skoro coś jest większe, to wydaje się bardziej widoczne, ale w diagnostyce obrazowej liczy się gęstość informacji, a nie sama powierzchnia. Z drugiej strony samo zmniejszenie matrycy przy dowolnym FoV zawsze obniża rozdzielczość, bo redukujemy liczbę linii w k-space i upraszczamy obraz. To czasem się robi celowo, żeby skrócić czas badania, ale kosztem szczegółowości. W odpowiedziach błędnych pojawia się też założenie, że wystarczy manipulować jednym parametrem. W praktyce technicznej MR zawsze patrzymy na kombinację FoV i matrycy, bo dopiero ich wspólna zmiana decyduje o rozmiarze voxela. Dobre praktyki w pracowniach MR mówią jasno: jeśli celem jest wysoka rozdzielczość przestrzenna (np. w badaniu stawów, przysadki, nerwów czaszkowych), trzeba zmniejszyć FoV do badanego obszaru i jednocześnie zastosować możliwie dużą matrycę, akceptując ewentualnie dłuższy czas skanowania lub korzystając z technik przyspieszających (parallel imaging, kompresja SENSE/GRAPPA). Odpowiedzi sugerujące zwiększanie FoV lub zmniejszanie matrycy idą dokładnie w przeciwną stronę: prowadzą do większych voxelów, gorszej ostrości i mniejszej wykrywalności drobnych zmian, co w praktyce klinicznej może po prostu obniżyć wartość diagnostyczną badania.

Pytanie 4

Na radiogramie stopy uwidocznione jest złamanie trzonu

Ilustracja do pytania
A. II kości śródstopia.
B. III kości śródstopia.Twoja odpowiedź
C. paliczka bliższego palca II.
D. paliczka bliższego palca III.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana została III kość śródstopia – na radiogramie w projekcji grzbietowo‑podeszwowej widać wyraźne przerwanie ciągłości zarysu jej trzonu. Trzon kości śródstopia ma kształt wydłużony, lekko zwężony w części środkowej, z wyraźnie zaznaczonymi nasadami bliższą i dalszą. Na zdjęciu linia złamania przebiega w obrębie tej środkowej części trzeciej kości licząc od strony przyśrodkowej stopy (czyli po palcach: I, II, III…). W standardowej ocenie RTG stopy zawsze zaczyna się od identyfikacji osi – paluch to I promień, dalej II, III, IV i V. W praktyce technika radiologii powinna nawykowo „liczyć” kości od strony przyśrodkowej, bo pomyłki między II a III kością są bardzo częste, szczególnie gdy złamanie jest w trzonie, a kości leżą blisko siebie. Moim zdaniem dobrą praktyką jest porównywanie szerokości przynasad i ustawienia stawów śródstopno‑paliczkowych – to pomaga nie pomylić segmentów. W codziennej pracy, przy opisie zdjęć urazowych, zawsze trzeba podać dokładną lokalizację: numer kości śródstopia, część (głowa, trzon, podstawa) oraz ewentualne przemieszczenie lub odchylenie osi. Ma to znaczenie dla ortopedy przy doborze leczenia – inaczej postępuje się przy złamaniu trzonu III kości śródstopia, a inaczej np. przy złamaniu podstawy V kości śródstopia (typowe złamanie awulsyjne). W dobrych standardach diagnostyki obrazowej, jeśli linia złamania jest wątpliwa, wykonuje się dodatkową projekcję skośną lub porównawczą, ale tutaj obraz trzonu III kości śródstopia jest dosyć jednoznaczny. Warto też pamiętać, że ocena trzonów śródstopia wymaga odpowiedniej ekspozycji – zbyt twarde zdjęcie „gubi” drobne linie złamań, a zbyt miękkie daje zlewanie się struktur. Z mojego doświadczenia takie złamania, jak na tym obrazie, często są efektem urazu skrętnego lub urazu sportowego i dobrze korelują z bólem uciskowym dokładnie nad trzecim promieniem śródstopia.

