Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
Rozpoczęcie: 22 września 2026 20:35
Zakończenie: 22 września 2026 20:40 Rozwiązano w aplikacji mobilnej
Egzamin zdany!
Wynik: 6/10 punktów (60,0%)
Wymagane minimum: 5 punktów (50%)
Pewność odpowiedzi
Żadna odpowiedź nie została oznaczona jako strzał.
Przy następnym egzaminie zaznaczaj niepewne odpowiedzi - zobaczysz wtedy, ile wyniku bierze się z wiedzy, a ile ze szczęścia.
Zachowaj ten wynik na koncie
Załóż darmowe konto albo zaloguj się - ten egzamin przypiszemy do Twojego konta, więc wrócisz do swoich błędów, będziesz śledzić postęp i dostaniesz powtórki dobrane do Twoich odpowiedzi.
W pracowni ultrasonograficznej technik elektroradiolog nie korzysta z przepisów dotyczących
A. antyseptyki.
B. ochrony radiologicznej.Twoja odpowiedź
C. ochrony przeciwpożarowej.
D. bezpieczeństwa i higieny pracy.
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazałeś, że w pracowni ultrasonograficznej technik elektroradiolog nie korzysta z przepisów dotyczących ochrony radiologicznej w rozumieniu promieniowania jonizującego. USG opiera się na fali ultradźwiękowej, czyli drganiach mechanicznych o wysokiej częstotliwości, a nie na promieniowaniu jonizującym takim jak w RTG, TK czy medycynie nuklearnej. To oznacza, że nie obowiązują tu typowe zasady ochrony radiologicznej: nie liczymy dawek efektywnych w mSv, nie ma konieczności prowadzenia rejestru dawek, nie wyznacza się stref kontrolowanych i nadzorowanych z powodu promieniowania jonizującego, nie ma też obowiązku stosowania fartuchów ołowianych, osłon gonad czy tarczycy z tego powodu. Moim zdaniem to jedno z częstszych miejsc, gdzie uczniowie się mylą – widzą słowo „pracownia obrazowa” i od razu kojarzą z ochroną radiologiczną. Tymczasem standardy, np. wytyczne ICRP czy polskie przepisy prawa atomowego, dotyczą właśnie promieniowania jonizującego, a ultrasonografia się w ten zakres po prostu nie łapie. Oczywiście, w USG nadal dbamy o bezpieczeństwo pacjenta i personelu: kontrolujemy czas ekspozycji na ultradźwięki, parametry aparatu (MI, TI), unikamy zbyt długiego badania u ciężarnych na płodzie, ale to jest raczej bioefekt ultradźwięków, a nie klasyczna ochrona radiologiczna. W praktyce technik w pracowni USG musi bardzo pilnować przepisów BHP, zasad ergonomii (bo badania są długie i obciążają układ mięśniowo‑szkieletowy), przepisów przeciwpożarowych oraz zasad antyseptyki: dezynfekcja głowic, stosowanie jednorazowych osłonek przy badaniach przezpochwowych czy przezodbytniczych, właściwe przygotowanie żelu. To są realne, codzienne obowiązki. Natomiast typowe procedury jak dozymetr osobisty, kontrola dawek, testy osłonności ścian dotyczą już pracowni RTG, TK, radioterapii czy medycyny nuklearnej, a nie USG.
Pytanie 2
Podstawowym elementem diagnostycznym aparatury izotopowej wykorzystującej emisyjne metody pomiaru jest
