Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 9 czerwca 2026 07:36
  • Data zakończenia: 9 czerwca 2026 07:41

Egzamin zdany!

Wynik: 40/40 punktów (100,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Zgodnie z obowiązującymi przepisami powierzchnia gabinetu rentgenowskiego, w którym jest zainstalowany zestaw rentgenowski do badań naczyniowych, powinna wynosić

A. 8 m²
B. 15 m²
C. 20 m²
D. 25 m²
Prawidłowo – dla gabinetu rentgenowskiego z zestawem do badań naczyniowych obowiązujące przepisy wymagają powierzchni co najmniej 25 m². Wynika to z charakteru badań naczyniowych: mamy tu duży stół angiograficzny, ruchome ramię C lub inny tor obrazowania, zasilacze, pompy kontrastu, często dodatkowe monitory, a do tego cały zespół: lekarz, technik, pielęgniarka, czasem anestezjolog. W pomieszczeniu musi być realna przestrzeń na bezpieczne przemieszczanie się personelu, manewrowanie aparatem, ustawianie pacjenta, wjazd łóżka czy wózka, a także swobodny dostęp do pacjenta w razie nagłego zdarzenia, np. reakcji na kontrast czy zatrzymania krążenia. Zbyt małe pomieszczenie ogranicza możliwości prawidłowego pozycjonowania pacjenta i ustawiania ramienia C, utrudnia zachowanie właściwych odległości od źródła promieniowania oraz właściwe rozmieszczenie osłon stałych i ruchomych. Moim zdaniem ważne jest też to, że w praktyce w takich gabinetach instaluje się dodatkowe systemy, np. iniekcji automatycznej, monitoring hemodynamiczny, czasem aparat USG – to wszystko zabiera miejsce. Normy powierzchni są tak dobrane, żeby oprócz samego aparatu i stołu dało się zapewnić ergonomię pracy i spełnić wymagania ochrony radiologicznej: odpowiednią odległość od źródła promieniowania, możliwość ustawienia ścian osłonowych, drzwi, okienka podglądowego, a często też zaplanowanie osobnej sterowni. W dobrych praktykach projektowania pracowni RTG zawsze przy badaniach naczyniowych przyjmuje się te większe metraże właśnie po to, żeby nie „dusić” stanowiska pracy i nie ryzykować kompromisów bezpieczeństwa.

Pytanie 2

Którą metodę badania zastosowano w obrazowaniu stawu kolanowego?

Ilustracja do pytania
A. TK.
B. TK z kontrastem.
C. MR, obraz T1- zależny.
D. MR, obraz T2- zależny.
Na obrazie widzisz typowe badanie MR stawu kolanowego w sekwencji T1‑zależnej, w projekcji strzałkowej. Świadczy o tym kilka charakterystycznych cech: tkanka tłuszczowa (szpik kostny w nasadach kości, tkanka podskórna) jest bardzo jasna, jednorodna, natomiast płyn stawowy i chrząstka są relatywnie ciemne. W obrazach T1‑zależnych kontrast pomiędzy tłuszczem a innymi tkankami jest wyraźny, co ułatwia ocenę budowy anatomicznej: kształtu nasad kości, ciągłości więzadeł, struktur łąkotek, relacji mięśni i ścięgien. Moim zdaniem to jest właśnie główny powód, dla którego T1 traktuje się często jako obraz „anatomiczny” – bardzo czytelny do nauki i do planowania dalszej diagnostyki.
W praktyce klinicznej sekwencje T1‑zależne stosuje się do oceny szpiku kostnego (np. nacieki nowotworowe, pourazowe ogniska krwotoczne), do wstępnej oceny zarysów łąkotek i więzadeł, a także po podaniu kontrastu gadolinowego, gdzie obszary patologicznego wzmocnienia wyróżniają się na tle jasnego tłuszczu. W standardowych protokołach MR stawu kolanowego (np. wg zaleceń ESSR – European Society of Musculoskeletal Radiology) zawsze znajdują się obrazy T1, właśnie ze względu na dobrą wizualizację anatomii i szpiku.
Warto kojarzyć: TK i TK z kontrastem dają zupełnie inną teksturę obrazu (szarości kości, brak tak mocno świecącego tłuszczu), a w typowym T2 płyn jest bardzo jasny. Tutaj jest odwrotnie – płyn nie „świeci”, co jednoznacznie kieruje na MR, obraz T1‑zależny. Rozpoznanie typu sekwencji po wyglądzie tkanek to praktyczna umiejętność w pracowni diagnostyki obrazowej – pomaga od razu zorientować się, co dokładnie oglądamy i jakie informacje można z tego obrazu wyciągnąć.

Pytanie 3

W obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego T1 oznacza czas

A. echa.
B. inwersji.
C. relaksacji podłużnej.
D. relaksacji poprzecznej.
Prawidłowo: w obrazowaniu metodą rezonansu magnetycznego T1 oznacza czas relaksacji podłużnej (spin–sieć). Chodzi o to, jak szybko namagnesowanie podłużne protonów (w osi głównego pola magnesu) wraca do stanu równowagi po pobudzeniu impulsami RF. W praktyce im krótszy T1, tym dany rodzaj tkanek szybciej „odzyskuje” swoje namagnesowanie podłużne i tym jaśniej świeci na obrazach T1‑zależnych. Dlatego na typowych sekwencjach T1‑zależnych tłuszcz ma krótki T1 i jest jasny, a płyny (np. płyn mózgowo‑rdzeniowy) mają długi T1 i wypadają ciemno. To jest bardzo użyteczne np. w rezonansie głowy: kontrast między istotą białą i szarą mózgu wynika w dużej mierze z różnic w T1. Po podaniu środka kontrastowego gadolinowego też patrzymy głównie na obrazy T1‑zależne, bo skrócenie T1 powoduje wzmocnienie sygnału w miejscach gromadzenia się kontrastu (np. guz, obszar zapalny, zaburzona bariera krew–mózg). Moim zdaniem dobrze jest kojarzyć, że T1 to nie jest żaden „czas echa” ani „czas inwersji”, tylko fizyczny parametr tkanki, który decyduje o kontraście przy odpowiednio dobranych parametrach sekwencji (TR, TE, ewentualnie TI). W codziennej pracy technika czy elektroradiologa rozumienie T1 pomaga świadomie dobierać protokoły, wiedzieć czemu zmiana TR zmienia kontrast i dlaczego w jednych badaniach lekarz chce mocno T1‑zależne obrazy, a w innych bardziej T2‑zależne. To jest taka podstawa fizyki MR, do której ciągle się wraca.

Pytanie 4

Jakie struktury anatomiczne uwidoczniono na obrazie USG?

Ilustracja do pytania
A. Nerka lewa ze złogami.
B. Pęcherz moczowy z kamieniami.
C. Pęcherzyk żółciowy z kamieniami.
D. Ciężarna macica z czterema płodami.
Na obrazie USG widoczny jest typowy obraz pęcherzyka żółciowego z kamieniami – jest to podłużna, bezechowa struktura (czarna, wypełniona żółcią) z wyraźnie hiperechogenicznymi ogniskami przy jego ścianie. Te jasne „kulki” dają za sobą cienioowanie akustyczne, czyli ciemny cień w głąb obrazu, bo fala ultradźwiękowa nie przechodzi przez złogi. To właśnie ten akustyczny cień jest jednym z najważniejszych kryteriów rozpoznania kamicy pęcherzyka w standardach ultrasonograficznych (m.in. zalecenia PTU i EFSUMB). W praktyce klinicznej, jeśli widzimy: bezechowy pęcherzyk, ruchome lub zalegające przy ścianie hiperechogeniczne złogi z cieniem, do tego dodatni objaw zmiany położenia przy zmianie pozycji pacjenta – myślimy w pierwszej kolejności o kamicy. Z mojego doświadczenia, w opisie badania warto zawsze zaznaczyć: liczbę złogów (pojedyncze vs mnogie), ich wielkość, obecność zgrubienia ściany pęcherzyka, płynu okołopęcherzykowego oraz ewentualny dodatni objaw Murphy’ego w USG (ból przy uciśnięciu głowicą w rzucie pęcherzyka). To pomaga lekarzowi prowadzącemu ocenić, czy mamy tylko niepowikłaną kamicę, czy już ostre zapalenie pęcherzyka. W dobrych praktykach technik wykonujący badanie zawsze optymalizuje głębokość, wzmocnienie (gain) i ognisko tak, żeby ściana pęcherzyka i cień za złogami były jak najbardziej czytelne. Dobrze jest też pamiętać o projekcjach: badamy pęcherzyk w przekrojach podłużnych i poprzecznych, zwykle w pozycji na wznak, czasem dodatkowo w leżeniu na lewym boku, żeby ocenić ruchomość kamieni. Taka systematyka bardzo ułatwia pewne rozpoznanie i odróżnienie kamieni od np. polipów czy zagęszczeń żółci.

Pytanie 5

Na obrazie radiologicznym uwidoczniono złamanie kości

Ilustracja do pytania
A. skokowej.
B. sześciennej.
C. strzałkowej.
D. piszczelowej.
Na przedstawionym zdjęciu RTG w projekcji bocznej widoczny jest staw skokowy lewy („L” przy obrazie) oraz dalsze odcinki kości podudzia i kości stępu. Linia złamania przebiega w obrębie kości strzałkowej – dokładniej w części dalszej, w okolicy kostki bocznej. Widać wyraźne przerwanie ciągłości warstwy korowej kości i zarys odłamu kostnego, co jest typowym obrazem złamania strzałki. Kość piszczelowa ma zachowaną, gładką korę, bez szczeliny złamania, a kość skokowa i sześcienna zachowują prawidłowy zarys i strukturę beleczkową.
W praktyce technika radiologiczna zawsze ocenia takie zdjęcie pod kątem trzech rzeczy: ciągłości korowej, ustawienia odłamów oraz szerokości szpar stawowych. W złamaniach kostki bocznej (kości strzałkowej) zwraca się też uwagę na ewentualne poszerzenie szpary stawu skokowo-goleniowego i podwichnięcie kości skokowej, bo to ma wpływ na dalsze leczenie ortopedyczne. Moim zdaniem warto od razu wyrabiać sobie nawyk „skanowania” RTG od góry do dołu: najpierw trzon piszczeli, potem strzałka, dalej kości stępu i śródstopia, dzięki czemu dużo trudniej przeoczyć takie złamanie.
W standardach opisu badań RTG (również wg zaleceń towarzystw ortopedyczno–radiologicznych) podkreśla się konieczność jednoznacznego nazwania złamanej kości, określenia lokalizacji (np. dalsza metaepifiza strzałki) oraz oceny ewentualnego przemieszczenia. Ten obraz dokładnie spełnia kryteria złamania kości strzałkowej, bez cech typowego uszkodzenia kości skokowej, sześciennej czy piszczelowej, dlatego wskazanie odpowiedzi „strzałkowej” jest zgodne z prawidłową interpretacją radiologiczną i z dobrą praktyką kliniczną.