Pytanie 5

Testy specjalistyczne aparatów rentgenowskich do zdjęć wewnątrzustnych są przeprowadzane

A. co miesiąc.
B. co 6 miesięcy.
C. co najmniej raz na 12 miesięcy.
D. co najmniej raz na 24 miesiące.Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź „co najmniej raz na 24 miesiące” odzwierciedla obowiązujące zasady wykonywania testów specjalistycznych aparatów rentgenowskich do zdjęć wewnątrzustnych. Testy specjalistyczne to nie są zwykłe, codzienne sprawdzenia, tylko bardziej zaawansowana kontrola jakości, prowadzona według określonych procedur fizycznych i technicznych. Obejmują m.in. ocenę dawki wyjściowej, powtarzalności ekspozycji, stabilności napięcia i prądu lampy RTG, geometrii wiązki, warstwy półchłonnej (filtracja wiązki), a także poprawności działania kolimatora i wskaźników pozycjonowania. Celem jest potwierdzenie, że aparat nadal spełnia wymagania bezpieczeństwa radiologicznego i jakości obrazu, które są określone w przepisach prawa i wytycznych z zakresu ochrony radiologicznej pacjenta.
Moim zdaniem kluczowe jest to, że te 24 miesiące to maksymalny odstęp – czyli „co najmniej raz na 24 miesiące” oznacza, że można je robić częściej, jeśli są ku temu powody: np. po większej naprawie, modernizacji, po zgłoszeniach personelu, że obrazy są gorszej jakości, albo gdy dawkomierz pokaże podejrzane wartości. W praktyce w wielu gabinetach stomatologicznych testy specjalistyczne wykonuje się właśnie co 2 lata, a pomiędzy nimi robi się testy podstawowe (prostszą, bardziej rutynową kontrolę) oraz testy eksploatacyjne/odbiorcze, np. po instalacji nowego aparatu.
Dobrą praktyką jest prowadzenie pełnej dokumentacji wyników tych testów: protokoły, raporty z pomiarów, nazwisko osoby wykonującej, data, parametry pracy aparatu. W razie kontroli inspektora ochrony radiologicznej czy sanepidu, taka dokumentacja jest jednym z głównych dowodów, że aparat jest bezpieczny i prawidłowo nadzorowany. Z mojego doświadczenia osoby, które raz dobrze zrozumieją sens testów specjalistycznych, przestają traktować je jako „papierologię”, a bardziej jako realne narzędzie do ograniczania niepotrzebnych dawek u pacjentów i poprawy jakości diagnostyki stomatologicznej.

Pytanie 6

Ligand stosuje się

A. w medycynie nuklearnej jako nośnik radiofarmaceutyku.Twoja odpowiedź
B. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący negatywny.
C. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący pozytywny.
D. w rezonansie magnetycznym jako środek kontrastujący pozytywny.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – ligand w tym kontekście to związek chemiczny, który w medycynie nuklearnej służy jako nośnik radiofarmaceutyku. Mówiąc prościej: ligand „prowadzi” znacznik promieniotwórczy dokładnie do tej tkanki, którą chcemy zobrazować albo ocenić czynnościowo. Radioizotop sam z siebie zwykle nie jest wybiórczy, dopiero po połączeniu z odpowiednim ligandem powstaje radiofarmaceutyk o określonym powinowactwie, np. do kości, mięśnia sercowego, receptorów somatostatynowych czy komórek nowotworowych. Przykładem są związki znakowane technetem-99m, gdzie część „Tc-99m” odpowiada za emisję promieniowania gamma, a część ligandowa (np. MDP dla kości, sestamibi dla serca) decyduje o dystrybucji w organizmie. W badaniach PET podobnie: 18F-FDG to glukoza zmodyfikowana tak, by przenosić izotop fluoru – glukozowa część pełni rolę ligandu, który wykorzystuje naturalny metabolizm komórek. W praktyce klinicznej dobór właściwego ligandu ma ogromne znaczenie dla czułości i swoistości badania. Standardy medycyny nuklearnej (np. zalecenia EANM) podkreślają konieczność stosowania radiofarmaceutyków o dobrze zdefiniowanych właściwościach farmakokinetycznych i receptorowych. Moim zdaniem warto zapamiętać prosty schemat: izotop = źródło promieniowania, ligand = adres na który to promieniowanie „wysyłamy”. Bez ligandu badanie scyntygraficzne czy PET byłoby dużo mniej użyteczne, bo nie mielibyśmy tak fajnej selektywności narządowej i receptorowej, którą wykorzystuje się na co dzień choćby w diagnostyce onkologicznej, kardiologii czy w badaniach układu kostnego.