A. woltomierz.
B. amperomierz.
C. komora jonizacyjna.
D. kamera scyntylacyjna.Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłową odpowiedzią jest kamera scyntylacyjna, bo to właśnie ona stanowi podstawowy element diagnostyczny w aparaturze izotopowej wykorzystującej emisyjne metody pomiaru. W emisyjnych technikach medycyny nuklearnej źródłem promieniowania jest radioizotop podany pacjentowi, a zadaniem układu pomiarowego jest rejestracja promieniowania gamma wychodzącego z organizmu. Kamera scyntylacyjna (gammakamera) zamienia te kwanty promieniowania na błyski światła w krysztale scyntylacyjnym (najczęściej NaI(Tl)), a potem na sygnał elektryczny w fotopowielaczach. Na tej podstawie system tworzy obraz rozkładu radiofarmaceutyku w ciele. To właśnie ten element decyduje o jakości diagnostycznej badania: rozdzielczości przestrzennej, czułości detekcji, możliwości wykonywania projekcji planarnych i badań SPECT. W praktyce klinicznej kamera scyntylacyjna jest sercem całego zestawu – reszta aparatury (kolimatory, układy akwizycji, oprogramowanie) tylko wspiera jej działanie. Z mojego doświadczenia to na ustawieniu parametrów pracy kamery, doborze odpowiedniego kolimatora i właściwej energii okna fotopiku opiera się większość dobrej praktyki w scyntygrafii. W nowoczesnych pracowniach standardem jest używanie kamer scyntylacyjnych sprzężonych z TK (SPECT/CT), ale wciąż kluczowy element emisyjny to właśnie detektor scyntylacyjny. Bez niego mamy co najwyżej licznik promieniowania, a nie rzeczywiste narzędzie diagnostyki obrazowej zgodne z wytycznymi medycyny nuklearnej.
Pytanie 3
W radiografii mianem SID określa się
A. system automatycznej regulacji jasności.
B. system automatycznej kontroli ekspozycji.
C. odległość między obiektem badanym a detektorem obrazu.
D. odległość między źródłem promieniowania a detektorem obrazu.Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo, w radiografii SID (Source to Image Distance) oznacza odległość między źródłem promieniowania rentgenowskiego a detektorem obrazu, czyli kasetą, przetwornikiem cyfrowym, płytą DR itp. To jest podstawowy parametr geometryczny badania RTG. Moim zdaniem warto go traktować tak samo poważnie, jak kV czy mAs, bo wpływa bezpośrednio na jakość obrazu i dawkę. Im większy SID, tym promieniowanie jest bardziej równoległe, co zmniejsza powiększenie i zniekształcenia obrazu, a poprawia odwzorowanie wymiarów anatomicznych. Standardowo przy zdjęciach klatki piersiowej stosuje się duży SID (np. ok. 180 cm), żeby ograniczyć powiększenie sylwetki serca i uzyskać lepszą ocenę pól płucnych. Przy zdjęciach kończyn często używa się krótszych odległości, np. 100–115 cm, bo łatwiej wtedy uzyskać odpowiednią ekspozycję przy mniejszej dawce. Z mojego doświadczenia w pracowni radiologicznej jednym z typowych błędów jest przypadkowa zmiana SID, np. przy przesuwaniu statywu, bez korekty parametrów ekspozycji. Prowadzi to do prześwietlonych lub niedoświetlonych zdjęć, a czasem do konieczności powtórzenia badania, czyli niepotrzebnego zwiększenia dawki dla pacjenta. Dobre praktyki mówią jasno: dla danej projekcji należy stosować stały, powtarzalny SID, zgodny z protokołem pracowni, a każda zmiana odległości wymaga przeliczenia ekspozycji zgodnie z prawem odwrotności kwadratu odległości. W nowoczesnych aparatach RTG SID jest zwykle wyświetlany na konsoli i warto na to zerkać rutynowo, bo to naprawdę ułatwia utrzymanie stałej jakości badań.
Pytanie 4
Do zdjęcia prawych otworów międzykręgowych kręgosłupa szyjnego pacjent stoi w skosie