Pytanie 6

Standardowo do wykonania których zdjęć należy zastosować kratkę przeciwrozproszeniową?

A. Czaszki i jamy brzusznej.
B. Czaszki i stawu skokowego.
C. Klatki piersiowej i nadgarstka.
D. Jamy brzusznej i stawu łokciowego.
Prawidłowa odpowiedź wskazuje na czaszkę i jamę brzuszną, co bardzo dobrze oddaje standardowe zasady stosowania kratki przeciwrozproszeniowej w klasycznej radiografii. Kratka (grid) jest potrzebna tam, gdzie mamy stosunkowo grubą część ciała i dużo tkanek miękkich, które generują silne promieniowanie rozproszone na skutek zjawiska Comptona. To rozproszenie psuje kontrast obrazu, powoduje „zamglenie” i utratę szczegółów. Moim zdaniem najłatwiej to zapamiętać tak: im grubsza i bardziej „miękka” anatomicznie okolica, tym większa szansa, że trzeba użyć kratki. W badaniach czaszki najczęściej używa się napięć rzędu 70–80 kV, a grubość struktur kostnych i części miękkich głowy jest na tyle duża, że ilość promieniowania rozproszonego jest istotna. Z mojego doświadczenia, bez kratki obraz byłby wyraźnie bardziej „płaski”, szczególnie przy ocenie struktur podstawy czaszki czy zatok. Podobnie w jamie brzusznej: mamy tam głównie tkanki miękkie, narządy miąższowe, gaz w jelitach, a ekspozycje są wykonywane na dość wysokich wartościach kV. To wszystko sprzyja powstawaniu rozproszenia, więc kratka przeciwrozproszeniowa jest tu praktycznie standardem w prawidłowo prowadzonej pracowni RTG. W dobrych praktykach zaleca się stosowanie kratki dla obszarów o grubości powyżej ok. 10–12 cm, co klasycznie dotyczy właśnie czaszki (w wielu projekcjach) i jamy brzusznej. Warto też pamiętać, że użycie kratki wymaga odpowiedniej centracji wiązki, właściwej odległości ognisko–kratka i dostosowania parametrów ekspozycji (zwykle trzeba podnieść mAs), żeby skompensować pochłanianie promieniowania przez kratkę. W nowoczesnych systemach cyfrowych część ośrodków próbuje ograniczać stosowanie kratki przy mniejszych pacjentach, ale w typowych, dorosłych badaniach czaszki i brzucha kratka nadal pozostaje złotym standardem poprawy jakości obrazu.

Pytanie 7

Który narząd został oznaczony strzałką na obrazie rezonansu magnetycznego?

Ilustracja do pytania
A. Nerka.
B. Trzustka.
C. Wątroba.
D. Śledziona.
Na obrazie rezonansu magnetycznego strzałka wskazuje nerkę – dokładnie jej zarys z charakterystycznym układem kielichowo‑miedniczkowym. Na projekcji czołowej (koronalnej) MR nerki leżą po obu stronach kręgosłupa, mają kształt zbliżony do fasoli i wyraźną granicę między korą a rdzeniem. Wewnątrz widoczny jest centralnie położony układ zbiorczy, który w wielu sekwencjach ma inny sygnał niż otaczający miąższ. To właśnie ten „płatkowaty” obraz w obrębie wnęki nerki dobrze widać tam, gdzie skierowana jest strzałka. Moim zdaniem to jeden z łatwiejszych narządów do rozpoznawania na MR, jeśli raz zapamięta się jego położenie względem kręgosłupa i dużych naczyń. W praktyce klinicznej poprawna identyfikacja nerki na MR jest kluczowa przy ocenie guzów, torbieli, wodonercza, zmian zapalnych czy wad wrodzonych. Radiolodzy zgodnie z zaleceniami towarzystw (np. ESR, EAU) opisują w MR nerki m.in. grubość miąższu, zarys zewnętrzny, sygnał w różnych sekwencjach, obecność zmian ogniskowych oraz stan układu kielichowo‑miedniczkowego i moczowodu. W badaniach z kontrastem ocenia się też perfuzję guza i funkcję wydzielniczą. W technice ważne jest prawidłowe pozycjonowanie pacjenta w osi długiej kręgosłupa i dobór sekwencji T1/T2 oraz ewentualnie sekwencji tłumienia tłuszczu, żeby wyraźnie odróżnić miąższ nerki od otaczającej tkanki tłuszczowej okołonerkowej. Z mojego doświadczenia dobrze jest też zawsze „przelecieć” wzrokiem kolejne warstwy, żeby zobaczyć ciągłość nerki z moczowodem i uniknąć pomyłek z innymi strukturami jamy brzusznej.

Pytanie 8

Którą metodą zostało wykonane badanie kręgosłupa zobrazowane na zdjęciu?

Ilustracja do pytania
A. Rezonansu magnetycznego.
B. Tomografii komputerowej.
C. Scyntygrafii statycznej.
D. Radiologii klasycznej.
Na przedstawionym obrazie widzisz typowy przekrój strzałkowy kręgosłupa wykonany w tomografii komputerowej (TK). Świadczy o tym kilka charakterystycznych cech: obraz jest warstwowy, o wysokiej rozdzielczości przestrzennej, z bardzo wyraźnym odwzorowaniem beleczkowej struktury kostnej trzonów kręgów, łuków i wyrostków. W TK kość ma bardzo wysoką gęstość w skali Hounsfielda, dlatego widoczna jest jako intensywnie jasna, a tkanki miękkie i tłuszcz są odróżnialne po odcieniach szarości. Moim zdaniem to taki „podręcznikowy” przykład obrazu z tomografu, gdzie granice między strukturami są ostre, a deformacje, złamania czy zmiany zwyrodnieniowe można ocenić bardzo precyzyjnie.
W praktyce klinicznej TK kręgosłupa wykonuje się m.in. przy urazach (podejrzenie złamań kompresyjnych, uszkodzeń łuków, zwichnięć), w diagnostyce zmian nowotworowych, przy podejrzeniu zwężeń kanału kręgowego czy przed zabiegami neurochirurgicznymi. Standardem jest rekonstrukcja wielopłaszczyznowa (MPR) – właśnie dzięki niej powstaje taki obraz w płaszczyźnie strzałkowej, mimo że dane źródłowo zbierane są w płaszczyźnie poprzecznej. W dobrych pracowniach zwraca się uwagę na optymalizację dawki promieniowania zgodnie z zasadą ALARA, dobór odpowiednich parametrów (kV, mAs, grubość warstwy) oraz właściwe pozycjonowanie pacjenta, żeby uniknąć artefaktów i konieczności powtarzania badania.
Dodatkowo w TK kręgosłupa zwykle nie stosuje się kontrastu dożylnego, chyba że celem jest ocena naciekania nowotworowego, zmian zapalnych czy struktur naczyniowych. W odróżnieniu od rezonansu magnetycznego, w TK lepiej widać szczegóły kostne, natomiast gorzej struktury wewnątrzkanałowe, jak rdzeń kręgowy czy korzenie nerwowe. Dlatego w praktyce często łączy się TK i MR, ale jeśli chodzi o precyzyjną ocenę kości – tomografia komputerowa jest złotym standardem.

Pytanie 9

Podczas teleradioterapii piersi lewej narządem krytycznym jest

A. trzustka.
B. wątroba.
C. nerka.
D. serce.
Prawidłowo wskazano serce jako narząd krytyczny podczas teleradioterapii piersi lewej. W planowaniu radioterapii pojęcie „narząd krytyczny” oznacza strukturę, której przekroczenie dawki tolerancji może prowadzić do poważnych, często nieodwracalnych powikłań. W napromienianiu piersi lewej serce znajduje się bardzo blisko objętości tarczowej, szczególnie jego przednie ściany, koniuszek i gałąź międzykomorowa przednia. Dlatego w standardach planowania (np. wytyczne ESTRO, QUANTEC) ustala się konkretne ograniczenia dawki dla serca i tętnic wieńcowych, np. średnia dawka dla serca Dmean < 4–5 Gy, ograniczenie objętości serca otrzymującej 20 Gy (V20), a w nowocześniejszych planach także ograniczenia dla lewej tętnicy zstępującej (LAD). Z mojego doświadczenia to jest jeden z kluczowych tematów na praktykach w radioterapii: fizyk i lekarz bardzo dokładnie oglądają rozkład izodoz w okolicy serca i płuca lewego, bo to właśnie tam najłatwiej „przestrzelić” dopuszczalne wartości. W praktyce klinicznej stosuje się różne techniki, żeby serce jak najbardziej oszczędzić: pozycja na brzuchu (prone), technika DIBH (głębokiego wdechu z zatrzymaniem oddechu), IMRT/VMAT czy odpowiedni dobór kątów pól w klasycznej 3D-CRT. Podczas głębokiego wdechu klatka piersiowa się powiększa, serce oddala się od ściany klatki i dzięki temu dawka na serce spada, co ma realny wpływ na zmniejszenie ryzyka późnej kardiotoksyczności, np. choroby wieńcowej, niewydolności serca, zaburzeń rytmu. W dobrych ośrodkach radioterapii kontrola dawki na serce jest traktowana jako standard jakości planu, a nie tylko „dodatek”, bo pacjentka ma żyć wiele lat po zakończeniu leczenia i nie ma sensu leczyć raka, a jednocześnie powoli uszkadzać serce.

Pytanie 10

W zapisie EKG prawidłowego rytmu zatokowego wszystkie załamki P są

A. dodatnie w odprowadzeniach I, II i ujemne w odprowadzeniu aVR.
B. ujemne w odprowadzeniach I, II i dodatnie w odprowadzeniu aVR.
C. dodatnie w odprowadzeniach I, aVR i ujemne w odprowadzeniach II, III.
D. ujemne w odprowadzeniach I, aVR i dodatnie w odprowadzeniach II, III.
Prawidłowo – w rytmie zatokowym załamek P musi być dodatni w odprowadzeniach I oraz II i jednocześnie ujemny w odprowadzeniu aVR. Wynika to bezpośrednio z kierunku przewodzenia pobudzenia z węzła zatokowo-przedsionkowego: impuls biegnie z prawego górnego odcinka przedsionków w dół i w lewo, czyli zasadniczo w stronę elektrody odprowadzenia II oraz I, a od elektrody aVR. Dlatego w standardowych kryteriach EKG przyjmuje się, że taki układ biegunowości załamka P jest jednym z kluczowych wyznaczników prawidłowego rytmu zatokowego. Jeżeli w praktyce klinicznej widzisz załamki P dodatnie w I i II oraz wyraźnie ujemne w aVR, a do tego każdy załamek P poprzedza zespół QRS w stałym odstępie PQ, to z dużym spokojem możesz wpisać w opisie „rytmu zatokowy”. To jest absolutny fundament interpretacji EKG, stosowany w każdej pracowni diagnostyki, od izby przyjęć po oddziały intensywnej terapii. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: zanim zaczniesz doszukiwać się zawałów, bloków czy przerostów, zawsze najpierw oceń załamek P i jego biegunowość w I, II i aVR. W codziennej pracy technika EKG czy ratownika medycznego to naprawdę oszczędza czas i ogranicza pomyłki. Dodatkowo, odchylenie od tego schematu (np. ujemny P w II) od razu sugeruje rytm pozazatokowy – np. ektopowy przedsionkowy, rytm z węzła AV lub nawet rytm z komór, co ma bezpośrednie przełożenie na dalszą diagnostykę i decyzje lekarskie. W standardach interpretacji EKG podkreśla się, że prawidłowy rytm zatokowy to nie tylko częstość 60–100/min, ale właśnie obecność typowych załamków P w odpowiednich odprowadzeniach, co tutaj bardzo ładnie zostało uchwycone.