Pytanie 7

Rytm alfa i beta rejestruje się podczas badania

A. EKG
B. HSG
C. EEGTwoja odpowiedź
D. USG
Poprawna odpowiedź. Rytm alfa i beta to pojęcia ściśle związane z elektroencefalografią, czyli badaniem EEG. Są to typy fal mózgowych, które rejestruje się za pomocą elektrod umieszczonych na skórze głowy. Rytm alfa zwykle pojawia się w okolicach potylicznych, gdy pacjent jest w stanie relaksu, z zamkniętymi oczami, ale przy zachowanej świadomości. Jego częstotliwość to mniej więcej 8–13 Hz. Rytm beta ma wyższą częstotliwość, około 13–30 Hz, i wiąże się z aktywnością psychiczną, koncentracją, czasem z niepokojem czy pobudzeniem. W praktyce technika EEG to właśnie te rytmy opisuje w opisie badania, razem z innymi (theta, delta), bo na ich podstawie lekarz ocenia czynność bioelektryczną mózgu. W dobrych pracowniach EEG standardem jest rejestracja w układzie 10–20, z zastosowaniem odpowiedniego filtra, kalibracji i opisu poszczególnych rytmów w spoczynku, podczas hiperwentylacji, fotostymulacji i ewentualnie snu. Moim zdaniem warto kojarzyć, że samo słowo „rytmy” w kontekście alfa/beta prawie zawsze oznacza EEG, a nie żadne inne badanie. W diagnostyce wykorzystuje się to np. w rozpoznawaniu padaczki, ocenie śpiączek, zaburzeń świadomości, a także w monitorowaniu głębokości sedacji. Rytm alfa zanikający przy otwarciu oczu czy rytm beta nasilony przy lekach uspokajających to typowe obserwacje. W praktyce technik medyczny, który dobrze rozumie, czym są te rytmy, łatwiej wychwyci artefakty, błędy elektrod czy nietypowy zapis i przekaże lekarzowi wiarygodny materiał do interpretacji.

Pytanie 8

Glukoza podawana pacjentowi w badaniu PET jest znakowana radioaktywnym

A. torem.
B. fluorem.Twoja odpowiedź
C. fosforem.
D. technetem.
Poprawna odpowiedź. W badaniu PET standardowym radiofarmaceutykiem jest 18F-FDG, czyli deoksyglukoza znakowana izotopem fluoru-18. To właśnie fluor jest tutaj kluczowy. Jest to emiter pozytonów, który po podaniu dożylnym ulega rozpadowi, a powstające pozytony anihilują z elektronami w tkankach pacjenta. W wyniku anihilacji powstają dwie kwanty promieniowania gamma o energii 511 keV, lecące w przeciwnych kierunkach. Detektory w skanerze PET rejestrują te dwa fotony w koincydencji i na tej podstawie system rekonstruuje trójwymiarowy rozkład aktywności radiofarmaceutyku w organizmie. Dzięki temu można ocenić metabolizm glukozy w różnych narządach, głównie w mózgu, mięśniu sercowym oraz w tkance nowotworowej. W praktyce klinicznej 18F-FDG jest złotym standardem w onkologii, np. przy ocenie zaawansowania chłoniaków, raka płuca czy monitorowaniu odpowiedzi na chemioterapię. Moim zdaniem warto zapamiętać, że fluor-18 ma stosunkowo krótki czas połowicznego zaniku (ok. 110 minut), co z jednej strony wymaga dobrej logistyki (cyklotron, pracownia radiofarmacji, szybki transport), ale z drugiej ogranicza dawkę skuteczną dla pacjenta. Z punktu widzenia technika medycyny nuklearnej ważne jest też to, że FDG zachowuje się bardzo podobnie do naturalnej glukozy: wnika do komórek poprzez transportery GLUT, jest fosforylowana, ale dalej nie bierze udziału w glikolizie, więc „zatrzymuje się” w komórkach o wysokim metabolizmie. To właśnie pozwala obrazować ogniska nowotworowe, procesy zapalne czy żywotność mięśnia sercowego zgodnie z obowiązującymi protokołami i standardami EANM czy SNMMI.