A. lewym tylnym.Poprawna odpowiedź
B. prawym tylnym.
C. lewym przednim.Twoja odpowiedź
D. prawym przednim.
Niepoprawna odpowiedź. W tym zadaniu cała trudność polega na zrozumieniu logiki projekcji skośnych kręgosłupa szyjnego, a nie tylko na zapamiętaniu skrótu. Typowy błąd polega na myleniu, po której stronie widoczne są otwory międzykręgowe w zależności od tego, czy wybieramy skos przedni czy tylny i z której strony pada promień. W odpowiedziach z określeniem „prawy tylny” oraz „prawy przedni” często kryje się intuicyjne myślenie: skoro badamy prawe otwory, to wybiorę projekcję „prawą”. Niestety w kręgosłupie szyjnym tak to nie działa. W projekcjach skośnych szyi otwory międzykręgowe najlepiej uwidaczniają się po stronie przydetektorowej, czyli tej bliżej kasety. Jeśli pacjent stoi w prawym tylnym skosie (RPO), to bliżej detektora znajduje się lewa strona szyi, a promień wchodzi od strony prawej tylnej. Efekt jest taki, że lepiej uwidocznimy LEWE otwory międzykręgowe, a nie prawe. Analogicznie, przy prawym przednim skosie (RAO) promień wchodzi od przodu po prawej stronie, ale nadal strona bliższa detektorowi będzie lewa, więc diagnostycznie wyraźniejsze będą lewe otwory. To jest bardzo typowe złudzenie: skupiamy się na tym, skąd pada promień, a nie na tym, która strona jest przy detektorze. Odpowiedź z „lewym przednim” też jest myląca, bo ktoś może założyć, że skoro lewa, to będzie widoczna prawa strona, ale przy projekcjach przednich (LAO/RAO) otwory oglądamy z innej geometrii wiązki, i standardowo do oceny szyjnych otworów międzykręgowych preferuje się projekcje tylne skośne, właśnie LPO i RPO. W praktyce klinicznej przyjęło się, że: LPO – oglądamy prawe otwory, RPO – oglądamy lewe otwory. Jeżeli wybierzemy niewłaściwy skos, obraz będzie mało przydatny diagnostycznie, a pacjent niepotrzebnie dostanie kolejną dawkę promieniowania przy powtórce badania. Dobra praktyka to zawsze myśleć: którą stronę chcę przyłożyć do detektora, a dopiero potem dobierać projekcję i kierunek wiązki, zamiast kierować się tylko intuicyjną nazwą skosu.
Pytanie 5
W celu wyeliminowania zakłóceń obrazu MR przez sygnały pochodzące z tkanki tłuszczowej, stosuje się
A. obrazowanie PD - zależne.
B. obrazowanie T1 - zależne.
C. sekwencje FLAIR.Twoja odpowiedź
D. sekwencje STIR.Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. W obrazowaniu MR różne sekwencje mają bardzo konkretne zastosowania i łatwo się pomylić, jeśli kojarzy się je tylko ogólnie z „kontrastem” czy „lepszym obrazem”. W tym pytaniu chodziło ściśle o eliminację zakłóceń od tkanki tłuszczowej. Sekwencje zależne od PD, czyli proton density, są ukierunkowane na ocenę gęstości protonowej tkanek. Dają dobrą rozdzielczość struktur anatomicznych, szczególnie w stawach, ale same z siebie nie wygaszają selektywnie sygnału z tłuszczu. Można oczywiście nałożyć na nie dodatkową technikę fat‑sat, ale wtedy mówimy o PD z saturacją tłuszczu, a nie o „obrazowaniu PD‑zależnym” jako takim. Podobnie sekwencje T1‑zależne: tłuszcz naturalnie świeci jasno w T1, co jest przydatne np. do oceny anatomii, szpiku, zmian po kontraście gadolinowym. Jednak to, że tłuszcz jest dobrze widoczny, nie oznacza jego supresji. Wręcz przeciwnie – w klasycznym T1 bez fat‑satu tłuszcz będzie jednym z najjaśniejszych elementów obrazu. Częsty błąd polega na myleniu „ładnego kontrastu” z „tłumieniem tłuszczu”. Sekwencje FLAIR też bywają mylące. FLAIR (Fluid Attenuated Inversion Recovery) jest bardzo podobny konstrukcyjnie do STIR, bo też używa impulsu inwersyjnego, ale jest zaprojektowany do tłumienia sygnału płynu, głównie płynu mózgowo‑rdzeniowego, a nie tłuszczu. W neuroobrazowaniu to standard do wykrywania zmian w istocie białej, udarów, ognisk demielinizacyjnych. Jednak jeśli chcemy pozbyć się sygnału z tłuszczu, FLAIR po prostu nie spełni tego zadania. Prawidłowa koncepcja polega na tym, że tłumienie tłuszczu metodą inwersji uzyskujemy właśnie w STIR, gdzie czas TI jest dobrany do czasu relaksacji T1 tkanki tłuszczowej. W praktyce klinicznej stosuje się też inne techniki fat‑sat, np. CHESS czy Dixon, ale one działają na zasadzie selektywnej saturacji częstotliwościowej, a nie inwersji. Kluczowe jest więc rozróżnienie: PD i T1 opisują rodzaj kontrastu, FLAIR wycisza płyn, a STIR – tłuszcz. Mylenie tych pojęć to typowy błąd na egzaminach i w nauce MR, bo wszystkie nazwy brzmią podobnie i opierają się na relaksacji, ale ich cel kliniczny jest zupełnie inny.