Pytanie 11

Do czego służy do symulator rentgenowski wykorzystywany w procesie radioterapii?

A. Do weryfikacji dawki podanej pacjentowi w obszarze PTV.
B. Do generowania trójwymiarowych informacji o lokalizacji obszaru guza.
C. Do określania odległości od wirtualnego źródła promieniowania do skóry pacjenta.
D. Do weryfikacji i odwzorowania geometrii pól poszczególnych wiązek terapeutycznych.
Prawidłowo – symulator rentgenowski w radioterapii służy przede wszystkim do weryfikacji i odwzorowania geometrii pól poszczególnych wiązek terapeutycznych. W praktyce oznacza to, że na symulatorze „na sucho” sprawdza się, czy zaplanowane pola napromieniania, kąty obrotu głowicy, kolimatora, ustawienie stołu i pozycja pacjenta rzeczywiście pokrywają się z obszarem, który ma być napromieniony. Moim zdaniem to jest taki etap próbny przed właściwym leczeniem – bez ryzyka podania dawki terapeutycznej. Symulator ma podobną geometrię jak akcelerator (odległość źródło–skóra, zakres ruchów ramienia, kolimatory), ale zamiast wiązki megawoltowej używa promieniowania diagnostycznego, więc można uzyskać obraz rentgenowski i sprawdzić ułożenie pól względem anatomii pacjenta. W standardach radioterapii podkreśla się, że prawidłowe odwzorowanie geometrii pól jest kluczowe dla bezpieczeństwa: dzięki symulacji można wykryć błędy w pozycjonowaniu, złe kąty projekcji, niewłaściwy margines wokół PTV czy niepotrzebne obciążenie narządów krytycznych (OAR). W codziennej pracy używa się symulatora do zaznaczenia na skórze pacjenta linii referencyjnych, punktów laserowych, czasem znaczników tuszem lub tatuaży, które później są używane przy każdym seansie na akceleratorze. Dobre praktyki mówią, że przed pierwszym napromienianiem plan powinien być zweryfikowany geometrycznie – kiedyś głównie na klasycznym symulatorze RTG, dziś coraz częściej na wirtualnym symulatorze opartym na TK, ale zasada jest ta sama: chodzi o kontrolę geometrii pól, a nie o dokładne mierzenie dawki czy tworzenie nowego obrazu 3D. Dzięki temu cały zespół ma większą pewność, że wiązka trafia dokładnie tam, gdzie zaplanował fizyk i lekarz.

Pytanie 12

Na obrazie cyfrowej angiografii subtrakcyjnej strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. pień płucny.
B. pień ramienno-głowowy.
C. żyłę płucną górną prawą.
D. tętnicę szyjną wspólną prawą.
Na obrazie cyfrowej angiografii subtrakcyjnej (DSA) strzałka rzeczywiście wskazuje pień ramienno‑głowowy, czyli pierwszą dużą gałąź łuku aorty wychodzącą po prawej stronie pacjenta. W klasycznej anatomii naczyniowej łuku aorty kolejność odejścia naczyń jest dość stała: najpierw pień ramienno‑głowowy, potem tętnica szyjna wspólna lewa, a następnie tętnica podobojczykowa lewa. Na obrazie DSA w projekcji AP pień ramienno‑głowowy jest widoczny jako stosunkowo krótki, szeroki pień, który następnie dzieli się na tętnicę szyjną wspólną prawą i tętnicę podobojczykową prawą. To rozwidlenie, takie jakby „Y”, jest bardzo charakterystyczne i właśnie w jego okolicy zwykle kieruje się wzrok przy ocenie tego typu badań.
Moim zdaniem, w praktyce technika obrazowania ma tu ogromne znaczenie. Przy dobrze wykonanej angiografii z podaniem kontrastu do aorty wstępującej łuk aorty i jego główne odgałęzienia wypełniają się jednocześnie, co pozwala łatwo rozpoznać pień ramienno‑głowowy po jego położeniu najbardziej po prawej stronie oraz po tym, że dalej dzieli się na dwa duże naczynia. Z kolei tętnica szyjna wspólna prawa będzie już gałęzią wtórną, bardziej dogłowowo i przyśrodkowo, o przebiegu prawie pionowym ku górze.
W dobrych praktykach radiologicznych podkreśla się, że przy interpretacji DSA nie wystarczy patrzeć na sam fragment wskazany strzałką, tylko trzeba „czytać” cały układ naczyń: skąd naczynie wychodzi, w jakiej kolejności, pod jakim kątem, jakie ma dalsze rozgałęzienia. To bardzo pomaga odróżnić np. pień ramienno‑głowowy od tętnicy szyjnej wspólnej prawej. W codziennej pracy (np. przy planowaniu zabiegów wewnątrznaczyniowych, implantacji stentów w łuku aorty, czy przy kwalifikacji do zabiegów na tętnicach szyjnych) prawidłowa identyfikacja pnia ramienno‑głowowego jest kluczowa, bo od niej zależy wybór odpowiedniego dostępu naczyniowego, rodzaju cewnika oraz bezpieczeństwo całej procedury. Dobrze, że kojarzysz ten obraz z anatomią łuku aorty, bo to jest dokładnie to, czego oczekują od personelu pracowni hemodynamicznej i radiologii zabiegowej.

Pytanie 13

Który materiał światłoczuły należy zastosować w rentgenodiagnostyce analogowej, by zminimalizować dawkę promieniowania jonizującego otrzymaną przez pacjenta?

A. Film bez folii wzmacniającej.
B. Film jednostronnie pokryty emulsją.
C. Film z folią wolframowo-wapniową.
D. Film z folią z pierwiastkami ziem rzadkich.
W diagnostyce analogowej kluczowa zasada jest prosta: im wyższa czułość układu obrazującego, tym mniejszą dawkę promieniowania trzeba podać pacjentowi, żeby uzyskać obraz o akceptowalnej jakości. Film z folią z pierwiastkami ziem rzadkich właśnie to zapewnia. Takie folie (np. z lantanem, gadolinem) emitują dużo światła pod wpływem promieniowania rentgenowskiego, a widmo tego światła jest dobrze dopasowane do czułości emulsji filmowej. Dzięki temu większość informacji o obrazie pochodzi z naświetlenia przez światło z folii, a nie bezpośrednio z promieniowania X. W praktyce oznacza to, że można znacząco obniżyć mAs na aparacie i skrócić czas ekspozycji, co zmniejsza zarówno dawkę pochłoniętą przez pacjenta, jak i ryzyko poruszenia. W nowoczesnych standardach radiologii analogowej zaleca się stosowanie folii ze związkami ziem rzadkich właśnie ze względu na wysoki współczynnik wzmocnienia przy jednocześnie akceptowalnej rozdzielczości obrazu. Moim zdaniem to jest taki złoty kompromis: trochę tracimy na ultra-drobnych szczegółach, ale bardzo zyskujemy na bezpieczeństwie pacjenta, a to jest priorytet w ochronie radiologicznej. W badaniach klatki piersiowej, kręgosłupa czy miednicy takie systemy są standardem, bo tam nie potrzebujemy aż tak ekstremalnie wysokiej rozdzielczości jak np. w radiografii stomatologicznej czy badaniach drobnych kości dłoni. Dobrą praktyką jest też dobieranie klas czułości folii (np. 400, 800) do rodzaju badania – im wyższa czułość, tym niższa dawka, ale też trochę gorsza szczegółowość. W każdym razie w kontekście pytania, jeśli celem jest minimalizacja dawki, to film z folią z pierwiastkami ziem rzadkich jest rozwiązaniem najbliższym współczesnym wymaganiom ochrony radiologicznej i zasadzie ALARA.

Pytanie 14

Rutynowe badanie koronarografii prawej tętnicy wieńcowej wykonywane jest w rzucie skośnym przednim

A. lewym pod kątem 60°.
B. prawym pod kątem 60°.
C. lewym pod kątem 45°.
D. prawym pod kątem 45°.
Prawidłowa odpowiedź „lewym pod kątem 60°” odnosi się do klasycznej, rutynowej projekcji skośnej przedniej stosowanej w koronarografii prawej tętnicy wieńcowej (RCA – right coronary artery). W praktyce zabiegowej przyjęło się, że standardowym ujęciem do oceny przebiegu proksymalnego i środkowego odcinka RCA jest projekcja LAO (Left Anterior Oblique) około 60°, często z niewielkim dogięciem czaszkowym lub ogonowym, zależnie od budowy pacjenta. W tej projekcji prawa tętnica wieńcowa „odwija się” z cienia kręgosłupa i przepony, staje się bardziej wyizolowana i można czytelnie ocenić zwężenia, przebieg i ewentualne anomalie anatomiczne. Moim zdaniem warto zapamiętać to tak: RCA – najlepiej widoczna w skośnej przedniej lewej, dość mocno odkręconej (ok. 60°). W pracowni hemodynamicznej operator dobiera kąt na podstawie obrazu na żywo, ale punkt wyjścia jest właśnie taki. Jest to zgodne z typowymi schematami nauczania kardiologii inwazyjnej i z opisami w podręcznikach do angiografii wieńcowej, gdzie jako projekcję rutynową RCA podaje się LAO 30–60°. Taka standaryzacja ujęć ułatwia porównywanie badań między różnymi pracowniami i operatorami. W praktyce technik / pielęgniarka instrumentariuszka powinna kojarzyć, że przy badaniu prawej tętnicy wieńcowej lekarz najczęściej poprosi właśnie o rzut skośny przedni lewy o większym kącie, a nie o małe odchylenie czy projekcję prawoskośną. Dzięki temu przygotowanie ramienia C-ramienia jest szybsze, a ekspozycja krótsza, co zmniejsza dawkę promieniowania dla pacjenta i personelu. Dodatkowo dobra znajomość standardowych projekcji pomaga potem w interpretacji obrazów – łatwiej rozpoznać, który segment naczynia oglądamy i jak układa się ono w przestrzeni.