Pytanie 9

Fotostymulacja wykonywana jest podczas badania

A. EEGTwoja odpowiedź
B. KTG
C. ENG
D. EMG
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo – fotostymulacja jest elementem badania EEG. W standardowym zapisie elektroencefalograficznym, oprócz spoczynkowego EEG z otwartymi i zamkniętymi oczami, wykonuje się tzw. próby czynnościowe. Jedną z najważniejszych jest właśnie fotostymulacja, czyli naświetlanie pacjenta błyskami światła o zmiennej częstotliwości, zwykle z użyciem specjalnej lampy stroboskopowej ustawionej przed oczami badanego. Celem tej próby jest wywołanie tzw. odpowiedzi zależnej od częstotliwości (photic driving), a także ewentualne prowokowanie napadów padaczkowych lub zmian napadowych w EEG u osób z padaczką fotosensytywną. Z praktycznego punktu widzenia technik EEG powinien znać typowy protokół: zaczyna się od niskich częstotliwości błysków (np. 1–3 Hz), stopniowo zwiększa do kilkunastu, a nawet ponad 20 Hz, a potem znów zmniejsza. Ważne jest też bezpieczeństwo – u pacjentów z wywiadem padaczkowym, zwłaszcza z udokumentowaną fotosensytywnością, trzeba być szczególnie czujnym, zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Neurofizjologii Klinicznej i podobnych wytycznych. Moim zdaniem warto zapamiętać, że fotostymulacja nie ma nic wspólnego z badaniami mięśni czy serca – to typowo „mózgowa” próba funkcjonalna. W dobrych pracowniach EEG zawsze opisuje się, czy fotostymulacja wywołała odpowiedź rytmiczną, czy pojawiły się wyładowania iglicowe lub zespoły iglica-fala. W praktyce klinicznej pomaga to nie tylko w diagnostyce padaczki, ale też w ocenie dojrzałości bioelektrycznej mózgu u dzieci i w różnicowaniu różnych typów zaburzeń napadowych. W technikum medycznym naprawdę opłaca się skojarzyć: EEG = elektrody na głowie + fotostymulacja + hiperwentylacja jako typowe próby obciążeniowe.

Pytanie 10

W którym miejscu, zgodnie z zasadami wykonywania badania EKG, należy umocować żółtą elektrodę przedsercową V2?

A. W IV przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
B. W IV przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.Twoja odpowiedź
C. W V przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowej środkowej.
D. W V przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowej przedniej.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowe umocowanie żółtej elektrody przedsercowej V2 to IV przestrzeń międzyżebrowa przy lewym brzegu mostka. Tak opisują to klasyczne standardy wykonywania 12‑odprowadzeniowego EKG (np. wytyczne kardiologiczne AHA/ESC). Odprowadzenia przedsercowe mają bardzo precyzyjnie określone miejsca, bo ich przesunięcie choćby o jedno żebro w górę lub w dół potrafi całkowicie zmienić obraz zapisu. V2 razem z V1 tworzą tzw. odprowadzenia przy mostku (parasternalne) i są kluczowe do oceny przegrody międzykomorowej. V1 zakładamy w IV przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka, a V2 – lustrzanie, po lewej stronie mostka, też w IV przestrzeni. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk liczenia żeber od góry: najpierw lokalizujemy obojczyk, potem rękojeść mostka, następnie II żebro i dopiero potem schodzimy do IV przestrzeni międzyżebrowej. W praktyce klinicznej poprawne położenie V2 jest ważne np. przy rozpoznawaniu zawału ściany przedniej i przegrodowej, zaburzeń przewodzenia w obrębie pęczka Hisa czy przy ocenie przerostu komór. Gdy V2 jest za wysoko, może sztucznie nasilać załamki R lub zmieniać obraz odcinka ST, co wprowadza lekarza w błąd. Dlatego dobrą praktyką jest: najpierw dokładne oznaczenie wszystkich przestrzeni międzyżebrowych, potem dopiero przyklejanie elektrod zgodnie z kolejnością V1–V6, bez „na oko”. W wielu pracowniach i na oddziałach ratunkowych przywiązuje się do tego sporą wagę, bo jakość EKG zaczyna się właśnie od poprawnego pozycjonowania elektrod, nie od aparatu.