Pytanie 6
Na radiogramie czaszki strzałką zaznaczono
A. gałąź żuchwy.
B. zatokę szczękową.
C. zachyłek jarzmowy.
D. część skalistą kości skroniowej.Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Na zdjęciu RTG czaszki w projekcji czołowej strzałka wskazuje na część skalistą kości skroniowej. To jest ten bardzo gęsty, mocno zacieniony fragment kości położony bocznie i nieco ku dołowi od podstawy czaszki. Część skalista (pars petrosa) ma największą gęstość kostną w obrębie czaszki, dlatego na obrazie RTG jest wyraźnie bielsza niż otaczające struktury. W jej obrębie znajduje się m.in. przewód słuchowy wewnętrzny, kosteczki słuchowe i struktury ucha wewnętrznego – to kluczowy rejon w otologii i neurochirurgii. Moim zdaniem warto zapamiętać, że na klasycznych projekcjach czaszki właśnie ta część kości skroniowej „świeci” najmocniej, tworząc charakterystyczne zgrubienie przy podstawie. W praktyce technika obrazowania tego obszaru wymaga dobrego doboru parametrów ekspozycji, bo zbyt niskie kV spowoduje niedoświetlenie struktur głębiej położonych, a za wysokie – utratę kontrastu w zatokach czy oczodołach. W diagnostyce radiologicznej część skalista jest ważnym punktem orientacyjnym przy ocenie złamań podstawy czaszki, zmian nowotworowych w okolicy kąta mostowo-móżdżkowego czy zapaleń wyrostka sutkowatego. W TK wysokiej rozdzielczości ocenia się szczegółowo kanały kostne i pneumatykę wyrostka sutkowatego, ale podstawowa orientacja zaczyna się właśnie od umiejętności rozpoznania tej struktury na zwykłym RTG. Dobra praktyka jest taka, żeby zawsze „przelecieć wzrokiem” po obu kościach skroniowych symetrycznie – różnice w zarysie części skalistej lub jej zacienieniu mogą być pierwszym sygnałem patologii.
Pytanie 7
Którym skrótem w badaniu spirometrycznym oznaczana jest pojemność życiowa płuc?
A. TLC
B. FRC
C. ICTwoja odpowiedź
D. VCPoprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. W spirometrii bardzo łatwo się pomylić, bo większość skrótów wygląda podobnie i wszystkie odnoszą się do różnych objętości lub pojemności płuc. Dlatego wiele osób automatycznie sięga po TLC, FRC czy IC, bo kojarzą im się z „pojemnością” albo „całkowitą objętością płuc”. Problem w tym, że klasyczna spirometria mierzy tylko te objętości, które pacjent może świadomie wciągnąć lub wydmuchać, a nie wszystko, co faktycznie znajduje się w płucach. TLC, czyli total lung capacity, to całkowita pojemność płuc – obejmuje ona nie tylko powietrze możliwe do wydmuchania, ale też objętość zalegającą, której spirometr nie jest w stanie bezpośrednio zmierzyć. Do oceny TLC używa się metod pletyzmografii ciała lub technik gazowych, a nie zwykłej spirometrii przybiurkowej. Dlatego TLC nie może być prawidłową odpowiedzią na pytanie o skrót oznaczający pojemność życiową w klasycznym badaniu spirometrycznym. FRC, czyli functional residual capacity, to czynnościowa pojemność zalegająca – objętość powietrza pozostająca w płucach po spokojnym wydechu. Ona również zawiera w sobie komponentu, której spirometr nie rejestruje (objętość zalegająca RV), więc FRC też nie jest parametrem bezpośrednio mierzonym w standardowej spirometrii, tylko raczej w badaniach bardziej zaawansowanych. Typowym błędem myślowym jest tu utożsamianie „pojemności” z „pojemnością życiową”, podczas gdy w fizjologii układu oddechowego każda z pojemności ma ściśle zdefiniowane granice objętości. IC, czyli inspiratory capacity, to pojemność wdechowa, a więc ilość powietrza, jaką można wciągnąć od poziomu spokojnego wydechu (FRC) do maksymalnego wdechu. To też nie jest pojemność życiowa, tylko jej fragment – dokładnie ta część, która dotyczy wdechu. W spirometrii pojemność życiowa (VC) obejmuje zarówno komponent wdechowy, jak i wydechowy, czyli cały zakres między maksymalnym wdechem a maksymalnym wydechem. Moim zdaniem najczęściej błąd wynika z tego, że ktoś pamięta ogólnie „pojemność = capacity”, ale nie kojarzy, że skrót VC jest tu specyficzny dla vital capacity. Dobra praktyka w pracowni to zawsze łączyć skrót z pełną nazwą i prostą definicją, wtedy łatwiej uniknąć takich pomyłek i poprawnie interpretować wyniki badania spirometrycznego.