Pytanie 15

Promieniowanie jonizujące pośrednio to

A. promieniowanie α
B. promieniowanie β⁺
C. promieniowanie β⁻
D. promieniowanie γ
Promieniowanie γ zaliczamy do promieniowania jonizującego pośrednio, ponieważ samo w sobie jest strumieniem fotonów, czyli kwantów energii elektromagnetycznej, a nie naładowanych cząstek. Foton γ nie „wyrywa” elektronów z atomów bezpośrednio jak cząstka naładowana, tylko najpierw oddziałuje z materią (np. z elektronem powłokowym lub jądrem), wytwarzając wtórne cząstki naładowane – głównie elektrony wtórne. Dopiero te elektrony powodują zasadniczą część jonizacji w tkankach. Dlatego mówimy, że γ jonizuje pośrednio. W praktyce medycznej ma to ogromne znaczenie. W radioterapii z użyciem przyspieszaczy liniowych albo aparatów Co-60 wiązka promieniowania γ lub wysokoenergetycznego X przenika głębiej w ciało, a maksimum dawki pojawia się na pewnej głębokości, właśnie przez generację wtórnych elektronów. Dzięki temu można lepiej oszczędzić skórę i dostarczyć większą dawkę do guza położonego głębiej, co jest standardem w nowoczesnym planowaniu napromieniania. Podobnie w diagnostyce medycyny nuklearnej – w gammakamerze rejestrujemy fotony γ emitowane przez radioizotop (np. 99mTc), które same są nienaładowane, więc dobrze przechodzą przez tkanki, a ich detekcja wymaga kryształu scyntylacyjnego i fotopowielaczy. Z mojego doświadczenia, zrozumienie, że γ jest promieniowaniem pośrednio jonizującym, pomaga ogarnąć, czemu ochrona radiologiczna opiera się na grubych ekranach z ołowiu czy betonu: ekran nie tyle zatrzymuje ładunek, co pochłania fotony i ogranicza powstawanie wtórnych elektronów w organizmie osoby narażonej. To też tłumaczy, dlaczego normy dawek i zasada ALARA tak mocno podkreślają czas, odległość i osłony – bo pracujemy z promieniowaniem, które ma duży zasięg i jonizuje trochę „okrężną drogą”.

Pytanie 16

Parametrem krwi, który powinien zostać oznaczony u pacjenta przed wykonaniem badania MR z kontrastem, jest

A. bilirubina.
B. kreatynina.
C. fibrynogen.
D. hemoglobina.
Prawidłowo wskazana została kreatynina. Przy badaniu rezonansu magnetycznego z podaniem kontrastu najważniejsze jest oszacowanie wydolności nerek pacjenta, bo większość stosowanych środków kontrastowych (zwłaszcza gadolinowych) jest wydalana właśnie przez nerki. Standardowo ocenia się stężenie kreatyniny w surowicy i na tej podstawie wylicza się eGFR (szacunkowy współczynnik przesączania kłębuszkowego). To właśnie eGFR mówi nam, czy ryzyko powikłań po kontraście jest akceptowalne. W praktyce, zgodnie z zaleceniami wielu towarzystw radiologicznych, przy eGFR powyżej ok. 30 ml/min/1,73 m² podanie kontrastu gadolinowego jest zazwyczaj uznawane za względnie bezpieczne, oczywiście przy braku innych przeciwwskazań. Przy niższych wartościach planuje się badanie bardzo ostrożnie, czasem rezygnuje się z kontrastu, dobiera się inny środek albo konsultuje z nefrologiem. W pracowni obrazowej wygląda to tak: przed planowanym MR z kontrastem pacjent ma w skierowaniu lub w dokumentacji aktualny wynik kreatyniny. Technik lub pielęgniarka sprawdza datę i wartość, lekarz opisujący albo radiolog kwalifikujący ocenia, czy można bezpiecznie podać kontrast. Moim zdaniem to jest jeden z tych parametrów, które naprawdę warto mieć „w małym palcu”, bo pojawia się non stop przy badaniach TK i MR. Dodatkowo pamiętaj, że oznaczenie kreatyniny jest szybkie, tanie i szeroko dostępne, dlatego weszło do standardu przed wieloma badaniami z kontrastem. To typowy przykład, jak proste badanie laboratoryjne realnie zwiększa bezpieczeństwo procedury obrazowej.

Pytanie 17

Który element żołądka zaznaczono strzałką na zdjęciu rentgenowskim?

Ilustracja do pytania
A. Dno.
B. Trzon.
C. Wpust.
D. Odźwiernik.
Na zdjęciu kontrastowym żołądka strzałka wskazuje najwyżej położoną część narządu, wypełnioną kontrastem i powietrzem – to właśnie dno żołądka. Anatomicznie dno leży powyżej linii wpustu (połączenia przełyku z żołądkiem) i tworzy charakterystyczną „kopułę”, która na zdjęciach w pozycji stojącej jest zwykle najbardziej ku górze i lekko po lewej stronie. W badaniach RTG z kontrastem, zgodnie z typowymi opisami radiologicznymi, dno jest miejscem, gdzie gromadzi się pęcherzyk gazowy żołądka, a kontrast układa się poniżej niego, co daje taki wyraźny, zaokrąglony obrys, jak na tym obrazie. W praktyce technika radiologii musi kojarzyć typowy kształt i położenie poszczególnych części żołądka na zdjęciach: dno u góry, trzon bardziej centralnie, odźwiernik niżej i po prawej. To pomaga nie tylko przy samym opisie, ale też przy prawidłowym pozycjonowaniu pacjenta do badań pasażu przewodu pokarmowego czy gastrografii. Moim zdaniem rozpoznawanie dna na RTG to jedna z podstaw, bo zaburzenia jego zarysowania (np. przemieszczenie kopuły gazowej, ubytki wypełnienia, poziomy płyn–gaz) mogą sugerować przepuklinę rozworu przełykowego, zmiany guzowate albo powikłania pooperacyjne. W standardach opisów badań przewodu pokarmowego zawsze zwraca się uwagę na zarys dna, jego wypełnienie kontrastem i obecność gazu. Jeśli na kolejnych zdjęciach widzisz, że najwyższa część żołądka jest gładka, dobrze obrysowana i kontrast rozlewa się szeroko – praktycznie zawsze patrzysz na dno. Takie kojarzenie anatomii z obrazem naprawdę ułatwia potem naukę bardziej skomplikowanych patologii.

Pytanie 18

Wskazaniem do wykonania przesiewowego badania densytometrycznego jest

A. niedoczynność przysadki.
B. niedoczynność przytarczyc.
C. nadczynność przysadki.
D. nadczynność przytarczyc.
Nadczynność przytarczyc to rzeczywiście jedno z głównych wskazań do wykonania przesiewowego badania densytometrycznego, czyli popularnego badania DXA, które ocenia gęstość mineralną kości. W praktyce lekarskiej to właśnie hiperkalcemia, wynikająca z nadmiaru parathormonu, prowadzi do wzmożonej resorpcji kości i w efekcie zwiększonego ryzyka osteoporozy oraz złamań. Z mojego doświadczenia wynika, że pacjenci z nadczynnością przytarczyc mogą nawet nie zdawać sobie sprawy z postępującej utraty masy kostnej, bo objawy są często mało charakterystyczne. Standardy postępowania, chociażby zalecenia Polskiego Towarzystwa Osteoartrologii czy międzynarodowe wytyczne, jednoznacznie wskazują na takie przewlekłe choroby endokrynologiczne jako bezwzględne wskazania do przesiewowej oceny stanu kości. W praktyce, wykrycie obniżonej gęstości kości u tych chorych pozwala zawczasu rozpocząć leczenie i zapobiec groźnym powikłaniom. Warto pamiętać, że densytometria w tej grupie pacjentów to nie tylko narzędzie diagnostyczne, ale też element monitorowania efektów terapii – moim zdaniem nie można tego bagatelizować. W codziennej pracy, jeśli widzę pacjenta z rozpoznaną nadczynnością przytarczyc, badanie DXA jest dla mnie rutyną, podobnie jak u kobiet po 65. roku życia czy pacjentów po złamaniach osteoporotycznych. Pamiętaj też, że taką diagnostykę można potem powtarzać, żeby sprawdzać, jak leczenie wpływa na gęstość kości. To naprawdę konkretne i praktyczne narzędzie w leczeniu chorób układu kostnego.

Pytanie 19

Na ilustracji przedstawiono ułożenie pacjenta do wykonania zdjęcia rentgenowskiego

Ilustracja do pytania
A. kości piętowej.
B. palców stopy.
C. śródstopia.
D. stopy.
Na zdjęciu widać klasyczne ułożenie pacjenta do wykonania projekcji AP stopy – stopa leży podeszwą na detektorze (kaseta / płyta obrazująca), palce są wyprostowane, a wiązka promieniowania będzie padała z góry, prostopadle lub lekko skośnie, na całą stopę. Strzałka wskazuje mniej więcej środek pola ekspozycji, czyli okolice środka stopy, co jest typowe dla standardowego badania RTG stopy, a nie tylko pojedynczego odcinka, jak kość piętowa czy palce. W praktyce technik elektroradiolog ustawia centralną wiązkę tak, aby objąć jednocześnie paliczki, śródstopie i tyłostopie, bo celem jest ocena całej architektury stopy: łuku podłużnego, ustawienia kości śródstopia, stawów śródstopno‑paliczkowych i stępu. Dla kości piętowej stosuje się zupełnie inne pozycjonowanie – pięta jest wtedy najczęściej odsunięta i wykonywana jest projekcja boczna lub osiowa, z wyraźnym ukierunkowaniem na kość piętową i staw skokowo‑piętowy. Z kolei zdjęcia palców wymagają bardziej precyzyjnego ogniskowania na konkretny promień (np. paluch) oraz użycia mniejszego pola ekspozycji, często też innego ułożenia, żeby uniknąć nakładania się sąsiednich struktur. Moim zdaniem warto zapamiętać, że przy „zdjęciu stopy” standardem jest objęcie wszystkich kości od paliczków aż po tyłostopie w jednym polu, co dokładnie sugeruje ta ilustracja. W praktyce klinicznej takie badanie wykonuje się bardzo często przy urazach, deformacjach (np. płaskostopie, hallux valgus) czy bólach przeciążeniowych, dlatego poprawne pozycjonowanie całej stopy jest kluczowe dla jakości diagnostycznej obrazu i zgodne z zasadami dobrej praktyki radiologicznej.

Pytanie 20

Które znaczniki są wykorzystywane w scyntygrafii tarczycy?