Pytanie 8
Do badania mammograficznego w projekcji skośnej przyśrodkowo-bocznej kąt lampy powinien być ustawiony w zakresie
A. 10° ÷ 15°
B. 20° ÷ 35°
C. 40° ÷ 60°Twoja odpowiedź
D. 65° ÷ 70°
Poprawna odpowiedź. Prawidłowy zakres kąta 40° ÷ 60° dla projekcji skośnej przyśrodkowo‑bocznej (MLO – mediolateral oblique) w mammografii wynika bezpośrednio z anatomii piersi oraz przebiegu mięśnia piersiowego większego i fałdu pachowego. W tej projekcji zależy nam na możliwie pełnym odwzorowaniu tkanki od górnego kwadrantu piersi aż po część zamostkową, razem z jak największą częścią ogona pachowego. Ustawienie lampy pod kątem około 45–60° względem stołu detektora pozwala zgrać przebieg wiązki z osią mięśnia piersiowego, dzięki czemu pierś jest równomiernie spłaszczona, a gruczoł dobrze rozciągnięty. W praktyce technik dobiera kąt indywidualnie: u pacjentek niskich i z krótką klatką piersiową często stosuje się kąt bliżej 40–45°, a u wysokich, szczupłych kobiet – nawet około 55–60°. Moim zdaniem to jest jedna z tych rzeczy, które trzeba trochę „wyczuć” w praktyce, ale zawsze w granicach zalecanego przedziału. Standardy jakości w mammografii (np. programy przesiewowe) podkreślają, że projekcja MLO musi pokazywać ciągły zarys mięśnia piersiowego od brzegu górnego obrazu aż przynajmniej do poziomu brodawki. Osiągnięcie tego praktycznie nie jest możliwe przy zbyt małym lub zbyt dużym kącie. Dobrze ustawiony kąt 40–60° ułatwia też uzyskanie porównywalnych zdjęć w badaniach kontrolnych, co ma znaczenie przy ocenie progresji lub stabilności zmian. W codziennej pracy warto patrzeć na obraz kontrolny i, jeśli mięsień piersiowy jest słabo widoczny lub pierś „ucieka” w dół, skorygować kąt właśnie w ramach tego zakresu.
Pytanie 9
Którą patologię uwidoczniono w badaniu angiograficznym?