A. Jod 131 i technet 99m
B. Mikrosfery albuminowe i jod 132
C. Mikrosfery albuminowe i jod 131
D. Mikrosfery albuminowe i technet 99m
Prawidłowo wskazane znaczniki – jod 131 i technet 99m – to klasyczne i w zasadzie podręcznikowe radioizotopy stosowane w scyntygrafii tarczycy. W praktyce medycyny nuklearnej oba wykorzystuje się do oceny funkcji i budowy gruczołu, ale w trochę innych sytuacjach. Technet 99m (a dokładniej nadtechnecjan Tc‑99m) jest pobierany przez komórki tarczycy podobnie jak jod, ale nie jest przez nie wbudowywany w hormony. Dzięki temu daje szybki, czysty obraz rozmieszczenia czynnego miąższu – świetnie nadaje się do rutynowych badań scyntygraficznych, oceny guzków „zimnych” i „gorących”, kontroli po leczeniu zachowawczym nadczynności. W standardach pracowni medycyny nuklearnej Tc‑99m jest izotopem pierwszego wyboru do typowej scyntygrafii, bo ma krótki okres półtrwania i emituje głównie promieniowanie gamma o energii idealnej dla gammakamery. Jod 131 ma inne zastosowanie: służy głównie do badań jodochwytności, planowania terapii jodem promieniotwórczym oraz do terapii nadczynności i raka tarczycy. Emituje promieniowanie beta (terapeutyczne) i gamma (diagnostyczne), ale z racji wyższej dawki i gorszej jakości obrazowania w nowoczesnych standardach rzadziej używa się go do klasycznej scyntygrafii obrazowej, a bardziej do procedur terapeutyczno‑diagnostycznych. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć: tarczyca = izotopy jodu + Tc‑99m, a nie mikrosfery czy inne radiofarmaceutyki narządowo‑nieswoiste. W praktyce technik medycyny nuklearnej musi wiedzieć, że do scyntygrafii tarczycy przygotowuje się właśnie preparaty jodu promieniotwórczego albo nadtechnecjanu, zgodnie z procedurami, kontrolą jakości radiofarmaceutyku i zasadami ochrony radiologicznej.

Pytanie 21

Obrazowanie portalowe w radioterapii służy do

A. pozycjonowania pacjenta.
B. weryfikacji pola napromienianego.
C. przekazywania danych o pacjencie.
D. zniekształcenia wiązki promieniowania.
Prawidłowo – obrazowanie portalowe w radioterapii służy przede wszystkim do weryfikacji pola napromienianego, czyli sprawdzenia, czy wiązka promieniowania pada dokładnie tam, gdzie została zaplanowana w systemie planowania leczenia. W praktyce wygląda to tak, że przed lub na początku frakcji wykonuje się obraz portalowy (EPID, portal imaging) przy użyciu tej samej głowicy akceleratora, którą napromienia się pacjenta. Ten obraz porównuje się potem z obrazem referencyjnym z systemu planowania (DRR – digitally reconstructed radiograph) albo z wcześniejszymi obrazami kontrolnymi. Dzięki temu można ocenić, czy pole terapeutyczne pokrywa obszar tarczowy (CTV/PTV), czy nie ma przemieszczenia kości, narządów krytycznych albo rotacji pacjenta. W nowoczesnych ośrodkach stosuje się różne techniki: klasyczne zdjęcia portalowe 2D, kV imaging, a także CBCT (tomografia stożkowa) wykonywana na akceleratorze. Wszystkie one mają ten sam główny cel – kontrola geometrii napromieniania. Z dobrych praktyk wynika, że przed pierwszą frakcją wykonuje się bardzo dokładną weryfikację pola, a potem okresowe kontrole (np. co kilka frakcji) albo nawet codzienne, zwłaszcza przy technikach IMRT/VMAT, gdzie marginesy bezpieczeństwa są mniejsze. Moim zdaniem kluczowe jest zrozumienie, że obrazowanie portalowe nie jest „dla ciekawości”, tylko realnie zmniejsza ryzyko napromienienia zdrowych tkanek i poprawia trafienie w guz. Właśnie dlatego w wytycznych radioterapeutycznych (IGRT – image guided radiotherapy) podkreśla się obowiązkową weryfikację ustawienia pola napromienianego przed podaniem dawki terapeutycznej.

Pytanie 22

W pracowni radioterapii wyświetlenie na ekranie monitora aparatu komunikatu „ROTATION” oznacza prowadzoną terapię

A. całego ciała.
B. paliatywną.
C. radykalną.
D. obrotową.
Prawidłowo, komunikat „ROTATION” na konsoli akceleratora liniowego oznacza, że prowadzona jest terapia obrotowa, czyli napromienianie przy ciągłym obrocie głowicy aparatu wokół pacjenta. Chodzi o to, że wiązka promieniowania nie pada z jednego lub kilku statycznych pól, tylko „okrąża” pacjenta po zadanym łuku lub pełnym obrocie 360°. W praktyce klinicznej stosuje się takie techniki głównie w teleterapii, np. przy napromienianiu guzów mózgu, guzów w obrębie miednicy czy klatki piersiowej, gdy zależy nam na jak najlepszym rozkładzie dawki i ochronie tkanek zdrowych. Dzięki terapii obrotowej dawka w guzie sumuje się z wielu kierunków, a narządy krytyczne dostają mniejsze dawki cząstkowe z każdego pojedynczego przejścia wiązki. Moim zdaniem to jeden z fajniejszych przykładów, jak geometria ruchu aparatu realnie wpływa na bezpieczeństwo pacjenta. Współczesne systemy planowania leczenia wykorzystują różne odmiany terapii obrotowej, np. techniki łukowe (arc therapy), VMAT, czy rotacyjne techniki 3D, gdzie ruch gantry jest ściśle zsynchronizowany z kolimatorem i czasem z ruchem stołu. Operator, widząc na monitorze tryb „ROTATION”, powinien zawsze sprawdzić wcześniej w karcie zabiegowej i w systemie planowania, czy zaplanowany jest łuk, ile stopni ma obejmować, w jakim kierunku obraca się gantry i czy parametry dawki zgadzają się z zatwierdzonym planem. To jest standard dobrej praktyki: przed włączeniem napromieniania potwierdzić tryb pracy aparatu (statyczny, rotacyjny, IMRT, itp.), pozycję pacjenta, ustawienie izocentrum i ewentualne akcesoria unieruchamiające. W pracowni radioterapii takie szczegóły decydują o jakości i powtarzalności leczenia, więc rozpoznawanie komunikatów typu „ROTATION” to podstawa codziennej pracy przy akceleratorze.

Pytanie 23

Na zamieszczonym obrazie RM nadgarstka lewego strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. łódeczkowatą.
B. księżycowatą.
C. haczykowatą.
D. główkowatą.
Na obrazie MR w projekcji czołowej strzałka wskazuje typową lokalizację kości księżycowatej (os lunatum) w szeregu bliższym nadgarstka. Kość księżycowata leży pośrodku między kością łódeczkowatą od strony promieniowej a kością trójgraniastą od strony łokciowej, bezpośrednio przylega do powierzchni stawowej dalszej nasady kości promieniowej. Na obrazach MR ma charakterystyczny, mniej więcej półksiężycowaty kształt, z wyraźnie widoczną warstwą podchrzęstną i gąbczastą strukturą w środku. W prawidłowym badaniu, takim jak na tym zdjęciu, widzimy równomierny sygnał ze szpiku kostnego i gładkie obrysy powierzchni stawowych. Z mojego doświadczenia w praktyce technika obrazowania nadgarstka bardzo ważne jest prawidłowe pozycjonowanie ręki i zastosowanie cienkich warstw w sekwencjach T1 i T2 z saturacją tłuszczu, bo dopiero wtedy szczegóły anatomii szeregu bliższego są naprawdę czytelne. Kość księżycowata ma duże znaczenie kliniczne: to właśnie ona jest najczęściej zajęta w chorobie Kienböcka (martwica jałowa), gdzie na MR obserwuje się obniżenie sygnału w T1 i obrzęk szpiku w sekwencjach T2-zależnych. Radiolog, opisując MR nadgarstka zgodnie z dobrymi praktykami, zawsze ocenia położenie i kształt lunatum pod kątem ewentualnej niestabilności nadgarstka, podwichnięcia czy konfliktu z kością promieniową. W standardach opisowych zwraca się też uwagę na szerokość szpar stawowych między łódeczkowatą, księżycowatą i główkowatą, bo ich zaburzenie może świadczyć o uszkodzeniu więzadeł międzykostnych. Umiejętność pewnego rozpoznawania kości księżycowatej na MR bardzo ułatwia dalszą orientację w złożonej anatomii nadgarstka, a później dokładne lokalizowanie zmian pourazowych i zwyrodnieniowych.

Pytanie 24

W obrazowaniu MR do uwidocznienia naczyń krwionośnych jest stosowana sekwencja

A. EPI
B. TOF
C. DWI
D. STIR
Prawidłowa odpowiedź to TOF, czyli technika Time of Flight. Jest to specjalny rodzaj angiografii MR (MRA), który wykorzystuje zjawisko napływu świeżej, niespoczynkowej krwi do warstwy obrazowania. Krew płynąca w naczyniach ma inny stan namagnesowania niż otaczające ją tkanki stacjonarne, dzięki czemu w odpowiednio zaprojektowanej sekwencji gradientowo-echo (GRE) naczynia wychodzą bardzo jasno na tle przytłumionych tkanek. Moim zdaniem to jedna z fajniejszych sztuczek fizycznych w MR, bo pozwala zobaczyć naczynia bez podawania kontrastu. W praktyce klinicznej TOF stosuje się głównie do oceny tętnic wewnątrzczaszkowych, tętnic szyjnych, czasem tętnic kręgowych i koła Willisa. Standardem jest 3D TOF w badaniach neuroangiograficznych – daje wysoką rozdzielczość przestrzenną, możliwość rekonstrukcji MIP (maximum intensity projection) oraz dobre uwidocznienie zwężeń, tętniaków czy malformacji naczyniowych. W badaniach wydolności tętnic szyjnych często łączy się TOF z sekwencjami T1 i T2, żeby jednocześnie ocenić zarówno światło naczynia, jak i blaszkę miażdżycową. Warto też kojarzyć, że TOF jest techniką niekontrastową, w przeciwieństwie do klasycznej angiografii kontrastowej czy MRA z gadolinem – szczególnie ważne u pacjentów z niewydolnością nerek, gdzie unikamy kontrastu. Dobrą praktyką jest odpowiednie ustawienie kierunku przepływu względem płaszczyzny skanowania, bo TOF najlepiej działa, gdy krew napływa prostopadle do warstwy. Jeśli przepływ jest bardzo wolny albo bardzo turbulentny, kontrast naczyń może się pogarszać, więc technik musi świadomie dobrać parametry TR, flip angle i grubość warstw. W diagnostyce radiologicznej TOF jest po prostu podstawowym narzędziem do nieinwazyjnej oceny naczyń w MR bez kontrastu.

Pytanie 25

Który typ głowicy ultrasonograficznej przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Liniową.
B. Sektorową.
C. Konweksową.
D. Endokawitarną.
Na ilustracji widać głowicę liniową – charakterystyczną po prostokątnym, równym czołie emitera, które tworzy długi, płaski pasek kryształów piezoelektrycznych. W przekroju wiązka ma kształt prostokąta, a obraz powstaje jako równoległe linie skanowania, bez zwężania się w „wachlarz” jak w głowicach sektorowych czy konweksowych. Taka konstrukcja daje szerokie okno akustyczne tuż pod powierzchnią skóry i bardzo dobrą rozdzielczość przestrzenną w badaniu struktur położonych płytko. W praktyce klinicznej głowice liniowe stosuje się głównie do badania tkanek powierzchownych: tarczycy, sutka, moszny, naczyń (USG dopplerowskie tętnic szyjnych, żył kończyn dolnych), narządu ruchu (ścięgna, więzadła, mięśnie) oraz w ultrasonografii przyłóżkowej do oceny ściany brzucha, punkcji naczyniowych czy blokad nerwów. Z mojego doświadczenia w pracowniach diagnostycznych przyjmuje się jako dobrą praktykę, że do struktur powierzchownych wybiera się właśnie głowicę liniową o wysokiej częstotliwości, najczęściej 7,5–15 MHz, bo wyższa częstotliwość oznacza lepszą rozdzielczość kosztem głębokości penetracji, co w tym przypadku jest korzystne. W wytycznych i kursach z ultrasonografii podkreśla się, żeby przy USG naczyniowym zawsze zaczynać od głowicy liniowej, a dopiero przy bardzo głębokim położeniu naczyń rozważać inne typy. Warto też pamiętać, że płaski kształt czoła ułatwia dokładne dociśnięcie do skóry i stabilne prowadzenie głowicy wzdłuż naczyń czy ścięgien, co przekłada się na powtarzalność badania i lepszą jakość dokumentacji obrazowej.

Pytanie 26

Przy ułożeniu do zdjęcia kręgów szyjnych CIII-CVII w projekcji przednio-tylnej lampa może być odchylona o kąt

A. 40°-45° dogłowowo.
B. 10°-15° dogłowowo.
C. 10°-15° doogonowo.
D. 40°-45° doogonowo.
Prawidłowa odpowiedź 10°–15° dogłowowo wynika z geometrii promienia centralnego i ułożenia kręgosłupa szyjnego w projekcji przednio-tylnej. Szyja ma naturalną lordozę, a wyrostki kolczyste i trzony kręgów CIII–CVII nie leżą idealnie prostopadle do kasety. Gdybyśmy ustawili lampę bez kąta, promień padałby bardziej na wyrostki kolczyste i barki, a trzony kręgów byłyby częściowo zasłonięte i zniekształcone. Odchylenie lampy dogłowowo o 10°–15° pozwala „wycelować” promień centralny w przestrzenie międzykręgowe i lepiej uwidocznić trzony kręgów szyjnych, minimalizując nakładanie się struktur i skrócenie rzutowe. W praktyce technik celuje zwykle na poziom C4–C5, przy ustabilizowanej głowie, barkach opuszczonych możliwie nisko i brodzie lekko uniesionej, tak aby podnieść żuchwę z pola obrazowania. Moim zdaniem warto zapamiętać tę wartość kąta jako standard dla AP kręgosłupa szyjnego w pozycji stojącej lub siedzącej, szczególnie gdy barki są masywne. W wielu podręcznikach do techniki RTG podkreśla się, że kąt powyżej 15° może już powodować nienaturalne rozciągnięcie obrazowanych struktur, a zbyt mały kąt pogarsza widoczność przestrzeni międzykręgowych. W codziennej pracy dobrze jest porównać zdjęcie z opisem technicznym: czy widoczne są wszystkie trzony CIII–CVII, czy linia krawędzi trzonów jest gładka, bez dużych deformacji perspektywicznych. Jeżeli obraz jest „spłaszczony” lub przestrzenie międzykręgowe się zlewają, to jednym z pierwszych podejrzeń jest właśnie niewłaściwy kąt odchylenia lampy. Dlatego stosowanie 10°–15° dogłowowo uważa się za dobrą praktykę i standardowe ustawienie w klasycznej projekcji AP kręgów szyjnych.

Pytanie 27

Dobierz dla standardowego pacjenta projekcję, pozycję i sposób ułożenia kasety o wymiarach 30 cm x 40 cm do zdjęcia przeglądowego układu moczowego.

ProjekcjaPozycjaUłożenie kasety
1.AP3.stojąca5.poprzeczne
2.PA4.leżąca6.podłużne
A. 1, 3, 5
B. 1, 4, 6
C. 2, 3, 6
D. 2, 4, 5
Prawidłowo dobrana kombinacja 1, 4, 6 oznacza projekcję AP, pozycję leżącą i ułożenie kasety podłużne – dokładnie tak, jak wykonuje się standardowe zdjęcie przeglądowe układu moczowego (tzw. KUB – kidneys, ureters, bladder). W praktyce klinicznej większość takich badań robi się w pozycji leżącej na plecach, bo pozwala to spokojnie ułożyć pacjenta, dobrze wycentrować wiązkę i zminimalizować poruszenie. Projekcja AP oznacza, że promień główny biegnie od przodu do tyłu pacjenta, czyli pacjent leży plecami na detektorze, a lampa jest nad brzuchem. To jest najbardziej klasyczny układ w radiografii przeglądowej jamy brzusznej i miednicy. Kaseta 30×40 cm w tym badaniu powinna być ułożona wzdłuż długiej osi ciała (podłużnie), żeby objąć od górnych biegunów nerek aż do okolicy spojenia łonowego i pęcherza moczowego. Przy ułożeniu poprzecznym zwykle zabrakłoby zasięgu w kierunku czaszkowo-ogonowym, szczególnie u wyższych pacjentów. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą regułę: gdy interesuje nas cały układ moczowy w jednym ujęciu, wybieramy AP leżące z kasetą podłużnie, centrowanie na poziom grzebieni biodrowych, lekkie zwiększenie kV w stosunku do typowego brzucha, tak żeby dobrze uwidocznić zarysy nerek, cienie złogów i gaz w jelitach. W wielu pracowniach to badanie jest jednym z podstawowych przed urografią czy TK, więc dobrze opanowana technika AP leżące + kaseta podłużnie to po prostu codzienny chleb technika RTG.

Pytanie 28

Na ilustracji przedstawiono zjawisko

Ilustracja do pytania
A. anihilacji.
B. emisji fotonu.
C. tworzenia par.
D. fotoelektryczne.
Poprawnie rozpoznano zjawisko fotoelektryczne. Na ilustracji widać kwant promieniowania (γ lub ogólnie foton), który pada na elektron związany w atomie, a następnie wybija go, tworząc elektron swobodny. Dokładnie to opisuje wzór Eₑ = hν − E_w, gdzie hν to energia fotonu, a E_w to energia wiązania elektronu w atomie. Różnica tych energii jest przekazywana elektronowi jako energia kinetyczna. W praktyce medycznej to zjawisko jest absolutnie kluczowe dla diagnostyki obrazowej w zakresie promieniowania X: w detektorach cyfrowych, w błonach rentgenowskich, w komorach jonizacyjnych, dozymetrach – wszędzie tam konwersja promieniowania na ładunek elektryczny opiera się właśnie na efekcie fotoelektrycznym. Moim zdaniem warto pamiętać, że efekt fotoelektryczny dominuje przy niższych energiach fotonów (kilkadziesiąt keV), czyli typowych dla klasycznej radiografii i mammografii. Z tego wynika silna zależność pochłaniania od liczby atomowej Z – kości (wapń, wysoka Z) pochłaniają dużo bardziej niż tkanki miękkie, dzięki czemu na zdjęciu RTG mamy wyraźny kontrast. Właśnie dlatego dobór napięcia na lampie rentgenowskiej (kV) jest tak ważny: zbyt wysokie kV zwiększa udział zjawiska Comptona kosztem fotoelektrycznego i obraz staje się bardziej „płaski”, z gorszym kontrastem tkankowym. Efekt fotoelektryczny ma też duże znaczenie w ochronie radiologicznej – materiały osłonowe o dużej liczbie atomowej (np. ołów) bardzo skutecznie pochłaniają promieniowanie właśnie przez ten mechanizm. W podręcznikach z fizyki medycznej podkreśla się, że zrozumienie tego zjawiska jest podstawą świadomego ustawiania parametrów ekspozycji i oceny jakości obrazu, a nie tylko „klikania” domyślnych protokołów.

Pytanie 29

Ligand stosuje się

A. w medycynie nuklearnej jako nośnik radiofarmaceutyku.
B. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący negatywny.
C. w radiologii klasycznej jako środek kontrastujący pozytywny.
D. w rezonansie magnetycznym jako środek kontrastujący pozytywny.
Prawidłowo – ligand w tym kontekście to związek chemiczny, który w medycynie nuklearnej służy jako nośnik radiofarmaceutyku. Mówiąc prościej: ligand „prowadzi” znacznik promieniotwórczy dokładnie do tej tkanki, którą chcemy zobrazować albo ocenić czynnościowo. Radioizotop sam z siebie zwykle nie jest wybiórczy, dopiero po połączeniu z odpowiednim ligandem powstaje radiofarmaceutyk o określonym powinowactwie, np. do kości, mięśnia sercowego, receptorów somatostatynowych czy komórek nowotworowych. Przykładem są związki znakowane technetem-99m, gdzie część „Tc-99m” odpowiada za emisję promieniowania gamma, a część ligandowa (np. MDP dla kości, sestamibi dla serca) decyduje o dystrybucji w organizmie. W badaniach PET podobnie: 18F-FDG to glukoza zmodyfikowana tak, by przenosić izotop fluoru – glukozowa część pełni rolę ligandu, który wykorzystuje naturalny metabolizm komórek. W praktyce klinicznej dobór właściwego ligandu ma ogromne znaczenie dla czułości i swoistości badania. Standardy medycyny nuklearnej (np. zalecenia EANM) podkreślają konieczność stosowania radiofarmaceutyków o dobrze zdefiniowanych właściwościach farmakokinetycznych i receptorowych. Moim zdaniem warto zapamiętać prosty schemat: izotop = źródło promieniowania, ligand = adres na który to promieniowanie „wysyłamy”. Bez ligandu badanie scyntygraficzne czy PET byłoby dużo mniej użyteczne, bo nie mielibyśmy tak fajnej selektywności narządowej i receptorowej, którą wykorzystuje się na co dzień choćby w diagnostyce onkologicznej, kardiologii czy w badaniach układu kostnego.