A. Guza mózgu.
B. Cystę mózgu.Twoja odpowiedź
C. Stenozę naczyń mózgowych.
D. Tętniaka naczyń mózgowych.Poprawna odpowiedź
Niepoprawna odpowiedź. Na przedstawionej angiografii mózgowia widzimy obraz typowego badania naczyniowego, a więc rejestrujemy wyłącznie struktury wypełnione kontrastem: tętnice, ewentualnie żyły, czasem patologiczne malformacje. To jest podstawowy punkt wyjścia, który często bywa pomijany i prowadzi do mylenia zmian miąższowych z naczyniowymi. Guz mózgu w klasycznym znaczeniu to zmiana miąższowa, zbudowana z tkanki nowotworowej, nie z samej krwi. W angiografii może on co najwyżej pośrednio dawać objawy: przemieszczenie naczyń, patologiczne unaczynienie, poszerzone naczynia odżywiające. Nie pojawi się jednak jako pojedyncza, równomiernie wypełniona kontrastem kulista struktura w świetle naczynia, jak na tym zdjęciu. Dlatego rozpoznanie guza na podstawie samej sylwetki naczynia jest merytorycznie błędne – do oceny guzów służą głównie TK i MR z kontrastem, a angiografia pełni co najwyżej rolę uzupełniającą. Podobnie jest z cystą mózgu. Torbiel to zbiornik płynu (najczęściej płyn o zbliżonych parametrach do płynu mózgowo‑rdzeniowego), otoczony cienką ścianą. W angiografii DSA taka zmiana praktycznie nie kontrastuje się, widoczna jest co najwyżej jako „ubytek” w tle po odjęciu kości, czyli obszar, w który naczynia są odgarnięte na boki. Kulisty obszar intensywnego kontrastowania nie pasuje więc do torbieli, tylko do patologii typowo naczyniowej. Częsty błąd polega na tym, że każdą kulistą zmianę traktuje się jako torbiel lub guz, bez zastanowienia się, jaką metodą obrazowania wykonano badanie i co ta metoda w ogóle pokazuje. Stenoza naczyń mózgowych, czyli zwężenie światła tętnicy, również wygląda zupełnie inaczej. Oczekujemy przewężenia, nitkowatego odcinka naczynia, czasem z poszerzeniem poststenotycznym, nie zaś workowatego uwypuklenia na boku tętnicy. W diagnostyce zwężeń ocenia się długość i procent zwężenia, symetrię przepływu, krążenie oboczne – tutaj natomiast widać raczej ogniskowe poszerzenie z zachowanym przepływem przed i za zmianą. Z mojego doświadczenia najważniejsze jest, żeby przy każdym obrazie naczyniowym zadać sobie dwa pytania: czy zmiana jest w świetle naczynia, i czy jest to zwężenie, poszerzenie czy nieprawidłowe połączenie naczyń. Takie uporządkowanie myślenia bardzo pomaga odróżnić tętniaka od guza, torbieli czy klasycznej stenozy i unikać pochopnych, intuicyjnych skojarzeń.
Pytanie 10
Elementem pomocniczym w radioterapii, zapewniającym powtarzalność ułożenia w pozycji terapeutycznej, a także unieruchomienie pacjenta, jest
A. bolus.
B. osłona.
C. filtr kompensacyjny.
D. maska termoplastyczna.Twoja odpowiedź
Poprawna odpowiedź. Prawidłowo wskazana maska termoplastyczna to w radioterapii klasyczny przykład systemu unieruchomienia i pozycjonowania pacjenta. Jej główna rola nie jest fizyczna modyfikacja wiązki promieniowania, tylko zapewnienie powtarzalnego, stabilnego ułożenia ciała – najczęściej głowy i szyi, czasem także górnej części klatki piersiowej. Maska jest wykonywana indywidualnie: podgrzany materiał termoplastyczny formuje się na twarzy i głowie pacjenta na etapie planowania (TK planistyczna), a po ostygnięciu zachowuje dokładnie ten kształt. Dzięki temu przy każdym kolejnym frakcyjnym napromienianiu pacjent jest układany praktycznie tak samo, w granicach kilku milimetrów, co jest zgodne z wymaganiami dokładności ICRU i standardów ośrodków radioterapii. Z mojego doświadczenia, bez dobrego unieruchomienia nawet najlepszy plan leczenia na akceleratorze traci sens, bo narządy krytyczne mogą dostać wyższą dawkę niż zakładano, a objętość tarczowa będzie napromieniona nierównomiernie. W praktyce klinicznej maski termoplastyczne są obowiązkowym elementem przy nowotworach głowy i szyi, guzach mózgu, czasem przy napromienianiu oczodołu czy podstawy czaszki. Stosuje się je razem z systemami IGRT (obrazowanie przedzabiegowe – np. CBCT), żeby jeszcze dokładniej zweryfikować pozycję. Maska ogranicza też mimowolne ruchy, np. przełykanie czy lekki skręt szyi. Warto zapamiętać, że bolusy, filtry kompensacyjne czy osłony służą głównie do kształtowania rozkładu dawki w objętości, a nie do stabilizacji pacjenta. W dobrych pracowniach zawsze rozróżnia się systemy unieruchomienia (maski, materace próżniowe, podpórki) od elementów modyfikujących wiązkę.