Pytanie 30

Na radiogramie czaszki strzałką zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. gałąź żuchwy.
B. zatokę szczękową.
C. zachyłek jarzmowy.
D. część skalistą kości skroniowej.
Na zdjęciu RTG czaszki w projekcji czołowej strzałka wskazuje na część skalistą kości skroniowej. To jest ten bardzo gęsty, mocno zacieniony fragment kości położony bocznie i nieco ku dołowi od podstawy czaszki. Część skalista (pars petrosa) ma największą gęstość kostną w obrębie czaszki, dlatego na obrazie RTG jest wyraźnie bielsza niż otaczające struktury. W jej obrębie znajduje się m.in. przewód słuchowy wewnętrzny, kosteczki słuchowe i struktury ucha wewnętrznego – to kluczowy rejon w otologii i neurochirurgii. Moim zdaniem warto zapamiętać, że na klasycznych projekcjach czaszki właśnie ta część kości skroniowej „świeci” najmocniej, tworząc charakterystyczne zgrubienie przy podstawie. W praktyce technika obrazowania tego obszaru wymaga dobrego doboru parametrów ekspozycji, bo zbyt niskie kV spowoduje niedoświetlenie struktur głębiej położonych, a za wysokie – utratę kontrastu w zatokach czy oczodołach. W diagnostyce radiologicznej część skalista jest ważnym punktem orientacyjnym przy ocenie złamań podstawy czaszki, zmian nowotworowych w okolicy kąta mostowo-móżdżkowego czy zapaleń wyrostka sutkowatego. W TK wysokiej rozdzielczości ocenia się szczegółowo kanały kostne i pneumatykę wyrostka sutkowatego, ale podstawowa orientacja zaczyna się właśnie od umiejętności rozpoznania tej struktury na zwykłym RTG. Dobra praktyka jest taka, żeby zawsze „przelecieć wzrokiem” po obu kościach skroniowych symetrycznie – różnice w zarysie części skalistej lub jej zacienieniu mogą być pierwszym sygnałem patologii.

Pytanie 31

Na którym obrazie TK uwidoczniony jest artefakt spowodowany ruchami oddechowymi pacjenta?

A. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany jest obraz 1. Na tym przekroju TK widać bardzo charakterystyczne, „pofalowane”, zygzakowate zniekształcenie konturów tkanek miękkich i ścian jamy brzusznej, jakby ktoś przesunął fragment obrazu w bok. Struktury anatomiczne nie są ostro odcięte, tylko rozciągnięte i nieregularne w kierunku osi Z i częściowo w płaszczyźnie obrazu. To typowy artefakt ruchowy wynikający z oddychania pacjenta w trakcie akwizycji danych. W TK brzucha i klatki piersiowej ruch oddechowy przepony oraz przesuwanie się narządów (wątroba, śledziona, jelita) powoduje, że kolejne projekcje są zbierane z narządami w nieco innym położeniu. Rekonstrukcja takiego „mieszanego” zestawu danych skutkuje właśnie takim falowaniem, rozmyciem, czasem podwójnymi konturami. W praktyce, zgodnie z dobrymi standardami (ESR, wytyczne producentów skanerów), badając jamę brzuszną prosimy pacjenta o wstrzymanie oddechu na czas skanu, stosujemy krótkie czasy rotacji lampy, odpowiednio dobraną kolimację i pitch, żeby skrócić czas zbierania danych. U pacjentów, którzy mają problem ze współpracą (np. dzieci, osoby z dusznością), często warto rozważyć techniki niskodawkowe z bardzo szybkim skanem, a czasem nawet sedację. Moim zdaniem kluczowe jest też dokładne wytłumaczenie pacjentowi przed badaniem, jak ma oddychać i kiedy przestać, bo to w prosty sposób zmniejsza ryzyko takich artefaktów i poprawia jakość diagnostyczną obrazów.

Pytanie 32

„Ognisko zimne” w obrazie scyntygraficznym oznacza

A. obszar gromadzący znacznik.
B. obszar niegromadzący radioznacznika.
C. zmianę najczęściej o charakterze łagodnym.
D. zmianę o większej aktywności hormonalnej.
Prawidłowo – w scyntygrafii „ognisko zimne” oznacza obszar, który nie gromadzi radioznacznika, czyli praktycznie brak rejestracji promieniowania w tym miejscu na obrazie gammakamery. W badaniach medycyny nuklearnej, takich jak scyntygrafia kości, tarczycy czy wątroby, zakładamy, że prawidłowa tkanka wychwytuje podany radiofarmaceutyk w pewnym typowym, dość równomiernym stopniu. Jeśli w tym tle pojawia się „dziura”, miejsce o znacznie mniejszej aktywności niż otoczenie albo wręcz czarne pole na kolorowej mapie, to właśnie mówimy o ognisku zimnym. Moim zdaniem dobrze jest to kojarzyć z „brakiem funkcji”, a nie z konkretnym rozpoznaniem. Przykład praktyczny: w scyntygrafii tarczycy po podaniu jodu promieniotwórczego wole guzkowe może dać obraz guzków „zimnych” – guz nie gromadzi jodu, bo nie produkuje hormonów. Ale taki guzek może być zarówno łagodny, jak i złośliwy, więc sam fakt „zimna” nie rozstrzyga. W scyntygrafii kości zimne ognisko może oznaczać np. rozległą martwicę, torbiel, niektóre przerzuty lityczne, albo też artefakt techniczny (np. metaliczna proteza dająca zacienienie). Według dobrych praktyk medycyny nuklearnej każde ognisko zimne trzeba zawsze interpretować w kontekście: rodzaju radiofarmaceutyku, obrazu klinicznego, innych badań obrazowych (RTG, TK, MR). I jeszcze jedna rzecz: ognisko gorące to nadmierne gromadzenie znacznika, a ognisko zimne – niedobór lub brak, co jest podstawową parą pojęć, którą naprawdę warto mieć „w małym palcu” podczas nauki scyntygrafii.

Pytanie 33

Na scyntygramie tarczycy uwidoczniono guzek

Ilustracja do pytania
A. zimny w płacie lewym.
B. gorący w płacie lewym.
C. zimny w płacie prawym.
D. gorący w płacie prawym.
Na scyntygramie tarczycy „guzek gorący w płacie prawym” oznacza ognisko zwiększonego gromadzenia radioznacznika (najczęściej 99mTc lub 123I) w prawej części gruczołu. Na obrazie widzimy obszar o wyraźnie większej aktywności – intensywniejsze barwy, zwykle przechodzące w stronę czerwieni/bieli – co odpowiada właśnie guzkowi nadczynnemu. Zgodnie z zasadami interpretacji badań medycyny nuklearnej, obszary gorące to takie, gdzie wychwyt znacznika jest większy niż w otaczającym miąższu, co koreluje z lokalnie zwiększoną czynnością hormonalną tkanki tarczycowej. W praktyce klinicznej taki guzek często odpowiada tzw. autonomicznemu guzkowi toksycznemu albo wolem guzkowym nadczynnym. Ważne jest, że w scyntygrafii nie oceniamy tylko koloru, ale też symetrię obu płatów, położenie względem znaczników anatomicznych oraz skalę intensywności. Z mojego doświadczenia typowym błędem jest mylenie „gorącego” z „dobrze widocznego” – tutaj kluczowe jest porównanie do reszty tarczycy, a nie do tła. W standardach interpretacji badań scyntygraficznych tarczycy podkreśla się, że guzek gorący rzadko bywa złośliwy, ale zawsze wymaga korelacji z TSH, FT4, USG oraz czasem z testem supresyjnym. W codziennej pracy technika elektroradiologii istotne jest poprawne pozycjonowanie pacjenta (projekcja AP, stabilizacja szyi), kontrola czasu od podania radiofarmaceutyku oraz unikanie artefaktów, które mogłyby udawać ognisko zwiększonego wychwytu. Jeśli nauczysz się świadomie patrzeć na rozkład aktywności w obu płatach, rozpoznanie gorącego guzka w prawym płacie staje się dość intuicyjne.

Pytanie 34

Szczytowy przepływ wydechowy zarejestrowany w trakcie badania maksymalnie natężonego wydechu jest oznaczany skrótem

A. PIF
B. PEF
C. FVC
D. FRC
Prawidłowy skrót dla szczytowego przepływu wydechowego to PEF (Peak Expiratory Flow). To jest maksymalna szybkość przepływu powietrza, jaką pacjent osiąga w trakcie maksymalnie natężonego wydechu, zwykle po głębokim, pełnym wdechu. W spirometrii i w pomiarach za pomocą pikflometru PEF jest jednym z podstawowych parametrów, szczególnie w monitorowaniu astmy i obturacji dróg oddechowych. W praktyce wygląda to tak: pacjent nabiera jak najwięcej powietrza do płuc, potem jak najszybciej i jak najmocniej wydmuchuje powietrze – urządzenie rejestruje właśnie ten maksymalny, szczytowy przepływ, czyli PEF. Moim zdaniem warto zapamiętać, że litera „E” w nazwie oznacza „expiratory”, czyli wydechowy, co od razu odróżnia ten parametr od PIF, który jest wdechowy. W codziennej pracy technika medycznego PEF używa się do oceny drożności dużych dróg oddechowych, kontroli leczenia u chorych na astmę (np. porównywanie PEF rano i wieczorem), a także do wychwytywania zaostrzeń zanim pacjent sam poczuje wyraźne pogorszenie. Zgodnie z dobrymi praktykami pomiar PEF powinien być wykonany co najmniej trzykrotnie, a do oceny przyjmuje się najwyższą prawidłowo wykonaną wartość, przy zachowaniu poprawnej techniki wydechu i szczelnego objęcia ustnika. W spirometrii komputerowej PEF pojawia się na wykresie przepływ–objętość jako najwyższy punkt krzywej. Ten parametr jest prosty do oznaczenia, ale daje naprawdę dużo informacji o stanie układu oddechowego, szczególnie gdy śledzi się go w czasie.

Pytanie 35

Zamieszczony elektrokardiogram przedstawia

Ilustracja do pytania
A. migotanie komór.
B. zawał dolnej ściany serca.
C. zawał przedniej ściany serca.
D. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
To zapis bardzo typowy dla migotania komór. Na przedstawionym EKG nie widać żadnych wyraźnych, powtarzalnych zespołów QRS, brak też załamków P i załamków T. Zamiast tego jest nieregularna, chaotyczna, falista linia o zmiennej amplitudzie i częstotliwości. W praktyce mówi się, że zapis wygląda jak „robaczkowanie” albo „drżenie” linii izoelektrycznej. To właśnie klasyczny obraz VF (ventricular fibrillation). W tej arytmii poszczególne włókna mięśnia komór kurczą się nieskoordynowanie, serce mechanicznie nie pompuje krwi, a krążenie w zasadzie ustaje. Z punktu widzenia medycyny ratunkowej to rytm do defibrylacji – zgodnie z wytycznymi ERC/AHA po rozpoznaniu VF natychmiast wykonuje się wyładowanie defibrylatora (u dorosłych najczęściej 150–200 J w defibrylacji dwufazowej), równolegle prowadząc wysokiej jakości uciśnięcia klatki piersiowej. Moim zdaniem warto zapamiętać, że w migotaniu komór nie próbujemy liczyć tętna ani częstości – tu liczy się szybkie rozpoznanie „chaosu” na EKG i natychmiastowa reakcja. W warunkach szpitalnych VF często widzi się na monitorze jako nagłą utratę zespołów QRS i przejście w właśnie taki nieregularny zapis bez linii izoelektrycznej między „falami”. W diagnostyce elektromedycznej dobrą praktyką jest zawsze sprawdzenie, czy nie jest to artefakt (np. luźne elektrody), ale przy braku tętna i nagłej utracie przytomności zakładamy, że to prawdziwe VF i działamy od razu, bez zwłoki na dodatkową analizę.

Pytanie 36

W których projekcjach wykonuje się standardowe badanie mammograficzne?

A. Kraniokaudalnej i zrotowanej.
B. Kaudokranialnej i zrotowanej.
C. Kraniokaudalnej i skośnej przyśrodkowo-bocznej.
D. Kaudokranialnej i skośnej przyśrodkowo-bocznej.
Prawidłowo wskazana projekcja kraniokaudalna (CC) oraz skośna przyśrodkowo-boczna, czyli mediolateral oblique (MLO), to standardowy zestaw w rutynowym badaniu mammograficznym. W praktyce technik wykonuje dla każdej piersi przynajmniej te dwie projekcje, bo one się wzajemnie uzupełniają i dają możliwie pełny obraz gruczołu piersiowego.

Projekcja kraniokaudalna polega na uciśnięciu piersi między detektorem a kompresorem z góry na dół. Dzięki temu dobrze oceniamy centralne i przyśrodkowe części piersi, a także struktury położone bardziej powierzchownie. Widzimy wtedy rozkład tkanki gruczołowej, mikrozwapnienia, zarysy ewentualnych guzków. Z mojego doświadczenia, jeśli CC jest dobrze wykonana, to brodawka jest widoczna w profilu, a pierś jest równomiernie spłaszczona, bez zagięć skóry, co ma ogromne znaczenie dla jakości obrazu.

Z kolei projekcja skośna przyśrodkowo-boczna (MLO) jest kluczowa, bo obejmuje nie tylko pierś, ale też ogon pachowy, czyli fragment tkanki gruczołowej wchodzący w dół pachy. Właśnie tam często lokalizują się zmiany, które mogą umknąć w projekcji CC. W dobrych praktykach przyjmuje się, że na MLO powinna być widoczna fałda podpiersiowa, mięsień piersiowy większy i jak największa objętość tkanki piersi. To jest taki wyznacznik poprawnego pozycjonowania pacjentki.

Standardy programów przesiewowych (np. europejskich EUREF) jasno wskazują zestaw CC + MLO jako podstawę badania screeningowego. Dodatkowe projekcje, jak np. powiększeniowe czy celowane, wykonuje się dopiero przy podejrzeniu zmiany. W praktyce technika najważniejsze jest prawidłowe ułożenie pacjentki, odpowiedni ucisk piersi (żeby zmniejszyć dawkę i poprawić kontrast) oraz unikanie artefaktów. Moim zdaniem im lepiej rozumiesz, po co robisz te dwie konkretne projekcje, tym łatwiej potem zauważyć, że czegoś na obrazie brakuje i trzeba np. powtórzyć ujęcie albo dodać kolejne.

Pytanie 37

Obrazowanie w sekwencjach STIR, FLAIR, SE wykonywane jest w badaniu

A. USG
B. PET
C. MR
D. TK
Prawidłowo powiązałeś sekwencje STIR, FLAIR i SE z rezonansem magnetycznym, czyli badaniem MR. To są nazwy konkretnych sekwencji obrazowania stosowanych właśnie w MRI. W uproszczeniu sekwencja to sposób „pobierania” sygnału z tkanek przez aparat, z określonymi czasami TR, TE, sposobem tłumienia sygnału, itp. STIR (Short Tau Inversion Recovery) to sekwencja tłumiąca sygnał tłuszczu. Dzięki temu bardzo dobrze widać obrzęk, naciek zapalny czy zmiany pourazowe, np. w układzie kostno‑stawowym, w kręgosłupie, w badaniach onkologicznych. FLAIR (Fluid Attenuated Inversion Recovery) tłumi sygnał płynu mózgowo‑rdzeniowego, przez co świetnie uwidacznia zmiany w istocie białej mózgu, np. w stwardnieniu rozsianym, niedokrwieniu czy zapaleniach. SE (Spin Echo) to klasyczna, podstawowa sekwencja MR, na której opierają się obrazy T1‑ i T2‑zależne, stosowana praktycznie w każdym badaniu MR, od głowy, przez kręgosłup, po jamę brzuszną. W praktyce klinicznej protokół MR głowy prawie zawsze zawiera kombinację sekwencji SE T1, SE/TSE T2 oraz FLAIR; z kolei w badaniach narządu ruchu bardzo często pojawia się STIR do oceny szpiku kostnego i tkanek miękkich. Moim zdaniem warto zapamiętać to skojarzenie: jeśli słyszysz STIR, FLAIR, SE, T1, T2, DWI – myślisz od razu „MR”, bo to jest standard w opisach badań i w zaleceniach towarzystw radiologicznych. W USG, TK czy PET takich nazw sekwencji po prostu się nie używa, tam operuje się innymi parametrami i protokołami.

Pytanie 38

Brachyterapia wewnątrzjamowa jest wykorzystywana podczas leczenia nowotworu

A. szyjki macicy.
B. gałki ocznej.
C. krtani.
D. piersi.
Prawidłowa odpowiedź wskazuje na szyjkę macicy i to jest bardzo charakterystyczne dla brachyterapii wewnątrzjamowej. W tej technice źródło promieniowania umieszcza się w naturalnej jamie ciała, czyli np. w kanale szyjki macicy i w pochwie, za pomocą specjalnych aplikatorów. Dzięki temu dawka promieniowania jest bardzo wysoka w obrębie guza, a stosunkowo szybko spada w tkankach zdrowych, które leżą dalej. To właśnie jest główna przewaga brachyterapii nad klasyczną teleradioterapią – bardzo stromy gradient dawki i precyzyjne „trafienie” w nowotwór. W praktyce klinicznej rak szyjki macicy jest jednym z klasycznych, podręcznikowych wskazań do brachyterapii wewnątrzjamowej, zgodnie z wytycznymi m.in. ESTRO czy ICRU. W nowoczesnych pracowniach stosuje się technikę HDR (high dose rate), gdzie źródło (najczęściej iryd-192) jest na chwilę wprowadzane do aplikatora sterowanego komputerowo, według wcześniej przygotowanego planu leczenia. Plan opiera się na obrazowaniu TK lub MR, tak żeby dokładnie określić objętość guza i narządy krytyczne, jak pęcherz czy odbytnica. Z mojego doświadczenia w nauce tego tematu warto zapamiętać, że: szyjka macicy = brachyterapia wewnątrzjamowa, z użyciem aplikatorów wewnątrzmacicznych i dopochwowych, a całość najczęściej łączy się z teleradioterapią miednicy i często z chemioterapią. W dobrych ośrodkach bardzo pilnuje się też unieruchomienia pacjentki, kontroli położenia aplikatorów oraz dokumentacji dawki, bo to ma ogromny wpływ na skuteczność i powikłania.

Pytanie 39

Zdjęcie którego zęba górnego zlecił na skierowaniu lekarz stomatolog?

Ilustracja do pytania
A. Prawego przedtrzonowego drugiego.
B. Lewego przedtrzonowego drugiego.
C. Prawego trzonowego pierwszego.
D. Lewego trzonowego pierwszego.
Na skierowaniu widnieje symbol „6” umieszczony w górnym kwadrancie schematu zębowego, co zgodnie z międzynarodowym systemem FDI oraz powszechnie stosowanymi schematami w stomatologii oznacza pierwszy ząb trzonowy w danym łuku. Położenie cyfry nad linią poziomą wskazuje szczękę (łuk górny), a po jej lewej stronie – lewą stronę pacjenta. Czyli patrzymy zawsze z perspektywy pacjenta, a nie osoby opisującej zdjęcie. W efekcie zapis odpowiada lewemu pierwszemu trzonowcowi w szczęce, czyli odpowiedzi: lewego trzonowego pierwszego. Moim zdaniem to jedno z podstawowych oznaczeń, które trzeba mieć „w ręku”, bo w praktyce pracowni RTG takie symbole pojawiają się na skierowaniach bardzo często, zwłaszcza od stomatologów, którzy używają uproszczonych schematów zębowych. W codziennej pracy technika elektroradiologii poprawne rozpoznanie oznaczenia zęba ma znaczenie praktyczne: ustawiamy pacjenta tak, aby interesujący ząb znalazł się w optymalnym polu promieniowania, dobieramy odpowiednią kasetę lub sensor, sprawdzamy kolimację wiązki oraz projekcję (np. zdjęcie zębowe, skrzydłowo‑zębowe czy pantomogram). Dodatkowo prawidłowe odczytanie strony (prawej/lewej) jest elementem dobrej praktyki i bezpieczeństwa pacjenta, dokładnie tak jak przy oznaczaniu projekcji w zdjęciach kości czy klatki piersiowej. Błąd strony przy zębach może skutkować powtórnym naświetlaniem, a więc niepotrzebnym zwiększeniem dawki. Dlatego w standardach jakości i procedurach pracownianych kładzie się nacisk na dokładne sprawdzenie skierowania, schematu zębowego i porównanie z jamą ustną pacjenta przed ekspozycją.

Pytanie 40

Do prób aktywacyjnych stosowanych w badaniu EEG zalicza się

A. wstrzymanie oddechu.
B. próbę hipowentylacyjną.
C. rytmiczne błyski świetlne.
D. otwieranie i zamykanie ust.
Prawidłowo wskazana odpowiedź to rytmiczne błyski świetlne, czyli tzw. fotostymulacja. W standardowym badaniu EEG jest to jedna z podstawowych prób aktywacyjnych, obok hiperwentylacji. Polega na podawaniu pacjentowi serii błysków o różnej częstotliwości, zwykle w zakresie kilku–kilkunastu Hz, przy zamkniętych oczach. Celem jest wywołanie reakcji bioelektrycznej mózgu na bodziec wzrokowy i sprawdzenie, czy zapis EEG prawidłowo reaguje na taką stymulację. U osoby zdrowej obserwuje się tzw. odpowiedź fotyczną, zsynchronizowaną z częstotliwością błysków, bez wyładowań napadowych. U pacjentów z padaczką światłoczułą mogą pojawić się wyładowania iglicowo-falowe lub wręcz napad, dlatego badanie wykonuje się ostrożnie, zgodnie z procedurą. W praktyce technik EEG musi zadbać o prawidłowe ustawienie lampy stroboskopowej (odpowiednia odległość od oczu, kąt, natężenie światła), poinformować pacjenta, co będzie się działo, i obserwować jego stan kliniczny w trakcie fotostymulacji. Moim zdaniem ważne jest też, żeby pamiętać, że nie każdy pacjent toleruje błyski tak samo – u osób z migreną czy nadwrażliwością wzrokową trzeba być szczególnie uważnym. Z punktu widzenia standardów pracowni EEG, fotostymulacja jest elementem rutynowego protokołu, bo pozwala wykryć zmiany napadowe, które w spoczynku mogłyby się nie ujawnić. W dokumentacji opisu badania zwykle odnotowuje się, czy reakcja na stymulację świetlną była prawidłowa, czy wystąpiły zmiany napadowe, brak odpowiedzi, albo reakcja paradoksalna. To wszystko ma duże znaczenie diagnostyczne, szczególnie u młodych pacjentów z podejrzeniem padaczki idiopatycznej.